PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: PORUSZAJĄCE DZIEŁO SZTUKI

 

Tytułowy skan i hasło nie są ironią. To jak najbardziej autentyki, pochodzące z oficjalnego materiału producenta auta, a dokładniej – z polskojęzycznego katalogu reklamowego.

Gdy Czytelnik Daniel zaproponował mi przejażdżkę Oplem Vectrą B, trochę się speszyłem, bo o takich samochodach pisze się trudno. Nic się tam nie wyróżnia, na niczym nie można zawiesić oka, nie mówiąc o innych receptorach zmysłowych. To taki motoryzacyjny odpowiednik obiadowego zestawu dnia z lunch baru na parterze wielkiego biurowca – zestawu pochłanianego w krótkiej przerwie pomiędzy kolejnymi telekonferencjami, z głową kotłującą się od wariantów odpowiedzi na 28 maili czekających w skrzynce, a jednocześnie zaniepokojoną brakiem kontaktu od ekipy, która jeszcze dziś miała podać ostateczny termin rozpoczęcia remontu łazienki. Czy w takich warunkach ktokolwiek zastanawia się nad kompozycją przypraw w pochłanianych naprędce kluchach udających tagliatelle a la carbonara?

Takie bary i dania są konieczne, by zapewnić nam tani, codzienny dopływ kalorii i składników odżywczych, ale ich recenzje pisze mało kto. Może z wyjątkiem internetowych komentatorów, którzy ukryci pod anonimowymi nickami silą się na błyskotliwość powtarzając wyświechtane cytaty filmowe (“kotlet z psa zmielony razem z budą“), albo popisując swą szkolną erudycją (“obiady Fibonacciego – każdy kolejny jest sumą dwóch poprzednich“).

Z drugiej jednak strony Automobilownia ma w założeniu przedstawiać pełną motoryzacyjną różnorodność. Ostatnia rzecz, której chciałbym, to koncentracja na Cadillacach, Aston-Martinach i Maserati. Za jedno z najważniejszych doświadczeń związanych z gryzmoleniem o autach uważam przejażdżki pięcioma najpopularniejszymi modelami powojennej Europy (Fiatem 500, Volkswagenem “Garbusem”, Citroënem 2 CV, Renault 4 i Mini), oraz wyprawę do Bielska-Białej pięcioma “Maluchami” jednocześnie (LINK1 LINK2). To właśnie takie samochody – nie “Gullwingi” czy E-Type’y – pozwalają wczuć się w realia dawnych epok i poznać ich motoryzacyjny klimat. Zupełnie jak ze wspomnianą gastronomią, której trzon tworzą biurowe i przyfabryczne lunch bary, nie lokale z gwiazdkami Michelina.

Szkopuł jednak w tym, że Vectra to nie 2 CV ani “Maluch”: należy wprawdzie do znacznie wyższej klasy, ale pochodzi z czasów, kiedy w krajach rozwiniętych zjawisko motoryzacji zdążyło się było w pełni umasowić, a konstrukcja urządzenia zwanego samochodem – całkowicie dojrzała i budziła emocje tylko w razie pochodzenia z autentycznego dachu świata. Inaczej niż 30 lat wcześniej, auta masowe nikogo już nie ruszały. Tzn. nie ruszały w Szerokim Świecie – a my mieszkamy w Polsce, która w XXI wiek wkraczała krokiem chwiejnym i niepewnym. Prawie ćwierć wieku temu nowy, zachodni wóz segmentu D był w naszym kraju niewypowiedzianym luksusem. Ba, nawet o używany było niełatwo, bo prawo zabraniało importu aut ponad dziesięcioletnich, zmuszając obywateli do różnych wybiegów (typu marnowanie milionów roboczogodzin i ton narzędzi na rozbieranie i ponowne składanie pojazdów, by na moment zmienić ich klasyfikację celną. Ileż pożytecznej pracy można by w tym czasie wykonać…?).

Jeśli więc podchodzimy do sprawy historycznie – a do tego przecież służy ten blog – przedstawianego dziś Opla Vectry nie da się zaliczyć do kategorii “chlebek z masłem”. Zwłaszcza że mówimy o naprawdę elitarnej wersji – V6 2,5 CDX.

***

Dwa lata temu pisałem o Oplu Rekordzie E. To był dziadek Vectry B, dwie generacje starszy. Było o czym pisać: o facetach palących fajkę, ultranowoczesnym wtrysku L-Jetronic i berlińskim przemówieniu Johna Fitzgeralda Kennedy’ego. Odległa epoka jest zawsze ciekawa. Jednego zdziwi, że w latach 70-tych statystyczny Niemiec na topową limuzynę Opla pracował tylko 7,5 miesiąca, inny – że ta topowa limuzyna miała zaledwie 110 KM, a mimo to uchodziła za bardzo szybką, a jeszcze inny – że za dopłatą można było domówić do niej tempomat i klimatyzację (jak to, klima WTEDY…?!?!), ale już piątego biegu w ogóle nie (jak to, w kraju nieograniczonych szybkości…?!?!).

Produkcja Vectry B zakończyła się ponad dwadzieścia lat temu. Wydawałoby się, że to wystarczająco długo – to tak jakby o Rekordzie E pisać w 2008r. Matematycznie różnica ta sama, praktycznie jednak niezupełnie, bo tak się jakoś składa, że my, współcześni ludzie, zmieniliśmy postrzeganie upływu czasu: to, co pamiętamy, zawsze wydaje się nam niedawne, a rzeczy wcześniejsze – ogromnie odległe. My chyba do końca życia będziemy ubierać się jak w szkole średniej i uważać, że skończyliśmy ją dopiero co. Ani na jotę nie przypominamy inżyniera Karwowskiego, który jako 40-latek uważał, że ma bliżej niż dalej.

Dlatego też nieważne, że ostatniego Rekorda E od pierwszej Vectry B dzieli zaledwie siedem lat (tyle, co od 2015r. do dziś). Dla nas ten pierwszy model jest już muzealnym zabytkiem, ten drugi – zwykłą furą do codziennego tyrania. W dodatku skutecznie ukrywającą się w tłumie, mimo że od jej premiery minęło już ćwierć stulecia!! Zastanówmy się: jakie modele wtedy, w połowie lat 90-tych, miały 25 lat? Chromowany 125p, Škoda S100, Mercedes W115 – one wszystkie występowały jeszcze na drogach, ale już ewidentnie dogorywały i każdy człowiek, nie tylko samochodziarz, widział w nich wstydliwe piętno nędzy naszego kraju. A dziś? Mimo że żyjemy nieporównanie lepiej i na każdy towar – szczególnie samochód – pracujemy kilkakrotnie krócej, fury dwudziestoletnie śmigają po Polsce tabunami i wciąż mamy je za pełnowartościowe środki transportu. Mało tego: boczymy się, jeśli na którymś z nich zobaczymy dziurawy próg albo niedziałającą klimatyzację. “Ale tandetę dziś robią” – mówimy, choć prawdziwe nie jest tu ani słowo “tandeta” (bo wcześniejsze modele łamały się na pół nawet w połowie tego wieku), ani tym bardziej słowo “dziś”.

20-letnie Mercedesy mojego taty były złomami ulepionymi ze szpachli i włókna szklanego – i tak też powszechnie je postrzegano. Do celu dojeżdżały, to fakt – wszak wolnossącego diesla naprawdę trudno zatrzymać – ale o dalszych wyprawach, zwłaszcza zagranicznych, nie było mowy. Dziś 23-letnia Vectra Daniela też jeździ całkowicie bezawaryjnie, poza tym ma też jednak w większości oryginalny lakier, a co do dalszych wypraw – całkiem niedawno zaliczyła Rumunię (patrz zdjęcie). I nikogo specjalnie nie dziwi, że tak się da i ktoś się odważył.

Foto: dostarczone przez Daniela

***

W tym miejscu powinna być historia modelu, ale… w tym przypadku się nie da. Historię mają modele pomnikowe, przełomowe, wymyślone przez wizjonerów (ewentualnie rzucających im wyzwania kontr-wizjonerów). Korporacyjna masówka powstaje inaczej: powstaje, bo powstać musi. Nie ma innego wyjścia, bo walcząc o procenty udziału w rynku trzeba ów rynek mieć w pełni pokryty. Wszystkie literki, od A do F (plus jeszcze kolejne spoza “ciągu głównego”, ale tu każdy rabin przyjmuje inną nomenklaturę).

Opel to marka General Motors, czyli największego producenta samochodów na świecie. A największy producent nie może odpuścić żadnej literki. Najbardziej nie może odpuścić B, C i D, gdzie czekają największe wolumeny. Skasować klasę średnią to przecież tak, jakby np. w ogóle wyjść z Europy. Nie do pomyślenia, prawda…?

No właśnie… Mówię przecież, że Vectra B pochodzi z całkiem innej epoki. Epoki, która przeminęła z wiatrem, jak niegdysiejsza potęga GM albo wolność poruszania się. I choć możemy się śmiać, że oplowskie kombi to nuda do sześcianu, to przeglądając współczesne cenniki można tylko zatęsknić za taką nudą: napędzaną aksamitną, 2,5-litrową V6-tką z manualną skrzynią oraz z wnętrzem kojącym oczy beżową skórą i drewnem.

Korporacyjność rządzi się dziwnymi prawami. My, kontynentalni Europejczycy – czyli docelowa grupa marki Opel – nazwę Vectra znamy od 1988r., kiedy ten model zastąpił… nie wiem, chyba Rekorda? W każdym razie w ciągu kilku lat z siedmiu podstawowych produktów (CorsaKadettAsconaRekordCommodoreSenatorMonza) zrobiły się cztery (CorsaAstraVectraOmega). Ludzie z innych regionów przeżywali to w innym czasie: np. w Wielkiej Brytanii – mateczniku VauxhallaAstrami nazywano już odpowiedniki ostatniego Kadetta, za to pierwsza Vectra występowała jeszcze jako Cavalier. W Australii, gdzie rządził Holden, Vectrami nazywano nasze Vectry, ale dopiero od 1997r. – bo wcześniej tę niszę wypełniał model Apollo, będący przemetkowaną Toyotą Camry. Latynosi znali Vectrę ze znaczkiem Chevroleta, zaś Amerykanie… Oni do Vectry się nie przyznawali, choć tak naprawdę produkowali ją i sprzedawali jako Saturna L – czyli coś przedstawianego jako świeże, innowacyjne i gromiące Japończyków, choć w praktyce znane na całym świecie jako synonim nudy i tylko lekko przestylizowane (zupełnie zresztą niestrawnie).

