GALERIA SŁAW: HISTORIA WCALE NIE-PROSTA

 

Wielu ludzi czuje, że są niedoceniani, ale mało kto mówi o tym publicznie. Powiedzieć „jestem lepszy niż wszyscy myślą” – tak nie wypada. To grzech pychy, a pycha wzbudza odrazę.

A jednak, w wyścigowym świecie jest człowiek, który nie waha się publicznie skarżyć na niedocenienie jego osoby. Obiektywnie rzecz biorąc, ma rację: ze względu na swe osiągnięcia powinien być wymieniany jednym tchem z największymi gwiazdami wszech czasów, tak jednak dzieje się rzadko. Czy słusznie? To oczywiście zależy od punktu widzenia, tzn. przyjętej definicji „największych gwiazd”. Nie można jednak zaprzeczyć, że właśnie niedocenienie jest najwyraźniejszą cechą biografii tego kierowcy. Kierowcy nazwiskiem Alain Prost.

***

Alain Prost rywalizował w czasach wyjątkowego wysypu wybitnych talentów. Do jego przeciwników należeli Gilles Villeneuve, Niki Lauda, Nelson Piquet, Keke Rosberg, Nigel Mansell i Ayrton Senna, by wspomnieć wyłącznie mistrzów świata. Spośród nich Prost aż czterokrotnie okazywał się najlepszy, a łącznie tylko 12,5 punktu dzieliło go od zdobycia aż ośmiu tytułów (tyloma nie szczycił się nikt w historii) !! W trzynastu przejeżdżonych sezonach – 1980-93, z pauzą w 1992 – aż jedenastokrotnie bił swych zespołowych kolegów: jedynie w sezonie debiutanckim o pojedynczy punkt wyprzedził go John Watson (który zaliczył więcej wyścigów), a w 1984 – o całe pół punktu ówczesny mistrz świata, Niki Lauda.

W tamtych czasach tylko jeden kierowca miał na koncie więcej tytułów mistrzowskich (Juan Manuel Fangio – pięć). Nikt natomiast nie odniósł aż 51 zwycięstw (co przy 199 startach oznaczało skuteczność 25,6%), ani nie stawał na podium 106 razy (53,3%). Francuz wywalczył 33 pierwsze pola startowe, 41 najlepszych okrążeń i aż 8 hat-tricków – wygranych po starcie z pierwszego pola i ustanowieniu najlepszego czasu okrążenia. Należy też do nielicznych zawodników, którzy zapunktowali w swym debiutanckim wyścigu.

Dlaczego więc Prost ma niewielu fanów? Ponieważ sport to show, a on showmanem nie był. Szybko zdobył przydomek „Profesor”, bo jego jazda była „naukowa”, starannie skalkulowana. Gawiedź tego nie lubi: wybiera idoli gorącokrwistych, spontanicznych i walecznych, dlatego też, w czasach Prosta, w przytłaczającej większości kibicowała jego arcyrywalowi, Ayrtonowi Sennie. Senna był niemal mistykiem: z przejęciem opowiadał, że za kierownicą wpada w trans, że ma poczucie „przebywania poza ciałem” i „kontaktu z Absolutem„. Jak więc kibice mieli go nie kochać…?

Jeśli w GP Monaco ’84, w ulewnym deszczu, brazylijski żółtodziób w jednym ze słabszych bolidów przebija się z miejsca trzynastego na drugie (choć na tym torze wyprzedzać prawie się nie da), a francuscy sędziowie dokładnie w tym momencie przerywają wyścig, ratując zwycięstwo swego rodaka – to czy można się dziwić sympatiom publiki…?

Alain Prost ma o to żal. W wieku 70 lat uważa, że nie był oceniany sprawiedliwie, że jego osiągnięcia zasługują na większe uznanie. Spróbujmy więc się im przyjrzeć.

Foto: Jerry Lewis-Evans, Licencja CC

***

Alain Prost urodził się 24 lutego 1955r. w Lorette w departamencie Loary. Jego rodzice – pochodzenia ormiańskiego – prowadzili zakład meblarski, a on sam od dzieciństwa uprawiał sportową gimnastykę i piłkę nożną. Samochodami się nie interesował – aż do wieku 14 lat, kiedy to na wakacjach w Antibes, na Lazurowym Wybrzeżu, wziął udział w amatorskim wyścigu go-kartów (prawie przypadkowo: mama namówiła go, by potowarzyszył starszemu bratu, ciężko choremu na raka, który sam chciał się pościgać). Alain z łatwością wygrał, mimo że lewe ramię miał w gipsie, po upadku na sali gimnastycznej. Wtedy pomyślał, że wyścigi mogą być czymś dla niego.

Dalej poszło szybko: kartingowe mistrzostwo Francji juniorów Prost zdobył w 1973r., seniorów – rok później. Po krótkiej przerwie na służbę wojskową przeszedł do Formuły Renault (gdzie został mistrzem Europy ’77) i Formuły 3: tam, w 1979r., znów został mistrzem Europy i zwycięzcą Grand Prix Monaco – co w myśl niepisanej tradycji zapewniło propozycje testów w Formule 1. Prost dostał zaproszenie od zespołu McLarena, a ponieważ wykręcił czasy lepsze od etatowych kierowców F1, natychmiast dostał kontrakt na sezon ’80.

Arie Luyendijk i Alain Prost w wyścigu F3 na holenderskim torze Zandvoort, 4 czerwca 1979r.

Foto: public domain

Tak błyskotliwy awans do F1 zdarza się rzadko – zwłaszcza komuś, kto do go-karta wsiadł jako 14-latek. Bożyszcza tłumów – jak Ayrton Senna czy Robert Kubica – najczęściej zaczynają w wieku przedszkolnym: daje to gigantyczną przewagę w ukierunkowanym rozwoju mózgu, sprawiającą wrażenie faktycznie nadludzkich zdolności. Ci, którzy dzieciństwo przegapią, mogą co najwyżej zostać „Profesorami”.

***

W którym sezonie czuł pan życiowy szczyt formy?” – spytał Prosta redaktor pisma „Motor Sport„. Ten, po długim zawahaniu, odparł: „W formie byłem wtedy, kiedy być chciałem. Ja zawsze – albo przynajmniej przez większość czasu – kontrolowałem to, co robiłem. Walczyłem, kiedy walczyć potrzebowałem i chciałem„. Pełne panowanie nad sytuacją, świadome kierowanie pojazdem i całym życiem, samodzielne decydowanie o tym, czy przycisnąć, czy może zawnioskować o przerwanie wyścigu. Trudno o lepsze podsumowanie charakteru Prosta i przepaści dzielącej go od Senny.

