MODELOLOGIA STOSOWANA: BUDUJ SWOJE MARZENIA

 

Jeszcze całkiem niedawno, pisząc o chińskim koncernie SAIC Motor, napomykałem, że mimo przewodzenia globalnemu rankingowi produkcji i sprzedaży samochodów, Kraj Środka ma wciąż tylko jednego przedstawiciela w pierwszej dziesiątce największych samochodowych koncernów. To już nieaktualne: w pierwszej połowie 2025r. z zestawienia wypadł SAIC, wskoczyły za to Geely i BYD. Szczegółów na razie nie podam, bo rok jeszcze trwa, a różne źródła podają różne liczby, więc ich cytowanie spowodowałoby tylko chaos, natomiast lata poprzednie… w przypadku współczesnych Chin to już zamierzchła przeszłość.

W zeszłym stuleciu o żywiołowym rozwoju mówiło się „amerykańskie tempo”, dzisiaj należy mówić o tempie chińskim. Wspomniany BYD – główny temat dzisiejszego artykułu – zabiera się właśnie do wyprzedzenia Forda, niegdysiejszego twórcy masowej motoryzacji i masowej produkcji w ogóle, a równocześnie sprzedaje swe miejskie autobusy władzom Nowego Jorku (patrz zdjęcie tytułowe). Również w Europie odnotowuje ponad 300-procentowe wzrosty roczne, ale najbardziej imponuje tempo podboju rynku krajowego. Chińczycy, którzy przez lata gardzili własnymi samochodami, uważając je za ostatni sort, aktualnie masowo zwracają się właśnie ku nim. Pomiędzy rokiem 2020 i pierwszym kwartałem 2025 pojazdy marek zagranicznych (nie mylić z importowanymi, bo na rynek chiński zagraniczne firmy produkują głównie w Chinach) straciły aż połowę swojego udziału. Z 2/3 zrobiła się 1/3. Na razie nie czuć tego tak bardzo, bo całość tortu wciąż szybko rośnie, ale ten trend ma swoje granice, a utrata udziałów nie.

Co więcej, w bieżącym roku BYD został globalnym liderem rynku aut elektrycznych, wyprzedzając Geely i Teslę (która w tym względzie jest chyba odpowiednikiem niegdysiejszego Forda). Zapowiada też kolejne rewolucje w dziedzinie techniki bateryjnej. Chińczycy nie tyle nadjeżdżają, co już nadjechali, i to z niewyobrażalnym impetem. Najwyższy więc czas czegoś się o nich dowiedzieć.

***

Build Your Dreams („Buduj swoje Marzenia”) – w ten sposób skrót BYD rozszyfrowuje założyciel firmy, Wang Chuanfu, który jednak na ten pomysł wpadł dopiero w 2008r., przed targami samochodowymi w Detroit. Pierwotna nazwa założonej w 1995r. firmy brzmiała Yadi Electronics (od nazwy ulicy w Shenzen, przy której mieściła się jej siedziba). Później doszła początkowa litera B, która w epoce przedinternetowej pozwoliła przebić się w alfabetycznie układanych, drukowanych katalogach handlowych (również u nas drobne ogłoszenia prasowe rozpoczynano wtedy od słowa „ABY zakupić […] zadzwoń pod numer…„, w dokładnie tym samym celu). Z Yadi zrobiło się Biyadi, przekształcone potem w fonetycznie zbliżone – przynajmniej dla Chińczyków – B-Y-D.

Wang Chuanfu urodził się 8 kwietnia 1966r. w biednej rodzinie rolniczej, zdołał jednak ukończyć studia w dziedzinie chemii fizycznej i metalurgii. W 1993r. został dyrektorem państwowej fabryki baterii BAK Battery Co., Ltd, a dwa lata później założył w Shenzen własną firmę. Pierwszy kapitał, w wysokości 5 mln juanów, zapewnił fundusz Guangzhou Youngy Management and Investment Group.

Foto: Alexander-93, Licencja CC

Shenzen to miejsce szczególne: do 1979r. było 30-tysięczną, bagnistą osadą ubogich rolników, ale ponieważ bezpośrednio sąsiadowało z brytyjskim jeszcze Hongkongiem, władze uczyniły je specjalną strefą ekonomiczną, czytaj – w ramach lokalnego eksperymentu zezwoliły na wolną, niekomunistyczną gospodarkę. Wskutek tego z niegdysiejszych 30 tys. ludzi zrobiło się aktualne 15 mln, a tamtejsza giełda papierów wartościowych została szóstą największą w świecie – z dziennymi obrotami przekraczającymi 22 mld dolarów (wartość średnia z okresu od początku 2018 do połowy 2025) i kapitalizacją ponad 4,7 biliona dolarów (na koniec maja 2025). Prócz BYD swoje siedziby w mieście mają Huawei, Tencent, DJI i TCL Electronics.

Tak wygląda efekt wolnego gospodarowania na podmokłych polach ryżowych przez okres życia jednego pokolenia

Foto: Sparktour, Licencja CC

W związku ze swym wykształceniem Wang Chuanfu znał się na bateriach, ale nie potrafił konkurować ze światowymi potentatami. Ponieważ w konfucjanizmie najwyższą formą uznania jest naśladownictwo, zaczął badać najlepsze baterie japońskie, firm Sony i Sanyo. Nie chciał jednak produkować ich dokładnych kopii – być może obawiał się sądowego procesu, a może po prostu wierzył, że potrafi ulepszyć projekty liderów. Korzystał też obficie z taniej siły roboczej: miliony ludzi, które mieszkają dziś w Shenzen, to niemal w 100% dawni chłopi, którzy ciągnęli do specjalnej strefy ekonomicznej w poszukiwaniu lepszego życia. Godzili się na pensje bardzo niskie w skali globalnej, ale i tak znacznie przewyższające ich dotychczasowe dochody, podczas gdy firmy ich ręczną pracą zastępowały niedostatki wyposażenia. W ten sposób baterie BYD kosztowały nawet sześciokrotnie mniej niż japońskie, przy porównywalnych parametrach.

To samo robili zresztą wcześniej Japończycy: studiowali konstrukcje zachodnie, dogłębnie je poznawali, a następnie udoskonalali i produkowali samodzielnie, po niższym koszcie. Z czasem zasoby ludzkie zostawały w pełni zagospodarowane, więc płace rosły, ale osiągane w międzyczasie zyski były inwestowane w mechanizację, poprawiając wydajność. Pozostał natomiast nawyk samowystarczalności, zamieniony w świadomą strategię: w chińskich samochodach znajdziemy bardzo mało części od poddostawców – prawie wszystko od podstaw wytwarzają sami producenci.

W 2002r. BYD zadebiutowało na giełdzie w (chińskim już) Hongkongu, sprzedając publicznie nowe akcje za kwotę 180 mln dolarów. Było naonczas największym krajowym producentem baterii wszelkich rodzajów (niklowo-kadmowych, niklowo-metalowo-wodorkowych i litowo-jonowych) i usilnie poszukiwało możliwości ekspansji. Właśnie wtedy Wang Chuanfu pomyślał o samochodach.

***

Wejście na rynek motoryzacyjny o mało co nie zniszczyło firmy, bo nie zostało zapowiedziane w giełdowym prospekcie emisyjnym. Świeżo upieczeni udziałowcy ostro zaprotestowali, bo pisali się na udziały producenta baterii, renomowanego i zyskownego, a nie kompletnego żółtodzioba na bardzo trudnym i silnie konkurencyjnym rynku samochodowym. Wang Chuanfu, jako prezes, podjął decyzję samowolnie, ale wybrał mądrą strategię przejęcia istniejącej już fabryki Qinchuan Automobile. Była to podupadła część państwowego koncernu przemysłowego Norinco, który w prywatyzacji widział szansę na utrzymanie miejsc pracy.

W połowie lat 80-tych firma Qinchuan podjęła produkcję małych samochodzików pod marką Beifang, z użyciem dwucylindrowych silników Daihatsu. Powstało około 500 egz., z czego prawdopodobnie żaden nie przetrwał do dziś. 

Foto: Erik van Ingen Schenau

Foto: Erik van Ingen Schenau

Foto: Erik van Ingen Schenau

Później firma kupiła licencję II generacji Suzuki Alto, a nawet samodzielnie opracowała jego wersję trójbryłową 

Foto: materiał producenta

Pod koniec wieku licencja wygasła, więc Qinchuan Automobile wypuściło własne rozwinięcie Alto nazwane Qinchuan Flyer. Do 2001r. sprzedano 20.000 sztuk, jednak działalność pozostawała deficytowa – dlatego Wang Chuanfu zdołał za bezcen kupić całą fabrykę z wyposażeniem i załogą.

Jesienią 2003r. Flyer został pierwszym samochodem produkowanym przez BYD, choć marka została zmieniona dopiero dwa lata później. Technika wciąż bazowała na konstrukcjach Suzuki, z silnikami 0,8- i 1,05-litrowymi o mocach 40-52 KM. Auto pozostało na rynku do 2010r., a od 2005r. było na małą skalę eksportowane do Rosji i na Ukrainę.

Foto: Navigator84, Licencja CC

We wrześniu 2005r. ukazał się kompaktowy BYD F3 – pierwszy model skonstruowany samodzielnie, choć silnie przypominający auta japońskie (Toyotę Corollę AltisHondę Fit). Mierzył on 4,5 x 1,7 metra i był napędzany 1,5- lub 1,6-litrowymi silnikami Mitsubishi.

W swojej pierwotnej formie (na zdjęciach) BYD F3 przetrwał do 2011r., po modernizacjach – do 2022r.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

W 2007r. pojawiła się wersja hatchback…

Foto: materiał producenta

…w 2008 – hybryda plug-in oznaczona F3DM…

Foto: materiał producenta

…a w 2009r. – pochodny, lepiej wyposażony model G3. W Detroit oferowanie bardzo zbliżonych, lecz różnie wykończonych i wycenionych modeli było powszechne od lat 20-tych, lecz w Chinach stanowiło nowość. Koncernowi BYD pozwoliło zdobyć szerokie grono klientów przy umiarkowanych inwestycjach.

Foto: materiał producenta

W 2008r. ofertę poszerzył średniej klasy sedan F6, którego stylistyka stanowiła miks Hondy Accord, Renault Latitude i Mercedesa S. Pod maską pracował własnej konstrukcji silnik dwulitrowy lub 2,4-litrowa jednostka Mitsubishi. Tu również z czasem pojawiła się elegantsza wersja G6 i hybryda plug-in F6DM – z litrowym silnikiem benzynowym i litowo-żelazowo-fosforanową baterią o pojemności 19,8 kWh, zapewniającą zasięg 100 km na samym prądzie. Tą wersją BYD weszło na rynek tzw. NEV (New Energy Vehicles), jak w Chinach określa się prawnie uprzywilejowaną grupę łączącą pojazdy czysto elektryczne (EV) i hybrydy plug-in (PHEV).

Foto: Rutger van der Maar, Licencja CC

Foto: Rutger van der Maar, Licencja CC

Zadanie dla tych modeli Wang Chuanfu określił jasno: przewyższyć jakościowo rywali chińskich zachowując poziom cen atrakcyjny dla ich użytkowników. Udało się to uzyskać dzięki doborowi odpowiednich wzorców: choć reklamowane jako „własne”, pierwsze samochody BYD faktycznie stanowiły kopie lub nieznaczne rozwinięcia konstrukcji japońskich, przede wszystkim Toyoty (poza silnikami, kupowanymi od Mitsubishi). Jeszcze silniej było to widać w przypadku modelu F0 z 2008r., który stał się następcą Flyera.

BYD F0 to zwykła podróbka Toyoty Aygo z litrowym, 57-konnym silnikiem o trzech cylindrach (prasa wprost określała go jako „bezlicencyjną kopię”). Na rynku pozostał do 2015r., a cztery lata później powrócił jako czysto elektryczny BYD e1.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Powyższe samochody odniosły w Chinach wielki sukces: do 2010r. roczna produkcja marki wzrosła z 20 do 500 tys. sztuk, a firma przyciągnęła uwagę poważnych inwestorów – w tym Warrena Buffetta, który w 2008r. poprzez swój fundusz Berkshire-Hathaway nabył 10-procentowy udział w BYD, za kwotę 230 mln dolarów. 14 lat później sprzedał te akcje za 7 miliardów – osiągnął więc 30-krotny zysk nominalny i około 20-krotny realny (po uwzględnieniu inflacji). Wystarczyło „jedynie” w porę rozpoznać, ma którego konia warto postawić.

***

Na rynku samochodowym BYD zastosowało strategię sprawdzoną wcześniej przy bateriach: zbadaj najlepsze produkty światowe, zrozum je, wprowadź poprawki i wytwarzaj znacznie taniej – najpierw dzięki nieograniczonemu dostępowi do siły roboczej, a potem inwestycjom w wydajne maszyny i dużej skali produkcji. Wedle powtarzanej legendy przygotowując się do produkcji aut Wang Chuanfu prywatnie kupił nowego Mercedesa S, po czym przekazał go inżynierom z poleceniem rozebrania na śrubki i dokładnego udokumentowania każdego podzespołu. Widząc ich zmieszane miny („panie prezesie, nie godzi się niszczyć całkiem nowego samochodu„) podniósł z ziemi kamień i głęboko przerysował lakier na wszystkich elementach. Jednak ostatecznym celem, jaki postawił swej firmie, było połączenie techniki samochodowej i bateryjnej.

Ten pomysł powstał bardzo wcześnie – już w 1997r., czyli przed wykupieniem Qinchuan Automobile. Elektryczny prototyp BYD-001 był oparty na eksperymentalnym pojeździe skleconym przez państwowe zakłady Beijing Second Auto Works z rozłożonego na części Holdena Commodore VN i bateryjnego napędu wózka golfowego. Drugi taki pojazd został przez BYD przerobiony na hybrydę.

Kolejne próby, oparte na konstrukcji spalinowego Flyera, trwały przez całą pierwszą dekadę XXI wieku. Produkcji seryjnej nie podjęto, bo w Chinach nie istniała jeszcze sieć ładowarek.

Foto: iMoD Official, Licencja CC

Wang Chuanfu nie zrażał się tym, bo przewidując polityczną presję na elektryfikację transportu postanowił całkowicie pominąć etap doskonalenia własnych silników spalinowych i wykorzystać swe know-how w dziedzinie baterii, by – jak planował – do 2015r. zdominować rynek chiński, a do 2025r. zostać największym producentem pojazdów drogowych w całym świecie. Dziś wiemy, że to mu się nie udało, ale patrząc na aktualny trend nie można wykluczyć, że chodzi tylko o lekkie opóźnienie.

Pierwszy seryjny model zelektryfikowany, F3DM, ukazał się w grudniu 2008r. Auto reklamowano jako elektryczne, lecz niezależne od (nieistniejącej wtedy) sieci ładowarek.

Foto: iMoD Official, Licencja CC

Jego bateria o pojemności 16 kWh zasilała dwa silniki elektryczne o mocach 34 i 67 KM zapewniając zasięg 60 km – ale tylko przy stałej prędkości 50 km/h i powyłączanych odbiornikach prądu. Benzynowy, trzycylindrowy „przedłużacz zasięgu” rozwijał 68 KM. Bez posiłkowania się prądem z gniazdka samochód spalał średnio 7,8 litra paliwa na 100 km.

Foto: ecomotriz.com, Licencja CC

Dodatkowo zamontowany panel fotowoltaiczny wyglądał efektownie, choć w praktyce zapewniał tylko energię do zasilania klimatyzacji i radia

Foto: ecomotriz.com, Licencja CC

BYD F3DM wjechał na scenę z wielką pompą, ale oferowano go tylko instytucjom państwowym, bo inni klienci nie wykazywali zainteresowania. Do salonów trafił po kilkunastu miesiącach, kiedy chiński rząd ogłosił program dopłat do zakupu pojazdów „nowych energii” (hybrydy plug-in chińskie prawo zrównuje z pełnymi elektrykami). Mimo dotacji auto kosztowało 22 tys. USD – ponad dwukrotnie więcej od wersji benzynowej, spalając w praktyce prawie tyle samo paliwa, dlatego w ciągu roku znalazło zaledwie 400 klientów, a do końca produkcji, czyli roku 2013 – nieco ponad 3.200.

Również w 2008r. przedstawiony został prototyp w pełni elektryczny – BYD e6 z nadwoziem o formie minivana, ale tylko pięcioma miejscami. Moc wynosiła 75 kW, pojemność litowo-żelazowo-fosforanowego akumulatora – 64 kWh, co dawało teoretyczny zasięg do 300 km. 

Foto: anthonares, Licencja CC

BYD e6 miał zrewolucjonizować transport osób. Producent podawał, że zastąpienie przez e6 jednej spalinowej taksówki pozwala oszczędzić rocznie 14 tys. litrów paliwa, ale równocześnie oceniał trwałość samochodu na zaledwie pięć lat, co stawiało pod znakiem zapytania wszelkie cele środowiskowe. W 2010r. ruszyła flota 40 pojazdów wożących pasażerów po Shenzen. Większe nadzieje wiązano z rynkami Europy i USA, lecz niewiele z tego wyszło: eksport do Stanów nie przekroczył 100 sztuk, do Londynu trafiło tylko 20, do Brukseli 35, podobne liczby wysłano do kilku stolic Ameryki Południowej. Klienci indywidualni do 2018r. kupili 32 tys. egz. – ale wyłącznie w Chinach.

Kolejnym etapem był wykup w 2009r. firmy Hunan Midea Coach Company i podjęcie produkcji elektrycznych autobusów, które szybko zyskały popularność w miastach Chin. Weszły też na rynek europejski, a nawet amerykański: dzięki otwartej w 2013r. fabryce w Lancaster w Kalifornii elektryczne autobusy BYD przekroczyły 70-procentowy udział wartości wytworzonej w USA, co dało możliwość składania ofert amerykańskim miastom. Na razie jednak moce produkcyjne wykorzystane są w bardzo niewielkim stopniu.

Trzeba też wspomnieć o relacjach z Niemcami: Volkswagen zrezygnował z podpisania umowy o współpracy w zakresie pojazdów hybrydowych i elektrycznych po przeprowadzonym w 2009r. audycie koncernu BYD, za to Mercedes w 2010r. zawiązał spółkę joint-venture oferującą elektryczne pojazdy premium pod osobną marką Denza. Do tego tematu jeszcze wrócimy.

***

W lecie 2013r. BYD wypuściło drugą generację samochodów, zwaną „serią dynastyczną” (z nazwami pochodzącymi od dynastii chińskich cesarzy).

Pierwszym był BYD Qin, czyli następca F3DM. Głównymi założeniami – obok napędu plug-in hybrid – były tu awangardowa stylizacja i nowoczesna, wydajna technika. 1,5-litrowy silnik z turbodoładowaniem współpracujący z silnikiem elektrycznym i 6-biegową przekładnią dwusprzęgłową oferowały moc systemową 304 KM, zaś w trybie elektrycznym dało się przejechać do 50 km. W 2016r. doszła wersja czysto bateryjna, z deklarowanym zasięgiem 420 km.

Foto: Kevauto, Licencja CC

Foto: Kevauto, Licencja CC

BYD Tang z 2014r. był SUVem klasy wyższej, z dwulitrowym silnikiem benzynowym turbo (205 KM) i dwoma elektrycznymi (po 150 KM). Łączna moc 505 KM pozwalała przyspieszać do setki w 4,9 sekundy!!

Foto: Navigator84, Licencja CC

Foto: Navigator84, Licencja CC

W kolejnym roku doszedł kompaktowy SUV Yuan – występujący zarówno jako PHEV, EV jak i czysto spalinowy (ten ostatni, pod nazwą BYD S2, był oferowany do 2022r., kiedy koncern ostatecznie zaprzestał produkcji samochodów innych niż NEV). Na zdjęciach widzimy poliftingową wersję z 2018r., która wprowadziła do gamy marki charakterystyczną stylizację przodu nazwaną „smoczą” (dragon face).

Foto: Navigator84, Licencja CC

Foto: Navigator84, Licencja CC

Foto: Navigator84, Licencja CC

BYD Song to cała seria kompaktowych crossoverów składająca się z modelu podstawowego (przemianowanego potem na Song Classic)…

Foto: Kevauto, Licencja CC

…większego Song Pro

Foto: Jengtingchen, Licencja CC

…bardziej luksusowego Song Plus… 

Foto: User3204, Licencja CC

…usportowionego Song L (przypominającego SUVy-coupé)…

Foto: Nissangeniss, Licencja CC

…a także minivana Song Max.

Foto: Kevauto, Licencja CC

Song Han to wypuszczona w 2020r. limuzyna segmentu E. Zasłynęła ona tym, że jako pierwszy chiński samochód przyspiesza do 100 km/h poniżej czterech sekund (w wersji czysto bateryjnej, z dwoma silnikami o łącznej mocy 487 KM i akumulatorem o pojemności 86 kWh dającym deklarowany zasięg 550 km). Jako PHEV oferuje moc systemową 436 KM i przyspieszenie 0-100 km/h w 4,7 sekundy.

Foto: Jengtingchen, Licencja CC

Foto: Jengtingchen, Licencja CC

Ostatnim z serii dynastycznej jest BYD Xia, czyli PHEV z 1,5-litrowym, turbodoładowanym silnikiem benzynowym oraz elektrycznym o mocy 200 kW

Foto: S5A-0043

Foto: S5A-0043

Foto: public domain

***

Od 2016r. za stylistykę pojazdów BYD odpowiada Niemiec, Wolfgang Egger – który studiował w Mediolanie, a w swej karierze pracował jako stylista Alfy-Romeo, Lancii, Lamborghini, Audi i SEATa. Warto więc jeszcze raz powtórzyć, że uwagi o tym, jak to „Chińczycy muszą się jeszcze dużo nauczyć” są równie niedorzeczne jak te o niegdysiejszym „nieudolnym” designie Hyundaia czy Daewoo (który był dziełem Giorgio Giugiaro, tylko mało kto o tym wiedział). Gospodarka już dawno się zglobalizowała, korporacje wymieniają się pracownikami nie pytając o narodowość, tylko o dotychczasowe sukcesy, a to, że tanie dalekowschodnie auta nie zawsze wyglądają jak Maserati, nie wynika z niczyjej niekompetencji, tylko właśnie ze (świadomie założonej) taniości. Dobry konstruktor czy artysta zrealizuje każde zamówienie, w każdym żądanym stylu i budżecie – tyle że z wynikiem adekwatnym do tych założeń.

Kierowany przez Eggera dział stylistyki BYD zdążył się rozrosnąć do 600 osób, dlatego modele wdrażane obecnie wyglądają zupełnie inaczej niż te sprzed 20 lat. Na zdjęciach – concept car E-SEED GT przedstawiony w Szanghaju w 2019r.

Foto: Jengtingchen, Licencja CC

Foto: Jengtingchen, Licencja CC

W kwestii rozwoju technicznego BYD od początku stawia na elektryfikację i inwestuje w nią miliardy. Szeroko opisywanym osiągnięciem są tzw. baterie typu blade (ang. „ostrze”), po raz pierwszy zastosowane w 2020r. w modelu BYD Han. Są one bardzo cienkie, co oszczędza ponad 50% przestrzeni (w stosunku do powszechnie używanych ogniw litowo-jonowych), a według producenta również bezpieczniejsze.

BYD deklaruje, że w teście przebicia gwoździem bateria blade nagrzała się do maksymalnie 60ºC nie powodując ryzyka pożaru, podczas gdy trzywarstwowe akumulatory litowo-jonowe osiągały nawet 500ºC ulegając zapłonowi i wzniecając niezwykle groźny, trudny do opanowania pożar. Baterie blade nie zapaliły się też w próbach mechanicznego skruszenia, podgrzania w piecu do 300ºC ani przeładowania o 260%. Tyle producent – jednakże w niezależnie przeprowadzanych crash-testach jak najbardziej zdarzały się przypadki zapłonu, i to nawet 48h po zderzeniu.

Foto: Matti Blume, Licencja CC

Wiosną 2025r. BYD ogłosiło, że ich najnowsza elektryczna platforma Super-e, działająca pod napięciem 1.000V, nadaje się do ładowania z mocą 1 MW – co odpowiada odnawianiu zasięgu w tempie dwóch kilometrów na sekundę. Producent zamierza zbudować w Chinach sieć 4.000 takich ładowarek.

Platforma Super-e jest obecnie wykorzystywana przez ponad pięciometrową limuzynę Han L (moc topowej wersji czysto elektrycznej – 1.100 KM, zasięg do 600 km)…

Foto: iMoD Official, Licencja CC

Foto: JustAnotherCarDesigner

…i Tang L (te same wymiary i parametry). Oba auta przyspieszają do setki poniżej 4 sekund.

Foto: Alexander MiglLicencja CC

Foto: JustAnotherCarDesigner

Osobnym polem badań i rozwoju są systemy elektroniczne. BYD nie zależy tutaj od dostawców zewnętrznych – zatrudnia 5.000 inżynierów rozwijających autorskie systemy DiLink (oparte na Androidzie środowisko infotainmentu) oraz Divine Eye (zespół asyst kierowcy zapewniający autonomiczną jazdę do poziomu trzeciego włącznie).

