ŚWIĄTECZNE ŻYCZENIA PLUS BONUS

Foto: Derek Bruff, Licencja CC

Jednocześnie ogromnie dziękuję Wam za to, że tutaj bywacie i powracacie. Dla mnie to między innymi Wy jesteście wspomnianymi wyżej, wspaniałymi ludźmi z otoczenia, którzy nadają sens wszelkim wysiłkom i staraniom, a przez to motywują do dalszego działania, pozwalają się cieszyć i odczuwać spełnienie. W prywatnych rozmowach nieraz opowiadam, że to właśnie Wy, Czytelnicy Automobilowni, z Waszą wiedzą, doświadczeniami i życzliwością, czyli tym wszystkim, czym cały czas się tutaj dzielimy – niby wirtualnie, ale tak naprawdę, to jak najbardziej realnie – pozwalacie mi nieustannie się rozwijać. Dziękuję!!

Jak co roku, w Boże Narodzenie planuję zrobić sobie kilkudniową przerwę od gryzmolenia, dlatego kolejny tekst ukaże się z lekkim poślizgiem. Jednak inaczej niż zwykle, jako załącznik do życzeń przygotowałem niezbyt obszerną co prawda, ale dodatkową treść.

***

W ramach dodatkowej treści zapraszam wszystkich na film fabularny.

Spokojnie – film będzie krótki, zaledwie 8,5-minutowy. Za to dość głośny, zarówno w sensie dosłownym, jak i przenośnym. Jego reżyserem, scenarzystą, producentem i głównym realizatorem jest Francuz, Claude Lelouch. On też gra główną rolę, choć robi to w zdecydowanie nietypowy sposób, bo… ani razu nie pojawia się na ekranie.

Geneza dzieła jest dość niecodzienna: oto w lecie 1976r. Lelouch zakończył pracę nad jednym ze swych ważniejszych filmów, „Si c’était à refaire” (polski tytuł – „Druga szansa„). Ponieważ zostało mu w zapasie trochę 35-milimetrowej taśmy filmowej, postanowił przy jej użyciu zrealizować swoje dawne marzenie, które obejrzycie za chwilę.

Taśmy zostało tylko około 300 metrów, co oznaczało, że całe marzenie należało bezwzględnie nakręcić za pierwszą próbą, bez cięć, dodatkowych klapsów i powtórek, słowem – całkowicie na żywca, bez żadnego montażu. No i niejako poza programem, metodą zupełnie amatorską i bez dodatkowego budżetu.

W tamtych czasach ciągle dało się tak działać i tworzyć przy tym epokowe dzieła. Trochę jak konstruktorzy Syreny Sport, która też powstawała jako spełnienie osobistego marzenia, po godzinach, bez wiedzy tzw. oficjalnych czynników i bez formalnego budżetu. Zresztą, w podobny sposób rodziła się nie tylko Syrena Sport, ale i prawdziwe, automobilowe pomniki, jak Mercedes 300 SEL 6,3, silnik BMW Neue Klasse, a częściowo również Jaguar E-Type.

8,5-minutowy film Leloucha nie należy co prawda do pomników kinematografii, ale z pewnością jest godny naszej uwagi. Nosi tytuł „C’etait un Rendez-Vous„, po polsku – „To była randka„. Nie opowiada on jednak o samej randce, ale o drodze na nią.

Randka, jak to w filmach, miała się odbyć w Paryżu, a dokładniej – przy bazylice Sacré-Cœur wieńczącej wzgórze Montmartre. Godzina spotkania nie jest znana, wiadomo jednak, że spieszący na nie mężczyzna jest wyraźnie spóźniony, bo spieszy mu się okrutnie…

Żeby zbytnio nie przeciągać: Lelouch zamontował szerokokątną, 35-milimetrową kamerę pod przednim zderzakiem swojego własnego Mercedesa 450 SEL 6,9. Wersja auta jest tutaj bardzo ważna, bo zastosowane w niej hydropneumatyczne zawieszenie na licencji Citroëna jako jedyne w ówczesnym świecie z powodzeniem wystarczało za skuteczną stabilizację obrazu (tak – obyło się bez smartfona z dwoma obiektywami i mocą obliczeniową tryliona milionów bilionów operacji na sekundę). Pierwotny plan zakładał użycie znacznie bardziej romantycznego modelu – Ferrari 275 GTB, które również znajdowało się w posiadaniu reżysera. Niestety, jego resorowanie nie nadawało się do takich zadań, ostatecznie więc włoski bolid użyczył tylko fenomenalnego głosu swej 3,3-litrowej V12-tki: w duecie z pięciobiegową skrzynią wymagającą redukcji z soczystym międzygazem, zapewniała ona znacznie lepsze wrażenia od niemal idealnie wytłumionego, niemieckiego V8 z leniwym, trzystopniowym automatem.

