Idzie zima. A automobiliści zimy nie lubią.

Tak naprawdę, zimy nie lubi żadna forma życia. Życie opiera się na wodzie w stanie ciekłym, dlatego jego występowanie w temperaturach ujemnych jest ograniczone i wymaga daleko idącego przystosowania. Jedynie nieliczne gatunki zwierząt zdołały wykształcić odpowiednie cechy, natomiast jeden, bardzo specyficzny z nich – zwany homo sapiens – skorzystał ze swej wyjątkowej zdolności kształtowania środowiska i celowego budowania wokół siebie sprzyjających warunków.

Ludzkie twory, które ułatwiają nam przetrwanie i czynią życie wygodnym, nazywamy ogólnie techniką. One również pomyślane są do funkcjonowania w określonych warunkach, poza którymi przestają spełniać swoje zadania. Zdarza się to na przykład w ekstremalnej pogodzie. Kto z nas nie doświadczył przegrzania silnika auta w górach w trakcie upalnego lata, albo też niemożności uruchomienia w silny mróz? Nowoczesne samochody są oczywiście projektowane z uwzględnieniem każdych warunków, jakie tylko można sobie wyobrazić w miejscach pokrytych siecią dróg – dlatego jakiekolwiek kłopoty w tym względzie niemal na pewno spowodowane są zużyciem lub awarią jakiegoś elementu. Tyle tylko, że nie zawsze tak było: na wcześniejszych etapach automobilowej ewolucji zima silnie dawała się we znaki technice, która z kolei zawodziła ludzi.

(więcej…)

Share Button
Tagi: ,

 

Czym jest luksus?

To pojęcie niemożliwe do obiektywnego zdefiniowania. Zazwyczaj mówimy że to coś, czego ludzie chcą, chociaż nie potrzebują. Tak naprawdę nie da się jednak określić niczyich „prawdziwych potrzeb”. Jeszcze w czasach moich dziadków mało kto dysponował w domu toaletą i wszyscy jakoś żyli – czy w związku z tym domową toaletę nazwiemy luksusem?

Do przeżycia dnia wystarczy parę szklanek wody, około tysiąca kalorii z pewnym minimum witamin i minerałów, plus ewentualnie jakaś ochrona termiczna (o ile opuściliśmy naturalne, środkowoafrykańskie środowisko homo sapiens). Dzisiejszy Europejczyk, choćby najbiedniejszy, posiada i konsumuje nieporównanie więcej – czy to oznacza, że żyje w luksusie? Przytłaczająca większość zainteresowanych wcale tak nie powie, mimo że dysponuje lepszym wyżywieniem, odzieniem i komfortem niż dawni arystokraci (nie mówiąc o możliwościach wymiany informacji, poruszania się, rozrywki, itp.). Postęp cywilizacji nieustannie przesuwa granicę pomiędzy rzeczami „zwykłymi” i „luksusowymi”.

(więcej…)

Share Button
Tagi: ,

 

Nie wiem jak dziś, ale w tzw. moich czasach każdy szanujący się chłopak z późnej podstawówki czytał „Dywizjon 303” i dzięki temu znał nazwy wszystkich samolotów używanych w Bitwie o Anglię. Za najwspanialszego uważało się oczywiście Hurricane’a, bo to na nim latali Nasi (swoją drogą doznałem ogromnego zawodu, gdy później dowiedziałem się, że lepszym myśliwcem był jednak Spitfire, tylko nieufni Anglicy nie przydzielali go obcokrajowcom). Po ciemnej stronie mocy znajdowały się oczywiście Messerschmitty, no i wiele typów bombowców, na które dzielnie polowali polscy herosi: nurkujące wśród upiornego wycia syren Junkersy, wielkie, kwadratowe Dorniery i Heinkle z zaokrąglonym, przeszklonym dziobem. Ich ociężałe cielska z wymalowanymi czarnymi krzyżami wyglądały odrażająco – do dziś zastanawiam się, czy to naprawdę kwestia ich aparycji, czy też autosugestia wynikająca ze świadomości tego, co one wszystkie robiły i komu służyły.

Messerschmitt Bf 109, zwłaszcza w najbardziej znanym, zielono-żółtym malowaniu, robi wrażenie agresywnego, jadowitego szerszenia, z wściekłością atakującego każdą żywą istotę, natomiast Spitfire’a wyobrażamy sobie raczej na tle błękitnego nieba, lśniącego triumfalnie w słońcu ponad białymi klifami Dover. Albo taki B-17, zwany „Latającą Fortecą” – czyż nie jest widokiem uspokajającym i dodającym otuchy? Aż chce się zagwizdać którąś z amerykańskich pieśni wojskowych. A przecież on wcale nie różni się tak bardzo od Heinkla 111. Był takim samym narzędziem siania destrukcji, zamieniającym miasta i fabryki w morza ognia, w których również ginęli ludzie – tyle tylko że ci, co całą destrukcję zaczęli. Dlatego B-17 kojarzymy z nadzieją i hollywoodzkimi szlagierami typu „Ślicznotka z Memphis„, podczas gdy Heinkel to horror i śmierć.

Pewnego pięknego dnia – on naprawdę musiał być piękny – najstraszliwsza z wojen dobiegła jednak końca. Wszystkie fabryki, w których armie robotników obojga płci wyłaziły ze skóry, by wysłać na front więcej skrzydlatych smoków niż przeciwnicy, musiały sobie znaleźć nowe zajęcie. W szczególności dotyczyło to fabryk niemieckich, w tym Messerschmitta i Heinkla, bo one – przynajmniej chwilowo – nie mogły produkować uzbrojenia.

(więcej…)

Share Button
Tagi: ,

 

Dawno temu, w podstawówce, często czytałem stare wydania arcyciekawego czasopisma pt. „Magazyn Polski„, które mój ś. p. Dziadek zbierał od lat 60-tych. Z zewnątrz wyglądało to bardziej jak szkolny zeszyt niż gazeta, a w środku znajdowały się tłumaczenia artykułów prasy zagranicznej. Nie, nie tylko radzieckiej (chociaż też), a przede wszystkim amerykańskiej i zachodnioniemieckiej. Oczywiście odpowiednio podobierane – o Afroamerykanach pobierających bony żywnościowe z opieki społecznej, albo o etatach w Zagłębiu Ruhry likwidowanych wskutek mechanizacji przemysłu – ale zawsze był to jakiś powiew Zachodu. Najciekawsze – i przynajmniej neutralne – były teksty popularnonaukowe i przyrodnicze (np. z „National Geographic„), no i humor: częściowo międzynarodowy, a częściowo nasz polski. Pamiętam np. analogowy generator przemówień na partyjne zebrania – tabelkę z kilkoma kolumnami zawierających rozpoczęcia, rozwinięcia i zakończenia tasiemcowych zdań, które niewiele oznaczały i mogły być łączone w sposób losowy. Niewiele z nich wtedy rozumiałem, poza tym że przypominały telewizyjne wiadomości. Podobno wszystkie kombinacje dawały ponad godzinę ciągłego gadania, a co najciekawsze, mieściły się na dwóch rozłożonych stronach i nie wymagały wcale komputera!!

A piszę o tym, bo jedną z humoresek, jakie napotkałem w „Magazynie Polskim„, był rysunek żebraka z wystawionym kapeluszem, któremu przechodzący dżentelmen rzuca monetę i oferuje dodatkowo zakup posiłku. Obdarowany odpowiada: przestań pan chrzanić, tylko powiedz pan, ile wołają na giełdzie za nową Simcę……?

(więcej…)

Share Button
Tagi: ,

 

Przez pierwsze sześć dni wakacji przejechaliśmy 2.250 km (średnio 375 dziennie), spędzając większość czasu w autach. W Nicei chcieliśmy więc odpocząć od jazdy – wszak czekał nas jeszcze powrót. Bardzo cieszyliśmy się też z dotychczasowego braku komplikacji i idealnej pogody (poza chwilką mgły pod Grossglocknerem).

SL udowodnił, że wciąż daje radę i doskonale ucieleśnia ideę Gran Turismo, ale też wyjaśnił, dlaczego 30-latkom nadaje się status zabytków. Ktoś, kogo oburza żółta tablica na W124 albo R129, zapewne nie porównywał ich do współczesnych odpowiedników, bo przepaść jest ogromna.

(więcej…)

Share Button
Tagi: , , , , , , , ,