WPIS GOŚCINNY: SREBRNY JUBILEUSZ PIĘKNEGO ŻELAZA W DOBRYM DREWNIE

Dziś, zupełnie wyjątkowo, na Automobilowni ukazuje się gościnny wpis poza normalnym harmonogramem publikacji. Zdecydowałem się na to, ponieważ chodzi o reportaż z niedawnego, wielkiego wydarzenia, które obaj z jego Autorem – jednym z naszych najwierniejszych Czytelników, Hurgotem Sztancy – chcemy przedstawić możliwie szybko.

Tuż po powrocie z rzeczonego zagranicznego wydarzenia Hurgot rzucił się w wir pisarskiej pracy, by zdążyć przekazać mi tekst przed swoim kolejnym, tym razem służbowym wyjazdem. Jestem mu niewypowiedzianie wdzięczny za jego wysiłek i poświęcenie na rzecz jak najszybszego opublikowania tej niesamowitej relacji właśnie tutaj. Chapeau bas!!

W związku z przyspieszonym udostępnieniem niniejszego wpisu kolejny ukaże się 10 dni po wpisie poprzednim – tak, aby zachować średni, pięciodniowy cykl. A teraz już przestaję ględzić i oddaję głos Hurgotowi.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , ,

POMNIKI TRWALSZE NIŻ ZE SPIŻU: WĘGIERSKI ŁĄCZNIK

Jak nazywa się najwspanialsza marka samochodów supersportowych? Każde dziecko wie, że Ferrari (przynajmniej w moim pokoleniu każde dziecko o tym wiedziało – mimo że Ferrari trudno było zobaczyć choćby na obrazku).

Ferrari istnieje jednak dopiero od 1948r. To znaczy teoretycznie od 1938-mego, ale przed 1948-mym nie produkowało pojazdów drogowych. Dopiero później symbol wierzgającego konika zaczął oznaczać wyścigową technikę opakowaną w super-efektowną karoserię i sprzedawaną milionerom, którzy nie zawsze umieją ją wykorzystać i docenić, ale nieodmiennie pragną poczuć, że siedzą na samym szczycie.

Przed wojną też istniała taka marka. Też pochodziła z Włoch i funkcjonowała w podobny sposób. W latach 30-tych produkowała najszybsze drogowe samochody świata. A nazywała się – tutaj być może niektórzy się zdziwią – nazywała się Alfa-Romeo.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: UN PEU DÉMODÉ

Un peu démodé znaczy po francusku „lekko niedzisiejszy”. Taki, co właśnie wyszedł z mody.

Kiedy jakiś czas temu, w artykule o typowych, niewyróżniających się samochodach Epoki Niklu, wspominałem o Renault Celtaquatre, nie miałem pojęcia, że niedługo później będzie mi dane przyjrzeć się temu modelowi z bliska. Gdybym wiedział, do tamtego tekstu wybrałbym pewnie innego reprezentanta Francji, ale nic nie szkodzi: możliwość organoleptycznego zbadania danego modelu samochodu, zrobienia własnych zdjęć, porozmawiania z właścicielem i odbycia przejażdżki w normalnym ruchu – nawet na miejscu pasażera, jak było to w tym przypadku – całkowicie zmienia perspektywę i pozwala zwrócić uwagę na znacznie więcej niż proste dane techniczne. A jeśli dodatkowo model pochodzi z czasów, które już mało kto ma szanse świadomie pamiętać, wartość doświadczenia ogromnie się zwiększa.

Renault Celtaquatre z 1934r. jest własnością pana Franciszka Wołka, który prowadzi w Myślenicach serwis Boscha. Nie jest to jego jedyny oldtimer – w garażu stoją jeszcze trzy inne, w tym jeden w trakcie renowacji, i mam nadzieję, że w swoim czasie przedstawię tutaj również te pozostałe. Zabytkowe samochody przyjeżdżają tam zresztą również na warsztat. Niedawno pan Franciszek naprawiał opisywanego tu kiedyś Forda A pana Karola z Nowego Targu, któremu niestety przydarzyła się niezawiniona stłuczka (obaj automobiliści przyjaźnią się zresztą serdecznie). Z kolei w zeszłą sobotę, gdy przyjechaliśmy z żoną na przejażdżkę Renault, na podwórku przywitał nas piękny Packard z lat 20-tych. Klient, jak każdy inny.

Przedstawiany samochód pan Franciszek kupił osiem lat temu w Polsce. Jest on o tyle wyjątkowy, że całe swoje życie, od nowości, spędził w naszym kraju, a według wersji opowiedzianej przez poprzednich właścicieli, w warszawskim salonie Renault nabył go ponoć jeden z najbardziej znanych ówczesnych piosenkarzy, Mieczysław Fogg. Niestety, nie ma dokumentacji, która mogłaby to potwierdzić: co prawda przedwojenne gazety pisały, że Fogg jeździł Renault Celtaquatre, nie istnieją jednak żadne twarde dowody łączące jego postać z tym konkretnym egzemplarzem.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: BLITZKRIEG

No i stało się – kolejna bariera została przełamana.

