PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: BARDZO MOCNY WÓZ

Normalnie, to ja nie lubię BMW. Nie lubię tym bardziej, im młodszy jest rocznik.

Owszem, nie przeczę, że do mojej niechęci w jakimś tam stopniu przyczyniają się stereotypowi właściciele aut tej marki, ale Mercedesami również nie jeżdżą sami święci. Różnica – w moim prywatnym, czysto subiektywnym odczuciu – polega tutaj na tym, że w przypadku marki bawarskiej uczucia żywione do niej przez osobistości zajmujące mało chwalebne nisze w strukturze społecznej nie biorą się wyłącznie z jej prestiżu, a przede wszystkim z charakteru jej produktów, zupełnie świadomie, celowo nasyconego przez producenta koktajlem adrenaliny i testosteronu. Który jest dla mnie zupełnie niestrawny.

Mimo to istnieje kilka modeli BMW, które chętnie widziałbym w swoim garażu. E30, przykładowo. E24 i jego następca, E31. A także moi zdecydowani faworyci – E34 i E39.

E39 to chyba ostatnie BMW, które uważam za ładne. Narysowane z klasą. W wypadku tego auta nie razi widok wysiadającego zeń, nobliwego profesora uniwersytetu, włączony zawczasu kierunkowskaz albo niezwłoczne zjechanie na prawy pas autostrady po zakończonym wyprzedzaniu. Czyli rzeczy, które w przypadku nowego X6 albo 5-tki GT wyglądają zwyczajnie nie na miejscu – niczym obwieszony złotymi łańcuchami i wygolony na zero dresiarz w pierwszym rzędzie widowni w filharmonii.

E39 to oznaczenie sedana i kombi segmentu E produkowanych odpowiednio w latach 1995-2003 i 1996-2004. Czyli bezpośredniego konkurenta Mercedesa W210. To jedyna generacja BMW, która – znów w moim prywatnym, czysto subiektywnym odczuciu – ma przewagę nad arcyrywalem ze Stuttgartu. Po pierwsze, przewagę estetyczną. Po drugie – blacharsko-(anty)korozyjną. A poza tym… o tym miałem przekonać się w ostatni piątek.

Czytaj więcej ›

Share Button
Napisano w PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH Tagi: , ,

KONFRONTACJE: CZTERY RAZY CZTERY NA CZTERY

Niektórzy mówią, że koń zawsze ciągnie wóz, nigdy zaś go nie pcha – dlatego też w samochodzie siła napędowa powinna wędrować wyłącznie na oś przednią. Inni ripostują, że gdyby sam wszechwiedzący i nieomylny Bóg uznawał wyższość napędu przedniego, to ludzie chodziliby na rękach. Są też jednak i tacy, co przytomnie dodają, że może i najinteligentniejsze z boskich stworzeń, za jakie uchodzi homo sapiens, faktycznie porusza się na tylnych odnóżach, ale te najszybsze – gepard i koń – biegają wyłącznie na wszystkich czterech.

Czytaj więcej ›

Share Button
Napisano w KONFRONTACJE Tagi: , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: PRZEDNIA ATRAKCJA

Traction Avant” znaczy po francusku „przedni napęd”. Mało oryginalna nazwa dla modelu samochodu, prawda…? Szczególnie dla takiego, który z założenia ma zapierać dech w piersiach.

To jednak nie do końca tak. Francuzi, jak zresztą każdy naród na świecie, w mowie potocznej upraszczają, co się tylko da – dlatego też nazwę produkowanego w latach 1934-57 Citroëna skracają zazwyczaj do „La Traction„. Wymawia się to „LATRAKSJĄ” – zupełnie nieodróżnialnie od „l’attraction„‚, co oznacza po prostu „atrakcję”. W trywialności nazwy kryło się więc znacznie więcej przebiegłości, można powiedzieć – francuskiego sprytu, niż mogłoby się z pozoru wydawać. To był pierwszy, choć bynajmniej nie ostatni raz, kiedy Citroën z pełną premedytacją użył tego rodzaju przekazu podprogowego – wystarczy wspomnieć choćby legendarny model DS, którego oznaczenie wygląda na papierze jeszcze bardziej prozaicznie od „przedniego napędu”, lecz we francuskich ustach zmienia się La Déesse, czyli w prawdziwą Boginię.

Traction Avant to poprzedniczka DS-y. Nie tylko chronologiczna (i to bezpośrednia, w co niełatwo uwierzyć porównując wizualnie oba auta), ale też duchowa – bo w momencie premiery nie mniej rewolucyjna i brylująca na tle konkurencji. To właśnie jej Citroën zawdzięczał swój niegdysiejszy, XX-wieczny wizerunek najbardziej nietuzinkowego z masowych producentów samochodów. Dziś niewielu o tym pamięta: DS-a – owszem, kult, legenda, bogini, latający spodek, hydropneumatyka, Louis de Funes – ale wóz sprzed wojny…? Przecież wtedy jeździło się wozami drabiniastymi…

Faktycznie, dzisiaj mało kto potrafi dostrzec historyczną doniosłość, przełomowość pojazdu, który razi współczesne oczy bufiastymi błotnikami, sterczącymi z nich reflektorami czy przednimi drzwiami otwierającymi się pod prąd. A jednak, na tle wychudzonego Wielkim Kryzysem rynku z roku 1934-tego, Traction Avant była nie mniejszym trzęsieniem ziemi niż jej następczyni z ery ponaddźwiękowo-atomowej. Nie wierzycie? No to posłuchajcie.

Czytaj więcej ›

Share Button
Napisano w PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH Tagi: ,

(NIE)RZECZYWISTOŚĆ RÓWNOLEGŁA: AUTO-RODEO

Dawno temu, kiedy miałem mniej więcej dwanaście lat, po raz pierwszy i jedyny w życiu tata zabrał mnie na krakowski stadion „Wisły„. Oczywiście nie chodziło o mecz piłki nożnej – czegoś takiego nie zdarzyło mi się nigdy oglądnąć nawet w telewizji – a o pokaz „zachodniego”, jak to się wtedy mówiło, zespołu kierowców-akrobatów. Widowisko zwało się „Auto-Rodeo„, sam zespół – „Hell Drivers„, względnie „Teufelsfahrer” (nie wiem, z jakiego kraju pochodzili, ale napisy na autach mieli w wersji angielskiej i niemieckiej). Przez całe przedstawienie szaleli oni po bieżni stadionu przejeżdżając przez płonące obręcze, balansując na dwóch kołach, rozbijając ułożone z cegieł murki, a nawet – wielokrotnie dachując po najechaniu jedną stroną na wysoką rampę. Co ciekawe, do dziś pamiętam obcojęzyczne napisy na samochodach, podczas gdy zupełnie nie kojarzę ich marek. Poza jedną: do efektownego dachowania została użyta Syrena, i to w dodatku kurołapka. Chodziło tutaj oczywiście o koszty – wspomniał o tym wyraźnie komentator, tonem niemalże przepraszającym widzów za kłucie ich oczu takim widokiem na „zagranicznym”, bądź co bądź, przedstawieniu. Ten jednak numer definitywnie kończył żywot użytego doń pojazdu, a w początkach lat 90-tych nie było ci w Polszcze niczego tańszego od Syreny.

Show był dla mnie trochę dziwnym przeżyciem: z jednej strony emocjonującym, a z drugiej – nie do końca zrozumiałym, no bo tymi wszystkimi gratami można było sobie jeszcze pojeździć, zamiast bezmyślnie rozwalać. Widocznie tak już mamy my, wychowani w warunkach dalekich może od nędzy, ale na pewno wymuszających szacunek dla wszelkich dóbr materialnych – nas po prostu niemal fizycznie boli niszczenie i wyrzucanie do śmieci czegokolwiek, co może się komuś przydać, począwszy od kromki suchego chleba, a skończywszy na rozpadającym się nawet, ale jeżdżącym samochodzie.

Czytaj więcej ›

Share Button
Napisano w (NIE)RZECZYWISTOŚĆ RÓWNOLEGŁA Tagi: , ,

AUTOMOBILOWA CZASOPRZESTRZEŃ: EPOKA CHROMU cz. II

Po 1945r. amerykańskie wzorce rozbudziły apetyty konsumpcyjne Europejczyków, a lawinowy wzrost skali produkcji aut obniżył ich ceny. Stary Świat nie przypominał jednak USA z czasów Forda T: był znacznie biedniejszy i podzielony na wiele krajów o odmiennych kulturach i uwarunkowaniach – dlatego też w każdej z czterech europejskich potęg motoryzacyjnych powstały lokalne odpowiedniki Modelu T.

Czytaj więcej ›

Share Button
Napisano w AUTOMOBILOWA CZASOPRZESTRZEŃ Tagi: ,