PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: FRANCJA PO RAZ TRZECI

No wiadomo – francuz stoi na środku drogi, na awaryjnych. Zamiast Paska kupić, to koleś wydziwia, a potem narzeka…„. Tak żartowaliśmy sobie we trzech, po zrobieniu tego zdjęcia.

To było w sobotę, 17 czerwca. Spontaniczny wyjazd trójki samochodziarzy do muzeum Tatry w Koprzywnicy: ja, Kuba z autoArchiwum (gdzie parę dni temu ukazała się odpowiednia fotorelacja) i Tomek, wielki fan czeskiej marki, który pisał już na Automobilowni gościnny wpis o wyprawie Tatrą dookoła świata, a poza tym – gra na perkusji w zespole „Planet Hell„, uznanym w branży na debiut roku 2016 (nie, to kompletnie nie moje klimaty, ale sukces doceniam, bo muzyka jest dobra wtedy, kiedy ma swoich fanów, a niekoniecznie wtedy, kiedy przemawia osobiście do mnie). Przy okazji wyjazdu powstał też pomysł napisania czegoś o aucie Tomka – Renault Safrane 3.0 24V RXE z 2000r.

Postój na awaryjnych nie był oczywiście spowodowany problemem technicznym, a chęcią zrobienia tytułowej fotografii wpisu, ale sądzę, że umieszczona w jakimś bardziej mainstreamowym miejscu Internetu mogłaby ona wywołać takie komentarze. Stąd pytanie: co na temat Safrane może powiedzieć właściciel, który w ciągu ostatnich czterech lat przejechał nim 67 tys. km, a co człowiek, który przez całe życie jeździ Mercedesami…?

Czytaj więcej ›

Share Button
Napisano w PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH Tagi: , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: OKRĘT TEZEUSZA

Zazwyczaj nie piszę o polskich samochodach, bo wiem o nich znacznie mniej niż wielu z Was, praktyków w tym względzie. O Polskich Fiatach i Polonezach nie opowiedziałbym Wam wielu ciekawych rzeczy, chociaż sam dla siebie chętnie poznałbym je bliżej – po prostu, dla zdobywania doświadczeń. Na Caro bez plusa w gazie robiłem co prawda prawo jazdy, ale ze starszymi produktami FSO nie miałem do czynienia jako kierowca.

No właśnie – ze starszymi. Owoce włoskiej licencji są jeszcze w Polsce dosyć znane, mimo że z ulic już prawie poznikały. Co innego ich poprzednicy, pozostający w zasadzie prehistorią dla przeważającej części użytkowników Internetu. Z tego powodu nie miałem oporów przed przedstawieniem tutaj Syreny 105L – ową przejażdżkę uważam zresztą za za jedną z bardziej pouczających w mojej „karierze”.

Właściciel tamtej Syreny, Krzysiek z podkrakowskich Niepołomic, jest entuzjastą polskiej motoryzacji. Na co dzień porusza się co prawda Volvem, ale kolekcjonuje wyłącznie pojazdy z fabryk, których trzyliterowe nazwy zaczynają się na FS. To bardzo cenna pasja: w przypadku takich marek jak Mercedes albo Aston-Martin nie ma obaw o zachowanie ich dziedzictwa dla potomności, gdy jednak mówimy o Syrenach… Kto chciałby je ratować, spędzać wolny czas na walce z pourywanymi przegubami albo w najlepszym razie wdychać smród niedopalonego Mixolu…?

Krzysiek chce. Posiada nie jedną, a dwie Syreny i obie utrzymuje w stanie bliskim fabrycznemu. Ma też inne polskie klasyki, w tym bohaterkę dzisiejszego artykułu – białą Warszawę. Jest to o tyle godne szacunku, że komunistycznego żelastwa, w przeciwieństwie do zachodniego luksusu, nie można traktować w kategoriach inwestycyjnych. Ono, owszem, w ciągu ostatnich kilkunastu lat również wyraźnie urosło w cenę, ale w żadnym wypadku nie na tyle, żeby jego reanimowanie stało się działalnością ekonomicznie opłacalną. Dlatego też osobom, które się na to decydują, winniśmy szczególny szacunek – one z czystej Pasji przechowują kawał dziedzictwa naszego kraju, techniki jako takiej oraz całej ludzkości.

Czytaj więcej ›

Share Button
Napisano w PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH Tagi: , , , , ,

TA, CO SIĘ LUBI POWTARZAĆ: EIN REICH, EIN FÜHRER, EIN PKW

Jakiś czas temu pojawił się głos, że na Automobilowni brakuje artykułów o samochodach z czasów II wojny światowej. Mimo że nie jest to do końca prawdą, to postanowiłem trochę w tym względzie nadgonić i popełnić wpis osadzony w jednym z najciemniejszych momentów historii ludzkości. Do wyboru miałem kilka możliwości ze wszystkich stron frontu: alianckiej zachodniej, alianckiej wschodniej i niemieckiej. Ponieważ chciałem być jak najbardziej wyrazisty, wybrałem tę trzecią opcję – bo ona, w przeciwieństwie do Jeepów czy GAZów, kojarzy się jednoznacznie z wojennym piekłem.

Ein Volk, ein Reich, ein Führer” – jeden naród, jedna Rzesza, jeden wódz. Tym hasłem propaganda Goebbelsa bombardowała obywateli w trybie ciągłym. Jak każdy socjalizm, również ten narodowy dążył do likwidacji wszelkiej podmiotowości indywidualnej. „Jednostka zerem, jednostka niczym” – z wyjątkiem, oczywiście, wodza, niezwiązanego żadnymi ramami ani regułami – nawet tymi, które sam ustanowił. Dla obywatela natomiast – żadnych praw, a tylko poświęcenie dla dobra zbiorowości. Poświęcenie jest szlachetne, chwalebne, to apogeum człowieczeństwa – powtarzają od zawsze wszyscy reżimowi propagandziści, pomijając przy tym – całkowicie świadomie i konsekwentnie – pewien drobniutki niuans: a mianowicie to, że wartość poświęcenia polega na jego dobrowolności. Na samodzielnie podjętej decyzji rezygnacji z czegoś na rzecz kogoś. Dobroczyńca to ten, kto sam, przez nikogo nie naciskany, wybiera czy, co, ile i komu ofiarowuje. Jakikolwiek przymus w tym względzie zamienia dobroczynność w gwałt, szlachetność – w prawo dżungli, a ofiarodawcę – w ofiarę.

Najlepszym przykładem społeczności totalitarnej jest każda armia. Z powodu tego jej charakteru poboru pragnie uniknąć ogromna większość poborowych na całym świecie. Nie, wróć – nie na świecie, a w cywilizacji łacińskiej, u podstaw której leży właśnie indywidualizm i wolność jednostki. W armii brak miejsca dla tych wartości – tam nie ma jednostek, a tylko zbiorowość i jej cel, na rzecz którego wszyscy ponoszą przymusowe i nieograniczone ofiary, aż do ofiary życia włącznie. W tym konkretnym przypadku jest to zrozumiałe: wszak nawet starożytni Ateńczycy, którzy najdalej posunęli kult demokracji, na czas wojny powoływali tymczasowe dyktatury, bo rozumieli, że wojna to sytuacja szczególna, gdzie nie ma miejsca na debaty i poszukiwanie osobistego szczęścia. Co innego czas pokoju: tutaj podstawą rozwoju jest właśnie nieskrępowana możność rozwijania specyficznych talentów osobniczych, do czego konieczna jest jak największa swoboda działania, a także motywacja w postaci prawa korzystania z jego owoców (to właśnie stąd wzięła się historyczna, miażdżąca przewaga naszej cywilizacji nad resztą – po prostu, ten podstawowy fakt został odkryty i najpełniej wykorzystany właśnie przez Europejczyków). Z dyktaturą jest jednak ten problem, że również w czasie pokoju usiłuje ona przybliżyć podlegające jej społeczeństwo do wzorca wojskowego. Każdy reżim lansuje hasła o marności jednostki i sile kolektywu oraz wychwala przymusowe pseudopoświęcenie, bo całkowitą kontrolę można sprawować jedynie nad bezwolnym tłumem, wyzutym z wszelkich przejawów indywidualności i ustawionym w równym szyku. Bardzo ważne jest owo wyrównanie – oczywiście w dół, bo prawa przyrody nie pozwalają na żadne inne (o istotę procesu wyrównywania wystarczy spytać pierwszego z brzegu fryzjera). Totalitaryzm bezwzględnie eliminuje jednostki niezależne, chadzające własnymi drogami – przywilej swobodnego działania przysługuje jedynie Wielkiemu Bratu.

Czytaj więcej ›

Share Button
Napisano w TA, CO SIĘ LUBI POWTARZAĆ Tagi: ,

STRUMIEŃ ŚWIADOMOŚCI: CAŁKIEM ROZSĄDNA ZABAWKA

Zasadniczo o nowych Hondach nie piszę, bo mi nie wypada. Raz postanowiłem skrobnąć o aktualnym wtedy Civicu, ale to tylko z przekory, bo byłem gdzieś przeczytałem, że blogerskie testy nowych aut nie mają sensu. A że z nówek-salonówek najłatwiejszy dostęp mam właśnie do Hond

Tym razem jest inaczej: dzisiejszego bohatera nie można uznać za nówkę-salonówkę, nie tylko z powodu jego wieku (7 lat), ale przede wszystkim dlatego, że chodzi o nieprodukowany już od roku model CR-Z Hybrid. Innymi słowy – o samochód historyczny. A samochody historyczne wolno mi chyba testować…?

(nowym Czytelnikom spieszę wyjaśnić, że mój tata i brat prowadzą wspólnie salon i serwis Hondy – stąd moje obiekcje).

Do CR-Zta przymierzałem się od czasu mojego pseudo-uczestnictwa w ubiegłorocznym Rajdzie Żubrów. Sprawę rozwiązał mój brat, który współsponsorował zorganizowany w ubiegłą sobotę 5 Rajd Ziemi Bocheńskiej im. Janusza Kuliga. Jak co roku udostępniał samochody do obsługi imprezy, oczywiście wraz z kierowcami, i tych kierowców mu trochę brakło – w związku z tym po raz drugi (pierwszy był w 2014r.) dostałem propozycję z gatunku nie do odrzucenia.

Z czym wiąże się takie zadanie? Oto w wolną od pracy, słoneczną sobotę musiałem zostawić żonę samą i spędzić dokładnie siedemnaście godzin w samochodzie (w domu nie było mnie, co do minuty, od 5.00h do 22.00h – całe szczęście, że w osobówkach nie montują jeszcze tachografów). Czego jednak nie robi się dla ciekawych doświadczeń, no i pomocy rodzinnej firmie…?

Czytaj więcej ›

Share Button
Napisano w STRUMIEŃ ŚWIADOMOŚCI Tagi: , , , , , ,

AUTO-VALHALLA: WYŚCIGOWY HRABIA

Tym razem, zanim przejdę do właściwego tematu, chciałem ogłosić dwie rzeczy.

Po pierwsze, jeden z Czytelników – Michał, znany pod nickiem MK_1990 – zainspirował się toczoną tu ostatnio dyskusją o ramach X-Frame i pokusił o odpowiednią analizę, którą zechciał się z nami podzielić: LINK1 LINK2. Zapraszam do zapoznania się z wynikami i czekam na komentarze obecnych tutaj fachowców (samemu brakuje mi kompetencji, by cokolwiek dopowiadać i komentować).

Po drugie, pod wpływem podobnych dyskusji zacząłem się zastanawiać, czy nie miałoby sensu utworzenie forum dla Czytelników Automobilowni, np. pod osobnym linkiem na pasku przy logo. Tam można by sobie gaworzyć o dowolnych sprawach, niezależnie od systemu komentowania pod artykułami (który, jak wiemy, ma swoje wady, jak nielubiany przez niektórych system drzewkowy i ograniczenie możliwości komentowania do 30 dni po publikacji wpisu). Nie jest to w żadnym wypadku próba ograniczania swobody wypowiedzi pod wpisami – jak wiecie, ja nigdy nie miałem nic przeciwko offtopom i nie zamierzam tego zmieniać. Myślę jednak, że osobne forum z możliwością rozpoczynania wątków na każdy temat, w tym zapytań o radę, dzielenia się doświadczeniami, itp., bez związku z bieżącymi artykułami, mogłoby ułatwić komunikację i być może scementować nasze towarzystwo. Tak naprawdę, to myślałem o tym już od jakiegoś czasu, tyle tylko, że każde forum wymaga regularnej moderacji, a na to nie mam niestety czasu. Tak się jednak złożyło, że jeden z moich znajomych zgłosił wstępnie gotowość opiekowania się takim forum i nawet zainstalował mi odpowiednią wtyczkę na serwerze. Tak – technicznie forum już hula, tylko nie jest jeszcze publiczne, a czy takie się stanie, zależy już tylko od Was (a także od zasobów czasowych Moderatora). Odpowiednia ankieta jest już przygotowana. Czekam na Wasze opinie: czy bylibyście chętni na dodatkową formę kontaktu, w oderwaniu od całego mojego gryzmolenia, czy też uważacie, że Internet oferuje już wystarczającą ilość takich miejsc (włącznie ze zwykłymi komentarzami na Automobilowni) i nie ma sensu mnożyć bytów ponad potrzebę oraz angażować dodatkowej osoby. Oczywiście zero-jedynkową odpowiedź możecie rozwinąć w publicznym komentarzu, albo napisać mi maila przez formę kontaktową. Tym razem ankieta będzie otwarta przez 10, a nie 5 dni, więc można się namyśleć. A teraz już czas na mięso.

Czytaj więcej ›

Share Button
Napisano w AUTO-VALHALLA Tagi: , ,