MODELOLOGIA STOSOWANA: KOSMICZNY ODKURZACZ

 

Jaki jest najnudniejszy typ samochodu? To oczywiście zależy od konkretnej interpretacji i realizacji, ale nikt się chyba nie zdziwi, jeśli w czołówce tego rankingu umieścimy minivany. Widział ktoś kiedyś minivana, który by emocjonował?

Owszem – ja na przykład widziałem. W dodatku był to prawdopodobnie pierwszy minivan, jakiego zobaczyłem z bliska.

***

Gdy zapytamy o pierwsze seryjne minivany, Niemcy powiedzą o Volkswagenie T1 (1950r.), Włosi o pierwszym Fiacie Multipla (1956), a Polacy – że mało brakowało, a do produkcji weszłaby Syrena Mikrobus (1959). Nam zawsze brakuje niesamowicie mało – w tej kwestii jesteśmy mistrzami świata.

Modele, które uchodzą za przełomowe w tworzeniu segmentu, są znacznie późniejsze: dopiero w 1983r. w USA ukazały się Plymouth Voyager i bliźniaczy Dodge Caravan, a rok później we Francji Renault Espace. Ich koncepcje łączyły możliwość przewożenia 7-8 osób z gabarytami, komfortem i dynamiką zwykłego osobowego auta klasy średniej. Emocji jednak wzbudzać nie potrafiły.

Można się kłócić czy taka koncepcja była w latach 80-tych nowością (tak naprawdę, chryslerowskie minivany oficjalnie nazywano drugą generacją, tyle że ta pierwsza bardziej przypominała użytkowe mikrobusy). Jednak jej sukces – aż 2,2 mln sprzedanych egzemplarzy!! – wynikał przede wszystkim z praktyczności, nie z przyspieszania tętna samochodziarzy.

Foto: materiał producenta

Espace wyglądał jeszcze bardziej kluchowato, a w ciągu siedmiu lat produkcji (1984-91) znalazł zaledwie 191 tys. klientów, czyli mniej niż amerykański odpowiednik w samym pierwszym roku (210 tys.). Co więcej, w miesiącu premiery we Francji zarejestrowano całe… dziewięć sztuk!! W Europie ten model mamy jednak za historycznie doniosły.

Foto: materiał producenta

Na początku lat 90-tych, gdy motoryzacyjny krajobraz Polski w mgnieniu oka nabrał kolorów i zaroił się od wszelkiej egzotyki, powyższe modele nie były w nim dobrze widoczne, bo występowały w śladowych ilościach.

Co innego nasz dzisiejszy bohater – Pontiac Trans Sport. On też nie jeździł nad Wisłą w milionach egzemplarzy, ale rzucał się w oczy z kilometra.

Foto: materiał producenta

Nie mam pojęcia, ile takich Pontiaców sprowadzono wtedy do Polski (w większości zapewne bezpośrednio z USA, w ramach tzw. mienia przesiedleńczego, choć model był też sprzedawany w salonach europejskich). Pamiętam, że widywałem je rzadko, ale każde spotkanie autentycznie zapierało dech w piersiach, niczym stanięcie oko w oko z UFO. Trans Sport wyglądał tak oszałamiająco, że fascynował bardziej niż niejedno coupé – i to wcale nie przez obecność słowa „sport” w nazwie. To był prawdziwy fenomen, niepowtórzony przez chyba żadnego minivana w historii. Nawet przez Renault Avantime, które w swoim czasie częściej niż okrzyki zachwytu prowokowało pukanie się w czoło.

***

General Motors od zawsze celowało w robieniu na publice wrażenia. To była ich świadoma strategia od samego początku, to jest od czasów Modelu T Forda i niemożności konkurowania z nim ceną – co zostało sprytnie ominięte właśnie poprzez zaoferowanie aut z konieczności droższych, a za to odpowiednio bajeranckich.

Marka Pontiac – w koncernowej hierarchii druga od dołu, tuż ponad Chevroletem – przez długie lata pozostawała trochę z boku. Dopiero w 1964r. zaprezentowała model GTO, uważany za prekursora szalonego gatunku muscle-car – i odtąd zyskała młodzieżowo-wariacki wizerunek. Stała się symbolem dynamiki i efektowności, tyle że te cechy też stopniowo ewoluowały. Lata 70-te przyniosły pewne refleksje i diametralnie odmieniły strategie samochodowych koncernów. Wszyscy spodziewali się najgorszego, więc zamiast ogromnych litraży i mocy zapanowała specyficznie rozumiana efektywność. Nie wypadało już obnosić się z dzikimi ekscesami – miejsce uzyskiwania rekordowych stosunków koni mechanicznych do cali sześciennych zajęły relacje przejechanych mil do spalonych galonów, a także bieżących cali mierzonych po obrysie nadwozia do tych mierzonych we wnętrzu.

Na fali tych trendów Chrysler zaprezentował rewolucyjne K-Cars oraz wspomniane wyżej minivany, co uratowało jego istnienie. W odpowiedzi General Motors najpierw przedstawiło zachowawcze, ramowe modele Chevrolet Astro i GMC Safari, oparte na ciężkich pick-upach. Natomiast kierownictwo samego Pontiaca zdecydowało, że też pokaże coś wielkogabarytowo-prorodzinnego, tyle że po stokroć bardziej bajeranckiego. Chciało pobić rywala na jego własnym polu, co można określić nieprzetłumaczalnym, ale niezwykle trafnym wyrażeniem amerykańskim: to outchrysler Chrysler.

W 1986r. – trzy lata po premierze Voyagera i CaravanaPontiac przedstawił koncepcyjny, przednionapędowy prototyp Trans Sport. Nazwa trąciła marketingowym bełkotem, ale tylko na pierwszy rzut oka: oto samochód będący w istocie rodzinnym minivanem imponował prawdziwie sportową sylwetką (aż 15 cm niższą od minivanów Chryslera), z tylnymi drzwiami typu skrzydła mewy (!!), a pod jego maską znajdowała się mocna V6-tka. W latach 80-tych w pełni funkcjonalny, siedmiomiejscowy minivan, który jednocześnie byłby futurystyczny i sportowy, miał szanse zrobić wrażenie porównywalne jak w 1964r. Pontiac GTO – brzmiała kalkulacja. W tym ujęciu – w stu procentach trafiona.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

W modelach koncepcyjnych prócz olśniewającego wyglądu ważny jest przekonujący opis: dlatego w materiałach prasowych z 1986r. możemy przeczytać o przestrzennej ramie karoserii, kompozytowych panelach poszycia, turbodoładowanym, 2,9-litrowym silniku o mocy 235 KM opartym na jednostce Pontiaca Fiero i automatycznej skrzyni z „elektronicznym wyborem trybów” (czytaj – z wybierakiem niebędącym mechaniczną wajchą, a elektrycznym przełącznikiem umieszczonym w podłokietniku), o ogromnych powierzchniach przeszklonych, których żaden fragment nie był płaski (w tym szybie czołowej „wzorowanej na kabinach helikopterów” oraz dwuwarstwowym dachu, który za sprawą ciekłych kryształów mógł w ułamku sekundy zmieniać się z przejrzystego w nieprzejrzysty). Do tego dochodziły innowacyjne tylne lampy, w których światło STOP świeciło na czerwono po wciśnięciu pedału hamulca lub pomarańczowo przy hamowaniu samym silnikiem, a także 17-calowe alufelgi z niskoprofilowymi oponami, które „zawstydzały niejeden europejski wóz supersportowy” (co w żadnym razie nie było przesadą, zważywszy że w 1986r. Porsche 911 miało w standardzie ogumienie 185/70 R15, a Ferrari 328 – 205/55 R16). Wnętrze zachwycało zgrupowaniem przycisków na kierownicy, obrazem z kamery w miejsce lusterka wstecznego, zestawem wskaźników w postaci ekranu CRT, wyświetlaczem HUD na przedniej szybie i komputerem osobistym wbudowanym w kokpit po stronie pasażera, zamiast tradycyjnego schowka. Wtedy była to głównie konsola do gier, ale… „Być może w przyszłości” – fantazjowali dziennikarze – „takie komputery będą podawały podróżnym prognozy pogody, pomagały znajdować drogę, a nawet rezerwować kolejne noclegi„. I jak tutaj można było nie ekscytować się nadchodzącą przyszłością…? 

Wersja seryjna ukazała się pod koniec 1989r. jako model ’90. Nieoficjalne przecieki sugerują, że powstała przed prototypem z 1986r., który w tym przypadku miałby pełnić funkcję rozpoznawczą (badanie reakcji) i wychowawczą (stopniowe przyzwyczajanie gawiedzi do radykalnych posunięć, by uniknąć odrzucenia zbyt awangardowych pomysłów i wzmocnić zachwyt nad modelem produkcyjnym, „prawie takim samym jak tamten kosmiczny prototyp„). Tak właśnie korporacje „zarządzają” naszymi preferencjami i oczekiwaniami.

Foto: materiał producenta

***

Seryjny Trans Sport nie był aż tak odjechany jak concept car z 1986r., choć na ulicy wrażenie robił podobne – nie tylko w łaknącej blichtru Polsce z epoki drugiego serialu o inżynierze Karwowskim. To auto celowo skonstruowano do zapierania tchu w piersiach, przede wszystkim amerykańskich. Tę sztukę General Motors miało opanowaną od ponad półwiecza.

Trans Sport został oparty na przednionapędowej platformie U (zwanej alternatywnie GMT199), z prostym zawieszeniem na kolumnach McPhersona z przodu i sztywnej osi na sprężynach z tyłu. Miał oczywiście nadwozie jednobryłowe, mierzące 4.945 x 1.895 mm, przy rozstawie osi 2.789 mm. Wymiary to spore, ale wciąż akceptowalne nawet w Europie roku 1990, szczególnie w pojeździe siedmioosobowym (z tym że siedmioosobowość była tu opcją: oferowano układy 2-3, 2-2-2 i 2-3-2). Tylne drzwi w formie „skrzydeł mewy” znikły jako zbyt kosztowne i kłopotliwe w większości garaży – zastąpiły je zwyczajowe w minivanach drzwi przesuwne, ale tylko po stronie prawej. Po lewej przewidziano tylko jedne, dla kierowcy – i to stało się jedną z bardziej krytykowanych cech tego samochodu.

Ogromne wrażenie robiły ekstremalnie pochylona ściana czołowa, z maską silnika płynnie przechodzącą w szybę, oraz zawsze czarny dach, współgrający z przyciemnionym szkłem, przełamanym jedynie (znów pochylonym) środkowym słupkiem – malowanym z kolei na kolor nadwozia i wyglądającym jak przeciwkapotażowy pałąk cabrioletu. Sylwetkę auta dziennikarze zgodnie określali jako sensacyjną: wystający daleko do przodu nos porównywano do futurystycznych, superszybkich pociągów z Europy i Japonii, choć znajdowali się też prześmiewcy, którzy za jego sprawą nadali Pontiacowi miano „odkurzacza”.

Foto: materiał producenta

Co ciekawe, wysokość 1.650 mm wcale nie była mniejsza od branżowych standardów: pierwsze Renault Espace przerastało Pontiaca o cały jeden centymetr, a bliźniaki Chryslera różniły się o tyle samo in minus!! Tyle że one były też sporo krótsze (Renault – 4.365 mm, Voyager – 4.468), dlatego proporcje Trans Sporta, z mocno wysuniętym dziobem, prezentowały się smuklej, a więc bardziej atrakcyjnie. Plastikowe panele dolnych partii nadwozia – przypominające „szeroką listwę” ówczesnych Mercedesów – to element prototypu z 1986r., a częściowo też tradycji marki. Problem korozji pod nimi nie istniał, bo całe poszycie nadwozia wykonane było z kompozytowych tworzyw sztucznych (rdzewiał za to szkielet – wykonany z galwanizowanej stali i przez to reklamowany jako rust-free, co jednak odpowiadało prawdzie jedynie przez pierwszych kilka lat eksploatacji).

Foto: materiał producenta

Dziś nie lubimy białych samochodów, kojarząc je z najuboższymi wersjami i flotami przedstawicieli handlowych, jednak w latach 80-tych śnieżnobiały lakier (zwłaszcza pokrywający całe auto, ze zderzakami i kołpakami kół włącznie), połączony z „czarnymi szybami”, robił wrażenie dynamiki. Taka kombinacja była popularna np. w sportowych Oplach (skądinąd też produkowanych przez GM), natomiast w przypadku Trans Sporta wydaje mi się, że występowała w ogromnej większości egzemplarzy, jakie widywałem. 

Foto: materiał producenta

W konfiguracji 7-osobowej bagażnik wciąż miał pojemność 520 litrów, choć przy bardzo małej długości. Po wyjęciu tylnych siedzeń (ważących po 15 kg sztuka i od 1994r. za dopłatą wzbogacanych o zintegrowane foteliki dziecięce) rósł do aż trzech metrów sześciennych, a wymiary zupełnie płaskiej podłogi przekraczały 1,8 x 1,2 metra. Od 1994r. przesuwne drzwi boczne zyskały zdalne sterowanie z pilota centralnego zamka. Kto często przewoził ciężkie ładunki, mógł domówić zawieszenie z samopoziomowaniem, które obejmowało też zewnętrzną dyszę ze sprężonym powietrzem – do pompowania własnych kół albo np. campingowych materacy. Inna sprawa, że wożenie ciężarów utrudniała niewielka, 530-kilogramowa ładowność auta.

Foto: materiał producenta

Deska rozdzielcza nie miała nic wspólnego z prototypem z 1986r., choć w droższych wersjach szybkość i kilka innych parametrów podawały wyświetlacze (znów podobnie jak w niektórych topowych Oplach tamtych lat), a wiele przełączników czaiło się w nietypowych miejscach. To kolejna sprawa wymagająca dłuższego przyzwyczajenia. Jak to w aucie z USA, biegi przełączało się dźwignią przy kierownicy, a hamulec postojowy zaciągało pedałem sterczącym przy lewej ścianie nadwozia. W 1992r. mieszane, tarczowo-bębnowe hamulce uzupełnił układ ABS, a w 1994r. doszła poduszka powietrzna kierowcy.

Foto: materiał producenta

Silnik seryjnego Trans Sporta zachował układ V6, chociaż już bez turbosprężarki. W wersji podstawowej występowała jednostka 3,1 litra o mocy 120 KM i momencie 237 Nm, połączona z trzybiegowym automatem (te dane mogą dziś cokolwiek rozczarowywać, ale dla minivana z 1990r. 175 km/h i 12,5 sekundy do setki nie były powodem do wstydu). Po dwóch latach doszła do tego 3,8-litrówka (170 KM, 305 Nm), która uczyniła z Pontiaca najmocniejszego minivana na rynku. Tutaj przekładnia seryjnie oferowała cztery biegi, przyspieszenie do setki trwało o dwie sekundy krócej, a za dopłatą dało się domówić elektroniczną kontrolę trakcji. W ostatnim roku produkcji, 1996, obie V6-tki zastąpiła pojedyncza, 3,4-litrowa, również łączona ze skrzynią czterobiegową (182 KM, 280 Nm, 10 sekund do setki).

W międzyczasie, w 1994r., przeprowadzono jeszcze lifting, który objął plastikowe osłony dołu nadwozia i przedni pas. Dzięki niemu rodzinno-sportowy Pontiac nie przypominał już odkurzacza, łatwiejsze stało się też manewrowanie (o żadnych sonarach czy kamerach nikomu się jeszcze nie śniło, więc wyczucie położenia niewidocznego dla kierowcy przedniego zderzaka wymagało chwili praktyki). Jednakże – jak to często w takich przypadkach bywa – znikła spora część oryginalności, więc czynnik wyróżniania znacząco osłabł. Czarny dach – będący dotychczas elementem seryjnym – stał się opcją (chociaż tyle, że darmową), natomiast w 1995r. zupełnie znikł z oferty.

Foto: materiał producenta

Specjalnie dla Europy z wiadomych względów producent przygotował wersję z manualną skrzynią pięciobiegową i wydajnym, czterocylindrowym silnikiem 2,3 litra DOHC 16v konstrukcji Oldsmobile’a. Moc 137 KM i moment 187 Nm dały tu osiągi odrobinę lepsze od odmiany 3,1-litrowej (185 km/h, 12 sekund), ale spalanie nie spadło znacząco, natomiast pogorszyła się elastyczność, a sam silnik i elektronika sterująca okazały się awaryjne i kosztowne w naprawach. Po raz kolejny potwierdziło się, że „nic nie zastąpi cali sześciennych”.

Europejska specyfikacja Trans Sporta

Foto: materiał producenta

Na rynku Pontiac Trans Sport został przyjęty z mieszanymi uczuciami. Jego najważniejszym aspektem była oczywiście stylizacja, awangardowa nawet w sensie absolutnym, a na tle swojego segmentu, powszechnie uważanego za najnudniejszy, wręcz sensacyjna. To był prawdziwy „seryjny concept car” (mimo wszystkich różnic dzielących go od prototypu). Z drugiej jednak strony ludzie nie zawsze chętnie kupują to, co podziwiają oczami: również w tym przypadku wskazywano na kiepską ergonomię, nie najlepsze wykorzystanie przestrzeni (auto wcale nie było pakowniejsze od konkurentów, mimo większych rozmiarów – bo sporą część długości zabierał efektownie ukształtowany przód) i dość słaby, mało wydajny silnik 3,1-litrowy, który początkowo nie miał żadnej alternatywy.

Z tych powodów w 1990r. nabywców znalazło tylko 29.875 sztuk – podczas gdy Chrysler sprzedał aż pół miliona obu swych minivanów razem wziętych, Ford – ponad 100 tys. Aerostarów. Pontiaca pobiła również Toyota Previa. Po raz kolejny okazało się, że szerokie masy nie lubią kupowania eksperymentów, nawet jeśli żywo interesują się nimi jako ciekawostkami, tudzież tematami towarzyskich dyskusji przy wszelkiego rodzaju napojach.

Z dzisiejszego punktu widzenia Trans Sport jest oczywiście arcyciekawy, bo na rynku klasyków każdy rodzaj inności zostaje automatycznie atutem. Dotyczy to zwłaszcza stylistyki, bo cała reszta przypomina dowolny produkt amerykańskiego GM z przełomu lat 80-tych i 90-tych: kanapowate, bujające zawieszenie, silne wspomaganie kierownicy, świetne wygłuszenie, elastyczny i gładki, choć leniwy silnik V6, a do tego łagodnie pracująca skrzynia automatyczna ze sporym poślizgiem konwertera – kto jeździł czymkolwiek z ówczesnej Ameryki, nie będzie niczym zaskoczony. Może poza kształtem szyby czołowej, kończącej się dobry metr od oczu kierowcy, no i zupełnie niewidocznym dlań przednim zderzakiem.

***

Ponieważ mówimy o koncernie General Motors, nie powinno dziwić, że platformę GMT199 wykorzystały też inne marki: Pontiac był pomysłodawcą i autorem całego projektu, jednak równolegle z Trans Sportem na rynek weszły tańszy Chevrolet Lumina APV i droższy Oldsmobile Silhouette.

Lumina APV (od All Purpose Vehicle) była reklamowana jako specyficzna wersja nadwoziowa sedana Lumina – co nijak nie odpowiadało rzeczywistości ze względu na użycie odrębnych platform, ale z jakiegoś powodu pasowało producentowi marketingowo. Specyfikacja w ogromnej większości odpowiadała Pontiacowi – poza tańszym wykończeniem, prostszymi wskaźnikami zaadaptowanymi z Chevroleta Corsica i dodatkowym wariantem towarowym, z zaślepionymi oknami z tyłu i tylko dwoma fotelami.

Chevrolet Lumina APV Cargo Van występował wyłącznie w latach 1990-92

Foto: materiał producenta

Wersje osobowe wyglądały równie kosmicznie jak u Pontiaca

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Z kolei Oldsmobile Silhouette pełnił rolę modelu luksusowego. Wyróżniał się wyłącznie detalami wykończenia i dostępnością opcjonalnej skórzanej tapicerki – niewystępującej wówczas w żadnym innym minivanie na rynku, poza topową wersją Chryslera Town & Country

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Wszystkie trzy modele wyszły z produkcji w czerwcu 1996r. Wtedy też zamknięta i rozebrana została wytwarzająca je fabryka w North Tarrytown nad rzeką Hudson (stan Nowy Jork). Był to najdłużej działający zakład General Motors – pracujący z minimalnymi przerwami od 1900r., w tym od 1918r. jako część majątku koncernu.

***

W sierpniu 1996r. zadebiutowała druga generacja minivanów opartych na platformie U – tym razem oznaczonej wewnętrznie GMT200. Była ona produkowana w Doraville w stanie Georgia i pozostała na rynku do 2004r., z tym że jej konstrukcja ze zwykłej stali i zewnętrzny wygląd nadwozi były już całkowicie konwencjonalne.

Decyzja wynikła oczywiście ze słabych wyników sprzedaży poprzednika. Nie pierwszy raz w historii okazało się, że auta o aparycji UFO publika chętnie ogląda w gazetach i na wystawach, ale niekoniecznie pali się do ich kupowania. Samochód został też zmniejszony, bo GM chciało sprzedawać go w niezmienionej formie po obu stronach Atlantyku – a na tą naszą generacja pierwsza była odrobinę zbyt duża.

Ostatecznie zdecydowano się wypuścić dwie długości, o rozstawach osi 112 i 120 cali (2.845 i 3.048 mm), z przesuwnymi drzwiami po jednej lub obu stronach, wedle życzenia klienta. Zawieszenie i jedyny w ofercie silnik 3,4-litrowy zostały przejęte od poprzednika.

Stylistycznie modele GMT200 dość wiernie naśladowały minivany Chryslera, które naonczas zgarniały ponad połowę amerykańskiej sprzedaży całego segmentu i w związku z tym były obiektem wnikliwych badań konkurencji. GM po raz kolejny zdecydowało się użyć trzech osobnych marek:

Chevrolet Venture (z charakterystycznym grillem, u nas znanym np. z Opla Senatora B)… 

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

…Pontiac Trans Sport (który od 1999r. nazywał się Pontiac Montana)…

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

…i Oldsmobile Silhouette. Wyróżnikiem tego konkretnego modelu był umieszczony w podsufitce ekran LCD z odtwarzaczem DVD, doskonale pełniący funkcję zabawiania przewożonych z tyłu dzieci. Ten wynalazek Oldsmobile wprowadził jako pierwszy w świecie, znajdując wkrótce wielu naśladowców w segmencie minivanów.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Powyżej widzimy wyłącznie wersje z długim rozstawem osi. Te z krótkim stylistycznie nie różniły się zbytnio, natomiast my w Europie znamy je doskonale, ponieważ od 1999r. sprzedawano je pod markami Opel/Vauxhall Sintra (wcześniej na Starym Kontynencie można było kupić GMT200 pod marką Chevrolet Trans Sport – w specyfikacji odpowiadającej Pontiacowi, ale ze znaczkami i felgami Chevroleta).

W tym miejscu nie będę rozwijał tematu Sintry, bo to był pod wieloma względami odrębny model, ale warto wiedzieć, że formalnie wykorzystywał platformę U, mającą początek w kosmicznym projekcie Pontiaca Trans Sport z 1990r.

Nie wygląda na bliskiego krewniaka, prawda…? Zasadniczo GMT200 to konstrukcja odmienna od GMT199, która powstała na czystej kartce, ale przejęła wszystkie podstawowe założenia poprzednika i większość jego rozwiązań technicznych.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Druga generacja minivanów GM praktycznie porzuciła swój pierwotny charakter awangardowo-sportowy. Był tylko jeden wyjątek: przygotowane w latach 1999-2000 prototypy OSV i OSV II (od Oldsmobile Specialty Vehicles), będące próbami wylansowania logo dla fabrycznego tuningu.

Silhouette OSV miał 3,4-litrowy silnik wzmocniony do 210 KM (bez turbo – samymi środkami mechanicznymi), ze wzmocnieniem przekładni, wentylowanymi i nawiercanymi tarczami hamulcowymi Brembo, amortyzatorami Koni, wydechem Borla, chłodzonymi fotelami Recaro i zestawem spoilerów dającym autentyczny docisk. Pomysł jednak nie chwycił, skończyło się na prototypach.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

***

Platforma U była wykorzystywana i później: po 2005r. powstawały na niej Chevrolet Uplander, Pontiac Montana, Buick TerrazaSaturn Relay, a jeszcze później dodatkowo Buick GL8 z przeznaczeniem na rynek chiński. Ponadto skrócona platforma U posłużyła do skonstruowania Pontiaca Aztec i Buicka Rendezvous. To jednak już przeszłość – w Stanach ostatnie minivany GM zostały wycofane w 2009r.

A pomyśleć, że w poprzednim stuleciu produkowali takie, które autentycznie ekscytowały…!!

Foto tytułowe i końcowe: materiał producenta

Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych  – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

65 Comments on “MODELOLOGIA STOSOWANA: KOSMICZNY ODKURZACZ

  1. Kurcze mam wrażenie, że ten segment był w latach 90 i początkach 00 tym czym dzisiaj SUVy. W sensie duże szpanerskie wozy kupowane, aby pokazać, że „kurła mnie stać wygodnie jeździć”, niemniej bardzo szybkko tracił na wartości, szczególnie tyczyło się to espace’a i wcześniej opisywanych przez Ciebie eurovanów.

    Ja z dzieciństwa w Białymstoku pamiętam parę Trans Sportów i Lumin. Jeden stał na moim osiedlu dość długo. Natomiast Chrysler Voyager/Dodge Caravan to chyba obok Civica najczęściej sprowadzany przez polonie na mieniu przesiedleńczym model. Około 2005 roku na osiedlu gdzie domy budowali polonusy stał chyba na co trzecim podwórku. Pamiętam niektórzy polonusy wykorzystywali całkiem nowe Voyagery do rozkręcania firm budowlanych, albo raczej remontowych. wozili nimi worki z cementem etc. Mój dziadek zawsze się śmiał jak można auto za jakieś 60 polskich średnich krajowych używać do budowlanki. Popularne były też Chevrolety Astro i Fordy Windstary, niemniej na pewno najwięcej było Voyagerów/Caravanów.

    • Różnica polega na tym, że te minivany były użyteczne i faktycznie pojemne w środku. SUV-y to takie guano opakowane w złoty papierek, udające coś pojemnego lub mającego zdolności terenowe, a faktycznie wszyscy wiemy jak z tym jest.

      • Przecież w takim Sharanie/Galaxy podłoga była wysoko jak w Żuku, siedziało sie na podłodze i jakoś super dużo miejsca w środku nie było.

      • Ale w Xsarze Picasso np. miejsca w środku jest w opór. Wyciągasz tylne fotele i masz małą bagażówkę. Trudno coś takiego zrobić przeciętnym suvem klasy kompakt. 🙂

  2. Miałem 2 gen Trans Sport w wersji Ventura(e?), dłuższa wersja do campingowania – napęd na 4 koła, zbiornik paliwa na 120litrów (+butla LPG na 80 netto) przesuwane drzwi na pilota, poziomowanie tyłu, kompresorek do pompowania materacy 🙂 dodatkowa klima z tyłu. Chyba już z 15-18 lat temu to był fajny wóz, niestety padła przekładnia jakoś w trasie lokalny warsztat rozmontował wszystko później nie umiał złożyć, okazało się że wypchnęli za bramę, bo miejsca nie było a straż miejska codziennie mandat naklejała, jak po jakimś czasie odebrałem zwłoki to się okazało że lepiej upłynnić na ukrainę niż placić mandaty :/
    Teraz by mi się przydał na wypady z dzieciakami :/

    • Czy przy takim mandacie nie ma możliwości wykazania, że auto było odstawione do mechanika…? Bo przy fotoradarze wskazujemy, kto prowadził – dziwne byłoby, gdyby przy innych wykroczeniach było inaczej.

  3. Swoją drogą ciekawe jak teraz takie unikaty stoją, pamiętam że kosztował mnie koło 10tys (między 8 a 12), porszawka 944 NA 8.5 tys mnie wyniosła w podobnym czasie, teraz bez. 2 dyszek nie podchodź.

    • @Zrazik , raczej to nie ma tylu fanów co porszawka , więc nie porównywałbym w ten sposób. To prawda ten segment, tak po 2005 roku tracił bardzo mocno.

    • Mam na sprzedaż lumine apv z 1993, z motorem 3.8, jakby ktoś chciał, za 6000 do negocjacji.

  4. Amerykanie nie nazywali Trans Sporta po prostu „odkurzaczem”, a bardzo konkretnym odkurzaczem – DustBuster. Zainteresowanym polecam wyszukać zdjęcia „1979 dustbuster”, podobieństwo rzeczywiście jest bardzo silne 😉 Sam byłem za młody by pamiętać początek lat 90. w Polsce, ale obraz motoryzacyjny drugiej połowy w głowie został, widywałem trochę Trans Sportów w Warszawie i dla kilkuletniego mnie rzeczywiście było to jak zobaczenie statku kosmicznego.

    • @nudny, kurde sądząc po artykule, komentarzach , jak i własnych wrażeniach, to mam wrażenie , że w Polsce przełomu wieków Trans Sport/Lumina był tym czym do niedawno jeszcze Tesla. W sensie auto robiące wrażenie, zauważalne, jednak w praktyce to był margines rynku i już droższych samochodów które jednak nie robiły tego typu wrażenia typu Audi A4 B5 było więcej.

    • haha faktycznie identyczne, z przodu. Auto zostało zmememowane zanim powstały memy 🙂

  5. Doskonale pamiętam to auto z lat 90-tych, tylko jako dziecko nie bardzo rozumiałem, że nazwa jest pisana rozdzielnie i dla mnie to był zawsze Pontiac „Transport”, trochę jak VW „Transporter”. Zgadzam się, że minivany z USA pełniły wówczas tą samą rolę, co obecnie duże SUV-y – rzadko kupowali je ludzie mający wielkie rodziny i rzeczywiste duże potrzeby transportowe, a bardziej służyły podkreśleniu statusu, z tego co kojarzę, to w jakimś serialu kryminalnym Voyager był nawet autem szefa gangu (nota bene tak samo było za wschodnią granicą – pamiętam jakąś książkę kryminalną rosyjskiego autora z początku lat 2000, gdzie autor pisze, że Grand Voyagery to auta, którym na wszelki wypadek lepiej ustępować na drodze jeśli nie chce się mieć przykrości).

