PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: RENE(SI)SANS WANKLA…?

Po niedawnym artykule o NSU Ro80 napisał do mnie Paweł z firmy MAZDA GOŁEMBIEWSCY. Wybierał się do Krakowa w ostatni weekend października i zaproponował mi przejażdżkę jednym z aut z jego kolekcji. Bez wskazywania konkretnego modelu: zależnie od pogody wchodziłaby w grę zabytkowa Mazda RX-7 FB albo współczesna RX-8.

Jak nietrudno się domyślić, w ubiegłą sobotę padało. Żadna nowość, pada ostatnio non-stop. Na szczęście RX-8 należy do gatunku aut wartych opisania, a przy tym pogodoodpornych, albo raczej – używanych przez swych właścicieli niezależnie od aury.

Mazda RX-8 to ostatni, jak do tej pory, seryjny samochód z silnikiem Wankla i choćby dlatego zasługuje na uwagę. Ale są też inne powody: każdy produkt na świecie musi bowiem czymś przyciągać klientów, mówiąc językiem marketingowców – posiadać przewagę konkurencyjną. W tym przypadku producent uznał, że sama niecodzienna koncepcja silnika to za mało i postanowił, dla pewności, uczynić nadwozie praktycznym. Dodajmy – praktycznym na miarę segmentu sportowych coupé.

Że co…? Praktyczne coupé…? My, samochodziarze, nie lubimy takiej ściemy. W obecnym stuleciu każdy samochód usiłuje być wszystkomający i wszystkomogący, każdy musi być wygodny, praktyczny, sportowy i oszczędny w jednym, skutkiem czego… no sami wiecie, jak to wychodzi. A przecież prawdziwe coupé powinno mieć pojedynczą parę drzwi i silnie opadający dach – jakiekolwiek udawanie w rodzaju tylnych klamek ukrytych w słupkach wywołuje co najwyżej politowanie (to np. jedyna rzecz, która nie podoba mi się w Alfie 156). W RX-8 jest jednak inaczej: prawdziwych drzwi mamy w istocie dwoje, ale prócz nich – jeszcze dodatkowe quasi-drzwiczki. Na pewno niepełnowartościowe, ale po pierwsze – o niebo wygodniejsze od odchylanych oparć foteli, a po drugie i przede wszystkim – nie zaburzające czystych linii karoserii (bo wynalazki w rodzaju Mercedesa CLS albo Audi A5 Sportback uważam za kpinę z idei coupé). To jest rozwiązanie kompromisowe, ale uczciwe – wanklowej Mazdy nikt nie nazwie sedanem czy hatchbackiem, który wstydzi się drugiej klamki. Zresztą, klamek zewnętrznych nikt tutaj nie ukrywa – ich naprawdę nie ma!!

Proporcje są bardzo sportowe: 4.425 x 1.850 x 1.340 mm. Silnie pochylona szyba czołowa, małe okna boczne, wystające błotniki i progi dają mocno agresywne wrażenie (szczególnie na tle konkurencji z roku 2003-ego, w którym auto debiutowało). Niska maska silnika sprawia wrażenie skrojonej specjalnie pod wankla, ale miejsca tam nie brakuje: znany mi jest przypadek przeszczepienia do RX-8 4,3-litrowej V8-mki z Lexusa.

Foto: praca własna

Przetłoczenie na masce miało w zamyśle przypominać trójkąt Reuleaux (kształt wanklowego „tłoka”-wirnika), ale według mnie wyszło zbyt wydłużone. Gdybym nie wiedział, co to ma być, nie skojarzyłbym.

Foto: praca własna

Z tej perspektywy lepiej widać drapieżność błotników (wyposażonych w poprawiające przyczepność odpowietrzniki), no i wspomniane tylne drzwi – widoczne, ale nie rujnujące sylwetki. Być może rozstaw osi jest nieco przydługi, ale tylną kanapę trzeba gdzieś zmieścić, cudów nie ma. Całość w żadnym razie nie wygląda jednak jak ciężarna suka – a takie wrażenie robią na mnie „czterodrzwiowe coupé z Niemiec. Przeciwne kierunki otwierania drzwi nawiązują – nie wiem, na ile świadomie – do najlepszych tradycji: wszak jeden z moich ulubionych projektów w dziejach, jednostkowa Lancia Florida II „Pinin” Fariny, wykorzystywał dokładnie tę samą koncepcję (tyle tylko, że wyłącznie z prawej strony, podczas gdy Japończycy zastosowali ją z obu).

Foto: praca własna

Opisywany egzemplarz został wyprodukowany w 2006r. i należy do limitowanej serii Revolution Reloaded. Liczyła ona 500 egzemplarzy z kierownicą po prawej  stronie i 800 europejskich (z czego 600 trafiło do Niemiec). Wyróżnikami serii są 18-calowe felgi o specyficznym wzorze, trzy dedykowane kolory nadwozia (oprócz widocznego tu bordowego również czarny i intensywnie niebieski) oraz uszlachetnione elementy wnętrza: aluminiowe obwódki nawiewów i wskaźników, konsola i ramiona kierownicy z aplikacjami pokrytymi lakierem fortepianowym, a także fotele i boczki drzwi z beżowej alcantary, elegancko przeszytej nitką w kolorze nadwozia. RX-8 Revolution Reloaded kosztowało w Niemczech 31.300 €.

No dobrze, jak z tą klamką…? Z zewnątrz nie jest potrzebna, bo tylne drzwi odryglowuje się od środka, po otwarciu przednich (klamkę wewnętrzną widać przy krawędzi drzwi, na tle białej tapicerki). Zamykanie przebiega w odwrotnej kolejności: najpierw tył, potem przód. Strukturalną funkcję brakujących, środkowych słupków spełnia tu widocznie wzmocniona, przednia część tylnych drzwi (służąca nawet jako górny punkt mocowania przednich pasów bezpieczeństwa). Nie jechałem z tyłu, ale według słów mojej żony nie jest tam ciaśniej niż w CLK, a to bardzo dobra referencja.

Foto: praca własna

Biegnący wzdłuż całej kabiny tunel wału napędowego ma dużą wysokość, bo po pierwsze, prześwit auta jest mały, a po drugie – konstruktorzy celowo podnieśli go i wykorzystali do wygospodarowania całego szeregu zamykanych schowków. Czarny fragment oparcia kanapy daje się opuścić – można wtedy przewozić długie przedmioty (np. narty, chociaż w tym przypadku brakuje zintegrowanego pokrowca wodoodpornego). Otwory w zagłówkach foteli mają kształt wanklowego wirnika (patrz zdjęcie tytułowe).

Foto: praca własna

Kończąc temat praktyczności dodam, że niestety nie widziałem 290-litrowego bagażnika, gdyż był on po brzegi wypełniony weekendowym ekwipunkiem pary właścicieli. Zacytuję tylko prasowe testy wspominające, że „kto chce dalej podróżować, musi pakować się mądrze„. Bardziej konkretnie wypowiedział się kolega Basista, który testował podobny (tylko poliftingowy i mocniejszy) samochód w lipcu: „Na papierze bagażnik RX-8 ma 290 litrów. Niewiele w kategoriach bezwzględnych, za to całkiem przyzwoicie jak na sportowe coupe. I owszem, kufer jest dość płytki i płaski, ale okazuje się zaskakująco szeroki. Na tyle szeroki, by dwa basy w pokrowcach bez problemu weszły w poprzek – a jeśli któryś z nich jest obrzynem (…), miejsca wystarczy na jeszcze trzeci. I będzie jeszcze trochę luzu. Podejrzewam, że sztywny futerał też dałoby się tu zmieścić„. Odpowiednie zdjęcia znajdziecie u niego na blogu, a my wróćmy do kabiny.

Całe stanowisko dowodzenia wygląda bardziej konwencjonalnie od stylizacji zewnętrznej i typowo po japońsku: w pierwszej kolejności – REWELACYJNA jakość, w drugiej – wzorowa ergonomia, ale też niższy od spodziewanego poziom adrenaliny. Po prostu, w tym aucie źródła emocji nie leżą w wizualnym efekciarstwie. Aha, jeszcze jedno – na gałce zmiany biegów znajduje się kolejny trójkąt Reuleaux.

Foto: praca własna

To wnętrze mogłoby w zasadzie pochodzić z jakiegoś kompaktu (choć zdecydowanie z wyższej półki – ze względu na jakość materiałów i spasowania), gdyby tylko…

Foto: praca własna

…centralnego miejsca na desce rozdzielczej nie zajmował duży, analogowy obrotomierz z cyfrowym wyświetlaczem szybkości nieśmiało wciśniętym… chciałem napisać „w róg”, ale okrąg nie ma rogów. W każdym razie wiadomo, o co chodzi. Brak wskazówki szybkości na pewno wymaga przyzwyczajenia, lecz dwie pozostałe tarcze kryją już tradycyjne wskaźniki poziomu paliwa, temperatury wody i ciśnienia oleju (ten, niestety, pokazuje tylko, czy ciśnienie w ogóle jest – wskazówka znajduje się albo na początku, albo na środku skali). Głęboka czerń fortepianowego lakieru pod przyciskami na ramionach kierownicy w naturze prezentuje się o wiele lepiej niż na moich nieudolnych fotografiach (przypomnę, że jest to atrybut limitowanej serii Revolution Reloaded).

Foto: praca własna

Mazda do znudzenia powtarza swój egzotyczny slogan Jinba Ittai (w oryginale pisany 人馬一体, jeśli to kogoś interesuje), oznaczający „jedność jeźdźca i konia” – czyli to, co uznajemy za istotę sportowego samochodu. Faktycznie, mimo braku stylistycznych fajerwerków za kierownicą RX-8 kierowca czuje się tutaj wyróżniony. Miejsca ma tyle, ile trzeba w sportowym aucie: wystarczająco, by nie dostać klaustrofobii, ale nie aż tyle, by pomylić zwinne coupé z limuzyną. Maska silnika jest dobrze widoczna, co daje wrażenie rasowości, a proporcje auta – szeroko i nisko – wzmagają radość z jazdy, zarówno tę obiektywną (dobre własności jezdne), jak i czysto emocjonalną. Żałuję, że do dyspozycji miałem tylko pół godziny czasu oraz drogę przypominającą miejscami koryto rzeki, ale na szczęście w najbliższej okolicy miejsca zamieszkania mam kilka odcinków, które pozwoliły poczuć przedsmak możliwości Mazdy. Auto waży 1.380 kg: tę wartość zmniejsza bardzo lekki, zaledwie 112-kilogramowy silnik, aluminiowe i plastikowe panele nadwozia, a nawet wałki skrzyni biegów wykonane z włókna węglowego (to w celu zmniejszenia bezwładności układu napędowego). 52,1% masy spoczywa z przodu, między innymi dzięki przesunięciu silnika za przednią oś, a zbiornika paliwa – przed tylną. To wszystko brzmi bardzo obiecująco, zwłaszcza w połączeniu z podwójnymi wahaczami poprzecznymi z przodu i wielowahaczowym zawieszeniem tylnym. Całość zestrojono wyraźnie sportowo, co na polskich drogach ma swoje wady (specjalnie przejechałem przez jeden mocno dziurawy odcinek – więcej nie chciałbym tego robić), ale na równych – jeśli byłyby suche – powinno dać rewelacyjne rezultaty. Mimo elektrycznego wspomagania układ kierowniczy pracuje bardzo przyjemnie, serwuje kierowcy właściwą dozę oporu i skutecznie przekazuje sygnały w obie strony.

Czas przejść do gwoździa programu – jednostki napędowej.

Dwukomorowy silnik RX-8 nazywa się 13B-MSP Renesis i jest, jak do tej pory, ostatnim seryjnie produkowanym silnikiem Wankla w samochodzie osobowym. Powstał na bazie wcześniejszego 13B, który w wersji doładowanej pracował pod maską poprzednika, modelu RX-7. Za główny cel modyfikacji przyjęto zmniejszenie zużycia paliwa i emisji szkodliwych substancji przy zachowaniu wcześniejszego poziomu osiągów.

W nowym silniku konstruktorzy zrezygnowali z turbiny doładowującej, większe znaczenie mają jednak dwie zasadnicze zmiany w budowie samego silnika: nowy rodzaj uszczelnień wirnika z dodatkowym pierścieniem zbierającym oraz przesunięcie portów (okien dolotowych i wylotowych) z obwodu komór na ich powierzchnię boczną. To ostatnie wyeliminowało fazę jednoczesnego otwarcia portów dolotowych i wylotowych, pozwoliło też wydłużyć czas efektywnego rozprężania (dzięki późniejszemu otwarciu wylotu) oraz zoptymalizować kształt kanałów ssących (wadą rozwiązania okazało się powstawanie nagaru w okolicach portów wylotowych, ale tutaj pomogło miejscowe obniżenie temperatury poprzez dodanie dodatkowego kanału wodnego). Dodatkowo zredukowano o 15% masę wirników i zwiększono ilość portów: wylotowych jest w sumie cztery (po dwa na „cylinder”), dolotowych, w zależności od wersji – cztery lub sześć.

W rezultacie zaprezentowany w 2003r. Renesis rozwija wspomniane już 191-231 KM (w porównaniu do 255-280 KM turbodoładowanego poprzednika) spełniając obowiązujące w jego czasie, kalifornijskie normy emisji LEV-II. Za tę konstrukcję producent otrzymał kilka prestiżowych nagród.

Średnica cylindra i skok… wróć, to nie tym razem. Silniki Wankla mierzy się inaczej: pojemność wyznaczają tu promień wirnika (odległość od jego geometrycznego środka do krawędzi styku z blokiem silnika), jego wysokość (grubość…?) oraz mimośród wału. Wszystkie konstrukcje Mazdy z wyjątkiem jednego tylko, rzadkiego motoru 13A (z modelu R130 Luce z lat 1969-72) dzielą ten sam, 105-milimetrowy promień, oraz 15-milimetrowy mimośród, co przy najpopularniejszej wysokości wirnika daje 654 cm³ na jedną komorę.

Renesis posiada dwa wirniki. Można by powiedzieć, że całkowita pojemność wynosi 1,3 litra i tyle też podaje się w katalogach i zestawieniach. Nie jest to jednak takie proste: jako że powyższa kalkulacja uwzględnia tylko jedną z trzech ścianek wirnika, na tzw. chłopski rozum poprawniejsza wydawałaby się wartość trzykrotnie większa, to jest 3,9 litra. Inżynierowie mówią natomiast jeszcze co innego: w celu porównań z silnikami tłokowymi winniśmy przyjąć pojemność 2,6 litra (wziąć pod uwagę dwie ścianki wirnika), bo dla dwóch wirników na każde dwa obroty wału przypadają po dwa zapłony – czyli dwukrotnie więcej niż w silniku tłokowym. Sami zobaczcie: wirniki są względem siebie przesunięte w fazie o 180º, a wał kręci się trzykrotnie szybciej od nich – w ten sposób na każdy obrót wału przypada przejście dwóch ścian wirnika przed świecą zapłonową.

Uff, skomplikowane to. Jak by nie było, pod względem osiągów RX-8 faktycznie można porównać ze sportową 2,6-litrówką. Podstawowa wersja, z czterema portami dolotowymi, rozwija 192 KM przy 7.000 obrotów na minutę, mocniejsza odmiana sześcioportowa – 231 KM przy aż 8.200 obrotów. Maksymalny moment wynosi odpowiednio 220 Nm przy 5.000 obr/min i 211 Nm przy 5.500 (tak – w silniku mocniejszym jest niższy!!). Zależnie od mocy i zastosowanej przekładni (przy 192 KM manual ma 5 biegów, automat 4, przy 231 KM oba są sześciobiegowe) auto osiąga 223-240 km/h i rozpędza się do setki w 6,4-7,3 s. Maksymalne obroty, których osiągnięcie sygnalizuje kierowcy brzęczyk, wynoszą 7.500 i 9.200 na minutę. Tyle suche liczby.

