POMNIKI TRWALSZE NIŻ ZE SPIŻU: NITROGLICERYNA

Nitrogliceryna jest estrem kwasu azotowego i glicerolu. Stanowi silny materiał wybuchowy, bardzo wrażliwy na wstrząsy i wszelkie bodźce mechaniczne. Obchodzenie się z nią zawsze stwarza ryzyko wybuchu, wymaga więc wielkiej ostrożności. Z nitrogliceryną nie ma żartów – dlatego amatorom zaleca się poskromić ciekawość i trzymać ręce z daleka, a niebezpieczne substancje zostawić zawodowcom.

Podobnie z samochodem ze zdjęcia tytułowego. On kusi znacznie bardziej niż jakikolwiek materiał wybuchowy, ale również nosi napis „Please do not touch” – dotyczący oczywiście tylko gawiedzi, nie pielęgnujących go na co dzień profesjonalistów. Zaiste, niektóre pojazdy są jak nitrogliceryna – wielce pociągające, ale w nieodpowiednich rękach śmiertelnie niebezpieczne.

Oczywiście, autorowi napisu chodziło o coś innego – mianowicie o ochronę obiektu muzealnego. Rozumiem to, bo znam zwyczaje niektórych oglądaczy. Mój wujek, właściciel pięknego MG TD, na swoim aucie nigdy nie pisał „nie dotykać”, ale ostatnio stwierdził, że chyba zacznie, bo gdy na jednym ze zlotów oddalił się na minutę, po powrocie zobaczył siedzącą za kierownicą kobietę – która nie tylko bezczelnie wpakowała się do cudzego pojazdu, ale jeszcze otwierała sobie schowki i buszowała po nich!! Na miejscu wujka niejeden wybuchłby jak wstrząśnięta nitrogliceryna, ale on, jako niespotykanie spokojny człowiek, zrobił tylko wielkie oczy i flegmatycznie spytał: „Co by pani powiedziała, gdybym teraz wezwał policję i zgłosił zaginięcie z samochodu złotego Rolexa…?

W zasadzie dziś chciałem nie o tym, ale tak mi się skojarzyło, bo wujek często opowiada, że na podobnym MG swą wyścigową karierę zaczynał niejaki Carrol Shelby – twórca widniejącej na zdjęciu Shelby Cobry. W tym przypadku zakaz dotykania jest nawet bardziej uzasadniony, bo powstało znacznie mniej egzemplarzy, a rynkowa wartość każdego z nich jest obecnie siedmiocyfrowa (w dolarach lub euro). Przynajmniej, bo pierwszy wyprodukowany egzemplarz w 2016r. zmienił właściciela za 13,75 mln dolarów – wartość rekordową dla jakiegokolwiek pojazdu amerykańskiego.

Nowe Shelby Cobra w salonie kosztowało około 6.000$. Trzykrotność ceny Falcona, dwukrotność fajnego muscle-cara lub równowartość Cadillaca Eldorado. Dużo, jak na USA Epoki Chromu, ale uwzględniając inflację to ciągle zaledwie 40 tys. $ w dzisiejszych pieniądzach. Gdyby Carroll Shelby wiedział, że jeszcze za jego życia oryginalne Cobry podrożeją 30-krotnie, doznałby pewnie szoku. A szoki były dlań wybitnie niewskazane…

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: CHAPEAU BAS!!

 

Wpis o 2CV zakończyłem wyrazami podziwu dla Dominika, który jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności pracował wraz z Dziadkiem nad złożeniem jednej „Cytrynki” z dwóch. Rodzinna kolekcja nie kończy się jednak na tamtym samochodzie, a w czasie spotkania miałem przyjemność przejechać się również innym jej przedstawicielem: niebieskim Citroënem GSA X3 z 1980r.

GSA został kupiony niemal dokładnie rok temu, we Francji, i pomiędzy majem a listopadem 2018r. gruntownie odrestaurowany. Naprawdę zrobiłeś to w sześć miesięcy…? – zapytałem go po spotkaniu. „Nie, w cztery – bo w międzyczasie miałem wakacje…” – odpowiedział…

To niesamowite tempo, tym bardziej, że tym razem Dominik WSZYSTKO ogarnął sam: blacharkę, lakier, mechanikę, montaż… Co więcej, od zakończenia remontu auto – prawie dwukrotnie starsze od właściciela – służy mu jako środek codziennego transportu, niezależnie od pogody. Jak by to napisał Złomnik: #taktrzebazyc

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: KACZKA W SOSIE SŁODKO-KWAŚNYM

Dlaczego „Kaczka”?