Trasa dojazdu na randkę rozpoczyna się na zjeździe z autostradowej obwodnicy Paryża w kierunku Porte Dauphine i prowadzi kolejno przez najsłynniejsze rondo świata na placu Charlesa de Gaulle’a (okrążające napoleoński Łuk Triumfalny), Pola Elizejskie, plac Concorde ze starożytnym obeliskiem egipskim (gdzie  znajduje się siedziba Automobilklubu Francji oraz FIA), nabrzeże Quai des Tuileries nad Sekwaną, dziedziniec Luwru, plac Opery i plac Pigalle, a potem wąskimi uliczkami pod górę, na szczyt Monmartre’u. Razem 10,6 km. Z czasu przejazdu daje się łatwo wyliczyć przeciętna prędkość – około 80 km/h.

Ponieważ Lelouch nie dysponował większymi środkami, zrezygnował z występowania do merostwa o zamknięcie trasy przejazdu, zresztą pewnie i tak by jej nie otrzymał. Ograniczył się jedynie do wyboru najbezpieczniejszej pory (niedzielny poranek, około godziny 5.30h), ze świadomością, że jakiekolwiek komplikacje udaremnią projekt z braku dodatkowej taśmy. Na szczęście komplikacji nie było, a raczej – dało się zaimprowizować sposób ich pokonania: zaparkowaną na środku ciasnej uliczki śmieciarkę bohater ominął chodnikiem (5m:15s), zaś ujrzawszy dostawczą furgonetkę blokującą ulicę Lepic przerwał manewr skrętu w nią i pojechał objazdem (6m:10s). Szczęśliwie, taśmy starczyło.

Claude Lelouch – bo to on sam przez cały czas prowadził samochód – opowiadał, że na paryskich bulwarach osiągał momentami 200 km/h, choć z obliczeń wynika, że raczej nie przekroczył 140-tu. Z całą pewnością zignorował za to mnóstwo czerwonych świateł i ulic jednokierunkowych, nie mówiąc o takich drobiazgach jak przejeżdżanie ciągłych linii i wymuszanie pierwszeństwa. Warto też zwrócić uwagę na wymijane pojazdy, mrugające wymownie długimi światłami. Z kolei na ślepym wyjeździe z dziedzińca Luwru (3m:30s)…

W owym miejscu stał asystent Leloucha, Élie Chouraqui, dzierżący w dłoni walkie-talkie. Jego zadanie polegało na obserwacji wyjazdu i ewentualnym krzyknięciu przez radio, jeśli w krytycznym momencie droga nie byłaby wolna. Niestety, krótkofalówka uległa awarii, a przerażony Chouraqui nie miał żadnej możliwości komunikacji z kierowcą, który, z braku ostrzeżenia, nie zdjął nogi z gazu… Cudem akurat nic nie jechało….

Na miejscu, pod samym Sacré-Cœur, Lelouch parkuje przy krawężniku i w akompaniamencie dzwonów bazyliki wybiega z samochodu wprost w ramiona wchodzącej właśnie po schodach Gunilli Friden – swojej prawdziwej partnerki z tamtego okresu. Te trzy osoby: Lelouch, Chouraqui i Friden, wraz z operatorem kamery, Jacques’iem Lefrançois, oraz technikiem, Henri Quérol’em, stanowiły całość ekipy filmowej.

***

Wokół filmu narosło wiele mitów. Najbardziej rozpowszechnione z nich mówią, że użytym samochodem było Ferrari (w istocie pochodziła z niego tylko „ścieżka dźwiękowa”), że jako kierowca występował któryś z czołowych kierowców wyścigowych świata (w tym kontekście najczęściej przewijają się nazwiska Jacky’ego Ickxa i Mario Andrettiego), a także – że zaraz po premierze filmu Lelouch został aresztowany. Żadna z tych historii nie jest prawdziwa, zaś co do reakcji stróżów prawa, to oficjalna biografia reżysera, którą napisał Jean-Philippe Chatrier, opowiada inną wersję – według niej artysta został wezwany na przesłuchanie do prefekta paryskiej policji, który poprosił Leloucha o prawo jazdy: „Ustawa obliguje mnie do odebrania go panu” – powiedział, lecz kilka sekund później dodał: „Ale nie precyzuje, na jak długo” – po czym zwrócił dokument. Czuję w kościach, że dzisiaj historia skończyłaby się inaczej…

Oczywiście, nie obyło się bez głosów oburzenia i potępienia bezmyślnego narażania życia pieszych i innych uczestników ruchu (w stu procentach zrozumiałych w tej sytuacji) i medialnych dyskusji. Wskazywano, że jakkolwiek ten sam reżyser kręcił już podobne sceny (w obrazie „Le Chat et la Souris„, po polsku „Kot i mysz„, z 1975r.), to tam jednak postarał się o zamknięcie trasy dla ruchu i zabezpieczenie policyjne. Tym razem tego zabrakło.

C’etait un Rendez-Vous” stało się inspiracją dla kilku późniejszych dzieł. Przykładowo, w podobnej konwencji nakręcono reklamę Nissana 350Z i inną, pokazującą aktualnego Mustanga. Fragment dzieła został też wykorzystany w teledysku „Open Your Eyes” grupy Snow Patrol.

Jednak w pierwszej kolejności polecam obejrzeć oryginał, bo czegoś takiego już nikt pewnie nigdy nie nakręci. Nie tylko z uwagi na policję (która dzisiaj nie zabrałaby Lelouchowi prawa jazdy na 5 sekund ani nawet 5 miesięcy, tylko prawdopodobnie użyłaby broni palnej) – po prostu, w XXI wieku żadnemu filmowcowi nie pozostaje po robocie nadmiarowa taśma 35 mm!! 😉

P.S. Nie naśladujcie wybryku Claude’a Leloucha, ani w Paryżu, ani nigdzie indziej na świecie. To ekstremalnie niebezpieczne i nieodpowiedzialne!!

Share Button
Tagi: , ,
43 comments on “ŚWIĄTECZNE ŻYCZENIA PLUS BONUS
  1. Prizes pisze:

    Serdeczne życzenia świąteczne i noworoczne dla Pana i rodziny.

  2. Krzysiek3452 pisze:

    Historię filmiku znałem, ale jak zawsze automobilownia zaskoczyła nowymi detalami tej opowieści. Dzięki Szczepanie za to co robisz, w przyszłym roku życzę Ci dużo zdrowia, cierpliwości i jeszcze większej ilości pomysłów na nowe wpisy 😉 A przez święta spokoju i odpoczynku, który z pewnością się przyda Tobie jak i nam wszystkim. 🙂

  3. Padalec pisze:

    Wszystkiego dobrego! Życie bez Automobilowni, autora i współczytelników byłoby wybrakowane.

    Dzięki za prezent, świetny film. Pomijając zdrowie psychiczne (lub kompletny jego brak) pana reżysera, zadziwiające jest jak łatwo można zidentyfikować mijane samochody. Niby ciemne, rozmyte a wystarczy jedno załamanie światła na karoserii by rozpoznać model lub chociażby narodowości danej maszyny. Zaparkowane auta ogólnie wyglądają zjawiskowo, właśnie przez to specyficzne, poranne światło.

  4. maxx304 pisze:

    Szczepanie, życzę wytrwałości i niezliczonych pomysłów na kolejne wpisy. Automobilownia to dla mnie rzetelne źródło wiedzy motoryzacyjnej i skarbnica ciekawostek, z której czerpię pełnymi garściami. Wiedza i kultura wypowiedzi, zarówno Twoja, jak i komentujących, czyni przebywanie tutaj prawdziwą, czystą przyjemnością. Dziękuję. Co do samego filmu… Wygląda na to, że przyczyną wszelakich wyścigów samochodowych jest płeć piękna 😉

  5. Lysy1303 pisze:

    Ostatnio szukałem tego filmu ale nie znalazłem. Dzięki 🙂

  6. Hurgot Sztancy pisze:

    1:23 – czyżby?

