LOKALNI HEROSI: MARATON PO PERSKU

 

Europejska cywilizacja bierze swój początek od starożytnych Hellenów. Hellenowie, jak każdy szanujący się naród, uważali się za lepszych od wszystkich innych, jednak w przeciwieństwie do większości szowinistów potrafili podać konkretne uzasadnienie: umiłowanie Rozumu i Piękna oraz ustrój demokratyczny, przeciwstawiane cudzoziemskiej ciemnocie i despotycznym tyraniom. Fundamentem poczucia odrębności (czytaj: wyższości) stała się zwycięska obrona kraju przed atakami Persów, po których Hellenowie – od czasów Rzymian nazywani Grekami – postrzegali się jako obrońcy wyższych wartości przed wschodnimi barbarzyńcami.

Historii wojen grecko-perskich do dziś uczymy się w szkole podstawowej. Każde dziecko zna datę bitwy pod Maratonem i genezę „biegu maratońskiego”. Podziwiamy też bohaterstwo Spartan, którzy od małego hartowali swe ciała i dusze, by nigdy nie poddać się żadnemu wrogowi: to właśnie oni, w liczbie zaledwie trzystu, zaciekle bronili przejścia przez wąwóz w pod Termopilami, i kosztem życia całego oddziału powstrzymali nawałę azjatyckiej tłuszczy. Wiemy to na pewno, bo tak pisał Herodot, nazywany ojcem historiografii. Jego słów przez całe wieki nikt nie śmiał kwestionować.

Równie ciekawe jest to, że nikt nie próbował zapytać o zdanie Persów. A przecież oni, w przeciwieństwie do większości narodów starożytnych, do dziś żyją i (pomijając aktualną pandemię koronawirusa) mają się całkiem dobrze. Tyle tylko, że zwą się Irańczykami.

***

Za sprawą Herodota cywilizację perską mamy za zupełnie obcą, wrogą i dziką. Tymczasem na drzewie genealogicznym indoeuropejskiej rodziny językowej gałęzią najbliższą irańskiej jest… słowiańska (w szerszym ujęciu – bałtosłowiańska). Pokrewieństwo języków najlepiej widać w najbardziej podstawowym słownictwie, np. w liczebnikach: w żadnym niesłowiańskim języku nie są one tak podobne do naszych, jak w perskim (LINK). Na marginesie dodam, że do ludów irańskich zaliczali się też starożytni Sarmaci, co przypadkiem dobrze komponuje się z bajdurzeniem naszej dawnej szlachty na temat jej sarmackich korzeni.

No dobrze, język językiem, ale z nauką, sztuką i demokracją to Grecy mieli rację, prawda? Perscy królowie faktycznie sprawowali władzę absolutną, mało kto jednak wie, że tamtejsza religia wprost zakazywała niewolnictwa, które w Grecji stanowiło podstawę gospodarki. Jedynymi regionami perskiego imperium, gdzie zezwalano handlować ludźmi, były tereny podbite, w tym przed wszystkim… etnicznie greckie (bo wolni Grecy nie kalali się pracą fizyczną i bez parobków wymarliby z głodu). Jeśli zaś chodzi o wychwalanie pod niebiosa Sparty, to spróbujmy bez uprzedzeń zastanowić się, jak dziś ocenialibyśmy reżim, w którym co słabsze noworodki morduje się w imię wzmacniania genów narodu, te wyselekcjonowane – odbiera rodzicom i od najmłodszych lat tresuje na fanatycznych żołnierzy, a utrzymujący całą społeczność niewolnicy (stanowiący ponad 90% ludności) wprost traktowani są jak narzędzia albo meble i tak ujmowani w dokumentach…? Zresztą nawet wolnym obywatelom spartańskie władze nie pozwalały wyjeżdżać za granicę, przez co bardzo pożądaną była tam fucha państwowego posłańca, będąca jedyną możliwością zażycia odrobiny uciech. Czy to wszystko czegoś Wam nie przypomina?

Niewolnicy i pół-niewolnicy (nazywani odpowiednio helotami i perjojkami, choć różnica były niewielka) nie tylko żywili cały kraj, ale też byli wcielani do armii – gdzie jednak nie ujmowano ich w spisach żołnierzy, bo przecież nie byli ludźmi. Co oznacza, że wojsko spod Termopil może i faktycznie liczyło trzystu SPARTAN, ale ilu poza tym uzbrojonych helotów i perjojków – tego Herodot nie podaje, bo po pierwsze, takie dane nie istniały, a po drugie – niewolnikami wolny obywatel się brzydził. Jeść ich plony albo przelewać ich krew na polu bitwy – bardzo chętnie, ale to wszystko.

Jak ma się do tego narracja o „barbarzyńskich” Persach? Oni nie tylko uprawiali sztuki piękne na poziomie nie niższym niż Grecy, ale też rozwinęli bardzo mądrą religię zwaną zoroastrianizmem, wykorzenioną dopiero wieki później przez islam. Zoroastrianizm – zupełnie jak chrześcijaństwo – akcentował odpowiedzialność człowieka za samego siebie i konieczność codziennego, nieprzymuszonego wybierania dobra (dlatego nie uznawał niewolnictwa – bo niewolnik nie ma decyzyjności). I jak to wygląda w zestawieniu ze spartańskim totalitaryzmem, eugeniką i olimpijskim Zeusem, który zajmował się głównie zdradzaniem Hery ze wszystkim, co się ruszało…?

Nasz obraz wojen grecko-perskich pochodzi wyłącznie z dzieł Herodota, którego zwykliśmy uważać za pierwszego z historyków, a który w istocie był twórcą popkultury. Jego dzieła nie miały w zamyśle służyć naukowym studiom, a recytowaniu w teatrach ku uciesze gawiedzi, oraz, oczywiście, ku właściwemu jej nastawieniu. To nie był odpowiednik filmów dokumentalnych,  a raczej „Stawki większej niż życie” lub „Czterech Pancernych i Psa„, czyli profesjonalnie napisana rozrywka z patriotyczno-politycznymi podtekstami. Tymczasem my nie tylko bierzemy jego konwencję za historyczną kronikę, ale jeszcze sami powielamy ją kręcąc hollywoodzkie szmiry w rodzaju „300„.

Iran (czyli rdzenna nazwa kraju po grecku zwanego Persją) przyszedł mi na myśl w związku z wirusem. Po pierwsze dlatego, że skala epidemii jest tam przerażająca, a po drugie – że w tym roku planowaliśmy z żoną jechać tam na wakacje, ale na razie musimy to odłożyć. Ponieważ perskiej kultury nie znam z autopsji, kulturowy wstęp napisałem o starożytności, nawiązując do refleksji pewnego anglosaskiego pisarza, którego nazwisko wyleciało mi z głowy, a który marzył o tym, by jednak pofatygować się do Iranu i popytać tubylców, co sądzą o starożytnych wojnach z Grekami. Dziś już to wiemy: oni praktycznie ich nie pamiętają i nie uważają za punkt zwrotny w historii ludzkości, tylko końcową fazę nieznaczącej wyprawy na skraj świata, gdzie żołnierze nie mieli już ani siły ani motywacji, by brnąć dalej, więc po pierwszych niepowodzeniach odpuścili. Tak – w perskich kronikach Plateje, Salamina, Termopile, czy Maraton występują jedynie jako marginalne przypisy (skądinąd zupełnie tak samo, jak np. bitwa pod Cedynią w niemieckich).

Po tym przydługim wstępie (przy egzotycznych krajach zawsze wychodzą mi przydługie wstępy) chciałem opisać Maraton – a może raczej maraton – z perspektywy perskiej. Oczywiście chodzi o maraton automobilowy – tzn. samochód produkowany w Iranie przez aż 49 lat: w wersji sedan pomiędzy 1966-2005r., pick-up – 1969-2015. Ten samochód, to Paykan.

Paykan (pisane też „Peykan„, co lepiej oddaje wymowę) znaczy po persku „strzała”

Foto: Fabien Dany – www.fabiendany.com / www.datka.kg, Licencja CC

***

W latach 1941-79 Iranem rządził szach Mohammed Reza Pahlavi: kontrowersyjny monarcha, który początkowo obrał kurs liberalny, ale po próbie zamachu na swe życie, dokonanej w 1949r. przez islamskiego fundamentalistę, zwrócił się w stronę autorytaryzmu. Cztery lata później, w reakcji na plan nacjonalizacji irańskich aktywów zachodnich firm naftowych, służby specjalne USA i Wielkiej Brytanii zorganizowały przewrót, po którym szach zyskał nieograniczoną władzę chronioną przez okrutną policję polityczną nazwaną SAVAK.

Szach dążył do modernizacji i westernizacji Iranu, wbrew woli znacznej części konserwatywnego i głęboko religijnego społeczeństwa. Sytuacja przypominała tę panującą kilka dekad wcześniej w Turcji, gdzie Mustafa Kemal Atatürk również tępił pradawne muzułmańskie tradycje przy pomocy prawdziwego terroru (np. kary śmierci za noszenie długich bród lub używanie alfabetu arabskiego). Różnica była jednak taka, że Atatürka lud kochał jako wojennego bohatera, który brawurowo obronił niepodległość i terytorialną integralność Turcji przed Anglikami. Tymczasem Reza Pahlavi był postrzegany jako tyran, który sprzedał siebie i kraj zachodnim mocarstwom i z ich łaski żył w skrajnym luksusie pośród powszechnej w Iranie nędzy. Jak to w takich wypadkach bywa, społeczeństwo podzieliło się na dwa obozy: ten mniej liczny, popierający szacha, korzystał na otwarciu na świat (pracował w przemyśle naftowym, podróżował, kształcił się zagranicą i akceptował liberalizację obyczajów), podczas gdy tradycjonalistyczna i głęboko religijna większość uważała Zachód za wcielenie szatana niszczące lokalną tożsamość i wysługujące się lokalnym władcą-zdrajcą. Ta właśnie siła wywołała w końcu islamską rewolucję 1979 roku.

Wymownymi symbolami dworskiego przepychu były między innymi obchody 2.500-nej rocznicy perskiej monarchii, urządzone w październiku 1971r. pośród starożytnych ruin Persepolis i będące prawdopodobnie najdroższym bankietem w dziejach świata (orientacyjny koszt 110-140 mln $ w dzisiejszych cenach), oraz ogromna kolekcja luksusowych samochodów.

Nie wiadomo dokładnie, ile aut posiadał szach, ale na pewno była to liczba czterocyfrowa. W jego garażach znajdowały się między innymi piękne okazy przedwojennych Bugatti i Mercedesów 500K (w tym unikatowy egzemplarz Autobahnkuriera, którego Daimler od lat bezskutecznie próbuje odkupić od ajatollahów), niezliczone egzemplarze Rolls-Royce’ów, Ferrari, Lamborghini i Bizzarrini, indywidualnie wykonane Chrysler Dual Ghia i Maserati 5000 GT, oraz wiele innych.

Szach mało kiedy korzystał z usług szoferów. Uwielbiał prowadzić samodzielnie, a wieczorami często wyjeżdżał na autostrady wokół Teheranu, traktując je jak prywatny tor wyścigowy. To, co pozostało z jego kolekcji (po zrabowaniu co cenniejszych kąsków przez rewolucjonistów), znajduje się dzisiaj w państwowym muzeum w irańskiej stolicy.

Embed from Getty Images

Embed from Getty Images

Embed from Getty Images

Embed from Getty Images

Embed from Getty Images

 

***

Prócz rozwijania własnego parku maszyn Reza Pahlavi chciał też zbudować rodzimy przemysł produkujący auta popularne. Zadanie nie należało do łatwych, bo techniczna kultura Irańczyków była w zasadzie zerowa: w kraju nie było nie tylko inżynierów, ale i prostych mechaników, nie mówiąc o jakimkolwiek zapleczu przemysłowym.

