PERSPEKTYWA INSIDERSKA: PERŁY Z SINDELFINGEN

Ostatnio była tutaj straszna nuda, a poza nią – obietnica rychłego przedstawienia czegoś dokładnie przeciwnego. Którą to obietnicę próbuję niniejszym spełnić.

Powyższa deska rozdzielcza pochodzi z samochodu późnej Epoki Niklu – tej, w której produkowano wszystkich bohaterów poprzedniego wpisu. Tym razem nie chodzi jednak o markę Wanderer, Renault, Fiat, Austin ani Škoda, tylko o Mercedesa. Mercedes, owszem, potrafi być nudny – dla całkiem szerokiej rzeszy ludzi stanowi wręcz synonim nudy. Zresztą, jak już pisałem w dwuczęściowym artykule o wizerunku tego producenta (LINK1, LINK2), w zasadzie nie ma takiej cechy, której nie można by mu przypisać: zależnie od obiektywnych okoliczności i subiektywnej perspektywy Mercedes może być nieskończenie solidny albo nieskończenie dziadowski, ultraszybki lub powolny jak żółw, elegancki i nuworyszowski. Trudno znaleźć drugą markę o tak wielowymiarowym i wieloznacznym wizerunku. Mimo to zgodzicie się chyba, że pełnokrwiste, ośmiocylindrowe GT trudno uznać za nudne.

Późne lata 30-te to bardzo specyficzny okres w dziejach Daimler-Benz. Chodzi oczywiście o politykę: hitleryzm, zbrojenia, wojnę, a wreszcie przymusową pracę w fabrykach koncernu ponad 37 tysięcy robotników z terenów okupowanych, w tym 27 tys. cywilów, 4,9 tys. jeńców wojennych i 5,6 tys. więźniów obozów koncentracyjnych, którzy w sumie stanowili 50,5% siły roboczej Daimler-Benz w 1944r. (ŹRÓDŁO). Ta strona historii firmy i Niemiec nie mieści się co prawda w podstawowej tematyce Automobilowni, ale uważam, że kilkuzdaniowa wzmianka o niej nie jest od rzeczy, zwłaszcza w tekście na temat jednego z ulubionych modeli hitlerowskich notabli.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: ,

KONFRONTACJE: NUDA NIKLOWANA

Zanim zacznę właściwy wpis, chciałem podzielić się LINKIEM DO OGŁOSZENIA – ogłoszenia sprzedaży samochodu należącego do Tomka – perkusisty zespołu Planet Hell, który swego czasu testowałem (samochód, nie zespół). Od perkusisty dostałem już zaproszenie na przejażdżkę kolejnym autem, a Was zapraszam do zapoznania się z ofertą, bo to jedyna ciekawa część dzisiejszego wpisu.

Mówię poważnie: dzisiejszy wpis będzie strasznie nudny. Nudny, bo o nudnej epoce i nudnych samochodach.

Skąd pomysł na pisanie o nudzie? Ano stąd, że nuda pełni bardzo ważną funkcję – funkcję tła dla spraw interesujących. Gdyby nie nuda, spraw interesujących w ogóle by nie było. Albo raczej – nie dostrzeglibyśmy, że są interesujące. One po prostu byłyby nudne. Z czego wynika, że gdyby na świecie nie było nudy, to byłaby sama nuda.

Jak już wielokrotnie pisałem, za główne zadanie Automobilowni uważam przedstawianie motoryzacyjnej różnorodności: wszystkich epok, krajów, segmentów, stylów, itp. A jeśli wszystkich, to również tych nudnych. O samochodach niesamowitych można poczytać gdziekolwiek, ale żeby docenić ich niesamowitość, trzeba najpierw wiedzieć, jak wygląda nuda.

Weźmy, na ten przykład, Bugatti Chiron. Jest niesamowite, bo rozwija półtora tysiąca koni mechanicznych. Ale ta liczba wywołuje opad szczęki tylko dlatego, że wiemy, ile koni drzemie pod maską naszego auta: to może być 50, może 150, a może nawet 500. Jechaliście kiedyś pięćsetkonnym autem…? No to wyobraźcie sobie teraz TRZY RAZY po pięćset. Nie potraficie? Ja też nie i właśnie dlatego Chiron jest niesamowity.

A auto 200-konne: jest niesamowite, czy nie jest…? Z jednej strony – tyle ma benzynowa 1,6-tka z Astry, a dwulitrowa Insignia w dieslu nawet ciut więcej. Ale z drugiej – ja wcale nie mówiłem, że chodzi o model współczesny. On może być np. międzywojenny – wtedy trzeba będzie popatrzeć się na niego inaczej, według innego punktu odniesienia.

Oczywiście, „międzywojenny” to też szerokie pojęcie. Pod koniec lat 20-tych można było kupić Bugatti Royale, Mercedesa SSK, albo Duesenberga SJ – wszystkie z mocami co najmniej 300 KM. Ale zaraz potem wybuchł Wielki Kryzys i takie zabawki znikły z rynku. Znikły na bardzo, bardzo długo. Tuż przed wybuchem II wojny światowej ze świecą było szukać seryjnych silników choćby 200-konnych, a osiągi supersamochodów dorównały wspomnianym monstrom rocznika ’29 dopiero w połowie lat 50-tych (można powiedzieć, że recesja i wojna skasowały aż ćwierć wieku rozwoju!!).

