PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: DWADZIEŚCIA LAT MINĘŁO, JAK JEDEN DZIEŃ

 

Czy wiecie o tym, że dwadzieścia lat temu był rok dwutysięczny?

Tym razem nie będę pisał o tym, że na ów rok dwutysięczny ludzkość czekała przez całe stulecie naznaczone wojnami i totalitaryzmami, że po zmianie numeru millenium spodziewała się nie wiadomo jakiego skoku i powszechnego Oświecenia – podczas gdy dziś, w dobie nielimitowanego Internetu w kieszeni, najgłośniej słyszalni są płaskoziemcy, antyszczepionkowcy i generalnie wszyscy, którym marzy się rozmontowanie cywilizacji. Tym razem ważniejsze, że w 2000r. Polska nie należała jeszcze do Unii Europejskiej – sprowadzanie starych samochodów było więc ogromnie utrudnione (10-letni limit wieku, cła, itp.), a samochody nowe…

Jako nowe dostępne były „Maluch”, Seicento, Polonez i żerańskie Daewoo. Za auta importowane – również z UE – wciąż płaciło się cło (wprawdzie od 1999r. obniżone z 35 do 10%, ale zawsze). Wskutek obniżki swe znaczenie stracił natomiast tzw. kontyngent bezcłowy – termin kompletnie dziś zapomniany, a w latach 90-tych rządzący całym raczkującym rynkiem dealerskim III RP. Dzięki dwóm rodzimym fabrykom i kilku montowniom, bezcłowemu kontyngentowi oraz poprawie dostępności kredytów rynek nowych samochodów szybko się rozwijał, jednak nówka-salonówka wciąż stanowiła niedoścignione marzenie ogromnej większości Polaków.

W październiku 2000r. rozpoczynałem drugi rok studiów na krakowskiej Akademii Ekonomicznej (dziś – Uniwersytet Ekonomiczny) – tak samo jak moja żona, którą mimo to miałem poznać dopiero 14 miesięcy później. Dokładnie w tym czasie jej ojciec, a mój późniejszy teść, kupował nówkę-salonówkę marki Ford Focus sedan 1,6 Ghia.

***

Ford Focus pojawił się na rynku w 1998r. jako następca Escorta, który 30 lat wcześniej połączył siły europejskich oddziałów koncernu i odniósł wielki sukces (również sportowy), ale z generacji na generację coraz bardziej tracił przewagi, pogarszał jakość i psuł producentowi opinię. Escort nie nadążał za konkurencją ani pod względem parametrów, ani nowoczesności konstrukcji, ani przede wszystkim jakości wykonania i niezawodności.

By zamanifestować światu zerwanie z błędami i wypaczeniami należało zmienić to, co najlepiej widoczne – a więc nazwę i stylistykę. Znane od 1968r. logo Escort ustąpiło więc miejsca słowu Focus, które dobrze wpisywało się w ówczesne trendy: było krótkie, łatwe do wymówienia w każdym języku, neutralne semantycznie, a przy tym jednoznacznie (pan)europejskie. Zmianę ogłoszono tuż przed premierą (zorganizowaną w Genewie w marcu 1998r.), wywołując zresztą protest niemieckiego wydawcy miesięcznika „Focus„. Szczęśliwie obie strony w ostatniej chwili osiągnęły porozumienie.

Jeśli zaś chodzi o stylistykę – to były lata, kiedy wiceprezes Forda do spraw designu, Jack Telnack, forsował stworzony przez siebie styl zwany New Edge, charakteryzujący się „tworzeniem napięcia poprzez dodawanie fałd do aerodynamicznie ukształtowanych powierzchni„. Ówczesne Fordy wyróżniały się niską, trapezową atrapą chłodnicy i płytkimi, subtelnymi przetłoczeniami podkreślającymi dynamizm, w tym charakterystycznymi łukami błotników. New Edge panował krótko, ale wprowadził sporo świeżości w segment zdominowany przez nudne projekty, no i spełnił swoją rolę podkreślenia „nowego początku” Forda.

Focus miał rozstaw osi 2.615 mm i był oferowany jako hatchback trzydrzwiowy (4.175  x 1.702 mm)…

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

…hatchback pięciodrzwiowy…

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

…klasyczne kombi (wydłużone do 4.465 mm)…

Foto: materiał producenta

…i trójbryłowy sedan (długości 4.380 mm).

Foto: materiał producenta

Wnętrze zostało zaprojektowane spójnie z karoserią: środkowa konsola mieszająca kanty i łuki przypominała styl reflektorów, a cały kokpit, podobnie jak panele zewnętrzne, przecinały skośne linie.

Foto: materiał producenta

W Europie epokę New Edge otwarł model Ka (1994r.), potem przyszedł lifting Mondeo (1996), Focus i Cougar, oraz lifting Fiesty (1999). Do późniejszych nadwozi włączano już tylko pojedyncze jego elementy, a całą filozofię zastąpiono nową, nazwaną Kinetic Design.

Poza stylistyką Focus wyróżniał się rzadkim w tej klasie, niezależnym zawieszeniem wszystkich kół, oraz benzynowymi silnikami Zetec (1,4 75 KM, 1,6 100 KM, 1,8 115 KM i 2,0 130 KM), które bez wyjątku miały po dwa wałki rozrządu. Trochę słabiej prezentowały się diesle, których Ford nie traktował priorytetowo (w pierwszych latach po pojawieniu się systemu common-rail w ogóle nie zdecydował się go użyć twierdząc, że to chwilowa moda): 1,8-litrowa jednostka z bezpośrednim wtryskiem i turbosprężarką rozwijała 75 lub 90 KM. Standardowa przekładnia ręczna miała pięć biegów, zaś opcjonalny, czterobiegowy automat oferowano tylko do silników 1,6 i 2,0.

Ford proponował wiele pakietów wyposażenia, różniących się na poszczególnych rynkach: w Niemczech standardowo montowano cztery poduszki powietrzne, w pozostałych krajach tylko dwie. Lokalnie zdarzały się odmiany bez elektrycznych szyb ani nawet centralnego zamka.

Tradycyjnie dla Forda pakiet luksusowy nazywał się Ghia i obejmował między innymi ABS, elektrycznie opuszczane szyby, elektrycznie regulowane i ogrzewane lusterka oraz pseudo-drewniane okładziny wnętrza. Jak na kompakt taniej marki – bardzo elegancko.

Foto: materiał producenta

Sportowa wersja Zetec dostawała sztywniejsze zawieszenie, 15-calowe alufelgi, jasne tarcze zegarów, aluminiowe wykończenie i sportowe fotele

Foto: materiał producenta

Focus został przyjęty entuzjastycznie i w latach 2000-2001 został najpopularniejszym autem Europy. Dziennikarze mówili, że model zakończył ćwierćwieczny okres dominacji Volkswagena Golfa i uznawania go za wzorzec klasy kompaktowej.

Po niedużym – symbolicznym wręcz – liftingu z końca 2001r. do oferty doszedł topowy silnik 2,0 ST 173 KM (od Sports Technology), wyposażony dodatkowo w sportowe zawieszenie i fotele, większe hamulce oraz sześciobiegową skrzynię, a rok później pojawiła się limitowana do 4.501 egz. seria 2,0 RS z turbodoładowaniem, rozwijająca 215 KM.

Lifting zmienił reflektory, zderzaki i dodał sporo opcji wyposażeniowych (automatyczną klimatyzację, system nawigacji, ksenonowe reflektory, zmieniarkę CD, itp.)

Foto: materiał producent

Segment hot-hatchy powstał z niechęci samochodziarzy do ostentacji (po kryzysie naftowym, gdy nieszczególnie patrzono się na roadstery i sportowe coupé). Z tego powodu aż do końca stulecia najszybsze wersje kompaktów – jak Focus 2,0 RS – zachowały stosunkowo skromny wygląd, w niczym nie przypominający dzisiejszych, skrajnie agresywnych odpowiedników.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Na rynek europejski Focusa produkowano równolegle w trzech zakładach: niemieckim Saarlouis, hiszpańskim Almussafes w pobliżu Walencji i belgijskim Genk, ale lokalne wersje powstawały też w USA, Meksyku, Argentynie, Wenezueli, Rosji i na Filipinach.

Ford był jednym z pierwszych przedsiębiorstw globalnych, które już prawie 90 lat wcześniej wytwarzało Model T na wszystkich kontynentach

Foto: materiał producenta

***

Dwudziestą rocznicę poznania się będziemy z Anią obchodzić za półtora roku, ale wiśniowy Focus 20 lat kończy już teraz. Auto wciąż pozostaje wśród swoich – po 8 latach eksploatacji dostał je od taty mój szwagier Paweł, który do dziś wozi nim swoją rodzinę (w konfiguracji 2+2), ale właśnie zaczyna rozważać wymianę. Pomyślałem, że to dobra okazja, by przedstawić Focusa na blogu, no i pofilozofować na wiecznie aktualny temat przemijania. Tak się bowiem składa, że samochód dobrze pamiętam z czasów, gdy miał ledwie rok z hakiem i wciąż pachniał nowością, dziś zaś osiągnął punkt, w którym rynkowa wartość spadła poniżej pojedynczego, przeciętnego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej. Przejście całej tej drogi w jednej rodzinie nie zdarza się często, a w tym przypadku, choć auto nie należało do mnie, mogłem to sam obserwować, a czasem też osobiście Fordem powozić.

Autko trzeba zmienić, bo psoci!!” – powiedział mi na wejściu mały Dawidek, który według własnych słów ma „wpół do cztery latka„. Pytam – jak psoci? „Gaśnie jak tata parkuje„. Aha. Tata dodaje, że faktycznie – czasami zgaśnięciem skutkuje energiczne kręcenie kierownicą na półsprzęgle i rozgrzanym silniku. Poza tym Focus nie sprawia żadnych problemów mechanicznych: w ciągu dwudziestu lat przejechał 208 tys. km i nigdy nie pozostawił użytkowników na lodzie. Życie automobilistów byłoby piękne, gdyby każde autko na świecie tyle psociło.

Wiśniowy Focus 1,6 Ghia został zakupiony w październiku 2000r. w zlikwidowanym w międzyczasie salonie Forda w Tomaszowie Mazowieckim. Na wyborze zaważyło… właśnie istnienie tej firmy: dealerów innych popularnych marek trzeba było szukać w Piotrkowie Trybunalskim, Bełchatowie, a najlepiej w Łodzi – tymczasem Ford, jako jedyny kompaktowy sedan, był dostępny na miejscu. W dodatku od ręki: teściowie zdecydowali się na egzemplarz wystawowy, bo wersja, kolor i cena akurat spasowały. Wystarczyło zapłacić i osobiście wyjechać z przeszklonego salonu, zasiadłszy wcześniej na zafoliowanych siedzeniach. W ten sposób w rodzinie znalazło się trzecie auto, po przedpłatowym „Maluchu” i wylosowanym w Auto-Tak Fiacie Uno.

Teść nie należy do pasjonatów motoryzacji – dlatego bliskość salonu i serwisu, przy braku czynników dyskwalifikujących, wystarczyła do podjęcia decyzji. To ważna obserwacja: o powodzeniu danego modelu w ogromnej mierze decyduje gęstość sieci dystrybucyjnej, bo niewielu ludzi ma czas i ochotę jeździć daleko (nie tylko w czasie poszukiwań samochodu, ale i potem, każdorazowo na przegląd). Ten czynnik traci na znaczeniu w miarę przenoszenia się ludności do wielkich miast, gdzie działają dealerzy wszystkich marek, jednak dawniej często okazywał się kluczowy i wzmacniał dominację produktów lokalnych (obok oczywistych czynników jak koszty transportu, cła i patriotyzm).

***

W artykule o Peugeocie 205 „samochodami wielozadaniowymi” nazwałem pojazdy segmentu B. To jednak francuski punkt widzenia, ukształtowany przez ciasne ulice i wysokie podatki od pojemności silników. W naszych warunkach za najbardziej uniwersalną trzeba uznać klasę kompaktową – a przynajmniej trzeba było w latach 90-tych, z których wywodzi się pierwsza generacja Focusa. Dzisiejsze samochody mocno urosły, ale wtedy właśnie segment C wydawał się optymalny: wystarczająco duży, by wygodnie pomieścić rodzinę, wystarczająco mocny, by bez kompleksów śmigać autostradami, ale i wystarczająco mały, by nie generować nadmiernych kosztów ani innych bólów właściwych zbytkom. Inna sprawa, że w ówczesnych warunkach porządny, nowy kompakt kosztował bardzo dużo, jak na polską kieszeń, nie pełnił więc roli pragmatycznego wozu rodzinnego, a czegoś znacznie lepszego.

W 1999r. polski ranking sprzedaży nowych aut stanowił niemalże dokładne odwzorowanie rankingu cen: otwierały go Seicento, Matiz, Lanos i Felicia (z tego schematu wyłamywały się jedynie mocno już przestarzałe 126p, Tico i Polonez, zajmujące odpowiednio miejsca piąte, siódme i dziesiąte). Spośród pierwszej dziesiątki tylko trzy modele należały do klasy kompaktowej (Lanos zajmował miejsce trzecie, Astra Classic piąte i Polonez dziesiąte), a z importu pochodził… tylko jeden (Felicia, miejsce czwarte). Tak: na 10 najpopularniejszych aut 9 produkowano w Polsce (!!), a jedno w Czechach.

W tamtym momencie w pierwszej dziesiątce nie mieścił się jeszcze żaden model zachodni, ale zwrot miał nastąpić lada chwila. Już w 2003r. liderem została Škoda Fabia, z wyrobów polskich pozostały jedynie Seicento (lokata druga) i Panda II (piąta), zaś wyrobów zachodnich wskoczyło na listę aż sześć: na miejsce 3 – Punto, 4 – Yaris, 6 – Corolla, 7 – Corsa, 8 – Peugeot 206, 9 – Focus. To była wielka zmiana, jak na zaledwie cztery lata, choć z drugiej strony trzeba dodać, że rynek jako całość z różnych przyczyn skurczył się o prawie połowę (z 640 tys. aut sprzedanych w 1999r. do 358 tys. w 2003-cim).

***

Kompaktowe samochody z końca lat 90-tych są mi o tyle bliskie, że w tamtym czasie działałem co nieco w firmie taty, rozmawiałem z klientami i trochę jeździłem nowymi Civikami. Bardzo znamienne było to, że jako-tako sprzedawały się tylko wersje najuboższe, bo inne kosztowały niewspółmiernie drogo. Jeśli Civic – to niemal wyłącznie hatchback 1,4. Kombi zwane Aerodeck albo wypasione 1,8 VTi nie mogły się przebić, bo wychodziły drożej od bazowych Accordów. Jeśli w ogóle stały w salonach, to głównie jako ozdoba, dla przyciągnięcia wzroku klientów. Taką właśnie wystawową sztukę kupił w 2000r. mój wtedy-jeszcze-nie-teść: stukonny silnik 1,6 i znaczek włoskiego studia Ghia to było naprawdę coś!!

Mój pierwszy kontakt z Focusem nastąpił na wiosnę 2002r., kiedy auto miało tylko półtora roku, a salonowe Civiki pamiętałem jeszcze na świeżo: choć bardzo cenione przez klientów, mnie nieszczególnie przekonywały, bo były twarde, ostre i szybkoobrotowe. Jako człowiek mentalnie stary zawsze wolałem coś spokojniejszego i elegantszego, dlatego Focusem jeździło mi się przyjemnie.

Styl New Edge miał swoich przeciwników jako mało spójny: tu kant, tam łuk, linie krzywe wymieszane z ostrymi kątami… Myślę jednak, że z ryzykownego eksperymentu styliści Forda wyszli obronną ręką: udało im się wyróżnić na tle nijakiej konkurencji (zwłaszcza niemieckiej), bez zrażania zbyt wielu klientów. Konserwatyści wybierali sedany i kombi, młodsi duchem – pękate hatchbacki. Z przodu auto prezentuje się chyba najlepiej: jednocześnie elegancko i dynamicznie, z typową dla lat 90-tych powściągliwością.

Foto: praca własna

Patrząc z ukosa ciężko stwierdzić, czy tył jest stopniowany czy ścięty. Cała sylwetka przypomina niezdecydowane pod tym względem Citroëny, ale w dalszym ciągu prezentuje się bardzo przyjemnie: nie kipi agresją ani też, jak mawiają Niemcy, „nie zalatuje pastą do podłogi” (czyli drobnomieszczańskim nadęciem).

Foto: praca własna

Wytłoczone w błotnikach łuki nie były chyba konieczne, na pewno jednak dodały charakteru. Z dzisiejszego punktu widzenia rażą małe lusterka i koła (wymiaru 185/65 R14). Aż dziwne, że wystawowemu egzemplarzowi z pakietem Ghia poskąpiono alufelg – teść chciał je później dokupić, ale ostatecznie się nie zdecydował (chyba z mojej winy, bo zapytany swego czasu „co one dają?” odpowiedziałem, że są po prostu ładne – co niezupełnie zgodnie z intencją zostało odczytane jako „to czysta fanaberia”).

Foto: praca własna

Segment C jest najmniejszym, w jakim nadwozie sedan prezentuje się naturalnie. Walka linijki z krzywikiem widoczna jest i z tyłu: opcja pierwsza opanowała np. tylny słupek, ta druga – linię dachu. Nie mniej zacięta bitwa toczyła się o klosze lamp.

Foto: praca własna

Gruba, srebrzysta listwa nad tablicą rejestracyjną, cienki pasek trzeciego światła stopu i lakierowane zderzaki – to wszystko są cechy lat 90-tych. Na bardziej okazałe wydechy – również fałszywe – trzeba było jeszcze poczekać.

Foto: praca własna

Bagażnik domyślnie mieści 490 litrów

Foto: praca własna

Przez pierwszych osiem lat eksploatacji wiśniowy Ford był garażowany. W tygodniu teść dojeżdżał nim do pracy (ledwie kilka kilometrów, za to codziennie), a w weekendy rodzina jeździła zwykle na wieś (też niezbyt daleko – 30 km w jedną stronę). Zarówno mechanika, jak i karoseria zniosły to praktycznie bez śladów zużycia. Sytuacja zmieniła się w 2008r.: w garażu teściów stanęła wtedy nowa Mazda 6, a Focusa przejął Paweł, podejmujący właśnie studia w Krakowie. Auto jeździło teraz rzadziej, ale zamieszkało pod chmurką. Kilka spędzonych w ten sposób zim poskutkowało rudymi wykwitami na rantach błotników, klapie bagażnika i dolnych krawędziach drzwi. W 2013r. zapadła decyzja o polakierowaniu całej karoserii, z wymianą poszycia drzwi. Gdybym o tym wiedział, zapewne bym odradził, ale… dziś myślę, że to nie było takie głupie: ktoś bez eksperckiej wiedzy na temat kupowania używek może woleć przedłużyć życie egzemplarza znanego sobie od nowości, z pewnością bezwypadkowego i niskoprzebiegowego, dotąd całkowicie bezawaryjnego. Lakierowanie kosztowało znaczny procent wartości auta, ale podejrzewam, że cokolwiek, co dałoby się kupić Pawłowi za równowartość usługi plus cenę sprzedaży 13-letniego, gnijącego Focusa, z pewnością niosłoby znacznie większe ryzyko.

