GALERIA SŁAW: BRYGADA R-R

Ludowa mądrość mówi, że umierając nikt w świecie nie żałuje, że pracował zbyt mało. To jednak nieprawda – istniał przynajmniej jeden człowiek, który na łożu śmierci powiedział dokładnie to: że gdyby dostał drugą szansę, to pracowałby więcej i lepiej. Co ciekawe, nie był to żaden obibok, tylko prawdziwy pracoholik: Sir Frederick Henry Royce, Pierwszy Baronet Seaton.
Henry Royce pochodził z gminu – urodził się 27 marca 1863r. w Alwalton w hrabstwie Cambridgeshire jako najmłodsze, piąte dziecko Jamesa i Mary z domu King. Jego ojciec był prostym młynarzem, który w dodatku nie posiadał nawet własnego młyna, tylko dzierżawił go od zarządcy dóbr kościelnych. Zmarł w 1872r., zostawiając rodzinę bez środków do życia. Dziewięcioletni Henry porzucił więc szkołę po ukończeniu zaledwie jednej klasy i rozpoczął pracę jako sprzedawca gazet i dostarczyciel telegramów. Mimo wszelkich przeciwności wyrósł na wybitnego konstruktora i przedsiębiorcę, który stworzył jedną z najsłynniejszych w świecie firm samochodowych i lotniczych, a pod koniec życia otrzymał nawet szlachecki tytuł baroneta.
Biznesowy partner Royce’a, Charles Stewart Rolls, był jego dokładnym przeciwieństwem. Urodził się 27 sierpnia 1877r. w Londynie, w rodzinie arystokratycznej – jako syn Johna Allana Rollsa, I barona Llangattock i polityka Partii Konserwatywnej, jednakże sam szlacheckiego tytułu nie posiadał (w Wielkiej Brytanii tytuł dziedziczy tylko syn pierworodny, a Charles Stewart Rolls był trzeci). Odebrał świetne wykształcenie: najpierw w prywatnej szkole przygotowawczej, potem w ekskluzywnym Eton College i wreszcie na Uniwersytecie Cambridge, gdzie studiował inżynierię. Mimo cieplarnianych warunków, gruntownego przygotowania i prawdziwej technicznej pasji, w budowę słynnej marki włożył głównie rodzinny kapitał.
Co jednak ważne, obaj panowie mieli zbieżne cele i mimo dzielących ich różnic doskonale się dogadali. Każdy z nich posiadał dokładnie to, czego brakowało drugiemu – a ludzka współpraca oparta na dobrowolnej wymianie zasobów i wysiłków jest wszystkim, czego potrzeba do tworzenia dobrobytu i wszelkich wielkich dzieł. Historia firmy Rolls-Royce jest tego doskonałym przykładem.
Foto: public domain
***
Charlesa Rollsa określilibyśmy dziś mianem przedstawiciela tzw. złotej młodzieży. W 1896r., niedługo po ukończeniu 18 roku życia i dostaniu się na Cambridge, mógł on sobie pozwolić na wyjazd do Paryża, gdzie kupił swój pierwszy automobil (marki Peugeot) i został zaproszony do członkostwa w Automobilklubie Francji – organizacji bardzo hermetycznej, niedopuszczającej w swe szeregi nikogo spoza wąskich kręgów arystokracji.
Peugeot phaeton młodego Rollsa, rocznik 1896, był pierwszym powozem bez koni zarejestrowanym w Cambridgeshire. Ponieważ został zakupiony w trakcie obowiązywania osławionej ustawy Highways and Locomotives Act (zniesionej zresztą kilka miesięcy później, 14 listopada 1896r.), na poniższym zdjęciu widzimy go wraz z człowiekiem niosącym czerwoną chorągiew.
Foto: public domain
Rolls był wielkim entuzjastą techniki, zwłaszcza pojazdowej. Już w Eton pasjonował się mechaniką i mechanizmami, przez co zyskał pseudonim Dirty Rolls. Fascynował się każdą formą ruchu, w tym rowerami (na których z sukcesami ścigał się jako reprezentant uniwersytetu), kolejnictwem i jachtami. Aktywnie lobbował przeciwko ograniczeniom ruchu pojazdów mechanicznych – np. ustawie Highways and Locomotives Act – a w 1897r. został jednym z członków-założycieli Automobilklubu Wielkiej Brytanii.
