PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: CETERUM CENSEO…

CETERUM CENSEO CARTHAGINEM ESSE DELENDAM – „poza tym uważam, że Kartaginę należy zniszczyć„. Tymi słowami rzymski pisarz i polityk, Marcus Porcius Cato zwany u nas Katonem Starszym, kończył ponoć każde swe przemówienie w Senacie. Niezależnie od tego, czy toczyła się poważna dyskusja na temat podatków, wojska, albo budowy dróg, czy też panowie senatorzy bawili się w zwyczajowe dla klasy politycznej personalne uprzejmości – on najpierw wypowiadał się merytorycznie, a potem powtarzał swoją mantrę o konieczności zburzenia Kartaginy.

Swoją mantrę ma każdy z nas. Jeden w kółko trąbi, że lekarstwem na całe zło tego świata będzie nawrócenie całej ludzkości na jego religię, a drugi – że zalegalizowanie jakiejś niedozwolonej aktualnie substancji. Niektórzy uważają, że zbawienie przyniosłaby demokracja bezpośrednia, a inni – przeciwnie, że tylko dyktatura (oczywiście ich własna). Mamy wierzących w proletariacką rewolucję i burzenie tradycji, oraz nawołujących do ich odrodzenia i powrotu do korzeni. Są tacy, co wzorców czy inspiracji szukają w obcych krajach i tacy, co wszelką inność chcieliby z zasady wypalić gorącym żelazem.

Katon Starszy należał do konserwatystów. Wysławiał republikańskie tradycje, zwyczajowe rzymskie cnoty i religię, kształtowany w pocie czoła hart ciała i ducha oraz skromną, surową estetykę zwaną po łacinie ELEGANTIA. Krytykował natomiast przepych, wszelkie przejawy awangardy, a zwłaszcza modę na wszystko, co zagraniczne, czytaj – greckie. W jego czasach – a był to przełom trzeciego i drugiego wieku przed naszą erą – patrycjusze mówili jeszcze co prawda po łacinie, ale kto chciał być kozakiem i mieć szacun na dzielni – pardon!! – na FORUM ROMANUM – musiał nie tylko płynnie nauczyć się greki, ale też ozdabiać swe posiadłości greckimi rzeźbami, recytować Homera równie biegle jak my dialogi z „Misia„, „Seksmisji” albo „Kilera„, a najlepiej posiadać greckiego niewolnika w charakterze nauczyciela dla swoich dzieci. Katon zwalczał to wszystko jako oznaki osłabienia i zniewieścienia Republiki (która Cesarstwem stała się dopiero dwieście lat później), no a poza tym uważał, że Kartaginę należy zniszczyć.

Nie możemy być pewni, jakie samochody produkowaliby i cenili starożytni Rzymianie, ale z tego, co wiadomo o ich gustach, obstawiam, że ulubionym autem Katona byłaby Lancia. Oczywiście nie każda: przykładowo, w naturze rzymskiego patrycjusza nie leżałyby pewnie drifty B-grupową Deltą S4, ale gdybym miał sobie wyobrazić parking przed świątynią Jowisza Kapitolińskiego, to byłby on wypełniony limuzynami ze srebrno-niebieskim logiem Lancii.

Oczywiście, to może być auto-sugestia, bo we włoskiej klasie wyższej nigdy nie było wielkiego wyboru, przynajmniej po wojnie. Mimo wszystko jestem pewien, że producent celowo działał w tym kierunku: w końcu w przeszłości wiele jego dzieł nosiło nawet nazwy ulic wylotowych z antycznej Stolicy Świata: Appia, Aurelia, Fulvia, Flavia, a nade wszystko – Flaminia. Zwłaszcza ta ostatnia, bazująca na prototypie autorstwa Battisty „Pinin” Fariny – to prawdziwe arcydzieło, które można by, wraz z niewolnikiem-szoferem w prostej tunice, wysłać wczesnym rankiem w Idy Marcowe pod willę Juliusza Cezara i ostrzec go, żeby tym razem nie udawał się na obrady Senatu, tylko wskakiwał do tyłu i na jakiś czas ulotnił się z Wiecznego Miasta.

Wracając do Katona: on na pewno kręciłby nosem na nazwy najwcześniejszych, a także najpóźniejszych modeli Lancii – bo były greckie. Najczęściej pochodziły od greckich liter, ale nie zawsze: Phedra to helleńskie imię kobiece, Thema to po prostu „temat”, „zagadnienie”, zaś Thesis – to „teza” lub „propozycja”.

Owa propozycja wtedy-jeszcze-turyńskiego koncernu padła w marcu 2001 roku w Genewie, chociaż gotowe wnętrze pokazano dopiero na jesieni we Frankfurcie, a sprzedaż na terenie Italii ruszyła w czerwcu 2002 (rynki eksportowe musiały czekać jeszcze trochę dłużej). Zastępowała mało interesujący, zdaniem wielu, model Kappa – tzn. mało interesujący jak na włoski segment premium, bo tak w ogóle, to całkiem przyjemny. Wielkiej niespodzianki nie było: nowa limuzyna wyglądała prawie identycznie jak dwa zapowiadające ją prototypy: pokazany w 1998r. Diàlogos (znów ta greka!! A poza tym uważam…) i dwa lata późniejszy, przedłużony Giubileo, podarowany przez producenta papieżowi Janowi Pawłowi II w ramach obchodów Wielkiego Jubileuszu Roku 2000. Brak zaskoczenia nie oznaczał jednak nudy.

No to jak z tym Katonem? Przebolałby grecką nazwę…? Ja myślę, że bez problemu. Dla złagodzenia szoku związanego z przeskokiem o dwadzieścia dwa stulecia można by go stopniować i np. zagrać mu barokową muzykę – byle tylko na żywo, a nie z mp3.

58-3-2034Foto: materiał prasowy FCA

58-3-2038Foto: materiał prasowy FCA

58-3-2041Foto: materiał prasowy FCA

58-3-2062Foto: materiał prasowy FCA

58-3-2058Foto: materiał prasowy FCA

58-3-2067Foto: materiał prasowy FCA

58-3-2052Foto: materiał prasowy FCA

060505_l_thesis_100th_int_1024Foto: materiał prasowy FCA

070227_l_thesis_02_1024Foto: materiał prasowy FCA

58-3-2096Foto: materiał prasowy FCA

Na krótko przed rozpoczęciem przyjmowania zamówień szef designu Lancii zapowiadał, że patrząc na nową, flagową limuzynę koncernu Fiata „ludzie będą musieli rozpaczliwie szukać pretekstu, by jej nie kupować„. Porównując wizualnie Thesis (po grecku – rodzaju żeńskiego) do konkurencji z północy jestem skłonny wybaczyć mu pychę, bo auto wygląda po prostu zjawiskowo: wystarczająco duże i poważne, by budzić należny swemu statusowi respekt, lecz przy tym finezyjne niczym antyczna rzeźba. Przód na pewno nie będzie odpowiadał każdemu: na swój sposób monumentalny, z dawno nie widywanym, pionowym grillem wbudowanym w – nie boję się tego słowa – okazałą fasadę karoserii. Dość potężny, by skłaniać do zjechania na prawo po ukazaniu się w lusterku wstecznym, ale też pozbawiony napastliwego wyrazu twarzy charakterystycznego dla niemieckich połykaczy Autobahnów. To ważna cecha Włochów: oni potrafią imponować, a nawet popisywać się, nie poniżając otoczenia. Uprawiać nonszalancki lans, który wcale nie polega na wywyższaniu się. Kłania się tutaj dwadzieścia osiem wieków cywilizacji.

O ile przednia część nadwozia jest kontrowersyjna, to do reszty trudno się przyczepić. W bocznej sylwetce widać spory rozstaw osi (2.803 mm) oraz nieprzesadnie wielkie koła – w tamtych czasach nie uważano za gafę zaoferowania 16-calowych obręczy w podstawowej wersji auta segmentu E, choć w droższych bywały i 18-tki. Najlepiej wygląda Thesis z tyłu, emanując niedoścignioną harmonią opadającej, obłej linii podkreślonej przez długie i wąskie lampy LED. Klapa bagażnika leży wyraźnie powyżej błotników, ale nie sprawia wrażenia sztucznie doklejonej, jak np. w BMW E65 Bangle’a. To właśnie klasyczne piękno proporcji.

Niech kto mówi, co chce, ale dla mnie tak właśnie powinien wyglądać Maybach – i tak by go pewnie narysowali, gdyby grupą docelową była rzymska arystokracja, a nie szejkowie z Dubaju i Nowi Ruscy.

58-3-3724Foto: materiał prasowy FCA

58-3-1843Foto: materiał prasowy FCA

58-3-1842 Foto: materiał prasowy FCA

Jednego tylko możemy żałować: że Thesis, w przeciwieństwie do Kappy, nigdy nie ukazała się z nadwoziem kombi ani coupè, choć odpowiednie projekty powstawały. Gdy 14 lat temu model wchodził do produkcji, nie mogłem tego darować producentowi. Kto by jednak wtedy przypuszczał, że to będzie ostatnia prawdziwa Lancia…? Z dzisiejszej perspektywy powinniśmy się cieszyć, że w ogóle powstała…

***

W ostatnią niedzielę miałem okazję przejechać się Thesis. Niestety, nie we włoskim słońcu, a w listopadowej szarówce historycznego centrum Nowej Huty (tak, Nowa Huta ma swoje historyczne centrum, które pomału staje się atrakcją turystyczną – przynajmniej dla ludzi z choć mglistym pojęciem o architekturze i urbanistyce). To właśnie z powodu aury zdecydowałem się, nietypowo dla serii o przejażdżkach, pokazać Wam zdjęcia prasowe – po prostu te moje, tonące w wilgotnej popielatości, nie miały szans oddać piękna Lancii.

Zaczęło się od… odśnieżenia auta i szybkiej wizyty w samoobsługowej myjni bezdotykowej, bo właściciel nie dysponuje garażem, a poranek był pierwszym prawdziwie zimowym w tym sezonie. Z tego powodu przez moment nawet zastanawiałem się, czy nie przesunąć spotkania, bo z zasady nie jeżdżę cudzymi samochodami po śliskim, ale na szczęście do południa wszystko stopniało.

Droga do myjni wiodła przez nowohucki odpowiednik rynku, czyli Plac Centralny imienia Ronalda Reagana. Uwielbiam tę nazwę: plac przez ponad pół wieku był po prostu Centralny, bo jako że jakimś cudem nie dostał był imienia Lenina ani Armii Czerwonej, to w 1990r. uniknął przemianowania. Dopiero w 2004r. radni uparli się, żeby dać mu patrona w postaci zmarłego właśnie, byłego prezydenta USA, ale nowohucianie gwałtownie zaprotestowali – rozumiem ich, bo faktycznie, nie godzi się zmieniać zakorzenionej od dekad, a w dodatku całkowicie neutralnej nazwy tak ważnego punktu miasta. Władza poszła więc na kompromis i mamy teraz Plac Centralny imienia Ronalda Reagana. Wilk syty i owca cała – jak widać, da się.

Wracając do rzeczy. Grafitowa limuzyna pochodzi z pierwszego roku produkcji – 2002. Obecnie ma więc 14 lat i jakkolwiek jej sylwetka nie zestarzała się ani na jotę (to rzadka cecha wśród nietuzinkowych projektów), to na karoserii widać ślady eksploatacji: wyblakłe znaczki firmowe, zmatowiałe klosze reflektorów czy wykwity korozji w kilku newralgicznych punktach (chociaż nieduże i bardzo powierzchowne). Nie brakuje jednak żadnych detali, nic się nie urywa, nie odpada ani nie łuszczy, zmęczenie można więc potraktować w kategoriach naturalnej patyny. Widząc, jak w trakcie mycia auto nabiera blasku, w głębi ducha pożałowałem, że to nie wersja poliftingowa z opcjonalnym, dwubarwnym lakierem, jaką oferowano od 2006r.

Foto: praca własna

Foto: praca własna

  Foto: praca własna

Foto: praca własna

Na karoserię trudno się napatrzyć, ale równie oryginalnie i elegancko jest w środku. Ilości miejsca z przodu nie ma co komentować, bo tam w żadnym aucie nie jest ciasno, za to nie każde ma tyle klasy. Jakościowo Lancia stoi znacznie wyżej od Alfy-Romeo – miałem kiedyś okazję przejechać się 166-tką (zbyt dawno, by pisać o tym artykuł) i tam radość z pięknego designu była trochę zaburzona nie najlepszym spasowaniem elementów. W Thesis nic takiego nie ma miejsca – co prawda nie bije od niej znany np. z Lexusów blask wszechogarniającej, niemal fizycznie namacalnej Jakości, ale też nic nie wyje: jest po prostu tak, jak ma być, bez żadnych wpadek.

Kolorystyka wnętrza jest nieporównanie ciekawsza niż barwa lakieru. Drewno? Owszem, ale tylko w postaci dyskretnej, kunsztownie uformowanej listwy przez całą szerokość kokpitu oraz aplikacji i obwódki dźwigni zmiany biegów. Rozmieszczenie elementów jest bardzo funkcjonalne i instynktowne (jako mercedesiarz odnalazłem się tutaj natychmiast), ale, jak widać, nie musi to wykluczać designerskiego smaku. Sądzę, że Rzymianom by tu się podobało.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAFoto: praca własna

Logo na kierownicy nie wyblakło jak te na zewnątrz. Klasyczne zegary i porozrzucane wszędzie, kolorowe kontrolki mają w sobie równie dużo elegancji, co cała reszta. Zastosowano tu już wielofunkcyjny, centralny wyświetlacz, lecz nie dominuje on jeszcze nad całością. Moją uwagę zwrócił też analogowy wskaźnik chwilowego spalania w dolnej części obrotomierza – żywcem przeniesiony z lat 80-tych, chociaż zapewne trochę dokładniejszy.

