WPIS GOŚCINNY: SREBRNY JUBILEUSZ PIĘKNEGO ŻELAZA W DOBRYM DREWNIE

Dziś, zupełnie wyjątkowo, na Automobilowni ukazuje się gościnny wpis poza normalnym harmonogramem publikacji. Zdecydowałem się na to, ponieważ chodzi o reportaż z niedawnego, wielkiego wydarzenia, które obaj z jego Autorem – jednym z naszych najwierniejszych Czytelników, Hurgotem Sztancy – chcemy przedstawić możliwie szybko.

Tuż po powrocie z rzeczonego zagranicznego wydarzenia Hurgot rzucił się w wir pisarskiej pracy, by zdążyć przekazać mi tekst przed swoim kolejnym, tym razem służbowym wyjazdem. Jestem mu niewypowiedzianie wdzięczny za jego wysiłek i poświęcenie na rzecz jak najszybszego opublikowania tej niesamowitej relacji właśnie tutaj. Chapeau bas!!

W związku z przyspieszonym udostępnieniem niniejszego wpisu kolejny ukaże się 10 dni po wpisie poprzednim – tak, aby zachować średni, pięciodniowy cykl. A teraz już przestaję ględzić i oddaję głos Hurgotowi.

***

Podobno arystokracja to ma klawe życie… Środków nie brakuje, czasu wolnego zapas, włości piękne i rozległe. A jeśli do tego ma się jakąś pasję, to wynik może zadziwić cały świat.

Freddie Richmond zakochał się w motoryzacji podczas studiów na Oxfordzie, gdzie miał okazję praktykować w Bentley Motors. W 1929r. wystartował w swoim pierwszym wyścigu samochodowym, co tak mu się spodobało, że założył własną stajnię wyścigową MG Midgetów, a jadąc jednym z nich wygrał Brooklands Double 12 (rozgrywane zresztą do dziś). Po tym sukcesie zajął się stroną organizacyjną wyścigów i sportu motorowego. W 1935r. odziedziczył po zmarłym ojcu szlachectwo oraz tytuł  IX-go Księcia Richmond. To zmusiło go do przeniesienia się ze Szkocji do posiadłości nazywanej Goodwood w południowej części Anglii. Niedługo po przenosinach Fredericka Gordon-Lennox’a (do księcia przecież nie wypada mówić „Freddie”) wybuchła II wojna światowa. W jej trakcie służył on w Royal Air Force, a na części jego włości RAF zbudowała bazę i lotnisko dla myśliwców. Po wojnie przestały one być potrzebne, ale rozległy, równy teren z utwardzonymi pasami startowymi wydawał się świetnym miejscem do wybudowania toru wyścigowego. Już w 1948r. rozegrano tam pierwsze zawody, które zwyciężył pan o swojsko brzmiącym nazwisku P. de F. C. Pycroft. Aha – klasę 500 wygrał młody, nieźle zapowiadający się zawodnik nazwiskiem Stirling Moss. Kolejne imprezy przyciągały tłumy aż do 1966r., kiedy to właściciele postanowili zrezygnować z przebudowy toru, koniecznej w celu dostosowania go do potrzeb coraz szybszych pojazdów wyścigowych.

Niestety, syn Fredericka nie odziedziczył zamiłowania do sportu motorowego, miał za to inną, nie mniej niebezpieczną pasję – był księgowym. Z naszej perspektywy jego największym osiągnięciem było spłodzenie syna, Lorda Settringtona, późniejszego Hrabiego Marchii, aktualnie XI-go Księcia Richmond. Tenże Hrabia przejął we władanie posiadłość Goodwood pod koniec 1989r. Szybko zainteresował się porzuconym od ćwierć wieku torem i postanowił go ożywić organizując na nim zawody. Jednak ze względu na problemy z uzyskaniem wszystkich pozwoleń i inne kwestie zapewne bardziej zrozumiałe dla jego ojca, postanowił urządzić imprezę u siebie na podwórku. A ponieważ posiadłość leży na wzgórzu, naturalnym wydał się wyścig górski (Hillclimb), na trasie używanej jeszcze przed wojną  – o długości 1,86 km i różnicy wzniesień około 93 metry. Na pierwszy rzut oka trasa może wydawać się mało wymagająca, krótka i płaska, ale kilka zdradliwych zakrętów i zmienne warunki gwarantują regularne przygody i emocje do samego końca. Pierwszy wyścig podwórkowy odbył się w 1993r., a zaproszono nań właścicieli historycznych pojazdów. Ponieważ wydarzenie to było czymś więcej niż tylko wyścigiem – raczej świętem maniaków prędkości – nazwano je Goodwood Festival of Speed. Przyciągnął on aż 25 tysięcy widzów, mimo że kolidował czasowo z wyścigiem Le Mans 24h. Od tamtej pory Książę zawsze dba, aby jego festiwal nie musiał przyćmiewać Le Mans ani Formuły 1 i zaprasza wielu kierowców startujących i tu, i tu.

Dom Goodwood

 

Podwórko (dwór lub pole, do wyboru)

***

W 2018r. przypada 25-ty jubileusz Goodwood Festival of Speed. Kiedy się tam wybrać, jeśli nie teraz? Zapewne 50-ty będzie jeszcze huczniejszy, ale kto wie, czym będziemy się wtedy interesować? Na początku roku wraz z grupką znajomych podjęliśmy decyzję, że nie ma na co czekać i należy zacząć przygotowania. Okazało się, że był to ostatni dzwonek – ilość biletów jest ściśle ograniczona (150 tysięcy), a baza noclegowa – dość skromna. Nie muszę dodawać, że ceny osiągają niebotyczne poziomy. W styczniu najtańszy pokój w okolicy (20 km od domu Goodwood) kosztował 200 funtów za noc. Najdroższy ponad 1000. Po przetrawieniu pierwszego szoku zabukowaliśmy hotel, kupiliśmy bilety i zaczęliśmy się zastanawiać nad transportem. Po lewej stronie nie jeździmy, więc trochę strach wypożyczać auto lub jechać swoim taki kawał. Wybór padł na samolot i dobrodziejstwo lat ostatnich, czyli Uber. Koszt biletów lotniczych jest bardzo zmienny, więc nie ma sensu się nad nim rozwodzić, ale Uber z Heathrow do Chichester (gdzie mieści się posiadłość Goodwood) kosztował około stu funtów – gdy rozłoży się to na kilka osób, wychodzi taniej niż komunikacja zbiorowa. Po tygodniu dostaliśmy informację, że hotel odwołał rezerwację (nie dziwię się, zapewne wynajął nasz pokój o 50% drożej). Postawieni przed faktem zarezerwowaliśmy glamping – tak, glamour camping. Koszt ten sam, ale bliżej podwórka i otaczającej go atmosfery pikniku i święta. Na miejscu glamping okazał się dość sporym namiotem z dmuchanymi, grubymi materacami i pościelą. Na cztery noce, dla kilku zdrowych chłopów – w sam raz. Dodatkowy plus – darmowe autobusy do Goodwood. Zanim jednak dotarliśmy na samo wydarzenie przeszliśmy się po polu namiotowym. Hmmm… właściwie mógłbym zrobić ze sto zdjęć ekstra samochodów i wrócić do domu szczęśliwym – Ferrari, McLaren, Porsche, Cobra, Caterham, Nissan ElgrandJaguarów, eMek, AMG nie warto wspominać. A jest też tzw. Performance Parking, gdzie dopuszczone są tylko samochody z listy opublikowanej przez organizatorów (nie, Audi S6 ani Octavii RS nie wpuszczą).

