C’EST LA VIE: AUTO-TELEFONIA

TITELFoto: http://oebl.de

W październiku 1992 roku, zaraz przed dwunastymi urodzinami, byłem na pierwszej w życiu wycieczce zagranicznej – pielgrzymce do Rzymu. Podróż obfitowała w wiele niesamowitych wrażeń motoryzacyjnych (kiedyś opiszę je w „Strumieniu Świadomości”), ale chyba najbardziej zapadł mi w pamięć pewien widok z centrum mitycznego dla mnie wtedy Wiednia (w końcu jestem rodowitym Galicjaninem, którego pradziadek był maszynistą na kolei warszawsko-wiedeńskiej). Z fotela umieszczonego po prawej stronie, dość blisko przodu turystycznego autobusu marki Karosa, który czekał sobie spokojnie na zielone światło, spojrzałem w dół i zobaczyłem scenę rodem z filmów o agencie 007: łysawego, playboyowatego Austriaka w wieku późnośrednim, który zrelaksowany i nonszalancko uśmiechnięty również czekał na zielony sygnał. Siedział w zjawiskowym, czerwonym Mercedesie R129 z otwartym dachem i rozmawiał przez telefon. PRZEZ TELEFON!! W SAMOCHODZIE!!

Nie zrobiłem wtedy zdjęcia, bo, po pierwsze, dzieci nie miały dostępu do aparatu, po drugie, klisze podlegały ścisłej reglamentacji, a po trzecie, wówczas uważało się, że fotografie to się robi dzieciom na plaży, cioci na imieninach albo ewentualnie Bazylice św. Piotra. Tylko po to brało się na wyjazd aparat z zapasem dwóch lub trzech 36-klatkowych filmów na dwa tygodnie, a potem modliło, by zdjęcia wyszły nieprześwietlone ani nie niedoświetlone, no i bez przypadkowego zasłonięcia obiektywu palcem.

Ale nie o tym miałem dziś pisać, a o samochodowym telefonie, który zrobił wtedy takie wrażenie na mnie, nieświadomym tego, że gdy osiągnę połowę wieku rzeczonego Austriaka, technika pozwoli mi, przykładowo, na prowadzenie bloga, i to m. in. przy pomocy smartfona, którego moc obliczeniowa przekracza kilkakrotnie superkomputery z 1992r. przy wadze nieco przekraczającej tabliczkę czekolady. Zanim jednak dostałem w ręce pierwszą komórkę, zacząłem zbierać katalogi Mercedesa, zwłaszcza stare, i tam zauważyłem, że opcja „AUTO-TELEFON” była oferowana już w latach 60-tych!! Ponieważ jednak wtedy znacznie bardziej interesowały mnie same pojazdy, informacji o owych cudach telekomunikacyjnej techniki zacząłem szukać dopiero dość niedawno. Szybko natrafiłem w sieci na stronę oebl.de, której właściciel, Stephan Hessberger, zezwolił mi na użycie swych informacji i obrazów na Automobilowni.pl.

I tak dowiedziałem się, że pierwsza mobilna telefonia w Niemczech istniała już od 1926r. (!!) w formie kabin telefonicznych w pociągach relacji Berlin-Hamburg, zaś po II wojnie światowej pojawiły się lokalne sieci w Düsseldorfie, Essen, Berlinie Zachodnim i kilku portach nad Morzem Północnym. Stricte samochodowe telefony pojawiły się natomiast w roku 1958, wraz z uruchomieniem przez federalną pocztę tzw. Sieci A (A-Netz).

Najstarsze aparaty Sieci A były oparte na technologii lampowej i jako takie miały ogromną masę i gabaryty. Przykładowo, model BBC RT5Öu miał wymiary 35x44x21cm i ważył 30kg, zaś Siemens 526-Y-339 – 37x86x19cm i 63kg!! Całe urządzenie było więc zazwyczaj zamontowane w bagażniku pojazdu, a w kabinie znajdowała się jedynie słuchawka (na zdjęciach – aparat LORENZ SEM7).

A VW2Foto: http://oebl.de

A VW1Foto: http://oebl.de

W materiałach reklamowych często pojawiają się auto-telefony zabudowane w najprostszych Volkswagenach – jest to o tyle ciekawe, że cena aparatu znacznie przekraczała salonową cenę takiego auta. Istnieje jednak proste wytłumaczenie: to nie klienci miewali takie fanaberie, a po prostu federalna poczta, będąca operatorem Sieci A, używała „Garbusów” jako pojazdów służbowych, więc to w nich testowała cały system i robiła fotografie do prospektów.