Pełna integracja pionowa – tzn. samodzielne opracowywanie i produkcja prawie wszystkich komponentów samochodu – jest zresztą typową cechą koncernów chińskich. Ich niegdysiejsi dostawcy – w równym stopniu krajowi jak i zagraniczni – często uskarżali się na zrywanie kontraktów po odebraniu kilku, a czasami tylko jednej partii zamówionych części, które były natychmiast kopiowane (ewentualnie z modyfikacjami pozwalającymi uniknąć konsekwencji prawnych, odkąd w Chinach zaczęły funkcjonować namiastki ochrony własności intelektualnej). W staraniach o niezależność od poddostawców utwierdził Chińczyków niedawny tzw. kryzys chipowy, na którym potężnie ucierpiały firmy europejskie, amerykańskie i japońskie.

To bardzo zły omen dla wyspecjalizowanych firm z całego świata, które liczą na zwykłą zmianę kontrahentów w miarę postępów chińskiej ekspansji. Mało tego, role wręcz odwracają się: przykładowo baterie blade są obecnie kupowane przez Teslę (czyli dotychczasowego globalnego lidera rynku EV, w międzyczasie wyprzedzonego przez BYD pod względem ilościowym) oraz Toyotę (której produkty BYD bezczelnie kopiował wchodząc do świata motoryzacji przed ledwie dwiema dekadami).

Niektórzy przewidują, że błyskawiczne postępy techniki (czytaj: skracanie cyklu życia produktów) wraz ze strategią pionowej integracji poskutkuje wkrótce niedostępnością części zamiennych do całkiem niestarych modeli. To bardzo prawdopodobne – pytanie tylko, czy owe części będą komukolwiek potrzebne, jeśli sam producent zakłada pięcioletni okres eksploatacji elektrycznych taksówek…?

Ekran systemu DiLink

Foto: Alexander-93, Licencja CC

***

O jakiej skali ekspansji mówimy? W zaledwie pięć lat, 2020-2024, globalna sprzedaż pojazdów BYD wzrosła aż dziesięciokrotnie – z 437 tys. do 4,27 mln sztuk. Historycznie taką dynamikę osiągał tylko Ford w pierwszych latach rozkręcania produkcji masowej.

Jest to możliwe prawie wyłącznie dzięki wewnętrznemu rynkowi chińskiemu i jego gwałtownemu zwrotowi ku NEVs. Trzeba jednak koniecznie powtórzyć, że do tej kategorii chińskie prawo zalicza nie tylko samochody bateryjne (EV), ale też hybrydy plug-in (PHEV), nie wymuszając całkowitego odchodzenia od silników spalinowych. W omawianej pięciolatce udział NEVs w chińskiej sprzedaży aut wzrósł z 5,8 do 41%, przy powiększeniu się całego rynku o prawie 1/4 (z 25,3 do 31,4 mln pojazdów). Koncern BYD, specjalizujący się w „nowych energiach” i od 2022r. w ogóle nieprodukujący innych samochodów, skorzystał tutaj najwięcej.

Ekspansja BYD przejawia się między innymi w tworzeniu nowych marek samochodowych. Założona w 2010r. spółka joint-venture z Mercedesem zaoferowała czysto elektryczne pojazdy pod marką Denza…

…poczynając od opartego na Klasie B modelu Denza 500.

Foto: Navigator84, Licencja CC

Foto: Navigator84, Licencja CC

Mimo wycofania się niemieckiego partnera (który w 2021r. zmniejszył swój udział do 10%, a w 2024 pozbył się go całkowicie) marka Denza wciąż się rozwija. Aktualnie jej flagowym modelem jest limuzyna Z9, napędzana trzema elektrycznymi silnikami o łącznej mocy 952 KM.

Foto: JustAnotherCarDesigner

Foto: JustAnotherCarDesigner

W 2023r., już bez pomocy Europejczyków, powstały dwie kolejne marki premium. Najpierw, w styczniu, ogłoszono debiut marki Yangwang oferującej trzy luksusowe modele NEV.

Yangwang U7 to w pełni elektryczna limuzyna o długości prawie 5,3 metra, współczynniku Cx = 0,195 i mocy 1.306 KM, zasilana akumulatorem o pojemności 135 kWh zapewniającym zasięg 800 km

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Yangwang U8 jest SUVem z napędem plug-in hybrid, o mocy systemowej 1.108 KM

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Wreszcie model U9 – hipersamochód, którego topowa wersja Xtreme we wrześniu 2025r. rozwinęła moc 3.019 KM, rozpędzając się do 496 km/h.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Najmłodsza marka BYD, Fangchengbao, została powołana w czerwcu 2023r. i specjalizuje się w luksusowych SUVach. Jej trzy modele, Bao 3 (EV), Bao 5 (PHEV) i Bao 8 (PHEV) mierzą odpowiednio 4,6, 4,9 i 5,2 metra, a ich moce wynoszą 417, 680 i 939 KM.

Bao 3

Foto: JustAnotherCarDesigner

Bao 5

Foto: materiał producenta

Bao 8

Foto: materiał producenta

Oczywiście nie samym premium stoi koncern BYD. Przedstawione powyżej cuda kosztują czasem ponad milion juanów, więc nie mogłyby zapewnić takich wyników – dlatego w gamie produktów znajdziemy też jeden z najtańszych elektrycznych pojazdów świata: BYD Seagull, sprzedawany w Chinach po 56 tys. juanów, czyli poniżej 8 tys. dolarów.

Seagull („Mewa”) wszedł na rynek wiosną 2023r. jako najmniejszy model kolejnej serii aut, tym razem nazwanej od zwierząt morskich. To 5-drzwiowy hatchback długości 3,78 metra, występujący w wersjach o mocach 55 lub 75 kW i zasięgu 300 lub 400 km. Producent chwali się, że z baterii tego modelu – o pojemności 30 lub 38 kWh – udało się wyeliminować kobalt, metal wywołujący wiele kontrowersji ekologiczno-politycznych. Mimo niskiej ceny autko jest wyposażone w czterokołowe hamulce tarczowe, ESP i sześć poduszek powietrznych. 

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

W 8 miesięcy 2023r. Seagull znalazł 280 tys. klientów, w całym 2024r. już 479 tys. Prawie pół miliona sztuk – a to i tak ledwie 12% produkcji koncernu. Dodam jednak, że tylko 5% Seagulli (i 8% całej produkcji BYD) trafiło na eksport – niemal cały bezprecedensowy wzrost bazuje na wewnętrznym popycie chińskim, którego nie zahamują żadne, choćby najbardziej agresywne działania zagranicy.

Warto jednak dodać, że techniczny rozwój do 2017r. opierał się na rządowych dotacjach, które chwilami stanowiły 20% przychodów koncernu i sumarycznie przekroczyły równowartość czterech miliardów dolarów. Potwierdza to słowa wielu analityków rynku oceniających, że jeszcze nikt w świecie nie zarobił na czysto na inwestycji w pojazdy elektryczne, a cały ten rynek został wykreowany sztucznie – za pieniądze siłą wyciągnięte z kieszeni ludzi wcale niemających ochoty korzystać z pojazdów „nowych energii”. Czy tę sytuację ma szanse odmienić żywiołowy wzrost skali produkcji – w samym 2024r. 31% dla BYD i aż 60% dla Geely – pokaże dopiero przyszłość.

***

Warto też wspomnieć o drugiej stronie medalu, czyli jakości produktów i praktykach nieuczciwej konkurencji.

W przypadku samochodów osobowych ta kwestia rodzi bardzo zróżnicowane opinie i mnóstwo skrajnych emocji, których oceny nie podejmuję się tutaj przeprowadzać. Rzeczowe doniesienia płyną natomiast z rynku autobusów. W Holandii w 2020r. zauważono nadużycia w przebiegu przetargów wygranych przez produkty BYD oraz wielkie problemy jakościowe (autobusy np. regularnie stawały z braku prądu mimo wysokiego odczytu wskaźników naładowania, a układy kierownicze permanentnie ściągały w prawo). Liczne awarie unieruchamiały autobusy w Los Angeles i Alburquerque. Japończycy wykryli w konstrukcjach BYD wysoce toksyczne związki chromu, zakazane prawem większości krajów, a rząd izraelski nakazał wycofanie pewnych modeli BYD ze względu na nieautoryzowane przesyłanie wrażliwych danych do systemów informatycznych producenta. W swojej historii koncern otrzymał tylko jedno wyróżnienie za jakość: w 2015r. na targach w… Hawanie, co można uznać za bardzo wymowne.

Jak by nie było, olbrzymie tempo rozwoju chińskiej motoryzacji jest faktem. Również po stronie popytu: mimo masowego zwrotu ku produktom krajowym główne samochodowe marki niemieckie – Volkswagen, Audi, BMW i Mercedes-Benz – wciąż sprzedają w Państwie Środka powyżej 40% swojej produkcji (prowadzonej na miejscu, przenoszonej z kolejno zamykanych fabryk europejskich). Jednak nawet to nie powstrzymuje spadku ich udziału w chińskim rynku. W duże części odpowiada za to rozwój sektora NEV (jeszcze raz przypomnę, że zaliczają się doń również hybrydy plug-in). Jeśli byle chiński crossover przyspiesza do setki w cztery czy pięć sekund i jest wyposażony jak Mercedes S, to po co przepłacać? Młode pokolenia Azjatów nie wykazują już niegdysiejszej obsesji na punkcie europejskich znaków firmowych, a inne przewagi Starego Świata zanikają w oczach.

Do tej pory chińskie koncerny nieśmiało podchodziły do rynków zamorskich, ale to może się zmienić. Pomiędzy 2022-24r. na samochodowym rynku Chin toczyła się intensywna wojna cenowa, jednak ostatnio władze wezwały do jej zakończenia i… skoncentrowania się na walce z konkurencją zewnętrzną. Takie apele mają oczywiście niską skuteczność (walczące o klientów koncerny zamiast na ceny, licytują się teraz na wyposażenie), ale zagraniczna ekspansja już się zaczęła. W 2021r. BYD weszło na rynek norweski, dziś jest obecne w całej Europie, a w 2027r. ma nawet ruszyć fabryka na Węgrzech.

Jak już wiemy, na podwykonawstwo dla Chińczyków – choćby dostarczanie śrubek i nakrętek – liczyć nie możemy. Czy rozwiązaniem jest dalsze wznoszenie barier dla motoryzacji i całej gospodarki, czy może odblokowanie rozwoju własnego przemysłu – który jeszcze niedawno był światowym hegemonem, dopóki nie zatrzymały go problemy stworzone najzupełniej sztucznie i wręcz celowo? Jeśli to się nie zmieni, Trzecim Światem w krótkim czasie zostaniemy my.

Foto tytułowe: Metropolitan Transportation Authority of the State of New York, Licencja CC

Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

70 Comments on “MODELOLOGIA STOSOWANA: BUDUJ SWOJE MARZENIA

  1. Nie znam się, więc zapytam tutaj. Czy w związku z gigantycznym deficytem handlowym z Chinami nie było by właściwe wprowadzić zaporowe cła na chińskie produkty jak to zrobił Trump?

    Ameryce Chińczycy zrewanżowali się wprowadzając cła na amerykańskie towary ale cła nam chyba nie straszne, bo do Państwa Środka eksportujemy bardzo niewiele.

    Zysk chyba znacznie przeważy nad ewentualnymi stratami?

    • Czyli chcesz podnieść ceny połowy towarów we wszystkich sklepach? Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że takiego cła nie zapłacą Chińczycy, tylko wszyscy obywatele Polski kupujący towary w Polsce.

      Tak, wiem że pewnie chodzi Ci o to, żeby w zamian kupować nasze, ale w takim razie dlaczego nie kupujesz naszego dziś? Bo jest znacznie droższe, prawda? Czy jesteś gotowy płacić znacznie więcej za połowę zakupów? Wytłumacz proszę, w jaki sposób chcesz mieć z tego „zysk”.

      • „Kapitał” zostanie w Europie. A kapitalizm jak sama nazwa wskazuje potrzebuje kapitału.
        Kupujemy tańsze od Chińczyka, Chińczyk dostaje pieniądze, które zainwestuje u siebie. No, jakaś logika w tym jest, w XIX w. chyba wszystkie kraje europejskie stosowały bandyckie cła i prawa patentowe ograniczające się tylko do lokalnych podmiotów…

      • Kupujemy tam, gdzie się efektywnie produkuje. Trzeba efektywnie pracować, to będzie się opłacało od nas kupować.

      • Cudów nie ma, jeśli chcemy zarabiać lepiej niż Chińczycy, to nasze będzie droższe. Jeśli nie chcemy stosować np. toksycznych związków chromu, to nasze będzie droższe. I tak dalej… niestety odbieram to co piszesz jako takie nieco naiwne „zjeść ciastko i mieć ciastko”. Nie płacić więcej, ale odbudować pozycję europejskiego przemysłu.

      • Znasz takie słowo, jak „wydajność”?

