MODELOLOGIA STOSOWANA: Ford Consul Capri

Ilu z Was, słysząc hasło "Ford Capri", pomyślałoby o tym samochodzie…?

Pierwszy model o tej nazwie produkowano w latach 1961-64 w Wielkiej Brytanii (Ford Dagenham), a był on sportową wersją Consula Classic.

Dziś pojazd jest zupełnie zapomniany. Nic dziwnego – to jeden z najrzadszych modeli angielskiego Forda. Nie zyskał popularności głównie z powodu wysokiej ceny (915£, z czego 288 stanowiły podatki – to tak gdyby ktoś myślał, że kiedyś było inaczej niż dziś), będącej wynikiem wytwarzania złożonego nadwozia u podwykonawcy, firmy Pressed Steel Company. Producent dwoił się i troił, by wykreować prestiżowy wizerunek tego modelu, który mógłby choć częściowo uzasadnić cenę – reklamy wspominały np. o "pierwszym brytyjskim Personal Luxury Car". Jednak sama marka, a także użyta technika (1,3-litrowy silnik na trzech łożyskach – słaby i nietrwały) nie przekonywały klientów. Sytuacji nie poprawiła zmiana motoru na 1,5-litrowy, na pięciu łożyskach (w 1962r.) ani wprowadzenie wzmocnionej wersji GT z wyższym sprężaniem, dwuprzelotowym gaźnikiem i zmienionymi kolektorami, bo wraz z osiągami rosła też cena. W ciągu 2,5 roku pozostawania w ofercie Consul Capri znalazł 19 tys. amatorów.

W powszechnej świadomości nazwę Ford Capri całkowicie zawłaszczył model z 1969r., który wszyscy znamy, jednak i jego brytyjski protoplasta zasługuje na wzmiankę, choćby z uwagi na nietuzinkową stylistykę, a także po prostu jako kolejny element nieskończonej różnorodności automobilizmu.

Foto: Sigulus, Licencja: http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/

Share Button
Tagi: ,
2 comments on “MODELOLOGIA STOSOWANA: Ford Consul Capri
  1. pp47 pisze:

    Wspominałem już na innym motoryzacyjnym blogu, że w połowie lat 70-tych posiadałem krótko blisko spokrewnionego z opisywanym samochodem starego brytyjskiego Forda Cortinę GT.  Był to całkiem przyjemny, szybki, a nawet na owe czasy dość "szpanerski" samochód, w kolorze, a jakże yellow Bahama, i z czarna, matowa, "rajdowa" piokrywa maski. Przeżyłem w nim przy szybkości sporo>100km/godz. urwanie korbowodów, które wybiły spora dziurę w bloku silnika,- coś jakby granat wybuchł!

    Po tym incydencie samochód dostał własnie ów opisywany słabszy silnik i stał się strasznym mułem. Szwedzki mechanik, który (zreszta za darmo!!)  tę przekładkę robił strasznie pluł na angielskie fordy i twierdził, ze nie moga równac się z germanskimi.

    • SzK pisze:

      Ja z Fordami nie miałem bliżej do czynienia, zwłaszcza angielskimi. Ale historia wygląda na ciekawą, gdybyś chciał przygotować wpis gościnny, to ja jestem otwarty!