Ostatnimi laty zdarza mi się to często. Przykładowo, od zawsze zarzekałem się, że nie nadaję się na właściciela klasyka, a jednak klasyka kupiłem (co prawda trzy czwarte środowiska nie uzna jego klasyczności, ale nie szkodzi). Nigdy nie chciałem pchać się do sportowej rywalizacji – tymczasem z pewną taką nieśmiałością (cytat) zacząłem startować w rajdach – oczywiście wyłącznie zabawowych i ze słabiutkimi wynikami, ale jednak w rajdach. Długo unikałem pisania o pojazdach polskich – tymczasem w końcu odbyłem przejażdżki Syreną, WarszawąPolskimi Fiatami obu rozmiarów (w przypadku tego mniejszego – aż pięcioma egzemplarzami, już niedługo przeczytacie tu o tym). Teraz przyszedł czas na kolejną rzecz, której na blogu miało nigdy nie być – na samochód czysto użytkowy.

Od wszystkich powyższych spraw trzymałem się z daleka z bardzo prostego powodu – świadomości własnej niekompetencji. Nie umiem w mechanikę, od rywalizacji wolę współpracę, polskie samochody Wy znacie tysiąc razy lepiej ode mnie, natomiast z pojazdów użytkowych korzystam najczęściej jako pasażer miejskiej komunikacji publicznej, w tym względzie umiem więc korzystać z automatu biletowego, kasownika i przycisków do otwierania drzwi – to by było na tyle. Tak, oczywiście, zaraz powiecie, że ciężarówka jest jak auto osobowe, tylko większa – teoretycznie może i tak, ale nie mając żadnej praktyki (ani szans na jej zdobycie, z braku prawa jazdy innego niż B), a nawet nie znając teorii i ogólnego kontekstu trudno choćby z grubsza ocenić wiarygodność źródeł, bardzo łatwo napisać też jakąś głupotę, nie zauważyć czegoś kluczowego, albo zszokować się jakąś oczywistą oczywistością. Dlatego wolałem trzymać się z daleka od wagi ciężkiej i pozostać przy lżejszych tematach, gdzie jestem w stanie jako-tako pokojarzyć fakty i umieścić je w odpowiednim kontekście.

Przełamanie się to oczywiście kwestia motywacji, zwanej też czasem inspiracją, a także dobrych chęci bardziej doświadczonych ludzi. Gdy spotkam kogoś, kto w swej uprzejmości poświęci mi chwilę czasu, pogaworzy na temat danego pojazdu i udostępni go do krótkiej przejażdżki, każde motoryzacyjne zagadnienie rozjaśnia się. Tak było z kolejnymi samochodami polskimi, a w ostatnią niedzielę również z – w zasadzie ciężarowym – Oplem Blitzem z 1959r.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , ,

PERŁY COACHBUILDINGU: ZAPLUTY KARZEŁ REAKCJI

DZIŚ JUŻ TAKICH NIE ROBIĄ !!„.

Ile razy my, samochodziarze ze zboczeniem historycznym, słyszeliśmy już taki sąd? A ile razy każdy z nas wypowiadał go sam…?

Ja oczywiście robię to często. Również tutaj. Zakładając bloga w żadnym wypadku nie planowałem narzekania na „dzisiejsze czasy” i „dzisiejszą młodzież”, a wręcz przeciwnie – całą historię motoryzacji postrzegałem jako pewną ciągłość, nieustającą ewolucję, i ganiłem tę część oldtimerowców, która z lubością powtarza, że „modele po roku 1980-tym” – lub którymkolwiek innym – „nigdy nie będą klasykami„. Zawsze odpowiadałem, że jeszcze niedawno to samo mówiono o Syrenie, trochę wcześniej – o „Garbusie”, a jeszcze wcześniej – o Fordzie T. Że je wszystkie jeszcze przed chwilą uważano nie za żadne zabytki, a za śmieci warte tyle, ile zaważą w skupie złomu. Gdyby wyłącznie tacy ludzie zostawali decydentami, 100% Modeli T poszłoby na żyletki już kilkadziesiąt lat temu i ładnie byśmy dzisiaj wyglądali.

W latach 90-tych – bo wcześniejsze średnio pamiętam – wszyscy mówili, że nowoczesne samochody są kompletnie bezpłciowe, nie tak jak chromowane krążowniki. Tymczasem dzisiaj tylu z nas wzdycha do modeli z Epoki Plastiku (czasem nawet tych całkiem poślednich) i uważa je za najwspanialsze fury w dziejach. Inż. Zdeněk Patera, prowadzący znakomitą stronę https://auta5p.eu/ (z której zasobów ilustracji, za pozwoleniem autora, obficie korzystam), napisał: „Každý automobil se stane jednou veteránem, nebude-li dříve sešrotován„. Każdy samochód – a także w ogóle każdy przedmiot – zostanie kiedyś zabytkiem, o ile wcześniej ktoś nie wyrzuci go na szrot. Każdy – Syrena tak samo jak Rolls-Royce (a może nawet bardziej, bo w tym samym wieku będzie nieporównanie rzadsza). To przecież tak oczywiste, że aż dziwię się, że co poniektórzy mogą tego nie rozumieć.

W jednej sprawie upodobniłem się jednak z czasem do ortodoksów – chodzi o pesymizm co do dalszego rozwoju automobilizmu. Stało się tak oczywiście za sprawą prowadzonej w Europie, wybitnie anty-motoryzacyjnej polityki. Dlatego też zdecydowanie wolę pisać o dawniejszej historii, a jeśli wspominam czasem młodsze modele (co zresztą ostatnio zdarza mi się częściej niż kiedyś) – staram się wyłuskiwać chlubne wyjątki wyłamujące się z niewesołych trendów. Przykładowo, tematem niniejszego wpisu będzie XXI-wieczna perła coachbuildingu: Ferrari P540 Superfast Aperta.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,