        Poziom życia opiera się na wydajności. W latach 80-tych FSO produkowało 4 samochody rocznie na jednego pracownika, a Toyota 40 – dlatego Japończycy żyli 10-krotnie lepiej niż Polacy. Co więcej, było ich stać na lepszą ochronę środowiska, lepsze BHP i wszystko inne, a po tym wszystkim zostawało im jeszcze na kolejne inwestycje w dalszą poprawę wydajności.

        Dziś wydajność jest z roku na rok coraz gorsza, bo coraz więcej nie wolno i coraz więcej się nam odbiera. Polecam poszukać sobie wykresów pokazujących spadek inwestycji w Europie i równocześnie wzrost np. w Chinach (ale nie tylko).

        Najbardziej przerażające jest to, że ludzie przestali takie rzeczy rozumieć. Że kompletnie nie rozumieją, co to jest inwestycja, co to jest wydajność i co to jest koszt. Ja jako dziesięciolatek w rozmowach z tatą zrozumiałem, dlaczego w niektórych krajach ludzi stać na wszystko przy całkiem komfortowej pracy, a w innych ludzie głodują, harując dzień i noc w brudnej fabryce. Dlaczego u Henry’ego Forda analfabeta zarabiał w trzy miesiące na nowy samochód, a u nas wykwalifikowany majster z trudnością żywił rodzinę. Ale lata propagandy robią swoje i dziś kompletnie zanika zrozumienie tego, na czym polega gospodarowanie. Ludzie dziś myślą, że świat jest grą o sumie zerowej – jeden ma to, co odbierze drugiemu. O tym, że każda wartość bierze się z pracy pomnożonej przez inwestycję, ma pojęcie może 5% ogółu.

      • Pisząc o zysku miałem na myśli to, że zarobi ktoś z Polski i ten ktoś będzie miał pracę. A skoro zarobi to i podzieli się z fiskusem.

        Zarobi budżet państwa, polski producent a i środowisko odetchnie, bo nie będzie trzeba wieźć towaru przez pół świata.

        Ale zastrzegłem się, że się nie znam.

      • Oczywiście, takie jest oficjalne tłumaczenie. To bardzo chwalebna idea, żeby produkować u siebie coś, co dotąd sprowadzaliśmy. Ale to powinno się robić przez poprawę swojej jakości i optymalizację kosztów, a nie sztuczne haracze. Blokowanie handlu zawsze cofa gospodarkę, nigdy jej nie pomaga.

        Gospodarka polega na wymianie owoców naszej pracy, coś-za-coś. Piekarz piecze chleb dla tysięcy ludzi, murarz buduje domy dla równie wielu, taksówkarz wozi pół miasta, itp. To się nazywa specjalizacja. Każdy robi to, co umie zrobić efektywniej od innych – dzięki temu każdy z nas działa najefektywniej. Gdyby murarz chciałby sam piec sobie chleb, wybudowałby znacznie mniej domów i wszyscy by na tym stracili, bo nie działaliby tak efektywnie, jak działają zgodnie ze swą specjalizacją.

        Ta sama zależność obowiązuje w skali globalnej – bo granice państw to zupełnie sztuczna koncepcja, niezmieniająca reguł rządzących światem. Jeśli każdy kupuje od tego, kto dany produkt wytwarza najefektywniej, wszyscy mamy najwięcej. Problem w tym, że w niektórych krajach nie ma warunków do efektywnego działania, bo występują bariery. Czasem naturalne (nie wydobędziemy z ziemi ropy naftowej, jeśli nie mamy jej złóż), ale zazwyczaj sztuczne, w postaci niekorzystnych praw i regulacji. I tutaj jest pole do działania – żeby poprawić własną efektywność, a nie niszczyć cudzą.

        Budowa efektywnej gospodarki polega na tym, żeby samemu działać najefektywniej, i w rezultacie móc wymienić swoje plony na jak najwięcej plonów innych ludzi, a nie na utrudnianiu wymiany albo sztucznym podrażaniu cudzych produktów. Kupując dobrowolnie drożej strzelamy sobie w stopę – niezależnie od tego, jakiej narodowości jest sprzedawca, po prostu stać nas na mniej.

        Prawdziwy problem zaczyna się wtedy, kiedy NIC nie produkujemy efektywniej od innych i musimy blokować handel, by w ogóle cokolwiek móc wytworzyć. Ale po powyższym wykładzie już chyba rozumiesz, że w takiej sytuacji źródła problemu leżą u nas i że blokada wymiany wcale ich nie usuwa, tylko konserwuje i pogłębia. Oczywiście kiepski piekarz będzie się cieszył, jeśli zabronimy działać lepszemu piekarzowi albo urzędowo podniesiemy jego ceny, ale w celu ochrony jego niekompetencji wszyscy będziemy jedli drogi i niedobry chleb. A nie po to pracujemy żeby było drożej i gorzej, tylko taniej i lepiej.

      • Tak, znam takie słowo jak wydajność. I wiem też, że WSZELKIE normy czy to bezpieczeństwa, czy ekologiczne, ją ograniczają. Czy też rozbudowane prawa pracownicze. Chiny się tym nie przejmują i mają świetne wyniki, ale z dwojga złego, jako ktoś, kto nie jest właścicielem żadnej fabryki, wolę nasz przebiurokratyzowany grajdołek. Nie zrozum mnie źle – też uważam, że UE produkuje nadmiar papierologii, a regulacje ekologiczne niekoniecznie są ekologiczne. Ale też uważam za mrzonkę pomysły typu „po prostu zmniejszmy regulacje i wydajność się podniesie, a Europa zacznie konkurować z Chinami”. Nie zacznie. Europa jest zbyt głęboko w d…, żeby bez protekcji gospodarczej samo posprzątanie w regulacjach dało wystarczającego kopa, chyba że równamy do chińskich standardów ekologii i BHP. Jeśli coś da się zrobić o 3% taniej w Chinach, to zostanie to najpewniej zrobione w Chinach. Na czym Europa ma zaoszczędzić? Bo na czymś musiałaby, żeby być konkurencyjną bez ceł. Patriotyzm gospodarczy? Tu mi dywizja pancerna jedzie, a nawet dwie. Może i jeszcze jako tako działa w przypadku żywności, czy samochodów tam, gdzie są własne marki. Ale np. elektronika, AGD, rozmaita drobnica? Kto się tym w ogóle przejmuje? Ja tak, jestem uparty, i niedawno kupiłem kolejny telefon, który nie jest „made in China”, ale większość kieruje się zasadą CCC – cena czyni cuda. Samochody jak widać też całkiem żwawo do tego dołączają.

        Ja mam wrażenie, niestety, że to trochę myślenie magiczne i chwytanie się brzytwy z Twojej strony. Że jakoś, nieomal cudownie, dałoby się podnieść europejską wydajność – zachowując nasze zarobki, BHP i względnie czyste środowisko! – do poziomu konkurencyjnego z chińskim. Ja się pytam, jak? Ja wbrew swojemu optymizmowi nie widzę takiej opcji – nie bez ingerencji w rynek cłami. A to jednak uważam za mniejsze zło, niż ekonomiczną kolonizację przez Chiny, bo nie jestem idealistą („cło to zło”), tylko raczej pragmatykiem. Wolę płacić więcej, niż być chińską kolonią za 20 lat.

      • Chińską kolonią stajemy się właśnie przez stopniowe zaciskanie sobie pętli na szyi. I najgorsze jest to, że uważamy tę pętlę za zbyt luźną. Dlatego właśnie uważam, że lepiej nie będzie.

      • Warto zadać sobie pytanie: za jaką walutę kupujemy od Chińczyków. Bo jeśli za złotówki, to Chńczycy coś z tymi złotówkami muszą zrobić. Nie kupią za złotówki ropy od Rosjan, ani kobaltu od Konga. Oczywiście mogą się tak umówić, ale to znowu będzie oznaczało, że Kongo dostanie złotówki, za które będzie musiało coś kupić.

      • Na razie kryzys walutowy nam nie grozi. To w ogóle jeden z większych sukcesów gospodarczych III RP – zadziwiająca stabilność naszej waluty.

      • 50proc to b ostrożna prognoza. Obawiam się że uwzględniając maszyny, surowce cła miałyby wpływ na wszystkie branże włącznie z rolnictwem

  2. Dzięki za bardzo ciekawy artykuł – chiński przemysł motoryzacyjny to temat u nas praktycznie nieznany. Niesamowite, że zaledwie 20 lat temu bez powodzenia próbowali sprzedawać w Europie Landwinda, który był obiektem szyderstw, bo śmierdział starym gumowym klapkiem i giął się w Crash Testach jak puszka po piwie, a teraz dystansują europejskich producentów. Przyszedł mi na myśl słynny cytat z M. Gandhiego: „Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz.”
    Możemy tylko mieć nadzieję, że Chińczycy ograniczą się wyłącznie do ekspansji gospodarczej – nie ma drugiego kraju, który doznał tak wielkiego upokorzenia ze strony zachodu i czasami zastanawiam się czy w chińskich głowach powstaje czasami myśl o odwecie za wojny opiumowe i sprowadzenie obywateli imperium, które dało światu papier, kompas i proch strzelniczy, do roli pół-niewolników. Jeżeli tak by było, to można postrzegać obecną ekspansję gospodarczą, rolę Chin w produkcji Fentanylu w USA oraz gwałtowny rozwój sił zbrojnych, jako preludium do swoistej „kary tysiąca cięć” (bo warto pamiętać, że ten konfucjański kraj, jeszcze w XX wieku praktykował najokrutniejszy sposób egzekucji jaki wymyśliła ludzkość i jakoś z filozofią konfucjańską nie stało to w żadnej sprzeczności).

    • Chiny nie uznają wojny w tym sensie, w jakim zna ją historia reszty świata. Chińczyków najbardziej w Europie brzydzi to, że my stawiamy pomniki wojownikom i wodzom, którzy zabijali ludzi tysiącami, nazywamy ich „bohaterami” i stawiamy za przykład.

      Natomiast oni te same cele osiągają inaczej – właśnie tak, jak widzimy to dziś. Wchodzą do biednych krajów stawiając im drogi, elektrownie, itp., po czym żądają w zamian nieograniczonego dostępu do ich surowców i rynków. Bez jednego wystrzału ani robienia fizycznej krzywdy komukolwiek, za to z identycznym skutkiem w postaci trwałego uzależnienia i zniewolenia, bez szans na poprawę sytuacji.

      Zachodnia cywilizacja rządziła całym światem, kiedy jej wielkość polegała na wydajności pracy i inwestycji. Potem przyszli politycy, którzy powiedzieli ludziom – nie, nie musicie pracować, my was od tego uwolnimy, tylko dajcie nam władzę. No i skończyła się wielkość cywilizacji. Jeśli nie wrócimy do tamtej filozofii, to oznacza, że skończyła się na zawsze.

      • To prawda, że przyjęło się uważać Chiny nawet nie tyle nie uznają wojny, co traktują ją jako ostateczność i porażkę polityki polegającej na osiągnięciu tych samych celów pokojowymi środkami. Zastanawia mnie natomiast, czy Chińczycy są rzeczywiście tacy kosmopolityczni i na ile podejmowane przez nich działania na arenie gospodarczej, oprócz zwykłego bogacenia się, służą także celom imperialnym, a jeżeli to drugie, to czy w pewnym momencie motywacją może być swoisty „odwet” na zachodzie i „zmazanie hańby wojen opiumowych”, tak samo jak dla Niemiec w latach 30-tych istotnym czynnikiem motywacyjnym było „zmazanie hańby Traktatu Wersalskiego”.

        A jeszcze wracając do kwestii militarnych, to większość ekspertów zwraca uwagę na to, że ostatnim 10-leciu Chiny zaczęły budować armię o charakterze wybitnie ofensywnym – to też daje do myślenia.

      • Tzn. nie tyle przyjęło się, co tak pisał sam Konfucjusz i cała historia Chin potwierdza, że idea siłowego podboju nie była tam ceniona (co nie znaczy, że Chińczycy nie znali wojny, tyle że po prostu nie stawiali sobie za cel podboju całego świata, jak np. Rzymianie, Mongołowie, Rosjanie albo Inkowie).

        Co do dzisiejszej armii chińskiej nie umiem się wypowiedzieć, ale podejrzewam, że chodzi im a) o odzyskanie Tajwanu, b) o geopolityczną siłę przetargową, bo ona do dzisiaj opiera się w dużej części na potencjale militarnym. Między innymi dlatego Europa straciła ją całkowicie.

      • Z tym przejmowaniem rynku surowców przez Chińczyków bez jednego wystrzału to nie do końca tak wygląda. Np. wykupując kopalnie miedzi w Zambii wpędzili rdzennych ciemnoskórych (jak to się teraz mówi) górników w większą nędzę niż to zrobiły dwa pokolenia angielskich kolonialistów. To wręcz nowe niewolnictwo, tym razem w wydaniu chińskim, bez jednego wystrzału. A pomyśleć, że w końcówce apartheidu, moja ciotka, która była office managerem w takiej kopalni, czekoladkami przekonywała rdzenne pracownice do świadczenia jakiejkolwiek pracy (a był parytet rasy białej i tej drugiej w zatrudnieniu w biurach).