Foto: praca własna

Jednym z dominujących w Thesis wrażeń jest aksamitna miękkość skóry. Przyjemnie jest zwłaszcza na przednich siedzeniach, doskonale wyprofilowanych i podgrzewanych, ale i z tyłu jedzie się świetnie. Pasażerowie drugiego rzędu – w tym segmencie bynajmniej nie jest to równoznaczne z drugą klasą – mogą samodzielnie obsługiwać system audio (patrz panel pomiędzy fotelami), a nawet… przesuwać przednie fotele, gdy brakuje im miejsca na nogi!!

Foto: praca własna

Inna sprawa, że miejsca faktycznie może braknąć: warto zauważyć, że ja mam tylko 173 cm wzrostu, a przedni fotel jest ustawiony pod właściciela, tylko trochę wyższego ode mnie. To częsta sytuacja w pięknych samochodach, ale przy długości 4,88 metra trochę rozczarowuje.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAFoto: praca własna

Podobnie z 480-litrowym bagażnikiem – nie jest to jakiś wielki wstyd, ale jak na tę klasę, hmmm, szału nie robi.

Foto: praca własna

W środku, podobnie jak na zewnątrz, widać, że auto nie jest nowe, zużycie ogranicza się jednak do wytarcia kierownicy, pedałów i welurowych dywaników. Drewno, plastiki ani tapicerka nie odklejają się i nie wydają dziwnych hałasów. W czasie jazdy jest w ogóle bardzo cicho: prawie nie słychać kół ani powietrza (przynajmniej przy umiarkowanych prędkościach, z jakimi jeździliśmy po mieście), a jedynie przytłumiony, przyjemnie uspokajający odgłos silnika.

Á propos silników: pod koniec produkcji Lancia oferowała wyłącznie diesle 2,4 JTD. Ludzie odwrócili się od benzyny, bo skłoniły ich do tego zachodnioeuropejskie systemy podatkowe. Klientom tłuczono do głów, że common-raile emitują mało CO2, że ratują misie polarne i urlopy narciarskie na alpejskich lodowcach i że w ogóle są tak zielone, że jeju-jeju. A kiedy już wszyscy sobie takie kupili, wtedy – TRACH, ekostrefy!! Nagle dwutlenek węgla przestał się liczyć – no i logiczne, bo jego emisja to po prostu inna jednostka zużycia paliwa, więc jeśli S-Klasy zaczęły na papierze palić cztery na sto, to tego już nie dało się dalej zmniejszać, a przecież postęp musi być, żeby uzasadnić premie „wrakowe” za złomowanie ośmioletnich, ledwie dotartych cacek. No to się okazało, że diesel, objęty dotąd eko-ulgami podatkowymi, to przede wszystkim cząstki stałe, a więc rak, koklusz i syfilis – i dzięki temu pojawiła się nadzieja na rychłe wysłanie do hut trzech czwartych parku maszynowego (w takiej Francji nawet czterech piątych).

Nasza Lancia pochodzi jednak z początku produkcji – i całe szczęście, bo niczym niepotwierdzone przeczucie podpowiada mi, że Katon Starszy wolałby tankować bezołowiówkę. W tej kategorii Thesis oferowała pięciocylindrowe, dwulitrowe turbo rozwijające 185 KM (wiadomo, znowu z powodu podatków – tym razem włoskich), V6-tkę Busso w wersji 3.0 i 3.2, no i jeszcze drugie R5 – o pojemności 2,4 litra, mocy 170 KM i momencie obrotowym 226 Nm. Taka właśnie – o dziwo, najsłabsza z benzynowych – pracuje pod maską naszego egzemplarza.

Ten sam silnik napędzał też Fiata Stilo Abarth, według wielu niegodnego ostatniego członu swej nazwy (jego kierowcy narzekali na słabą dynamikę, a co gorsza – na zacierające się łożyska główne). Fakt, że moc 170 KM jest trochę mała jak na XXI-wiecznego hot-hatcha, ale w bazowej wersji spokojnej limuzyny wydaje się… powiedzmy, że znośna, a i o awariach w Lanciach nie słychać – być może jej posiadacze mają inny temperament. Silnik pracuje miękko i dostojnie, a to bardzo ważne w tym segmencie. Jako zaprzysięgły fan sześciocylindrówek stwierdzam, że piątki wcale nie są gorsze – w dzisiejszych czasach ich wrodzone niewyważenie daje się skutecznie zatuszować, a pozostaje niepodrabialny, jedwabisty odgłos – efekt częściowego pokrywania się suwów pracy, a więc oddawania mocy w sposób ciągły, bez przerw spowodowanych równoczesnością martwych położeń wszystkich tłoków w silnikach czterocylindrowych. Jak już wspominałem, dobre wytłumienie innych hałasów sprawia, że uspokajający szum R5-tki słychać w zasadzie cały czas.

Przyspieszenie – powiedzmy, że nie powala, ale od biedy wystarcza, zwłaszcza, kiedy pozwolimy obrotomierzowi zapędzić się na prawą połowę skali. A decydujemy o tym wyłącznie my, bo sześciobiegowa skrzynia jest manualna (tak, wiem, Katon wybrałby pięciostopniowy automat Comfotronic, ale widocznie to nie on kompletował specyfikację tego egzemplarza). Drążek pracuje precyzyjnie, chociaż według mnie ma zdecydowanie za długi skok.

W czasie tej przejażdżki nie opuszczaliśmy miasta, więc nie dało się porządnie rozpędzić. Właściciel mówił, że na autostradzie Cayenne’y wymiękają – wierzę na słowo. Sam sprawdziłem tylko tyle, że na szóstym biegu przy 70 km/h jest około 1.800 obr/min, czyli wcale nie tak mało – w końcu 170-konny silnik w 1,7-tonowym aucie nie może mieć przełożeń rodem z V8-mki. Mimo to, zużycie paliwa jest więcej niż przyzwoite – w trasie bez problemu pojawia się ósemka z przodu. Podsumowując – napęd to chyba najsłabszy punkt tego auta, choć nie oznacza to, że jest zły – po prostu, nie błyszczy na tle fenomenalnego designu i świetnego podwozia.

No właśnie – podwozie.

Lancia Kappa dzieliła układ jezdny z Alfą 166, w czym jedni zobaczą zaletę, a inni – wadę. Thesis z kolei dostała zaawansowane zawieszenie wielowahaczowe wszystkich kół, wzbogacone o amortyzatory Sachs Skyhook o zmiennej charakterystyce tłumienia – takie jak w Maserati!!

58-3-2105Foto: materiał prasowy FCA

Rezultat jest doskonały: auto znakomicie wybiera nierówności, nawet na dziurawym szutrze (przy wjeździe do myjni przejechaliśmy skrótem przez coś jako żywo przypominające plac budowy) – zupełnie nie spodziewałem się tego po delikatnej, włoskiej konstrukcji. Wszelkie nierówności są wręcz wygładzane – kręgosłup odbiera bodźce znacznie łagodniejsze od oczekiwań wynikających z obserwacji nawierzchni. Na równym asfalcie Thesis zachowuje z kolei świetną stabilność, w czym pomaga duży rozstaw kół (karoseria ma szerokość aż 1,83 metra). Nie wiem natomiast, jak radzi sobie w szybszych zakrętach, bo nie jeździłem po górach, tylko po Nowej Hucie, która, choć zbudowana za stalinizmu, mocno przypomina miasta amerykańskie: składa się głównie z długich, prostych arterii dwujezdniowych (tyle tylko, że ich skrzyżowania mają najczęściej formę rond).

Szeroka, mocno wybrzuszona maska, klasyczne wnętrze wykończone szlachetnymi materiałami, dobre wyciszenie, komfortowe podwozie o charakterze stoika i umiarkowana dynamika – w tym aucie można poczuć się jak w stereotypowym Mercedesie, tylko tyle, że utrzymanym w estetyce właściwej dla starożytnych Rzymian. Prawdziwa uczta dla tradycjonalistów pokroju Katona Starszego.

Niestety, całą tę radość mocno zakłóca myśl o tym, że to już definitywny koniec. Marka, którą założył w 1906r. były pracownik Fiata, Vincenzo Lancia, po 63 latach samodzielnego bytu, w tym stworzeniu aktualnej do dziś koncepcji samochodu z samonośnym nadwoziem i niezależnym zawieszeniem, i kolejnych 40 pod skrzydłami włoskiego potentata, gdzie zajmowała honorowe miejsce na szczycie koncernowej hierarchii (supersamochody z Modeny to jednak trochę inna kategoria), faktycznie przestała istnieć.

Swoją drogą jestem ciekaw, czym będzie w przyszłości jeździł prezydent Włoch…? Przedłużonym Maserati…? Czy może amerykańskim Freemontem…? Może to i dobrze, że w tym momencie włoskiego państwa nie stać na wymianę floty limuzyn…

***

Dlaczego Fiat dał za wygraną? To bardzo proste: stara Thema z lat 1984-94 powstała w 446 tys. sztuk (z czego 21 tys. kombi), Kappa – już tylko w 117 tys. (w tym 9,2 tys. kombi, i 3,2 tys. coupé), zaś Thesis kupiła załamująco mała liczba nieco ponad 16 tys. klientów. W przeliczeniu oznaczało to roczną sprzedaż odpowiednio 44,6 tys, 16,7 tys i zaledwie 2,2 tys. sztuk kolejnych generacji flagowej Lancii. W opinii managementu ludzie mieli być zmuszeni szukać pretekstu, by nie kupować Thesis, ale najwidoczniej nie przychodziło im to zbyt trudno…

Czy w tej sytuacji można się dziwić, że decydenci postanowili oszczędzić firmie setek milionów euro na opracowanie czegoś swojego i w zamian wprowadzili przemetkowany model Chryslera…? Oczywiście, dla nas, samochodziarzy, idea włożenia diesla osławionej firmy VM pod maskę amerykańskiego krążownika zbudowanego na mercedesowskiej płycie podłogowej, opatrzenie całości logo Lancii i postawienie na końcu szeregu złożonego między innymi z Lambdy, Flaminii i Thesis może uchodzić co najwyżej za przyciężkawy dowcip, ale trzeba zrozumieć, że to nie my za to płacimy.

Marcus Porcius Cato w każdym przemówieniu nawoływał do zniszczenia Kartaginy, a ja nie przepuszczam żadnej okazji do wysławiania różnorodności automobilowych segmentów, stylów, charakterów, marek i modeli. Niestety, owa różnorodność szybko zanika. Jeszcze kilkanaście lat temu w europejskiej klasie wyższej można było kupić PeugeotaCitroëna, Renault, Rovera, Saaba, Forda, Opla, oraz oczywiście Lancię. Każda z tych marek miała swoją własną osobowość, piękne tradycje i odrębny stylistyczny język. Dzisiaj zaś, pod przewodnictwem niemieckiego triumwiratu (by pozostać przy terminologii rzymskiej), zrobiło się chłodno i ponuro. Antyczne rozumienie elegancji jako powściągliwości, czystości formy i nienagannych proporcji ustąpiło miejsca manifestowaniu tępej siły i właściwej Wschodowi ostentacji.

Tak, wiem, że zaraz powiecie, że sam od zawsze jeżdżę Mercedesami. Owszem, ale takimi, które przynajmniej w moim mniemaniu mogłyby podobać się Katonowi. Dzisiejsze wynalazki w rodzaju sedanów-coupé, hatchbackówcoupé, vanów-coupé i najbardziej chyba groteskowych, gargantuicznych SUVówcoupé, wszelkie, pożal się Boże, „uszlachetnianie” ponadpięciometrowych limuzyn przez tunerów (łącznie z fabrycznymi, jak AMG i Alpina), kipiące wściekłością wyrazy twarzy, LEDowe podświetlanie znaczków firmowych i multimedialne prezentacje na desce rozdzielczej z nazwą marki w roli głównej – to wszystko przywodzi mi na myśl jedynie azjatyckich i afrykańskich satrapów, rosyjskich nowobogackich i anegdotę o nowym pałacu Izraela Poznańskiego („W jakim stylu Jaśnie Pan życzy sobie ten pałac?” „Jak to w jakim…? We wszystkich na raz!! Mnie na to stać!!„). W odpowiedzi mam wielką ochotę pojechać do Rzymu, zaparkować na szczycie Kapitolu, majestatycznie zejść po schodach na forum, stanąć na doskonale zachowanej do dzisiaj mównicy (gdzie swego czasu produkował się między innymi Katon) i wykrzyknąć: CETERUM CENSEO TRIUMVIRATUM GERMANICUM DELENDUM ESSE !!

Na taką okazję nie ma chyba lepszego auta niż Lancia Thesis. No, chyba, że jakimś cudem dorwałbym skądś prawdziwą Flaminię coupé

Foto tytułowe: praca własna

Share Button
Tagi: , ,
138 comments on “PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: CETERUM CENSEO…
  1. Robur pisze:

    Widać że Włosi już od dłuższego czasu nie mieli pomysłu na Lancie. No bo kto pamięta o potworach rajdowych z lat 80-tych? Księgowi uznali, że ścigaczami w koncernie Fiata będą Alfy, a Lancie…. no niech będą klasą Premium. Ale takim ubogim premium, żeby Ferrari się nie obraziło. Ale Alfa też chciała… No i okazało się, że marek jest za dużo…
    A co do wyglądu- nie można o niej pisać że jest „kontrowersyjna”. Wygląda jak praca pryszczatego nastolatka. Jak stunningowany Rover, z tymi idiotycznymi światłami. Przez analogię- światła, są jak oczy…. A czy faceci zachwycają się kobietami z małymi oczami? No proszę…. Nikt nie mówi „Sandra ma kontrowersyjne oczy…”, tylko „nie mogę na nią patrzeć”.

    • SzK pisze:

      Lancie były klasa premium od 1906r., Fiat przejał markę dopiero w 1969r. i przez dłuższy czas faktycznie używał jej logo na mniejszych autach, ale historycznie ono zawsze było z wyższej półki.

      A o estetyce oczywiście każdy może mieć własne zdanie. Jeśli Ty uważasz coś innego niż ja, to jest właśnie definicja kontrowersyjności.

      • mql pisze:

        Może powiedzmy, że przód rzeczywiście nie wyszedł. Chyba najgorszy przykład stylu „neo-retro”. Spotykam często aktualną (?) Deltę i choć powinienem być przyzwyczajony, nadal mam odruch parsknięcio-beknięcia. To jeden z dwóch samochodów (obok Juka), do którego staram się zajrzeć i popatrzeć kto to kupił?!?!
        Reszta jest rzeczywiście bardzo OK. Przypomina się powiedzenie „sama radość”.

      • Hurgot Sztancy pisze:

        uważam, że sam projekt świateł jest świetny – ale są faktycznie za małe do tak dużego auta

      • solarzmr pisze:

        Lancie były premium, ale też od zawsze były małe modele w ofercie. Zaczynając od Augusty, potem Ardea, Appia, Fulvia i na końcu Ypsilony wszystko to samochody małolitrażowe. Niestety przez cały okres działalności nie było jednoznacznie wiadomo czy ma być premium czy malutkie premium. Produkowali albo mała Appię albo wielką Flaminię, a po środku nic. Później pod rządami Fiata zamiast premium zrobiła się marna jakość i tak cały czas w dół powoli. Dodatkowo właściciel cały czas nie miał pomysłu na markę i poza sukcesami w sporcie nic specjalnego się nie wydarzyło. Tylko od ostatnich sukcesów minęło już prawie 25 lat

    • As pisze:

      Dla mnie wciąż najlepszym przykładem neo-retro jest PT Cruiser sprzed FL.
      Poszli na całość i nie ograniczyli się jedynie do detali, cała bryła jest podporządkowana konkretnemu stylowi, ale w przeciwieństwie do New Bettle’a czy Thesisa albo 500 nadal jest funkcjonalna.
      Do tego jakość egzemplarzy z początku produkcji jest wysoka bo debiutował jako lifestylowe auto z dość sporą ceną, później wraz z tym jak stawał się coraz bardziej low costowym autem spadała, by osiągnąć kiepski poziom po FL.
      Nie rozumiem dlaczego to auto jest tak hejtowane.
      Tak jak nie rozumiem zachwytu nad Thesisem, Citroen C6 – ok, miał styl, nie atakował oczu wielkim chromowanym grillem i konkretne rozwiązania odróżniające go od konkurencji, nie sprzedał się – szkoda, ale jest wart zapamiętania. Thesisa mi nie szkoda bo dla mnie to taka wydmuszka, generyczne auto klasy wyższej dla niepoznaki obleczone nietypową karoserią, nawet wnętrze jest mnie charakterystyczne niż w W211 czy e60.
      Mi ten styl nie odpowiada, jest ostentacyjny.
      A brak sukcesu rynkowego mnie nie dziwi, jeździłem Thesisem i szczerze mówiąc do E-klasy, do 5-er mu daleko.
      Patrzy się na nie przez pryzmat sprzedaży, że ludzie nie mają gustu i go nie docenili, IMO jest inaczej to było po prostu auto, które poza kontrowersyjnym stylem niewiele sobą reprezentowało.
      Taki Peugeot 607, marka jeszcze mniej kojarzona z luksusem, auto charakterystyczne i nieco kontrowersyjne, sprzedało się ich blisko pół miliona w podobnym okresie, przy podobnej cenie, to też nie było auto mogące bezpośrednio zagrozić BMW czy Mercedesowi, ale było konkretnie zaprojektowane, miało być stylowe i komfortowe, Thesis jest tylko kontrowersyjny.

      • SMKA pisze:

        Peugeot 607 i pół miliona? Znane mi źródła wskazują że tych samochodów wyprodukowany znacznie mniej (okolice 150 tysięcy egzemplarzy, a nie 500 tysięcy).

      • Daozi pisze:

        Czytuję Jalopnika, tam kiedyś był artykuł na temat tego, dlaczego PT Cruiser jest tak znienawidzony. Otóż konkluzja była następująca: tłukli go tak długo, że pod koniec był absolutnie nie do zaakceptowania dla Amerykanów, którzy przyzwyczajeni są do nowych modeli. Do tego jakość wykonania, która nawet dla ludzi zza oceanu była za słaba. Niektórzy też ponoć psioczyli, że tam były bardzo małe silniki – no bo w USA 1.8 litra, to oni by widzieli w kosiarce.
        A w komentarzach użytkownicy pisali, że to było auto zupełnie normalne, ale uszło. Słabe jakościowo, za to tanie – no takie flaki z olejem w rzekomo oryginalnym opakowaniu.

      • SzK pisze:

        PT Cruiser nie miał silników 1,8 litra, tylko 1,6, 2,0 albo 2,4 (ten ostatni również uturbiony), a do tego 220 CDI, przepraszam – 2,2 CRD.

  2. Marek Jarosz pisze:

    To teraz Citroena C6 prosimy 🙂

    • SzK pisze:

      Jeśli posiadasz, to z dzika przyjemnościa. Chociaż nie ukrywam, że wolałbym CX albo XM.

      • Marek Jarosz pisze:

        Nie posiadam. O XMie też bym chętnie poczytał. Jednakże konkurentem Thesisa był C6, dlatego wspominam.

      • SzK pisze:

        A, o to chodzi, rozumiem.

        Czasami buszuję po ogłoszeniach, może się trafi 😉

      • benchi pisze:

        Mam do testu BX’a.
        Ewentualnie inną konkurencję dla Thesis czyli Jaguara S-Type’a.
        Kontakt na benchi@o2.pl

  3. I po raz kolejny zazdroszczę przejażdżki. Thesis podoba mi się okrutnie od momentu prezentacji. To murowany materiał na klasyka – i tak, Twoje rzymskie porównania są bardzo trafne. Inna rzecz, że Katon chyba nie pamietał (lub nie chciał pamiętać), gdzie leżały źródła rzymskiej kultury i religii 😉

    • SzK pisze:

      Nie jestem aż takim znawca starożytności, ale wydaje mi się, że w tamtych czasach duża rolę grały jeszcze wspólne, pra-indoeuropejskie korzenie Greków, Rzymian, a także ludów germańskich, słowiańskich, irańskich i innych. To nie było tak, że jedni przejmowali od drugich, tylko wszyscy mieli wspólnych przodków. A że Italia i Grecja były blisko siebie, to dryfowały w tym samym kierunku i nawzajem się przenikały, bo kontakty musiały być cały czas.

      • toughluck pisze:

        Tak, jak Francuzi nie znoszą Anglików, Amerykanów i anglicyzmów w swoim języku (Loi Toubon z 1994), tak nie ma chyba drugiego kraju w Europie, który byłby tak podobny do Ameryki (poza może Austrią gdzieś tak do 2000 roku).
        (Francuzi zwykle bez problemu rozumieją angielski, a franglais jest niemal oficjalnym językiem IT we Francji — do tego stopnia, że wprawdzie istnieją oficjalne nazwy na e-mail (courriel), www (toile [etc.]), czy administratora IT (pupitreur), ale nikt ich nie używa.
        Przypuszczam, że relacje między Rzymem a Helladą były takie same — oficjalna niechęć i demonstrowana wyższość, ale w rzeczywistości jakieś wewnętrzne poczucie niższości i próba przejęcia obyczajów.
        Tylko trudno mi w tej analogii dojść, czy Rzym to dzisiejsza Francja, czy Anglia, czy Ameryka… W sumie przecież to Rzym najechał Grecję, nie odwrotnie, a Francji nigdy nie udało się odegrać na Anglii za wojnę stuletnią.

    • Hurgot Sztancy pisze:

      myślę, że Katon pamiętał, ale to odwieczny bunt przeciwko naszym własnym korzeniom

  4. Grzegorz pisze:

    Kappa jest obłędna. Przywołuje mi na myśl połączenie stylistyki Cordów sprzed drugiej wojny światowej z obłościami amerykańskich krążowników z lat 50tych, wszytsko podlane włoską oliwą. Od zawsze byłem nią zachwycony. W dodatku ma jedno z najpiękniejszych wnętrz, w jakim dane mi było zasiąść. Dodać do tego Busso i mamy receptę na doskonałą limuzynę.
    Dłuższy czas zastanawiałem się nad Thesis (wcześniej nad Kappą Coupe) i niestety przegrały z prozaicznego powodu – problem z częściami (w Kappie Coupe niedostępna choćby przednia szyba, a w Thesis na razie dostępne niemal wszystko, jednak ma tak wiele części unikalnych, że dostępnych jedynie w oryginale i wysokich cenach, ponadto Fiat nigdy nie słynął z utrzymywania na chodzie starszych modeli własnej produkcji, nie to, co Mercedes).

    • SzK pisze:

      Owszem, właściciel testowanego auta mówił, że z częściami jest autentycznie dramat.

      A Busso jeździ i brzmi bardzo fajnie, ale ma katastrofalne zużycie paliwa (i mówię to jako długoletni użytkownik sześciocylindrówek).

      • Grzegorz pisze:

        Nie prawda 🙂 No dobra, zależy które.
        Jeżdżę na co dzień 3.0 12V Busso 184 kunie, które ma 25 lat i po mieście pali ok 10l/100km (no dobra, zrobiło się zimniej i teraz 12…). Jeździłem chwilę 3.0 24V 220 kunia i tam jest gorzej – muskanie gazu to ok 12l, jeżdżenie normalne to ok 14l, a jeżdżenie „przyjemne” to… mhm…

      • SzK pisze:

        Jeżeli masz porównanie, to powiedz proszę, czy to przypadkiem nie zależy od przekładni? Bo ostatnio słyszałem, że Busso z manualem pali znośnie, a z automatem – masakra. Czy potwierdzasz korelację?

      • Ernesto pisze:

        Grzegorz wydaje mi się, że to miasto w którym 3.0 pali Ci 10l musi mieć bardzo długą prostą drogę z niekończącymi się znakami pierwszeństwa przejazdu i Ty tylko tą drogą w tym mieście jeździsz:-) 12l w normalnym miescie to pali 2.0jts, a i to nie jest górna granica dla tej jednostki.

      • Grzegorz pisze:

        @SzK: Obie w porównaniu mają skrzynię ręczną. 3.0 12V 1991 – 5 biegów, 3.0 24V 2003 – 6 biegów.
        @Ernesto: miasto to Bielsko-Biała. 2.0 JTS – zgiń przepadnij siło nieczysta. Powiem więcej, kiedyś miałem 145 1.4 TS – paliła dokładnie tyle samo, co 164 z ponad dwukrotnie większym silnikiem 😀
        Co ciekawe nie zauważyłem znaczącej różnicy w zużyciu paliwa dojeżdżając do pracy opłotkami, obwodnicą czy wiecznie zakorkowaną w moich godzinach dojazdów ulicą Cieszyńską.
        Cóż, stara 164 jednak waży mniej od 166. Ponadto 12V lepiej zbiera się z dołu – nie ma problemu, żeby przy 50 km/h toczyć się na piątce – ten silnik jest tak elastyczny, że bez problemu ciśnie tak pod górę (a tych w Bielsku nie brakuje).
        Różnicą są też normy spełniane przez silniki: 12V – Euro 1, 24V – Euro 3, a duża różnica (na plus ujemny) w spalaniu 3.0 Busso była już między Euro 1 i 2.

      • Daozi pisze:

        Khem 3.0 i 10 litrów? Ja w 1.8 przy w miarę spokojnej jeździe palę 11 (fakt, Kraków). Ale to jak z raportami spalania w necie – są ludzie, którzy przysięgają, że ich auto to w sumie generuje benzynę, a nie ją spala.
        Co do seriwsu miałem takie przeczucie – skoro zawieszenie jest bardzo nietypowe, to zamienników zapewne nie ma. A przecież znaczna część zawieszenia to element wymienialny na skutek eksploatacji.
        Z ciekawości sprawdziłem ceny Thesis. Cóż – maluchy bywają droższe, aż nie mogłem uwierzyć jak tanie toto jest. A brałem pod uwagę te droższe, zadbane egzemplarze.

      • SzK pisze:

        Moja V6-tka 3.0 potrafi spalić w mieście poniżej 10, ale tylko przy braku korków. W korkach wychodzi do 13, w zależności od intensywności tychże. Ale to tylko aktualne auto mam takie oszczędne – poprzednia generacja spalała w mieście niewyjęte 15-16 (z tym że LPG, a dziś jeżdżę na benzynie).

      • Ernesto pisze:

        To przeczy mojemu doświadczeniu:-) Mam 2.0 w mondeo i te 10 litrów to bez korków i przy minimalnej ilości świateł spala. Przy bardziej dynamicznej jeździe i większej ilości zatrzymań wychodzi 13. Podobne wyniki miało moje bmw e46 2.5, a audi a6 2.0tfsi mojego ojca paliło do litra więcej w korkach i litr mniej gdy było luźniej.
        Gdybym miał pewność, że takie spalanie utrzymam przesiadając się na choćby e200kompressor w211 to zrobiłbym to od razu ale zakładam, że jednak to spalanie będzie wyższe od obecnego.

      • SzK pisze:

        Przy dużym silniku bardzo dużo zależy od stylu jazdy. Delikatnie traktowany E200 Kompressor na pewno nie spali więcej niż Twoje Mondeo, gwarantuję.

        Oczywiście podkreślam – mój obecny silnik to generacja z 2005r., wcześniejsze były bardziej żarłoczne. Będe opisywał tutaj kolejne moje auta, ale w skrócie, co do benzynowych szóstek, mogę Ci powiedzieć tak:

        CLK 280 2005 (3.0, 231 KM, bez LPG, automat 7 biegów): trasa – przy jeździe o kropelkę 7, normalnie – 8 z hakiem. Miasto – 10-13.

        CLK 320 2000 (3.2, 224 KM, LPG, automat 5 biegów): trasa – 10-13 LPG, miasto – 15-16 LPG (na benzynie praktycznie nie jeździłem, więc nie powiem).

        300 SL-24 1993 (3.0 231 KM, na starym wtrysku KE-JET, automat 5 biegów). Do tej pory mierzyłem dwa razy: raz po dwóch wycieczkach po delikatnie przejechanych trasach w górach (40-90 km/h) – 10,6 litra, pełny bak wypalony częściowo po mieście, ale z przewaga kręcenia się po wioskach powiatu wielickiego i okolic – 13,5 (tyle tylko, że po drodze auto było w warsztacie gdzie robili głowicę i ustawiali wtrysk – silnik trochę tam chodził bez nabijania przebiegu, więc to na pewno zawyża).

        W123 280CE 1978 (2.8, 185 KM, prymitywne, mieszalnikowe LPG, automat 4 biegi): trasa – 12-20 LPG, miasto – 18-25 LPG. Z tym że to mało miarodajne, bo gazownia była naprawdę podła.

        Co do obu CLK, mogę Ci wysłać zdjęcia z komputera pokładowego, jesli chcesz – daj tylko proszę znać przez formę kontaktowa.

      • Ernesto pisze:

        Nie no, nie chcę zdjęć – wierzę:-) Zastanawiam się z czego to wynika. Być może to kwestia stylu jazdy i miasta. Wiem też, że jeśli miasto i styl jazdy pozostaną niezmienione, a auto tak i to na mocniejsze i cięższe to przynajmniej w teorii grozi mi to większym spalaniem. Muszę jeszcze poczytać o tym 200k bo na wiosnę planuję zmianę auta i to byłaby szansa na zrealizowanie takiego mojego małego moto marzenia czyli gwiazda z automatem i w skórze (i niestety w kombi:-) ).

      • SzK pisze:

        Konstrukcja konstrukcji nierówna. Na spalanie wpływa mnóstwo czynników. Ale najważniejszy i tak jest styl jazdy. Sprawdzone. 😉

      • As pisze:

        Szczepan, to w aucie od Klasyki Gatunku trzeba było cokolwiek robić? a tym bardziej głowicę?
        Sorry za uszczypliwość, ale ciekaw jestem opinii z pierwszej ręki, czy oni mają w ofercie rzeczywiście perełki, czy to po prostu zasługa detalingu.

      • SzK pisze:

        Generalnie stan super, zwlaszcza nadwozie, a to najważniejsze. Wyglada od spodu jak nówka. A glowica w tym silniku to standard, na pewno już wcześniej była robiona. Taki urok silnika M104.

      • Kamil pisze:

        Moja 166 z 2.0 12v Busso turbo, 205 koni w manualu spala mi teraz w mieście przy mojej ciężkiej nodze 12-14L benzyny albo 15-16L LPG w trasie ok 10-12L LPG na benzynie nie mierzyłem 🙂 Busso turbo z tego co wiem jest najbardziej paliwozernym silnikiem w 166 na równi z 3.2
        Oczywiście bez problemu da się osiągnąć spalanie powyżej 20L jak się bawimy tym bardziej że silnik ożywa dopiero przy 3000 obrotów na minutę i kręci się ochoczo do 6500 a moc może nie jest za duża jak na dzisiejsze standardy ale to są jeszcze prawdziwe konie z końca lat 80tych a nie te dzisiejsze papierowe 😀
        A pozatym w przypadku Busso nie wypada mówić o spalaniu. 🙂

      • nudny pisze:

        Nie wiem jak można osiągnąć takie spalanie w 1,5-tonowej limuzynie z 3-litrową sześciocylindrówką. Mój ZX ma 2-litrowe r4 i waży około 1100kg, po mieście wciąga 16l/100km (bez korków, do pracy jeżdżę poza godzinami szczytu), w trasie pali 10l/100km przy prędkości 140km/h. Może to kwestia dziwnego przełożenia skrzyni biegów.
        Sama Lancia Thesis, hmm. Nie podoba mi się z zewnątrz, wnętrze bardzo ładne. Wolałbym alfę 166 sprzed liftu. Kappa była bardziej stonowana i elegancka, ale tylko sedan. Coupe ma strasznie słabe proporcje.

      • Grzegorz pisze:

        Spalania wam z komputera nie pokażę, bo brak (I gen, nawet licznik mam bębenkowy). Też nie wierzyłem sprzedającemu (Marcinowi Suszczewskiemu z wyszukanych samochodów) w spalanie, ale cóż – dopóki się zimno nie zrobiło, to z dystrybutora wychodziło mi 10,2/100. I tak przy kulaniu niemal wyłącznie po mieście z dojazdem do pracy 7 – 10 km (w zależności od trasy).
        Busso potrafi palić mało, serio. Oczywiście udostępnia również możliwość opróżnienia 68-litrowego zbiornika przejeżdżając niecałe 300 km.

  5. Hurgot Sztancy pisze:

    „wilgotna popielatość” – miszcz!

  6. Ernesto pisze:

    Dla mnie thesis to wariacja na temat ostatniego scorpio. Te same błędy, które miały świadczyć o wytworności modelu czyli „okrągłe” przednie lampy i wielkie połacie blachy z tyłu z lekko zarysowanymi lampami (w scorpio poziome, w thesis pionowe). Jeden i drugi pomysł nie chwycił. Moim skromnym zdaniem przód auta jest dalece kontrowersyjny i jeśli miałbym wymienić najbardziej pretensjonalne przody aut to thesis byłaby w czołówce. Wydaje mi się również, że postawienie tego auta obok w211, z którym debiutowało pokazałoby jak dalece niedoskonała jest thesis.

    Czymś równie pokracznym jest dla mnie kia opirus – o niej nikt nie powie, że jest piękna bo to tylko kia.

    Ps. Szalenie podoba mi się taki wstęp jak w dzisiejszym wpisie.

    • SzK pisze:

      Kia jest zbyt grubo ciosana, jakby była szkicem koncepcyjnym do Thesisa (być może Koreańczycy maja mniejszy budżet, więc styliści musza się wyrobić w mniejszej ilości roboczogodzin…?). Lancia jest o wiele bardziej wygładzona i dopracowana. Poza przodem ze zbyt małymi lampami podoba mi się bardzo, zwłaszcza w rzucie 3/4 od tyłu.

      A W211 to Mercedes – jego tradycyjna twarz jest do tego stopnia opatrzona, że ciężko ja obiektywnie porównywać z czymkolwiek. To po prostu osobna kategoria, ani nie lepsza, ani nie gorsza od konkurencji. Tak jak np. Garbus, 2CV, a dla Polaków Maluch.

      • Ernesto pisze:

        Według mnie to opatrzenie jednak działa na niekorzyść mercedesa – szybciej się starzeje. Z aut debiutujących na przełomie wieków to thesis wygląda dla mnie bardziej na auto z lat 90-tych niż na pochodzące z kolejnej dekady.

    • Yossarian pisze:

      O to to właśnie – nie wiem, czemu Thesisa uznaje się za eleganckiego, a Scorpio mk2 wręcz przeciwnie. Jak to podobny design jest. Mi się przód Lancii nie podobał i nie podoba. Już autentycznie wolałbym to Scorpio – choć grill miało normalniejszy :P.

      • SzK pisze:

        Scorpio II w momencie premiery też uznawałem za eleganckie i oryginalne, i też z tyłu było dużo lepsze niż z przodu. Wydaje mi się jednak, że ono słabo się zestarzało, podczas gdy Lancia pozostaje do dzisiaj świeża. No ale to moje prywatne zdanie.

  7. Tomek Raszka pisze:

    Thesis dla mnie wizualnie jest ideałem. Wnętrze to wyraz niesamowitego smaku. Od 2 lat studiuję regularnie forum Lancii i wnioski są takie, że Thesis wymaga dużo uwagi, troski i kasy. Jesli Thesis to tylko z Busso. Wspomniane wyżej Kappa, Scorpio (szczególnie ostatni rok produkcji) jak i C6 to auta, które stoją od dawna w moim wirtualnym garażu.

    • Nowy nick pisze:

      O, tak! Propsuję obydwoma rękami. 166, Thesis, Kappa, Scorpio, mniam. Jeszcze z lat ’90 to Camry i Nissan Maxima. O rrrany, ale fajnie byłoby je wszystkie mieć 🙂

      • SzK pisze:

        Dziś one wszystkie są mniej więcej po złotówce plus VAT. Ostatnia chwila, żeby kupić, zanim nowa akcyza wejdzie.

  8. Daozi pisze:

    Nawet nigdy nie sprawdzałem parametrów Thesis. Trochę zaskakują mnie jej silniki. Jak na limuzynę ok. 1,7 tony, to raczej słabe jednostki napędowe jej montowano. W końcu to miało rywalizować z Lexusami i Mercedesami, przecież to miała być górna półka?
    Co do wyglądu – zgodzę się z wieloma przedmówcami – piękna z wyjątkim przodu, a zwłaszcza świateł. Miałem zawsze wrażenie, że to wyglądało trochę tak:
    – Antonio, mamy już gotowy projekt!
    – Giuseppe, bellissima! Ale czemu nie narysowaliście przodu?
    – O cazzo! Czekaj, już rysuję… Chwila… Dobra, jest, ujdzie! Idziemy na kawę

    • SzK pisze:

      Jak chodzi o moc, do 80% produkcji niemieckich limuzyn stanowiły wersje wcale nie mocniejsze od Thesisa – takie jak E 200/220 CDI i benzynowe czterocylindrówki. Co do topowych, to one rzucaja się w oczy w katalogach, ale na większości rynków sprzedaja się w śladowych ilościach. Opracowywanie 300-konnego silnika specjalnie pod Thesisa, co do którego było wiadomo, że sprzeda się w niewielkiej ilości egzemplarzy, nie miało żadnego sensu, ani też zauważalnego wpływu na wielkość sprzedaży. Nie pamiętam już, ilu klientów kupiło Passata W8 – sadzę, że z Lancia byłoby podobnie albo i słabiej, bo wiadomo, że amatorzy takich potworów raczej nie kupiliby spokojnej, komfortowo zestrojonej limuzyny z Włoch. Aktualnie Włosi zmienili chyba zdanie i wprowadzili np. 510-konna Alfę Giulię – ale po pierwsze, czasy sa inne, a po drugie – zobaczymy, ile sprzeda się tej wersji.

      • Hshan pisze:

        Co do Giulii – sprzeda się czy nie, uwagę zwraca bardzo skutecznie, a to raczej o to chodzi. Zresztą Alfa ma też trochę inny charakter niż Lancia (jeśli chodzi o ostatnie lata), właśnie bardziej sportowy.

        Co do Thesisa – jak z zewnątrz mi się od dawna nie podoba, tak wnętrze (którego wcześniej nie widziałem) ma piękne. I szkoda mi Lancii – marka z piękną historią i charakterem, ale chyba ten charakter nie pasował do obecnych czasów…

      • Daozi pisze:

        No dobrze, ale konkurencja to np. Honda Legend – V6, 3.5 l. – od 208 KM wzwyż (3 generacja – od 1995 roku!), Audi A6 – zgoda, w większośći słabsze, ale były też o wiele mocniejsze wersje, Toyota Avalon – V6, 3.0 l. – od 200 KM, w późniejszych latach Thesisa w Avalonie było coś 270 KM, pytanie jeszcze czy Lexus GS albo VW Phaeton były konkurencją Thesisa, czy nie?
        Bo właśnie nie do końca rozumiem – czy to była górna półka jako konkurent S klasy i GSa, czy jednak klasę niżej?

      • SzK pisze:

        Thesis to zdecydowanie klasa E, nie S. A w klasie E nie są niczym dziwnym nawet 4-cylindrówki, których Thesis nie miał w ogóle.

      • Kamil pisze:

        A w czym jest gorszy 3.2l silnik v6 o mocy 230 koni od tego 3.5 z hondy??

      • Daozi pisze:

        W czym jest gorszy? W tym, że w Hondzie nie było mniejszych, a w Thesis to był topowy silnik – największy – w tym sęk.

      • SzK pisze:

        Ale czy to jest wada silnika…?

        Ja też uwielbiam szóstki, ale większość sprzedaży idzie jednak z czterocylindrówkami. Poza tym Thesis nie miał żadnej 4-cylindrówki w ofercie, tylko R5 i V6.

      • Kamil pisze:

        No może mniejszych nie było ale większych też nie, w sumie to ten niespecjalnie wysilony jak na swoją pojemność silnik (~210 koni) był tam jedynym wyborem.

  9. Kamil pisze:

    A co do samego Thesisa to moim zdaniem najpiękniejsze wnętrze wśród samochodów nowożytnych, mnie najbardziej podobają się zegary, tego nie da się opisać to trzeba zobaczyć.
    Sam samochód niestety dość awaryjny ze względu na ilość elektroniki jaka w nim siedzi, amortyzatory sachs skyhook już niedostępne z tego co kojarzę poza jakimiś leżakami magazynowymi, a do tego za jedną sztukę cena w serwisie to było ok 4 tysięcy złotych. Zamienników oczywiście brak.
    Dziwi mnie ze nie wspomniałeś o klamkach drzwi, przecież wciśniecie mechanicznego przycisku czy pociągniecie klamki to zbyt wielki wysiłek dlatego inżynierowie Lancii wpadli na pomysł zamontowania od środka uchwytów mikrostyków których dotkniecie powoduje elektryczne odryglowanie drzwi (taki sam patent ma np. Maserati GranTurismo, ma ono również zawieszenie skyhook) a w razie rozładowania akumulatora możemy powrócić do plebejskiego wciskania mechanicznych przycisków 😀

    Co do porównywania Thesis z w211 czy E60 to moim zdaniem trochę nie na miejscu bo o ile segment ten sam to merca czy bmw należy traktować jako normalny samochód dostępny dla każdego do jazdy z punktu A do punktu B a Lancii chyba bliżej do dzieła sztuki z możliwością poruszania się.
    A stwierdzenie że e60 ma ładniejsze wnętrze to już w ogóle dla mnie nie do pomyślenia

    • SzK pisze:

      No tak, o klamce nie wspomniałem, bo nie bardzo chciało to działać – jako że wciskałem normalnie, to wyleciało mi z głowy.

    • Ernesto pisze:

      Tak, tak też kiedyś byłem w fanklubie alfy i ochy, achy nad tym jakie to arcydzieła i takie nadsamochody z polerowanym dolotem i że wymagające jak kobieta. Bądźmy poważni większość aut służy do przemieszczania się i dotyczy to szczególnie takich aut jak klasa e, c6 itd. Thesis też temu miał służyć. Problem w tym, że tak jak i alfy, którymi się zachwycałem tak i niektóre lancie lepiej wyglądają na cokołach wzniesionych przez amatorów marki, przyozdobione wieńcami wyniosłych słów tych którzy widzą w nich swoje przyszłe wytworne auto w cenie starego golfa. Niestety gdy przychodzi co do czego okazuje się, że alfa rdzewieje bardziej niż grande punto, ma widoczne w kabinie wkręty i masę zaślepek, coś w niej skrzypi, coś odstaje, a z daleka zamiast blasku widoczne pozostaje tylko białe kółko czyli wyblakłe logo producenta.