Wszystko przez Niemców. To oni Citroëna 2CV nazwali „die Ente” – czyli właśnie kaczką. To imię kalkują czasem niektóre polskie źródła, ale nikt nie wie na pewno, skąd ono się wzięło. Niektórzy mówią, że od Brzydkiego Kaczątka, bo najmniejszego z Citroënów długo uważano za twór prymitywny i wyjątkowo paskudny, by dopiero po latach uznać za pojazd kultowy i na swój specyficzny sposób piękny. Ta wersja nie przekonuje mnie jednak, bo swoją ksywkę 2CV dostało niemal natychmiast po narodzinach, gdy nikt jeszcze nie przypuszczał, że z Brzydkiego Kaczątka wyrośnie wspaniały łabędź. Za bardziej prawdopodobne uważam alternatywne wytłumaczenie: że zachowanie 2CV jadącego krętą, wyboistą drogą kojarzyło się ludziom z chodem kaczki, bo duży skok zawieszenia i wysoki środek ciężkości generują charakterystyczne bujanie wzdłużne i poprzeczne (a do tego dochodzi jeszcze umiarkowane tempo jazdy).

A czemu sos słodko-kwaśny? W to, że 2CV jest słodkie, nie wątpi chyba nikt. Spytajcie zresztą jakiejkolwiek kobiety – zaraz powie – „Ooo, jaki słodziak!!„. A kwaśność? To też oczywiste – wszak jeden z najprostszych i najtańszych samochodów w dziejach oprócz słodyczy musi zawierać jakąś dawkę kwasu, którą należy po prostu przełknąć, jeśli nie dysponuje się budżetem na nic poważniejszego. Zresztą, kwaśny smak nie powinien chyba zaskakiwać nikogo, kto kosztuje Cytryny, nieprawdaż…?

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , ,

SEKCJA GOSPODARCZA: TROJACZKI Z KOLINA

Przyszłość, która przeminęła” – to hasło automobilistom kojarzy się z wieloma rzeczami. Na przykład z silnikiem Wankla, który miał uwolnić nas od wibracji i przeróżnych – prawdziwych i wyimaginowanych – niedogodności związanych z ruchem posuwisto-zwrotnym. Albo z nowoczesnymi dieslami common-rail (względnie pompowtryskiwaczowymi): zapewne pamiętacie jeszcze te artykuły, z których każdy rozpoczynał się od „tradycyjnych skojarzeń z dymiącymi mułami i kłopotami z uruchamianiem w zimie„, potem płynnie przechodził do „surfowania na potężnej fali momentu obrotowego„, „z trudnością zauważalnego rozbłyśnięcia kontrolki świec żarowych” i „prawie benzynowej kultury pracy – aż można by się pomylić„, a na koniec z nadzieją stwierdzał, że to nic innego inny jak wynalazek Rudolfa Diesla ostatecznie uratuje życie misiom polarnym, bo jako najsprawniejszy z silników cieplnych drastycznie ograniczy emisję CO2, a wyposażony w najnowocześniejsze układy oczyszczania spalin wreszcie pogodzi samochodziarzy z ekologami…

Takie przykłady, wywołujące po latach (czasem całkiem niewielu) jedynie pusty śmiech, można długo mnożyć. Problem w tym, że jakiekolwiek prognozowanie opiera się wyłącznie na przedłużaniu aktualnego trendu, nie może zaś przewidzieć przełomów jakościowych: nowych wynalazków, zmian upodobań klientów, a przede wszystkich kaprysów polityków, którzy jednym podniesieniem ręki i naciśnięciem przycisku potrafią obrócić wniwecz wiele lat pracy całych rzesz ludzi i wielomiliardowe inwestycje, nie mówiąc o ludzkich planach i marzeniach – wywołując wojny, wznosząc sztuczne bariery dla wszelkiej działalności, zawłaszczając dowolnie wielką część jej owoców albo wprost zakazując czegokolwiek, co akurat się komuś umyśli.

Czasem jednak bywa i tak, że jakieś koncepcje, w założeniu wspaniałe, negatywnie zweryfikuje praktyka. Silnika Wankla nie wykończył sam kryzys naftowy czy normy ekologiczne (czyli kwestie czysto polityczne), ale przede wszystkim konstatacja, że jego zalety wcale niekoniecznie równoważą wady, a nawet jeśli udałoby się je usunąć, to poniesione w tym celu koszty nie mają szans się zwrócić. Słowem – gra nie jest warta świeczki, mimo że przez wiele lat wydawała się niezwykle obiecująca.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: NAJSZYBSZA KROMKA ŚWIATA

 

KROMA to taka wielka kromka. Tak przynajmniej rozumowałem w dzieciństwie, kiedy pierwszy raz usłyszałem tę nazwę.

Potem, gdy kojarzyłem już więcej, traktowałem to słowo jako kolejny, nic nie znaczący zlepek pseudołacińskich sylab, jakimi korporacje uwielbiają nazywać swoje produkty. W tej sprawie skonsultowałem się ze znajomym italianistą: powiedział, że jedyne, co przychodzi mu na myśl, to czasownik cromare, czyli „chromować”. W sumie pasuje do topowego modelu włoskiej marki, który miał „rzucać rękawicę niemieckiej dominacji…” itd. W tamtym czasie, zwanym przeze mnie Epoką Plastiku, takich rzucaczy rękawicy było jeszcze sporo, a Włosi, zazwyczaj wyspecjalizowani w niższych segmentach, należeli do najciekawszych z nich. Niemieckie foldery Cromy często zachwalały budyniowe wersje taksówkowe, no i jak mantrę powtarzały slogan, że „prestiżu nie należy szukać na masce silnika„.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , ,