Ostatnio gościł tutaj samochód sportowy z lat 60-tych. Brytyjski, ciemnozielony, bez dachu, klamek i bocznych szyb, o pojemności 1,1 litra i mocy 56 KM. Tak się jednak składa, że pojęcie samochodu sportowego nigdy nie było jednoznaczne, nawet w ramach jednej epoki i kraju: wystarczy porównać Fiata 500 Abarth, Alfę-Romeo Spider i Ferrari Daytona, albo wspomnianego MG Midgeta, Lotusa Cortinę i Aston-Martina DB5. Jeżeli zaś zestawić modele z dwóch różnych stron Atlantyku, powstałe w skrajnie różnych warunkach naturalnych i ekonomicznych…

Ja miałem ostatnio taką okazję: zaledwie kilka dni po wizycie u Mirka i przejażdżce MG Midgetem odwiedziłem również kolejnego uczestnika zlotu z 3-4 sierpnia, a mianowicie Mietka – wielbiciela aut zza oceanu, który był uprzejmy udostępnić jeden ze swoich skarbów – AMC AMX z 1969r.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , ,

W Polsce wielokrotnie spotykałem się z opiniami, że cabriolet czy roadster nie mają sensu, bo „niczego nie robią lepiej od coupé.

Ja powiem więcej: nie tylko cabriolet czy roadster niczego nie robią lepiej od coupé, ale nawet coupé niczego nie robi lepiej od sedana, a sedan – od hatchbacka. Tak mówi motoryzacyjny rozsądek, którego wielkim piewcą był np. mój ulubiony niemiecki dziennikarz, Fritz Busch. Za najlepszy samochód wszech czasów uważał on brzydkiego i cherlawego, lecz ultrapraktycznego Citroëna 2CV, wyśmiewał zaś współczesne mu, niemieckie mikrosamochody, których konstruktorzy skąpili na pięć centymetrów przestrzeni na nogi, choć równocześnie nakazywali np. obficie pochromować grill. Busch uczestniczył też w projekcie Autonova – prototypu prostopadłościennego, minivanowatego pojazdu rodzinnego zaprezentowanego w samym szczycie fascynacji gatunkiem muscle-car. Mimo takiej filozofii, w jednym z artykułów pisanych pod koniec życia, już w oldtimerowym czasopiśmie „Motor-Klassik„, stwierdził, że kto nigdy nie posiadał dwuosobowego roadstera, w ogóle nie wie, czym jest samochód – nawet jeśli wypróbował wszystkie sedany i kombi świata.

Jak to jest więc naprawdę? Czy roadster ma jakikolwiek sens? Czy bywa w czymkolwiek lepszy od sedana czy coupé…? By odpowiedzieć na tak postawione pytania, musimy najpierw zdefiniować, czego właściwie od samochodu oczekujemy.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , ,

 

Przez ostatnie lata zdążyłem poznać wielu właścicieli klasyków, a nawet wielu właścicieli wielu klasyków. Do tej pory nie znałem jednak nikogo, kto 65-letnim samochodem jeździłby na co dzień. Tak po prostu – do pracy, na zakupy, do kina… Średnio dwadzieścia tysięcy kilometrów rocznie, o każdej porze roku, w każdych warunkach.

Czy auto w wieku, który nawet człowieka uprawniałby do przejścia na emeryturę, nadaje się do codziennej służby niczym funkiel-sztuka? Mirek – którego, podobnie jak pana Feliksa od Cadillaca Eldorado, poznałem dwa tygodnie temu na VI Zlocie Pojazdów Zabytkowych „Szlakami Podhala” – mówi, że jak najbardziej. Zresztą, jeśli jakaś maszyna niezawodnie działała 65 lat temu, to dlaczego miałaby nie działać dzisiaj? Jak to z maszynami, wszystko jest kwestią odpowiedniej dbałości użytkownika. Oraz, oczywiście, konkretnej konstrukcji: w dawnych czasach nie każdy wytwór człowieka służył mu bezproblemowo, nawet jeśli dopiero co opuścił fabrykę, jednak opisywany dziś okaz jest pod tym względem poza jakimikolwiek podejrzeniami.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , ,

To była krótka przejażdżka – ledwie kilkaset metrów za kierownicą i może ze dwa kilometry jako pasażer. Tym razem nie było innych możliwości. Mimo to – jest o czym pisać. Choćby o ciekawej historii ciekawego modelu, doskonale odzwierciedlającej kawał dziejów Ameryki.

Opisywane auto należy do pana Feliksa, którego poznałem w czasie VI Zlotu Pojazdów Zabytkowych „Szlakami Podhala”, zorganizowanego w dniach 3-4 sierpnia przez pana Franciszka Wołka, właściciela znanego nam już, przedwojennego Renault. W przeciwieństwie do większości opisywanych na blogu pojazdów nie zachowało specyfikacji fabrycznej – zostało mianowicie przerobione z coupé na cabriolet. Przeróbka miała jednak miejsce tuż po opuszczeniu fabryki, w 1985r., a wykonała ją profesjonalna firma. Całość, jak niemal każdy klasyczny samochód, ma nam do przekazania opowieść, którą w tym przypadku podsumowują dwa słowa: CADILLAC ELDORADO.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , , ,

Tę anegdotę znają chyba wszyscy. Pewnego razu łódzki fabrykant, Izrael Poznański, zapragnął wybudować sobie nowy pałac, poszedł więc do renomowanego architekta. „W jakim stylu Wielmożny Pan życzy sobie ów pałac?” – spytał artysta. „Jak to w jakim – we wszystkich!! Mnie na to stać!!

Pałac Poznańskiego w swej dzisiejszej formie stanął w Łodzi przy ulicy Ogrodowej, w roku 1903-cim – niestety dopiero trzy lata po śmierci inwestora. Zwany łódzkim Luwrem, stanowi książkowy przykład eklektyzmu, jak w sztuce określa się wszelkie mieszanki stylów. Przymiotnik „eklektyczny” bywa też używany jako eufemizm – w miejsce „eleganckiego inaczej” albo po prostu „bezguścia”. Ale czy aby na pewno zawsze?

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , , ,