PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: LE TURBO-CLECOT

Citroën Xantia to ostatnia Hydrocytryna, której brakowało w artykułach przejażdżkowych – a zarazem pierwsza, którą w życiu jechałem. Tzn. jako pasażer, gdy jeszcze nie miałem prawa jazdy, a auto było prawie nowe.
To było w lecie 1997r., w północnej Francji. Byłem tam na Światowych Dniach Młodzieży, w ramach których kilka dni mieszkaliśmy u rodzin z okolic Arras. Mnie akurat gościło małżeństwo emerytów, dawnych pracowników cukrowni. Bardzo mnie onieśmielało, że oni traktowali mnie z honorami: tytułowali monsieur (trochę wysiłku kosztowało mnie powstrzymywanie się od śmiechu), podawali posiłki na białym obrusie z zabytkową zastawą i obowiązkowym winem (bardzo się dziwili, że ja się temu dziwiłem – a do 18-tki brakowało mi prawie półtora roku). Raz rozbawiło mnie, jak gospodyni pokazała pralkę mówiąc, że mogę tu wrzucić ubrania zamiast prać w rękach i one się same zrobią czyste – widocznie myślała, że w Polsce nie znamy takich cudów techniki. A jako że oboje nie mówili w żadnym języku obcym, na środku stołu stale kładli zakupiony specjalnie na mój przyjazd słownik francusko-polski. Ja wówczas dopiero zaczynałem uczyć się francuskiego, więc umiałem powiedzieć naprawdę niewiele, ale oni byli zszokowani, że umiem w ogóle cokolwiek. Z pomocą słownika dogadywaliśmy się całkiem nieźle (takie kilka dni na „głębokiej wodzie” to zresztą najlepsza nauka), a większość czasu wolnego od moich obowiązkowych spotkań w grupie spędzaliśmy na zwiedzaniu okolic – w tym pozostałości frontu zachodniego z I wojny światowej – Citroënem Xantią.
Bardzo się wtedy cieszyłem z okazji doświadczenia legendarnego hydropneumatycznego zawieszenia, znanego mi dotąd tylko z literatury. Przypuszczałem, że druga taka okazja może się nie trafić już nigdy, bo i gdzie? Niestety wiele nie doświadczyłem, bo ówczesne francuskie drogi, nawet na prowincji, były gładkie jak stół i z perspektywy nastolatka bez prawa jazdy, siedzącego na tylnej kanapie, auto odczuwałem jako oczywiście wygodne, ale bez jakiegoś szału. Bardziej dziwiło mnie, że pan gospodarz – szacowny emeryt w dieslowskim sedanie – jeździł nadspodziewanie dynamicznie. Nas wtedy media bombardowały moralizowaniem, że tylko dzikie ludy Wschodu łamią ograniczenia szybkości, jednak siwy Francuz pomiędzy wioskami zasuwał 120 i wcale nie był w tym odosobniony (choć trzeba dodać, że w samych wioskach wszyscy karnie zwalniali, czego u nas raczej się wówczas nie praktykowało).
To było moje pierwsze spotkanie z Hydrocytryną. Dziś, po prawie 29 latach, miałem okazję ponownie usiąść w Xantii: tak samo dieslowskiej i podobnie ciemnozielonej jak tamta, tyle że pod moim domem i na miejscu kierowcy.
***
Słowo Xantia pochodzi ze starożytnej greki, gdzie xanthos oznaczało blondyna – karnację utożsamianą przez Hellenów ze szlachetnością, bo często występującą wśród nich samych, a prawie nigdy u ludów sąsiadujących (Achillesa i Odyseusza Homer określał mianem xanthoi, co miało odróżniać ich od barbarzyńców). Grecki rodzaj żeński brzmiał xanthe (współcześnie – xanthi), jednak Francuzi zdecydowali się na końcówkę pseudołacińską, jako ładniej brzmiącą i lepiej wpasowującą się w trendy lat 90-tych (patrz Astra, Vectra, Croma, a także np. Xsara).
Auto produkowano we Francji w latach 1993-2001, ponadto działały fabryki w Chinach (1997-98, nazwa Fengshen Xietuolong XM – to nie pomyłka, Xantię oznaczono literami XM) oraz w Iranie (2001-2010, Saipa Citroën Xantia). W samej Francji powstało 1.528.800 egz., co daje trzecie miejsce na liście najpopularniejszych hydropneumatycznych Citroënów: za GSem (2.473.499) i BXem (2.315.739), a przed oryginalnym DSem (1.455.746), C5-tką (1.293.901), XMem (333.405), C6-tką (23.421) i SMem (12.920). Aha, najsampierw było jeszcze 3.760 sztuk antycznych Traction Avant 15H z sześciocylindrowymi silnikami i tylną osią na hydropneumatyce, tam jednak chodziło o swoisty „test na produkcji” przed rynkową premierą DSa.
Projekty nadwozia następcy BXa zgłosiły trzy biura: własne Citroëna, powiązanego Peugeota oraz włoskiego Bertone. Wybrane zostało to trzecie, choć jego pierwotna propozycja została odrzucona i ostatecznie skończyła jako Daewoo Espero, zaś Francuzi zaakceptowali dopiero drugą, praktyczniejszą i lepiej nawiązującą do firmowych tradycji.
Seryjna Xantia mierzyła 4.520 x 1.755 mm przy rozstawie osi 2.740 mm. Wyglądała „zwyczajniej” niż wcześniejsze modele hydropneumatyczne, wciąż jednak dawała się bezbłędnie rozpoznać jako Citroën. Podstawowa wersja miała dużą tylną klapę podnoszoną wraz z szybą, choć składała się z trzech brył (wg producenta – z dwóch i pół) i nazywała się po francusku berline, czyli „limuzyną”. W 1993r., tuż po premierze, wygrała konkurs piękności na Festival Automobile International, rozgrywanym wówczas w Chamonix.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Kombi było wydłużone o trzynaście centymetrów i podwyższone o cztery. Pojemność bagażnika wynosiła 512/1.690 litrów (w limuzynie – 480/878), nie imponowała więc aż tak jak w XMie (720/1.960 litrów).
Foto: materiał producenta
W bogatszych wersjach Xantii zastosowano system Hydractiv II wyróżniający się zastosowaniem dodatkowej, trzeciej sfery przy każdej z osi. System pracował w dwóch trybach, miększym (działające wszystkie sfery, komunikacja sfer jednej osi) i twardszym (działające tylko sfery przy kołach, bez komunikacji). Wyboru trybów zasadniczo dokonywał komputer (na podstawie sygnałów z pięciu czujników: położenia kierownicy, pedału gazu, wysokości nadwozia, ciśnienia w układzie hamulcowym oraz szybkości), ale użytkownik wybierał przyciskiem jeden z dwóch progów decyzji, wpływając na wrażenia z jazdy. W razie awarii zawieszenie działało wyłącznie w trybie twardszym.
Xantia zadebiutowała w marcu 1993r. z trzema pakietami wyposażenia (X, SX, VSX) i czterema silnikami benzynowymi (1,6 88 KM, 1,8 103 KM, 2,0 123 KM i 2,0 16v 155 KM), trzy miesiące później doszły legendarne 1,9-litrowe diesle serii XUD (wolnossący 70-konny i turbodoładowany 90-konny). Z końcem roku zmodyfikowany został system hydropneumatyczny: miejsce sześciotłoczkowej pompy z pojedynczym wyjściem zajęła ośmiotłoczkowa z osobnym wyjściem dla układu kierowniczego, a system zyskał pojedynczą, dodatkową sferę magazynującą ciśnienie dla układu hamulcowego, na wypadek awarii sytemu głównego.
W 1994r. pojawił się topowy pakiet wyposażenia Exclusive, a także seryjna czteroramienna kierownica z poduszką powietrzną i napinacze przednich pasów bezpieczeństwa. Równocześnie gamę uzupełniła topowa wersja Activa z dodatkowymi siłownikami eliminującymi przechyły boczne w zakrętach (oraz specjalnymi oponami Michelina, opracowanymi specjalnie dla niej). Jeżeli na sali znajdują się jacyś hydrosceptycy – a pamiętam, że w komentarzach kiedyś się ujawniali 🙂 – to dodam, że jeszcze w 2019r., czyli osiemnaście lat po zakończeniu produkcji (!!), Xantia Activa dzierżyła światowy rekord prędkości zaliczenia szwedzkiego „testu ominięcia łosia”. Jej wynik – 85 km/h – zostawiał w pobitym polu między innymi Porsche 997 i Audi R8.
W 1995r. Citroën zaprezentował nadwozie kombi i nowe silniki: 1,8 16v (112 KM), 2,0 16v (135 KM, w miejsce 150-konnego), turbodoładowany 2,0 CT (constant torque: rozwijający 150 KM ze stałym momentem obrotowym w szerokim zakresie obrotów) oraz 2,1 Turbodiesel (110 KM). Te dwa ostatnie wymagały poszerzenia rozstawu przednich kół oraz błotników. W 1996r. wolnossący diesel został zastąpiony wersją z niskociśnieniową turbosprężarką, dającą moc 75 KM, a w 1997 pojawiła się topowa benzynowa jednostka V6 3,0, łączona albo ze skrzynią ręczną i zawieszeniem Activa albo z automatem i luksusowym pakietem wyposażenia Exclusive.
W 1998r. w ramach restylizacji zmieniony został kształt przodu i deski rozdzielczej, a szersze błotniki najmocniejszych wersji zostały standardem. Do wyposażenia standardowego weszły cztery poduszki powietrzne.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Po liftingu miejsce silnika 1,6-litrowego zajęła osłabiona do 90 KM 1,8-mka, zadebiutował też nowej generacji diesel – 110-konny 2,0 HDi z wtryskiem common-rail, który właśnie Xantia otrzymała jako pierwsza w całym koncernie PSA. Tradycyjne diesle pozostały w ofercie jeszcze ponad rok – dopiero od 2000r. pozostawiono wyłącznie HDi, odtąd w wersjach 90- i 110-konnej. Przez ostatnie półtora roku, od marca 2001 do października 2002, Xantia występowała tylko z jednym pakietem wyposażenia Tendence i trzema silnikami: 1,8 112 KM oraz oboma HDi.
***
Poza wymienionymi specyfikacjami Citroën wypuścił wiele wersji „limitowanych”: cudzysłowu używam dlatego, że niektóre z nich osiągały nakłady 20-30 tys. egz. i były po prostu pakietami opcji oznaczonymi dodatkowym napisem na karoserii.
Do jednej z nich – nazwanej szumnie Prestige – należy przejażdżkowy egzemplarz
Foto: praca własna
Xantia Prestige była oferowana od października 1994r. i powstała w 5.000 egz. Mogła mieć jeden z trzech kolorów lakieru (szary Quartz metallic, zielony Amazonie metallic i perłowy niebieski Stratos) i jeden z dwóch silników (benzynowy 1,8 103 KM lub 1,9 TD 90 KM). Wyposażeniem odpowiadała środkowemu pakietowi SX, który zawierał między innymi welurową tapicerkę, elektryczne podnośniki szyb przednich, fotel kierowcy z podparciem lędźwiowym, regulowane zagłówki, dzieloną kanapę tylną, możliwość przewożenia długich przedmiotów, kieszenie w przednich drzwiach, oparciach foteli i konsoli, centralny zamek na pilota i instalację radiową. Brakowało między innymi elektrycznych lusterek czy jakiejkolwiek klimatyzacji, natomiast tylna roleta przeciwsłoneczna, ABS, immobilizer i airbag kierowcy wymagały dopłaty. Wymieniam te detale żeby pokazać, co mogło oznaczać pojęcie „prestiżu” w klasie średniej jeszcze w 1995r. Hydropneumatyka też była tu w wersji podstawowej, bez dodatkowych sfer i dwóch trybów pracy.
„To całkiem zwyczajne auto” – mówi właściciel Xantii, Wiktor, który kiedyś już udostępniał mi Trabanta kombi. Na myśli ma głównie stylistykę i instynktowny sposób obsługi większości elementów, nieprzypominający citroenowskiego ekscentryzmu. Ja jednak uważam, że słów „hydropneumatyka” i „zwyczajność” nie można łączyć w jednym zdaniu, no i że starej konstrukcji diesel z komorą wirową też dawno już przestał być czymś zwyczajnym.
„Dwuipółbryłowa” limuzyna jest jednym z ładniejszych projektów swojej dekady. W 1993r. wyglądała nowocześnie, ale zarazem elegancko. Niektóre elementy pozostawiają niedosyt: ma tu firmowych zakrytych kół tylnych, królują za to mało finezyjne plastiki – jak zredukowany grill, czarne listwy z niezupełnie pasującym srebrzystym paskiem czy białe kołpaki kół, kompletnie nielicujące z napisem PRESTIGE. Jednakże całość wciąż daje się rozpoznać jako Citroën.
Foto: praca własna
Dziób Hydrocytryny zgodnie z tradycją uformowano w szpic, który skutecznie rozcina powietrze (choć współczynnik Cx = 0,33 jest gorszy od spodziewanego – XM legitymował się wartością 0,28). W oczy rzucają się wąskie reflektory i uchylony szyberdach – typowy gadżet z czasów sprzed rozpowszechnienia się klimatyzacji.
Foto: praca własna
Silnie klinowata sylwetka z podniesionym tyłem to jedna z obowiązkowych cech prestiżowych sedanów Epoki Plastiku. Być może to przez jej niedostateczne zaakcentowanie szefostwo odrzuciło poprzedni projekt, który później przeistoczył się w Espero. On był też mniej citroenowy, choć współczynnik Cx miał lepszy – 0,29.
Foto: praca własna
Z tyłu faktycznie jest dość zwyczajnie (szczególnie na tle wcześniejszych Hydrocytryn). Wizualnie dominuje wysoka ściana bagażnika i duże, poziome lampy z bezbarwnymi kierunkowskazami – w tamtym czasie rezygnacja z ich pomarańczowego zabarwienia dodawała sporo punktów nowoczesności. Antystatyczny pasek to dodatek właściciela – bez niego auto raziło go prądem.
Foto: praca własna
480 litrów to niemało przy podnoszonej tylnej szybie (poprzednik oferował 445), ważny jest też regularny kształt i niska krawędź załadunku. Z boku leży obowiązkowa butelka z zielonym płynem LHM.
Foto: praca własna
Najbardziej „zwyczajne” jest w Xantii wnętrze. Jakość nie budzi zastrzeżeń – mimo obiegowych opinii o „samochodach na F” nic nie wygląda tu na zniszczone, po 31 latach i 343 tys. km. Elementy, które się często maca i szarpie, do dzisiaj nie popękały i nie zmatowiały, a obicie z szarego weluru robi wrażenie nieużywanego. Odrobinę dziwi tylko gałka ręcznej regulacji lusterka, jednak w tamtym czasie nie był to duży brak, a ręczne manipulacje nie sprawiają żadnego problemu.
Foto: praca własna
Siedzenia w całości wykonano z weluru, z dodającymi uroku wstawkami w kolorze lakieru. Welur to bardzo przyjemny materiał, nieklejący się do ciała i dobrze utrzymujący je na miejscu, a przy tym miły w dotyku.
Foto: praca własna
Przestrzeń we wnętrzu kontynuuje najlepsze tradycje Citroëna: w tych autach komfort nigdy nie kończył się na fenomenalnym zawieszeniu, a obejmował też swobodne mieszczenie całej rodziny, w bardzo wygodnych warunkach. Tylna roleta przeciwsłoneczna to rzadkość w tej klasie – zresztą i tutaj wymagała dopłaty.
Foto: Wiktor
Z przodu jest jeszcze przestronniej, nie ma natomiast smaczków typowych dla starszych Citroënów. Deska rozdzielcza prezentuje się dosyć sztampowo…
Foto: praca własna
…jeśli pominąć kształt schowka i biegnący nad nim uchwyt (do niczego zresztą niepotrzebny, bo w latach 90-tych znano już pasy bezpieczeństwa i dobrze trzymające fotele).