Samochód Pawła napędza ten słabszy z silników. Pod maską, niestety, niewiele widać – poza wielkim, plastikowym kształtem wirnika (z napisem RENESIS Multi-Side Port). Nawet bagnet oleju schowano tutaj głęboko – co jest o tyle istotne, że według zaleceń producenta trzeba go koniecznie używać przy każdym tankowaniu.

Foto: praca własna

W praniu silnik RX-8 wywarł na mnie podobne wrażenie, jak testowany w początkach istnienia Automobilowni, dokładnie 20 lat starszy protoplasta. Podobne, lecz pod każdym względem silniejsze. Przy ruszaniu moment obrotowy nie imponuje, ale też nie grozi niespodziewane zgaśnięcie. W spokojnej jeździe miejskiej, przy 2-3 tys. obrotów, niewiele wskazuje na drapieżny charakter motoru. Również na autostradzie przyspieszenie od 90 km/h na piątce jest… marne. Zabawa zaczyna się po redukcji o dwa biegi, gdy wskazówka obrotomierza dosięga liczby „5”, i trwa aż do usłyszenia ostrzegawczego dźwięku przy 7,5. W ujęciu czasowym to naprawdę niedługo 🙂

Mocno kręcony wankel odwdzięcza się prawdziwie rakietowym wciśnięciem jadących w fotel, a także ciekawym dźwiękiem – bardziej przytłumionym niż w aucie z lat 80-tych, ale zachowującym zbliżoną barwę: świdrującą, choć miękką, sugerującą raczej japońską precyzję i efektywność niż fontannę adrenaliny (niektórym złośliwcom  przypomina ona tuningowany mikser. Posłuchajcie zresztą sami: LINK). Delektowanie się odgłosem ułatwiają krótkie przełożenia: w mieście możemy oczywiście używać tych wyższych, ale poza nim mamy do dyspozycji co najwyżej piątkę, na której przy 100 km/h silnik obraca się prawie 3.000 razy na minutę. Naprawdę sporo, jak na samochód z XXI wieku.

W czasie jazdy napęd nie generuje oczywiście żadnych drgań – i to pomimo obecności zaledwie dwóch „cylindrów” (względna niezależność kultury pracy od ich liczby to zresztą kolejna ciekawa cecha silnika Wankla). Odrobinę gorzej jest na postoju – tu występują minimalne wibracje na kierownicy, chociaż nie gorsze niż w dobrze wyważonej, rzędowej czwórce.

O zużyciu paliwa Paweł nie powiedział mi nic, bo on RX-8 jeździ od święta i spalania nie mierzy (w 300-kilometrowej drodze z Warszawy do Krakowa spalił około 2/3 61-litrowego baku, ale to żaden pomiar). Za to w niemieckich testach znalazłem historie rodem z artykułów o Ro80: że podawane przez fabrykę średnie wartości około 11 litrów to bzdura, bo średnio, to wychodzi 15, a przy większej dynamice – 20. Te liczby odpowiadałyby raczej pojemności 3,9 litra (przynajmniej) niż 2,6. Dokładnie jak w dużym NSU, z tym że tam było 115 KM, a tu – 230 (Niemcy testowali mocniejszą odmianę). Pisali też, że sprawdzanie oleju przy każdym tankowaniu to lekki nadmiar ostrożności (w dodatku kłopotliwy z uwagi na trudny dostęp do bagnetu). To akurat Paweł potwierdza, ale z zastrzeżeniem, że on jeździ delikatnie, a to bardzo ogranicza konsumpcję oleju (Mazda, podobnie jak NSU, ma bezpośredni wtrysk oleju pod listwy uszczelniające wirnik, z tym że tutaj jego nadmiar jest zgarniany, a samo dawkowanie – mniej obfite i silnie zależne od obciążenia).

Łączna produkcja modelu RX-8 osiągnęła 191.026 egz. W 2012r. Mazda wycofała go z cennika z uwagi na niespełnianie najnowszych norm emisji spalin, ale nie zaprzestała prac nad silnikiem Wankla. Jeszcze w okresie produkcji auta, na Salonie Samochodowym w Tokio w 2007r., przedstawiła nową, 300-konną jednostkę oznaczoną 16X, lecz od tamtej pory milczy na jej temat. Producent wysyła dwojakie sygnały: z jednej strony mówi, że „silniki z wirującym tłokiem wrócą do oferty, jeśli tylko będą w stanie dorównać rozwiązaniom konwencjonalnym” (co w praktyce oznacza, że w najbliższym czasie raczej to nie nastąpi), z drugiej jednak strony jeden z managerów koncernu, Kiyoshi Fujiwara, w listopadzie 2016r. ogłosił, że firma opracowuje pojazd o napędzie elektrycznym z generatorem prądu w postaci silnika z wirującym tłokiem. Prezentacja miałaby nastąpić w 2019r.

Czyżby jednak wynalazek Felixa Wankla miał przed sobą jakąś przyszłość…? Tylko czas pokaże.

P.S. Prezentowany tutaj samochód, wraz z resztą kolekcji firmy MAZDA GOŁEMBIEWSCY, można przez weekend 3-5 listopada oglądać na wystawie Retro Motor Show w Poznaniu.

Foto: © Kamil Pawlak

Foto: © Kamil Pawlak

Foto: © Kamil Pawlak

Foto: © Kamil Pawlak

Foto tytułowe: praca własna

Share Button
Tagi: , , ,
43 comments on “PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: RENE(SI)SANS WANKLA…?
  1. Cham w Audi napisał(a):

    Zawsze miałem słabość do Wankla. Być może dlatego, że nigdy żadnego nie miałem i nawet takim nie jechałem. Nie mniej jednak bardzo ciekawa konstrukcja.

    • SzK napisał(a):

      Jeździ się tym zaskakujaco normalnie. Jeśli wiesz, z czy się je taka konstrukcję, to zwrócisz uwagę na trochę inny dźwięk i na silna szybkoobrotowość, ale wiele sportowych silników tłokowych zachowuje się podobnie. Pisałem to już przy okazji dawnego testu RX-7, więc nie chciałem się powtarzać, ale tu jest tak samo.

  2. Daozi napisał(a):

    Kilka lat temu bardzo ciężko zachorowałem na to auto, ale jednak padło na Celicę. Obczytałem fora, blogi, recenzje i jesion wie co jeszcze. Otóż użytkownicy wyraźnie wskazywali na to, że Renesis jest, niestety, strasznym padłem. Byli i tacy, którzy jeździli już na trzecim silniku w jednym aucie. W zasadzie 100 tys. km potrafi być sporym przebiegiem dla tej jednostki i to wcale nie przy znaczących zaniedbaniach serwisowych.
    O ile jeździ się bardzo mało, o tyle problemu nie ma, ale przy wyższych przebiegach…
    Spalanie: rekordziści twierdzili, że potrafią zejść po mieście do plus minus 12 – 13 l/100 km. Realiści, że poniżej 15 to auto pali pod warunkiem, że się je pcha, albo „miasto” liczy jakieś 30 tys. mieszkańców i nie ma tam świateł. Ci z ciężką nogą wspominali o 24 l i wirze w baku.
    Spalanie oleju pomijam – to nie jest wielki koszt, można dolewać, ale jeżeli przypadkiem zapomnimy go sprawdzić to lepiej kupić sobie na przyszłość nowy silnik.
    Komentarze mechaników na zapytanie: czy mogliby ewentualnie to serwisować, przez grzeczność pominę.
    Remont silnika? Ponoć można, ale to nie jest tania zabawa i lepiej już kupić nową jednostkę, o ile będzie w dobrym stanie. O ILE taka gdzieś będzie…
    Co nie zmienia faktu, że ten wóz idealnie nadawałby się na materiał z cyklu „perspektywa insiderska”. Nie chodzi tylko o powtarzający się i bardzo zgrabnie wkomponowany motyw trochoidy (fotele, dźwignia zmiany biegów, tylny zderzak i kilka innych miejsc), ale o całokształt. Uważam, że auto jest bardzo konsekwentnie narysowane, całość znakomicie ze sobą współgra. A w wersji poliftowej i tak jeszcze udało się poprawić tu i ówdzie parę detali.
    Tak więc jeżeli uznam, że życie mi zbrzydło, ale nie aż na tyle żeby kupić sobie sznur, z pewnością kupię sobie zamiast tego RX-8. Bo ciągle na nią choruję.

    • SzK napisał(a):

      Właściciel mówił, że jest w Polsce kilku mechaników ogarniających Wankle. W takich przypadkach grunt to kontakty przez kluby danego modelu.

      A spalanie… Szczęśliwi kierowcy go nie mierzą 😉

    • Wojtek napisał(a):

      Podobno tym samochodem nie można jeździć delikatnie, bo silnik zaczyna być dobrze smarowany powyżej 3500 obrotów. Jeśli ktoś jeździ nim jak zwykłym autem (czyli wspomniane 100km/h na piatce) to zatrze go błyskawicznie. Dobrze traktowana ma ponoć wytrzymać 95 tys. i potem jest obligatoryjny remont.
      Tak przynajmniej w TVN turbo zeznawał znający się ponoć na tym mechanik.

      A swoją drogą ciekawe te uwagi na temat wnętrza, bo współczesne Mazdy niczym się tu nie wyróżniają. Owszem montaż super – po japońsku, ale plastiki i tapicerka też po japońsku – czyli nic specjalnego.

  3. Marblehead napisał(a):

    Nie chcę wyjść na profana, ale mi ten dźwięk silnika kojarzy się z motocyklem, a co gorsza nawet z zabawkową imitacją gazu motocykla którą w dzieciństwie montowałem do rączki roweru – ełłł,ełłł 🙂

  4. ndv napisał(a):

    Kiedys Wankiel strasznie mnie krecil ale teraz dochodze do wniosku, ze to jednsk bez sensu. 112 kg to nie jest super lekko. 120-130 kg waza 200 konne turbo silniki 1.6 od Peugeota czy Renault. AJP8 TVR z lat 90 ze 125 kg mial 4.2 litra, 8 cylindrow i 360 KM. Oczywiscie jest jeszcze kwestia rozmiaru, ale sa przeciez RX8 ze small blockiem 😉

  5. gumi napisał(a):

    Taki mały drobiazg: trochoida (dwułukowa) to matematyczna nazwa kształtu CYLINDRA silnika wankala (za „samochodowe silniki spalinowe” F.Wardzińskiego), motyw który wszędzie widać to TRÓJKĄT REULEAUX.

    • SzK napisał(a):

      O widzisz, mega ważna sprawa. Dziękuję ogromnie!! Muszę teraz wszystko pozmieniać w trzech wpisach… Ale ogarnę to w wolnej chwili.