Dziś rdza triumfuje już po raz drugi: podwozia nie miałem okazji oglądać, ale newralgiczne punkty znów poddają się zarazie, atakującej tym razem od środka. Trzeba jednak przyznać, że źle wyglądają głównie te miejsca, które w międzyczasie zostały przytarte, po czym zatentegowane w technologii domowo-garażowej.

Wymienione poszycie drzwi trzyma się ładnie, również po tapicerce nie widać dwudziestu lat służby (a co dopiero, gdyby ją wyprać!!)

Foto: praca własna

Zużycie widać natomiast we wnętrzu: fotelom, kierownicy i pedałom spokojnie dałbym dwukrotność rzeczywistych 208 tys. km

Foto: praca własna

Stan prawej połowy kokpitu to głównie sprawka bucików Dawidka

Foto: praca własna

Dwie poduszki powietrzne, manualna klimatyzacja, fabryczne radio z odtwarzaczem kaset, elektryczne szyby (tylko z przodu) i lusterka, ciekłokrystaliczny wyświetlacz temperatury i zużycia paliwa – tak u progu XXI wieku wyglądał kompaktowy luksus firmowany przez studio Ghia. O New Edge’u z jego zimną wojną prostych cięć z łukami już się nagadałem, wspomnę więc jeszcze tylko pseudoboazerię w nietypowym kolorze szarym: naonczas dość modną (podobny bajer stosował np. Mercedes w najdroższych pakietach Avantgarde), ale jak dla mnie mało przypominającą drewno.

Foto: praca własna

20 lat temu takie deski rozdzielcze uchodziły za efektowne, dziś nie wyobrażamy sobie większej prostoty. W tym miejscu nie widać raczej New Edge’u, a zachodzenie wskaźników na siebie wprowadza trochę bałaganu, ale być może stylistom chodziło o kontrast?

Foto: praca własna

Kojąca zieleń to chyba najlepszy możliwy kolor podświetlenia zegarów – szkoda tylko, że tak rzadko stosowany

Foto: praca własna

Tylnej kanapy tym razem nie pokażę: ponieważ Focus na co dzień wozi dwójkę szkrabów, uzdatnienie tylnego przedziału do fotografowania zajęłoby dłużej niż mieliśmy na cały test. Pamiętam za to, jak w Tomaszowie jeździliśmy tym autem w piątkę. Raz nawet zdarzyła się eskapada na wesele odbywające się na Pomorzu: daliśmy radę, mimo że dwie z pięciu osób mierzą powyżej 180 cm. Oczywiście, w żadnym kompakcie piątka dorosłych nie poczuje się jak w Wersalu, ale po 300 km wszyscy wysiedliśmy bez bólu. Zresztą teściowie przesiadali się z Uno, na którego tle Focus to prawdziwa limuzyna.

Kilka dni temu dostałem to auto do testu i… zaraz przypomniałem sobie czasy, kiedy żałowałem, że Civic nie jest Focusem. Hondy z lat 90-tych jeżdżą fenomenalnie, ale tylko jeśli mamy sportowe ambicje – tymczasem Focus, ku zaskoczeniu wszystkich znających Escorty, okazał się nowym wzorcem, przede wszystkim w kwestii podwozia. Jego zawieszenie nie mogłoby oczywiście konkurować z BMW, ale w swojej klasie naprawdę imponowało zarówno własnościami jezdnymi, jak i wybieraniem nierówności (których 20 lat temu było w Polsce, nomen omen, zatrzęsienie). Moja zwyczajowa trasa testowa, po górkach i serpentynach na zewnątrz południowej obwodnicy Krakowa, potwierdziła to w całej rozciągłości. Na Focusie nie robią wrażenia ani wyboje ani szybkie zakręty (oczywiście na tle konkurencji z lat 90-tych). To co innego niż Civiki: ich bardzo twarde wersje japońskie (3d i 4d) uwielbiali miłośnicy dynamiki, ale na pewno nie mój kręgosłup, a miększe angielskie – nie zachwycały tu ani tu. Focus to też kompromis, i to taki sprzed 20 lat, jednak przeciętny użytkownik kompaktu nie mógł się doń przyczepić, bo lepszej opcji raczej nie było.

Wielowahaczowe zawieszenie Forda jest dość skomplikowane (przynajmniej jak na 1998r). i uchodzi za kłopotliwe w eksploatacji, ale technicznie egzemplarz Pawła jest utrzymany wzorowo. Nie stuka, nie puka ani nawet nie trzeszczy, mimo że karoseria najlepsze lata ma już za sobą. Pod tym względem pierwsze auto Pawła przypomina pierwsze moje.

Objawów zużycia mechanicznego w ogóle stwierdziłem niewiele: serwisowi zleciłbym przyglądnąć się poduszkom silnika (wibracje na wolnych obrotach i przy ruszaniu) i ewentualnie wymienić sprzęgło (nie ślizga się, ale bierze dość miękko, a po jednorazowym sprawdzeniu pełnego przyspieszenia 0-100 km/h poczułem delikatny grillowy zapach). Teść przez swoje 8 lat nigdy nie odwiedził serwisu nieplanowo, a Paweł z pozostałych dwunastu pamięta jedną awarię zapłonu na pojedynczym cylindrze, która też nie unieruchomiła go w trasie (mówi, że to była świeca, ale znaną słabością Focusa są cewki, więc myślę, że to mogło być to).

I tak płynnie przechodzimy do silnika: 16-zaworowa 1,6-tka DOHC rozwija skromne 100 KM, podczas gdy Civic oferował 90 z jednowałkowego 1,4 i 125/115 z 1,6-tki (odpowiednio z systemem VTEC i bez). Ford ma za to nieporównanie lepszą elastyczność: stromym ślimakiem z podziemnego parkingu wyjeżdża się na dwójce z minimalnym gazem, a z jedynki można ruszyć samym sprzęgłem – nie do pomyślenia w ówczesnych Hondach, które na skrzyżowaniach gasły nawet dziennikarzom. Niskie i średnie obroty w Fordzie robią wrażenie silnika przynajmniej dwulitrowego, z bezproblemowym wygrzebywaniem się od 40 km/h na czwórce. W drugiej połówce obrotomierza pojawia się lekka zadyszka, zwłaszcza pod większe góry: tutaj Honda robiła lepsze wrażenie, jeśli mieszało się intensywnie biegami. Być może to jednak subiektywne, bo przyspieszenie do setki w 10,5 sekundy wypada identycznie w obu 1,6-tkach. Na autostradzie przy 100 km/h obrotomierz Forda wskazuje 2.800, przy 140-tu – prawie 4.000: dzisiaj to dużo za dużo, zwłaszcza że pedał gazu reaguje wtedy dość nerwowo, a luksusów w postaci tempomatu w kompaktach z 2000r. jeszcze nie bywało, nawet w Focusie Ghia. Podobnie jak szóstego biegu: to zabawne, że wtedy dziennikarze krytykowali np. Punto 6-Speed za zbędną komplikację, a dziś na autostradzie szóstki bardzo brakuje.

Silnik jest brudny od niemycia, ale zupełnie suchy, oprócz okolic wlewu oleju

Foto: praca własna

Zużycie paliwa według Pawła: delikatna trasa – 6 litrów, autostrada – 8 litrów, dom-żłobek-praca w zimie – 11 litrów. Zapytam retorycznie: na co komu downsizing…?

Maskę silnika, jak to w Fordach, otwiera się kluczykiem. Wlew paliwa zresztą też, tyle że tam nie trzeba odchylać śliwki.

Foto: praca własna

Na koniec – powiew włoskiego sznytu

Foto: praca własna

***

Dwadzieścia lat minęło, jak jeden dzień” – śpiewał Andrzej Rosiewicz w czołówce drugiej części serialu o inżynierze Karwowskim. Mnie też się wydaje, że do Tomaszowa zacząłem jeździć dosłownie przed chwilą, tymczasem to już prawie dwie dekady. Kiedyś taki wiek samochody osiągały jako kompletne wraki, nieraz po kilku remontach – a mimo to wciąż płacono za nie sporo pieniędzy. Dziś jest odwrotnie: 20-letni Focus wart jest grosze, chociaż swoje 208 tys. km przejeździł bezproblemowo i dalej wiernie służy rodzinie. Zawsze dojeżdża do celu, całe jego wyposażenie działa (tak – klima też, jest nawet nabita), a piegowate błotniki i zmęczenie wnętrza to głównie problem wizualny. Cenionym zabytkiem auto prędko nie będzie, ale myślę, że ktoś jeszcze mógłby mieć z niego pociechę za naprawdę nieduże pieniądze – bo o pieniądze właściciel nie będzie się kłócił, jeśli zgłosi się ktoś poważnie zainteresowany. Tyle że najpierw trzeba znaleźć następcę, o czym szerzej za moment (ogłoszenia sprzedaży aktualnie nie ma, z powodu że pandemia, ale w razie czego służę kontaktem. Auto ciągle rezyduje w Krakowie).

Ani teść ani Paweł nie pasjonują się specjalnie motoryzacją, niewykluczone więc, że gdy Focus znajdzie kolejny dom, najbardziej będę żałował go ja – bo jestem sentymentalny, a ten wóz zawsze stał sobie gdzieś w tle od momentu mojej pierwszej wizyty u (wtedy jeszcze przyszłych) teściów. Czyli, jakby nie było, przez całe moje dorosłe życie. Kiedyś naprawdę elegancki, pachnący nowością i reprezentujący wszystko to, czego brakowało mi w Civikach: elastyczny silnik, komfortowe zawieszenie i odrobinę klasycznej, europejskiej elegancji z logo słynnego włoskiego designera. W tamtych latach nowe auta – nawet kompakty z jajkiem na masce – wciąż potrafiły ekscytować. Poza tym wydawało się, że nowe, to one zostaną na zawsze – bo trudno było wyobrazić je sobie z rudymi błotnikami, wysiedzianymi fotelami i wyślizganą kierownicą. Oczywiście, ten moment zawsze w końcu przychodzi, dziś jednak nie musi już oznaczać stania na poboczu z otwartą maską w środku nocy ani ubierania do auta kaloszy w deszczowy dzień. Pod tym względem niegdysiejszy „nowy początek” naprawdę Fordowi wyszedł.

P.S. Jako że ja słabo orientuję się w opiniach o niezawodności dzisiejszych aut, może ktoś z Was zechciałby w komentarzach doradzić Pawłowi w sprawie następcy Focusa? Chodziłoby o benzynowe kombi segmentu D, z dużym bagażnikiem i manualną skrzynią, w wieku 3-5 lat, z przebiegiem do 100 tys. km. Budżet jest w miarę elastyczny – jeśli tylko pojawi się zadbany, bezwypadkowy egzemplarz rokujący dłuższą, bezproblemową eksploatację. Czy macie jakieś sugestie?

Foto tytułowe: praca własna

Share Button
Tagged with: , , , ,

57 Comments on “PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: DWADZIEŚCIA LAT MINĘŁO, JAK JEDEN DZIEŃ

  1. Dla mnie Focus 1 to zawsze wspomnienia Colin McRae 2 na PC 🙂 w szkole jedna nauczycielka miała wersję 5d Ghia, jasną. Na parkingu bardzo się wyróżniał.

    Kombi z segmentu D? Może warto poszukać accorda? Albo rozejrzeć się za Subaru. Levorg jest nie za duży z zewnątrz a ma spory bagażnik a większy outback to już „autobus” 😉 nie polecam premium – znajomy za każdym wyjazdem z dziećmi klnie na ciasnotę w serii 3. A i tak jest lepiej niż w C klasie czy Lexusie.

  2. Przeklejam tym samym swój komentarz z Facebooka 😉

    Proponuję jako następcę Kię Optima/Hyundaia i40
    Swoją drogą – mój ojciec końcówką 1999 zakupił w salonie egzemplarz prawie że identyczny jak prezentowany, tyle tylko, że w kolorze jasnej czerwieni. O ile design faktycznie robił niesamowite wrażenie, tak samo ogromna była skala awaryjności. Problemy z lakierem, pompą ABS, wiązką elektryczną, po roku przerdzewiał na wylot wydech etc. Sprzedał jako praktycznie 2 letni samochód. No i tak się zniechęcił do błękitnego owalu, że trwa to pomimo upływu 20 lat do dnia dzisiejszego. Nie wiem na ile to prawda po tylu latach, ale ojca egzemplarz przybył w 1 bądź 2 partii Focusów, które w ogóle przejechały do kraju. Mimo młodego wieku pamiętam, jak na salonie stały obłe Escorty, Fiesty, Mondeo a nawet granatowy Transit, a tu nagle przyjeżdża lora z czerwonym, ostro narysowanym Focusem. Zresztą, były rzeszowski salon Forda mieścił się w typowym kwadratowym, brzydkim i ciemnym budynku (który ani trochę nie przypomina definicji salonu z obecnych czasów), stąd i okoliczności odbioru tego „ufo” były pamiętne 🙂

    • To ja może też powtórzę z FB, że to chyba kwestia chorób dziecięcych, i pewnie trochę pecha, bo teść i szwagier przejeździli 20 lat bez problemu.

  3. Coś podobnego,mój ojciec kupił w tym samym czasie prawie takiego samego,tylko w wersji kombi i z silnikiem 1,8. Kolor ta sama śliwka i to chyba on przesądził o wyborze z zalewu srebrnych aut.
    Nasz egzemplarz przyjechał z Belgii i na początek postanowił rzucić palenie. Serwis Forda z Jasnogórskiej długo nie mógł sobie poradzić z problemem. Niestety samochód w zimie stał w ciepłym
    garażu po każdej codziennej jeździe ,a zimy były wtedy że ho,ho no i korozja zaatakowała podwozie w sposób makabryczny,do tego młody gniewny wjechał w tył auta więc poszedł na sprzedaż chyba po 7-8 latach.

  4. Jeden z moich ulubionych kompaktów z lat ’90. Sam bardzo mocno rozważałem jako moje drugie auto (bo pierwsze było totalnym niewypałem, którego się pozbyłem po roku) z 10 lat temu, ale koniec końców kupiłem wtedy Accorda VI. Ale pamiętam jak Focus I wchodził do produkcji. Powodował opad szczęki, zwłaszcza wersje hatchback. Wyglądał jak pojazd kosmiczny i mi wtedy się zdawało, że to design ostateczny – nie da się już zrobić niczego co by wyglądało lepiej i nowocześniej. I tak też trochę się stało, kolejne Focusy stawały się coraz bardziej kluskowate i rozmyte i gdzieś ten charakter I generacji został zatracony.
    Co do kombi segmentu D to może coś z Azji: Honda Accord, jakaś hybrydowa Toyota Avensis, Kia Optima, Hyundai i40? Te auta raczej nie są uznawane za problematyczne

  5. Uwaga, udzielam odpowiedzi na pytanie konkursowe 😉
    „na co komu downsizing…?”
    Downsizing jest po to, ze na autostradzie silnik zuzyje 6.5 zamiast 8 a dom-żłobek-praca w zimie – to 7.5 zamiast 11.
    Do tego bedzie mial dodatkowe 100Nm i 50KM wiecej niz silnik wolnossacy.

    Serio – takie auta jak ten Focus byly super w roku 2000, ale dzis, po 8 latach jazdy autami po downsizingu (co, to sie Panie, rozpadna lada chwila) nie widze zadnych zalet takiej klasycznej konstrukcji.

    • Ja mam trochę inne doświadczenia z downsizingiem. Touran 1,4 w trasie po Hiszpanii i Portugalii nie bardzo chciał zejść poniżej 8,0, a to jest mniej więcej tyle, co spala moje V6 3,0. O podobnych wynikach piszą w testach np. na Autoblogu. Stąd mój sceptycyzm.

      • Touran to dość duza szafa, przypuszczam że z żadnym silnikiem benzynowym nie zejdzie poniżej 8.
        W aucie w typie Focusa to samo 1.4 będzie paliło na autostradzie 8.. ale jak będziesz jechał koło 190 na godzinę. 😉 Bo przy 130 na tempomacie zejdzie poniżej 6.
        Serio, akurat ten silnik 1.4 znam dobrze, na dystansie 50000 kilometrów najwyższe spalanie jakie kiedykolwiek miałem to 7.7 litra. I to tylko raz, nigdy więcej się nawet nie zbliżyłem do tego wyniku.
        Ok, silnik wolnossący może być fajny, jak to jest 3.0 V6, ale taki poniżej dwóch litrów nie ma dziś najmniejszego sensu. Co nie zmienia faktu że w 2000 roku taki Focus to był absolutny top w segmencie.

      • Sintra’98 2,2 ecotec drogi krajowe 10l lpg, autostrada max 130kmh do 12 l lpg. Downsizing, wtrysk bezpośredni?
        Fanaberie.

      • Nie mam dużego doświadczenia z minivanami, ale też tak bym podejrzewał. A te wyniki spalania, które Autoblog podaje w swoich testach małych i średnich aut z trzema cylindrami, to nieraz są wyższe niż w moim starym V6 3.0 (zwłaszcza w trasie, w mieście niekoniecznie, no ale to już w końcu trzy litry).

      • Z trzycylindrowych silników miałem doczynienia tylko z 1.0 TSI. W Skodzie Rapid po Krakowie spalanie nie przekraczało 6.5 litra. Przy tym dawał osiągi lepsze od wolnosacego 1.6.

    • Potwierdzam każdą literkę tutaj napisaną.
      Osobiście przesiadłem się z Focusa MK1, 1.6, 100KM, kombi, na Megane 3, 1.2, 130KM, również kombi.Obydwa oczywiście benzynowe.
      Napiszę tak: nie ma porównania co do dynamiki jazdy nowszym autem. Przyjemność dużo większa. Dodatki typu: tempomat, skrzynia 6-bieg, system bezkluczykowego dostępu, auto-stop, itp. umilają dodatkowo użytkowanie.
      Dodam, że w moim przypadku downsizing daje max momentu obrotowego 205Nm dostępne JUŻ! przy 2000obr/min, czyli auta nie trzeba wysoko kręcić, aby bardzo sprawnie przyspieszać już od dołu.
      Focus to była fajna przygoda, Megane obecnie mi umila podróże, ale następne auto to już będzie hybryda albo może nawet elektryk…
      Cóż, postęp technologiczny idzie do przodu…Pozdrawiam.

  6. Miałem przez krótki czas hatchbacka z 1999 roku. Niestety 1.4, więc pod względem osiągów był trochę straszny, ale mimo tego w spokojny sposób jeździło się nim bardzo przyjemnie. Uważam też, że Focus mk1 w hatchbacku zestarzał się bardzo dobrze. Pomimo 22 lat od prezentacji, nie wygląda jak stary kapeć i gdyby mu założyć większe koła i trochę współczesnych gadżetów (typu fejkowy wydech), to mógłby nawet uchodzić za auto niemal współczesne.