      • Kamil pisze:

        Ernesto jak dbasz tak masz, moja 166 pomimo ponad 300 tysięcy na liczniku i 17 lat na karku trzyma się całkiem nieźle rdzy niema zawieszenie zrobione wszystkie gadżety działają jak powinny, nawet mój kolega wielbiciel mercedesów i posiadacz w211 chwalił wyciszenie i spasowanie wnętrza, same materiały w niektórych miejscach mogłyby być lepsze ale za to mam prawdziwą grubą skórę w przeciwieństwie do skaju w wspomnianym mercedesie. Wcześniej miałem 156 i tez nie uważam żeby było źle biorąc pod uwagę że to samochód o klasę niżej, zgodze sie tylko z tym że 156 potwornie gnije od spodu.

      • Ernesto pisze:

        Kamil myślę, że to jakiś szczególny mercedes do porównań z alfami jeśli tam jest skóra o jakości skaju:-)
        Swego czasu szukałem auta tylko dla siebie dającego radość z posiadania i z samej jazdy. Alfy 156 były słabo spasowane w środku w porównaniu z mercedesami clk w208 i klasa c w203 oraz e46. Klasa w203 miała słabe materiały porównując do e46. Oba mercedesy rdzewiały już wtedy w oczach. Wybrałem więc najlepsze. Jedyne co mi pozostało w pamięci po dogłębnym testowaniu tych kilku modeli to to, że alfa rewelacyjnie trzymała się drogi, a clk pod tym względem bliżej było do precyzji prowadzenia poloneza.

      • Kamil pisze:

        Ernesto, tam nie ma skóry jakości skaju tylko zwykły skaj który ma udawać skórę, zresztą swietnie to widać bo od wsiadania już popękał i ukazał całe swoje oblicze, może Szczepan sprostuje ale wydaje mi się że w czasach w 211 skaj w mercu zamiast prawdziwej skóry to była norma.
        Jakość wnetrza w 166 jest o wiele wyższa niż w 156 w samej 156 zaś wydaje mi się że przedlifty a szczególnie te z poczatku produkcji były lepiej wykonane. Ogolnie to 156 wspominam bardzo dobrze, to że bylo to moje pierwsze auto może trochę wpływać na moją ocenę, w końcu to była moja pierwsza miłość 😀 Z dieslem 2.4 o 5 cylindrach i świetnym dzwiekiem jak na diesla, do dzisiaj uważam ze nic nie brzmi lepiej niż r5.

      • SzK pisze:

        To się oficjalnie nazywa „Eko-skóra”. Pretekstu dostarczają oczywiście obrońcy zwierząt, ale wiadomo, że tak jest też taniej.

      • Ernesto pisze:

        Ale co z tą eko-skórą? Jest rzeczywiście tak kiepskiej jakości? Dotąd kiepską i naprawdę kiepską skórę widziałem w autach marek bardziej pospolitych jak mondeo, mazda 6 czy np toyota rav4 (tam jest prawdziwy dramat z jakością materiału i jego trwałością). Natomiast w takiej a6 skóra jest naprawdę wysokiej próby. Z mercedesów pamiętam, że taki clk w208 miał bardzo dobrą skórę. Jak Ty to oceniasz w swoim clk Szczepanie?

      • SzK pisze:

        W W208 była dobra, natomiast w moim egzemplarzu W209 nie ma nawet eko-skóry, a tylko ciemnoszara szmata.

      • Ernesto pisze:

        Dzięki za potwierdzenie tego czego doświadczyłem w w208. Mimo wszystko wydaje mi się, że mercedes który zawsze miał świetne fotele nadal utrzymuje ich wysoki poziom.

      • Aleksander pisze:

        Kiedyś w ogóle nie byłem świadomy istnienia eko skóry w motoryzacji, aż wsiadłem do Peugeota 407. Wyglądała jak skóra, ale była twarda, szorstka, chropowata i bez żadnego zapachu. W lepszych samochodach, z którymi miałem przyjemność obcować było już zupełnie inaczej. W BMW 5 F10, 7 F01, Audi S6 C5, i A8 D4 zawsze było tak samo: Skóra idealnie gładka, miękka i pachnąca. Zapach taki, że myślałem, że to jakiś odświeżacz powietrza, albo perfumy właściciela/kierowcy/poprzednich pasażerów. Im wyższy segment tym lepiej i to się naprawdę odczuwa. Jeżdżę Fordem Galaxy z 2013r. (to nie mój wybór, prywatnie jako motoryzacyjny maniak nie kupiłbym samochodu tej marki, tym bardziej tego segmentu) i tam jest nieprzyjemna sprawa z tymi materiałami. Eko skóra na kierownicy brudzi mi ręce… Po dłuższej jeździe po mieście widać na dłoniach czarne ślady, których nie da się wytrzeć nawilżoną chusteczką, trzeba szorować. Nie, nie mam brudnej kierownicy. Czyściłem ją parę razy, po umyciu było to samo. Dbam o higienę, nie wsiadam do samochodu z brudnymi rękami, po wyjściu nie mam ich też gdzie pobrudzić. Problem nie występuje na autostradach, tam nie ma kręcenia kółkiem. Materiał na kierownicy w samochodzie kosztującym w salonie powyżej 100 tys. zł powoduje, że po długiej jeździe wyglądam jak kretyn zaraz jak wysiadę 😉
        M.in. z takich powodów, uważam że lepiej kupić używany, starszy samochód za pół ceny. Lepszej marki i segment lub dwa wyżej. Da więcej radości, zaoszczędzi takich przygód i jeszcze zostanie pieniędzy na utrzymanie 🙂

  10. Klakier pisze:

    No ryjek ładny jest lecz lekko kontrowersyjny (osobiście bardziej podoba mi się „bandycka morda” przedliftowej 166,tak wiem nie ta liga) za to tyłeczek jak dla mnie super,aż chce się poklepać,wnętrze miodzio!,co do tego konkretnego egzemplarza ,felgi bardziej pasowałyby do jakiegoś zwieśniaczonego golfa i raczej nie są kołami fabrycznymi ani opcjonalnymi w tym modelu i trochę drażnią moje odczucia estetyczne,ale to tylko moje subiektywne zdanie .

  11. benny_pl pisze:

    widze ze o dziwo nie jestem sam w tym ze z przodu mi sie nie za bardzo podoba… w sumie ten przod jest sympatyczny, taki wesoly, co jest w dzisiejszych czasach zadkoscia, ale i tak jakos nie pasuje… tyl jest faktycznie fajny
    mechanicznie sie nie wypowiem bo nie mialem do czynienia, ale na tym widoku zawieszenia to jakos nie widze wiekszego sensu zastosowania gornego wahacza i dodatkowych 2 sworzni, skoto sam makperson robi za ten wahacz…
    co do elektryki i elektroniki Fiatowej to nie jest zle, rewelacji nie ma jesli chodzi o zlaczki, ale same moduly/komputery raczej sa niesmiertelne, no i same kable tez sa dobrej jakosci, niema takiej tragedii jak w peugeotach/citroenach (nie dotyczy Xantii w ktorej elektryka jest wyraznie duzo wyzszej jakosci)

    no i co do zaopatrzenia w czesci do starych Fiatow – moze do takich nietypowych jest i ciezko, ale do typowych to niema zadnych problemow, tam wiekszosc jest wspolwymienna z bardzo wieloma modelami, chocby bebny hamulcowe z malucha pasuja do seicento, tak samo silnik Fiata 600/zastavy 750/Pandy 900/Cinquecenta 900/seicenta 900 to ten sam silnik, jeszcze bardziej z silnikami Fire ktore sa prawie we wszystkich Fiatach, starsze Lancie z kolei maja silniki 1.6 ktore sa silnikami Fiata 128 / Uno 1.4 itp

    a co do tego Katona – skoro on byl takim konserwatysta, to mysle ze wybral by jednak Pande 1 4×4 – nie ma chyba bardziej prostego, funkcjonalnego i klasycznego samochodzika

    a co do spalania – przedwczoraj kupilem drugiego Mercury Villagera z warszawy za 1000zl!!! nigdy nie kupilem jeszcze tak wygodnego, luksusowego w zasadzie samochodu za takie pieniadze – 3.0 V6 automat, skory, pelna elektryka, deska digital, komputer pokladowy i orginalne radio ktore nawet na max glosnosci nic a nic nie trzeszczy i nie pierdzi! no po prostu poezja, tylko male „ale” mianowicie – „smiga az milo, tylko mu sie zgnilo” – ale bedzie idealnym dawca do mojego villagera ktory nie jest zgnity, ale zaniedbany 🙂
    ale do czego daze – ad spalania – przy jezdzie 100-120km/h na trasie spalanie warszawa-lublin (wiecej niebardzo dawalo sie jechac na starych lysawych oponach w deszczo-sniegu) tego 3 litrowego potwora w automacie to ok 9-10l benzyny bo tam niema gazu, takze potwierdzam to ze duze silniki na wtrysku wcale nie sa takie zarloczne jesli sie ich nie cisnie

    • Ernesto pisze:

      Ale 10l na trasie przy prędkości 100km/h to żaden wyczyn. Nie wiem za bardzo co mogłoby spalić przy tej prędkości więcej niż dyszkę.

  12. Aleksander pisze:

    Thesis jako całość mi się podoba, zaakceptowałbym kontrowersyjny przód. Lubię nietuzinkowe samochody, takie jak C6 czy nawet dziwny Avantime.

    Prawie 10 lat temu kolega przewiózł mnie Lancią Lybrą kombi. Trwale zapisała się w mojej pamięci. Miała pięcio cylindrowy, benzynowy silnik, automat, audio bose i pachnącą, gładką skórę w oryginalnym kolorze. W czasie kiedy większość zachwycała się nudnymi z zewnątrz i brzydkimi w środku Passatami B5 TDI taki samochód robił ogromne wrażenie. Pewnie C klasa i E46 były lepsze we wszystkim co da się zmierzyć i zapisać w układzie SI, ale to w Lybrze człowiek czuł się najprzyjemniej.

    Myślę, że Thesis nie odniósł sukcesu, ze względu na silną konkurencję, która w większości dziedzin, poza polotem, była lepsza. Osobiście z włoskiej klasy wyższej wolałbym 166, bardziej mi się podoba. BMW 5 da większą satysfakcję, jak to ładnie określasz, zaangażowanym kierowcom. E klasa na pewno jest wygodniejsza. W ogóle uwielbiam jeździć autami z gwiazdą na masce jako pasażer. To ciekawe jak Mercedes w tym segmencie zmienił swój wizerunek. W211 jest tak taksówkarsko – dziadkowe, że trzebaby sięgnąć głębiej do kieszeni i kupić CLSa. W ten sposób możnaby uniknąć przypadkowych, pijanych ludzi, wsiadających wieczorami na tylną kanapę i bełkoczących, że chcą do domu 😛 Z kolei dwóm ostatnim generacjom E klasy dodano tyle agresji, że zwłaszcza w czerni i z większymi felgami, wyglądają jak samochód dilera kokainy. Od W212 po liftingu zaczęły się te głupawe, wielkie pseudo wydechy. Mam wrażenie, że dzisiaj każdy musi je mieć, aż dziwne, że Prius i Juke jeszcze takich nie dostały. Właściwie to nie jestem pewny, czy nie dostały, bo nigdy im się nie przyglądam. Takie pojazdy pogarszają mi samopoczucie 😛 To ich właściciele powinni płacić wyższą akcyzę za psucie walorów estetycznych miast. Nawet w E klasie AMG te cztery prostokąty w zderzaku są tylko otworami. Za nimi są prawdziwe wydechy, które nawet nie trafiają we wspomniane kwadraty. Skoro nakładki na końcówki wydechu coś udają, to tutaj mamy doczynienia z imitacją imitacji 😉 W słabszych wersjach S klasy W222 pod lewą imitacją wydechu delikatnie wystają skierowane w dół dwie cieniutkie końcówki prawdziwego wydechu. Taki kicz powinien być zarezerwowany dla BMW X6, Mercedesa GLE i Audi SQ ileśtam TDI. Kiedyś nawet potężny SL 73 AMG zadowalał się wydechem tylko z jednej strony, dziś Fiat 500 Abarth miewa cztery rurki. Taki zminiaturyzowany układ z Lamborghini Diablo w aucie segmentu A. Nawet Audi A6 większości podoba się bardziej niż Lancia. Osobiście nie przepadam za tą marką, ze względu na bycie droższym VW, za nijakość, nudę i za podsterowność w samochodzie, który nie daje nic w zamian. Lexus może zainteresuje mnie jak już będę po osiemdziesiątce 😉

    Wstęp do tego artykułu to mistrzostwo, nawet zawodowcy rzadko tak piszą 🙂 Tematyka Rzymu i mantra polegająca na szukaniu wzorców za granicą skłoniła mnie do dłuższych przemyśleń. Nie tak dawno przeprowadziłem się do Wielkiej Brytanii. Najpierw nie mogłem się nacieszyć tym co tutaj jest fajne, czyli kulturą osobistą przeciętnego człowieka, zdrowym rozsądkiem we wszelkich sprawach urzędowych czy w ruchu drogowym, przejrzystością ofert bankowych i komunikacyjnych i ogólną łatwością całego życia. Później przyzwyczaiłem się i wszystkie te sprawy stały się oczywiste. Zacząłem widzieć wady, to co w Polsce jest lepsze. Więcej tego niż mogłoby się wydawać. Następnie przestałem oglądać telewizję i czytać pierdoły na Facebooku. Nie ze względów ideologicznych, tylko praktycznych, mam lekką obsesję na punkcie marnowania czasu. Dalej rozmawiałem przy każdej okazji z ludźmi z całego świata należącego do zachodniej cywilizacji. Uważnie słuchałem co mają do powiedzenia. Wtedy zrozumiałem, co miałeś na myśli parenaście wpisów temu o nadchodzącym końcu Europy a może i całego Zachodu. Ta cywilizacja wydaje się już być na drodze bez powrotu. Nie chodzi o jakie kolwiek prognozy ekonomiczne. To nieprawdopodobne jak wykształceni i inteligentni ludzie z klasy średniej bezmyślnie i bezkrytycznie przyjmują i wierzą w te wszystkie bzdury nazywane poprawnością polityczną, które zresztą silnie przyspieszają ten koniec. Każdy kto chociaż spróbuje pomyśleć inaczej, niż narzucają media, nazywany jest rasistą, homofoben, ksenofoben, faszystą itp. Niesamowite jak wyłączenie telewizora zmienia światopogląd… Piszę o tym wszystkim, bo widzę pewne analogie do upadku cesarstwa rzymskiego. Tam też był powszechny dobrobyt, wszystko zostało już osiągnięte, byli imigranci i coś w rodzaju zasiłków. Z tym ostatnim nie mam pewności, historia nie jest moją mocną stroną, a na tą informację trafiłem przypadkiem w artykule niezwiązanym z tamtym okresem. Przez bardzo wysoki poziom życia mieszkańcy byli zbyt zajęci zadowalaniem samych siebie, żeby pracować, czy żeby w ogóle się nad czymś zastanawiać. Pewnie wmówić im to i owo było równie łatwo jak dzisiejszym Europejczykom.

