PERŁY COACHBUILDINGU: ZAPLUTY KARZEŁ REAKCJI

DZIŚ JUŻ TAKICH NIE ROBIĄ !!„.

Ile razy my, samochodziarze ze zboczeniem historycznym, słyszeliśmy już taki sąd? A ile razy każdy z nas wypowiadał go sam…?

Ja oczywiście robię to często. Również tutaj. Zakładając bloga w żadnym wypadku nie planowałem narzekania na „dzisiejsze czasy” i „dzisiejszą młodzież”, a wręcz przeciwnie – całą historię motoryzacji postrzegałem jako pewną ciągłość, nieustającą ewolucję, i ganiłem tę część oldtimerowców, która z lubością powtarza, że „modele po roku 1980-tym” – lub którymkolwiek innym – „nigdy nie będą klasykami„. Zawsze odpowiadałem, że jeszcze niedawno to samo mówiono o Syrenie, trochę wcześniej – o „Garbusie”, a jeszcze wcześniej – o Fordzie T. Że je wszystkie jeszcze przed chwilą uważano nie za żadne zabytki, a za śmieci warte tyle, ile zaważą w skupie złomu. Gdyby wyłącznie tacy ludzie zostawali decydentami, 100% Modeli T poszłoby na żyletki już kilkadziesiąt lat temu i ładnie byśmy dzisiaj wyglądali.

W latach 90-tych – bo wcześniejsze średnio pamiętam – wszyscy mówili, że nowoczesne samochody są kompletnie bezpłciowe, nie tak jak chromowane krążowniki. Tymczasem dzisiaj tylu z nas wzdycha do modeli z Epoki Plastiku (czasem nawet tych całkiem poślednich) i uważa je za najwspanialsze fury w dziejach. Inż. Zdeněk Patera, prowadzący znakomitą stronę https://auta5p.eu/ (z której zasobów ilustracji, za pozwoleniem autora, obficie korzystam), napisał: „Každý automobil se stane jednou veteránem, nebude-li dříve sešrotován„. Każdy samochód – a także w ogóle każdy przedmiot – zostanie kiedyś zabytkiem, o ile wcześniej ktoś nie wyrzuci go na szrot. Każdy – Syrena tak samo jak Rolls-Royce (a może nawet bardziej, bo w tym samym wieku będzie nieporównanie rzadsza). To przecież tak oczywiste, że aż dziwię się, że co poniektórzy mogą tego nie rozumieć.

W jednej sprawie upodobniłem się jednak z czasem do ortodoksów – chodzi o pesymizm co do dalszego rozwoju automobilizmu. Stało się tak oczywiście za sprawą prowadzonej w Europie, wybitnie anty-motoryzacyjnej polityki. Dlatego też zdecydowanie wolę pisać o dawniejszej historii, a jeśli wspominam czasem młodsze modele (co zresztą ostatnio zdarza mi się częściej niż kiedyś) – staram się wyłuskiwać chlubne wyjątki wyłamujące się z niewesołych trendów. Przykładowo, tematem niniejszego wpisu będzie XXI-wieczna perła coachbuildingu: Ferrari P540 Superfast Aperta.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,

TA, CO SIĘ LUBI POWTARZAĆ: PANIE BÖCEK, TO NIE SĄ TANIE RZECZY!!

Tym razem postanowiłem napisać o Turcji, bo dawno nie było tutaj żadnego egzotycznego kraju.

Chodzi oczywiście o egzotykę automobilową, bo dla Polaków Turcja jako taka wielką egzotyką nie jest: w historii zdarzało się jej bywać naszym sąsiadem, co prawda mocno odmiennym i nie zawsze przyjaznym – bo którzy sąsiedzi nie drą z sobą kotów? – ale szanującym nas i przez nas szanowanym, choćby jako przeciwnik. Turecki sułtan nigdy nie uznał rozbiorów Polski: na roboczych spotkaniach korpusu dyplomatycznego zawsze ostentacyjnie pytał „gdzie jest poseł Lechistanu?„, na co mistrz ceremonii niezmiennie odpowiadał, że „poseł Lechistanu nie zdołał dotrzeć„. Oczywiście, głównym powodem odgrywania takiej szopki była nie tyle miłość do naszego narodu, co pragnienie zagrania na nerwach wysłannikowi Rosji, pozostającej w XIX wieku największym rywalem Imperium Otomańskiego. Faktem jest jednak, że przez całe 123 lata Turcy utrzymywali w nienagannym stanie stambulski budynek ambasady Rzeczpospolitej, a w 1918r., gdy poseł odrodzonego Lechistanu zdołał wreszcie przybyć do Stambułu, wręczyli mu klucze, jak gdyby chodziło o powrót z urlopu. Kontakty między naszymi narodami nie zamarły nawet w czasach komunizmu – tureckie bazary były bowiem jednym z głównych kierunków polskiej turystyki handlowej (kto pamięta słynne tureckie swetry?), a w nowej rzeczywistości, dzięki tanim lotom i sieciowym hotelom all-inclusive – również tej niehandlowej.

W pracy, zarówno poprzedniej jak i obecnej, mam kolegów Turków – jeden z nich, imieniem Halil, pomógł mi przygotować niniejszy wpis, za co mu bardzo dziękuję.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , ,

AUTO-VALHALLA: „EN AVANT” ZNACZY: NAPRZÓD!!

Jedną z najbardziej fascynujących mnie marek samochodów był zawsze Citroën. Bynajmniej nie tylko z powodu hydropneumatyki i specyficznej stylistyki modeli z drugiej połowy XX wieku, ale ogólnie, całej historii firmy (no dobrze,  historii XX-wiecznej). To właśnie Citroën, a dokładniej – jego założyciel, André Citroën – sprowadził do Europy amerykańską technologię produkcji masowej, amerykańskie strategie marketingowe, standardy obsługi klienta i warunków zatrudnienia. W tej właśnie kolejności – by bowiem korzystać z jakiejś wartości, najpierw należy ją wytworzyć.

O owej amerykańskości lepiej nie mówić Francuzom. Podobnież nie radzę np. wspominać przy Grekach, że większość ich wspaniałej skądinąd kuchni pochodzi z Turcji. W obu przypadkach narażamy się na grube nieprzyjemności (w tym drugim – nawet na rękoczyny), co jednak nie zmienia faktów. „Greckie” gyrosy, moussaki i baklavy odłożymy sobie na bok, natomiast co do firmy André Citroëna należy podkreślić: ona była do tego stopnia zamerykanizowana, że nawet jej upadek odbył się według typowo amerykańskiego scenariusza. Podobnie jak ciąg dalszy – bankructwo nie spowodowało bowiem zniknięcia marki, a jedynie zmianę właściciela, restrukturyzację i efektowny come-back. Ten i ów stracił swoje wierzytelności tudzież zainwestowany kapitał, lecz działalność trwała. To właśnie w tym drugim życiu, w latach 1934-76, firma zyskała swój tradycyjny wizerunek (dzięki szeregowi awangardowych konstrukcji, od Traction Avant, poprzez 2CV, DS i Ami, aż do GS, SM i CX), dziś jednak skoncentrujemy się na wcześniejszych czasach, a dokładnie – na postaci założyciela.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: ,

KONFRONTACJE: Z KRAINY WIECZNYCH DRIFTÓW

Kiedy rozpoczynałem niniejszy wpis, nadałem mu tytuł „EWOLUCJA NUDY” i miałem zamiar opisać w nim szereg niewyróżniających się niczym samochodów kompaktowych, po jednym lub dwa na każdą epokę – w ten sposób chciałem kontynuować temat motoryzacyjnej nudy rozpoczęty zestawieniem drętwych modeli Epoki Niklu. Gdy jednak zacząłem się zastanawiać nad wyborem konkretnych okazów, postanowiłem w miarę możliwości unikać oczywistości w rodzaju Opli, Fordów i Renault, pokazując w zamian coś bardziej egzotycznego. A cóż może być bardziej egzotycznego i godnego upamiętnienia niż produkty nieistniejących już marek?

Po paru minutach kombinowania udało mi się wymyślić osiem samochodów od ośmiu producentów, którzy odeszli już do Krainy Wiecznych Driftów, a w dodatku nie powtórzyć przy tym żadnego kraju. Po raz drugi zdecydowałem się pominąć Amerykę, bo to całkiem inny świat, nieporównywalny do naszego, no i z naszej perspektywy średnio pasujący do przymiotnika „nudny”. Niektórych z dzisiejszych bohaterów z pewnością świetnie znacie, ale mam nadzieję, że czegoś nowego również się dowiecie. Inaczej niż ostatnio, wybrałem kilka modeli wykazujących szczególne cechy konstrukcyjne albo charakterologiczne, wszystkie są jednak kompaktami, a to z prostego powodu – ten segment jest zwykle wyjątkowo nieciekawy, więc trzeba aktywnie szukać pretekstu do opisania jego przedstawicieli. Bo że opisywać trzeba, to chyba rozumiemy – wszak na Automobilowni nie może zabraknąć żadnego rodzaju samochodów.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: PREMIUM NA SKALĘ NASZYCH MOŻLIWOŚCI

„Wiesz co robi ten Miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest Miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym Misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to jest nasze, przez nas wykonane, i to nie jest nasze ostatnie słowo!!”

Ten cytat z kultowego „Misia” Stanisława Barei zna chyba większość Polaków (przynajmniej tych pełnoletnich), a im kto starszy, tym lepiej rozumie genialność tego dzieła i wierność, z jaką oddaje ono rzeczywistość. Bynajmniej nie tylko PRL-owską – w dzisiejszych czasach niektóre scenki faktycznie się zdezaktualizowały, ale inne w 100% zachowują swoją wymowę. Przykładowo, praca w międzynarodowych korporacjach bardzo przypomina filmy Barei. Z cytatu tłumaczącego sens tytułowego Misia każdy korpoludek uśmieje się podwójnie, dziś jednak nie będzie o korporacjach, a o tzw. realnym socjalizmie, w dodatku w jego dość twardym, siermiężnym wydaniu z czasów górnego Gomułki.

Władysław Gomułka, pseudonim „towarzysz Wiesław”, całkiem serio postulował, by w budownictwie mieszkaniowym standardem uczynić jedną łazienkę na piętro. On sam w młodości nie miał żadnej łazienki, więc jedną na pięć mieszkań, w dodatku niewymagającą wychodzenia z budynku, miał za luksus, a cokolwiek ponad to – za burżuazyjną rozpustę. Kiedy indziej chciał zaprzestać importowania cytryn, usłyszał bowiem, że równie dużo witaminy C zawiera kiszona kapusta (wedle legendy zdanie zmienił po tym, jak ktoś wrzucił mu garść kiszonej kapusty do szklanki herbaty). To on odpowiadał za polecenie zniszczenia prototypu Syreny Sport wraz z całą dokumentacją, on też osobiście dopilnował jego wykonania. W tym kontekście mocno intryguje, że właśnie za Gomułki zakupiona została licencja na Polskiego Fiata 125p, będącego w tamtych warunkach autentycznym produktem premium. Premium na skalę naszych możliwości.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , ,