Dawno temu, w podstawówce, często czytałem stare wydania arcyciekawego czasopisma pt. „Magazyn Polski„, które mój ś. p. Dziadek zbierał od lat 60-tych. Z zewnątrz wyglądało to bardziej jak szkolny zeszyt niż gazeta, a w środku znajdowały się tłumaczenia artykułów prasy zagranicznej. Nie, nie tylko radzieckiej (chociaż też), a przede wszystkim amerykańskiej i zachodnioniemieckiej. Oczywiście odpowiednio podobierane – o Afroamerykanach pobierających bony żywnościowe z opieki społecznej, albo o etatach w Zagłębiu Ruhry likwidowanych wskutek mechanizacji przemysłu – ale zawsze był to jakiś powiew Zachodu. Najciekawsze – i przynajmniej neutralne – były teksty popularnonaukowe i przyrodnicze (np. z „National Geographic„), no i humor: częściowo międzynarodowy, a częściowo nasz polski. Pamiętam np. analogowy generator przemówień na partyjne zebrania – tabelkę z kilkoma kolumnami zawierających rozpoczęcia, rozwinięcia i zakończenia tasiemcowych zdań, które niewiele oznaczały i mogły być łączone w sposób losowy. Niewiele z nich wtedy rozumiałem, poza tym że przypominały telewizyjne wiadomości. Podobno wszystkie kombinacje dawały ponad godzinę ciągłego gadania, a co najciekawsze, mieściły się na dwóch rozłożonych stronach i nie wymagały wcale komputera!!

A piszę o tym, bo jedną z humoresek, jakie napotkałem w „Magazynie Polskim„, był rysunek żebraka z wystawionym kapeluszem, któremu przechodzący dżentelmen rzuca monetę i oferuje dodatkowo zakup posiłku. Obdarowany odpowiada: przestań pan chrzanić, tylko powiedz pan, ile wołają na giełdzie za nową Simcę……?

(więcej…)

Share Button
Tagi: ,

 

Przez pierwsze sześć dni wakacji przejechaliśmy 2.250 km (średnio 375 dziennie), spędzając większość czasu w autach. W Nicei chcieliśmy więc odpocząć od jazdy – wszak czekał nas jeszcze powrót. Bardzo cieszyliśmy się też z dotychczasowego braku komplikacji i idealnej pogody (poza chwilką mgły pod Grossglocknerem).

SL udowodnił, że wciąż daje radę i doskonale ucieleśnia ideę Gran Turismo, ale też wyjaśnił, dlaczego 30-latkom nadaje się status zabytków. Ktoś, kogo oburza żółta tablica na W124 albo R129, zapewne nie porównywał ich do współczesnych odpowiedników, bo przepaść jest ogromna.

(więcej…)

Share Button
Tagi: , , , , , , , , ,

 

To w założeniu miał być wyjazd sentymentalny. Niedzisiejsza formuła wakacji, niedzisiejsze auta, niedzisiejsza trasa. Tym razem, wyjątkowo, niewiele nieznanych nam miejsc (choć kilka udało się zobaczyć), a w zamian – dwa tygodnie jazdy po najpiękniejszych drogach Europy, wymarzonym klasykiem z najlepszych czasów analogowej motoryzacji. No i mnóstwo wspomnień z epoki, kiedy my, Polacy, dopiero zaczynaliśmy wychylać głowę poza granice Rzeczypospolitej, a do aut z powyższego zdjęcia tęsknie wzdychaliśmy, kartkując katalogi z serii „Samochody Świata„.

Dziś po całej UE podróżujemy bez paszportów i kontroli, a dowolny bilet lotniczy kosztuje dwa baki paliwa. Pomysł jazdy 5.000 km wydaje się więc idiotyczny, prawdziwy automobilizm ma jednak tę magiczną cechę, że z drogi potrafi uczynić cel. Wielkoturystyczna wyprawa samochodowa to niesamowite przeżycie, pozwalające doświadczyć odwiedzanych regionów w sposób niedostępny odciętym od świata pasażerom samolotu, a dla pasjonatów automobilizmu to wręcz esencja życia.

Czy w XXI wieku, uważającym motoryzację za gwałt na naturze i społeczeństwie, jest jeszcze miejsce na takie ekscesy? Jak najbardziej. Fakt, że od lat 90-tych namnożyło się restrykcji, tłumy stały się wręcz niemożebne, a ceny szaleją. Wciąż jednak można nie tylko samodzielnie przejechać Europę, ale i odnaleźć niespodziewanie wielu podobnych entuzjastów, kultywujących tradycje automobilowej Wielkiej Turystyki.

(więcej…)

Share Button
Tagi: , , , , , , , ,

 

Dziś będzie wpis gościnny, autorstwa Fabrykanta – wiernego i zasłużonego Czytelnika, który w sumie napisał już pięć opublikowanych tu tekstów (LINK1 LINK2 LINK3 LINK4, piąty jest niniejszy), a na co dzień tworzy aż dwa osobiste blogi: fotograficzno-turystyczno-ogólnoludzką Fotodinozę i samochodową Motodinozę. Oraz całe setki mądrych i wyważonych wypowiedzi w całym Internecie.

Fabrykant posiada nieruchomy zabytek automobilizmu w postaci limuzyny brytyjskiej marki Humber. Historię tego auta poznamy kiedy indziej – dostałem już aż dwa opisujące ją artykuły – a dzisiaj mam przyjemność przedstawić gościnny wpis na temat samej marki. Humbera polscy oldtimerowcy znają dość słabo, co jest o tyle paradoksalne, że w latach 60-tych pewną liczbę tych aut sprowadziły i użytkowały władze PRL, które później odsprzedały auta obywatelom. Z tej właśnie serii pochodzi egzemplarz Fabrykanta, uwidoczniony na zdjęciu tytułowym, pochodzącym sprzed momentu unieruchomienia.

Zapraszam w imieniu Autora i swoim!!

(więcej…)

Share Button
Tagi: , ,

 

Przyznać się – kto jeździł w dzieciństwie w takich kuligach?

Powyższe zdjęcie pochodzi z lat I wojny światowej. Chociaż odniesienie do wojny jest nie do końca trafne, bo chodzi o Stany Zjednoczone, a tam wojny nie było. To znaczy kraj niby brał w niej udział, ale tak jakby gdzie indziej, dzięki czemu pozostali na miejscu Jankesi mogli bez kłopotu ciągać swoje dzieciaki na sankach za samochodami.

Być może niejeden z Was zastanowi się, czy szanownym pasażerom sanek ze zdjęcia nie grozi przypadkiem uduszenie. Otóż absolutnie nie, bo automobil, który zastępuje im pociągowego konia, posiada silnik elektryczny. I właśnie o tym będzie dzisiejszy wpis – o wczesnych pojazdach napędzanych przez uporządkowany ruch elektronów.

(więcej…)

Share Button
Tagi: , , , , ,