    • Mnie tam nieszczególnie zależy na „współczesności” – uważam że ładne to ładne, a brzydkie to brzydkie, bez względu na epokę. Focus na pewno wyróżnia się na plus. Bardzo szanuję stylistów, którzy bardzo zaryzykowali z tym mieszaniem kantów i buł, a mimo to wyszło świetnie.

  7. W mojej rodzinie pojawił się taki focus w wakacje 1999. Taki był piękny, amerykański – no dobra, niemiecki. Kawa z mlekiem, sedan 2.0 w wersji ghia ale odwrotnie skompletowany niż prezentowany model, tzn. miał stalowe felgi 15 za dopłatą ale nie miał poduszki dla kierowcy, klimy i komputera pokładowego. Wtedy był taki szał na te auta że egzemplarz zamówiony w styczniu po wpłacie 5 tysięcy złotych zaliczki odebrano w sierpniu. Auto cały czas garażowane, właścwie bezproblemowe.
    po sześciu latach założono gaz, po kolejnych ośmiu został zamieniony na suva tej samej marki. Auto przejechało ok 140 tys km i mechanicznie było igłą, natomiast rdzewiały ranty przednich błotników i drzwi.
    Dokładnie rok później, również w rodzinie, pojawiła się nowa octavia z TYM tdi 90km na pompie. Nieco ubożej wyposażona (glx) ale auto jeździ do dzisiaj, ma dużo lepszą blachę niż ford i właśnie przekroczyło ledwie 300 tys km przebiegu.
    Biorąc pod uwagę ówczesną cenę obu aut w okolicach 60 tysięcy złotych i mając aktualny bagaż wiedzy o obu modelach, wybrałbym octavię.

    • Myślę, że preferencja Octavii może wynikać właśnie z TEGO 1,9 TDI, bo dwulitrowy następca albo benzynowe 1,4 po downsizingu nie miały już tak dobrych opinii.

      • Po prostu Octavia mk.I była bardzo udanym samochodem i w porównaniu do forda znacznie świeżej wyglądała po latach i podobnym przebiegu, którego jedyną wadą była mała ilość miejsca z tyłu ( po otwarciu drzwi kanapa kończyła się w połowie nadkola).
        Zamiast diesla równie dobrze mógłby być benzynowy 1,6 lub 2,0.

        Na plus Focusa przemawia jedynie komfort zawieszenia ale w wersji Ghia (w podstawowych a zwłaszcza usportowionym Trend było twardsze a chyba podobnie precyzyjne).

  8. W chwili gdy Focus wchodził na rynek pracowałem akurat salonie-serwisie Forda.
    Poza wrażeniem nowoczesności szokował również poziomem awaryjności i szybkości zużycia.
    Możliwe, że stojąc za ladą w biurze serwisu człowiek ma nieco skrzywiony obraz rzeczywistości ale praktycznie każdy focus na kolejnych przeglądach (co 15 tys.km) miał do wymiany jakiś element w zawieszeniu – najczęściej łączniki drążków stabilizujących. Co trzeci klient zgłaszał problem falujących wolnych obrotów a co piąty zapchane odpływy skroplin z klimatyzacji. Nie wiem jak to wyglądało na tle konkurencji ani ile sztuk jeździło po drogach bezawaryjnie ale mnie jako posiadaczowi 18 letniego VW , który za mojej kadencji zrobił 100 tys. km bez usterek zawieszenia, nie mieściło się to w głowie.

    • Wydaje mi się, że masz rację z tym skrzywieniem – bo wśród fordzistów też było mnóstwo ludzi, którzy przejeździli całe lata bezawaryjnie (jak choćby mój teść i szwagier), tylko takich nie miałeś jak poznać, bo i gdzie…? Klima w Fordzie też była naprawiana, ale o tym nie wspominałem, bo to chyba normalne w tym wieku, no i nie unieruchamia auta, a to sprawa najważniejsza.

  9. Błąd, focus nie miał poduszki dla pasażera, abs był za dopłatą ale zamówiono wersję bez kontroli trakcji.
    Skoda z kolei w wersji glx miała elektryczne lusterka, centralny zamek, światła przeciwmgłowe abs i pełną regulację przednich foteli. Nie miała elektrycznych szyb ale seryjnie był w niej komputer pokładowy.

  10. Rozwijając jeszcze temat przypadłości Fordów z tamtego okresu- model Galaxy :
    – po dwóch trzech latach (zwykle niedługo po zakończeniu gwarancji) zatarciu ulegał nierozbieralny mechanizm wycieraczek za ponad 2 tys. zł (wtedy ta kwota robiła zdecydowanie większe wrażenie)
    – układ hamulcowy miał tendencję do krzywienia przednich tarcz – jako element cierny nie podlegały gwarancji. Wyobraźcie sobie sytuacje kiedy klient przyjeżdża swoim nowym wypasionym autem bo coś dzieje się z hamulcami – potem dostaje informację, że musi zapłacić za naprawę , często z aluzją , że może sam się do tego przyczynił (wjazd w kałużę itp.) po opadnięciu emocji płaci i odjeżdża ale historia ma swój ciąg dalszy – po tygodniu , dwóch ten sam klient pojawia się w drzwiach z tą samą usterką – wyobraźcie sobie ten wyraz twarzy. Wtedy już zwykle serwis brał koszty na siebie bo klienta nie dało się inaczej ułaskawić.
    – jedna z wersji silnikowych miała stalową miskę olejową z tak wyprofilowaną osłoną podwozia , że brud i wilgoć przyczyniały się do przerdzewienia na wylot po około 3 latach i olej wylewał się pod auto
    Ot takie serwisowe ciekawostki.

    Pierwszy wniosek po zakończeniu pracy u Forda : Nigdy nie kupować żadnego auta tej marki.
    Drugi wniosek : odbierając nowe auto z salonu oglądaj je tak jakbyś kupował używkę na giełdzie

  11. Kombi segmentu D? Duży przeskok z Focusa. Jeśli nie musi być D to może prawie bliźniacze Volvo V50? Chyba już za stare, a nowe V40 to jednak małe auto. Więc może V60?

  12. Jako samochód niezbyt lotny, ale niezawodny mogę proponować cokolwiek z koncernu Hyundai / Kia. Dla własnych potrzeb raczej skupiam się na klasie B lub C, ale z koreańskiej strony słychać wyjątkowo mało narzekań i zwykle na pierdoły (typu zdychające diody świateł dziennych). Silniki benzynowe niemal bez wyjątku chwalone.

  13. Pierwszy Focus razem z drugą generacją Mondeo (zwaną mk3) to najważniejsze modele Forda ostatnich 30-tu lat. Te samochody wyrobiły tożsamość marki na kolejne dekady. Ich stylistyka wyróżniała się na rynku, była nowoczesna i bardzo charakterystyczna, ale jednocześnie łatwa do zaakceptowania przez większość kierowców. Od tamtej pory Fordy słyną też ze świetnych układów jezdnych (mam na myśli zapewniane przez nie prowadzenie, a nie ich trwałość). Osobiście lubiłem New Edge Design, następny Kinetic Design znacznie mniej przypadł mi do gustu i zestarzał się o wiele szybciej. W ostatnich latach charakter Forda uległ rozwodnieniu i już ciężko wskazać jakiś konkretny powód, dlaczego chciałoby się mieć samochód akurat tej marki, zamiast dowolnej konkurencyjnej (nie dotyczy Mustanga GT – to prawdziwy ewenement). W dobie wszechobecnych SUV-ów i crossoverów właściwości jezdne też mocno straciły na znaczeniu.

    O tym jak fajnym samochodem był Focus pierwszej generacji może świadczyć to, że Jeremy Clarkson, mimo posiadania Mercedesów-AMG, Range Rovera, Forda GT, a wcześniej również Ferrari, bardzo długo trzymał takiego hatchbacka 2.0 w swoim gospodarstwie domowym, bo twierdził, że po prostu fajnie się nim jeździ. Ja za czasów jedynki byłem jeszcze dzieckiem, pojeździłem dopiero dwójką i jak na kompakt popularnej marki prowadzi się fantastycznie (a mówi się, że jedynka była pod tym względem jeszcze lepsza). Jedynka w wersji RS jest też moim ulubionym RS-em, mimo że następcy byli znacznie mocniejsi. Z ciekawostek można dodać, że miał mechaniczną szperę, a dziś te egzemplarze nie należą do tanich.

    • Kurczę, to jest ciekawe, że zgadzam się z praktycznie 100% Twoich opinii o samochodach (tzn. tych dotyczących gustów), a mimo to jeździmy kompletnie różnymi autami 😉

      • Myślę, że ma na to wpływ parę czynników. Pierwszy, ale niezbyt istotny, to różnica wieku. Sam często piszesz, że Ty zawsze byłeś stary, ja natomiast zawsze czuję się młody. Podejrzewam, że na samochody patrzymy tak samo, to samo w nich dostrzegamy i bardzo podobnie je oceniamy, tylko świadomie oczekujemy od nich czego innego. Zakładam, że w pełni rozumiemy, co Tobie się podoba w SL-u i co mi w M6, ale jak mielibyśmy się zamienić, to obaj nie bardzo byśmy wiedzieli, co mamy z tymi samochodami robić 😉 Przez inne oczekiwania to co dla Ciebie jest wadą, dla mnie jest zaletą i odwrotnie. Tak samo z designem. Jakiś wpływ na nasze wybory mogą mieć różnice charakterów. Przykładowo, Ty unikałeś imprez, a ja unikałem spokoju i być może dlatego w niektórych przypadkach uznasz, że statecznemu człowiekowi nie przystoi jeździć jakimś samochodem, a ja w tym samym przypadku uznam jego odjechany wygląd za zaletę, nawet jeśli jest z tego powodu trochę brzydki. Z kolei jeśli Tobie się podoba (ale podoba w takim sensie, że faktycznie kupujesz, albo rozważasz zakup) to ja najprawdopodobniej uznam, że ładny i dobrze się prezentuje, ale jakiś taki za grzeczny dla mnie 😉

  14. Kia Optima albo jeszcze lepiej Hyundai i40. Przy założeniu wieku auta 3 do 5 lat mocno się ograniczamy. SUVy królują od jakiegoś czasu i zastępują z poowdzeniem auta o wyżej podanych cechach. Choćby Sportage jest wart rozważenia. Poza tym Volvo V70 z końca produkcji (V60 jest ciasne jak kompakt), Honda Accord, Subaru Legacy/Outback.