  6. KL napisał(a):

    Ja również przez długi czas chorowałem na to auto i w sumie czasami choroba nawraca. Miałem okazję przejechać się mocniejszą wersją no i było doprawdy super 🙂 Pomimo, że przyśpieszenie nie zrobiło na mnie specjalnego wrażenia (takie pudełko jak Clio Sport Ph1, albo prehistoryczne E36 328i, z którymi mam do czynienia na codzień, po podstawowych modach za 1000zł jeżdżą podobnie) to jednak sam charakter wozu, wysokoobrotowość i ryk silnika, pozycja za kierownicą, design wnętrza – to wszystko sprawia, że wóz daje ogromną frajdę z jazdy. Przy czym obecne ceny tych aut są wręcz śmieszne w stosunku do wrażeń, jakie ono oferuje. Ciekawe, czy dalej będą spadać czy już osiągnęły poziom dna i wodorostów?

    Remont silnika tani nie jest, to fakt – trzeba szykować 6-10k zaleznie od tego co jest do wymiany. Do tego komplet świec i przewodów co 30 tys. km. Ale remontu nie robi się przecież co rok!
    Co ciekawe, jeden z podwarszawskich speców oferuje zmianę programu który sprawia, że silnik na zimno nie jest już zalewany paliwem i ogólnie mniej pali oraz lepiej jedzie „z dołu” – z tego co czytałem fabryczny sterownik jest skopany przez wymogi czystości spalin.

    Zaprawdę powiadam wam, kupujcie póki jeszcze są dostępne!

  7. Kris napisał(a):

    No niestety wskaźnik oleju to wskaźnik ciśnienia a nie temperatury oleju jak autor pisze. Przy odpalaniu samochodu natychmiast wędruje na środek skali. Olej osiąga właściwą temp. Pracy po 15 min jazdy.

    • SzK napisał(a):

      Już teraz wiem.

      To faktycznie jest ciśnienie, ale działające zero-jedynkowo – dlatego myślałem, że to temperatura, bo siadłem to ciepłego auta, a wskazówka się nie ruszała. Tym bardziej, że skala idzie od L do H. Stąd mój wniosek. Już zmieniam, dziękuję.

  8. Cayman napisał(a):

    Określenie ciężarna suka bardzo dobre, mi idealnie pasuje do Porsche Panamery od momentu, kiedy pierwszy raz zobaczyłem ją na żywo, na zdjęciach może tego nie widać, ale w rzeczywistości wygląda właśnie tak jakoś… ciężarnie.

    • gumi napisał(a):

      Tak wszyscy jadą po tej Panamerze, ale weźcie wymyślcie coś nowego co nie będzie wyglądać jak każdy inny współczesny sedan a w dodatku będzie przypominać najsłynniejszy model marki.
      Idę też o zakład, że gdyby wskrzeszono markę TATRA (dział osobówek), i dajmy na to TATRA (hipotetyczna nazwa) 800 wyglądała by tak samo, to by wszyscy piali jakie wspaniałe nawiązanie do przedwojennych modeli.Niemcy coś narysowali, nie wyszedł im kolejny czołg – dla nich to nie lada osiągnięcie.

      • SzK napisał(a):

        Ja też jadę po Panamerze. Zgadzam się, że 911 z drugą parą drzwi musi wyglądać mniej więcej tak jak ona, ale dla mnie to oznacza tyle, że sama idea jest bez sensu.

        Ja rozumiem, że niektórym się podoba i że nawet się sprzedaje. Każdy jest wolny, ma swój gust i kupuje co chce. Ja wyrażam tylko swoje zdanie – po trzykroc nie.

      • Cayman napisał(a):

        Nie powiedziałbym, że „jadę” po Panamerze, po prostu stwierdzam, że mi się nie podoba, nie trafia w mój gust. Już lepiej moim zdaniem wyglądał ten prototyp: https://profiauto.pl/blog/2014/05/15/4-drzwiowe-porsche-911/

      • SzK napisał(a):

        To jeden z kilku takich prototypów. Dla mnie nawet one wyglądają karykaturalnie. Z 911-tki, podobnie jak z Lamborghini Countach, dowolnego Ferrari albo Bugatti Veyrona, nie da się zrobić sedana. Tak uważam.

      • jonas napisał(a):

        Ja nic nie wymyślę, bo jestem prostym chłopakiem ze wsi, ale Włosi wymyślili, nazwali to Maserati Quattroporte i udowodnili, jak bardzo mylą się Niemcy próbując swoich sił w projektowaniu samochodów.

        Nasłynniejszy model marki Porsche nijak nie da się rozciągnąć ani do SUVa, ani do sedana. Szkoda, że w Porsche o tym nie wiedzą, byłoby mniej szpetoty na ulicach. No ale interes się kręci, więc nie ma szans, żeby już więcej tego nie robili.

      • SzK napisał(a):

        Maserati jest piękne, ale… Ja nie jeździłem nim nigdy (już trzy razy okazja przeszła mi koło nosa 🙂 ), ale znam kilka osób, którym było to dane i wszyscy mówią, że wrażenia nie mają się nijak do reputacji marki i idących za nią oczekiwań. I wszyscy stwierdzają to z bólem, nie z ironicznym uśmiechem.

        Zgadzam się natomiast w 100%, że biznes to biznes, więc firmy będą zawsze sprzedawać to, co klienci kupują. Co nie oznacza, że mnie albo Tobie jakiś produkt nie może się nie podobać.

      • ndv napisał(a):

        Teraz na rynku jest już druga generacja Panamery, która wygląda zdecydowanie lepiej (przede wszystkim lżej) – więc się da jak się chce (chociaż osobiście uważam, że wygląd Panamery nie miał absolutnie żadnego znaczenia w oczach klientów).

