MODELOLOGIA STOSOWANA: ŚWIATOWE BLIŹNIAKI

Jeszcze do końca poprzedniego stulecia żaden samochodziarz poproszony o wymienienie japońskich marek aut nie zapominał o Isuzu.
Taka firma istnieje do dzisiaj, ale już mało kto o niej pamięta, a jeszcze mniej ludzi potrafi powiedzieć, co się z nią aktualnie dzieje. W tej chwili jej głównymi produktami są pojazdy użytkowe i wszelkiego rodzaju silniki Diesla, choć poza nimi w ofercie pozostały pojazdy lekkie – pick-up D-Max i oparty na nim SUV nazwany MU-X. Kiedyś było ich znacznie więcej, należących do różnych segmentów, tyle że wiele z nich stanowiły konstrukcje obce – firm Honda, Suzuki, Mitsubishi, Nissan, Subaru, a przede wszystkim General Motors.
Historycznie najważniejszy był ten ostatni koncern, który przez 35 lat, pomiędzy 1971-2006r., posiadał spore pakiety akcji Isuzu (w szczytowym okresie do 34%). Ponieważ właśnie wtedy marka wykazywała największą aktywność eksportową, wielu ludzi miało ją za japoński oddział GM – to jednak nie jest prawda, mimo że najpopularniejsze modele Isuzu rzeczywiście pochodziły z koncernowej gamy. O części z nich – mianowicie o linii modelowej Gemini – będzie dzisiejszy wpis.
35 lat to sporo, jednak historia Isuzu jest dłuższa: zaczęła się w 1916r., kiedy w Japonii automobil posiadał praktycznie tylko cesarz i paru magnatów. Zaczęło się od pomysłu kierownictwa Tokyo Ishikawajima Shipbuilding and Engineering Co., Ltd (protoplasty firmy IHI, znanej z produkcji turbosprężarek), by produkować w Japonii samobieżne pojazdy. W tym celu zawiązana została spółka z firmą zarządzającą tokijską siecią elektryczną i gazową. W 1918r. rozpoczął się pierwszy etap, tzn. montaż pojazdów angielskiej marki Wolseley, prowadzony w tokijskiej stoczni Ishikawajimy, z prawem eksportu do wszystkich państw Azji Wschodniej.
W 1920r. doszły do tego ciężarówki. Było to o tyle ważne, że gdy trzy lata silne trzęsienie ziemi zniszczyło główne japońskie linie kolejowe, powstał ogromny popyt na transport drogowy. Firma nawiązała wtedy współpracę z GM i Fordem sprowadzając na dużą skalę ich ciężarówki i autobusy. Dzięki temu rozwinęła się na tyle, że od 1927r. potrafiła już tworzyć własne konstrukcje, sprzedawane pod marką Sumida (od nazwy rzeki, nad którą mieścił się zakład).
W latach 30-tych w japońskim przemyśle nastąpiło wiele przekształceń własnościowych, podziałów i fuzji. Nasza firma – która nie nazywała się jeszcze Isuzu, tylko Automobile Industries Co., Ltd. (po japońsku – Jidosha Kogyo Co., Ltd.) – kilkakrotnie zmieniała strukturę i burzliwie się rozwijała uzyskawszy kontrakty na zmotoryzowanie cesarskiej armii. Po jednej z reorganizacji, w 1937r., przemianowała się na Tokyo Automobile Industries Co. Ltd i weszła w skład grupy kapitałowej (zaibatsu) o nazwie Yasuda.
Z tego samego pnia wywodziły się oddzielone w międzyczasie IHI Corporation (która poszła własną drogą w 1929r.) i Hino (w 1942), natomiast nazwa Isuzu pojawiła się w 1949r. Ona znów pochodziła od rzeki, tyle że płynącej przez Ise – miasto odległe od Tokio o ponad 400 km i mieszczące najważniejszą szintoistyczną świątynię. Znaki, którymi zapisuje się słowo ISUZU znaczą równocześnie „pięćdziesiąt dzwonów” – dlatego w nazwach kilku wczesnych samochodów firmy pojawiała się angielska sylaba bell.
Isuzu nie wykształciło niestety większego potencjału inżynieryjnego. Osobowe auta produkowało zwykle w kooperacji z innymi firmami: od 1953r. z Grupą Rootes (Hillman Minx), potem próbowało opracować własne modele, ale w latach 60-tych powróciło do współpracy technicznej z Subaru, a potem Mitsubishi i Nissanem. Żaden z tych aliansów nie przetrwał dłużej, a ich owoce są ciekawym tematem na osobny wpis. Dziś natomiast chciałem opisać najważniejszy samochód zrodzony ze związku Isuzu z General Motors, zawartego we wrześniu 1971r.
***
Na początku lat 70-tych General Motors znajdowało się u szczytu swej potęgi. Było nie tylko największym producentem samochodów w całym świecie (nieprzerwanie od końca lat 20-tych), ale też najpotężniejszą organizacją przemysłową i jednym z największych przedsiębiorstw (głównymi rywalami w tym względzie były Exxon, IBM, Kodak, Sears Roebuck i General Electric). Koncern zatrudniał 750 tys. osób osiągając przychody 35 mld dolarów i zyski netto przekraczające 2 mld (jeden dolar z 1972r. odpowiada niecałym ośmiu współczesnym).
Roczna produkcja GM sięgała 8,5 mln pojazdów, z czego 6 mln sprzedawano w samych Stanach Zjednoczonych. Nawet dziś taki wynik dawałby trzecie miejsce w świecie, za Toyotą i Volkswagenem, a wtedy oznaczał aż ponad 50% udziału w rynku amerykańskim, jednak „tylko” niecałe 25% w światowym – stąd plan zdobywania przyczółków na innych kontynentach. To nie był plan nowy: już w latach międzywojennych GM przejęło angielskiego Vauxhalla i niemieckiego Opla, w Australii od podstaw stworzyło markę Holden (prawie – bazą była wykupiona przez koncern firma nadwoziowa), w Ameryce Południowej korzenie zapuściły Chevrolet i Buick, zaś w RPA od 1968r. funkcjonowała efemeryczna marka Ranger (temat na osobny wpis). Japonia, jako rynek wschodzący, nie mogła ujść uwadze decydentów z Detroit – stąd pomysł na deal z Isuzu.
Początków tej relacji można się doszukiwać w latach 20-tych i imporcie ciężarówek po trzęsieniu ziemi z 1923r., teraz jednak sprawa dotyczyła pojazdów lekkich. Co ważne, relacja była dwustronna – jej pierwszym przejawem była sprzedaż japońskiej produkcji pick-upa w Stanach, pod nazwą Chevrolet LUV (Light Utility Vehicle).
Chevrolet LUV wyglądał całkiem japońsko, bo był przemetkowanym Isuzu D-Max (ta nazwa funkcjonuje na rynku do dzisiaj). Długość 4,4 metra, ładowność 1.400 funtów, 1,8-litrowy silnik benzynowy o mocy 76 KM i czterobiegowa skrzynia ręczna lub trzybiegowa automatyczna pozwoliły w 1972r. znaleźć w USA 20 tys. nabywców, lecz w miarę narastania paniki paliwowej sprzedaż rosła, by w 1979r. przekroczyć 100 tys.
Foto: , Licencja CC
***
Nasz główny dzisiejszy bohater, Isuzu Gemini, zadebiutował w 1974r. Można go nazwać produktem światowym, bo był sprzedawany w różnych częściach naszego globu, tyle że pod różnymi markami: u nas najlepiej znany jest jako Opel Kadett C, ale w Malezji i Tajlandii mówili nań Opel Gemini, w Australii Holden Gemini, w Wielkiej Brytanii i niektórych jej dawnych koloniach Vauxhall Chevette, a w Stanach – uwaga!! – Buick Opel by Isuzu. Nazwa wydaje się idiotyczna, choć pewien sens miała, bo auto japońskie zastąpiło import z RFN „oryginalnych” Opli sprzedawanych przez salony Buicka pod nazwą Buick Opel. To miał być produkt z wyższej półki, górujący nad krajowym (i zupełnie niespokrewnionym) Chevroletem Vega, a potem (już spokrewniony) Chevroletem Chevette. Gdy więc Buicka Opla postanowiono zastąpić autem z Japonii, nazwano je Buick Opel by Isuzu. Logiczne.
Warto też wspomnieć o Korei Południowej – wówczas jeszcze bardzo biednej, ale budującej zaczątki przemysłu samochodowego: tam pochodną Kadetta/Gemini produkowano pod nazwą Saehan Gemini, zmienionej później na Saehan Maepsy, a w 1983r., po przemianowaniu wytwarzającego je koncernu – na Daewoo Maepsy.
W samej Japonii, w celu nawiązania do wcześniejszych modeli Isuzu, auto początkowo określano jako Bellett Gemini. Występowało ono w tylko dwóch wersjach nadwoziowych – jako czterodrzwiowy sedan albo dwudrzwiowe coupé, o rozstawie osi 2.405 mm i wymiarach 4.135 x 1.570 mm. Konstrukcję auta – podkreślę, że tylnonapędową – General Motors nazywało Platformą T i wykorzystywało aż przez 24 lata (1974-1998).
Foto: TTNIS
Foto: TTNIS
Foto: materiał producenta
Wnętrza w ogóle nie przypominały Opli – były własnym projektem japońskim
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Zawieszenie oparto na podwójnych wahaczach poprzecznych z przodu i sztywnej osi tylnej na wzdłużnych wahaczach z drążkiem Panharda z tyłu, a mieszany, tarczowo-bębnowy układ hamulcowy tylko opcjonalnie dostawał wspomaganie.
Innych opcji było niewiele. Zapewne wielu z Was pamięta, że Kadett C oferował pięć wersji nadwoziowych i niezliczone wersje napędu, Isuzu natomiast tylko dwie karoserie, a do tego początkowo jeden silnik – za to mocny, bo 1,6-litrowy, z wałkiem w głowicy i dwuprzelotowym gaźnikiem, o mocy 94 lub 100 KM wg SAE (ta moc i prędkość maksymalna 170 km/h przypominały raczej ówczesne limuzyny klasy wyższej niż kompakty). W 1979r. doszła do tego jednostka 1,8-litrowa w gaźnikowej wersji OHC (110 KM, 175 km/h) lub wtryskowej DOHC (130 KM, 180 km/h). Przekładnie początkowo miały tylko cztery biegi, ale w 1976r. zyskały bieg piąty, a rok wcześniej pojawiły się opcjonalne, trzybiegowe automaty z półki GM.
Wszystkie silniki były konstrukcjami japońskimi, zaprojektowanymi z zapasem wytrzymałości i znakomicie wykonanymi – dlatego po latach utarła się opinia, że Isuzu to najsolidniejsze wydanie Platformy T, które w rankingach niezawodności przewyższało Ople, Vauxhalle i Chevrolety.
Firma Isuzu specjalizowała się w silnikach Diesla, dlatego w 1979r. wprowadziła taki również w swym aucie osobowym. Chodziło o przeróbkę benzynowej 1,8-mki, której moc spadła do 64 KM (to i tak więcej niż rozwijała mercedesowska dwulitrówka), a maksymalna prędkość – do 120 km/h. W czasach drugiego kryzysu naftowego ta wersja zdobyła wielu klientów, a po trzech latach dostała nawet turbodoładowanie: wg producenta był to pierwszy wysokoprężny silnik samochodowy ze sterowaniem elektronicznym, choć przyrost mocy nie oszałamiał (większość źródeł podaje 73 KM, czyli tylko o 9 więcej niż w pierwotnej odmianie wolnossącej i 7 więcej niż w wolnossącej z tym samym, elektronicznym wtryskiem).
W międzyczasie następował drobne liftingi – np. w 1977r. reflektory zmieniły kształt z okrągłego na prostokątny…
Foto: materiał producenta
…a dwa lata później przedni pas w charakterystyczny sposób pochylił się z wiatrem. Pojedynczą sztukę takiego Isuzu – w kolorze srebrnym – pamiętam z lat 80-tych z Krakowa. Nikt z otoczenia nie wiedział, co to za marka, choć japońskiego pochodzenia nazwy wszyscy się domyślali. Auto pozostało w produkcji do 1987r., znajdując w całym świecie 768.535 nabywców.
Foto: materiał producenta
W USA Buick Opel by Isuzu zastąpił Kadetta (oznaczonego tam Buick Opel), a to z powodu gwałtownego osłabienia dolara wobec marki i związanego z tym wzrostu kosztów importu, skutkującego stratą kilkuset dolarów na każdym egzemplarzu. W tym jednym kraju większość sprzedaży stanowiły coupé, które w cenniku zajęło miejsce Opla Manty – bo w Ameryce auta importowane ogólnie oznaczały coś ekstra dla koneserów, podczas gdy zwolennicy praktyczności i taniości wybierali raczej krajowego Chevroleta Chevette.
„To nie jest zły wóz, jeśli pogodzisz się z jego nazwą” – pisał magazyn „Road & Track„, zgryźliwie przezywając japońskie auto Japel. Redaktor zwrócił uwagę na uboższe wyposażenie i gorsze wrażenie jakościowe niż w przypadku Opla, ale też sztywniejsze, bardziej responsywne zawieszenie i świetne osiągi, jak na ten przedział pojemności i ceny. W 1976r. auto kosztowało od 3.282 dolarów – o ponad 360 mniej niż poprzednioroczny Kadett, przynosząc przy tym producentowi zysk zamiast strat. Największą przeszkodą dla jego popularności było natomiast przydzielenie dystrybucji salonom Buicka – które znacznie lepiej zarabiały na autach macierzystej marki, nie były więc zainteresowane inwestowaniem w niszowe i niskomarżowe Isuzu, które mogło w każdej chwili zniknąć z koncernowej oferty.
Foto: TuRbO_J, Licencja CC
Od 1981r. wersje z pochylonym przednim pasem zostały w Stanach przemianowane na Isuzu I-Mark. Krótkotrwale oferowano je nawet z dieslami (bo paliwowa panika nawet w Amerykanach wzbudziła zainteresowanie tym wynalazkiem), ale po wybuchu skandalu z tragicznie awaryjnymi wysokoprężnymi jednostkami V8 Oldsmobile’a popyt na wszystkie osobowe diesle spadł w Stanach do prawie zera.
Foto: Moebiusuibeom-en, Licencja CC
Jeśli chodzi o wpływ współpracy z GM na rozwój firmy Isuzu, to znalazłem informację, że w niełatwych dla branży motoryzacyjnej latach 1973-76 jej sprzedaż wzrosła aż czterokrotnie (niestety brak bezwzględnych liczb), a to dzięki produkcji nowoczesnego, konkurencyjnego modelu popularnego i dostępowi do globalnej sieci dystrybucji. Ponadto Isuzu zaczęło dostarczać Amerykanom swoje silniki, np. do modelu Chevette, stając się poważnym graczem międzynarodowym.
***
W 1979r. ukazał się Opel Kadett D – pierwszy przednionapędowy kompakt General Motors. Tę samą zmianę przeszło również Gemini, choć po pierwsze – z dużym opóźnieniem, a po drugie – ono, inaczej niż poprzednik, nie było już klonem modelu światowego, tylko tym razem własnym produktem Isuzu. Czyli czymś dość rzadkim w historii firmy.
Nowa platforma charakteryzowała się użyciem kolumn McPhersona z przodu przy zachowaniu sztywnej osi tylnej, ale już z seryjnym wspomaganiem hamulców i kierownicy. Zlecenie zaprojektowania nadwozia dostał Giorgio Giugiaro, który celowo nawiązał do pozostałych projektów Isuzu. Niestety, pomiędzy strony wtrąciło się kierownictwo GM, które w ostatniej chwili kazało zmienić pewne detale nie pytając Włocha o zgodę: bardzo zepsuło to atmosferę i sprawiło, że Giugiaro przez wiele lat nie przyznawał się to autorstwa karoserii Gemini II.
Auto weszło na rynek w maju 1985r., czyli jeszcze w okresie produkcji poprzednika. Oficjalnie nazywało się Gemini FF (od przedniego napędu), poza Stanami Zjednoczonymi, gdzie wciąż stosowano nazwę I-Mark. Nie było bezpośrednim następcą jedynki, bo zostało wyraźnie zmniejszone: hatchback mierzył tylko 3.995 x 1.615 mm, sedan był o 75 mm dłuższy, natomiast wnętrze pozostało podobne, bo wspólny dla obu odmian, 2,4-metrowy rozstaw osi skrócił się tylko o pół centymetra, a dodatkową przestrzeń zapewniło przejście na układ przednionapędowy.
Foto: materiał producenta
Foto:
Foto:
Pierwotnymi źródłami napędu były półtoralitrowa jednostka gaźnikowa (OHC, 85 KM) i tej samej pojemności diesel (52 KM). Po roku doszły silniki turbodoładowane: benzynowa półtoralitrówka rozwijająca 120 KM (przygotowana we współpracy z niemiecką firmą tuningową Irmscher) i 1,7 TD o mocy 88 KM. Z kolei do krajów silnie opodatkowujących pojemność przeznaczono specjalnie opracowane, 72-konnr 1,3.
Również w 1986r. pojawiła się zautomatyzowana przekładnia manualna – w tamtym czasie rzadka. a oparta na hydraulicznych siłownikach operujących sprzęgłem i mechanizmem zmiany biegów (z możliwością ręcznej dezaktywacji tych najwyższych). Przy czym opcje tradycyjne – pięciobiegowa skrzynia ręczna i trzybiegowy automat hydrokinetyczny – jak najbardziej pozostały w ofercie.
Irmscher nie tylko pomagał przy projekcie silnika, ale też zaoferował własną wersję Gemini z usportowionym zawieszeniem i akcentami stylistycznymi
Foto:
Wiosną 1987r. Gemini II weszło na rynek europejski w zaprezentowanej równocześnie wersji poliftingowej, łatwo rozpoznawalnej po podłużnych reflektorach. Z nazwy znikły litery FF, ponieważ model tylnonapędowy nie był już oferowany. Niestety, Europejczycy nigdy nie polubili tego modelu ani marki Isuzu jako takiej, dlatego w 1990r. wycofała się ona całkowicie z naszego kontynentu.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
W lutym 1988r. ofertę wzbogacił 1,6-litrowy silnik DOHC o mocy 135 KM, do którego najbardziej wymagającym klientom Irmscher dokładał turbosprężarkę pozwalającą uzyskać 177 KM (warto dodać, że takiej mocy nie uzyskiwało wtedy wiele silników V6).
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Prócz Irmschera tuningowane odmiany Isuzu oferował np. Lotus (który koncentrował się na podwoziu i sportowo-eleganckich dodatkach typu alufelgi BBS albo fotele Recaro, ten pakiet nazywał się ZZ Handling by Lotus). Wszystkie takie propozycje widniały w fabrycznym cenniku i były sprzedawane w fabrycznych salonach z fabryczną gwarancją.
Foto: materiał producenta
Drugi, drobny lifting nastąpił w lutym 1989r., już wyłącznie na rynku japońskim. W 1990r. model wyszedł z produkcji z wynikiem 748.216 sprzedanych egzemplarzy, choć tylko niecała połowa nosiła logo Isuzu: w Australii i Oceanii używano nazwy Holden Gemini, w Ameryce Łacińskiej Chevrolet Gemini, w Kanadzie Pontiac Sunburst, natomiast aż ponad 363 tys. aut wyprodukowano w USA i nazwano Chevrolet Spectrum lub od 1989r. Geo Spectrum. Przyczyną takiej polityki były „dobrowolne” ograniczenia eksportu japońskich samochodów do Stanów (w rzeczywistości narzucone przez amerykańskie władze), które ograniczyły dostępność oryginalnych Isuzu I-Mark.
***
Trzecia generacja Gemini powstawała w latach 1990-93. Była największą z dotychczasowych (rozstaw osi 2.450 mm, wymiary 4.185 x 1.680 m) i oferowaną z największą liczbą nadwozi – sedan, hatchback i coupé (coupé oparte na Gemini istniały już wcześniej, ale jako osobne modele pod osobnymi nazwami).
Sprawa z nazwami mocno się zresztą skomplikowała, bo w USA auto sprzedawano jako Isuzu Stylus (trzy- i czterodrzwiowe) albo Isuzu Impulse / Geo Storm (dwudrzwiowe), a w Kanadzie, wyłącznie w roku 1993r., funkcjonowała efemeryczna nazwa Asüna Sunfire (Asüna to specyficzna marka kanadyjska będąca odpowiednikiem amerykańskiego Geo: jej nazwa samym swym brzmieniem miała robić wrażenie pochodzenia z Europy – co jednak nie zadziałało, bo wszystkie jej produkty były przemetkowanymi autami japońskimi). Europa nie miała już okazji kupować jakiegokolwiek modelu Isuzu w jakiejkolwiek formie – z wyjątkiem Wielkiej Brytanii i Irlandii, gdzie wciąż oferowano je pod tradycyjną nazwą Gemini.
Na stylistykę duży wpływ miało tym razem General Motors – to była najbardziej zamerykanizowana generacja ze wszystkich
Foto: Chamelfo Ropatras, Licencja CC
Foto: Tennen-Gas, Licencja CC
Pozostałe nadwozia pokażę w wersjach marki Geo, ponieważ głównie takie zdjęcia są w tym momencie dostępne
Foto: Mr.choppers, Licencja CC
Foto: Mr.choppers, Licencja CC
Foto:
Paleta jednostek napędowych została z grubsza przejęty od poprzednika: benzynowe silniki 1,5 i 1,6, jeden dwuwałkowiec, turbodoładowany motor Irmschera i również turbodoładowany diesel – tyle że w 1992r. doszła jeszcze wolnossąca, dwuwałkowa 1,8-mka o mocy 140 KM. Ponadto dało się domówić napęd na cztery koła, a na rynku japońskim również układ skręcania kół tylnych.
W ofercie pozostały pakiery Irmschera i Lotusa, a doszły bogatsze wersje wyposażeniowe, w Ameryce zwane potocznie power-everything: na zdjęciu widzimy taką właśnie wersję topową, oznaczoną Isuzu Stylus 1,8 XS. Specyfikacje bazowe sprzedawano głównie pod marką Geo.
Foto: materiał producenta
Produkcja trzeciej generacji Gemini, ze wszystkimi wariantami pochodnymi, zakończyła się w 1993r. wynikiem 406.625 egz. Firmę Isuzu mocno uderzył japoński kryzys gospodarczy (pęknięcie bańki na rynku kapitałowym i nieruchomościowym rozpoczęło okres stagnacji potocznie zwany „straconą dekadą”, a w rzeczywistości trwający nawet dłużej). Z braku środków na poważniejsze inwestycje zapadła decyzja o nieprzygotowywaniu następcy i stopniowym wycofywaniu się z rynku aut osobowych, na którym marka Isuzu nigdy nie zdobyła silnej pozycji. Głównymi motoryzacyjnymi produktami firmy zostały odtąd SUVy, pick-upy i małe dostawczaki znane pod nazwami Rodeo, Trooper, D-Max czy MU-X.
Chociaż… nie do końca: mimo strategicznej decyzji o nieinwestowaniu w osobówki nazwa Isuzu Gemini pozostała na rynku jeszcze do roku 2000.
***
Ponieważ w japońskiej kulturze najwyżej ceni się lojalność (również w relacji przedsiębiorca-klient), kierownictwo uznało, że nie wypada odsyłać z kwitkiem ludzi, którzy wciąż przychodzą do salonów pytając o samochód osobowy. Czasami byli to dotychczasowi zadowoleni użytkownicy, a kiedy indziej osoby nabywające do pracy pojazd użytkowy i chcący za jednym zamachem załatwić też sprawę prywatnej osobówki. To ciekawy przykład niuansu kulturowego: w firmie europejskiej czy amerykańskiej rezygnując z jakiegoś produktu czy rynku kierownictwo zawsze zastanawia się, co zrobić z niepotrzebnymi teraz pracownikami czy majątkiem produkcyjnym, ale nigdy, przenigdy nie zada sobie pytania „co my powiemy klientom, którzy nam ufają i na nas liczą…?„. Proszę pana, aut osobowych od przedwczoraj nie prowadzimy, pan sobie pójdzie gdzie indziej.
W Japonii coś takiego nie uchodzi. Tam więc Isuzu dogadało się z Hondą, która jeszcze do 2000r. przysyłała niewielkie serie swojego modelu Domani ze znaczkami H zastąpionymi napisem ISUZU GEMINI. Co ciekawe, Isuzu nigdzie nie reklamowało tego modelu – bo naprawdę nie chciało angażować środków w rynek aut osobowych, a tylko mieć co pokazać ludziom, którzy sami przyszli do niej z takim życzeniem.
Hondę Domani w Polsce znamy jako VI generację 5-drzwiowego Civica, odrębną od pozostałych odmian, a produkowaną w angielskim Swindon w latach 1995-2001. W Japonii występowały dwie generacje tego modelu i Isuzu dostawało obydwie: pierwszą w latach 1993-97, drugą – 1997-2000, z tym że obydwie w mocno okrojonej gamie.