Foto: praca własna
Czy to na pewno Citroën…? Klasycznej jednoramiennej kierownicy nie dało się połączyć z poduszką powietrzną, a nieruchoma piasta z późniejszych modeli C4/C5 II nie została jeszcze wynaleziona. Nie ma też śladu po „satelitach” z przełącznikami świateł i wycieraczek ani – jak mówił Jeremy Clarkson – „o włączaniu kierunkowskazów rabarbarem zwisającym z sufitu„. Pozostał tylko klakson aktywowany po starofrancusku, przez wciśnięcie patyczka migaczy, ale tego na pierwszy rzut oka nawet nie widać.
Foto: praca własna
Chwileczkę, znalazła się jedna ciekawostka: nawiewy na twarze jadących zostały podzielone, dzięki czemu każda z połówek daje się skierować w inną stronę. Mamy więc przynajmniej tyle nietypowości we wnętrzu.
Foto: praca własna
Gdyby zamienić dwa szewrony na logo Fiata albo Opla, to tylko ludzie znający konkretne modele zauważyliby, że coś nie gra. U Citroëna taki stan rzeczy boli szczególnie – już nawet późniejsze C6 miało w sobie więcej charakteru. Przynajmniej tyle, że tutaj siedzi się i jedzie nadzwyczaj wygodnie, bo to w tej marce jest najważniejsze.
Foto: praca własna
Radio JVC jest oczywiście niefabryczne, ale sfotografowałem je jako smaczek epoki, z charakterystycznym designem: zdejmowanym panelem, segmentowym wyświetlaczem LCD i odtwarzaczem CD (to wyższa półka – standardem były oczywiście kasety). Większość z nas pamięta, że na przełomie stuleci znormalizowane radioodtwarzacze zwane „cyframi”, mieszczące się w tzw. kieszeniach DIN, tworzyły ogromny rynek – zarówno sklepowy, jak i giełdowy, napędzając niestety nieprawdopodobną plagę kradzieży (a co za tym idzie, popyt na boczne szyby). Dziś to na szczęście przeszłość, ale sam widok takiego urządzenia potrafi przywołać wspomnienia. Oraz refleksje o przemijalności absolutnie wszystkiego – bo kto by wtedy przypuszczał, że temat niefabrycznych systemów car audio stanie się wąską niszą dla koneserów?
Foto: praca własna
Już w latach 90-tych zdarzały się jednak radioodtwarzacze fabryczne, czasem nawet sterowane przyciskami stanowiącymi zalążkową formę kierownic wielofunkcyjnych. W Xantii Wiktora takowe są (jako opcja), tyle że nie działają z aktualnie zainstalowanym radiem. Poza tym kierownica została obszyta – jej szybkie wycieranie to znana słabość modelu.
Foto: praca własna
Wskaźniki – całkiem niepozorne. Skala obrotomierza i pomarańczowa lampka z symbolem spirali grzejnej zdradzają, że spod maski za moment rozlegnie się klekot, trzy czerwone kreski na szybkościomierzu wskazują francuskie ograniczenia prędkości (z lat 90-tych – obecnie ta środkowa powinna leżeć na 80-tce), natomiast zaznajomieni z marką rozpoznają największą kontrolkę z napisem STOP, sygnalizującą niedostatek ciśnienia w systemie hydraulicznym.
Foto: praca własna
***
Ile razy można testować hydropneumatyczne Citroëny i ile artykułów o nich napisać, żeby się nie powtarzać? Okazuje się, że niemało.
Xantia faktycznie wygląda najbardziej zwyczajnie ze wszystkich Hydrocytryn, szczególnie we wnętrzu. Pod tym względem Wiktor ma 100% racji. Zwyczajność kończy się jednak w momencie ruszenia.
Być może nawet wcześniej, bo welurowe fotele z regulowanym podparciem lędźwiowym to nie jest coś, co w 1995r. dostawało się w każdym sedanie segmentu D. Moje plecy to doceniają, bo takie dodatki poprawiają komfort w stopniu znacznie większym niż nieobecne tu elektromotorki lusterek zewnętrznych czy tylnych szyb.
Turbodiesel świetnie pasuje do charakteru Citroëna. Te auta zawsze służyły wygodnej jeździe w świętym spokoju, w izolacji od wstrząsów i przechyłów. 1,9-litrowy turbo-klekot wpisuje się w ten schemat: oferując maksymalną prędkość 180 km/h („na torze” – mówił fabryczny katalog) i przyspieszenie do setki w 13 sekund nie wciska jadących w fotel, na gaz reaguje z wyczuwalnym opóźnieniem, a na autostradzie nie zdobędzie mistrzostwa Niemiec. Nie będzie też jednak zawalidrogą, ciężarówkę na wąskiej drodze wyprzedzi bez wysiłku, z przecznicy wyjedzie sprawnie, a licznikowe 150 km/h utrzymuje przy (również licznikowych) 3.000 obrotów. Słychać go wtedy wyraźnie, głośniej niż przewidują współczesne standardy – ale to nie jest auto współczesne, tylko ponad 30-letnie, które w większości krajów mogłoby być już zabytkiem.
1,9-litrowy XUD z komorą wirową i starą, dobrą pompą rotacyjną osiąga moc 90 KM i moment obrotowy 196 Nm. To jakaś połowa tego, czego oczekujemy dziś, ale w czasach przed wynalezieniem wtrysku common-rail przewyższało dostępne w Xantii dwulitrowe benzyniaki (prócz doładowanego CT) – z tą tylko różnicą, że w mieście wystarczało osiem litrów paliwa na 100 km, a w trasie nawet poniżej sześciu. Trzeba oczywiście nauczyć się jeździć spokojnie, bez nagłych zrywów i dokręcania obrotów do odcięcia paliwa – co wcale nie oznacza ślamazarności, tylko po prostu płynność. Co zresztą w tym gatunku nie jest żadną nowością: już legendarny DS miał pod maską silnik sprzed wojny, nie grzeszący ani temperamentem ani kulturą pracy. Doładowany XUD jest w sprincie wolniejszy od późnych DS23 Injection, ale od wersji wcześniejszych już nie, a pracuje nie mniej przyjemnie i spala nieporównanie mniej.
Foto: praca własna
Jeśli chodzi o zawieszenie, niektórzy na szczycie stawiają model C6: mnie on akurat zachwycił mniej (być może przez wygórowane oczekiwania), natomiast Xantia – chyba najbardziej ze wszystkich.
Na to oczywiście składa się kilka przyczyn, zazwyczaj natury nieobiektywnej. Oczekiwania to jedno, poza tym jest jeszcze stan konkretnego egzemplarza i warunki testu. Swoje pierwsze spotkania z Hydrocytrynami (Xantią jako pasażer i DSsem cabrio jako kierowca) zaliczałem we Francji, na idealnie gładkich asfaltach. C5 też nie miałem gdzie porządnie wypróbować, przejażdżkowy XM był mocno zmęczoną sztuką (z hydrauliką dla oszczędności zalaną olejem napędowym w miejsce LHMa), od C6 prawdopodobnie zbyt wiele chciałem, itp. Najlepiej w moich oczach wypadły GS (którego właściciel specjalnie wziął mnie na remontowaną drogę, gdzie jechaliśmy jednym kołem po szutrze i drugim po asfalcie) oraz właśnie Xantia.
Przykościelny parking, na którym często fotografuję samochody, jest kamienisty i bardzo nierówny. Citroënem kręciłem tam kółka na trójce, ale myślę, że wyższe biegi też dałoby się wrzucić, gdyby teren był rozleglejszy. Dla hydropneumatyki takie nawierzchnie są jak lekko zużyty asfalt. Trzeba jednak pamiętać, że poza słynnymi sferami Citroëny mają też metalowe wahacze z gumowymi połączeniami, łożyska kół itp. – i te „klasyczne” elementy często cierpią na tym, że rozochoceni komfortem kierowcy nie zwalniają na dziurach. To że wstrząsy nie docierają do kręgosłupów, nie znaczy, że nie podlegają im koła – a nieresorowana strona zawieszenia też ma swoją wytrzymałość, którą wariowanie po wertepach nadweręża dokładnie tak samo jak w każdym innym aucie.