Oprócz korpo-nazewnictwa jest też korpo-marketing. W Niemczech, gdzie Vectrami jeździli wąsaci synowie kapeluszników palących fajkę i zamieszkałych w starych kamienicach z froterowanymi schodami, prospekty Vectry mówiły: “każdego roku tysiące kierowców decydują się za zakup pojazdu marki Opel kierując się ich uznaną, wielokrotnie sprawdzoną solidnością, ale też doświadczeniem renomowanego producenta“. Później następuje równie pasjonująca litania cnót z zakresu bezpieczeństwa, komfortu, trzymania wartości rynkowej, a nawet – choć tylko marginalnie – o przyjazności środowiskowej. Nie wiem, czy ktokolwiek normalny mógłby przebrnąć przez cały taki prospekt (ja akurat przebrnąłem, ale nie miałem wyjścia, podjąwszy się nieopatrznie napisania o Vectrze B). Choć tak naprawdę, ten język nie dziwi, bo ładnie składa się w całość z narzeczem stylistów Vectry. O ile w tym przypadku w ogóle można mówić o stylistyce – bo ta jest dziedziną sztuki, a za dzieła sztuki ówczesne Ople uznać trudno.

Chyba że w Polsce. U nas, w połowie lat 90-tych, nowa limuzyna segmentu D była takim luksusem, że łomatko i córko. Samo jej ubezpieczenie na rok kosztowało więcej od całego samochodu statystycznego Polaka. Mój tata sprzedawał akurat Hondy, nie Ople, ale pamiętam, że niektórzy amatorzy nowych Accordów wręcz tłumaczyli się sprzedawcom, że kupują tak drogie auto – jak gdyby przepraszając ich, że przyszli jako klienci. Raz i drugi zdarzyło się nawet, że ktoś już praktycznie zdecydowany w ostatniej chwili rezygnował na rzecz Civika, bo “panie, ludzie to by mnie chyba zjedli“. To były autentyczne dylematy (choć nie wykluczam, że owi podejrzewani o ludożerstwo bliźni mogli być nie tyle sąsiadami z dzielnicy, co urzędnikami skarbowymi – bo czasy były to bardzo barwne).

W polskim cenniku z 2000r. Vectra zaczynała się od 61.800 zł za czterodrzwiową wersję 1,6 (75 KM), a kończyła na 86.700 za dwulitrowego turbodiesla w nadwoziu kombi. Cen odmian sześciocylindrowych – takich jak auto Daniela – w ogóle tam nie znajdziemy (symbole 2,5 i 3,0 widniały tylko przy Omedze, za 133.450 – 152.100 zł). Średnie wynagrodzenie nie przekraczało 1.900 zł brutto, adekwatny do tej relacji był też więc prestiż Vectry. A że prestiż wymaga odpowiedniej oprawy – stąd tytułowe hasło o “poruszającym dziele sztuki“. W Niemczech nikt by tak nie powiedział – nie tylko z powodów obiektywnych, ale też z obaw przed zniechęceniem klientów. Między Renem i Odrą Opla wybierało się właśnie po to, żeby nie rzucać się w oczy, tylko wpisywać w drobnomieszczański etos pani Dulskiej. Tak było po prostu przyzwoicie, przynajmniej w pewnych kręgach – stąd też taki, a nie inny wygląd pojazdów klasy średniej.

Abstrahując od międzykulturowych kontrastów, uderzyła mnie jedna rzecz: wraz z samochodem Daniel przywiózł mi dokumentację sprzedażową – w oryginalnej teczce z eleganckiej, grubej skóry, zamykanej na metalowy zamek magnetyczny. Gdy to zobaczyłem, coś mnie tknęło i sięgnąłem do szuflady – bo identyczną oprawę mają papiery mojego SL-a (z tą tylko różnicą, że teczka Mercedesa nie ma mosiężnych okuć na rogach – tu Opel był jednak lepszy). Gdzie te czasy, kiedy nabywców popularnych, bądź co bądź, samochodów traktowało się z takim gestem…?

Foto: praca własna

Foto: praca własna

Tak, dobrze czytacie: dokumenty wydrukowano po włosku, bo pierwszy właściciel był lekarzem i mieszkał pod Turynem. To, że Włoch zdecydował się na obciążoną wysokimi podatkami sześciocylindrówkę, dziwi tylko trochę (wszak i mój CLK 320 pochodził pierwotnie z Bolonii). W Italii nie brakuje ludzi z pieniędzmi, podobnie jak miłośników mocnych aut, gotowych dopłacić za odrobinę radości w codziennej jeździe. Ale to, że bogaty włoski automaniak poszedł do salonu Opla – nijak nie mieści się w mojej głowie. OK, może zdążył się zrazić do Alfy i Lancii (zwłaszcza że był rok 1999). Nie miałbym pytań do BMW, Mercedesa (np. CLK 320), 406-tki 3.0, a nawet Golfa VR6.  Ale że OPLA…?!? We Włoszech…?!?!

***

Daniel do Opli ma sentyment. Egzamin na prawo jazdy zdawał na Corsie, a w międzyczasie miał kontakt z Tigrą, Astrą F (w tym GSi), Astrą G (w pełnym przeglądzie silników, w tym OPC1), Astrą H, Vectrą A 2000 z legendarnym C20XE, Vectrą C, Combo, Omegą, Fronterą i Calibrą. Oprócz dokumentacji swojego wozu przywiózł mi też katalog Irmschera – nadwornego tunera marki, który w 1998r., na swoje 30-lecie, przygotował limitowaną serię 30 egzemplarzy wychuchanej Vectry kombi, z silnikiem rozwierconym z 2,5 na 3 litry i efektownym pakietem optycznym. Niestety – limit produkcji okazał się iluzoryczny, bo… chętnych zgłosiło się tylko dwudziestu trzech. Aaauuuć… To musi boleć…

Zdjęcia zaprezentuję tym razem począwszy od detalu – bo płynne przejście przetłoczenia maski (ciągnącego się od samego grilla) w mocowanie lusterek to najczęściej opisywany i dyskutowany fragment auta. Istne szaleństwo!! Może się któryś rysownik zapomniał, a może założył z kolegami, czy wierchuszka zauważy i zaprotestuje? W każdym razie to jedyny ślad Emocji na całym samochodzie. Poza nazwą VECTRA – która nie oznacza absolutnie nic (w przeciwieństwie do słów Corsa, Astra czy Omega), ale brzmi lekko, elegancko i bardzo globalistycznie. Idealna nazwa dla światowego produktu światowego koncernu.

Foto: praca własna

Kombi – z obowiązkowymi relingami dachowymi – to drugi, obok sedana, ulubiony typ konserwatystów. Mimo nieekscytującej linii karoseria jest całkiem opływowa – czterodrzwiówka wykazywała się znakomitym współczynnikiem Cx = 0,28 (nie znalazłem danych kombi i hatchbacka).

Foto: praca własna

W rocznikach poliftingowych (jak tutaj) zderzaki były polakierowane, a atrapa chłodnicy obwiedziona chromowaną listwą. Poza tym – nuda jak w polskim filmie (cytat). Z tym filmem to zresztą przytyk celowy, bo Vectr przez długie lata używała polska policja – do filmowania obywateli z ukrycia. Co jak co, ale ten model doskonale nadawał się do niezauważania.

Foto: praca własna

448 x 171 x 142 cm – tyle w latach 90-tych wystarczało, by nazywać się “rodzinnym kombi segmentu D”. Również z tej perspektywy Vectra jest jak supermarketowe jabłko: nikogo szczególnie nie odrzuca, ale też nie stymuluje niczyjego ślinotoku. Ot, archetyp motoryzacyjnego normika.

Foto: praca własna

W tamtym czasie samochody wciąż jeszcze miały duże okna, bez słupków zdolnych utrzymać most przez Bosfor. Niestety, boczna szyba tylna jest już pomniejszona przy pomocy czarnej folii – tak po prostu, żeby całość nabrała powagi. W tym miejscu nie przeszkadza to zbytnio – gorzej, że takie triki pojawiły się potem nawet na szybach czołowych.

Foto: praca własna

Jak każde nowoczesne kombi, również Vectra B ma bagażnik mniejszy od sedana. Zamiast równych 500 litrów – jedynie 450. Gdybym był złośliwy, dodałbym jeszcze, że tylne lampy przypominają Trabanta, ale to akurat wyraźniej widać w Astrze G.

Foto: praca własna

Tak owe 450 litrów wygląda w praktyce

Foto: praca własna

Ekskluzywne, włoskie Maserati miało grobowo czarne wnętrze, a nudny Opel – tadaam!! – ma beżowe. Co jak co, ale fotele w tym aucie robią robotę.

Foto: praca własna

Nie ma tu buły pośrodku, nie ma 24 trójzębów, jest jednak jasna skóra i drewno, choć oczywiście w bardzo generycznej formie

Foto: praca własna

Pamiętam czasy, kiedy każde bzyczenie elektromotorka było powiewem luksusu, zaś klimatyzacja wiała już prawdziwą rozpustą. W pełni doposażona Vectra CDX pozwala wrócić do tamtych czasów i wrażeń.

Foto: praca własna

Ten widok – inaczej niż sylwetka nadwozia – jest bardzo przyjemny. Nie żeby był szczególnie wysmakowany, ale samo połączenie kolorów i materiałów ma w sobie coś uspokajającego i poprawiającego nastrój. Zwłaszcza że boczki drzwi wykonano częściowo z weluru (i to nie tylko w wersji CDX) – a welur to jedno z najprzyjemniejszych tworzyw, jakie kiedykolwiek wymyślono.

Foto: praca własna

Prawdziwy komputer pokładowy z wyświetlaczem LCD podającym wcale niemało informacji (zmienianych dźwigienką przy kierownicy). Nie dwa, a cztery przyciski elektrycznych szyb. Trójdzielny panel automatycznej klimy, a do tego wyłączniki kontroli trakcji i podgrzewanych siedzeń!! Stylistyka stylistyką, ale Vectra CDX naprawdę wprowadzała w świat ukryty nawet przed wieloma kierowcami Mercedesów E.

Foto: praca własna

Tu za to mamy zwykłego, szarego Opla – tyle że z licznikiem kończącym się na 260 km/h

Foto: praca własna

***

Przednionapędowe Ople są generalnie nudne i nijakie. W przeciwieństwie do starszych, z napędem tylnym: to już pełnoprawne oldtimery, a oldtimery zawsze cieszą swą odmiennością i namacalnym kontaktem z analogową techniką. To chyba nie przypadek: przejście na napęd przedni miało na celu obniżkę kosztów, stanowiło więc pewną cezurę oddzielającą samochody “inżynierskie” od “korporacyjnych”. W ten schemat wpisuje się zresztą niemalże równoczesna unifikacja modeli General Motors z różnych krajów (przy zachowaniu lokalnych marek, zredukowanych teraz do firmowych znaczków).

Vectra B nie wyróżnia się tutaj, choć jedna rzecz jest w niej przyjemna: moment zasiadania za kółkiem. To w sumie fajne w prawie każdym testowanym samochodzie – bo właśnie czekają nas nowe doznania, a jeszcze nie nastąpiło żadne ewentualne rozczarowanie. W aucie Daniela chodzi jednak o inne bodźce – jak łatwo się domyślić, są nimi jasna skóra, drewno i oplowsko prostolinijny design kokpitu. Uwagę zwraca też świetna widoczność, ale o niej już zdaje się pisałem.

Później spod maski rozlega się szum widlastej szóstki, trochę niespodziewany w takim aucie. Podstawowe Vectry miały 75-konne silniki 1,6 (w poprzedniej generacji, na niektórych rynkach, zdarzały się nawet 1,4!!), natomiast 115-konne, 4-zaworowe 1,8 uchodziło za bardzo żwawe, pozwalając dotykać granicy 200 km/h i osiągać setkę w 11 sekund. Tak wtedy wyglądał solidny standard w “klasie średniej”, czyli – jak pisałem niedawno – przewyższającej słownikowo rozumianą średniość. Tyle że w dobie taniego paliwa i konsumenckiego optymizmu nawet producenci popularni postanowili średnią klasę usześciocylindrowić.

2,5-litrówka Daniela rozwija 170 KM i 230 Nm (swoją drogą ciekawe, że w latach 90-tych taki poziom wymagał już benzynowego V6). Jej 230 km/h i 0-100 km/h w 8,5 sekundy to był już wręcz kosmos (pamiętacie Polonezy z silnikiem Rovera? O nich mówiło się, że zwijały asfalt, a setkę robiły w 13,5 sekundy). Co ciekawe, dynamiczne wrażenie pozostało aktualne do dziś. Vectra łatwo wygrzebuje się z 1.500 obrotów na czwórce i bez protestu kręci do czerwonego pola, zachowując przy tym nienaganne maniery. Nie wpycha gałek ocznych w czaszkę, jak choćby Challenger HEMI, ale daje komfort posiadania zapasu pod nogą, w każdej sytuacji. To nieoczywiste w autach z ubiegłego stulecia, jednak w V6 z jego końca tak ma być.

Sześciocylindrowe auta prowokują zwykle pytania o koszty. Przy jeździe oszczędnej komputer potrafi w trasie wskazać 6,9 litra, co po założeniu instalacji LPG przekłada się na około 8,5 litra gazu. Gdy kierowcy się spieszy – trzeba dodać około dwóch litrów. Cena to żadna, jak na ten komfort i osiągi. Zaś co do serwisu – gdy po jednej z wizyt w warsztacie Daniel zobaczył rachunek na 300 zł, pomyślał wręcz, że to pomyłka. “To stary Opel, co tutaj może kosztować?” – odpowiedział mechanik.

Poza silnikiem i eleganckim wnętrzem Vectra jest… zupełnie zwyczajna. Zawieszenie, kierownica, hamulce, skrzynia biegów – wszystko to działa w tle, bez wyrazistego charakteru. Podwozie zestrojono raczej miękko niż twardo (chociaż kto wie, ćwierć wieku temu niektórzy mogliby pewnie mieć inne zdanie), a jedyną jego zauważalną cechą jest to, że lepiej wygładza nierówności, kiedy jedzie się szybciej. Do specjalnie szybkiej jazdy Vectra jednak nie zachęca – nie tylko wtedy, kiedy w lusterku widzi się jej dziób w granatowym kolorze. Po prostu, to jest podtatusiały wóz rodzinny, niepozorny i niewidzialny, tyle że w niecodziennej wersji silnikowej i wyposażeniowej. To zresztą jeden z uroków epoki – bardzo szerokie oferty większości producentów i modeli.

O jeździe Vectrą niełatwo napisać coś więcej, ale nic na tym nie stracicie, bo co by kogo nie interesowało, odpowiedź będzie brzmiała “tak, jak się można spodziewać“. No dobrze, James May zawiódł się kiedyś prowadzeniem Vectry B i napisał o “czekach bez pokrycia wystawianych przez kierownicę“. Być może zapomniał, że nie siedzi w aucie sportowym, tylko w Oplu kombi (czy tam Vauxhallu sedanie, bez różnicy). To auto nie powstało po to, by imponować i zachwycać, ale by robić robotę – w sposób spolegliwy, usłużny i skromny. W szczególności miało nie przyciągać wzroku, bo staroniemieccy drobnomieszczanie uważali to za grzech pychy.

Z drugiej jednak strony stylistyka Vectry nie razi. Po 27 latach od debiutu wciąż wtapia się w tłum – i sam nie wiem czy dlatego, że w jej czasach dorastałem, więc uważam ją za swego rodzaju miarę wszech rzeczy, czy ona naprawdę jest ponadczasowa. Trzeba byłoby zapytać młodzież, zwłaszcza niesamochodową (o taką dzisiaj nietrudno). Od siebie dodam jednak tyle, że w szafie mam jeszcze kilka ostatnich podkoszulków i bluz, które mama kupowała mi w czasach licealnych – czyli w epoce Vectry B. Na wyjście w gości dawno się już nie nadają z powodu sprania i wyszczerbień, ale do home office czy sobotniego sprzątania są ciągle świetne. Noszą się wygodnie, nie chcą zniszczyć do końca, a krojem absolutnie nie odstają od ciuchów współczesnych. Nic a nic. Co zaskakuje o tyle, że wtedy, w latach 90-tych, ubiór czy fryzura sprzed nawet 10 czy 15 lat prezentowały się wręcz komicznie. Style zmieniały się jak w kalejdoskopie – XX-wieczne zdjęcia można bardzo precyzyjnie datować patrząc na ludzi i samochody. Dzisiejsze już nie, bo szeroko pojęta stylistyka stanęła w miejscu. W 1995r. 25-letnim Oplem był Kadett C albo pierwsza Manta, wyglądające już wtedy jak z muzeum. Dziś Vectry B nikt nie określi w ten sposób.

