KONFRONTACJE: JUŻ TYLKO KILER…

 

Niektóre samochody są nudne. Czasem tak nudne, że bardzo trudno napisać o nich cokolwiek poza przeklepaniem ze źródeł danych technicznych, kilku dat, ewentualnie cen (jeśli da się je znaleźć) i dodaniem paru generycznych zdjęć. A taki artykuł nie jest wiele warty.

Co można zrobić z nudnymi autami? W blogosferze często się je ignoruje. Poniekąd słusznie, bo czas Czytelników jest cenny, więc nie wolno go marnować przynudzając. Z drugiej jednak strony – przynajmniej moim zdaniem – opisywanie jakiejś dziedziny życia powinno być na tyle kompletne i wszechstronne, na ile to możliwe. Na własnym blogu przyjąłem więc zasadę maksymalnej różnorodności, czyli też niepomijania tematów mniej fascynujących.

Oczywiście fajnie jest pisać i czytać o samochodach marzeń, o najdzikszych wyczynach rajdowców Grupy B, czy też o legendach założycielskich najbardziej pomnikowych marek. Jednak gros jeżdżących po świecie pojazdów należy do zupełnie innej kategorii – kategorii zwanej przez Amerykanów bread & butter, czyli produktów bezemocjonalnych, czysto użytkowych. Uważam, że o tych autach też trzeba pisać – inaczej gotowiśmy pomyśleć, że w latach 60-tych wszyscy jeździli Miurami, E-Type’ami lub przynajmniej MG, bo to je przecież najczęściej się opisuje i eksponuje na wystawach. Tymczasem ludzie pamiętający tamte czasy mówią, że w ruchu drogowym owe modele łatwiej spotkać dziś, na zabytkowych tablicach, niż w czsach ich produkcji. Przynajmniej w pogodne weekendy na krajobrazowych drogach co bogatszych krajów.

Co jednak zrobić, by artykuł o nudnym samochodzie uczynić strawnym? Można dodać jakieś odniesienia do pop-kultury – np. jakiegoś kultowego filmu. To działa zwłaszcza w Polsce, gdzie bez przerwy rozmawiamy filmowymi cytatami. Nigdysiejszy telewizyjny celebryta, niejaki Kevin Aiston, powiedział raz, że w naszym kraju prowadzenie życia towarzyskiego wymaga nauczenia się na pamięć list dialogowych mniej więcej dwudziestu sztandarowych tytułów filmowych – bez tego nie zrozumiemy, o czym gawędzą znajomi. Postanowiłem więc wykorzystać ten motyw i przedstawić chyba najnudniejsze samochody lat 90-tych, występujące w chyba najśmieszniejszej polskiej komedii: Nissany z „Kilera” Juliusza Machulskiego.

To chyba pompa paliwowa!!” W tej scence Nissanów akurat nie ma, ale to jeden z bardziej rozpoznawalnych momentów filmu, w dodatku sugestywnie przypominający pewną epokę motoryzacyjnej historii Polski.

Foto tytułowe: kadr z filmu „Kiler

Udział Nissanów w „Kilerze” był jednym z pierwszych polskich przykładów tzw. product placement, czyli użyczenia przez producenta/importera jakichś produktów, by pokazać je na ekranie i podprogowo zagnieżdżać się w świadomości widzów. Nie znam szczegółów tej konkretnej umowy. Spekuluję, że w polskich realiach roku 1997 mogła to być transakcja barterowa (udostępnienie aut za samo ich uwiecznienie na taśmie filmowej), ale w naprawdę wielkim show-biznesie takie kontrakty opiewają na miliony dolarów: ocenia się na przykład, że sponsorzy użyczający różnych przedmiotów na potrzeby filmu „Skyfall” z Agentem 007 zapłacili w sumie 45 mln $, pokrywając prawie 1/4 całego budżetu produkcji.

Oczywiście, w takich przypadkach produkty i ich marki muszą być eksponowane wyraźnie, czasem wręcz nachalnie. Tymczasem Nissany w „Kilerze” ledwie widać – tzn. samochodziarze natychmiast zauważą ich nienaturalną nadreprezentację, ale ktoś mniej zorientowany w ogóle nie skojarzy, że to pojazdy jednego producenta, bo znaczków firmowych wcale nie oglądamy (!!), a sylwetki… powiedzmy, że nie należą do bardzo charakterystycznych. Być może strony nie dogadały tego dostatecznie, a może po prostu na polskim rynku nie było jeszcze wówczas takich oczekiwań i wypracowanych praktyk. W każdym razie w całym filmie nie ma żadnego zbliżenia na logo Nissana, choć z drugiej strony do dzisiaj, ponad ćwierć wieku po premierze filmu…

…w ogłoszeniu sprzedaży ekstremalnie nudnej Primery P10 znajdzie się wzmianka, że to wóz komisarza Ryby, który za kierownicą popisywał się najsłynniejszym z wykonań przeboju Varius Manx.

***

Gdybym przegląd kilerowych samochodów chciał uporządkować chronologicznie, musiałbym zacząć od Poloneza Atu, którym Kiler domniemany wiózł tego prawdziwego (konkretnie – wiózł do Zygmunta). Jednak artykuł ma być o Nissanach, więc zaczniemy od Micry.

Proszę panią, Kiler dostał zlecenie na panią!!„. Nissanem Micrą poruszała się w filmie dziennikarka Ewa Szańska. I chociaż samo auto jest tutaj tylko szczegółem tła, rozpoznawalnym wyłącznie dla widzów z samochodziarską duszą, to widać wyraźnie, że całkiem inna firma, z całkiem innej branży, lepiej rozegrała temat skutecznego product placement. Zwłaszcza że w 1997r. telefon komórkowy posiadała dopiero garstka Polaków.

Foto: kadr z filmu „Kiler

Mimo przeciętnego, jak widać, marketingu, ta generacja Micry, zwana K11, cieszyła się w Polsce sporą popularnością, między innymi ze względu na opinie o niezawodności (poparte czołowymi miejscami w rankingach ADAC) oraz umiarkowane ceny, które w roku premiery „Kilera” zaczynały się od 30.660 zł (już po ocleniu i opodatkowaniu). Wielu pamiętających tamte czasy zaliczało na Micrach kurs prawa jazdy.