    Wesołych! Oby Mikołaj/Gwiazdor/Dzieciątko/Aniołek przyniósł coś fajnego 🙂

  7. Nysan pisze:

    W 1 minucie i 22 sekundach filmu w okolicach Łuku Triumfalnego Mercedes/ Ferrari wyprzedza Dużego Fiata Redaktora Maja. Fiat 125p ma 82 km i pięciobiegową skrzynie. Redaktor Maj nie ściga się, wie że jest lepszy siłom i godnościom a poza tym , jedzie do Marsylii walczyć z handlarzami broni z Organizacji W.

  8. gumi pisze:

    Zbyt wiele osób które znałem STRACIŁO ŻYCIE przez takich kierowców jak ten reżyser, zbyt wiele takich „reżyserów”(kamera wisi pod lusterkiem wstecznym) próbuje zabić i mnie, zbyt wiele osób nie dożyje do nowego roku przez podobne popisy, żebym mógł sobie to spokojnie oglądać.Pozostało ściemnić ekran do zera i wsłuchać się w V12…
    PS.Nie, nie mam 60lat.
    Wesołych.

  9. Klakier pisze:

    Dołączam się do życzeń Świąteczno Noworocznych dla Ciebie Szczepanie twojej żonki ,rodzinki jak również dla wszystkich tutaj zaglądających.
    Co do niezbyt rozważnego zachowania na które zwrócił uwagę gumi oraz ostrego brzmienia nie koniecznie samochodowego silnika pozwolę sobie wkleić link ostro brzmiący trochę nie w temacie samochodów choć też tam statystują ale jak najbardziej w temacie niezbyt rozważnego zachowania…
    https://www.youtube.com/watch?v=DxWV1os7wus

  10. michau pisze:

    Najlepsze życzenia zdrowia sił twórczych dla Ciebie a dla siebie i tu zebranych – owoców tychże 🙂

  11. Mav pisze:

    Czyżby kogoś zainspirował materiał Clarksona w nowym odcinku The Grand Tour? Przecież to nie może być przypadek 😉

    Spokojnych i wesołych Świąt Wam wszystkim!

    • SzK pisze:

      Szczerze, to nie oglądam Grand Tour, bo po prostu nie mam kiedy. A film Leloucha wpisałem sobie do kajetu po artykule w Classic Auto, ale to było wiele miesięcy temu.

  12. benny_pl pisze:

    dziekujemy i wzajemnie Wszystkiego Najlepszego 🙂
    a co do filmu, to fajnie zmontowany, caly efekt daje ten silnik Ferrari calkiem niezle wkomponowany, tyle ze z duzo wiekszymi predkosciami obrotowymi, bo obiektywnie patrzac, to tylko czasami faktycznie jechal dosc szybko, i wcale nie bylo jakos szczegolnie niebezpiecznych momentow, jedynie te z przecinaniem wielopasmowych ulic na czerwonym 🙂
    ps. Tico na wysokich obrotach brzmi podobnie 😉 uwielbialem nim jezdzic, ale juz sprzedalem zeby sie nie zabic 😉

  13. Fabrykant pisze:

    Spokoju i samych przyjemności na Święta!

  14. SMKA pisze:

    „która dzisiaj nie zabrałaby Lelouchowi prawa jazdy na 5 sekund ani nawet 5 miesięcy, tylko prawdopodobnie użyłaby broni palnej”

    Nie przesadzajmy- wątpię aby do gościa strzelano, zakładając że zatrzymał by się na wezwanie. Swoją drogą, nie tak dawno temu w Polsce było dość głośno o wyczynach niejakiego „Froga”, które zresztą zostały sfilmowane- z tego co kojarzę nikt do niego nie strzelał (no, ale Polska to nie Europa zachodnia).

    PS. też dojrzałem tego Fiata 125p, ale myślałem że to może być włoski Fiat 125, a w sumie włoski (zachodni) samochód we Francji to chyba nawet w tamtych czasach nie był jakiś ewenement. Teraz dopiero widzę że to Polski Fiat.

    A, Maluch też się załapał- http://www.imcdb.org/vehicle_112731-Fiat-126-126A-1973.html

    • SzK pisze:

      Masz rację – Polska to nie Zachód. W niektórych krajach można trafić do aresztu za 30+.

  15. Carman pisze:

    Ja również życzę wszystkim czytelnikom wszystkiego co najlepsze na Święta i na nadchodzący Rok. Naturalnie również specjalne życzenia z podziękowaniem dla Szczepana. Skoro fakt, że czytamy Twoje wpisy Cię cieszy, a dla nas jest to ogromna przyjemność to mamy układ idealny 🙂 . Wszyscy zadowoleni.

    PS: Przy fragmencie o tym, że Mercedes bardziej nadawał się za „statyw” kamery przypomniał mi się pewien test z TopGear. Clarkson testował Citroena C6 i wykonał pewien test porównawczy. Na archiwalnym materiale mogliśmy zobaczyć słynną DS jako nośnik kamery na konnym wyścigu. Na nierównej drodze wzdłuż toru tylko ona zapewniała wystarczającą stateczność obrazu. Później powtórzył ten wyczyn właśnie C6’tką i nowym BMW 5. Francuski pojazd okazał się pod tym względem godnym następcą „bogini” 😉 .

  16. Fabrykant pisze:

    Wieczorem obejrzałem wreszcie cały film. Zielona Celica! Duży Fiat! Dwa Mustangi! Jaguar E! NSU Ro 80! (przy śmieciarce), Pani z pieskiem! (przy śmieciarce). Trzy śmieciarki! No i przede wszystkim przyspieszone zwiedzanie Paryża! Ja tam byłem, Tony Halik, ale w tempie piechura.
    Wszystko wstrząsające. Najbardziej wstrząsający jest ostatni odcinek – wjazdu na wzgórze Montmartre, pałowany bez litości po wąskich uliczkach, gdzie nie było widać przecznic i tego czy coś z nich nie wyjedzie.
    O tempora! O mores! O k…
    Domyślam się też dlaczego mrugają światłami auta z naprzeciwka – raczej nie z powodu prędkości Leloucha, tylko dlatego że jechał na długich światłach. Poblask kładzie się na bruku i odbija w witrynach.
    Generalnie cymes.
    Najlepszy niematerialny prezent świąteczny jaki dostałem. Dziękuję Mikołaju!

  17. Autosalon pisze:

    Ewidentnie przez 80 procent trasy była czerwona fala. Nie zmienia to faktu ze przypominało mi to jazdę pewnego rosjanina w M5 – tylko samochodów mniej. Po specyficznym”siadaniu” karoserii na dłuższych zagłębieniach widać że to samochód z miękkim zawieszeniem. Przejazd udał się cudem, to był przypadek że nikt nie zginął, bo w tych warunkach niewiele zależało od umiejętności kierowcy.

  18. Autosalon pisze:

    A propo , rosyjska edecja francuskiej wersji https://m.youtube.com/watch?v=aE-Xahp5q8s

    • Aleksander pisze:

      To nie był Rosjanin, tylko Gruzin, nazwyał się Giorgi Tevzadze. Filmy były nagrane w Tibilisi. Niedługo po tej serii nagrań zginął w swoim BMW E34 M5, co ciekawe jechał wtedy jako pasażer, a nie za kierownicą. Lubiłem oglądać te filmy, to aż nieprawdopodobne, ale tam akcja na drodze była lepsza niż w wysokobudżetowych filmach sensacyjnych, tyle że działa się naprawdę.

  19. Pawian123 pisze:

    Wszystkiego dobrego Szczepanie i wszystkim tu bywającym fajnie że jest taki blog i ludzie z wspólną pasją do prawdziwej motoryzacji. Jest z kim pogadać. A film oczywiście znam. Genialny. Dzięki za przypomnienie.

  20. Pawian123 pisze:

    Hm… To jest lepsze niż Steve McQueen w Bullitcie

  21. Maliszep pisze:

    Bardzo fajny film. Kiedys juz go widzialem, ale teraz ogladalo sie go zupelnie inaczej, po przeczytaniu wstepu od Szczepana.

    Wydaje mi sie tylko, ze troche dramatyzujesz z ta strzelanina. Wystarczy obejrzec getaway in Stockholm…
    A co do techniki krecenia filmu… polecam obejrzec niemiecki film sensacyjny (brrr jak to brzmi) Victoria.
    Jest to pelnometrazowy film nakrecony jednym ujeciem. Jak dla mnie brawurowo. Jest tam wszystko, cala historia lacznie ze strzelanina z policja. Taka a nie inna technika sprawia, ze czlowiek autentycznie ma wrazenie jakby byl „jednym z nich”, cieszy sie i placze razem z glownymi bohaterami.

    A poza tym, Zycze Wesolych rodzinnych Swiat i Szczesliwego Nowego roku. Zeby akumulator w 2018 Ci sie nie rozladowal, ewentualnie zeby nie bylo zadnej awarii alternatora, cobys wciaz mial energie do raczenia nas kolejnymi wpisami 😉

    • SzK pisze:

      Z tym strzelaniem to jest lekka hiperbola, ale tylko lekka. Nie wymyśliłem jej zresztą sam – usłyszałem na Rajdzie Żubrów od Włochów komentujących styl jazdy pewnego zawodnika na dojazdówkach (powiedzieli, że u nich za taką jazdę zostałby nawet nie aresztowany, tylko zastrzelony).

  22. szarek pisze:

    Coś podobnego jak ten filmik trafiło mi się obejrzeć jak mieszkałem w RPA. Może to byl nasladowca pierwowzoru a może całkiem niezależnie obaj mieli to samo w głowie lub te same kłopoty z głową.

  23. radekrp90 pisze:

    Świetny temat – nie miałem, szczerze mówiąc, pojęcia o takim nagraniu.
    Swoją drogą przypomina mi to nieco inne nagranie nazywane (choć nie wiem czy to poprawny tytuł) „Gateway in Stockholm – Porsche 911”.

    Efekt naginania/łamania przepisów bardzo podobny jeśli nie nawet bardziej naginany.

    https://www.youtube.com/watch?v=eAEPLTVWpus

  24. Krzyś pisze:

    Ja dopiero dziś przeczytałem powyższy wpis. Niemniej jednak dołączam się do życzeń choć pora jest już poświąteczna i gratuluję 20 lat za kółkiem, jak przeczytałem na facebooku. Jednocześnie chciałbym podziękować Autorowi za czas poświęcony na prowadzenie tej bardzo wartościowej strony i ogromny wkład i zaangażowanie w publikowane treści. Automobilownia to ewenement w internecie. Zawsze wchodzę tu z przyjemnością bo interesujące są tu nawet artykuły opisujące te nieliczne gałęzie motoryzacji, które mnie zbytnio nie interesują!

    A co do filmu – przyznam szczerze, że wcześniej go nie znałem. To ciekawe świadectwo tamtych czasów. Paryż inny niż dziś – taki spójny, estetyczny, ładny. Same fajne samochody na ulicach, jak już zostało to wspomniane w komentarzach – tak łatwo rozpoznawalne i charakterystyczne.

  25. Aleksander pisze:

    Trochę już późno na życzenia świąteczne, ale chciałbym chociaż życzyć Autorowi i Czytelnikom Szczęśliwego Nowego Roku 🙂

    Co do głównego filmu, to najbardziej rzucają mi się w oczy przejazdy na czerwonych światłach przez ruchliwe ulice. Czerwone światło, samo w sobie, nie jest niebezpieczne, o ile nic nie jedzie. Pokonując skrzyżowania bez żadnego zwalniania przed wjazdem, nie ma jak rzucić okiem, choćby na ułamek sekundy, czy da się przejechać. W takich warunkach o wypadku decyduje tylko przypadek, pech lub szczęście. Mając w garażu Mercedesa 450 SEL i Ferrari 275 GTB byłoby strasznie głupio umrzeć zbyt wcześnie 😛 No ale czego nie zrobi artysta dla sztuki.

    Film z Nissanem ogólnie w porządku, tylko sposób dogrania dźwięku silnika strasznie mnie drażni. Niezależnie czy obraz jest z kamery z przodu, z tyłu, z oddali, czy z wnętrza, to dźwięk jest zawsze identyczny. A przecież samochód inaczej brzmi spod maski, inaczej z wydechu, nie mówiąc o wnętrzu. W oryginalnym filmie nie ma tego problemu, bo jest tylko jedna kamera.

    Mój ulubiony pościg filmowy pochodzi z Ronina. Jazda i poślizgi są realistyczne, wszystko zrobione naprawdę, bez przyspieszeń nagrania, zbędnych hollywoodzkich efektów specjalnych (no może poza wybuchami innych samochodów), dźwięki takie jak być powinny, brak nieskończonej ilości zmian biegów.
    https://www.youtube.com/watch?v=4Wo99w9UlS8

    Jeszcze coś mi się przypomniało, dwie wtopy w jednym filmie od BMW. W pierwszych sekundach to w ogóle nie jest fabryczny dźwięk od M5 F10. Na nagraniu brzmi jak stare, uczciwe i wolnossące V8 w sportowym samochodzie. W rzeczywistości wydaje dźwięki jak większość dzisiejszych doładowanych silników, które niezależnie od liczby i układu cylindrów, głownie buczą i pierdzą. Zaraz po tej przegazówce, zaczyna palić gumę. Tu jest drugi problem, bo to M5 niby pali gumę w miejscu, tylko że nie świecą się światła stop. W pierwszym przypadku rozumiem nawet zmianę dźwięku, oryginalny jest powodem do wstydu w samochodzie tej klasy. Ale to drugie, to zwykłe niedopatrzenie.
    https://www.youtube.com/watch?v=ZDuxWGHA-Z4

    Jeszcze chciałbym wrócić parę artykułów wstecz, do tych Lotusów. Mi brakuje wiedzy, a tutaj na pewno jest wielu czytelników z odpowiednimi doświadczeniami, lub chociaż wiedzą teoretyczną pod tym względem materiałów. Elise S2 ma aluminiową ramę i kompozytowe nadwozie. Nigdy nie widziałem takiej konstrukcji, nie znam nikogo kto miał, a bardzo mnie ciekawi, jak wyglądają naprawy? Czy nadwozie z włókien szklanych się jakoś naprawia, czy trzeba kupować nowe elementy? Jeżeli po wypadku podwozie z wyprasek stopowych ulegnie uszkodzeniu, to da się naprawić? Czy naprawiana rama całkowicie wyklucza sens takiego zakupu? Jakie mogą być problemy z takimi naprawianymi podwoziami i nadwoziami?

    • benny_pl pisze:

      aluminium mozna normalnie spawac TIG-iem, tyle ze takim lepszym, ktory ma funkcje AC (aluminium spawa sie pradem przemiennym) spawa sie to troche trudniej od zwyklej stali (najlatwiej i najprzyjemniej spawa sie kwasowke) ale po kilkunastu minutach prob daje sie rade 🙂

      natomiast nadwozia laminatowe (z wlukien szklanych) naprawia sie tak samo jak naprawia sie roznego rodzaju łódki – one tez sa z laminatu i tez to sie naprawia, a nawet mozna to kopiowac poprzez zrobienie formy z uzyciem orginalnego elementu i potem robieniem kopii za pomoca zrobionej formy
      dla przykladu:
      https://www.youtube.com/watch?v=aN9-e-q4dNc

    • truten23 pisze:

      Tak Jak mówi benny, laminat też się naprawia. Ale laminat to nie tylko auta sportowa i trampek. To też na przykład Espace III.

    • Aleksander pisze:

      Dzięki benny i truten. Swoją drogą to ciekawe jak szybko i łatwo się zapomina wszystkiego, do czego się nie ma zacięcia i się nie używa. Na studiach nawet miałem materiałoznawstwo i jeszcze parę lat temu coś tam wiedziałem, dziś nie wiem prawie nic 😛 Nigdy nie pracowałem w zawodzie, a jak chodzi o studia to całkowicie się minąłem z powołaniem. Z perspektywy czasu widzę, że do każdego egzaminu mogłem się bez problemu przygotować, ale jak to było wymuszone i bez entuzjazmu, to prawie od razu wylatuje z głowy i chyba nie wyniosłem żadnej wiedzy na lata…
      Co do Lotusa, to doczytałem że rama uchodzi za nienaprawialną i jeżeli została uszkodzona to trzeba ją wymieniać. Więc nawet jeśli da się naprawić ramę, to nikt takiego samochodu później nie kupi. Co do samych laminatów to faktycznie da się naprawiać bez problemów, w Polsce nawet są firmy które produkują te elementy karoserii. Podobno w niektórych Elisach przecieka dach lub bagażnik, a zamykając drzwi z otwartym oknem, można zbić szybę. Ciekawe czy takiego Espace się użytkowało jak normalny samochód.

      • benny_pl pisze:

        studia to wogole sciema, tez bylem, tylko poto, zeby nie isc do wojska 😉
        nie wiem czy espas3 jest plastikowy, napewno 1 i 2 ma poszycia zewnetrzne plastikowe ale co do 3 nie jestem pewien, ale wydaje mi sie ze jest glownie metalowe, a plastikowe to tylko blotniki przednie i klapa tylna, no ale moge sie mylic, bo nie mialem i nie interesowalem sie tym za zbytnio, bo jest paskudny (nie kanciasty)

        a co do spawanej ramy to jesli tylko sie to zrobi w miare ladnie i bedzie prosto jechac to niewiem czemu mial by ktos nie kupic, pewnie nawet tego nie zauwazyl by 😉

      • Aleksander pisze:

        Dzisiaj oglądałem Elisa pod Warszawą. Po wypadku, jak każdy Lotus. Prawe koło wystaje poza obrys o wiele bardziej niż lewe. Właścieciel tweirdzi, że miał krzywą formę do stworzenia laminatu, a rama jest dobra i to tylko kwestia tego nadwozia, które można poparawić. Ja odpuściłem, bo się nie znam, mam dwie lewe ręce i zero technicznych zdolności. Może kiedyś się trafi coś lepszego, nie ma pośpiechu 😉

      • benny_pl pisze:

        mysle ze trzeba pojechac na stacje diagnostyczna na geometrie i jak wyjdzie w porzadku no to albo rama prosta albo dobrze zrobiona, a pozatym powiedziec diagnoscie i zejsc z nim pod auto zeby przyjzal sie ramie czy nic niepokojacego nie widzi
        tak na prawde ogromna wiekszosc samochodow jest mniej czy bardziej powypadkowa, trzeba tylko ocenic jak bardzo powypadkowy byl i jak dobrze zrobiony 🙂

      • Aleksander pisze:

        Na początku tak właśnie chciałem zrobić, ale tamten egzemplarz ogólnie miał sporo niedoróbek, trochę pierdołów też brakowało, wyglądał jak niedokończony. Tak na szybko nie da się obejrzeć ramy, bo jest zakryta płaską płytą na całej długości, trzeba ją odkręcać. Raczej jest krzywa, bo żeby dało się ustawić geometrię, facet zamontował w zawieszeniu jakieś podkładki, pewnie dlatego koło wystaje. Po swoim E30 uważam, że wszystko naprawione byle jak, byle tanio i szybko, w końcu się mści i prędzej czy później nadchodzi moment, że trzeba wywalić i zrobić od nowa 😛 Jak ktoś, tak jak ja, sam praktycznie nic nie robi, tylko zleca wszystko warsztatom, to powinien kupić lepszy egzemplarz.

    • ndv pisze:

      O ile kojarzę w Elise rama jest klejona i nitowana, stopy aluminium są dość chimeryczne jeśli je traktować wysoką temperaturą więc spawanie raczej odpada. Pewnie można wymieniać tylko uszkodzone elementy – pytanie o ich dostępność i cenę.

      W Lotusie panele poszycia raczej nie przenoszą obciążeń więc i kit wystarczy. Swoją drogą laminatowe konstrukcje nośne też się naprawia (bardzo podobna technologia jak przy sklejce;)) ale to wymaga precyzji (są dostępne specjalne maszyny do zapewnienia odpowiednich warunków sieciowania żywicy – HotBonder – takie skrzyżowanie odkurzacza i koca elektrycznego).

  26. truten23 pisze:

    Twojej żonie Szczepanie, Tobie, ale i znamienitym czytającym i komentującym, na zbliżający się Nowy Rok życzę:
    Przede wszystkim zdrowia i spokoju. Ale i aby Wasze punkty wygasiły się bez następców. Żeby mechaniczne rumaki zawsze odpalały bez niespodzianek. Żeby każda podróż kończyła się osiągnięciem celu i bezpiecznym powrotem. Żeby opony traciły trakcję tylko wtedy, kiedy tego chcemy. Żeby odmienność sposobu zasilania pojazdu innych na drodze, nie powodowała w nas agresji czy niechęci. Żeby rozsądek częściej górował na ułańską fantazją. Oraz wyprofilowanych zakrętów 😉
    Wszystkiego dobrego 😀

  27. Film znany od dawna za sprawą fascynacji kinem 😃 niemniej jednak przyjemnie co jakiś czas go sobie odświeżyć.
    Na marginesie dodam, że w filmowym żargonie istnieje coś takiego jak „lelusze” i są to wszelkiego rodzaju nieostre elementy w kadrze wciskane przez tegoż reżysera na pierwszy plan wcu uatrakcyjnienia go wizualnie.
    Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim odwiedzającym Automobilownię i oczywiście samemu Szczepanowi bez którego nie byłoby nas tutaj.