Po ukończeniu studiów Rolls próbował sił jako urzędnik kolejowy i projektant parostatków, ale z przeciętnymi rezultatami. Szybko stwierdził, że lepiej nadaje się do sprzedaży i prowadzenia firm, dlatego w styczniu 1903r. założył jeden z pierwszych brytyjskich salonów samochodowych, mieszczący się na opuszczonym krytym lodowisku Lillie Hall przy Seagrave Road w Fulham.
Rolls dostawał od ojca kieszonkowe w wysokości 500 funtów rocznie (około 7-krotność rocznego wynagrodzenia robotnika), a na otwarcie biznesu otrzymał dodatkowo astronomiczną kwotę 6.600 funtów. Nie zmarnował jej: szybko uzyskał handlowe przedstawicielstwo Peugeota i belgijskiej Minervy, zorganizował warsztat zdolny naprawić lub dorobić każdą samochodową część i dysponujący „pojazdem szpitalnym” (hospital car), jak wówczas nazywano wzywane telefonicznie warsztaty mobilne.
Foto: public domain
***
Henry Royce w 1878r. rozpoczął praktyki na kolei. W ciągu kilku lat zaliczył jeszcze pracę w warsztacie wytwarzającym narzędzia, w firmie elektrotechnicznej i jako technik oświetlenia ulicznego w Liverpoolu. W sześć lat odłożył kapitał w wysokości 20 funtów – tyle jednak wystarczyło mu do otwarcia wytwórni domowych urządzeń elektrycznych przy Cooke Street w Manchesterze. Tzn. nie całkiem wystarczyło, bo kolejne 50 wyłożył przyjaciel Royce’a, Ernest Claremont, ale to było już wszystko. Po pięciu latach, w 1899r., firma Royce Ltd produkowała już elektryczne dźwigi, prądnice i maszyny przemysłowe, była też notowana na londyńskiej giełdzie.
Jedyne zachowane urządzenie firmy Royce Ltd, z tkalni Queen Street Mill w Burnley (Lancashire), przerobionej w 1982r. na muzeum
Foto: , Licencja CC
Po II wojnie burskiej (1899-1902) brytyjska gospodarka zwolniła, a przemysłowcy zaczęli odczuwać wzmożoną konkurencję ze strony USA i Niemiec. Henry Royce pomyślał, że dobrze byłoby rozszerzyć działalność – na przykład o automobile. Sam posiadał dwa spalinowe pojazdy z 1901r., marek de Dion i Decauville.
Właśnie Decauville (na zdjęciu) stał się bazą dla pierwszego pojazdu Royce’a – bo koncepcyjnie bardzo mu się podobał, tylko nie odpowiadał jakościowo. Konstrukcja wykazywała szereg wad skutkujących ustawicznymi awariami. Całkiem niepotrzebnymi, bo Royce większość z nich usunął nieskomplikowanymi poprawkami.
Foto: public domain
Tak wyglądała przeróbka Royce’a, z 1,8-litrowym silnikiem o dwóch cylindrach (karoseria jest oczywiście inna, bo wtedy była tylko dodatkiem do podwozia, zamawianym i wykonywanym w niezależnych firmach). Priorytetem była tu niezawodność – szalenie ważna, bo praktycznie niewystępująca w ówczesnym automobilizmie.
Foto: public domain
Royce 10 HP powstał w trzech eksperymentalnych egzemplarzach: jednym poruszał się sam Royce, pozostałymi – Ernest Claremont i inny manager firmy, Henry Edmunds. Właśnie Edmunds znał się przypadkowo z Charlesem Rollsem i zademonstrował mu pojazd: mimo że Rolls preferował silniki czterocylindrowe, zachwycił się komfortem, cichobieżnością i wykonaniem Royce’a 10 HP. Ucieszył się, bo jako dumny Anglik bardzo chciał sprzedawać produkty angielskie, tyle że do tamtej pory nie mógł znaleźć takowych o odpowiedniej jakości. Przekonał go dopiero Royce – obaj panowie musieli więc czym prędzej się spotkać.
Spotkanie nastąpiło 4 maja 1904r. w hotelu Midland w Manchesterze (na zdjęciu). Przy wszystkich dzielących ich różnicach dwie rzeczy rozmówcy mieli wspólne: pasję do nowoczesnej techniki i uwielbienie starannej pracy, rodzącej najwyższą Jakość. Szybko doszli więc do porozumienia, w myśl którego Rolls miał sprzedawać pojazdy Royce’a w cenie 395 funtów, a Royce – opracować modele większe i okazalsze, a równie solidne i niezawodne, by finalnie zaoferować pełną gamę automobili dwu-, trzy-, cztero- i sześciocylindrowych.
Foto: Clem Rutter, Licencja CC
Od tego spotkania zaczęła się historia marki Rolls-Royce. Na jego pamiątkę w ścianę hotelu Midland, przy samym wejściu, wmurowano tę oto rzeźbę. Dziś regularnie przyjeżdżają tam miłośnicy marki, prywatnie lub na zorganizowane zloty.
Foto: Nick Harrison, Licencja CC
***
Pierwszy samochód marki nazywał się Rolls-Royce 10 HP i został zaprezentowany na paryskim Salonie Samochodowym pod koniec 1904r. Dwucylindrowy silnik został powiększony do dwóch litrów, rozwijał moc 12,5 KM i nadawał pojazdowi maksymalną prędkość 40 mph.
To nie był duży wóz – miał rozstaw osi 75 cali (1.905 mm) i długość około 3,2 metra, zależnie od użytej karoserii (aż do 1949r. Rolls-Royce dostarczał wyłącznie podwozia do zabudowy). Planowano wyprodukować 20 sztuk, ale do 1906r. sprzedało się tylko 16. Przynajmniej cztery istnieją do dziś – firma nie bez powodu szczyci się najwyższym odsetkiem przeżywalności samochodów na całym rynku.
Foto: Terry Whalebone, Licencja CC
Zgodnie z umową większe modele faktycznie powstały: już na paryskiej wystawie w grudniu 1904r. obok małego 10 HP stały trzycylindrowy 15 HP, czterocylindrowy 20 HP i sześciocylindrowy 30 HP.
Model 15 HP miał trzy cylindry, trzy litry pojemności i maksymalną prędkość 40 mph przy rozstawie osi 2.616 mm. Kosztował 500 funtów i znalazł sześciu amatorów, do dziś przetrwał w jednym egzemplarzu.
Foto: Malcolma, Licencja CC
20 HP to już cztery cylindry, cztery litry, podwójny zapłon i prędkość do 55 mph przy rozstawie osi 2.692 lub 2.896 mm. Ten model odniósł większy sukces – powstało 37 podwozi w cenie 650 funtów, do dziś istnieją trzy.
Foto: public domain
30 HP miał silnik sześciocylindrowy, sześciolitrowy, z siedmioma łożyskami głównymi i dwoma kołami zamachowymi po dwóch stronach wału, osiągał prędkość do 55 mph i miał rozstaw osi 2.845 lub 2.997 mm. Kosztował oczywiście najwięcej, bo 890 funtów, lecz mimo to okazał się najpopularniejszy, z wynikiem 40 sztuk. Obecnie znana jest jedna.
Foto: public domain
W 1905r. opracowano nawet jeden z pierwszych w świecie pojazdów z silnikiem V8 – 3,5-litrowym, z zamkniętym, ciśnieniowym obiegiem smarowania (nowość w tamtych czasach), ale też obrotami zdławionymi na tyle, by nie dało się przekroczyć przepisowej wówczas w Wielkiej Brytanii prędkości 20 mph. Auto, nazwane Legalimit, było wyjątkowo ciche i komfortowe, jednak z powodu swej powolności nie przyciągało klientów. Wyprodukowano trzy sztuki, lecz tylko jedna została sprzedana, po czym szybko zwrócona. Odtąd wszystkie służyły jako służbowe pojazdy w fabryce.
Legalimit to jedyny samochód Rolls-Royce, którego wszystkie egzemplarze zezłomowano. Nie istnieją nawet fotografie, a jedynie odręczne ryciny.
Szkic: public domain
Cała gama nosiła markę Rolls-Royce, a reklamy akcentowały przede wszystkim nazwisko Rollsa, chociaż faktycznym producentem była firma Royce Ltd. Dopiero 15 marca 1906r. formalnie powstała spółka Rolls-Royce Ltd: głównym udziałowcem został ten pierwszy wspólnik, który zapewnił większość kapitału, drugi natomiast otrzymał posadę dyrektora technicznego z pensją 750 funtów rocznie plus 4% nadwyżki rocznego zysku netto powyżej 10.000 funtów.
W 1906r. wszystkie dotychczasowe modele zostały wycofane i zastąpione jednym – legendarnym 40/50 Silver Ghost, który zdefiniował pojęcie luksusowego samochodu: wyróżniał się nie tylko okazałością i komfortem, ale przede wszystkim niesłychaną jakością wykonania i bezawaryjnością. Co oczywiście nie oznaczało bezobsługowości – wręcz przeciwnie, eksploatacja ówczesnego automobilu wymagała zatrudnienia pełnoetatowego szofera (skróty instrukcji obsługi i serwisowania już kiedyś przedstawiałem: LINK1 LINK2). Tyle że szofer był członkiem służby, którego wysiłki pozostawały „niewidzialne”, podczas gdy właściciel pojazdu mógł na nim stuprocentowo polegać (tzn. w przypadku Rolls-Royce’a, bo gdzie indziej takiego komfortu nie zapewniała żadna liczba roboczogodzin przepracowanych przez lokaja w garażu). To była podstawa legendy marki.
Oznaczenie Silver Ghost było początkowo nazwą własną nadaną dwunastemu wyprodukowanemu egzemplarzowi – skarosowanemu przez firmę Barker, pomalowanemu na srebrno i zarejestrowanemu z numerem AX 201. Dopiero w 1926r., po zakończeniu produkcji, zaczęto tak określać ogólnie sam model (zdjęcie zrobione w 2004r., podczas obchodów stulecia marki pod hotelem Midland).
Foto tytułowe: Malcolma, Licencja CC
Sukces rynkowy nigdy nie bierze się z samej wartości produktu – trzeba jeszcze przekonać nabywców. Dlatego pod koniec 1906r. Charles Rolls udał się w podróż do USA, by promować markę i jej samochody. Również w kraju nie zaniedbywano PR-u: w 1907r. Silver Ghost nr AX 201 wygrał długodystansową próbę niezawodności w Szkocji, a zaraz potem przejechał non-stop 15 tys. mil, pokonując trasę Londyn-Glasgow 27 razy pod rząd. Na całym dystansie nie nastąpił ani jeden przymusowy postój, a koszt wymienionych po próbie części wyniósł dwa funty, dwa szylingi i siedem pensów.
Rolls-Royce Silver Ghost w czasie próby niezawodności
Foto: public domain
***
W tym samym czasie zainteresowania Charlesa Rollsa zwróciły się w kierunku lotnictwa. Awiacją pasjonował się on od zawsze – np. już w 1903r. zdobył złoty medal Gordona Bennetta za najdłuższy lot balonowy. Będąc głównym udziałowcem firmy Rolls-Royce namawiał Henry’ego Royce’a do pracy nad silnikami lotniczymi, na co jednak ten nie miał wtedy czasu.
W 1908r. Rolls został drugim Brytyjczykiem, który wzniósł się w powietrze w samolocie, choć tylko jako pasażer (pilotem był wtedy sam Wilbur Wright, a lot trwał 4 minuty i 20 sekund). W październiku 1909r. kupił samolot typu Wright Flyer, wyprodukowany na licencji przez brytyjską firmę Short Brothers (skądinąd pierwszego w świecie komercyjnego wytwórcy samolotów). Odbył na nim około dwustu lotów. Między innymi 2 czerwca 1910r. jako pierwszy w dziejach przeleciał nad Kanałem La Manche w obie strony bez lądowania, za co otrzymał złoty medal Królewskiego Aeroklubu.
Charles Rolls w balonie z Mrs Assheton Harbord, również zapaloną baloniarką
Foto: public domain
Latanie pochłonęło Rollsa całkowicie, dlatego w 1909r. zrezygnował on z kierowania firmą Rolls-Royce pozostając jedynie dyrektorem niewykonawczym (oraz oczywiście głównym udziałowcem). Nie trwało to jednak długo: 16 lipca 1910r., w czasie pokazu na lotnisku Hengistbury, ogon jego samolotu oderwał się od kadłuba, co spowodowało utratę sterowności i uderzenie w ziemię. 32-letni pilot zginął na miejscu.
Charles Rolls został pierwszą śmiertelną ofiarą lotnictwa w Wielkiej Brytanii, a jedenastą w świecie.
Foto: public domain
***
Charles Rolls żył krótko, ale to jemu marka zawdzięcza swą sławę: to on najpierw wprowadził ją na światowe rynki (czego sam Royce zapewne nie zdołałby zrobić), a potem wypromował jako symbol elitarności. Wszelkie późniejsze legendy o Rolls-Royce’ach – że nigdy się nie psują, że najgłośniejszym hałasem w ich kabinach jest tykanie zegarka, albo że kosztują najwięcej w świecie – były już tylko późniejszym pójściem za ciosem i utrzymywaniem twarzy nadanej przez arystokratycznego współtwórcę (w rzeczywistości niezawodność ówczesnych aut zależała od codziennej, bardzo intensywnej pracy szofera, silniki – choć faktycznie ciche i jedwabiste – pracowały znacznie głośniej od jakiegokolwiek zegarka, a 985 funtów żądane za podwozie Silver Ghost stanowiło ledwie połowę ceny porównywalnych produktów Panharda czy Mercedesa). Również Rolls namówił wspólnika na konstruowanie silników lotniczych: pierwszy z nich ukazał się w 1915r. zapoczątkowując nowy rozdział w historii firmy, dla której z czasem branża lotnicza stała się ważniejsza od samochodowej.
Rolls niestety tego nie dożył – podobnie jak międzynarodowego sukcesu Silver Ghosta (który przetrwał na rynku 20 lat i sprzedał się w liczbie 7.874 egz. – większej niż jakikolwiek samochód ówczesnej Europy!!), a nawet narodzin Spirit of Ecstasy – figurki, która od 1911r. zdobiła chłodnice Rolls-Royce’ów. Tak, dopiero od 1911r. – nie ma jej więc najsławniejszy Silver Ghost, o numerze AX 201.
Pierwowzorem Spirit of Ecstasy – zwanej też Eleanor, Silver Lady, lub Flying Lady – była rzeźba autorstwa Charlesa Robinsona Sykesa, a zamówiona w 1909r. przez brytyjskiego pioniera automobilizmu, barona Johna Montagu. Modelką została jego kochanka, Eleanor Velasco Thornton (na zdjęciu), z którą baron nie mógł się ożenić z powodu różnicy pochodzenia.
Foto: public domain
W tamtym czasie takie maskotki stały się modne, dlatego jeden z managerów firmy, Claude Johnson, zamówił u Sykesa podobną figurkę jako seryjny znak firmowy. Nie polubił jej niestety sam Royce, który w momencie składania zamówienia był chory, a takie ekstrawagancje uważał za zbędne lub wręcz szkodliwe (bo np. ograniczające widoczność). Dlatego w swoich samochodach figurkę demontował.
Na przestrzeni lat rozmiar Spirit of Ecstasy zmniejszał się, a materiał i forma wielokrotnie ulegały zmianom: np. w latach 1934-56 postać przybrała pozycję klęczącą, były też opcjonalne warianty pozłacane, wykonane z kryształu górskiego albo nawet wysadzane diamentami. Na zdjęciu widzimy formę pierwotną, z posrebrzanej stali nierdzewnej.
Foto: public domain
Pomysłodawca sławnej figurki, Claude Johnson, sam siebie określał jako „myślnik w nazwie Rolls-Royce”. To on podał założenia modeli marki innych niż 10 HP (włącznie z niefortunnym Legalimit), prowadził samochód AX 201 w czasie pamiętnych prób niezawodności, a po śmierci Rollsa przejął stery firmy, które dzierżył do końca swego życia – co zbiegiem okoliczności nastąpiło w 1926r., prawie dokładnie w momencie wycofania modelu Silver Ghost.
Foto: public domain
***
Co tymczasem działo się z Royce’em?
Royce jeszcze przed 1910r. podupadł na zdrowiu – również przez morderczą pracę niemal 24h na dobę, z jedynie krótkimi przerwami na sen, ale na porządny posiłek już nie zawsze. W 1906r. podjął się nadzoru budowy nowej fabryki przy Nightingale Road w Derby, oczywiście nie oddając swych zwykłych obowiązków, które zajmowały mu znacznie więcej niż zwykłą dniówkę.
W 1912r., po kilku operacjach ratujących życie, lekarze dali Royce’owi najwyżej kilka miesięcy, ale on nie posłuchał ich prognoz – posłuchał natomiast Johnsona, który doradził przeprowadzkę w zdrowszy, śródziemnomorski klimat południowej Francji. Royce wybudował więc willę w Le Canadel, pomiędzy St Tropez i Toulonem, gdzie urządził biuro konstrukcyjne i… zaczął pracować zdalnie, zanim to stało się modne. Codziennie wymieniał z Johnsonem tasiemcowe telegramy, które kosztowały fortunę, ale pozwalały firmie efektywnie działać. W lecie czasem przyjeżdżał do Anglii, lecz nigdy do zakładu w Derby, a tylko do swej drugiej willi w West Wittering (West Sussex).
Jeremy Clarkson nazwał Royce’a „jednoosobową fabryką złotych myśli”. Praktycznie wszystkie jego znane wypowiedzi wychwalają jakość i najwyższe standardy pracy: „Nie akceptuj niczego, co jest tylko akceptowalne„, „Zawsze rób wszystko, co tylko możesz, lub choćby marzysz, że chciałbyś móc„, „Jakość pozostaje z nami długo po tym, jak wysoką cenę dawno już zapomnimy” (niektórzy odwracają ten cytat i podają jako przestrogę – że dziadostwo pozostaje z nami znacznie dłużej niż pamiętamy, ile zaoszczędziliśmy). Dwie najważniejsze i najczęściej powtarzane dewizy brzmią: „Nigdy nie ignoruj drobiazgów, bo ich suma tworzy perfekcję – a perfekcja jest wszystkim, tylko nie drobiazgiem” oraz „Cokolwiek, co zostało porządnie zrobione, choćby nie wiem jak błahe, jest szlachetne„.
Górnolotne i pretensjonalne? W pierwszej chwili tak. Gdy jednak popatrzymy na dobrze umytą szklankę, na dokładnie posprzątany pokój, na odręczną notatkę napisaną starannym, regularnym pismem z prawidłową interpunkcją, albo na estetycznie podaną kanapkę, na równo ukrojonej kromce chleba z symetrycznie ułożonymi plasterkami – przyznamy Royce’owi rację. To rzeczy banalne, ale na swój sposób szlachetne, zwłaszcza naprzeciwko tych wykonanych „akceptowalnie”.
Sir Frederick Henry Royce nigdy nie akceptował rzeczy „akceptowalnych”, a jedynie perfekcyjne. W tym celu osobiście zatwierdzał każdy szczegół każdego produktu i wielokrotnie nudził o poprawki drobnych detali.
Foto: public domain
***
Jesienią 1928r. Henry Royce rozpoczął pracę nad nowym silnikiem lotniczym. Pierwsze szkice narysował na piasku plaży w West Wittering, a już po roku 12-cylindrowa, 37-litrowa jednostka Rolls-Royce R z mechanicznym doładowaniem rozwinęła moc 2.800 KM. Po intensywnych testach i szeregu poprawek stała się najlepszym lotniczym silnikiem ówczesnego świata.
Jednostka Rolls-Royce R wystawiona w londyńskim Science Museum
Foto:
Napędzany tym silnikiem samolot Supermarine S6 ustanowił absolutny rekord prędkości – 575 km/h, poprawione we wrześniu 1931r. na 656 km/h. Do bicia rekordów lądowych używali go Malcolm Campbell (484 km/h w 1935r.) i George Eyston (575 km/h w 1938r.), zaś do motorowodnych – Henry Segrave, Kaye Don i znów Malcolm Campbell (ostateczny wynik to 228 km/h, z 1939r.). Właśnie za lotniczy silnik Rolls-Royce R i związany z nim wkład w potencjał militarny Wielkiej Brytanii Royce otrzymał w 1930r. tytuł szlachecki – którego paradoksalnie nigdy nie doczekał się urodzony w arystokratycznej rodzinie Charles Rolls.
Następcami serii R były silniki Rolls-Royce Griffon i Merlin, a po 1944r. firma rozpoczęła produkcję silników odrzutowych, w czym stała się globalnym potentatem. Od pewnego momentu produkcja samochodów stała się działalnością uboczną, wydzieloną w 1973r. do osobnej spółki Rolls-Royce Motors Limited. To jednak już całkiem inna opowieść.
***
W 1931r., w szczycie Wielkiego Kryzysu, firma Rolls-Royce przejęła Bentleya – malutkiego producenta aut supersportowych, który nigdy nie przynosił zysków, a funkcjonował wyłącznie jako hobby grupy bogatych dżentlemenów znanych jako Bentley Boys. Niedługo wcześniej Bentley zaprezentował luksusowy model 8-Litre, który zdążył powstać w tylko 100 sztukach (uznany za konkurenta Rolls-Royce’a, po przejęciu firmy został wycofany, a zapas jego części zamiennych – zniszczony). Trzy lata później marka Bentley powróciła jako znaczek firmowy przyczepiany do modeli drugiej, „małej” serii Rolls-Royce’ów ze wzmocnionymi silnikami, które nazywano „cichymi autami sportowymi”. Nie spodobało się to fanom marki wygrywającej niegdyś seryjnie w Le Mans, ale bez tego o Bentleyach czytalibyśmy dziś wyłącznie w kontekście lat 20-tych.