      • Na poziomie jednostki – oczywiście że oni nie liczą się z niczyimi prawami, tylko u nas takie pojęcie istnieje. Właśnie w tym względzie nasza cywilizacja jest wyjątkowa, że każda jednostka może decydować o swoim życiu.

        Co do braku wystrzału, miałem na myśli brak militarnego podboju obcych ziem, ale nie zmuszania ludzi do posłuszeństwa. To jest normalne nawet w samych Chonach 🙁

  3. Jak zwykle świetny artykuł.
    Chiny zbierają i przetwarzają olbrzymie ilości danych właśnie w celu możliwości sterowania zachowaniem społeczeństw zachodnich. U siebie mają to rozwiązane do perfekcji.
    Polecam kanał na YT – To są Chiny.

  4. No i niech ktoś mi teraz powie, że prawdziwa motoryzacja się skończyła a dzisiejsza jest nudna i nijaka. To co jest na współczesnych zdjęciach wygląda dobrze lub bardzo dobrze, osiągi są takie, że supersamochody już nie odstają.

    Co do chińskiego rozwoju nie pamiętam, czy tam partia nie mieszała, tzn. czy firmy produkujące na eksport nie dostawały kasy z budżetu na rozwój działalności? Jeśli tak, to taka sama reklama „wolności” jak koreańskie czebole istniejące dzięki rządowym gwarancjom i znajomościom wśród elit…

    No i ja wiem, że nie wypada dobrze mówić o politykach, którzy wymyślają masę zakazów, przez które to europejskie fabryki przenoszą się do Chin ze względu na koszty, ale tu będzie jedno duże ALE – nie jestem pewien jak to wygląda obecnie, ale przecież jeszcze nie dawno Chińczycy mieli kompletnie wywalone na ochronę środowiska. Tak wiem, V8 brum brum, ale produkcja przemysłowa wiąże się z produkcją całej masy substancji, z którymi ja (i podejrzewam, że jak większość ludzkości) jednak nie chciałbym mieć kontaktu.
    Instalacja oczyszczania gazów z toksyn kosztuje (lub zmiana na proces, który ich nie produkuje), utylizacja ścieków przemysłowych jest również droga i problematyczna, przy okazji może powstawać również cała masa innych, mniej lub bardziej problematycznych „produktów”… Jeszcze parę lat temu (nie wiem jak to wygląda obecnie) w miastach produkujących akrylonitryl (półprodukt dla „sztucznej wełny” i produkcji włókien węglowych) stężenie cyjanków w powietrzu było dość wysokie.
    No ja bym nie chciał mieszkać w okolicy fabryk, które dymią toksynami z kominów, ścieki wylewają prosto do rzeki a odpady wywożą do lasu… Tutaj problemem jest nie to, że „zachód” wymaga utrzymania czystości (i przestrzegania zasad BHP), tylko, że w przypadku produktów importowanych jakoś tak nie zauważa problemu…

    • Tłumaczyłem to już wielokrotnie. Nie chodzi o brak ochrony środowiska, tylko o ochronę sensowną. Nie o jeżdżenie dwusuwami, tylko o Euro 2-3 w miejsce całkowitego zakazu sprzedaży aut osobowych. Nie o sytuację ze Śląska z lat 80tych, ale też nie o absolutne net zero za kilka lat z równoczesnym zamykaniem elektrowni atomowych, bo to jest powrót do jaskiń.

      Poza tym problem Europy to nie jest sam obłęd pseudoeko, tylko setki tysięcy stron zakazów, ograniczeń i haraczy na każdym kroku, których z każdym dniem przybywa. Europejscy managerowie od dawna już mówią, że na tym kontynencie nie opłaca się już żadna inwestycja w cokolwiek. Europejski przemysł traci 500 miejsc pracy DZIENNIE. Jeśli to się nie odwróci, będziemy za jakiś czas żebrać o chleb. Nie dziś, nie jutro, bo trend nie jest gwałtowny, ale stały i nie do zatrzymania bez zmian absolutnie fundamentalnych.

      • Jeśli gdzieś jest ochrona „sensowna” a gdzieś jej nie ma, to gdzie będzie taniej?
        I dlaczego dwusuw zły a Euro 2-3 cacy? Sadza i pył z klocków hamulcowych jest ok? Czas potrzebny na zagrzanie kata jest bez znaczenia?

        Oczywiście, że ograniczenia ograniczają. I ja się zgadzam, że ogarnięcie czegokolwiek pod względem przepisów przypomina wizytę w domu, który czyni szalonym z 12 prac Asterixa. I, że bez tego biznes prowadziłoby się znacznie łatwiej. I najprawdopodobniej można by było tą całą papierologię mocno ograniczyć i uczynić znacznie bardziej strawną. Ale też jestem absolutnie pewien, że gdyby biznesmanowi wyszło, że więcej zarobi, jeśli połowa załogi nie dożyje 50 a pobliska rzeka zamieni się w toksyczny ściek nie miałby skrupułów.

        Nie wiem jak kwestia ochrony środowiska i przestrzegania BHP wygląda dzisiaj w Chinach, ale biorąc pod uwagę, że co jakiś czas się słyszy a to o toksynach w naczyniach, a to radioaktywnym sprzęcie sportowym to podejrzewam, że się specjalnie nie przejmują. Chiny zyskiwały/zyskują na tym, że stosuje się podwójne standardy. I Europejskie korporacje też z nich korzystają lokując produkcję w dziwnych częściach świata. Ot, cudowny papier z deklaracją załatwia sprawę. W tym samym czasie firmy potrafią audytować poddostawców poddostawców… w sumie cały łańcuch do źródła w kwestiach, które są dla nich istotne.

      • Nie rozumiem, co proponujesz. Więcej ograniczeń? Likwidację kolejnych branż? Więcej haraczy? Tzn ile, 90%? 99%? Będzie wtedy lepiej, jeśli zaciśniemy sobie pętlę na szyi?

        W czasach prawdziwie efektywnej gospodarki średnia długość życia wydłużyła się gigantycznie – w zasadzie cały wzrost od czasów jaskiniowych do dziś dokonał się w epoce industrialnej. W ostatnich latach w wielu krajach już długość życia spada, nie rośnie. Tyle w temacie „pracowników niedożywających 50-tki”. Ów „biznes”, o którym mówisz, to jest chleb na naszym własnym talerzu. Kiedyś ludzie to rozumieli, dzisiaj przestali. Myślą, że jedzą dzięki kolejnym ustawom władzy. Ale ustawy są niejadalne, zapewniam. Chleb bierze się z realnej pracy, a nie z uniemożliwiania jej.

        A jeśli Chińczycy nie przestrzegają żadnych norm, to tym bardziej powinniśmy starać się z nimi konkurować, żeby jakieś normy przynajmniej u nas były. Bo bez tego nie będzie ich nigdzie.

      • Myślę, że nasze normy emisji spalin, do pewnego momentu pełniły pożyteczną rolę, bo nie tylko służyły środowisku, ale też skutecznie blokowały napływ aut spoza Unii, które tych norm nie były w stanie spełnić. Problem w tym, że Chińczycy zamiast grać w naszą grę i budować Diesle spełniające coraz bardziej wyśrubowane normy euro, jakimś sposobem sprawili, że my zaczęliśmy grać wg ich reguł i poszliśmy w elektryki, gdzie Chińscy producenci mają jeszcze większe doświadczenie od nas i całą naszą budowaną latami przewagę w konstruowaniu coraz doskonalszych silników o spalaniu wewnętrznym można o kant tyłka potłuc.

      • Normy emisji są absolutnie niezbędne, ale one powinny pomóc w rozwijaniu cywilizacji, a nie całkowicie zatrzymać ten rozwój. Już kiedyś pisałem, że od czasów norm Euro 2-3 realny postęp w realnej emisji jest żaden, natomiast skutkiem forsowania kolejnych zaostrzeń nasz przemysł w zasadzie przestał istnieć. Nie tylko samochodowy, ale każdy. W ten sposób dobrowolnie oddaliśmy pole innym cywilizacjom które w nosie mają nie tylko jakiekolwiek normy, ale też nasze źródła utrzymania. To, że reszta świata to wykorzysta, jest czymś najnaturalniejszym pod słońcem.

        Zbytnia koncentracja na jednym czynniku zawsze powoduje niewspółmierne straty na innych polach. To jest jedno z podstawowych praw ekonomii, ale niestety nieznane ogółowi, bo nienauczane w żadnej powszechnej szkole. „Ludzie nie muszą się znać na gospodarce, bo od gospodarki jest rząd” – powiedział jakiś czas temu pewien wpływowy człowiek w Polsce. Skutkiem tego większość wierzy, że zakręcanie sobie pętli wokół szyi jest dla nas dobre, a w co wierzy mniejszość, w demokracji nie ma żadnego znaczenia.

      • Co proponuję?
        Wymagać od importu spełnienia tych samych warunków co od naszych produktów. Nie tylko w kwestii samego produktu, ale też przestrzegania norm środowiskowych podczas produkcji. UE to jednak wciąż 450 mln ludzi, rynek nie do pogardzenia.
        Są branże, w których śledzi się pochodzenie produktu niemal do dziury w ziemi, z której została wydobyta ruda. (Tak, to kosztuje, ale się da. Sprawdzenie, czy fabryka przestrzega procesów będzie dużo tańsze).

        I znowu, ja się zgadzam, że rewolucja przemysłowa podniosła poziom życia najbardziej i najszybciej w całej historii (chociaż koszta tego są – m.in. można znaleźć opracowania wiążące wojny na bliskim wschodzie ze zmianami klimatu wywołanymi emisją CO2) ale chyba nie powinniśmy się zatrzymywać. Dzisiaj mamy świadomość szkodliwości większej ilości substancji niż kiedyś. Samochodziarze „uwielbiają” DPF/GPF, ale cząstki stałe (czyli węglowodory poddane częściowej pirolizie, do tego często oblepione innymi węglowodorami) to na prawdę straszny syf – są rakotwórcze, negatywnie wpływają na serce i układ krążenia, układ odpornościowy… No człowiek nie chce mieć z tym doczynienia (podobnie jak ze współpracownikami wypalającymi w biurze paczki „popularnych” bez filtra).

        I jeszcze raz – część z tych ograniczeń zapewne jest przesadzona i efekt jest prawie żaden a koszt wysoki. Ale nie idźmy w stronę, że wszystkie „normy” które są kosztowne są do bani.

        Obecnie mamy brak konsekwencji – z jednej strony tak chwaloną przez Ciebie europejską kulturę ceniącą jednostkę, która ceni zdrowie pracownika i środowisko naturalne – ale jednocześnie udawanie, że jeśli problem jest poza granicami europu to go nie ma. Czy europejskie marki odzieżowe ogarnęły już jakoś „swoje” szwalnie w płd. wshc. Azji korzystające z półniewolniczej pracy dzieci i wylewające przemysłowe ścieki po barwieniu wprost do rzeki? Z takim konkurentem ciężko wygrać na „wydajność”…

      • Równe warunki dla wszystkich to oczywiście bardzo słuszny postulat, pod każdym względem.

        Ja absolutnie nie uważam, że normy są niepotrzebne – to jedno z większych osiągnięć w historii motoryzacji, że dziś przechadzka wzdłuż ruchliwej ulicy nie przypomina komory gazowej. Ale nie wchodząc w szczegóły poszczególnych norm muszę przypomnieć, że jako Zero Level Emmission Vehicle określało się silniki z roku około 2000. Dalsze śrubowanie norm powoduje gigantyczne problemy – nie tylko koszty dla użytkowników, ale też masowe oszustwa producentów, co prowadzi do tego, że REALNE emisje wcale nie spadają, mimo że płacimy za to miliony.

  5. Teraz skończyły się dotacje na EV chinach , wiec zobaczymy jak to będzie wyglądać . Ile z tych stu kilkudziesięciu marek przetrwa a ile padnie . Zwłaszcza że słychać iż nawet duzi gracze na chińskim rynku mają problem z nadprodukcją i spadkiem sprzedaży o 30 % .

    • Właśnie to jest w chińskim rynku najciekawsze, że tak sytuacja zmienia się z dnia na dzień.

      Wiosną pisałem o SAIC jako jedynym z chińskich producentów z globalnej pierwszej dziesiątki, dziś już SAIC tam nie ma, są za to dwie inne firmy. BYD się rozwinął, bo 1,5 mld ludzi przymusowo finansowało jego projekty, ale to już przeszłość i nie wiadomo, jak będzie jutro.