W Europie autko występowało z nadwoziami trzy- i pięciodrzwiowymi, mierzącymi 3.695 x 1.585 mm przy rozstawie osi 2.360 mm. To był typowy miejski hatchback z pogranicza segmentów A i B: długością plasował się dokładnie w połowie pomiędzy Daewoo Matizem, a np. Renault Clio czy Peugeotem 206, co oznaczało wnętrze mniej przestronne niż u większości rywali. Autko nie wyróżniało się też stylistycznie, ale dobrze spełniało swą funkcję i było nadzwyczaj niezawodne.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Micrę produkowano w Japonii, na Tajwanie i w angielskiej fabryce w Sunderland, dzięki której przynajmniej część polskich klientów mogła załapać się na tzw. „kontyngent bezcłowy”, obniżający podaną wyżej cenę brutto („kontyngent” dotyczył wyłącznie pojazdów wytwarzanych w Unii Europejskiej, do której Wielka Brytania wówczas należała). W temacie pochodzenia aut dodam, że wszystkie przedstawiane tu modele Nissan projektował w Japonii, na długo przez swym aliansem z Renault.

Polskie cenniki z 1997r. pokazywały wyłącznie wersje z silnikiem litrowym: czterozaworowym i dwuwałkowym (rzadkość w segmencie B), w dodatku kręcącym się do aż 7.300 obrotów!! Mimo takiego zaawansowania moc 55 KM nie przewyższała bazowych modeli konkurencji, zapewniała więc podobne osiągi (150 km/h, 16,4 sekundy do setki). Jednostka 1,3-litrowa osiągała już 75 KM, co przekładało się na 175 km/h i 12 sekund. Był też dostępny półtoralitrowy diesel o mocy 58 KM (146 km/h, 18,7 sekundy): jako jedyny w palecie pochodził on z Francji, ale nie od Renault, tylko z koncernu PSA (seria TU). Oferowano go tylko na niektórych rynkach europejskich.

Ciekawostką była oferowana opcjonalnie przekładnia CVT – w opinii praktyków najsłabszy punkt modelu, nieznoszący intensywnego przyspieszania i gwałtownego wciskania gazu, ale dający nieoceniony komfort w mieście. Alternatywą był oczywiście klasyczny, pięciobiegowy manual.

Od 1997r. wyłącznie w Japonii sprzedawano wersję otwartą. Podobnie jak wszystkie Micry na rynku wewnętrznym, nazywała się Nissan March (egzemplarz ze zdjęcia ma tablice brytyjskie, bo pewna liczba została przywieziona prywatnie).

Foto: Dennis Elzinga, Licencja CC

Foto: Dennis Elzinga, Licencja CC

Również dla Japończyków zarezerwowany był March Box, czyli pięciodrzwiowe kombi…

Foto: Tennen-Gas, Licencja CC

…z kolei na Tajwanie powstawały trójbryłowe sedany. Niezbyt zresztą zgrabne, jak prawie zawsze przy tych gabarytach.

Foto: 天然ガス, Licencja CC

Również tajwańskiej proweniencji Nissan Verita był trzy- lub pięciodrzwiowym modelem w stylizacji retro, występującym wyłącznie z mocniejszym silnikiem 1,3-litrowym i luksusowym wyposażeniem (skórzano-drewniane wnętrze, klimatyzacja, itp.). W Japonii podobne specyfikacje pojawiły się krótkotrwale, pod nazwą March Bolero, natomiast na Tajwanie pozostały w produkcji aż do 2011r. (pod koniec występowały też z klasycznym, czterobiegowym automatem).

ŹRÓDŁO

ŹRÓDŁO

Standardowa Micra/March została wycofana w 2003r., a pięć lat wcześniej przeszła face-lifting, w ramach którego odrobinę wzmocniono też silniki (litrówka rozwijała teraz 60 KM, a 1,3 zostało zastąpione przez 1,4, bez znaczącej zmiany osiągów). To były już jednak czasy po premierze „Kilera„.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Dodam jeszcze, że Nissan Micra został pierwszym japońskim zdobywcą tytułu Europejskiego Samochodu Roku (w 1993r., wyprzedzając zresztą o włos „nasze” Cinquecento) i że w swoim czasie był chwalony za bogate wyposażenie, zwłaszcza z zakresu bezpieczeństwa (w tym wzmocnienia drzwi, napinacze pasów, poduszki powietrzne, ABS, a także klimatyzację i elektryczne szyby). Mimo to, w pierwszych testach Euro NCAP, przeprowadzonych z początkiem 1997r., zdobył tylko dwie gwiazdki – również dlatego, że same te testy były wtedy nowością, a samochodów nie projektowano jeszcze pod ich kryteria.

***

Wobec udziału Nissana w „Kilerze” interesujący wydaje się epizod w wykonaniu leciwego już wówczas modelu Sunny.

To seria N13, produkowana w latach 1985-89, a w filmie występująca jako tło pojedynczego ujęcia. Ciekawe, czy to przypadek, czy auto też udostępnił importer – bo importerzy rzadko miewają tak stare okazy

Foto: kadr z filmu „Kiler

Następcą Sunny została Almera. W filmie jej nie odnalazłem – ani w zestawieniu strony www.imcdb.org (w całości poświęconej samochodom w światowej kinematografii), ani też przewijając film w trybie szybkiego podglądu. Jeśli się mylę, bardzo proszę mnie poprawić.

Segment kompaktowy nie będzie więc reprezentowany – co innego klasa średnia.

***

Nissanem klasy średniej była wtedy Primera – czyli model, o którym już kiedyś chciałem napisać jako o sztandarowym przykładzie auta skrajnie nudnego, ale zrezygnowałem, bo informacjami o nim naprawdę niełatwo wypełnić artykuł, nawet jeśli chciałbym go skrócić do połowy ze zwyczajowych 3-3,5 tys. słów. Co innego dołączyć model do zestawienia – a może nie wszyscy kojarzą, że Primery w „Kilerze” były aż dwie, i to różnych generacji.