      • ndv napisał(a):

        @SzK: byly przeciez Ferrari dla sultana Brunei w wersji sedan i o zgrozo kombi – moim zdaniem (przynajmniej sadzac po zdheciach) kombi wygladslo dobrze – ale raz ze 456 mialo silnik z przodu a dwa, ze nie probowano robic na sile 4 drzwiowego sedano/kombi/suv/kupe;)

      • Marek Jarosz napisał(a):

        Ferrari 456 kombi występuje w książce „Bezcenny” Miłoszewskiego 😉

      • benchi napisał(a):

        Miałem okazję ostatnio pojeździć Maserati Quattroporte i nie dam złego słowa powiedzieć. Zawód testujących może wynikać tylko z nieodpowiednio sprecyzowanych oczekiwań. Maserati bardzo często porównywane jest z niemiecką konkurencją, a to błąd. To jest zupełnie inne zwierzę.

      • Daozi napisał(a):

        Ja w Quattroporte tylko siedziałem jako pasażer. Wrażenie było takie, że auto jest olbrzymie jak czołg, a w środku ciasnota też jak w czołgu. Jasne, obiektywnie miejsce jest, ale miałem wrażenie, że w 4 osoby w środku byłoby ciasno jak w Civicu.
        I Quattroporte też wygląda kiepsko jeżeli porównać go chociażby do Granturismo.
        Bo jeżeli auto sportowe ktoś na siłę przerabia na pięciodrzwiową limuzynę, to zawsze będzie wyglądać, cytując klasyka: „jak gówno w lesie” 😉

      • Hurgot Sztancy napisał(a):

        z ferrari 412 ładne sedany wychodziły…by

  9. Pawian123 napisał(a):

    Ta Mazda jest świetna. Pomysł z tylnymi drzwiami na początku mi się nie podobał. Po obejrzeniu z bliska bardzo mi się spodobał 😃
    Oglądałem taką kiedyś w Wadowicach w komisie. Jednak świadomość tego, że to wankiel działa w obie strony, kusi a jednocześnie studzi emocje. Tak poza tym to jakość materiałów wnętrza wydała mi się przeciętna. Odpryski lakieru na skórze i plastiki, spasowanie przeciętne ale na tle najnowszych aut i tak ekstraklasa. Kumpel choruje na to auto a ten egzemplarz wyglądał zachęcająco. Jednak świadomy kosztów remontu albo zakupu jednostki napędowej jeśli się znajdzie i jej trwałości szczerze odradziłem. Auto bardzo ciekawe i nietuzinkowe.

    Co Wy chcecie od Panamery ? Potworki takie jak Cayenne czy Macan to nieporozumienie ale ten model jest ok. Szczególnie druga generacja. Jednak niech na nim się zakończy ewolucja stylistyki 911 na inne modele. Tak żeby obciachu nie było 😃 Cayman, Boxster ok.

    • Daozi napisał(a):

      A ja się wyłamię i napiszę, że Pacan jest jedynym SUVem, na którego mogę patrzeć nie smakując ponownie uprzednio zjedzonego posiłku. Tzn. jest ładny jak na SUVa. To coś jak: „być inteligentnym dzieckiem ze szkoły specjalnej”, ale zawsze coś.
      Co do pozostałych Porsche – moim zdaniem pierwszy Cayman czy 911 z około 2009 roku były ładne, a ostatnio dostają poszerzone, bardziej agresywne zderzaki z wielkimi wlotami powietrza i to je szpeci. Ale cóż, de gustibus…

  10. Mariusz Klos napisał(a):

    „Kończąc temat praktyczności dodam, że nie niestety widziałem 290-litrowego bagażnika, gdyż był on po brzegi wypełniony weekendowym ekwipunkiem pary właścicieli.”
    Powinno byc : ze niestety nie widzialem 😉

  11. Marek Jarosz napisał(a):

    Taniutkie jak barszcz te Madzie, ale czytając opinie o silnikach też wybrałbym Celicę. Ale za to wajcha ręcznego fajna 🙂

  12. czarli napisał(a):

    Panamera I generacji to trochę potworek. Z resztą Porsche coś nie ma ręki do rysowania modeli, które mają więcej niż 2 drzwi. I nie zgodzę się że Panamera I mimo, że brzydal to i tak nic lepszego się nie udało narysować. Moim zdaniem udało się i to nawet samym Niemcom, ot choćby Mercedes CLS W219, pierwszy Passat CC (mimo mojej całej niechęci do VAGa to przyznam, że to jeden z niewielu ich modeli, który mi się podoba), BMW 6 Gran Coupe. I moim zdaniem Audi A5 i A7 też są ładne, przynajmniej się wyróżniają na tle nijakich A4, A6, A8, A214214. Ten pionowy pas tylny z mocno opadającą szybą tylną to takie fajne nawiązanie do nadwozi kammback i fastback.

  13. Hshan napisał(a):

    A ja tam nie rozumiem takiego „purystycznego” narzekania – mi się właśnie CLS bardzo podoba, chyba najbardziej ze współczesnych Mercedesów. Niezależnie od tego, która generacja i czy sedan czy kombi. Nie nazwałbym tego coupe, ale sama idea sedana z domieszką coupe jest wg mnie bardzo udana. A7 też byłoby bardzo fajne, gdyby nie było współczesnym Audi 😛 Za to właśnie RX-8 mi się nie podoba i wygląda wg mnie dziwnie i nieproporcjonalnie.