A jeśli ktoś wciąż uważa, że stary Opel to “nuda, jak w polskim filmie“, niech pamięta, że polski film nie musi być nudny. Nawet jeśli epizodyczną rolę zagra w nim Vectra B

Foto: kadr z filmu “Poranek kojota

Foto tytułowe: materiał producenta

Share Button

52 Comments on “PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: PORUSZAJĄCE DZIEŁO SZTUKI

  1. W roku ’97 kupowałem Poloneza Caro 🙂 i pamiętam jak u jednego ze sprzedających zobaczyłem taką Vectrę w sedanie , w bordowym kolorze. Nie da się ukryć, że wtedy robiła piorunujące wrażenie. W tamtym czasie jeszcze spotykało się sporo Trabantów i Syren, Maluch i DF to był normalny motoryzacyjny krajobraz 🙂

  2. Fantastycznie duże okna jeszcze wtedy były w samochodach.
    Teraz im nowszy tym bardziej przypomina bunkier na kołach ze strzelnicami zamiast okien.

  3. W połowie lat dwutysięcznych pojawiło się w domu kilka takich poliftowych Vectr. Były to modele z 1.6 16V, dwulitrówką oraz dieslami DTI. Wtedy wydawały się całkiem świeżym, niegłupim samochodem. Kombi z dwulitrowym DTI zostało w domu na dłużej. Nie był to zbyt zawodny samochód, ale pozbawiony jakiegokolwiek charakteru, przeciętny we wszystkim co się dało. Fotele pomimo weluru średnio wygodne, silnik ospały, prowadzenie drewniane. W środku z każdej strony atakowała oplowska bylejakość plastików. Tak sobie jeździła przez dziewięć lat, nie sprawiając większych problemów, również korozyjnych. Dziś, widząc ocalałe na drogach Vectry B łatwo dojść do wniosku, że te wozy zniosły próbę czasu dość kiepsko. Prawie każda z silnikiem ECOTEC roztacza wokół siebie woń przepalonego oleju, a na większości paneli nadwozia wyziera ruda zaraza.

    • Dodam jeszcze jedno – co zawsze mnie irytowało w tym samochodzie, to ciężkie, topornie otwierające się drzwi i plastikowy wybierak, którego praca przypominała mieszanie chochlą w garze.

  4. Porządny samochód, o przeciętnym wyglądzie, świetnym wnętrzu i przyjemnym silniku. Można by rzec – luksusowy sleeper. Biorę.

    • No ale tak, nastała moda na obłości i Laguna a także Bravo/a/Marea całe obłe. No i się niestety zestarzało, zresztą Fiat sobie strzelił w nogę odwracając o 180 stopni w Stilo. I tu się podpiszę przed P.T. przedpiscą – Vectra elegancka, i PG406 drugi taki. Do dziś można bez wstydu używać obu, i chyba już nic więcej z epoki. I nie ma co się fochać na silnik 1.6 75 KM – oczko niżej Astra miała 1.4 60 KM. A wnętrze Astry takie że sobie oczy wydłubać śrubokrętem. A Vectra z wypasionym silnikiem i wnętrzem – sleeper jak nic, a jak milutko zasiąść, tak samo 406 z jakimś lepszym motorkiem niż 1.6. OK, są jeszcze Xantia i XM, ale to już nie żyje dziś z powodu braku wsparcia.

      • Wzmiankowana przez Ciebie Astra wyposażana była też w silnik 1,6 16 v i miała 100 KM, dodatkowo alufelgi 15 cali i opony 195/55 R15.
        Rany, ależ z tym trzeba było walczyć w koleinach…Fantastyczne wspomnienia. A silnik 1,4 był też w wersji 16-to zaworowej. Niby tylko 10 KM mniej, ale czuć było różnicę

      • Astra F miała ogrom silników do wyboru:
        1.4 8v spi, 1.4 8v mpi, 1.4 16v,
        1.6 8v spi, 1.6 8v mpi, 1.6 16v
        1.8 8v, 1.8 16v
        2.0 16v (nie wiem czy było 2.0 8v ale pewnie też)
        1.7 td isuzu, 1,7D opla (i byćmoże 1.5td isuzu też)
        w sumie to tam chyba tylko tej V6 nie było, a tak to co kto chciał, i to jest super!

  5. Dzięki za przypomnienie tego samochodu! Nigdy nie miałem żadnego Opla, ale odkąd po raz pierwszy zobaczyłem na ulicy nowiutką Vectrę uważam ją za SAMOCHÓD OSTATECZNY.
    Jak to się świetnie zestarzało! Jak dla mnie to nie jest generyczny śmietnik korporacyjny tylko elegancki i ponadczasowy projekt, który nadal cieszy oko świetnymi proporcjami, harmonią detali, dopasowaniem wnętrza do zewnętrza. Po ćwierć wieku nadal uważam, że to idealny samochód dla kogoś, kto lubi motoryzację, docenia wygodę i dobrą inżynierię, chce mieć porządny wóz a jednocześnie nie chce rzucać się w oczy.
    Strasznie żałuję, że przestali to produkować, ponieważ brałbym nowego z salonu dzisiaj i za dwadzieścia lat! Jedyne co bym zmienił w testowanym egzemplarzu to tapicerkę skórzaną zastąpił welurową i wrzucił tam automat.
    Gratulacje dla właściciela.
    Toyota też dorzuca taką ładną teczuszkę na dokumenty i instrukcje.