Paykan był pierwszym samochodem składanym, a następnie produkowanym w Iranie, ale skonstruowano go w Wielkiej Brytanii. Chodziło o konstrukcję Grupy Rootes, znaną jako Rootes Arrow (stąd też perska nazwa auta), która w świecie zachodnim występowała pod markami Hillman, Singer, Sunbeam, Humber, Dodge i Chrysler. Prócz Anglii i Szkocji auto wytwarzano w Irlandii, Australii, Nowej Zelandii, Południowej Afryce, na Malcie, oraz oczywiście w Iranie. Oryginalna wersja brytyjska pozostawała w produkcji w latach 1966-79.

Podstawowy Hillman Hunter z 1966r. Dokładnie tę wersję, od tegoż roku, wysyłano do Teheranu w formie zestawów CKD

Foto: Charles01, Licencja CC

Hillman Hunter to typowy produkt swoich czasów: pudełkowaty sedan o rozstawie osi 2,5 metra i wymiarach 4,3 x 1,61 metra. 1,7-litrowy silnik czterocylindrowy miał rozrząd OHV, a rozwijał 74 KM i 131 Nm zapewniając prędkość 145 km/h i przyspieszenie do setki w 13 sekund (przy ręcznej skrzyni czterobiegowej – w późniejszym czasie, za dopłatą, oferowano też elektromagnetyczny nadbieg albo przekładnię automatyczną). Kombinacja awersji do ryzyka, bieżących problemów jakościowych i pustej kasy odwiodła producenta od eksperymentowania – jedyną nowością było przednie zawieszenie na kolumnach McPhersona (pierwsze takie w historii Grupy Rootes, jednak nie mające tajemnic przed inżynierami). Z tyłu pozostano przy osi sztywnej.

W Wielkiej Brytanii dostępne były też wersje kombi i fastback coupé, nas jednak interesuje wyłącznie sedan, bo tylko on trafił do 2.500-letniego imperium szacha. Podobnież nieistotne będą odmiany sportowe, w tym Singer Gazelle z silnikiem podrasowanym do 107 KM.

(co ciekawe, największy sportowy sukces Grupy Rootes, czyli zwycięstwo w supermaratonie Londyn-Sydney z 1968r., został odniesiony przez Andrew Cowana jadącego Hillmanem Hunterem. To logo zapewne wybrano ze względów marketingowych, ale fakt pozostaje faktem).

 

***

W 1966r. podpisana została umowa pomiędzy Rootes Group i irańskim konsorcjum przemysłowym Irannational, założonym cztery lata wcześniej przez grupę lokalnych inwestorów, którym przewodzili bracia Ahmad i Mahmoud Khayami. Ten pierwszy szybko opuścił spółkę i założył ogólnokrajową sieć supermarketów, natomiast ten drugi rozwijał produkcję samochodów aż do islamskiej rewolucji, kiedy to został wywłaszczony i zmuszony do emigracji. Rodzinnego kraju nie zobaczył już nigdy, dzieląc swój czas pomiędzy Francję, Wielką Brytanię i USA. Do końca życia kolekcjonował i wystawiał perską sztukę popularyzując ojczystą kulturę całkowicie nieoficjalnie, bez kontaktów z wrogim sobie reżimem ajatollahów. Biznesowo zajmował się sprzedażą samochodów, przede wszystkim marki Mercedes – bo osobiste relacje z Daimler-Benz nawiązał już w latach 60-tych (być może niektórzy pamiętają sprowadzoną do Polski w latach 80-tych partię autobusów Mercedes-Benz O302 i O303 – były to licencyjne egzemplarze produkcji Irannational, którymi rząd Chomeiniego zapłacił za kontraktową pracę polskich inżynierów).

Mahmoud Khayami zmarł 28 lutego 2020r. w Los Angeles, w wieku 90 lat

Foto: public domain

Montowane w Teheranie Paykany zewnętrznie nie odróżniały się od Hillmanów. Występowały w trzech wersjach: sedana, taksówki, a od 1969r. również pick-upa.

Pick-up przetrwał najdłużej, aż do 2015r. Tutaj widoczna jest bardzo rzadka dziś, najwcześniejsza wersja z chromowanym grillem

Foto: Vic Hughes, Licencja CC

Sedan deluxe z lat 70-tych jako teherańska taksówka

Foto: Kamyar Adl, Licencja CC

Foto: Kamyar Adl, Licencja CC

Oryginalne logo w formie starożytnego rydwanu perskiego. Paykan jest zresztą w Iranie potocznie nazywany „rydwanem”.

Foto: Bastian, Licencja CC

Z uwagi na złą jakość irańskiego paliwa Hillman wysyłał do Irannational silniki z obniżonym sprężaniem (ze standardowego 9,2 na 7,5), co oczywiście poskutkowało spadkiem osiągów (z 74 KM i 145 km/h na 64 KM i 137 km/h). W 1972r. zdecydowano się jednak zaoferować również 74-konną specyfikację brytyjską, tutaj oznaczoną GT i wyróżniającą się sportowymi akcentami (felgi, czarne pasy na karoserii, itp.). Od 1970r. przez kilka lat dostępna była też automatyczna skrzynia biegów.

Reklamowe zdjęcia różnych wersji z 1971r. – czyli jeszcze z czasów świeckiej monarchii

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Zdjęcia wnętrz trudno znaleźć, a te, które są, pokazują zwykle tylko wersje topowe…

Foto: materiał producenta

…oraz perskie dywany, nie należące do wyposażenia standardowego

Foto: http://www.paykanhunter.com

W pierwszym roczniku, 1967-mym, powstało 6.000 Paykanów, w 1970-tym już ponad 30.000. W 1975r. specjaliści z koncernu Chryslera – ówczesnego właściciela Rootes Group – pomogli Irańczykom uruchomić lokalną produkcję wielu komponentów. W przededniu rewolucji fabryka osiągnęła wydajność 160 tys. aut rocznie.