Co ciekawe, w czasie pierwszej prezentacji systemu, na wystawie w Berlinie Zachodnim w 1950r., pokazano telefon na tle imitacji deski rozdzielczej Volkswagena. Prawdziwe pojazdy były wciąż zbyt rzadkim zasobem, by marnować je do celów ekspozycyjnych – sama zachodnioberlińska poczta nie dysponowała jeszcze ani jednym egzemplarzem!! Dobrze oddaje to sytuację gospodarczą tuż-powojennych Niemiec.

A VW0Foto: http://oebl.de

Znacznie właściwsze wydaje się połączenie telefonu z Mercedesem Adenauerem – najdroższym wówczas pojazdem niemieckim (na zdjęciach – aparat TEKADE B70).

A Adenauer2Foto: http://oebl.de

A Adenauer1Foto: http://oebl.de

Dopiero w latach 60-tych, dzięki użyciu tranzystorów, telefony mobilne zmniejszyły się do rozmiarów pudełka na buty, a ich cena spadła do 5-6 tys. DM – równowartości Forda Taunusa albo Opla Kadetta. Warto zaznaczyć, że ta kwota nie zawierała VATu i usługi montażu.

Ile kosztował abonament? Do 1972r. miesięcznie płaciło się 45 lub 65 DM, w zależności od tego, czy chciało się wykonywać jedynie rozmowy lokalne, czy też również międzymiastowe. Rzecz jasna, każde połączenie, nawet lokalne, było realizowane na zamówienie przez telefonistkę – o automatycznych centralach nie było co marzyć. Problematyczny był też zasięg: mapę RFN z zaznaczonym obszarami działania Sieci A prezentuję poniżej. W grę wchodziły w zasadzie jedynie największe miasta RFN i kilka autostrad.

A mapa 1960Foto: http://oebl.de

W 1972r. uruchomiono o niebo nowocześniejszą, lecz znacznie droższą Sieć B. By skłonić klientów do zmiany, abonament starej sieci zrównano z poziomem nowej, czyli podniesiono do aż 270 DM (jednej czwartej średniej pensji). Dodatkową przyczyną podwyżki było osiągnięcie przez Sieć A granicy jej pojemności, wyznaczonej przez użytą technikę na 11 tysięcy abonentów. Po podwyżce ze starej usługi natychmiast zrezygnowało około 25% użytkowników, zaś od początku kolejnego roku zaprzestano wydawania nowych numerów. Sieć A ostatecznie zlikwidowano w 1977r., kiedy miała ona wciąż 787 abonentów.

Sieć B działała w latach 1972-94. Stanowiła ogromny postęp w stosunku do swojej poprzedniczki, ale jej aparaty kosztowały początkowo aż 12 tys. DM – tyle, co sześciocylindrowy Opel Commodore coupé albo BMW Neue Klasse!! Abonament w wysokości 270 DM (plus rozmowy) też był zaporowy. Jak wyglądały różnice z punktu widzenia klienta?

Po pierwsze, usługą objęto kilka sąsiednich krajów – Austrię, Holandię i Luksemburg, był to więc pierwszy w historii przykład usługi roamingu. Najważniejszą zmianą były jednak automatyczne połączenia – dzwoniąc z samochodu nie trzeba było już korzystać z usług telefonistki, wystarczyło normalnie wybrać numer. Podobnie wykonywało się połączenia na telefony mobilne z sieci stacjonarnej, tutaj jednak pojawiło się bardzo uciążliwe ograniczenie – numer „komórki” (wtedy jeszcze nie nazywanej w ten sposób) należało poprzedzić kierunkowym właściwym dla… aktualnego położenia aparatu. Dzwoniący musiał więc dokładnie wiedzieć, gdzie znajduje się jego rozmówca, gdy zaś źle trafił, słyszał komunikat o nieistniejącym numerze… A prefiks zmieniał się wraz z każdorazowym przelogowaniem się urządzenia do nowej stacji nadawczej, której promień działania wynosił zaledwie 27 km (w RFN było ich 150), w dodatku w momencie przelogowywania połączenie było zrywane. Jak na element wyposażenia samochodu, będącego z definicji czymś nieskończenie ruchliwym, była to spora wada – osobiście wolałbym chyba zamienić słowo z telefonistką, bo ona łączyła niezależnie od miejsca pobytu rozmówcy. Inną wadą był brak szyfrowania rozmów – podsłuchać mógł je każdy średnio rozgarnięty radioamator – ale to był urok wszystkich sieci analogowych. Jedynie politycy używali osobnych urządzeń szyfrujących (równie dużych i ciężkich jak same telefony), które musiały posiadać obie strony rozmowy.

Pierwszym samochodem, w którym można było fabrycznie zamontować telefon Sieci B, był Mercedes W116. W ogóle ogromna większość pojazdów wyposażonych w system łączności dwóch pierwszych sieci miała na masce trójramienną gwiazdę, choć tę opcję oferowały też Porsche, BMW, Audi, Opel, Volvo, Peugeot i Citroën. Ale grupa docelowa mobilnej telefonii miała w tamtych czasach nadzwyczaj jednoznaczne preferencje.

B 116-1Foto: http://oebl.de

B 123-1Foto: http://oebl.de

B126-1Foto: http://oebl.de

B 126-2Foto: http://oebl.de

Jako ciekawostkę podam, że w 1978r. Sieć B przeżyła przejściowe trudności związane z jej pojemnością – ilość abonentów wzrosła bowiem gwałtownie do 12 tys., co spowodowało jej przeciążenie. Przez dwa lata obowiązywała swoista reglamentacja – nowy kandydat na „komórkowca” musiał obowiązkowo wylegitymować się „świadectwem wymeldowania telefonu”, jakie wydawano rezygnującym z usługi. Świadectwa owe wystawiano na okaziciela i można było nimi swobodnie handlować, nie znalazłem jednak danych co do osiąganych przez nie cen. Problem usunięto w 1980r. zwiększając pojemność sieci do 27 tys. numerów – wystarczyło to do 1986r., kiedy już od roku działała Sieć C.

Sieci C z lat 1985-99 nie będę opisywał, bo jest to już zagadnienie czysto telekomunikacyjne, nie związane z motoryzacją (w przeciwieństwie do Sieci A i B, których aparaty były na tyle wielkie i ciężkie, że musiały być wożone w samochodach).

27 tys. abonentów w jednym z najbogatszych krajów świata, okresowa reglamentacja numerów i koszt porównywalny z zakupem i eksploatacją samochodu – tak wyglądała mobilna telefonia Sieci B, działająca jeszcze w 1994. Ciekawe jak zareagowałbym wtedy, na wiedeńskiej ulicy, gdyby ktoś powiedział mi, że zanim upłynie dekada, gadżet łysawego milionera z czerwonego SL-a będą rozdawać za przysłowiową złotówkę i że będą go nosić w tornistrach polskie dzieci.

Wszystkie fotografie pochodzą z niemieckojęzycznej strony http://oebl.de i są opublikowane za zgodą jej właściciela. Stronę polecam wszystkim zainteresowanym historią mobilnej telefonii!

Share Button
Tagi: , ,
8 comments on “C’EST LA VIE: AUTO-TELEFONIA
  1. cubino pisze:

    Eeee, na co komu w samochodzie telefon bez spotifaja! 🙂

    Ciekawy artykuł, przy okazji już wiem, czemu sieć GSM 900 w Niemczech nazywa się D-Netz – dotąd myślałem że od "digital", a tu po prostu skubańcy trzymają porządek w nazewnictwie od 1958 roku.

  2. Mikaell pisze:

    Przeżyłem podobny szok 5 lat wcześniej:) A naprawdę musiał być większy – to były czasy schyłkowej komuny. Otóż wracając z winobrania autostopem zostałem zabrany przez kierowcę BMW jak dziś sądzę 750 (nie miał oznaczeń modelu na klapie także dzentelmen był dyskretny). Początkow na autobanie było trochę ciasno więc jechaliśmy normalnie ok 160kmh. Poczym gdy zrobiło sie trochę luźniej WGNIOTŁO mnie w fotel i jechaliśmy 250kmh. Szok nr 1. Szok nr 2 nadszedł gdy kierowca zwolnił do dwustu i sięgnął po słuchawkę telefonu. Bałem poprawić się w fotelu:P.

    • SzK pisze:

      No to chyba naprawdę większy szok. Ja za komuny byłem za mały (rocznik 80), ale nawet wtedy parę szoków przeżyłem, tutaj, w PRL. Będę je stopniowo opisywał na blogu 🙂

  3. Yossarian pisze:

    Świetny artykuł. Swoją drogą ciekawi mnie jeszcze, kiedy coś podobnego (tylko na swoją sieć) mieli tak znani z elektronicznych gadżetów w samochodach, Japończycy.

  4. pp47 pisze:

    Dołączę się do zadziwienia tempem przemian przypominając, że sam zaledwie jakieś 21-22 lata temu kupiłem sobie "komórkę" Motoroli w sieci Centertel, ważącą 5kg (tak!!), o max. czasie rozmowy 40 min, a czuwania 8 godz. (w teorii, naprawdę krócej), za ponad 3 tys zł, co odpowiada chyba jakimś 8 tys obecnie, i używając ją musiałem płacic słono nie tylko za inicjowane rozmowy, ale także za połączenia przychodzące!!