Takie dojazdówki

 

Glamour Camping

 

Prestiż, aż chrupie!!

 

Porządny camper

 

Lotus albo Kia, nie pamiętam (a obok CLK!! – SzK)

 

Dla fanów JDM

 

Dakarowa Ka w klasycznych barwach Rothmans

 

Przedwojenny Adler przyjechał aż spod Frankfurtu

 

Na tabliczce znamionowej – numery seryjne zespołu napędowego, układu kierowniczego i elementów zawieszenia, a pod spodem uwaga: „powyższe numery muszą być dołączone do każdej reklamacji lub zamówienia części zamiennych, obok numeru ramy i silnika

 

Jak glamping to glamping!!

 

Kolejny szok następuje po faktycznym przekroczeniu bram Goodwood. Na starcie wita was Lancia HF Integrale i AE86, po przeciwnej stronie firma reklamująca felgi na Lamborghini i McLarenie, a jeszcze dalej – motocykle crossowe skaczące kilkanaście metrów w górę… Gdybym miał aparat na klisze, wycykałbym wszystkie klatki w 15 minut i miał resztę czasu na oglądanie pozostałych cudowności. Ale błąd byłby to wielki, gdyż prawdziwe smaczki ukrywają się gdzie indziej i na takie przeciętniaki szybko przestaje się zwracać uwagę.

Bileciki do kontroli!!

 

Taka niespodzianka

 

„Garbus” Sport

 

Na to już nikt nie zwracał uwagi…

 

Warta tyle, co samochód mojej żony

 

Sam teren festiwalu podzielony jest na kilka głównych części. Jest część dla wystawców, gdzie można zareklamować swoje produkty bądź sprzedać kilka rzadkich okazów. To tu kupicie koszulki, kubeczki i resoraki dla małego. Albo replikę Cobry za 60 tys. funtów. Był też polski akcent – firma HOMA RS produkuje zaktualizowane wersje Porsche Carrera RS. Jest to taki polski Singer, jednak używający podwozia z 911, model 993, a nie 964. Podobno ma to ogromne znaczenie dla prowadzenia auta. Wnętrze i wygląd na zupełnie przyzwoitym poziomie. Cena – ok. pół miliona euro. Na stoisku Homy spotkaliśmy Piotra R. Frankowskiego – zapewne kojarzycie człowieka. Był redaktorem naczelnym „Top Gear Polska„, „Moto Magazynu” czy „Motoru„. Ten facet bywa na Goodwood od 10 lat i ma parę rzeczy do powiedzenia o tym wydarzeniu. Warto posłuchać, bo samemu się tego nie zauważy.

Kawałek dalej umieszczone są efektowne budynki (nie hale, bo mają po kilka pięter) zajmowane przez poszczególnych producentów, takich jak BMW, Ford, Lotus, Aston-Martin, Tesla czy Honda. Każdy chwali się tym co ma najlepszego – na przykład taka Honda przywlokła w tym roku Civica startującego w BTCC, NSX w specyfikacji GT3 i aktualny bolid (niektórzy nie lubią tego określenia, ale lepszego chyba nie ma) Formuły 1 zespołu Toro Rosso. Gdy znudziły Ci się Hondy, szedłeś do Astona, potem do Lotusa, Maserati albo Polestara.

Dużo Hondy

 

Jeździł niedawno w Le Mans

 

Ten po lewej – droższy o 15k funtów

 

Gwiazda Polarna

 

Czerwony Byk 2018

 

Opony – wyłącznie pokazowe

 

Cały dzień można spędzić w tej okolicy, ale… nie warto, bo niedaleko czai się polanka z kilkunastoma super-samochodami. Naprawdę super-samochodami, nie NSX czy Ferrari 488. Była Zonda, był Koenigsegg, La Ferrari, Porsche 918… Mało? Proszę: Spyker, McLaren P1

Bristol Paskuda, tzn. Fighter

 

Z profilu również nie najpiękniejszy

 

Enzo po kuracji w Maserati

 

Zwykłe Enzo

 

Invicta

 

Nie na angielską pogodę…

 

Jak ta lala!!

 

Jakiś żółwik się tu schował

 

Żółwik w pełnej krasie

 

Kenigsegegegegeg cały z włókna węglowego

 

Niezmiernie efektowny na żywo

 

Pani Ferrari

 

Rzadsza niż P1

 

Szwedzka żabka

 

Śliczna hybrydka

 

Włoski byczek

 

Zonda, uwielbiana przez „Top Gear

 

Veyron, Maserati MC12. A na deser, co kto lubi – Bristol Fighter, Invicta S1 albo McLaren F1. Taka polanka byłaby celem wycieczek szkolnych z całej Polski. A tu – można tak po prostu sobie podejść i zrobić zdjęcie. Nikt na te klejnoty nie chuchał ani nie dmuchał. Można obejrzeć jak genialnie jest wykończona Zonda i jak fatalnie Invicta. Jak brzydkie ma wnętrze Bristol i jak piękne Zonda…. Dość, tego marzenia, pójdźmy dalej. Stoisko Alfy, Mini… nuda. A za horyzontem czai się już Jaguar/Land Rover Experience. Po odstaniu w kolejce (nie dłuższej niż do toalet) można przejechać się Jagiem lub Land Roverem po przygotowanym wcześniej odcinku

Przechodząc na drugą stronę posiadłości napotykamy wystawę Cartiera. Marka cokolwiek luksusowa, więc i eksponaty nie byle jakie. W tym roku podzielone na kilka klas: rówieśników festiwalu (New, when FOS was New), np. McLaren F1, Jaguar XJ220, Bugatti EB110, „pięknych samochodów dla pięknych ludzi” – np. Ferrari Daytona, Maserati Ghibli, Aston DBS V8, Iso Grifo i Monteverdi 375L (moja miłość!!). Tyle piękna w jednym miejscu… aż chciałoby się zostać jednym z tych pięknych ludzi.

Ale były też wystawione wszelkie wersje 2CV, Forda T czy Cadillaców z wielkimi płetwami. A także kilku poprzedników Tesli – elektrycznych pojazdów z początków motoryzacji, jak Cleveland Electric z 1899r. (chyba najstarszy pojazd na festiwalu) czy Edison Electric z 1912-tego.

Dwa konie podatkowe

 

Latający Jaguar

 

Najładniejszy Jaguar, jakiego widziałem

 

A może to jest najpiękniejszy Jaguar…?

 

Chyba jednak ten

 

Biżuteria

 

Chyba Citroën Ami

 

Elektryk z 1902r.

 

Ghibli, historyczna nazwa

 

ISO Grifo dla prawdziwego playboya

 

Jest świetny, ale tam za nim czai się Cudo

 

Cudo

 

Po prostu cudo

 

Jubileusz, więc Porsche było wiele

 

 

Najstarszy na festiwalu

 

Nie Fiat, nie Peugeot

 

To nie jest najbezpieczniejsze Porsche

 

W tej części można było poczuć prawdziwy przepych i prestiż, z którego coś dla siebie próbowało uszczknąć BMW – swoją ekspozycję umieściło ono w pobliskiej… stajni. Ale myślę, że kilku naszych milionerów chciałoby mieszkać w podobnych warunkach. Co BMW uznało za warte pokazania w takim otoczeniu? Głównie nową serię 8 (była też 7 i i8). W centralnym punkcie stał prototyp 4-drzwiowego M8, w cudownym kolorze mieniącym się różnymi odcieniami. W tle dzielnie prężyła się oryginalna 850CSi E31 pomalowana przez Davida Hockneya, tworzącego 14 artcar BMW. Czy to temat na osobny wpis…? (Aluzju paniał – SzK)

art car

 

W małym lasku za stajniami umieszczono padok dla samochodów debiutujących na Goodwood. Można było obejrzeć nowości, takie jak Lambo Urus, BMW 850i, AMG GT 4-door coupé czy Polestar. Jeszcze nie zdążyliśmy się nasycić widokiem wspaniałych nowinek, a tu zza płota ryczy na nas Aston Martin Vulcan z padoku dla super-samochodów. Te różnią się od pozostałych tym, że jeżdżą. Mówią Wam coś nazwy Apollo Intensa, Brabham BT62, DSD Boreas, Italdesign GTR i Zeruono, NIO EP9…? Wszystkie je można było obejrzeć i podotykać w tym lasku.

Węże latoś obrodziły

 

Spory wybór replik

 

A to – PRAWDZIWE !!

 

To nie Taunus!!

 

To też prawdziwe

 

Bardzo szybkie Porsche

 

II miejsce w Le Mans 2018

 

Samochód-kucyk

 

Kolega się zakochał

 

Niedawno wygrał hillclimb w Goodwood

 

Podobno włoscy dziennikarze brzydzili się nim jeździć

 

Wtem – Lister!!

 

OK, dla fanów jaktajmerów też się coś znajdzie

 

Co roku festiwal ma inny motyw przewodni. W tym roku było to 70-lecie Porsche. Dla miłośników marki z Muzeum Porsche przyjechało wszystko co mieli najlepszego: 959 i 911 we wszystkich wersjach wyścigowych i rajdowych, 956, 962, 718, 904, 935 i wszystkie inne numerki, które przychodzą Wam do głowy. Codzienne ustawiały się one na głównym dziedzińcu na około 10 minut. Zobaczyć je wszystkie razem, to na pewno przeżycie warte fish & chips.

Co roku rzeźba przed Domem Goodwood jest inna. Tym razem – dedykowana jubileuszowi Porsche

 

Pomyśleć, że to wszystko się zaczęło od „Garbusa”!!

 

935, Moby Dick, a to różowe wygrało Le Mans w 2018

 

W tle – dakarowe 911

 

Takie tam, z Porszakami

 

Jeśli ktoś woli rajdy, traktorek dowiezie nas na leśny odcinek specjalny, na którym można obejrzeć rywalizację samochodów rajdowych, albo zajrzeć na odcinek ekstremalnego terenu, gdzie królują terenówki przeprawowe.

Organizatorzy dbają o dobre samopoczucie gości, wręczając na przywitanie mapkę całego festiwalu. Można oczywiście dokupić program, wraz z małym radyjkiem informującym na bieżąco o aktualnych atrakcjach. W piątek jednym z hitów była aukcja “automobiliów” oraz samochodów organizowana przez Bonhams – jeden z najbardziej prestiżowych i najstarszych domów aukcyjnych. Jasne jest, że nie było na niej jaktajmerów, pereł peerelu ani Mercedesów W124. Aby się na nią dostać, trzeba było kupić wejściówkę w postaci katalogu aukcji, za jedyne 50 funtów. To dość mocno ograniczyło ilość gapiów. Ja jednak postanowiłem się pogapić. Aby specjalnie nie przedłużać: oferta powodowała natychmiastowy opad szczeki. Poczynając od samochodów używanych przez Jamesa Bonda (Aston DB5 czy Land-Rovera), poprzez przeróżne wersje 911, Ferrari z różnych epok, po prawdziwe perły, takie jak Bugatti Type 44 z 1928r. (sprzedane za 1,2 mln złotych), Ferrari 250GT za z 1960r. za 2,8 mln złotych, Astona DB6 za milion, czy Alfę 6c ’29 również za milion. Pięknie utrzymany DB5 z 1964r. poszedł za 2,2 mln złotych, ale wystarczyło, żeby podobny samochód wystąpił w filmie o Bondzie (nie najlepszym zresztą – „Goldeneye„), aby jego wartość wzrosła do prawie 10 mln!!

Co ciekawe, sprzedano też sporo współczesnych super-samochodów, typu Pagani, McLaren czy Bugatti. Wszystkie za bardzo wysokie ceny, przebijające przewidywania. Choćby taki Veyron SSC za 10 mln złotych – za 6-letniego grata!!

