PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: 505 R

 

Nie ma takiego miasta – LONDYN„: tak w „Misiu” mówiła pani na poczcie i wszyscy z tego się śmiali. „Nie ma takiego Nissana – 505 R”: tak mówią dziś samochodziarze, patrząc na emblematy auta Patryka. Ale z tego śmieje się tylko on sam…

To oczywiście prawda, że najmocniejsza wersja Skyline’a R33, jaką wypuścił producent (a dokładnie – jego dział nazwany Nismo), nazywała się 400 R, od osiąganej mocy 400 KM. Ponieważ jednak ona powstała w zaledwie 44 egzemplarzach, których ceny liczy się dzisiaj w milionach dolarów, Patryk postanowił samodzielnie zbudować Skyline’a swoich marzeń. A że marzeniach nic nas nie ogranicza, na hamowni auto wypluło moc 505 KM. Mierzoną na kołach – na wale korbowym powinno być dobre kilkadziesiąt więcej. Dorobienie do takiego projektu autorskiego znaczka 505 R było fraszką…

To prawda, że na Automobilowni prawie nie zajmuję się tuningiem. Po pierwsze, chcę przeżywać historię w jej autentycznej postaci, po drugie, nie jestem kierowcą wyścigowym, więc rzadko potrafię docenić wysiłki tuningowców, a po trzecie uważam, że jeśli komuś mało, zawsze może kupić mocniejszy model, zamiast miesiącami bawić się w konstruktora i fabrykę równocześnie, bez gwarancji udanego rezultatu.

Mimo wszystko istnieją samochody, które w specyfikacjach seryjnych wyglądają cokolwiek nienaturalnie. Opel Manta na przykład. Większość amerykańskich muscle-cars z okolic roku 1970. Albo klasyki japońskiego driftu – Toyota Hachi-Roku, tudzież właśnie Nissan Skyline. W tych przypadkach tuning jest nieodłączną częścią legendy, dla nich więc mogę nagiąć własne zasady i przyjrzeć się egzemplarzowi zmodyfikowanemu.

***

Legenda Nissana Skyline to paradoks, który przeczy pierwotnemu zamysłowi. Wizerunek, jaki znamy z filmów o „Szybkich i Wściekłych„, nie był przez producenta zamierzony. Co więcej, ów producent też zdążył się w międzyczasie zmienić…

Znacie japońską markę Prince? Znają pewnie nie wszyscy, a to ona wypuściła pierwszego Skyline’a. Auto ukazało się w 1957r. i wyglądało jak poniżej. W ówczesnej Japonii należało do klasy luksusowej, bo mierzyło 4.280 x 1.675 mm, lśniło chromowanymi ozdobami, miało pierwszą w kraju tylną oś typu de Dion i ogromny, aż półtoralitrowy silnik o mocy 60 KM, zapewniający prędkości do 125 km/h. 

Foto: materiał producenta

Dzieje firmy Prince to temat na osobny wpis, który zresztą mam już przygotowany. Nie będę zdradzał zbyt wiele, napiszę jednak, że w 1962r. gama Skyline’a poszerzyła się o eleganckie coupé zaprojektowane przez samego Giovanniego Michelottiego – o pojemności 1,9 litra, mocy 92 KM i maksymalnej prędkości 150 km/h, ze skórzaną tapicerką i zestawem sześciu okrągłych zegarów jako żywo przypominającymi włoskie GT. Tak zaczynała się wizerunkowa przemiana, choć wtedy horrendalna cena ograniczyła zbyt do zaledwie 60 sztuk.

Foto: TTNIS

W latach 60-tych marka Prince cieszyła się najwyższym prestiżem w całej Japonii – dlatego to u niej swą nową limuzynę zamówił sam cesarz Hirohito (LINK). Jednakże prestiż nie gwarantuje sukcesu komercyjnego: firma szybko popadła w finansowe kłopoty i w maju 1965r. przeszła na własność Nissana. Do przejętych aktywów należały ambitne konstrukcje samochodów oraz poważane nazwy modeli, w tym przede wszystkim Gloria i Skyline. Z obu skwapliwie skorzystał nowy właściciel, który przejściowo łączył je z dotychczasową marką (Nissan Prince Gloria / Nissan Prince Skyline), ale szybko dał sobie z tym spokój.

Nazwa Skyline GT-R pojawiła się w 1969r.: model powstał jako sedan (nadwozie dwudrzwiowe dołączyło rok później), ale jego dwulitrowa sześciocylindrówka DOHC wywodziła się wprost z wyścigowej konstrukcji Prince R380 i zrodziła legendę, którą samochodziarze wielbią do dziś.

Foto: materiał producenta

Po kryzysie naftowym GT-R znikł, natomiast w 1977r. nadjechała bardzo doniosła wersja Skyline 2000 GT-EX, z pierwszym w Japonii silnikiem turbodoładowanym (R4, dwa litry, 145 KM). W 1986r. turbosprężarki dostały też nowe, dwulitrowe motory R6, które w wykonaniu seryjnym osiągały 210 KM. Z kolei w 1989r. na rynek weszła generacja znana jako R32: w niej powrócił kod GT-R jako oznaczenie najmocniejszych wersji, które w kolejnych trzech wcieleniach, produkowanych do 2002r., zyskały prawdziwie kultowy status.

Oficjalnie seryjne moce nie przekraczały 280 KM, bo takie „dżentelmeńskie porozumienie” zawarli japońscy producenci, jednak w praktyce wyniki były wyższe, a wielu nabywców GT-Rów traktowało je co najwyżej jako orientacyjny punkt wyjścia do tuningu. Najbardziej radykalni potrafili wykrzesać moce zahaczające o przedział czterocyfrowy!!

Foto: 天然ガス, Licencja CC

Skyline R32 GT-R przejechał Północną Pętlę Nürburgringu w 8m:20s – aż 25 sekund szybciej od poprzedniego rekordu dla aut seryjnych (należącego do Porsche 944 Turbo). W latach 1989-93 wygrał WSZYSTKIE japońskie wyścigi pojazdów turystycznych, a także 24-godzinne imprezy na Nürburgringu i Spa-Francorchamps. Dzięki temu zyskał przydomek „Godzilla”.

***

Zaprezentowany w 1993r. Skyline R33 był odrobinę większy i cięższy, przez co wypadł z japońskiej klasy podatkowej „aut kompaktowych” (szerokość wzrosła bowiem do 1,72 metra, natomiast długość wynosiła 4,72 metra dla wersji czterodrzwiowej i 4,64 dla dwudrzwiowej). To była duża, wygodna limuzyna lub coupé, z bogatym wyposażeniem i świetnym komfortem – oraz ogromnym potencjałem sportowym.

Wszystkie Skyline’y R33 miały teraz sześciocylindrowe silniki serii RB. Parametry bazowych odmian GTS E – dwa litry, 130 KM, pięciobiegowa skrzynia ręczna lub czterobiegowa automatyczna – bynajmniej nie powalały, ale to był dopiero początek.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Nieco droższa 2,5-litrówka osiągała 180 KM, jej wersja turbodoładowana – 245 KM, w ofercie znajdował się też napęd 4×4, aktywny dyferencjał o zwiększonym tarciu, a w większości wariantów – kierowana oś tylna (zwana w Nissanach HICAS, od High Capacity Actively Controlled Steering). Najważniejszy dla nas jest jednak topowy Skyline GT-R.

Z kronikarskiego obowiązku wspomnę o wyjątkowo czterodrzwiowej serii GT-R przygotowanej wspólnie z firmą Autech na 40 rocznicę modelu Skyline. Powstało 447 sztuk.

Foto: materiał producenta

GT-R oznacza jednak przede wszystkim coupé. Generacja R33 miała szczegółowo dopracowaną aerodynamikę i masę obniżoną do 1.530 kg (przez użycie lepszej gatunkowo stali, superlekkich tworzy sztucznych, aluminiowych elementów zawieszenia, nawiercenie konstrukcji drzwi, itp.). Jako napęd służył silnik RB26DETT – 2,6-litrowy, z dwoma wałkami i dwiema ceramicznymi turbinami. Oficjalnie rozwijał 280 KM i 375 Nm, choć praktycy mówili, że Nissan zaniżył dane i właściwiej byłoby zakładać około 320 KM. Napęd czterech kół i kierowana tylna oś były w GT-R standardem, podobnie jak powiększone hamulce Brembo.

W stosunku do poprzednika R33 stał się smuklejszy i bardziej opływowy, choć wizualnie i on przypomina raczej grand tourera niż nieokiełznany żywioł. W wykonaniu seryjnym producent ograniczył maksymalną prędkość do 180 km/h (też w ramach dżentelmeńskiego porozumienia), czas przyspieszenia do 100 km/h podawał na 5,3 sekundy, a przejazdu ćwierci mili – na 14 sekund.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Istniało ponadto kilka wersji torowych (V-SpecV-Spec N1, LM Limited) i wspomniana już, 400-konna Nismo 400 R (która jako pierwszy produkcyjny samochód w dziejach przejechała Północną Pętlę w czasie poniżej ośmiu minut). Jednakże duża część spośród wyprodukowanych 16.668 Skyline’ów R33 GT-R stała się dziełami swych właścicieli i tunerów w stopniu nie mniejszym niż samej fabryki.

***

Egzemplarz Patryka pochodzi z roku 1996 i został w całości skonfigurowany według jego pomysłu. Zacznę tym razem od końca, czyli od pokazania wyników modyfikacji.

 

 

Jak uzyskać takie rezultaty?

GT-Ra z 1996r. Patryk kupił podczas swego pobytu w Anglii, w roku 2016 (to egzemplarz importowany z Japonii: wprawdzie w Wielkiej Brytanii model był krótkotrwale dostępny w 1997r., ale sprzedaż nie przekroczyła stu sztuk). Dwudziestoletnie wtedy auto kosztowało 6 tys. funtów i zachowywało specyfikację seryjną. Przekształcenie go w samochód swoich marzeń zajęło Patrykowi trzy lata, w tym rok intensywnej pracy mechanicznej i kolejne dwa poprawiania szczegółów.

Dziś Nissan ma metalową uszczelkę pod głowicą Coswortha, śruby głowicy zmienione na szpilki firmy ARP, kolektor ssący GReddy i listwę wtryskową zasilana od góry, z wtryskami o wydajności 650 cm³/min. Kolektor wydechowy 6boost to produkt australijski (do Australii trafiała duża część Skyline’ów, ksywka „Godzilla” dla R32 została ukuta właśnie tam), wyposażony w 50-milimetrowy zawór obejściowy (wastegate) Turbosmart, który nadmiarowe ciśnienie puszcza do atmosfery, nie do wydechu. Sama turbina to Garrett G30-660 (gdzie 660 oznacza górną granicę możliwej do uzyskania mocy w KM), połączona z intercoolerem kultowej japońskiej firmy HKS i tej samej marki zaworem blow off (wypuszczającym z dolotu nadmiar ciśnienia przy przymkniętej przepustnicy). Cewki zapłonowe zostały zaadaptowane z Audi, czujniki położenia wału korbowego i wałków rozrządu to polskie MZR, sterownik silnika – Link ECU G4. Układ wydechowy pochodzi z oferty HKS i nazywa się Silent Hi-Power. Ostatnia modyfikacja napędu to sprzęgło z dwiema pięciołopatkowymi tarczami spiekowymi i odelżonym kołem zamachowym – od samego Nismo.

Tak to wygląda, w połowie swej okazałości. Skyline jest nietypowy w segmencie aut szalonych, bo w pierwotnym zamyśle był sporym i spokojnie prezentującym się grand tourerem, którego potencjał trzeba dopiero wydobyć. U Patryka potencjał zdradzają tylko karbonowa maska, szerokie felgi i widoczny pod zderzakiem intercooler – które wprawdzie mocno rzucają się w oczy, ale są mało inwazyjnymi dodatkami.

Foto: praca własna

Najagresywniej auto wygląda z przodu – właśnie za sprawą wspomnianych modyfikacji, bo projekt fabryczny jest całkiem niepozorny

Foto: praca własna

Mnie podobają się modyfikacje, który niekoniecznie przyciągają wzrok gawiedzi, są za to zauważane przez zorientowanych w temacie. Takie jak np. ten intercoler.

Foto: praca własna

Maskę z prawdziwego karbonu widać z daleka, ale nie każdy wie, o co chodzi

Foto: praca własna

W stosunku do poprzednika R33 zyskał płynniejsze linie. Producent wiele zainwestował w badania w tunelu aerodynamicznym, które pozwoliły obniżyć opór powietrza, poprawić stabilność i zmniejszyć siłę nośną.

Foto: praca własna

Felgi marki Volk Rays mają 18 cali średnicy i aż 11 szerokości. Wymiar opon to 235/40 z przodu i 265/35 z tyłu (tę różnicę internetowi znawcy łączą często z autami niemieckimi, ale w istocie chodzi o duże moce przenoszone na tylną oś – szersza opona jest w tym przypadku konieczna). Napis HKS POWER & SPORTS to ładny przykład japońskiej angielszczyzny 🙂

Foto: praca własna

Z tyłu Nissan wygląda muskularnie, choć bez wielkiego skrzydła trudno byłoby właściwie rozpoznać klasę mocy

Foto: praca własna

Skrzydło można odkręcić, to jednak element fabryczny – bez niego klapa leżałaby poniżej błotników i wyglądała nieładnie. Antenę można schować do połowy (do wysokości dachu, co chroni ją w niskich garażach). Ponadto uwagę zwraca wycieraczka tylnej szyby – gadżet typowo japoński.

Foto: praca własna

Kolejny smaczek JDM to podświetlany na niebiesko napis SKYLINE (wymowa japońska: SUKARAIN). Z tyłu rasowo wygląda dociskacz i zderzak okopcony spalinami, oryginalne są też lampy z migaczami i światłami wstecznymi poniżej podwójnych pozycyjnych / STOP.

Foto: praca własna

SILENT HI POWER – taką nazwę mogli wymyślić chyba tylko w Japonii, fakt jednak, że jeśli kierowca jedzie spokojnie, otoczenie może równie spokojnie spać

Foto: praca własna

A teraz dygresja kulturowo-technologiczna. Jak wiadomo, AI jest nie do pobicia w kwestii tłumaczeń. Tymczasem napis z podkładki próbowałem tłumaczyć kilka razy i dostałem następujące wersje: 1) „powierzchnia z kolcami”, 2) „rajdowe opony zimowe z kolcami”, 3) „opona przebita gwoździem”, 4) „na autostradzie leżą gwoździe”, 5) „żartobliwe ostrzeżenie przed kolczatką postawioną przez policję”. Którą wersję wylosować? Żeby było śmieszniej, Patryk orientował się w temacie i mówi, że chodzi o jakiś japoński klub tuningowy. A teraz powtarzajmy chórkiem, że AI zaraz nas wszystkich zastąpi, a filologom zostanie smażenie burgerów w fast-foodach.

Foto: praca własna

***

Do 505-konnego Skyline’a wsiadałem z ogromnym respektem, bo nie jestem kierowcą wyścigowym, a w tym aucie nie ma żadnej kontroli trakcji ani nawet ABSu. Oczywiście nie zamierzałem wykorzystywać pełnej mocy, jednak z takimi potworami lepiej uważać w każdych okolicznościach.

To tylko autorski żart Patryka, ale trzeba się z nim zgodzić

Foto: praca własna

Nie jestem znawcą ani fanem tuningu, jednak taka robota robi wrażenie. Potężna rura ssąca, turbina, kolektory, przezroczysta pokrywa napędu rozrządu i jaskrawe barwy elementów przypominają schematy poglądowe z podręczników.

Foto: praca własna

Zależnie od ustawień maksymalne ciśnienie doładowania może wynosić 1 lub 1,2 bara

Foto: praca własna

Zawór wastegate

Foto: praca własna

Ciśnienie paliwa też można ustawiać – to uniwersalny element, do zastosowania i dostrojenia w dowolnym modelu samochodu

Foto: praca własna

Pojemności bagażnika nie udało mi się znaleźć (ją rzadko podaje się dla modeli JDM), ale na dwuosobowy urlop w zupełności wystarczy, jeśli ktoś zechce używać Skyline’a zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem 

Foto: praca własna

Drzwi nie mają ramek, natomiast ich jakość jest niesamowita, jeśli pamiętamy, że auto kończy właśnie 30 lat

Foto: praca własna

Jako porządny grand tourer Skyline tylną kanapę ma nie tylko na pokaz 

Foto: praca własna

Zarówno nogom jak i głowie sporo brakuje do najbliższych przeszkód – i chociaż z moimi 173 cm wzrostu mogę nie być miarodajny, to w innych coupé miewam dużo poważniejsze problemy

Foto: Patryk

Oryginalny fotel – podobnie jak cały kokpit i cała sylwetka nadwozia – prezentuje się zupełnie niewinnie… 

Foto: praca własna

…natomiast dla siebie Patryk zamontował profesjonalny fotel Bride. Nieruchomy, przykręcony na stałe pod rozmiar jego ciała (na szczęście dość podobny do mojego). Na boczku widać ślady używania, bo auto naprawdę jeździ. O komfort nie ma obaw: fotel jest twardy, ale świetnie przylega do pleców, dlatego da się przyjechać na raz nawet z Anglii.

Foto: praca własna

Kokpit typowy dla aut japońskich. Z tej perspektywy nie widać jeszcze podpowiedzi co do charakteru auta – by je dostrzec, trzeba przyjrzeć się bliżej.

Foto: praca własna

Kierowca jest tutaj zdecydowanie najważniejszy: ma specjalny fotel, a instrumenty zwrócone są w jego kierunku

Foto: praca własna

Takie stanowisko dowodzenia potrafi pobudzić emocje. A jeszcze bardziej onieśmielić… 

Foto: praca własna

Japońskie szybkościomierze tradycyjnie kończą się na 180 km/h, na szczęście dżentelmeńskie porozumienie nie dotyczy obrotomierzy. Kontrolka HICAS świeci się stale – nie dlatego, że układ się zepsuł, tylko że Patryk spiął tylne koła na sztywno, bo kierowane w pewnych sytuacjach przeszkadzają. 

Foto: praca własna

Wskaźniki wystające z kokpitu podają ciśnienie w dolocie (rzecz normalna w starszych silnikach turbodoładowanych) oraz współczynnik lambda, oznaczający stosunek mas powietrza i paliwa (takiego bajeru jeszcze nie widziałem, choć on niewiele wnosi, bo kontroluje go w 100% komputer).

Foto: praca własna

Poniżej, na konsoli, widzimy jeszcze więcej informacji – to aplikacja Real Dash z podpiętymi czujnikami. Niestety, w czasie jazdy nie ma czasu, by to wszystko studiować.

Foto: praca własna

Ręczny hamulec działa odwrotnie: zapadka blokuje się po wyciągnięciu czerwonego uchwytu, a bez tego opada luźno, by łatwiej driftować. Przycisk z białym wiatraczkiem zmienia maksymalne ciśnienie doładowania (1/1,2 bara), ten z trupią czaszką – aktywuje system podtrzymania turbo

Foto: praca własna

***

To nie była moja pierwsza jazda z kierownicą po prawej, ale pierwsza taka z ręczną skrzynią biegów. Dziwne uczucie: jedynka-dwójka od siebie, dalej do siebie, w dodatku działać trzeba lewą ręką, kompletnie nieprzystosowaną motorycznie. Patyk migaczy siedzi z prawej strony kierownicy – kilka razy zamiast mignąć prawie włączyłem wycieraczki…

Pierwszym wrażeniem w Skylin’ie jest jednak coś innego, a mianowicie pełny komfort. Siadając do tak dzikiej bestii spodziewałem się, że poobijam sobie wszystkie organy wewnętrzne (i zewnętrzne też), na szczęście nic z tych rzeczy. Auto jest przestronne, robi wrażenie klasy wyższej. Fotel pasażera, na którym tradycyjnie zaczynam przejażdżki – bardzo komfortowy. Ten dla kierowcy ma oczywiście inny charakter: on musi przede wszystkim utrzymywać ciało na miejscu i przekazywać człowiekowi bodźce, ale jak najbardziej może być przy tym wygodny. Dlatego wierzę, że podróż Patryka na kołach z Anglii nie była bynajmniej męką.

Będąc wiezionym czułem się jak w sportowym, ale zupełnie cywilizowanym aucie. Fabryczne podwozie GT-Ra bezproblemowo „obsługuje” moce do nawet 800 KM, jednak Patryk założył coś lepszego – gwintowane zawieszenie Tein Flex R z regulowanymi wahaczami w tulejach poliuretanowych. Prowadzenie jest iście gokartowe (co w tak dużym aucie daje niecodziennie odczucia), jednak nie wiąże się z poświęceniami ze strony jadących i ich kręgosłupów. Jak widać na zdjęciach, Skyline służy nawet jako pojazd rodzinny. Jedyne, na co trzeba uważać, to niski prześwit, a raczej bardzo nieduży kąt natarcia: na progach zwalniających musimy bardzo uważać, a z wjazdu na niektóre posesje czasem wręcz zrezygnować. Jednak na umiarkowanie dziurawej drodze jedzie się całkiem znośnie.

Najbardziej szokującym elementem układanki jest oczywiście silnik. Jest to rzędowa szóstka, więc brzmi gładko, ale też głęboko, a jej odgłosowi towarzyszy głośny gwizd turbiny. Przy delikatnej jeździe też: wtedy przypomina to potężną ciężarówkę, natomiast po głębszym wciśnięciu gazu…

By w tym aucie głębiej wcisnąć gaz i nie zrobić naokoło bałaganu, trzeba co nieco umieć. Właśnie takie monstra dobitnie pokazują, że podstawowe umiejętności wyścigowego kierowcy nazywają się „skręcanie”, „hamowanie” i „PRZYSPIESZANIE”. W cywilnych samochodach, jakimi jeździmy na co dzień, finezji wymaga co najwyżej ta pierwsza, dwie pozostałe sprowadzają się do naciśnięcia odpowiedniego pedału, prawda…? W bolidzie ponad 500-konnym jest wręcz odwrotnie. Pokonanie zakrętu nie budzi żadnego strachu (reakcje auta są ogromnie wyostrzone, ale to tylko ułatwia, nie utrudnia sprawę), natomiast co do pedałów… O nich nie można tak powiedzieć – o żadnym z trzech.

Mówimy o klasycznej skrzyni manualnej (pięciobiegowej), ale… w Skyline’ie przypomniałem sobie czasy, kiedy uczyłem się jeździć autem, w wieku dalekim od wymaganego na egzaminie, i nie umiałem jeszcze ruszać. Dwutarczowe sprzęgło spiekowe załącza się zero-jedynkowo – o czym Patryk lojalnie mnie ostrzegł, ale to nie zapobiegło skakaniu żabką. Ruszenie płynne jest jak najbardziej możliwe – właściciel nie ma z nim żadnych problemów – jednak wymaga chirurgicznego wręcz czucia w obu stopach. Gdy już jedziemy, kolejne biegi włączać łatwiej (o ile opanujemy odpowiednie ruchy lewym ramieniem), a jeśli jeszcze przy redukcji wyrównamy obroty, to będzie całkiem gładko. Jednak ruszanie trzeba solidnie potrenować – zwłaszcza na pochyłości, choćby niewielkiej.

Jeśli chodzi o moc – ona nie tyle wgniata w fotel, co wręcz zakrzywia czasoprzestrzeń, niczym napęd warp. W tym aucie do driftowania nie trzeba zakrętów: ono przyspieszając na suchym betonie zachowuje się jak na gołoledzi – poza tym, że szybkości nabiera w piekielnym tempie. Jego opanowanie jest więc wyzwaniem. Sam nie odważyłem się przekroczyć około 4.000 obrotów (chyba, bo na wskaźniki nie było kiedy zerkać), ponieważ wcześniej nabrałem respektu w czasie pokazu dokręcania silnika do odcinki. Wtedy przeciążenia naprawdę przemieszczają i deformują organy pasażerów, utrzymanie auta na drodze wiąże się z nieustannym kontrowaniem kierownicą, a eksplozje paliwa dotryskiwanego do układu wydechowego ogłuszają jak na OSie WRC.

W tym aucie pedał gazu jest jak broń palna: wymaga podobnej zręczności i odpowiedzialności, z podobnymi konsekwencjami ich niedostatku. Za to właściwa osoba, z właściwymi kwalifikacjami i właściwym podejściem, może dokonywać cudów zapierających dech w piersiach.

***

Nissan to jedna z najnudniejszych samochodowych marek świata, ale i ona ma w swym dorobku wielkie dzieła. Skyline wywodzi się akurat od Prince’a – producenta, który nigdy nie produkował kei-carów ani mikrovanów, tylko w warunkach powojennej Japonii od razu zaoferował duże, wygodne limuzyny i GT w stylu włoskim. Nie pozwoliło mu to utrzymać się na rynku, ale nowy inwestor poszedł za ciosem i potraktował zakupione tradycje jako klejnoty wynoszące jego samego na nowy poziom.

Fani Skyline’a od lat spierają się o wyższość jednej z generacji. Legendą wyścigów był bezsprzecznie R32 („Godzilla”), najpopularniejszym i najbardziej rozsławionym w popkulturze – R34, zaś ostatni R35 z lat 2007-2025 (który nie nazywał się już Skyline, tylko po prostu Nissan GT-R) otrzymał zupełnie nową, XXI-wieczną technikę z mocami do 570 KM i przyspieszeniami do setki poniżej trzech sekund (w wykonaniu seryjnym).

R33 jest przy nich mniej efektowny i mniej doceniany (być może dlatego, że nie został przeznaczony do wyścigów), jednak technicznie stanowił postęp, czego nie można powiedzieć o R34, opracowywanym w czasie finansowej zapaści Nissana. Jako całokształt R33 był najlepiej wypośrodkowany, a i wizualnie zestarzał się chyba najlepiej.

Jeremy Clarkson przyrównywał możliwości R33 GT-R do Ferrari 355 – modelu, który uważał za najlepszy sportowy wóz w dziejach. W jego opinii Nissan niczego nie robił gorzej, za to kosztował połowę mniej. A przecież Clarkson mówił o specyfikacji fabrycznej, której potencjał można ogromnie rozwinąć. Temu zadaniu Patryk poświęcił kilka lat życia – których nie żałuje, nawet jeśli odwiedzając rodzinę musi swe cudo parkować za rogiem.

Foto tytułowe i końcowe: praca własna

Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych  – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

42 Comments on “PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: 505 R

  1. Ech, Skyline Gt-R generacji R32-R34 to moje ulubione japońskie samochody. Aczkolwiek w ostatnich latach stracił to, co czyniło wyjątkowym: te auta stały się legendą bo oferowały bardzo dużo, za bardzo niedużo.A jeszcze miały tak ogromny potencjał na modyfikacje. A patrząc na ceny GT-Rów teraz, to stały się po prostu kolejnym drogim autem kolekcjonerskim.

  2. Wspaniałe auto – gratulacje dla właściciela. Muszę jednak przyznać, że jak przeczytałem tytułu i przescrollowałem niżej, to doznałem pewnego zawodu – byłem bowiem przekonany, że przejażdżka dotyczyła jakiejś dopasionej wersji… Peugeota 505, ale ja już jestem takim dziwakiem, którego bardziej interesują zapomniane „graty” niż supersamochody.

    • Zupełnie normalna reakcja 🙂 Na Puga 505 też mam kontakt, ale auto ciągle niedomaga (zwykły diesel, żaden kosmos). Może się w końcu uda 🙂

      Przepraszam za mało kreatywny tytuł – od początku chciałem dać tytuł „Godzilla”, ale dopiero pisząc zauważyłem, że tak nazywano tylko R32, o czym nie wiedziałem.

  3. No kurczę Skyline’em to jeszcze nie jeździłem, chociaż bardzo bym chciał. Wbrew pozorom trochę ich w Polsce jest, w Białymstoku są bodajże 4 sztuki R33. Dźwięk RB26 DETT to poezja.

    Kurcze mnie zawsze zastawnawia ten gentleman’s agreement między kolejnymi rządami w Japonii, a producentami samochodów co do tej mocy 280 KM. Przecież gdyby producenci tak oszukiwali w EU czy USA, to by płacili gigantyczne kary. Fakt, że ten segment to w Japonii margines rynku , a większość wyje….. w kosmos szła zwykle do US ale zawsze.

    Co do „nudności” Nissana to nudny jak flaki z olejem się stał jak wszedł w EU w mariaż z Renault. Wtedy nastąpiła masowa SUVizacja oferty. Jako pierwszy w EU tak naprawdę zastąpił segment D SUVem tj. Primerę Qashqaiem. Ostatnia Primera tak naprawdę też była tandetna. Wcześniej nawet zwykłe Sunny czy potem Almera potrafiły występować w naprawdę fajnych wersjach. Dzisiaj faktycznie zwykły Yaris czy Corolla mają o wiele więcej polotu niż Pulsar czy Micra.

    Poza tym tak szczerze to Nissan jest taką japońską marką o stu twarzach podobnie jak w Europie Mercedes co kiedyś sam opisałeś. Potrafi tworzyć supersportowe auta, wielkie limuzyny, jak i ciężarówki. Fakt motocykli nie robi. Ale jakby nie patrzeć np. Honda czy Suzuki nie są i nigdy nie były takie „uniwersalne”. Tyle o ile z Juke’a czy Qashqaia możemy się śmiać to Patrol jest bardzo ceniony w środowisku Off-roadowców i ma świetne właściwości terenowe.

    • No tu się nie zgodzę. Nissany były nudne przynajmniej od lat 80-tych. Nie mówię, że złe, ale widząc Micrę, Sunny czy Primerę przeciętny człowiek nie byłby w stanie opisać jakiegokolwiek zapamiętanego szczegółu.

      Oczywiście to co piszę dotyczy naszego rynku, a przynajmniej tego co dało się faktycznie zobaczyć na drodze (bo 300ZX widziałem pierwszy raz dopiero 2 lata temu na imprezie motoryzacyjnej).

      PS: I ja ostatnią Primerę nawet lubiłem, przynajmniej była jakaś w porównaniu do poprzednich 😉 .

      • @Carman , no niby tak, ale zależy jak rozumieć definicje „nudności” hah. Jak dla Sunny czy Primera nie różniły się za bardzo „pod względem nudności” od Cariny, Accorda, Civica, czy Corolli z tamtych lat. Później od Primery P12 i Almery N16 wycięto sportowe wersje. Gdzie np. Honda jeszcze zachowała type-ra, a Toyota przedstawiła Yarisa GR parę lat temu, a Nissan szedł w SUVy. Wszyscy pamiętamy „ciężarową” Navarę hah.

      • Tak, chyba trochę się rozminęliśmy z tym co każdy z nas uznał za ,,nudne”. Ja się skupiłem bardziej na stylistyce, a tu chyba przyznasz, że nawet te ,,cieplejsze wersje” z zewnątrz to się za wiele nie wyróżniały (sprawdzić czy nie Sunny GTI-R).
        Tak jak też pisałem wiem, że Nissan miał też ciekawe samochody (100NX, 200SX, 300ZX), ale to co faktycznie widywało się na ulicach było wybitnie nijakie nawet na tle epoki.

        A co do lat współpracy z Renault to pierwsze co mi przychodzi do głowy to sławny/niesławny (niepotrzebne skreślić) Juke. Nudny to on na pewno nie był, a pamiętam, że miał też kilka bardzo ciekawych wersji silnikowych włącznie z zupełnie odjechanym ultrarzadkim GT-R.

    • Nie wiem czy Qashqai zastąpił Primerę. Patrząc na wymiary i wykresy sprzedaży to Qashqai zastąpił świetnego Scenica II i jego lift III-kę. Qashqai nawet miał wersje +2 tak jak Grand Scenic II i III.
      Co do mariażu to mi sie zwykle podobają bardziej renówki od Nissanów, choć jeden wyjatek jest z parą Note / Modus.

  4. W salonie wystawowym Nissana (Tokio, Nissan Crossing) widziałem jeden z ostatnich egzamplarzy Nissana R35 GT-R o mocy fabrycznej 419 kW. https://okiemmaniaka.pl/nissan.jpg
    Można było ten egzemplarz wypożyczyć i to tanio – za jakieś 1200 zł za dobę.
    Nie odważyłem się, jeździć takim potworem w ruchu miejskim lewostronnym, a wy byście się odważyli?

    • Jeździć to można wszystkim – gorzej, jeśli człowiek przekracza granic własnych możliwości. Taka potęga pod nogą kusi i nie każdy rozumie, że poza pewną granicą po prostu nie da rady opanować maszyny.

      Najlepiej najpierw przejechać się z kimś, kto potrafi opanować te 500 czy 600 KM. Jeśli z fotela pasażera widzi się, jakiego kunsztu wymaga zwykłe utrzymanie się na prostej drodze po wciśnięciu gazu, to daje do myślenia. Tzn. przynajmniej powinno, bo na pewno są ludzie, którym nie da…

  5. Zawsze się zastanawiałem jak dziala skrzynia w „anglikach”, teraz wiem, że ma ustawienie biegów jak każda inna. Pytanie tylko jak z pedałami. Gaz po prawej czy po lewej?

    • Pedały jak u nas.

      Anglia to jednak nie to samo co Japonia: Anglicy mają np. migacze pod lewą dłonią, Japończycy pod prawą.

      • Super ciekawostka, dzięki za podzielenie się tym. Zawsze myślałem, że tu nie ma lustrzannych odbić, tylko szofer z całym oprzyrządowaniem jest przesunięty prawo lewo.

  6. Jeżeli biegi są w podłodze, to nie ma siły, muszą być pośrodku, czyli obsługiwane lewą ręką. Natomiast ciekawe jest, gdzie mieściła się w angielskich dźwignia biegów pod kierownicą. Sądząc ze zdjęć w sieci, też przy lewej ręce.
    Kierunkowskazy pod prawą ręką: w peugeocie 404 dźwignia kierunkowskazów była po prawej stronie, przed dźwignią biegów. A pod lewą ręką był przełącznik świateł.

    • Dawno temu – tak, może Anglicy montowali włącznik migaczy po prawej, ale dziś europejscy producenci standaryzują układy i migacze włącza się lewą ręką. Tak było np. w S-Klasie Aleksandra, którą jeździliśmy z nim po Londynie. A Japończycy do dziś robią migacze z prawej.

      • Już sama przesiadka do Mercedesa W202 nauczyła mnie, że obsługa patyczków to rzecz względna

      • Ciekawe kiedy się to zmieniło. O ile pamiętam katalog triggera na flickr to w starych testach narzekano jeśli „pająk” był kontynentalny.

    • Było parę brytyjskich samochodów klasy wyższej z dźwignią po prawej – trochę nie wypada szmyrać nogi pasażera podczas jazdy…
      No i GT 40 czy Ultima GTR też mają wajchę z prawej.

  7. Ten kierunkowskaz po prawej stronie był w europejskiej wersji Peugeota 404, on był w ogóle taki trochę osobliwy.
    Oczywiście to było dawno temu.

  8. superowy 🙂 ładnie starannie zrobiony, i super musi jechać! na prawdę zazdraszczam przejażdżki!
    pojechaliście na jakiś tor żebyś i Ty Szczepanie mógł popróbować mocniejszej jazdy?

    • Nie, nie byliśmy na torze. Najbliższy sensowny to chyba w Kielcach jest 😀 Zresztą ja bym i tak nie potrafił wykorzystać potencjału tego auta.

  9. Bardzo ciekawy samochód. Zawsze mnie ciekawiło czy tak głębokie modyfikacje (silnikowe i podwoziowe) nie uniemożliwiają przypadkiem codziennej eksploatacji. Teraz mam już odpowiedź, że tak da się (chociaż regułą to pewnie nie jest).

    Zastanawiam się też co takiego było nie tak z układem skrętnych kół, że lepiej go było dezaktywować. Z tego co pamiętam to był bardzo zaawansowany i dopracowany system.

    Szacunek dla właściciela, że również stylistycznie z niczym nie przesadził 🙂 .

    • Czy modyfikacje uniemożliwiają jazdę codzienną – to oczywiście zależy od naszego nastawienia. Ten Skyline słabo sobie radzi z progami zwalniającymi i powszechnymi na południu Polski stromymi zjazdami do posesji (przejażdżka miała miejsce da kroki od Bielska, BTW 🙂 ), ale przyjazd z Anglii nie był problemem.

      Ten poziom mocy to jest zasadniczo czyste wariactwo – na publicznej drodze trzeba się ogromnie pilnować. Natomiast pozytywnie zaskakuje komfort foteli i zawieszenia – tutaj spodziewałem się znacznie większego problemu, tymczasem problemu nie ma w ogóle. Seryjna Alfa Giulia jest pod tym względem dużo bardziej męcząca.

      Tylne koła skrętne nie nadają się do zabawy w stylu japońskim, że tak to nazwę 🙂 Dosłownie lepiej tego dziś nie nazywać.

      • Okej brak tylnych kół skrętnych jest zrozumiały, ale brak ABS? Auto po szutrze raczej nie jeździ a na torze chyba dopiero przy bardzo dobrym semi slicku są z tego jakieś benefity.

      • Ja nie jestem pewny, czy tam ABS by seryjnie, bo w latach 90-tych w autach mocno sportowych często go nie montowali. To nie chodzi o lepsze hamowanie, tylko o kontrolę kierowcy – coś jak brak asystenta pasa ruchu dzisiaj 🙂

      • A osobne pytanie, czy przeguby tylnych osi wytrzymają taki moment obrotowy? Choć pewnie autor projektu zastosował „te wzmocnione” 🙂

  10. Bardzo ciekawa przejażdżka. Podziwiam ludzi, którzy modyfikują te auta i później je utrzymują w sprawności, aby użytkować w ruchu codziennym. Mnie by się nie chciało 😀 Chyba jakiś katalog części trzeba mieć, żeby to ogarnąć.
    Ciekaw jestem czy budowa tego monstra odbyła się w UK czy w PL?

  11. Niestety jestem fanbojem Supry i Skyline aż tak mnie nie rusza, na pewno jest świetny a i RB brzmi jak żadna inna rzędowa szóstka. Co do wyglądu zewnętrznego brakuje mu tylko prawdziwie klasycznej tzw. listy marzeń, czyli małych naklejek na krawędzi przednich drzwi. Pamiętam ten piękny tuningowy zwyczaj naklejania listy marzeń na zupełnie seryjne samochody 🙂

  12. Może i zwykłe, ale naklejane na zwykłe Ople Calibra, Astry, Seaty Ibiza czy Hondy Civic nadawały niesamowitego klimatu szalonych lat tuningu w Polsce, oczywiście w tych samochodach nie było żadnych części firm tuningowych, dlatego prześmiewczo nazywało się to „listą marzeń” 🙂

  13. Ciekawostka techniczna:
    – ten Nissan posiada hydrauliczne popychacze zaworów a kręci się swobodnie ponad 8000 rpm. Tak więc da się takie zrobić.

    • Nie wiem jaka tam jest konstrukcja głowicy ale jak sa dzwigienki zaworowe to masa hydraulicznego kasowania luzu nie przeszkadza.

  14. Nissan Skyline R33 jest fajny, ale dla mnie to R32 GT-R jest najwspanialsze, bo było najlepsze w wyścigach turystycznych w Japonii i w Australii. 🙂 Za to najpiękniejszy japoński samochód to Mazda RX-7 FD. Ta sylwetka jest przepiękna. Miata (szczególnie NA) i Acura NSX z 1990 też są wspaniałe. 😉

  15. Ciekawy samochód i świetny tekst! Muszę jednak stanąć w lekkiej obronie sztucznej inteligencji – współczesne modele (jak choćby Gemini) odczytują napis na ramce tablicy rejestracyjnej 'od strzału’.

    Skąd więc wzięły się te wszystkie kolczatki i gwoździe w poprzednich próbach? To klasyczny błąd interpretacji graficznej: znak 鉛 (ołów) jest bardzo podobny do znaku 釘 (gwóźdź). Mają ten sam lewy element (radykał 'metalu’). Starsze algorytmy OCR przy stylizowanej czcionce po prostu 'widziały’ gwoździe, a potem próbowały dorobić do tego logiczną historię o przebitych oponach.

    W rzeczywistości napis to Kōsoku Yūen (高速有鉛), czyli 'Autostradowa benzyna ołowiowa’.

    Ma to konkretne podłoże technologiczne z lat 70. W Japonii, podczas przechodzenia na bezołowiówkę, wiele aut radziło sobie z nowym paliwem w mieście, ale przy długotrwałym obciążeniu na autostradzie brak ołowiu groził wypaleniem gniazd zaworowych. Dlatego stosowano system naklejek:
    Czerwona (有鉛 – Yūen): Benzyna ołowiowa wymagana zawsze.
    Żółta/Pomarańczowa (高速有鉛 – Kōsoku Yūen): Ołów konieczny tylko przy wysokich prędkościach (taka jak na zdjęciu).
    Niebieska/Zielona (無鉛 – Muen): Silnik przystosowany do bezołowiówki.

    Dziś ten napis to symbol nostalgii i nazwa kultowego magazynu 'Kousoku Yuen Deluxe’, który zamiast supersamochodów celebruje stare sedany, taksówki i dostawczaki z tamtej epoki. Dla fanów JDM to taki 'tajny uścisk dłoni’ i dowód dbałości o detale zgodne z epoką. Dla ciekawych, tutaj strona tego magazynu: http://www.neoclassic.jp/

    A co do tych burgerów… Cóż, filolodzy mogą spać spokojnie, dopóki AI myli ołów z gwoździem. Ale jeśli nie nauczą się sprawnie z tej AI korzystać, to kto wie – być może te burgery faktycznie kiedyś wylądują na ich ruszcie! 😉

    • Bardzo dziękuję za fachowe wyjaśnienie!!

      Natomiast z AI sytuacja jest taka, e 99% ludzi zadających pytanie robi to w celu poznania odpowiedzi, której nie zna. Dlatego wytłumaczenie skąd biorą się głupoty jest oczywiście cenne i pouczające, ale dla wspomnianych 99% nie ma żadnego znaczenia, jeśli sama odpowiedź jest błędna. Ci ludzie nie szukają eksperta, takiego jak Ty, tylko biorą odpowiedź za dobrą monetę, bo nie mają innego wyjścia. A moja teza jest taka, że właśnie ekspert jest niezastąpiony.

      Tak, wiem że „trzeba poczekać 3 lata”, ale 3 lata temu słyszałem to samo, a zadający pytanie chcą odpowiedź teraz, a nie za 3 lata.

      • Mi ten napis Google przetłumaczył jako: Przewód o dużej prędkości” 😉

      • Ha! To wyjaśnienie było praktycznie w 100% generowane przez AI z którym trochę porozmawiałem bo zaciekawił mnie ten wątek. Ekspertem od japońszczyzny nie jestem.
        Jestem co najwyżej świadomym użytkownikiem narzędzia jakim jest AI i potrafię (chciałbym) krytycznie myśleć oraz zadać odpowiednie pytania. Co w gruncie rzeczy potwierdza Twoją tezę.

        Nasuwa mi się skojarzenie z „prawem młotka”: Jeśli twoim jedynym narzędziem jest młotek, wszystko zaczyna przypominać gwóźdź.
        Przekładając na temat: jeśli masz AI to zawsze pierwsza odpowiedź wydaje ci się słuszna. Co niestety bywa równie zgubne jak próba dokręcenia śruby młotkiem.

        (Swoją drogą przekrojowy artykuł o benzynie jako paliwie w różnych epokach motoryzacji oraz różnych kontynentach mógłby być interesujący, jestem pewien, że szanowny Autor tego bloga ukręciłby z tego fascynującą historię 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.