STRUMIEŃ ŚWIADOMOŚCI: PICCOLO GRAN TURISMO

 

Dotychczasowe artykuły wspomnieniowe rozpoczynałem pozowanymi zdjęciami typu pocztówkowego. Tym razem jednak widzicie auto brudne i zakurzone, w tym najbardziej – na przednich felgach (to bynajmniej nieprzypadkowe). Pocztówkowy jest tu najwyżej krajobraz, odmienny od naszej części Europy.

Otóż, po dwóch taksówkarsko-grzybiarskich klekotach zachciało mi się Wielkiej Turystyki. Oczywiście na miarę budżetu szeregowego outsourcingowca – co oznaczało mocno używaną, no i raczej malutką Wielką Turystykę. Po włosku – piccolo Gran Turismo.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , ,

SILVA RERUM: FILMOWE ZAPYCHADŁO, cz. I

Zgodnie z tym, co pisałem jakiś czas temu, z uwagi na rozpoczęcie długofalowego programu edukacyjnego nie jestem w stanie przygotowywać standardowych wpisów na czas urlopów. Ponieważ jednocześnie chcę unikać dłuższych przerw w publikacjach (bo po pierwsze, życie jest na to za krótkie, a po drugie nie chcę, żebyście zapomnieli o Automobilowni), postanowiłem przygotować miks filmów z YT. Na razie nikt nie podrzucił mi żadnych sugestii, więc treść wyselekcjonowałem sam. Zachęcam jednak wszystkich do przysyłania swoich propozycji na przyszłość, bo wielu z Was na pewno zna klipy godne rozpropagowania. Wszelkie podpowiedzi będą mile widziane – nie tylko przeze mnie, ale przede wszystkim przez całą społeczność Automobilowniaków.

A teraz zapraszam już na samo mięso.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi:

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: TECHNIKA MOCNOPROUDOVÁ

 

Marka Tesla była mi znana od dzieciństwa.

Jak to możliwe? A normalnie – mój ś. p. Dziadek posiadał czechosłowacki telewizor Tesla-Lotos. Czarno-biały, w drewnianej obudowie i pracujący na lampach elektronowych, a przez to włączający się dobre pięć minut. Nieraz złościłem się o to, bo uciekały mi początki jakiejś bajki albo Pankracego.

Kiedy podrosłem, przeczytałem o postaci Nikoli Tesli i byłem przekonany, że to jego imię nosiły czechosłowackie zakłady elektrotechniczne. Dopiero w czasach internetowych dowiedziałem się, że tamta Tesla nie była niczyim nazwiskiem, tylko skrótem od Technika Slaboproudová. Co być może pasuje do urządzeń AGD, ale na pewno nie do amerykańskiego samochodu, sprzedawanego dziś pod marką Tesla. On jest jak najbardziej proudový, ale na pewno nie slabý. To nie pudełkowata Kia Soul, gadżeciarski Fiat 500e, drobnomieszczański e-Golf ani podtatusiały Nissan Leaf. Producent lansuje się wręcz na pełnoprawnego członka klubu premium. To już nie jest technika slabo-, a zdecydowanie mocnoproudová.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , ,

POMNIKI TRWALSZE NIŻ ZE SPIŻU: POCZĄTEK KOŃCA AMERYKAŃSKIEGO MARZENIA

 

Która z wielkich postaci z historii automobilizmu najbardziej kojarzy się Wam z legendą American Dream?

Myślę, że większość odpowiedziałaby – Henry Ford, syn rolników z Michigan, który swą własną pracą, inwencją i przedsiębiorczością doszedł do pozycji drugiego najbogatszego człowieka świata, a przez wynalazek produkcji masowej na zawsze zrewolucjonizował całą światową gospodarkę. To oczywiście prawda, tyle tylko, że tę osobę często postrzegano negatywnie: będąc chorobliwym despotą Ford nie cieszył się sympatią otoczenia, a praca z nim nie należała do przyjemności. Podobnie z twórcą potęgi General Motors, Alfredem Sloanem: mimo że charakterologicznie odmienny od arcyrywala (bo akcentujący kolegialne podejmowanie decyzji i rozbudowywanie biurokratycznych struktur wewnątrz firmy) uosabiał on stereotyp bezwzględnego krwiopijcy z Wall Street czy XIX-wiecznej Łodzi. Całkiem odmiennie prezentowała się natomiast postać założyciela trzeciego koncernu z Detroit – Waltera Chryslera.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,

C’EST LA VIE: SREBRNE CYTRYNY

Samochód ze zdjęcia tytułowego jest zepsuty. Nie powinno nas to dziwić – wszak chodzi o pochodzący z lat 70-tych produkt koncernu British Leyland. „Kto wciąż kupuje krajowe samochody, jest sam sobie winnypisała wtedy brytyjska prasa.

Samochód ze zdjęcia tytułowego jest też żółty. Prawie jak cytryna. A Anglosasi cytrynami – po ichniemu lemons – nazywają produkty, które od samej nowości psują się co chwilę, ku wściekłości użytkowników.

Panuje powszechne przekonanie, że dzisiejsze koncerny bezwzględnie wykorzystują swoją potężną siłę przetargową, w tym przewagę informacyjną, jaką posiadają nad klientem, systematycznie obniżając jakość produktów dla zwiększenia swoich zysków. „Dzisiaj, panie, już takich nie robią” – to jedno z najbardziej wyświechtanych zdań na temat dawnych samochodów.

Tym razem nie chcę jednak opowiadać o czasach dzisiejszych, a właśnie o tych dawnych, które z lubością wspominamy. Z grubsza rzecz biorąc – o czasach Volva 2xx, Mercedesa W123 i Golfa I. Przy czym – od razu dementuję – nie będę rozwodził się nad tematem korozji, bo to wyjaśnialiśmy sobie już dziesiątki razy: w latach 70-tych karoserie większości samochodów brązowiały po pierwszej zimie, po piątej bywały już dziurawe, a dwunastej nierzadko wcale nie dożywały. Mowa będzie głównie o tytułowych lemons – pojazdach, które sprawiały problemy mechaniczne od samego wyjazdu z salonu. A przede wszystkim – o skali tych problemów.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , , , , ,