POMNIKI TRWALSZE NIŻ ZE SPIŻU: TAŃCZĄCY SŁOŃ

Poprzednim razem pisałem o powojennym luksusie w wydaniu japońskim. Teraz przyszedł czas na luksus przedwojenny, w wydaniu staroeuropejskim.

Celowo nie wskazuję pojedynczego kraju, bo uważam, że marka Bugatti nie ma narodowości. Założył ją czystej krwi Włoch i obywatel włoski, ale na terenie Alzacji, która w tamtym momencie należała do Niemiec, a kilka lat później przeszła pod rządy francuskie (zresztą nie pierwszy już raz w swojej historii). Wpis otagowałem wprawdzie jako dotyczący Francji – bo tam produkowany był jego bohater, największe i najdroższe Bugatti, oznaczone 41 Royale – ale tak naprawdę, właściwsze byłoby przyporządkowanie marki do imperium Karola Wielkiego, które w swoim czasie obejmowało terytoria wszystkich wspomnianych krajów. Bugatti 41 Royale pasowałoby zresztą Karolowi Wielkiemu – i to nie tylko ze względu na konotacje geograficzno-kulturowe (włącznie z alzackim pochodzeniem: burzliwe dzieje regionu wynikły bowiem poniekąd z testamentu Karola Wielkiego i późniejszych walk o schedę po nim).

Nieraz pisałem już, że nie lubię rankingów naj-, ale gdybym dostał zestawienie wszystkich superluksusowych limuzyn, z calej historii motoryzacji, i miał je maksymalnie skrócić, to dzisiejszy bohater należałby do grupy absolutnie nieusuwalnej. Obok pierwszego Rolls-Royce’a Silver Ghost, Mercedesa W100, nowożytnego Maybacha 62, 16-cylindrowego Cadillaca, być może nawet Toyoty Century, ale już mało czego więcej. Bo superluksusowych aut było w historii wiele, ale takich, w których mógłbym wyobrazić sobie Karola Wielkiego albo Juliusza Cezara – tylko kilka. Spośród których – zaryzykuję to twierdzenie – prym wiedzie Bugatti 41 Royale.

Bugatti 41 dostało taki, a nie inny przydomek, bo Ettore Bugatti planował sprzedawać je koronowanym głowom. To fakt, że on należał do niezwykle wąskiej grupy przedsiębiorców, którzy mogli sobie pozwolić na luksus selekcji klientów, lecz w tym przypadku niestety mu nie wyszło – żaden z sześciu wyprodukowanych egzemplarzy nie trafił w królewskie ręce. Ale nie wyprzedzajmy faktów.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,

KONFRONTACJE: GUNBATSU, MONBATSU, ZAIBATSU, KEIRETSU

Dawno nie było tutaj Japonii, więc na Japonię czas najwyższy. Tylko dlaczego na tytułowym zdjęciu widzimy blondyna?

Ów blondyn to nie anonimowy model z agencji, tylko prawdziwy celebryta, Jack Nicklaus – słabo rozpoznawalny w Polsce, ale w świecie sławny jako jeden z najwybitniejszych golfistów w historii. W tym przypadku użyczał on swojego wizerunku na potrzeby kampanii reklamowej Isuzu Statesman – jednej z wczesnych, luksusowych limuzyn japońskiej marki.

Wybór twarzy był zdecydowanie nieprzypadkowy. Otóż jeszcze stosunkowo niedawno, jedno pokolenie wstecz, w społeczeństwach azjatyckich (i ogólnie pozaeuropejskich) Europejczyków postrzegano… nie, nie jako lepszych ludzi – broń Panie Boże!! – ale jako swego rodzaju wizerunkową nobilitację. Fotografia danego produktu obok blondyna w eleganckim garniturze automatycznie podnosiła prestiż. Dziś nie wypada o tym wspominać, po tamtych czasach pozostały jednak relikty w postaci właśnie reklam (oprócz powyższego prospektu Isuzu pokazywałem już kiedyś foldery pierwszego Maruti), no i zalegających w japońskich garażach, bogatych złóż europejskich aut luksusowych. Owe złoża w ostatnich latach rabunkowo eksploatowali europejscy, w tym polscy wielbiciele youngtimerów (to zjawisko, które opisywałem w raporcie z osobistych poszukiwać Mercedesa SL-a, powoli już zamiera, bo złoża są na wyczerpaniu). W każdym razie przez długie dekady obowiązywało w Azji równanie Europa = Prestiż i dopiero obecne stulecie przyniosło pewne zmiany.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , , , , , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: STARY AMAZON

To czwarty wpis Automobilowni o szwedzkim samochodzie – i czwarty przejażdżkowy. Po Saabie 900 Turbo, Skanssenie i Ekspresie Polarnym przyszedł czas na Starego Amazona.

Jeśli wkopać się głębiej, to na blogu gościł już kiedyś Stary Amazon – ale nie jako samochód, tylko piosenka Svenne Rubinsa, która wraz z innymi kawałkami, pochodzącymi z różnych krajów, posłużyła mi kiedyś do metaforycznego ukazania motoryzacyjnych różnic kulturowych.

Stary Amazon, listwy i chrom,
kierownica z bakelitu, kalifornijska biel,
Prawdziwy winyl, sztuczna skóra,
Stary
Amazon – Stary Amazon !!

Samochód Wojtka niemal całkowicie odpowiada temu opisowi – poza kolorem lakieru. No i jeszcze poza tym, że nie został kupiony od Szwedki imieniem Helga – o czym opowiada druga zwrotka piosenki – tylko w Holandii, w kwietniu 2015r.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,

WPIS GOŚCINNY: MOTOTÜRK

 

Tym razem będzie wpis gościnny, autorstwa Imć Fabrykanta z Fotodinozy. W dodatku wpis dość szczególny, bo w swej istocie będący miksem: na Automobilowni z zasady miało nie być miksów, ale jako że chodzi o miks nie do końca typowy (bo pochodzący z pół-egzotycznego kraju, z obszernymi wyjaśnieniami historyczno-kontekstowymi), a do tego naprawdę znakomitego Autora, który pozostaje moim niedoścignionym Mistrzem Sztuki Blogerskiej, to można zrobić wyjątek.

Fabrykant przygotował dla nas miks, który można nazwać kompendium wiedzy o motoryzacji tureckiej. Ja do tej pory pisałem tylko o Anadolu, pozostałe marki miałem w jakichś tam mglistych planach, ale to nie są łatwe tematy, bo nie tak prosto jest znaleźć na zawołanie licencjonowane zdjęcia wszystkich potrzebnych modeli. Tymczasem Fabrykant, z pomocą Współfabrykantki, wziął pojechał po prostu do Turcji i zrobił zdjęcia własne, co jest swego rodzaju optymalnym rozwiązaniem kwestii praw autorskich. A owe zdjęcia nie dość, że zrobił, to jeszcze zdecydował się udostępnić nam wszystkim na tych skromnych łamach. Zapraszam więc serdecznie na fabrykancki MOTOTÜRK !!

SzK

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , , ,

STRUMIEŃ ŚWIADOMOŚCI: NIEMIEC, KTÓRY NAPRAWDĘ PŁAKAŁ

 

Panie, w Reichu to auto miał taki stary dziadek, co tylko w niedzielę do kościoła jeździł. Płakał, jak sprzedawał„. Ten tekst jest tak oklepany, że już dawno przestał śmieszyć.

Gdyby nie chodziło o moje prywatne auto i osobiste wspomnienia, ten artykuł należałby do kategorii o obalaniu mitów – bo przecież każdy rozsądny człowiek wie, że legendarny stary dziadek i jego trzymany pod pierzyną samochód-igiełka istnieją tylko w handlarskich gadkach (podobnie zresztą jak płacz przy sprzedaży). Tymczasem starszy pan ze zdjęcia tytułowego – stojący obok samochodu, którego własność chwilę wcześniej przekazał był mnie – to czystej krwi Niemiec, urodzony równocześnie z III Rzeszą, i jakkolwiek nie wiem, czy jeździł do kościoła, to przy sprzedaży naprawdę płakał. Mam na to trzech świadków. Ale, cytując klasyka, nie uprzedzajmy faktów.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , ,