MODELOLOGIA STOSOWANA: TRZY GWIAZDKI

 

Co łączy najwyższe wieżowce świata (Burdż Chalifa i Petronas Towers), największy kontenerowiec (400-metrowy MSC Gülsün), najpopularniejsze smartfony i matryce LCD, pierwsze wyświetlacze AMOLED, Nissana Maximę i Renault Fluence?

Otóż wszystkie one były lub są produktami tej samej firmy – południowokoreańskiego Samsunga.

Samsung notuje roczne obroty dochodzące do 240 mld dolarów, z zyskiem netto przekraczającym momentami 50 mld, zatrudnia ponad 267 tys. osób, a w rocznym sprawozdaniu z jego działalności prosta tabela z listą jednostek organizacyjnych i spółek-córek zajmuje siedem pełnych stron druku. Kapitał własny Samsunga – na koniec 2023r. ponad 273 mld dolarów – pokrywa aż prawie 80% jego aktywów: to diametralna różnica w stosunku do innych czeboli, w tym Hyundaia czy Daewoo, których żywiołowy rozwój przez długie lat odbywał się niemal wyłącznie poprzez zaciąganie długów, udzielanych przez banki bez żadnych limitów z uwagi na rządowe gwarancje.

Gdy w 1997r. w Azję uderzył kryzys, w ciągu 12 miesięcy zbankrutowało aż 11 z 30 koreańskich czeboli: spadek ich przychodów uniemożliwił obsługę zobowiązań, a budżet państwa nie zdołał udźwignąć skumulowanego długu, za który sam kiedyś poręczył. W Polsce odczuliśmy to boleśnie, bo z rynku znikło między innymi Daewoo. Samsung nie miał tego problemu: ponieważ on jeden nie dopuścił do nadmiernego zadłużenia, przez kryzysowe lata przeszedł (relatywnie) suchą stopą, nie obciążając społeczeństwa – koreańskiego ani żadnego innego – ciężarami własnej niefrasobliwości. Między innymi dlatego w nowym stuleciu kontynuował bezprecedensową ekspansję.

***

Firmę Samsung (z koreańskiego Samseong, czyli „trzy gwiazdy”) założył w 1938r. Lee Byung-chul, który do dzisiaj uchodzi za najwybitniejszego z koreańskich ludzi biznesu.

Lee Byung-chul urodził się w 1910r. w rodzinie zamożnych właścicieli ziemskich. Studiował ekonomię w Japonii, ale studiów nie ukończył.

Foto: public domain

Swą pierwszą działalność gospodarczą, pod marką Samsung Trading Co, Lee Byung-chul założył w 1938r. w mieście Daegu. Zajmował się eksportem suszonych ryb i lokalnej żywności, a niedługo później również krajowym transportem drogowym i pośrednictwem nieruchomości. Do 1947r. zdominował koreański rynek przewozowy i przeniósł firmę do Seulu.

Pierwsza siedziba Samsung Trading Co, koniec lat 30-tych

 

Gdy w czasie wojny koreańskiej armia Północy zajęła Seul, Lee Byung-chul przeniósł się do portowego miasta Busan. Tam wielki rynek stanowiły amerykańskie wojska – na ich zaopatrywaniu Samsung Trading Co zbiła majątek. Druga ucieczka, do Japonii, nastąpiła w 1961r., po wojskowym zamachu stanu z 16 maja. Tym razem udało się porozumieć z nowymi władzami: już w sierpniu Lee Byung-chul wrócił do kraju i został prezesem Koreańskiej Federacji Przemysłu. Szybko stał się najbogatszym Koreańczykiem i jedną z twarzy forsownej industrializacji kraju.

Tymczasem firma Samsung rozpoczęła okres żywiołowego rozwoju: w latach 60-tych rozszerzyła działalność na branżę spożywczą (między innymi cukrownie), tekstylną, finansową, ubezpieczeniową i handel detaliczny. W 1965r. założyła największy koreański dziennik, „Joong-ang Ilbo, a równolegle też stację telewizyjną. Kolejny etap rozpoczęło w 1969r. powołanie oddziału Samsung Electronics najlepiej znanej dziś części konglomeratu, figurującej na liście dziesięciu najcenniejszych marek handlowych świata. Działalność rozpoczęła się od czarno-białych telewizorów, lodówek, pralek i klimatyzatorów, a głównym konsultantem był Japończyk Toshio Iue, założyciel firmy Sanyo. Od 1973r. Sanyo i Samsung stworzyły przedsięwzięcie joint-venture. Rok później przejęta została firma Korea Semiconductor, co dało początek największej i najbardziej innowacyjnej z koreańskich firm elektronicznych. Jeśli używacie smartfonu Samsunga, to warto wiedzieć, że przygoda tej marki z półprzewodnikami zaczęła się już w 1969r.

Pierwszy komputer osobisty marki Samsung, model SPC-1000 z 1982r.: z ośmiobitowym procesorem Z80, 64 kB pamięci operacyjnej, zintegrowanym magnetofonem w roli pamięci masowej i grafiką 128 x 192 w czterech kolorach lub w 256 x 192 w dwóch. W Korei sprzęt ten odegrał podobną rolę jak u nas Commodore 64 albo Atari 800 XL.

Foto: public domain

Największy przełom miał miejsce w 1984r., kiedy Samsung samodzielnie opracował 64-kilobajtowe kości pamięci DRAM, naonczas bardzo nowoczesne. To był pierwszy koreański produkt na technologicznym poziomie globalnych liderów. W tym samym okresie rozpoczęła się międzynarodowa ekspansja koncernu: w 1982r. powstała fabryka telewizorów w Portugalii, w ciągu kolejnych pięciu lat – następne w Japonii, Wielkiej Brytanii i USA. W latach 90-tych Samsung dołączył do światowej pierwszej ligi projektując i wdrażając pamięci o najwyższych w świecie pojemnościach (w 1992r. 64 MB, cztery lata później już 1 GB – tak szybki był wtedy postęp).

Świetnym przykładem azjatyckiej kultury biznesowej jest zmiana strategii z 1995r.: ponieważ koreańskie firmy – mimo poważnych osiągnięć technologicznych – zagraniczni nabywcy wciąż postrzegali jako „drugi sort”, Samsung Electronics postanowiło przestawić się z oferowania gotowych produktów konsumenckich na dostawy komponentów dla światowych potentatów z Japonii i USA, na z góry wyznaczony okres dziesięciu lat. To miałoby przynieść doświadczenia konieczne do powrotu na rynek konsumencki w prawdziwie wielkim stylu. Jak wiemy dzisiaj, plan powiódł się świetnie – tyle że oczekiwanie na plony trwało kilkanaście lat, bo pozycję czołowego wytwórcy elektroniki użytkowej Samsung zajął dopiero w drugiej dekadzie obecnego stulecia.

Czy wyobrażacie sobie europejskiego managera obmyślającego strategie wymagające kilkunastu lat oczekiwania na efekt? W Azji to zupełnie normalne.

Wróćmy na moment do lat 70-tych. Kraje rozwinięte przeżywały kryzys naftowy i nieznane wcześniej zjawisko stagflacji (stagnacja + inflacja w tym samym czasie), spowodowane przez ostateczne zerwanie związku pieniądza ze złotem i masowy dodruk banknotów. Tymczasem Samsung dokładnie wtedy – w 1974r., czyli apogeum energetycznego chaosu – otwarł oddział petrochemiczny, a zaraz potem stoczniowy i budowlany. To te oddziały w naszym stuleciu tworzą największe statki i najpotężniejsze budowle na świecie – w tym rekordowe Petronas Towers i Burdż Chalifa.

Żeby choćby wymienić wszystkie produkty Samsunga, trzeba byłoby całego artykułu, znacznie dłuższego niż ten. Nam jednak chodzi oczywiście o samochody – których dziś koncern spod znaku trzech gwiazd nie produkuje, ale kiedyś próbował.

***

Lee Byung-chul zmarł w 1987r., w wieku 77 lat. Stery koncernu przejął jego syn, urodzony w 1942r. Lee Kun-hee. To za jego czasów Samsung został globalnym graczem i innowatorem w niezliczonych branżach. Podkreślmy – bez niepohamowanego zadłużania się, choć równocześnie nie bez skandali.

W 1996r. Lee Kun-hee został skazany za wręczanie łapówek samemu prezydentowi Korei, Roh Tae-woo, lecz kolejny prezydent, Kim Young-sam, ułaskawił ich obu. Dwanaście lat później, po nowym wyroku w sprawie o korupcję i malwersacje finansowe, Lee Kun-hee znów uzyskał łaskę, tym razem od prezydenta Lee Myung-baka (który potem tłumaczył, że chciał uniknąć kompromitacji Korei w oczach Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, którego członkiem był Lee Kun-hee). Jak widać, bezprecedensowa ekspansja czeboli nie odbyła się w kryształowo czysty sposób, mimo że ich szefowie – z założycielem Daewoo Kim Woo-choongiem na czele – przez całe życie podkreślali, że mają czyste ręce.

Wracając do Samsunga: po 1987r. Lee Kun-hee postanowił pozbyć się wielu działów koncernu (między innymi spożywczego, chemicznego, logistycznego, telekomunikacyjnego, handlu detalicznego i mass-mediów), które do dzisiaj działają jako niezależne firmy. Sam skoncentrował się natomiast na rozwoju elektroniki i przemysłu ciężkiego. W poszukiwaniu nowych rynków skierował swój wzrok w kierunku branży motoryzacyjnej, w której pomału zadamawiały się konkurencyjne czebole – Hyundai, Kia i Daewoo.

Pierwszym pomysłem było przejęcie Kii, ale ostatecznie, w 1995r., Samsung stworzył własne działy samochodowe – Samsung Motors i Samsung Commercial Vehicles. Wypączkowały one z Samsung Heavy Industries. Jako potencjalni strategiczni partnerzy i dawcy technologii pod uwagę brane były firmy Volkswagen, BMW i Honda, ale ostateczny wybór padł na Nissana.

Dwa lata wcześniej, w 1993r., Samsung Heavy Industries, korzystając ze swojego know-how w dziedzinie elektroteccniki i elektroniki, pokazało elektryczne prototypy Samsung SEV. Pierwszy z nich, zasilany ołowiowymi bateriami 48-woltowymi, oferował sześć miejsc i zasięg 85 km, ale przy mocy zaledwie 2,25 kW, dającej maksymalną prędkość 25 km/h. Źródła mówią o 19 egzemplarzach testowych eksploatowanych między innymi przez fabryki Samsunga, jako środki  transportu wewnątrzzakładowego.

Foto: materiał producenta

SEV-III z wiosny 1993r. korzystał już z techniki Nissana. Wyglądał jak typowy azjatycki hatchback o wymiarach 3.950 x 1.605 x 1.385 mm, rozwijał moc 32 kW i maksymalną prędkość 130 km/h, przy teoretycznym zasięgo 180 km. Dysponował też wspomaganiem kierownicy, elektrycznymi podnośnikami szyb i klimatyzacją. Ciężkie baterie ołowiowe o łącznym napięciu 336V były umieszczone pod tylną kanapą. Konstrukcja również nie wyszła poza stadium prototypu.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Przed zamknięciem projektu przygotowano jeszcze wersję cabriolet – głównie w celu przyciągnięcia uwagi i poprawy wyglądu auta, którego wersji zamkniętej zarzucano niezgrabną formę tyłu nadwozia

Foto: materiał producenta

W 1996r. pierwszymi samochodami produkowanymi seryjnie pod marką Samsung stały się ciężarówki. Interes szedł jednak słabo: w Korei rynkowy udział nie przekroczył 4%, nie udało się też zdobyć większego rynku w Japonii ani Europie, więc całe przedsięwzięcie nie osiągnęło progu rentowności (do Polski swego czasu trafiła nieduża liczba modelu Samsung SV110, będącego przemetkowanym Nissanem Atlas o ładowności 1,8 tony). Jesienią 2000r. koncern sprzedał wszystkie aktywa Samsung Commercial Vehicles, likwidacja spółki została sfinalizowana kilkanaście miesięcy później.

Jeśli chodzi o auta osobowe, w 1997r. zaprezentowany został prototyp Samsung SSC-1 – centralnosilnikowy samochód sportowy stylistycznie wzorowany na Venturi Atlantique, ale korzystający z części Nissana 300 ZX i Toyoty Supry. Za napęd posłużyła 2,5-litrowa jednostka V6 Nissana o mocy 190 KM. 