    Jak będzie jakiś konkurs w komentowaniu nie na temat to chyba mam szanse 🙂

    • SzK pisze:

      Offtopy wcale nie przeszkadzaja, wrecz przeciwnie, jest mi bardzo miło, że tylu madrych ludzi się tutaj regularnie spotyka!!

      • Fabrykant pisze:

        Bardzo dużo ciekawych rzeczy człowiek się dowiaduje na Automobilowni. I o Katonie Starszym i o różnych Thesis dotyczących dzisiejszych problemów.
        Ja mam tylko nadzieję, że Europa będzie długo upadać. Może nie dożyjemy. Natomiast widać też jakieś tendencje kontra- typu Brexit, lub wybory w Austrii. Obawiam się jednak, że te tendencje wcale się nam nie przysłużą. Są zbyt głupie- mówiąc wprost, i zbyt głupio przez ogłupiały demos traktowane. Ale świadczą o rozjeżdżaniu się realiów z polityczną retoryką, co powoduje że ludzie porzucają jedne stada (te które mówią, żeby otworzyć granice dla imigrantów), na rzecz innych stad (tych, które mówią żeby lać obcych). Zresztą wydaje mi się że jest już za późno na ratunek i co najwyżej tonięcie odbędzie się nierównomiernie- dziób już pod wodą, a rufa jeszcze długo wystaje, jak w Titanicu. No, ale ja jestem wesołym pesymistą i nie wiem czy powinno się mnie słuchać- ocena jest tylko intuicyjna.

      • SzK pisze:

        Zgadzam się w niemal pełnej rozciągłości.

        Rozsądek niedobrze się sprzedaje, dlatego polityka popada z jednej idiotycznej skrajności w inną. To tak jak z jeżdżeniem po lodzie, którego uczył mnie kiedyś pan Lenczowski: im mocniej skręcisz w jedną stronę, w tym głębszy poślizg wpadasz i tym silniej musisz potem skontrować w drugą. A wystarczyło od początku kręcić jak najmniej, to przejechałbyś zakręt nawet nie wiedząc kiedy. Tylko że propozycjami umiarkowania nikt władzy nie zdobędzie, więc mamy, jak mamy…

        P.S. Ja też staram się być wesołym pesymistą, ale jeśli nie ma tygodnia bez wiadomości typu nowe zakazy, nowe podatki albo umowa rzekomo wprowadzająca wolny handel, a w rzeczywistości licząca 1600 stron poufnie regulacji negocjowanych, to o wesołość coraz trudniej. NA szczęście cały czas jeszcze mogę przejechać się fajnym autem i zapomnieć chociaż na chwilę, ale już i to planuje się ukrócić (vide nowa akcyza). Jak żyć, panie premierze?

      • Aleksander pisze:

        Ja jestem niepoprawnym optymistą przed trzydziestką i widzę to tak samo…

        Jakość życia w Europie zachodniej będzie się stopniowo pogarszać. Nie chodzi o ekonomię, tylko o bałagan na ulicach. O chamstwo, rozboje, kradzieże, napady czy nawet wyrzucanie śmieci z samochodu lub kieszeni na chodnik.

        Elity polityczne są silne i mocno zakorzenione, zajmują się głównie same sobą. Nawet nie mogą, pewnie i nie chcą dostrzec, jak szybko sprawy się pogarszają. Ze swoich urzędów, biur lub luksusowych restauracji wsiadają prosto do limuzyn i jadą do swoich najdroższych dzielnic, gdzie są gęste, całodobowe patrole policji z bronią automatyczną. Nawet tam, gdzie wszystkie grupy społeczne się spotykają, czyli na drogach, z brakiem kultury i umiejętności przywiezionych z bardziej egzotycznych zakątków świata zmagają się ich szoferzy.

        Jak byłem dzieckiem, w Europie zachodniej był wzorowy porządek. Trzeba zadać sobie pytanie, co jest dzisiaj, czego nie bylo kiedyś, a przynajmniej nie na taką skalę i od razu wiadomo, skąd przyszły te problemy. Ciężko uwierzyć, ale już dotarliśmy do momentu, kiedy w Polsce jest przyjemniej, czyściej, bezpieczniej, a ludzie starają się, niezależnie od tego czym się zajmują. Nawet pracownik sieciowego fastfoodu potrafi poprawnie przyjąć zamówienie i wydać jedzenie bez pomyłki 😉

        Kiedy zdałem sobie z tego sprawę, stałem się znacznie większym patriotą. Wrócę jak tylko zrealizuję swoje cele. W Europie zachodniej już jest za późno na porządki, bo Ci którzy wpływają na to, że codzienne życie jest mniej przyjemnie, już mają europejskie obywatelstwa. Rządy powinny motywować przede wszystkim swoich obywateli do pracy, a robią coś zupełnie przeciwnego. To niewiarygodne, ale tym mniej ambitnym po prostu nie opłaca się pracować. Wystarczy odrobina cwaniactwa, lekka ściema i dostają więcej pieniędzy nic nie robiąc, niż wykonując niezbyt przyjemną pracę…

      • SzK pisze:

        10/10

      • Aleksander pisze:

        P.S. Z polityką jest taki problem, że musi silnie grać na emocjach, żeby zdobyć głosy. Umiarkowanie i zdrowy rozsądek mało kogo interesują, a już na pewno nie przyciągną do urn…

      • Aleksander pisze:

        No i nie mogę przestać drążyć tematu… Moim zdaniem żaden konkretny światopogląd czy kierunek polityczny nie zbawi świata. Spora część ludzi jest jakaś ułomna. Ci co najwięcej mówią o tolerancji i podobnych zagadnieniach, najgorzej sobie radzą z emocjami. Tam gdzie mogliby, a nawet powinni dać się ponieść, zachowują jakąś dziwną powagę. W sprawach ważnych rzeczywistość w ogóle ich nie interesuje, liczą się tylko emocje.

        Miłośnik motoryzacji przy wyborze kolejnego modelu powinien kierować się tym co mu się podoba, co sprawi większą radość. W ten sposób bardziej się zrealizuje i ta dziedzina jego życia będzie lepsza. Zamiast tego wybiera model, który spali o 0,2l mniej na setkę, albo oferuje pół centymetra więcej przestrzeni na nogi, ma o 5 litrów większy bagażnik. Nie kupi nic ciekawego, bo może się kiedyś zepsuć. Wybierając oklepany, ogólnie uznany model przepłaca, bo na takie zawsze jest popyt, co wyraźnie podbija cenę.

        Ten sam „rozsądny” człowiek idąc do banku, zaciąga ekstremalnie niekorzystny kredyt, bo przecież jego doradca klienta indywidualnego jest najmilszym facetem na świecie i od razu widać jak mu na nim zależy. Konsument nie musi nic sprawdzać, ani czytać co podpisuje, bo taki przemiły pracownik banku na pewno by go nie naciągnął.

        Kiedyś przypadkiem dowiedziałem się, że moja koleżanka płaci abonament za telefon 100 zł miesięcznie. Moim zdaniem po sprawdzeniu ofert trzech największych dostawców, ewentualnie po krótkiej negocjacji 50 zł wystarczy każdemu na prywatny użytek. Niezależnie od tego ile ona gada z koleżankami, buszuje w sieci, czy wysyła tysiące wiadomości do ukochanego, 50 zł starczy. 50 zł różnicy razy 24 miesiące daje 1200 zł wyrzuconych w błoto przez chwilę beztroski, bo sprzedawca był przystojny. 1200 zł wydanych na 10 minut pogawędki, która nawet nie była na jakiś przyjemny temat 😉

        Ci sami ludzie uwielbiają narzekać na brak wolnego czasu. Zwłaszcza kiedy siedzą w klapkach przed telewizorem, patrząc kto kogo zdradza, a kto jest gejem.

        Możemy się nabijać, to tylko ich nudne, przewartościowane samochody, nadszarpnięty głupotą budżet domowy i czas zmarnowany przez masowe ogłupiacze. Ale kiedy ci wszyscy bezkrytyczni ludzie, którzy są w większości, zaczynają myśleć, że ten biedny imigrant umrze z głodu jeśli go nie przyjmą do swojego kraju, to skutki są katastrofalne.

      • Daozi pisze:

        „Nasza młodzież ma dziś silne pragnienie luksusu, ma złe maniery, pogardza władzą i autorytetem, brak im poszanowania dla starszych. Wolą zajmować się bzdurami zamiast nauki. Młodzież nie wstaje z szacunkiem gdy starszy wchodzi do pokoju. Sprzeciwiają się rodzicom i zabierają głos w towarzystwie starszych. Tyranizują swoich nauczycieli.”
        Te słowa przypisuje się Sokratesowi, który przypomnijmy, żył circa 2500 lat temu. Więc, jako historyk, pozwolę sobie zauważyć, że żyjemy w najlepszych do tej pory czasach i jeżeli ktoś z Was uważa, że kiedyś to było lepiej, to znaczy, że niestety się starzeje – w psychologii to zjawisko ma swoje określenie, ale musiałbym się skonsultować z żoną, żeby wam podać mądrą nazwę 😀
        A to, że bardzo negatywne zjawiska występują w życiu codziennym, to oczywistość. Zimna wojna była mniej sympatyczna, zdecydowanie. Z kolei początek lat 90-tych wyglądał w Polsce, jak w teledysku Kazika: „coście skurwysyny uczynili z tą krainą”. Ilekroć ktoś mi mówi, że kiedyś, to było inaczej, włączam sobie ów teledysk i cieszę się, że mamy 2016 🙂

      • SzK pisze:

        Zgadzam się w 100, że żyjemy w najlepszych czasach. Rzecz w tym, dokąd zmierzamy na poziomie fundamentalnym. To zbyt skomplikowana sprawa, żeby opisać w jednym komentarzu, ale może kiedyś wyłożę w dłuższym tekście, o co chodzi, bo motoryzacja jest ważną częścią tego obrazka.

        P.S. Teledysk Kazika znam świetnie, tylko tyle, że on opisywał problemy lokalne, a dzisiaj dokładnie to samo dzieje się w globalnej. To jest najbardziej przerażające – że już prawie nie ma dokąd uciec.

      • Aleksander pisze:

        Na młodzież ludzie zawsze lubili narzekać. Jest wiele tematów, w których narzekają odruchowo, chociaż to nie ma wiele wspólnego z prawdziwym stanem. Np: W Polsce są dziurawe drogi, albo benzymowe silniki są tylko dla bogatych, wszystko drożeje, a zarobki stoją w miejscu itp. Mówią, że kiedyś było lepiej, bo po prostu byli młodzi wtedy. W Polsce jest zdecydowanie lepiej niż było i dzięki poprawie ekonomicznej i lepszemu wykształceniu pewnie będzie jeszcze lepiej. Dalej jednak uważam, że Europa Zachodnia czasy największej świetności ma już za sobą. Jeszcze nie jestem stary, nie jestem też mocno związany emocjonalnie z tamtymi rejonami, byłem w paru miejscach, więc chyba obserwuję na chłodno. Pod koniec XX w. na zachodzie, poza dużymi miastami panował całkowity spokój, dziś występuje plaga drobnych kradzieży (przy ciągłym wzroście gospodarczym, bez biedy i kataklizmów). Trzeba zamykać domy, rowery chować w zamkniętych komórkach, nic nie zostawiać na widoku. Wyraźne pogorszenie i widać to gołym okiem, że mocno się zmienia. Niemcy i Holendrzy dużo o tym mówią prywatnie, gdy przy odrobinie zaufania odstawią poprawność polityczną. W Londynie wszystkie dostawczaki mają niestandardowe zamki lub są zamykane na specjalne, antywłamaniowe kłódki. Do tego naklejka „No tools left in this van overnight”. To wszystko przy powszechnym dobrobycie, gdzie podstawowe potrzeby zaspokaja się pracując 3 dni w tygodniu przy stawce minimalnej. W Polsce na szczęście jeszcze chyba nikt nie buszuje nocami po pakach dostawczaków. Porównując Londyńskie i Warszawskie dzielnice uchodzące za niebezpieczne, to na Pradze jest znacznie spokojniej.

    • ndv pisze:

      Z Tym socjalem w Rzymie byłbym ostrożny, o ile pamietam darmowy chleb, oliwa i wstęp na wydarzenia sportowo kulturowe przysługiwał tylko obywatelom rzymskim a ci byli w mniejszosci. Był brytyjski serial „codzienne życie Rzymian” czy coś podobnego-generalnie jeśli chciałeś przeżyć a nie urodziłeś sie bogaty musiałeś zadbać sam o siebie bo na państwo nie było co liczyc.
      Upadek Rzymu to tez nie jest prosta sprawa. Raz ze cała administracja państwowa nie przestała nagle działać, dwa na wschodzie Cesarstwo utrzymało sie o ile pamietam do XIII w a na północy powstało Święte Cesarstwo Rzymskie.