W międzyczasie 1,7-litrowy silnik Hillmana Huntera został zastąpiony nowocześniejszą jednostką z modelu Avenger, o pojemności 1,6 litra, do której trzeba było dostosować stare, czterobiegowe przekładnie. Tę kombinację dostawał tylko Paykan, bo Brytyjczycy stosowali już wyłącznie skrzynie pięciobiegowe.

W 1977r. – czyli w ostatnich chwilach istnienia Rootes Group – brytyjski projektant Roy Axe dokonał face-liftingu Paykana z użyciem części Chryslera Alpine / Simki 1307.

Foto: Emergency doc, Licencja CC

Foto: Nevit Dilmen, Licencja GNU

***

Iran dysponował jednymi z największych złóż ropy naftowej w świecie, jednak nie rozwijał się harmonijnie. Ogromna większość społeczeństwa żyła w biedzie, a szacha i jego skorumpowane otoczenie utrzymywała przy władzy jedynie brutalność politycznej policji SAVAK, której nie powstydziłby się totalitaryzm radziecki. Stopniowo narastało oburzenie tradycyjnych, głęboko muzułmańskich mas, którym duchowo przewodził mieszkający na wygnaniu w Paryżu ajatollah Chomeini. W 1979r., po jego powrocie do kraju, wybuchła rewolucja, która obaliła i wypędziła szacha zaprowadzając islamską teokrację.

W kwestiach obyczajowych lud dostał, czego chciał, jednak wraz z religijną władzą nie przyszedł dobrobyt. Krajem zaczęły targać separatystyczne ruchy Kurdów, Azerów i Beludżów, a także starcia z partyzantką komunistyczną. Nowy rząd z powodów ideologicznych zerwał stosunki ze znienawidzonym Zachodem, w tym Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, co poskutkowało międzynarodowym embargiem handlowym. Zaraz potem wybuchła ośmioletnia wojna z Irakiem Saddama Husajna, wtedy jeszcze popieranego przez Amerykę. Irańska gospodarka się rozpadała, a produkcja Paykanów, choć wciąż trwająca, w 1989r. spadła do zaledwie 5.000 sztuk.

Ówczesne samochody wyglądały siermiężnie: straciły ozdobne listwy, drewniane okleiny i radio (to ostatnie ajatollahowie uważali za zagrożenie dla moralności – m. in. całkowicie zakazali nadawania muzyki rozrywkowej). Jedynym dostępnym kolorem nadwozia stała się biel.

Foto: LINK

***

W 1978r. – rok przed rewolucją – Grupa Rootes została wykupiona przez PSA. Podzespoły Hillmana nie były już wytwarzane, ale Francuzi wysłali do Iranu całe oprzyrządowanie fabryki. Niedługo później, mimo wojny i ekonomicznej degrengolady, starą mechanikę angielską zastąpiono peugeotowską, w tym 1,6-litrowym silnikiem o mocy 64 KM (wywodzącym się jeszcze z modelu 404), pięciobiegową skrzynią i całym zawieszeniem z 504.

Po zawarciu pokoju z Irakiem rząd zakazał importu jakichkolwiek kompletnych samochodów, nowych i używanych. W ten sposób fabryka-zombie wróciła do życia: teraz samodzielnie produkowała 98% komponentów i znów sprzedawała powyżej 100 tys. aut rocznie. Udało się nawet zmodernizować antyczną konstrukcję wyposażając ją w nowe wnętrze, elektroniczny zapłon i wtrysk paliwa francuskiej firmy Sagem.

Ostatnie Paykany w wersji sedan zjechały z taśmy w maju 2005r. – blisko 40 lat po rozpoczęciu montażu angielskich zestawów CKD. Wizualnie auta mocno się zmieniły, a francuska technika stawiała pod znakiem zapytania traktowanie ich jako jednego modelu. To jednak typowy problem wszystkich takich modeli-długodystansowców – od „Garbusa” po tylnonapędową Ładę.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Co ciekawe, w momencie zakończenia produkcji kolejka klientów sięgała dwóch lat oczekiwania (dlatego też dobre egzemplarze używane kosztowały podobnie jak nowe – równowartość około 7.000$). Decyzję wymusił jednak rząd, który wypłacił sowitą rekompensatę producentowi przemianowanemu w międzyczasie na Iran Khodro (khodro to po persku „samochód”), tłumacząc to względami ochrony środowiska i oszczędności paliwa. Linia produkcyjna nie została jednak zezłomowana, a sprzedana sudańskiej firmie Khartoum Transport Company. Nie udało mi się znaleźć bliższych informacji na jej temat – być może więc z produkcji w Afryce nic nie wyszło, ale nie mam żadnego potwierdzenia.

Pick-upy, zwane Paykan Bardo 1600, przetrwały trochę dłużej – do 2015r. A nie, czekaj – to przecież całe 10 lat, czyli dłużej niż trwa cały cykl życia większości samochodów zachodnich!! Nie od dzisiaj wiadomo, że w Trzecim Świecie czas płynie inaczej.

Foto: materiał producenta

Miejsce Paykana zajął kolejny produkt Iran Khodro: rodzimy model Samand, projektowany w specjalnym państwowym laboratorium już od 1994r., zaprezentowany sześć lat później i pozostający na rynku do dziś. Ciekawe, czy jemu uda się przeżyć tyle co Paykanowi?

***

 

Łączna liczba wyprodukowanych Paykanów przekracza 2,3 miliona. Niedużo jak na prawie 50 lat produkcji w kraju wielkości zjednoczonych Niemiec, ale niemało jak na społeczno-gospodarcze warunki Iranu: jeszcze w latach 90-tych na 1.000 obywateli przypadało tam poniżej 100 samochodów, dzisiaj przypada niecałe 250 (w samej stolicy – około 310).

Paykan nigdy nie był oficjalnie eksportowany, jednak w swojej ojczyźnie – co chyba nikogo nie zdziwi – dorobił się swego rodzaju kultowego statusu. Dokładnie jak Trabant w NRD albo „Maluch” u nas, stanowił jedyny jako-tako dostępny samochód dla bez mała dwóch pokoleń, które jednocześnie pożądały go i wyśmiewały. Krytykowano przestarzałą konstrukcję i niemodną stylistykę, a chwalono prostotę konstrukcji, łatwość napraw i zaopatrzenie w części zamienne. To były główne przewagi konkurencyjne – bo trzeba wiedzieć, że Paykan cieszył się quasi-monopolem jedynie w środkowej części swej kariery, kiedy Iran i tak pogrążał się w wojnie i chaosie. Za panowania szacha importowano wiele samochodów zachodnich, których udział w rynku dochodził do 40%, z kolei w XXI stuleciu, po częściowym zliberalizowaniu gospodarki, rywale szybko się rozmnożyli: aktualnie działa aż trzynastu irańskich producentów, którzy w 2017r. wytworzyli ponad półtora miliona samochodów (co dało krajowi 16-te miejsce w świecie, podczas gdy np. Włochy zajęły dopiero 19-te!!). Dostępne są też modele zagraniczne, przede wszystkim chińskie, mimo że cła na auta osobowe wciąż sięgają 90% wartości.

Paykan nie tylko zmotoryzował Iran, ale też zbudował względnie nowoczesny krajowy przemysł (dokładnie jak u nas Fiat 125p), wykształcił techniczną kadrę i pełnił służbę publiczną – w tym jako najpopularniejsza taksówka, a nawet frontowy ambulans w czasie wojny z Irakiem.

Każdy Irańczyk ma jakieś wspomnienia związane z Paykanem. U większości przeciętnych obywateli wzbudzają one dobrze znaną Polakom mieszankę nostalgii, irytacji i kompleksów, jednak wschodnia mentalność często widzi to auto jako symbol niewzruszoności. Pół wieku z jednym i tym samym modelem samochodu, wypełniającym ulice najstarszego niepodległego państwa świata w czasach westernizacji i teokracji, wojny i pokoju, dla dumnych Persów oznacza coś w stylu „wichry i burze przychodzą i mijają, a my trwamy jak zawsze”. Ajatollahowie postrzegali to jeszcze inaczej: cały świat zmienia się i osacza nas, próbuje zniszczyć i wykorzenić nasze tradycje – a my robimy swoje i nie dajemy się, niezłomnie przekonani o swej racji (co ciekawe, zachodni rodowód auta i pochodzenie z czasów znienawidzonego Rezy Pahlaviego zdawały się tu wcale nie przeszkadzać).

W 1997r. wybory prezydenckie wygrał w Iranie umiarkowanie postępowy Mohammad Chatami, który chętnie pokazywał się i fotografował w starym, białym Paykanie. W czasie kampanii nieraz wprost podkreślał, czym jeździ i przeciwstawiał swojego grata wielkiemu Mercedesowi głównego rywala, ultrakonserwatysty nazwiskiem Ali Akbar Nategh Nuri. Zadziałało.

Z kolei dzisiaj, kilkanaście lat po zakończeniu produkcji, ładnie zachowane Paykany przyciągają wzrok Irańczyków tak samo, jak u nas chromowane Fiaty 125p…

…a piosenkę użytą w reklamie z 1970r., celebrującej czwarte urodziny fabryki, wciąż jeszcze śpiewa się na irańskich imprezach jako odpowiednik naszego „Sto lat!!” (między innymi dlatego, że w latach 1979-99r. jakakolwiek muzyka rozrywkowa była praktycznie nielegalna).

 

Wśród wad Paykana wymieniano też zużycie paliwa. W Internecie trudno znaleźć rzetelne dane: jedne źródła mówią o ośmiu litrach na 100 km, inne o osiemnastu (!!), a jeszcze inne – że spalanie jest „porównywalne z supersamochodami„. Nie wydaje się to zbyt wiarygodne, lecz z drugiej strony późno-PRLowskie 125p też żłopały po naście litrów, jak się trochę rozregulowały. Tymczasem w Iranie… chronicznie brakuje benzyny.

To nie żart: w kraju dysponującym jednymi z największych złóż ropy naftowej paliwo jest sprzedawane na kartki!! To standard w gospodarce sterowanej: jeśli Kuba wprowadziła reglamentację cukru, PRL – prawie każdej żywności i wódki, a ZSRR – najrozleglejszy i najżyźniejszy kraj świata – zmuszony był sprowadzać kanadyjskie zboże i płacić za nie czystym złotem, to w czym Iran miałby być „gorszy”? „Posiadanie” surowców nie ma żadnego znaczenia, bo nie jest istotne, czy coś pochodzi z tej czy tamtej strony granicy. Ważne, by efektywnie pracować i wytwarzać COKOLWIEK wartościowego – tak, by mieć czym zapłacić za potrzebne rzeczy. Iran eksportuje mnóstwo ropy naftowej, ale samochody potrzebują benzyny – tymczasem krajowe rafinerie, zbudowane długo przed rewolucją, na potrzeby garstki pojazdów, pokrywają tylko ułamek zapotrzebowania. Resztę trzeba importować, a nie ma za co. A czemu nie powstają nowe rafinerie? Urzędowo ustalana, śmiesznie niska cena dystrybutorowa wyklucza opłacalność inwestycji, zyski przynosi zaś nielegalny wywóz taniej irańskiej benzyny do krajów ościennych (w tym przede wszystkim Turcji, gdzie akcyza paliwowa jest najwyższa w świecie). Z powodu niedoborów ponad połowa nowo rejestrowanych w Iranie aut zasilana jest CNG, a paliwożerność Paykanów była jednym z powodów nakłonienia Iran Khodro do zaprzestania produkcji, mimo niesłabnącego popytu.