    • Accord i Legacy, dokładnie te dwa auta mi przyszły do głowy. Tanie nie są, ale jakoś wierzę w ich bezawaryjność.

  15. To chyba drugi wóz na Automobilowni, z którym miałem do czynienia osobiście nieco dłużej. 🙂 Ale chronologicznie.

    Jako młodziak strasznie swego rodziciela męczyłem o prospekty wszystkich samochodów, jakich tylko można było, aż do żądań odwiedzania tzw. dni otwartych w salonach w celu pozyskania tychże prospektów. Dostałem któregoś pięknego dnia również bardzo eleganckie prospekty całej chyba ówczesnej gamy Forda (była Fiesta, Puma, Mondeo…), i w tym Focusa. Ileż ja się naoglądałem tych kolorów i tych dynamicznych zdjęć, a wersje wyposażenia znałem parę ładnych lat na pamięć. Na osiedlu, parę uliczek dalej, dość szybko pojawił się też Focus sedan Ghia w kolorze złotym – jaki był szał, podziwiać po szkole tą srebrną listewkę na zderzaku (inne niż Ghia takowej nie miały), a po powrocie do domu znajdować w prospekcie, jaki to był kolor!

    Szał oczywiście opadł dość szybko, bo i Focus dość szybko spowszedniał. Niemniej złota Ghia parkowała czas jakiś. Ładnych parę lat później mój Tata dostał poliftowego Focusa 1.6 5d jako służbowóz – śmieszny wynalazek zarejestrowany jako dostawczy, z „kratką” i stałym podłokietnikiem na tylnej kanapie (by zmniejszyć ilość miejsc siedzących do 4). Wóz zdatny, woził nas często-gęsto nawet na wakacje, a w pewnym momencie stał się pierwszym autem, które poprowadziłem samodzielnie. 🙂 Na drodze bocznej, pustej i gruntowej, ale de facto publicznej. Odbyło się na to zasadzie „Chcesz pojechać? No to siadaj.” Chciałem, siadłem i pojechałem. 🙂
    Focus jednak nie był darzony estymą zarówno przez Tatę, jak i Mamę, ponieważ w odwodzie czekał nas wóz prywatny – Opel Astra II 1.4 kombi. Rodzice dużo bardziej lubili Astrę, bo była dużo miększa i przytulniejsza, a Focus był odbierany jako bezpłciowy, twardy (również na fotelach) i określany mało sympatycznie jako „plastikowe g****”. Nie wiem, na ile to autosugestia, ale ja też wspominam Focusa jako twardego i plastikowego, a Astrę jako miękką łódź. Ciężko mi aż pomyśleć, jak twarde w takim razie musiały być Hondy wspominane przez Szczepana. Chyba, że to podczas liftu zmieniono nastawy zawieszenia i fotele. Ciepło (nota bene) wspominam natomiast ogrzewanie przedniej szyby w Focusie.

    Stylistycznie moim zdaniem Focus zestarzał się nienajgorzej, jak na tak nowatorską stylistykę, pomijając może kombi, gdzie kanciasty tył zupełnie nie przystaje do dynamicznego przodu. Niemniej duży kontrast w porównaniu do ówczesnych konkurentów widać i w swoim czasie wyglądał bardzo świeżo. Zaryzykuję stwierdzenie, że wygląda nowocześniej niż swój następca (z dokładnością do detali takich jak pomarańczowe kierunkowskazy).

    Przepraszam za wypracowanie, ale komentuję rzadko i muszę nadganiać częstotliwość długością wypowiedzi. 🙂 W kwestii zamiennika Focusa się nie wypowiem, bo jestem człowiekiem-dinozaurem, który Hondę mojej Mamy z 2007 roku uważa za super-nowoczesny wóz.

    • Haha, dla mnie też 2007r. to super-nowoczesność (sam mam auto z 2009r. i to jest jakiś kosmos – jedyne 11 lat temu 😉 )

      Civiki były wyraźnie twardsze od Focusa, ale Focus super-miękki nie jest – tyle że daje dobry komfort, a Hondy nie. Sportowcowi poleciłbym zdecydowanie Hondę, ale Fordem też można ambitnie pojeździć. On jest bardzo uniwersalny podwoziowo, dlatego też mi się podoba.

      • Ja ostatnio kupiłem dla siebie nowoczesny, cichy, komfortowy i niezawodny wóz na co dzień – rocznik 1990 🙂

        Mgliste wspomnienia potwierdzają, że faktycznie w Focusie było twardo, ale nie niewygodnie. Ale też i jeździłem mało i dawno. Co do zawieszeń to w ogóle wolę się nie wypowiadać, bo i staż za kółkiem niedługi, i mało samochodów „przerobiłem”. Także w kwestii porównania Focus-Civic wierzę.

      • Mój ojczulo jeździł wszystkimi Focusami jakie były – zaczęło się od białego służbowego kombi I generacji, w chwili obecnej jest również białe, również służbowe kombi najnowszej generacji.
        Focus gdy go dostaliśmy wydawał się być najtwardszym autem na świecie, z zawieszeniem niczym kamień. W dodatku, miał wyjątkowo idiotycznie wyprofilowane zagłówki – wysunięte do przodu, które wymuszały nienaturalną pozycję z podbródkiem przyciśniętym do klatki piersiowej albo szyją wygiętą niczym u łabędzia. W zasadzie, dopiero w aktualnej generacji to nie przeszkadza, nie pamiętam jak było w I, bo miał ją bardzo krótko.
        Ale, Focus był znacznie twardszy od Roverów które wcześniej mieliśmy – 420 „Civic Swindon” i 414 „Concerto”. Szczepanie, może wiesz – Rovery były bardziej miękko zestrojone od odpowiadających im Hond?

      • Nie jeździłem Roverami. Civic ze Swindon był bardziej miękki od japońskich, na pewno, i wg mnie miał generalnie trochę nijakie zawieszenie – ani w jedną stronę ani w drugą. Te japońskie prowadziły się super, ale kręgosłup męczyły mocno. A Focus jest dla mnie dobry zarówno w prowadzeniu, jak i w komforcie. Inna sprawa, że w Civicu VI ze Swindon nie siedziałem przynajmniej kilkanaście lat, a dzisiejsze samochody są twardsze niż dawne – to też może zaburzać percepcję.

      • Corolla e12, też była bardzo miękka. Oczywiście porównując do civica.
        Swoją drogą, jest to najgorzej prowadząca się corolla. Nawet e8, po tym względem, wypada lepiej.

  16. No to ja może swoje 3 gr.
    Jeździłem Hondą Civic VI ze Swindon, no i tam się siedzi 5 cm nad ulicą – a przynajmniej tak się wydaje: przy wsiadaniu wpada się głębooooko w dół, i ogólnie jest mega nisko. Tak samo jest np. w Maździe 323F (BA), no i podczas jazdy po dziurach albo po progach zwalniających wydaje się że auto nie ma za dużo resorowania – jest hopka, no to się hopie na tej hopce, siup do góry. Informacje o dziurach są przekazywane kierownikowi w 100%.
    Focus to inna bajka – ujeżdzam aktualnie kombiaka w wersji II (2007) z opisywanym silnikiem 1.6 100 km – potwierdzam w 100% informacje P.T. Autora, w tym te o ciśnięciu po ekspresówce czy autostradzie przy 4000 rpm, nie polecam, radio można wyłączyć, nie przyda się. Za to Focus prowadzi się doskonale – ale nie jest miękki – jest, rzekłbym, „ostry” albo „zwarty” – jak ktoś ma na to lepsze określenie to proszę podać. To jakby takie auto na krótkim sznurku – robi dokładnie to co się od niego oczekuje, wchodzimy w zakręt – no to wchodzimy, czy to 50 km/h czy 110 km/h, i kierownik ma banan na twarzy bo narzędzie posłusznie wykonuje polecenia.
    Z kolei jeśli idzie o miękkość/twardość, no to jednak Ford się chowa przy poprzednio posiadanych Peugeotach: 306 i 307, no nie, tam to się latało po dziurach i po progach, nie do wiary że to było bez hydro, ale na zakrętach też nie było darcia asfaltu lusterkami – nie wiem jak to zrobili, czarodziejstwo. Za to psuły się jak złe.
    Do Focusa tylko dwie uwagi – ruda żre, i cieknie olej ze skrzyni biegów (podobno w każdym), można się zdziwić jak wycieknie cały a się jedzie 140 po autostradzie i wszystkie trybiki kręcą się na sucho.
    Co do nowych aut – nie wiem ale sie wypowiem – chyba wygląda że KIA/Hyundai to dobry wybór (i40, sportage, tucson). Toyota RAV4?
    Uwaga – gatunek klasa D kombi to już chyba wymarł, brak przedstawicieli. Vanów też nie ma. Ale dla rodziny 2+2 kiedy już nie trzeba targać wózka to serio nie trzeba aż tak dużego auta. Sam mam Focusa kombiaka z czasów wożenia 2 wózków, ale dziś jak dzieciaki większe (10, 13) to paka w ogóle niepotrzebna, ważniejsze żeby móc wrzucić na dach 4 rowery i żeby jakoś jechało. Sugeruję przemyśleć na chłodno, dziś + za 5 lat od dziś. No chyba że jeszcze jest/pojawi się temat wożenia jakiejś babci czy coś (tzn z tyłu 2x dziecko + ktoś jeszcze). Wtedy – oo, nieee, Dacia Lodgy? Co ja pacze? Ten taki duzy Citroen space-cośtam?
    Proponuje popatrzeć na Złomnika na spiderswebie, bo on testuje nowe auta, i sobie zrobić ekstrapolację w tył w czasie (tzn np. rozważyć poprzednie Berlingo)

    • Zawieszenie Focusa II określiłbym mianem „sprężysty” 😉 Jest dość twardy i przekazuje informacje o wszelkich niedoskonałościach nawierzchni, ale dalej jest wystarczająco cywilizowany jako zwykły kompakt. Poza zawieszeniem, to tam wszytko chodzi w taki „właściwy” i precyzyjny sposób – układ kierowniczy, skrzynia biegów, a nawet pedał gazu (oczywiście w porównaniu do ówczesnej konkurencji, osobiście mam doświadczenia głównie z Peugeotem 307, VW Golfem IV i V oraz Astrą II).

    • Oto teoria względności w pełnej krasie: kiedy kupiłem Civica VI (hatchbacka, więc „angielkę”), to jeszcze jeździłem Celicą. Ilekroć wsiadałem do Civica, to tam było tak wysoko jak na taborecie – w porównaniu do Celiki, którą jeździłem na codzień. Punkt widzenia, zależy, nomen omen, od punktu siedzenia.

  17. O jaki wspaniały wpis, Szczepanie.
    Sam posiadam konkurenta rzeczonego Focusa. Xsarę break z 2000 roku (tuż przed liftem). Odkupiłem ją 3 lata temu od pierwszego właściciela i straciła blaszki z flagą. Auto zakupione w PL. Silnik 1.6 8V 88KM (ciekawe ile zostało?), zawieszenie w sumie także niezależne na wszystkich kołach. Wyposażenie także zbliżone, elektryczne szyby, elektryczne lusterko (tak jedno, lewe ma wajchę bo przecież jest pod ręką), dwie poduchy, klimatyzacja manualna, radio fabryczne (zastąpione przez poprzedniego właściciela zwykłym, ale przyciski na kierownicy są). Aktualny przebieg 250’001km. Wizualnie zestarzała się Xsara dużo bardziej od Focusa, ale dla mnie stylistyka jest w porządku. Nie wiem jak poprzedni właścicel, ale ja miałem jedną awarię – pompka paliwa padła na amen. Szczęśliwie 500m od domu. Zawieszenie po zakupie naprawiłem, na razie się trzyma. Korozja nie jest problemem, bo właściwie jej nie ma. Spalanie około 6,5-7,5 (zima lub klima) w ruchu podmiejsko-miejskim. Dobra rozgadałem się. Do rzeczy.
    Ciekawe byłoby porównanie zużycia po latach służby tych dwóch samochodów popularnych producentów z tego samego rocznika.
    Co do samochodu może C5? Konstrukcja wiekowa, ale właściwie można to potraktować jako atut. Mój mechanik (szpec od cytryn) poleca. Ewentualnie Mondeo MK4? A nie, ono już chyba za stare… Faktycznie czas tak leci.

    • Też chciałem polecić C5, bo te auta w zasadzie są bezproblemowe, tyle że tutaj kupujący szuka benzyny. W relatywnie nowych C5 jedyną benzyną było 1.6 THP – a o tym silniku trudno powiedzieć cokolwiek dobrego.
      Natomiast jeśli dopuszcza diesla – 2.0 HDi to zawsze dobry wybór.

      • > W relatywnie nowych C5 jedyną benzyną było 1.6 THP – a o tym silniku trudno
        > powiedzieć cokolwiek dobrego.

        well, _jeśli_ akurat łańcuch rozrządu nie postanowił się wydłużyć, i jeśli pilnowało się poziomu oleju, to to był całkiem fajny silnik 🙂 C4 Picasso całkiem przyzwoicie jeździło, i nigdy nie chciało, nawet po mieście powyżej 10l/100km spalić. Inna sprawa, że rachunek za wymianę rozrządu doprowadzał do palpitacji.

        Zgadzam się z przedmówcą co do C5 – bardzo wygodne i raczej bezproblemowe auto.

      • C5 miało dobry, ale rzadko spotykany 2,0 140 koni. Ten pojazd bardzo mi się podoba, ale niestety znów (oczywiście to przykład anegdotyczny) usłyszałem o jakiejś awarii w C5 , która mnie do niego zniechęca (może i w ogóle do wszystkich nowych). Znajomemu wysiadły w dziesięcioletnim C5 wycieraczki. Wszystko inne działa. Kwota naprawy: 4000,- zł. Trzeba kupić kawałek komputera p..t „moduł komfortu”.

      • jasne, zalozyl bym manetke „analogowa” z berlingo i ominal modul komfortu 🙂 ale na szczescie nie musze sie meczyc z francuska elektryka 🙂 berlingo skutecznie mnie do tego zniechecilo kiedy to musialem cala wiazke spod maski wysnuc az przez nadkole na ziemie i kazda kostke czyscic, co ktorys kabel sztukowac bo czasami gasl a czasami nie chcial zapalic i kiedy juz to wszystko popoprawialem i zlozylem i juz wszystko dzialalo, to na drugi dzien przestal dzialac obrotomierz a potem podswietlanie zegarow… wiazki spod deski rozdzielczej wysnuwac juz mi sie nie chcialo i pozbylem sie tego jak najszybciej…. francuskie kable zrobione sa z jakiejs miedziopodobnej substancji ktora ni stad ni zowat potrafi sie zmienic w zielony proszek, nie koniecznie przy zlaczce, czasem na przyklad na srodku kabla ktory niema nawet zadnych przetarc izolacji, to jest po prostu tragedia, dlatego jesli francuski samochod to tylko z XUDem, bo tam to tylko + do pompy i ma jechac

      • 2.0 benzyna w C5 X7 to tylko pierwsze lata produkcji – a skoro właściciel Forda szuka auta kilku, a nie dziesięcioletniego, to wybór w poliftowym C5 ograniczał się do 1.6 THP, 2.0 HDi i 3.0 HDi.
        Znajomi mają od nowości C5 X7 1.6 Thp – auto zadbane, wszystko robione w serwisie, może nie chuchane i dmuchane, ale dość lekko eksploatowane. Regularnie były w nim problemy z silnikiem – turbina, wycieki oleju, nierówna praca która nagle pojawiła się i równie nagle zniknęła, pojawiające się stukanie które bez przyczyny znika – tyle przypadłości pamiętam, pamiętam też że zdarzało mi się to auto (czteroletnie!) holować jego „starszym bratem” – C5 II.
        Poza silnikiem auto było kompletnie bezproblemowe, przy czym od pewnego czasu zaczynam coraz częściej widywać X7 które „siedzą” z tyłu – nie wiem czy to jakaś wada konstrukcyjna, czy spora popularność auta, a co za tym idzie – sporo aut w stanie śmierci technicznej.

        Moduł komfortu (BSM) to w zasadzie główny komputer auta do którego trafiają wszystkie kabelki, więc jego awaria może skutkować przedziwnymi objawami – kiedyś poznałem taksówkarza, którego C5 po zamknięciu prawych tylnych drzwi otwierało bagażnik. Ale – robiło to tylko w temperaturach poniżej zera i tylko po zmroku (czujnik naświetlenia).

  18. Miałem trzy Civiki. Szóstą, siódmą i ósma generację. O ile dwie pierwsze były w swoim czasie fajnymi autami, o tyle w ósmej i późniejszych generacjach zupełnie nie rozumiem o co chodzi marce i straciłem nią zainteresowanie. Natomiast wysokoobrotowe silniki miały wyraźną przewagę nad fordowskimi – 11 litrów w mieście było nie do pomyślenia, nawet przy stałej jeździe do odcinki. Może ósma generacja z silnikiem 1.8 dotarłaby do tej wartości z trudem ale to był akurat motor bardzo ładnie zbierający się z dołu i odczuwalnie dużo mocniejszy od Accorda z 2.0.
    Co do auta dla szwagra. Moim zdaniem ciekawymi rodzinnymi autami są Peugeoty. Albo były bo ja akurat sam kupowałem 308 pierwszej generacji w wersji kombi i te kilka lat temu miałem poczucie, że ta marka dobrze zbadała rynek pod kątem potrzeb rodzin (sam mam dwójkę dzieci). Auto ma trzy niezależne fotele z tyłu, rolety na szyby, przestronny bagażnik i jest tanie w eksploatacji. Też dość bezawaryjne – obecnie 180 kkm i teraz chyba do wymiany będzie egr, a spalanie 1.6HDi jest tak niskie, że nie ma o czym mówić.
    Warto się przyjrzeć francuzom bo po 3 latach mają już największą utratę wartości za sobą.