Pierwsza to oczywiście P10 komisarza Ryby – chyba najsłynniejszy egzemplarz w Polsce (a kto wie, czy nie na świecie, bo nie sądzę, żeby ktokolwiek pasjonował się tym modelem).

A ty wiesz że mogę wrzucić dwójkę…? A potem trójkę…?

Foto: kadr z filmu „Kiler

Primera była przeznaczona specjalnie dla Europy i produkowana w Wielkiej Brytanii, choć dystrybuowano ją również na innych rynkach, w latach 1990-96. Ryba jeździł więc modelem nieaktualnym, choć tylko odrobinę.

Podobnie jak Micra, Primera P10 również wyglądała generycznie, a była dostępna jako sedan…

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

…liftback (oba o wymiarach 4.400 x 1.700 mm)…

Foto: materiał producenta

oraz o 60 mm dłuższe kombi.

Foto: materiał producenta

Konstrukcja prezentowała się dość konwencjonalnie, poza nietypowym, wielodrążkowym zawieszeniem PRZEDNIM (z tyłu zastosowano klasyczne kolumny). Trzy benzynowe silniki  – znów wyłącznie dwuwałkowe i kręcące się do 7.500 obrotów – mialy pojemności 1,6, 1,8 i 2 litrów, a rozwijały odpowiednio 90-102, 110-125 i 115-150 KM (przy czym 1,8 było dostępne tylko w UK, z kierownicą po prawej stronie, a do Polski importowano podstawowe 1,6-tki i dwulitrówki). Osiągi zawierały się pomiędzy 180 km/h i 12 s do setki w 90-konnym 1,6, a 220 km/h i 8,5 s w 150-konnej wersji 2,0 GT. W Europie Zachodniej oferowano też dwulitrowe diesle, wolnossące i turbodoładowane (odpowiednio 75/90 KM, 165/175 km/h i 16,5/13,5 s).

Primera nie miała dodatkowych wersji regionalnych, ale za ciekawostkę można uznać wysyłkę wersji pięciodrzwiowych z Wielkiej Brytanii do Japonii – pierwszy przypadek importowania do Japonii samochodu japońskiego producenta. Z kolei wariant amerykański metkowano jako Infiniti G20.

Born in Japan. Educated in Europe. Now Available in America” – reklamowano Infiniti G20. Tu występowały wyłącznie silniki dwulitrowe (producent podawał moc 140 KM, prawdopodobnie według amerykańskiej normy), ale o dziwo, automatyczna skrzynia pozostała opcją, jak w Europie. Jako klony Primery G20-tki były oczywiście przednionapędowe – co odróżnia je od następców, produkowanych od 2003r. wyłącznie z napędem tylnym lub 4×4.

Foto: materiał producenta

Jak Tommy Lee Jones w Ściganym„!!” Nie wiem, czy polska policja używała wtedy nieoznakowanych Nissanów, ale ten model byłby chyba odpowiedni, bo bardzo skutecznie wtapia się w tłum.

Foto: kadr z filmu „Kiler

Miało być jeszcze o drugiej Primerze: to model P11 z lat 1996-2002, czyli aktualny w momencie premiery „Kilera„. Na ekranie widzimy go tylko przelotnie, jako samochód Rysi Siarzewskiej.

Auto widać słabo – by rozpoznać model, trzeba się odrobinę postarać (podziękowania dla Franka, który pomógł mi w tym względzie…

Foto: kadr z filmu „Kiler

…i odnalazł drugi, lepszy kadr z tym samym egzemplarzem). Swoją drogą nie wiem, czy żona mafiosa tego formatu jeździłaby Primerą, ale skoro mąż dawał jej forsę tylko na najtańsze kosmetyki, to kto wie…

Foto: kadr z filmu „Kiler

Druga generacja Primery mocno przypominała pierwszą, miała te same wersje nadwoziowe i podobne silniki (1,6, 2,0 i 2,0 TD), poza tym jednak dostała wielowahaczowe zawieszenie wszystkich kół. Producent kontynuował sprowadzanie liftbacków z UK do Japonii i sprzedaż w USA pod marką Infiniti. Modele na rynek japoński zostały zwężone o 5 mm, by zmienić klasyfikację podatkową z pojazdu „pełnowymiarowego” na „kompaktowy” (jednym z kryteriów jest właśnie szerokość <1.700 mm). Tam też montowano automatyczne przekładnie CVT, obok znanych w Europie klasycznych hydrokinetyków.

Nissan Primera P11

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Polski cennik Nissana z 1997r. rozpoczynał się od 56.850 zł (za sedana 1,6), a kończył na 77.700 zł (za dwulitrowego liftbacka, bo kombi i diesli nie oferowano). Wszystko poza kontyngentem, z pełnym cłem i podatkami.

***

Ponad Primerą w ofercie znajdowała się jeszcze Maxima, ale ona na plan filmu nie trafiła. Ciekawe dlaczego – w końcu kilka pierwszoplanowych postaci należało do docelowej grupy tego segmentu. Może importer nie miał akurat wolnego egzemplarza? Model jak najbardziej był w Polsce dostępny, tyle że ludzie skłonni kupić auto za 130 tys. ówczesnych złotych zdecydowanie preferowali inne marki, więc sprzedawały się tylko pojedyncze sztuki. Pamiętam nawet, że jedno z samochodowych czasopism – chyba „am&s” – testowało Maximę, która została z redakcji skradziona. Na szczęście policja znalazła ją szybko, bo złodzieje podali się sami na tacy, zamawiając w ASO stacyjkę do modelu występującego w Polsce w kilku sztukach, bodajże dzień lub dwa po zgłoszonej kradzieży (przezornie zamawiali w innym mieście, ale to ich nie uratowało). To jednak tylko dygresja, bo trzeba jeszcze opisać najważniejszego z filmowych Nissanów – mianowicie sportowy model 300 ZX (Z32), którym poruszał się sam Jurek Kiler.

JESTEM ZŁODZIEEEJEEEEEM…!!

Foto: kadr z filmu „Kiler

W 1997r. 300 ZX nie był już produkowany, ale wcześniej figurował nawet w polskim cenniku (w 1995r. kosztował 99.995 świeżo zdenominowanych złotych, czego jednak nie można porównywać z przytoczonymi wyżej cenami z 1997r., bo – jakkolwiek może nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę – skumulowana inflacja 1995-96 przekroczyła 50%). A że ten segment był w Polsce wybitnie niepopularny, to bardzo prawdopodobne, że w magazynie ostał się jakiś osamotniony egzemplarz.

W przeciwieństwie do pomnikowych protoplastów (240/280 ZX) 300 ZX Z32 nie zrobił furory: w latach 1989-2000 powstało wprawdzie 164 tys. egz., ale lwią część kupili klienci amerykańscy i japońscy, podczas gdy w Europie sprzedaż pozostała symboliczna (w Wielkiej Brytanii – europejskim mateczniku Nissana – nabywców znalazło zaledwie 214 sztuk). Trudno powiedzieć dlaczego, bo autu nie brakowało merytorycznych zalet, być może jednak zawinił nudny wizerunek marki i słaby marketing. Rynkowa porażka spowodowała wycofanie modelu ze wszystkich rynków poza Japonią już na przełomie 1996/97r., a także dłuższą przerwę w obecności Nissana w segmencie. Następca, model 350 Z, pojawił się dopiero w 2002r.

300 ZX występował jako coupé 2+2 z dachem typu T-Top (wersja najpopularniejsza i jedyna dostępna w Europie, mierząca 4.520 x 1.770 mm)…

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

…skrócone do 4.305 mm coupé dwumiejscowe, z dachem T-Top lub sztywnym (to drugie – bardzo rzadkie)…

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

…lub jako cabriolet. Stylistyka była typowo nissanowska, czyli nijaka i niezapadająca w pamięć.

Foto: materiał producenta

300 ZX oferował dwie jednostki napędowe – trzylitrowe V6-tki w wersji wolnossącej lub doładowanej (z dwiema turbinami Garretta i osobnymi intercoolerami). Obie miały czterozaworowe rozrządy DOHC ze zmiennymi fazami dolotu. Słabsza rozwijała 230 KM i 273 Nm, mocniejsza – 280 KM i 375 Nm, co przekładało się odpowiednio na 235/250 km/h i 7/5,9 s do setki. Co ciekawe, w Europie Nissan sprzedawał tylko wersję twin turbo (i tylko z nadwoziem 2+2), więc klient mógł wybrać co najwyżej opcje wyposażenia. W dodatku nieliczne, bo większość gadżetów – w tym nieoczywiste wtedy ABS, klimatyzacja czy pełna elektryka – należała do standardu.

Ciekawostką był układ skrętnych kół tylnych, u Nissana nazwany HICAS (High Capacity Actively Controlled Steering) i przejęty z modelu Skyline, który zyskał nieporównanie większą sławę. Przeniesienie napędu – oczywiście na tył – następowało już w bardziej konwencjonalny sposób, za pośrednictwem 5-biegowej skrzyni manualnej lub 4-biegowej automatycznej, oraz dyferencjału z seryjnie montowaną szperą.

A te kanapki to dla kogo niesiesz…?

Foto: kadr z filmu „Kiler

Silnik 300 ZX miał duże zapasy wytrzymałości, co z lubością wykorzystywali tunerzy. Szczególnie w USA rynek oferował wiele pakietów zwiększających moc o nawet ponad połowę. Swoistą legendą stał się model znany jako SR-71 (jak legendarny zwiadowczy samolot Lockheeda), wypuszczony w 1990r. jako wspólne przedsięwzięcie japońskiej firmy HKS i teksańskiej Motorsports International.

Modyfikacje Z32 SR-71 obejmowały większe turbosprężarki (również firmy Garrett), zmienioną elektronikę sterującą i elementy stylistyczne Kaminari

Foto: materiał producenta

Co do osiągów SR-71 źródła podają rozbieżne wartości, zwykle wahające się wokół 500 KM i 4,5 sekundy do 60 mph, są jednak zgodne, że auto było trzecim najszybszym w ówczesnym świecie, po Ferrari F40 i Lamborghini Diablo. To ogromne osiągnięcie, zważywszy na niepozorny wizerunek i cenę zaledwie 65 tys. dolarów (finalną, a więc obejmującą już nowy samochód bazowy). Wielkość produkcji nie jest znana – plany mówiły o 500 sztukach, jednak nie wiadomo, czy znalazło się tylu chętnych.

Jurek Kiler nie jeździł jednak SR-71, a zwykłym egzemplarzem w specyfikacji europejskiej, czyli 2+2 Twin Turbo. Całkiem niezły wybór dla zawodowego cyngla: bardzo szybki i wbrew pozorom niełatwy do zapamiętania, choć w polskich latach 90-tych jednak trochę łatwiejszy niż dziś.

Foto: kadr z filmu „Kiler

***

Poza Nissanami w „Kilerze” występują też inne samochody, które wspomnę marginalnie. Główny bohater, przed otrzymaniem sportowego Nissana od „Siary” Siarzewskiego, jeździł taksówką marki Polonez Atu.

Proszę pana, to jest jakieś tragiczne nieporozumienie. Co ja mam zrobić, że naprawdę nazywam się Jerzy Kiler i jestem taksówkarzem, numer boczny 7775…?!?!Polonez – obok Mercedesa W123 to chyba najpopularniejsza taksówka ówczesnej Polski.

Foto: kadr z filmu „Kiler

Zgarniając Kilera na komendę policjanci przyjechali Land-Roverem Defenderem

Foto: kadr z filmu „Kiler

Policyjną kawalkadę, złożoną ze Stara 200 (z rzekomo zepsutą pompą paliwową) oraz eskortujących go Passatów i Polonezów, widzieliśmy już wcześniej

Foto: kadr z filmu „Kiler

Z więziennego konwoju Jerzego Kilera zabrała Lancia Thema, stylizowana na ministerialną

Foto: kadr z filmu „Kiler

„Siara” Siarzewski poruszał się Toyotą 4Runner. To bardzo dziwne, bo Nissan produkował wtedy podobne Terrano, w dodatku w drugiej części filmu na spotkanie Moralesa „Siara” przybył Bentleyem cabrio (być może w międzyczasie jego interesy się rozwinęły?). Toyota z części pierwszej pozostaje zagadką, za ciekawostkę można zaś uznać statystujące w poniższym kadrze Audi Quattro – prawdziwy rarytas w ówczesnej Polsce.

Foto: kadr z filmu „Kiler

Senator Ferdynand Lipski byłby świetnym typem właściciela Maximy, jednak reżyser przydzielił mu Saaba 9000. Też jak najbardziej pasującego, również do towarzyszącej występom Lipskiego barokowej muzyki Vivaldiego.

Foto: kadr z filmu „Kiler

Po co ta telewizja…?” „Jaka telewizja, przecież to… zmyła.” Role Melexa i Forda Transita były niewielkie, ale znaczące.

Foto: kadr z filmu „Kiler

Na koniec został jeszcze pick-up słynnej serii F Forda, który posłużył „Kilerowi” do odbioru złota od Waldka z cargo na Okęciu

Foto: kadr z filmu „Kiler

Według końcowych napisów całość złota Jerzy Kiler przeznaczył na polską kinematografię, czego później żałował. O odczuciach importera Nissanów nie wiemy natomiast nic: ja uważam, że auta można było wyeksponować lepiej, również bez popadania w komercyjną nachalność, i że wobec oszałamiającego sukcesu „Kilera” mogłoby to przynieść nieocenione korzyści wizerunkowe. Ale wiadomo, po fakcie mądrym być łatwo…

 

Foto tytułowe: kadr z filmu „Kiler

Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych  – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

44 Comments on “KONFRONTACJE: JUŻ TYLKO KILER…

  1. Nie mam pewności, czy Mitsubishi Carisma nie było eksportowane do Japonii. Trafiłem kiedyś na taką wzmiankę na jakieś archiwalnej stronie Mitsubishi, mówi też o tym angielska Wiki
    https://en.wikipedia.org/wiki/Mitsubishi_Carisma
    Nie mylić z nazywaniem Lancera Carismą na wybranych rynkach.

    • Wg tej samej strony Carisma w Japonii pojawiła się w 1996r., czyli wtedy, gdy Primera P10 już wychodziła z produkcji. Co oznacza, że Nissan na 99% był pierwszy.

      • Przepraszam, nie doczytałem że mówimy o pierwszym takim zabiegu. Przez chwilę spojrzałem jeszcze na Nissan Pulsar/Cherry i Alfa Romeo Arna, ale jedyne co podobno pojechało do Japonii to wnętrza Alfy dla wersji Pulsar Milano X1.

    • Jest chyba więcej Nissanów.
      Na zdjęciu z Micrą pod Erą widzimy Żuka, Micrę i galanta a dalej szare auto to chyba Nissan choć nie pamiętam modelu
      Ps. Na kursie na prawko jeździłem Micrą 1.3 16V. Były fajne wrażenia.

      • W kadrze z „Erą” oprócz opisywanej Micry jest Nissan Sunny N14 liftback.

        Poza tym w opisie Primery szanownego redaktora SzK wkradł się mały błąd: Primera nie miała nadwozia hatchback, tylko liftback. Jest to istotne o tyle, że Nissan w modelu Sunny był jednym z nielicznych, którzy w tej samej linii modelowej mieli nadwozie zarówno hatchback (3d) oraz liftback (5d). Ot ciekawostka 🙂

  2. Z ciekawostek to primera P10 w kombi jest tak bardzo inna od reszty wersji (wizualnie cały przód, ale też np z przodu jest macpherson) bo to nie jest primera (P10) tylko nissan avenir (W10) -zupełnie inna linia modelowa. Nissanowy pierdolnik nazwowo-modelowy z lat 80-90 strikes yet again

  3. ALE! ale! tak jak nowsi (wcale nie) użytkownicy internetu wiedzą jak Hanka Mostowiak wbija się w kartony, to to ci starsi wiedzą jak Ewa odjeżdza spod salonu Ery Nissanem i jest zbliżenie na logo. Mem z czasów kiedy memów nie było. Już tylko Killer… Ale ówczesne Nissany spoko – Micra dla maluczkich, Almera dla normalsów, Primera dla repów. Z tym że fakt, zniknęło jak sen złoty, ostatnia próba Nissana żeby zaistnieć to Qasquai (dobrze napisałem?), gdzieś 2007. A teraz już nic, popłuczyny. W czasach Kilera to było coś, jak i Honda.

  4. Jest też taka scena, gdzie logo Ery wypełnia 3/4 ekranu, więc chyba Nissan musiał niezbyt naciskać.
    P11 kombi kiedyś chciałem kupić, ale zrezygnowałem po jeździe próbnej, choć to auto zawsze mi się podobało.
    Co do 350ZX… to co jakiś czas przeglądam ogłoszenia w nadziei, że sobie kiedyś taki kupię. Niestety przegapiłem moment gdy były relatywnie tanie, w tej chwili już systematycznie idą do góry. Podoba mi się bardziej, niż Ferrari czy Lambo. No taki już jestem 🙂
    Saabem 9000 nie jeździłem, ale miałem następcę, czyli 9-5. To było jedno z moich ulubionych aut.
    A w ogóle temat product placement jest bardzo ciekawy. Pamiętacie wodę Nata, która swego czasu pojawiała się niemal w każdym filmie?