Kolejna, raczej smutna uwaga: ludzie kupują samochody, aby nimi nie jeździć. To Bugatti miało przebieg 550 mil. McLaren MP4-12C – 430 mil. I jeszcze jedna: wiele z samochodów było w stanie, jak to określają Anglicy “less than immaculate condition” – miało otarcia,  zadrapania, uszkodzenia oświetlenia, małe wykwity rdzy. Naprawdę nie można takich rzeczy naprawić przed aukcją, żeby pochwalić się wozem bez skazy…?

Gwiazd aukcji w założeniu organizatorów miało być trzy i trzeba przyznać, że każda wywiązała się ze swojej roli znakomicie. Na pierwszy ogień poszło przecudne błękitne BMW 507 należące od nowości do Johna Surteesa (jeśli nie wiecie kto to, to polecam nadrobić zaległości, gdyż była to postać w sporcie motorowym wybitna, jedyna która zdobyła mistrzostwo świata zarówno motocyklem jak i samochodem). Niestety John odszedł w zeszłym roku i rodzina postanowiła pozbyć się jednego z jego ulubionych pojazdów. To konkretne 507 było tak piękne, że niektóre eleganckie Panie (mam tu na myśli naprawdę Eleganckie Panie!!) robiły sobie z nim zdjęcia. Aukcja przebiegła sprawnie, z krótką zadyszką na poziomie 1,8 mln funtów. Jednak potem kupujący się rozkręcili i doszlusowali do rekordowego poziomu 3,4 mln funtów, dającego 3,8 mln wraz z prowizją Bonhams. To na PLN daje 18,5 mln. Za BMW!! Nawet chciałem zalicytować, ale okazało się, że na ten konkretny egzemplarz chętni musieli się rejestrować do 48 godzin przed aukcją.

To nie koniec atrakcji, gdyż wystawiana była też wspaniała Alfa Romeo Tipo B z 1932r., z dodatkowym dwuosobowym nadwoziem, gdyby komuś przyszła ochota wybrać się z wybranką do miasta. Ta konkretna sztuka brała czynny udział w wyścigach, wliczając w to GP Francji w 1935r., gdzie zajęła czwarte miejsce. Za ile poszła? 4,6 mln funtów, czyli około 22 mln złotych. Nieco PONIŻEJ wstępnej wyceny.

Jednak absolutnym rekordzistą okazał się Aston Martin DB4 GT Zagato w specyfikacji MP209 (Manage Project 209, takie GTO od Astona) z 1962r. Według niektórych, jest to chyba najfajniejszy wóz w historii marki. I najdroższy też. Aby nie zwłóczyć, podam, że sprzedał się za 9 mln funtów (10 z prowizją, czyli około 50 mln złotych). I to człowiekowi siedzącemu na widowni, nie jakiemuś szejkowi przez telefon, czy zamaskowanemu Blofeldowi przez Internet. O samej aukcji mógłbym pewnie jeszcze długo pisać, jednak to było tylko kilka godzin z całej czterodniowej imprezy.

Bonhams

 

Panorama

 

„Automobilia”

 

A to chyba samolotobilia

 

Kilka ładnych znaczków

 

Gwiazda wieczoru

 

Błękitny Anioł

 

Alfa Tipo B

 

Baby Alfa

 

90 mln złotych!!

 

Gimby nie znajo

 

Chyba bym coś wybrał dla siebie

 

Chevron z silnikiem BMW

 

Kilka Mercedesów też oczywiście było

 

Przedziwnie zaburzone proporcje

 

Ferrari zawsze robi robotę

 

Wiadomo – Czerwona Głowa

 

Pupa też czerwona 🙂

 

Wciąż ładny…

 

…a według niektórych – najładniejszy ( 🙂 – SzK)

 

Światła od…?

 

Italia vs UK

 

Zagrało w filmie „The Bridge„, z tą panią woli głównej

 

Zagrał w „Spectre

 

Stał, nie jeździł

 

1 z 77

 

Król i giermkowie

 

Płeć piękna też jest obecna!!

 

Imprezy, której kręgosłupem jest 1,8-kilometrowy tor do jazdy pod górę. To wokół niego zorganizowana jest reszta. Przez pierwsze dni na torze odbywają się parady pojazdów zebranych w grupy (batch) wg klas. A klas w Goodwood jest kilkadziesiąt. Od Starcia Tytanów – czyli przedwojennych wyścigówek, takich jak Napier 100HP czy gigantyczny Fiat S76 – poprzez wyścigówki z lat powojennych, Le Mans, BTCC, F1 (V10, V8, V6 turbo – klasyczny Lotus Senny, pierwszy zwycięski Benetton Schumachera, pierwsze turbo-renówki Prosta czy Ferrari Laudy), Kings of the Hill (czyli stworzonych do jazdy w górę) – jak Ford RS200 Pikes Peak, BMW E36 Judd (tak, to ten z silnikiem Judd’a z Le Mans), czy tegorocznego rekordzistę Volkswagena I.D. R Pikes Peak. Elektrycznego. Ponieważ w przyrodzie nic nie ginie, to jeśli I.D. R nie ma silnika spalinowego, Golf Bi-Motor musi ich mieć aż dwa. Samochody dakarowe? Są. Driftowozy? Są. Motocykle sportowe? Są. Rajdówki wszelkich klas? Też są. Wszystkie mega-cudowne – Delta S4, Ur-quattro, 037, RS200, Impreza, Manta, a nawet Łada.

Parady odbywają się na zmianę, żeby każdy miał okazję zobaczyć swoje wymarzone auta, więc nie ma ryzyka, że coś nas ominie. W trakcie parad kierowcy jeżdżą raczej ostrożnie, żeby nie zniszczyć powierzonego im sprzętu, ale też nie jest to procesja. W sumie wiele zależy od temperamentu kierowcy i rodzaju auta. Driftowcy robią drifty i tyle – wolno się tego zrobić nie da, podobnież single seaterem trzeba pojechać chyżo, żeby zaczęła działać zaawansowana aerodynamika. Do tego każdy kierowca lubi pokazać, co potrafi. Poślizgi, kółka, bączki, donuty, kłęby dymu i ryki silnika są na porządku… no, nie dziennym, raczej minutowym. Miesza się tu zapach spalin, spalonych opon, oleju i suchej słomy z barier bezpieczeństwa. Hałasuje 4, 5, 6, 8, 10, 12, 16 cylindrów, a pewnie znalazłyby się jeszcze inne konfiguracje. Do tego szumią elektryki.

