KONFRONTACJE: Z KRAINY WIECZNYCH DRIFTÓW

Kiedy rozpoczynałem niniejszy wpis, nadałem mu tytuł „EWOLUCJA NUDY” i miałem zamiar opisać w nim szereg niewyróżniających się niczym samochodów kompaktowych, po jednym lub dwa na każdą epokę – w ten sposób chciałem kontynuować temat motoryzacyjnej nudy rozpoczęty zestawieniem drętwych modeli Epoki Niklu. Gdy jednak zacząłem się zastanawiać nad wyborem konkretnych okazów, postanowiłem w miarę możliwości unikać oczywistości w rodzaju Opli, Fordów i Renault, pokazując w zamian coś bardziej egzotycznego. A cóż może być bardziej egzotycznego i godnego upamiętnienia niż produkty nieistniejących już marek?

Po paru minutach kombinowania udało mi się wymyślić osiem samochodów od ośmiu producentów, którzy odeszli już do Krainy Wiecznych Driftów, a w dodatku nie powtórzyć przy tym żadnego kraju. Po raz drugi zdecydowałem się pominąć Amerykę, bo to całkiem inny świat, nieporównywalny do naszego, no i z naszej perspektywy średnio pasujący do przymiotnika „nudny”. Niektórych z dzisiejszych bohaterów z pewnością świetnie znacie, ale mam nadzieję, że czegoś nowego również się dowiecie. Inaczej niż ostatnio, wybrałem kilka modeli wykazujących szczególne cechy konstrukcyjne albo charakterologiczne, wszystkie są jednak kompaktami, a to z prostego powodu – ten segment jest zwykle wyjątkowo nieciekawy, więc trzeba aktywnie szukać pretekstu do opisania jego przedstawicieli. Bo że opisywać trzeba, to chyba rozumiemy – wszak na Automobilowni nie może zabraknąć żadnego rodzaju samochodów.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: PREMIUM NA SKALĘ NASZYCH MOŻLIWOŚCI

„Wiesz co robi ten Miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest Miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym Misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to jest nasze, przez nas wykonane, i to nie jest nasze ostatnie słowo!!”

Ten cytat z kultowego „Misia” Stanisława Barei zna chyba większość Polaków (przynajmniej tych pełnoletnich), a im kto starszy, tym lepiej rozumie genialność tego dzieła i wierność, z jaką oddaje ono rzeczywistość. Bynajmniej nie tylko PRL-owską – w dzisiejszych czasach niektóre scenki faktycznie się zdezaktualizowały, ale inne w 100% zachowują swoją wymowę. Przykładowo, praca w międzynarodowych korporacjach bardzo przypomina filmy Barei. Z cytatu tłumaczącego sens tytułowego Misia każdy korpoludek uśmieje się podwójnie, dziś jednak nie będzie o korporacjach, a o tzw. realnym socjalizmie, w dodatku w jego dość twardym, siermiężnym wydaniu z czasów górnego Gomułki.

Władysław Gomułka, pseudonim „towarzysz Wiesław”, całkiem serio postulował, by w budownictwie mieszkaniowym standardem uczynić jedną łazienkę na piętro. On sam w młodości nie miał żadnej łazienki, więc jedną na pięć mieszkań, w dodatku niewymagającą wychodzenia z budynku, miał za luksus, a cokolwiek ponad to – za burżuazyjną rozpustę. Kiedy indziej chciał zaprzestać importowania cytryn, usłyszał bowiem, że równie dużo witaminy C zawiera kiszona kapusta (wedle legendy zdanie zmienił po tym, jak ktoś wrzucił mu garść kiszonej kapusty do szklanki herbaty). To on odpowiadał za polecenie zniszczenia prototypu Syreny Sport wraz z całą dokumentacją, on też osobiście dopilnował jego wykonania. W tym kontekście mocno intryguje, że właśnie za Gomułki zakupiona została licencja na Polskiego Fiata 125p, będącego w tamtych warunkach autentycznym produktem premium. Premium na skalę naszych możliwości.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: TERAZ, ALBO NIGDY!!

Ludzie uwielbiają narzekać. Zwłaszcza Polacy.

Podobno w statystycznej, towarzyskiej pogawędce typowe narzekanie – nieistotne na co, byleby narzekać – pojawia się dwa razy na minutę. Z badań polskiego psychologa, prof. Dariusza Dolińskiego, wynika też, że przeciętny Polak zazwyczaj czuje się „gorzej niż zazwyczaj„, podczas gdy przeciętny Amerykanin zazwyczaj czuje się „lepiej niż zazwyczaj„. Znamienne? Owszem, zwłaszcza w zestawieniu z ankietami wykazującymi – to naprawdę zaskakujące – że aż 8 na 10 Polaków jest ogólnie zadowolonych ze swego życia. Jesteśmy więc raczej szczęśliwi, również subiektywnie, a mimo to wciąż narzekamy.

Wśród samochodziarzy narzekanie pojawia się szczególnie często. Choć pewne problemy znacznie zmniejszyły swoje natężenie (złodziejstwo, tragiczna jakość dróg i oznakowania, nie mówiąc o dawno zapomnianej reglamentacji benzyny i niedostępności części), to pewne tematy wydają się powracać od dziesiątków lat (awaryjność pojazdów, ceny paliw, nieuczciwi mechanicy i handlarze, kultura na drodze, pułapki policji, itp.), a obok nich w ostatnich latach pojawiają się nowe – w tym przede wszystkim kierunek ewolucji samochodów, który przeraża prawdziwych entuzjastów. To prawda, że auta danej klasy stają się coraz praktyczniejsze, wygodniejsze i szybsze, w niektórych przypadkach (zwłaszcza w wyższych segmentach) również oszczędniejsze, ale przyjemność z jazdy zdaje się spadać, a to z powodu postępującej elektronizacji aut oraz dążenia do wyręczania kierowcy w jego zadaniach, które zakończy się dopiero w momencie wprowadzenia pojazdów w pełni autonomicznych. Choć najprawdopodobniej na tę chwilę przyjdzie nam poczekać znacznie dłużej niż chcieliby co poniektórzy, to sam cel jest zdefiniowany jasno i wyraziście.

Wychodzi więc na to, że dzisiejsze czasy – tak jak w ogóle wszystko na tym świecie – mają swoje plusy i minusy. Pewne kwestie wyglądają lepiej niż kiedykolwiek, z innymi chcielibyśmy wrócić do przeszłości. A gdyby tak połączyć najlepsze cechy epoki obecnej i minionej…? Czy to w ogóle jest możliwe…?

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,

CI WSPANIALI MĘŻCZYŹNI: NAJSTARSZY TOR WYŚCIGOWY ŚWIATA

U zarania automobilizmu Wielka Brytania nie była najszczęśliwszym miejscem dla entuzjastów tej dziedziny techniki. Jeszcze zanim Karl Benz odpalił swój pierwszy wehikuł, Wyspiarze wprowadzili ograniczenie szybkości na poziomie kroku piechura. Co prawda w 1895r. blokująca rozwój kraju ustawa została zniesiona, ale oznaczało to tylko podniesienie limitu z 2 mph w miastach i 4 mph poza nimi do 14 mph, niezależnie od okoliczności. Osiem lat później prawo zezwoliło na jazdę z prędkością 20 mph i w tym względzie nic nie zmieniło się do 1930r., kiedy ograniczenia zlikwidowano całkowicie, gdyż, jak argumentowano, przepisy powszechnie uważane za bezsensowne, nagminnie ignorowane, a do tego niemożliwe do skutecznego wyegzekwowania rodzą w społeczeństwie szalenie niebezpieczną pogardę dla prawa oraz przyzwyczajają do jego łamania, co łatwo przenosi się potem na inne kwestie.

Absurdalne limity były problemem dla brytyjskich producentów samochodów, którzy w celu rzetelnego przeprowadzania prób drogowych nowych modeli musieli wysyłać swoje ekipy za granicę. Stąd bardzo wcześnie powstał pomysł, by zbudować w Wielkiej Brytanii niepubliczny tor, na którym można byłoby do woli testować auta, a prócz tego organizować wyścigi. Taki obiekt powstał w roku 1907-mym w Weybridge w hrabstwie Surrey i został nazwany Brooklands. Był pierwszym w historii samochodowym torem wyścigowym (to znaczy pierwszym projektowanym i budowanym specjalnie w tym celu). Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , ,

POMNIKI TRWALSZE NIŻ ZE SPIŻU: BEEEP-BEEEP !!

Po ostatnich trzech wpisach, zawierających pogadanki na temat bezpieczeństwa i ekologii, bardzo chciałem zaprezentować coś jak najbardziej niepoprawnego politycznie. Najlepiej z Ameryki, której tutaj dawno nie było i która sama w sobie jest w pewnym sensie niepoprawna politycznie. Jednym słowem – musiał pojawić się muscle-car. Tym bardziej, że żadnego z nich jeszcze nie opisywałem.

A który muscle-car najlepiej nadaje się na pomnik całego gatunku?

Hmmm, raczej nie pierwszy z nich, czyli Pontiac GTO, bo on był całkiem nieopierzony. Mustang i Camaro to na pewno pomniki, ale z tymi muscles to straszny rozrzut miały i w ciągu swojej kariery przeszły zbyt wiele przeobrażeń. By jak najlepiej wybrać, zadałem sobie pytanie, co tak naprawdę jest istotą muscle-car? Klasyczna, bardzo oklepana definicja brzmi: duży silnik w małej budzie. Super, ale w latach 60-tych, kiedy narodził się ten gatunek, w Stanach w ogóle nie produkowano małych bud, za to silniki wszystkie były duże.

Jeśli przyglądnąć się ówczesnej ofercie Detroit, w oczy na pewno rzuci się relatywnie mała różnica pomiędzy modelami popularnymi i luksusowymi. Wszystkie tak samo wielkie, mocne i bogato wyposażone. Dystans między Chevroletem i Cadillakiem był nieporównanie mniejszy niż przepaść dzieląca angielskie Mini albo Fiata 500 od Bentleya i Ferrari 250 (a przecież oferowano jeszcze mikrosamochody!!). Występujące w amerykańskich cennikach wersje ABC – Absolutny Brak Czegokolwiek – zamawiały głównie służby mundurowe: reklamy ani sprzedawcy w salonach wcale o nich nie mówili, bo w ogóle nie kierowano ich do szeregowych konsumentów. Gdy w 1963r. ludzie Pontiaca podejmowali historyczną decyzję o zaoferowaniu wzmocnionej wersji Tempesta, faktycznie uczynili to poprzez włożenie doń jednostki napędowej z większych modeli Catalina/Bonneville. Tyle tylko, że jego karoseria, zwana B-Body,  mierzyła 5,24 metra długości i wyglądała jak standardowy dla tamtego czasu i miejsca, landarowaty sedan (któnijak nie dało się uznać za małą, a tym bardziej sportowo-zadziorną), natomiast silnik – on faktycznie miał sporą pojemność (389 cali sześciennych, czyli 6,4 litra), jednak stosowana wcześniej w Tempeście V8-mka, ze swoimi 328-ma calami (5,4 litra) też nie należała do ułomków. W sumie więc nawet nieźle zorientowany obserwator na pewno nie nazwałby Pontiaca GTO jakąś wielką rewolucją w zakresie relacji gabaryty/litraż. Takie przemyślenia pojawiły się dopiero później, jako retrospekcja z cyklu „kto i kiedy rozpoczął to szaleństwo?”.

(Być może na GTO uwagę zwrócił fakt złamania przez konstruktorów panującej wówczas w GM korpo-zasady zabraniającej wkładania do B-Body nadwozi silników powyżej 350 cali sześciennych. Takie reguły są jednak po to, by je ciągle przeglądać i modyfikować zgodnie z przemianami w otoczeniu – dlatego też w tym przypadku, zauważywszy powiększającą się grupę młodych, tryskających adrenaliną kierowców, postanowiono regułę zignorować, co urosło potem do rangi przełomu)

Jeśli więc nie GTO, to co? Po fotografii tytułowej poznaliście już moje zdanie – Plymouth RoadRunner. Już uzasadniam.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,