      Rozwój na bazie państwowych dotacji – czyli okradania pracujących ludzi z ich plonów – zawsze oznacza szkodę dla wydajności, bo opcję najwydajniejszą ludzie kupują bez przymusu. Jeśli coś produkuje się tylko dzięki przymusowi finansowania ze strony nie-użytkowników, to jest to marnotrawstwo. Równie dobrze moglibyśmy dopłacać ludziom do prywatnego zakup czołgów – wtedy wszyscy mówiliby, „dzięki władzy stać nas na fajowy, bardzo bezpieczny wóz”, a za moment wszyscy zastanawialiby się, skąd w kraju takie marnotrawstwo paliwa i stali? Efektywne jest to, co nabywcy świadomie wybierają w warunkach wolności wyboru, a nie to, co władza nakazuje opłacać obowiązkowo, bo tak się jej akurat podoba. W takiej rzeczywistości problemy z nadprodukcją i niedoprodukcją będą się z czasem tylko pogłębiać.

      • W Chinach również istnieją normy emisji spalin. Jeśli europejski przemysł samochodowy, nie zainwestowałby w odpowiedni rozwój to może jeździlibyśmy na tych przykładowych EURO 3 ale eksport do Chin zakończyłby się 15 lat temu.

      • Jeśli Chińczycy chcą za to płacić, to można im zrobić choćby Euro 100, tak samo też oni dostosowują się do naszych norm jeśli chcą sprzedawać u nas. Natomiast ja mówię o naszych kosztach życia tutaj, które nas zabijają. Które sprawiają, że ten sam model samochodu kosztuje u nas dwukrotność ceny japońskiej albo amerykańskiej.

        Normy jak najbardziej są potrzebne, ale jeśli zamiast służyć autentycznej ochronie mają tylko stanowić pretekst do arbitralnego wskazywania, kto ma prawo pracować a kto nie, to jesteśmy na drodze do katastrofy. Dusimy się w gąszczu zakazów zamiast pracować i żyć.

      • Czy jednym z założeń wolnego rynku nie jest właśnie znajomość cech produktu? Bo biorąc pod uwagę, że od lat mamy masę marketingowej papki, ale za to mało rzetelnych danych kwestia świadomego wyboru jest mocno dyskusyjna…

      • Tak, oczywiście – możliwie pełna informacja o rynku.

        Zakaz kłamliwej reklamy jest jak najbardziej słuszny. Ale reklamy „uwodzącej” nie da się zakazać… Jeśli auto rozwija 150 KM, nie można powiedzieć, że rozwija 300 – ale można, że „jest mocniejsze od Porsche 911” (bo kiedyś istniały słabsze 911-tki). A czy my bardziej wierzymy reklamom, czy sprawdzamy fakty, to już zależy od nas. Mamy pełne prawo sprawdzać, pytać się i nie wierzyć. Natomiast, jak powiedziałem, nikt nie ma prawa oszukiwać – niezgodność towaru z umową reguluje kodeks cywilny, i rozsądzanie takich spraw to oczywiście słuszna kompetencja państwa (władzy sądowniczej, koniecznie niezależnej od polityki).

  6. “Czy rozwiązaniem jest dalsze wznoszenie barier dla motoryzacji i całej gospodarki, czy może odblokowanie rozwoju własnego przemysłu”

    Tylko, że takie BYD wzeszło właśnie na ograniczeniach, a nie dzięki luźnemu rynkowi. W Chinach nie dostanie się tablicy rejestracyjnej na samochód spalinowy od tak i nie można podróżować między miastami samochodami jak się chce.
    Temat rzeka, ale potęga BYD i wielu innych chińskich firm automotive, to sztucznie pompowany balonik, który ima się już takich praktyk jak fałszywe rejestracje aby tylko wykazać wzrost sprzedaży w statystykach.
    Chińczycy nie kupują zagranicznych samochodów nie dlatego, że wolą swoje marki, tylko dlatego, że ichniejsze firmy przy pomocy państwa są w stanie oferować bardzo niskie ceny. Ostatnie modele Toyoty, Nissana czy Audi na chiński rynek są tego potwierdzeniem. Problemy gospodarcze sprawiają, że ludzie kupują tanie samochody i to widać po statystykach sprzedaży.

    • „Pomoc państwa” nie jest pomocą, tylko przymusową składką wszystkich obywateli. Tego w dziwny sposób nikt nie pamięta, że państwo nic samo nie posiada i w niczym nie może pomóc – może tylko odebrać pracującym ludziom z ich krwawicy tyle, ile tylko sobie zażyczy, i przekazać to temu, komu tylko chce. Nie dość, że jest to zwykła kradzież, to jeszcze całkowicie zniekształca decyzje zarówno producentów, jak i konsumentów – bo robi wrażenie, że opłacalnym jest coś, czego w normalnych warunkach nikt by nie kupował, a więc i nie produkował. Konsekwencje bywają tragiczne, tyle że ludzie w ogóle nie potrafią połączyć kropek.

      Niedawno opisywałem historię Grupy Rootes, która się połakomiła na „pomoc publiczną” otwierając fabrykę w Linwood, na końcu świata, bez szans na efektywność kosztową. Przez to dosłownie kilka lat później przestała istnieć – bo cudze pieniądze przyszły jednorazowo, a za marnotrawstwo trzeba było płacić codziennie, już na zawsze. Za chwilowe zatrudnienie kilku tysięcy ludzi w Linwood swoją opłacalną, przynoszącą zyski pracę straciło kilkadziesiąt tysięcy gdzie indziej.

      Tak, BYD dostawało dotacje, ale tylko przez kilka lat (coś koło 2016-2020) i na wyraźnie wskazany cel – rozwój techniki bateryjnej. To jest właśnie dowód na to, że bateriowozy nie mają szans na rentowność na uczciwych warunkach. Jak dotąd zawsze wymagają dofinansowania ze strony ludzi, którzy wcale nimi nie jeżdżą (albo za pośrednictwem władzy, jak w Chinach, albo z pieniędzy zarobionych na samochodach nieelektrycznych, jak np. u producentów europejskich, którzy między innymi z tego powodu wykrwawiają się na śmierć, zamiast inwestować).

      Tak, to prawda, że chińska konkurencja jest zagrożeniem dla firm zachodnich. Ale firmy zachodnie od lat przechodzą kryzys nie z powodu Chin (które wchodzą na nasz rynek dopiero teraz), tylko ciężarów, jakie się na nie nakłada u nas. Np. tego, że samochód w Europie kosztuje dwukrotnie więcej niż identyczny w USA albo Japonii (wskutek najwyższych w świecie haraczy i dodatkowego obowiązkowego wyposażenia, które większość kierowców wyłącza natychmiast po wejściu do pojazdu), gigantycznych obciążeń kosztów pracy (w całej Europie urząd skarbowy dostaje za ludzką pracę więcej niż sam pracownik) i kosztów energii (również wygenerowanych sztucznie), a dodatkowo wiszącego nad nami zakazu sprzedaży jedynych rentownych produktów, czyli samochodów spalinowych, już za 10 lat. Gdy tego wszystkiego nie było, Europa rządziła na rynkach całego świata, tylko z jakiegoś powodu postanowiła popełnić ekonomiczne samobójstwo narzucając sama sobie ciężary nie do udźwignięcia.

      Przed konkurencją zawsze trzeba się bronić jakością i efektywnością działania, a nie kolejnymi zakazami i haraczami.

      • @SzK, Dostali pieniądze na rozwój techniki bateryjnej czyli mimo wszystko na innowacje. Jak to się ima do dotacji dla branży Horeca i sprawy z pieniędzmi z KPO na jachty i sauny. Nie wiem czy ktoś na blogu pracował kiedyś w hotelu. Ja pracowałem i szczerze jest to branża gdzie stężenie januszy biznesu , przewartościowanych kapitalistów jest ogromne. Niemal każdy startował z odziedziczonym kapitałem. Nie mówię tu o sieciówkach. Przeciętnym hotelem jest w stanie zarządzać średnio rozgarnięty 18latek, wszystko jest kwestią kapitału. Przez takich właśnie ludzi powstają ruchy komunistyczne itp. 90% hotelarzy to ludzie co mają auta za kilkaset tysięcy, a pracownikom zapłacić coś ponad minimalną to jest wielki ból.

        Pieniądze na rozwój R&D no sorry, ale to moim zdaniem bardziej zasadne niż na jachciki z KPO. Rozwojem techniki bateryjnej w samochodach nie zajmują się ludzie z ulicy co dostali spadek po cioci z ameryki, tylko tęgie inżynieryjne umysły. Też nie jestem fanem elektryków, ale kurde po co mamy się cofać w rozwoju.

        A kto w branży motoryzacyjnej na dłuższą metę nie broni się jakością i efektywnością? brytyjska motoryzacja zniknęła na rzecz importowanych samochodów , FSO zniknęło na rzecz importowanych fur z Niemiec, amerykańskie samochody też znikają na rzecz japońskich za wielką wodą. Słynne „zakazy i haracze” to jednak coś co ma działanie krótkotrwałe.

      • Jeśli „janusz” łamie prawo, to trzeba dochodzić swojego, jeśli nie, tylko pracownik się czuje źle – trzeba pracę zmienić. Tak, często wiąże się to z wyjazdem – w krakowskich korporacjach, w których pracuję od 20 lat, krakus jest zjawiskiem tak nietypowym, że ludzie aż nie wierzą. „Skąd jesteś?” No ja z Krakowa. „Ale pierwotnie skąd?” No z Krakowa, tu się urodziłem. „Że co? A rodzice skąd?” Z Krakowa 🙂 „Nie jeździłeś do babci na wieś? Niemożliwe, każdy człowiek na babcię ma wsi”. No nie – ja miałem dwie babcie w Krakowie… Ale wszyscy są skądinąd 🙂

        Tylko konkurencja wymusza działania prokonsumenckie czy też propracownicze, dlatego jest tak ogromnie ważne, żeby jej nie ograniczać.

        Jeśli chodzi o R&D, to ono musi się kierunkować na technologiach rokujących w kwestii rentowności. Każda firma zawsze inwestowała w R&D, jeśli mogło to przynieść korzyść (a jeśli się ktoś pomylił, obstawił złego konia, to tracił tylko on, a nie cały kraj). A jeśli danej technologii nie da się rozwijać za pieniądze samych użytkowników, to trzeba z niej zrezygnować, a nie wymuszać finansowanie na tych, którzy nigdy z niej nie skorzystają.

      • @SzK, tylko nie każdy ma możliwość wyjechać np. ze względów rodzinnych.

      • Zgadza się – jeśli kogoś coś trzyma w słabo rozwiniętym regionie, to ekonomicznie ruszyć z miejsca jest bardzo trudno. Podobnie jak w przypadku poważnej choroby albo ograniczonej dyspozycyjności.

        Kiedyś tak zwaną prowincję gospodarczo podciągał przemysł, bo wielkie firmy lokowały tam zakłady zatrudniając ludzi czy korzystając z lokalnych usług (naprawy, transport, itp.), bez polegania na lokalnym popycie (z definicji słabym). Dlatego kraje silnie uprzemysłowione, jak Niemcy czy UK, nie wykazywały dużych różnic między regionami (Włochy wykazywały, bo Południe to całkiem inna cywilizacja plus mafia, inwestycji tam lepiej było unikać). Teraz przemysł jest w odwrocie w całej Europie, więc trudno na to liczyć. Można próbować pracy zdalnej – znam ludzi, którzy całymi miesiącami nie pojawiają się w biurze, a zarabiają niezgorzej, tylko oczywiście mają odpowiednie kwalifikacje (sam dostałem niedawno propozycję pracy dla firmy warszawskiej, z obietnicą już na wstępie, że w ogóle nie ma potrzeby do Warszawy jeździć – choć oczywiście nigdy nie wiadomo, czy tak byłoby w praktyce). Nawet w moim zespole, po ogłoszeniu zdalnej pracy w 2020r., wiele osób wróciło w rodzinne strony, żeby zaoszczędzić na drogim mieszkaniu w Krakowie, zachowując korporacyjną pensję. Niektórzy nawet domki sobie pobudowali – i teraz mają problem, bo w biurze musimy już bywać 2x w tygodniu, a dojeżdżać 120 km wcale niełatwo…

        No i warto też non-stop szukać lepszych ofert – bo nawet jeśli zyska się relatywnie niewiele, to wywiera się w ten sposób presję, żeby jednak coś pracodawca zmienił. Znam taki przypadek, że komuś odmówiono obiecanego wcześniej awansu (mimo wypełnienia ustalonych warunków) i ten ktoś po kilku dniach założył sobie konto na znanym portalu dla poszukujących pracy, z zaznaczoną opcją „otwarty na oferty”. Skutek był taki, że następnego dnia awans jednak nastąpił – „przepraszamy, to jednak ci się należy”. Nie wiadomo, jaka była przyczyna zwrotu akcji, ale jest więcej niż prawdopodobne, że ktoś w HR po prostu ciągle śledzi, czy co cenniejsi pracownicy się nie rozglądają za zmianą pracy. Tak że tego – presja ma sens, jeśli opiera się na realnych podstawach.