Foto: praca własna
Tutaj jechaliśmy tylko kawałek, ale stoicki spokój auta i tak imponował
Foto: praca własna
Foto: praca własna
Na zwykłej drodze – lepszej lub gorszej, szybkiej lub najeżonej progami zwalniającymi – podwozie Xantii w 101% spełnia oczekiwania rozbudzane przez 63 lata historii Hydrocytryn. Poza sprawami oczywistymi przyjemny jest hamulec: bardzo skuteczny i reagujący niezwykle ostro, z zaledwie kilkucentymetrowym skokiem, ale dający się dozować łatwiej niż w DSie czy SMie. Szeroko opisywana „zerojedynkowość” wysokociśnieniowych hamulców Hydrocytryn jest według mnie przesadzona: ona mogła szokować w czasach debiutu „Bogini”, kiedy większość samochodów miała przedwojenną konstrukcję i wymagała stanięcia na środkowym pedale całym ciężarem ciała, ale dzisiaj nikogo nie zdziwi. Mimo wszystko, jak każda cecha, ona również jest stopniowalna – i według mnie właśnie w Xantii Citroënowi udało się znaleźć złoty środek. A może po prostu Wiktor utrzymuje swe auto w należytym stanie…?
Nie odmówiliśmy sobie przyjemności sfotografowania auta w trzech pozycjach zawieszenia (dobrym wskaźnikiem wysokości jest tutaj antystatyczny pasek)…
Foto: praca własna
Foto: praca własna
Foto: praca własna
…a dodatkowo, po raz pierwszy w życiu, zobaczyłem procedurę zmiany koła: wystarczy podłożyć podnośnik na zawieszeniu maksymalnie podniesionym, po czym obniżyć je do minimum – auto wtedy „podnosi nogi” (dwie na raz!!) i można zrobić, co trzeba. Teoretycznie można nawet pojechać ze zdjętym jednym kołem tylnym – i nawet myśleliśmy tego spróbować, ale ostatecznie zrezygnowaliśmy. Wierzę na słowo (oraz liczne dostępne nagrania), że się da.
Foto: praca własna
***
Xantia to kawał porządnego auta. Nie należy do klasy wyższej, a swym wyglądem nie robi tak piorunującego wrażenia jak DS, SM, CX czy C6, bo to po prostu nie ten segment, jednak ogólne wrażenie wciąż imponuje. Stylistyki trochę szkoda: odrobina citroenowskiej ekstrawagancji doskonale uzupełniłaby całokształt, który dla zewnętrznego obserwatora faktycznie może się jawić „zwyczajnie”. Ze współczesnego punktu widzenia rozczarowywać może też wyposażenie egzemplarza (w tym brak klimatyzacji czy pełniejszej elektryki) oraz niedzisiejszy charakter silnika. Gdy jednak przywykniemy do XX-wiecznego rytmu życia, Citroën odwdzięczy się niskim spalaniem, znakomitą trwałością blachy, wnętrza i napędu (wszak XUD w swoich czasach stanowił jeden z najrozsądniejszych wyborów na europejskim rynku), a przede wszystkim bajecznym komfortem. Do tego dochodzi pojemne, praktyczne nadwozie rozmiaru rodzinnego. Za całokształtem Xantii przemawia ponad półtora miliona sprzedanych egzemplarzy.
Żegnając się z Wiktorem przypadkowo zaparkowaliśmy koło kilkunastoletniego zapewne Opla Astry – teoretycznie reprezentującego segment o oczko niższy. Obrazowo ukazało to skalę rozrostu samochodów, jaki dokonał się z początkiem XXI wieku. Czy to było potrzebne? Współczesne auta są wydajniejsze i bezpieczniejsze (a także nieporównanie lepiej wyposażone), ale setki dodatkowych kilogramów i dziesiątki mikroprocesorów pochłaniają całe oszczędności. Co jednak smutniejsze, zabijają w samochodach charakter i różnorodność – a w tym względzie trudno o przykład lepszy od dobrze utrzymanej Hydrocytryny.

Foto tytułowe i końcowe: praca własna
Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Wspomnienie z epoki: Andrzej Wojciechowski, twórca i właściciel Radia Zet, człowiek majętny, jeździł w latach 90. właśnie Xantią. Z jednego tylko powodu: był to wówczas jedyny nowy samochód sprzedawany w Polsce, który miał sterowanie radiem z kierownicy.
@Fabrykant, fajna ciekawostka. Xantii z polskich salonów było bardzo mało. O wiele mniej niż konkurencyjnego Peugeota 405 i potem 406 , który był wiceliderem segmentu D. A czemu mu tak zależało na tym gadżecie?
Pewnie w aucie słuchał dużo radia 😀
Słuchał swojego radia non stop. Np podczas wywiadu telewizyjnego, zdaje się że w czasie moskiewskiego puczu Janajewa, miał w uchu włożoną słuchawkę i co chwila mówił w studiu: „Moje radio właśnie podało…”. W 1991 roku musiało to robić piorunujące wrażenie.
@Fabrykant Xantia wyszła w 1993. On zmarł w 1995, więc musiał mieć egzemplarz z samego początku produkcji. W 1991 był jeszcze BX.
Przyszły mi do głowy dwie refleksje:
1. Z jakiego powodu przestano produkować welurowe tapicerki? W latach dzieciństwa jednym z pozytywnych wyróżników zachodnich samochodów było to, że w PF 125p siedziało się na sztucznej skórze z ceraty, a w zachodnich autach na miękkim i przyjemnie pachnącym welurze – minęło 30 lat i w swoim nowym samochodzie znowu siedzę na „eko” skórze z ceraty.
2. Samochody nie tylko urosły, ale też niesamowicie zdrożały (my tego aż tak nie odczuwamy, bo w latach 90-tych nowe zachodnie auta miały w Polsce w ogóle zaporowe ceny w relacji do zarobków), ale we Francji lat 90-tych przeciętny emeryt mógł sobie pozwolić na nowe auto segmentu D, a dziś raczej by jeździł Dacią Sandero.
1. Wydaje mi się, że welur był „nieprzyjazny” alergikom. A szkoda, bo nie ma bardziej przyjemnego, a jednocześnie trwałego materiału. Czy ktoś kojarzy jaki był ostatni samochód z prawdziwym welurem? Kojarzy mi się, że Laguna 2 i Prius 2 jeszcze go miały.
Jestem alergikiem, ale problem mam głównie z pyłkami roślin na wiosnę, welur nic mi nie robi 🙂
Wg mnie welur znikł dlatego, że był bardzo drogi, nieraz droższy od naturalnej skóry, a w dzisiejszych czasach ludzie nie zapłacą takich pieniędzy za coś, co dla laika wygląda jak zwykła tkanina. Welur – podobnie jak hydropneumatykę albo silniki wielocylindrowe – doceniają tylko nieliczni ludzie, a większość po prostu uznaje, że to niewarte tej ceny. Innego wytłumaczenia nie widzę, ale mogę się oczywiście mylić.
Welur ma się świetnie i używa się go powszechnie w przemyśle meblowym. Podobno obecnie przeżywa renesans we wnętrzach dzięki stylowi glamour.
Welur to rodzaj splotu i rozcinania nitek i można go wykonać zarówno z bawełny jak i materiałów syntetycznych. Ten używany powszechnie w motoryzacji to oczywiście syntetyk w cenie ok 10 eur za mb, więc nie jest to żaden luksus. Podejrzewam, że producenci przestali go oferować nie ze względu na wysoki koszt, tylko tego chcieli klienci.
Ja czasem nie rozumiem niektórych decyzji producentów i mam wrażenie, że robią klientom na zlość, np. oferując tylko czarne wnętrza. Tymczasem ja mam ogromną słabość do wnętrz zielonych, niebieskich a na widok bordowych to po prostu mięknę. Kiedyś można było zrobić nawet tani samochód z kolorowym wnętrzem, ale teraz już się nie da… Domyślam się jednak, że jestem jakimś marginesem a większość klientów chce czerni.
Jest jednak nadzieja! Ostatnio miałem okazję przejechać się Hyundaiem Insterem (świetne auto) i jakoś tam się dało zaoferować piękne jasne wnętrze bez dopłaty.
Zgadłeś – jesteś marginesem.
Klienci na nowe auta CHCĄ srebrnego/czarnego lakieru i czarnego wnętrza. Wiem to od brata, dealera Hondy. Piękny ciemnoniebieski lakier dostępny do niedawna w Civicach już został wycofany – bo wszyscy mówili „ooo, jakie piękne, ale dla mnie poproszę czarny”. Tak że tego…
@SzK, kurcze , a ja nowe civici widuje głównie ciemnoniebieskie. Chociaż może to się rzuca w oczy.
Mnie chodzi o taki intensywny ciemnoniebieski, jak w egzemplarzu z niegdysiejszego testu porównawczego z Mazdą 3.
Ad 1) Patrz moja odpowiedź dla użytkownika @D.
Ad 2) Jest taki amerykański myśliciel, Thomas Sowell (właśnie kończy 96 lat). W młodości był wojującym marksistą, potem odwrócił się o 180 stopni i jego dzieła są najlepszą, najbardziej obrazowo napisaną pochwałą ludzkiej wolności, osobistej i gospodarczej. To, o czym mówisz, Sowell opisał bardzo zwięźle i trafnie. Napisał, że dotychczasowa historia XXI wieku składa się w całości z zastępowania rozwiązań, które działały i przyniosły zachodniej cywilizacji bajeczny dobrobyt, takimi, które ją systematycznie dewastują i marnują dotychczasowy dorobek, ale a) umacniają pozycję władzy i jej dominację nad ludnością, b) brzmią ogromnie pociągająco dla gawiedzi, która tę władzę wybiera. Dlatego nie ma widoków na ich odrzucenie i powrót na ścieżkę rozwoju. Nic dodać, nic ująć.
Na FB istnieje strona pt. „Thomas Sowell Quotes”. Bardzo polecam – te cytaty pojedynczymi zdaniami opisują dzisiejszy świat lepiej i jaśniej niż cokolwiek innego, co kiedykolwiek czytałem. W tym to, o czym mówisz – że dzisiaj po raz pierwszy od prawie dwóch stuleci w krajach rozwiniętych ludziom żyje się ciężej niż ich rodzicom w tym samym wieku. Oczywiście nie w każdym aspekcie, ale taki jest trend.
Thomas Sowell to współczesny geniusz, tyle że oczywiście bez wstępu do oficjalnych mediów.
@Jerzy, @SzK, można tak dywagować bez podania oficjalnych danych statystycznych. Dacie Sandero to w DE kupisz za ok. 5 średnich krajowych. Na ile stać dzisiaj emeryta i na ile było stać wtedy to jedno, ale to, że praktycznie już nieistniejącego segmentu D nikt nie kupuje to drugie. Ludzie przesiadają się na wyższe i mniejsze SUVy, a raczej crossovery, a emeryci to nawet w Polsce są pierwszą grupą docelową tego segmentu. Zobaczcie , że już Audi wycofało A8, raczej kwestią czasu jest, aż BMW zostawi siódemę bez następcy, a raczej następcą będzie X7. Auta niesamowicie urosły co zostało napisane tu w artykule i od jakichś 20 lat w krajach zachodniej Europy ktoś kto jeździł wcześniej wyższym segmentem przesiada się na niższy , albo crossovera i jest to trend znany również i w Polsce
A co do „biednych” emerytów serio, tacy są w ogromnej mniejszości. W Polsce zdecydowana większość znanych mi emerytów posiada własnościowe mieszkania i często są to naprawdę „prości ludzie” , że się tak wyraże. Niemniej polscy emeryci mają to do siebie , że są strasznymi ciułaczami.
To nie jest kwestia kraju, tylko pokolenia. Ludzie pamiętający ciężkie czasy zawsze gospodarują dużo efektywniej, są oszczędniejsi i przede wszystkim myślą perspektywicznie, zapobiegawczo. Takie nawyki jak np. niegdysiejszy zwyczajowy zakaz wyrzucania chleba (nawet całkiem zeschłego) zostają na całe życie, choćby nie wiem jak człowiek się dorobił.
Patryk, nie wszyscy Polscy emeryci. Znam takich co całe życie na kredycie, a teraz gdy są już na penzyji (całkiem przyjemnej zresztą) to nadal prowadzą dość rozrzutny styl życia, którego osobiście nie pojmuję (bo jestem strasznym dusigroszem niemal). Ale nic mi do tego bo to nie moja sprawa. Nie mniej dowód nie wprost, że polscy emeryci to ciulacze:)
@wojluk, od każdej reguły są jakieś wyjątki. Też znałem jednego takiego. Ale większość to jednak dusigrosze i ciułacze.
Tapicerki aut wyznacznikiem ustroju. Znaczy w UE mamy socjalizm? 😀
A tak na poważnie chyba koszty, sztuczna świnia bjest tania. Szokujące jest natomiast to, że skóra bydlęca jest odpadem. Wełnę również się pali, bo nie ma co z tym robić. A my (jako ludzie generalnie) chodzimy w ubraniach z soku z dinozaurów.
Mam wobec Xantii bardzo mieszane odczucia. Technicznie z pewnością jest to świetny samochód, co potwierdza opinia wielu użytkowników, ale… linia stylistyczna kontynuuje nurt znany z ZX-a albo pierwszej Xsary. W skrócie – straszna nuda i mało finezji. Szkoda, bo XM mimo podobnej „klinowatości”, miał znacznie więcej smaczków cieszących oko do dziś.
Dla jasności Xsara powstała jakieś 5 lat po Xantii. Jeśli linia Xantii jest nudna, to co sądzisz o Passatach?
Wiem doskonale, że Xsara jest nowsza – po prostu została narysowana w tym samym stylu, dopiero poliftowa Xsara nabrała nieco kolorytu. 🙂 Po VW nikt nie spodziewa się ekstrawagancji, bo prawie zawsze były toporne i narysowane z germańską finezją – i tak też je odbieram. Po Citroenie spodziewam się jednak czegoś więcej, zwłaszcza, że BX chyba był mniej zachowawczy niż Xantia, która jednak „ginie w tłumie”.
Tu masz rację. Jakieś 20 lat temu Citroen się stylistycznie trochę pogubił, próbując nawiązć do niemieckich, czy też ogólnoeuropejskich gustów. Nawet, skądinąd ładny C 5 reklamowano jako „bez wątpienia niemiecki”. Jedynie pierwsze DSy, jeszcze pod marką Citroena miały więcej polotu. Próbowano wtedy związać klienta z marką. Do pierwszego przez dwa lata przysyłali mi elegancki kwartalnik o DS-ach, a nawet książkę – kryminał z Ds-em w tle. W stylu Srebrnego Peugeota. I prawie tak samo wciągający.
@ D. Poliftowa Xsara to raczej stylistyczny koszmar (front). xD
Szkoda tego hydro-zawieszenia. Ceniony przeze mnie Jacek Balkan zwraca uwagę że nowe Citroeny bez hydro są zaskakująco wygodne stosując amortyzatory z ogranicznikami hydraulicznymi, ale to jednak nie to samo…
Nie miałem okazji wypróbować, a to mogłoby być ciekawe
Jeżdżę na co dzień C5 Aircross z takimi właśnie ogranicznikami hydraulicznymi i potwierdzam, że to bardzo wygodne auto, ale nie mam właściwej skali odniesienia, bo nigdy nie jeździłem hydropneumatyką. Pamiętam tylko, że kiedyś miałem okazję przesiąść się na kilka dni do pożyczonej Alfy 156 i miałem poczucie, że ma uszkodzone zawieszenie, chociaż właściciel mówił, że wszystko jest ok.
A dlaczego myślałeś, ze miała popsute zawieszenie? Twarda? Zataczała się na zakrętach? Myszkowała podczas jazdy na wprost?
Oświeć nas proszę.
Jeszcze skoro jesteśmy w temacie Citroena. Zauważyliście ostatnio tendencję, do minimalistycznego upraszczania logotypów poszczególnych marek? W latach 2000 mieliśmy eleganckie, cieniowane projekty 3D. To co się teraz montuje na samochodach, przypomina bardziej rysunek dziecka, niż ładne logo. Citroen czy Dacia mogą być dobrym przykładem tej mody.
To chyba ogólny trend w dzisiejszym wzornictwie, takie mam wrażenie
Gdzieś wspomniane było o tym, że nowe logotypy mają dobrze prezentować się na ekranach, w szczególności tych w urządzeniach mobilnych. Może jest w tym cień wytłumaczenia?
Zgadzam się, ale jest też jeszcze gorszy trend czyli wypisywanie całej nazwy na klapie/kierownicy zamiast loga. No i forma pośrednia czyli np. obecne logo KIA (KN 🙂 ) czy Dacia z literami DC.
PS: Są i wyjątki jak Peugeot, którego logo może i jest płaskie, ale za to zdecydowanie bardziej szczegółowe przez co z pamięci w życiu bym go nie narysował.
Ładny, ale jakbym nie wiedział, że to Citroen to moznaby nakleić dowolny znaczek. Moze tyle, ze duże hatchbaki to byla raczej domena Francuzów, ale z drugiej strony były Mondeo, Scorpio i Vectry z podnoszonym tyłem. Właśnie, Espero mocniej przypomina Scorpio niż Xantie.
Co do wrażen z jazdy nie wiem, w Xanti nawet nie siedziałem. Hmm, w sumie najpopularniejszym francuskim samochodem na taxi byly/są Logan/Sandero.
A z tymi 85 km/h Activy – nikt chyba tego nie nigdy powtórzył. Hiszpanie z km77 osiągnęli chyba 73 – 75 km/h.
80 – 85 km/h jest zas w zasięgu dzisiejszych SUVow – ot, kolejny przykład postępu, ktory tonzdaniem niektórych sie zatrzymał pod koniec lat 90.
Który SUV konkretnie? Bo oglądając filmy to ja bym powiedział że jest regres maskowany ESP i innymi wspomagaczami
To, że konkretne wyniki uzyskuje się przy użyciu wsparcia elektroniki, nie znaczy, że mamy do czynienia z regresem – to tak jak w przypadku nowoczesnych samolotów – samoloty z lat II WŚ miały doskonałą linię aerodynamiczną i nawet bez silnika mogły przelecieć kawał drogi lotem ślizgowym – nowoczesny F-35 bez zasilania spadłby jak kamień, bo w locie jest bezustannie stabilizowany komputerem pobierającym dane z szeregu czujników – powstaje jednak pytanie czy oznacza to regres w lotnictwie i czy F-35 jest gorszy niż np. Mitsubishi Zero?
Opis samolotów nietrafiony. Już f 16 jest nie stateczny i ma fly by wire i spadnie w razie awarii. Ale mimo 50 circa lat pokona f 35 gdy ten straci przewagę w elektronice. Więc tak zawieszenie+ESP i inne może i ma progres, ale samo zawieszenie niekoniecznie
Czemu niby porównanie do samolotów nie trafione? Tu i tu elektronika jest integralną częścią konstrukcji.
Jaka elektronika jest w p 51?
Sorry. W A6M2
Jeździłem Xantią 7 lat ( wcześniej też BX-em). ściągnąłem 5. letnią z Francji i dowiozłem się do 220 tkm. Z silnikiem 1,8 benz. z końca 1993 r. To był jeden z najlepszych samochodów, jakie miałem. Przez 170 tkm zawieszenie z przodu robiłem raz, z tyłu 2x wymieniałem łożyska w wahaczach (były na łożyskach igiełkowych), sfery wymieniałem dwa razy. Ale bańka z LHMem w bagażniku zawsze była. Trochę kłopotu sprawiała elektryka (przełącznik zespolony, centralny zamek, ogrzewanie szyby). Jazda niezapomniana. Na autostradzie wszystkie jeżdżą podobne, ale na poligonowych drogach zostawiałem terenówki daleko w tyle, Wolniej przejeżdżałem tylko przez większe wykroty (ale dawała radę w najwyższym – technicznym położeniu, chociaż wtedy zawieszenie całkiem się utwardzało, a półosie wychodziły ze skrzyni pod kątem 20 stopni. Fabrycznie miała wbudowane kodowane radio – CD Clarion. Była wygodna, pakowana i jak na tamte czasy niezawodna. Paliła 8-9 l i zawsze wracała do garażu na własnych kołach.
Akurat Astra J cierpi na sporą nadwagę. Zdecydowanie wcześniejszy i późniejszy model był odchudzony. Ale Citroen nie ma się czego wstydzić po tylu latach. A czy 30 lat starszym samochodem w czasach Citroena dałoby się normalnie jeździć?
Może nie wszyscy pamiętają, ale w latach 90-tych niczym dziwnym nie było spotkanie w ruchu ulicznym Mercedesa W115, VW „Garbusa” albo dowolnego auta z RWPG (125p, Wartburga/Trabanta, Wołgi 24, itp.), których konstrukcja jak najbardziej miała wtedy 30 lat. Takie widoki były chyba nawet częstsze niż dzisiaj Xantia. Co oczywiście jej nie umniejsza – mówię tylko, że to się jak najbardziej zdarzało, bo i zdarza się w każdej epoce.
@SzK, to co napisałeś to błąd przeżywalnośći. Konstrukcja auta może i w latach 90 miała 30 lat, ale samochody ogólnie były statystycznie dużo młodsze niż dzisiaj. Dużych fiatów sprzed MR75 dotrwało bardzo mało do lat 90, jeździły głównie śmietniki z lat 80. Trabanty i Wartburgi też głównie z lat 80. Wartburgiem z chromowaną atrapą jeździły już totalne grzyby. Wołga 24 30 lat skończyła dopiero w 2000 roku, kiedy na drogach było już jej bardzo mało.
Po pierwsze, mnie chodzi o konstrukcję, nie o wiek egzemplarzy – bo to konstrukcja decyduje o używalności na co dzień.
A struktura wiekowa parku maszynowego to oczywiście częściowo jest kwestia przeżywalności, ale w równym stopniu też po prostu produkcji w danych rocznikach. W latach 60-tych produkcja aut w RWPG była bardzo niska (sam dziwiłeś się np. skali produkcji i importu do Polski P70), rosła dopiero później, więc to też siłą rzeczy wpływało na sytuację. Nie mówiąc o przeróbkach: mnóstwo „plastikowych” 125p było tak naprawdę starymi wersjami, które ktoś wyremontował na nowszych częściach.
@SzK, takie odmłodzone egzemplarze 125p szło rozpoznać po poziomym wlocie powietrza w tylnym słupku hah. Tego nikt nie przerabiał , bo by musiał dach rozcinać.
Trochę mam dysonans, bo z jednej strony najnormalniejszy wóz z całej zgrai modeli hydro, a z drugiej coś co bym nie kupił – i nie dlatego że jestem jakoś uprzedzony do aut z ojczyzny Asterixa, ale nie wzbudza mojego zainteresowania. Po prostu. Ta Xantia to chyba najbardziej typowy przedstawiciel cytryn z gatunku „zwykły samochód”. Przychylam się do zdania Autora, że wystarczy zmienić znaczek i voila nie widać jakiej marki. Co do welurów to serio ich szkoda – z jakim się nie spotkałem (widziałem dwa co najmniej) to mi imponował trwałością i mimo wszystko nienajgorszym wyglądem po latach – a widywałem głównie ze zmęczonych życiem aut albo takich z dużym przebiegiem, bądź oba naraz : D
Apropos przebiegu powyżej 300 tysięcy i stanu wnętrza – nie zdziwiłbym się, że poprzedni właściciele (?) jeździli na dłuższych trasach. I powtórzę komentarz z fejsbuka – nie wiem czy właśnie nie tego samego widziałem w mieście co powinno się „otoczyć murem i zalać wodą”* – także widać obecny właściciel ma psychikę i też robi nią dłuższe trasy. ; )
*cytat z serialu „Ślepnąc od świateł”, jak ktoś nie widział to polecam mocno
Xantią nie jechałem, ale sam posiadałem BX’a i byłem wieziony ostatnią generacją C5 i CX’em, z tych wymienionych na absolutnym topie komfortu postawiłbym CX’a. Akurat miałem w tym czasie BX’a, więc mogłem je porównać niemal bezpośrednio, i to co robił CX zdawało się przeczyć prawom fizyki, on po prostu całkowicie rozpłaszczał wszelkie wyboje, przestawały istnieć pod jego kołami.