  5. Kurczę, fajny pomysł na artykuł z użyciem kultowego filmu jako pretekstu! A propos stosunkowo małej obecności Nissanów na ekranie w tym filmie firma ta musiała wyciągnąć odpowiednie wnioski, bo już w niedługo później nakręconej trzeciej serii serialu „Ekstradycja” Nissanów było całe zatrzęsienie: od Micry przez Primerę i Terrano aż po Maximę nie zapominając nawet o modelu Quest. Najzabawniej wyglądała scena spotkania całej wierchuszki rosyjskiej mafii oraz jednego z polskich polityków, gdzie wszyscy zajechali Nissanami – tak, z pewnością tacy ludzie jeździli takimi samochodami.🙂
    Z całego filmu mimo wszystko największe wrażenie robiły 300ZX, no i 4Runner z logiem dealera „Toyota Radość”, resztą raczej niknęła w tłumie. Na pewno ciekawie po latach ogląda się sceny kręcone na złomowiskach – widać wyraźnie jakie spustoszenie wśród aut z KDL uczyniła demokratyzacja naszej ojczyzny. Za to najmniej wyeksponowanym autem w całym filmie jest Polonez Atu, którym Kiler jeździł na samym początku – w wersji filmu sprzed rekonstrukcji cyfrowej ledwo widać samą sylwetkę samochodu, gdy jedzie on nocą ulicą Nowy Świat, a i na drugi dzień widać tylko jego mały kawałek, gdy Mioduch wyciąga z niego karabinek snajperski „Steyr”. A szkoda, bo to był wtedy nowiusieńki wóz mający co najwyżej rok.
    A w całym zestawieniu zabrakło jeszcze jednego samochodu – Astry F hatchback, która grała prywatne auto Olafa Lubaszenki w scenie strzelaniny między miglancami Lipskiego, a wieśniakami od Siary.😉

  6. Kiler, najśmieszniejsza polska komedia?
    Aż zacząłem szukać zestawień w sieci.
    Sprawa mocno indywidualna ale podobnie jak znalezione rankingi ja również Kilera na pierwszym miejscu bym raczej nie umieścił 🙂

      • No tu długa lista może być. Bo najśmieszniejsza to sprawa subiektywna, może też być kultowa ale nie śmieszna. Na pewno na krótkiej liście by były: Hydrozagadka, Rejs, Miś, Seksmisja, Kiler, Dzień Świra, Chłopaki nie płaczą. Ale może nie ma po co się spinać żeby znaleźć tę naj naj? Jest prawda czasu i prawda ekranu, i trzeba dziś te filmy oceniać mając w głowie uwarunkowania z czasów kiedy powstawały.

      • Śmieszność jest bardzo subiektywna i niewymierna, więc trudno przygotować konkretną listę (właśnie dlatego ja sam w zestawieniach samochodów staram się unikać nadawania rang, tylko szereguję alfabetycznie, chronologicznie, itp.). Na mój gust Twoja lista jest znakomita, to są chyba topowe komedie, ale oczywiście można by dorzucić to i owo.

  7. Jako były właściciel Primery P11 trochę się wypowiem o tym gagatku : D generalnie Primera P11 była przedliftowa i poliftowa, przedliftową produkowano w latach 1996-1999, poliftową, tą którą jeździłem, produkowali w latach 1999-2002. Poliftowa P11 miała kod P11-144 i uwaga – o ile wersja sedan, hatchback czy kombi dostały nowy przód, tył oraz lekko wnętrze (przód ma większe światła i „nerki” i z daleka wygląda jak jakieś BMW) o tyle kombi poliftowe miało dalej tył z P11 kombi przedliftowego – ot, zmienili front i wnętrze i tyle.

    Z tego co pamiętam, to niektóre części (jak wspomniane zawieszenie) różniły się między P11 a P11-144; nieraz sprzedawcy w sklepie motoryzacyjnym mieli zagwozdkę jak wspominałem że to model poliftowy… A i z takich ciekawostek dziwnych – moja Primera miała logo wytłaczane na kierownicy, rok młodsza Primera znajomej już naklejane – zaś jej Micra z bodajże ’99 też naklejane. Inna Primera znajomego, P11 przedliftowa, miała też naklejane logo…

    Jeździłem P11 polift w sedanie, silnik 1.6, prawie absolutna bieda bo miała 4 szyby elektryczne, radio kaseciak, grzane lusterka i akcesoryjny zestaw do telefonu, rocznik 2000 – jak kupowałem to miała coś koło 198k km przebiegu, od nowości u jednego właściciela i kilka „przygód” czytaj napraw blacharskich. Jak ją kupowałem to nieźle się trzymała, ale już niecałe 4 lata później nadawała się tylko na złom, bo koszt ewentualnych napraw blacharki przewyższał jej wartość – wtedy chyba po 3-4k chodziły Primery.

    Jak się nią jeździło? Całkiem fajnie, duży bagażnik, wnętrze obszerne, był podłokietnik ze schowkiem oraz półeczka pod kierownicą (strasznie mi tego brakuje w autach). Mechanicznie to cóż – silnik w sumie nadal dzielnie jeździł pomimo przebiegu (jak złomowałem to było coś koło 250k km), ale zawieszenie już miało humory (wielowahacze nie lubią polskich dróg), no i dwa razy wymieniano półosie – bodajże wada modelu, rdzewiały w okolicach tłumika drgań i pękały plus maglownicę miałem zmienianą. Poza tym zazwyczaj psuły się pierdoły ale z gatunku „jakoś dojedzie”, no może poza przegubami bo wtedy byłem brany na hol ; ) Bardziej rzucałem mięsem z ojcem na Palio Weekend, którym w międzyczasie jeździłem…

    Dobra bo się rozpisałem a to generyczny wóz jakby nie patrzeć ; D

    • te tłumiki drgań na półośkach się po prostu od razu rozcina gumówką i wywala, w Hondach to też powoduje korozję i ukręcanie się pod tym tłumikiem, rozcięcie i wywalenie nie powoduje żadnych drgań 🙂

      • No właśnie przy wymianie pierwszej (prawej) półosi – notabene zestaw DYI bo gotowych nie było – miałem pomysł niemontowania tego kawałka gumy, no ale cusz, zostało z powrotem zamontowane. Druga wymieniana z kolei (lewa tym razem) była już w całości 😀 jak zdarzy mi się kupić kiedyś jeszcze jakieś FWD (albo w obecnym będę zmieniał) to będę pamiętał o tym rozcięciu ; )

    • Honda Accord IV (1990-1993) w wersji coupe i aerodeck były eksportowane z USA do Japonii. Sprzedawane były jako LHD z emblematami Honda Of America.

