STRUMIEŃ ŚWIADOMOŚCI: NAJLEPIEJ NAM BYŁO PRZED WOJNĄ… cz. I

Najlepiej nam było przed wojną, gdy rodził się Mały Fiat” – śpiewał nieodżałowany Kabaret TEY. Chodziło oczywiście o „wojnę polsko-jaruzelską” z 1981r., która wskutek bankructwa komunistycznego rządu definitywnie zakończyła dekadę gierkowskiej ułudy dobrobytu, pożyczonego na niespodziewanie wysoki procent od zachodnich bankierów. Dziś łatwo o nim poczytać: przy pensjach bliskich dzisiejszym (słaba – 2.000 zł, dobra – 4.000, dyrektorska – 10.000) kilogram cukru kosztował 10,5 zł, kostka masła – 16, kilogram kurczaka (całego) – 54, szynki – 90, flaszka wódki – 82, damskie rajstopy – 85. „Dwadzieścia osiem filmów o tym zrobiłem, robię dwudziesty dziewiąty” (cytat). Jednak w stosunku do czasów wcześniejszych postęp był znaczny, a to właśnie trend, nie absolutny poziom, determinuje nasze nastroje. Ważne było też to, że co prawda radziecki telewizor kosztował 21.000 zł, ale dało się w nim zobaczyć hollywoodzki western, w kawiarni – napić Coca-Coli, a w PEWEXie – kupić amerykańskie dżinsy (za całą pensję, zamienioną nielegalnie na kilkanaście dolarów). A poza tym – „co by nie mówić – za komuny byłem młodszy” (cytat). Mój ś. p. Dziadek rzewnie wspominał nawet noszenie do lasu klusek dla partyzantów – bo miał wtedy naście lat. A co dopiero ci, co w 1973r. po raz pierwszy w życiu dostali szansę na własny samochód, i to za jedyne 69.000 zł…? Oczywiście, w praktyce tyle płacili głównie krewni i znajomi królika, lecz mimo to, ze świecą szukać Polaka bez doświadczeń z „Maluchem”.

Ja jestem akurat wyjątkiem. Jako wychowany w burżujskich warunkach (cztery osoby na aż 58 m² w zagrzybionej, post-austriackiej kamienicy z piecami węglowymi) i wożony najpierw dwusuwowym Wartburgiem (którego rama nadłamała się ze starości), potem radziecką Ładą (złożoną w wiejskim warsztacie na pokątnie zdobytej karoserii), wreszcie prawdziwym Mercedesem (niemal 20-letnim, składającym się ze szpachli i mat z włókna szklanego, a zimą odpalającym jedynie na pych) należałem do prawdziwej elity, choć jako kilkulatek tego nie rozumiałem. Naokoło „Maluchów” było jednak pełno.

Jeszcze niedawno mogłem powiedzieć, że prawie nie jeździłem 126p, jednak w sobotę 19 maja, na rendez-vous z największym fetyszem i zarazem przekleństwem obywatela PRL, zaprosił mnie Maciek – mąż mojej kuzynki i maluchowy weteran, z blizną na ręce po dziecięcym skaleczeniu o kieszeń maluchowskiego radia. Dzięki niemu i jego czterem Kolegom wyraziście poczułem, jak dobrze nam było przed wojną. A także i po niej, zebraliśmy bowiem aż pięć okazów z prawie wszystkich stadiów rozwoju modelu.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , , ,

SEKCJA GOSPODARCZA: IMPERIUM, NAD KTÓRYM ZASZŁO SŁOŃCE, cz. II

W poniedziałek, 12 listopada 1979r., brytyjskie gazety doniosły, że w lakierni fabryki Range Roverów w Solihull jeden z kierowników zastał brygadzistę i jego trzynastu podwładnych smacznie śpiących w rozłożonych na podłodze śpiworach. Po krótkim dochodzeniu i przesłuchaniu wszyscy stracili pracę w trybie dyscyplinarnym.

W normalnej sytuacji taka sprawa rozegrałaby się pomiędzy stronami umowy o pracę i w ogóle nie interesowałaby dziennikarzy. Tutaj jednak wyjaśnienie należało się nie tylko bezpośrednio zaangażowanym, ale i całemu społeczeństwu, którego podatki politycy przeznaczali na utrzymywanie przy życiu koncernu British Leyland Ltd – bo taką nazwę przyjęła znacjonalizowana w 1975r. korporacja BLMC. Kwestia zamiany jej fabryk w robotnicze sypialnie zbulwersowała obywateli od czterech lat płacących bieżące rachunki firmy pod pretekstem ratowania miejsc pracy setek tysięcy ludzi. Którzy, jak nagle się okazało, do owej „pracy” przynosili własne śpiwory.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,