Gemini IV (czyli Domani I) występowało u Isuzu wyłącznie z silnikami 1,6 120 KM i 1,5 E-VTEC (94 KM) oraz z nadwoziem czterodrzwiowym (bardziej przypominało więc Rovera 400 niż europejskiego Civica)
Foto: , Licencja CC
Foto: Kuha455405, Licencja CC
Dokładnie to samo tyczy się Gemini V (czyli Domani II) – identyczne silniki i czterodrzwiowy sedan jako jedyne nadwozie. Ten samochód w 2000r. zakończył historię serii modelowej.
Foto: Tennen-Gas, Licencja CC
Foto: Tennen-Gas, Licencja CC
***
Obecnie Isuzu Motors Ltd (Isuzu Jidōsha Kabushiki-Kaisha) jest międzynarodową korporacją z siedzibą w Jokohamie. Koncentruje się na ciężkich pojazdach, silnikach Diesla i maszynach budowlanych. Działa na całym świecie za pośrednictwem wielu spółek joint-venture – między innymi w Chinach, Indiach, Malezji, Indonezji, Filipinach, Wietnamie, Turcji, Tunezji, RPA i Wielkiej Brytanii. Samochodów stricte osobowych już jednak nie oferuje.
Foto tytułowe: materiał producenta
Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Bardzo ciekawy artykuł o aucie, o którym zdążyłem już zupełnie zapomnieć. Warto dodać, że Gemini miało też polski epizod – na początku lat 80-tych władze PRL kupiły w jakimś barterze kilka tys. sztuk i samochody te byly sprzedawane w Pewexie – był to chyba pierwszy samochód z silnikiem diesla dostępny w oficjalnej sprzedaży- Podbielski pisał o tym w Pojazdach Japońskich. Niedaleko mnie takie Isuzu w mocno wypłowiałymi czerwonym kolorze parkowało aż do końca lat 2000-ych.
Prawdopodobnie z tej serii był egzemplarz, który pamiętam
@Jerzy , w Białymstoku było ich kilkanaście na pewno. Pamiętam jeden pomarańczowy jeździł jakoś do 2012 roku. Nawet w sumie więcej ich pamiętam niż Corolli E8. Całkiem popularne auto wśród polonusów. Czy pierwsze diesel sprzedawany za dolary w PRL? Oj raczej nie, na pewno Golf był wcześniej, może nawet Peugeot 504. Być może pierwszy japoński diesel, bo pierwsze Mazdy 323 i Toyoty Corolle KE70 były benzynowe. Ale tu trzeba by sprawdzić, czy Charade nie było pierwsze.
Chyba wcześniej pojawił się Daihatsu Charade 1.0 D (moje ówczesne marzenie) W Pewexie był dostępny od 1983 za 3800 $. Sprzedano ponad 5000 egz W tym roku też pojawiły się później w cennikach Gemini i Nissan Sunny, ale droższe o 2000 bagsów (sprzedano po ok. ok.1200 ) , Corolla diesel pojawiła się dopiero w 1985 r i wtedy zaczęła się jej nieustająca kariera w Polsce. Tak AI powiedziało. Na ropę nie było kartek, dlatego, był anormalny popyt na diesle.
@Szymon B na początku Twojego komenta zrobiłem wielki oczy skąd masz takie dane, bo szukam tego od lat, bo jestem fanem pewexowskich japończyków. Ale potem zobaczyłem, że AI Ci podpowiedziało i moje wrażenie opadło, bo to mogą być z czapy dane. Mogą , ale nie muszą. Wcześniej Corolla była jako benzyniak. KE70 na czarnych blacach jeździły w Polsce jeszcze ok. 2010 roku. Da się spotkać takie egzemplarze z polską historią. Kilkanaście się ostało. Ten „anomalny” popyt to mniej więcej współczesna sprzedaż nowych Porsche. Ale fakt, że te auta były bardziej popularne od konkurencji.
Szczepanie przywołałeś wspomnienia,jeździłem takim jak na pierwszej fotografii ,tylko jadowicie czerwonym. Auto prawdopodobnie było wtedy jedyne w Krakowie przełom lat 80/90 ,a zakupił go mój ojciec podczas pobytu w Iraku i Kuwejcie gdzieś około roku 1980.Wspominał także ,że wtedy w Kuwejcie salonie stało też FSO1500 (czyli duży fiat) w tej samej cenie.
Były to wtedy absolutnie najtańsze samochody ,z tym ,że Isuzu miało klimatyzację i o wiele lepszy silnik. Po zakończeniu pracy,wrócił nim do Polski z rozbitym błotnikiem i rejestracją z arabskim robaczkami. Przejechał przez wszystkie granice,bez jakichkolwiek dokumentów auta w cywilizowanym języku. Dopiero w Wiedniu kazali mu wyrobić jakieś tymczasowe blachy,tam też dokupił nowy przedni błotnik od Opla ,który pasował idealnie.Samochód kupił od mamy jakiś właściciel serwisu samochodowego i jeszcze go widywałem na Grzegórzeckiej poobijanego i z rozbebeszonym silnikiem.