Henry Royce nie dożył premiery tych aut: zmarł rok wcześniej, 22 kwietnia 1933r. w swej angielskiej willi w West Wittering. Przeżył 70 lat – o 21 więcej niż wróżyli mu niegdyś lekarze, mimo że tempa pracy nie zwolnił. Przygotowując nowe modele z uskrzydloną literą B w miejsce RR orzekł, że takie wozy muszą dostać amortyzatory o regulowanej twardości. Odpowiedni projekt narysował na kopercie w ostatniej dobie życia i wieczorem 21 kwietnia 1933r. przekazał opiekującej się nim pielęgniarce wraz z poleceniem, by zadbała o jego skuteczne dostarczenie do fabryki w Derby.
Henry Royce do ostatnich chwil nie przestał pracować – a mimo to umierając żałował, że nie pracował jeszcze więcej
Foto: public domain
To nie jest jednak najciekawszy z cytatów z niego: mnie najbardziej podoba się ten o starannej pracy nadającej szlachetność każdej, choćby najdrobniejszej rzeczy. Uważam, że warto wziąć to sobie do serca, zwłaszcza że sam Henry Royce udowodnił to w sposób nieco przewrotny: będąc synem prostego młynarza, osieroconym w wieku 9 lat po ukończeniu zaledwie jednej klasy podstawówki, swym własnym wysiłkiem zbudował markę będącą chyba najdobitniejszym symbolem szlachectwa, a sam otrzymał nawet szlachecki tytuł. Tytuł, którego nigdy nie nosił jego wspólnik: urodzony w rodzinie arystokratów, wykształcony najlepiej jak się tylko dało i szastający workami pieniędzy od wieku nastoletniego.
Oczywiście, rola Charlesa Rollsa też była ważna – bo praca oddzielona od kapitału i przedsiębiorczości jest równie nieefektywna jak kapitał i przedsiębiorczość bez pracy. Te czynniki muszą spotkać się w jednym miejscu i czasie – np. w hotelu Midland w Manchesterze, 4 maja 1904r. W tamtych okolicznościach, czyli XX-wiecznym kraju cywilizacji anglosaskiej, istniały najlepsze w dziejach warunki współdziałania pracy z kapitałem i przedsiębiorczością, czytaj – warunki do budowania dobrobytu. Jak mało gdzie i kiedy, plebejusz bez żadnej szkoły mógł założyć wielkie przedsiębiorstwo, zainteresować sobą bajecznie bogatego arystokratę i nawiązać z nim równorzędne partnerstwo – jeśli tylko potrafił tworzyć coś merytorycznie wartościowego. A z takich połączeń rodzą się rzeczy prawdziwie wielkie i szlachetne.
Foto tytułowe: public domain
Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Dzisiaj ideologia niszczy przemysł
Oglądałem kiedyś film opowiadający historię powstania tej firmy, ale szczerze mówiąc dużo bardziej pobieżnie był tam potraktowany ten temat. Znakomity tekst, dziękuję za niego.
Jak zwykle ZŁOTO!
Małe uzupełnienie: Rolls-Royce R nie był pierwszym silnikiem lotniczym zaprojektowanym przez Royce’a. Pierwszy był Eagle, jeszcze z czasów Wielkiej Wojny. Henry Royce był szefem zespołu, który go zaprojektował. Firma tak pilnowała jakości produkcji, nawet w trudnych wojennych warunkach, że postawiała zaporowe wymagania dla producentów, którzy mogliby wytwarzać silnik na licencji (w ramach programu produkcji wojennej realizowanego przez Biuro Wojny). Tylko Straker-Squire był w stanie im sprostać.
Od początku lat 20. centralnymi postaciami w dziedzinie silników lotniczych Rolls-Royca’a byli pozyskany w Napiera Arthur Rowledge („R” to w dużej mierze jego dzieło), Ernest Hives (też fascynująca postać i tytan pracy chyba nie mniejszy niż Royce) i Cyryl Lovesey. W firmowej nomenklaturze – bo ważniejsi konstruktorzy mieli własne kody identyfikacyjne – odpowiednio: Rg, Hs i LOV. Dla Henry’ego Royce’a przydzielono kod R.
Bardzo dziękuję za uzupełnienie, uwzględniłem je w dwóch miejscach artykułu.
Z podanych tu danych wynika, że Pan Royce otierał firmę mając kapitał 3 miesięcznych pensji robotnika. Czyli uwzględniając czas i miejsce jakieś 12-15 tys PLN.
Teraz za tyle to ciężko otworzyć budkę z zapiekankami.
We dwóch mieli już prawie pensję roczną 🙂 Ale to prawda, że dziś za to nie zdziała się nic.
niesamowita historia! do tej pory w sumie niewiele co wiedziałem o tej firmie, prócz tego, że robią (ponoć) rewelacyjne silniki lotnicze, i strasznie drogie (a więc dla mnie mało ciekawe) samochody, a tu proszę, tacy niesamowici ludzie.
Szczepanie nie przestajesz zaskakiwać! i to jest super!
a co do samolotu braci Wright to jestem pełen podziwu jak tym czymś latali, bo tym to najłatwiej się rozbić, przynajmniej we Flight Symulatorze 2004, gdzie innymi samolotami latam bez problemów, z lądowaniami włącznie (choć zwykle nie na lotnisku, bo ciężko utrafić hehe) no i oczywiście z realizmem ustawionym na max, a nie easy 😉
choć bawimy się tym (z córcią) dopiero parę dni, oczywiście na klawiaturze, bo joysticka nie mogę znaleźć, ale fajna sprawa 🙂 wcześniej miałem tylko Flight symulatora 3.0 na DOS-a, i też fajny 🙂
jak by ktoś miał jakiś niepotrzebny joystick (oczywiście proporcjonalny, taki potencjometrowy a nie microswitchowy jak w Atari/Commodore), najlepiej Microsoftu lub Logitecha i na USB to ja bardzo chętnie 🙂 może być uszkodzony (to się go naprawi)
SideWinder Precision Pro może być? jeśli tak, to daj namiary na jakiś paczkomat blisko Ciebie
jasne 🙂 bardzo chętnie 🙂 napisz mejla michal_fso@o2.pl, a paczkomat najbliższy LUB33M 🙂
Rewelacyjny artykuł. Jako zwieńczenie, przydałaby się przejażdżka po godzinach jakimkolwiek Rolls-Royce’em 😎
Jedna już była, ale dawno:
https://automobilownia.pl/strumien-swiadomosci-jak-nie-teraz-to-kiedy-jak-nie-my-to-kto-cz-i/
A do kolejnych potrzebna byłaby dobra dusza z takim cackiem.
do MotoKotów napisz Szczepanie 🙂 może i na razie nie jeździ, ale może już mają plan co tam zamontować 😉
Kolejny świetny artykuł. Nie komentuję wszystkich, ale zawsze są na najwyższym poziomie. I bardzo ładnie napisałeś o tej szklance i kanapce. Wyobrażam sobie, że takie właśnie przygotowuje dla Ciebie żona. Wspaniale, że to zauważasz i doceniasz. Pozdrawiam.
Jako ciekawostkę dorzucę, że silnik lotniczy RR Merlin napędzał nie tylko samoloty czy rekordowe łodzie, ale znalazł się jeden świr w Anglii, który wbudował odkupiony ze złomu egzemplarz do samochodu, a w zasadzie, o ile dobrze pamiętam, do ulepa z dwóch samochodów. Co więcej maszyna była dopuszczona do normalnego ruchu drogowego.
Fakt, BBC zrobiło nawet materiał o tej Bestii🙂 https://www.youtube.com/watch?v=NBVoO61a3f0
Kiedyś pod koniec lat 60. ub. w. , w epoce kolekcjonowania prospektów samochodowych, Rolls-Royce zaszczycił mnie czterostronicową broszurką z modelem Silver Shadow w wersji limuzyna i cabrio oraz odpowiednikami Bentleya T. Lepsze prospekty przysyłał wtedy Rover z Land Roverem Series I, a Mercedes to był wypas poza prospektami była cała rozkładanka z historią, aktualnymi modelami osobówek, ciężarówek i autobusów. Nieco później przebiły je duże plakaty Harriera latającego w krzakach, Quantasu z przekrojami Boeinga 747i i promu m/s Visby z Viking Line (vel Skandynawia z Polferries) naklejonego na płócienny blejtram.