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Model był przeznaczony do produkcji seryjnej jako tzw. halo car (przyciągacz uwagi), a także osobista ambicja prezesa Lee Kun-hee, prywatnie wielkiego entuzjasty sportowych samochodów. Niestety, zaraz po jego przygotowaniu wybuchł azjatycki kryzys finansowy.

Koncern Samsung, jako najmniej zadłużony z koreańskich czeboli, ucierpiał stosunkowo najmniej, ale by zminimalizować straty pozbywał się nierentownych działalności – więc niedojrzały jeszcze dział Samsung Motors został wystawiony na sprzedaż. Pierwszym zainteresowanym było… Daewoo, które jednak wkrótce samo upadło, z czasem przekazując swój motoryzacyjny biznes General Motors. Próby negocjacji z Hyundaiem szybko skończyły się fiaskiem, należało więc szukać chętnych poza Koreą. Jesienią 2000r. szczęśliwym kupcem zostało Renault, naonczas blisko związane z Nissanem – głównym partnerem technologicznym Samsunga. Za 80% udziałów w Samsung Motors Francuzi zapłacili 560 mln USD.

***

Pierwszy osobowy samochód sprzedawany pod marką Samsung należał do segmentu E, nosił oznaczenie SM5 i był w istocie przemetkowaną wersją Nissana Cefiro, w naszej części świata znanego jako Maxima QX.

Auto było dostępne wyłącznie jako czterodrzwiowy sedan, mierzący 4.825 x 1.775 mm. Główną różnicą w stosunku do Nissana był odwrócony grill – zwężony ku górze zamiast ku dołowi. Prezentacja miała miejsce 17 lutego 1998r. w seulskim hotelu Shilla, należącym zresztą do Grupy Samsung.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Dostępnych było wiele silników – R4 2,0, V6 2,0 i 2,5, które producent oznaczał doklejając do symbolu SM5 dwie pierwsze cyfry pojemności (SM518/SM520/SM525). Sprowokowało to protesty BMW – zwłaszcza po tym, jak Samsung ogłosił plany eksportu swych aut do Chile, Turcji, a przede wszystkim Chin, które niemieccy producenci już wtedy traktowali bardzo poważnie. Konfliktowi zapobiegł kryzys azjatycki, przez który eksportowe plany zostały odłożone. Później, pod wodzą Renault, nazwa modelu została zmienione na SM5 z osobnym oznaczeniem pojemności.

Po krótkim czasie gamę uzupełniła budżetowa wersja 1,8-litrowa. Wraz z dwulitrowym V6 (jedynym w Korei sześciocylindrowcem mieszczącym się w przystępnym progu podatkowym) przyczyniła się ona do ogromnego sukcesu sprzedażowego. Samsung SM5 okazał się najpopularniejszym w Korei przedstawicielem segmentu E, znajdując do 2003r. prawie 300 tys. nabywców i wyprzedzając Hyundaia Sonatę czy Kię Opirus. Klientów przekonywało japońskie pochodzenie konstrukcji i podpisanie kontraktów z seulskimi operatorami taksówek – oba fakty powszechnie postrzegano jako gwarancję niezawodności.

Specjalną wersją – niesprzedawaną w salonach, a zarezerwowaną dla kierownictwa Samsunga – był trzylitrowy, przedłużany model SM530L. Powstał on w 11 egzemplarzach. Pojedynczy samochód, przedłużony o kolejne 20 cm, został przeznaczony dla prezydenta Korei Płd, ale w związku z kłopotami Samsunga i skandalami korupcyjnymi prezydent wolał się w nim nie pokazywać i preferował pojazdy importowane.

Foto: Damian B Oh, Licencja CC

Foto: CEFICEFI, Licencja CC

***

Pierwsza generacja SM5 była jedynym samochodem osobowym wprowadzonym na rynek przez samego Samsunga, ale nie jedynym sprzedawanym pod tą marką – bo firma Renault, przejmując samochodową fabrykę czebolu, zastrzegła sobie prawo do korzystania z jego marki. Doszło w ten sposób do paradoksalnej sytuacji – bo oto w Korei francuska firma sprzedawała samochody japońskie pod marką lokalnego koncernu, z którym nie była bliżej związana i który z rynku motoryzacyjnego wypadł zanim zdążył się się na nim zadomowić. Lokalny wizerunek przydawał się na koreańskim rynku, jednak głównym powodem zakupu fabryki przez Francuzów było jej przygotowanie do efektywnej produkcji pojazdów Nissana, czyli najbliższego partnera Renault, i możliwość ich eksportu na ogromne rynki azjatyckie.

Renault wkrótce poszerzyło gamę marki o mniejszy model SM3 (odpowiednik Nissana Almery, od 2002r.) i SM7 (na bazie przedłużonej platformy SM5 i podzespołów Nissana Maximy/Teany, od 2004r.).

Kompaktowy SM3 (wewnętrzny kod G10) mierzył 4.510 x 1.705 mm. Dokładnie jak SM5, oferował wyłącznie czterodrzwiowe nadwozie sedan, a od nissanowskiego pierwowzoru różnił się głównie atrapą chłodnicy i pewnymi elementami wnętrza. Oferowano dwa silniki: 1,5- i 1,6-litrowy, ten drugi ze zmiennymi fazami rozrządu.

Foto: Chu, Licencja CC

Foto: Chu, Licencja CC

W 2005r. nastąpił face-lifting, który bardziej odróżnił SM3 od japońskich pierwowzorów. Marka Samsung funkcjonowała tylko na dwóch rynkach: południowokoreańskim i chilijskim. Identyczne samochody eksportowane z Korei w większości krajów Ameryki Południowej nazywano Nissan Almera, w Rosji i Ukrainie Almera Classic, na Bliskim Wschodzie Nissan Sunny, a w Egipcie, Kolumbii i Meksyku – Renault Scala.

Foto: Chu, Licencja CC

Foto: Chu, Licencja CC

Samsung SM7 (wewnętrzny kod EX2) z 2004r. mierzył już 4.945 x 1.785 mm i dość śmiało epatował swą marką, mimo jej małej rozpoznawalności w świecie motoryzacji: duże logo przymocowane było do klapy bagażnika, a z przodu sterczało na masce jak mercedesowska gwiazda (ten detal nie występował w mniejszych modelach). Do napędu służyły wyłącznie silniki V6 Nissana, o pojemnościach 2,3 i 3,5 litra.

SM7 wzbudził kontrowersje, bo bazował na dokładnie tym samym modelu japońskim co druga generacja SM5, a był pozycjonowany o klasę wyżej. Różnice polegały głównie na innej stylizacji przedniego i tylnego pasa, lepszym wyposażeniu oraz mocniejszym napędzie (SM5 celowo oferowano wyłącznie z czterocylindrową dwulitrówką i możliwością wyboru ręcznej przekładni, SM7 – wyłącznie z V6 i automatami).

Foto: Benespit, Licencja CC

Foto: Benespit, Licencja CC

Po liftingu z 2008r. oznaczenie zmieniono na SM7 New Art

Foto: Benespit, Licencja CC

Foto: Benespit, Licencja CC

Pierwsze generacje osobowych Samsungów przetrwały odpowiednio do roku 2003 (SM5) i 2011r. (SM3 i SM7). Kolejne zostały przygotowane, ale bazowały już na europejskich modelach Renault i poza Koreą nosiły najczęściej markę francuską. Na rynku wewnętrznym wciąż nazywały się Samsung, ale producent nie inwestował już w ich odrębny wizerunek.

Druga generacja SM5 (kod EX1, 2005-10) była uboższą wersją SM7, czyli Nissana Maximy/Teany, z mniejszymi silnikami i bez sterczących emblematów firmowych, jednak do celów eksportu na rynki arabskie producent wskrzesił nieużywaną już wtedy nazwę Renault Safrane.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Trzeci SM5 (kod L43, 2009-19) był sprzedawany „na zakładkę” z poprzednim modelem i stanowił lokalną odmianę Renault Laguny III, ale na różnych rynkach nazywał się też Renault Safrane (kraje arabskie, Meksyk) albo Latitude (Europa, Daleki Wschód). Koreańska gama silnikowa obejmowała jednostki R4 2,0 i V6 2,5, w innych krajach oferowano też ekonomiczne wersje 1,6-litrowe oraz półtoralitrowe diesle – to ostatnie było nowością, z uwagi na znikomą popularność dieslowskich osobówek poza Europą.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Samsung SM3 II (L38) to nic innego jak Renault Mégane III z nadwoziem sedan, które my lepiej znamy jako Renault Fluence. W Korei produkowano je z silnikami 1,6- i dwulitrowymi, w latach 2009-2020.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Samsung SM7 II (L47) został w całości opracowany w Korei, ale znów na bazie SM5 – dokładnie jego trzeciej generacji, kod L43, czyli Laguny III. Był wobec niej wydłużony o 11 cm (rozstaw osi 2.810 mm) i wyłącznie z silnikami V6 2,5 i 3,5 litra. Auto produkowano w latach 2011-19.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Renault stopniowo realizowało plan wykorzystania koreańskich zakładów do ekspansji eksportowej w kierunku Azji Południowo-Wschodzniej, krajów arabskich i Ameryki Łacińskiej. Sukcesywnie wprowadzało własne modele, a lokalną markę Samsung zachowało tylko na rynku koreańskim i chilijskim. W 2005r. Francuzi odkupili kolejne 10% udziałów w przedsięwzięciu, a w 2009 przedłużyli prawa do korzystania z marki Samsung do 2020r.

***

Być może zauważyliście, że omówione powyżej modele były wyłącznie czterodrzwiowymi sedanami z silnikami benzynowymi (poza dieslowską wersją SM5 III, ale ta pojawiła się dopiero w 2009r.). To oczywiście kwestia preferencji azjatyckich klientów, te jednak też z czasem ewoluowały.

W latach 2007-16 dostępny był kompaktowy QM5, czyli świetnie znane u nas Renault Koleos

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

2013-19 to lata produkcji mniejszego SUVa QM3, który w Europie nazywa się Renault Captur

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Wreszcie QM6, czyli… druga generacja Koleosa (od 2016r.)

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Również w 2016r. na koreańskim rynku pojawił się Samsung SM6, tzn. nasze Renault Talisman

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Ostatni model marki Samsung to XM3SUV-coupé zwany inaczej Renault Arkana. Wytwarzany od 2020r., był projektowany z myślą o rynkach poradzieckich, ale z czasem trafił na wszystkie kontynenty, a w Korei dostał logo Samsunga.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Po 2010r. sprzedaż samochodów Samsung zaczęła spadać, bo koreańscy klienci zwrócili się ku konkurentom prawdziwie krajowym. Stąd wzięła się ofensywa modelowa Renault, w tym wprowadzenie SUVów i kolejnych generacji sedanów, a także produkcja w Korei nowych modeli Nissana z przeznaczeniem na eksport. Mimo tych zabiegów nie udało się odpowiednio wykorzystać koreańskich mocy produkcyjnych i uniknąć redukcji personelu fabryki.

Od 2018r. Renault oferowało w Korei własne produkty pod własną marką – w pierwszej kolejności modele Clio, Master i elektryczny Twizy, później też Captur (który od 2020r. nie nazywał się już Samsung Q3). W 2020r. wygasło porozumienie o używaniu marki Samsung: Renault ogłosiło, że nie będzie go przedłużać, choć uzyskało zgodę na kontynuowanie sprzedaży modeli SM6 i QM6 do 2022r. Wtedy nastąpił ostateczny koniec Samsunga jako marki samochodowej (na jedynym rynku eksportowym – w Chile – już od 2015r. funkcjonowała wyłącznie marka Renault).

***

Samochody Samsung – opracowane przez Nissana, a potem Renault – odniosły w Korei dwa sukcesy: na przełomie stuleci model SM5 zdobył pozycję lidera segmentu E, pokonując lepiej zadomowione marki Hyundai i Kia, a w ostatnich latach dobrze sprzedawały się SUVy XM3 i QM6. Warto też wspomnieć epizody ze sprzedażą elektrycznych modeli Zoe i importowanego z Turcji SM3 ZE – przewodziły one lokalnemu rankingowi sprzedaży elektryków, z tym że w Korei ten segment ma umiarkowane znaczenie (osiąga około 9% udziału w rynku, wobec 3% w Japonii, 8 w USA i 21 w Europie).

Oczywiście żaden z tych pojazdów nie miał nigdy nic wspólnego z koncernem Samsunga – to logo na jakichkolwiek samochodach znalazło się w zasadzie przypadkiem. Fabryka i cały dział samochodowy zostały sprzedane zanim rozwinęły działalność, a w XXI wieku Samsung nie wrócił do swych motoryzacyjnych planów. Z tego powodu w marcu 2022r. Renault ostatecznie zrezygnowało z używania koreańskiej marki, a zaraz potem zmieniło nazwę lokalnego oddziału na Renault Korea Motors.

 

 

Foto tytułowe i końcowe: materiał producenta

Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych  – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

49 Comments on “MODELOLOGIA STOSOWANA: TRZY GWIAZDKI

  1. Świetny artykuł, ale kilka błędów warto poprawić:
    – „Wróćmy na moment do lat 70-tych” – lat 70.
    – Venturi Atlantic – Venturi Atlantique,
    – „zastrzegła sobie prawo do korzystanie”

    • Od dawna autorowi piszę, że forma lat 70-tych jest niepoprawna ale on ma to gdzieś.

      • Nas w dawnych czasach tak uczyli i to wydaje mi się łątwiejsze do czytania. Podobnież, idąc za przykładem całej branżowej prasy, ignoruję jeszcze bardziej niezrozumiałą regułę pisania marek samochodowych z małęj litery w znaczeniu pojedynczego samochodu („ulicą jedzie fiat”, ale „ten samochód nosi markę Fiat”). Uważam, że to mało logiczne i niepotrzebne.

  2. Świetny wpis, nie wiedziałem że tyle koreańskich wozów Samsunga było pometkowaną „francuszczyzną”. Dziwnie to się czyta z perspektywy znajomości bardziej czy mniej prawdziwych opinii o wozach „marki z lewarkiem” z pierwszych lat XXI. wieku.

    Ale ja nie o tym. Trochę zabawne z perspektywy czasu wydaje mi się to, że dwadzieścia parę lat temu Renault wspomógł Nissana i wykupił Samsunga, a koniec końców auta Samsungi porzucili, a teraz dążą do tego z Nissanem. Chyba nawet Mitsubishi poszło w cień, bo ludzie się zastanawiają nad mariażem Hondy z Nissanem (chyba jednak nie wypali XD), a o Mitsubishi cisza – no cóż, legenda rajdów się wyczerpała.

    Tak trochę offtopic – generalnie smartfony Samsunga są… okej, tylko IMO mają problem z trzema rzeczami, a przynajmniej te których używałem: aparat świrował czasem (nie łapał ostrości albo obracał zdjęcie robione poziomo w pion), bateria (Samsung Note pamiętamy XD) oraz złącze do ładowania – serio, nie znam nikogo, kto by nie miał problemów z dwoma rzeczami jakie przytoczyłem; no po prostu masakra.

  3. Marka Samsung to zawsze był dobry temat do szpanowania wiedzą wśród miłośników motoryzacji. Jest to temat mi znany odkąd przeczytałem o tej marce w katalogu „Samochody Świata 2006”. Swoją drogą pisano tam, że w latach 1996-97 zbudowano serię 40 sztuk modelu SEV IV, Samsung SM3 bazował na rozwiązaniach technicznych Nissana Bluebird Sylphy, zaś SM7 opisano jako „konstrukcyjnie bazujący na Nissanie Fuga”. Firma planowała również premierę SUVa SM4 i przewidywała skalę produkcji na rok 2006 na poziomie 500 tys. pojazdów.

  4. Ja też poznałem Moto-Samsunga w katalogu Samochody Świata. Zdziwiony byłem a internetu jeszcze brak wiedząc, że Mitsubishi robi elektronikę a Daewoo wszystko to uznałem, że to taka dywersyfikacja. Jeszcze gdzieś w prasie (a może w katalogu lub w kolejnym roczniku), przeczytałem, że Renault Latitude (bo było w Europie a w Szwajcarii nawet ponoć z 3.5 V6 jak, któraś Laguna) i Kaleson (uroda jakby SY to wypuścił) to przemetkowane Samsungi a to prawie od początku Renault za tym stoi. Brakuje tylko jakichś Dacii przemetkowanych. P.s. zdjęcia SM3 2 to wciąż pierwsza generacja 😉

    • Poniekąd to była dywersyfikacja, tyle że Samsung z niej zrezygnował, zanim na dobre zaczął.

      PS. Zdjęcia podmienione, dzięki

      • Proszę. Miała być dywersyfikacja a skończyło się na licencji zasadniczo samej nazwy marki i opchnięciu licencji auta (osiągającego wielką sprzedaż), które nabyło się od partnera nabywca 😀 To była chyba najbardziej dochodowy „nieudany projekt”.

    • Ja też byłem przekonany (na podstawie info z prasy) że Latitude i Fluence to są samochody zaprojektowane przez Samsunga z doklejonym znaczkiem Renault. Coś podejrzewam, że jakiś wpływowy dziennikarz puścił kaczkę dziennikarską i zafunkcjonowało to w obiegu…

  5. Chciałem tylko zauważyć, że Renault Latitude oferowane było nie tylko na Dalekim Wschodzie, ale również w Europie, w tym i w Polsce. Nie przypominam sobie, żebym widział je kiedykolwiek na żywo, ale pewnie kilka egzemplarzy się sprzedało. Pamiętam do dziś reklamę tego auta, którą oklejona była winda w biurowcu, w którym wówczas pracowałem. Śmialiśmy się z kolegą z tego wynalazku i faktu, że go chyba nikt nie kupuje.

    • Oczywiście że był, coś musiało mi zjeść słowo „Europa” 🙂 Już dodałem.

      PS JA akurat Latitude widziałem ze dwa razy, ale fakt, że to wielka rzadkość.

    • Znajomy miał i bardzo chwalił. Osobiście widziałem może raz. Ale brzmi ładnie ta nazwa Latitude 🙂

  6. Zdumiewające, jak świat i postrzeganie potrafi się zmienić. 🙂 W latach 90 Samsung w naszym kraju był najczęściej postrzegany jako tańszy i gorszy zamiennik czegoś markowego, podobnie zresztą jak GoldStar (dzisiejsze LG). Wystarczy przypomnieć sobie telewizory czy magnetowidy Samsunga, nie były to jakieś wypasione modele, tylko co najwyżej 21 cali, czy dwugłowicowy prosty magnetowid. A dziś gdzie jest Samsung? 🙂

    • Zgadza się – pamiętam, jak u mnie w bloku wszyscy się śmiali z sąsiada, który kupił sobie telewizor GoldStar. Właśnie tak ten sprzęt był postrzegany, jako plastikowa jednorazówka.

      • A jeszcze trochę wcześniej jeździło się na „wycieczki” do Berlina po Samsungi z odchylaną płaską szybą przed kineskopem (21 cali kosztował koło 400 DM). U Aldiego stały tuż przy wejściu, żeby nie trzeba było daleko nosić do bagażnika autobusu. Resztę bagażnika zapełniały tanie magnetowidy i setki kaset VHS.

      • Najlepsze, że GoldStar miał całkiem znośną elektronikę, ale wykonanie całej reszty to był dramat, co było widać zwłaszcza po rozebraniu sprzętu.

      • Mam jeszcze w piwnicy pudło od telewizora Goldstar, z 1985r. 25 cali, kolorowy, działał do oporu, w 2010 chyba go odstawiłem do magazynku „nie przyda się, ale szkoda wyrzucić” co ostatecznie zrobiłem 10 lat później. Oczywiście był sprawny cały czas. Mikrofalówka tego samego producenta ma już przynajmniej 30 lat i działa idealnie. Takie to jednorazówki.

      • Ja nie twierdzę, że to były jednorazówki, tylko że ludzie tak mówili

      • akurat w porównaniu z Polskimi telewizorami to wszystko było lepsze, nawet ruskie Elektrony 🙂 także śmianie się z Samsunga czy Goldstara to chyba śmiech przez łzy 😉

        co do Goldstara to u nas go też „produkowało” ArtB 🙂 dużo tych Goldstarów było, dobry sprzęt to był, potem były Curtisy i też działały wiele lat, w Curtisach najgorsze były…. polskie kondensatory

      • Oj Benny, z tym Rubinem to bym był ostrożny. Miałem go dwa tygodnie i jak okopcił mi ściany w rogu pokoju, to go wymieniłem na „wolnym rynku” na Jowisza, za sutą dopłatą oczywiście. Ten zdjęli mi ze stanu złodzieje, gdy włamali się do mieszkania. Pojechałem do Hamburga po Samsunga, ale jak na niego popatrzyłem, to wysupłałem jeszcze 200 DM i kupiłem najtańszego Panasonica. A Neptuna rodziców zostawiłem z sentymentu. Stoi w piwnicy. Działał do końca bezawaryjnie.

      • ja celowo rubina pominąłem 😉 ale polskie telewizory to też było straszne dziadostwo psujące się bez przerwy, szczególnie te powielacze TPN-30 / 31 ciągle przebijały, w jowiszach to się potrafiło popsuć wszystko, kiedyś znajomy co ma zakład RTV miał 14 jowiszy (no to już ze 25 lat temu było) i w każdym była inna usterka !! miałem większość z nich i za żadnym nie tęsknię, no jeszcze Elemisy były w miarę (a te z szybą były na prawdę ładne), ale to już zupełnie inna epoka w której w normalnych krajach to już były wspólczesne Sony Panasoniki itp a u nas ledwo takie rozwinięcie Syriusza
        w sumie to najlepiej z tv z RWPG wspominam ruskie Elektroniki, zarówno te malutkie 409 jak i większe 432, 431 i mam ich jeszcze kilka 🙂

      • Miałem dwa Elektroniki 430, chodziły na zmianę , bo ciągle paliły się tranzystory w zasilaczu impulsowym, w końcu dałem spokój i zasilałem z transformatorowego do gniazda 12V. Poza tym były fajne.

      • 430 to najstarsza, one faktycznie były strasznie awaryjne, 432 sporo poprawiona, a 431 to już w ogóle bardzo mocno pozmieniana i jeszcze nowsza, chyba w ogóle ma od razu PAL/Secam a nie tylko sam Secam, ma dużo lepszy obraz gdzie już się nie zmieniają korekcje wraz z regulowaniem czegokolwiek 🙂
        ogólnie jak się w nich wymieniło WSZYSTKIE kondensatory to one ładnie i długo działały, choć to nie oznacza że nie potrafiły po prostu bez powodu zdechnąć nagle, wszak to ruski sprzęt 😉
        ja długo miałem 432 – zamieniłem się za magnetowid Yoko który kupiłem na giełdzie za 20zł w stanie agonalnym – mechanika pogięta, płyta główna złamana w pół, ogólnie płytę skleiłem i polutowałem ścieżki, mechanike poprostowałem, rozrząd poustawiałem i na koniec okazało się że głowica wizyjna ma wyłamaną głowiczkę, więc cała ta robota nic nie warta, ale znajomy z zakładu RTV stwierdził że może mi dać tą Elektronikę za to widło bo on ma bardzo dobry monitor od Commodora i on sobie pod to widło podłączy i będzie go używać jako tuner jedynie, no i każdy był zadowolony 🙂

  7. Drobna poprawka – Arkany są dwie, jedna właśnie na rynki byłego ZSRR, druga na m.in. europejski – wyglądają niemal identycznie, ale to jednak oddzielne konstrukcje.

    Ciekawe z tym Samsungiem, myślałem, że to chociaż przez chwilę działało w ramach czebolu.

  8. Bardzo ciekawy artykuł. Ja też gdzieś czytałem, że renault lattitude to przemetkowany Samsung. Także teoria o kaczce dziennikarskiej jest możliwa.
    Ewentualnie jakaś plota celem podniesienia tzw. prestiżu, wiadomo Skoda to prawie Audi itp. 😉
    W okolicach 2002 kolega przyniósł do szkoły mp3, które przywiózł mu ojciec z delegacji do Azji (wtedy jeszcze dzieci takich ludzi chodzily do szkoł publicznych, ale to nie miejsce na taki temat) i wydaje mi się, że była ona z Samsunga. Jakieś 32 albo 64MB pamieci to mialo. Ekscytowali się tym wszyscy, nikt nie mówił, że to jednorazówka, być możr dlatego ze to była nowinka, nie do porównania z diskmanem itp. Także plan szefowi tego czebola wypalił 🙂

    • Plan był typowo azjatycki, bardzo długoterminowy, bez efekciarstwa i marketingowej bańki. Ciężko pracowali, by opanować to, co sobie założyli, opanowali to i bez większego rozgłosu zapanowali nad ogromną częścią rynku.

      Ktoś tu wspominał o gnieździe ładowania w telefonach Samsunga: ja jestem wiernym użytkownikiem serii Galaxy, mam już trzeci egzemplarz (kolejno S4 Active, S8 i S22) i gniazdo ładowania wymieniałem raz, w S8, razem z baterią – czyli po 3 latach eksploatacji. Bateria, gniazdo i gruntowne czyszczenie kosztowały bodajże 250 zł, telefon miałem potem jeszcze dwa lata, ale dalej wszystko działało, tyle że ja po w sumie pięciu latach chciałem już nowszy model. S4 ponad trzy lata działał bez zarzutu (po utracie pojemności baterii po prostu zmieniłem telefon, za stary jeszcze dostałem kilka stówek), S22 po dobrze ponad dwóch latach śmiga jak nowy. Zapewne na jesieni tego roku przestanie, jak stuknie mu trzy lata, ale mam zamiar go zregenerować (bateria plus gniazdo), by przeżył kolejne trzy.

      • bo jak się normalnie używa, ostrożnie to nic się nie dzieje 🙂 mi też się takie rzeczy nigdy nie zdarzają, ale jak ludzie wpychają wtyczki na siłę, często próbując odwrotnie (w micro usb które ogólnie jest gównianym wymysłem) to potem są powyłamywane te gniazda, nieraz lutowałem znajomym)

      • Co do telefonów, to nie miałem nigdy problemów z gniazdami w Samsungu. Częściej zużywały się same przewody, zwłaszcza micro usb, standardowo wyrabiały się ząbki trzymające wtyk. Problem był tylko z Galaxy S2 (kapitalny telefon na tamte czasy!) któremu zaczął głupieć odbiornik GPS. Bardzo miło wspominam Galaxy S5, ale po czterech latach od premiery był to już telefon, który uczył cierpliwości, choćby przy używaniu nawigacji. Aktualnie Galaxy A52s – nic spektakularnego, ale swoją robotę wykonuje jak trzeba.

      • Też się nie spotkałem. Miałem kiedyś służbowego S7, którego dostałem po kimś i przez moje 3 lata używania działał bez problemów. Jak zmieniałem prace to go zdałem i pewnie trafił dalej w obieg. Bezproblemowy, ładnie i solidnie wykonany. A praca to była w branży budowlanej w terenie, więc to też ma wpływ na zużycie.
        Inna sprawa, że to była S klasa. Te tańsze A czy jak to się zwie (prawie jak Mercedes haha) pewnie już są mniej trwałe.

      • o, to chyba ja pisałem z gniazdem ładowania ; ) chociaż przyznać muszę że kable też nie są bez winy – nieraz lepiej mi telefon się ładował kablem noname kupionym na stacji benzynowej czy w sklepie rtv niż oryginalnym kablem. Co do wtyczki ładowania to przy poprzednim czyściłem ją, a nigdy modeli „fonów” z wyższej półki nie miałem, bo wychodzę z założenia że kupuję telefon za x i użytkuję go minimum 5-6 lat. I zazwyczaj wymieniam tak telefony, obecny co go mam 2 lata zastąpił wysłużonego po prawie 7 latach, tamten to był J5 z 2016. (wymieniłem go ze względu na zamulanie systemu – chociaż czyściłem regularnie pamięć, no i baterię i ten nieszczęsny wtyk) Wydaje mi się że mogą lepsze jakościowo wtyki ładowania dodawać niż do tych tańszych, ale to moja hipoteza 😉

      • Jaki? Tak zwany „prestiż” 🙂
        Osobiście nie oceniam i nie generalizuje czym kto jeździ. Błędy za fajerą się zdarzają, a cham jest chamem bez względu czym jedzie, może być nawet hulajnogą.
        Czasami jedynie zastanawiam się nad tym jak nam ta Polska się wzbogaciła, bo tyle tych Audi, MB i BMW na drodze (z całkiem młodymi ludźmi za kółkiem), że aż szok.

      • Ależ te auta wcale nie są wiele droższe 🙂

        Od pięciu lat jeżdżę W204 V6, spalam 10 litrów LPG w trasie, raz w roku płacę w serwisie kilkanaście stówek za przegląd (właśnie mam auto w warsztacie teraz, tym razem będzie drożej z powodu oleju w automacie, wymiany świec i dodatkowo tylnych sprężyn – mogę dać znać po odbiorze, ile kosztowała całość, jeśli mi przypomnicie). Poza tym absolutne zero problemów czy rdzy – a trzylitrowe V6 z klasycznym automatem i jasną skórą to naprawdę inna jakość życia przy każdym wyjeździe do sklepu 🙂

        Na Zachodzie ludzie płacą od takich aut chore podatki, więc jako używek ich raczej nie chcą. W Polsce jak dotąd takich haraczy nie ma, w dodatku kupujemy auta z Niemiec bez ograniczeń. Koszt zakupu to aktualnie nieco ponad połowa Dacii Sandero. Więc dlaczego miałbym wybrać Dacię…? Dlaczego miałbym podwójnie zapłacić, godząc się na najniższy z istniejących stnadardów?

        Wiem, że miałbym gwarancję, ale jeśli w pięć lat nie zepsuło mi się nic, to mogę to przeboleć. Zwłaszcza że Mercedes i tak zafundował mi w zeszłym roku nową belkę tylną i poduszki powietrzne, w ramach akcji serwsowej (w 15-letnim aucie, które ASO nie widziało od lat – a i tak akcję wykonali za darmo).

      • @SzK zapomnialem doprecyzowac że chodzi mi o świeże modele. Nie wiem czy to na kredyt wszystko czy za gotówe. Stąd te moje rozmyślania.
        Kiedś wspominałeśo kosztach utrzymania swojego Mercedesa, było to dla mnie zaskoczenie, że tak niepremium ceny 🙂

      • Co do nowych, to pełna zgoda.

        Skąd one są? Z leasingu – jak ktoś ma działalność, to miesięczna rata, po wrzuceniu w koszty, jest do przełknięcia. Znam też osoby, które na etatowych stanowiskach podobnych do mojego (szeregowy korpoanalityk) mają służbowego Lexusa od firmy. Na tej samej zasadzie.

        A co do mojego auta – jak będę je opisywał, mogę wszystkie rachunki tu wrzucić, nie ma problemu. Oczywiście zbieram całą dokumentację serwisową. Podobnie z SLem, jeśli to będzie kogoś interesowało. Natomiast w przyszłości kolejnych Mercedesów raczej nie planuję kupować, bo koszty są coraz wyższe, awaryjność też, a wartość samego samochodu niestety już tego nie uzasadnia. Mam tylko nadzieję, że W204 jeszcze długo posłuży. Jak to pisał Złomnik: sic Ford Transit gloria mundi 🙂

  9. Pamiętam, że nieodżałowany Blogomotive stwierdził kiedyś po kolejnej awarii laptopa, że najchętniej kupiły jakiegoś laptopa wyprodukowanego przez koncern samochodowy, bo poziom bezawaryjności samochodów jest niewiarygodny. Jedyny producent obu sprzętów jaki przyszedł czytelnikom na myśl to właśnie Samsung. Choć dziś nie ma w ofercie ani aut, ani laptopów…

    • Panasoniki są wg mnie najlepsze, mam takiego z 15 letniego CF-T8 to jedynie wentylatorek chłodzący umarł, nawet orginalna 15 letnia bateria dalej trzyma około 2-3 godziny!
      Poza tym HP-Compaq (ale tylko te z Compaq, bo bez to tyfusy) też polecam,
      Poza tym biznesowe IBM-Lenowo które wyglądają jak klasyczne IBM-y (nie te tandetne „domowe”) też dobre
      no i ogólnie to z procesorami Intela a nie AMD bo AMD się strasznie grzeją i przez to umierają

      ja tam używam takie ponad 10 letnie laptopy z powodzeniem i już nie pamiętam kiedy jakiś mi by umarł, wszystkie mam z likwidacji z urzędów, więc właśnie takie serie biznesowe, nie domowe

      • Blackberry Q20 cały czas używam 🙂
        IBM-a X21 też zajechałem na wiatraczek, wymieniłem ale nowy chiński podziałał pół roku, także teraz jako główny mam HP EliteBook 2540p – bo ja lubię małe laptopy, ten miał dziwne małe złącze na dysk i oczywiście dysku nie było, ale niektóre dyski ssd mają w środku tylko do połowy płytkę a reszta jest pusta więc taką płytkę przylutowałem na kabelkach i się zmieściła w miejsce tego dziwnego dysku i działa 🙂

      • To ja też się dopisuje do fanów BB. Q10 jeszcze dwa lata temu używałem, a zmieniłem z powodów zawodowych – whatsapp do komunikacji. Natomiast dalej mam 9700 Bolda 2 jako drugi numer do kurierów, sklepów itp. Ten ma ze 15 lat i mimo że plastikowy to ładniej się zestarzał niż Q10 albo Z10 żony. Patrząc z perspektywy czasu, jak łączność już nie działa tak jak powinna (pamięta ktoś BIS? orange miał nawet dla prepaid) to nie wiem czy OS10 jest dużo lepszy niż OS5/6/7.

      • ja jako zapasowy mam 9320, niesamowity telefonik, niepozorny a bateria trzyma prawie 2 tygodnie, ma udostępnianie internetu i bardzo przyjemnie się go obsługuje, ale niestety gadu-gadu na nim nie działa

  10. Mi umarla key2 wiec smigam na jedynej alternatywie czyli Titanie, co ciekawe umarla dziwnie bo nie rozpoznaje pojemnosci nowej baterii i wpada w bootloop, troche pomagala lodowka 🙂 Titan ogolnie szybszy, lepszy, za 300 euro nowka, polecam.

    • chętnie odkupię key2 jeśli tanio 🙂 mam taką biedastację do BGA i nawet udało mi się ożywić bezwartościowego acera w celach testowych – włączał się ale były krzaki na matrycy – bga grafiki – i działa, kolega go dostał od innego kolegi a że objaw był idealny żeby popróbować czy go się dobije czy mu się pomoże to spróbowaliśmy i się udało i kolega zadowolony go używa 😉 więc może i z tym by się udało 🙂

      co do Titana, też się zastanawiałem, to skoro masz to powiedz czy to coś lepszego, czy taka tandeta jak te „hammery” i inne „myphony” ?
      czy ten środkowy przycisk Titana to też taki mini toczpad?? bo w Blackberry ten toczpadzik jest super wygodny!

      widzę że jednak więcej ludzi nienawidzi klawiatury ekranowej 😉

      • Spoko, rzuc kwota. Telefon z nowa bateria, druga nowa na zapas 😀 sluchawki, ladowarka, karton, caly kpl.

        Co do Titana to taki bb passport na sterydach, mega odporny na upadki, zalanie, responsywny ekran nawet gdy mokry, spoko dzwiek z glosnika. Wady to aparat, jest tragiczny, waga i 4g. Przycisk o ktorym wspominasz to home i czytnik lini, natomiast klawiatura ma touch scrolla. Titan slim to z kolei nieporozumienie, zabawka, podrobka key2. Chodza sluchy ze w tym roku wyjdzie remake Titana, w kazdym razie jak na telefon z 2019 to polecam tymbardziej ze jest duza spolecznosc freewarowa i mozna wgrac nowy os.

  11. Coś z Samsungiem mam nie po drodze. Czego się nie dotknąłem tej firmy, to sypało się jak liście po przymrozkach. Telewizory, radia, magnetowidy, dyski, pamięci, telefony. Teraz jest pralka. Nowa. Entelegentna. 2 lata gwarancji, a później się zobaczy. Samsung dlatego, bo w Mrówce, w której kupowałem były dwie pralki, na których można postawić suszarkę. Obie Samsung. Specyfika mojej działalności nie pozwalała mi na zakup czegoś w internecie i czekanie do jutra.