Wybór między „Kanciakiem”, a Japonią w tej samej cenie nie był chyba trudny 🙂
PS Ten „mój” egzemplarz stał na Szymanowskiego, róg Czarnowejskiej
Widzę, że żonglerka nazwami, platformami, znaczkami to nie domena obecnych 'chińczyków’ ale zacna historia auto amerykańskich i japońskich. Super artykuł, lubię autka z Japonii z lat 70-80.
W USA i Anglii robili tak już grubo przed wojną
Czy Isuzu (GM) ma jeszcze w Polsce fabrykę diesli czy czegokolwiek? Bodaj w Tychach takie coś było.
Te ich 1.7 w Oplach nigdy nie było jakieś wybitne, potem GM brało diesle od Fiata, ale te 1.7 też gdzieś zawsze były, aż Opel zaczął diesle robić sam.
No i ten słynny diesel 3.0 V6, który tak dał się we znaki nie tylko w Oplach, ale i bodaj w Renault🙃
Z czasów dzieciaka pamiętam terenówki Isuzu, które oferował Opel jako Frontera czy Monterey lub Campo (pick-up) oraz Honda (Rodeo/Passport).
3.0 V6 był jeszcze w Saabie 9-5. Przymierzałem się lata temu do zakupu takiego auta, z pełną świadomością jego bolączek. Ostatecznie nie dogadałem się ze sprzedającym o jakieś grosze, ale do dziś pamiętam jak fantastycznie to V6 brzmiało.
Dziś chyba już nie ma w Polsce żadnej produkcji Isuzu
„Wnętrza w ogóle nie przypominały Opli – były własnym projektem japońskim” – trochę prawda i trochę nieprawda, bo echa tego wnętrza widać w Oplach, jak choćby „ścięta” deska rozdzielcza w Kadecie D, czy charakterystyczna kierownica z symetrycznymi listewkami po bokach, bodajże w Rekordzie taka była. Warto dodać, że pierwsze Gemini dało się kupić w Pewexie, choć patrząc z dzisiejszej perspektywy trzeba przyznać, że jak na lata 80 to nie prezentowało się zbyt świeżo, linia nadwozia wręcz krzyczy, że to jeszcze wczesne lata 70. Natomiast druga generacja Gemini do złudzenia przypomina mi Hyundaia Pony. 🙂
P.S. te malowane kołpaki z drugiej generacji wypalają oczy. 🙂 Gorsze widziałem chyba tylko w eksportowym Polonezie Distrispecial, gdzie namalowano szprychową alufelgę na płaskim kołpaku.
bo Hyundai Pony to właśnie Isuzu Gemini jest 🙂
i aż dziw, że o nim nic w artykule Szczepan nie wspomniał…
jakoś z 2 miesiące temu miałem możliwość kupić takiego Hyundaia Pony w bdb stanie za 1500zł, ale byłem na wyjeździe, nie miałem go jak zobaczyć, tylko znajomy z auto-złomu mi mówił że takie coś będzie miał, a ja wręcz całkowicie byłem przekonany, że pewnie zgnity, no bo one wszystkie zgnite były i powiedziałem mu że raczej nie chcę, no i poszło do wyrejestrowania, a ponoć okazało się bardzo ładne…. szkoda
Isuzu Gemini i Hyundai Pony w ogóle nie są ze sobą spokrewnione, ich podobieństwo z wyglądu to jedynie dzieło przypadku. Aczkolwiek w obu palce maczał Giugiaro, tylko chyba nie w tych podobnych do siebie generacjach, Hyundai głównie korzystał z techniki Mitsubishi.
fajowe! ten na pierwszym zdjęciu niebieski na prawdę ładniutki, czerwony Irmshera również, i ten biały z serii II, z przodem prawie jak Silvia S13 też fajny 🙂
a seria III to paskudztwo przeokropne już…
szkoda, że nie ma zdjęć silników poszczególnych generacji 🙁
Co do Opli i silników diesla, to miałem Kadetta 1.6D z silnikiem Oplowskim (przeróbka C18NE na diesla), a kolega miał Corsę B właśnie z Isuzowym 1.5 w którym kilkukrotnie wymieniał UPG, aż mu pękła głowica, więc kupił cały sprawny 1.7D, w którym niedługo potem znów poszła UPG i sprzedał to dziadostwo w cholerę
a co do Troopera/Frontery, to ja ciągle mam Fronterę A 2.4CIH i praktycznie bezawaryjnie jest już u mnie z 10 lat, tylko drobiazgi typu czujnik położenia wału, parownik LPG, komputer LPG wymieniłem, a rama jest jak nowa, buda też niezła choć progami trzeba będzie się w końcu zająć…
Od konotacji modelowych Isuzu i ich „bagde engineeringu” może nieźle rozboleć głowa. W tym temacie zawsze przypomina mi się model Piazza/Impulse, którego zależnie od rynku sprzedawano jako Isuzu/Holdena Piazzę/Impulse bądź z dopiskiem Handling by Lotus, a w drugiej generacji jako Asunę Sunfire/Isuzu Impulse.
Żeby być uczciwym, to jedyne Isuzu jakie są na drogach, to właśnie pickup D-Max i ciężarówki N-klasy czy jak to się nazywa. Miałem kiedyś okazję jechać oboma (prowadzić nie, bo nie było własnością kierującego) i no cóż… Zwyczajne wozy. Ot i tyle. Co do przemetkowań, zawsze śmieję się wewnętrznie jak sobie przypominam o Isuzu Trooperze/Amigo, co był znany u nas jako Opel Frontera, a chiński Jiangling/JMC oparł o niego swojego Landwinda.
@SonyKrokiet Moim zdaniem nawet Yugo, BLMC i BiedaYongi to przy Landwindzie prawdziwe samochody. Cieszę się, że tych chińskich podróbek Frontery nigdy nie było w Norwegii.
Ale były w Niemczech czy Holandii, nie mówiąc o krajach afrykańskich, bo też jakieś były : P chociaż w Niemczech sprzedawano je średnio kilkaset sztuk na rok jak nie mniej.
Właśnie miałem wspomnieć Piazzę: jakiś czas temu była na sprzedaż jedna sztuka w Polsce, w bardzo dobrym (jak na wiek) stanie – jeżeli wierzyć ogłoszeniu. 2.0 turbo i 181 KM przy 250 Nm we wczesnych latach 80-tych musiało robić wrażenie i do dziś zupełnie nieźle się prezentuje.
Nie pamiętam ceny tego egzemplarza, ale jak na youngtimera była dość niska; zupełnie przyzwoita, tylko że… Chciałbym zobaczyć minę dowolnego mechanika zapytanego o cokolwiek do samochodu p.t.: Isuzu Piazza. Więc w ogóle temat odpuściłem, bo to fajne auto – zapewne do pierwszego (i zarazem ostatniego) serwisu. Ale może tam by sporo było na E-bayu w USA, kto wie?
Tak czy inaczej, takie auto to endemit a biorąc pod uwagę niezłe parametry techniczne musiało chyba być dość drogie, skoro jest to taki biały kruk?
W Polsce były (są?) dwie sztuki, biała z ogłoszenia o której mówisz, import ze Stanów więc Impulse, i czarna bodajże, z rok temu po internetach krążyły zdjęcia na śląskich próbnych tablicach. Co do części to Piazza była spokrewniona z Gemini, więc możliwe że metodą prób i błędów dałoby się coś dobrać do niej poza filtrami czy klockami hamulcowymi. Patrzyłem teraz oferty części na Rockauto, to trochę dostępnych jest.
Co do mechaników – wątpię w to, że posiadacz Piazzy będzie robił ją u przypadkowego Mietka czy innego Zbycha – raczej będzie celował w warsztat specjalizujący się w japońskich wozach. No i sam posiadacz raczej będzie fanem modelu a nie kimś, kto kupił losowego japońca. ; )
W kwestii cen za nową to gdy pisałem o Piazzy to nie znalazłem; obecnie Piazza kosztuje pi razy oko 5-15 tysięcy dolarów, ofc zależnie od staniu i portalu. Inna sprawa, że natłukli jej kilka tysięcy sztuk, więc to nie poziom wozów z produkcji małoseryjnej. ; )
Warto jeszcze przypomnieć, że Isuzu miało w portfolio dość nietypowego, przerośniętego resoraka, zwanego VehiCROSS. 🙂
Vehicross był fajny 🙂
Chyba gdzies mi mignął nawet na żywo.
W ogóle jedyne z czym mi sie obecnie kojarzy Isuzu to D Max i diesle z Opli, ktorych ponoć należy unikać. Skojarzenia ontyle ciekawe, że zdarzyłem zupełnie zapomnieć o Trooperze, ktory swego czasu był dość popularną terenówka, a terenowkami sie kiedyś mocno interesowałem.
No i szkoda, że terenowki w Europie praktycznie wymarly, chociaż ja akurat raczej klientem na terenówke bym nie był (chociaż mi sie podobają i fajnie sie tym jeździ off road).
PS. 100 koni z 1.6 to niezły wynik jak na lata 70
Korekta obywatelska:
„Z kolei do krajów silnie opodatkowujących pojemność przeznaczono specjalnie opracowanr, 72-konnr 1,3.” R->E
Isuzu to mnie się kojarzy tylko z fabryką w Tychach, bo tam kilka osób które znam pracowało. Teraz zakład zdaje się należy to stellantis, jako post-oplowskie mienie. Historia nieznana, dzięki za przybliżenie.
Edit: poczytałem internety i tak, to jest stellantisowe teraz. I to jest przybytek wypuszczający słynne stellantisowe 1.2 😀
jak sama nazwa wskazuje, silnik zrobiony z PIÓR, więc czego się spodziewać 😉
„Było to o tyle ważne, że gdy trzy lata silne trzęsienie ziemi zniszczyło główne japońskie linie kolejowe, powstał ogromny popyt na transport drogowy.”
Domyśliłem się że chodzi o trzęsienie ziemi w Kantō.