MODELOLOGIA STOSOWANA: GRECKIE „I”

Literę „Y” – dwudziestą dziewiątą w alfabecie polskim i dwudziestą piątą w łacińskim – określa się jako „igrek”, czyli, z języków romańskich, „greckie I”. Słusznie, bo „Y” nie występowało w pierwotnym alfabecie Rzymian, tylko zostało zapożyczone od Greków.
Oryginalna litera grecka wyglądała dokładnie jak nasze Υ. Pierwotnie – czyli w czasach Homera – Grecy wymawiali ją jak my „U”. Jednakże fonetyka ewoluowała i już w czasach klasycznych – Sokrates, Perykles, „THIS IS SPARTA!!” i te sprawy – „Y” oznaczało dokładnie ten dźwięk, co w dzisiejszej polszczyźnie. Ten dźwięk nie występował w łacinie, a ponieważ Rzymianie, od których wywodzi się cała nasza cywilizacja, greckie wtręty robili równie namiętnie jak my „fokusujemy się na dedlajnach”, dla wygody zaczęli też pisać greckie „Y”, żeby lepiej oddać grecką wymowę. I tak już zostało.
Greka nadal się zmieniała i pod koniec okresu bizantyjskiego dźwięk „Y” przeszedł w „I”. Pisownia zbliżona do antycznej obowiązuje jednak do dziś – dlatego we współczesnej grece głoskę „I” zapisuje się na aż siedem różnych sposobów (a my narzekamy na nasze h/ch, u/ó albo ż/rz!!). Po prostu, wymowa z biegiem lat się upraszcza, a pisownia nie.
Wielu uważa, że ortografię należałoby sukcesywnie dostosowywać, ale to nie takie proste. Np. w języku polskim rezygnacja z „ó” zupełnie zburzyłaby reguły gramatyczne (pamiętamy, że „ó” często zmienia się w „o”, a „u” nigdy, więc wszystkich końcówek trzeba by się uczyć na pamięć). Jako Polacy tego nie zauważamy, bo nie zastanawiamy się nad ojczystą gramatyką, jednak obcokrajowcom zaznaczanie historycznych zaszłości ogromnie pomaga. To samo z greką i jej siedmioma zapisami „I”: dyktanda są przez to trudniejsze, ale nauka i zrozumienie języka, w którym widać etymologię każdego słowa i jego prawidłową odmianę – nieporównanie łatwiejsza. Nie mówiąc o czytaniu starych tekstów, które sprawiałoby wielkie problemy, gdybyśmy okresowo rewolucjonizowali pisownię (ekstremalny przykład tego zjawiska przeżywają np. Wietnamczycy i Turcy, którzy w XX wieku przeszli z tradycyjnych pism regionalnych na alfabet łaciński: dzięki temu łatwiej funkcjonują w świecie, ale całe dziedzictwo literackie niejako zamknęli sobie w hermetycznym sejfie, dostępnym tylko wąskim elitom).
Obecnie nasze „greckie I” sami Grecy nazywają Ipsilon, czyli „I proste, pojedyncze” – bo większość pozostałych zapisów tej głoski to dwuznaki (z identycznego powodu mają też literę „Ε”, czyli Epsilon, zupełnie jak nasze „samo H”).
I tak płynnie przechodzimy do motoryzacji, czyli Lancii Ypsilon
Foto: materiał producenta
***
Z Lancią Ypsilon jest taki problem, że niezupełnie wiadomo, kiedy się urodziła.
Zasadniczo możemy wyróżnić pięć generacji oznaczonych literą Y, tyle że pierwsza z nich, z lat 1985-95, była projektowana jako Autobianchi. Faktycznie, została ostatnim samochodem tej marki (Lancią zwała się tylko na niektórych rynkach eksportowych), a jej oznaczenie – dokładnie Y10 – było wymawiane jak litera łacińska, nie grecka, choć wyglądało oczywiście identycznie. Ja jednak uwzględniłem ją w artykule, bo wszystkie pięć generacji tworzy ścieżkę rozwoju tej samej koncepcji.
Koncepcja polegała na stworzeniu samochodu małego i niedrogiego w produkcji – bo opartego na technice małych Fiatów – ale stylizowanego jak wieczorowa suknia z mediolańskiego butiku i oczywiście odpowiednio wycenionego. Pomysł był stosunkowo nowy, ale chwytliwy, bo w latach 80-tych Europa Zachodnia osiągnęła etap, na którym samochody małe wybierało się już niekoniecznie z braku funduszy. Ktoś przykładowo nie miał rodziny, nie jeździł daleko, albo do takich celów kupował drugi, poważniejszy wóz, zbyt nieporęczny i paliwożerny do codziennego przeciskania się przez wielkomiejskie korki. W takim „maluchu z wyboru” technika schodzi na dalszy plan, a uwagę przyciąga wyposażenie i przede wszystkim design.
Małe autko jako stylowy gadżet – tego wcześniej nie grali. W Wielkiej Brytanii drugą młodość w tej roli przeżywało wysłużone Mini, we Francji – mnożące się hipsterskie wersje Citroëna 2CV i Renault 4, zaś Włosi… Fiata 500 nieopatrznie wycofali już w 1975r., a 126 i Panda wyglądały zbyt bezpłciowo. Od czego jednak przejęta w międzyczasie Lancia i największe w świecie zagłębie (nie tylko samochodowych) stylistów…?
Y10 przeznaczono początkowo dla marki Autobianchi, jako następcę modelu A112 – czyli malucha z ambicjami sportowymi, pomyślanego jako bat na lokalnie produkowane Innocenti Mini. Tym razem jednak nie chodziło o dynamikę, a o zadawanie szyku przy pomocy prostej, niedrogiej techniki.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Y10 opierało się na Fiacie Panda: miało ten sam rozstaw osi (2,16 metra), to samo podwozie (McPhersony z przodu i tzw. tylną oś Omega, którą Panda dostała po liftingu) oraz częściowo pokrywające się układy napędowe, włącznie z opracowanym w Austrii opcjonalnym systemem 4×4. Stylistyka – autorstwa Vittorio Ghidelli z Fiat Centro Stile – pozostała prosta i kanciasta, choć szyba czołowa została wygięta, powierzchnie boczne wygładzono dzięki schowanym klamkom i oknom zamontowanym równo z blachami, a szyku dodawały detale w rodzaju pojedynczej wycieraczki szyby. Dzięki temu autko przestało wyglądać tanio, a współczynnik Cx spadł z 0,38 do 0,31. Inne różnice w stosunku do Pandy obejmowały seryjne pięciobiegowe skrzynie i seryjne wspomaganie hamulców.
Bardzo proste, a ładne – tak potrafią chyba tylko Włosi. Y10 miało wyłącznie troje drzwi, ale wymiary 3.390 x 1.510 mm odrobinę przewyższały Pandę (za to bagażnik o objętości 195-830 litrów był mniejszy). Prawie pionową klapę tylną malowano na czarny mat, niezależnie od koloru nadwozia – to charakterystyczna cecha modelu.
Foto: materiał producenta
Wnętrze przypominało wyższe segmenty: schludne tkaniny i dywaniki (również w bagażniku), opcjonalna alcantara i bogate wyposażenie dodatkowe (pełna elektryka, podgrzewane fotele, spryskiwacze reflektorów, klimatyzacja z wyświetlaczem LED, itp.) odpowiadały zamierzonemu pozycjonowaniu autka. Na zdjęciach widzimy specjalny model Y10 Missoni z 1987r., sygnowany przez projektanta mody Ottavio Missoniego, ale również odmiany bazowe oferowały szerokie możliwości indywidualizacji.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Początkowo proponowano trzy wersje: litrową Y10 fire (45 KM, 145 km/h, 16 sekund do setki), Y10 touring z 1,05-litrowym silnikiem z brazylijskiego Uno (56 KM, 155 km/h, 14,5 sekundy)…
…i jego doładowaną wersję Y10 turbo (85 KM, 180 km/h, 10,5 sekundy), wyróżniającą się też lepszymi hamulcami, metrycznymi alufelgami 340 mm, powiększonymi zderzakami z czerwonymi paskami, sportowym wydechem, opcjonalnymi elektronicznymi wskaźnikami i wieloma dynamicznymi akcentami we wnętrzu.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Początkowo Y10 sprzedawało się słabo, bo ceny nijak nie miały się do segmentu miejskiego, a nisza luksusowych maluchów nie była jeszcze aż tak wielka (zwłaszcza że marka Autobianchi, używana we Włoszech, Francji, Portugalii i Japonii, nie budziła ekskluzywnych skojarzeń). Jednak później, po rozkręceniu reklamy, wprowadzeniu znaczków Lancii na większości rynków i znaczącym rozszerzeniu palety, wyniki się poprawiły.
Jesienią 1986r. pojawiła się wersja czteronapędowa, bazująca na analogicznej Pandzie i bardzo dzielna w ciężkich warunkach…
Foto: materiał producenta
…zaraz potem młodzieżowa Fila, w kolorze białym lub czarnym (wersje specjalne miewały czasem tylną klapę w kolorze nadwozia)…
Foto: materiał producenta
…wspomniana już, designerska seria Missoni…
Foto: materiał producenta
…i limitowana Martini, sygnowana przez rajdowego sponsora Lancii i nosząca jego barwy, na nadwoziu i tapicerce.
Foto: materiał producenta
Lifting z 1989r., poza restylizacją nadwozia i wnętrza, zmienił jednostki napędowe: odtąd Y10 było dostępne z 1,1-litrowym silnikiem Fire (56 KM, 156 km/h, 13,9 sekundy do setki) i wtryskową 1,3-litrówką z Brazylii, oznaczoną GT i.e. (która zastąpiła wariant turbo, mimo słabszych osiągów – 78 KM, 178 km/h, 11,5 sekundy). Mniejszy motor zyskał opcję połączenia z bezstopniową, automatyczną przekładnią Selectronic produkcji Subaru, a wariant czteronapędowy pozostał w produkcji bez zmian, tyle że z silnikiem 1,1 Fire zamiast 1,0. Prócz tego pojawiły się nowe wersje designerskie i limitowane.
Wariant podstawowy
Foto: materiał producenta
Y10 GT i.e.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Aż 40% produkcji poliftingowej przypadło na wersję Y10 Mia, oferującą bardzo szeroką gamę lakierów i tapicerek
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Skórzana tapicerka wersji Y10 Ego – ewenement w ówczesnym segmencie A
Foto: materiał producenta
W 1992r. Fiat zamknął fabrykę Autobianchi w Desio. Produkcja Y10 przeniosła się do zakładu Alfy-Romeo w Arese (przejściowo też do Pomigliano d’Arco i Mirafiori), ale już wyłącznie pod marką Lancia. Równocześnie nastąpiła druga i ostatnia modernizacja, połączona z kolejnym uszlachetnieniem modelu w celu dopasowania jego atrakcyjności do pożądanego przez producenta poziomu cen.
Stylizacja Y10 została upodobniona do większych modeli Lancii (mniejsze reflektory, grill i lampy tylne, częściowo lakierowana klapa tylna). Całkowicie przeprojektowano wnętrze, a wyposażenie wzbogacono o pilota centralnego zamka, regulowane reflektory, check-panel, seryjny obrotomierz i podparcie lędźwiowe foteli. Silniki zyskały katalizator z sondą lambda, pojawiła się nowa manualna skrzynia i bardziej komfortowe nastawy zawieszenia. Warianty 4×4 i Selectronic pozostały, podobnie jak wiele wersji specjalnych, wygasła natomiast produkcja wariantów z kierownicą po prawej stronie – Lancia wycofała się bowiem ze wszystkich rynków o ruchu lewostronnym.
Y10 trzeciej serii
Foto: materiał producenta
Foto: , Licencja CC
Foto: , Licencja CC
Jedna z opcji indywidualizacji w wersji Y10 Mia
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Y10 przetrwało do 1995r. Dane dotyczące wielkości produkcji są rozbieżne: wiele źródeł podaje 890 tys. egz., ale można też znaleźć liczę 1,61 mln, a także informację o milionowym egzemplarzu fetowanym w fabryce w 1993r. Jak by nie było, auto odniosło sukces, mimo swej niszowości i wysokich cen.
W czasie pierwszego w życiu wyjazdu zagranicznego – do Włoch, jesienią 1992r. – Autobianchi Y10 widziałem niemalże na każdym rogu. Model był jednak sprzedawany w całej Europie i udowodnił, że mały samochód premium może mieć sens.
Foto: materiał producenta
***
Generacja druga, z lat 1995-2003, była śmielsza. A także większa, bo bazowała na Punto zamiast Pandy – czyli przeszła z segmentu A do B. Z tego samego powodu zmieniła się koncepcja zawieszenia, na McPhersony z przodu i wahacze skośne z tyłu.
Z nazwą znów mamy problem: co prawda jedyną używaną marką była Lancia, ale oznaczenie Y (już bez numeru) źródła włoskie określają po łacińsku („I greca„), a międzynarodowe – po grecku (Ypsilon). Nie jest to kwestia kluczowa, ale tylko dopóki nie zaczniemy numerować generacji, bo z powyższego powodu źródła angielsko- czy niemieckojęzyczne wyróżniają cztery generacje Lancii Ypsilon, a włoskie tylko trzy, bo pierwsza to według nich „I greca„.
Nadwozie urosło do 3.723 x 1.690 mm, a proste jak drut linie poprzednika ustąpiły miejsca krzywiznom. Na poważnie – w całej sylwetce nie ma niemalże żadnej kreski narysowanej od linijki. Wówczas wyglądało to bardzo „designersko”, a szczególnej finezji dodawały nieregularne kształty lamp, odstające pokrywy czy klamki ukryte w ramce drzwi.
Foto: materiał producenta
Ważną częścią oferty były lakiery z katalogu Kaleidoscope (greckie słowo!!) – występujące w aż stu odcieniach, metalizowanych lub nie, uzupełniających standardową paletę dwunastu barw. O takiej różnorodności dziś mogą marzyć jedynie nabywcy aut luksusowych, i to po słonych dopłatach. Na rynkach eksportowych występowała też topowa wersja Cosmopolitan (pod patronatem rzeczonego magazynu modowego) ze stylowymi dodatkami w kolorze tytanu.
Foto: materiał producenta
Foto: Dennis Elzinga, Licencja CC
Foto:
Foto:
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: , Licencja CC
Szlachetności nabrało wnętrze, wyłożone miękkimi tworzywami i wykończone w tradycyjnym stylu skóra+drewno. Tego w segmencie B dotąd nie bywało, choć wielu dziennikarzom (i użytkownikom) nie podobało się umieszczenie zestawu wskaźników w centrum kokpitu – niektóre artykuły nazywały to rozwiązanie „najczęściej powtarzanym błędem samochodowych stylistów”. Mimo to, zostało ono znakiem rozpoznawczym wszystkich kolejnych generacji modelu.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
A może komuś alcantarę…? Różowa może być?
Foto: , Licencja CC
Jeśli nie, to może niebieska? Wariantów tapicerek nie było stu, ale wybór i tak przyprawiał o zawrót głowy.
Foto: materiał producenta
Paleta silnikowa prezentowała się skromniej niż w Y10. Początkowo zawierała ośmiozaworowe jednostki Fire o pojemności 1,1 (54 KM, 150 km/h, 15 sekund do setki) i 1,2 litra (60 KM, 160 km/h, 13,3 sekundy) oraz 1,4-litrową Pratola Serra (80 KM, 170 km/h, 12,4 sekundy), przy czym 1,2-litrówkę dało się połączyć ze skrzynią sześciobiegową, w tamtym czasie budzącą powszechny sceptycyzm (pamiętam z „Motoru” list czytelnika przerażonego perspektywą mnożenia biegów i nieustannego mieszania drążkiem). W 1997r. silnik 1,4 został zastąpiony 1,2-litrowym z serii Fire, z głowicą 16-zaworową (86 KM, 177 km/h, 10,9 sekundy). W ostatnich latach produkcji – 2000-2003 – był on jedynym wyborem, z tym że występował zarówno z ośmioma, jak i 16 zaworami (odpowiednio 60/80 KM, 158/174 km/h i 14,1/11,2 sekundy do setki). Napęd 4×4 znikł z oferty, nie było też jeszcze żadnej przekładni automatycznej.
W 2000r. nastąpiła niewielka restylizacja połączona z debiutem nowych pakietów wyposażenia.
Podstawowa Lancia Y nazywała się teraz Elefantino Blu („niebieski słonik”) i wyróżniała takim emblematem na drzwiach…
Foto: , Licencja CC
…zaś słonik czerwony (Elefantino Rosso) oznaczał sportowy pakiet z 86-konnym silnikiem, 15-calowymi alufelgami z oponami 195/50, czerwonymi przeszyciami tapicerki, podzieloną kanapą tylną i bardzo bogatym wyposażeniem (dwie poduszki, automatyczna klimatyzacja, ABS, wspomaganie kierownicy, pełna elektryka, radio z nawigacją satelitarną i sześcioma głośnikami, itp.).
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Bajerancko-kobieca wersja Punto cieszyła się zaskakującym powodzeniem, znajdując w nieco ponad 8 lat ponad 800 tys. klientów. Gdy wychodziła z produkcji, nikt nie wyobrażał już sobie europejskiego rynku bez takich zabawek: w salonach stały np. Ford Ka, New Beetle czy nowe Mini, a sam Fiat szumnie zapowiadał nową, lifestyle’ową edycję Fiata 500.
***
Drugi Ypsilon – a według nomenklatury włoskiej pierwszy – ukazał się w 2003r. i bazował na Fiacie Punto II. Pozostał wyłącznie trzydrzwiowy, bo jakkolwiek takie samochody zaczynały tracić na popularności, to praktyczną wersją tej samej konstrukcji zostały wprowadzone nieco później Lancia Musa i Fiat Idea.
Najmniejsza z Lancii była wyraźnie kierowana do kobiet – może w jeszcze większym stopniu niż poprzednicy. Stąd zachowanie szerokiej palety lakierów i tapicerek, włącznie z ciekawymi schematami dwubarwnymi. Wymiary znów odrobinę się zwiększyły (do 3.778 x 1.704 mm), a cała sylwetka była ponoć inspirowana modelem Ardea z lat 40-tych XX wieku.
Z przodu w oczy rzucał się wydatny, chromowany grill…
Foto: materiał producenta
…a tyłu – odrębność bryły bagażnika od błotników imitujących skrzydła i połączonych zderzakiem, zupełnie jak w szczytowej Epoce Chromu. Wrażenie to wzmacniała odpowiednia kolorystyka i… mała szyba tylna, jak w „garbatych” nadwoziach z czasów II wojny światowej.
Foto: materiał producenta
Podstawowe wersje prezentowały się skromniej, ale prawdziwie podstawowe były w tej rodzinie Fiaty. Lancie – nawet w specyfikacji bazowej – z założenia stanowiły coś ekstra.
Foto: materiał producenta
Utrzymane w tym samym stylu wnętrze wyróżniało się podniesioną konsolą środkową z dźwignią zmiany biegów i sterczącym powyżej zestawem wskaźników o białych tarczach retro. Klient mógł wybrać jeden z aż czterech materiałów tapicerskich: skórę, alcantarę, AIRtex i podstawową tkaninę – całkiem zwykłą, ale nazwaną szpanersko „Glamour„.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Na początku produkcji Ypsilona napędzały silniki 1,2-litrowe z głowicami 8- lub 16-zaworowymi (60 lub 80 KM) albo 16-zaworowe 1,4 rozwijające 95 KM. W 2006r. wersję 1,2 16v zastąpiła 77-konna 1,4 8v. Natomiast prócz tego, po raz pierwszy, pojawiły się wysokoprężne jednostki 1,3 Multijet: najpierw 68-, a potem 75-, 90- lub nawet 105-konne (w usportowionej odmianie MomoDesign). W 2008r. dostały filtr cząstek stałych.
Skrzynie biegów miały 5 lub 6 przełożeń, a opcjonalnie występowały w zautomatyzowanej wersji DFN (skrót od Dolce Far Niente – po włosku „słodkie nieróbstwo”). Z innych detali techniki należy wspomnieć o elektrycznym, progresywnym wspomaganiu kierownicy i opcjonalnych systemach ASR i ESP, które w nowym stuleciu pojawiły się nawet w małych samochodach.
Lifting z 2006r. wprowadził zmieniony grill, większe wloty powietrza i przejrzyste klosze tylnych lamp (znów poetycko nazwane ice-effect), a od strony technicznej – między innymi obsługę Bluetooth
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Nie brakowało oczywiście wersji limitowanych. Sportowa seria MomoDesign występowała jedynie z najmocniejszymi silnikami 1,4 16v i 1,3 Multijet 105. Miała też obniżone zawieszenie, czterokołowe hamulce tarczowe (seryjnie z tyłu montowano bębny), szersze opony i szereg akcentów wizualnych.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Różowa wersja sygnowana przez kobiecy magazyn „Elle„…
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
…i brązowa Ypsilon Versus, z podpisem samego Gianniego Versace.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Wprowadzona w 2009r. Ypsilon Ecochic nie była bynajmniej limitowana. A co też było w niej eco?
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Otóż możliwość zasilania LPG (przy ośmiozaworowym silniku 1,4). Co ciekawe, producent podawał osiągi identyczne jak w wersji czysto benzynowej, choć nie wiadomo, na którym paliwie je mierzono.
Foto: materiał producenta
Ten model powstawał w latach 2003-11 w sycylijskim miasteczku Termini Imerese. Produkcja wyniosła 543 tys. sztuk – znacząco mniej niż poprzedników, dlatego równocześnie z wycofaniem modelu Fiat zdecydował się sprzedać sycylijski zakład: na kolejne cztery lata jego właścicielem został chiński koncern Chery, a od 2015r. – włoska firma Blutec, będąca poddostawcą przemysłu samochodowego. Pamiętająca czasy klasycznego Fiata 500 fabryka ostatecznie stanęła w 2020r., gdy właściciel Blutec, Roberto Ginatta, został aresztowany za malwersacje finansowe. Odtąd lokalne władze snują plany przekształcenia terenu w „ekologiczny park przemysłowy”, ale nic konkretnego jak dotąd nie zrobiły.
***
Kolejny Ypsilon zadebiutował wiosną 2011r. i do jesieni był oferowany równolegle z poprzednikiem.
Całkowicie inna była platforma – z zawieszeniem podobnym do poprzedników, ale mniejsza, nazwana Fiat Mini i dzielona z nową 500-tką, a więc równocześnie też Pandą (ta zmiana wiązała się z przeniesieniem produkcji do Polski). Paradoksalnie nastąpił więc powrót do czasów Y10, mimo że nadwozie wydłużyło się najbardziej w historii (do 3.840 mm), choć też odrobinę zwęziło (do 1.690 mm). Taki XXI-wieczny paradoks, że zejście o segment w dół oznaczało większe rozmiary. Rewolucją było natomiast dodanie drugiej pary drzwi – z ukrytą klamką, by zachować wrażenie eleganckiej trzydrzwiówki, bo tylne furtki to przecież wstyd.
Ponieważ Fiat był wtedy powiązany z Chryslerem, w toku projektowania styliści naprędce zmodyfikowali kilka szczegółów (przede wszystkim grill), upodabniając twarz Lancii do modeli amerykańskich. Poza tym design kontynuował koncepcję poprzedniczki.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Liczba kolorów lakieru spadła do 16, choć próbując zachować tożsamość modelu producent wciąż chwalił się oferowaniem 600 jego wariantów (tyle wychodziło z pomnożenia wszystkich silników, pakietów wyposażenia, kombinacji barw, itp.). Na liście opcji znalazły się wszelkie układy elektroniczne – od biksenonowych reflektorów i LEDowych lamp tylnych, poprzez systemy antypoślizgowe, start-stop i hill holder, aż po możliwość autonomicznego parkowania (po liftingu z 2015r. również infotainment z radiem DAB i pięciocalowym ekranem dotykowym).
Warianty silnikowe stały się bardziej różnorodne. Diesel pozostał tylko jeden (1,3 Multijet 95 KM), za to jednostki benzynowe były dwie: 68-konne 1,2 8v oraz nowa, dwucylindrowa TwinAir 0,9 z turbodoładowaniem i elektrohydraulicznym rozrządem – rozwijająca 85 KM i obiecująca rewelacyjny stosunek mocy do zużycia paliwa (w praktyce tych obietnic niespełniająca, ale to temat na kiedy indziej).
W 2018r. Multijet został wycofany z braku zainteresowania, a w 2020r. wolnossące 1,2 zastąpił model EcoChic Hybrid z napędem złożonym z litrowego silnika benzynowego, 12-woltowego dynamostartera wspomagającego przyspieszanie z mocą do 5 KM i manualnej skrzyni sześciobiegowej (łączna moc wynosiła 68 KM). Dodam jeszcze, że starszy silnik 1,2 można było dostać z fabryczną instalacją LPG, a TwinAira – z zasilaniem CNG i zautomatyzowaną przekładnią DFN.
Dwucylindrowy TwinAir był oczywiście obudowany, ale ciekawsze, że będąc najmniejszym silnikiem w ofercie w praktyce najwięcej spalał i najdrożej kosztował
Foto: public domain
Z najważniejszych serii specjalnych można wymienić Ypsilona Black & Red – skierowanego do młodzieży i wyposażonego w system audio premium…
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
…sportową MomoDesign…
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
…Stade Français, sprzedawaną we Francji z logo rzeczonego klubu sportowego…
Foto: materiał producenta
…i wypuszczoną w 2015r. edycję na 30 rocznicę istnienia modelu, z opcjonalną czarną klapą bagażnika (co rozwiewa wszelkie wątpliwości co do datowania początku serii na 1985r.).
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Jeszcze w 2021r. nastąpiła modernizacja obejmująca detale przodu nadwozia, wnętrza (tu wykorzystywano ponoć materiały z recyklingu śmieci wydobytych z Morza Śródziemnego), dodanie LEDowych świateł dziennych i 7-calowego ekranu dotykowego z obsługą Android Auto i Apple CarPlay
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
***
Od 2015r. Ypsilon pozostawał jedynym modelem Lancii, której przyszłość była bardzo niepewna (przykładowo w ogóle nie uwzględniały jej sekcje raportów koncernu Stellantis przedstawiające plany inwestycyjne). W pewnym momencie sprzedaż ograniczono do terytorium Włoch, co pozwalało spodziewać się rychłej likwidacji marki. Ypsilon radził sobie jednak nieźle: mimo dostępności w tylko jednym kraju zapewniał Lancii większy wolumen sprzedaży niż Alfa-Romeo osiągała globalnie. Sekretem, jak to we włoskich autach, była kombinacja urody i przystępnej ceny – bo nawet pod sam koniec produkcji, w 2024r., bazowego Ypsilona można było kupić poniżej 20 tys. €. Nie mam precyzyjnych danych sprzedażowych, wiem jednak, że już w 2019r. z zakładu w Tychach wyjechał półmilionowy egzemplarz.
W 2024r. debiutował następca, zapowiedziano też powrót modeli Delta i Gamma oraz otwarcie 70 salonów sprzedaży w całej Europie. Lancia dostała kolejną szansę, jest jednak jeszcze zbyt wcześnie, by oceniać jej wykorzystanie.
Nowy Ypsilon jest oczywiście największy w historii (4.080 x 1.760 mm – Mercedes W124 był węższy). Konstrukcja – jak to u Stellantisa – jest tylko wariacją na temat Peugeota 208 i Opla Corsy, a design nieszczególnie urzeka. Plusem jest to, że obok obowiązkowego dziś napędu elektrycznego (moc 115 kW, teoretyczny zasięg 400 km) dostępny jest też spalinowy, a dokładniej rzecz biorąc miękka hybryda (wszędobylski i niekoniecznie ceniony 1,2 Pure Tech o mocy 100 KM z dwusprzęgłową skrzynią sześciobiegową). Z drugiej strony ceny mocno wzrosły, a o jakimś silnym wyróżnianiu się trudno mówić. Czy nowy Ypsilon będzie dla Lancii nowym początkiem, czy wręcz przeciwnie? To okaże się dopiero za kilka lat.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto tytułowe: materiał producenta
Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Dzień dobry. Miła niespodzianka do porannej kawy. No i miłe wspomnienia. Srebrna. Niebieska alkantara. 2001, 1.2. Zgrabnie jeździła. W trasie paliła poniżej 5 litrów. I nie chciała rdzewieć.
Z tymi częściami z Pandy to taki trochę mit. Jak to we Fiacie, niby takie same ale jednak inne. W mojej Selekcie są fotele z y10, kanapa tylna pasuje, ale siedzisko jest np. krótsze o kilka cm. Wykładzina bagażnika niby pasuje, ale też jest za krótka. Mam jeszcze aparat zapłonowy i wtrysk, który oczywiście pasuje, ale jest trochę inny.
Można też przeszczepić stabilizator przedni, który w Pandzie nie występuje.
Y10 to doskonały przykład, że Włosi nie zawsze potrafili w piękno. Ten wóz z zewnątrz ma w sobie tyle stylu i finezji, ile kartonowe pudło po butach. Jak dla mnie, wygląda jak taki mniej ciekawy, mocno uproszczony Civic z lat 83-87. Za to druga i trzecia generacja były świetne, łatwo dało się je odbierać jako te bardziej „designerskie” Fiaty. 🙂 We Włoszech wciąż da się zauważyć olbrzymie ilości „igreków” trzeciej i czwartej generacji na ulicach, co jest ciekawe – u nas model prawie niespotykany. Przyznam też, że smutno się robi czytając ostatnią część artykułu. Samochody zupełnie straciły swoją tożsamość, a co gorsza jakąkolwiek „urodę” – to coś na zdjęciu prezentuje się bardzo techniczno-generycznie.
Jak na lata 80-te to Y10 nie była wcale nieciekawa. Tak wyglądała tamta epoka. Giugiaro mówił, że najbardziej w życiu zadowolony był z Pandy I. Wtedy pudełkowatość była fajna i do niej dążono.
mi tam najbardziej podoba się Y10 – widać że potem powstały z tego 2 samochody – Uno i Cinquecento 🙂 , a te nowsze, pozostałe paskudne
Zastanawiam się co spowodowało zdecydowane zubożenie wariantów kolorystycznych w ostatnich dwudziestu latach – czy przyczyną było tylko ograniczenie kosztów i uproszczenie logistyki, czy stała za tym również jakaś zmiana technologiczna?
O rany, myślałem że Y10 ze stylistyką „czinkłaczento naprawione częściani z óna” to najgorsze co można zobaczyć, późniejsze wersje z lat 90. i 00. utwierdziły mnie że się myliłem w tym. Jeszcze jako pudełko to wyglądało nieźle, ale pierwszy ypsilon wygląda jak po zjedzeniu cytryny, a im dalej tym gorzej. O ile Lancia w latach 90. robiła wozy przypominające siebie tylko w różnym rozmiarze, o tyle modele z lat 2000. to jakieś abominacje. Po prostu nie leży mi ich stylistyka.
Patrząc na poczynania Lancii, a raczej koncernu, którego nazwy nie wymienię a który nimi kieruje, to nie zdziwię się jak w ciągu kilku lat zamkną markę. Niby zapowiadają Deltę i Gammę, ale czy to chwyci skoro o Gammie młodsi nie pamiętają, zaś o Delcie 3 genie większość by wolała zapomnieć bo nie rajdowe? – czas pokaże. Deltę ludzie bardziej kojarzą jako model Oldsmobile’a a nie Lancię, chyba że pierwsza generacja unieśmiertelniona w rajdach i grach wyścigowych.
@SonyKrokiet, a co jest złego w Delcie III genie? O wiele ładniejszy niż Bravo jak dla mnie.
Oba podpadają pod kategorię „generycznego kompakta z lat 2000s-2010s”, gdzie połowa wygląda jakby mogło iść pod dowolnym znaczkiem. Czy ładne, to kwestia gustu, IMO za bardzo napompowane i równie dobrze to może być Toyota, Volkswagen czy inny Hyundai albo Chrysler (a nie zaraz, sprzedawano w USA bodajże jako Chrysler). Nie żebym był fanem pierwszej Delty, bo mnie ni ziębi ni parzy, ale raczej nie tego się oczekiwało po pojeździe noszącym taką nazwę.
SzK, no opisałeś taki paradoksalny modeli Lancii. Z jednej strony najpopularniejszy pod względem skali produkcji, z drugiej najmniej znany w powszechnej świadomości. Lancia to zwykle kojarzy się z rządową Themą/Kappą, albo rajdową Deltą , czy Stratos, dla przeciętnego zjadacza chleba, chociaż młodzi już nawet nie kojarzą tej marki. Moim zdaniem Yki to fajne auta i patrzcie, że o dziwo się we Włoszech sprzedają.
Pogłoski o powrocie Lancii to ja słyszę praktycznie od czasu kiedy zaprzestano oferowania tej marki w Europie. Cóż Prelude niby wróciła, a też słyszałem już że miała w 2009 jakoś wracać na początku. Calibra jeszcze wraca. Lancia może wróci. Szkoda tej marki. Jest ofiarą niestety przekombinowanej techniki w modelach takich jak Gamma. Późniejsze np. Themy były bardzo dopracowane, ale stereotypy zrobiły swoje. Silnki VIS w Kappach też nie były najgorsze. Design Thesisa jest kontrowersyjny, ale ma swoich zwolenników. Chociaż pod auspicjami Stellantisa wątpię w jakikolwiek rozwój tej marki. Szkoda, że FCA postawiło na Alfę , no, ale cóż. Nic nie poradzimy na chore decyzje zarządu FCA, a potem Stellantisa.
Co do rajdów to patrzcie mimo wszystko, że w latach 80 i 90 lepszy marketing zrobiła Toyota, pomimo słynnej afery ze zwężką w 1995 roku,, sprzedaż wzrosła dynamicznie.
Prawda, że Ypsilon nie jest pierwszym skojarzeniem z Lancią, tzn. nie w Polsce (bo we Włoszech to naprawdę są jeden z najpopularniejszych samochodów).
Co do Toyoty – ich sukces nie wynikał raczej z osiągnięć sportowych, tylko z jakości i dopasowania do popytu.
Mam wrażenie, że 3 i 4 generacja stanowią obecnie we Włoszech duchowych spadkobierców Fiata 500 i Pandy I generacji – mnóstwo ich wszędzie widać i są trochę takim włoskim endemitem. Z kolei 5 gen nie ma szans ze względu na wewnętrzną konkurencję w Stellantis – ci, którzy szukają małego auta – następcy 4 gen kupią Grande Pandę, ci co potrzebują większego kupią Alfę Junior – nie bardzo widzę powód dlaczego ktoś miałby kupowac nową Lancię Y.
W moim odczuciu w Y chodzi onpolaczenie dosc małego samochodu z dobrym wyposażeniem i wykończeniem.
Tutaj problem jest taki, że chyba wszystkie warianty 208 i tak mają już wszystko na wyposażeniu.
Żeby Y miała sens to materiały we wnętrzu muszą byc naprawdę wysokiej odczuwalne jakości.
Zgadza się, o to chodziło.
A dzisiaj jest inaczej, bo nie ma samochodów prawdziwie małych i tanich. Dzisiejszy segment B jest cały jak Lancia Ypsilon – duży, wypasiony i elegancki. Żeby się na tym tle wyróżnić, trzeba by zrobić czterometrowego Rolls-Royce’a.
Z polskich ulic pamiętam jakies pojedyncze egzemplarze Y10.
Równie „urodziwa” jak Uno pierwszej generacji albo Wartburg po lifcie.
2 generacja chyba mi sie podoba najbardziej, wydaje mi sie też, że tego jeździło najwięcej.
3… chyba występowała w przyrodzie, ale nie pamiętam. Raczej mi design jakoś szczególnie „nie robił”. No i z tego okresu to najładniejsze było Grande Punto. Ale to, że Y sprzedawana tylko we Włoszech robiła większą sprzedaż niż kilka modeli Alfy na całym świecie to lekki absurd 🙂
4… zobaczymy. Stylistycznie pierwsza generacja 208 mi sie znacznie bardziej podobała, chociaż na żywo jeszcze nie widzialem. Jeśli sa w stanie efektywnie produkować 208 w 30 wersjach różniących sie w odbiorze to może jest w tym metoda. Chociaż niekoniecznie bedzie łatwo. Ponoć 1.2 w koncu został poprawiony ale smród dalej czuć. No i jeśli salony i ASO dalej oferują poziom Polmozbytu…
Heh, widzę że mój umysł 3 generację w ogole pominął.
Czy tylko ja uważam, że Stellantis to British Leyland czasów współczesnych? Przed kryzysem paliwowym Fiat i Alfa Romeo były potęgą, a teraz z tego koncernu tylko Alfa Romeo Giulia Quadrifoglio jest fajne. Za to nowe 3008 jest jeszcze brzydsze od pierwszej generacji X6, które też jest beznadziejne.
Żyjemy w czasach, kiedy w Polsce takie piękności, jak Mercedesy z ery Paula Bracqa są obiektem drwin, a szkaradztwa typu SUVy „coupé”, Nissany Juki, S*******gi, a nawet parodie samochodu sportowego typu BMW XM są uważane za eleganckie. No ale cóż. Czego się można spodziewać w dobie (fuj) p***streamów i innego chłamu.
Pozdrawiam i cieszę się, że niektórzy ludzie zachwycają się czymś innym niż agresywnym mydłem, które wszędzie widać na ulicach.
Możemy narzekać i pruć szaty, ale statystycznie kupujemy w PL 12-letnie auto. Więc koncerny raczej nie interesują się naszymi opiniami. A ta stylistyka za 12 lat jak dojdzie do decyzji zakupowych się już opatrzy 🙂
A sama lancia Y bardzo mi sie podoba. Wujek jezdzil gen 2 (2006 rocznik) i wnetrze robiło spore wrażenie w porównaniu do wcześniejszych Fiatów. Serie 3 widywałem w ogromnych ilościach jak jechaly na pociągu z fabryki fsm Tychy:D Ale na „mieście” tez sie trafiają, nie jest to zupełna egzotyka. Ogólnie bardzo przyjemnie mi się kojarzy marka Lancia.
Nie, osobiście uważam że koncern na S, którego wulgarniejszych wyzwisk nie wymienię, to prędzej czy później spotka los British Leylanda czy innego AMC – padnie na twarz i zostaną 3-4 marki z sensem. Patrząc na ich działania to nie zdziwiłbym się, że Chrysler z Dodge’m, Ramem i Jeepem zostanie, a marki od strony fi*ta zamkną się, albo wykupią je Chińczycy lub inne konsorcja. W sumie to byłaby tradycja MOPARu, już nieraz wyszli obronną ręką z takich mariaży ; )
Ja myślę, że prawa do marek Stellatnis kupią Chińczycy i po przebrandowaniu, chińskie „Lancie” będą żarły na rynku w równym stopniu co obecnie MG.
Na szczęście po serwisie koncernu na S już tylko leczę traumę. Ktoś porównywał to zjawisko do Polmozbytu.Toż to obraza dla tej szacownej firmy. To przypomina dawny POM (Państwowy Ośrodek Maszynowy), tylko tam klienta nie odwalała Klaudia z Chat GTP.
O ChatGPT mógłbym osobny wpis napisać. I pewnie kiedyś coś powtrącam do różnych artykułów, bo przeraża mnie nawet nie to, że sztuczna inteligencja koło prawdziwej nawet nie stała, ale to, że mnóstwo ludzi uważa ją za wyrocznię i będzie się kłócić, że 2×2 = 17, a nie 4, bo tak im ChatGPT powiedział. A jeśli ktoś sądzi, że przesadzam, to mam screenshot z wypowiedzią bota, że 9,11 > 9,9, ponieważ 11 > 9. I nie jest to wcale najciekawszy kwiatek – a zapisuję je sobie w specjalnym folderze gdzieś od połowy 2025r.
@Szczepanie, proszę nie traktuj mnie jako obrońce ChataGPT, ale jeśli ten zapis zinterpretował jako wektor to faktycznie odpowiedź była prawidlowa. Skalar tego pierwszego byl wiekszy. Wiele programów tak zapisuje wektory np. scilab a jak wiadomo AI trenuje na dostepnych danych.
Zresztą to „AI” to ciekawy temat. Osobiście uważam, że balonik jest już mocno napompowany. Naobiecywano wiele, zerwano najniżej wiszące owoce, a dalszy rozwój jest logarytmicznie postepujaco drogi. No i oczekuje ze bedzie boom, bo oczekiwania (wykarmione obiecankami?) nie moga być spełnione 🙂
A samo narzędzie jak to narzędzie, do pewnych rzeczy sie nadaje do innych nie. LLMy to takie kalkulatory liczące ogromne rownania na podstawie wagi argumentu i prawdopodobieństwa dopasowania odpowiedzi. Warto być tego świadomym. Warto też poczytać jak konstruować prompty, żeby jak najwięcej wyzyskać z tego narzędzia! Pozdrawiam.
Ty tego jesteś świadomy, mnie kuzyn programista też opowiadał, gdzie takie narzędzia mogą by przydatne. Ale 95% ludzi w ogóle nie zrozumie Twojego komentarza, a interesuje ich tylko to, co „powiedział komputer”. To właśnie traktują jak prawdę objawioną. I ci ludzie na tej podstawie podejmują decyzje, a co gorsza, nieraz nie tylko za siebie, ale też za innych, albo wręcz za całe narody.
Ostatnio w Australii wybuchła afera w sprawie raportu o stanie państwa, który rząd zamówił u wielkiej firmy konsultingowej za ciężkie miliony, a który okazał się być wypocinami AI, najeżonymi kompletnymi absurdami i wzajemnymi sprzecznościami. I niestety obawiam się, że niedługo stanie się to codziennością. A potem okaże się, że po AI nawet nie ma kto poprawiać, bo nie będzie ludzi potrafiących samodzielnie myśleć.
Jeśli ktoś uważa, że przesadzam, to niech spróbuje kazać nastolatkom znaleźć drogę we własnym mieście bez nawigacji. Połowa powie, że to niemożliwe. Istnieją firmy IT – to też wiem od tego samego kuzyna – które przestały zatrudniać juniorów, bo ich robotę robi AI, a od nadzorowania i poprawiania są seniorzy. Pytanie tylko, skąd tacy seniorzy mają się brać, jeśli nie zatrudnia się juniorów? I jeśli za moment większość ludzi nie będzie znała żadnego innego sposobu rozwiązywania jakiegokolwiek problemu niż zapytanie ChatGPT?
@Ricer, aha , a niby kiedy to Fiat i Alfa Romeo były taką potęgą? Przed którym kryzysem paliwowym ? Tym z 1973/74? Spoko , tylko, że dla większości społeczeństwa to już prehistoria. Agonia Fiata to skutek kilkudziesięciu lat błędnych decyzji, pseudonowoczesnych rozwiązań konstrukcyjnych, niedopracowanej elektroniki itd. Paradoksalnie to na pierwszej decyzji po której Fiat zaczął się sypać jak domek z kart, skorzystali Polacy, bo było to uwalenie przez samego Agneliego Fiata 147 i decyzji o patoliftingu całkiem udanej , ale starzejącej się limuzyny 132 i zrobienie potem z niej Argenty. Planowanego następcę , a raczej jego nadwozie znamy jako Polonez. Po tym już Fiat nie miał czego szukać w klasie średniej. Croma sprzedawała się o wiele słabiej niż 132, a II generacja która zadebiutowała kilkanaście lat po pierwszej wyłącznie jako kombi została jakimś nieśmiesznym żartem. Ta potęga Fiata to wzięła się głównie z tego że Fiat doskonale umiał wchodzić w układy z quasitotalitarnymi rządami w państwach typu Brazylia, Hiszpania , Argentyna, Turcja, czy kraje RWPG. We Włoszech od lat Fiata „podgryzają” importowane marki w rankingach sprzedaży. W krajach typu Dania, Finlandia itp. Fiat został dawno wygryziony przez konkurencję z Japonii. W Niemczech wśród importowanych aut od lat przegrywał w rankingach z Renault , a potem z Japońcami. Chociaż Uno i pierwsza generacja Punto sprzedawały się tam całkiem nieźle. Oparcie całej gamy na 500ce to był poważny strzał w stope dla Fiata. Punto z generacji na generację sprzedawało się coraz słabiej. Ja osobiście jeździłem I generacją Punto, jak i Grande Punto. I sorry, ale I gen wygrywa, Grande ma naprawdę tragiczny środek, fotele w jedynce są o wiele wygodniejsze. Fakt, że ojciec miał Sportinga, ale miło wspominam pomimo ciągłych problemów z elektroniką . Z takich ciekawostek to wiele się mówi, że w Polsce lat 90 Fiat był hegemonem i w ogóle. Tylko mało już się mówi, że o ile najtańsze maluchy , CC/SC, Uno, czy montowane w Bielsku zwykle w totalnej biedzie z silnikiem 1,1 FIRE , szykami na korbe, bez airbagu , a czasem nawet wspomy Punto mkI robiły mega sprzedaż to już Bravo/Brava, a szczególnie Marea sprzedawały się gorzej niż konkurencja z segmentu C jak np. Civici które sprzedawał tato autora bloga. Przykładowo mój wujek major Straży Granicznej zmieniał w 1998 roku Uno na Megane. Zastanawiał się też nad Astrą, Civiciem i Corollą ostatecznie padło na Megane. Na pytanie czy zastanawiał się nad Brava albo Mareą to tylko mnie wyśmiał, że „coo Fiat za prawie 50 tysięcy złotych, w życiu”. I tak myślało wielu ludzi którzy mieli pieniądze. Fiat kojarzył się w latach 90 wyłącznie z biedą. A tak wysoka sprzedaż to po prostu był skutek ograniczeń w imporcie używek. Z takich ciekawostek to jeszcze powiem, że w 1993 roku Astra startowała od 266 mln, a Tipo od 222 mln czyli różnica dzisiaj ponad 4 tysięcy złotych, wtedy ogromne pieniądze. Pomimo to Astra zrobiła o wiele lepszą sprzedaż niż Tipo. Taki to był hegemon. Że nie wspomnę, że Barchetta, Ulysse , Coupe, czy Croma to modele mające w Polsce śladową sprzedaż. Oczywiście, że w latach 90 każde nowe auto segmentu D to był mega luksus. Niemniej przykładowo w 1994 roku sprzedano ponad 1000 sztuk Forda Mondeo, a jedynie 54 Cromy.
Co do Alfy to ona była potęgą w czasach wyśmiewanego dzisiaj Alfasuda, a potem 33. Były to modele które robiły największą sprzedaż tej marki. Od lat jest to marka niszowa. Przykładowo w 1997 roku ani jedna Alfa nie trafiła nawet do top 50 samochodów sprzedanych w Polsce. Gdzie końcowe miejsca zajmował Swift, Primera czy Accord. Silniki Twin Spark są ciekawe konstrukcyjnie, jednak w praktyce technologia dwóch świec to droga donikąd. Życie dobitnie to pokazało.
Jeżeli chodzi już o totalitaryzmy to nawet w Rosji w interesy z Ładą w końcu weszło Renault, a nie Fiat. Oprócz Żiguli inne modele Fiata na obszarze postradzieckim robiły nikłą sprzedaż. W Turcji również jest sukcesywnie wypierany przez Renault. W Hiszpanii nikt już o Fiacie nie pamięta.
Konkludując powstanie Stellantis to raczej skutek, a nie przyczyna. Skutek który być może jeszcze podtrzymuje Fiata i Alfę przy życiu. Oczywiście całkiem nieźle wychodzą Fiatu dostawczaki, aczkolwiek kto szuka za wszelką cenę niskich kosztów raczej pójdzie teraz po Movano wyglądające na żywcem wyjęte z 2006 roku niż Ducato po n-tym liftingu. Kto szuka nowoczesnego dostawczaka zdecyduje się na nowego Mastera. No zobaczymy jak to będzie z dostawczymi. Fiorino zostało wycofane bez następcy, niemniej moim zdaniem słabo i tak miało sens. Możliwości przewozowe godne Pandy Van.
@PstrykEJ9 Mnie chodziło tylko o to, że w latach 60 (przed kryzysem z 1973) Fiat i Alfa Romeo były milion razy fajniejsze.
@PstrykEJ9 te dostawczaki to też nie sam fiat,a spółki sevel sud i sevel nord. Trudno ustalić czyj wkład był większy – Fiata czy PSA.
Fiatowski to chyba Doblo gen 2 2010-2020 był ostatnim własnym produktem.
@Wojluk, no zaskocze Cię bo Ducato ma silniki z Iveco, a PSA miało inne, własne konstrukcje. Iveco też należy do Fiata.
@PstrykEJ9: W ogółach słusznie Pan Szanowny prawi o Fiacie i Alfie, zwłaszcza o 132 i Cromie. Ale polski rynek aż do lat 2010 był raczej niszowy. Patrząc globalnie, Fiat miał w latach 90. dwa wielkie „złote strzały” – Uno, wyprodukowane łącznie w 8,5 milionach egzemplarzy w Europie i Ameryce Południowej (w ciągu ok 10 lat), oraz Punto I, które na naszym kontynencie sprzedawało się jak szalone – np. w ciągu trzech pierwszych dni po premierze złożono 100 tys. zamówień, a łącznie sprzedano go 3,4 miliona sztuk. Uno przebijało wartości sprzedaży Renówek, a Punto I było dość blisko sprzedaży Renault Clio. Jednym słowem do lat 90. potrafili produkować bardzo konkurencyjne niewielkie auta. Potem Bravo/Brava/Marea jeszcze coś ugrały (2 mln. egzemplarzy), ale już niewiele, a Stilo było wpadką fatalnie drogo wycenioną (zaledwie 760 tys. egzemplarzy sprzedane w Europie i Brazylii) – od tamtej pory zaczęły się w Fiacie oszczędności, czy może grube ostrożności w rozwoju i kolejne modele wychodziły np. w pojedynczych wersjach nadwoziowych (Punto II i Grande bez wersji cabrio, Bravo II tylko hatchback itd) co przełożyło się też na osłabienie sprzedaży względem konkurencji. Jedyny atut Fiata był taki, że produkował auta bardzo ponadczasowe, które sprzedawały się bardzo długo, jak nie w Europie, to w krajach rozwijających się (Punto II od 1999-2013, Grande Punto/Evo/2012/indyjski 2014: 2005-2018).
Alfa była od lat 30. XX zawsze z kłopotami finansowymi i dużymi problemami, jeszcze Mussolini ratował ją przed upadkiem za pomocą upaństwowienia. A Fiat od lat 80. nigdy nie zdołał doprowadzić jej do porządku. Niemniej, nadal mam nadzieję, że mój następny pojazd to będzie Alfa Romeo 😉 .
Pełna zgoda.
Doda jeszcze, że późniejsze Punto i Panda II też sprzedawały się dobrze.
Nie żeby coś, ale serio widziałeś albo słyszałeś, żeby ludzie wyśmiewali Mercedesy z lat 60. albo 70. i z nich drwili? Ja się nigdy nie spotkałem z takim zjawiskiem, raczej na każdym robią one wrażenie czegoś majestatycznego z innej epoki. Jak dla mnie Mercedesy to są właśnie jedne z niewielu samochodów z tamtych lat, które potrafią do dziś wzbudzać respekt, którego próżno szukać w Citroenach Ami, Peugeotach 304, czy Volkswagenach Typ 4.
@Projektor Poza Polską nigdy nikt z nich nie drwił, ale w tym kraju przez jakiś czas była niestety moda na hejtowanie klasycznych Mercedesów, szczególnie przy filmikach i na fanpage’u Motobiedy. Teraz już może przestali z nich drwić. Moim zdaniem Mercedesy z ery Paula Bracqa to jedne z najpiękniejszych aut wszechczasów. Nie było, nie ma i nigdy nie będzie drugiego takiego stylisty jak Paul Bracq. Wszystkie jego projekty Mercedesa i BMW są przepiękne. Ten człowiek był, jest i zawsze będzie wielki. 😉
A to fakt, chociaż ja zawsze uważałem takich ludzi za margines – inna sprawa, że to jest trend wykreowany moim zdaniem jeszcze przez Złomnika, który od dawna głosi, że niemieckie auta są nudne, Mercedesy przereklamowane i lepiej kupować samochody mniej oczywiste – fani jednego i drugiego to zazwyczaj to samo towarzystwo, inna rzecz, że często ci wyznawcy sami żadnych ciekawych aut nie kupują, za to ich idol co i rusz kupuje jakiegoś starego niemca nie stroniąc od Mercedesów. A co do dzieł Paula Bracqa w pełni się zgadzam.🙂
@Ricer, @Projektor ale kto wyśmiewa Mercedesy z ery Bracqua? Ja jestem rocznik 95 pamiętam, że szczególnie płci pięknej w moim wieku to Mercedesy wydawały się że tak powiem geriatryczne i kojarzyły się ze starszymi ludźmi. Aczkolwiek stereotyp starca w Mercedesie to przyszedł do nas z RFN. Tam tradycyjnie żaden 20-30 latek nie gustował w tej marce. Niemniej doceniano solidność tych aut i gigantyczne przebiegi zawsze.
Błagam, kurde trafiłem na Mercedesiarzy co się zesrali do motobiedy o odczarowywanie mitów o beczce. Zaraz pier.. głową w ściane normalnie. Ludzie święci powiem tak gdyby Polska miała za granicą nie Niemcy, a Francję to za wzór trwałości w latach 90 uchodziłby Peugeot 504/505, a nie beczka w dieslu. Po prostu te samochody były warte czapkę śliwek na przełomie lat 80 i 90 u wuja Hansa, tam nikt już nie chciał jeździć dieslem którym wyprzedzanie autobusu jest igraniem ze śmiercią, toteż poszły za grosze do rodzącej się w bólach III RP, gdzie w porównaniu z Polonezem bezproblemowa eksploatacja tych aut w wieku kilkunastu lat była niemałym szokiem, bo w Polsce to 15latek oznaczał przegnitego trupa. Tyle o ile nie trawie stylu motobiedy to jak dla mnie za odczarowanie mitów o beczce i 124 ma u mnie szacun.
A mnie się Beczka i Baleron bardzo podobają. Nie są tak fajne i przepiękne jak te z ery Paula Bracqa, ale wyglądają bardzo sympatycznie. 🙂
Co do mitu o W124, to masz trochę racji. Kiedyś nawet czytałem zagraniczny artykuł, że w Niemczech ten Mercedes nawet rozwścieczył wielu posiadaczy W123. Dlatego za najlepszy samochód wszechczasów można prawdopodobnie uznać Lexusa LS400.
I tak się nie znam! 😀
Heh, Mercedes u nas w kraju ma jakieś dziwne przeszacowanie wartości, rozpropagowane chyba głównie przez taksówkarzy. Owszem, to są całkiem przyjemne i solidne samochody, ale wcale nie tak bezawaryjne jak głoszą fanboje – no chyba, że jako bezawaryjność uznajemy jeżdżenie skrajnie rozklekotanym samochodem, który wciąż jakoś jeździ, ale to chyba coś innego… Co zlot, to wszędzie trzon samochodów stanowią Mercedesy, a i nietrudno znaleźć tam ludzi z klapkami na oczach, którzy rozsiewają teorie, że są samochody i są mercedesy. Choć nie powiem, takie ładne W123 z normalnym silnikiem pod maską chętnie bym przyjął do garażu. 🙂 A Fiat o ile dobrze pamiętam, to w latach 90 kojarzył się jako „najtańsza” opcja.
Jeśli jest zadbany i raz w roku przeglądnięty jak należy, to będzie bezawaryjny. Co innego, jak zaniedbany i z milionem km na liczniku. Oczywiście mowa o rocznikach do 1993 – potem to złożona sprawa, ale też można znaleźć modele, na które narzekań nie będzie (z w/w zastrzeżeniami).
Trzon stanowią, bo są pamiętane z dobrej strony no i wszystkie części są dostępne w 24h za śmieszne ceny.
Już kiedyż pisałem, że w SLu trzy dni przed wyjazdem na wakacje potrzebowałem chłodnicy klimatyzacji – mechanik zamówił od razu, na następny dzień była u niego, na jeszcze następny mi założył i wyjechaliśmy planowo. Spróbuj coś takiego zrobić w jakimkolwiek innym aucie z 1993r.