Na testach McLarena Francuz czuł się jak w domu: zero stresu, zero tremy – wspominał ówczesny zawodnik zespołu, John Watson.

W pierwszym wyścigu, Grand Prix Argentyny rozegranym 13 stycznia 1980r. w Buenos Aires, Prost zajął szóste miejsce zdobywając jeden punkt: to wielkie osiągnięcie, choć warto dodać, że tylko siedmiu zawodników dojechało do mety, bo fatalny stan nawierzchni toru spowodował wypadki lub urwanie zawieszeń większości bolidów (zwycięzca, Australijczyk Alan Jones, dwukrotnie wypadał z trasy – mimo to dojechał pierwszy, bo inni mieli więcej przygód).

Argentyńczyk Carlos Reutemann (późniejszy polityk), załamany po uszkodzeniu bolidu w domowym wyścigu

Foto: Eduardo Forte

W całym sezonie Prost zdobył pięć punktów – tylko jeden mniej od doświadczonego Watsona. Byłoby lepiej, gdyby nie liczne awarie, z których jedna, w kwalifikacjach do GP RPA, spowodowała wypadek i poważną ranę nadgarstka. Obserwując z trybun, jak całe podium zajmowali Francuzi – René Arnoux, Jacques Laffite i Didier Pironi – Prost postanowił zmienić niekonkurencyjny zespół. Gdy później, w Montrealu, podwozie nowego McLarena M30 rozpadło się na kawałki, Prost podpisał kontrakt z Renault-Elf. „Rozstaliśmy się w przyjaźni” – wspominał – „bo mimo że nie ufałem technice McLarena, bardzo szanowałem Rona Dennisa„.

McLaren M29 z silnikiem Coswortha, którym Alain Prost przejeździł swój pierwszy sezon Formuły 1

Foto: , Licencja CC

***

Kolejne trzy lata Prost spędził z Renault. Ekipa wprowadzała właśnie turbodoładowane silniki V6, a jej kierowcy – z których drugim był doświadczony i agresywny René Arnoux – dawali wielkie nadzieje. „Jeśli eksperymentalna technika nie zawiedzie, Renault będzie nie do pobicia” – komentował Carlos Reutemann.

Alain Prost w 1981r.

Foto: public domain

Los chciał jednak inaczej. Pomiędzy zawodnikami nastąpiły tarcia, gdyż młody Prost jeździł szybciej, lecz nie ukończył aż sześciu z siedmiu pierwszych wyścigów (dwukrotnie z powodu kolizji, czterokrotnie – awarii turbo). Wyścig ósmy wygrał: było to jego pierwsze zwycięstwo, tym cenniejsze, że odniesione we Francji.

Wcześniej wierzyłem, że mnie na to stać. Teraz już to WIEM” – skomentował Prost, który odtąd złapał wiatr w żagle. Do końca sezonu zaliczył dwa kolejne zwycięstwa, dwa drugie miejsca i pole position, co dało piąte miejsce w generalce – tylko 7 punktów za mistrzem, Nelsonem Piquetem (to był najbardziej wyrównany sezon w historii F1). Weteran Arnoux uplasował się cztery oczka niżej.

Renault Prosta przed Williamsem Alana Jonesa w GP Holandii ’81

Foto: Hans van Dijk, Licencja CC

Sezon ’82 Prost rozpoczął dwoma zwycięstwami, a skończył jako czwarty. Niestety, mocno pokłócił się z Arnoux, który wbrew poleceniu szefostwa nie przepuścił partnera przed metą GP Francji. Renault odniosło wspaniałe podwójne zwycięstwo na ojczystej ziemi, jednak relacje w zespole zepsuły się zupełnie. Podobnie jak relacje z publiką i prasą, bo po pierwsze, ustawianie wyników nie leży w duchu sportu, a po drugie – rozżalony Prost skrytykował przy okazji zawodność turbodoładowanego bolidu. „Mogliśmy być mistrzami świata, gdyby nie DZIEWIĘĆ awarii układu paliwowego – tego samego elektrycznego silniczka za dwadzieścia dolarów, którego Renault nie chce zmieniać, bo używa go też w autach seryjnych. Angielski zespół nigdy by się tak nie zachował – oni są pragmatyczni„.

W 1983r. Prost został wicemistrzem świata, zwyciężając czterokrotnie i tracąc jedynie dwa punkty do mistrza, Nelsona Piqueta. Mimo to, był wściekły – na samochód (jego zdaniem niekonkurencyjny) oraz zespół (za „brak motywacji” – między innymi z powodu niezłożenia protestu w sprawie nielegalnego paliwa używanego przez zespół Piqueta oraz „zbyt nieśmiałego” rozwijania silnika). Zespół nie pozostawał dłużny, obwiniając Prosta o niezdobycie tytułu (choć wicemistrzostwo było jego najlepszym dotychczasowym wynikiem). Dwa dni po ostatnim wyścigu Renault wypowiedziało kontrakt, a zaraz potem grupa pracowników firmy podpaliła dwa prywatne samochody Prosta. Po tym incydencie zawodnik przeprowadził się do Szwajcarii.

Turbodoładowane Renault RE40 Alaina Prosta, z sezonu 1983r.

Foto: Darren, Licencja CC

***

Prost i Senna spotkali się po raz pierwszy 12 maja 1984r., w czasie Wyścigu Mistrzów zorganizowanego przez Mercedesa jako otwarcie nowego toru Nürburgring i jednocześnie promocja sportowego modelu 190E 2.3-16.

Dwadzieścia bolidów prowadziło dwadzieścia gwiazd. Ruszającego z pierwszego pola Prosta szybko wyprzedził najmłodszy w stawce kierowca – Ayrton Senna, który prowadzenia nie oddał do końca. „Wtedy zrozumiałem, że to ktoś wyjątkowy” – wspominał później Francuz – „w końcu wszyscy mieliśmy identyczny sprzęt„. Kiedy indziej jednak dodał, że przy wyprzedzaniu Brazylijczyk niemal zepchnął go z toru.

Foto: Spurzem, Licencja CC

Prost nie lubi mówić o Sennie. Przykro mu, że całą jego karierę postrzega się przez pryzmat rywalizacji, którą sam nazywa „toksyczną”, chociaż na przestrzeni trzynastu sezonów partnerował aż pięciu mistrzom świata. „Z Nelsonem [Piquetem] pojechaliśmy na wspólne wakacje w 1983r., kiedy zażarcie walczyliśmy o mistrzostwo. Keke [Rosberg] był niewiarygodny, to mój najlepszy kolega spośród kierowców. A potem, gdy przyszedł Ayrton i doszliśmy do pewnego etapu – to już mnie nie cieszyło. Przy innych pojedynkach fani… nie, to była ogromna różnica. Bardzo mnie to bolało. A najbardziej we Francji, w moim własnym kraju. Cierpiała przez to moja forma, bo jestem typem zawodnika, który musi czuć się dobrze i cieszyć tym, co robi […] „Wolałbym mówić o pracy, jaką wykonywaliśmy [w innych latach], o czynionych postępach, o poczuciu bycia zespołem, jedną rodziną o tym jednak nikt nie chce słuchać. Wielka szkoda, ale trudno, widocznie tak musi być […] Ayrton nie chciał mnie wyprzedzić – on chciał mnie zniszczyć. A ludzie zawsze wolą takie sensacje niż ględzenie o konstruktywnej współpracy”.

Prost i Lauda – zaciekli rywale na torze i serdeczni przyjaciele poza nim

Foto: public domain

Niecały miesiąc po Nürburgringu Prost i Senna spotkali się w Formule 1, na pamiętnym, niedokończonym Grand Prix Monaco. To jeden z donioślejszych momentów w historii samochodowego sportu i jedna z największych kontrowersji. „To był nasz pierwszy rok z ceramicznymi hamulcami. W chłodzie i ulewie nie mogłem ich nawet właściwie rozgrzać, więc w pewnym momencie naprawdę nie dało się dalej jechać. Toleman Senny miał wciąż hamulce metalowe – normalnie gorsze, ale nie w tych warunkach” – tłumaczył Prost. Dziś trudno orzec, kto zyskał, a kto stracił, bo choć wydaje się, że przerwanie rywalizacji uratowało zwycięstwo Prosta, to niektórzy zauważają, że bolid Senny, nadwerężony agresywną jazdą, mógłby się lada chwila rozpaść, tymczasem z powodu skrócenia dystansu Francuz zgarnął 4,5 zamiast 9 punktów – a klasyfikację sezonu przegrał o tylko 0,5 punktu. Gdyby sędziowie nie przerwali wyścigu, być może Senna niedługo by odpadł, za to Prost – został mistrzem świata.

W 1984r. Prost wrócił do McLarena („szanowałem Rona Dennisa” – mówił – „oraz Marlboro jako sponsora. Zawsze czułem się kierowcą Marlboro”). McLaren – podobnie jak Renault – używał turbodoładowanych V6-tek (konstrukcji Porsche). Sezon okazał się drugim, po 1980, w którym Prost wyjeździł mniej punktów od zespołowego partnera: tym razem partnerem był Niki Lauda, a różnica – osławione pół punktu – zadecydowała o mistrzostwie.

Swój pierwszy tytuł Prost zdobył w 1985r. 5 wygranych, 11 miejsc na podium, 5 pierwszych pól startowych, ale też jedna dyskwalifikacja (za brakujące 0,6 kg masy po GP San Marino) i… reprymenda Rona Dennisa, za zbyt zachowawczą jazdę: „To była racja, ale mnie ryzyko nigdy nie przynosiło korzyści” – ripostuje Francuz – „wolałem wygrywać przez panowanie nad bolidem i sytuacją„. To była świadoma, wystudiowana strategia. Jak pokazały wyniki sezonu – skuteczna.

Mistrz Świata Formuły 1 ’85 – Alain Prost

Foto: public domain

Pod koniec roku Prost został kawalerem Legii Honorowej, jako pierwszy Francuz, który sięgnął po najwyższy laur w sportach motorowych. Równocześnie karierę zakończył Lauda: jak sam mówił, pod wpływem miażdżącej przewagi znacznie młodszego kolegi, ale bez żalu. „Szybko zrozumiałem, że już nie będę szybszy od niego. Cieszę się, bo [wyniki Prosta] to owoc długoletniej, ciężkiej pracy” – skomentował.

Alain Prost w trakcie GP Niemiec ’85

Foto: Spurzem, Licencja CC

W 1986r., u boku Keke Rosberga, Prost obronił tytuł, po ciężkiej walce z bolidami Williams-Honda Nelsona Piqueta i Nigela Mansella. Jeszcze przez większość ostatniego wyścigu, GP Australii, wszystko wskazywało na wicemistrzostwo Francuza, ale sytuację zmienił wystrzał opony Mansella, a po nim profilaktyczny zjazd Piqueta do boksu. Wcześniej, w San Marino, Prost zwyciężył dojeżdżając na oparach (wściekle rzucał kierownicą na boki, by wydobyć z baku ostatnie krople), a później, w Niemczech, po wyczerpaniu paliwa próbował bolid pchać (do mety go nie dopchał, ale stracił tylko dwa miejsca: jechał na pozycji czwartej, a został sklasyfikowany jako szósty, bo kolejny zawodnik był już zdublowany, czyli zaliczył tyle samo okrążeń w dłuższym czasie).

Padok McLarena w Silverstone, 1986r.

Foto: Phil, Licencja CC

Sezon ’87 mógł wydawać się mniej udany, bo został zakończony na czwartym miejscu, za zawodnikami Williamsa (Piquetem i Mansellem) oraz… Ayrtonem Senną, jeżdżącym teraz w teamie Lotus-Honda. Komentatorzy zauważyli jednak wyjątkową regularność i brak błędów Francuza, który właśnie w tym sezonie pobił rekord 28 zwycięstw, należący dotąd do Jackie’go Stewarta. Pierwszą wygraną, w otwierającym sezon wyścigu brazylijskim, Prost uważał za najbardziej satysfakcjonującą w swym życiu: podczas gdy wszyscy koncentrowali się na kwalifikacjach, on celowo je odpuścił ustawiając bolid na niski docisk, w celu oszczędzenia opon w wyścigu. Z tego powodu ruszał dopiero z piątego pola, ale w boksach stawał tylko dwukrotnie, podczas gdy wszyscy inni – trzy lub więcej razy. Takie zwycięstwa – owoce starannej kalkulacji, bez wariackiego ryzyka – cieszyły go najbardziej.