  7. Śmierdzi Korwinem na początku, a jednak mam o Panu nieco inne zdanie. Państwo i obywatele, to organizmy żyjące w symbiozie. Jedno i drugie nie będą bez siebie żyć w dzisiejszym świecie. No chyba, że ktoś marzy o życiu w buszu bez dogodności dzisiejszego świata.

    Porównanie Rootsa czy późniejszego Laylanda do działań Chińczyków jest nietrafione. To tak jakby próbować porównać zupełnie różnej klasy uczniów czy sportowców. No i skala inwestycji jest znacznie większa. Proszę poszukać informacji o takich firmach jak Weltmeister, Borgward, HiPhi. Takich upadków będzie więcej.

    BYD jedzie na pomocy rządowej do dziś. Ostatnie informacje o oszustwach rejestracyjnych pokazują, że oczekiwali kolejnych pieniędzy za sprzedaż kwotową. Taki system w Chinach funkcjonuje jeszcze przez pewien czas. Oficjalnie zapowiedziano jego zakończenie.
    Nie ma czegoś takiego jak uczciwa konkurencja w świecie startupów liczy się efektywne przelewanie pieniędzy do firm, które mają potencjał je wykorzystać, by jak najszybciej urosły i zaczęły ściągać środki z rynku. Gadki o paróweczkach i wolnym rynku są dla naiwnych.
    Elektryki potrzebowały inwestycji w rozwój ogniw, co im zapewniono i co zaczyna mieć ręce i nogi, patrząc po ostatnich dokonaniach BMW i Mercedesa.

    • Wszystkie dogodności świata buduje ludzka praca, nie wysysanie z niej soków. A z buszu wyszliśmy wtedy, kiedy jednostki zaczęły same dysponować swoimi plonami i przeznaczać je na to, co im było potrzebne, zamiast oddawać wszystko władzy. Wtedy ruszył postęp, techniczny i gospodarczy. Wszystkie kolejne wynalazki ludzkości, od czasów jaskiniowych do XX wieku, powstawały za pieniądze ludzi korzystających z nich, a nie ukradzione tym, którzy wcale nie korzystają.

      Jeśli użytkownicy nie są w stanie pokryć kosztów swoich zabawek, tylko siłą wymuszają ich finansowanie na nie-użytkownikach, „bo bez tego się nie da”, to produkt nie ma racji bytu. Być może będzie miał za 50 albo 100 lat (a może nigdy, bo baterie elektryczne to najmniej efektywny z wszystkich sposobów magazynowania energii, pokazywałem kiedyś odpowiedni wykres). Jak dotąd doprowadzanie każdego produktu do stanu dojrzałości odbywało się za pieniądze jego użytkowników, a nie przez wyciąganie przemocą środków z innych dziedzin, przez przywłaszczanie cudzych plonów i oszustwa (których jak sami zauważacie w komentarzach, dopuszcza się BYD, żeby dostać cudze pieniądze). Przetrwać powinien ten produkt, który efektywnie spełnia swoją funkcję, a nie ten, którego producent ma lepsze znajomości u władzy albo skuteczniej ją oszuka. Żadna władza takiego wyboru nie potrafi dokonać – to mogą zrobić wyłącznie użytkownicy, w praktyce.

      Te odbierane ludziom środki mają niestety ograniczoną wielkość. Co utopimy w produktach deficytowych, nie trafi do działalności pożytecznej. Dlatego dzisiejsza cywilizacja się cofa, dlatego żyć jest coraz trudniej – bo zasoby idą tam, gdzie życzą sobie politycy, a nie tam gdzie potrzebują ludzie. Ale jak już mówiłem, zdaję sobie sprawę z tego, że tysięcy lat propagandy nie pokonam. Że ludzie dali się przekonać, że tylko władza ma prawo do ich własnych plonów i zawsze najlepiej przewidzi, który produkt będzie miał sens za dwa pokolenia. Jeśli chcą pracować jak niewolnicy, to niech pracują, tylko szkoda że zmuszają przy tym do tego innych.

      • Jednak to wyjście z buszu wymagało jakiejś organizacji. Starszy klanu, wódz plemienia, zarząd korporacji, politycy.
        Co do reszty się generalnie zgadzam.

      • Organizacji jak najbardziej.

        Ja absolutnie nie popieram anarchii – każda społeczność potrzebuje lidera. Uważam natomiast, że władza powinna służyć do ochrony ludzi przed agresją i właśnie pewnej organizacji współpracy, czy też administracji. Wojsko, policja, sąd, poza tym mądra, nieideologiczna edukacja i również mądra, merytoryczna ochrona środowiska. To wszystko, jak pokazują badania historyczne, powinno pochłaniać około 10% PKB. A jak jest, nie będę pisał, bo wszyscy wiemy – władza nie tylko zabiera nam, ile tylko może, ale jeszcze przez tysiące lat zajmowała się głównie prowadzeniem wojen i zniewalaniem ludzi, bez różnicy, swoich czy obcych.

    • Ale że tutaj wali korwinizmami i komunałami zdrowego rozsądku to się nie dziw… Szanuję pana Szczepana za robotę w temacie motoryzacji, ale szkaluję za wtręty polityczne.

  8. Az trudno uwierzyć, że chińskie samochody to były beznadziejne zrzynki ze starych aut europejskich, patrz chery amulet, gdzie manekin rozpadł się przy próbie zderzeniowej

    • Minęło już 20 albo więcej lat, w takim czasie można wiele zrobić, zwłaszcza jeśli się zatrudnia doświadczonych specjalistów z całego świata i ma pieniądze, żeby im płacić.

      Natomiast co do obecnej chińskiej jakości celowo się nie wypowiadam, bo nie mam sam odpowiednich doświadczeń, a opinie z drugiej ręki to albo jedna albo druga skrajność (choć z przewagą tej jednej 🙂 ). Trzeba poczekać, aż więcej doświadczeń zbiorą szerokie masy – o ile do tego dojdzie.

  9. No niestety zachodni producenci sami sobie ukręcili ten bicz na siebie. Inwestujac w fabryki w Chinach, nie zważali na to, że ich wymuszone przez państwo spółki joint venture z miejscowymi firmami, w połączeniu ze słaba ochroną praw autorskich, w rzeczywistości służą do wykradania technologii. Jak wynika z artykułu BYD właśnie opanował ten proceder do perfekcji – teraz wystarczy mu parę egzemplarzy od dostawców i bajo. Jest wzorowym dzieckiem chińskiego systemu gospodarczego. Zaczęli od samochodu wyglądającego jak dziecko Audi 50 i tarpana, a teraz produkują sedany o osiągach hipersamochodów.

    Zachodnie firmy patrzyły tylko na setki milionów potencjalnych konsumentów, nie zauważając inżynierów czekających w gotowości do wykradzenia i rozwinięcia i siebie ich technologii.

    I teraz mamy skutki – miesiąc temu u mnie w Rzeszowie w ciągu tygodnia na jednej ulicy otworzyły się salony BYD i Chery. Na początku na placu było kilka BYDów, a teraz już zajęły jego połowę, wypychając Nissany sprzedawane przez sąsiedni salon.

    • Tak, zgadzam się. Chciałbym tylko dodać, że w dzisiejszym świecie wykradanie jest bardzo proste, bo można zatrudniać zdalnie zagranicznych inżynierów – i to robią wszystkie firmy na całym świecie. Tych ludzi obowiązuje co prawda prawo patentowe, ale co się trzyma w głowie, to zawsze tak czy inaczej przejdzie do nowego pracodawcy. Zawsze można to zaaranżować tak, żeby patentu nie naruszyć.

  10. super fajny artykuł!! jestem bardzo ciekaw jak rozwinie się ten BYD w dalszym czasie i w sumie dzięki temu artykułowi nabrałem do nich więcej respektu – trzeba na prawdę pogratulować panu Wagowi za to czego dokonał, bo trzeba do tego wiele umiejętności, sprytu i samozaparcia (no i pewnie znajomości też, ale same znajomości to za mało, jak pokazuje „nasza” nieszczęsna „fabryka” elektrycznej Ariery czy jak to się tam miało nazywać, która nawet nie zaczęła powstawać, no ale pewnie nawet nie miała powstać a tylko kasę wyłudzić)

    no i jestem bardzo ciekaw jakości tych samochodów – fajnie że się pojawiają, bo za kilka lat będzie widać co to warte, czy będzie lądować masowo na złomowiskach, czy jednak będą jeździć i nie gnić w mgnieniu oka
    mam nadzieję, że elektryka nie będzie taka sama jak w chińskich skuterach czy np rowerach elektrycznych, z kostkami i kablami rodem z chińskich radyjek i pegazusów z targu z lat 90 (nawet w nowych chińskich rowerach elektrycznych elektryka jest dokładnie tej jakości) tylko jednak zerżnęli jakieś lepsze rozwiązania…
    a co do samego zrzynania i ulepszania rozwiązania to jestem jak najbardziej ZA! to jest właśnie rozwój a nie wymyślanie na siłę czegoś od nowa, żeby nie naruszać setek patentów, naturalnie to coś będzie beznadziejne i ulepszanie tego będzie trwać i trwać i nawet nie wiadomo czy uda się ulepszyć na tyle żeby to się do czegokolwiek nadawało…

    PS: tym murarzem-piekarzem to ja jestem 🙂 tzn jestem serwisantem sprzętu medycznego ale sam sobie układałem płytki w domu (pierwszy raz w życiu) czy robiłem elektrykę, czy w ogóle wszelkie wykończenia (też pierwszy raz w życiu) bo nie dość że robiłem to po pracy, ale jak bym nawet miał sobie wziąść bezpłatny urlop to i tak by mi taniej wyszło niż branie „fachowców” po których pewnie i tak musiał bym połowę poprawiać, a zapłacić im pewnie kilka razy tyle co sam zarabiam 😉

    PS/2: każdy, co ma cokolwiek do czynienia z zarabianiem pieniędzy doskonale wie jak jest okradany przez państwo i każdy ale to każdy ma tego dosyć (nawet mój najuczciwszy na świecie kolega)
    każdy doskonale wie, że skarbówka to wspólny wróg, no ale co z tego? co zwykły człowiek może niby zmienić?

  11. Ciągle mnie zastanawia pierwotna przyczyna tej europejskiej autodestrukcji: czy jest nią nieskończona głupota / ignorancja decydentów, czy też macza w tym palce agentura sił obcych.

    • Postępowanie władzy bardzo często jest autodestrukcyjne. Na ten temat filozofowie napisali już całe tomy…

    • Ja myślę, że początkowo te normy i ograniczenia środowiskowe paradoksalnie chroniły nasz rynek przed zalewem obcej motoryzacji i to skuteczniej niż cła, bo z cłami można sobie poradzić dumpingiem, a jak auto nie spełniało norm czystości spalin, to po prostu do nas nie wjeżdżało. Obecnie rozwiązaniem chroniącym europejski rynek byłoby:
      1. wycofanie się z całkowitego zakazu aut spalinowych;
      2. utrzymanie relatywnie wysokich norm emisji, tj. na obecnym poziomie (Europejscy producenci mają to już rozpracowane);
      3. wprowadzenie przepisów uwzględniających koszt środowiskowy w całym cyklu życia produktu, począwszy od wydobycia metali ziem rzadkich do produkcji baterii, po ich utylizację i to bez względu na to gdzie ta produkcja i utylizacja ma miejsce.

      • Ja tylko poleciłbym książkę p.t. „Krwawy kobalt”, która pokazuje dlaczego wyżej wspomniana kalkulacja kosztu środowiskowego jest nierealna.
        Wielkie korporacje piorą sobie surowce (takie jak kobalt) i nikt w całym łańcuchu – z wyjątkiem może kopaczy – nędzarzy – nie ma żadnego interesu w tym, żeby było inaczej. A skoro ci, którzy realnie mogą decydować nie mają nic do wygrania, to czemu niby miałoby być inaczej?

        A jeszcze możliwie krótki komentarz odnośnie Chin (w wielkim uproszczeniu): to jest kraj imperialistyczny o tyle, o ile Chińczycy uważali się zawsze za pępek świata i najbardziej cywilizowany punkt globu otoczony morzem barbarzyńców. Dlatego też tak niesamowicie odczuli hańbę przegranych wojen opiumowych i stracone stulecie później. Teraz znowu idą na szczyt a niestety przy ich ambicjach, dumie i pysze to nie wróży dobrze reszcie świata.

      • Jeśli już chcemy ręcznie sterować tym, kto ma prawo sprzedawać auta, a kto nie, to uczciwsze byłoby powiedzieć: „Hans, Jean-Paul i Staszek dostaną koncesję, a Li-Te-Wu i Czu-Czin-Czoi nie dostaną. Kto jest za, proszę podnieść rękę i nacisnąć przycisk. Ustawa uchwalona”. W ten sposób nie będziemy przynajmniej hipokrytami i nie będziemy bulić za każdy samochód dwa razy tyle, ile jest naprawdę warty.

        Normy środowiskowe powinny chronić środowisko, a nie czyjś biznes. Natomiast obrona przed konkurencją, to kwestia własnego efektywnego działania i niczego więcej. Chyba że konkurencja jest nieuczciwa – jeśli oszukuje co do parametrów albo wykorzystuje niewolników, to oczywiście można nałożyć sankcje, tak samo jak na Rosję albo Iran.

        Tyle że to musi być poważne naruszenie praw człowieka albo konkretna rujnacja środowiska, a nie że Chińczyk zarabia mniej – bo to jest normalne, że mniej rozwinięty kraj zastępuje niedostatek kapitału intensywniejszą pracą. To jest normalna ścieżka rozwoju, że w miarę kumulowania się inwestycji kapitał staje się coraz tańszy, a praca coraz droższa, bo przynosi lepszy efekt. Kto jeszcze nie zdążył się dorobić i zainwestować, musi włożyć więcej roboczogodzin, to jego jedyna możliwa droga do przodu.

        Jeśli po całych pokoleniach rozwoju nie potrafimy wytworzyć nic lepszego niż III Świat i musimy zakazywać im handlować z nami, bo się boimy że nic nie potrafimy w zamian zaoferować, to niestety schrzaniliśmy sprawę po całości. Praca i inwestycje całych pokoleń poszły na marne.

        Kiedy 20 lat temu zachodnie korporacje otwierały w Krakowie tzw. centra usług wspólnych, zatrudniały takich jak ja za 1000 zł miesięcznie, żeby im przepisywali faktury i zamówienia z kartki do komputera. Potem takie zadania przejęli Hindusi, potem automatyczne skanery, a teraz już w ogóle nie ma papierków, tylko systemy rozmawiają z sobą bezpośrednio, bez wklepywania danych z klawiatury. Ja jednak nie straciłem pracy – mało tego, zarabiam w takim centrum wielokrotnie więcej niż wtedy, tyle że w międzyczasie musiałem się nauczyć analizy finansowej i podejmowania decyzji kredytowych wartych czasem po 100 mln €, zamiast bezmyślnego przeklepywania cyferek. Tak wygląda postęp gospodarczy: robimy coraz bardziej zaawansowane rzeczy i kreujemy coraz większą wartość, a nie nakazujemy pozostawania na etapie radła i motyki, żeby przypadkiem średniowieczny chłop nie poczuł się zagrożony efektywniejszą konkurencją.

  12. Czy tylko ja uważam, że europejski, a szczególnie norweski rynek wszedł w Malaise Era 2.0? Chodzi mi o to, że prawie wszystkie nowe auta są coraz gorsze i brzydsze. U mnie zaczyna brakować bezawaryjnych pojazdów. Dowiedziałem się też, że BYD niedawno skopiował Forda i się mocno rozczarowałem.

    • Polecam zbadać samochody koreańskie i japońskie. To prawda, że tanie segmenty ogólnie zostały wykoszone, ale te, co zostały, najlepiej ogarniają Japończycy i Koreańczycy.

      • U mnie w Norwegii właśnie zaczyna powoli brakować tych prawdziwych japońskich samochodów. Cieszę się, że jeszcze Mazda produkuje normalnie wyglądające auta. Ostatnio zobaczyłem Mazdę 6e i uważam, że jest bardzo ładna, bo nie przypomina rozdeptanego robala ani nie jest crossoverem. Niech automobiliści się nie martwią, cars will never die! 😉

      • Nie znam niestety rynku norweskiego, ale jeśli nie ma tam Japończyków i Koreańczyków, to faktycznie wybór słaby… Pytanie, czy to nie kwestia presji na elektrowozy, bo właśnie te kraje podchodzą do nich sceptycznie, więc zapewne wycofują się wyprzedzająco.

      • Coś w tym jest Szk. Po produkcie Stellantisu przesiadłem się w Koreańczyka i od ponad pół roku przestałem wylewać gorzkie żale na produkt i serwis.

      • @SzK Mnie chodzi przede wszystkim o to, że w Norwegii wszystkie japońskie marki poza Mazdą sprzedają tylko agresywne SUVy i bezużyteczne crossovery.

  13. Ostatnio byłem na wydarzeniu, gdzie obok siebie stała Mazda 6e, Mercedes CLA, Volvo EX30 i trzy BYD (nie zwróciłem uwagi na modele Seal, Sealion i Tang) i szczerze powiedziawszy to BYD nie ma absolutnie czego się wstydzić pod względem wzornictwa i jakości wnętrza. Tylko Mazda 6e wyglądała ciekawiej i lepiej jakościowo bez myziania każdego milimetra wnętrza (zapewne zasługa musztardowego wnętrza). Mercedes i Volvo sprawiały wrażenie tandetnych i plastikowych. W związku z tym nie dziwię się, że duża część osób może kierować oczy w stronę chińskiej motoryzacji. Gdybym brał auto w leasing na 3 lata to chyba nawet bym się nie zastanawiał, bo potencjalne problemy jak dostępność części, itp. nie byłyby moim problemem.

    • Koszty leasingu zależą głównie od utraty wartości, więc niezawodność i dostępność części dalej grają rolę – tyle że trudno to na razie ocenić. Nie mamy odpowiednich doświadczeń. Nie wiem, jak wypadają raty leasingowe za takiego BYDa, tzn. czy niższa cena początkowa jest w stanie rekompensować ryzyko związane z odsprzedażą za kilka lat – bo kompletnie nie wiemy, jak zachowa się rynek i czy w ogóle będzie chciał kupować starsze auta z Chin?

      Zastanawiam się też, czy te piękne wnętrza wytrzymają próbę czasu: taka Lancia Thesis albo Alfa-Romeo 166 w salonach wyglądały wspaniale, ale po 10 latach już naprawdę fatalnie. Jak to będzie z chińczykami – to kolejna wielka niewiadoma.

      Zgadzam się natomiast w pełni, że europejskie premium niestety nie zasługuje już na to miano…

  14. Naprawdę ciekawie czytało się artykuł, jak i sekcję komentarzy – zwłaszcza kiedy przed chwilą oderwałem się od lektury książki o kryzysie klimatycznym.. W Oslo gdzie mieszkam trochę jest tych BYDów, śmigają na taksie w sporych ilościach. Co trzeba przyznać, jakość powietrza do oddychania, oraz cisza i spokój na ulicach są dzięki elektrykom znacznie bardziej przyjazne do życia. Jeszcze 3 lata temu nie spodziewałem się że to napiszę.

    • Lokalnie pewnie tak. Zwłaszcza w Norwegii, gdzie prąd pochodzi w 99% z elektrowni wodnych, a metale ciężkie do produkcji baterii wydobywa się i wytapia gdzie indziej, oraz gdzie indziej utylizuje. Mieszkańcy tych miejsc mogą mieć inne zdanie.

      Żeby nie było: ja absolutnie nie chcę nikomu zabraniać wyboru takiego produktu, jaki ktoś chce. Problem robi się wtedy, gdy wybór jest narzucany siłą – również ludziom, dla których ten produkt jest zupełnie bezużyteczny.

      • W sumie ciekawi mnie faktyczne porównanie całkowitego kosztu środowiskowego.
        W koncu samochod spalinowy tez trzeba wyprodukować, huty stali czy aluminium to w koncu też nie są „czyste laboratoria”. Przerabianie ropy na paliwa do samochodów też swoje kosztuje (również pod względem emisji).

        Parę lat temu widziałem analizę z USA, ale nie pamiętam wszystkich założeń. Coś mi swita, ze koszt baterii sie miał zwrócić po 7 czy 10 latach przy usańskim miksie energetycznym (wtedy chyba ponad polowa to był węgiel i gaz) – ale juz szczegółów nie pamiętam.

      • Takich kalkulacji można znaleźć milion, a ich wynik zależy wyłącznie od tego, kto za nie płaci.

        W takiej kalkulacji występuje tak wiele czynników, że uwzględnienie wszystkich jest praktycznie niemożliwe. Poza tym one zmieniają się z dnia na dzień – choćby z powodu zmian w miksie energetycznym albo kierunkach zaopatrzenia w rzadkie metale i ropę (bo to też ma znaczenie, prawda?). Jednoznacznego wskazania nie ma w żadnym kierunku, dlatego nie ma żadnego powodu wymuszania czegokolwiek siłą. Jak przez całą historię świata, technika powinna się rozwijać w różnych kierunkach, a z czasem te lepsze same wyprą gorsze.

  15. Bardzo ciekawy wpis. Nie wiedziałem, że BYD zajmował się wcześniej produkcją baterii, szczerze mówiąc myślałem, że to jeden z tych setek joint-venture z renomowanymi producentami „zachodu”. W tym wypdadku elektromobilność to dla tej firmy dar z niebios, ponieważ mają obcykany cały łańcuch dostaw do produkcji tego najdroższego elementu w EV.
    A teraz garść „impresji” do powyższych komentarzy:
    >1. Chińczyk traci twarz, a nie kłamie. Oszustwo i kłamstwo jest inaczej rozumiane niż u nas -> inna moralność. To osobiście powoduje, że przyjmuje wszelkie dane techniczne z dużą dozą krytycyzmu. Np. moce układów hybrydowych są liczone jakoś inaczej niż u nas. Spalanie pojazdów też jest bardzo różne deklarowane od realnego. Już nie mówię, że większość tych samochodó jest sprzedawana w UE na podobnej zasadzie jak GAZ buhanka, jakiś import jednostkowy czy coś takiego.
    >2. Jest opinia, że zachód jest w tzw. du*ie i się tam urządza. Zastanawiąjącym jest fakt, że jednak wciąż tak wiele ludzi się garnie tutaj. Np. z takiej Białorusi, która stoi produkcją przemysłową. Z drugiej strony skąd pewność, że Chiny też nie są w takiej samej „du*ie” jak szeroko pojęty zachód. Z 3 krajów Rosja, China USA to ten ostatni ma najmłodszą populację. W chinach też są bańki kredytowe, też społeczeństwo starzejące się. I rasizm. I można wymieniać długo ile nas łączy, a z drugiej ile dzieli.
    >3. W Europie nadal produkuje się bardzo zaawansowane rzeczy, np. specjalistyczne stale czy bardzo specjlistyczne narzędzia. Niemniej zapotrzebowanie na te produkty jest niewielkie, a więc produkcja jest raczej laboratoryjna niż masowa. Stąd pracy dla wszystkich nie zapewni. Ale chiałem, aby wybrzmiało, że nie wszystko jest zaprzepaszczone.
    >4. Zgadzam sie ze Szczepanem, że „pomoc państwowa” czy tam dopłaty to transfer wartości od wielu biedniejszych do kilku bogatszych, których stać na zakup nowego EV (taki przykład z naszego podwórka „mój elektryk”).

  16. Super artykuł. I trafne argumenty Szczepana w komentarzach.
    Podstawą dobrobytu jest efektywność pracy. Bez tego nie ma nic.
    Europejskie standardy praw człowieka czy nawet państwo dobrobytu jest od II wojny światowej i mimo, że oznacza to duże koszty, to jednak przemysł europejski się trzymał (choć rozwijał się wolniej niż w USA).
    Oczywiście rozbudowa polityka socjalna (800+, różne zasiłki, itd) – choć moralnie może być słuszna to wymaga wyższych podatków i zmniejsza środki na rozwój, co w dłuższej perspektywie czasowej oznacza, że wszyscy są biedniejsi. Jakaś polityka społeczna czy ochrona środowiska musi być, tyle że w miarę rozsądna.
    Najwięcej zniszczeń powoduje pseudoekologia – zmuszanie do aut elektrycznych i dopłaty do nich, wysokie ceny energii przez podatki klimatyczne. A przy tym wszystkim takie Niemcy zlikwidowały atom.
    Pytanie czy to samobójstwo w imię walki z klimatem (a Europa emituje tylko 6% światowych emisji CO2) UE nakazuje sama z siebie czy jest inspirowana np. przez obce mocarstwa.
    Gdzieś czytałem z piętą achillesową Chin jest ropa naftowa – muszą importować, a większość szlaków transportowych kontrolują USA. W sytuacji konfliktu będzie to dla Chin duży problem. Dlatego od lat stawiają na rozwój alternatywnych źródeł energii i rozwój aut elektrycznych.
    Auta elektryczne – skoro są dopłaty i zmuszanie, więc nie są gorszym produktem. W Chinach preferowane są z powodów rozgrywki z USA.

  17. Auta elektryczne – skoro są dopłaty i zmuszanie, więc są gorszym produktem. W Chinach preferowane są z powodów rozgrywki z USA.