W ten oto sposób w ojczyźnie ropy naftowej (którą Persowie wykorzystywali już w starożytności, między innymi do utrzymywania świętego ognia w zoroastriańskich świątyniach) brak paliwa zabił jeden z najdłużej produkowanych samochodów świata. Zaiste – Paykana, produkowanego we wszystkich wersjach aż 49 lat (szkoda że nie 42 lata i 195 dni 🙂 ), można nazwać prawdziwym maratończykiem. Tyle że o jakimkolwiek „maratonie” nie warto wspominać Persom: nie żeby porażka sprzed 25 wieków jakoś szczególnie ich irytowała, tylko oni po prostu niespecjalnie ją kojarzą.

 

P.S. Własnego reportażu z Iranu pewnie w tym roku nie napiszę, ale korzystając z odrobinę większego luzu czasowego (praca z domu) z powszechnie dostępnych materiałów skleciłem pokaz z Perską Strzałą (rydwanem?) w roli głównej. TŁO MUZYCZNE też udało się znaleźć.

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Foto tytułowe: materiał reklamowy producenta

Share Button
Tagged with: , , , , ,

43 Comments on “LOKALNI HEROSI: MARATON PO PERSKU

  1. Dzięki za kolejny świetny artykuł, teraz gdy nie wychodzi się z domu czekam na nie jeszcze bardziej niż zwykle 🙂 a tak na marginesie Chatami nie jeździł czasem Peugeotem 504?

    • Kurde, dwa i pół tysiąca lat istnienia, a oni nadal rozgarnięci jak kupa liści. Przecież kraje stamtąd są niby kolebką cywilizacji, i już dawno pod względem rozwoju powinni resztę świata przegonić o parę długości. A tu nic. Religia ponad wszystko, noż kurde, żeby po tylu latach jeszcze nie zrozumieć, że to bujda na resorach…. Ten kraj, jak i państwa ościenne zresztą, to jakaś smutna tragifarsa.
      Mam osobiste wyrażenie, że oni na którymś etapie rozwoju trafili na szklany sufit, i wyżej już nie podskoczą. Szkoda, bo ludzie podobno są bardzo mili. Tylko za ch. nie potrafią się jakoś ogarnąć.

      • Sama religijność nie wyklucza rozwoju – śmiem zauważyć, że najbogatsze i najszybciej rozwijające się społeczności świata składały się z głęboko wierzących protestantów. Tyle że u protestantów ciężka praca i oszczędność są cnotami w ujęciu religijnym. Generalnie ludzka wiara jest ogromną siłą, którą możemy kierować w różnych kierunkach: jedni wybierają fanatyzm i nienawiść wobec wszystkiego, co odmienne, a inni – pracę na rzecz własnej społeczności i równocześnie samych siebie. To tak jak z każdym narzędziem – wszystkiego możemy użyć do budowania lub niszczenia, zależy to tylko od nas.

  2. Warto dodać, że ów Chrysler Alpine, z którego użyto części do ostatniego brytyjskiego liftingu, to nic innego, jak wyspiarska nazwa Chryslera – Simca 1307/1308 🙂

  3. Przeczytałem kiedyś, że przez długi czas nie można było wydać poradnika typu „sam naprawiam” dla Paykana, bo blokowała to cenzura szacha. Poza tym, w Iranie można kupić niereglamentowane paliwo, tyle że po cenach „komercyjnych”, dwa razy drożej od tego kartkowego.

    • Co do książki: ciekawe, czy widzieli w tym zagrożenie polityczne (??), czy po prostu wzięli w łapę od związku autoryzowanych serwisów 😉

      Co do paliwa: o „komercyjnych” cenach nie słyszałem (w PRL pod koniec też takie były), ale ponieważ te subsydiowane wynoszą około 10 eurocentów za litr, to znaczy że nawet po ich podwojeniu państwo musi dopłacać do interesu. A najgorsze jest to, że jak w każda niewydolna gospodarka, Iran produkuje bardzo mało konkurencyjnych towarów eksportowych (poza surową ropą/gazem i niektórymi mało przetworzonymi produktami rolnymi, jak daktyle, rodzynki, itp.), w związku z tym import jest bardzo utrudniony, bo nie ma czym za niego płacić. Stąd tak desperackie ruchy jak nakłonienie Iran Khodro do zaprzestania produkcji Paykanów – żeby choć odrobinę zmniejszyć krajowy popyt na benzynę.

      • Oczywiście powodem niewydawania poradnika było doszukiwanie się wszędzie aluzji na rządy Pahlavich. Co do cen, po jesiennych podwyżkach (o ile ich nie odwołano), które zresztą wywołały falę demonstracji, powinny się kształtować na poziomie odpowiednio 15 i 30 tysięcy riali za litr, co daje w przybliżeniu około 30 i 60 centów.

      • Witold Rychter pisał, że w latach stalinizmu cenzor przyczepił się do jego podręcznika budowy samochodów, że „za mało zaangażowany”. No więc on wziął i przepisał zasadę działania silnika mniej więcej w ten sposób:

        „w czasie suwu ssania tłok idzie w dół i zasysa do cylindra mieszankę – tak jak krwiożerczy kapitalista ssie krew ludu pracującego. Po zamknięciu zaworu tłok idzie w górę sprężając ładunek cylindra – tak jak imperialiści uciskają wynędzniały proletariat. Następnie na świecy zapłonowej przeskakuje iskra, która wznieca płomień – podobnie jak iskra politycznej świadomości leninowską rewolucję – co rozpoczyna wykonanie użytecznej pracy. Na końcu otwiera się zawór wydechowy, a sunący w górę tłok wypycha z cylindra spaliny – tak jak nieuchronny proces historyczny pozbywa się ze społeczeństwa burżuazyjnych odpadów”.

        Po czym spytał się, czy teraz lepiej? Cenzor bez słowa podpisał pierwotną wersję.

        Te 10 centów to wziąłem stąd:
        https://www.globalpetrolprices.com/Iran/gasoline_prices/

        Ale być może wirus trochę namieszał, przede wszystkich w kwestii kursu irańskiej waluty.

      • Tak myślałem, bo też się zetknąłem z „globalpetrolprices”. Zaś „niedostateczne upolitycznienie” książki W. Rychtera pamiętam doskonale.
        Jeszcze jako ciekawostka – w starym katalogu „Samochody Świata”, bodajże z 1991 roku, w notatce o Paykanie, umieszczono informację o działalności importowej, polegającej na sprowadzaniu do Iranu Mercedesów 190.

  4. Ja trochę w temacie, a trochę nie w temacie: bardzo ciekawą książkę o Iranie z przełomu lat 90-tych i pierwszej dekady XXI wieku (bo jak inaczej ją nazwać: „dwutysięcznych”?) napisał W.Giełżyński. „Szatan wraca do Iranu” – taki nosi tytuł. Sporo w niej również na temat samej rewolucji Chomeiniego. A że jest to reportaż, to czyta się całkiem przyjemnie. Pozwolę sobie przy okazji polecić 🙂

  5. A może tak kategorię stworzyć dla wpisów składających się z wyłącznie długiego wstępu? Tak by się ciągnął, ciągnął i wciągał i wciągał…

      • Co do kategorii: tych wstępów pewnie sam bym nie znalazł teraz, ale planuję wyodrębnić kategorię dla „pomników lokalnych”: czyli właśnie Paykana, Maruti, Torino i naszego Malucha (jak na razie – bo na pewno będzie więcej takich tekstów). To są auta, które w skali świata nie miały żadnego znaczenia, ale dla swoich krajów pochodzenia były synonimami samochodu, i to przez dziesiątki lat. Muszę tylko wymyślić nazwę dla takiej kategorii 🙂

      • Odwołując się do dziwnych cen i nieco naiwnego sentymentu w stosunku do „zabytków” motoryzacyjnych z czasów PRL, taki cykl wpisów mógłby nosić tytuł: „Bóstwa lokalne” 😀

      • Pierwsze skojarzenie z Torino – Ford. Czyli pojazd uważany przez prawie wszystkich za typowy POS z lat 70 🙂
        Dopiero po chwili sobie przypomniałem o IKA i południowoamerykańskich telenowelach 🙂

      • chyba „mesie” 🙂
        ps. jest to przesympatyczny czlowiek ktorego poznalem na zywo i kupilem od niego Kadeta, ktorego juz zreszta dawno sprzedalem i jednak zaluje, no ale nie byl to kombi

  6. Fajne foty z okresu przedrewolucyjnego.
    Co do Iranu to Polska miała bardzo dobre stosunki dyplomatyczne z tym krajem.
    Aa, i Persowie uważają, że reszta krajów arabskich to ciemnota i dzicz. To tak w nawiązaniu do wstępu i mniemaniu Hellenów o sobie. Mówię Hellenów, bo dla mnie Grecy, którzy przejmują dziedzictwo Hellenów z uwagi na to, że żyją w tym samym miejscu, genetycznie są Turkami. Praw fizyki pan nie oszukasz 😉

    • Wszystko się zgadza, poza tym, że Persowie to lud indoeuropejski – całkiem jak my (pisałem, że język to sąsiednia gałąź). Z Arabami nie mają nic wspólnego, poza religią – ale to nic dziwnego, bo i nasza religia pochodzi z Palestyny. Ludy perskie z Arabami mają tyle samo wspólnego, co i my (podobnie zresztą jak Turcy – to jest jeszcze inna rodzina językowa).

  7. rewelacyjny wstep, mogl by byc jeszcze dluzszy 🙂
    sam artykul tez rewelacyjny!
    nie potrafie po prostu tego pojac, jak ludzie sami chcieli i wybrali jakiegos religijno-tyrana-despote ktory im jeszcze tyle pozakazywal, no nie potrafie tego pojac po prostu, to cos w stylu „mamy ciezko, to zrobmy sobie na zlosc, zeby miec jeszcze gorzej” nie no, genialne po prostu.
    to tak jak by u nas wygral Rydzyk. A nie, czekaj…

    • Głębokie tło kulturowe danej społeczności wydaj się siłą nie do przezwyciężenia. Były próby siłowego przeciągnięcia jakiegoś narodu do innego kręgu cywilizacyjnego i praktycznie wszystkie kończyły się porażką. Iran w czasach szacha to jeden z przykładów, w Turcji wyszło trochę lepiej, ale nie do końca: Erdogan szybko cofa kolejne osiągnięcia ostatnich prawie stu lat – bo tego chcą masy, a masy rządzą. Tak samo jak w Iranie, turecka warstwa ludzi preferujących europejski model nie ma przewagi liczebnej, więc politycy wybierają ten drugi kierunek. W największych miastach Erdogan przegrywa wybory z kretesem (w Ankarze, Istanbule i Izmirze), ale na wsi wygrywa miażdżąco, a wieś ma więcej głosów. Miałem w poprzedniej pracy kolegę Turka (teraz mieszka w Warszawie) – on mi to wyjaśniał.

      • Idealnie wyłożył to S.Huntington w „Starciu cywilizacji”. Westernizacja społeczeństw Azji czy Bliskiego Wschodu była zazwyczaj pozorna; powierzchowna i działała w przypadku pierwszych pokoleń, które się podejmowały „wdrażania” obcej kultury. Kultura rodzima, która istnieje od setek, a czasem i tysięcy lat, może przesiąknąć wpływami np. agresywnej kultury Zachodniej, ale nie będzie to raczej całkowita ewolucja tylko powierzchowne przetasowanie. Co więcej następne pokolenia – wiadomo, różnice pokoleniowe (generation gap) też robią swoje – stoją często w opozycji do swoich rodziców czy dziadków. I te następne pokolenia często skłaniały się w stronę powrotu do tradycyjnych wartości. Nawet jeżeli owe wartości można uznać za „wsteczne”, jeżeli mówimy o ekonomicznym rozwoju. Na dodatek w ciężkich czasach łatwo o polaryzację poglądów i zwrócenie się w stronę radykalizmu; historia to pasmo podobnych wydarzeń.
        Ogólnie to bardzo ciekawy temat, ale odjeżdża (nomen omen) od motoryzacji dość daleko.