  8. Nissana Micrę miał miał w tym czasie mąż kuzynki, ponad dwumetrowy rugbista. W początkach swej kariery we Francji to był jedyny samochód, na który było go stać, gdzie się mógł wyprostować za kierownicą. Szkopuł w tym, że obok nie mieściła się jego żona, kruszynka miał tylko 180 cm. Jeździła bokiem na tylnym siedzeniu. Jak okrzepł w karierze kupił Jettę, w której miał aureolę na podsufitce od swojej czupryny.

  9. Z tego co pamiętam to komisarz Halski z ekstradycji ścigał przestępców Nissanem Sunny – na ówczesne czasy, kiedy radiowozami były wciąż DF-y i Polonezy ten samochód był odpowiednikiem niemalże Mustanga z Bullita.

    • Na początku lat 80. Nissan Sunny to była wyższa półka w Pewexie, Niżej był Hyundai Pony (wschodząca marka, dobrze się zapowiadała i chyba nieźle kończy). Ja celowałem wtedy niżej, w Daihatsu Charade (diesel bo benzyna była na kartki), ale to i tak były za wysokie progi dla mnie.

      • Całe szczęście, bo w Polsce Charade strasznie gniły, a podwozia nie wytrzymywały stanu naszych ówczesnych dróg. To w dużej części ten model odpowiada za łatkę „jednorazówek” przyklejoną wtedy hurtem wszystkim japońskim samochodom.

      • wtedy to w Polsce wszystko strasznie gniło, raczej Szarada nie była wyjątkowa, poza tym nic nie przebije gnicia Elegantów i C-15stek z nysy

  10. Micrę K11 miał ojciec kolegi, kupioną ponoć od proboszcza, jeździli nią odkąd pamiętam, kupę lat, nigdy się nie zepsuła, ale gniła tak strasznie, że jak sprzedawali za 500zł to nawet ja nie kupiłem, bo tam cała podłoga była ulepiona z drutu, papy i jakiegoś lepiszcza, jakim cudem koła tam nie poodpadały z wahaczami to nie wiem, no ale on delikatnie jeździł

    co do automatów CVT to one mają ciekawe sprzęgło na proszek węglowy który jakoś skleja się po podłączeniu pod prąd, w związku z czym są od boku skrzyni szczotki takie jak od odkurzacza które doprowadzają tam prąd, no i te szczotki są najczęstszą przyczyną niedziałania skrzyni, wystarczy je wymienić i dalej jeździ, dostęp od zewnątrz skrzyni 🙂

    ja natomiast miałem Micrę K10 1.2B w 3 biegowym automacie, gdzie przy kupnie (a w zasadzie zamianie) nie wiedziałem że to normalny automat, myślałem że CVT bo biegów nie zmieniała, a jeździła normalnie, dopiero później zauważyłem spadniętą z gaźnika linkę i jak ją założyłem to dopiero szła jak wściekła, no ale niestety nie miała gazu a paliła z 12l benzyny no i była trochę pognita, więc sprzedałem, ale fajna była, to na prawdę spory samochód wielkości mniej-więcej Uno, a ważył zaledwie 650kg! dla tego tak świetnie szedł

  11. Jakie były korelacje Nissana i Datsuna? Bo w młodości na wyobraźnię działał Datsun 240Z, a podobno był to Nissan robiony na Amerykę. Później emocje budził Patrol i na pewno nie był to nudny produkt Nissana.

    • To są dwie marki tej samej firmy. Kiedyś używano głównie marki Datsun, od 1983r. przez jakiś czas wyłącznie Nissan, później Datsun powrócił na niektórych rynkach jako marka tania, coś jak Dacia.

  12. Jeśli dobrze szukam, to tylne zawieszenie Primery P10 było dość ciekawe – niby prosta sztywna oś, ale poprzecznie ustalona nie przy pomocy drążków Panharda albo Watta, tylko przy pomocy układu Scotta Russela.
    Trochę śmieszne jest, że od czasu upowszechnienia kolumn klasyczny układ z dwoma poprzecznymi wahaczami, przez lata w sumie będący synonimem przedniego zawieszenia niezależnego nagle stał się czymś znacznie lepszym i zaawansowanym 😀

    „Product placement” zawdzięczamy dzisiaj powszechność czarnej taśmy klejącej na ekranie, zwłaszcza w różnych serialach niższych klas, gdzie wszystkie loga są demontowane albo zaklejane w celu uniknięcia procesów o nieuczciwą konkurencję…

  13. No ja się nie zgodzę że Ryba jeździł najsłynniejszą Primerą . Zdecydowanie ten model kojarzy mi się tylko i wyłącznie z komisarzem Olgierdem Halskim z Ekstradycji .
    Takiego nissana mieliśmy w rodzinie i dzielnie służył , choć gnił strasznie.
    Nissan 300ZX wrył mi się strasznie w pamięć bo jako mały kajtek , zobaczyłem takiego zaparkowanego pod kompleksem basenów w Szczecinie . Był na niemieckich tablicach , był ognisto czerwony , miał napis Turbo i wyciągał 280km/h !!! :DD
    To było w okolicach roku 1989 więc sam początek produkcji i na owe czasy robił na ulicy kosmiczne wrażenie.

    • Muszę Cię rozczarować, ale komisarz Halski jeździł modelem Sunny, a nie Primera, konkretnie modelem GTi serii N14.😉

  14. Nissany były już dużo wcześniej w polskiej kinomatografi. Nieoznakowany radiowóz Sunny wagon pojawił się w „Zabij mnie glino” z 1987r. Film mocno przerysowany. W124, Golf czy Volvo F12 jako pojazdy milicji. Komisarz jeżdżący prywatnie orionem w jednej ze scen. Z drugiej strony bandziory w Mirafiori, PF 125p, zdezelowanym bmw 1800 – zniszczonym w czasie pościgu z przytoczonym nissanem.