  19. U mnie w domu w 2007 roku 3 letni Focus 1.8 TDDi zastąpił Uno. Wersja średnio wyposażona, klima elektryczne szyby przód centralny zamek i 4 poduszki powietrzne. Przy zakupie auto miało 170 parę tysięcy km, ale jak to bywa z autami sprowadzanymi nigdy nie wiadomo 😀 I tu chyba widzę że auta po lifcie musiały lepiej znosić próbę czasu bo auto do dnia dzisiejszego dalej używa mój tato. Auto aktualnie ma około 330 tysięcy km na liczniku, rdzewieć za bardzo nie chce ( wszystkie drzwi, progi, okolice nadkoli, klapa bagażnika) bez śladów rdzy. Również mechanicznie auto nie sprawiało większych problemów. Najważniejsza awaria to sterownik pompy wtryskowej przy przebiegu podchodzącym pod 300 tysięcy, wymieniona cała pompa na używaną za 800 zł i działa do tej pory. Zawieszenie także świetnie zniosło próbę czasu wymienione były dwie przednie sprężyny i łączniki stabilizatora z tyłu, więc reszta jeżeli nie była wymieniana za granicą jest prawdopodobnie dalej fabryczna 🙂 Auto nawet raz przeżyło zatankowanie do pełna benzyną i próbę jechania, bez żadnego problemu po wypompowaniu i nalaniu ON odpaliło i pojechało dalej (tato do tej pory uparcie twierdzi że tankował z dobrego pistoletu :D). Z wnętrza najgorzej się zużyła kierownica i gałka zmiany biegów, jednak dzięki temu że rodzice mieli założone pokrowce to aktualnie fotele wyglądają niemal jak nowe.

  20. Oj jeździło się! Mój dziadek przez długi czas posiadał Focusa I w wersji kombi, z turbodieslem. Niestety wspominam go jako trochę awaryjnego, ale myślę że w tym przypadku kluczową rolę odegrał czynnik „jak dbasz, tak masz” – nie dość, że kupiony został z firmy jako dawne auto służbowe, to dziadek też niespecjalnie wkładał w niego serce. Kierownica była standardowo wytarta, ale co rusz występowały jakieś problemy z tym dieslem. Jakie – nie pamiętam, pewnie byłem zbyt zajęty remontowaniem swojego wozu. Z kolei kiedy wszystko działało jak należy, Ford śmigał jak przysłowiowy szatan. Pod koniec jego kadencji u nas miałem okazję przejechać się nim z Warszawy do Katowic i z powrotem. Poza całkiem niezłymi osiągami, najlepiej wspominam właśnie to prowadzenie – nie za twarde, nie za miękkie, ale jakże precyzyjne pomimo ogólnego zużycia pojazdu. I zdaje się, że owa precyzja nie skończyła się na pierwszym Focusie – drugą generacją jeździło się podobnie przyjemnie, tak jak i Kugą z 2016 roku. Mieliśmy też Sierrę i Granadę, ale na ich temat nie mogę się wypowiedzieć, gdyż nie było mnie jeszcze na świecie 🙂

  21. generalnie nie podoba mi sie wzornictwo nowoczesne, ale mimo to Focus i tak wyglada duuuuzo lepiej niz okropnie paskudny lanos czy podobnie paskudna xsara, w sumie Focus calkiem niezle wyglada. Niestety nigdy nie kierowalem Focusem, ale siedzialem jako pasazer bo kolega mial, i przede wszystki to co pamietam to STRASZNIE twarde fotele, no po prostu tak twarde ze nie znam twardszych – to to mi sie nie podoba bardzo
    Bardzo jestem jednak ciekaw jak sie prowadzi po takiej rekomendacji 🙂
    co do Escortow, to o ile gnily one STRASZNIE, to nie mozna powiedziec zeby sie psuly, no chyba ze dizle, one po prostu odpalac nie chcialy (ponoc zalozenie rozusznika z Focusa eliminuje ten problem, duzo szybciej kreci wiec latwiej zapala)
    z Fordow mialem 2 Fiesty MK3 bo one mi sie zawsze bardzo podobaly, zarowno z zewnatrz jak i deske rozdzielcza maja po prostu sliczna, bardzo cenie te samochodziki, one tez sa zupelnie bezawaryjne, szczegolnie 1.1/1.3 kent/endura to sa niemalze wieczne silniki, ale jedna Fieste mialem tez ze skrzynia CVT i mimo ze byla juz mocno zajechana i sie slizgala, to przez rok jezdzenia nic sie nie pogorszylo, w zwiazku z czym nawet mi sie nie chcialo jej wymienic mimo ze kupilem druga myslac ze ta zaraz zdechnie, zreszta ta Fiesta CVT posrednio chciala mnie raz zabic (no dobra sam chcialem probojac wyprzedzic tira) i raz mi uratowala prawko (nagrali mnie nieoznakowanym, ale 100km/h to ona osiagala naprawde z ledwoscia, takze nie zdazyla sie tak bardzo rozpedzic do swiatel 😉 za to palila jedynie 10l gazu po miescie – to jedyny automat ktory tak malo mi palil,
    ta druga Fiesta mk3 w manualu tez palila 10l, tyle ze benzyny bo gazu nie miala 🙁 a to wielka szkoda, bo tak fajnie mi sie nia jezdzilo…

    Co do opisanego Focusa… jak by byl kombi i mial gaz to bym go chcial, a tak no to moge dac „pińcet” i napewno nie pojdzie na zlom, ale za dlugo nie pobedzie u mnie najpewniej

  22. Takich czasów doczekałem, Focus w przejażdżkach po godzinach. Jestem stary 🙂

    • Tesla 3 też już była. I salonowy Civic. Tutaj nie zawsze są zabytki, chociaż fakt, że to auto ma już 20 lat.

  23. Jeśli coś doradzić to tylko Avensis.
    Niestety czym starsze to lepsze. Jednak nawet najnowsze egzemplarze to niezbyt skomplikowane i bezawaryjne pojazdy.
    Myślę że z Focusem też tak jest czym starszy to lepszy. Po wyleczeniu chorób wieku dziecięcego to były naprawdę udane samochody niestety potem była równia pochyła. Ostatni focus to jest kpina jeździ jak plastikowy jednorazowy badziew.

    • Najnowszy? Jeździ dużo lepiej od III. Jest miększy, prowadzi się równie dobrze, jest dużo, dużo cichszy, a wnętrze wykonano ze znacznie porządniejszych materiałów, miejsca – zwłaszcza na wysokości kolan – jest dużo więcej.

      IMO, najgorszy Focus to był Focus II – niby duży i pakowny, ale praktycznie bardzo niewygodne wnętrze i bardzo twarde zawieszenie. III na jego tle była ogromnym skokiem jakościowym a IV blisko już do klasy D.

  24. Po pierwsze rok 2000 był dwa lata temu i tej wersji się będę trzymał!
    Po drugie Focus to jeden z tych nijakich samochodów, które chętnie bym poprowadził, ale raczej nie kupił, bo od początku bardzo mi się NIE podobał. Aczkolwiek podobną do niego Pumę bardzo lubiłem; takową posiadał ojciec i było to pierwsze auto, za którego kierownicą siedziałem – jeszcze przed wyrobieniem prawa jazdy. New edge, moim zdaniem, wyszedł dobrze w Pumie, może w Mondeo. W Cougarze i Ka zdecydowanie nie, w Focusie… No może w wersji RS nawet, nawet ale poza tym raczej nie. Chociaż spójność tego designu podziwiam.
    Jeszcze co do Pumy: jako że samochód był nowy to pachniał w dość specyficzny sposób, który ciągle pamiętam. Ale do rzeczy: Pumę obecnie można dostać za psie pieniądze, ja wspominam ją jako zwykłe – niezwykłe auto, które jeździło bardzo fajnie (sprawdzić czy nie musimy być pasażerami z tyłu) i myślę, że to relatywnie tani sposób na przyjemne, ciekawie jeżdżące cztery kółka. Gdybym potrzebował drugiego auta, to rozważyłbym, a tak to tylko mogę polecić innym. O ile komuś nie przeszkadza rdza rzecz jasna.
    Po trzecie: zauważyłem, że wystarczy artykuł o samochodzie bardzo popularnym i sekcja komentarzy puchnie jak alergik na wiosnę 🙂

  25. Może poszukać Mondeo. Np 2.0 będzie trwały, stosunkowo prosty, jedynie może dużo palić.
    Do tego komfortowy, z dużym bagażnikiem, dobrze wyposażony.
    A co do Focusa I to genialne auto. Świetnie się prowadzi, zwinny, do tego komfortowy.
    Ma przestronne wnętrze, znacznie obszerniejsze wnętrze niż octavia, golf IV czy astra II (które też są udanymi autami).
    W tamtym czasie to genialne zaawansowane zawieszenie wielowahaczowe mogło poddawać się gdy ktoś jeździł ostro na dziurawych drogach. A takich wówczas nie brakowało. Wspomniani konkurenci mieli prostsze zawieszenie. Gorsze prowadzenie, ale trwałość chyba nieco wyższa, zwłaszcza na dziurawych drogach.
    Co do korozji. W focusie I i mondeo MK3 z początku produkcji była wada chyba w sprawach drzwi. Stąd problemy z korozją tych elementów. Była chyba nawet jakaś akcja serwisowa.

  26. Chodziło o spawy drzwi. Telefon zmienił.
    U mnie w mondeo MK3 też trochę rdzewiały drzwi na spawach, ale przejeździłem tak ponad lat i nic z tym się wielkiego nie działo.

  27. A co do stylistyki focusa to trzeba pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. Był to to jeden z pierwszych samochodów osobowych o zwiększonej wysokości, która teraz jest standardem. Oznaczało to też zmianę proporcji auta. Pamiętam jak go pierwszy raz widziałem na żywo w 1998r. to był zupełnie inny od pozostałych aut na ulicy, a przede wszystkim znacznie wyższy.
    Później takie proporcje (znacznie większą wysokość) pojawiły się w toyocie Yaris, peugeocie 307, fiacie stilo, hondzie Civic, a od ok 2005 stała się standardem.