Stąd właśnie pomysł przedstawienia od czasu do czasu czegoś nudnego, do bólu przeciętnego, i podania w ten sposób stosownego punktu odniesienia. Najlepiej w formie „KONFRONTACJI”, żeby dać lepszy obraz i wypełnić artykuł kilkoma samochodami – wszak o pojedynczym nudnym modelu nie da się zbyt wiele napisać. Na dzisiaj wybrałem końcówkę Epoki Niklu i samochody klasy średniej. Czemu akurat tak? Bo nudniej już chyba się nie da.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , , , , , ,

TA, CO SIĘ LUBI POWTARZAĆ: FRANCUSKA GWIAZDA

Po dwóch artykułach dotyczących współczesności (bo pierwsze Volvo S80 to przecież współczesność, prawda?) wracamy do prawdziwej Historii, takiej przez wielkie „H”.

W nazwie przedstawianej dziś firmy nie ma „H”, a nawet gdyby było, to tylko nieme, bo firma pochodziła z Francji. Wielkich liter jest za to aż pięć, i ani jednej małej do tego. Nic w tym jednak dziwnego, bo firma produkowała auta wielkie. Dokładnie Wielko-Turystyczne. Po francusku – Grand Tourisme.

Patrząc na zdjęcie tytułowe mało kto zgadłby, że chodzi o Francję, a szczególnie o czasy niedługo po II wojnie światowej. Tam i wtedy prawo bardzo silnie dyskryminowało duże samochody, przede wszystkim przez zaporowe opodatkowanie, ale nie tylko: ich producentom obcinano przydziały deficytowych surowców (w tym stali) oraz dewiz, koniecznych do zaopatrywania się za granicą. O ile przejściową reglamentację strategicznych materiałów stosowano wtedy prawie wszędzie, to restrykcji walutowych zrozumieć nie sposób – branża aut luksusowych to przecież najlepsza lokomotywa eksportu i duszenie jej w rzekomej trosce o bilans handlowy to czysty absurd. Do połowy lat 50-tych ofiarą między innymi tej polityki padły dokładnie wszystkie francuskie Grandes Marques („wielkie marki” – Bugatti, Delage, Delahaye, Talbot-Lago), kilka pomniejszych (Hotchkiss, Salmson), zaś najstarszy w śweicie producent automobili, Panhard, przedłużył swoje istnienie tylko dzięki zaprezentowaniu bardzo nowoczesnych, małych modeli Dyna X z karoseriami z niereglamentowanego aluminium .

A jednak – nawet w takich warunkach znalazł się człowiek, który postanowił, wbrew wszelkiej politycznej poprawności, produkować samochody z najwyższej półki, kontynuujące tradycje Grandes Marques. No bo jak to tak: żeby elity Paryża nie mogły przejechać się po ChampsÉlysées wytworną limuzyną, coupè albo roadsterem…? Albo też, co gorsza, żeby były zmuszone uciekać się do produktów niemieckich, angielskich lub amerykańskich, bo w kraju dostępne są tylko miejskie toczydełka…? Prędzej by piekło zamarzło!!

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: POLAR EXPRESS

Jak jest zima to musi być zimno, tak…? Pani kierowniczko, takie jest odwieczne prawo natury!!

Zimy ostatnimi latami nie należą do ciężkich, ale śródziemnomorskich bynajmniej nie przypominają. Przynajmniej w moim mieście, gdzie śnieg i sól pojawiają na ulicach co chwilę (w chwili, kiedy to piszę, za oknem widzę obrazek rodem ze starych, amerykańskich filmów bożonarodzeniowych). Na szczęście zdarzają się też przerwy, które można wykorzystać na „PRZEJAŻDŻKĘ PO GODZINACH”.

Takie właśnie okno pogodowe wystąpiło w ostatnią sobotę. W ciągu tygodnia nie tylko stopniał śnieg, ale też asfalt został ładnie umyty deszczem, a potem nawet w dużej części wysuszony przez mocny wiatr. Co prawda temperatury nie wzrosły ponad poziom pozwalający zgasnąć kontrolce ostrzegającej o niebezpieczeństwie gołoledzi, ale dzięki suchemu powietrzu drogi były zupełnie czyste. Jako że prognozy przewidywały rychły powrót mrozu i śniegu (co właśnie widzę za oknem), trzeba było się spieszyć. Dlatego też z dnia na dzień umówiliśmy się z Marcinem z Myślenic – właścicielem pierwszej generacji Volva S80.

Marcin proponował mi przejażdżkę już ubiegłej zimy, z zastrzeżeniem, żeby poczekać na założenie letnich opon. Tak się jednak poukładało, że spotkaliśmy się dopiero teraz, kiedy auto znów jeździ na zimówkach. Jak dla mnie w przejażdżce to w ogóle nie przeszkadza, a do pojazdu z Dalekiej Północy wydaje się wręcz odpowiedniejsze.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,

C’EST LA VIE: MIESZANE UCZUCIA

Wiecie co to są mieszane uczucia? Otóż jest to stan ducha faceta, którego teściowa spada w przepaść w jego nowym Ferrari.

Suchar oczywiście stary i taki sobie, ale mieszane uczucia – prawie współczesne. We mnie wywołuje je bowiem samochód ze zdjęcia – Peugeot RCZ.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,