Misja i Wizja, czyli Manifest Sierpniowy

Przygotowując bloga postanowiłem napisać do niego coś w rodzaju wstępniaka, czy też mówiąc językiem korporacyjnym – "nakreślić Misję i Wizję". Za pisanie wziąłem się 22 lipca i to przywiodło mi się na myśl tzw. Manifest Lipcowy (młodzież niech spyta Wujka Google'a i Ciocię Wiki). Jednak jako że termin ten nie kojarzy się zbyt dobrze, a publikacja została wyznaczona na sierpień, postanowiłem tytuł sparafrazować.

Znaczenia MOTORYZACJI w dzisiejszym świecie nie sposób przecenić. Posiadanie własnego pojazdu i możliwość przebycia nim w dzień nawet ponad tysiąca kilometrów uważamy dziś za coś oczywistego – a przecież jest nam to dane dopiero od kilku dekad. Wciąż żyją ludzie, dla których samochód był w młodości tym, czym dla nas statek kosmiczny – wiedzieli, że istnieje, ale nie nawet nie marzyli o korzystaniu zeń. Nie mówiąc już o czasach przed XX wiekiem (czyli, lekko licząc, 98% dziejów cywilizacji), kiedy to każda podróż dalsza niż do sąsiedniej osady była nie tylko wielkim wyzwaniem, ale realnym zagrożeniem życia.

Samochód nie tylko wozi nas i towary, które konsumujemy. On także nas ŻYWI: W Niemczech u progu XXI stulecia co szóste miejsce pracy było mniej lub bardziej związane z motoryzacją!! Dokładnych rozmiarów tego sektora nie da się wyznaczyć, bo w grę wchodzi nie tylko transport drogowy, produkcja, dystrybucja i serwisowanie aut, ale też łańcuch zaopatrzenia tych gałęzi w surowce, komponenty i energię (od górnictwa począwszy), petrochemia, drogownictwo, urzędy państwowe, policja drogowa, ubezpieczenia komunikacyjne, usługi finansowe, prawne itp. Automobilizm zrodził jedne z największych w historii IMPERIÓW PRZEMYSŁOWYCH (General Motors, Ford, Toyota, Volkswagen, Fiat, Daimler, Leyland itp.) i rodzinnych fortun (John D. Rockefeller, Henry Ford, Walter Chrysler, włoski klan Agnellich).

Właśnie z powodu kolosalnego wpływu na gospodarkę w każdej skali, od podwórkowej do globalnej, motoryzacja zawsze była dziedziną „politycznie wrażliwą”, podlegającą daleko idącym interwencjom, czytaj – restrykcjom państwowym. Od jej zarania władze nakładały na samochodziarzy przeróżne zakazy i nakazy, a nade wszystko – podatki, cła i myta. Niektórych z tych regulacji, obowiązujących w XXI wieku w krajach mających się za ostoje demokracji i wolności, nie powstydziliby się najwięksi tyrani. Uzasadnienia są oczywiście szczytne – któż bowiem ośmieli się zakwestionować troskę o środowisko i bezpieczeństwo publiczne? – ale w istocie pod pięknymi hasłami nader często kryją się jedynie wymierne interesy Możnych. To właśnie one, poprzez zasady tzw. politycznej poprawności, decydują o tym, czy w danym miejscu i czasie automobiliści są hołubieni (rzadko), czy też zwalczani (znacznie częściej).

Warto poznawać Historię. Nie tylko historię władców, wojen i traktatów, ale też historię codzienności – w tym motoryzacji. Nic lepiej nie pokazuje, jak absurdalnie wyglądają dziś wczorajsze prognozy i obawy: Oto w 1900r. Nowy Jork obsługiwało 100 tys. koni pociągowych produkujących dziennie TYSIĄC TON odchodów. Zwykłym widokiem byli żebracy oczyszczający przechodniom przejścia przez jezdnię za drobną monetę, a eksperci wieszczyli, że do 1950r. warstwa łajna na ulicach osiągnie dwa metry!! W tym samym czasie, po tych samych ulicach jeździły już pierwsze automobile, które za życia jednego pokolenia zupełnie wyrugowały towarzyszącą ludzkości od tysiącleci trakcję konną. Znikły zwały nawozu, a pojawiły się korki i spaliny. Dziś cały politycznie poprawny świat grzmi więc o emisjach CO2 i zasobach ropy naftowej, a kierowców uznaje niemal za zbrodniarzy. Czy historia się powtórzy? W 2000r., w wywiadzie dla Sunday Telegraph, były saudyjski Minister Ropy Naftowej i Surowców Mineralnych, Ahmed Zaki Yamani, wypowiedział arcyciekawe słowa: „.Epoka kamienia nie skończyła się z braku kamieni, lecz z powodu wynalezienia lepszych technologii… …Być może za 30 lat pod ziemią będą zalegały miliardy baryłek ropy, która nie będzie nikomu potrzebna. Od siebie dodam, że pod koniec neolitu nikt nie zakazywał używania kamiennych narzędzi, nie kazał ich złomować, nie wprowadzał w centrach osad stref bez kamieni, ba, nawet ich nie opodatkował!! Ludzie sami porzucili stare zwyczaje, gdy tylko pojawiła się opcja naprawdę lepsza. Możemy być pewni, że tak samo będzie z silnikiem spalinowym, choć nie wiemy jeszcze kiedy.

Udajmy się więc w podróż w czasie. Poznajmy dzieje jednego z najważniejszych i najbardziej fascynujących wynalazków ludzkości – AUTOMOBILU. Zajmiemy sie tą najbarwniejszą i najbliższą szaremu człowiekowi częścią: SAMOCHODEM OSOBOWYM, a częściowo także i nieodłącznie związanym z nim SPORTEM MOTOROWYM. Poznamy setki modeli aut, dowiemy się jak ewoluowały, ale przede wszystkim postaramy się ujrzeć dawny świat oczyma ówczesnych ludzi i przekonać się, co oznaczało bycie samochodziarzem w różnych momentach i miejscach, oraz jaką rolę odgrywał pojazd mechaniczny w ludzkim życiu i umyśle. Warto przy tym zwrócić uwagę na kilka spraw.

Po pierwsze, wielu z nas, nie wyobrażających sobie życia bez Internetu, smartfonu i GPS-u zszokuje pewnie to, jak zadziwiająco sprawne i piękne konstrukcje tworzono w czasach, gdy nie znano jeszcze telewizji, lodówki ani antybiotyków, a bieżąca woda i kanalizacja były luksusem. Zwłaszcza w Polsce, gdzie nowoczesne auta „ze świata” pojawiły się dość niedawno, mało kto wie, że automatyczna skrzynia biegów istniała w roku 1904, doładowane silniki w 1907, czterozaworowe głowice w 1912, elektrycznie składany dach cabrioletu w 1935, klimatyzowane kabiny w 1939r., ELEKTRONICZNY wtrysk paliwa w 1957 (!!), a ABS – w 1966. Mało tego: tzw. hybrydy jeździły po drogach w 1899r. (TAK, tam jest ósemka!!), a biopaliw używano wcześniej niż benzyny. Prądu zresztą również. Do 1914r. auta produkowało ponad 2000 firm, w 1940r. w USA na tysiąc osób przypadało tyle samochodów, co w Polsce w 2000r., a najszybszy w dziejach wyścig Grand Prix odbył się w roku 1937, kiedy to 646-konny bolid zwycięzcy uzyskał niepobitą do dziś średnią – ŚREDNIĄ!! – 261 km/h. Oczywiście, będą też zaskoczenia w drugą stronę – np. to, że u BMW prawe lusterko było płatnym dodatkiem jeszcze w 1985r. – ale tych pierwszych jest zdecydowanie więcej.

Po drugie – RÓŻNORODNOŚĆ. To niewiarygodne, na ile sposobów można zinterpretować temat czterech kół z silnikiem. W różnych krajach i epokach wykreowano tyle koncepcji i stylów, ile istnieje ludzkich charakterów, samochód może więc określać czyjąś osobowość tak samo jak ubranie, fryzura czy słuchana muzyka. Owo nieskończone bogactwo form i przekazów emocjonalnych to dla mnie najbardziej fascynujący aspekt motoryzacji i właśnie tę niezmierzoną różnorodność będziemy zgłębiać na Automobilowni.pl. Spróbujemy postawić się w położeniu europejskich arystokratów początku XX wieku, którzy zabawiali się nowym wynalazkiem jak dzieci, wymyślając w rezultacie automobilową turystykę i sport. Purytańskich pionierów, którzy na dziewiczych preriach Ameryki wytrwale wznosili nowe, potężne państwo i wkrótce stworzyli pierwsze w historii społeczeństwo masowo zmotoryzowane. Europejskich rodzin, które z realizacją podobnych marzeń musiały czekać jeszcze przynajmniej całe pokolenie. Amerykańskiej middle class, budującej po II wojnie światowej konsumpcyjny raj na przedmieściach metropolii. Ich włoskich odpowiedników, którzy w tym samym czasie mozolnie ciułali, by przesiąść się z roweru na skuter, a potem choćby najprymitywniejszy, ale zadaszony i prorodzinny pojazd. Zachodnioniemieckich turystów, samodzielnie odkrywających słoneczne wybrzeża Adriatyku niczym Kolumb Nowy Świat. Pokolenia baby-boomers, które jako pierwsze w dziejach nie znało smaku niedostatku i wojny i przewróciło do góry nogami cały dotychczasowy system wartości, co nie mogło nie odbić się na motoryzacji. Dalekowschodnich managerów, którzy w pewnym momencie upomnieli się o swój kawałek olbrzymiego tortu o nazwie „rynek samochodowy”. Narodów Europy Wschodniej, które ów cały, bajecznie kolorowy świat automobilizmu przez wiele dekad oglądały jedynie przez szybę, a w pewnym momencie nagle znalazły się w jego środku. Wreszcie mieszkańców Trzeciego Świata, z których większość wciąż czeka na taką szansę. Gdy wczujemy się w te i wiele innych sytuacji, pojmiemy dlaczego stereotypowe pojazdy z USA są prostackie i paliwożerne, te z Azji – bezpłciowe i nudne, a te z Europy – snobistyczne i kapryśne. Niech towarzyszy nam przy tym nieco może patetyczna, ale piękna myśl Spinozy: „Starałem się jedynie, aby ludzkich postępków nie wyśmiewać, nie opłakiwać i nie potępiać, lecz je ZROZUMIEĆ”.

Wreszcie po trzecie i najważniejsze – Emocje. Komuś, kto w bezmiarze Internetu znalazł Automobilownię.pl, nie trzeba chyba tłumaczyć, że FENOMENU MOTORYZACJI W ŻADEN SPOSÓB NIE DA SIĘ ROZPATRYWAĆ JEDYNIE JAKO ZASPOKOJENIA POTRZEBY TRANSPORTOWEJ. Czy jednak zastanawialiście się kiedyś, dlaczego to właśnie ten wynalazek jak żaden inny potrafi sprawić, że dojrzali skądinąd ludzie, niezależnie od wieku, profesji, statusu społecznego i majątkowego, całkowicie porzucają racjonalne myślenie…?

Nie ma tu jednej, prostej odpowiedzi. Na pewno istotne jest to, że osobisty pojazd jest niejako przedłużeniem naszych własnych kończyn, trudno więc nie czuć z nim więzi. Możliwość swobodnego podróżowania daje przy tym nieporównywalną z niczym Wolność, a panowanie nad ponad toną rozpędzonej stali za pomocą drobnych ruchów dłoni i stóp – poczucie Władzy. Dodatkowo, samochód to zazwyczaj najbardziej złożony i najdroższy przedmiot ruchomy, jaki posiadamy, a jego wartość materialna jest dość łatwa do oszacowania na oko, co czyni go idealnym symbolem statusu. W pewnym głośnym badaniu psychologicznym, kobiety, którym pokazano zdjęcia mężczyzn prosząc o ocenę ich fizycznej atrakcyjności, statystycznie wyżej stawiały urodę gentlemana sfotografowanego za kierownicą superluksusowego, złotego Bentleya, niż TEJ SAMEJ OSOBY siedzącej w sfatygowanym, wyblakło-czerwonym Fordzie Fiesta…

Nietrudno zauważyć, że wszystko to schlebia zdecydowanie niskim żądzom. W istocie, mieszanka zaawansowanej Techniki, wyrafinowanej Sztuki i wielkich Pieniędzy, jaką stanowi ekskluzywny samochód, potrafi wydzielić do krwiobiegu niemało hormonów, nawet u tych, którzy zdają się twardo stąpać po ziemi. Ale ten diaboliczny wynalazek można też postrzegać inaczej – jako wspaniałe dzieło ludzkiego Umysłu: Czyż napęd Bugatti Veyrona albo sylwetka Jaguara E-Type’a są mniejszymi dokonaniami ludzkości niż eposy Homera, gotyckie katedry, rzeźby Michała Anioła albo filmy Felliniego? Z pewnością nie. I nie ma tu znaczenia, że wielu się z tym nie zgodzi – wszak nie brakuje osób, dla których i najwspanialsze symfonie Beethovena są szczytem nudy. Dla pasjonatów samochody mają w sobie Magię godną największych dzieł sztuki, sprawiającą, że każde obcowanie z nimi jest Przeżyciem. Dziś owa Magia zarezerwowana jest raczej dla drogich, elitarnych pojazdów, ale kiedyś były nią obdarzone w zasadzie wszystkie auta. To kolejny powód, by zanurzyć się w Historii.

Właśnie słowa „Przeżycie” i „Pasja” są kluczem do zrozumienia nieracjonalności automobilizmu. Niektórzy pokonują ocean, by oglądnąć na żywo piłkarski mecz – choć w darmowej telewizji można go zobaczyć wyraźniej, wygodniej, bezpieczniej i z powtórkami z wielu ujęć. Inni tkwią całą niedzielę po kolana w wodzie by złowić kilka ryb, mimo że można je kupić w sklepie, i to od razu wyfiletowane. Jedni wydają majątek na niepraktyczne, ale „firmowe” ubrania, buty i kosmetyki, a drudzy wolą równie mało użyteczny, lecz zapierający dech w piersiach samochód – luksusowy, sportowy albo zabytkowy. Ktoś dopłaca dopłaca chore kwoty za rysunek nadgryzionego owocu na tajwańskim pendriv'ie, a ktoś inny – za pozbawienie funkcjonalnego auta całej praktyczności poprzez usunięcie większości drzwi, drastyczną redukcję miejsca dla pasażerów drugiego rzędu i zastąpienie szczelnego, niemal pancernego dachu kawałkiem szmaty. To niekoniecznie próżność, często właśnie Pasja.

Ferry Porsche, długoletni szef firmy noszącej jego nazwisko, zapytany podczas kryzysu energetycznego lat 70-tych, czy w obliczu dramatycznie kurczących się zasobów istnieje ekonomiczny i moralny sens wytwarzania paliwożernych i mało użytecznych pojazdów służących jedynie egoistycznej przyjemności, odparł lakonicznie: „Ostatni wyprodukowany samochód z pewnością będzie autem sportowym”. Zwariował? Bynajmniej: Wszak koni po pojawieniu się automobili wcale nie wybito, a przekształcono z narzędzia pracy w ekskluzywną rozrywkę bogatych. Podobnie znana dziś postać samochodu, na skutek galopujących cen paliw, korków oraz restrykcji fiskalno-urzędowych z wolna przestaje być sensownym środkiem codziennego dojazdu do biura, ale – niczym pełnokrwiste araby z Janowa Podlaskiego – bez wątpienia pozostanie obiektem uwielbienia majętnych koneserów. To poniekąd już się dzieje – podczas gdy producenci aut popularnych rozpaczliwie walczą o każdego klienta, tzw. marki premium rozwijają się jak nigdy dotąd.

Z kolei rodak Porschego, zmarły w 2010r. dziennikarz Fritz Busch, który znał z autopsji historię motoryzacji od lat 20-tych, nazwał automobil „Najpiękniejszą Zabawką Stulecia”. Napisał przy tym coś niesłychanie mądrego: „Ludzie kierujący się wyłącznie rozsądkiem są… nierozsądni. Rozsądek posunięty do ekstremum staje się bowiem swym własnym przeciwieństwem, a nieodłączną częścią Zdrowego Rozsądku jest to, by wiedzieć kiedy można, a nawet należy odłożyć go na bok”.

A zatem, drodzy Czytelnicy, z pełną premedytacją: Rozsądek na bok!! Wyruszamy!!

Share Button