SEKCJA GOSPODARCZA: IMPERIUM, NAD KTÓRYM ZASZŁO SŁOŃCE, cz. I

W XIX stuleciu Wielka Brytania stworzyła kolonialne imperium, nad którym nie zachodziło słońce. Nie żyło ono jednak zbyt długo: zaczęło się sypać już po pierwszej wojnie światowej, a ostatecznie upadło po drugiej. W wieku XX-tym narodziło się z kolei brytyjskie imperium motoryzacyjne. To trwało jeszcze krócej – ledwie dwadzieścia kilka lat następujących po Wielkim Kryzysie, z wojenną przerwą po drodze. Już od lat 60-tych słońce świecące na brytyjskim  firmamencie automobilowym zaczęło chylić się ku zachodowi, choć na pierwszy rzut oka niewiele na to wskazywało. Prawdziwy kataklizm nastąpił w kolejnej dekadzie, tej naznaczonej dwoma kryzysami naftowymi, choć nie był powiązany z cenami paliw.

Jakie były jego przyczyny, przebieg i skutki? Na te pytania spróbujemy sobie odpowiedzieć w niniejszym i kolejnym wpisie.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: KIEROWCA, CZY TYLKO NA FORDZIE…?

Zagorzali mercedesiarze mawiają, że samochody dzielą się na Mercedesy i pozostałe. Przedwojenny ustawodawca wprowadził jednak inny podział: w II RP prawo jazdy kategorii II-A uprawniało do prowadzenia wszystkich modeli z wyjątkiem Fordów T, na które z kolei obowiązywała osobna kategoria II-B. Stąd utarło się złośliwe pytanie: „pan to kierowca, czy tak tylko na Fordzie…?„.

O Fordzie T – najprawdopodobniej najważniejszym samochodzie i jednym z najważniejszych wynalazków w historii – popełniłem już dwa wpisy: jeden TECHNICZNY i drugi SPOŁECZNO-EKONOMICZNY. Celowo pominąłem tam opis jedynej w swym rodzaju techniki prowadzenia Modelu T, miałem bowiem nadzieję na przedstawienie tej kwestii od strony praktycznej. Co też czynię niniejszym, dzięki uprzejmości pana inżyniera Zbigniewa Nowosielskiego, który prowadzi Biuro Rekonstrukcyjno-Technologiczne Zabytkowej Inżynierii Pojazdowej w miejscowości Ptaki, w powiecie mińskim – niecałe 60 km od Warszawy.

W swej przebogatej kolekcji pan Zbigniew posiada między innymi Forda T, o którym wie prawie wszystko. W ubiegłą sobotę był uprzejmy udzielić mnie i żonie gościny połączonej z… nieoficjalnym kursem na prawo jazdy II-B.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: SIĘ NIE MIEŚCI !!

 

Samochód, który miałem okazję przetestować w ubiegły weekend, zwyczajnie się nie mieści.

Nie mieści się na sklepowym parkingu niedaleko lotniska w Balicach, gdzie umówiliśmy się z jego właścicielem, Bartkiem. Nie mieści się w kadrze tytułowego zdjęcia. Nie mieści się w garażach budowanych według polskich standardów. A pod wieloma względami nie mieści się również w głowach. Przynajmniej naszych – polskich, europejskich, XXI-wiecznych.

Ten samochód to Oldsmobile 98 LS z 1972r.: coupé wypuszczone przez General Motors tuż przed kryzysem naftowym. To amerykańska klasa średnia (tak, tylko średnia!!) z końcówki szalonego, powojennego ćwierćwiecza gospodarczego boomu. Z momentu samego przesilenia: szczytu hippisowskiej gorączki, przedterminowego przerwania programu Apollo, wybuchu afery Watergate i brzemiennego w skutki odwrócenia amerykańskiego salda handlu surowcami energetycznymi z dodatniego na ujemne.

Szczęśliwy nabywca złotego Oldsmobile’a trzymał go przez ponad czterdzieści lat (to cecha wielu zabytkowych samochodów – delikatne użytkowanie i pieczołowita konserwacja od samej nowości, najczęściej do późnej starości pierwszego właściciela). Znamy jego nazwisko, wiemy, że mieszka w stanie Ohio (o dziwo, wcale nie na pustynnym południowym zachodzie!!) i że w 1972r. miał już prawie 50 lat. Nie mamy pojęcia, czy popierał prezydenta Nixona i wojnę wietnamską, czy był skłócony ze swoim nieogolonym synem jeżdżącym psychodelicznie pomalowanym „Ogórkiem” i podśpiewującym „Blowin’ in the Wind” w kłębach dymu konopi indyjskich, ani czy kilkanaście miesięcy po zakupie gargantuicznego coupé nie doświadczył rozstroju nerwowego (albo, nie daj Boże, czegoś gorszego) na widok nieczynnych stacji benzynowych. Jednak samo auto jest mocną poszlaką wskazującą, że odpowiedź na powyższe pytania może brzmieć 3x TAK.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,