Xantia mi się podoba z zewnątrz, ale wnętrze to absolutna nuda, nie różni się wiele od chociażby takiej Vectry B. Kiedyś mój ojciec chciał sobie taką kupić bo bardzo mu się spodobał mój BX, ale oglądany egzemplarz okazał się być szrotem i finalnie kupił Peugeota 406 bo akurat się trafił dobry egzemplarz w okolicy. Dzielnie nam służył przez kilka lat i bardzo dobrze go wspominam.
„poza słynnymi sferami Citroëny mają też metalowe wahacze z gumowymi połączeniami, amortyzatory, łożyska kół itp”
Czytałem kiedyś, że system hydrauliki służył jednocześnie jako resory i amortyzatory w zwykłym zawieszeniu. Źle zrozumiałem?
dokładnie tak, Szczepan się trochę zagalopował, niema tam amortyzatorów, tylko właśnie siłowniki hydrauliczne ze sferami azotowymi
Dokładnie robiły za McPersony z przodu, a w tylnej belce.zastępowały sprężyny i amortyzatory. Zawieszanie miało fajną cechę, korektor ciśnienia LHM a tyłu cały czas poziomował samochód, przód nigdy nie nurkował, nawet przy awaryjnym hamowaniu, dzięki temu wszystkie koła zachowywały podobną przyczepność. Taki pre-ABS. Na gumach to wisiała cała belka (czy jak kto woli rama szczątkowa) z wahaczami i sferami.
jeszcze niedawno cała ta tylna rama pomocnicza z zawieszeniem z tej drugiej rozebranej Xantii gniła u mnie za domem, ale wywiozłem na złom, bo tyle lat się nie przydała, to się nie przyda
ale jeszcze trochę jakiś hydroczęści z Xantii mam w stodole
Racja, to ja źle napisałem. Już poprawiam.
miałem prawie identyczną 🙂 ten sam kolor, taki sam XUD, tylko bez turbiny (celowo, bo turbiny są po to żeby im wały pękały i turbinki odpadały)
kosztował 1500zł, po taksówce, miał na liczniku koło 450tyś a podejrzewam że więcej, fotele szmaciane zupełnie podarte, brak synchronizatorów od 1 do 3 biegu, wszystko na korbki (celowo), powgniatane drzwi itp, zapuszczony taki jak zwykle 🙂
Mieliśmy go z 5 lat, nic się nie popsuło w zawieszeniu, LHMu z litr tylko raz dolałem przez cały ten czas, kupiłem drugiego w takim samym kolorze za jakieś 900zł 2.0 8V w automacie ZF którego ktoś zabił za niskim stanem oleju i poprzekładałem wszystko co lepsze, drzwi, lampy, fajne welurowe fotele (ładniejsze niż te które ten z artykułu ma) i różne drobiazgi
jedyne co w sumie pamiętam że musiałem zrobić, to ciężko odpalała po nocy, pompa wtryskowa już najlepsze lata miała za sobą i się trochę zapowietrzała, ale założyłem taką elektryczną „cykającą” pompkę HEP-02 z allegro za 25zł przed pompę wtryskową i pod + po stacyjce i problem został całkowicie rozwiązany 🙂
Czy była jakaś wyjątkowo komfortowa? Po przesiadce Żonki z Una na Xantię oczywiście że tak, bo Uno z komfortem niema nic wspólnego (uno ma na prawdę strasznie beznadziejne przednie zawieszenie które rozpada się po każdej zimie) ale mam wrażenie że po paru latach musiało sporo tego gazu uciec ze sfer (których oczywiście nigdy nie wymieniałem) bo już nie było jakoś wyjątkowo, raczej zwyczajnie po prostu, porównywalnie choćby z Astrą F
Ale tak jak mówię, zawieszenie w Xantii jest mega trwałe, nawet w takim zapuszczonym z początku samochodzie nic nie robiłem w zawieszeniu przez jakieś 5 lat, no nie było takiej potrzeby, luzy się żadne też nie robiły
Sprzedaliśmy ją za więcej niż kupiona takim znajomym, którzy jeszcze z 2 lata jeździli, potem dali jakiejś rodzinie na wieś i pewno dalej by jeździła, jak by ten gość jej nie rozbił tam na tej wsi…
Ale już trochę gniła, tylny błotnik tak mniej-więcej na środku wygniwają dziury, to już lepiłem, no i próg pasażera gdzieś na dole, ale to po zabezpieczeniu, zrobieniu łatki, pomalowaniu, poszpachlowaniu było i było
Fajny samochód, mi się strasznie podoba
dla mnie z osobówek właśnie najpiękniejsza jest Honda Concerto i Xantia właśnie
znalazłem zdjęcie Xantii, ale zdjęcia tych fajnych welurowych foteli znaleźć nie mogę 🙁
https://zapodaj.net/images/b5d9c11bd903a.jpg
Lubelszczyzna! Akurat jestem swoją cytryną w tych rejonach, będę jeszcze raz w okolicy wczesnego sierpnia – jak te wspomniane części zawadzają, to chętnie się dogadam w sprawie ich posprzątania 🙂
spytam się dobrego kolegi czy ich nie chce, bo on ma też Xantię tylko poliftową 1.8 16v w automacie, ale tym beznadziejnym DPO, niestety polifty już nie miały pancernego ZF-a, oczywiście jak każde szanujące się DPO – zdechło, w związku z czym Xantia stoi już z 2 lata, a była na prawdę w super stanie (kupił ją sprowadzoną z Francji z 5-6 lat temu, przed koronowirusem kiedy to pieniądze miały przynajmniej 2x większą wartość i wtedy zapłacił za nią koło 4tyś, co dla mnie było kwotą astronomiczną, jak się zarabiało koło 2tyś
ja wtedy za mniej kasy miałem 3 Xantie 🙂 bo jeszcze miałem angola 1.9D w automacie ZF w stanie jak nowa, kupiłem za 1500zł, miałem przeangliczać mając tą jeszcze na części, ale stopień złożoności tych wszystkich wężyków itp przeraził mnie na tyle, że odpuściłem stwierdzając że pewnie tego nigdy nie zechce mi się skończyć i potem sprzedałem za tyle samo, choć szkoda było bo na prawdę było zero rdzy i ten XUD zapalał od razu nawet niebardzo grzejąc świece, miała koło 100tyś mil przebiegu
Przypomniałem sobie. Xantia miała słaby punkt. Łączniki stabilizatora z przodu. Taki wyrafinowany wynalazek z dwoma sworzniami kulowymi na końcach cienkiego pręta, rodem z wyścigówek. Stukały jak złapały luz. Pierwszy kupiłem za niemałe pieniądze. Następne nauczyłem się element regenerować. Tu będę grypsował: zakładałem na planszajbę w tokarce i brutalnie skręcałem w uchwycie dobijając szczęki młotkiem, potem mocowałem w drugiej płaszczyźnie i na wolnych obrotach dojeżdżałem moletką. Działało skutecznie.
Z testem łosia jest jeszcze jeden drobiazg. OPONY!
Xantia swój rekord zdobyła na oponach, których nikt dziś by nie założył do „pierdzikółka” którym wozi się dzieci do przedszkola. Wówczas rozmiar 205/60 R15 był szerokim „kapciem” dziś wzbudza tylko śmiech przy SUV-ach na skromnym 255/35 R19. Mniejsza wysokość opony (35) przesuwa granicę trzymania w zakręcie, ale jednocześnie gwałtownie zaostrza przejście pomiędzy „trzyma” a „k… nie trzyma!!”. No i oczywiście wpływa na brak komfortu.
Wg mnie czynników jest nawet więcej – np. nawierzchnia, a przede wszystkim kierowca. Wiem, że profesjonalny kierowca testowy powinien mieć powtarzalne rezultaty, ale kilku różnych kierowców nigdy nie będzie jeździło identycznie. Nawet w Formule 1 jakiś ranking topowych zawodników zazwyczaj widać dość wyraźnie, również w ramach jednego zespołu. Bardzo mnie ciekawi, jaki to ma wpływ.
Według informacji wujka Google od czasu słynnego testu łosia, w którym Xantia wyciągnęła 85 km/h zmieniły się nieco warunki testowania i według nowej metody Xantia zrobiła jedynie 73, aczkolwiek nie mogę potwierdzić czy to była taka sama Xantia z najlepszym zawieszeniem. Obecny rekordzista to jakaś chińszczyzna z wynikiem 90 km/h.
tak, opony są bardzo bardzo ważne, z tym, że suvy na bardzo dobrych oponach wtedy się nie ślizgają, tylko wywracają 😉
a kierowca zawsze ma duże znaczenie, nawet ten sam kierowca nigdy 2 razy nie pojedzie identycznie, zawsze ciut lepiej lub ciut gorzej, a co dopiero jeśli inny kierowca
Zawodowcy mają na torze różnicę setnych części sekundy na okrążeniu – na tym polega profesjonalizm. Ale pomiędzy różnymi kierowcami bywa więcej i tego niestety nie sprawdzimy.
Ten Citroen jakoś do mnie nie przemawia. Design nie jest brzydki, ale bardzo przeciętny. Moim zdaniem CX jest jednak ładniejszy. Za to DS21 to już jest coś pięknego i wygląda bardzo „classy”. 😉
fajne wzmocnienie górnej poduszki siłownika, żeby nie wybiła dziury w masce jak przegnije 🙂
ale czemu tylko z jednej strony?
A z drugiej poprzedni właściciel dostał poduszkę i wymienił na nową
Oprócz testu łosia, był jeszcze test Clarksona. w Top Gear. Co prawda to już C6 z Hydroactiv 3+ i było to dużo później w 2004 r. Filmowano wyścigi konne z kamerą przytwierdzoną do dachu C6 i BMW 5 jadących gruntową drogą obok toru. Film z Citroena wygląd jak nakręcony z drona, w BMW kamera cały czas drży i się trzęsie. Clarkson ocenił Citroena jako najlepiej jeżdżący samochód jaki zrobiono. https://francuskie.pl/clarkson-citroen-cx-to-doslownie-najlepiej-jezdzacy-samochod-jaki-kiedykolwiek-stworzono-bombowy-odcinek-z-bmw/#google_vignette
Podoba mi się Xantia – może i wygląda zwyczajnie, ale jakoś tak… przyjaźnie. Ależ bym chciał przejechać się kiedyś Activą…
Co do różnych wątków z komentarzy, bo z telefonu nie bardzo widać, gdzie na to odpowiadać:
– „piękne, ale dla mnie czarne” – to jest załamujące, jak bardzo ludzie wybierają coś DLA SIEBIE bo „tak należy”, mimo że podoba im się co innego. I jeszcze czarny lakier! Przecież to się smaży w lecie, a cały rok zbiera brud w bardzo widoczny sposób. Sam mam czarne auto, bo akurat taki egzemplarz się trafił, ale zdecydowanie wolałbym inny lakier. Nie żeby to było brzydkie, ale po prostu upierdliwe.
– co do zniknięcia Audi A8 vs przyszłość BMW 7 – zdecydowanie się nie zgadzam, że następcą 7 zostanie X7. Mam wrażenie, że Audi cały czas jest takie pół stopnia niżej niż Mercedes i BMW, zawsze jest „tym trzecim”, a z A8 zwyczajnie przespali czas na kolejną generację. S-klasa ma swój własny niezachwiany prestiż, a aktualna seria 7, choć brzydka, jest po prostu bardzo dobra, ambitna i imponująca. Uważam, że wręcz Mercedes w następnej generacji S-ki dostosuje się do BMW, a nie BMW zrezygnuje z siódemki. Jeśli sedany segmentu F mają współcześnie przetrwać, to raczej takie jak seria 7, niż S-klasa, mimo że mi osobiście bardziej z tych dwóch podoba się Mercedes.
Super artykuł. Szczegóły wnętrza przypominają mi moją Xsarę kombi, kierownica ze sterowaniem radiem ta sama, boczki drzwi bardzo podobne. Ja miałem wersję SX z klimą manualną i lusterko lewe było ustawiane linkami Bowdena, a prawe już elektrycznie wajchą w miejscu mniej więcej, gdzie VW mają włącznik świateł. Welurowe fotele to drugi punkt. Co ciekawe mięciutkie i wygodne, ale na długiej trasie fotele Scenica 2 o 5 lat młodszego są dużo wygodniejsze. Aleo to już auto z ery NCAP, zupełnie współczesne.
Miałem tam 1.6 88KM i nie wiem jak to w Xantii mogli instalować. W Xsarze to fajnie jechało, przy „zaangażowanej” jeździe bardzo sprawnie. Ale xantia ma jeszcze kilka kilo więcej i kilka pomp do napędzenia.
Cieszy, że Xantia ma blachy w dobrym stanie. Moja Xsara po 23 latach w PL (krajowa była) progi i podłużnice miała w stanie średnim, że tak powiem i się pozbyłem tego na szrot bo to auto rodzinne było. Zwłaszcza, że głowy były na wysokości tyłków kierowców i pasażerów powszechnych SuVow. Po obserwacji i Xsara i Xsary Picasso miały ten problem, więc to nie wina egzemplarza.
Na szybko z Googla, Sprzedaż aut Citroena lata 200-2010 ok miliona sztuk rocznie, 2011-2019 ok 500-600 tysięcy (połowa!!!), 2020-2024 ok 360tys sztuk…. no sukces Stellantis.
Niestety bardzo podobnie wygląda to dla większości producentów europejskich, oprócz VAGa, Mercedesa i BMW 🙁
Gro citroenów widywanych w PL na ulicach to były C4 Picasso/Spacetourer i Berlingo. Podejrzewam, że one robiły sprzedaż, plus lubiane we Francji seg B – u Citroena w postaci C3. Tego pierwszego skończono już ładnych pare lat temu, a tego drugiego sprzedawano tylko jako elektryka, którego nikt nie tyka 😉
Pytanie co za skukces ustanowił sobie Stellantis? Bo może mają inne definicje niż my.
Nie mniej szału nie ma. VAG też w kłopotach podobno, choć nie analizowałem tematu, tylko zasłyszałem to w trakcie sall-talk’u.
@wojluk , ja w sumie więcej widywałem Xsary Picasso niż C4 picasso, ale dobra. Berlingo i C15 były widywane, ale tylko dlatego, że były montowane w Nysie. Wcześniej Xantia, ZX , czy AX robiły ułamek w Polsce ułamek sprzedaży tego co Peugeot. Polacy jednak woleli konserwatywne rozwiązania.
Tytuł przypomniał mi mój dawny pomysł na nazwisko francuskiego graciarza. Otóż Gruchot – czytane oczywiście jako „griszo” (w przybliżeniu).
A Xantia wspaniała, marzyłem o takiej, gdy była nowa. To jest niesamowite – samochody, których premiery pamiętamy, dziś są youngtimerami.
P.S. Bliska mi pani doktor filologii klasycznej docenia analizę etymologiczną nazwy 😉
Super pomysł z tym Gruchotem – najlepiej, gdyby to był żandarm, sierżant Ludovic Gruchot 🙂
Co do upływu czasu: ja pamiętam nowe BMW E30 w krakowskim salonie na Piłsudskiego, no i oczywiście Żuki i Nysy z S21 pod maską u mojego taty 🙂
PS Serdeczne pozdrowienia dla Pani Doktor!!
@SzK, Twój tato jeszcze się nawet na Nysy załapał? Sprzedał chociaż jedną? Kurcze, E30 to musiało wtedy robić wrażenie. Ja tam jestem tak stary, że pamiętam nowe E46 z salonów, a E30 z czasów kiedy było gruzem do upalania a nie uber klasykiem heh. Polonezy Trucki z salonów też pamiętam. Jak sobie pomyśle, że już prawo jazdy mają roczniki co nie mają prawa pamiętać E90 z salonów to czuje się mega staro. Pamiętam jakie wrażenie robiło poliftowe E90 jak kupił je ojciec mojego licealnego kolegi jakoś w 2011. Tak swoją drogą to dzisiaj nowe G20 jest mega powszechne. Nowe E46 w Polsce przełomu wieków robiło mega wow o wiele większe niż dzisiaj G20, a jakie wrażenie musiało robić E30 zapewne sprzedane w jakichś śladowych ilościach.