  15. K11 miałem dwie
    Pierwsza ’97kupiona z wypożyczalni z przebiegiem 99 tyś i dwa lata zrobiła prawie 400tys pracowałem jako handlowiec w dwóch firmach jednocześnie. Prawie nie miała korozji jak ja sprzedawałem po 8 latach.
    Druga polifowa kupiona za grosze po nauce jazdy jako drugi samochód w rodzinie miała grubo ponad 200 tyś,dziesiątki napraw blacharskich, i kompletny brak podłogi .
    Wady łańcuch rozrządu wytrzymywał „tylko” 300 tyś potem przecierał obudowę i zatykał filtr oleju. A to doprowadzało do zatarcia silnika.
    Jak się w porę wymieniło łańcuch to silnik był wieczny.

    Kolega z klubu Micry podłubal silnik 1.3 na 200 KM i jeździł jako daily a w weekend na street. Nie wiem ile ten silnik wytrzymał bo potem mi się z nim urwał kontakt ale na pewno dwa lata jeździł . Micra była czarna i miała zaspawane wszystkie klamki.
    Otwieranie tylko z pilota.
    Chciałem sobie kupić jeszcze trzecią Micrę ale żona zagroziła rozwodem
    .
    Ford F100 to był pożyczony z firmy Tamex mieli 4 identyczne sztuki .

  16. Przemyślenie luźno związane z tematem wpisu, ale z ciekawości wszedłem na IMCDB i wspomniany w komentarzach film „Zabij mnie glino” i zauważyłem, że występował tam też Buick Electra 225 z 1978 – w PRL był to na tyle rzadki samochód, że ewidentnie jest to ten sam samochód, który był w „07 zgłoś się”. Co więcej wygląda na to, że to samo auto było tez m. in. w „Ekstradycji” z 1995 oraz „Panu Kleksie” z 1988. Wygląda zatem na to, że przez dekadę najczęściej wykorzystywanym tym samym egzemplarzem samochodu w polskiej kinematografii był Buick i to się nazywa product placement 😉
    Swoją drogą ciekaw jest do kogo z telewizji mógł należeć.
    https://www.imcdb.org/vehicle_49259-Buick-Electra-225-1978.html
    https://www.imcdb.org/vehicle_202021-Buick-Electra-225-1978.html
    https://www.imcdb.org/vehicle_727905-Buick-Electra-225-1978.html
    https://www.imcdb.org/vehicle_432684-Buick-Electra-225-1978.html
    https://www.imcdb.org/vehicle_91936-Buick-Electra-225-1978.html

    • Product placement to jak producent udostępnia 🙂 Ale fakt, że to mógł być egzemplarz kogoś z telewizji, ewentualnie rodziny. W podobny sposób Mercedes Stanisława Barei zagrał w „Zmiennikach”.

      • Ale jak to, przyspawali mu szyny, a potem rozebrali!? 😉

      • On wyleciał w powietrze, ostatecznie. To był już wrak, który w filmie dokonał żywota, bo i tak nadawał się na złom, więc Bareja postanowił wykorzystać go jeszcze dla dobra sztuki.

      • A więc tak… Bo myślałem już, że odcięli te szyny i dalej jeździł, a ta skorupa w finale to była już inna ze złomu wzięta:) dzięki za ciekawostkę:)

      • O tym Mercedesie był szczegółowy artykuł w Automobiliście albo ClassicAuto (już nie pamiętam, bo to było dawno). Bareja przywiózł go ze stypendium w RFN, w kiepskim już stanie, a w Polsce potem dość poważnie go rozbił (dostał strzał w bok – mimo znacznych deformacji auto pozostało jezdne i zostało wyprostowane, i odtąd było nazywane „Wicehrabią przepołowionym” – od tytułu powieści Italo Calvino). A jak już zostało dojeżdżone do końca, zakończyło swój żywot w filmie, w bardzo spektakularny sposób.

      • Nie, ten Buick był prywatną własnością któreś z kaskaderów albo szefów teamu kaskaderskiego. Facet zmarł chyba w 2010 lub 2011.

      • No właśnie nie wyleciał w powietrze – na potrzeby serialu tego Mercedesa jedynie rozebrano i pirotechnicy nadpalili tył samochodu. Później telewizyjna wytwórnia filmowa POLTEL sprzedała ten wóz w stanie zdekompletowanym dalej w świat za sumę dwóch milionów ówczesnych złotych. Również o tym czytałem, było to opisane w „Automobiliście”, konkretnie numery 93 i 94 (12/2007 i 1/2008). Mam go właśnie przed oczami pisząc te słowa.🙂 Bareja wtedy już nie jeździł zbyt dużo tym samochodem, ówczesna reglamentacja benzyny zmuszała go do jeżdżenia rowerem lub maluchem, którego kupił w 1978 roku.

      • Wtedy każdy złom miał jakąś wartość, ale to nie znaczy, że auto przetrwało w stanie jeżdżącym. Ono już było przegnite na wylot, dlatego Bareja przeznaczył je jako rekwizyt.

    • Podobna historia jak z mieszkaniem na Rozbrat 32/34. Nieruchomość zagrała w „07 zgłoś się” (odcinki „Grobowiec rodziny Von Rausch” i „Ścigany przez samego siebie”), „Czterdziestolatku. 20 lat później” (odc.4), „Tulipanie” (również odc. 4), jako lokum Racewiczów „W labiryncie” oraz w dość dennej produkcji „Menedżer”.

      • Primera poruszal sie Halski w Ekstradycji. W miedzyczasie scigal kumpla z policji uciekajacego FSO 1500 Nissanem Sunny GTI-R. Sunny b11 diesel jezdzil Jan Peszek w „Trojkacie bermudzkim”. A slynny Buick Riviera nalezal do kaskadera Jacka Ryniewicza.