      • Aleksander pisze:

        Dlatego zaznaczyłem, że nie mam pewności, usłyszałem i nie sprawdziłem później. Może nawet nie chciałem sprawdzać, bo dobrze pasowało do teorii 😉 Pewnie większość upadków jest dość złożonych, ale niezależnie od interpretacji, upadki następują po wzroście prędzej czy później, ale zawsze. W każdej dziedzinie życia i w naturze. Żadna populacja, cywilizacja i gospodarka nie wzrastają bez końca, wszystkie kiedyś upadną, nawet jeśli nie mają wielkich przeszkód. Ciężko z tym dyskutować, można tylko zgadywać na którym etapie się znajdujemy.

      • SzK pisze:

        Sytuacja z Rzymem była przerażajaco podobna do dzisiejszej, chociaż oczywiście inna epoka to inna specyfika. Chodziło jednak o to samo – utratę zdolności do efektywnego działania na polu gospodarczym, politycznym i militarnym spowodowana tym samym, co dzisiaj: długim okresem bogactwa i spokoju, który odzwyczaił ludzi od wysiłku i pozwolił uwierzyć, że dobrobyt spada z nieba. Miejsce zgnuśniałych, oderwanych od rzeczywistości elit zajęli barbarzyńcy, którzy napotykali na bardzo ograniczony opór, bo nikt nie miał już środków ani motywacji do walki.

        W Bizancjum było to samo, tylko później, bo barbarzyńcy najeżdżali głównie Zachód (bo tam też mieszkali). Gdy na Wschodzie pojawili się muzułmanie, stało się dokładnie to samo.

        Natomiast późniejsze „Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego” było „rzymskie” tylko z nazwy, nie występowała żadna ciagłość polityczna, poza retoryka i nawiazywaniem do tradycji.

      • Aleksander pisze:

        Dzekoo rozrost biurokracji też mnie irytuje, chociaż nigdy nie łączyłem tego z jakimiś spektakularnymi upadkami.

        Biurokracja nigdy sama się nie ograniczy, ani nawet nie przestanie rozrastać. Urzędników staje się zbyt wielu i nie mają co robić. Nie mając co robić i chcąc się jakoś wykazać zaczynają nam mówić, jaką maksymalną moc mogą mieć nasze domowe odkurzacze. Z punktu widzenia dobra państwa i zwykłych obywateli stają się nie tylko zbędni, drodzy w utrzymaniu, ale i szkodliwi. Jeżeli pracownik urzędu stale przez większość zmiany może siedzieć na facebooku albo pić kawę i rozmawiać z kolegami, a w efektach pracy tego nie widać, nic się nie wali i nie tworzą się zaległości, to znaczy że po prostu jest zbędny. Utrzymywanie zbędnych miejsc pracy to marnotrastwo naszych pieniędzy. Korporacje nie marnują pieniędzy swoich inwestorów i likwidują zbędne miejsca pracy, więc czemu tolerować to w państwie? Oczywiście państwo to nie korporacja, a utrata pracy jest przykra. Ale czy chcemy czy nie, to na państwo działają podobne mechanizmy jak na korporacje i zamykanie się na fakty nic nie zmieni. W rozwiniętych państwach nie ma rzeczywistego bezrobocia, więc zwolnieni urzędnicy od razu znaleźliby pracę, nawet staliby się przydatni dla społeczeństwa i gospodarki.

      • SzK pisze:

        To jest właśnie najbardziej demotywujące: biurokracja nigdy nie ograniczy się sama. To może się stać jedynie w wyniku jakiegoś kataklizmu wymuszającego start od zera w warunkach braku środków na tego typu „luksusy”. Marna perspektywa…

      • Aleksander pisze:

        Mnie demotywuje to, że większość ludzi się w ogóle nad tym wszystkim nie zastanawia. Wszyscy zaczną o tym myśleć zbyt późno, tuż po przysłowiowym kataklizmie. A to nie są żadne trudne ani odkrywcze tematy, to wszystko już było. Bardzo bym chciał przeczytać jakąś optymistycznie nastrajającą i rozsądną teorię o przyszłości Europy zachodniej. Takich niestety nie ma, są pesymistyczne albo żadne. Wydawało mi się, że nie wypada tak ględzić na blogu motoryzacyjnym, ale ględzenie to jedyne co można zrobić. Może im więcej ludzi to wszystko rozważy, to chociaż nadejście „kataklizmu” zostanie odrobinę opóźnione.

      • Daozi pisze:

        Dodałbym 3 grosze o koncepcji starcia cywilizacji Toynbeego, który był wprawdzie krytykowany, ale który przynajmniej częściowo miał chyba rację. O ile starcie cywilizacji następuje cały czas i jest nieuchronne, o tyle jesteśmy, jako Europa, na słabej pozycji. Trzeba się z tym pogodzić. Wg. rzeczonego autora, szczyt potęgi naszego kontynentu, przypadał na lata 20-te minionego wieku. I przeminął, dawno. Rodzą się Chiny i Indie, a jednak niezwykle cieszę się, że nie mieszkam w żadnym z tych krajów.
        Innymi słowy, nawet upadająca Europa jest miejscem dalece bezpieczniejszym i przyjaźniejszym do życia niż te, potencjalnie nowe, centra cywilizacji światopwych.
        (Ale offtop!)

      • SzK pisze:

        Ja uważam, że szczytem był lata 90-te, kiedy jak na dłoni było widać wszystkie przewagi tradycyjnych wartości Zachodu. Ale zmiana następuje bardzo szybko. Oczywiście, że nie mam ochoty wybywać do Indii, na tej samej zasadzie, co Rzymianin z V wieku nie chciał się wyprowadzać nad Ren. Ale wszyscy wiemy, jak się skończyło.

      • Aleksander pisze:

        Pewnie uważa lata 20-te ze względu na czasy w których żył i tworzył i lat 90-tych nie miał szansy zobaczyć. A w Chinach i Indiach pewnie bezpieczny jesteś w dzielnicach finansowych, dalej nikt się nie wypuszcza. Dlatego mamy nadzieję, że przewidywany upadek będzie trwał jak najdłużej.

      • ndv pisze:

        Miało być optymistycznie:
        https://www.youtube.com/watch?v=OmZkeBv3uFc
        A gdzie optymizm? Film z połowy lat 70, a to ponoć 90 były najwspanialsze;)

      • SzK pisze:

        No, dokładnie o rzymskiej biurokracji pisał artykuł linkowany przez dzekoo 🙂

        Dzięki za wywołanie mojego uśmiechu – uwielbiam Asterixa!!

    • hurgot sztancy pisze:

      za długi komentarz, trzeba go było podzielić na 2-3 😉

  13. benny_pl pisze:

    mi tez wstep sie bardzo podobal 🙂 juz mowilem ze lubie takie zarysy historyczne ktorych mistrzem jest Fabrykant, a tu widze dobre nasladownictwo – oby tak czesciej!

    • Fabrykant pisze:

      Dzięki! Jak ja wam zaraz coś zarysuję, to pękniecie. I OC wam nie wypłaci 😉
      Lecę pracować nad wstępem do zarysu.

  14. Autosalon pisze:

    Kupiłem Thesisa w 2008 roku. Wersja Emblema , silnik 3.0 V6 Busso, skrzynia Aisin automat.
    Wyposażenie pakietowo najwyższe ale nie miałem solar dachu oraz radaru do inteligentnego automatu(2002r!!). Zawsze chciałem taki samochód , do tego pracuję w motoryzacji więc co tam. Auto było z 2002 roku (czyli wtedy 6-cio letnie) , przebieg 82000 km faktura od Fiat Deutschland A.G.
    Z doświadczeń – pali 12 litrów , na trasie w okolicach 100-120 można zrobić 9 ,co ciekawe na autostradzie przy 200 na tempomacie 12,3 l.
    Co padło , na dzień dobry zespół elektrozaworów w skrzyni(wiedziałem przy zakupie), potem wahacze dolne przednie, pękły sprężyny z tyłu, skorodował wydech, zaczęły się problemy z różnymi pierdółami typu nie zamykające się schowki itd.
    Auto bardziej problematyczne niż przeciętne inne auto w tej klasie, jeśli jest ktoś perfekcjonistą i u niego wszystko musi działać, to lepiej niech pracuje w motoryzacji.
    Tyle złego – reszta sama przyjemność , takich skór i ciekawych detali wykończenia raczej nie da się znaleźć u konkurencji, w prowadzeniu typowy autostradowiec , do tetrisa raczej nie za bardzo.
    Części brałem od siebie albo z Warszawy ul.Zakręt, posiadacze Thesisów wiedzą o co chodzi.
    Polecam jako przyszłego Youngitmera , nie nadaje się na co dzień.
    Auto nie koroduje,uważam że i tak tańszy w utrzymaniu niż gnijące S-ki lub BMW E60
    Napisałem ja – fan włoszczyzny.

  15. Michal pisze:

    Komentarz jest … kontrowersyjny!
    ;-).

  16. Michal pisze:

    eee, to jest do Aleksandra

    • Aleksander pisze:

      Nie podoba mi się ta akcyza 😛 Chciałbym kiedyś mieć limuzynę z lat 90. i z nowymi stawkami za Jaguara XJR X308 albo BMW E32 z V12 pod maską trzeba będzie zapłacić ponad 18 tys. zł. Przy samochodzie kosztującym 20 – 30 tys. zł to jakiś absurd. Takie samochody często są za młode na żółte tablice, które zwalniają z akcyzy. Są też na tyle stare, że nikt nie będzie nimi stał w korkach codziennie, więc gadanie o misiach polarnych jest bez sensu. Ekologia zwykle jest bez sensu, ma tylko napędzać gospodarkę i wyciągać kasę. Zastanawiam się, czy można zarejestrować samochód za granicą i płacić w Polsce OC, jeżeli samochód jeździ tylko w Polsce. Do tej pory furtką do legalnego uniknięcia akcyzy było mienie przesiedleńcze. Ciekawe czy to się nie zmieni.

  17. Tomek Raszka pisze:

    Moja Safrane 2.9 V6 z 2000 roku na trasie Ustroń – Balaton w lato, klimatyzacja non stop, tempomat 120 km/h, załadowana wakacyjnie – 9 l/100 km/h. Skrzynia ZF4HP20, czyli stary 4-biegowy automat.

    Daimler Super Eight 4.2 V8 z kompresorem z 2007 roku Ustroń – Świnoujście, 4 osoby z bagażami na weekend, klima, tempomat 140-160 km/h – 10,5 l/100 km/h. Skrzynia ASB ZF 6 biegów.

    Duże silniki na trasie często palą mniej, niż nowoczesne ekopierdziawki – to wie każdy użytkownik auta z większym silnikiem.

  18. Klakier pisze:

    Dołożę swoje trzy grosze w sprawie spalania ,otóż co prawda nie miałem osobiście żadnego samochodu z silnikiem busso ale miałem z nimi do czynienia w jakimś tam stopniu zawodowo,więc tak:
    Alfa 156 2,5 manual sześciobiegowy , Autostrada A4 przy szybkości dochodzącej chwilami do 220 ale nie mniej niż 150-160 12,5 l LPG…
    147 GTA nówka demo 3,2 oczywiście również manual 7 litrów rezerwy wystarczyło na ok 15Km,fakt gaz traktowany w sposób 0-1 jak to w demo bywa w tym osiągnięta szybkość maksymalna.
    166 3,0 24v manual przy dość ciężkim traktowaniu w jeździe mieszanej ok 17-19 l na setkę.
    166 2.0 turbo manual, to znam tylko z opowiadań klienta przelot z Włoch do PL średnio 9,5l
    Czyli pomijając ekstremalne traktowanie chyba nie jest tak znowu źle.

    • SzK pisze:

      No chciałbym kiedyś zweryfikować. Opublikowałbym screenshoty z komputera pokładowego.

      • Klakier pisze:

        Szczepanie te dane to nie z kompa to z dystrybutora,oprócz tej GTA od zapalenia się rezerwy do zdechnięcia silnika.
        Co prawda nie mam paragonów bo to kilka lat minęło ale w pamięć się wryło,podobnie jak 2 litrowa ósemka w omedze w której to na podobnej trasie wskazówka prawie nie drgnęła ,ale to inna bajka…

      • SzK pisze:

        Ale ja Ci wierzę, tylko na potrzeby artykułu chciałbym ewentualnie zrobić screenshoty 🙂 Ale to może kiedyś. A może i nie.

      • Kamil pisze:

        Jak tak to służę screenami z 166 TB 😀
        Dzisiaj krótki przejazd z pracy przez miasto, ok. 10km wyszło mi 11,4l/100km benzyny także tragedii nie ma 😀 Używanie tempomatu nawet w mieście w moim przypadku drastycznie potrafi zmniejszyć spalanie.

      • SzK pisze:

        Użycie tempomatu grozi śmiercią. Wiem, bo czytałem w instrukcji.

      • Daozi pisze:

        Ale komputer pokładowy potrafi pokazywać bzdury.
        A przynajmniej powiem tak – miałem Corollę E11, japońską. W stanie bardzo dobrym, wszystko działało jak należy. Ale pokazywał (przy silniku 1.4!!!) po 10 l. w mieście, czasem i więcej. I nie – nie palił tyle. I nie – nie ścigam się ze świateł, jeżdżę raczej spokojnie.
        Poza tym bezwładność komputera była straszna – wskaźnik spalania powoli malał przez 200 km trasy.

      • SzK pisze:

        Zmniejszanie się spalania przez 200 km jest zupełnie normalne – to naprawdę tak działa. Faza rozgrzewania silnika ma olbrzymi wpływ na spalanie.

  19. Klakier pisze:

    Tak sobie na spokojnie przeglądałem jeszcze raz fotki i co ja tam widzę na zdjęciu przedstawiającym kokpit,a konkretnie wyświetlacz centralny zestawu wskaźników,czyżby to było „air bag faluire goł tu serwis”?:)hmm i to w oficjalnych materiałach prasowych FCA?,dziwne…

    • SzK pisze:

      Tam nie ma „goł tu serwis”. Być może to jakiś self-test po włączeniu zapłonu…?