Nie wiem ile Panowie mieliście do czynienia z autami innych marek i krajów pochodzenia, ale są powody, dla których Mercedesy są darzone takim kultem i to nie tylko w Polsce (no chyba, że udajemy, że Bałkany, Bliski Wschód, Afryka oraz Ameryka Północna nie istnieją, zresztą w Niemczech, czy nawet we Włoszech również nie brak miłośników tej marki). W Mercedesie po setkach tysięcy kilometrów przebiegu i 35-40 latach jazdy wnętrze nadal wygląda przyzwoicie, a mechanika potrafi mieć czasem swoje humory, tylko tymczasem auta francuskie, czy włoskie z tych samych lat potrafią się już dosłownie rozpadać jeśli jakieś przetrwały do dnia dzisiejszego. Jeździłem swego czasu Renówkami i Peugeotami znajomych z lat 80. i tam wszystko w środku się dosłownie rozpada, już abstrahując od tapicerki, bo standardowa mercedesowska „ścierka” również szybko się zużywa, ale dosłownie wszystkie plastiki pękają, spora część wyposażenia nie chce już działać, daszki zegarów są z tak cienkiego materiału, że lekkie klepnięcie celem sprawdzenia czy coś nie łączy w podświetleniu sprawia, że ów daszek łamie się na kawałki. Jako nowe te samochody prezentowały się dużo lepiej od produktów FSO, ale po latach starzeją się z dużo mniejszą godnością nawet od nich. W dodatku wiele elementów jest nienaprawialnych, trzeba je po prostu powymieniać, nie to co np.: przełączniki elektrycznych szyb w W123 czy W124 gdzie wszystko jest rozbieralne, da się do bez problemu wyczyścić, poprawić, poskładać z powrotem i działa.
@D. Autorze bloga szanowny Szczepanie-mercedesiarzu wypowiedz się na temat popularności Mercedesa w Polsce 🙂 Bo moim zdaniem to też kwestia tego , że te auta w latach 90 były stosunkowo tanio i łatwo dostępne. SzK (kurde nie wiem w której osobie mówić) wspominał, że ładną beczkę można było mieć w cenie nowego malucha. Inna sprawa, że siłą rzeczy w RFN tego nikt nie chciał już, nawet byli NRDowcy woleli dynamiczniejsze auta.
@Projektor no to zobacz , że w Algierii , Maroku i innych byłych koloniach jeździ dalej dużo starych francuzów. Awarie elektryki to też w dużej mierze kwestia wypadkowej przeszłości wielu egzemplarzy chociaż też nie zawsze. W Polsce jednak starych Renault i innych francuzów było mniej niż VW i Mercedesów to też siłą rzeczy mniej przetrwało.
Nie ma się co wypowiadać – jeden lubi, drugi nie. Tego nie ustala żaden profesor ani ustawa, tylko gust każdego z nas. Zawsze będą tacy, którym się podoba i tacy, którym nie.
Tak, W123 była w cenie Malucha, bo miała 15-20 lat. Nie dlatego, że jej nikt nie chciał, tylko dlatego, że tyle kosztuje w cywilizowanym kraju każde pełnoletnie auto, przynajmniej takie wyprodukowane w milionach sztuk. Ferrari niekoniecznie, ale to inny świat.
@Projektor
Są jeszcze auta szwedzkie 🙂 Miałem kiedyś do czynienia z Volvo 240, 2.3 benzyniak, pojechałem ze znajomym pooglądać, bo chciał kupić. Na oko wszystko doskonale, przebieg coś koło 250 tys., tapicerka w idealnym stanie, deska w idealnym stanie, auto właściwie bez zarzutu… tyle tylko, że miałem wrażenie podczas jazdy próbnej, że powinno być trochę bardziej zwarte, bo wydawało się jakieś takie lekko rozlazłe. Ciężko to opisać, bo 240 z definicji jest rozlazłe, bo to lekko tylko ucywilizowany traktor, ale znałem inne egzemplarze z praktyki i coś mi nie pasowało.
To zaczęliśmy oglądać. Nie było się do czego przyczepić do momentu, gdy nie zdjąłem osłony na rozrząd. A od wewnętrznej strony naklejka informująca o wymianie przy ok. 900 tys. km. I to z 5 lat wcześniej…. Auto i tak zostało kupione, ale po mocnym utargowaniu ceny 🙂
Seria 700 i 900 była nawet bardziej odporna na trudy użytkowania – ośmieliłbym się powiedzieć, że wyraźnie bardziej od W123, czy też W124.
Z Volvami też mam trochę problem, marzyłem kiedyś bardzo o jakiejś 700, ewentualnie 900, ale potem dowiedziałem się o różnych głupich patentach związanych z tymi samochodami (już nie pamiętam o co konkretnie chodziło, ale w każdym razie mnie odstraszyły od tej marki), plus też tam wnętrza nie są jakieś super odporne – różne plastiki pękają w głupi sposób z kieszeniami w drzwiach na czele, a jak masz beżowe elementy wnętrza to w ogóle zapomnij, że one nie będą spękane i poniszczone. W dodatku te samochody są takie dość niechlujne w pewnych niuansach typu dźwięk manetek przy kierownicy: jak wrzucasz kierunkowskaz to z takim wyjątkowo nieprzyjemnym dźwiękiem jakby zaraz miało coś się tam w środku rozpaść – niby niuans, ale właśnie po niuansach można rozpoznać, czy ktoś się przyłożył do roboty czy nie, a mówimy tu przecież o marce, która dla wielu przez lata była naturalnym konkurentem dla Mercedesów, wyżej od przeciętnych europejskich marek. Może jestem czepialski, nie wiem.
W każdym razie jak trochę się pokumplowałem z fanami tej marki i pojeździłem ich samochodami to trochę mnie one odstraszyły, inny mój kumpel półtora roku jeździł W124 250D odratowanym ze szrotu z pewnie grubo ponad milionowym przebiegiem (w Polsce od czerwca 2004, także tak…) i ten wóz nie tylko mnie nie odstraszył, ale wręcz oczarował stanem zachowania – wnętrze poza fotelem kierowcy kompletnie nie zniszczone, drzwi nadal zamykają się z lekkim kliknięciem łącznie z drzwiami kierowcy, nie działał przede wszystkim przesuwny dach i pokrętło od świateł – pozycje i mijania się uruchamiały, przeciwmgielne i postojówki sama lewa oraz sama prawa już nie. W prawie 40-letnim aucie upalanym na co dzień. Jak przyszło do wymiany jednego z uszczelniaczy to kumpel, który go wymieniał śmiał się tylko „Patrzcie jaką tandetę kiedyś robili! Tylko 36 lat g…o wytrzymało.”
@SzK, tylko, że dzisiaj pomiędzy nowym Sandero, a przykładowo 6letnią Mazdą CX3, czy też Insignią w podobnym wieku nie ma aż tak gigantycznej przepaści jak między maluchem, a beczką 🙂
Moja już 17-letnia C-Klasa – V6 3,0 z LPG i 7-biegowym automatem, 184 tys. km z pełną dokumentacją serwisową od nowości, od nowości garażowana i w 100% fabrycznym lakierem – jest ponoć warta 35 tys. Tak ubezpieczalnia twierdzi. To jest połowa Sandero 🙂
@SzK , dlatego zrobiłem zestawienie z autami o podobnej wartości do Sandero 😉
A mogę wiedzieć ile zapłaciłeś za rzeczoną chłodnicę klimatyzacji? No własnie.
Chłodnica klimy do SLa? To było w 2019r., więc pamiętam orientacyjnie – bodajże coś koło 2200 razem z wymianą. Mechanik dojeżdżał do mnie z chłodnicą 80 km w jedną stronę, operację wykonał późnym wieczorem w zamkniętym już warsztacie Honda Kolaczek, który z kolei nie pobrał ode mnie żadnej opłaty za wynajem stanowiska i maszyny do opróżnienia/napełnienia układu 🙂
Kumpel jeszcze do niedawna miał białą Lancię/Autobianchi Y10 i to dość znany egzemplarz, bo pojawił się tu i ówdzie w internetach, nawet kilka razy nią jeździłem i to co z niej przede wszystkim zapamiętałem to przyjemna, gokartowa zrywność, dzięki jakiemuś fajnemu silnikowi, chyba 1.1 albo 1.2 fire i deczko utwardzonemu zawieszeniu, no i była dość bogato wyposażona jak na takie małe miejskie autko (przy czym większość tego wyposażenia już nie działała). Przy Pandzie jedynce ten wóz sprawia wrażenie luksusowego statku kosmicznego, ale poza tym to jest tylko takie nadmuchane Cinquecento – to raczej Panda jest wyjątkowo prymitywna i niewygodna niż Y10 wypasione (nie jestem fanem biednych fiatowskich plastików). Pamiętam, że wycieczka tym autem 150km do Lublina nie była jakoś super przyjemna, już nawet Uno jest znacznie bardziej komfortowe na dłuższą metę.
Takie właśnie był małe auta z Włoch. Proste, wręcz prymitywne, ale ładne, zrywne, cieszące oko i duszę. Dlatego właśnie Autobianchi A112 nazwałem w artykule esencją Italii, a Ypsilon to kontynuacja tego pomysłu.
A 112 bardzo mi się swego czasu podobał. Y10 to takie trochę wdzięczne Cinqecento de Luxe. Późniejsze modele miały w sobie dużo indywidualnego wyrazu, co w małych samochodach dość trudno osiągnąć. Nie podobały mi się tylko wąskie, chromowane grille, trochę przypominające Chryslerowskie limuzyny. Niepotrzebnie optycznie zwężały przód i tak małego samochodu. Zresztą ta niezbyt udana forma grilla charakteryzowała większość modeli Lancii z tego okresu.
Zgadza się – to było takie upodabnianie Lancii na siłę do Chryslerów, wyłącznie z powodu powiązań koncernowych. Szczyt tego zjawiska to sprzedawanie wybitnie amerykańskich w stylu Chryslerów pod nazwami Lancia Thema i Lancia Flavia.
Pionowy grill w Ypsilonie z roku 2011 raczej nie mógł być nawiązaniem do Chryslera, ponieważ Fiat nabył udziały Chryslera dopiero w roku 2012. Podobne pionowe grille występowały zresztą w Lanciach już wcześniej, począwszy od prototypu Dialogos z końca lat 90. Zdaje się, że miało to być nawiązanie do modeli przedwojennych i tuż powojennych. Moim skromnym zdaniem cała ta stylistyka pseudo-retro wyszła im jednak dosyć paskudnie.
„Liczba kolorów lakieru spadła do 16” – i komu to przeszkadzało ? Tak wiem że przecież księgowym . Jednak dzisiaj oferta to w zasadzie 4-5 kolorów . Z czego i tak większość to odcienie szarości . A te kolorowe wnętrza to poezja . Dziś najlepiej schodzi czarne z czarnym na czarnym .
„Dziś najlepiej schodzi czarne z czarnym na czarnym”
Kupując nowy pojazd przynajmniej te 4-5 odcieni mamy do wyboru, najwyżej nie dostaniemy rabatu na pojazdy ze stocku lub będzie trzeba zaczekać kilka tygodni na odbiór. Bieda jest dopiero na rynku wtórnym, tam kupujący może poczuć się jak „nie-pierwsze” ogniwo łańcucha 😉 Szukałem ostatnio na czyjąś prośbę cabrio Mercedesa A209 lub A208 po 2000 r.; jednym z warunków było unikanie czarnego i srebrnego koloru nadwozia oraz czarnego wnętrza. Ten jeden wymóg przekreśla jakieś 90-95% oferty 🙁
„Księgowi” tylko ewidencjonują transakcje i zestawiają z nich raporty, o niczym nie decydują 🙂 Ale oczywiście wiem, o co Ci chodzi.
Ale jednak Cię zdziwię: z salonu Hondy prowadzonego przez mojego ojca i brata obserwacje są takie, że klientom ciekawe kolory się podobają, ale zamawiane jednak nie są. W 2024r. opisywałem pięknego Civika w kolorze intensywnym niebieskim – no i tego koloru już nie ma w ofercie. Nie dlatego, że jakiś „księgowy” (a tak naprawdę manager) uznał że za drogo, tylko dlatego, że klienci zamawiają wyłącznie odcienie szarości. Mówią – ooo, patrz jakie fajne!! – ale kupują coś innego, bo „mniej się brudzi”, „kto to będzie mył i prał”, „może być trudniej odsprzedać”, „będzie się rzucał w oczy”, itp. Taka sytuacja.
Czarne to też poezja, a przynajmniej klasyka. Rolling Stonesi śpiewali „Paint it Black”. teraz by pewno brzmiało: Paint it Piano Black. A w ogóle to Black on Black is Black (Los Bravos)
W przypadku samochodów najbardziej adekwatnym kawałkiem będzie Black Metal Venomu (Venoma?) Ewentualnie jeśli kto ma wrażliwe uszka i wiotką psychikę, to może Slick Black Cadillac od Quiet Riot 🙂
Skoda Octavia ma w gamie 17 dostępnych kolorów. Możesz mieć wściekłe żółto-zieloną albo fioletową, albo pomarańczową. A ile kolorów widzisz na ulicy? Cztery, może pięć.
Ludzie nie kupują, to i koncerny przestają takie cuda oferować. Skoda robi to chyba tylko ze względów ambicjonalnych, by pokazać że są lepsi od VW.
Ale ostatnio fajniejsze kolory jakby wracają u Francuzów. Peugeoty maja sporo fajnych odcieni i niektóre nawet widać na ulicach. Renault 5 jest żółte i zielone.
Marki japońskie to oczywiście już skrajna patologia, oni najchętniej wycięli by każdy opcjonalny element.
Ypsilon z roku 1995 zawsze strasznie mi się podobał, zarówno pod względem wyglądu, jak i ogólnej koncepcji – to auto naprawdę było jak efektowny dizajnerski gadżet. Charakter tego samochodu jest jednak na tyle „kobiecy”, że pomimo całej mojej sympatii do niego, raczej nie czułbym się w nim dobrze (podobnie mam np. z Fordem Pumą). Późniejsze generacje w stylu niby-retro już zupełnie do mnie nie przemawiają.
@Wojluk, no zaskocze Cię bo Ducato ma silniki z Iveco, a PSA miało inne, własne konstrukcje. Iveco też należy do Fiata.
a to różnie bywa w różnych rocznikach, ale najlepsze są Sofim-y na bezpośrednim wtrysku i zwykłej pompie na linkę i one występowały na szczęście prawie we wszystkich busach (prócz Transitów) i mam szczęście mieć Mastera 2 z 2.8TD Sofimen 🙂
A to fakt że Francuzi zaszaleli z kolorami i nowe Renault 5 ma jaskrawe lakiery i jeśli się nie mylę to ta jasna zieleń jest bez dopłaty .
Faktycznie w rozmowach z ludźmi słyszę że podobają im się „inne” kolory ale sami kupując wybrali biel , grafit lub czerń . Smutne to .
Co do szukania w używkach to też racja. Kiedyś stojąc na górce , zrobiłem zdjęcie wielkiego parkingu pod blokowiskiem i cały „plac” był biało-czarną plamą .
P.S – żeby nie było to sam jeżdżę czerwonym 😉
Ja też jeżdzę czerwonym! A o dziwo, w koropo-parkingu pełno jest aut w kolorze szarym, takim smutno-szarym, nie wiem jak można taki kolor w ogóle wybrać, to już biały albo czarny lepszy (hint: skoda i volvo).
Pokusiłem się o nieco przewrotną rodzinną statystykę kolorów samochodów (moje, żony, dzieci) korzystających z moich garaży na przestrzeni 40 lat. Wyszło: białe – 24%, szare (ze stalowymi) – 24%, beżowe – 12%,zielone – 12%, czerwone – 8%, czarne – 12%, granatowe – 8%. Największą zmorą była czarna perła – na samochodzie było widać kurz po przyjeździe z myjni oddalonej o niecały kilometr. To kolor dla właścicieli wożonych przez etatowego kierowcę, albo dłubków, którzy dwa razy w tygodniu polerują, odkurzają, myją felgi i opony. Wbrew pozorom sporo jest takich ludzi w szerokim przedziale wiekowym. Białe mimo wszystko sprawdzają się lepiej. Muszę przypomnieć czasy Polmozbytu gdzie na placu do odbioru stały zwykle samochody białe i beżowe, albo białe i szare. Jak jakiś miał inny kolor to z reguły za szybą była kartka „zarezerwowany”, albo był obity. Podobną paletę można było spotkać na giełdzie.
wielki szacunek za statystykę!!
To może ja też się podzielę:
W116 granatowe (z przewagą rdzawego),
C123 mleczna czekolada
W124 granat
W210 srebrny
C208 czarno-zielonkawy
C209 srebrny
W204 jasnoniebieski
No i R129 – granat
Zgadzam się oczywiście, że granatowy i czarny łatwo się kurzą. Natomiast zaprzeczam, że jasna tapicerka bardzo się brudzi – wprawdzie nie jeżdżę dużo i nie mam dzieci (to chyba dużo zmienia), ale pranie raz w roku wystarcza, zarówno w przypadku tkaniny jak i skóry.
Zapomniałem o starych gratach: 2x olive drab, 1x desert sand, 1x panzergrau. Na macie kurzu nie widać, a błoto dodaje uroku.
Ciekawe statystyki, dziękuję za podzielenie się. Ja lubię kolorowe nadwozia, ale że kupuję budżetowe używane auta to ten parametr jest ostatnim decydującym. Fajnie jak się coś ciekawego trafi, ale generalnie [zasilanie PB]/[odległość do egzemplarza]/[cena/jakość] to kluczowe parametry. Tak się złożyło, że oba które miałem dotychczas były czarne metalik lub taki ciemny granat metalik. Sposób na nie to myć jak najrzadziej 😉
Ja myję porządnie, ręcznie z woskiem, dwa razy w roku – przed zimą i po (w tym drugim przypadku – z pielęgnacją tapicerki).
W międzyczasie b. rzadko – w lecie ze 2-3 razy, w zimie przede wszystkim po każdorazowym zniknięciu soli z dróg (wtedy jadę na automatyczną, żeby umyć razem z podwoziem, w pozostałych przypadkach na bezdotykówce).
Jeszcze jedno mi się przypomniało. Y10 nigdy nie miało klimatyzacji, tylko elektroniczne sterowanie temperaturą i kierunkiem nawiewu. Nikt tam nie widział fabrycznej sprężarki.
Miałem W202 1.8 w wersji grat, jesli dobrze pamiętam 1999 rok. Kwestie podatkowo-ubezpieczeniowe zmusiły mnie do zezłomowania. Teraz ujeżdżam klasyka Passata B5 1.9 TDI również z 1999 roku. Passerati nie ma podjazdu w kwestii wykonania czy komfortu. Miałem jeszcze Opla Astrę F czy Clio II a nawet Fiestę MK3. Te niemieckie zawsze działają te na „f” to był dramat.
A Lancia fajna projektowo ale mnie się kojarzy z Fiatem CC czy SC.