      • Prawda. Podobnie było wśród najstarszych imigrantów ekonomicznych w Europie: Turcy czy Arabowie przyjeżdżali w latach 60-tych np. do RFN z pełną świadomością, że muszą się zaadaptować do obcej kultury, nauczyć języka i żyć jak Niemcy – to był ich wybór, cena płacona za dobrobyt. Ale ich dzieci, urodzonych już na miejscu, nikt się nie pytał, czy chcą się wyrzec kultury przodków: z powodu wyglądu zewnętrznego nie czuły się i nie były traktowane jako tubylcy, a innego kraju nie znały – dlatego też buntowały się i „radykalizowały” (modne słowo). Każdy chce czuć się pełnoprawnym członkiem jakiejś społeczności i każdy chce mieć „swoje” miejsce, tymczasem imigranci w DRUGIM pokoleniu takiego luksusu nie mają (ci w pierwszym – pamiętają swoją ojczyznę i sami wybierają nową, więc nie czują się skrzywdzeni, ci w drugim – nigdzie nie są u siebie).

        O problemie tożsamości imigrantów doskonale opowiada Salman Rushdie w „Szatańskich Wersetach” (to a propos Iranu częściowo, kto nie kojarzy, radzę wygooglować). Wspaniała lektura, chociaż trudna.

      • „-Czego Towarzysze potrzebuje polityk?
        -Organizacji.. programu… idei…
        -Wbijcie se do tych durnych łbów – polityk potrzebuje wroga… Kto może być dla nas dobrym wrogiem?”
        Cytat z książki pt. „Bitwa o Polskę 2020” J. Kuzy. Doczytałem do połowy ale cytat niestety zyciowo prawdziwy.

        A na sytuację w Iranie na pewno mają również wpływ mocarstwa. Embargo na wszystko zwykłym ludziom raczej nie pomaga a klika u władzy i tak obrośnie w tłuszczyk.

        Swoją drogą USA mają zajebistych speców od marketingu – dalej są uważani za posłańców demokracji mimo ostrego mieszania i jawnego wspierania różnych tyranów (ale tak, amerykańskie społeczeństwo ponoć dalej wierzy, że ich boską misją jest szerzenie demokracji… jak w Iraku, Syrii czy tam innej Demokratycznej Kampuczy – to odnośnie siły religii) .

      • Otóż to – siła religii.

        Rzecz w tym, że w USA naprawdę panuje największa wolność na świecie, więc lud – nie tylko amerykański – automatycznie wierzy, że sojusz z Amerykanami oznacza wprowadzanie wolności. Tymczasem w polityce zagranicznej wcale nie chodzi o to, żeby dobrze było sojusznikom, tylko nam. Wolność za granicą oznacza mniejszy wpływ na ową zagranicę, a równocześnie konkurencję gospodarczą – więc lepiej, żeby za granicą tej wolności jednak nie było.

  8. Aby nie zabrnąć w długie dywagacje kulturoznawcze zrobię dygresję nawiązując do zdjęcia z perskim dywanikiem na wyposażeniu auta. Otóż od wielu lat fascynuje mnie (choć nie do tego stopnia aby zgłębić samemu) obecność takich dywanów w wielu używanych autach oferowanych na szwajcarskich portalach ogłoszeniowych. Skąd tam taka moda?

  9. Nigdy nie wiem co u Ciebie lepsze. Wstęp, art czy też dyskusje pod tekstem w wykonaniu „znajomych i przyjaciół Kjujika”

    Aż chciało by się napisać publikuj więcej i częściej

  10. Paradoksalnie w Iranie udaje się obecnie to, co nie udało się za Szacha, tj. następuje modernizacja kraju, ale taka bardzie zrównoważona i oddolna, nastąpił rozwój własnego przemysłu oraz kadr technicznych, bardzo podniósł się odsetek osób mających wyższe wykształcenie, władza inwestuje w uniwersytety. Z przeczytanych przeze mnie książek wynika, że za czasów Szacha ogromnie pieniądze szły na inwestycje, które nie mogły się udać z braku miejscowych kadr i infarstruktury, w efekcie masa nowoczesych maszyn po prostu niszczała na pustyni.
    Ten „reżim” to też chyba w dużej mierze taki trochę jak w schyłkowym PRL-u, tzn. oficjalnie wiele rzeczy jest zakazanych, a w praktyce i tak nikt się tym specjalnie nie przejmuje. W efekcie paradoksalnie Iran jest chyba obecnie jednym z bardziej liberalnych państw w regionie.

    • Minęło już 40 lat, wyrosło nowe pokolenie, które ma kontakt ze światem – więc zmiany jakieś są. Więcej może napiszę, jak już uda się tam pojechać (oby).

    • Iran jako „imperium zła” schowany jest za zasłoną. Z jakichś strzępków informacji, na które przypadkowo trafiłem wynika, że Iran jest jednym z tych „dziwnych” krajów:
      – z jednej strony decydująca rola duchownych islamskich, z drugiej odniesienia do (niepoprawnej religijnie) perskiej historii,
      – niby są wybory, ale kandydatów na prezydenta zatwierdza najwyższy kapłan (chyba też wybierany w wyborach). W Iranie chyba głosuje się odciskiem palca 😛
      – większość absolwentów uczelni wyższych to kobiety, których prawa są ograniczone i stanowią mniejszość w biznesie.
      Do tego dochodzi izolacja i odpowiednia światowa narracja, mająca bardzo duży wpływ.

      Nie wiem czy pamiętacie, parę lat temu „zachód” odkręcił Iranowi śrubę i pojawiło się trochę przychylnych Iranowi artykułów – gdyby „zachód” utrzymał kierunek to zmiany społeczno-gospodarcze w Iranie zaszłyby same z siebie.

  11. co do irańskich aut, to jeden Iran Khodro Samand na rosyjskiej blaszce parkuje pod moją kamienicą we Wrocławiu