AUTO-VALHALLA: ZŁOTA SPINKA CZY PAPIEROS…?

Pierwszy włoski tygodnik ilustrowany, wydawany od 1924r. w Neapolu „Il Mattino Illustrato„, w numerze 36 datowanym na 28 października 1924r. donosił:

Monza, 24 października 1924,

Zaraz po tankowaniu w boksie na 43 okrążeniu Louis Zborowski zapalił papierosa i wrócił na tor. Po chwili dotarła do nas wstrząsająca informacja o jego śmiertelnym wypadku.

To zdarzyło się w niebezpiecznym zakręcie Lesmo. Z relacji naocznych świadków oraz przebiegu śladów opon dało się wywnioskować, że Mercedes Zborowskiego gwałtownie zjechał z drogi na prawą, wewnętrzną stronę, uderzył prawym przednim kołem w słupek, przebił drucianą siatkę ogrodzeniową i około 25 metrów dalej rozbił się na drzewie. Kierowca odniósł przy tym ciężkie obrażenia czaszki, od których zmarł po kilku minutach, w drodze do szpitala. Jego mechanik Martin został wyrzucony z bolidu, dzięki czemu uszedł z życiem przy jedynie minimalnych ranach.

Jeśli chodzi o przyczyny wypadku, w pierwszej chwili zostało podane, że zjechanie z trasy zostało wywołane przez zablokowany hamulec prawego przedniego koła, jednak ta wersja od początku budziła wątpliwości. Niedługo wydany drugi komunikat zdementował ją wyjaśniając, że tragedia nie miała nic wspólnego z nieprawidłowym działaniem maszyny i że spowodował ją poślizg, którego Zborowski, mimo wszelkich starań, nie zdołał opanować.

Dopiero po zakończeniu wyścigu jego kierownictwo ogłosiło, że według zeznań obecnych na miejscu komisarzy, w krytycznym momencie zawodnik prowadził samochód lewą ręką, prawą zaś wyrzucał niedopałek papierosa. Równoczesny, mimowolny ruch spoczywającego na kierownicy lewego ramienia wytrącił pojazd z równowagi i skierował go w niekontrolowany sposób poza drogę.”

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: MIŚ ALPEJSKI

 

Był kiedyś taki dowcip: przez Arktykę, w silnym mrozie i śnieżycy, idzie biała niedźwiedzica z małym niedźwiadkiem. Mały pyta: „mamo, czy ja nie jestem przypadkiem misiem panda…?„. „Nie, synku, skąd taki pomysł? Przecież jesteś misiem polarnym„. „A na pewno…? Może ja jednak jestem misiem panda…?„. „Nie, to niemożliwe: mamusia jest niedźwiedzicą polarną, tatuś też jest niedźwiedziem polarnym, więc Ty na pewno jesteś misiem polarnym„. Mały na chwile milknie, ale zaraz znów wątpi: „Ale mamo, ja myślę, że jednak mogę być misiem panda…„. „Nie kochanie, na pewno nie – jesteś misiem polarnym, tak jak tatuś i mamusia„. „TO DLACZEGO MI TUTAJ TAK STRASZNIE ZIMNO ?!?!„.

Miś panda, fachowo zwany pandą wielką, żyje w Chinach, w strefie podzwrotnikowej. Tyle tylko, że zamieszkuje głównie góry, nawet powyżej 4.000 metrów n.p.m. Dlatego musi on dobrze znosić zimno, a zacytowany powyżej dowcip nie jest do końca trafiony.

Podobnie z Pandą produkowaną od 1979r. przez Fiata: ona również, jako produkt włoski, nie kojarzy się z ostrymi zimami, ale w istocie jej żywiołem są przede wszystkim wysokie Alpy, gdzie nawet w Italii występują lodowce. Oczywiście, mowa o specyficznej odmianie Pandy – tej z napędem na cztery koła.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,

KONFRONTACJE: AUTOMOBILOWI HIPSTERZY cz. II

Melkus – hipster z RWPG

Myślisz „NRD”, mówisz „dwusuw”. Myślisz „dwusuw”, mówisz… no dobrze, w tę stronę skojarzeń jest więcej. Ale wśród tych najprostszych nie będzie raczej Melkusa.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

KONFRONTACJE: AUTOMOBILOWI HIPSTERZY cz. I

Hipsterzy pojawili się w USA w latach 40-tych XX wieku. Grupa obejmowała początkowo ludzi przekraczających granice swojej rasy i kultury – zazwyczaj białych żyjących wśród czarnych i jak czarni. Dzisiaj oznacza oczywiście człowieka odrzucającego wszelkie formy tzw. mainstreamu. Może to być forma protestu czy buntu, albo próba budowania pozycji społecznej przez ludzi nie dysponujących władzą i majątkiem: „nie mam pracy, nic nie umiem, ale to ja jestem ponad, bo nie uznaję wyścigu szczurów„. W tym znaczeniu hipsterami mogli być np. dawni hippisi, ale oni, jako stosunkowo liczna i jednolita subkultura tworzyli pewien rodzaj mainstreamu swoich czasów. Współcześni hipsterzy wyszukują i świadomie wybierają jak najbardziej niszowe trendy, opinie i produkty (przymiotnik-klucz: „niezależny”), czytają pisma o jak najniższym nakładzie oraz sympatyzują ze środowiskami pozostającymi na uboczu (choć niekoniecznie spełniającymi klasyczną definicję wykluczenia – bo to byłby mainstream). Odrzucenie wszelkich form płynięcia z prądem kryje w sobie jednak pułapkę: otóż z czasem samo może wejść w modę, a więc – stać się mainstreamem. Pisał o tym już Gombrowicz, autor na pewno wcześniejszy od jakiejkolwiek formy ruchu hipsterskiego: nie można uwolnić się od schematu, bo sama idea przełamywania schematów jest sama w sobie schematem.

Automobilizm cały składa się ze schematów: każdy segment rynku, epoka, kraj, każda pojedyncza marka – wykazują (a przynajmniej do niedawna wykazywały) swoiste cechy-wizytówki. Takich szufladek jest co prawda wiele, ale uciec od nich nie sposób. W historii nie brakowało jednak samochodów, które zachwyciłyby klasycznego hipstera (o ile w ogóle interesowałby się on motoryzacją – bo ona, mimo usilnych starań tzw. czynników obiektywnych i coraz dotkliwszych represji, wciąż stanowi cywilizacyjny mainstream i ani myśli go opuszczać). Niektóre z nich miały być hipsterskie w założeniu, innym wyszło tak przez przypadek, a jeszcze inne dopiero po latach uznano za dziwactwo. Pomysł na niniejszy, dwuczęściowy wpis polega na wybraniu dwa razy po dwanaście seryjnych modeli mogących uchodzić za manifest motoryzacyjnego hipstera.

Jak każdy wybór, również i ten jest skrajnie subiektywny. Ponieważ sam jestem daleki od hipsterstwa, nie brałem pod uwagę okazów wychodzących poza skalę dziwaczności. Nie uwzględniałem też modeli masowych, niezależnie od stopnia oryginalności – bo wielka seria to definicja mainstreamu (z tego powodu nie wrzuciłem tu np. VW „Garbusa” i jego pochodnych, mimo że ich oszałamiająca kariera w Ameryce polegała w dużym stopniu na anty-mainstreamowości). Jak zwykle pilnowałem, by skompletować reprezentację różnych kontynentów i regionów, a także, by wśród 24 modeli nie powtórzyła się żadna marka. Auta ułożyłem w kolejności alfabetycznej, bo w kwestiach niemierzalnych preferuję zwykłe zestawienia, bez nadawania rang. Jeden własny schemat postanowiłem jednak złamać: ograniczyłem się mianowicie do modeli powojennych, a to dlatego, że wcześniej motoryzacyjny kontekst był jeszcze zbyt słaby, a kanony zbyt niewyraźne, by można było mówić o mainstreamie i hipsterstwie.

O oto i pierwsza połowa listy moich typów na automobilowych hipsterów, z których wiele na pewno opiszę kiedyś bliżej.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , ,

KONFRONTACJE: ALTER EGO LUIGIEGO

 

Luigi to Fiat 500 z kreskówki „Auta” – jasnożółty i gorącokrwisty, kibicujący w wyścigach samochodowych i prowadzący w Chłodnicy Górskiej serwis oponiarski Casa Della Tires (prawidłowo powinno być raczej „delle”, bo to liczba mnoga, ale nie szkodzi). Standardowy archetyp Włocha.

Kiedyś, dawno temu, popełniłem wpis o Luigim – najklasyczniejszej generacji Fiata 500 z lat 1957-75. Bo w ogóle, to Fiat 500 nie jest jednoznacznym pojęciem: w Europie auto o tej nazwie można kupić od 1936r. (istniał też – o czym mało kto wie – identycznie nazwany prototyp z 1915r., który do produkcji nie trafił). Co prawda po drodze zdarzyły się trzy dłuższe przerwy, ale ta wojenna się nie liczy, a w czasie kolejnych – 1975-1991 i 1998-2007 – na rynku pozostawały modele nie nazywające się co prawda „500„, ale bardzo podobne lub prawie identyczne z noszącymi to imię poprzednikami (odpowiednio 126-tka i Seicento).

W artykule o pomnikowej 500-tce zupełnie pominąłem jej wersje pochodne, obiecując jednak opisać je w przyszłości – no i ta przyszłość właśnie nadeszła. Oczywiście, niemożliwym jest omówienie WSZYSTKICH wariacji na temat najpocieszniejszego chyba samochodu w historii, bo po pierwsze, było ich po prostu zbyt dużo, a po drugie – o wielu z nich niełatwo znaleźć rzetelne informacje. Udało mi się jednak zebrać co ważniejsze okazy, a do tego kilka całkiem nietypowych, mam więc nadzieję, że przynajmniej niektórzy z Was dowiedzą się tu czegoś nowego.

Zanim zacznę, chciałem zwrócić uwagę, że wśród ról pełnionych przez masowo produkowane samochody często pomija się właśnie tę – użyczanie szeroko dostępnych, niedrogich i łatwych w eksploatacji podzespołów produktom niszowym, których w innym przypadku, ze względu na małą skalę produkcji, nie dałoby się oferować w znośnej cenie. A tak – da się. Czy to produkty „społecznie użyteczne”, czy też całkowicie zbytkowne – mała seria musi bazować na serii wielkiej, w przeciwnym wypadku się nie skalkuluje. Zresztą i tak kalkuluje się rzadko, jednak dzięki takim Luigim i innym „Garbusom” przynajmniej są na to jakieś szanse.

A teraz – czas na wyliczankę.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , , , , , , , , ,