Dziś będzie wpis gościnny, autorstwa Fabrykanta – wiernego i zasłużonego Czytelnika, który w sumie napisał już pięć opublikowanych tu tekstów (LINK1 LINK2 LINK3 LINK4, piąty jest niniejszy), a na co dzień tworzy aż dwa osobiste blogi: fotograficzno-turystyczno-ogólnoludzką Fotodinozę i samochodową Motodinozę. Oraz całe setki mądrych i wyważonych wypowiedzi w całym Internecie.

Fabrykant posiada nieruchomy zabytek automobilizmu w postaci limuzyny brytyjskiej marki Humber. Historię tego auta poznamy kiedy indziej – dostałem już aż dwa opisujące ją artykuły – a dzisiaj mam przyjemność przedstawić gościnny wpis na temat samej marki. Humbera polscy oldtimerowcy znają dość słabo, co jest o tyle paradoksalne, że w latach 60-tych pewną liczbę tych aut sprowadziły i użytkowały władze PRL, które później odsprzedały auta obywatelom. Z tej właśnie serii pochodzi egzemplarz Fabrykanta, uwidoczniony na zdjęciu tytułowym, pochodzącym sprzed momentu unieruchomienia.

Zapraszam w imieniu Autora i swoim!!

(więcej…)

Share Button
Tagi: , ,

 

Przyznać się – kto jeździł w dzieciństwie w takich kuligach?

Powyższe zdjęcie pochodzi z lat I wojny światowej. Chociaż odniesienie do wojny jest nie do końca trafne, bo chodzi o Stany Zjednoczone, a tam wojny nie było. To znaczy kraj niby brał w niej udział, ale tak jakby gdzie indziej, dzięki czemu pozostali na miejscu Jankesi mogli bez kłopotu ciągać swoje dzieciaki na sankach za samochodami.

Być może niejeden z Was zastanowi się, czy szanownym pasażerom sanek ze zdjęcia nie grozi przypadkiem uduszenie. Otóż absolutnie nie, bo automobil, który zastępuje im pociągowego konia, posiada silnik elektryczny. I właśnie o tym będzie dzisiejszy wpis – o wczesnych pojazdach napędzanych przez uporządkowany ruch elektronów.

(więcej…)

Share Button
Tagi: , , , , ,

 

Pamiętacie może Gruchę z „Chłopaki nie płaczą„?

Grucha nosił różowy sweterek z nieudolnie wydzierganym wizerunkiem gruszki, będący podarunkiem od dziewczyny imieniem Andżela i własnoręcznie przez nią zrobiony. Nie była przy tym istotna estetyka prezentu, profesja i status społeczny jego twórczyni ani okoliczności, w jakich oboje się poznali: sweter był bezcenny, bo opowiadał pewną ważną dla obojga historię.

Historia była w gruncie rzeczy banalna. Jej bohaterowie, Grucha i Andżela, nie należeli do ludzi godnych naśladowania, sami zresztą wcale się na takich nie kreowali. W przeciwieństwie do Freda – gangstera-eleganta, który był takim samym, pospolitym bandytą, jednak uważał się za lepszego, bo do niewinnego i bezbronnego chłopaka strzelał założywszy drogi garnitur: „zapłaciłem 1500 baksów za to, żeby koleś, którego mam rozwalić, zapamiętał sobie dobrze jak wyglądam. Żeby opowiedział kolegom-aniołkom w niebie, że kulkę posłał mu facet z klasą. Kapujesz? A ty w swoim sweterku wyglądasz jak kmiot. Nie różnisz się od Rumuna, który pucuje mi lampy, kiedy stoję na światłach„.

Może i ten sweter jest wieśniacki, ale taki właśnie ma być” – odpowiada Grucha – „bo mnie, w przeciwieństwie do ciebie, g…. obchodzi co myśli o mnie facet, którego mam rozwalić. Nie uważam też, żeby to k…. miało jakiekolwiek znaczenie, czy się kogoś rozwala z klasą czy bez, a poza tym nie wierzę w aniołków, reinkarnację, podwodne cywilizacje ani Świętego Mikołaja. Wiem natomiast jedno – że każdy facet, kiedy się do niego strzela z odległości kilku centymetrów, może ci zabryzgać marynarkę za 3.000 baksów!!„. Padają strzały, Fred ginie. „A historii tego swetra i tak byś nie zrozumiał” – dodaje nad ciałem byłego już kompana.

Zabytkowe samochody, podobnie jak ludzie, mają różne charaktery. Jedne przypominają garnitur Freda: lśnią świeżym lakierem i chromem, pachną cielęcą skórą i siedzą pod kloszem, żeby przypadkiem nie chlapnęło na nie błoto spod kół przygodnego traktora. Niektórzy mówią o nich – „zarestaurowane na śmierć„. Ale są też okazy przypominające różowy sweter Gruchy: łatane i szpachlowane, nie całkiem oryginalne i bez szans w konkursie elegancji, ale opowiadające barwną historię. To wcale nie musi być historia hollywoodzkiej gwiazdy, spotkania królowej Elżbiety z papieżem ani zamachu na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda – wystarczy historia przeciętnej rodziny, która na dany samochód oszczędzała latami i która potem cieszyła się nim przez dwa pokolenia. Albo historia komunistycznej Kuby, gdzie pozostawione przez Amerykanów, skrzydlate krążowniki sprzed 1959r. jeżdżą niejednokrotnie do dziś – spawane z trzech kawałków, łatane dyktą i napędzane silnikami Ład, a czasem i „Maluchów”, a mimo to dające swym właścicielom większe poczucie wolności i budzące silniejsze pożądanie niż po drugiej stronie Cieśniny Florydzkiej nowe Ferrari.

Każdy stary przedmiot opowiada nam jakąś historię, choć nie każdy człowiek potrafi to pojąć. Fred z Gruchą, mimo że działają w tej samej branży, raczej się nie zrozumieją, przynajmniej w kwestii ubioru. Podobnie samochodziarze-oldtimerowcy miewają całkiem różne wyobrażenia idealnego klasyka: niektórzy szukają garniturów za 1.500 baksów, a inni – zrobionych na drutach, różowych sweterków, nieraz wyciągniętych i dziurawych, ale żywych i autentycznych.

(więcej…)

Share Button
Tagi: , , ,

 

Nie, to nie tak, jak myślicie – na samochodowym blogu nie będę zachęcał do picia alkoholu. Prędzej przeczytalibyście tu postulat legalizacji strzelania do pijanych kierowców. Chodzi o trzy kolejne pojazdy koncepcyjne Nissana, prezentowane w latach 2005, 2007 i 2011, a nazwane odpowiednio Pivo, Pivo 2 i Pivo 3.

Concept car to z definicji wizja przyszłości. Jak ująłby to pisarz Jan Oborniak z dziesiątego odcinka „Zmienników” – antycypowanie. A antycypowanie to bardzo specyficzne zajęcie: w pewnym sensie fascynujące (również dla odbiorców, o ile twórca wykaże się odpowiednią dozą kreatywności), lecz w gruncie rzeczy mało produktywne, bo przyszłości nie da się w żaden sposób przewidzieć. Można ekstrapolować aktualne trendy, ale to działa tylko na krótką metę (a i to nie zawsze), można też próbować odgadywać zmiany ludzkich preferencji albo przyszłe innowacje techniczne – jednak takie próby z perspektywy czasu najczęściej budzą wyłącznie śmiech. Co zresztą też jest jakąś wartością dodaną, bo w sumie śmiech to zdrowie.

(więcej…)

Share Button
Tagi: , , ,

Grecja poparła rozpoczęcie działań dyplomatycznych wobec rządu Niemiec„. Turcja zakupiła od Rosji pociski rakietowe za 2,5 mld dolarów„. „Rada Praw Człowieka ONZ przyjęła rezolucję w sprawie Białorusi„. „Microsoft planuje zakończyć wsparcie techniczne dla Windowsa 7″. „Ford Motor Company zamyka fabrykę silników w Walii„.

To przykładowe nagłówki prasowe, jakie na poczekaniu podrzucił mi wujek Google. Wszystkie je łączy pewna cecha, do której nasze umysły przyzwyczaiły się od dzieciństwa i której w związku z tym w ogóle nie zauważamy: otóż podmiotami wszystkich tych zdań są abstrakcyjne twory, wcale nie będące istotami żywymi ani nawet fizycznymi obiektami, a jedynie ideami funkcjonującymi w naszych umysłach, a którym mimo to przypisuje się takie atrybuty jak wolna wola i zdolność celowego działania.

Oczywiście, wszyscy dobrze wiemy, że to tylko skrót myślowy i rozumiemy, o co chodzi z „podejmowaniem decyzji” i „prowadzeniem działań” przez wszelkiego typu organizacje – państwa, przedsiębiorstwa, kluby sportowe, wspólnoty mieszkańców… Tyle tylko, że o rzeczach oczywistych nader często zapominamy – dlatego na co dzień nie myślimy o tym, że za wszelkimi zbiorowościami stoją tak naprawdę konkretni ludzie: prezydenci, parlamentarzyści, managerowie, dyrektorzy… Każda z tych osób ma własne nazwisko, własne życie oraz umysł, który opisywane decyzje podejmuje dokładnie tak samo jak my nasze własne. Podlega też tym samym uwarunkowaniom: granicom własnej wiedzy, presji zewnętrznej, chwilowym emocjom, lepszemu lub gorszemu samopoczuciu… Powinien też brać pod uwagę te same ramy prawne oraz etyczne.

(więcej…)

Share Button
Tagi: , ,