Jeśli jakiś pojazd ma trudności z poruszaniem się o własnych siłach – co może się zdarzyć, gdy wiek konstrukcji dochodzi do głosu – do gry wchodzi samochód ratunkowy. Musi być mocny, z oczywistych względów, no i mieć spory uciąg. Co nim było w 2018r.? Rolls-Royce Cullinan. To daje niejakie pojęcie o poziomie całego przedsięwzięcia.

Pamiętacie jeszcze pana Frankowskiego? Zdradził nam kilka ciekawostek. Np. to, że na Goodwood nie można rozgrzewać opon kocami, trzeba więc ustawiać samochód na słońcu, albo że przyczepność na torze jest ogromnie zmienna, o czym dalej. W tym roku miał okazję jeździć w paradach na Goodwood dakarowym Porsche 911, BMW E9 Batmobil i BMW M1 Le Mans. Ja też chcę!!

Wszystkie samochody są dostępne do oglądania w centralnym padoku. Każdego można dotknąć, powąchać, a gdy ma się szczęście, to i pogadać z kierowcą i obsługą. Nikt nie krzyczy na widzów, nikt nie odgradza się murem. Ale też nikt z widzów nie próbuje się pakować do Ferrari 250 GTO czy Mercedesa T80 (tak – tego, co miał pobić rekord prędkości w 1940r.). Wszędzie widać wzajemny szacunek i miłość do samochodów. W samym głównym padoku można spędzić dzień cały, albo i dwa. W okolicy można też spotkać gwiazdy motosportu: w tym roku obecni byli między innymi Valtteri Bottas, Jenson Button, Martin Brundle, Sebastian Ogier, Elfyn Evans, Mads Ostberg, Mark Webber, Ross Brawn i podobno Robert Kubica, ale jego złapać mi się nie udało.

Cullinan holuje Cheetah, dzień jak co dzień

 

Ferrari Laudy

 

Kolejne szybkie Porsche

 

M1 z Le Mans

 

Może kieliszek Martini, Sir…?

 

Pobiłby rekord, gdyby nie podbój ZSRR

 

Renault Prosta

 

RS200 Pikes Peak kiedyś

 

RS200 Pikes Peak teraz

 

Tak piękna, że aż brzydka Matra

 

Biała Strzała

 

Fiat S76 – dla dużych chłopców

 

Lola też miała w tym roku jubileusz

 

Mercedes – on nadal się ściga

 

Napier

 

No tu już nie ma ucieczki – Srebrna Strzała

 

Peugeot tym razem nic nie wiezie

 

RS200 Pikes Peak wciągany na górę

 

Silniki dwa ma ten Golf

 

Szybka i droga Alfa

 

VW I.D. R Pikes Peak

 

Zabijacz rekordów

 

Zwycięzca Le Mans z 2018r. w klasie LM GT Pro

 

Wyjechać z padoku nie jest łatwo

 

Część z samochodów jeżdżących w paradach jest wystawiana do prawdziwej rywalizacji – wjazdu na górę na czas, time shootout. Jak co roku, rywalizacja jest bardzo zażarta: w 2018-tym wystartowało kilkanaście samochodów w przeróżnych klasach – od stareńkiego Mercedesa 60 HP Simplex z 1903r. (nie był ostatni!), poprzez Mini, Rovera SD1, aktualne auta z BTCC, DTM, NASCAR, aż po potwory stworzone na Pikes Peak. Spore wrażenie zrobił Matthew Jordan w BMW 125i z BTCC pokonując wielu mocniejszych rywali czasem 52,58. Największe zaskoczenie? Dla mnie niesamowita Toyota Tundra NASCAR z czasem 48,25! Pick-up szybszy niż wiele wyspecjalizowanych wyścigówek. A za kierownicą – typowy Amerykanin z brzuszkiem i kowbojskim kapeluszem. Szacunek za odwagę i umiejętności!!

Następną wyraźną poprawę czasu zanotowało wspomniane już BMW z silnikiem Judda. Tu już nie było żartów – 46,43. Zdecydowany zwycięzca w kategorii samochodów spalinowych. No tak, bo następne jechały dwa elektryczne potwory – NIO i VW. Już po pierwszych 100 metrach VW miał przewagę 0,5 sekundy! Jaka mogła być na mecie? Ostateczne czasy to odpowiednio 44,32 i 43,86. Potwór VW, stworzony z myślą o zdobyciu Pikes Peak, z zapleczem w postaci gigantycznego koncernu, prowadzony przez zwycięzcę Le Mans Romana Dumas, pobił nieznany bliżej pojazd NIO z Peterem Dumbreck’iem za kierownicą o pół sekundy. Całą przewagę zdobywając na starcie. Powiadam Wam, NIO EP9 jest ze wszech miar imponujący. Dla porównania podam jeszcze rekord toru: od 1999r. należy on do Quick Nicka, czyli Heidfelda i wynosi 41,60. Czym Nick to zrobił? McLarenem MP4/13, czyli jednoroczną wtedy Formułą 1. Od tamtej pory udział współczesnych bolidów F1 jest zakazany ze względów bezpieczeństwa.

Linia startu

 

Trybuny wzdłuż toru

 

Czy na Goodwood Festival of Speed 2018 był jakiś pojazd mogący poważnie zagrozić temu rekordowi? Ano był, bo Porsche przywiozło swojego mordercę rekordów – 919 Hybrid Evo. Dlaczego nie wystawiło go do shootout’u? Być może ze względu na zbyt długie przełożenia nie pasujące do charakterystyki toru (na razie auto bije rekordy na szybkich torach – Spa, Nürburgring)…? A być może chodziło o marketingowy przekaz, że VW produkuje teraz świetne samochody elektryczne, a diesle są fuj i kto by tam o nich pamiętał.

Czy komuś jeszcze brakuje atrakcji? No to proszę: człowiek jadący Range-Roverem pobił światowy rekord jazdy na dwóch kołach. Tak, wjechał Rangem na dwóch kołach na górę toru. Jeszcze mało? Wspominałem o trudnych warunkach. A to ktoś wypadnie, a to drifterzy naniosą brudu z pobocza, a to niespalona nafta zrobi śliską plamę… Skąd tam nafta niespalona? Ano ze zbiorników człowieka z plecakiem odrzutowym – jak w „Duke Nukem”, latał nad torem człowiek w kombinezonie z jet-packiem. Szybko i głośno. Bardzo efektownie. Ale takie latanie zmieniało warunki na torze. Kierowca wspaniałego Forda RS200 Pikes Peak podczas kwalifikacji do shootout’u wykręcił wspaniałego bączka i zniszczył zarówno nadwozie, jak i podwozie. Inne ofiary? W piątek trudów festiwalu nie zniósł Lexus RCF GT3 i spłonął. Nie doszczętnie, ale jego udział skończył się już drugiego dnia.

Airshow

 

Można się było przelecieć

 

Szoping

 

Trofeum Indy 500

 

Mały, ale zbój

 

Pod maską – silnik większego brata

 

Prawdziwy Bullit!!

 

Prototyp M8 4-door coupé

 

Rekordowo szybko skosi trawę

 

Stał sobie bez opieki…

 

Pakujemy się do domu

 

Na zakończenie – jakiś prototyp z kompozytów…

 

Dostępne są loty śmigłowcem wokół Goodwood, jazdy na torze Goodwood Racing Circuit, AirShow z udziałem pilotów RAFu, lekcje pilotażu dronów, symulatory F1 oraz imponujące centrum technologii (i technik) przyszłości. Jeśli jesteś miłośnikiem motoryzacji, znajdziesz tu dla siebie atrakcji na ładnych kilka dni (nie polecam zakupu biletu tylko na jeden dzień, gdyż zostaniemy przytłoczeni nadmiarem szczęścia). A jeśli jesteś miłośnikiem sportów motorowych, to właściwie na czas nieograniczony. Czy warto odwiedzić Goodwood? Jeśli jeszcze macie jakieś wątpliwości to chyba muszę ten artykuł napisać od nowa 🙂

 

Wszystkie fotografie ©Hurgot Sztancy

Share Button
Tagi: , , , ,
53 comments on “WPIS GOŚCINNY: SREBRNY JUBILEUSZ PIĘKNEGO ŻELAZA W DOBRYM DREWNIE
  1. Piotr napisał(a):

    Dlaczego nie było Arrinery w tym roku ?
    W zeszłym roku na 0necie pisali, że prawie wygrali 😉

    • Hurgot Sztancy napisał(a):

      arrinera zauważyła, że pzyszłość należy do elektryków i teraz buduje auto zdolne zagrozić NIO

      • benny_pl napisał(a):

        czy ja wiem czy przyszlosc nalezy do elektrykow…
        puki co jak wyzej – niepobity rekord zostal ustanowiony przez bolid F1, takze zaden elektryk, choc oczywiscie, nie jest ogromna sztuka zbudowac elektryka ktory „na chwile” zrobi robote, tylko jaki ma to sens? (oprocz takiego ze to mozna wygrac) benzyniak to benzyniak, taki elektryk momentalnie zmarnuje caly zapas pradu i tyle, jakos nikt nie zamierza uzywac elektrykow do normalnych wyscigow, bo tylko wymiennymi pakietami mozna bylo by to jakos osiagnac, ladowanie pol dnia raczej odpada 😉

      • Daozi napisał(a):

        Nie bronię elektryków, ale cóż… Istnieje od 2014 coś takiego jak Formula-E, więc już się używa elektryków do normalnych wyścigów. A im lepsze będą baterie, tym więcej podobnych wyścigów będzie. Czy nam się to podoba (mi tak średnio), czy nie.

      • Hurgot Sztancy napisał(a):

        nawet kilka razy oglądałem te wyścigi Formuły E i ciekawe jest w nich to, że startują tam absolutnie topowi kierowcy, co gwarantuje wyrównaną walkę; no i tory są fajne, bo w centrum miast; ale niestety, brakuje im tego czegoś…

  2. Tomek Raszka napisał(a):

    Bristol <3 Ale byn napier tym Napier 😉

    • Hurgot Sztancy napisał(a):

      też miałem takie skojarzenia, ale jakoś tak nie wypadało 😉

  3. Daozi napisał(a):

    Czyli, jeżeli można spytać, ile wynosi koszt całkowity takiej imprezy od osoby? Tak plus minus?
    Prędko się tam nie wybiorę, bo wicie, rozuimicie, małe dziecko, ale może kiedyś…

    • Hurgot Sztancy napisał(a):

      wyjazd dla 3 osób na pełne 4 dni wraz z możliwością wejścia na wszystkie trybuny: bilety 970 funtów (w tym śniadanie Lambo), przeloty 600, uber 220, glamping 820, aukcja 50 – plus oczywiście jakieś wyżywienie i inne drobiazgi, łącznie ok. 4500zł na głowę w takiej konfiguracji
      można oczywiście taniej dolecieć do Londynu i pojechać np. autobusem do Chichester, nie rezerwować wejścia na trybuny (i tak dobrze wszystko widać z „ziemi”), śniadanie Lambo też można sobie odpuścić, no i można wziąć swój namiot – wyszłoby to wszystko pewnie ok. 3000

      • Piotr napisał(a):

        Hmmm, co to jest śniadanie Lamborghini ?

      • Piotr napisał(a):

        Miałem na myśli śniadanie Lambo… Tylko telefon mi sam dopowiedział…

      • Hurgot Sztancy napisał(a):

        tak i tak dobrze – to śniadanie jest organizowane w restauracji Lamborghini – można wtedy wejść i się najeść do syta, nie będąc właścicielem Lambo ani członkiem klubu

      • Daozi napisał(a):

        Ok, dzięki za wiadomość. Cytując klasyka: „to nie są tanie rzeczy”, ale za takie wydarzenie to można pomyśleć.

  4. benny_pl napisał(a):

    fajna impreza, choc mi osobiscie wiekszosc supersamochodow niezbyt sie podoba 🙂 bo ja lubie kanciaste, no ale troche kanciastych Ferrari, Lancii, i innych w tym Twoje Cudo fajnych 🙂 no i stare zabytki przedwojenne fajne, tym bym sie chetnie blizej poprzygladal 🙂

    • Hurgot Sztancy napisał(a):

      naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie, choć faktycznie to jest festiwal PRĘDKOŚCI, więc wszystko kręci się wokół aut sportowych

      • benny_pl napisał(a):

        jasna sprawa 🙂 przeciez nie mowie ze to zle 🙂 dla kazdego cos dobrego jak bylo napisane, sam z pewnoscia gdybym mial blisko i bylo by tanio tez bym sie wybral 🙂

  5. Konrad napisał(a):

    Hej,

    Cos pieknego zazdroszcze!

    A sie spytam niesmialo – gdzie lotusy?
    o!
    zbyt pospolite? 🙂
    a jaguaj xj220?
    ni ma…

    • Hurgot Sztancy napisał(a):

      lotusów było sporo, ale faktycznie niezbyt efektowne (jeden jest nawet na zdjęciu), najlepszy był oczywiście ten Senny; A XJ220 jak dobrze poszukasz, to znajdziesz 😉

      • Konrad napisał(a):

        Rzeczywiscie jest xj220!

        Wydawalo sie dziwne zeby nie bylo tego modelu – po prostu latwo przeoczyc na takim tle 😀

        Lotus esprit pewnie tez musial gdzies byc?

        Dzieki!

      • Hurgot Sztancy napisał(a):

        Esprita nie widziałem, ale może był gdzieś tam ukryty w salonie Lotusa

  6. SMKA napisał(a):

    Na jednym ze zdjęć jest chyba Citroen M35.

    • Hurgot Sztancy napisał(a):

      dobre oko – był w sekcji Dwóch Koni Podatkowych

    • Dawdzio napisał(a):

      A więc to tak się nazywa. Szkoda, że było ich tak niewiele.

  7. PoGOOD napisał(a):

    Super pomysł na wycieczkę dla automaniaka. Właśnie drogi Hurgocie dołożyłeś FOS do mojej motoryzacyjnej „bucket list”. A niech cię… 😀

  8. Przemo napisał(a):

    Piękna przygoda i świetne zdjęcia, zazdroszczę. Lecz opisy większości fotografii trudne do przyjęcia.
    Na przykład; „gimby nie znają”, aż proszą się nazwy tych samochodów. Ten blog naprawdę pełni funkcję edukacyjną. Nie jestem gimnazjalistą mam 40+ ale cały czas się uczę.

    • Hurgot Sztancy napisał(a):

      śmiało pytaj, których aut nie rozpoznajesz, a postaram się odpowiedzieć – na wspomnianym zdjęciu pierwszy jest Brough Superior, a następnie 2 Bentleye

  9. Konrad napisał(a):

    Rzeczywiscie jest xj220!

    Wydawalo sie dziwne zeby nie bylo tego modelu – po prostu latwo przeoczyc na takim tle 😀

    Lotus esprit pewnie tez musial gdzies byc?

    Dzieki!

  10. Carman napisał(a):

    Pięknie to przestawiłeś. Od kilku lat oglądam streamy z przejazdów, ale dopiero po tym artykule poczułem, że muszę tam kiedyś pojechać. Nagromadzenie obiektów powodujących opad szczęki jest tak duże, że chyba nie byłbym w stanie jej zamknąć żeby zjeść rzeczone śniadanie 🙂 .

    • Hurgot Sztancy napisał(a):

      jest tam tego tyle, że naprawdę nie wiadomo, w którą stronę pójść i co jeszcze zobaczyć – dodatkowo widać, że kierowcy się strasznie cieszą, że mogą się trochę powygłupiać i co chwila wymyślają jakiś nowy popis (no, wiadomo, Alfą z 4 mln funtów nie będziesz szalał, ale np. kilkuletnie bolidy F1 kręcą bączki aż miło!

  11. mirek57 napisał(a):

    Przepraszam za pytanie nie w temacie, ale jakie menu proponuje „śniadanie Lambo”?. Czy to coś oryginalnego, czy raczej standardowy catering?

  12. Padalec napisał(a):

    Miło że wspomniałeś o zapachu wyścigów motorowych, jest niepodrabialny. Najładniej pachniały mi wyścigi motocyklowe weteranów w czeskiej Brannie – mixol, palone opony, rozgrzane motory spocone olejami i smarami to przepis na najlepszy perfum 🙂
    Dla zainteresowanych – Kolštejnský okruh. Impreza dosyć szalona i bez kompromisów.

    https://www.youtube.com/watch?v=vqtK3NdLx-c – relacja z Goodwood, jest Tundra, jazda na dwóch kołach, przedwojenne dobroci, NIO… ciężko zdecydować co jest najlepsze.

    • Hurgot Sztancy napisał(a):

      no, zapach dwusuwów jest niepodrabialny…
      a link świetny – i to aż 3 godziny! może jak przyjdzie jesień i wieczory długie, to będzie okazja na wspominki 😉

  13. Marek Jarosz napisał(a):

    O, Benny wrócił 🙂

  14. Fabrykant napisał(a):

    Jestem w ciężkim szoku. Co za natężenie! A jakie napięcie!

    • SzK napisał(a):

      Oo, to Waćpan jednak umie w elektrykie? 😉

    • Hurgot Sztancy napisał(a):

      do tego ogromny ładunek emocji, moc atrakcji i wszystkiego innego w opór!

  15. Fabrykant napisał(a):

    Panie Hurgot, napisałeś Pan z werwem, nerwem i biglem. I co najlepsze – bez skrótów, czyli lepiej niż w każdej dowolnej gazecie. Świetnie opisane, soczyste zdjęcia, można sobie wyobrazić klimat. Orgia, jednym słowem. Ja bym tam chyba padł od emocji. Zwłaszcza, że sprzedawany u Bonhamsa DB4GT był jednym z dwóch moich ulubionych egzemplarzy. Tylko te dwa miały „uśmiech” rozciągnięty aż za migacze, pozostałe uśmiechały się węziej. No Pan akurat go sfotografowałeś! Jestem powalony. Leżę.

    • Hurgot Sztancy napisał(a):

      Dziękuję, komplement z ust Pańskich (klawiatury?) to nie byle co ! Ja też o mało nie padłem z emocji – musiałem je po prostu z siebie wyrzucić już, teraz. Nie chciałem, żeby się gdzieś ulotniły i rozmyły, dlatego tekst nie jest może dopieszczony, ale za to bardzo prawdziwy.

      • SzK napisał(a):

        Otóż to – jest bardzo spontaniczny i emocjonalny, a o to najbardziej chodzi.

  16. mocnyvito napisał(a):

    Od dawna chciałem, ale nie było okazji, a skoro kolega Hurgot popełnił autorski wpis, to chyba lepszego momentu być nie może:

    otóż skąd taki NICK ???

    ps gratuluje wycieczki !

    • Hurgot Sztancy napisał(a):

      dzięki!
      A źródło nicka nawet kiedyś chyba wyjaśniałem – wziął się z dawnych czasów, gdy z kolegami założyliśmy Śmietnikowy Blog i potrzebowaliśmy chwytliwych nicków – powstały więc Ming Lee, Urtik Dioik (Dr Pokrzyw; zobacz co po łacinie oznacza Urtica Dioica) i właśnie Hurgot Sztancy, jako szorstki, wwiercający się w uszy i zapadający w pamięć – jak widać po ponad 10 latach nadal się broni:)
      w międzyczasie Dr Pokrzyw próbował strollować wikipedię dodając Hurgota do listy Demonów – jaszcze gdzieniedzie w internetach można trafić na taką listę, gdzie występuję jako jeden z demonów 😉

  17. Aleksander napisał(a):

    Hurgot, chyba pobiłeś rekord czasu, jaki upłynął od opisywanego wydarzenia do ukazania się artykułu na Automobilowni. To pewnie od wyścigowej atmosfery panującej na festiwalu nabrałeś takiego tempa 😉

    Bardzo przydatny wpis, teraz wiem czego się spodziewać i upewniłem się, że chcę odwiedzić Goodwood za rok. Tak sobie myślę, że mi wystarczą dwa dni. Zaoszczędzę czas na oglądaniu super samochodów, bo zdecydowaną większość już widziałem. Część z nich nawet na drodze, tylko nie przypominam sobie gdzie i czy w ogóle widziałem Spykera. Najbardziej chciałbym obejrzeć na żywo Iso Grifo i Monteverdi High Speed. Poza tym patrzenia i słuchania różnego rodzaju wyścigowek w akcji nigdy za wiele. Ciekawe są też najróżniejsze pozostałe atrakcje, z plecakiem odrzutowym na czele. Jak tam z parkingiem jeżeli nie wykupuje się noclegu? Mieszkam 1,5 h jazdy do Goodwood, więc rozważam opcję przyjazdu rano i powrotu wieczorem. Albo czy rezerwując glamping miejsce na samochód jest w cenie?

    Trochę zdziwił mnie ten Invictia S1, mam wrażenie że nigdy o nim nie słyszałem. To byłoby trochę dziwne, bo kiedy powstał byłem nastolatkiem, więc miałem czas na czytanie wielu pism motoryzacyjnych i dokładne przeglądanie katalogów Samochody Świata. Trochę przypomina MG X Power SV. Podobna koncepcja, silniki V8 o zbliżonej mocy i patrząc z perspektywy czasu niezbyt udane stylistycznie nadwozia coupe. Z brytyjskich dziwactw wolę TVRy, znacznie ładniej się starzeją, sporo też ich widać na drogach.

    • Hurgot Sztancy napisał(a):

      tempo zdecydowanie podniósł mi shootout 😉 więcej o tempie przeczytasz w odpowiedzi na komentarz Fabrykanta
      co do Twoich pytań: kupując kamping masz od razu miejsce parkingowe koło swojego namiotu; poza tym są ogromne miejsca parkingowe, na których kursują ciągniki z przyczepami rozwożące ludzi
      – jeśli chodzi o dojazd, to musisz wziął poprawkę na korki i ciasnotę w dniach festiwalu
      – sporo osób przyjeżdża na 2 dni, są różne pakiety, można kupić bilet tylko na 1 dzień, albo kilka – z tego co pamiętam, to niedziela była najdroższa i sporo osób wyjechało już w sobotę wieczorem; ale taki pakiet pt-sob, albo sob-nie powinien być OK
      – Invicta występowała w auto katalogach, w sekcji z autami nietypowymi, tam ją zobaczyłem po raz pierwszy; co do podobieństwa do MG – MG jest bardziej sportowe i krzykliwe, Invicta miała być elegancjka i spokojna – nie ma spojlerów i wielkich wlotów, no i jej cena też była sporo wyższa

      Sekcja „piękne auta dla pięknych ludzi” to zdecydowanie moja ulubiona klasa w tym roku – zestawienie Iso, Monteverdi, Ghibli, Daytony i Astona V8 obok siebie, to po prostu orgia dla zmysłów 🙂

      śmiało pisz, jeśli masz jeszcze jakieś pytania; już teraz można się zapisać na alert gdy tylko pojawi się data i sprzedaż biletów na edycję 2019 (raczej nie pobije tegorocznej, w końcu 25 lat nie kończysz co roku 😉 ale na pewno będzie świetna )

      • Aleksander napisał(a):

        Dzięki Hurgot, zapiszę się. Taki alert będzie dobrą motywacją żeby coś w tym kierunku w końcu zrobić, zamiast znów przekładać na kolejny rok, zostając przy swoich standardowych, niezbyt konstruktywnych kawalerskich rozrywkach 😉 Goodwood dołączam do swoich motoryzacyjnych planów na 2019 r, chociaż realizacja tegorocznych też mi nieźle idzie (oczywiście poza tym festiwalem prędkości).

        Wrażenie robi wysokość prowizji na tych aukcjach, nie miałem pojęcia, że to takie kwoty. Wiadomo za ile został kupiony ten Veyron 6 lat temu? Ciekawe czy ten przebieg jest wynikiem zamierzonej inwestycji, czy pierwszy właściciel po prostu chciał takiego, ale nie miał ochoty lub czasu nim jeździć.

      • Hurgot Sztancy napisał(a):

        Prowizje są KOSMICZNE, dlatego domy aukcyjne bardzo się starają aby skusić sprzedających najlepsze samochody właśnie na ich aukcję – stąd towarzystwo zawsze jest doborowe. A konkurencja między domami też jest na najwyższym poziomie, więc przekonać właściciela Veyrona, żeby sprzedał auto w Bonhams, a nie Sothebys czy Barret-Jackson to też jest sztuka.
        Veyron SS kosztował wyjściowo 1,7 mln $. Za jaką cenę faktycznie kupił go poprzedni właściciel to się zapewne nigdy nie dowiemy. I podejrzewam, że wiedział od razu, że jeździć nim nie będzie.

  18. K1 napisał(a):

    Świetnie napisana relacja, pozwala poczuć ducha tego Święta motomaniaków. Do tego fajne zdjęcia z przyjemnym, lekkim opisem.
    Sama impreza też super. Tyle dobrego w jednym miejscu.
    Hrabiego kochają za to chyba wszyscy fani czterech kółek.

    • Hurgot Sztancy napisał(a):

      Dzięki za dobre słowa! A Hrabia od zeszłego roku już jest Księciem 😉