    • Hshan napisał(a):

      Jeszcze dopowiem odnośnie tego wspomnianego na początku puryzmu – odbieram to trochę jako niechęć do wszelkich krzyżówek segmentów, mieszania nadwozi itp., a to jest całkiem w poprzek mojego podejścia do sprawy. Z takich eksperymentów może wyjść mnóstwo ciekawych rzeczy – owszem, bywają nieudane, jak np. wg mnie BMW X6 czy Mercedes GLE Coupe (jak go pierwszy raz zobaczyłem to pomyślałem, że wygląda jak pospawany z 3 różnych modeli), ale są też lepsze – np. właśnie CLS czy z bardzo dawnych lat Volvo P1800ES. I żeby dopełnić tej mojej herezji przyznam się, że niesamowicie mi się podoba Volvo XC Coupe, czyli koncept będący połączeniem SUV-a, 3-drzwiowego kombi i coupe 🙂

  14. Leniwiec Gniewomir napisał(a):

    Ogromnie dziękuję za podlinkowanie do mojego teściku! Od siebie dodam tylko tyle, że to niesamowicie przyjemny samochód. No i bagażnik zdecydowanie zaskakuje na plus 😉

  15. Fabrykant napisał(a):

    Bardzo ładne zdjęcie tytułowe, a i ilustracyjne także niczego sobie. Bardzo jestem ciekaw jak ten samochód sprzedawałby się ze zwykłym silnikiem. Podejrzewam że jak świeże bułki, bo wzornictwo jest zacne, a i praktyczność w porządku- prawdziwe Gran Turismo. Tylko ten silnik…

    • SzK napisał(a):

      Na tytułowe wpadłem przypadkim, kiedy przymierzałem się na tylną kanapę – mignęła mi wtedy deska rozdzielcza widziana przez zagłówek i to aż prosiło się o fotkę. A ilustracyjne tylko w cześci są moje, za to wszystkie w deszczu. Sorry, taki mamy klimat.

  16. Pawian123 napisał(a):

    @czarli
    Uściśliłeś dokładnie to o co mi chodzi. Jasne pierwszy CLS to jest piękna bryka. Ładniejszy niż pierwsza Panamera. Co do CC to podoba mi się ale nie mam zdania. Ja chyba nienormalny jestem bo i tak mi się podoba pierwsza Panamera 😉
    @Daozi
    Dokładnie to. Macan robi pozytywne wrażenie. Sam nie wiem jak im się to udało. No ale podoba mi się też Arteon więc chyba Niemcy wreszcie pozwalają sobie na więcej. Ładniej 😉

  17. Pawian123 napisał(a):

    A i tak . Połączenie sedana z opadającym dachem jak BMW 4 i 6 Gran Coupe ładne jest tak jak i Audi A7, A5. Przekonało mnie jak przyjrzałem się z bliska. W prasie nie bardzo. I w necie też.

  18. Aleksander napisał(a):

    Mnie z Mazd najbardziej podoba się RX 7 ostatniej generacji. Ciekawi mnie czy też jest w kolekcji, bo z ogromną ciekawością bym o niej poczytał kiedyś 😉 To jeden z nielicznych japońskich samochodów, na który zawsze gapię się tak długo, jak tylko jest w zasięgu wzroku. Lubię jeszcze Hondę NSX, Datsuny serii Z, aż do ostatniego Nissana 300 ZX.

    Co do RX 8 to raczej nie ma sensu narzekać na to, że trzeba remontować silnik. Szczerze mówiąc nie wiem ile ten model kosztuje, ale jeśli faktycznie jest tani jak barszcz, to nawet doliczając od razu 10 tys. zł za remont, to dalej będzie tanio, jak za tak ciekawy samochód. Starszymi samochodami sportowymi raczej nie jeździ się do pracy codzienne 100 km w jedną stronę, więc jeden remont spokojnie wystarczy. W każdy ciekawszy samochód zawsze trzeba włożyć na początku jakieś pieniądze, więc Wankla w RX 8 rozpatrywałbym raczej jako okazję niż problem 😉

    • truten23 napisał(a):

      „W każdy ciekawszy samochód zawsze trzeba włożyć na początku jakieś pieniądze, więc Wankla w RX 8 rozpatrywałbym raczej jako okazję niż problem 😉”
      Po rozpoczęciu przygody z Jagiem, zgadzam się w 100 procentach 😀

  19. mocnyvito napisał(a):

    no właśnie… starszymi

    a tu mówimy o aucie produkowanym w latach 2003-2012

    takze troche śmieszne że bedzie wystawiane na targach retro

    a sam mam z nim doswiadczenia także:
    kolega kupil w 2009 , jezdzil kilka lat potem sprzedał dalej

    na autostradzie lata pieknie , dynamika , elastyczność super
    i nie tak zle z zawieszeniem , to byly czasy gdy gps w polsce jeszcze nie byl tak oczywisty , i omijajac korek , wkierował nas na jakąś gruntówke , kolega jechał nią dośc szybko – dało rade 😉

    • SzK napisał(a):

      Na targach retro auto było wystawione jako część kolekcji, zawierajacej też starsze RX-7mki. To zmienia postać rzeczy,

1 Pingi/Trackbacki dla "PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: RENE(SI)SANS WANKLA…?"
  1. […] za to szerokość (1.812 mm) i wysokość (1.303 mm z soft-topem). To proporcje porównywalne z Mazdą RX-8 (4.425 x 1.850 x 1.340 […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*