  20. Klakier pisze:

    No wiem z włoskiego powinno być „avaria impianto airbag”+ piktogram tak w instrukcji napisali,niestety fotka ma zbyt małą rozdzielczość i nie da się tego odczytać ale na dole chyba jest „air bag” a górnej linii może nie po włosku to i krócej?

  21. Machiavelli pisze:

    „Jeszcze kilkanaście lat temu w europejskiej klasie wyższej można było kupić Peugeota, Citroëna, Renault, Rovera, Saaba, oraz oczywiście Lancię.”
    Też mnie to smuci, że w tym segmencie marki nie premium praktycznie wyginęły. To wynik zarówno niemieckiej ofensywy, jak i narastającej popularności SUV-ów. I to niezmieni się niestety w najbliższej przyszłości… W Europie zostły już tylko może DS5 (choć trudno w zasadzie sprecyzować co to za segment), oraz… Hyundai Genesis, ale to już propozycja tak niszowa, że nie pamiętam, czy widziałem jakiegokolwiek poza salonem. A gdzie wszystkie Scorpio, Omegi, Legendy, C6, 607, Vel Satisy?

    • Aleksander pisze:

      Nawet nie wiedziałem, że Genesis jest sprzedawany w Europie, też nigdy nie widziałem. Na pocieszenie jest jeszcze Volvo S90, Alfa ma kiedyś wrócić do tego segmentu. Infiniti też pewnie oferuje coś w tej klasie. Skodę Superb można podciągnąć do klasy wyższej, technicznie może bliżej jej do klasy średniej, ale ma wiecej miesjaca w środku i dostępny silnik V6 3.6.

      • Hurgot Sztancy pisze:

        nowy Superb już nie ma V6, najmocniejszy to teraz 2.0 TSI 280KM;
        Infiniti ma Q70 w tej klasie, no i są jeszcze Lexus GS, Jaguar XF no i Maserati Ghibli w cenie… Hyundaia Genesis…

      • Machiavelli pisze:

        Infiniti, Volvo, Lexus, Jaguar to wszystko marki premium, a ja tęsknię za limuzynami bardziej „plebejskich” marek. Superb może się łapie, ale trudno powiedzieć, czy to jeszcze segment D, czy już E.

      • Aleksander pisze:

        Zupełnie zapomniałem o Maserati, ciężko się przyzwyczaić, że to może być konkurencja dla niemieckiego sedana. Nawet w reklamach radiowych jest przedstawiony jako przydatny na codzień, ładny samochód marki ze stuletnią tradycją i dobrze brzmiacym silnikiem. Występuje też z dieslem, a miesięczna rata jest zaskakująco niska. To ciekawe, że Ghibli jest przedstawiane jako rozsądny wybór, a w reklamach tanich samochodów opowiada się o stylu, indywidualności czy sukcesie 😉 Popularne marki raczej nie wrócą do segmentu wyższego, dzisiaj nawet tani produkt ciężko sprzedać, kiedy nie jest premium.

      • Machiavelli pisze:

        Ano, to już nie wróci. Marki premium schodzą ze swoją gamą do coraz „niższych” segmentów, próbują zapełnić każdą niszę, a masówka próbuje się upodobnić do premium. Limuzyn dla ludu już na pewno nie będzie, ale bardzo możliwe, że zaroi się od dużych SUV-ów, takich jak Ford Edge. Nawet klasa średnia bardzo się kurczy, widząc niepewny los C5, Avensisa, 508.

      • Aleksander pisze:

        Ja aż tak bardzo nie tęsknię za markami popularnymi. Mam wrażenie, że są coraz bardziej tandetne. Może się mylę, może to kwestia przyzwyczajeń, ale wydaje mi się, że w przeszłości producenci bardziej się przykładali w produkcji swoich Vectr czy Mondeo. Niby materiały we wnętrzach są coraz lepsze, ale efekt końcowy jest byle jaki. Szczególnie Insignia nie przypadła mi do gustu i to jak po paru latach wciska się przyciski i kręci pokrętłami w środku. Nawet kiedy modele premium mają pod maską i w zawieszeniu zupełnie to samo, to w środku jednak wyglądają lepiej, mniej irytują, mniej trzeszczą i mniej plastików, przycisków i przełączników tam odpada 😉

    • Daozi pisze:

      Mam inne przemyślenie – nie macie wrażenia, że nawet zwykłe kompakty powoli znikają na rzecz mini SUV-ów? Aut takich jak Jeep Renegade, Fiat 500X, Nissan Juke itp.
      Niedługo będą auta klasy A – SUV, kompakty – SUV, duże SUV-y, sportowe SUV-y, SUV-y minivany, SUV-y w wersji pickup (w sumie już coś podobnego jest) i dostawcze SUV-y, a na koniec zrobią podwyższone TIRy SUV, z dużym bagażnikiem i karawany SUV – na cmentarz prestiżowo…

      • Aleksander pisze:

        Mnie Juke od dawna fascynuje, a dokładniej jego sukces. Jak Nissan na to wpadł, że ludzie potrzebują idiotycznie wyglądającego samochodu? Jakaś grupa focusowa musiała kiedyś odpowiedzieć twierdząco na pytanie, czy czują potrzebę zakupu samochodu ze światłami na masce i tylnymi błotnikami wielkimi jak w traktorze i że chcą być wyśmiewani na ulicach. Kim byli Ci ludzie? Obiecałem sobie, że jak tylko poznam jakiegoś właściciela Juka, to zapytam wprost dlaczego kupił ten model. Zawsze jak widzę Juka to patrzę kto tam siedzi w środku. Miałem nawet pewną manię prześladowczą, mój mózg nie był w stanie zignorować obecności Juka w zasięgu wzroku. Najgorzej jak do tego był żółty, wtedy podwójna siła rażenia.

        SUV czy Crossover nie w każdym segmencie się przyjmuje. Jeszcze nie widziałem Range Rovera Evoque Convertible poza salonami Land Rovera, a tu gdzie żyę wszelkie Range Rovery, małe i duże, są równie popularne jak w polskich miasteczkach Fabie, Golfy i Yarisy. Mały RR bez dachu dachu wygląda jak samochód lalki Barbie przeniesiony do naszego świata.

        Kolejnym dziwnym samochodem, który nawet widziałem na dordze ze trzy razy jest Renault Wind. Za każdym razem kierowca wyglądał tak samo, jak ci z Juka 😉

      • ndv pisze:

        Chęć wyróżnienia sie? Zdaje sie ze Pual Niedermayer na curbside Classic w ciagu ostatniego miesiąca opisał jak to było z VW, Volvo, SAABem i „Japończykami” w Stanach

      • Aleksander pisze:

        Dalej nie rozumiem, dlaczego ktoś pragnie się wyróżnić za wszelką cenę, zwłaszcza kiedy wyróżnia się negatywnie. Kupujący crossovera wyróżnia się bezguściem i tym, że przepłacił za samochód, który ma wady SUVa a nie ma zalet normalnego samochodu 😉 Za parę lat, gdy już każdy będzie miał takie auto, skutecznym sposobem na podkreślenie swojego indywidualnego charakteru będzie jeżdżenie klasycznym sedanem.

      • ndv pisze:

        I wtedy pewnie klasyczne sedany powrócą do łask. Peugeot coś wspominał, że nie będzie crossuvował całej linii modelowej bo crossuvy zaraz wyjdą z mody (chociaż od razu pojawiły się podejrzenia, że chodzi raczej o przykręcenie śruby OBR). A gdyby ludzie do zakupu samochodu podchodzili by racjonalnie to na drogach widywalibyśmy tylko Fabie i Logany 😉

      • Aleksander pisze:

        Chyba źle kombinujemy, przecież nie wyróżniamy się kupując to samo co większość już ma, albo zamierza mieć… Crossoverem nawet nie sprawimy wrażenia bogatszych, ani nie podkreślimy statusu społecznego. Musi być inna przyczyna popularności tych dziwadeł. Zauważyłem, że większość nabywców tych samochodów nie interesuje się motoryzacją. Widać m.in. po stylu jazdy, parkowaniu, włączaniu się do ruchu itp. Ktoś im wmówił, że to jest dzisiaj fajne, oni sami nie sprawdzili i tak wyszło 😛 Nie chce mi się wierzyć, że te pojazdy same z siebie się komuś tak po prostu podobają, one zostały skutecznie wypromowane jako fajne. Oczywiście, ludzie nie wybierają swoich modeli racjonalnie. Sam zawsze namawiam każdego, kto lubi samochody, żeby wybrał coś, co sprawi mu radość. Paradoksalnie ja nie uważam Fabii i Logana za racjonalne. Są ekstremalnie tanie, a ekstrema rzadko są rozsądne 🙂

      • Daozi pisze:

        Ale to troche jak z krawatem. To była taka ozdoba – kilkaset lat temu (czytałem różne teorie nt. pochodzenia, ale spokojnie można przyjąć koniec XVIII wieku albo i wcześniej). No i do dziś mężczyźni noszą kompletnie nieprzydatny i nienadający się do niczego dyndający na szyi kawałek materiału. I w sumie nie ma racjonalnego uzasadnienia na krawaty. Tak jak na SUVy, zwłaszcza na mikrosuvy.

  22. Cayman pisze:

    Być może mam jakiś specyficzny gust, ale jednak podobają mi się zarówno Thesis jak i Scorpio II, jak również Corolla E11, która była uznawana za kontrowersyjną i szybko przeszła facelifting. Może to wynika z tego, że jednak lubię samochody, które w jakiś sposób są charakterystyczne, niekoniecznie muszą powalać na kolana wyglądem, ale jednak trochę wyróżniają się z szarej masy. Większość samochodów, zwłaszcza z ostatnich lat jest właśnie mało charakterystyczna, brak takich różnic między poszczególnymi markami, jakie były do lat 90. i początku XXI wieku. Wtedy powstało sporo takich kontrowersyjnych stylistycznie samochodów jak Avantime, Multipla, Ssangyong Rodius, Pontiac Aztec czy Daewoo Tacuma, dziś wszystko wygląda podobnie, jakby firmy bały się zaryzykować.

    • ndv pisze:

      Swego czasu widziałem w internecie slajdy z wykładów z aerodynamiki, gdzie pokazano nałożone na sobie zarysy sylwetek rożnych samochodów amerykańskiego segmentu nie duże sedan, czyli mniej więcej naszego segmentu E. Wszystkie sie dość dobrze na siebie nakładały 🙂

      A Thesisa widziałem wczoraj na żywo: tylne lampy mi sie podobają, przednie nie (chociaż szpetoty lamp MiTo i Giullety nie pobijają) natomiast linia jest generalnie nudna i Thesis z boku jest zupełnie niezauważalny. Scorpio zwei widziałem przedwczoraj i generalnie z zewnątrz mi sie bardziej podoba.

    • Grzegorz pisze:

      Specyficzny gust? Mnie podoba się Multipla przed liftem – handluj z tym! 😀
      Ale serio, to jest mega świetne auto, trzeba nim tylko pojeździć.

      • Marek Jarosz pisze:

        Moja żona właśnie zdała prawko, powiedziałem że jak nie spodoba mi się jej jeżdżenie to kupię jej Multiplę za karę.

      • ndv pisze:

        Jak Multipla sie pojawiła (ile ja wtedy miałem? Koło 10 lat) pamietam ze nawet podobał mi sie ten pomysł na wsadzenie jednego samochodu w Brave (stylistycznie genialna, Espero tez mi sie podoba) 🙂 natomiast lifting…wtedy FiATu w ogole nie wychodziły

    • Marek Jarosz pisze:

      Aztek nie wygląda źle. Tzn. wygląda JAKOŚ w przeciwieństwie do 90% współczesnych samochodów, które są nijakie… W sumie to mi się podoba.

      Tacume ma sąsiad, normalny samochód, jajo trochę, ale czy kontrowersyjny?

      Avantime genialny.

      Rodiusa przemilczę. Widziałem ostatnio na żywo, kolos na małych kołach.

  23. polobis pisze:

    Wpis mięsny. Wracając do fenomenu SUVów się zastanawiam, co w głowie trzeba mieć, żeby wypożyczyć na kilka dni do jazdy próbnej Tucsona, pomanewrować nim po swoim podwórku, zmieścić się na żyletkę zarówno w bramę jak i w garaż (taka konfiguracja podwórkowa) ponarzekać, po czym… go KUPIĆ? Teraz codziennie obserwuję 15 minutowe manewry na 4 lub 5, wyjeżdżania i wjeżdżania pojazdu w podwórko, bo to ma skręt jak krążownik, ledwie w ulicę się mieści, a jak stanę pod swoim domem to dzwoni, żeby troszkę przesunąć, bo nie wejdzie…

  24. laisar pisze:

    Kocham avantime’a, uwielbiam multiplę-ufo, zachwycam się juke’em – chociaż z tej trójki tego ostatniego jedynie platonicznie, bo ma jedną wadę: małe okna…

    Moda na SUVnice wcale mnie nie dziwi – to naturalny objaw obronny ludzkiej anatomii przed spłaszczaniem i obniżaniem „zwykłych” aut. Nie trzeba przykucać, wyginać się i wczołgiwać do auta, tylko normalnie się wsiada i siada, bez szorowania tyłkiem po asfalcie i a głową po podsufitce. Do tego normalne – wg norm sprzed ćwierci wieku – zawieszenie, prześwit i profil opon, zapewniające jakieś minimum komfortu amortyzacji, a nie wspaniałe prowadzenie nieresorowanych kół wozu drabiniastego pomalowanych nanometrową warstwą gumy…

1 Pingi/Trackbacki dla "PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: CETERUM CENSEO…"
  1. […] chińskich zabawek niż do samochodu wyższej klasy – nie tylko Mercedesa czy Lexusa, ale i opisywanej ostatnio Lancii. Inna sprawa, że w Stanach owa wyższa klasa była dostępna za zaledwie 21 tys. $, nie można […]