  6. Mienie przesiedleńcze to było zwykle oszustwo i kantowanie fiskusa czyli nas wszystkich.

    Mnóstwo Fordów Windstarów było sprowadzanych na mienie.

    Cwaniactwo to zostało ukrócone dopiero jakoś pod koniec lat 90.

    • @Max, matko święta, może nie jestem, aż takim wolnorynkowcem jak @SzK, ale krew mnie zalewa jak widzę takie komentarze. Wiesz, że wtedy cło na samochody wynosiło 35% (jakoś w 1994 , potem sukcesywnie obniżano, niemniej szczegółów już nie pamiętam) wartości auta i był zakaz przywożenia aut starszych niż 10 lat? Były to bardziej rygorystyczne przepisy w tym względzie niż takie jak miała Białoruś. Powstało to teoretycznie po to aby podnieść sprzedaż nowych Polonezów Caro, Fiatów Cinquecento i Uno itp. wszystkiego montowanego w Polsce. Poczytaj sobie o składakach, których w 1998 też zakazono rejestracji. Jeżeli uczciwie pracowałeś w USA, to nie widze powodu dla którego nie miałeś sobie tam kupić samochodu i sprowadzić do Polski. Dochodziła kwestia serwisu , ale coż stac na konia , stać na paszę. Jako , że mieszkam na podlasiu gdzie jest dość duża polonia, to powiem tylko, że w import samochodów stamtąd to bawiła się napawdę najbardziej inteligentna część polonii. Reszta wolała kupić na miejscu Astre Classic , bo bała się procedur formalnych.

      • @PstrykEJ9

        Ależ ja jestem bardzo podobnego zdania co Ty.
        Ówczesny system podatkowy i ceł był ułomny, żeby nie powiedzieć po prostu głupi.

        Potępiam natomiast kombinacje niepłacenie podatków (nawet głupich) w postaci mienia przesiedleńczego, ponieważ wtedy to wyglądało tak, że cwaniaczki omijały płacenie ceł i podatków a zwykły uczciwy obywatel musiał je płacić, bo miał sumienie, bo był państwowcem, bo brzydził się kombinatorstwem.

        Jestem za równością KAŻDEGO wobec prawa. Jednakowe prawa dla wszystkich a nie, ze samotna matka czy ktoś pracujący za najniższą krajową podatki czyli cła płaci a cwaniaczki nie.

        Recepta na to jest bardzo prosta: maksymalne uproszczenie systemu podatkowego. Vide: głośna ostatnio sprawa pizzy z krewetkami i tumultu z tym związanego.

      • @Max, ale mienie przesiedleńcze istnieje i dzisiaj. Tylko bodaj jest wymóg, że musisz być właścicielem auta w kraju z którego się przesiedlasz minimum pół roku i przez rok nie możesz w Polsce potem sprzedać auta inaczej płacisz cło i VAT. Wtedy właśnie chyba był tylko wymóg , że musiałeś posiadać to auto przez 6 msc w kraju z poza obszaru celnego, a nie było limitu dotyczącego okresu sprzedaży. No nie wiem niech ktoś się wypowie jak to w latach 90 działało.

      • Jeżeli ktoś ciężko pracował w USA, kupił sobie auto i przywiózł do kraju żeby nim jeździć dalej/za jakiś czas sprzedać, to nie mam z tym żadnego problemu – wg ówczesnych przepisów można było raptem wwieźć jeden samochód na wracającego przesiedleńca. W praktyce zdarzały się nadużycia, gdzie próbowano wwieźć większe ilości aut na handel, ale i tak w zestawieniu z aferami gospodarczymi lat 90-tych to był jakiś plankton i „malwersacje” typu – mogę wwieźć tylko jedno auto, ale wwiozę dwa, bo drugie zarejestruję na teściową, która nigdy nie miała nawet prawa jazdy. To, że trochę tych aut wówczas wjechało i były widoczne w ruchu wynikało jednak głównie z tego, że po 1989 sporo osób zdecydowało się wrócić do Polski, a także z tego, że jako charakterystyczne łatwiej było je wyłowić wzrokiem z szarej masy maluchów i DF-ów.

      • To ja jeszcze raz może powtórzę to, to pisałem już wielokrotnie i co widać gołym okiem na przestrzeni całej historii, o ile tylko człowiek popatrzy się na rzeczywistość, a nie na propagandę.

        To, do czego władza jest naprawdę konieczna, kosztuje w każdej epoce i kraju około 10% wytwarzanej przez ludzi wartości. Jeśli zabierano by nam właśnie tyle, i to na jasnych, przejrzystych zasadach (od każdego tak samo, z rozliczeniem trwającym 10 minut raz na rok), to nikt na świecie nie miałby ochoty nic kombinować, bo kompletnie by się to nie opłacało. A gospodarka rosłaby w takim tempie, że te 10% zaraz przekroczyłoby dzisiejsze 100%. Byłby tylko taki problem, że a) rządzący byliby zwykłymi pracownikami jak wszyscy inni, a nie panami świata ciągnącymi miliardy z naszych kieszeni dla siebie i znajomych królika, pracujących rzekomo w szpitalach po 5000 godzin rocznie, b) nie mogliby narzucać nam co mamy kupować i u kogo, oraz w ogóle jakie podejmować decyzje życiowe, c) nie mogliby manipulować tym, kto ma płacić więcej a kto mniej, czytaj – kogo całkowicie zarżnąć, a komu wyeliminować całą konkurencję.

        W takiej sytuacji miganie się od płacenia podatków rzeczywiście byłoby okradaniem nas wszystkich i ja byłym pierwszym, który by to potępiał. Natomiast w sytuacji rzeczywistej jest tylko desperacką próbą unikania bycia okradanym z połowy owoców pracy. Zwłaszcza jeśli polega na szukaniu możliwości zapisanych w przepisach.

      • @Jerzy , tak zgadzam się z Tobą. Niemniej pozwolę sobie zauważyć iż większośc tych samochodów wjeżdżała albo na handel, albo była kupowana w USA z myślą o powrocie do ojczyzny i jeżdżeniem tym przez długie lata. Praktycznie nikt nie importował samochodów starszych niż 5 lat , bo raz, że serwis byłby już drogi, dwa same koszty transportu to już była znaczna część wartości tak starego auta. Wjeżdżały głównie auta 1-3 letnie. Niemniej podkreślam wbrew pozorom tym procederem parał się stosunkowo mały procent polonii. Przeciętnego Jurka z Grażynką przerastały te procedury i woleli na miejscu kupić Megane, Civica, Astre, czy Escorta.

      • Pstryk EJ9, SzK całkowicie podzielam wasze opinie. Max -„kantowanie fiskusa czyli nas wszystkich”
        to naiwne. Fiskus nie dba o interesy obywatela, tylko min. finansów. To jest Księstwo Urzędników, pozbawionych empatii, dla których obywatel jest tylko dojną krową. Moim zdaniem jest najbezwzględniejszym z kapitalistów jakich świat stworzył.

      • niby tak ale na przykład sprowadzanie 200 aut z USA na 1 parafie to już było przegięcie, albo na słupa jako mienie 'przesiedleńcze’. zawsze tam gdzie luka/preferencja tam i mafia. dlatego nie powinno być żadnych preferencji, wolny rynek i stawki 0% dla wszystkich.

    • Nie ma co zowiscic, mnie nic polonisty nie wzięli.
      Po to jest VAT żeby go wyłudzać. Po to są podatki by ich nie płacili każdy. Oczywistym jest, że sponsorzy polityków (zwłaszcza w bantustanach) zlecają taką robotę aby było im dobrze. Exploity muszą być. A jak ktoś jest zdeterminowany, ma czas i kiepełe to je znajduje. I później znów zmieniają, aby był nowy tylko dla zorientowanych. Świadectwem niech będą pałacyk plus przez pół roku.
      I tak się to toczy, zobacz Italie, tam już mają ponad 2000lat doświadczenia w tej zabawie i grają nadal.
      Na koniec polecam bajkę Stanisława Trembeckiego pt. „pająk i mucha”.

  7. Gdzieś w okolicach 1996-1997 roku miałem okazje przejechać się takim białym Trans sportem. Pamiętam że robił na mnie wtedy ogromne wrażenie. Do dziś pamiętam te wygodne fotele. To był kosmos w porównaniu do tego co jeździło wtedy po ulicach

  8. Wiele tu dodać nie mogę, bo tak jak wiele przedmówców dziwię się jak dużo tych pojazdów widziałem w latach 90-tych. Chyba faktycznie były charakterystyczne, bo nie wierzę, że liczbowo przekraczały ilość Voyagerów w naszym kraju (w drugiej generacji było już inaczej).

    Ja z zupełnie niezrozumiałych powodów uwielbiam minivany, a kosmiczne Dustbustery w szczególności. Pamiętam, że rozważałem I-gen Trans Sporta jako uniwersalny pojazd remontowy kiedy wykańczałem mieszkanie, ale z uwagi na odległość znalezionego egzemplarza zdecydowałem się na typowo dostawcze Scudo, bo było praktycznie na miejscu.

    • @Carman, no ja mam wrażenie , że Voyager/Caravan to obok Civica i Corolli chyba najczęściej sprowadzany w latach 90 i wczesnych 00 do Polski samochód z USA. Myślę, że nawet więcej sprowadzano Voy/vanów mkII niż Accorda mkV i Camry mkIII.

      Jest to też o tyle ciekawe, że inne modele Chryslera/Dodge’a nie cieszyły się większą popularnością. Tyle o ile zdarzały się jakieś tam Neony i Cirrusy/Stratusy (aczkolwiek o wiele więcej było Camry i Accorda raczej, a może nawet i Maximy) to Concorde/Intrepid, a co dopiero New Yorker to prawdziwy biały kruk w Polsce.

  9. Pamiętam jak mój kuzyn kupił takiego ze stanów około 1995-6 roku, wtedy dla mnie to był kosmos. Linia nadwozia podoba mi się do teraz, wnętrze robiło też ogromne wrażenie szczególnie na czele post PRLowskiej motoryzacj. Niestety mogę powiedzieć o odczuciach jako pasażer, gdzie był to dla mnie bardzo komfortowy samochód z ogromną przestrzenią, szczególnie po wyjęciu foteli i bajer w postaci kompresora z wyjmowanym wężem. Niestety z tego co wiem, to ten trzybiegowy automat był bardzo powolny i czasem aż strach było coś wyprzedzać.

  10. Znając ówczesną stylistykę Opli, byłbym w stanie uwierzyć, że to Opel zaprojektował tę drugą generację. Te światła, szczególnie tylne, przednie trochę też, tylko to nieeuropejskie ich przełamanie i obrysowka…
    Sintra miała oczywiście swoją gamę silnikową:R4 2.2 w benzynie i turbodieslu bodaj tam było.

    • Heh, ostatnio czytałem pewne wpisy o aktualnym „braku tożsamości Opla” – wydają się dość zabawne, biorąc pod uwagę jak „światową” marką był niegdyś Opel. Dość powiedzieć, że to prawie to samo można było kupić jako Chevrolet, Daewoo, Isuzu, Pontiac, albo nawet i Holden…

      • Oczywiście, przecież to był oddział GM, od lat 20-tych 🙂 Niemieccy samochodziarze, zapytani o krajowe marki samochodów, raczej nie wymieniają Opla…

      • @SzK, niemniej ZTCW to Pontiac Le mans , czy Chevrolet Ascona w US lat 80 robiły śladową sprzedaż. Tak naprawdę tylko Vauxhall miał siłę przebicia (a w pewnych kręgach nawet stworzenia prestiżu) w UK. Ciekawe w sumie, że jak w tamtych latach amerykanin preferował oszczędniejsze wozy niż klamoty typu Impala, to wolał kupić japońca niż w gruncie rzeczy rodzimy wóz tylko , że skrojony tradycyjnie pod Europę.

      • W Stanach akurat nie, ale na wszystkich pozostałych kontynentach funkcjonowały jakieś modele, które my znamy ze znaczkiem Opla

    • Oraz 3.0 v6 w przedlifcie, nie pamiętam czy po lift też miał v6, jeśli tak to 3.2

  11. Nie będę tu oryginalny pisząc, że kiedy pierwszy raz zobaczyłem Trans Sporta w latach 90-tych to mi szczęka opadła. Jeździł taki biały z szarym dołem po mojej okolicy. Co ciekawe, nadal czasem ten egzemplarz widuję. Dalej na czarnej blaszce.

    • Czy ktokolwiek kojarzy inne Trans Sporty niż białe z czarnymi szybami? Mam wrażenie, że one chyba wszystkie takie były 🙂

      • większośc było białych, z tymi fałdami na dole, bez fałd są o wiele ładniejsze
        ale najpiękniejsza czarna Lumina z tymi czerwonymi paskami i wstawkami – CUDO <3 widziałem taką na żywo kiedyś – piękność, oczywiście tylko z daleka, bo z bliska to już tak średnio, a deska rozdzielcza to już zupełnie słabo
        Kiedyś prawie kupiłem TransSporta/Luminę, jakąś ciemną z czerwonym wnętrzem, to czerwone wnętrze mnie oczywiście strasznie kusiło, był za tysiąca gdzieś pod Białymstokiem gdzie byłem akurat w delegacji, ale ciekła pompa wody i w ogóle taki wrost to był i mi się tak średnio chciało go odszczurzać i odpuściłem

        z ciekawostek, to te 3biegowe automaty to ten sam Turbo-Hydra-Matic TH125C co w Kadecie E, także poniekąd takim jeździłem, a tą skrzynię mam do dziś, niezniszczalna skrzynia
        Te 4 biegowe w 3.8 już takie wieczne nie były, tam się rozciągał łańcuch i przeskakiwał przy mocniejszym dodawaniu gazu dając charakterystyczne terkotanie

        dokładnie odwrotnie z Voyagerem 2 – z zewnątrz no ładny ale nic szczególnego, a im bliżej tym ładniej, a w środku to już super fajnie, bardzo ładna i staranna deska rozdzielcza i w ogóle czuć takie "postaranie", no i super przyjemnie się jeździ Voyagerem 2. Jedynką nie jechałem ale też ładniutki, a już te późniejsze "jajka" obrzydliwe

        Niestety ani TransSporta ani Voyagera nie miałem, jedyny Amerykański minivan jakiego miałem, to Japoński Nissan Quest w Amerykańskiej wersji Mercury Villager 3.0 V6 z 4 biegowym automatem, zamieniłem się za C15stkę i dopłaciłem z tysiąca, był trochę pognity, także progi nowe wspawałem i poprawki tylnych wnęk kół, i na prawdę super fajny był to samochód, całkowicie bezawaryjny, mimo, że przebiegu musiał mieć duuuużo – jak wymieniałem uszczelki pokryw zaworów to nagaru było tyle, że dźwigienek zaworowych nie było w ogóle widać, a nagar odpadał skrzepami grubości ok 1cm, wsysałem to odkurzaczem którego mi nie szkoda już było, mimo tego silnik sobie z tego nic nie robił, nie brał oleju, nie dymił, mocy też miał z 2x mniej niż powinien (przejechałem się kiedyś takim samym ale innym to miał 2x więcej mocy), a i tak mimo to fajnie przyspieszał, tylko palił 20 gazu, benzyna praktycznie nie działała, ale dzięki BLOS-owi odpalał zawsze nawet w zimie na gazie, fajny był, Żonka sama za nim tęskni, choć to ona stwierdziła żeby sprzedać, a potem żałowała

      • Ja kojarzę czerwone i czarne. Ale ludzka pamięć to nie jest pewne źródło informacji.

      • Ja kojarzę zielone – miał takiego w latach 90-tych właściciel zlokalizowanego po sąsiedzku kantoru. A swoją drogą Trans Sportem poruszał się jeden z bossów „Wołomina” Wiesław Niewiadomski ps. „Wariat” i zdaje się w nim właśnie został zastrzelony.

      • @Jerzy ogólnie wołomińscy lubili amerykańskie fury.

  12. Zwróćcie uwagę na górny narożnik przednich drzwi, po otwarciu zamienia się w generator urazów głowy; gdzieś na YT jest filmik, na którym ładnie to demonstrują. Producent wspominał o tym w instrukcji oraz umieszczał naklejki ostrzegawcze po wewnętrznej stronie ramki szyby (widocznej po otwarciu drzwi).

    • Nigdy nie uderzyłem w niego… Mam wrażenie, że problem jakichś nieskoordynowanych ludzi tylko 😉

      • amerykanie wymyślą wszystko żeby tylko dostać parę dolców z odszkodowania, choćby kosztem pokazania jakimi skrajnymi debilami potrafią być

  13. Chevrolet Lumina apv byl moim samochodem sluzbowym w 1996 i 97 roku. W Polsce! To byl zupelny odlot. Pamietam rejestrację GAB2031

  14. Pierwsze moje „spotkanie”z tym samochodem to film FX, myślałem wtedy że to jakaś wydumka na potrzeby filmu właśnie a nie normalna fura. A teraz ciekawostka, tacy jedni moi znajomi pojechali sob IE w celach zawodowych luminą do Londynu żeby zaoszczędzić nie tankowali w GB więc wracając gdzieś po środku niczego Wacha się skończyła na autostradzie we Francji, akcja ratunkowa byłaby zbyt droga więc wpadli na pomysł żeby przerobić grata na LPG czyli butla z propanem na kolana , wąż przez okno pod maskę,palnik w dolot ,dozowanie z łapy w zależności od ciśnienia gazu no i tak do stacji dojechali te kilkadziesiąt km. Jakby się ktoś zastanawiał skąd butla z palnikiem do lutowania … No bo to był karawan😵‍💫

    • To jest historia jak od Benny’ego 🙂

      Ale że wyregulowali to tak, że im nie gasło i nie strzelało, to naprawdę niesamowite… Fachowcy w warsztatach profesjonalnych instalacji mieszalnikowych nie mogli czasem ustawić, a tutaj taki przypadek…!!

      • jaki to przypadek, ustawia się tak, żeby obroty jak najwyższe były i tyle, niema prawa nic strzelać jak kable do świec i same świece są sprawne (świece nie mają pękniętej porcelanki, a kable WN mają dobrą izolację. Mi tam nawet Duży Fiat nie strzelał na gazie. Trafiałeś Szczepanie na jakiś strasznych partaczy gorszych odemnie 🙂 a nie gazowników
        jadąc ze stałym obciążeniem na butli odkręcali/zakręcali tyle żeby jak najlepiej szedł i tyle
        jedynie dobrze, że nie spalili pompki paliwa… no chyba że ją odłączyli, jak i wtryskiwacz najlepiej, choć wtryskiwacz tak szybko nie zdechnie bez paliwa jak pompka

      • Pewnie gasło i strzelało ale dojechało jak już się rozbijało do prędkości przelotowej. Co do regulacji LPG to żeby skaszanic regulacje parownika to już trzeba być totalnym dyletantem gazownictwa bo to prawie jak gaźnik, podobne zasady działania, do wtrysków takich bardziej zaawansowanych to już trzeba mieć trochę rozumu i przynajmniej podstawy wiedzy jak to działa…

    • Doprawdy wisielczy pomysł, ale przedni. Jak by, nie daj, wypaliło, to mogli wrócić na pace w przedziale dla VIPów.

  15. Miałem Trans Sporta 3.8 ’93 ponad 7 lat 🙂
    Ja jestem z tych, którzy totalnie nie rozumieją opinii, że vany to takie beznadziejne i nudne. Uważam, że nawet ta dość klasyczna ich linia jest całkiem spoko, a komfort i przestrzeń oraz uniwersalność, którą dają jest nie do pobicia przez jakikolwiek inny typ samochodów. O wspomnianych tu SUVach tu nie będę się wypowiadał, bo je dokładnie odwrotnie – uważam za najbardziej bezsensowny typ samochodu, jaki wymyślono i nie bardzo mogę zrozumieć dlaczego świetne vany, czy też zwykłe kombi wycofują ze sprzedaży na rzecz kolejnych SUVów…
    Co do samego Trans Sporta – bardzo ciekawe auto. Bardzo jednak też „amerykańskie”, czyli połowa europejczyków zapewne marudziłaby, że kiepskie plastiki, że szpary między nimi duże i nierówne itd. 😉 Ale mi to osobiści nigdy aż tak nie przeszkadzało za to trzeba przyznać dużo prostsze i przyjemniejsze to wszystko było w serwisowaniu zawsze. Auto kanapowe, niektórych miękkość zawieszenia przerażała i np. szybsze wejście w zakręt. Ale wbrew pozorom on się całkiem dobrze drogi trzymał, można było śmigać dość żwawo, a bujanie to kwestia przyzwyczajenia i wyczucia auta.
    Genialny był w sumie na trasy, bo przy autostradowych prędkościach silnik kręcił między 2000-2500 obr/min. Gdzieś tu było napisane, że GM charakteryzowało dobre wygłuszenie – faktycznie obecność w sporej ilości welurów, wykładzin itp. sprawiała bardzo przytulne, „miękkie” wrażenie. Pod tym względem to było o wiele lepsze moim zdaniem od np. Voyagera III gen. (tzw. jajko) gdzie zdecydowanie bardziej królował plastik. Owe materiały też na pewno wspomagały ogólne wygłuszenie. Natomiast no nie oszukujmy się – super cicho w środku nie było przy wyższych prędkościach. Na pewno nie pomagał temu też ani wiek auta, ani kubatura. Pod tym względem osobiście oczekiwałbym czegoś lepszego, ale też mam świadomość, że to w gruncie rzeczy nie była jakaś topowa limuzyna, a jednak rodzinny osiołek do pracy i codziennych dojazdów…
    Dynamika z 3.8 bardzo przyjemna. Skrzynia fajnie płynnie zmieniała biegi. Może do setki rekordów czasowych nie bił, choć jak na wielkość i bycie vanem, to i tak bardzo spoko. Za to w trasie ponad 300 Nm z porządnej pojemności zdecydowanie lepiej pokazywało przewagę nad wyżyłowanymi 1.5 jadących na kresie swoich obrotów i możliwości 😉
    Rzeczywiście brakowało mocno tych lewych otwieranych drzwi. Wewnątrz było dość przestronnie, ale faktycznie, jak na 5 m długości, to oczekiwałbym lepszego wykorzystania miejsca wewnątrz. Rodziców Galaxy po lifcie miał go podobnie, a był jednak sporo krótszy.
    W użytkowaniu trochę drażniły takie różne drobne usterki, czy np. pękające klamki itp. Parę takich typowych przypadłości było. Ciężko było też walczyć z wyciekami oleju – dostęp trudny (ale to chyba problem większości vanów), a mimo wymiany uszczelek szybko pojawiały się znowu jakieś.
    Obecnie też już niestety zaczyna być problem z dostępnością niektórych części, nawet na RockAuto czy w innych amerykańskich sklepach. Np. tylne pompowane amortyzatory są już praktycznie niedostępne nigdzie, a nikt też ich nie chce regenerować…
    Podsumowując – bardzo miło wspominam ten samochód. Jeździło się nim całkiem przyjemnie, niejednokrotnie bardzo ułatwił mi życie swoją pojemnością – zwłaszcza, gdy dzieci były małe. Moje dzieci zresztą do dzisiaj widząc Trans Sporta gdzieś na ulicy wspominają, że szkoda, że już nie mamy naszego…

    I jakby co – tak, były inne kolory niż biały 😉 Ja miałem bordowego w EU nadwoziu (czyli bez tych falbaniastych „Pontiacowych” listew na dole – wygląd taki sam jak w wersji Oldsmobile Silhouette).
    Ale zaciekawienie tym modelem zaczęło się – a jakże! – od białego z czarnymi szybami, którym tata mojej koleżanki z klasy odwoził ją do liceum w latach 90. :)))

    • ja też tego totalnie nie rozumiem, minivany i kombiaki są najfajniejsze
      Suvy to jeszcze zależy jakie, bo taki Jeep XJ jest wspaniały i jest pełnoprawną terenówką mimo że nie ma ramy i nie jest toporny jak UAZ
      ale jeśli chodzi o te nowoczesne co to mają nawet napęd na jedną oś to owszem, bez sensu, choć i tak lepsze od sedanów, które już absolutnie żadnego sensu nie mają

      • Benny, na ramie to w Stanach już tylko Suburban został (i pochodne).Ale Chevrolet to badziewie najniższego lotu dla plebsu, Trumpa, Secret Service i FBI – zapytaj Szczepana.
        Na lewym marginesie – Uaza, proszę tu nie mieszaj, toporny jest bardzo, na autostradę nie polecam, ale wjedzie wszędzie i zewsząd wyjedzie. Lepiej niż wiele Jeepów. Byle ruskich opon nie zakładać.
        Na prawym marginesie – to, czym tak naprawdę różni się obecny popularny SUV od vana, czy minivana. Tym, że ma wyodrębnioną maskę silnika? Funkcje, pojemność mają podobne. W większe 7 osób się mieści. Na autostradzie da się jechać bez problemów i zwykle komfortowo. W terenie… różnie to jest.
        Na dolnym marginesie – podobno Citroen na w zanadrzu nową Xsarę Picasso, a mówili, że ninivany już wymarły. Chociaż z drugiej strony w Stellantisie wszystko możliwe. Mogą znów zacząć produkować motorowery Peugeota albo elektryczne rowery z napędem Leapmotora, Rower Peugeot damka (bez prądu) ciągle jest dyspozycyjny w moim garażu.

      • no właśnie przestrzenią ładunkową się różni, w Minivana zapakujesz co chcesz, zwykle są wyciągane/chowane fotele, niski próg załadunku, wysoki sufit i szeroka klapa tylna, a w takim suwie to jest to samo co hatchback, tylko że wyższy, pralka nie wejdzie, a jak nawet wejdzie, to nie pionowo, i trzeba kanapę składać (o ile się w ogóle jakoś sensownie składa), w minivana to pralka wchodzi pionowo bez zmian w fotelach

  16. BTW. bardzo żałuję, że Trans Sport nigdy nie wszedł do produkcji w wersji koncepcyjnej… A przynajmniej możliwie zbliżonej do niej. To byłby naprawdę czadowy van 🙂

  17. Gdyby ktoś zapytał mnie o interesującego minivana (z wyłączeniem prototypów i tuningu jednostkowego) to odpowiedziałbym bez wahania że Mercedes R63. No sama R Klasa jest jakoś ciekawa, bo minivan Mercedesa to coś niekoniecznie spodziewanego, ogólnie minivany premium nie są popularne. Ale minivan z 6.2 pod maską? I to nie leniwą, jak stare amerykańskie klocki żeliwa, tylko od początku do końca sportowa. Tylko Mercedes mógł wypuścić takie dziwadło. Jest interesujący nawet nie przez to że jest najszybszym minivanem, albo relatywnie ładnym minivanem, ale cały ten absurd sytuacji robi wrażenie.

  18. Cześć.
    Mam uzupełnienie do dyskusji pod artykułem o motoryzacji izraelskiej. Zapytałem mojego kolegę z Izraela o to, dlaczego w jego kraju nie interesują się zbytnio motoryzacją. Wydaje się odpowiednią osobą, żeby się wypowiadać na ten temat, bo sam jeździ starym śmietnikiem. Odpowiedział, że interesują ich tylko te pojazdy, na których można zamontować działo 😉
    Nie kojarzył firmy Autocars, ale znał markę Sussita.

  19. Pontiac Trans Sport na początku lat 90-tych robił niesamowite wrażenie. Rzeczywiście kojarzę głównie w kolorze białym. Często taki widywałem na swoim osiedlu w Warszawie. Ktoś wyżej wspomniał, że białym Trans Sportem jeździł Wariat.

  20. W latach 90-tych miałem okazję jechać jako pasażer w trzecim rzędzie Dodga Caravana z lat 80-tych. Ogromna ilość miejsca, wyciszenie, komfort zawieszenia i ogromnej kanapy robiły niesamowite wrażenie. Wykończenie wnętrza też robiło wrażenie.

  21. „Jaki jest najnudniejszy typ samochodu? To oczywiście zależy od konkretnej interpretacji i realizacji, ale nikt się chyba nie zdziwi, jeśli w czołówce tego rankingu umieścimy minivany. Widział ktoś kiedyś minivana, który by emocjonował?

    Owszem – ja na przykład widziałem. W dodatku był to prawdopodobnie pierwszy minivan, jakiego zobaczyłem z bliska.”
    – to jakieś zupełne deja vu, u mnie tez minivan wywołał naprawdę wielkie emocje i sprawił ze trochę inaczej patrze na wszystkie samochody. I co najważniejsze był to naprawdę pierwszy minivan który w życiu widziałem.
    Pamiętam ten dzień doskonale, koniec lata 1976, miałem wtedy 8 lat, a na drogach ( przynajmniej tam gdzie mieszkałem) jeździło jeszcze niewiele Fiatów 126 a wszystko co było młodsze od garbatej Warszawy było nowoczesne. I wtedy własnie moi rodzice poznali pana Mariana, właściciela Multipi. A mi szczena opadła, w takim małym aucie pomieścić 6 osób i to wygodniej niż w 126 i do tego jeszcze prawdziwy silnik ( ten już znalem z Zastawy). Sama koncepcja auta wydawała mi się rewelacyjna ( i tak tez było ).
    Ta Multipla później była serwisowana i naprawiana w warsztacie mojego wujka. Tak ze do 1986 ja regularnie widywałem i nawet jazdę próbną zrobiłem – ale wtedy miałem już z 17 lat i prawo jazdy. A Auto silnik zastawy 750.

  22. To jest faktycznie jedyny minivan, który przyciągał mój wzrok, gdy tylko pojawił się na drodze, a Trans Sportów trochę po Polsce jeździło, pamiętam nawet jeden egzemplarz po lifcie, który jeździł jeszcze niedawno po moim mieście na czarnych blachach, albo inny wrastający przez lata na obrzeżach Radzynia Podlaskiego. Nieważne. Ojciec jednego z moich kumpli w okolicach 2000 roku miał takiego wczesnego Trans Sporta i dla jego rodziny to był istny statek kosmiczny – futurystyczny design, wielki silnik, gargantuiczna ilość miejsca w środku. Dodam tylko, że to był w tej rodzinie dopiero trzeci pojazd – przesiedli się do niego prosto z malucha, a przed maluchem był tylko Romet Ogar 200. Można sobie tylko wyobrazić jakim szokiem była dla nich taka przesiadka. Niestety, duży widlasty silnik to też spory apetyt na paliwo, więc po kilku latach się z nim pożegnali i następcą Pontiaca została Honda Civic z połowy lat 90.

Comments are closed.