PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: DRUGA FALA

 

W historii motoryzacji zachodniej – czyli europejskiej i amerykańskiej – trzykrotnie następowało zjawisko, które można nazwać azjatycką inwazją. Pierwsza jego fala przyszła z Japonii: zaczęła się bardzo nieśmiało w latach 60-tych i potrzebowała ponad dwudziestu lat, by zdobyć solidne przyczółki na najważniejszych podówczas rynkach świata. Trzecia, jak dotąd ostatnia, trwa aktualnie: pochodzi oczywiście z Chin, które przejęły odmienną strategię i idzie im zdecydowanie słabiej – zarówno za sprawą zapór stawianych przez polityków (gospodarcza rywalizacja Zachodu z Państwem Środka jest bowiem bardziej otwarta i mniej przebierająca w środkach niż niegdysiejsza z Japonią), jak i z powodów zupełnie naturalnych (niechęci nabywców wynikającej z obaw o jakość produktów, bezpieczeństwo osób i ich danych, długookresową dostępność serwisu i części, itp.). Sprawa jest oczywiście rozwojowa i potrwa jeszcze lata, natomiast w międzyczasie znacznie ciszej, bez medialnego rozgłosu, odbyła się najsprawniejsza z azjatyckich inwazji – inwazja koreańska.

Południowa Korea – podobnie zresztą jak Japonia – jest politycznym i militarnym sojusznikiem Zachodu, więc wymiana handlowa z nią nie nosi znamion zimnej wojny, jak w przypadku Chin. Podobnie wyglądała natomiast nieufność konsumentów: w latach 90-tych, kiedy koreańskie produkty (nie tylko samochody) pojawiły się w Europie w zauważalnych ilościach, zrazu uchodziły za „jednorazową” tandetę. W Polsce wizerunek ten zmienił się szybciej niż na Zachodzie – oczywiście za sprawą Daewoo, które przejmując upadającą FSO zaoferowało pojazdy o niebo lepsze jakościowo i świetnie dopasowane do potrzeb użytkowników. Polacy rzadko rozczarowywali się Lanosami czy Espero, dzięki czemu kolejni koreańscy producenci mieli ułatwione zadanie, bo nie musieli walczyć z uprzedzeniami.

Modelem przełomowym dla koreańskiej obecności na Starym Kontynencie była pierwsza Kia cee’d, zaprezentowana w roku 2006. Przełom ów nie nastąpił przypadkowo: producent solidnie przygotował się do szturmu na Europę projektując kompaktowy model w Europie i w Europie go produkując. Tu wszystko miało być pomyślane specjalnie pod nasze warunki i upodobania. 

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

***

Słowo Kia oznacza po koreańsku „pochodzący z Azji” (ki = „pochodzić”, a = „Azja”). Firma została założona w 1944r. pod nazwą Kyungsung Precision Industry, jako producent części rowerowych i drobnych wyrobów metalowych. Nazwę Kia Industries przybrała w 1952r., kiedy produkowała już kompletne rowery. Od 1957r. oferowała motorowery na licencji Hondy, od 1962 – małe samochodziki dostawcze konstrukcji Mazdy – bo napływ technologii do Korei pochodził przede wszystkim z Japonii.

Pierwszym samochodem montowanym przez Kię był Fiat 124, ale pierwszy samodzielnie produkowany nazywał się Kia Brisa i opierał na konstrukcji Mazdy (dokładniej – kompaktowego modelu Familia). Wypuszczała go od 1974r., nowo otwarta fabryka Sohari, zlokalizowana na przedmieściach Seulu (działająca zresztą do dzisiaj, pod nazwą Autoland Gwangmyeong). Brisa mierzyła 3.850 x 1.540 mm, miała silniki 1-, 1,2- i 1,3-litrowe o mocach 55-72 KM. Jej karierę zakończył w 1981r. rządowy dekret: panująca ówcześnie wojskowa dyktatura orzekła, że w kraju produkuje się już zbyt wiele modeli aut i nakazała Kii wycofanie się z tego rynku. 

Foto: materiał producenta

Prócz Brisy w latach 70-tych Kia oferowała klony Fiata 132 i Peugeota 604, natomiast nowa era rozpoczęła się w 1986r., gdy po uchyleniu zakazu firma nawiązała współpracę z Fordem. Wtedy pojawiła się Kia Pride – klon Forda Festivy / Mazdy 121, w latach 90-tych sprowadzany również do Polski.

Jeden warczy, drugi trąbi, a Pride Kombi” – brzmiało polskie hasło reklamowe. Abstrakcyjne, ale chyba skuteczne, bo Internet cytuje je do dziś, po ponad 30 latach. Gorzej z samymi samochodami, które kosztowały niewiele, lecz warte były jeszcze mniej, z powodu niskiej jakości i podatności na korozję.

Foto: materiał producenta

To samo dotyczyło kolejnych modeli importowanych do naszego kraju – w tym Sephii i Shumy (na zdjęciu), na temat których w owym czasie słyszałem komentarz „Na Kia mi taka Shuma…?„.

Foto: materiał producenta

Produktów Koreańczyków nikt nie poważał, ale oni się nie poddawali. W 1992r. Kia otwarła przedstawicielstwo w USA, gdzie już trzy lata później sprzedała prawie 25 tys. samochodów (przede wszystkich świeżo wprowadzonych SUVów Sportage). Niestety, złe zarządzanie i powszechny w Korei model finansowania przez ustawiczne zadłużanie się doprowadziły w lipcu 1997r. do niewypłacalności. Stało się to tuż przed azjatyckim kryzysem finansowym, który z jednej strony zmiótł z rynku wiele koreańskich koncernów (w tym między innymi Daewoo), ale z drugiej był otrzeźwiającym impulsem, który skłonił elity do przemyślenia dotychczasowej filozofii i przyjęcia bardziej odpowiedzialnych, zrównoważonych strategii rozwoju.

W 1999r. 51% akcji upadłej Kii przejął zrestrukturyzowany koncern Hyundaia, który wkrótce utworzył Hyundai Motor Group – organizację złożoną aktualnie z marek Hyundai, Kia i Genesis. Obsługuje ona większość istotnych segmentów rynku i osiąga znakomite wyniki: w 2025r. sprzedała 7,27 mln pojazdów (co dało jej trzecie miejsce w świecie, za Toyotą i Volkswagenem), osiągnęła rekordowe obroty 125,8 mld dolarów i zysk netto prawie 7 mld.

***

W latach 90-tych udział koreańskich samochodów w rynku UE oscylował wokół 1% (warto podkreślić, że do UE nie należały jeszcze Polska ani Rumunia, gdzie swoje zakłady miało Daewoo). Jednak w pierwszych latach nowego stulecia tamtejsi producenci – przede wszystkim Hyundai Motor Group – zaprezentowali samochody bardziej zaawansowane i znacznie poprawione jakościowo, które stały się realną alternatywą dla produktów europejskich i japońskich.

W 2007r. Kia otwarła fabrykę w słowackiej Žilinie (dokładniej – na 166-hektarowym terenie należącym administracyjnie do wioski Teplička nad Váhom). Zakład zbudowano kosztem 1,7 mld €, w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy (poczynając od października 2004r.). Aktualnie zatrudnia on 3.700 osób, a rocznie produkuje 350 tys. aut i ponad 500 tys. silników. Teoretycznie dawałoby to wskaźnik zbliżony do stu pojazdów rocznie na pracownika, ale trzeba pamiętać, że na taki efekt pracuje też kilkanaście tysięcy osób zatrudnionych u kooperantów. Największy z nich – Mobis Slovakia – ma siedzibę na tej samej działce, a jego ludzie mijają się z ludźmi Kii w tych samych pomieszczeniach, więc efektów ich pracy nie da się rozdzielić.

Foto: public domain

Trzy lata po otwarciu słowackiej fabryki koreańskie marki notowały już 4% udziału w europejskim rynku, by w 2022r. dojść do rekordowych 10%. Obecnie wskaźnik spadł do 8,3%, ale to wciąż bardzo dużo, jak na kraj spoza UE, który jeszcze niedawno uchodził za outsidera i nie miał żadnych silnych marek ani samochodowych tradycji.

Dziś to już oczywiście historia: Hyundai i Kia od dawna należą do mainstreamu, swoje miejsce w świecie próbuje wywalczyć ekskluzywna marka Genesis, a komentatorzy wskazują, że auta z Korei są dziś tym samym, czym w końcówce XX wieku były japońskie, czyli pierwszym wyborem ludzi chłodno kalkulujących relację wartości produktu do jego ceny. Koreańscy producenci nie potrafią budzić emocji, nie stworzyli dotąd wielkich automobilowych legend (choć pewne nieśmiałe próby w tym względzie podejmowali), nauczyli się za to budować auta praktyczne, niezawodne i niedrogie. Prześcignęli w tym nawet Japończyków: koreańskiemu wzrostowi z 1% udziału w europejskim rynku w latach 90-tych do ponad 8% obecnie towarzyszył spadek udziału japońskiego z historycznego rekordu 12% w 1995r. do aktualnych 7%. W pewnym stopniu wynikło to ze zmiany japońskich priorytetów, tzn. przyznania ich rynkom innym niż UE, ale przede wszystkim z nadgonienia przez Koreańczyków jakości przy utrzymaniu niższych cen.

***

Specjalnie dla europejskiej fabryki Kia zaprojektowała europejski samochód. Zaprezentowany w sierpniu 2006r. model kompaktowy zastąpił mało popularną Kię Cerato i został nazwany ceed, co tłumaczy się Community of Europe, European Design. To najszczersza prawda: za konstrukcję auta odpowiadało centrum badawczo-rozwojowe zlokalizowane w Rüsselsheim – historycznej siedzibie Opla, mającej dostęp do wyspecjalizowanej kadry i testującego prototypy w rejonach przemawiających do świadomości Europejczyków: w zimowych warunkach Laponii, półpustynnych Hiszpanii i wysokogórskich w Szwajcarii (inne takie centra Kii znajdują się w kalifornijskim mieście Irvine i koreańskim Namyang, a wszystkie ściśle z sobą współpracują: jeśli uwzględnimy ich mocno międzynarodowy personel, mówienie o „narodowych charakterach” samochodów i ich marek naprawdę traci wszelki sens).

Pierwsza generacja cee’da dzieliła platformę z Hyundaiem i30. Konstrukcja była zaawansowana: wielowahaczowe zawieszenie tylne, rozrząd DOHC ze zmiennymi fazami we wszystkich silnikach benzynowych, zmienna geometria turbiny we wszystkich dieslach, do tego trzy nadwozia i pięć pakietów wyposażeniowych (z których nawet najniższy zawierał sześć poduszek powietrznych, napinacze pasów bezpieczeństwa, ABS, EBD i asystenta hamowania). Nie wszyscy zwrócili uwagę, że projekt cee’da powstał w Niemczech, a produkcja ma miejsce na Słowacji, ale nikt, kto się z autem zapoznał, nie mógł dalej twierdzić, że „Koreańczycy muszą się jeszcze sporo nauczyć”.

Najpopularniejszy wariant – 5-drzwiowy hatchback – mierzył 4.240 x 1.790 mm i oferował bagażnik 330-1.300-litrowy…

Foto: materiał producenta

…pięciodrzwiowe kombi było o 3 cm dłuższe, a przestrzeń ładunkowa miała objętość 534-1.664 litry…

Foto: materiał producenta

…natomiast zaprezentowana w 2007r. trzydrzwiówka, dłuższa od hatchbacka o jeden centymetr i niższa o trzy, została nazwana pro_cee’d i miała pełnić rolę wariantu usportowiongo. Z paneli nadwozia wersji rodzinnej pozostała tu tylko maska silnika i przednie błotniki, identyczna pozostała jednak technika i wnętrze (poza tapicerką drzwi i tylnej boków) – dlatego mówienie o „wariancie sportowym” jest mocno na wyrost.

Foto: materiał producenta

Benzynowe silniki miały pojemności 1,4, 1,6 lub dwóch litrów (dawały początkowo 105/125/143 KM, 137/154/186 Nm, 180/192/205 km/h i 11,6/10,8/10,3 sekundy do setki), z kolei popularne wówczas turbodiesle występowały w trzech wersjach 1,6-litrowych (90/115/128 KM, 235/260/260 Nm, 172/188/197 km/h i 13,8/11,4/11 sekundy do setki) i jednej dwulitrowej (140 KM, 305 Nm, 205 km/h, 10,1 sekundy). Benzynowe motory 1,6 i 2,0 oraz diesle 115- i 128-konne dało się zamówić z przekładniami automatycznymi, pozostałe tylko z ręcznymi.

Kia cee’d została dobrze przyjęta w Europie: zdobyła wiele prasowych wyróżnień, a w prasowych testach plasowała się często w czołówce swojej klasy (w porównaniu „Auto-Bilda” uzyskała trzecie miejsce za Golfem i Aurisem wyprzedzając wszystkie inne kompakty, a w długodystansowej próbie tego samego pisma 115-konny turbodiesel przejechał 100 tys. km bez żadnych awarii). Szczególnie chwalono jakość wykonania – czyli to, z czym Kia miała wcześniej problemy, a co teraz podkreślała udzielaniem sensacyjnej, siedmioletniej gwarancji.

***

Siedmioletnia gwarancja Kii wywołała ogromne poruszenie, również w Polsce. Hasło mocno przyciągało uwagę, choć warunki zawierały pewne haczyki (po upływie trzech lat zaczynał obowiązywać limit 150 tys. km, gwarancja nie obejmowała też wszystkich podzespołów), ale opinie klientów były mieszane: wielu do dziś skarży się na próby podciągania usterek pod „zużycie eksploatacyjne” i na wygórowane ceny tych części, których gwarancja nie dotyczy.

Inne doświadczenia ma właściciel testowanego egzemplarza – kolega Michał, który kiedyś udostępniał mi Mazdę 3 do porównania z Hondą Civic i który wciąż nie pozbył się swego poprzedniego auta: benzynowej, 1,6-litrowej Kii cee’d z 2011r., czyli z końcówki produkcji pierwszej generacji. „Przejedź się, zanim sprzedam” – zasugerował Michał, a ja skorzystałem, bo przełomowych modeli popularnych nie wypada nie znać.

Michał przejechał dotąd 214 tys. km i jest bardzo zadowolony. Auto nigdy nie pozostawiło go na lodzie, a producent dwukrotnie usuwał usterki w ramach gwarancji (po trzech latach wymienił wlew paliwa, przez który pistolety dystrybutorów odbijały od razu, a po 4,5 roku deskę rozdzielczą, której tworzywo rozwarstwiło się w okolicy nawiewów na szybę). Poza gwarancją wymiany wymagały przednie sprężyny zawieszenia, czujnik położenia wału korbowego i opaski zbiornika paliwa. Na te ostatnie była ogłoszona akcja serwisowa, którą jednak Michał przegapił i musiał za wymianę zapłacić (tu Kia ma minus: moja C-Klasa dostała od producenta nową całą belkę tylnego zawieszenia i dwie poduszki powietrzne, mimo że miała wówczas 15 lat, a ASO nie widziała od przynajmniej sześciu – ale dla Mercedesa akcja jest akcją, obowiązuje bezterminowo i bezwarunkowo).

15-letnia Kia nie wykazuje też oznak korozji, poza miejscem niewyklepanego uszkodzenia tylnej klapy. Michał w ogóle miał pecha do stłuczek – Kią zaliczył ich aż osiem: siedem razy ktoś wjeżdżał w niego, a raz on sam uderzył kołem w hydrant, wskutek poślizgu na gołoledzi. „W ofercie sprzedaży napiszę: egzemplarz zadbany – regularnie wymieniany olej, filtry, zderzaki i lampy” – śmieje się Michał.

No dobrze – rdzę złapało też mocowanie fotela kierowcy. Ale sam fakt, że właściciel to zauważa i wskazuje jako mankament piętnastoletniego kompaktu taniej marki, świadczy o niewiarygodnym postępie, jaki dokonał się w motoryzacji. Szczególnie koreańskiej.

Foto: praca własna

Nie wspominałem jeszcze, że mowa o trzydrzwiówce. Z 2011r., czyli poliftingowej: za restylizację z 2009r. odpowiadał ówczesny szef stylistów Hyundai Motor Group, Niemiec Peter Schreyer, który w 2023r. przeszedł na emeryturę, ale wcześniej pomógł stworzyć „stylistyczny język” koreańskich marek, w tym tej najtrudniejszej – Genesis. cee’d został narysowany dość konserwatywnie, bez fajerwerków, bo w segmencie masowym taka strategia sprawdza się zwykle najlepiej.

Foto: praca własna

Model poliftingowy zyskał inny kształt reflektorów (projektorowych), zderzaka, maski silnika i grilla, który Schreyer uczynił znakiem rozpoznawczym marki i nazwał „tygrysim nosem” (może dlatego, że Koreę Południową zwano kiedyś „azjatyckim tygrysem” z uwagi na dynamiczny wzrost gospodarczy). Ja w tej twarzy tygrysa nie widzę, ale na zwierzętach się nie znam, a kształt jest w jakiś sposób charakterystyczny.

Foto: praca własna

W modelu trzydrzwiowym okna są jeszcze mniejsze niż w pięciodrzwiówkach, co potęguje chyba największą wadę modelu – kiepską widoczność z miejsca kierowcy

Foto: praca własna

To auto w zasadzie nazywa się pro_cee’d, ale w pierwszej generacji napisy na klapie tego nie uwzględniały. Prawie nie ma też sportowych akcentów stylistycznych – poza spoilerem z trzecim światłem STOP, umieszczonym ponad tylną szybą. Nienaprawione wgięcie na lewo od uchwytu klapy to właśnie ten jedyny fragment, gdzie można dostrzec rudy kolor (choć dopiero z całkiem bliska).

Foto: praca własna

Z ciekawych detali zauważyłem tylko naklejki reklamujące siedmioletnią gwarancję – tak to jest w koreańskich samochodach stylizowanych przez Niemców. Przynajmniej z gwarancją Michałowi się poszczęściło i o tej sprawie można pisać bez ironii.

Foto: praca własna

340-litrowy bagażnik nie wyróżnia się w żadną stronę…

Foto: dostarczył Michał

…ale to, że w razie złapania gumy można zmienić koło i pojechać dalej, jest już dzisiaj luksusem, niezależnie od segmentu rynku. Tak, znam statystyki, wiem że to powinno się zdarzać rzadziej niż uderzenie pioruna kulistego, ale sam miałem już raz duży problem, który kosztował stratę calutkiej niedzieli – a powinien zabrać góra kilkanaście minut.

Foto: dostarczył Michał

Materiały i jakość montażu wnętrza są takie, jakich się można spodziewać po niedrogim hatchbacku segmentu C. Po piętnastu latach widać trochę zmęczenia, nic tu jednak nie odpada i nie pęka (Michał uskarża się na sporadyczne wibracje jednego elementu kabiny w okolicach 2.000 obrotów, ale w czasie przejażdżki one nie wystąpiły, nie jest więc chyba najgorzej).

Foto: praca własna

Z tyłu nawet niewysoka osoba może dotykać głową dachu, za to na nogi miejsca jest dość (choć za fotelem ustawionym pode mnie). Nie wiem, jak wyglądałoby to w pięciodrzwiówce – na pewno dach jest tam wyższy, natomiast 2,65-metrowy rozstaw osi ten sam.

Foto: praca własna

Materiałowy fotel kierowcy jest przyzwoicie wyprofilowany. Zużycie też widać wyraźnie, choć to na razie problem czysto estetyczny

Foto: praca własna

„Szybszy niż somsiada” – mówi zawieszka, jednak prawdziwe zalety cee’da są inne. Kabina jest przestronna, a kokpit zaprojektowany ergonomicznie i dość ponadczasowo.

Foto: praca własna

Jeszcze niedawno można było powiedzieć, że to wnętrze wygląda całkiem współcześnie, ale dzisiejsze deski rozdzielcze są już całkowicie zdigitalizowane. Całe wyposażenie działa bez zarzutu – wszystko warczy i trąbi (mimo że to nie kombi 🙂 ). Nawet klimatyzacja jest nabita i chłodzi na zawołanie.

Foto: praca własna

Automatyczna klima, odtwarzacz CD, sześciobiegowa skrzynia – czego więcej chcieć od kompaktu popularnej marki, wprowadzonego na rynek równe dwadzieścia lat temu?

Foto: praca własna

Czerwone podświetlenie wskaźników nie będzie odpowiadać każdemu – pewnie dlatego Hyundai stosował niebieskie (swoją drogą zastanawiam się, dlaczego producenci odeszli od powszechnych kiedyś kolorów neutralnych?). Ważniejsze, że na żadnym wyświetlaczu nie znikł jak dotąd ani jeden piksel.

Foto: praca własna

***

Pierwsza Kia cee’d nie jest samochodem wyróżniającym się pod jakimkolwiek względem. Owszem, klientów świadomych technicznie mogło zainteresować wielowahaczowe zawieszenie i rozrząd DOHC ze zmiennymi fazami w specyfikacji bazowej, jednak w tym segmencie skuteczniej przemawiały przestronne wnętrze, niezłe wyposażenie i siedmioletnia gwarancja (której, co ciekawe, nie oferował bliźniaczy Hyundai i30). Największym znakiem zapytania pozostawała jakość i trwałość – i w tym względzie stawiającym na Kię ryzyko się opłaciło. Historie takie jak Michała są typowe – może poza tym, że inni użytkownicy często narzekają na kombinowanie i lawirowanie producenta w kwestii uznawania gwarancji.

Jeśli chodzi o jazdę, w takich autach rzadko rzuca się w oczy coś nietypowego. Ja na początku zwróciłem uwagę na bardzo lekko działającą kierownicę i pedały – być może dlatego, że w modelach całkiem współczesnych wspomaganie bywa słabsze (co dla jednych będzie wadą, dla innych przeciwnie). Potem zauważyłem wspomnianą już, nie najlepszą widoczność. Słupki – również te przednie – zasłaniają sporo: np. wyjeżdżając z podporządkowanej trzeba naciągać szyję, by dobrze sprawdzić całe przedpole, a przy cofaniu jest jeszcze trudniej. Trzecią i chyba ostatnią wadą jest słabo działająca zmiana biegów: nie wiem, na ile to kwestia zużycia, ale do japońskiej precyzji brakuje wiele.

Poza tym trudno skrytykować cokolwiek – oczywiście w odniesieniu do kompaktowego segmentu z początku wieku. 1,6-litrowy silnik nie nadałby się do muscle-cara, jednak przyspiesza ochoczo i przyjemnie, a dzięki sześciu biegom przy 100 km/h kręci się tylko 2.500 raza na minutę i nie męczy na autostradzie (siebie ani jadących). Ma też dobrą elastyczność – oczywiście na podjazdach wymaga redukcji wcześniej niż współczesne silniki turbodoładowane albo dawniejsze o większej pojemności, ale to najzupełniej normalne. Komfort resorowania, precyzja prowadzenia, skuteczność hamulców – nic z tych rzeczy nie budzi zastrzeżeń. Nawet 10,3-metrowa średnica zawracania, bo w tanich przednionapędówkach bywa z tym znacznie słabiej (Golf V zawraca pomiędzy krawężnikami oddalonymi o 10,9 m, Civic VIII i Mégane III – 11 m, Astra III – 11,2 m, Focus III – 11,4 m, w tamtych latach porównywalnie z Kią skręcały tylko Peugeot 308 i Auris).

Kierowcom przyzwyczajonym do wyższych segmentów może przeszkadzać twarda reakcja na progi zwalniające, lecz w tej klasie jest ona całkiem akceptowalna. Poza tym w moim ulubionym teście na szybkim autostradowym ślimaku poprzetykanym głębokimi studzienkami tylna oś przy każdym wstrząsie minimalnie ucieka na zewnątrz: nie zauważyłem tego w żadnym innym modelu na wielowahaczu (w tych warunkach jest to duża przewaga tego rozwiązania), ale skala zjawiska jest symboliczna i może wynikać np. ze zużycia amortyzatorów. Które do dziś pozostają fabryczne, jak większość elementów zawieszenia.

Tak swoją drogą, gdyby w latach 90-tych powiedzieć, że w niedrogim kompakcie przez 15 lat eksploatacji i 214 tys. km wymieniło się tylko tyle, co Michał, że całość wyposażenia działa bez zarzutu i że na karoserii nie pojawiła się korozja (poza pojedynczym miejscem mechanicznie odartym z lakieru), nikt by w to chyba nie uwierzył. Zwłaszcza jeśli dodalibyśmy, że chodzi o auto z Korei.

Silnik przez 15 lat nie został nawet umyty, co wcale nie przeszkadza mu w perfekcyjnym działaniu. Minimalne zanotowane zużycie paliwa w trasie wyniosło 5,5 litra na 100 km, w cyklu mieszanym wychodzi zwykle 7,5-8 litrów. 

Foto: praca własna

***

W poprzednim stuleciu auta z Korei były powszechnie wyśmiewaną tandetą, a firma Kia nawet zbankrutowała (i to jeszcze przed azjatyckim kryzysem 1998r.).

Dziś nikomu w Europie nie jest już do śmiechu. Na unijnym rynku Koreańczycy prześcignęli Japonię i zbudowali taki sam wizerunek rozsądnego wyboru rozsądnych ludzi (chyba nawet w większym stopniu, bo auta japońskie zdążyły mocno podrożeć). Co jeszcze ciekawsze, ta druga fala azjatyckiego podboju Starego Świata odbyła się prawie bez medialnego rozgłosu. Nie było żadnej protekcjonalności, niedowierzania, a tym bardziej jawnej niechęci, jak na początku fali pierwszej i w trakcie aktualnej trzeciej. Tymczasem to właśnie Koreańczycy okazali się, jak dotąd, najskuteczniejsi – a na ich drodze kluczową rolę odegrała właśnie pierwsza Kia cee’d.

Foto tytułowe: praca własna

Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych  – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

89 Comments on “PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: DRUGA FALA

  1. Z pierwszą generacją nie miałem niestety do czynienia, ale trochę bliżej poznałem drugą (w dwóch egzemplarzach) i Hyundaia i30 z podobnego okresu. Co najbardziej mi się rzuca w oczy to niemal mistrzowskie opanowanie doboru tworzyw we wnętrzu. Tam gdzie kierowca faktycznie ma z nimi kontakt (kierownica, gałka zmiany biegów, klamki, przyciski) nie można się do niczego przyczepić, ale jak zastosuje się ulubiony test germanofilów czyli macanie po całym wnętrzu to potrafi być już znacznie gorzej.
    Tyle, że dla mnie jest to niemal kompletnie bez znaczenia, bo nawet w oczy się to nie rzuca, a tak jak pisałem w normalnym użytkowaniu zaznać tego nie sposób (no i cena nie może wziąć się znikąd). Porównując to do samochodu, który miał mój tata na przełomie wieków (Hyundai Accent 1.3 z 1999 roku) różnica jest kolosalna.

    Różnicy natomiast prawie nie ma w kwestii awaryjności. 10-letni Hyundai w momencie sprzedaży miał nawet fabryczny akumulator i nie pamiętam kompletnie żadnej awarii. Użytkownicy nowszych egzemplarzy też nic w tej kwestii nie zgłaszali.

    • Właśnie ten skok w dziedzinie niezawodności u Koreańczyków jest naprawdę niesamowity.

      PS Jeśli chodzi o akumulator, to nic dziwnego: w mojej C-Klasie fabryczny działał 13 lat, drugi zdechł kilka miesięcy temu, czyli po ledwie 4 latach. A był oczywiście firmowy, Varta Silver. Te sklepowe baterie to coś zupełnie innego od tych na pierwszy montaż, w każdej marce.

      • nigdy nie kupiłem nowego akumulatora 🙂 jade na złom z opornicą i wybieram najlepsze z firmowych pierwszomontażowych, oddając za to dwa jakieś trupy, albo jeden i „dwie dychy na flaszke” i na takich po parę lat jeżdżę 🙂

      • Varta Silver wytrzymuje rzeczywiście 4 lata. przerabiam drugi w Chevrolecie, ma 4 lata i jeszcze trochę żyje. Ale ja tym samochodem prawie nie jeżdżę (1500 -2000 rocznie). Najdłużej wytrzymał francuski Ducelier -7 lat.

      • Ja jeżdżę jakieś 10-12 tys. rocznie, ale to chyba ma małe znaczenie. Ważne, że akumulatory z pierwszego montażu są jakieś 3 razy trwalsze (albo lepiej). U Mercedesa można kupić akumulatory żelowe, są ponoć jeszcze lepsze, ale kosztują chore pieniądze, więc zasadniczo się nie opłacają.

      • Co do akumulatorów – Citroenowski, ASOwy akumulator mojej C6 – czyli sporego diesla z ogromnie prądożernym osprzętem – ma już 12 lat i nigdzie się nie wybiera – nawet ostatniej zimy, przy -27 kręcił chętnie… tyle, że paliwo się zamieniło w wosk.

      • Bo wiara w marke aku nie ma sensu. Mi właśnie jekies 6 lat temu odradzono varte, mówiac że wytrzyma 3 lata gwarancji a potem koniec. Ten co kupiłem i nie wiem nawet jak sie nazywa sobie działa do dziś.

      • generalnie to akumulator im cięższy (przy tych samych wymiarach) tym lepszy, bo ma grubsze płyty ołowiane, więcej substancji czynnej i dłużej pożyje nim się to wszystko zdegraduje
        orginały 1 montażowe często są jakieś 1/3 cięższe niż sklepowe

  2. Ja bym nie powiedział, że ta trzecia fala idzie „słabiej” – wręcz przeciwnie, w ciągu dwóch lat zwiększyli swój udział w rynku od 0 do ok 10%, prześcigając wiele uznanych europejskich marek takich jak Fiat, czy Opel – jeżeli ten trend się utrzyma, to w ciągu dekady rynek motoryzacyjny w Europie będzie przypominał rynek smartfonów, tj. tanie europejskie marki znikną tak jak kiedyś Nokia, zostaną marki premium (odpowiednik Iphone’ów) ew. KIA i Toyota (taki Samsung), a cała reszta to będzie chińszczyzna.

    • Dokładnie, też zwróciłem na to uwagę. Obecnie na polskim rynku mamy z dziesięć chińskich marek a i to z pewnością nie koniec.

      Porównać to do trzech czy dwóch marek koreańskich czy pięciu japońskich?

      Byłem w salonie toyoty, zainteresowany kupnem nowej RAV4 i zaproponowano mi skandalicznie niską cenę odkupu mojej dotychczasowej toyoty.

      „Chińczycy” dali mi zupełnie inną, lepszą cenę i potraktowali inaczej.
      Naprawdę oni mogą rozjechać europejski przemysł samochodowy.

      • Nie wiem skąd jest informacja o 10%, ja czytałem gdzieś o 6%. Ale, pewnie nie dojdziemy do prawdy, co rabin to inna opinia, zależnie kto karze liczyć to takie wyniki wyjdą.
        Natomiast zgadzam się, ze Szczepanem, druga fala jest i pewnie będzie najskuteczniejsza. My jako ludzie mamy tendencję liniowej ekstrapolacji tego co jest teraz. A teraz jest gwałtowny wzrost, ale on nie będzie zawsze. Marki też już raczej nie będą pączkować, a grupować się w większe konglomeraty (jest ich ponoć ponad 100 w Chinach). Dojdzie w końcu do wykorzystania / wypełnienia niszy i rozwój się skończy. Jest w EU spora grupa ludzi, którzy nie będą klientami na samochody z Chin, bo one nie będą dowozić luksusu, należytej obsługi posprzedażowej lub punktów prestiżu w grach statusowych (wiem, że nie każdy w to gra, ale takie zjawisko jest).
        Oczywiście mogą być przypadki jak Nokia czy Blackberry, gdzie już nie ma urządzeń konsumenckich, ale jest infrastruktura telekom lub systemy RTS. Np. takie Renault założyło spółkę z Geely – Horse Powertrain. Ale uważam, że realnie chińskie auta nie zmasakrują europejskich producentów.

        Odnośnie Toyoty, też mam wrażenie że w PL nie chce im się już sprzedawać aut, bo same się sprzedają. Cóż, zobaczymy dokąd ich ta strategia zaprowadzi. Mnie ich samochody nie przekonują, są przewartościowane w mojej ocenie (a zwłaszcza używane, tam to zdarzają się sytuacje kuriozalne).

      • Ja myślę, że zmasakrują segment aut budżetowych. Marki prestiżowe zostaną, bo dla Mercedesa czy BMW MG nie jest alternatywą (no chyba, że powstanie chiński Lexus, ale to będzie wymagało budowania renomy przez lata), ale dla zwykłego człowieka, który traktuje samochód jak urządzenie AGD zasadniczym kryterium będzie cena (niekoniecznie niższa, czasami po prostu więcej bajerów w tej samej) – taki Kowalski nie będzie się zastanawiał czy producent jego auta ma 120 lat historii, tylko popatrzy, że za cenę „gołego” Peugeota/Seata/Fiata/Opla, ma samochód z elektrycznym dachem panoramicznym i jasną eko-skórą na fotelach z masażem, a producenci w segmencie budżetowym nie wytrzymają tej konkurencji, bo ich marże są niższe, więc nie bardzo jest gdzie ciąć. Jedyne co mogłoby zatrzymać falę pojazdów z Chin, to znacznie większa usterkowość/problemy z serwisem – inaczej nikt nie zapłacze za Oplem, tak jak nikt nie płakał za Motorolą, wybierając Oppo albo Xiaomi.

      • @Jerzy, a ja cały czas używam Motoroli 😉 Stosunek cena/jakość w tych telefonach jest mega.

      • ja cały czas używam Blackberry 🙂 bo uwielbiam klawiaturę qwerty od czasów 5510, wtedy to znajomi się dziwili jak się da tak szybko odpisywać, a pakiety „1 grosz za smsa w popie” kończyły się po paru dniach 😉 (1zł/100smsów)

    • Nie mam teraz czasu sam analizować statystyk, ale wg Copilota udział Chińczyków w rynku aut osobowych UE to aktualnie 5,8%, czyli trochę jeszcze brakuje (ja zasadniczo AI nie ufam, ale bardziej rzetelnych danych na razie nie mam).

      A niechęć większości ludzi jest ogromna i wcale nie bez przyczyn – bo trwałość, bezpieczeństwo na drodze oraz bezpieczeństwo danych to naprawdę poważne problemy (nie bez powodu chińskie samochody nie mogą wjeżdżać na teren wojskowy, a w Izraelu zabroniono eksploatacji chińskich autobusów, właśnie ze względu na nieautoryzowane przetwarzanie danych). Co do serwisu – to jest loteria, które firmy przetrwają najbliższe kilka lat. To wszystko będzie się przekładać na spadek wartości.

      • Nie wiem jak w całej UE, ale w Polsce w 2025 to było 8%, a lutym 2026 już 11,4%. Co do tego, że trwałość i serwis są niewiadomą – pełna zgoda. Z bezpieczeństwem można polemizować, bo o ile kiedyś Landwindy rzeczywiście gięły się w testach Euro NCAP jak puszki po napojach, to współczesne chińczyki mają często lepsze wyniki niż producenci europejscy.

      • Z testami uderzeniowymi też warto uważać (tak jak i z mocami hybryfld i deklarowanym a realnym spalaniem, ale to i wszystkich podobnie). Chiny mają swoje NCAP o bardzo podobnej nazwie, nie znamy metodyki. Podobno te auta rozbijają się też jakoś inaczej niż konstrukcje zachodnie (mam na to swoją teorię o stalach UHSS). Zobaczymy.
        Są też pozytywy tej inwazji, przytomność w cennikach powraca. Wspomniane chińskie testy zderzeniowe dają ujemne punkty za klamki elektryczne, a nie mechaniczne, więc pewnie zniknie to kontrowersyjne rozwiązanie.

      • EuroNCAP to EuroNCAP. Gwiazdki i raporty można sprawdzić na stronie EuroNCAP i nie szukać jakiś dziwnych teorii.

      • a ktoś karze udostępniać internet tym samochodom?? czy co? one mają wbudowane karty sim? niby komu by zależało płacić za nie abonament (nawet roczny przemysłowy niskoprędkościowy za 150zł/rok) żeby niby co? poznać trasy GPS-u? może do rocznych przebiegów i nieuznania gwarancji może to się producentowi przydać ale już streaming głosu a co gorzej video to straszne ilości GB które by kosztowały fortunę przy takiej ilości, więc nie wiem czego to się obawiać

      • Producent sam płaci za transmisje, użytkownik nawet nie ma pojęcia, że cokolwiek się wysyła.

        W UE istnieje już prawo nakazujące automatyczne wzywanie pomocy po wypadku i koszty komunikacji musi pokryć producent. A Chińczycy chcą zbierać dane, więc też płacą za to sami. Nie wiem przez ile czasu od zakupu, ale tutaj też właściciel nie ma nic do powiedzenia. Jakby miał, to by nie było problemu.

      • zawsze ma do powiedzenia 🙂 to jego auto, ciężko wpisać w google gdzie dane auto ma moduł GSM? wystarczy wyjąć kartę/odłączyć antenę i już się z niczym nie połączy, nadal nie wiem co takiego chińczycy mieli by „podprowadzać” z aut zwykłych kowalskich, okej może się zdarzyć że akurat to auto kupi jakiś polityk czy wysoko postawiony inżynier NASA i można dzięki temu jakieś szpiegostwo uskutecznić, ale…. mając kilka milionów aut na takim „podsłuchu” jak wyłonić ministra między szaraczkami jadącymi do żabki po flaszkę na wieczór?????

      • Tu nie chodzi o ministra, tylko o totalną kontrolę nad wszystkim.

        Zamach na irańskiego generała w Teheranie był możliwy dzięki temu, że izraelski wywiad miał zhackowany monitoring uliczny w całym kraju, systemy kontroli ruchu ulicznego, itp. Oglądali sobie wszystkie skrzyżowania w Teheranie jak swoje, potrafili zmieniać światła na nich itp., i dzięki temu ustalili i wykonali cały plan tak, że nikt się nawet nie spostrzegł.

        Państwo zabiera wszystkim ludziom ponad połowę efektów ich pracy. W przypadku dużych, rozwiniętych krajów to są tak gigantyczne środki, że można za nie zrobić wszystko – a dziś najcenniejszym zasobem są dane. Jeśli masz dziesiątki milionów szpiegowskich pojazdów na całym świecie, o każdej porze dnia i nocy, to jest niewyobrażalna przewaga. Pozycja każdego auta jest znana co do centymetra, właściciel też. A dane obrobi AI i wyłuska z nich wszystko, co będą chcieli.

      • Wiele samochodów chińskich nie ma pełnej homologacji EU i przez to brak jest e-call, tylko homologacje dla niskoseryjnych aut, które są łagodniejsze. Coś tam zmienią po 1500szt i nowa homologacja wpada. Natomiast brak e-call nie oznacza automatycznie, że tam nie siedzi karta sim.

      • @ndv, dlaczego dziwne teorie? Mam pytanie, bo nie znam procesu. Kto dostarcza auta na testy? NCAP kupuje z salonu czy dostarcza je producent, który się chce „atestować”?
        Druga sprawa chiny produkują najwięcej stali na świecie, ale bardzo specjalistycznych stali nie potrafią. Mogą to być właśnie te UHSS albo Giga-Pa, które są stosowane w strukturach nośnych nowych aut. Skoro mieliby je importować z UE, to by to cenę podnosiło, więc możliwym jest scenariusz, że stosują jakieś zamienniki swoje.

      • ja rozumiem, też jestem przeciwnikiem totalnej kontroli, no ale tak jak mówię – ja bym sobie po protu wyciągnął kartę i tyle, nigdzie się z niczym nie połączy i po problemie.
        Ludzie są tak bezdennie głupi że sami podają wszystkie swoje dane byle gdzie w iinternecie, a potem się dziwią że ich ktoś na jakieś bliki czy inne wynalazki ponaciągał.
        Mnie jakoś nikt na nic nie naciągnął, a prawdziwe dane to mam podane jedynie w banku i w allegro, wszędzie indziej zawsze zmyślam cokolwiek
        jedynie zarejestrowany numer komórkowy mnie wkurza, no ale Żonka parę lat temu znalazła dobrą ofertę w nju abonament za 19zł/miesiąc/numer przy 3 numerach (czyli prawie 60zł) z nielimitowanymi rozmowami, smsami i tyle internetu że nie przemarnowujemy go udostępniając sobie w domu do komputerów że i tak nie warto na kartę mieć startera

      • Nie wiem, czy te karty da się łatwo wyjąć i czy auto będzie bez nich dalej działać (dziś można się wszystkiego spodziewać), ale jeśli nawet, to zrobi tak pewnie jeden człowiek na sto tysięcy, albo mniej.

      • @wojluk:
        Kiedyś EuroNCAP samo kupowało samochody w gołej wersji, teraz piszą, że dalej sami wybierają i mają swoje procedury, chociaż faktycznie przejrzystość wszystkiego jest mniejsza niż kiedyś.
        Niby teoretycznie coś można namieszać, ale EuroNCAP raczej zależy na tym, żeby pokazywać, że samochody są niebezpieczne niż wlepiać komplet gwiazdek. No i laboratoria z akredytacją raczej nie będą chętne do jakiś manipulacji danymi – za duży koszt jak sprawa się rypnie, dieselgate to by było nic przy tym…

        Te wszystkie superhiperwytrzymałe stale pozwalają przede wszystkim obniżyć masę, mniejszą wytrzymałość można nadrobić większym przekrojem. No i wymagają odpowiedniej technologi, której opracowanie kosztuje. Producent stali chce sprzedać stal i nie specjalnie go obchodzi komu. Z 1mm blachy czołgu się nie zbuduje, blacha tylko przej jakiś czas nadaje się do przeróbki, więc i ograniczeń od miłościwie nam panujących tu nie powinno być jakiś wielkich.

        No i crash- test jest jednak dosyć prosty, gdyby konkurencja miała uzasadnione podejrzenia, że jakieś auto zostało odpowiednio spreparowane to by zapewne zasponsorowała kolejne i sprawa by się rypła. Na youtubie są chińskie programy motoryzacyjne gdzie samochody nie tylko rozbijają, ale nówki salonówki rozkręcają, mierzą i wycinają próbki stali. Europa jak Europa, ale żeby VW czy inny Peugeot czegoś takiego nie potrafiły?

        Że gwiazdki z różnych światowych NCAP czy różnych roczników nie są porównywalne to zgoda, ale jak EuroNCAP daje 5 to jest 5 i tu nie ma co za bardzo szukać spisków.

        @benny:
        przecież sieć komórkowa to nie jedyna możliwość przesyłu danych. Fakt, że pewnie najwygodniejsza ale nadajników w samochodzie może być więcej. Chociaż znając życie wystarczy podłączenie komórki żeby słuchać
        ulubionej „abonamentowej usługi internetowej”.

        Chociaż to jest w ogóle śmieszne, Europa znowu się budzi z ręką w nocniku, kiedy od lat w obiegu są dziesiątki jak nie setki milionów urządzeń podsłuchowych, również wyprodukowanych w Chinach… A, no i USA i google to nie są przyjaciele.

      • oczywiście że nie jedyna metoda, ale najprostsza i najtańsza, ale w sumie to masz rację, po co płacić za modemy i karty jak głupi klient i tak swoją komórkę połączy sobie z samochodem więc dane się będą wysyłać zupełnie za darmo, bez żadnej kontroli co i gdzie, i jeszcze sam za to zapłaci

      • Wyciągnięcie karty sim i finito? Gdyby to było takie proste. Przecież teraz są e-sim’y, a to już nie tak łatwo zneutralizować. Równie dobrze może być zaszyte w sofcie, i co pan zrobisz? Nic pan nie zrobisz.

      • zawsze jak jest jakikolwiek nadajnik to na końcu jest jakaś koncóweczka mocy i antena którą można odłączyć, a jak nawet nie zewnętrzna to jako charakterystycznego wzoru ścieżka na płytce, wystarczy tą antenkę zewrzeć do masy i już niczego to nie nada

      • 1) to wszystko wie i zrobi jedna osoba na sto tysięcy (a może i jedna na milion)
        2) niewykluczone, że bez tej antenki auto w ogóle nie pojedzie, bo tak jest po prostu skonfigurowane. W telefonach już od lat nie da się baterii wyciągnąć – nie po to, żeby się nie dało samemu wymienić, tylko żeby się właśnie nie dało wyłączyć transmisji i lokalizacji. W każdym urządzeniu może być tak samo. To już nie te czasy, że po odłączeniu rozrusznika odpalało się korbą. Dziś pewne funkcje blokują całe urządzenie, jeśli się je odłączy, bo one ie są dla wygody użytkownika, tylko dla zupełnie innych beneficjentów.

      • to by nie pojechało też jak by zasięgu nie było, a nie wszędzie jest zasięg, zwarta antena to brak odbioru, to samo co brak zasięgu, tego raczej wykryć nie bardzo się da (wyjętą kartę bardzo łatwo bo brak komunikacji z nią)

        co do macafonów z niewyjmowalną baterią no to i ta wyłączyć go można bez problemu, taki wyłączony macafon może z pół roku leżeć i jeśli bateria nie jest zajechana (duże samorozładowanie) to on się normalnie włączy bez ładowania i jeszcze kilkanaście % baterii będzie, jak by co raz coś miał wysyłać to ta bateria zdechła by bardzo szybko, powiedzmy 3-4 razy dłużej by wytrzymała co włączony używany telefon ale to dalej daje max z tydzień

        a „niewymienne” baterie wymieniałem już wielokrotnie, zresztą to normalna usługa w serwisie GSM, z tą różnicą że ja nie kupuję nowych tylko wydłubuje dobre ze zbitków podobne wymiarowo i przelutowuję płytkę kontrolera z dedykowaną taśmą połączeniową do danego telefonu, samo ogniwo każde jest elektrycznie takie samo, jedynie może mieć większą lub mniejszą pojemność ale każde sprawne działa 🙂
        nowych nie kupuję bo nowe chińskie są beznadziejne, strasznie szybko tracą pojemność i po paru miesiącach są gorsze niż orginalna paru-letnia bateria

      • Oczywiście że są wymienne, ale użytkownik ich sam nie wyjmie. A wyłączony telefon tak naprawdę wcale nie jest wyłączony – właśnie po to zrobili nieotwieralne obudowy, zeby np lokalizacja była cały czas dostępna. Producenci mówią o tym otwarcie. Zresztą nawet alarm zadziała w „wyłączonym” telefonie – samo to już oznacza, że on wyłączony nie jest.

      • żeby to ostatecznie roztrzygnąć wezmę jakiegoś macafona włożę kartę sim i wyłączonego przy radiu postawię, jak będzie się z czymś łączyć to będzie charakterystyczne terkotanie w radiu „ty-tyry—ty-tyry…”

      • @ndv, dziękuję za tak obszerną odpowiedź.
        Sprawdziłem, te stałe w Chinach też są robione, więc teorię można uznać za obalona

  3. Jeździłem ostatnio podobną Kią, tyle, że o generację nowszą. Pod względem widoczności jest w niej nieco lepiej – po prostu nie widać NICZEGO a to oznacza, że nie mamy po co oglądać się do tyłu i muszą nam wystarczyć lusterka. Dzięki czemu na pewno nic nie strzeli nam w karku a to przecież lepiej dla zdrowia.
    Mówiąc poważniej – Ceed (owszem, o generację nowszy, ale wciąż) przypomina mi Nissana Pulsara, którym przez krótki czas jeździłem: nie mogę o nim prawie niczego powiedzieć i prawie niczego nie pamiętam. Jest to w stu procentach samochód marki samochód – samochód-AGD. Pojazd niczym z powieści Roberta Musila: „samochód bez właściwości”, że tak sparafrazuję.
    Ale: dla wielu ludzi to dokładnie to czego szukają, co zresztą widać po statystykach sprzedaży. Potrzebuję na najbliższe wakacje właśnie czegoś w ten deseń i cóż – mógłbym rozważyć także i Ceeda. Czyli w sumie Koreańczycy dobrze odrobili zadanie domowe.

      • nie wiem w takim razie kto z własnej woli kupuje coś co go w żaden sposób nie zachwyca…
        rozumiem że 99% sprzedaży to floty, tam nikt nikogo o zdanie nie pyta, ma być tanio, ale nie wyobrażam sobie iść do salonu, wydać kasy tyle co za gospodarstwo 50km od miasta i nawet nie być szczęśliwy z zakupu

      • Niektórych ludzi samochód zachwyca w równym stopniu jak spłuczka w WC albo szmata do podłogi – po prostu jest coś takiego potrzebne, więc trzeba kupić, ale to wyłącznie przykry obowiązek. Dziś takich ludzie jest już większość.

      • eee nie możliwe, jednak wydając kilkadziesiąt albo i więcej tysięcy trzeba się z tego cieszyć, bo inaczej jak to uzasadnić, no bo rozumiem że raczej ktoś kto kupuje nowy samochód nie przyjeżdża zgnitym matizem tylko jednak czymś nowszym co pewnie dalej normalnie jeździ, no właśnie ja tego nie rozumie, postuję o to żebyś Szczepanie napisał artykuł o uśtednionym profilu osobowym człowieka przyjeżdżającego po nowy samochód, bo w końcu skoro Twój tato ma salon to mimo że tam mówisz że się mało udzielasz to możesz go o to podpytać i brata, to bardzo ciekawy socjologiczny test, co takimi ludźmi kieruje (pomijam zakupy flotowe), chodzi mi o indywidualnych klientów, jednak Honda to nie Daewoo i tam raczej nie przychodzą ludzie z przypadku (nie umniejszając Daewoo bo ja bardzo ubolewam że upadli bo oni byli najlepszym co mogło spotkać FSO i bardzo żałuję że to padło)

      • Nie wierzysz, to nie wierz, ale dziś samochodziarze to gatunek wymierający. Nie ma to nic wspólnego z cenami samochodów – ludzie wydają tyle, ile muszą, wysokość rat porównują bardzo uważnie, ale emocji w większości z nich nie ma ani grama. Ci, którzy jeszcze auta lubią, cieszą się tymi starszymi – czasem mają tylko takie (jak ja), a czasem na co dzień jeżdżą nowym, a w garażu mają coś fajnego na weekend. Ale praktycznie nikt już nie przychodzi do salonu z przyspieszonym pulsem. XX wiek skończył się bardzo dawno temu.

      • Ludzie generalnie kupują to co inni już kupili, taki owczy pęd, podkręcony jeszcze tym że policja, szczególnie powiatowa też tych samochodów licznie używała, więc domyślnie były dobre i szybkie.

      • Po prostu mało kto chce dziś rzeźbić w g… i lepić jakieś stare, zamęczone złomy. Auto zaczyna wykazywać wskazywać zużycie i wymagać pierwszych większych inwestycji, idą do salonu i kupują kolejne, żeby mieć święty spokój. Przecież to jest najzwyczajniej w świecie logiczne. 🙂

      • W powyższej sprawie mam jeszcze jeden komentarz: człowiek idzie do salonu, kupuje auto za duże pieniądze; bo nawet jeżeli to leasing czy najem długoterminowy to tak czy siak są to grube tysiące albo i dziesiątki tysięcy złotych. Będzie takim autem jeździć co najmniej ze dwa lata, ale nierzadko pięć, sześć, osiem, będzie je często widzieć.I wybiera kolor biały albo srebrny. Czarny z czarnym. Ba! Czasem nawet za taki dopłaca! Dlaczego?
        Inny przykład: zakup mieszkania. Najdroższy zakup w życiu woiększości ludzi. Spędzą w tym miejscu co najmniej z 30% swojego dorosłego życia, albo i więcej. Po czym kupują takie z widokiem jak na spacerniak w więzieniu, ewentualnie na stację benzynową i ruchliwą dwupasmówkę (niedaleko mnie sprzedawano właśnie coś podobnego za wygórowane sumy).
        Być może niektórzy nie znają pojęć: „estetyka”, „ładny”, „gust” czy „piękno”. Po prostu w ich słowniku one nie istnieją i tyle.

      • Daozi: ja zauważam że jest jeszcze gorzej, srebrny to i tak przynajmniej metalik nie jest najgorszy, teraz coraz więcej widać po prostu SZARYCH… ja nie wiem jak można sobie kupić nowy SZARY samochód? albo szare meble kuchenne, wszystko szare jak szara rzeczywistość. jeszcze trochę i czarno-białe telewizory wrócą, zobaczycie, nie kłamię i pewnie to będą też kupować 😉

      • @Daozi, spojrzyj na to z innej strony: wybiera gość wymarzony samochód – kolor, silnik, wypasienie, zaliczka, zamówienie w fabryce, odbiór już za 3 miesiące. Po sześciu zaczyna się niecierpliwić.po dziwięciu się wnerwia. Dostaje propozycję, możemy sciągnąc na jutro z sąsiedniego salonu, prawie takie jak pan zamawiał. Wyposzczony się decyduje odebrać; zamiast czerwonego czarny, w wyposażeniu brakuje head-upa i pdnośnika klapy, ale jest przez chwilę szczęśliwy, że po prawie roku odebrał w starej cenie (wtedy samochody drożały). I gdyby nie ta czarna pieprzona perła, na której widać każde źdźbło kurzu i jest brudna 10 min po wyjeździe z myjki. A takie są praktyki koncernu na S. Albo pan kupi to co dajemy, albo niech pan s…I co pan nam zrobi?

      • @Szymon B i z takich o to powodów trzeba porzucić sentymenty i dać koncernowi na S.. zbankrutować, przykre , ale prawdziwe. Saaba już się uważa za melodie przeszłości mimo, że robił auta całkiem niezłe.

      • Noo, te szare kolory są odrażające. Wygląda jakby fabryka zapomniała polakierować, pozostawiając karoserię w podkładzie.

      • Nie wiem. Z rodziny nówki zawsze byly kupowane „z placu”. Nikt sie nigdy nie bawił w jakies zabawy konfiguratorem, samochód miał być wystarczająco wygodny, wystarczająco szybki, nie brzydki i mieścić się w budżecie.

      • @Szymon B – Ja przepraszam, bo trochę zaniżam poziom i może nawet trochę seksistowsko to zabrzmi, ale muszę: kupować w ten sposób samochód to jakby z własnej woli ożenić się ze szpetną kobitą „a bo wie Pan, taka to raczej nie zdradzi, no mniejsza szansa”. Zazwyczaj komentuję tak kiedy ktoś mówi, że wybrał szare auto, bo jakby brud trochę mniej widać.

        Ale co do zasady rozumiem – wiem, że różnie bywa. A najbardziej ironiczne jest to, że sam mam srebrne auto, bo szukałem tak rzadkiego, że jak już się w ogóle trafiło, po prawie dwóch latach poszukiwań, to wziąłem srebrny metalik i cóż – życie. Chociaż w salonie bym nie odpuścił.

      • @ Daozi. Szpetna to ta kobita nie była, tylko brudliwa i wiecznie nieświeża.

  4. A propos Toyoty. W 2015 i 2016 roku wezwano moją Corollę ’03 na wymianę poduszek powietrznych Takaty (raz kierowcy i raz pasażera). Auto ostatni raz widziało ASO w 2009 roku. Co ciekawe jest moją własnością od 2011 roku. Serwis z Gdańska wysłał najpierw wezwanie do pierwszych właścicieli, a oni dali namiar na moją ślubną. Gdyby nie upór serwisu w ogóle nie wiedzielibyśmy o całej akcji serwisowej. Wtedy jeszcze stawiałem wielki znak równości pomiędzy producentami europejskimi i japońskimi. A dziś… Minęło 10 lat i tą samą Corollą ciągle dojeżdżam do pracy. Żona kilka lat temu przesiadła się do Subaru i od tej pory trzyma się tej marki. Gdybym obecnie miał zmieniać auta i przesiadać się na coś europejskiego – to byłyby najprostsze modele Fiata, Dacii czy Skody. W droższe i bardziej zaawansowane modele bałbym się wejść ze względu na późniejsze koszty napraw. Nie miałbym takich obaw przy autach z prefektur Hiroszima czy Aichi.

    • Ja mam 17-letniego Mercedesa W204 i on – odpukać – jeździ jak Toyota, tzn. w ciągu siedmiu lat posiadania go dopiero raz byłem w warsztacie poza planowymi przeglądami (w dodatku okazało się, że w zasadzie niepotrzebnie). Aktualny przebieg 188.423 km – dziś byłem na SKP, więc mam to na wydruku. Rdzy nie ma ani grama, odkąd producent zafundował mi nową belkę tylną (jej „przyspieszona korozja” była powodem ogłoszenia akcji serwisowej – faktycznie, po 15 latach był na niej rudy nalot, ale absolutnie bez dziur).

      Ale jak sam mówiłem, młodszych Mercedesów też się boję i wolę w przyszłości wybrać coś innego. Nie wiem jeszcze co, bo W204 nie zamierzam sprzedawać tak długo, jak to będzie możliwe.

      • @SzK, W213 zajął 1 miejsce w rankingu TUV pod względem niezawodności wśród aut z przebiegiem powyżej 100 tysięcy 😉

      • o a ja ostatnio spawałem podłużnicę w Yarisce bo się belka urwała 😉 ale nie byłem w ASO 😉 kupiłem ją za 500z więc nie mam za złe Toyocie 😉 właścicielce poprzedniej mówiłem już 5 lat temu że te tylne podłużnice to są na prawdę zgnite i żeby uważać i szykować się do zmiany, przejeździła dalej 5 lat a belka urwała się jak córcia driftowała po polu więc jakby uzasadnione 😉 zresztą po podniesieniu zawieszenia (mocniejsze sprężyny) także tego, Toyota jednak choć nudna to nie bez powodu kochana przez ludzi, córcia też chce Yariske jak dorośnie i zda prawko, tylko nie tak zgnitą 😉 (nie wiem czy jakieś dożyją ale w Hiszpanii widziałem totalne zdrowe Yariski tylko wszystkie uszczelki sparciałe, a ja uszczelki mam dobre)

  5. Wieść gminna nosiła kiedyś, że serwis u Koreańczyków to taki średni: co prawda niezbyt skuteczny, ale za to drogi.
    Z drugiej strony; mój brat kupił 12 lat temu 4-letnią wtedy Sportage II (po liftach, choć – ciekawostka – tam były, jak w FSO, wersje przejściowe – wnetrze bylo, poza zegarami, przedliftowe), już produkowaną na Słowacji. Auto było sprowadzone z Czech i dzięki pomocy/znajomościom pewnego znanego blogera (choć wtedy jeszcze nie aż tak znanego jak dziś, za to wówczas redaktora pewnego tygodnika motoryzacyjnego) udało się ustalić trochę historii auta i wyszło, że ominęła je akcja serwisowa z jakimś czujnikiem przy pedale gazu. Brat podjechał do najbliższego ASO Kia i bez problemów, za darmo, ogarnęli (choć fakt, to było raptem może 3-4 lata po tej akcji).