McLaren MP4/3 Alaina Prosta, 1987r.

Foto: John Chapman, Licencja CC

***

Prost wierzył w jazdę „najwolniejszą, jaka pozwala wygrać„, minimalizującą ryzyko i obciążenie samochodu. Nie znosił ścigania w deszczu. Senna uwielbiał deszcz, uwypuklający jego umiejętności, no i zawsze jeździł na 101%. Dokręcał obroty do końca, wjeżdżał na krawężniki i bił rekordy okrążeń nawet przewodząc stawce z dużą przewagą, a w bezpośredniej walce nieraz wolał kolizję od ustąpienia pola. Takie podejście kosztowało go wiele niepotrzebnych wypadków i awarii, ale przysparzało sympatii kibiców. Kibice kochają bitewny szał, nie profesorskie kalkulacje.

Kibice cenią też lojalność. Prost publicznie obsmarowywał swoje ekipy, narzekał na bolid nawet gdy wygrywał, zmieniał zespoły i wracał tam, gdzie chwilę wcześniej sam rzucał był papierami – jeśli tylko widział w tym jakąś okazję. Senna – on na początku też złamał kontrakt słabiutkiego Tolemana, negocjując skrycie z Lotusem. Gdy jednak dotarł na szczyt, włożył wiele wysiłku w budowanie relacji z Hondą. Pod koniec życia odmawiał przejścia do dominującego zespołu Williams-Renault, bo nie wyobrażał sobie opuszczenia Hondy.

Ayrton Senna i Alain Prost na podium GP Kanady, 1988r.

Foto: Angelo Orsi, Licencja CC

Od 1988r. McLaren korzystał z silników Hondy – a Honda, walcząca o rynek południowoamerykański, zażądała zatrudnienia tamtejszego kierowcy. Szef teamu, Ron Dennis, chciał Nelsona Piqueta, jednak człowiek, którego bardzo poważał, doradził mu Sennę. Ów człowiek nazywał się Alain Prost.

Nie żałuję tamtej decyzji” – wspomina Prost. „Mój zespół był moją rodziną. Gdy negocjowaliśmy z nowym sponsorem, Ron brał mnie z sobą. Gdy rozmawialiśmy z Hondą, dwa lata przed zaadaptowaniem jej silników, Ron wziął mnie do Japonii jak wspólnika„.

Każdy zaangażowany członek zespołu chce pracować z najlepszymi, a Senna – oraz Prost – byli wtedy najlepsi. Obaj to wiedzieli i swe zdolności wzajemnie szanowali. Francuz osobiście wybrał Brazylijczyka jako najzdolniejszego partnera, zaś ten – gorącokrwisty i niecierpliwy – nie znosząc żmudnego dostrajania bolidów nagminnie polecał technikom kopiować ustawienia Prosta: „On godzinami szlifuje szczegóły, jego wyborów nie da się poprawić„. Sam wolał spontaniczność i mistycyzm. W kółko powtarzał, że wyścigi przeżywa religijnie. Prost – jakkolwiek również wierzący – ripostował, że Senna faktycznie jeździ, jak gdyby spieszyło mu się do spotkania z Bogiem. Że idzie na całość, bo myśli, że jeśli zginie, trafi prosto do raju, niczym męczennik z rzymskiej areny. Te dwie osobowości wzajemnie się niszczyły.

***

Toksyczni rywale wytrzymali razem dwa sezony – 1988 i 89. W obu tytuł zespołowy wygrywał McLaren-Honda, indywidualny – najpierw Senna (po raz pierwszy w życiu), potem Prost.

W 1988r. McLaren wygrał 15 z 16 wyścigów. Francuz zdobył więcej punktów, ale regulamin zaliczał do klasyfikacji tylko 11 najlepszych wyników, a Brazylijczyk miał o jedno zwycięstwo więcej. To jednak nie wynik zepsuł partnerskie relacje, a sytuacja z GP Portugalii, gdzie wyprzedzany przez Prosta Senna skręcił w kierunku rywala, niemal spychając go na mur przy 280 km/h. „Jeśli on chce grać w ten sposób, ja w to nie wchodzę […] On jest superszybki, ale święcie wyznaje swe własne reguły, wierzy, że zawsze ma rację […] Nie uważam go już za profesjonalistę ” – skomentował „Profesor”, który później doczekał się przeprosin kolegi, ale przestał mu ufać. Zwłaszcza że w trakcie sezonu zaczął podejrzewać, że Honda dostarcza zespołowi różne silniki (Senna regularnie był szybszy na prostych, a na skrzyniach ze sprzętem często pojawiały się napisy FOR AYRTON). Gdy sprawa została nagłośniona, Ron Dennis obiecał silniki losować, to jednak nie naprawiło relacji. Prost znów biadolił w prasie i znów zrażał kibiców.

Szef działu sportu Hondy, Nobuhiko Kawamoto, osobiście zapewniał o niedyskryminowaniu kogokolwiek. Jednakże w 1989r. awansował na prezesa koncernu i przestał decydować o sporcie, a później wielokrotnie opowiadał, że Ayrton był dla niego typem samuraja, zaś Prost – bezdusznego komputera. Właśnie tak mówił: „Ayrton” i „Prost” – a w japońskiej kulturze mówienie o kimś po imieniu lub nazwisku oznacza ogromną różnicę dystansu. Na zdjęciu – Ayrton Senna finiszujący o włos przed Alainem Prostem w GP Węgier 1988.

ŹRÓDŁO

Rok 1989 przyniósł przesilenie. Wskutek zakazania turbodoładowania McLaren używał nowych, wolnossących V10 Hondy. Wygrał 10 z 16 wyścigów, tytuł – swój trzeci – zdobył Prost, z bezpieczną przewagą 16 punktów, po kilku awariach bolidu Senny. Obydwaj zawodnicy prawie już z sobą nie rozmawiali.

W GP San Marino zgodnie zawarli układ, że nie będą walczyć na pierwszym zakręcie (startowali oczywiście z dwóch pierwszych pól). Słowa dotrzymali, tyle że po czwartym okrążeniu i wypadku Gerharda Bergera start został powtórzony – i wtedy Senna natychmiast Prosta zaatakował, w ryzykowny sposób. „Umowa dotyczyła startu, a nie RE-startu” – tłumaczył potem. Napięcie sięgnęło zenitu, bo Francuz nie potrafił powstrzymać się od lamentów w prasie, a Brazylijczyk – wybaczyć upublicznienia sprawy.

Start do GP San Marino ’89

Foto: public domain

Przed przedostatnim wyścigiem, w Japonii (bardzo ważnym dla Hondy), Prost miał tytuł zapewniony – chyba że Senna wygrałby oba pozostałe GP. Obaj jechali fair – aż nagle, siedem okrążeń przed metą, przewodzący stawce Francuz zablokował Sennę, powodując kolizję. Senna zdołał kontynuować jazdę i wygrał, ale został zdyskwalifikowany za ścięcie szykany, co dało tytuł Francuzowi. „Widać, że Prost nigdy nikogo nie blokował, bo tutaj zrobił to bardzo nieudolnie” – śmiał się Keke Rosberg. „Wszyscy myślą, że to było celowe, ale ja nie chciałem się rozbić – nie chciałem też jednak ułatwiać mu wyprzedzania, po wszystkim co przeszedłem” – tłumaczył Francuz, który już wcześniej, w lipcu, ogłosił swoje przejście do ekipy Ferrari.

Alain Prost był skrajnie rozgoryczony postawą Senny i dyskryminacją ze strony Hondy. Ciekawe jednak, że właśnie w sezonie ’89 pokazał najwyższy i najrówniejszy poziom w karierze, zdobywając swój trzeci tytuł mistrzowski.

Foto: madagascarica, Licencja CC

***

W Maranello Prost spędził dwa sezony. Nie miał lekko, bo bolidy Ferrari pozostawały w tyle za konkurencją, a nowy partner, Nigel Mansell, był wściekły zdegradowaniem go do roli drugiego kierowcy (w kontrakcie miał obiecaną pozycję lidera, ale gdy nadarzyła się okazja przyjęcia Prosta, szefostwo sowicie zapłaciło mu za wykreślenie tej klauzuli).

Zmiana zespołu nie zakończyła oczywiście antagonizmu z Senną – zwłaszcza że ten zdobył dwa mistrzostwa pod rząd.

W 1990r. Prost wygrał pięć wyścigów i został wicemistrzem, jednak w GP Japonii, na pierwszym okrążeniu, celowo najechał go Brazylijczyk – w odwecie za rok 1989. Kolizja wykluczyła obu zawodników, ale swemu sprawcy zapewniła tytuł. Choć agresywny zamiar Senny był ewidentny (co sam zawodnik przyznał rok później), sędziowie nie wymierzyli mu kary. „To, co zrobił, jest absolutnie odrażające” – komentował Prost – „dla mnie [Senna] jest bezwartościowy jako człowiek […] Nie dziwię się jednak, że tak postępuje, bo nikt nigdy go za to nie ukarał„.

Rok później Mansell odszedł do Williamsa. V12-tki Ferrari były już całkiem niekonkurencyjne (cięższe i bardziej paliwożerne od V10 konkurencji), dlatego Prost – któremu w Ferrari partnerował drugi Francuz, Jean Alesi – nie wygrał ani razu. Dodatkowo po GP Niemiec otrzymał karę wykluczenia z jednego wyścigu (w zawieszeniu), za publiczne komentarze po wypadnięciu z trasy w czasie wyprzedzania Senny. Po tym incydencie FISA nakazała obu kierowcom spotkać się i dojść do porozumienia w celu deeskalacji napięcia. Trochę jak w szkole podstawowej.

Na koniec sezonu Prost zajął dopiero piąte miejsce, podczas gdy dwa pierwsze przypadły Sennie (McLaren-Honda) i Mansellowi (Williams-Renault).

W wieku 36 lat Prost wciąż nie umiał powstrzymać się od wylewania żali: gdy publicznie nazwał bolidy Ferrari „ciężarówkami”, został natychmiast zwolniony, bez czekania na koniec sezonu (w ostatnim wyścigu, GP Australii, za kierownicą Ferrari zastąpił go Gianni Morbidelli).

Foto: Stuart Seeger, Licencja CC

***

W 1992r. Prost zrobił sobie rok przerwy, odpoczywając i komentując Formułę 1 dla francuskiej telewizji. To był rok bezwzględnej dominacji Williams-Renault z Nigelem Mansellem jako liderem, oraz całkowitej bezradności reszty stawki, z McLarenem na czele. Gdy z końcem sezonu Honda, pokiereszowana japońskim kryzysem gospodarczym, ogłosiła swe odejście z F1, Ayrton Senna podobno się rozpłakał.

Na placu boju pozostał jeden silny zespół: Williams-Renault. W 1993r. jego pierwszym kierowcą został Alain Prost, który w kontrakcie zastrzegł, że nie życzy sobie pracować z Senną. W ten sposób zamknął Brazylijczykowi drogę do najlepszego bolidu i… jeszcze raz zraził do siebie świat. W czasie Grand Prix Brazylii musiał poruszać się z policyjną ochroną, 24h na dobę.

Świetnie pamiętam te czasy. Regularnie czytałem podsumowania każdego wyścigowego weekendu, które dla tygodnika „Motor” pisał sam Ayrton Senna (jego zespół, McLaren, po wycofaniu Hondy korzystał z silników Forda, słabszych o około 60 KM). Z jego sprawozdań bił ton bezsilności i wściekłości. „Czy to jeszcze w ogóle jest sport?” – pytał retorycznie Senna, postulując zakazanie różnorakich asyst (aktywnego zawieszenia, systemu ABS, kontroli trakcji, itp.), które obok najmocniejszego silnika dawały Williamsowi przewagę.

Dopiero po latach – znikądinąd niż z relacji Prosta – wyszło na jaw, że przez cały rok 1993 Senna wydzwaniał do Franka Williamsa przynajmniej raz w tygodniu, błagając o angaż. Proponował swe usługi za darmo, a raz miał nawet oświadczyć, że lepiej go zatrudnić, bo za nim stoi sam Bóg.

Sezon ’93 wygrał oczywiście Prost, po raz czwarty w życiu – choć znów nie bez utyskiwań. Podczas GP Europy w Donington Park, gdzie wielokrotnie zmieniała się pogoda, Francuz zjeżdżał do boksu aż siedem razy (rekord wszech czasów w Formule 1). Gdy potem narzekał na bolid, Senna nie omieszkał zaproponować mu zamiany. „Gdy wygrywałem, wszyscy mówili, że to Williams jest nie do pobicia, a gdy przegrywałem… sami się domyślcie” – skarżył się Prost.

W tej sytuacji postanowił zakończyć karierę z końcem sezonu – również dlatego, że kierownictwo nie chciało przedłużyć klauzuli o niezatrudnianiu Senny. Widocznie dało się przekonać zapewnieniom o boskich mocach Brazylijczyka, bo zgodziło się zwolnić Prosta z obowiązków, z wypłatą pełnego wynagrodzenia za 1994r.

To odejście wielu postrzegało jako tchórzostwo, ale Prost miał już 38 lat i cztery tytuły mistrza świata – więcej niż ktokolwiek w ówczesnej historii poza Fangio. Miał prawo nie czuć potrzeby ponownego przechodzenia piekła „współpracy” ze znienawidzonym Senną.

Alain Prost w bolidzie Williams-Renault kończy swój ostatni wyścig Formuły 1Grand Prix Australii, 7 listopada 1993r. Zajął tam drugie miejsce – za Ayrtonem Senną, który na mecie, ku osłupieniu wszystkich, serdecznie uściskał odwiecznego arcyrywala.

Foto: Apaleutos25, Licencja CC

Dla mnie istniało trzech Ayrtonów” – wspomina Prost – „pierwszy sprzed przyjścia do Formuły 1, obserwujący z oddali moje postępy, drugi z czasów rywalizacji, trzeci – po moim wycofaniu. Ten ostatni był najsympatyczniejszy: gdybym go nie poznał, nie uwierzyłbym w jego istnienie„.

Pomiędzy GP Australii ’93 i GP San Marino ’94, w którym Senna poniósł śmierć, minęło tylko pół roku – ale w tym czasie dawni śmiertelni wrogowie rozmawiali jak najlepsi przyjaciele: o wyścigach, o bolidach, o życiu prywatnym. „Wcześniej nie byłem świadomy, jak wielka była jego obsesja na moim punkcie – pokonanie właśnie mnie było jego główną motywacją, nawet jeszcze zanim spotkaliśmy się w F1″. Z początkiem sezonu ’94 Brazylijczyk sam wyznał pewnemu przyjacielowi, że bez Prosta na torze nie ma z kim się ścigać.

Przed feralnym GP San Marino Senna filmował okrążenie toru dla francuskiej telewizji. Na zakończenie powiedział – „Serdecznie pozdrawiam mojego drogiego przyjaciela Alaina. Brakuje nam go tutaj„. Kilka dni później, na pogrzebie Senny, jednym z niosących trumnę był Prost.

Foto: https://www.gulf-times.com

Gdy dziś o tym wszystkim myślę, zastanawiam się, czy sprawy musiały się tak potoczyć? Czy musiało być tak toksycznie? Gdybym mógł cofnąć czas, powiedziałbym Ayrtonowi – słuchaj, jesteśmy najlepsi, razem możemy zawojować świat!!” – mówi dziś Prost.

***

W latach 1994-95 Prost wrócił do telewizji, pracował w dziale public relations Renault i jako konsultant McLarena.

W lutym 1997r. kupił zespół Ligier i przemianował go na Prost Grand Prix. W sezonie 1997 jego bolidy korzystały z silników Mugen-Honda, a kierowcami byli Olivier Panis i Shinji Nakano. Mimo wypadku i kontuzji Panisa sezon udało się skończyć na szóstym miejscu, z 21 punktami. Od 1998r. silniki pochodziły od Peugeota – niestety, okazały się ciężkie i zawodne, przez co ekipa zdobyła tylko pojedynczy punkt.

W 1999r. konsultantem technicznym został John Barnard, znany angielski inżynier pracujący wcześniej dla McLarena i Ferrari. Wynik poprawił się na 9 punktów, ale w kolejnym sezonie spadł do zera, mimo zaangażowania rutynowanego Jeana Alesiego (oraz wchodzącego właśnie do Formuły 1 Nicka Heidfelda, późniejszego partnera Roberta Kubicy). W 2001r. silników zgodziło się dostarczać Ferrari, jednak niedługo później skończyły się pieniądze i zespół Prost GP ogłosił upadłość, pozostawiając 30 mln dolarów długu. Alain Prost nazywa to przedsięwzięcie największym błędem swego życia.

W XXI wieku Prost wciąż angażował się w sporty motorowe: zasiadał w panelu stewardów, zakładał i współprowadził zespół Formuły E, w którym jeździł jego syn, Nicolas (ur. w 1981r.), a w 2021r. pracował w zespole Renault, przemianowanym na Alpine F1 Team. Jednak współczesna Formuła 1 już mu się nie podoba: „Kierowca nie czyni dziś wielkiej różnicy – może z wyjątkiem Maxa Verstappena, bo to wyjątkowy talent. W moich czasach była pełna przejrzystość, każdy wiedział wszystko. Na odprawach przy stoliku siedziało pięć osób, w tym dwóch kierowców – a dziś siedzi 50. Wtedy do późna w nocy robiliśmy wspólne ustalenia, ustawialiśmy bolid. W moich 199 wyścigach przynajmniej 100 razy zmienialiśmy nastawy minuty przed startem. To było prawdziwe ściganie„.

Sebastian Vettel i Alain Prost, 2012r.

Foto: ParkStreetParrot, Licencja CC

Wcześniej, w 2010r., na zlecenie francuskiego rządu, Prost przygotowywał raporty dotyczące wprowadzania bioetanolu jako paliwa silnikowego, ponadto lobbował za utworzeniem w podparyskim Disneylandzie toru wyścigowego mogącego gościć Grand Prix Francji.

***

W 1993r. tylko dwóch kierowców w dziejach miało na koncie więcej niż trzy tytuły mistrza świata F1: Juan Manuel Fangio (5) i Alain Prost (4). Przy czym Prostowi, na przestrzeni kariery, zaledwie 12,5 punktu zabrakło do zdobycia… ośmiu tytułów: w 1982 i 83r. okazje zmarnowały awarie pojedynczego elektromotorka, w 1984 – osławione skrócenie GP Monaco, w 1988 – formalna reguła liczenia tylko 11 najlepszych wyników (bo sumę punktów Prost miał najwyższą). Ośmiu tytułów nie zdobył nigdy nikt.

Jestem najbardziej niedocenianym kierowcą w historii” – mówi dziennikarzom Prost. Brzmi to jak wielka pycha, ale czy na pewno gorzej od stalkowania potencjalnego pracodawcy słowami „lepiej mnie weźcie, bo to za mną stoi Bóg?

Wiele rankingów supergwiazd Formuły 1 przyznaje pierwszeństwo Sennie, jednak modele matematyczne jednoznacznie wskazują na Prosta. Brazylijczyka eksperci nazywają „mistrzem jednego okrążenia”: Prost pośrednio potwierdza to przypominając, że gdy jeździli razem, miał zwykle gorsze wyniki w kwalifikacjach, ale lepsze w wyścigach. Starzy dziennikarze dodają, że pasja obu zawodników była podobna, tyle że Francuz emocjonował się szczegółami ustawień turbosprężarki i zawieszenia, zaś Brazylijczyk – mistycznymi wizjami Boga prowadzącego go ku kolejnemu wirażowi.

Jesteś fanem Senny?” – mówi emerytowany Prost – „w porządku, nie mam z tym problemu. Proszę tylko o jedno: żebyś mnie nie nienawidził„.

Na pytanie „Senna czy Prost” przytłaczająca część fanów odpowie „Senna„. Nie z powodu wyników ani nawet nie tragicznej śmierci, bo i za życia obu supergwiazd sympatie rozkładały się podobnie. To kwestia medialnej osobowości, medialnego widowiska, no i umiejętnego kreowania wizerunku – bo gadanie o kątach zawieszenia i nieustanne piorunowanie na własną ekipę, własny samochód i kolejnych zespołowych kolegów nigdy jeszcze nie stworzyło niczyjej legendy. Gdy jednak zainteresujemy się bliżej i samodzielnie zgłębimy historię, okaże się, że sprawa Prosta wcale nie jest prosta.

 

Foto: madagascarica, Licencja CC

Foto tytułowe: Sébastien CHENICLET, Licencja CC

Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

29 Comments on “GALERIA SŁAW: HISTORIA WCALE NIE-PROSTA

  1. Uwielbiałem i uwielbiam wszystkich kierowców wyścigowych i rajdowych za wyjątkiem trzech:
    1. Schumachera za jego skur..synstwo na torze, akcje z 1994 i 1997 r. ze spychaniem z toru, za podporządkowanie mu całej F1 i za to, że w 2004 znienawidzielem F1 za jego sportową i pozapsortową dominację na torze
    2. Senny za jego szaleństwa na torze i nie liczenie się z nikim i niczym, z prawami fizyki włącznie, jak również za to, że jego szaleństwo inni traktowali za far boży.
    3. Bublewicza za jego walkę na śmierć i życie, kpienie z rywali i ustawienie pod siebie polskich rajdów w latach 1991-92 i furię, gdy ktoś inny go wyprzedzał, a także za brak jakiegokolwiek instynktu samozachowawczego.

    Czy dzwi mnie więc ich późniejszy los?

    Ja wolalem może i wariatów, ale woedzilo, kiedy się wycofać i właśnie zimne komputery: Mansell, Hakinen, Kankkunen, Koper.

    Choć McRae też miał moją sympatię

    • @Marcin, jak dla Koper to wyjątkowy buc, oglądałem z nim wywiad po śmierci Bubla. Sorry, ale pokazał brak szacunku do zmarłego rywala. Bubel fakt nie brał jeńców i to się na nim zemściło. Niemniej Toivonen miał też bardzo podobny styl.

  2. Świetny artykuł o kierowcy, którego prywatnie uważam za najlepszego w nowożytnej historii F1 (bo nie wiem, jak porównać go z Fangio, Ascarim itp.).

    Dodałbym tylko niewielki drobiazg do wzmianki o partnerach z zespołu – nie tylko pięciu z nich było mistrzami świata, to jeszcze łącznie w swoich karierach zdobyli oni 9 tytułów mistrzowskich (Senna i Lauda po 3, Mansell, Rosberg i Hill po 1). I od każdego z nich Prost punktował lepiej, z wyjątkiem wspomnianej straty pół punktu do Laudy.

    To mniej więcej tak, jakby wsadzić obecnie jakiegoś kierowcę najpierw do Mercedesa (z epoki Hamiltona), który gładko ogoliłby Lewisa zdobywając dwa tytuły mistrzowskie, a potem wsadzić go do Red Bulla z Verstappenem i kolejne dwa mistrzostwa padłyby jego łupem.

    • Podpisuję się pod Aaa obiema rękami 👍

      Od siebie dodam tylko, że jako dzieciak kibicowałem Sennie i nie lubiłem Prosta. Francuza zacząłem doceniać dopiero po okresie mojego dojrzewania 😉

    • Czy jako fan Mansella możesz coś napisać o niechęci, jaką żywili do niego praktycznie wszyscy teamowi partnerzy? Wiesz może, skąd ona się mogła brać?

      • Ja bym obstawiał, że na początku było to spowodowane faworyzowaniem Mansella (przez Chapmana) kosztem de Angelisa, a potem odwrotnie – brakiem jasnego numeru 1. w Williamsie, przez co dochodziło do spięć z Piquetem. I chyba w tym przypadku, stroną agresywniejszą i bardziej zajadłą poza torem był Piquet.

      • Piquet nazwał nawet mistrzostwo Mansella „triumfem głupoty nad inteligencją”. Ale co ciekawe, Mansell nie miał dobrych relacji w zespole nawet po odejściu do IndyCar (gdzie zresztą zdobył tytuł w swoim pierwszym sezonie – to jedyny taki przypadek w dziejach).

  3. Świetny wpis. I to jest historia na film🙂
    Aż się zastanawiam czemu Rush (swoją drogą świetny film) opowiada o rywalizacji Laudy z Huntem a nie to tej dwójce 😉

    • Może dlatego, że Prost jeszcze żyje 🙂 O Sennie film już powstał, tylko taki z gatunku zwanego hagiografią 🙂 Prost miał ponoć spore obiekcje co do zaprezentowanego tam punktu widzenia, ale to raczej nie dziwi.

  4. Ja akurat byłem „team Prost” 🙂 Formuła 1 z przełomu lat 80/90 to było moje życie. Po odejściu Mansella (mojego prywatnego nr 1) jeszcze przez jakiś czas emocjonowałem się walką Michaela z Damonem, a potem… potem ogień się wypalił, wyścigi już były strasznie monotonne.
    Prost ma na pewno rację, że jest jednym z najbardziej niedocenianych kierowców. Nie był medialny.

  5. Po przeczytaniu tego artykułu postanowiłem zrobić „risercz” w sprawie Prosta. No i znalazłem ciekawą informację: podobno Prost… hmmm… zbyt mocno lubił żony i dziewczyny swoich kolegów z zespołu. Nawet znalazłem informację, iż podobno to było powodem jego odejścia z Renault w 1983 roku. Oczywiście, to tylko plotki. Ale podpalenie jego prywatnych samochodów zdaje się je potwierdzać.

    • Możliwe – w końcu jest Francuzem 😉 z drugiej strony nie wierzę żeby we Francji z tak błahego powodu jak romans podpalali sobie samochody (protesty polityczne to co innego) – moje dotychczasowe kontakty z przedstawicielami tej nacji potwierdzają istniejące stereotypy odnośnie ich bardzo liberalnego podejścia do kwestii wierności małżeńskiej.

      • Skoro jesteśmy przy kwestii stereotypów odnośnie nacji: pracuję dla Francji, ale słyszałem to i od lektorek – Polek; oni ponoć narzekają znacznie bardziej niż Polacy. Na wszystko. Czy ja wiem? W przypadku kontaktów służbowych tego jakoś bardzo nie odczuwam, może trochę. No i tu czytam, że Prost na okrągło marudził. Cóż – stereotypy nie są fajne, ale z powietrza się nie biorą, więc może to jakiś rodzaj „cechy narodowej”?

        I jeszcze w kwestii kierowców: słyszałem, że często dzieli się ich na „komputery” – jak właśnie Prost czy Lauda, oraz „idących na żywioł” jak Senna czy Hunt. Coś w tym jest. I nic dziwnego, że publika ceni tych drugich bardziej, życie.

      • Narzekanie potwierdzam z mojego skromnego doświadczenia, ale pracowałem w tej samej firmie co Ty, zapewne z większością tych samych ludzi, więc to może niereprezentatywne.

      • „Francuzy są chytre na baby jak kot na szperkę”

        Toż to rzecz wiadoma od lat. Nie czytaliście „Bartka zwycięzcę” Sienkiewicza? To była lektura w podstawówce.

    • Podpalenie zorganizowali pracownicy Renault, bo firma miała wtedy kłopoty, ludziom groziły zwolnienia, a taki jeden Prost zgarniał miliony. A ile sport dawał firmie klientów i rozwoju technologicznego, zazwyczaj tacy ludzie nie rozumieją.

      • Żeby być sprawiedliwym, to oni nie atakowali go tylko za to, że zarabia miliony, tylko za to, że najpierw wziął miliony od Renault, a potem powiedział publicznie, że Renault jest do d… zatem dobrze rozumowali, że odbiera im klientów za ich pieniądze.

  6. A tak całkiem poza tematem, słowo skądinąd znam, ale znikądinąd… Język polski, taki piękny 😅

      • A co? Powiedział nieprawdę? A czytałeś artykuły w Motorze, w których Bubel kpił z Kopera? A czytałeś list Kopera po śmierci Bubla? Pamiętasz wypadek z Elmot w 1988? Wszyscy byli winni tylko nie Marian, bo poszedł na skróty i jeb… w głaz, że z 4 razy dachował. Było tak, że nie liczył się z nikim. Bartoś w Kłodzku podszedł do niego po os 2, jak zaliczył rów i mówił mu: Maniek wyluzuj, moje chłopaki są szybsze, nie masz dziś formy, ne znasz auta. Tylko kpiąco się zaśmiał. 2 godziny później już było po nim.
        Wiesz ile wypadków miał Koper w rajdach?
        To sprawdź.

  7. Ech… przypomniały mi się czasy dzieciństwa i oglądania F1 w TVP2. Zawsze wolałem Prosta od Senny.

  8. od zawsze Prost, jakoś tak te czary mary Senny nigdy mnie nie przekonywały

  9. Przychodzi Baba do lekarza:
    – Panie doktorze, jestem senna.
    – A ja Alain Prost.

  10. Na wstępie wypada napisać, że nie znam pojedynku Senna – Prost. Bo albo mnie nie było, albo byłem małym dzieckiem, którego inne rzeczy interesowały. Zresztą F1 nadal mnie nie interesuje zupełnie, moja wiedza jest znikoma w tym temacie.
    Co do Prosta to wychodzi na to, że to niesamowity talent. Zacząć w wieku 14 lat i osiągnąć tak wiele to ogromny sukces, a patrząc z dzisiejszej perspektywy niesamowicie sprofesjonalizowanej (np. szkółki piłkarskie dla 3-4 latków) to już niemal abstrakcja. Czapki z głów!
    Natomiast te komentarze o współczesnym ściganiu to wygląda mi na klasyczne utyskiwanie „kiedyś to było, teraz już nie ma”. Brzmi zwłaszcza zabawnie, bo pada z ust człowieka, który (jeśli dobrze rozumiem tekst) szlifował wszystko do perfekcji, ważył ryzyko i miał szczegółową taktykę. No i dzisiaj jest to samo tylko jeszcze bardziej. Więcej ludzi nad tym główkuje i zaprzęga do tego jeszcze maszyny liczące do symulacji, żeby mniej przejazdów testowych robić.

    • Na pewno częściowo tak jest, z tym że jedno, w czym on ma rację, to że kiedyś pojedynczy człowiek miał moc sprawczą. Siadało się do stolika w kilka osób i przygotowywało całą strategię – która mogła zadziałać, lub nie, ale ta decyzyjność dawała satysfakcję. „Jam to, nie chwaląc się, sprawił” – tak mówił w Trylogii Zagłoba, i to właśnie człowieka cieszy, to go napędza. Dziś wszystko działa o wiele lepiej, wydajniej, ale działając w ogromnych zespołach opierających się na excelowych arkuszach nie czujemy się „właścicielami procesu” (przepraszam za korpo-nowomowę), nie mamy się za autentycznych pomysłodawców i wykonawców tego, co robimy. Wydaje mi się, że Prost to miał na myśli.