MODELOLOGIA STOSOWANA: WICELIDER

Co mają wspólnego Stirling Moss i Opel Kadett?
Na pierwszy rzut oka nic – bo ten pierwszy to jeden z najwybitniejszych i najbłyskotliwszych kierowców wyścigowych wszech czasów, a ten drugi to straszna nuda, która ze ściganiem nie kojarzy się nikomu. No dobrze, miał wersje sportowe, a nawet epizody wyścigowe i rajdowe, ale ogólnie nie jest to samochód, który wywoływałby wielkie emocje.
No to jak z tym Mossem? Otóż Stirling Moss nigdy nie zdobył mistrzostwa świata Formuły 1, za to regularnie stawał na podium (w tym czterokrotnie był wicemistrzem). Podobnie Opel Kadett: w skali RFN i Europy nigdy nie pokonał Volkswagena Golfa (czasem nie dawał też rady podstawowym Mercedesom), przez co docierał do co najwyżej drugiego miejsca w rankingu najpopularniejszych aut osobowych. Tyle że owo drugie miejsce przypadało mu bardzo regularnie, przez dziesiątki lat, a coś takiego nie zdarza się przypadkiem.
***
O pierwszych generacjach Opla Kadetta pisałem już kilkakrotnie. Historia tej nazwy – wybranej z uwagi na hierarchię gamy modelowej, którą wieńczyły Kapitän i Admiral – rozpoczęła się w 1936r.: ówczesny Kadett był jednym z najtańszych samochodów na niemieckim rynku, mimo że oferował wielką nowość na skalę europejską, tzn. samonośne nadwozie wykonane w całości ze stali. Brak ramy nośnej i elementów drewnianych, a także wydajna, masowa produkcja na wyspecjalizowanych tłocznikach były ogromnym przełomem na drodze do pełnego umasowienia motoryzacji – a wkład Opla, z jego niedrogimi modelami Olympia i Kadett, jest tutaj często zapominany.
Podstawowa wersja, w bezkonkurencyjnej cenie 1.795 Reichsmarek, została dość mocno zubożona (pozbawiono ją np. niezależnego zawieszenia przedniego, chromowanych ozdób i uchylnych okien bocznych), ale zachowała zaawansowane podówczas, hydrauliczne hamulce. Nie miała też otworu na korbę rozruchową – co wtedy szokowało kierowców, co demonstrowało pewność siebie producenta niedopuszczającego możliwości awarii elektryki. Moc 1,1-litrowego silnika z dolnymi zaworami wynosiła 23 KM, prędkość maksymalna – 95 km/h. Niestety, nie pozwalało to uznać auta za zdatne do użytku na autostradach – bo w III Rzeszy za kryterium przyjmowano tu zdolność trwałego utrzymywania 80 km/h.
Foto:
Po wojnie segment najtańszych samochodów rodzinnych niemal całkowicie opanował Volkswagen. Rzucenie mu rękawicy zajęło Oplowi aż trzynaście lat: dopiero w 1962r. ukazał się nowy Kadett – drugi w historii, ale znany jako Kadett A, bo lata 30-te Niemcy w całości wypierali ze swej pamięci.
Kadett A debiutował w setną rocznicę istnienia firmy Adam Opel. Jako konkurent „Garbusa” został oparty na dokładnie przeciwnych założeniach – chłodzonym wodą silniku umieszczonym z przodu, choć wciąż napędzającym tylne koła. Dzięki niemu i pokazanemu równocześnie Taunusowi P4 Niemcy mogli teraz wybrać kompaktowy samochód o dowolnej koncepcji – tylnosilnikowego Volkswagena, przednionapędowego Forda lub klasyczny układ Opla. Takie rzeczy tylko w Epoce Chromu.
Tylnonapędowy Kadett nie mógł być mistrzem przestronności, do tego miał tylko dwoje drzwi, lecz Volkswagena i tak pod tym względem przewyższał. Podobnie jego silnik – rozwijający 40 KM z jednego litra, zamiast 34 z 1,2. Nie od rzeczy była też dostępność trzech nadwozi (sedana, kombi i coupé), ich prosta, acz nowoczesna stylistyka, wydajne ogrzewanie (którego nie mogło zapewnić chłodzenie powietrzem) oraz kilka pozornych drobiazgów, które jednak potrafiły robić różnicę: np. zewnętrzny wlew paliwa (u VW mieścił się on w bagażniku, nasycając pakunki zapachem benzyny), „magiczny” szybkościomierz z taśmą zmieniającą kolory w miarę rozpędzania i wiele atrakcyjnych opcji. Wadą pozostawała przede wszystkim cena – ponad 1/4 wyższa od „Garbusa”.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Kadetta A produkowała największa motoryzacyjna fabryka ówczesnej Europy, wybudowana w Bochum kosztem trzech miliardów marek. Wraz z prostą, gruntownie sprawdzoną konstrukcją miała ona pozwolić na pokonanie Volkswagena. To jednak się nie udało – niemiecki oddział General Motors musiał zadowolić się drugim miejscem na krajowym rynku.
Tak już pozostało. Mimo ogromnego rozmachu inwestycji, skutecznego celowania w słabości konkurencji i świetnego marketingu („Opel Kadett – w skrócie OK!!” – grzmiały reklamy) „wicemistrzostwo” krajowego rynku zostało Oplowi przypisane niemal na stałe – poza pojedynczymi późniejszymi rocznikami, kiedy na szczyt przebojem wdzierał się podstawowy Mercedes. Ta sytuacja nie zmieniła się aż do końca historii Kadetta, obejmującej pięć generacji, od A do E, i niemal równe trzydzieści lat rozwoju.
Pierwsze trzy wcielenia modelu opisałem TUTAJ (był też przejażdżkowy artykuł o Kadetcie C). Wiemy już więc, że z czasem Kadett obrósł w piórka: generacja B oferowała aż osiem różnych karoserii i dwanaście silników, w tym topowe, 1,9-litrowe 19HL o mocy 106 KM (praktycznie nieustępujące sławnemu Golfowi GTi, który uchodzi za rewolucję, choć ukazał się pięć lat później). Opel oferował kompaktowe auta na każdą kieszeń i każdy gust.
Dziś będzie o generacjach późniejszych – różnych o tyle, że napędzanych na koła przednie.
***
W klasie kompaktowej na napęd przedni Opel przeszedł dość późno – w 1979r. Gdzieniegdzie można przeczytać, że jako ostatni, ale to nieprawda: Ford w Escorcie stosował klasyczny napęd do 1980r. (mimo wcześniejszych eksperymentów w małych Taunusach), a Japończycy nawet dłużej (Nissan Sunny do 1982, Mitsubishi Lancer do 1983, podobnie Toyota Corolla, która równolegle aż do 1987 oferowała tylnonapędową odmianę AE86). Łatwo zauważyć, że chodzi o marki konserwatywne, celujące w tradycjonalistów. Tej filozofii hołdował też Opel, którego kierownictwo już konstruktorom Kadetta A zabroniło eksperymentowania. Kuszące smaczki – bardzo proszę, ale żadnej awangardy, bo awangarda to ryzyko.
Kadett D został przedstawiony we Frankfurcie, jesienią 1979r. Pod kilkoma względami zaskoczył publikę, bo z niektórymi tradycjami zerwał: poza zmianą napędzanej osi – która zresztą należała się już wcześniej – nowością był silnik wysokoprężny, a jeszcze bardziej uderzał brak nadwozia trójbryłowego.
Wariant podstawowy – bardzo rzadko wybierany – był dwu- lub czterodrzwiowym fastbackiem. Z wymiarami 3.998 x 1.636 mm był ponad 14 cm krótszy od poprzednika, ale też ponad 5 cm szerszy, przy 12 cm dłuższym rozstawie osi (2.514 mm). Masa własna zawierała się pomiędzy 815-1.060 kg. Dzięki zmianie proporcji i zblokowanemu układowi napędowemu ustawionemu poprzecznie z przodu kabina bardzo się powiększyła, przebijając Volkswagena (zwłaszcza z tyłu). Ceny były prawie identyczne: w 1980r. Kadett kosztował od 10.980 DM, Golf – od 10.955 (odpowiednio z silnikami 1,2 i 1,1 litra).
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Bagażnik miał pojemność 380 litrów. Ciekawostka: „plastikowe” zderzaki były w istocie tradycyjną wytłoczką blaszaną, powleczoną tylko czarnym tworzywem.
Foto: materiał producenta
Znacznie więcej chętnych znalazły praktyczniejsze hatchbacki, trzy- i pięciodrzwiowe. Zgodnie z duchem epoki stylistyka była bardzo kanciasta i rzeczowa (choć równocześnie współczynnik Cx spadł z 0,42 na 0,39). Nie budziła żadnych emocji – w przeciwieństwie do barokowych Kadettów A i B albo dynamicznej generacji C, o której mówiono, że bardziej przypomina auta włoskie niż niemieckie.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Podobna filozofia obowiązywała we wnętrzu – kokpit wyglądał jak wyciosany toporem. Zadbano jednak o względy bezpieczeństwa: do wyposażenia standardowego należały np. cztery bezwładnościowe pasy bezpieczeństwa i piąty pas biodrowy.
Foto: materiał producenta
Kombi – tradycyjnie nazwane Caravan – też występowało z trojgiem lub pięciorgiem drzwi, bo równie często jak do transportu rodzin służyło jako furgonetka sklepikarzy czy rzemieślników. Po złożeniu kanapy przestrzeń ładunkowa rosła z 535 do ponad 1.400 litrów.
Foto: materiał producenta
Tu mamy akurat wersję pięciodrzwiową, znamienne jednak, że na reklamowych zdjęciach umieszczano wtedy nie tylko ludzi pięknych, bogatych i roześmianych, ale też szaraczków przy codziennej pracy. Najwidoczniej ówcześni nabywcy popularnych aut dobrze czuli się w swych rzeczywistych rolach, a nie tylko w marzeniach.
Foto: materiał producenta
Prawdziwa furgonetka, z dwoma fotelami i zaślepionymi tylnymi oknami, również istniała, tyle że dopiero od 1983r.
Foto: materiał producenta
Przednie zawieszenie oparto na kolumnach McPhersona, w tylnym miejsce sztywnej osi zajęła belka skrętna. Stabilizatory trafiły wyłącznie do kombi i specyfikacji sportowych. Mieszane, tarczowo-bębnowe hamulce dostały seryjne wspomaganie (poza najsłabszymi wersjami), a ich dwa obwody podzielono na krzyż.
Tradycyjnie bogata oferta silników składała się teraz z aż dziesięciu wariantów. Gamę otwierała jednostka litrowa – nieznana większości samochodziarzy, bo prawie w całości trafiająca do krajów śródziemnomorskich. Tam była oznaczona 1.0 S i rozwijała 50 KM, natomiast mało kto wie, że występowała też jako zaledwie 40-konne 1.0 N, oferowane w RFN. Jej sprzedaż ograniczyła się do dosłownie pojedynczych sztuk, warto jednak pamiętać, że w latach 80-tych w Niemczech wciąż dało się kupić nowy kompakt o mocy 40 KM.
Następną w kolejności pojemność 1,2 reprezentowały trzy silniki: 53-konny 1,2 N, 60-konny 1,2 S i 55-konny 1,2 S OHC (wprowadzony w 1982r. i znów mało popularny). 1,3-litrówka miała już zawsze wałek w głowicy, a w odmianach N i S osiągała odpowiednio 60 i 75 KM, 1,6 istniało wyłącznie jako S z mocą 90 KM, a 1,8, zarezerwowane dla sportowej wersji GTE, dostało elektroniczny wtrysk paliwa Bosch L-Jetronic i rozwijało 115 KM. Od 1982r. doszedł diesel, przerobiony z benzynowego 1,6 S – wolnossący, z komorą wirową, o mocy 54 KM. Litery N i S wskazywały nie tylko osiąganą moc, ale też rodzaj wymaganego paliwa, Normal lub Super (w RFN miały one odpowiednio LO 91 i 95, a różnica cen była znaczna).
Podstawowa przekładnia miała tylko cztery biegi. Bieg piąty dostępny był tylko w 1,6 S (opcjonalnie) i GTE (seryjnie), a silniki 1,3 N/S, 1,6 S i 1,6 D były opcjonalnie łączone z trzybiegowym automatem. Osiągi Kadettów benzynowych to prędkości maksymalne 130-185 km/h i przyspieszenia do setki w 25-10 sekund, jedyny diesel osiągał 143 km/h i 18,5 sekundy.
To, co uderza w ówczesnej motoryzacji, to autentyczne odpowiadanie na potrzeby klientów. Coś, co stanowi istotę przedsiębiorczości i jedyny możliwy sposób zarabiania na wolnym rynku, dziś jawi się nam jako coś egzotycznego, z odległej epoki. Jesteś Włochem albo Grekiem i musisz bulić haracze od pojemności? Nie ma sprawy, mamy silnik 1,0. Przerażają cię ceny benzyny? U nas kosztem jedynych siedmiu koni zatankujesz sporo tańszą Normal. Jesteś malarzem pokojowym? Mamy kombi 3d. Ojcem rodziny? Multum opcji. Kawalerem z większą kasą?
Dla kawalerów z kasą był Kadett GTE – aż 115-konny, przyspieszający jak Mercedes 280 CE, ale w cenie 19.500 zamiast 36.500 DM, no i z kosztami eksploatacji silnika 1,8 zamiast 2,8. Ta wersja miała twardsze i niższe zawieszenie, ostrzejszy układ kierownicy, wentylowane tarcze hamulcowe, dodatkowe wskaźniki (z szybkościomierzem do 220!!) i oczywiście sportowe akcenty stylizacyjne. Zdjęcia reklamowe odpowiednio dopasowywano – ukazując nie budowlańców w kufajkach, tylko młodzieńcze marzenia.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
A jeśli młody-gniewny zechciał założyć rodzinę? Mamy też GTE 5d. Bitte schön, nie ma za co!!
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
„No ale wie pan, prawie dwadzieścia patyków to jednak niemało…” W takim razie zaproponuję Kadetta SR: ze standardowym podwoziem, ale czarną folią na dole, czarnymi poszerzeniami błotników, spoilerem przednim, sportowymi fotelami Recaro i wskaźnikami z GTE. Jak to jedzie? Pod maską ma 1,3 S albo 1,6 S: ten drugi oznacza 170 km/h i 11 sekund do setki – ledwie sekundę z hakiem gorzej od Porsche 924. Za mniej niż 14.000 DM!!
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Podniesionego Golfa 4×4 kojarzą wszyscy. Tymczasem Opel już w 1982r. oferował Kadetta kombi z wyższym prześwitem, wzmocnionym zawieszeniem, osłonami podwozia i błotnikami podciętymi dla zwiększenia kąta natarcia. Napęd pozostał przedni, ale z dyferencjałem o zwiększonym tarciu. Tę wersję nazwano Kadett Pirsch (w wolnym tłumaczeniu chodzi o skradanie się, czy też grę w podchody), nie zdobyła ona jednak większej popularności i nie powróciła w kolejnej generacji.
Foto: materiał producenta
Były też niezliczone specjalne pakiety wyposażeniowe i edycje limitowane, a nawet cabriolety – choć wyłącznie od firm zewnętrznych, przerabiane chałupniczo, co wiązało się z mniej więcej podwojeniem ceny wyjściowej. U konkurencji fabryczne modele otwarte kosztowały mniej, dlatego takie przeróbki kupowali wyłącznie fanatycy marki z Rüsselsheim, czytaj: ludzie raczej nieliczni.
Najpopularniejszy zestaw do konwersji oferowała firma Bieber, w cenie 3.450 DM. To ponad 1/3 ceny najtańszego Kadetta, bez robocizny blacharza. W latach 1985-92 sprzedano 260 sztuk.
Foto: Dennis Elzinga, Licencja CC
Na zlecenie jednego z niemieckich dealerów Opla firma Welsch z miasta Mayen opracowała poniższą wariację na temat Kadetta D, pod nazwą Aero (nawiązującą do fabrycznej otwartej wersji poprzednika). Koszt 8.500 DM był jednak zaporowy, co ograniczyło sprzedaż do 9 sztuk.
Foto: Doppel-d
Takie ekscesy oferowały kiedyś salony Opla. Albo Vauxhalla – bo egzemplarze z kierownicą po prawej stronie nosiły markę angielską, choć początkowo powstawały w Bochum, w fabryce pamiętającej Kadetta A (od 1981r. produkcję przeniesiono do Ellesmere Port pod Liverpoolem i utrzymano przez pięć lat – o dwa lata dłużej niż w Niemczech).
Począwszy od tej właśnie generacji kompaktowy Vauxhall nosił nazwę Astra – dwie generacje i 12 lat wcześniej niż odpowiednik z logo błyskawicy. Brytyjczycy do dziś podkreślają, że ten model wyglądał zgrabnie i zestarzał się z wdziękiem.
Foto: materiał producenta
Wersje angielskie nie różniły się stylistycznie ani technicznie, miewały jednak lepsze wyposażenie: np. Vauxhall Astra GTE seryjnie dostawał wycieraczki ze spryskiwaczami reflektorów i tylne halogeny przeciwmgielne, za które Niemcy żądali dopłat
Foto: materiał producenta
W ciągu pięciu lat – 1979-84 – Kadett D powstał w 2.092.087 egzemplarzach. W samej RFN w 1980r. uzyskał trzecie miejsce (z wynikiem 190,5 tys. sztuk, za Mercedesem W123 i Golfem), na drugie wrócił w 1983. Swą tradycyjną pozycję wicemistrza zachował natomiast w konkursie na Europejski Samochód Roku, w którym w 1980r. przegrał tylko z Lancią Deltą.
***
W tym miejscu powinna być jakaś informacja o liftingu, ale Kadett D takowego nie przechodził – za to generacja kolejna, z literką E, pojawiła się dość szybko, bo już po już pięciu latach.
Chociaż w zasadzie… modernizacja nosiła wszelkie znamiona liftingu, bo technika prawie się nie zmieniła. Nowe było głównie nadwozie: podobne w kształcie, jednak opracowane od nowa i dlatego uzasadniające zmianę numeru generacji. Karoseria została zaokrąglona – nie tylko z uwagi na modę, ale przede wszystkim aerodynamikę: po 1.200 godzinach badań w tunelu aerodynamicznym współczynnik Cx udało się obniżyć z 0,39 na 0,32 (w sportowej wersji GSi nawet na 0,3), co przy powierzchni przekroju 1,85 m² uczyniło z Kadetta najbardziej opływowy samochód cztero- i pięciodrzwiowy.
Druga para drzwi nie była oczywiście obowiązkowa: podstawowe modele niemieckie wyjątkowo długo pozostawały dwu- lub trzydrzwiowe – nawet kombi zachowało wersję z utrudnionym wsiadaniem do tyłu. Wymiary i masy były niemal identyczne jak u poprzednika (3.998 x 2.663 mm, rozstaw osi 2.520 mm), natomiast sylwetka wyglądała nowocześniej. Poprawione zostało też zabezpieczenie antykorozyjne – cynkowane elementy, elektroforetyczne gruntowanie, podłoga pokryta PVC i fabryczne plastikowe nadkola znacząco wydłużyły żywotność.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: Rudolf Stricker, Licencja CC
Foto: materiał producenta
Jesienią 1985r. powrócił trójbryłowy sedan, teraz już tylko z czworgiem drzwi. Wyglądał dość specyficznie, ale zdołał odebrać część klientów Volkswagenowi Jetcie i Fordowi Orionowi.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
W 1986r. pojawiła się furgonetka Combo – z dłuższym podwoziem, rozstawem osi zwiększonym o aż 232 mm i mocno podniesionym dachem
Foto: materiał producenta
Jako ostatni, w 1987r., do rodziny dołączył cabriolet – teraz seryjnie produkowany przez studio Bertone, więc znacznie tańszy od garażowych przeróbek generacji D. Jak większość podobnych modeli z tamtych lat, otwarty Kadett miał sztywny pałąk bezpieczeństwa zaburzający czystość sylwetki. Mimo to pozostał najbardziej aerodynamicznym cabrioletem na rynku.
Foto: materiał producenta
Silników na przestrzeni produkcji można było naliczyć aż 29!! Gdy w połowie 1987r. wycofane zostało stare 1,2 S OHV, w ofercie pozostały wyłącznie jednostki OHC, o pojemnościach 1,2, 1,3, 1,4, 1,6, 1,8 i dwóch litrów. Wszystkie poza 1,2 oferowano z wtryskiem paliwa i opcjonalnym katalizatorem (wtedy jeszcze nieobowiązkowym, ale w RFN zmniejszającym podatek drogowy). Moce zawierały się pomiędzy 55-156 KM.
Diesle przygotowano aż cztery: dotychczasowy wolnossący 1,6 D (54 KM) w 1989r. został powiększony do 1,7 litra (57 KM), prócz tego oferowano dwie jednostki Isuzu z turbodoładowaniem i intercoolerem (1,5 TD 72 KM i 1,7 TD 82 KM).
Sportową odmianę GTE zastąpiła GSi: początkowo napędzana 1,8-litrówką o mocy 100 lub 115 KM, od 1987r. – 115- lub 130-konną dwulitrówką. Innymi wyróżnikami były oczywiście sportowe zawieszenie, powiększone i wentylowane tarcze hamulcowe z przodu, opcjonalny system ABS oraz akcenty stylistyczne. Kadett GSi miał też najniższy współczynnik oporu aerodynamicznego – CX = 0,3.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
We wnętrzu – prócz takich gadżetów jak elektrycznie poruszane szyby czy lusterka – znalazły się sportowe fotele, sportowa kierownica, opcjonalna skórzana tapicerka, a przede wszystkim cyfrowy zestaw wskaźników z check-panelem oraz komputerem pokładowym pokazującym czas jazdy, średnią prędkość, średnie i chwilowe zużycie paliwa, zasięg i aktualną godzinę. Ten element – przez Niemców nazywany „mysim kinem” (Mäusekino) – przypominał topowe wersje najdroższych Opli, Senatora i Monzy.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Wiosną 1988r. Kadetta GSi można było zamówić z dwulitrowym silnikiem szesnastozaworowym, z głowicami i kolektorami dopracowanymi przez angielską firmę Cosworth oraz systemem wykrywania spalania stukowego. Motor rozwijał 150 KM (156 bez katalizatora) i 196 Nm, zapewniał maksymalną prędkość 222 km/h i przyspieszenie do setki w 7,5 sekundy – lepsze niż większość dostępnych wówczas sześciocylindrówek. W karoserii zastosowano dodatkowe wzmocnienia poprzeczne w okolicy przedniej osi, w zawieszeniu dwa wzmocnione stabilizatory, w hamulcach – cztery tarcze.
Kadett GSi 16v dostępny był jako trzy- i pięciodrzwiowy hatchback. Z zewnątrz dawał się odróżnić po dodatkowych spoilerach, napisie 16v z tyłu i prostokątnej końcówce wydechu.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
W 1990r. przedstawiony został prototyp Kadetta elektrycznego, nazwany Impuls I, a opracowany we współpracy z energetycznym koncernem RWE i producentem akumulatorów SAFT. Napęd stanowił silnik prądu stałego pracujący przy napięciu 100 V i rozwijający moc 16 kW.
Chodziło więc o pojazd czysto miejski, rozpędzający się do maksymalnie 100 km/h i przejeżdżający około 80 km po pełnym naładowaniu niklowo-kadmowych baterii (o masie 310 kg i pojemności 14 kWh).
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Brytyjski Kadett E wciąż nazywał się Vauxhall Astra – o ile nie chodziło o sedana, sprzedawanego jako Vauxhall Belmont, albo o Kadetta Combo, do 1986r. dostępnego po marką Bedford Astravan lub Astramax. W Brazylii używane były nazwy Chevrolet Ipanema (dla kombi) i Chevrolet Kadett (dla pozostałych odmian), a w Południowej Afryce – Opel Monza (nie mylić z niemiecką Monzą, czyli trzydrzwiowym grand tourerem spokrewnionym z Oplem Senatorem). Osobnym tematem jest licencja udzielona koncernowi Daewoo: produkowany przezeń klon Kadetta najpierw pojawił się w USA pod marką Pontiac LeMans, a potem, od 1995r., również w Korei, Europie Wschodniej, byłym ZSRR i na Bliskim Wschodzie jako Daewoo Racer/LeMans/Nexia/Cielo, w Nigerii jako Isuzu Optima, a w Kanadzie jako Passport Optima lub Asüna SE/GT.
Sama produkcja „oryginału” – marek Opel i Vauxhall – wyniosła 3.779.289 sztuk, czyli najwięcej w ówczesnej historii europejskich oddziałów General Motors. Rekord – 625 tys. egz. – padł w roku 1987. W swoim czasie model zajmował drugie miejsce w rankingu sprzedaży aut nie tylko w RFN, ale i w skali całego kontynentu, a także w większości europejskich krajów nieprodukujących własnych samochodów (w Holandii przez kilka lat był nawet liderem). Widocznie wsłuchiwanie się w potrzeby i pragnienia klientów jest strategią .
W 1991r. nadjechała generacja F – która jednak nie nazywała się już Kadett, tylko Astra. Kontynuowała ona tę samą filozofię koncentracji na realnych potrzebach klientów, choć w pewnych sytuacjach potrafiła też na swój sposób wywoływać emocje, czasem bardzo silne.
***
W Stanach Zjednoczonych General Motors już w latach 60-tych forsowało przedni napęd w luksusowych krążownikach (typu Oldsmobile Toronado czy Cadillac Eldorado). Dlatego zaskakuje, że w europejskim segmencie kompaktowym pozostało przy klasycznej konfiguracji ponad dziesięć lat dłużej, zmieniając koncepcję konstrukcyjną dopiero sześć lat po Volkswagenie. Na ranking sprzedaży to jednak nie wpłynęło: czy to z napędem tylnym, czy przednim, Opel Kadett był etatowym wicemistrzem, Niemiec i całej Europy.

Foto tytułowe i końcowe: materiał producenta
Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Bardzo ciekawy artykuł – Kadett to przykład, że czasami aby osiągnąć sukces nie trzeba być koniecznie najlepszym w jednej dziedzinie, ale wystarczy być wystarczająco dobrym w wielu. A historia Kadetta E zakończyła się relatywnie niedawno – ostatnie klony produkowano w Uzbekistanie do 2016 r..
Trzeba po prostu trafić w potrzeby klientów. Kadett niczym nie zachwycał, ale robił swoją robotę tak, jak się od niego oczekiwało.
Szczepanie – co do wywoływania wielkich emocji Kadettem to się absolutnie z Tobą nie zgodzę. Miałem okazję zasiąść za kierą Kadetta E z 2.0 8v z digitalem i tam powyżej 100~120 km/h dzieje się bardzo dużo, auto jest dość głośne w środku, karoseria dość miękka, przyspieszenia naprawdę dobre – 150 masz po chwili. Wszystko to sprawia że wysiadając z tego auta po szybszej jeździe masz mega koktajl emocji. I chcesz jeszcze 🙂
W moim aucie przy 120~150 nie dzieje się jakoś dużo, więc ta różnica jest bardzo znacząca.
Mogę zapytać znajomego, czy nie udostępnił by Ci tej fury na przejażdżkę. Obecnie siedzi tam legendarne c20xe, więc wrażenia powinny być jeszcze bardziej spotęgowane.
Inny Kadett z którym miałem przyjemność (ale 20 lat temu) to zwykły sedan 1.4 który był strasznie pancerną furą prócz blachy, a jak się popsuły jakieś części to kosztowały śmieszne pieniądze, typu rozrząd kilkadziesiąt zł.
Oczywiście rozumiem, że sportowe odmiany potrafiły zaskakiwać. Ale ja chciałem powiedzieć to, że mówiąc o ekscytujących samochodach raczej rzadko mamy na myśli Golfa czy Kadetta.
PS Na propozycje przejażdżki zawsze jestem otwarty – będę bardzo wdzięczny za skontaktowanie z każdym chętnym na spotkanie.
Kadetta GSi bym przygarnął. Ogólnie kiedyś takie auta dawały mnóstwo frajdy przez to, że były sporo lżejsze od swoich obecnych odpowiedników. Po zdaniu prawa jazdy jeździłem Seatem Toledo I generacji z silnikiem 2.0 115 KM i frajdy było sporo pomimo 10s do 100 km/h.
Ja również chętnie bym go przygarnął. Z Kadettów bardziej chciałbym tylko trzydrzwiowego D z 1.6D i automatem, bez żadnych opcji, za to w ładnym kolorze zewnętrznym i w środku (może groszkowym?). <3
Zwróciliście uwagę, że w ówczesnych prospektach w ogóle brak murzynów, przepraszam nie murzynów a osób ze znaczną zawartością melatoniny w skórze właściwej.
A nawet, o zgrozo, są tam osoby o bardzo jasnej karnacji o bujnych blond (a fe!) włosach!
Otóż żyjemy w czasach, gdzie algorytm np. na tiktoku nie pozwoli wpisać pojęcia „pedał hamulca”, bo zawiera słowo „pedał”
Podobnie, gdy chciałem wpisać w komentarzach na tiktoku tytuł ulubionej piosenki mojej babci „Graj piękny cyganie”, komentarz nie przeszedł. Słowo „cygan” jest niestrawne dla Chińczyków, którzy jednocześnie trzymają w więzieniach opozycję i zamykają za najmniejszą krytykę wielkiego Wodza Mao albo Xi
Akurat aktualnej Astry też nie reklamują murzyni – raczej tacy bladzi, „nowocześni”, z farbowanymi na blond włosami, tak jak niby sobie wyobraża grupę docelową Stellantis. Astra jest ok. 50 miejsca w rankingu modeli sprzedawanych w Europie. Ciekawe dlaczego?
@Hurgot jeszcze w 2017 w Polsce był to trzeci najlepiej sprzedający się samochód.
Mnie to zastanawia kto kupuje nową Astrę i przede wszystkim – po co.
Melatonina w skorze? A To Ciekawe. Chyba melanina
Może wtedy nie była to tak znacząca grupa, którą było stać na zakup nowego auta?
No jakoś artykułu o Kadetcie się nie spodziewałem nie wiem czemu. Mam znajomego co ma 3 Kadetty, jednego D i dwa E. Cóż auta te nie są żadną inwestycją , ceny ich cały czas są na tym samym niskim poziomie. Niemniej przyjemny niczym nie wyróżniający się kompakt, nie powiem. Niemniej Golfy I i II których wyprodukowano więcej zauważam iż są znacznie droższe. Cóż towar jest wart tyle ile człowiek jest w stanie zapłacić. Sam się nawet zastanawiam nad Kadettem jako klasykiem niemniej jak na razie nie mam gdzie go trzymać.
W UK Astra sprzedawała się lepiej niż wyroby BLMC? Bo jakoś nie wydaje mi się aby tam był wiceliderem.
Z polskich dróg Kadetta to znamy głównie jako Nexie. Moim zdaniem całkiem ładnie wyszło to nadwozie, jak na standardy lat 90. Szczerze to laik nie odróżnił by tego od pierwowzoru. Oryginałów sprowadzanych jako składaki też trochę było.
No dobrze, że wspomniałeś o swoim artykule o pierwszej kontynentalnej Astrze. Tyle o ile Astra budziła emocje w latach 90 niemniej była już zwykłym kompaktem którego kupowały średnio zamożne rodziny, fakt, że zwykle w bieda wersji, ale zawsze to Kadett w latach 80 przed upadkiem komuny jawił się może nie jak statek kosmiczny, ale jak dzisiaj byś przynajmniej jeździł nową Panamerą. Pomyśleć, że w czasach 20 , a niekiedy 30procentowego bezrobocia status zwykłego kompaktu tak zmalał.
Po Automobilowni można się spodziewać wszystkiego 🙂
Co do sprzedaży w UK – w 1985r. pierwsza dziesiątka wyglądała tak:
1. Ford Escort (157,269)
2. Vauxhall Cavalier (134,335)
3. Ford Fiesta (124,143)
4. Austin/MG Metro (118,817)
5. Ford Sierra (101,642)
6. Vauxhall Astra (76,553)
7. Austin/MG Montego (73,955)
8. Ford Orion (65,363)
9. Vauxhall Nova (61,358)
10. Austin/MG Maestro (57,527)
Jak widać, BLMC już dogorywało.
@SzK no przyznam szczerze, że zaskoczyła mnie tak wysoka pozycja Cavaliera u nas znanego jako Ascona , a potem wiadomo Vectra. Niemniej ZTCK to były wtedy bardzo popularne radiowozy, także na pewno duża część tego rankingu to zakupy rządowe , lub też po prostu flotowe.
BLMC dogorywało nie dogorywało, robiło o wiele lepszą sprzedaż niż porównywalne jakościowo fury z krajów RWPG. Ciekawe które one zajmowały miejsca w rankingach. Czekamy niezmiernie na obalenie mitu nt. sukcesów eksportowych komunistycznych aut.
Szok, żadnego chińczyka (duzo za wcześnie), żadnego koreańczyka (za wcześnie), żadnego japończyka (już były)….
@WCS co do japończyków to były, ale w zdecydowanej większość w krajach bez lokalnych marek. Obejrzyj sobie serie Gang Olsena czyli filmy z lat 70 kręcone w Danii , tam już widać pełno Toyot. Mam dane za następny rok dla Francji , to najpopularniejszy japończyk czyli Mazda 323 zajęła 37 miejsce. w Finlandii w owym czasie japończyki ścigały się w rankingach bestsellerów z Ładą. W Norwegii do dzisiaj możesz spotkać sporo sztosu JDM-owego z lat 80. Też co ciekawe w NRD Mazda 323 była drugim najpopularniejszym autem z za żelaznej kurtyny po Golfie. Ciekawe jak to miało się w PRL. Nie ma nigdzie danych sprzedaży pewexowych fur , niemniej sądzę, że skoro były tańsze od Renault i VW to w latach 80 stanowiły znaczny procent sprzedaży fur z za żelaznej kurtyny.
Przepraszam bardzo, ale jestem zmuszony dokonać obywatelskiej korekty: licencyjne Kadetty produkowane przez Daewoo pojawiły się w naszej części świata dużo wcześniej – model Racer funkcjonował na uboższych rynkach już w latach 80. i był sprzedawany między innymi w Czechosłowacji przez Tuzex, czyli ichniejszy odpowiednik naszego Pewexu – znane są ich prospekty, dokumenty po czesku, oraz co najmniej jeden samochód w Polsce sprowadzony w zeszłym roku ze Słowacji – zresztą jego właściciel posiada również schyłkowego Pontiaca LeMans z frontem identycznym jak w Asünach. Pontiac mimo tej samej fabryki wydaje się być dużo lepiej wykonany – nie wiem czy jest to kwestia doboru materiałów, czy tego, że to późniejszy rocznik. A, no i jeszcze istniało coś takiego jak Opel Kadett F – był to hatchback sprzedawany w RPA, sedany i kombi były już Astrami, swoją drogą na bazie tych samochodów powstawało najbardziej szalone wcielenie tego modelu, czyli Kadett/Astra 200tS.
Jestem w stanie zrozumieć czemu te samochody nigdy nie wskoczyły na pierwsze miejsce list sprzedaży – były one na pewno uczciwymi i prostymi w obsłudze samochodami, jak na Ople przystało, tylko one są całkowicie neutralne jeśli chodzi o wzbudzanie jakichkolwiek emocji – Golfy jednak miały więcej charakteru: patrzę na te Kadetty D i E nawet w wyczynowych wersjach i ich emocjonalność plasuję mniej więcej gdzieś pomiędzy Skodą Estelle a pralką automatyczną. No i myślę, że sporo tu mógł wnieść lokalny patriotyzm Niemców, którzy mając do wyboru swojego producenta i amerykańskiego giganta woleli jednak wesprzeć Wolfsburg.
No i zabawne, że niby tak radykalnie poprawiono zabezpieczenie antykorozyjne w Kadecie E, a jednak one już w początkach XXI wieku uchodziły za samochody rdzewiejące ekspresowo i do tego 2010 w znacznej mierze zostały wybite – dużo szybciej od ich następczyń uchodzących za synonimy korozji.
No i warto jeszcze wspomnieć, że platforma Kadetta D i E okazała się być dość długowieczna, bo jest to platforma T General Motors, która przetrwała w produkcji aż do roku 2016 nie tylko w licencyjnych Kadettach, ale też w np.: Astrach H, czy Zafirach B.
@Projektor, o kurde ale autystyczny atak na autora. No dobra to powiedz ile tam tych racerów sprzedano w Tuzexaxh w czechosłowacji masz dane? Z 500 sztuk , 800? W PRL w PEWEX-ach też pojawiało się takie Daihatsu Charade powszechnie uważane za bardzo popularne auto. Tymczasem SzK w artykule o Pewex classic wyartykuował że w 1986 roku sprzedawano w PRL 7418 WSZYSTKICH samochodów z poza RWPG na ogólną liczbę 323 tysięcy sprzedanych , albo raczej dostarczonych nowych aut. Po prostu to się wyróżniało w gąszczu maluchów i dużych fiatów toteż było uważane za popularne.
Ja tam zawsze byłem team Opel , a nie Volkswagen, jedna i druga marka ma w Niemczech swoich oddanych fanów, może VW jest więcej nie wiem nie będe tego drążył, ale w Polsce Opel przez lata był znacznie popularniejszy. Zmieniło się to dopiero w 2004 po wejściu do UE i fali napływu używek.
Co do rdzy to znaczna część Kadettów co się poruszała w Polsce to powypadkowe sztuki z Niemiec temu je tak wybiło. Co do Astry F. To model nieprodukowany od 23 lat i szczerze w porównaniu do tego ile ich jeździło jeszcze z 8 lat temu to zostało ich bardzo mało, z czego większość co została to samochody emerytów wyciągane w niedziele do kościoła.
Myślę, że w Polsce przez lata Opel był popularniejszy, bo był zwyczajnie tańszy – jeżeli zestawimy w latach 90-tych ceny nowych Golf/Astra, Passat/Vectra, to wyjdzie nam, że produkty VW był zauważalnie droższe – to już było takie w zasadzie prawie premium plasujące się pomiędzy Fordem/Oplem z jednej strony, a Audi z drugiej.
Na rynku pierwotnym VW faktycznie był droższy, ale większość zachodnich aut przyjeżdżało jednak do Polski na lawetach, w kilku kawałkach.
Być może wyższe ceny nowych VW przekładały się na większe pożądanie? Opinie o niezawodności VW też miał chyba lepszą, ale czy na pewno i czy to było uzasadnione, to niech ocenią praktycy, do których ja nie należę.
@Jerzy, no tak jedynie Polo mkIII miało dość dobrą sprzedaż w latach 90 ale i tak niższą niż Corsa i Punto.
Ja się tam nie czuję zaatakowany 🙂
Ale słuszna uwaga z tym, że co innego subiektywna widoczność modelu na drogach, a co innego rzeczywista popularność.
@SzK, no pożądany to VW na pewno był. Patrz jak Polacy rzucili się na Felicie montowane w Poznaniu. 2letni egzemplarz w latach 90 szło sprzedać drożej niż nowy kosztował w salonie. Swoją drogą , ale spada sprzedaż Fabii w ostatnich latach. A wcześniej zobacz jak się rozeszły Wartburgi i Trabanty z silnikami VW których w Niemczech już nikt nie chciał.
Niestety wiekszosc Asterek F w PL to wyroby z Gliwic, kiepsko zabezpieczone antykorozyjnie, druga duza, wczesniejsza grupa to niby orginaly z Bochum ale powypadkowe wiec tez gnijace.
Nie powypadkowa Astra F z Bochum na prawde jest niezle zabezpieczona antykorozyjnie, nie jest to poziom Audi 80 oczywiscie, ale tak mniej wiecej jak pezot 405 czy 205
Mam 4 Asterki F z Bochum 🙂 a mialem jeszcze dwie z gliwic i jedna z Anglii przelozona w sposob partacki ale buda tez sie dobrze trzymala mimo ewidentnej powypadkowosci (np drzwi byly kazde inne)
@benny_pl to znajdź mi niepowypadkową Asterkę F z bochum teraz 😉 Chyba Kononowicz taką miał.
W Niemczech wschodnich też wybiło. Na zachodzie niemiec to już wogóle biały kruk. A Golfy wszystkich generacji spotkasz. Szczególnie na zachodzie spotkasz pierwsze generacje w wersji Cabrio.
A ja właśnie powiedziałbym, że Asterek F jeździ jeszcze mnóstwo. Wydaje się, że do niedawna to był podstawowy środek wiejskiej komunikacji. 🙂 Znacznie łatwiej spotkać taką w ruchu drogowym niż Golfa III.
proszę bardzo 😉 z ręczną skrzynią jest ich dużo:
olx.pl/d/oferta/opel-astra-f-1-4b-kombi-CID5-ID19d4m4.html
olx.pl/d/oferta/sprawny-niezawodny-opel-CID5-ID18Pqva.html
olx.pl/d/oferta/opel-astra-f-1-4-8v-hak-CID5-ID19kF31.html
olx.pl/d/oferta/astra-i-cabrio-1-6-benzynka-z-niemiec-CID5-ID19jkTI.html
olx.pl/d/oferta/opel-astra-1-6-ben-jeden-wlasciciel-z-niemiec-CID5-ID13CBqp.html
Daewoo przed 1996r. widziałem w Polsce raz – właśnie model Racer. Zdziwiłem się bardzo, bo Kadetta znałem świetnie, a tutaj zobaczyłem jakąś dziwną nazwę, której nawet nie umiałem przeczytać…
@Szk, koreańskiego Tico nigdy nie widziałeś? Ja jak przez mgłę kojarzę z Białegostoku jeden egzemplarz z charakterystyczną kwadratową tablicą. W 1994 roku sprzedano ich około 1700. Niby mało ,ale Toyoty sprzedano o ok. 300 sztuk więcej, a VW o ok. 500. W rzeczonym 1994 sprzedano ich więcej niż Skody Favorit, że o Ładzie nie wspomnę.
Nie powiem w tym momencie, czy Tico zacząłem widywać rok w tą czy w tamtą, ale komentarz kolegi Projektora mówił o latach 80-tych, a wtedy nie miałem żadnego pojęcia o takiej marce.
@SzK, koreanskie Tico różniło się brakiem kołpaków i kwadratową wnęką na tylną tablice. Cenowo było porównywalne z Tavrią to robiło trochę sprzedaż.
Śmiem twierdzić, że pierwsze zetknięcie z marką Daewoo dla sporej części Polaków to katalog Samochody Świata 1991 😉
Kurczę, nawet mam na półce wydanie ’91. Ale na pewno zdobyłem je dużo później, bo jakąkolwiek prasę motoryzacyjną (w postaci „Motoru”) zacząłem czytać dokładnie w 1992r.
Nie zapominajmy też o przemetkowanym Darwoo Racer czy Pontiacu LeMans
Koło 90. roku kuzyn ściągnął z Holandii Kadetta D z wpisaną w brief (później w dowód) pojemnością 900 ccm. Czy istniała taka wersja silnikowa, czy to było przekłamanie lub ściema?
@Pstryk. Koreańskie Tico miało kołpaki. Pierwsze egzemplarze sprowadzone na polski rynek były w bogatszej wersji DX. Takie autko w różowym? metaliku, jako jeden z pierwszych egzemplarzy Tico w Polsce, w 1993r zakupiła siostra mojego kolegi. Biedniejsza wersja, PM- bez tylnego spojlera, pasów z tyłu, z przodu chyba miał statyczne, bez atermicznych szyb, zderzaków w kolorze, kołpaków, z dwuramienną kierownica i chyba bez ogrzewania tylnej szyby, pojawiła się kilka miesięcy później. Taki właśnie, biały egzemplarz mieli rodzice dalekiej znajomej w 1995r i przyznam że przy wersji DX wyglądał dosyć dziwacznie.
Wersja litrowa miała dokładnie 993 ccm. Może o to chodziło?
W 1990r mialem 18 lat i prawojazdy od paru miesiecy . Zostalem zarudniony do operacji zakupu i przeiwzienia auta z rfn .
Wracalem z hamburga do gdansk kadettem
1.3sr z 84r . Najsilniejsze moje motoryzacyjne wspomnienie.
Mmm piekne! Kadett D zawsze mi sie najbardziej podobal z Kadettow, niestety nie mialem, mialem 2 Kadetty E – jednego 1.6 8v w automacie turbo-hydra-matic th125c, drugiego w sumie takiego samego w automacie ale 1.3 lub 1.4 (nie pamietam bo to te same silniki), jednego 1.6D Combo z budka i jednego 1.5 manual z zespolem napedowym Nexii od kolegi stad 🙂 a, czyli razem przynajmniej 4 🙂 fajne byly, choc z wygladu Kadett E jest taki sobie, ten przod wyszedl srednio, Nexia fajniejszy ma przod, ale za to tyl zupelnie nijaki (w hatchbacku)
Ale dzieki tym Kadettom pokochalem Ople ktorych wczesniej wrecz nie lubilem (w sumie bez wiekszego powodu, oprocz takiego ze dwoch znajomych mialo Corse B i Astre F oba z silnikami Isuzu 1.5 i 1.7 diesel w ktorych te silniki co raz wywalaly UPG, no ale jakby to nie byla zbytnio wina Opla)
No i z fana Fiata stalem sie fanem Opla tak, ze teraz mam 4 Astry F (1.6 8v do codziennej jazdy, 1.6 16v kombi w super stanie blacharki, 1.8 8v oraz 2.0 16v), 3 Zafiry A (wszystkie 1.8 16v), Corse B (1.4 8v), Frontere A (2.4 CIH) a nawet busa Mastera 2 mam pod nazwa Opla Movano (1.9DTI) 😉 – nie to ze jestem az tak zboczony, po prostu taki Master sie trafil za 2,5tys 😉 , i wszystko procz busa i Frontery jest w automacie (Aisin)
Kuzyn mechanik zatrudniony w serwisie VW we Wrocławiu miał Kadetta E GSi 16V. Moc 150 KM robiła z tego wozu bolid wyścigowy.
Kadettem E ścigalo się wielu polskich kierowców: Kulig, Świeboda, Zaborowski, Poletyło. Andrzej Koper opowiadał, że w 1990 myslał o Kadecie, ale udało mu się zamienić słabą Deltę na Golfa II GTi 16V z Bułgarami. Jak mi mówił, miał 129 KM ale wyjeździł nim 3 miejsce w generalce. To co musiało robić 150 KM Kadetta.