  6. Mało kto zauważył, że w Polsce to auto miało dodatkową reklamę w postaci srebrno-niebieskich(teraz srebrno-cytrynowo-niebieskich) aut flotowych pewnej „firmy” której pracownicy ubierają się na niebiesko z białymi akcentami:)”Firma” wszędzie ma „oddziały” auta nie były i nie są oszczędzanie, a mimo to nie klękają na robocie.Wielu mogło nawet ocenić zużycie wnętrza(a także działanie blokady rodzicielskiej 😉 ) siedząc w drugim rzędzie siedzeń.

    • @gumi, ale w policji były naprawdę różne opinie o Ceedzie. Niektórzy policjanci srogo narzekali. Ale pamiętam co się działo jak był pierwszy przetarg na cee’dy i wszędzie trąbiono czemu nie biorą Astry z Gliwic.

      • akurat Astra z gliwic to gówno jakościowe, więc dobrze że nie brali, zaryzykuję stwierdznie że pomylonezy policyjne były lepiej postarane niż Astry z Gliwic bo miałem Astrę z Gliwic i to zgnilizna straszna

        ale fakt, nic tak chyba nie rozpromowało Ceeda jak właśnie radiowozy, bez tego u nas dalej było by to mało znane auto

      • @benny_pl tu chodziło o to, że hajs idzie na Słowację, a nie zostaje przynajmniej częściowo w Polsce.

        Miałeś classica pierwszej generacji czy drugiej? Bo dwójka ponoć nie była taka zła.

      • @pstrykej9
        Ja miałem Astre 2 Classic z Gliwic. Najgorszy samochód jaki miałem. Nie dość ze korodował, np zgnił mi nr VIN, to jeszcze non stop jakieś problemy. Jedyny samochod ktorego z przyjemnością sie pozbylem

      • miałem jedynkę kombi z Gliwic z 2000r, gniła może nie strasznie, ale dość mocno, silnik 1.4 8v ledwo jechał ale za to wywalał ze 3x UPG (no nim nie dało się nie jechać ciągle z gazem w podłodze) w końcu wymieniłem na 1,6 z Astry z Bochum no to jechał już normalnie, przy okazji przełożyłem też przekładnie kierowniczą bo już pompę wspomagania miałem z silnikiem więc jazda była o wiele przyjemniejsza, sprzedałem i kupiłem 5 lat starszą Astrę z Bochum – jakość nieporównywala, gnicie bardzo powolne, nic się nie psuje, no i najważniejsze – w automacie 😀

        Teścio miał też Astrę F z 2001 z Gliwic to gniła przeokropnie, ale że to 1.6 8V była no to nic się tam nie psuło, no raz pompka paliwa zdechła od jazdy na gazie i bodajże silniczek krokowy. ale jeżdziło to też tak kluchowato, zawieszenie z gównolitu rozpadało się szybko, a gniło wszystko, tak że pod koniec to przełożyłem z zaprzyjaźnionego złomu wszystko co się dało – drzwi, maski, błotniki, belkę pod silnikiem przegnitą na wylot w kilku miejscach, a że to zaprzyjaźniony złom to zostawiłem po prostu te zgnite elementy i coś tam szmela dowiozłem i nic nie płaciłem, ale i tak niedługo potem tylne podłużnice tam przy belce już na wylot wygniwać zaczęły i kupiłem teściowi za tysiąca rozbitą lekko przodem Zafirę którą naprostowałem (podnośnikiem hydraulicznym i beleczkami) i wymieniłem maskę, zderzak, lampy, chłodnice i wzmocnienie przednie za łączną cenę 300zł, a zgnitą Astrę kupili jeszcze za tysiąca cyganie i byli szczęśliwi że „normalnie jeździ” bo mówili że dopiero co jakąś Corsę oglądali to dziwnie pracowała i się zepsuła na jeździe testowej ;). No w sumie to tej Astrze nie można było zarzucić tego że po prostu jeździła, prowadziła się dziwnie, ale jechać zawsze jechała, i jak się nie rozleciała to jeździ pewne dalej, a może gdzieś w afryce jeździ

    • Dodajmy jeszcze, że testowanie przestronności tylnej kanapy w sposób tradycyjny jest tu nieco niesprawiedliwe, prawidłowa procedura wymaga sprawdzenia komfortu siedzenia z rękoma za plecami, oceny ukrwienia i drętwienia dłoni po półgodzinie i temu podobnych aspektów.

  7. wspominany Ford Festiva to też żaden Ford, to po prostu Mazda 121, key-car bardzo podobny do Tico, co nie jest żadną wadą, te Pride też były bardzo trwałe, a że gniły… wtedy wszystko co nie było Audi 80 albo Peżotem 205 gniło tak podobnie, no chyba że było z Nysy, to gniło jeszcze w fabryce, to wszystko z troski o to żeby FSO mogło powiedzieć że ich samochody są lepiej zabezpieczone antykorozyjnie 😉

    • Dojeżdżałem Kię Prida po teściu ze dwa lata. Jak sprzedawałem 8. letniego, to płakałem, bo nic nie zgniło poza wydechem i tarczami hamulcowym, a córka nie chciała nim jeździć bo był zbyt obciachowy. Był totalnie nieergonomiczny; waliłem kolanem w kant deski przy wsiadaniu, głową w kant klapy bagażnika, tylne siedzenia składały się w sposób genialnie pomniejszający przestrzeń ładunkową, ale była zwinna, szybka, chociaż miała za krótkie biegi i trzeba było się namachać długą nieprecyzyjnie pracującą wajchą biegów. Ale, Benny, porównywać go z Matizem to świętokradztwo.

      • jak już to z Tikiem (choć to technicznie prawie to samo), czemu świętokradztwo? Tikiem też się super jeździ, tylko gnije bardziej no bo w końcu FSO, tradycja zobowiązuje, ale idzie jak wściekłe, zamyka licznik bez problemu, choć powyżej 150 trochę już strach że się maska otworzy bo falować zaczyna 😉 no i najwiiększa wada Tika to słabe hamowanie, przez niewielką masę, po prostu łatwo koła w poślizg wpadają, na 13″ z Matiza nieco lepiej, ale z kolei przyśpieszenie gorsze, ale jeśli chodzi o wygodę jazdy to ja nie narzekałem, miałem ze 3 Tica, bardzo fajne autko, i najoszczędniejsze jakie miałem, pali 7.5l gazu jeżdząc ciągle na pełnej bombie, więc pewniie więcej nie jest w stanie spalić, np do Szczecina z Lublina podróż ok 80zł wyszła 😉
        chociaż porównujc z Cieniasem no to cienias się prowadzi duuuuużo lepiej, zupełnie pewnie się jedzie 145 z gazem w podłodze (więcej się nie da na gazie 900tką, 700tką 130 z ledwością) no ale Cienias nawet 900 idzie duuuużo gorzej od Tika, moooże fire 1100 idzie lepiej, nie wiem nie miałem, ale miałem Uno fire 1000 i szło też tak sobie, a do tego ten silnik Fire zdechł po 75tyś i założyłem 900tkę i jeżdził nawet lepiej (moc odczuwalnie podobna ale 900tka ma więcej momentu z dołu i lepiej się rusza)
        no ale Cienias 900 pali 10l gazu jadąc przy tym słabiej, a 700tka 11l jadąc jeszcze gorzej (ta sama instalacja, to samo auto, bo przełożyłem zespół napędowy cały po wymianie z 10 razy UPG w 700tce

      • @ Benny, 130 to chodził mój pierwszy PF 126p, jak go trochę poprzerabiałem A tylko splanowałem głowicę, przetoczyłem koło zamachowe i grzybki zaworów, wypolerowałem kanały w głowicy i trochę w kolektorach, podniosłem gaźnik i zrobiłem pseudoturbo drążąc otwór z obudowy wentylatora do filtra powietrza. Wskazówka licznika się wyginała więc, ze 130 dawał. Hamowni najazdowych wtedy nie było, żeby to zweryfikować, podobnie jak pojęcia tuningu (nawet nie znałem tego słowa) .

      • to gratuluję udanego tuningu i dobrego układu kierowniczego, miałem parę maluchów to strach było 100 przekraczać bo ciężko było utrzymać prostą drogę 😉

  8. miałem Sportaga 1 (kupiłem kiedyś za 2tyś) i w sumie fajna terenówka, ogarnąłem trochę (tryb awaryjny automatu, naprawiłem działanie na benzynie + poprawki blacharskie i za 2x tyle sprzedałem przed kolejnym rokiem ubezpieczenia i fajnie wspominam, to była technicznie Mazda Bongo więc w sumie silnik 626, jedyny DOHC z bezkolizyjnym rozrządem!!! solidne i bardzo niedoceniane auto, zupełnie jak Frontera którą mam cały czas, choć teściowi ją dałem dawno temu, ale nic się w niej poza czujnikiem położenia wału nie popsuło (2.4 CIH)

    ale nie to miałem pisać

    Kia Shuma – paskudne to jak nieszczęście, na sam widok tego przodu chce się rzygać, ALE! nigdy nie widziałem tak pięknie równiutko pracującego silnika (benzyna) nie wiem jak oni to zrobili ale z 7 lat temu znajomy taką przyjechał żeby mu progi podspawać i jak ten silnik pięknie pracował to ja to do dzisiaj pamiętam jak równiutko gładko ile by nie stał, zero wypadania zapłonu, zero jakiś anomalii a to zwykły 4cyl benzyniak, urzekł mnie wtedy i do dziś tego nic nie powtórzyło, owszem stare diesle pięknie równo pracują ale mówię o benzyniakach

  9. KIA – Killed In Action 🙂
    Pride pamiętam z ulic, samochodzik może i miał swój urok, ale robił wrażenie równie pancernego co Tico czy Maluch.
    Pierwsze Rio było charakterystyczne, taki jakiś kosmiczny robal, ni to hatchback ni to kombi, dosyć ciekawy wygląd.
    Przedliftowa Shuma mi się podobała, trochę tego jeździło, kontaktu nie miałem.

    Cee’d/ceed (zawsze myślałem, że apostrof był pomiędzy e) – w rodzinie były wszystkie generacje, w sumie żadnych problemów nie pamiętam. Rodzice zamienili Cee’da 1 na Cee’da 2 na Sportage nawetniewiemile. Czyli nikt się do Kii nie zraził. W stosunku do Astry G w środku było więcej miejsca i ze środka było więcej widać. Astrę 1.6 16V było łatwo zdusić przy ruszaniu, „sid diesel” ruszał bez problemu bez tykania gazu i sprawiał wrażenie, że ta sztuka się uda nawet na trójce. 160 konny Ceed 3 bez gazu gaśnie jeszcze chętniej niż Astra. W przedliftowej jedynce aby zmienić żarówkę mijania wg instrukcji należało zgłosić się do ASO 😀 Mi się ta sztuka udała, częściowo dzięki chudym rękom, ale żarówkę musiałem wyłowić spomiędzy zderzaka i nadkola kładąc się koło samochodu.

    I „najpolsze” wspomnienie sprzed lat z Cee’dem w roli głównej. Parkuję pożyczoną od dziadka kijankę pod Wolinem czy innym Malborkiem, naklejkę reklamową na tylnej szybie widać z daleka, parkują inne samochody. Po parkingu idzie kilkuletnie dziecko z ojcem i się pyta:
    „- Tato, a co to znaczy „Moja nowa Kia ma 7 lat gwarancji”?
    – To znaczy, że debil przez 7 lat musi płacić za przeglądy w ASO”

    • hehe a ja 20 lat temu jak pod sklep na wiosce podjeżdżałem Tarpanen to dzieciaki z otwartymi gębami mówiły „paaa jaka fura. noooo, jak czak noris!” autentyczne!

      • ale ten Tarpan faktycznie był świeżo pospawany wyszpachlowany odmalowany i wyglądał prawie jak Chevrolet wschodu 😉

      • Tarpan akurat to z wyglądu przekozak. Przynajmniej dopóki człowiek się za bardzo nie zbliży…

      • w sumie dopuki nie wsiądzie 😉
        ale mój był z silnikiem Poloneza nie żuka więc to nawet nieźle szło (na pusto oczywiściie)

    • Według dyrektywy GVO nie musi płacić w ASO – można serwisować gdzie się chce, tylko potem są kłopoty z udowadnianiem, że nieautoryzowany warsztat niczego nie zaniedbał. Producent w przypadku awarii zawsze będzie twierdził, że to wina obcego mechanika (niby że co, oleju źle nalał? Bo specyfikacja oleju jest akurat łatwa do sprawdzenia). Dlatego ludzie dla świętego spokoju jednak do ASO jeżdżą.

      • Producent/importer nawet przy serwisowaniu w ASO pewnie bedzie udowadniał, że to wina klienta/normalne zużycie eksploatacyjne/kwestia odwróconych kryształów i plam na słońcu 😉

        Ton wypowiedzi w stylubwąsatego wujka sprawił, że sytuacja była na tyle komiczna, że ją pamiętam po blisko 20 latach.

  10. co do tej niezawodności, to dziadkowie kupili w 98r nową Felicję, i w niej przez 10 albo i nieco więcej lat nie zepsuło się nic poza czujnikiem wentylatora (niby nic ale jednak łatwo przez to zabić ten delikatny silnik na mokrych tulejach, ale dziadek dzięki prawdziwym wskazaniom wskaźnika temperatury od razu zauważył usterkę i pojechał do ASO, zapłacił jakieś grosze za orginalny czujnik i jeszcze namówili go na kompleksową konserwację za jakieś 500zł widząc piękny stan zawsze garażowanej Felicji także same pozytywne wspomnienia, gdyby nie to że ktoś wjechał w dziadków na rondzie rozwalając cały przód Felicji tak, że skrzynia rozpadła się na tryby to by Skodovka dalej jeździła, ale oczywiście mój ojciec nawet nic mi nie mówiąc sprzedał ją jakiemuś handlarzowi za tysiąca… ehh zupełnie jak z Zastavą kilkanaście lat wcześniej 🙁
    teraz dziadkowie mają yarisa 2, także to mnie zupełnie wszystko jedno co się z nim stanie

  11. Czy tylko ja widzę, że prawy próg w tym egzemplarzu to jest zeżarty już i syf wyłazi każdą szparą? Czy to złudzenie i zacieki z niedomycia? 🤔

  12. No to teraz ja. O Kii Pride już było, teraz o Hyundaiu. Moje córki mają Tucsony , jeden ma 8 lat, drugi 3. Chodzą w zasadzie bezawaryjnie, prawie bezobsługowo poza zmianą opon, oleju i przepaleniu DPFu (to ja robię, bo za wolno jeżdżą). Ponieważ powziąłem decyzję o rozstaniu sie z DSem, za sprawą Stellantisa, po 25 latach jeżdżenia Citroenami i DSami. Stanąłem przed wyborem nowej marki. Dlaczego nie Hyundai – marka sprawdzona, dealer obłaskawiony. Kupiłem Santa Fe, bo mi się podobał od pierwszej fotografii i nie żałuję. A nawet jestem w szoku. Jeżdżę od roku, pali mniej od DSa 4 1,6, chociaż ma też 1,6 z hybrydą, ale waży 2T. Komfort jazdy wyższy niż w DSie !!!!. W mieście się sprawdza, rusza żwawo jakby mu masa nie przeszkadzała, na autostradzie trzyma kurs, chociaż powyżej 100 trochę wolniej się zbiera i jest wrażliwy na boczny wiatr. Wnętrze solidne, trochę amerykańskie, niestety nie dorasta do designu Francuzów, ale komfortowe. Koreańczycy nie spali i odrobili lekcję, a ja myślałem, że nic lepszego od Citroena/DSa mnie nie czeka.

    • Zgadzam się. O ile w Kii poszli trochę w złą stronę to design nowych Hyundaiów jest moim zdaniem strzałem w dziesiątkę. Wyglądają bardzo nowocześnie, ale nie kontrowersyjnie. Jestem wielkim fanem ich przednich lamp i to zarówno paneli z trójkątnymi LEDami, H-kształtne z Santa Fe czy paski na całą długość które nie wyglądają badziewnie (VW patrzę na Ciebie).
      Jakbym faktycznie potrzebował nowego samochodu to chyba u nich bym szukał.

      PS: Aha no i Inster jest jeszcze fantastyczny. Podobny zupełnie do niczego. Szkoda, że tylko elektryczny.

  13. Rav 4 2003 właśnie wymieniłem poduszki powietrzne na akcji serwisowej ostatni raz była w autoryzowanym serwisie prawie 15 lat temu jak ja sprowadziłem z Francji.
    Takie podejście producenta do bezpieczeństwa budzi szacunek

    • jak bym nie lubił Toyoty to bym pojechał tą zgnitą Yariską (co mocowanie belki dopiero wspawywałem bo się urwała, ta co z córcią po polach jeździmy) na wymianę takat, ale że lubię to nie będę ich naciągał na koszty, po prostu je odłączyłem i tyle 🙂

  14. Mam Mazdę 5 I, miniva na podwozu Mazdy 3. przy długości 4505 mm, rozstawie osi 2750 mm ma promień skrętu 10,6 metra.! to 0 30cm mniej niż ta Ceed czy o 20cm mniej niż Auris – oba krótsze o 20-25cm. Rewelacyjnie na parkingach. Tu dopiero Japończycy zaszaleli.

    • errata, oczywiście promień skrętu większy o 20-30cm od krótszych Auris i Ceed 🙂

  15. To jeszcze ja! Po pierwsze primo, w corolli ’06 dostałem podczas przeglądu kartkę ze skierowaniem do aso na wymianę takaty. Oczywiście nie znalazłem przez 3 lata czasu i nowy właściciel dostał w spadku.

    Żona jeździ cee’d-em II poliftem ostatnie 120 kkm i ŻADNEJ awarii, same eksploatacyjne rzeczy, mimo, że też trochę poobijana była. Polecam generalnie. Ale jak dostaliśmy zastepczego przedlifta, to tam był dramat – wszystko trzeszczy i telepie w środku, mimo, że miał 12 lat i jakieś 200kkm na blacie. Ww corolla dużo starsza z podobnym przebiegiem trzymała się w środku nieporównywalnie lepiej.

    Ogólnie auto do bólu nijakie i średnie – komfort, osiągi (wolnossak 1.6 ma okrągłe 0 nm), wygląd, jazda, miejsce – akceptowalne. W takim beżowym kolorze jak nasza, to trzeba uważać, żeby po niej nie przejść na parkingu, tak się zlewa z otoczeniem 😉

    Aha – nie zauważyłem deficytu widoczności🙂

    • A z ciekawości: ta II nie miała rdzewiejącej tylnej klapy? W tej którą jeździłem (a to było auto z polskiego salonu, bez przygód dookoła wspomnianej klapy) rdza od spodu była konkretna. A auto miało max 12 lat. Coś źle zaprojektowali? Jednostkowa wada może?

      • U mnie jest ok, nie ma purchli, raptem kilka odprysków. Rocznik ’17. Ta zastępcza była ’12, ale też bez rudej.
        Felicja przedliftowa rodziców, tam to chrupało momentalnie pod tylną szybą 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.