PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: DZIEŃ DZIECKA, cz. II

Po raz kolejny tytuł dla wpisu wymyśliłem sobie z góry i… musiałem go zmienić, bo coś poszło nie tak. Ale „nie tak” wcale nie znaczy, że źle.

Pierwszy wpis pt. „DZIEŃ DZIECKA” popełniłem ponad dwa lata temu, po przejażdżce Ferrari i Lamborghini po torze w Kielcach. Od tego czasu znów zebrało mi się sporo kuponów z firmowego funduszu socjalnego – czyli kretynizmu polegającego na tym, że pracodawca buli najprawdziwsze pieniądze, a pracownik dostaje nieprawdziwe, to znaczy do wydania tylko w kilku wybranych firmach i tylko na określone produkty. Pół biedy, jeśli właśnie tych paru złotych nie brakuje mu na rzeczy niewystępujące w katalogu. Ale to i tak nieuczciwe, bo przecież firma wykłada prawdziwą forsę, na którą pracownik sam zapracował, a której nie może wydać, gdzie chce.

W moim przypadku jest o tyle dobrze, że w katalogu mam do dyspozycji między innymi torowe przejażdżki supersamochodami, dzięki czemu owe pseudo-pieniądze mogę spożytkować na coś, co naprawdę lubię. Tym razem wybrałem ofertę firmy Devil-Cars, która urządza jazdy wieloma egzotycznymi modelami w różnych miejscach Polski. Między innymi w moim rodzinnym Krakowie. Niestety, krakowski tor jest nieciekawy i krótki (ledwie ponad kilometr), a każde jego okrążenie kosztuje tyle samo, co na innych obiektach, z wyjątkiem najdłuższego w Poznaniu (4,1 km). Najkorzystniej wypadają 2,5-kilometrowe tory w Radomiu i Ułężu pod Lublinem – a jako że miałem w planach wizytę w centralnej Polsce, postanowiłem wybrać ten pierwszy.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , ,

TA, CO SIĘ LUBI POWTARZAĆ: BEAUTIFUL, UNIQUE, FUNTASTIC, ORIGINAL, ROMANTIC, IRRESISTIBLE

 

Beautiful, Unique, Funtastic, Original, Romantic, Irresistible. W skrócie – BUFORI.

Zapewne wielu z Was słyszało o samochodach malezyjskich. Na przykład o Protonie, który w latach 90-tych trafiał na polski rynek, a za sprawą swojego udziału w rajdach został nawet uwzględniony w kilku samochodowych grach komputerowych (np. w Network Q RAC Rally Championship), co też w pewnym stopniu rozpropagowało markę, przynajmniej wśród pokolenia dorastającego pod koniec XX wieku. Dziś jednak chciałem opowiedzieć o czym innym – o malezyjskiej marce luksusowej. A przynajmniej uważającej się za taką.

Firma Bufori ma siedzibę w Kuala Lumpur, ale jej konotacje geograficzno-kulturowe są szersze: założyciele, bracia Gerry, Anthony i George Khouri, mają pochodzenie libańskie, swój samochodowy biznes zaczynali w Australii, a w pewnym momencie planowali nawet przenieść go do Niemiec. Na razie jednak działalność ma miejsce w Malezji.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , ,

POMNIKI TRWALSZE NIŻ ZE SPIŻU: TAŃCZĄCY SŁOŃ

Poprzednim razem pisałem o powojennym luksusie w wydaniu japońskim. Teraz przyszedł czas na luksus przedwojenny, w wydaniu staroeuropejskim.

Celowo nie wskazuję pojedynczego kraju, bo uważam, że marka Bugatti nie ma narodowości. Założył ją czystej krwi Włoch i obywatel włoski, ale na terenie Alzacji, która w tamtym momencie należała do Niemiec, a kilka lat później przeszła pod rządy francuskie (zresztą nie pierwszy już raz w swojej historii). Wpis otagowałem wprawdzie jako dotyczący Francji – bo tam produkowany był jego bohater, największe i najdroższe Bugatti, oznaczone 41 Royale – ale tak naprawdę, właściwsze byłoby przyporządkowanie marki do imperium Karola Wielkiego, które w swoim czasie obejmowało terytoria wszystkich wspomnianych krajów. Bugatti 41 Royale pasowałoby zresztą Karolowi Wielkiemu – i to nie tylko ze względu na konotacje geograficzno-kulturowe (włącznie z alzackim pochodzeniem: burzliwe dzieje regionu wynikły bowiem poniekąd z testamentu Karola Wielkiego i późniejszych walk o schedę po nim).

Nieraz pisałem już, że nie lubię rankingów naj-, ale gdybym dostał zestawienie wszystkich superluksusowych limuzyn, z calej historii motoryzacji, i miał je maksymalnie skrócić, to dzisiejszy bohater należałby do grupy absolutnie nieusuwalnej. Obok pierwszego Rolls-Royce’a Silver Ghost, Mercedesa W100, nowożytnego Maybacha 62, 16-cylindrowego Cadillaca, być może nawet Toyoty Century, ale już mało czego więcej. Bo superluksusowych aut było w historii wiele, ale takich, w których mógłbym wyobrazić sobie Karola Wielkiego albo Juliusza Cezara – tylko kilka. Spośród których – zaryzykuję to twierdzenie – prym wiedzie Bugatti 41 Royale.

Bugatti 41 dostało taki, a nie inny przydomek, bo Ettore Bugatti planował sprzedawać je koronowanym głowom. To fakt, że on należał do niezwykle wąskiej grupy przedsiębiorców, którzy mogli sobie pozwolić na luksus selekcji klientów, lecz w tym przypadku niestety mu nie wyszło – żaden z sześciu wyprodukowanych egzemplarzy nie trafił w królewskie ręce. Ale nie wyprzedzajmy faktów.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,

KONFRONTACJE: GUNBATSU, MONBATSU, ZAIBATSU, KEIRETSU

Dawno nie było tutaj Japonii, więc na Japonię czas najwyższy. Tylko dlaczego na tytułowym zdjęciu widzimy blondyna?

Ów blondyn to nie anonimowy model z agencji, tylko prawdziwy celebryta, Jack Nicklaus – słabo rozpoznawalny w Polsce, ale w świecie sławny jako jeden z najwybitniejszych golfistów w historii. W tym przypadku użyczał on swojego wizerunku na potrzeby kampanii reklamowej Isuzu Statesman – jednej z wczesnych, luksusowych limuzyn japońskiej marki.

Wybór twarzy był zdecydowanie nieprzypadkowy. Otóż jeszcze stosunkowo niedawno, jedno pokolenie wstecz, w społeczeństwach azjatyckich (i ogólnie pozaeuropejskich) Europejczyków postrzegano… nie, nie jako lepszych ludzi – broń Panie Boże!! – ale jako swego rodzaju wizerunkową nobilitację. Fotografia danego produktu obok blondyna w eleganckim garniturze automatycznie podnosiła prestiż. Dziś nie wypada o tym wspominać, po tamtych czasach pozostały jednak relikty w postaci właśnie reklam (oprócz powyższego prospektu Isuzu pokazywałem już kiedyś foldery pierwszego Maruti), no i zalegających w japońskich garażach, bogatych złóż europejskich aut luksusowych. Owe złoża w ostatnich latach rabunkowo eksploatowali europejscy, w tym polscy wielbiciele youngtimerów (to zjawisko, które opisywałem w raporcie z osobistych poszukiwać Mercedesa SL-a, powoli już zamiera, bo złoża są na wyczerpaniu). W każdym razie przez długie dekady obowiązywało w Azji równanie Europa = Prestiż i dopiero obecne stulecie przyniosło pewne zmiany.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , , , , , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: STARY AMAZON

To czwarty wpis Automobilowni o szwedzkim samochodzie – i czwarty przejażdżkowy. Po Saabie 900 Turbo, Skanssenie i Ekspresie Polarnym przyszedł czas na Starego Amazona.

Jeśli wkopać się głębiej, to na blogu gościł już kiedyś Stary Amazon – ale nie jako samochód, tylko piosenka Svenne Rubinsa, która wraz z innymi kawałkami, pochodzącymi z różnych krajów, posłużyła mi kiedyś do metaforycznego ukazania motoryzacyjnych różnic kulturowych.

Stary Amazon, listwy i chrom,
kierownica z bakelitu, kalifornijska biel,
Prawdziwy winyl, sztuczna skóra,
Stary
Amazon – Stary Amazon !!

Samochód Wojtka niemal całkowicie odpowiada temu opisowi – poza kolorem lakieru. No i jeszcze poza tym, że nie został kupiony od Szwedki imieniem Helga – o czym opowiada druga zwrotka piosenki – tylko w Holandii, w kwietniu 2015r.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,