Miałem dawno temu przez pewien czas GSi ale tego w wersji 130 KM. Owszem, był szybki, ale specjalnie szału wrażeniami zza kierownicy nie robił – przesiadłem się z Seata Ritmo (dwa litry, 120 KM) i choć Kadett był trochę szybszy, to jednak Ritmo jeździło nieporównywalnie lepiej i przyjemniej, choć stało już wtedy na cienkiej linii dzielącej auto zmęczone od złachanego trupa. Ale za to Kadett był na tyle porządnie zrobionym i solidnym autem, że kolejnym moim wyborem była Vectra B z V6 – która także nie zachwycała prowadzeniem, ale za to była naprawdę dobrym samochodem i do tego ładnym. No ale to była końcówka dobrej passy Opla, udało mi się jeszcze na nią załapać 🙂
Emocje to bełkot marketingowy i leczenie ego. Astra H 1,4 GTC jest naprawdę ładnym autem
Uważam, że przełom lat 70/80 to był szczytowy moment Opla, Bardzo podoba mi się ta generacja. . Po pierwsze, Kadett D wygląda jak stare, wielkie wygodne Ople, ale w pomniejszeniu, włącznie z projektem „ściętej” deski rozdzielczej. 🙂 Po drugie – Kadett E, o ile można powiedzieć, że stylistyką zupełnie wyprzedził swoich konkurentów i nawet w latach 90 wyglądał w miarę „na czasie”, to jednak kojarzy mi się głównie z badge engineeringiem w takim najgorszym wydaniu. Generacja D wydaje się bardziej „autentyczna” – czy w ogóle była sprzedawana jako coś więcej niż Opel i Vauxhall? Natomiast przyznam, że trudno mi dostrzec cokolwiek ciekawego w Astrze F, która zawsze jawiła mi się jako dość nudny, mocno generyczny samochód. Nawet wersja GSi w pórównaniu z Kadetem wydaje się jakaś taka ugrzeczniona i nudniejsza. A, no i była jeszcze Nexia… którą zawsze odbierałem jako azjatycką, potanioną podróbkę gorszej jakości z niespójną stylizacją.
29 wersji silnikowych w okresie produkcji. 29 !, multum wersji nadwozia od cabrio po karawan (przepraszam: furgonetkę). Szok. a dziś Klient ma do wyboru 1.2 pjurtech albo 1.2 pjurtech, ewentualnie 1.2 …. 😉
a i dodam jedna wersja nadwozia: SUVoCrossOver
To jak z niedawną dyskusją o kolorach. Wszyscy narzekają, ze kiedyś to kolorów bylo bez liku, a dzisiaj i tak kupują czarny albo biały.
Nie tyle kupują, co za wolnossącą dwulitrówkę płaci się we Francji 80 tys. € grzywny (w zeszłym roku 70 tys., ale to idzie w górę każdego 1 stycznia). Stąd bierze się 1,2 PureTech w każdym jednym aucie.
Na usprawiedliwienie współczesnej motoryzacji można powiedzieć, że wszystko to co taki Kadett miał w kolejnych poziomach wyposażenia, współczesny samochód ma już w standardzie, a najsłabszy/jedyny silnik w gamie jest najczęściej mocniejszy od GSi Kadetta. Swoją drogą możliwość indywidualnej konfiguracji wyposażenia taka jak np obecnie w markach premium niekoniecznie do mnie przemawia – zamiast dopłacać jak za zboże za każdą duperelę i zastanawiać się z jakim pakietem mogę połączyć ledowe reflektory, albo szyberdach itp, wolę mieć po prostu standardowo dwie opcje wyposażenia – tj. flotowo-przyzwoitą i super bogatą, do której nie da się już nic dokupić – tak robili kiedyś Japończycy, a obecnie Chińczycy.
Tak, prawda – wszystko jest w standardzie, dlatego kompaktowe auto kosztuje tyle, co nieduże mieszkanie w niedużym mieście. A to jest coś, co w rozwiniętym kraju (którym Polska już dawno jest) powinno kosztować 4-5 pensji.
Rok temu pisałem o Dacii Logan – że Francuzi pracują na nią dzisiaj o połowę dłużej niż 20 lat temu. W czasach Kadetta i pierwszych Astr najtańszy samochód na rynku kupowali jak bułkę w sklepie. Oczywiście trochę rzadziej, ale z takim samym poziomem atencji – o ile ktoś na najtańszy samochód reflektował.
Za 150 tys. jest spory wybór kompaktów, wątpię, aby w takiej cenie dało sie znaleźć mieszkanie. Chyba, ze w tych włoskich czy hiszpańskich wioskach, co sprzedają domy za 1 EUR (ale i wtedy może nie wystarczyć). A, no i dzisiejsze kompakty są wieksze niż segment D poczatku lat 90.
Nie, w Polsce, tylko nie na warszawskim Mokotowie ani w centrum Sopotu. Małe, w mniejszym mieście, ale są i ludzie kupują. A kompaktowe auto bardzo niedawno było za 50 tys. I jakkolwiek polskie zarobki faktycznie mocno podgoniły, to w krajach rozwiniętych nie.
Jestem pewien, że GSI można było też zamówić w cabrio 😉 a do wyróżników mocnej wersji należą jeszcze wloty po bokach maski.
Drugie miejsce w Niemczech czy w Europie dziś byłoby dla opla „Niebywałym osiągnięciem”. Wtedy szczególnie w początkach Kadeta było raczej porażką.
Mojej nieskończonej miłości do opla starczyło wprawdzie tylko do końca modeli tylnio-napędowych, tzn. Kadeta D kochałem tak jeszcze trochę z rozpędu. Ale już wtedy polityka modelowa była robiona idiotycznie i bardzo drogo. Przypuszczam, że dopisanie wersji litrowych do prospektu niemieckiego było droższe niż zyski ze sprzedaży tego auta w DE.
Kadett E był już tylko cieniem samego siebie i w porównaniu do Vw zawsze był taki trochę biedniutki. Była wprawdzie wersja 1,3 5 drzwi. Którą w początku lat dziewięćdziesiątych poszukiwali wszyscy, po to, żeby rozebrać i przewieźć przez granicę do Polski. Ale nawet to nie pomogło uratować tego Auta. Poza tym przepaść jakościowa między Oplem a VW (albo to, jak potencjalni klienci taką różnicę odbierali )szczególnie w wydaniu Kadet E / Golf II.
Po tym była Astra i rozbłysk nadziei, ale to chyba temat na inny wpis.
Drugie miejsce Opla w Niemczech – marzenie!. Stellantis przestawia Oplowi zwrotnicę na drugi tor, ma zostać popularną zapchajdziurą na miarę Dacii (oby nie gorzej, bo Dacia ostatnio raczej w fazie wzlotu). Ale chyba wcześniej cały Stellantis wyląduje na bocznicy, bo ostatnio dołuje koncertowo, na giełdzie -25%. W Rusellheim króluje (kulawo) DS, Peugeot i epokowa nowość Leapmotor.
No właśnie słyszałem o tym spadku akcji, ale nie dowiedziałem się, czym został wywołany? Bo to było tąpnięcie jednorazowe, więc musiał nastąpić jakiś szok – czy ktoś coś może czytał?
Jak się zorientowałem to koszt retransformacji do napędów spalinowych i hybryd i odwrót od elektryków wymagający wznowienia przerwanych prac na rozwojem silników spalinowych o mocy 160-220 HP (1,6 Pure Tech dawne THP). Renault jest teraz do przodu, bo konstruując dobre elektryki, nigdy nie odwróciło się od napędu spalinowego (Dacia przykładem).
Ale jak fajnie musiały wyglądać excelowe komórki z oszczędnościami w excelu bo wyjęciu wtyczki z działu OBR silników eksplozyjnych, ciekawe ile nagród przydzielono kierownictwu poszczególnych szczebli za lean savingi.
Swoją drogą to by wyjaśniało ten długi romans z budzacym bardzo ciepłe uczucia PureTechem 1.2.
I pokazuje, ze ludzie sie nie uczą na historii, bo przecież Fiata też ubity „oszczednosci” związane z likwidowaniem OBR.
Wyjęcie wtyczki z działu samochodów bezwtyczkowych było podyktowane politycznie, poprzez zakaz ich rejestracji od 2035r. (teoretycznie niedawno skasowany, w praktyce niezupełnie). Prezesi Fiata, Stellantisa, Mercedesa czy BMW mówili wielokrotnie wprost, że nie widzą możliwości stuprocentowego przejścia na EV, ale nie mieli nic do gadania. Nawet Elon Musk mówił, że EV nie są w stanie zastąpić silników eksplozyjnych, a co najwyżej je uzupełnić. Więc to nie była kwestia zazielenienia komórek w Excelu, tylko odgórnego zakazu.
Właśnie przeczytałem że 1,2 Pure Tech idzie w piach. Teraz cały Stellantis będzie jeździł na FireFly Fiata. Ten chociaż w większych 1,3 i 1,5 wersjach ma 4 cylidry.
Czuję się trochę wywołany do tablicy, jako były posiadacz Kadetów D i E. Kadet D z’81 był trzydrzwiowy, z silnikiem 1.3S 75 KM, a Kadet E z bodaj że ’88 też 1.3 ale 60 KM i był pięciodrzwiowy. 15 koni robiło sporą roznicę. Starszy praktycznie nie miał żadnych problemów, nawet ze rdzą, za to młodszy… Każdej wiosny odbywała się walka, z góry skazana na porażkę z purchlami. Ale tylko na tylnych nadkolach.
Ogólnie miałem przeboje z tym autem. Kupiłem je od kolegi z pracy. Auto było strasznie zastane, on nim robił ok 3000 km na rok. To było jego oczko w głowie. Jak zaczął u mnie jeździć to co chwilę wychodziły jakieś problemy. Głównie ze sparcialymi przewodami i uszczelkami. A szczytem wszystkiego, była awaria uszczelki pod głowicą w korku pod Schtuttgartem. Potem zafundowałem sobie remont w Niemczech, z 250 € za uszczelkę zrobiło się 950 za wymianę pękniętej głowicy. W drodze powrotnej kolo Drezna pękł przewód z paliwem, na szczęście przy samym gaźniku. Był styczeń, mróz straszny, przewód twardy, żeby jakoś dojechać do domu rozpaliłem ognisko na parkingu, i grzałem ten przewód nad tym ogniskiem. Żeby tylko go założyć i wrócić. I wróciłem do domu na kołach. Tylko że w Olszynie padł mi alternator…. Było więcej przygód na tym wyjeździe, ale resztę sobie daruję. Sprzedałem go od razu po przyjeździe. W dniu sprzedaży zaczęło ciagnać sprzęgło. Miałem go serdecznie dość. I już nigdy nie miałem Opla.
Można wiedzieć, ile lat miało wtedy to auto? O przebieg nie pytam, bo pewnie niemożliwy do ustalenia.
To było koło 2002r. Czyli jakieś 14.
w Kadettach przebieg nigdy nie jest do ustalenia bo licznik jest 5 cyfrowy, ja w swoim sam wyzerowałem przebieg po przejechaniu 99999 (na pewno któryś już raz z kolei)
w moim Kadecie (chyba ’91) progi wspawywałem (i widać było że to już był drugi raz) ale błotniki tylne były w orginale i nic im nie było, zresztą w środku progów też było nieźle (oprócz rantu dolnego) no i tych „sierpów”
1.3 8v 75 koni to niezły wynik! tyle ma Astra F 1.6 8v na wtrysku jednopunktowym, a 60 koni ma Astra 1.4 i ona jest faktycznie mulasta a do tego ten silnik lubi wywalać UPG bo go trzeba cały czas dusić gaz w podłogę żeby szedł (mi 2 razy wywalił a z wywaloną też ją kupiłem), a od tego duszenia też potrafi się zawór wypalić (mi się też wypalił) a do tego nie jest bezkolizyjny, więc ogólnie beznadziejny silnik, mimo że to prawie to samo co niesamowicie niezawodny 1.6
https://www.olx.pl/d/oferta/opel-astra-f-1-4b-kombi-inwestycja-na-lata-kolekcjonerski-CID5-ID19d4m4.html
tu jeszcze ładna Asterka i co ciekawe, od Państwa Gucwińskich „Z kamerą wśród zwierząt”
Domyślam się, że jeździli nią jako pierwsi właściciele w latach 90-tych, albo służyła jako jeden z wielu smaochodów „gospodarczych”, bo z tego co kojarzę to pod koniec życia jeździli Mercedesem G63 AMG.
@Jerzy, no jakoś nie sądzę, że Asterka za 270 mln służyła za samochód gospodarczy. Wtedy to było normalne , że ludzie telewizji jeździli zwykłymi autami. Jerzy Kryszak miał wtedy np. Sierrę, a Krzysztof Materna Fieste. Inną grupą byli aktorzy co grywali za granicą , Ci to już mogli mieć naprawdę fajne auta.
Skąd masz info, że 90letni Gucwiński jeździł G63 AMG?
Dlatego napisałem, że albo kupili ją jako nową kiedy to był na polskie warunki naprawdę przyzwoity samochód, a jeżeli służył im ostatnio, to pewnie było to auto do roboty (mieli chyba jakąś stadninę i mogło tam jeździć kilka aut), zważywszy czym jeździli na co dzień.
A co do Mercedesa:
https://wykop.pl/wpis/20745147/mercedes-carspotting-gucwinscy-sie-woza-xd
@Jerzy, hah widzę, że również wykopek. Jak wiemy na tym portalu piszą różne brednie. Ciężko jednoznacznie na tym zdjęciu stwierdzić czy to aby na pewno Gucwiński.
no 'inwestycja’, wersja 'kolekcjonerska’ xD a nawet xDD. aż dziwne że nie za 199.999…..
Też mnie to rozbawiło. Gruz za 2000, faktycznie inwestycja dla wyjątkowych kolekcjonerów. 🙂
To ja moze dodam największą moją bolączkę modelu E. Nie wiem czy było wczesniej, ani czy w astrze, ale miałem E i zimą zawsze musiałem mieć rękawiczkę na prawej dłoni. Zawsze środkowy panel dmuchal powietrzem z zewnątrz. Nie wiem co za geniusz to wymyśli, ani po co, ale o ile latem to nie przeszkadzało, to zimą była masakra. Nawet przy zamkniętej kratce mrozilo dłoń.
Ps. A wizualnie chyba najlepsze wrażenie sprawiał model C.
W Mercedesach środkowy nawiew podawał wyłącznie powietrze bezpośrednio z zewnątrz, w dużej ilości – to był taki substytut klimatyzacji w autach bez niej. Tyle że to się dawało zamknąć w zimie – bo jeśli nie, to znaczyło, że urwała się linka.
Vectra A miała to samo, beznadziejny patent.
Dlaczego beznadziejny? To jest wydajne przewietrzanie w letnie upały i sprawdza się świetnie. Tyle że jak się linka urwie, to trzeba ją wymienić.
to się nie linka urywa tylko tam jest takie gąbkowe uszczelnienie klapek które po latach ta gąbka się rozpada i już to nie uszczelnia, klapka zamyka ale nie wszystko, tak jest w Oplach i już 😉 można sobie ten nawiew skierować od siebie i w górę i to już nie przeszkadza bo nie czuć tego podmuchu
a w lecie owszem przydatne 🙂
A widzisz – w Mercedesach zrywa się raczej linka. Ale to nieistotne – chodzi mi o to, żeby odróżniać wadę rozwiązania od jego awarii.