POMNIKI TRWALSZE NIŻ ZE SPIŻU: AUTOMOBILOWY DIOGENES, cz. II

 

Przy każdym samochodzie typu Fiata 500, Mini albo naszego „Malucha” powtarza się wyświechtany frazes o „zmotoryzowaniu kraju”. W przypadku 2CV proces szedł jednak bardzo opornie: w 1949r. wyprodukowano zaledwie 876 sztuk, w kolejnych – odpowiednio 6.196, 14.392, 21.124… Stąd brały się sześcioletnie kolejki, które zmniejszały się powoli, w miarę rozbudowy fabryki i rozwoju gospodarki: w latach 50-tych inwestycje postępowały szybko, a Europejska Wspólnota Węgla i Stali budowała ponadnarodowy rynek surowcowy, pozbawiony barier biurokratycznych i celnych. Do końca 1960r. roczna produkcja wersji osobowych osiągnęła 152.801 sztuk (całkiem blisko maksimum z 1966r., wynoszącego 168.357 sztuk), do czego doszło 57.724 furgonetek.

Pierwsze dostawy eksportowe zostały zrealizowane już w 1952r.: małe Citroëny trafiły wtedy do Belgii, Holandii, Luksemburga, Szwajcarii i Danii, na własną rękę sprowadzał je też wiedeński przedsiębiorca Rudolf Smoliner. Na szerzej zakrojony międzynarodowy handel samochodami było jednak jeszcze zbyt wcześnie – rozkwitł on dopiero w następnej dekadzie, gdy moce produkcyjne przegoniły popyt lokalny.

Eksport 2CV utrudniała specyfika modelu, który w swej pierwotnej, skrajnie spartańskiej formie nie był akceptowany poza Francją. Nawet w sąsiedniej Belgii – gdzie w październiku 1952r. Citroën otwarł montownię szybko zaoferowano elegantsze wersje: od 1954r. wyposażone w ozdobne listwy i metalową klapę bagażnika, a od 1958r. w trzecie boczne okno. Kochający Piękno Włosi nie chcieli nawet patrzeć na pokraczną „Kaczkę”, natomiast największe europejskie rynki, Wielka Brytania i Niemcy, zawsze traktowały samochód jako wizytówkę właściciela. Tamtejsi dziennikarze najgłośniej wyśmiewali „puszkę z blachy falistej”, pokazaną na jesieni 1948r. w Paryżu.

Tymczasem mój dziennikarski idol, Fritz Busch, nabijał się raczej z własnych rodaków: tych, którzy na widok Citroëna zanosili się śmiechem, a sami ciułali na lśniące chromem mikrosamochodziki, by dopiero po ich odbiorze zauważyć, że na pojedynczej kanapie w żaden sposób nie zmieści się cała rodzina (a nawet sami ci jej członkowie, którzy współfinansowali zakup).

Takich problemów nie mieli natomiast Francuzi, którzy nie tylko wozili na targ kosze jaj i beczułki wina, ale też jeździli na familijne wycieczki i pikniki – z dziecinnym wózkiem, psem, rozkładanymi leżakami i teściową. Oni, na wzór Diogenesa, nie potrzebowali ton chromu ani skrzydlatych błotników i nie dbali o to, co powiedzą sąsiedzi. Dzięki temu sporo wygrywali.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Busch nazywał 2CV automobilowym kloszardem – takim, co się nie myje, nie goli i nikogo nie udaje, bo gwiżdże na opinię otoczenia. Tu się akurat nie zgodzę: kloszard to bowiem ktoś, kto niewiele z siebie daje, a konwenanse ignoruje dlatego, że jego życiem rządzi nałóg lub patologiczne lenistwo, tymczasem Citroën stworzony był do ciężkiej, niewdzięcznej pracy – i tę rolę wypełniał wzorowo, nie błyszcząc na bulwarach i nie domagając się w zamian podziwu. Zupełnie jak 40 lat wcześniej Ford T – dziecko bardzo podobnych założeń i warunków (oprócz poziomu fiskalizmu). W oba produkty w swoim czasie nie wierzyli dziennikarze i wszelkiej maści eksperci – i w obu przypadkach bardzo się pomylili.

***

Lifting z grudnia 1960r. wprowadził nową maskę silnika z pięcioma wzdłużnymi przetłoczeniami, zmniejszony wlot powietrza z aluminium i nowe kolory karoserii: bleu acier (stalowoniebieski), vert embrun (szarozielony, na zdjęciu poniżej) i jaune panama (pastelowo żółty). Poza tym stelaż przedniej kanapy zyskał gumowe osłony, a średnica felg spadła z 400 mm do 15 cali. Rok później te same zmiany przejął furgon, ostatecznie znikł silnik 375-centymetrowy, a paletę lakierów znów poszerzono.

Mniejsze koła, nowa maska i grill unowocześniły sylwetkę, choć jej podstawowe założenia, z wystającymi błotnikami i reflektorami, nie zmieniły się

Foto: public domain

Share Button

51 Comments on “POMNIKI TRWALSZE NIŻ ZE SPIŻU: AUTOMOBILOWY DIOGENES, cz. II

  1. Kolejny świetny materiał. Moja wiedza o 2CV powiększyła się chyba 10-krotnie.

  2. W cyklu o tym Citroenie trzeba też poruszyć wątek Polski. Pod koniec lat sześćdziesiątych w naszym kraju zdano sobie sprawę (częściowo na przekór towarzyszowi ,,Wiesławowi”) że jednak świat idzie naprzód i konieczna jest produkcja samochodu dla przeciętnego Kowalskiego. Plany stopniowo się krystalizowały (i ostatecznie kupiliśmy licencję na ,,malucha”) jednak bardzo poważnym kandydatem był odpowiednio zmodyfikowany do naszych warunków Citroen Dyane). Co prawda włoski samochód wybraliśmy ze względu na lepszą możliwość spłaty licencji oraz wpięcie Fiata 126p w sieć sprzedaży Fiata na rynkach eksportowych, jednak moim zdaniem do naszych warunków bardziej nadawały się produkt francuski…

    • No niestety, wyszło jak wyszło. Też bym wolał Dyane od Malacza. Ba, wolałbym jakiekolwiek dostępne wówczas auto z 2cylindrowym silnikiem chłodzonym powietrzem o zbliżonej pojemności. Czy byłoby to Dyane, NSU Prinz 4, Honda N600 czy coś innego. Warto dodać że w Polsce testowano specjalną wersję Dyane P6, o wzmocnionym zawieszeniu i seryjnym sztywnym dachu z tworzywa. Jednak jak twierdzi Zdzisław Podbielski rozeszło się o kasę. Citroen chciał zapłaty w twardej walucie, a wstępnie skalkulowana cena detaliczna w PRLowskich złotówkach oscylowała wokół 120 tysięcy tamtych złotówek. Dużo za dużo. Mimo wszystko szkoda

    • O planach zakupu licencji dla Polski pisałem w artykule przejażdżkowym 2CV.

      Ja myślę, że jako tanie wozidło dla rodziny Dyane w każdych warunkach nadawał się bardziej 🙂 Był jednak wyraźnie droższy w zakupie dla polskiego rządu, więc wybór padł na Włochów.

      • Jako podstawowy samochód rodzinny na rozwijające się rynki oferta francuska faktycznie wydaje się bezkonkurencyjna.
        Z drugiej strony – 2CV z bliska nie kojarzę, ale Renault 4 widziane z zewnątrz, ale z bliska w porównaniu do Malczana stwarza wrażenie puszki – większej, ale puszki.
        Historia z wyborem Malucha ze względu na w sumie darmową licencję niby jest znana… Ale Polska to Polska i biorąc pod uwagę historie z Ursusem U i licencją na Massey Fergusona nie zdziwilbym się, gdyby za wybór odpowiadały „inne czynniki”…

      • Renault 4 jest znacznie dojrzalsze, ale ono weszło do produkcji w 1961r. To jest ogromna różnica w stosunku do czasu powstania koncepcji 2CV – dobre 20 lat.

      • Skoro R4 (i to któreś z późniejszych) z pewnej niewielkiej odległości wydaje się toporniejsze od Żuka to jak przy tym musiała wypadać 2CV? 😀
        Przy czym jestem zdania, że i tak 2CV (przynajmniej w mocniejszych wersjach) lepiej by się nadała do roli jaka przypadła Maluchowi w PRL (FIAT 128 byłby opcją „na wypasie”).

        PS – osiągi 2CV są niewyobrażalne – coś koło 11 KM mam w chińskim Romecie, który razem ze mną i paliwem nie waży nawet 200 kg i jakiś atomowych przyspieszeń nie zapewnia…

      • Jeszcze raz powtórzę, że uważam 2CV za 100 razy praktyczniejszy od tylnosilnikowych Fiatów (500 i 126). A co do osiągów – ja jechałem 2CV, ale „big blockiem”, który był żwawszy od Malucha. Wcześniejsze były tragicznie słabe jak na samochód, ale one nie miały zastępować innych samochodów, tylko lekką furmankę do wożenia jajek na targ – a od niej były jednak sporo szybsze 🙂 W miarę upływu lat moc 2CV wzrosła o 300% i to jest chyba największy taki przyrost w historii motoryzacji 🙂

  3. Dobry wpis- zdziwiło mnie ze 2cv aż tak długo miał silnik o mocy poniżej 20 KM. To zresztą pokazuje że Maluch, choć słabowity, to jednak ze swą mocą nie był takim kuriozum za jaki uważało go wielu Polaków…

  4. Brawo drogi Panie, doskonały artykuł. Wiedzy po kokardki. Dziękuję!

  5. Jak zawsze świetny, wnoszący wiele ciekawych informacji artykuł!
    Muszę jednak przyznać, że czytanie artykułu z France Culture było dla mnie prawie fizycznie bolesne. Takich bzdur, jak rzekome upokarzanie kogokolwiek przez danie możliwości (nie obowiązku!) zakupu jakiegoś produktu, nie umiem znieść bez publicznego danai upustu swojemu niezadowoleniu. 😉 Oprócz tego mierzi mnie siłowe doczepianie do wszystkiego aspektu politycznego i (chyba szczególnie częste we Francji) głupot w stylu „walki klas”.

    • Właśnie dlatego nazywam ten prąd antycywilizacją. Oni zresztą nie ukrywają już tego – otwarcie mówią, że człowiek jest chorobą planety, że posiadanie dzieci jest zbrodnią, itp. Wprost twierdzą, że ludzkość należałoby zniszczyć – i to jest duży postęp, bo jeszcze do niedawna obruszali się na takie zarzuty, które co przenikliwsze umysły formułowały już dziesiątki lat temu. Teraz przynajmniej uczciwie stawiają sprawę – wprost mówią, że wszystko, co ludzkie, jest im obce i z definicji złe.

      • to na szczęście zgodnie ze swoimi postulatami wyginą bez potomstwa 🙂 „pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy”

        Czyli jak u Ruskich – wszelka patologia (jak komuniści) ma na szczęście to do siebie, że sama się unicestwia, niestety trwa to długo, ale w innym przypadku ludzkości już dawno by nie było…

      • Ale człowiek w obecnej postaci jest chorobą planety. Jest nas zbyt wielu, a większość z nas marzy o życiu w stylu amerykańskim z lat 50/60 czego niewielka planeta nie jest w stanie na dłuższą metę uciągnąć. Jeśli nic konkretnego nie zrobimy (a nie zrobimy bo człowiek w większości wypadków budzi się dopiero gdy katastrofa wchodzi mu do chałupy) to po suszach, powodziach, głodzie i wojnach o zasoby podstawowe wykończymy się w końcu sami.
        I tyle będzie z epizodu obecności najinteligentniejszego zwierzęcia na Ziemi.

        PS
        Przy takim zaludnieniu i uprzemysłowieniu niewielkie wtopy staja się dużym problemem. Oleje PCB (polichrolowane bifenyle) były kilkadziesiąt lat temu objawieniem i cudem techniki po czym okazało się, iż masowo stosowane wywołują raka. Powszechnie stosowany obecnie gaz sześciofluorek siarki nie mający jakoby żadnych wad i skutków ubocznych jest jednocześnie gazem wybitnie działającym na efekt cieplarniany. O azbeście każdy słyszał, a przecież pokrywanie dachów eternitem było swego czasu standardem. Stosowanie etyliny na całym świecie zatruło glebę ołowiem na setki lat i to mimo, iż niemal od początku było wiadomo, iż ołów jest silnie trujący.

      • Człowiek jest taką samą częścią natury, jak każdy inny organizm, wyewoluował w tym samym procesie. I „choroby”, z kataklizmami włącznie, a także z nadmiernym rozrostem jednych gatunków kosztem drugich, to też jest część natury i zjawisko powszechne. Tyle że natura się zawsze reguluje – rozrost jednego gatunku zawsze przynosi w końcu reakcję, która przywraca równowagę. A człowiek jest na tyle wyjątkowy, że tę równowagę zaczął przywracać sam, jak tylko zauważył, że ją zaburzył (w kilka pokoleń po pierwszych negatywnych skutkach – w skali przyrody to w zasadzie reakcja natychmiastowa).

        Jest tylko jeden warunek tego przywracania równowagi: nie wolno zatrzymywać rozwoju. To właśnie chce nam wmówić antycywilizacja – że mamy wrócić do jaskiń i wtedy będzie dobrze. A jest dokładnie odwrotnie: wyższymi celami możemy się zajmować dopiero wtedy, kiedy osiągniemy niższe. Biedni ludzie muszą się najpierw wyżywić, a dopiero jak osiągną pewien poziom, odczuwają potrzeby wyższe, takie jak potrzeba dbania o przyrodę. Widać to dobrze w III Świecie, gdzie zanieczyszczenie jest 100 razy takie jak w Europie, a tysiące ton plastiku pokrywają całe terytorium całych kontynentów – tylko u nas się o tym nie mówi, bo to my mamy się czuć winni.

        Nie, nie winię III Świata – oni po prostu są na wcześniejszym etapie, a wyjść z niego mogą tylko poprzez dalszy rozwój, jak na Zachodzie, a nie poprzez cofanie rozwoju. Jest taka wspaniała książka profesora Ernesta Fiali (skądinąd twórcy napędu Audi Quattro), pt. „Rozwój Bez Granic”. Pisałem już o niej nie raz. Jest tam wspaniale przeanalizowane, jak poszczególne problemy społeczne i ekologiczne – od przemocy na ulicach, na emisji CO2 skończywszy – pojawiają się na pewnym etapie rozwoju gospodarki, i w miarę dalszego rozwoju przybierają na sile, by osiągnąć w pewnym momencie maksimum i potem zacząć się zmniejszać. W różnych krajach te punkty – początek problemu, apogeum i łagodzenie, aż do zera – występują na prawie identycznych etapach, mierzonych PKB per capita. Przy czym problemy bardziej rozwiniętych krajów są nieporównanie mniej groźne niż te wcześniejsze. Np. zagrożenie zdrowotne spowodowane brakiem wodociągów, kanalizacji i pojazdami konnymi (w tym tysiącami ton odchodów na ulicach i dziesiątkami ciał koni padających codziennie w każdym większym mieście) zabijało znacznie więcej ludzi niż smog z lat 50-tych, a smog z lat 50-tych zabijał nieporównanie więcej niż „smog” dzisiejszy. A ten dzisiejszy też zwalczymy, tylko trzeba KONTYNUOWAĆ rozwój, a nie zatrzymywać go.

        To samo dokładnie tyczy się przyrostu naturalnego (on też zmniejsza się, i to do wartości głęboko ujemnych, w krajach bogatszych) i zużycia zasobów (które są wykorzystywane coraz efektywniej, recyclingowane i wreszcie zastępowane odnawialnymi). Prof. Fiala pięknie to wszystko pokazuje, ale dziś się go nie wznawia i nie tłumaczy, bo władza musi utrzymywać ludzi w poczuciu winy, że jedzą, wychodzą z domu i oddychają – bez tego nie mogłaby rządzić. Kiedyś straszyli zaćmieniami słońca, potem piekłem, potem Żydami albo Sowietami, a dziś straszą dwutlenkiem węgla i epidemiami. To wszystko są zjawiska naturalne, które możemy opanować i pokonać przez rozwój naukowy i gospodarczy, a nie przez jego zatrzymanie. Jeszcze do niedawna było to oczywiste, dziś o tym mówić nie wolno, ale żaden zamordyzm faktów nie zmieni.

        Ostatnio natknąłem się na taką piękną myśl: „Zapał do zbawiania świata prawie zawsze kamufluje żądzę nieograniczonej władzy”. Tak było od starożytności aż do dzisiaj.

      • wszystkie te „setki tysięcy lat” skażenia i itp to jedna wielka bujda wymyślona, żeby straszyć ludzi.
        Nawet w Czarnobylu jest już tak małe skażenie, że można tam normalnie żyć, że o Hiroszimie i Nagasaki nie wspominając nawet, bo te miasta od dawna są odbudowane

        Azbest na dachach jest zupełnie nie szkodliwy, bardzo szkodliwy jest gdy się go łamie/kruszy/szlifuje, a puki leży, to leży i tyle.

        Pokaż mi gdzie ta gleba jest zatruta ołowiem na setek lat? pola od zawsze są przy drogach, i jakoś okoliczne wsie nie wymierają.

        Nawet plastiki co to niby kilkaset lat się będą rozkładać to po paru latach na dworze kruszą się i rozpadają od promieniowania UV.

        podobnie z olejami, po roku, dwóch w miejscu wylewania oleju i tak wyrasta wszystko z powrotem

        a ludzi jest tak dużo? chyba w miastach bo zaraz za miastami to jest pusto, pooglądaj sobie widoki satelitarne chociażby zamiast pitolić takie farmazony, choć jak uważasz, że ludzi jest za dużo, to zawsze możesz „dać dobry przykład” i zacząć redukcję od siebie….

      • „Human history becomes more and more a race between education and catastrophe” H.G.Wells 😉

  6. artykuł super! tylko czemu tych 2cv-ek jest tak strasznie mało i tak straszne ceny mają skoro tyle ich naprodukowali i robili do 1990r ? tak strasznie szybko poszły na złom?
    Maluchów jest jednak dużo dużo więcej, i to nawet nie elegantów a właśnie FLi jest najwięcej najtańszych

  7. W kwestii mehari. Nie pamiętam gdzie ale kiedyś czytałem , że nadwozie było wykonane z barwionego w masie ABS-u a nie laminatu.
    Ktoś wie jak było na prawdę ?

  8. @benny_pl
    Mniej ciśnienia i więcej spokoju. To po pierwsze.

    Po drugie: Europa czy nawet Kieleckie to nie cały świat.

    Po trzecie zbiorczo: Ołów cały czas siedzi zarówno w glebie jak i w każdym z nas. W Tobie również. Jak wygląda dach pokryty eternitem po 30 latach chyba każdy widział. Sypie się od wiatru – nie trzeba go specjalnie ruszać. O plastiku nie pisałem ale jeśli już to nie ma czegoś takiego jak „plastik” – są tworzywa sztuczne o różnej budowie i różnej charakterystyce plastyczności, szkodliwości i biodegradowalności.
    A jeśli chodzi o nawet zwykłe oleje (a ja przytaczałem przykład olejów PCB z którymi raczej nie miałeś do czynienia) to niestety znowu kwestia skali. Gdzie w ziemię pójdzie kilkaset litrów oleju (w pewnych branżach to minimum) tam już nawet chwast nie urośnie.

    Lubię czytać prasę i literaturę naukową z różnych dziedzin oczywiście na poziomie uniwersalnego dyletanta. I jeśli naukowcy piszą, iż nie jest dobrze to ja mam do ich słów większe zaufanie niż do przysłowiowego „specjalisty” z YT czy ogólnie internetu, a zwłaszcza do polityka. Ja za oknem mam łąkę, las i skraj w miarę czystego jeziora. Ale nie napiszę „ale o co chodzi u mnie jest ładnie i pusto” bo bym się ośmieszył.

    • A – i na koniec – bo nie zamierzam i nie lubię się kłócić:

      Francuzi to bardzo specyficzna nacja. Miałem z nimi do czynienia na przełomie XX i XXI wieku i nie wspominam tego dobrze. Mieszanka ignorancji i poczucia wyższości. Zapewne takie kadry przysyłali do nas czyli na dziki wschód ale kolega pracując pod Paryżem odczucia miał podobne.

      • mamy eternit ca całej stodole i na domu rodziców na tym samym podwórku, niejednokrotnie łaziłem po tym dachu, i to, że on wygląda jak by się miał zaraz rozpaść, to się nie rozpada i nie kruszy pod nogami, ciężko go się nawet wydłubać palcem, nie jest tak jak mówisz, to się nie pyli….

        w ołowiu mam czasem całe łapy brudne i żyję 😉 no wiadomo nie jem go ale bez przesady…

        nie wiem jakie to są oleje PCB ale zwykłe oleje czy to silnikowe czy ropa nie są za bardzo szkodliwe, na drugi rok i tak wszystko odrasta, nie nadają się nawet na chwasty 😉

        Naukowcy mówią też to, za co im płacą, nie łudź się… wiadomo, że nie jest to taki bełkot jak polityków, bo ci to nawet nie wiedzą co mówią, ale rzetelne informacje to i tak nie są…

    • Taka drobna impresja co do naukowców. Kilkukrotnie w różnych miejscach spotkałem się z opinią, że w środowisku naukowym też jest swego rodzaju poprawność. Nie wszystkie tematy należy poruszać/badać. Nie na wszystko dostaje się grant 🙂
      Niestety w moim odczuci dziś wszystkie informacje trzeba traktować z przymróżeniem oka i filtrować.

      • To, że granty dostaje się na określone badania to fakt, ale pamiętajmy, że nie wszystkie ośrodki badawcze są zasilane z podatków (a nawet te raczej nie wzgardzą mamoną za „niekoszerne” badania). Wydaje mi się, że artykuł w naukowym periodyku może opublikować każdy o ile trzyma standardy – tzn. opisano eksperymenty i ich wyniki w taki sposób, że każdy może je powtórzyć i potwierdzić lub obalić.

        Natomiast jest to (finansowanie badań) argument często wyciągany przy dyskusjach o efekcie cieplarnianym czy generalnie jednak niekorzystnym wpływie ludzkości na świat. O dziwo spiski producentów paliw i dóbr konsumpcyjnych nie produkują masy artykułów o korzystnym wpływie spalania węgla czy hodowli wołowiny na klimat itd. 😉

        Oczywiście dziennikarze sprzedają na ogół wizję świata kierowaną do określonego odbiorcy, artykułów naukowych prawie nikt nie czyta a polityków interesują jedynie punkty procentowe…

      • Teoretycznie każdy może naukowy artykuł opublikować, w praktyce – jeśli opublikuje coś niepoprawnego, to więcej nikt z nim rozmawiał nie będzie. To nie jest moje zdanie, tylko zasłyszane od studenta pewnej bardzo renomowanej uczelni w Polsce, który słyszał to wielokrotnie od własnych wykładowców, z tym że poza salą wykładową. Szczegółów bliższych nie znam, ale ponoć od lat normą jest pisanie pod tezy – inaczej kariery się nie zrobi. A i badań poważnych nie da się przeprowadzić bez budżetu i wsparcia środowiska.

        A producenci paliw nie produkują artykułów o korzystnym wpływie CO2, bo sami biorą najwięcej dotacji na „transformację energetyczną”. Spora część opinii publicznej ciągle myśli, że tkwimy w XIX wieku, kiedy producent wódki pisał, że wódka to samo zdrowie, a hodowca koni – że jazda pociągiem powoduje wszystkie choroby świata. Dziś jest inaczej – jedna i druga strona to często ten sam podmiot. Firmy paliwowe sprzedają paliwa, a niezależnie od tego inwestują w wiatraki i fotowoltaikę, otrzymując za to nagrody i dotacje (artykuły prasowe na temat CO2 sprawią co najwyżej, że my będziemy płacić wyższą akcyzę, ale producentom to nie zaszkodzi w niczym, więc oni nie muszą zaprzeczać oficjalnej narracji).

        Ale to akurat nie jest złe, że koncerny przygotowują się na przyszłość – w końcu ropa i węgiel kiedyś się skończą i lepiej być na to przygotowanym. Problemem jest wymuszanie siłą przyspieszenia tej transformacji, w sytuacji, kiedy nowa technika nie jest jeszcze w stanie zastąpić starej. Samochody zastąpiły konie dopiero wtedy, kiedy stały się efektywniejsze i tańsze. A samochody elektryczne długo jeszcze nie będą mogły zastąpić spalinowyvh – sam Elon Musk to przyznaje. Kiedy będą mogły – ludzie sami się przesiądą. Ja sam sobie kupię elektryka, jeśli on da mi tę samą funkcjonalność (tzn. zawiezie mnie w dowolnym momencie w dowolne miejsce, bez czekania i kombinowania, w czasie i koszcie auta benzynowego). Na razie elektryk w cenie niezłego mieszkania nie potrafi po całonocnym ładowaniu objechać obwodnicy mojego miasta w dwie strony, więc nazywanie go „samochodem” jest pomyleniem pojęć.

    • „Nauka” tym różni się od religijnych dogmatów, że nakazuje, powtarzam, NAKAZUJE krytyczne i sceptyczne podejście do każdego stwierdzenia i każdej obserwacji, NAKAZUJE też polemikę (rzeczową, oczywiście) z każdym stwierdzeniem.

      Dziś niestety słowo „nauka” jest używane w stosunku do dogmatów właśnie: nie zgadzasz się z politycznie poprawną narracją, to jesteś przeciwko „nauce” i można Ci spokojnie wyłączyć mikrofon. Prawda jest odwrotna: to wyłączanie mikrofonu i ślepe przyjmowanie jakiegokolwiek twierdzenia jest przeciwieństwem nauki. A mieliśmy już w Parlamencie Europejskim próby wprowadzenia karnych paragrafów za kwestionowanie pewnych „naukowych faktów” (na szczęście nie przeszły, bo wystarczy nie dać budżetu na badania i zbanować konta w social media, a efekt jest ten sam bez wywoływania kontrowersji). „Nauka”, w imię której wypowiada się jakakolwiek władza, to nie jest żadna nauka, tylko Święta Inkwizycja. Zwłaszcza jeśli ostatecznym wnioskiem jest konieczność zacieśniania zamordyzmu i mocniejszego łupienia obywateli, jak od setek lat. W imię „nauki”, oczywiście.

  9. Artykul na miare pomnikowych. Bardzo obszerny i wielowątkowy. Dzięki za przeszły i współczesny kontekst kulturalny. Odnośnie tych współczesnych rozpraw filozoficznych to może i lepiej, że nie znam francuckiego, czego oczy nie widzą to organizmowi mniej stresu 😉
    Co mnie zaskoczyło to wielkość produkcji, myślałem, że tego więcej naprodukowano. (Np. takich 206 wyprodukowali ponad 8mln przez 14 lat, ale fakt więcej nadwozi + zbyt ogólnoświatowy). Na terenach zamorskich też sprzedawali 2CV-ki?

  10. To i ja dodam coś od siebie – obecnie pisze się ostatni rozdział historii 2CV, gdzie dawny samochodowy Diogenes i symbol kontrkultury powoli staje się (no może poza Francją) coraz droższą zabawką dla przedstawicieli klasy średniej. To taki trochę paradoks jak z VW Bulikami, który kiedyś był „antyestablishmentowym” tanim wozidłem hipisów, a obecnie kosztuje często więcej niż Porsche z tego samego rocznika.

    A co do wcześniejszych komentarzy o człowieku jako „chorobie” planety, to prawdą jest, że w ciągu każdej dekady przybywa ok. mld nowych ludzi (!) – fakt, że tego nie dostrzegamy, bo przyrost następuje głównie w Azji i Afryce, ale czy mamy moralne prawo wymagać od nich ograniczenia konsumpcji i aspiracji do lepszego życia, w sytuacji jeżeli sami utrzymywać będziemy dotychczasowy styl konsumowania?

    • Co do 2CV – nie słyszałem, żeby był modnym gadżetem, w przeciwieństwie do VW, Fiata 500 albo Mini. Masz może jakieś przykłady? W jakich krajach się to dzieje?

      Co do konsumpcji – patrz moja odpowiedź dla Friedricha. To nie o konsumpcję tu chodzi, a o niedostateczny poziom rozwoju. Kilkaset lat temu arystokrata musiał zaprzęgać do niewolniczej pracy setki ludzi, żeby żyć na swoim poziomie, zajmować setki hektarów ziemi, lasów, spalać tony drewna, itp. Dzisiaj szeregowy robotnik mieszka, je, podróżuje i żyje wygodniej, nie mówiąc o poziomie opieki zdrowotnej, a pracuje sam na siebie. Zużywa oczywiście inne zasoby, w tym nieodnawialne, ale za następnych x pokoleń nikt już nie będzie pamiętał o ropie czy gazie, a ludzie będą żyli jeszcze lepiej – o ile tylko nie cofniemy się na naszej ścieżce rozwoju, tylko pójdziemy nią dalej, w stronę efektywności, wydajności i nowych technologii, a nie w stronę jaskiń.

      • Ad1 Jeżeli na europejskich portalach ogłoszeniowych przy dużej podaży rzędu kilkuset egzemplarzy, za ładny egzemplarz trzeba zapłacić 10-15 tys euro to raczej klientem nie jest osoba kupujaca 2cv jako najtańszy środek do przemieszczania się z pkt a do pkt b.
        AD. 2 Jeżeli wierzyć statystykom z internetu, to w 1950 r na świecie było 25 mln samochodów, a obecnie 1100 mln, co w wielkim uproszczeniu oznaczaloby że aby utrzymać poziom wywoływanych zanieczyszczeń na podobnym poziomie współczesny samochód musiałby być 44 razy bardziej efektywny energetycznie, boję się że przyrost wyprzedza możliwości nauki…

      • W XIX wieku mówili, że jeśli dziś mamy pół metra końskiego łajna na ulicach Londynu, a liczba koni podwaja się co 50 lat, to za 100 lat będziemy mieli dwa metry i ludzie mieszkający na parterze zostaną zalani gnojówką. Tymczasem przed upływem 50 lat konie znikły całkowicie. Ujemnego przyrostu naturalnego tak samo sobie wtedy nie wyobrażano (vide czarnowidztwo Malthusa, piękny przykład na to, co mówię).

        W 1950r. w samych USA było 40 mln samochodów, a nie 25 mln na świecie. Ale abstrahując od tego, żaden trend nie trwa w nieskończoność, a problemy rozwiązuje się skokami technologicznymi. Jak chodzi o toksyczność spalin, to dziś jest ona znacznie mniejsza niż 1/44 poziomu z 1950r., a za kolejne 50 lat najprawdopodobniej nie będzie żadnych spalin. Energia? Na ten temat wiemy tyle, co XIX-wieczny londyńczyk o dieslach z common-rail. Chińczycy już są całkiem niedaleko komercyjnej fuzji termojądrowej, chcą na Księżyc latać po hel-3, inni mówią o ogniwach słonecznych na orbicie. Fiala pisał, że gdyby jakiś procent Sahary pokryć fotowoltaiką (a pisał ponad 20 lat temu, kiedy ta technologia była w powijakach), to nie musielibyśmy w ogóle martwić się o energię. Rozwój przynosi przełomy, o jakich nie śniło się pisarzom science-fiction, tylko nie wolno go zatrzymywać. A dziś niestety się zatrzymuje, żeby móc straszyć i rządzić.

      • Przepraszam zapomniałem: Ad1) egzemplarze za 15k€ nie są tanimi jeździdłami, ale na wsiach we Francji dalej jeżdżą egzemplarze zupełnie inne. Ruch oldtimerowy to ruch pasjonatów, niekoniecznie szpanerów. Najlepsze Mercedesy W124 masz do kupienia nawet za 30k€, a jednocześnie w małych miasteczkach polskich one dalej jeżdżą na taksówkach, kupowane po 3000 zł. To nie są te same egzemplarze, ale jak najbardziej ten sam model.

      • W sumie nie wiemy dokładnie jaki wpływ na globalne zanieczyszczenie ma motoryzacja indywidualna. Ponoć do smogu doklada sie kilka procent, a większość z tych kilku procent to wznoszenie zanieczyszczeń znajdujących się na jezdni. Faktem jest, że jednak wiecej samochodów równa się więcej odpadów powstajacych podczas ich eksploatacji.
        Jeśli jednak CO2 jest takim gigantycznym problemem to skupilbym się na czymś innym. Np. w krajach rozwijających się przygotowanie posiłku wiąże sie bardzo czesto na nieumiejętnym paleniu ogniska lub paleniu w prymitywnych piecach. Także nie pojmuję co mnie tu męczą w ojropie z jakimiś zakazami dotyczącymi samochodów spalinowych. Ma naszym kontynencie przyjrzyjmy się bliżej cementowniom, które chyba są największymi emitentami CO2 do atmosfery. A z ciekawostek paliwo powstaje do nich z opon. Taki akcent motoryzacyjny na koniec

  11. Myślę, że powinien pojawić wpis poświęcony wyłącznie zmianom społecznym i poglądom autora na nie. Plus duża dyskusja w komentarzach. Obecnie pod każdym wpisem, w komentarzach zaczynają coraz mocniej być widoczne komentarze z poglądami, zamiast związanymi z meritum. To psuje automobilownię bo ja (i pewnie nie tylko ja) z komentarzy dowiadywałem się również wielu ciekawych rzeczy, równie wartościowych co sam wpis.

    Co do obserwacji na temat postępu – że on wyprzedza/rozwiązuje problemy. To jest obserwacja. Zgadzam się z nią. Nie można jednak jej traktować jako niezmienne prawo. Warto pozostać czujnym wobec zmian, które zachodzą.

    A co do samej ziemi – jej jest wszystko jedno czy ten lub inny gatunek (ludzie) przetrwa. Nie zapominajmy, że gdyby porównać okres trwania świata z okresem trwania ludzkości to jeśli cały świat trwałby dobę to my jako ludzkość pojawilibyśmy się dopiero w ostatniej sekundzie tej doby. A zachowujemy się czasem jakby było dokładnie odwrotnie.

    • Zapraszam również do dyskusji na temat wpisu, jedno nie wyklucza drugiego 🙂

      Co do naszego zachowania – każdy gatunek się tak zachowuje, tylko my jako jedyni:
      1) dzięki wyjątkowemu mózgowi opanowaliśmy prawie całą planetę i zwiększyli wpływ na nią,
      2) zdaliśmy sobie z tego sprawę i staramy się coś z tym zrobić.

      Szarańcza nie myśli o tym, że jak przesadzi, to zeżre wszystko i nie będzie miała co jeść. My już dawno zaczęliśmy tak myśleć i robimy wiele w tym kierunku, żeby jednak planetę zachować. Tyle że nie wszyscy, bo nie wszyscy doszliśmy do etapu, na którym to widzimy i stać nas na inwestycje w przyszłość. Dlatego właśnie rozwój trzeba kontynuować, żeby i reszta, poza najbogatszymi krajami, też mogła do tego dojść.

      To jak, co powiesz o 2CV ? 🙂

      • Czytałem z zaciekawieniem. Natomiast nie jestem w stanie uciec od moich subiektywnych ocen – to auto było dla mnie zawsze najpaskudniejszym z aut. Nic na to nie poradzę. Cieszę się, że nie pojawił się on w Polsce zamiast uroczego maluszka.

        Natomiast gdybym żył w tamtych czasach prawdopodobnie jeździłbym takim właśnie Citroenem. Dzisiaj zupełnie pragmatycznie wybieram auta i ważniejszy jest dla mnie wygląd wnętrza auta niż jego bryła – z zewnątrz może nawet razić – to już problem tych kierowców, którzy będą mnie mijać 🙂

        Ps. Bardzo cenię w Twoich wpisach to, że historie aut nie są oderwane od historii ich projektantów/twórców. Ta wiedza zmienia postrzeganie tych aut. Nawet tak odpychających jak ten Citroen 🙂

      • Fajnie – wreszcie znalazł się krytyczny głos. Pan Boulanger pewnie by się ucieszył, że uważasz auto za brzydkie, bo sam powściągał artystyczne zapędy Bertoniego, żeby „nie upiększył autka zbytnio” 🙂

      • a ja kochając kanciastość tak bardzo, że z Citroenów to najbardziej podoba mi się Xantia, to i tak Kaczka mi się podoba, jest śmieszna, ale nie brzydka, też taka właśnie sympatyczna, oczywiście Maluch jest o wiele ładniejszy, ale to nic dziwnego bo jest włoski, natomiast taka syrena… raczej każdy zamienił by ją na 2cv 🙂

    • O wersjach pochodnych 2CV być może coś kiedyś napiszę, tak jak pisałem o pochodnych Fiata 500, a Fabrykant – o nietypowych wersjach Fiata 600.

      • nawet nie chodziło mi o wersje pochodne a bardziej o lokalną produkcję, przez co tam jest tego trochę i myślę, że w normalnych cenach, tylko jak tam coś kupić? bo przywieść na lawecie to żaden problem, zarejestrować najlepiej na zabytek było by najprościej i najtaniej bez tych wszystkich chorych akcyz, podatków i kombinacji, po prostu kwity się „zgubią” i tyle 😉

  12. Świetny artykuł o jednym z moich ulubionych samochodów w całej historii motoryzacji. Czy chciałbym takim jeździć na co dzień? No niekoniecznie. Czy chciałbym takiego by móc cisnąć na spoty, zloty, rajdy turystyczno-nawigacyjne a czasem także na położoną niespełna 60 km od Warszawy działkę? Po stokroć TAK! Ale raczej z tych późniejszych – przynajmniej z pasami i 12-woltową instalacją 😉

    Chapeau bas!

  13. Spóźniłem się trochę na dyskusję powyżej 😀
    Poleciłbym książkę M. Davisa „Planet of Slums”; tak a propos rozwoju naszej cywilizacji, który owszem, postępuje, ale dotyczy elit tego świata. W roku 2006 na niespełna 7,5 mld ludzi na świecie, przeszło 1 mld żył (raczej wegetował) w slumsach. Ta liczba znacząco rośnie, dysproporcje się pogłębiają z roku na rok.
    Zapytałbym też, czy wspomniana Francuzka od dwóch butów przypadkiem miała na imię Charlotte? Bo możliwe, że ją znałem.
    Uważam, że dyskusje tutaj są w porządku, przede wszystkim poziom jest zupełnie inny niż w większości internetu. Jasne że można założyć osobny wątek / kanał, ale wątpię żeby miało to sens w oderwaniu od rzeczywistości motoryzacyjnej (bo taka sugestia padła wyżej).
    A o samym 2CV uważam, że to był samochód jakie lubię: pragmatyczny, zwyczajny. Bo samochód to przede wszystkim przedmiot, rzecz użytkowa. Można zrobić z niego dzieło sztuki, tak jak i z pralki, ale masowa produkcja wielkich limuzyn, supersamochodów itp. istnieje głównie dlatego, że jesteśmy chciwi, pyszni i musimy mieć więcej. Ciągle więcej. Z jednej strony to oznacza postęp, z drugiej strony za to się płaci i to coraz bardziej słono. My w naszej bańce bogatej Europy (bo nawet Polska jest superbogatym krajem w porównaniu do przeszło połowy świata) mniej, pozostała większość znacznie więcej.

    • Mysle, ze te nasze naturalne delikatne sklonnosci do chciwosci sa umiejetnie podsycane przez konstrukcje (a moze konstruktorów i „utrzymanie ruchu”) systemu finansowego w jakim zyjemy. Polityka ciaglego wzrostu, zielonych wskaznikow, zeby ten system sie nie zapadl do siebie wymaga wzmozonej konsumpcji. Nowe auto co 3 lata, nowa kolekcja cichow co kwartal itp. Sami z siebie ludzie moze az tacy chciwi by nie byli.

      • „Konstrukcja systemu finansowego” o której mówisz, to nie jest nic innego, jak niewyobrażalne tempo zadłużania się państwa. Tylko po to potrzebny jest „ciągły wzrost” (poza chwaleniem się w kampaniach wyborczych). Jeśli co roku rząd wydaje 20% więcej niż zabiera ludziom, a różnicę pożycza, to w każdym kolejnym roku musi ludziom zabierać coraz więcej, żeby spłacić coraz większe raty z odsetkami. Gdyby nie to, nie byłoby żadnego problemu z zerowym wzrostem. Zresztą problemu nigdy nie było, właśnie dopóki rządy nie zaczęły zapożyczać się bez opamiętania.

        (tak samo mają zresztą ludzie zapożyczający się bez opamiętania, tyle że na własne zachowanie mamy wpływ, a na rząd nie)

    • W ciągu ostatniego półwiecza odsetek ludzkości niedożywionej spadł wielokrotnie (nie pamiętam z głowy procentów, ale to było coś rzędu z 40% do 10). W większości krajów Afryki większym problemem jest dziś otyłość niż głód – jeszcze w latach 90-tych sprawa nie do pomyślenia. Najszybciej rosnącą klasę średnią mają dzisiaj Indie i Chiny – kraje, które parędziesiąt lat temu w większości głodowały.

      Tak, ludzie dalej żyją w slumsach, ale dzisiejsze slumsy to coś zupełnie innego niż kilka pokoleń temu, na dużej części z nich są anteny satelitarne, a mieszkańcy mają smartfony. Nie, nie zamieniłbym się z nimi, ale w stosunku do tego, co było w poprzednim stuleciu, to jest niebo a ziemia. Właśnie dzięki rozwojowi, a nie jego blokowaniu. Tylko dalszy rozwój może zahamować bombę demograficzną, upowszechnić opiekę zdrowotną i poprawić standard życia.

      P.S. Pozdrów ode mnie Charlotte – sam uczyłem ją analizy kredytowej 🙂 Ale dwa różne buty miał kto inny, Francuzka z Francji, z wysyłek w Saillat (ja przed kredytem byłem w logistyce).

      • Otyłość – 2,5 mld
        Głód – 0,85 mld
        W skali świata.
        Tak się porobiło, pierwszy raz w dziejach…

  14. Kolejny świetny artykuł. Te dwie części doskonale opisują historię 2CV oraz kontekst jego powstania.
    No i wątek dzisiejszej antycywilizacji opisany bardzo trafnie (zwłaszcza w komentarzach).
    Niestety, antycywilizacja najwięcej zabierze zwykłym ludziom w krajach bogatszych. Tym w biedniejszych nie pomoże, a jak słusznie zauważył Autor to rozwój poprawił byt milionów czy wręcz miliardów najbiedniejszych ludzi, a nie to chcą narzucić członkowie ruchów antycywilizacyjnych.