    • Miałem okazję jeździć Vectra b z 1.8. Może jako nowe to auto było fajne, ale nie zgadzam się, że dobrze się zestarzało i jest to wina właścicieli. Jeszcze takie 2.5 to rozumiem jako fajnego youngtimera, ale ludzie co jeżdżą tymi 1.6 i 1.8 to patologia. Wiem, bo sprzedawałem części. Nigdy więcej, nie chce mieć nic wspólnego z oplem, szczególnie Vectra b. Nawet właściciele BMW nie są takimi nieogarami. Ludzie chcieli ode mnie kupować części typowo eksploatacyjne zamiast kupić nowe za jakieś śmieszne grosze. Nie mieli pojęcia jak są zbudowane samochody i jak działają. W BMW mnie to jeszcze nie spotkało, jak ktoś coś kupuje to wie co to jest i po co. Btw kolektor ssący dbilas do Vectry b 1.8 sprzedałem za 1000 zł. Czy muszę coś jeszcze dodawać? I to taki nawiercony po gazie, a to było kilka lat temu i pieniądze wtedy były więcej warte, ale Vectra b już była stara wtedy

  6. Pozwolę sobie jeszcze trochę poprzeżywać jak mi się podoba ten samochód, ponieważ jakoś nie może mi to wyjść z głowy.
    Jak oni świetnie wkomponowali wyświetlacz komputera w ten samochód. Jakie tam są wielkie litery z doskonale dobranym podświetleniem. Gdyby testowany egzemplarz miał jeszcze oryginalne radio to jego wskazania też by się na nim pojawiały. Obecnie producenci już tak nie umieją w wyświetlacze.
    To wnętrze robi na mnie niezmiennie dobre wrażenie nawet po 27 latach od rozpoczęcia produkcji. Jest tam wygodnie i przytulnie. Jak dla mnie to niczego więcej nie potrzebuję. We wnętrza też już tak dzisiaj nie umieją…
    Gdybym już się na siłę miał do czegoś przyczepić to ewentualnie do braku czujników parkowania i kamer – bardzo je lubię. Może jeszcze wspomagacze kierowcy na wypadek przemęczenia – asystent pasa ruchu i automatyczne hamowanie. Wierze jednak, że dyby GM robił do dzisiaj Vectrę B to by dali radę to dodać.

    • ten sam wyświetlacz ma też Zafira A, owszem jest bardzo fajny i bardzo czytelny, choć w naszej Zafirze niestety wyświetlają się jakieś straszne napisy po niemiecku, a po niemiecku to wszystko przypomina “hende hoch” czy “achtung minen” 😉

  7. Vectra była następcą Ascony. Następcą Recorda była Omega

  8. Chyba już pisałem- jakiś czas temu wyczytałem tezę iż wymarły francuskie samochody segmentu D z lat 90. oraz najstarsze generacje Mondeo. Uznałem iż to przesada, przeszedłem się po mieście i… faktycznie. Idąc 50 minut nie zauważyłem żadnego takiego samochodu. Choć 406 i Laguna były popularne.

    • Laguny to wygniły. Z zewnątrz całe, a pod spodem sito. Mieliśmy jedynkę z ’97 roku jako dziewiętnastoletnie auto. Mocowania przedniego wózka przestawały istnieć.

      • Niby tak- lecz Megane I jeszcze jeżdżą. Może po prostu niższe koszty eksploatacji segmentu C są powodem. Dodam iż mam do czynienia z egzemplarzem Megane I rocznik 2001 z benzyną 1,4 16v, no i pojazd trzyma się nieźle. Tyle że ten samochód jest 18 lat w jednej rodzinie i jego przebieg (140 tys) być może jest realny.

      • Przedliftowe Meganki I też poznikały, one rdzewiały tak samo podstępnie. Z zewnątrz całe, pod spodem sito. Dopiero poliftowe jedynki mocno poprawili blacharsko.

      • No nie wiem. Wroclaw przedmieścia dużo lagun 1 a nawet laguna 1 kombi się trafia.

    • Faktycznie, Laguny 1 to rzadkość. U mnie paradoksalnie więcej widać Pugów 405 niż 406. A od nich więcej jest Xantii, oczywiście wszystkie z XUDem.
      Jeśli chodzi o kompakty to Xsar (oczywiście przedliftów) widzę wiecej niż Meganek I, a Pugów 306 to wcale nie ma. No cóż, z francuskich wozów z lat 90 najczęściej można spotkać Berlingo/Partnery i Kangoo 😉
      Moja Xsara 1.6 8V 2000r to już kiepsko ma z podłogą. Krajowa salonówka, jestem drugim właścicielem, przebiegu ma prawie 270kkm.

      • Peugeot’y 406 wyginęły chyba głównie przez gnijące progi, ew. przez zbyt (dla niektórych) skomplikowane tylne zawieszenie (z szybko rdzewiejącą ramą pośrednią) i może jeszcze (choć tych pewnie nie było aż tak wiele) układ wtryskowy Lucas EPIC – ale ja tam nie narzekam na żadne z powyższych. 😉

      • na lucasa epica jest już dawno patent na wywalenie tego gówna i założenie zwykłego lucasa na linkę i tyle 😉 mam nawet taki “zestaw downgradowy” wyciągniety z kangura 1.9 jakby ktoś chciał kupić 🙂

      • Nie wiem, czy takiego “gówno”, jeśli przez 25 lat przejechało 280 000 i po wymianie uszczelek za 60 zł bez problemu jedzie dalej. 😉 A i jest pewna przewaga w kulturze pracy/spalaniu nad wtryskiem mechanicznym. Ale fakt, wielu tutaj poległo, a co bardziej uparci przechodzili na Bosch’a.

      • Bosche VP37 czyli TDI jeżdżą do dziś mając często realnie sporo ponad 500tyś w dziesiątkach tysięcy 80tek i różnych innych i nic sobie z tego nie robią i nie trzeba w nich odprawiać dziwnych czarów z dobieraniem podkładek itp 😉 także tego, 270tyś to żaden przebieg 😉 na diesla to dopiero dobrze dotarty 😉

      • Pełna zgoda, to niezbyt wysilony XUD11TE, więc 500 000 jeszcze jak najbardziej przede mną. 😉 Dobór podkładek tylko przy wymianie uszkodzonego Advance Sensor (ale to czujnik bez elementów ruchomych). A VP37 zdaje się też ma trochę gumowych uszczelek, które prędzej czy później wymienić trzeba (cudów nie ma).

  9. Jak dziś pamiętam jak oglądałem katalog Samochody Świata 1996 i zdjęcia premierowe Opla Vectry w czerwieni i butelkowej zieleni. Te lusterka “wychodzące” z maski robiły wrażenie.
    Oczywiście marzeniem była wersja i500.

  10. Tak coś człowiekowi leży w tych Oplach, tylko nie wiadomo co… O, już wiem – swojskość. BMW i Mercedes – klasa wyższa jakby nie patrzeć. VAG ma swój narcystyczny marketing i takie podkreślenie niemieckości na każdym kroku. Wizerunek Opla niby taki rozmyty, korporacyjny a mimo to jakoś czuć klimat October Fest. Inna kwestia, że Opel (obok Renault, Fiata, Citroena a teraz Hyundai z czy zamiast Opla) to pokrywał kawałek rejonu, jeżeli chodzi o nowe auta i taką Vectrę jeszcze idzie zobaczyć na czarnych + tworzyły swoisty koloryt auta tej marki. p.s. takie teczki dawali i do Classiców F 😀

  11. O dziwo z Vectrą B nie mam żadnych wspomnień, no może poza tym jak z ojcem dyskutowaliśmy, że Vectra B i Astra G jakoś tak są narysowane, że cały czas wyglądają w miarę na czasie i nie wybijają się w ogólnym potoku samochodów.
    Za to w dawnych czasach wujek miał Vectrę A w automacie. Jakiż to był wóz na przełomie wieków. 🙂

  12. Pamiętam jak w połowie lat 90-tych znajomy moich dziadków przyjechał taką Vectrą (dokładnie 2.5 V6) należącą do jego syna, który należał do wyższej kadry menadżerskiej w jakiejś zagranicznej korporacji. Moi rodzice mieli w tamtych czasach Poloneza i był to wówczas najnowocześniejszy samochód do jakiego wsiadłem – z komputerem wyświetlającym całe słowa/zdania wydawał się wręcz kosmiczny, a użytkownik pokazywał nam dostępne opcje, chwaląc się nawet otworem na narty w tylnej kanapie – to było na tamte czasy coś niesamowicie ekskluzywnego – prawdziwy powiew wielkiego świata 😉 Drugie wspomnienie to natomiast zamieszczony w tym samym czasie w Auto Świecie wywiad z Kasią Kowalską, która chwaliła się nowym nabytkiem w postaci Vectry 2.0 16V, chwaląc dynamikę i 4 (!) poduszki powietrzne – zatem to był taki samochód na miarę ówczesnych celebrytów.

    • Ooo, wspomnienia! Ja akurat mieszkałem na wsi, syrenka-maluch-trabant-żuk, i gdzieś tak pod koniec lat ’80 przyjechali po coś jacyś Japończycy Pontiacem TransSport – absolutnie wydarzenie porównywalne z lądowaniem kosmitów czy innego DeLoreana z Emmetem Brownem. Pierwszy osobisty kontakt z nowoczesnością – kolejka z kluczykiem do Twingo, kto pamięta? Kluczyk – a jakże – nie pasował, ale mogłem przymierzyć się do Laguny 1, do dziś pamiętam zdziwienie że można zmieniać biegi dwoma palcami, cyk-cyk. I jeszcze większy dotyk nowoczesności, choć auto już było starawe – Renault 25 gdzieś we Francji 1993(?) – gadał. On lata! On gada! (cytat)

      • Kolejkę z kluczykiem do Twingo dobrze pamiętam – sam w niej stałem przed salonem RENAULT Lisowski w Krakowie, żaden niestety nie , chciał pasować..
        A Renault 25 w wersji Williams posiadał mój znajomy, który ustanawiał nim co rusz kolejne rekordy “przelotu” na trasie Kraków – Okęcie wożąc swojego pracodawcę…To były czasy

  13. Jeżeli to drewno w Vectrze rzeczywiście najpierw rosło, a potem je ścięli, a nie pochodzi z wtryskarki, to jestem pod wrażeniem.
    W Civicu VI którego miałem drewno zdecydowanie nie było drewniane. Ale muszę przyznać, że chociaż takie wykończenie trąci nieco salonem Hiacynty Bukiet, to jednak wygląda ładnie. Chodzi za mną taki styl; zdarzał się w IS-ach i GS-ach: jasne wnętrze, drewniane elementy. Ma w sobie coś uspokajającego. Nie spodziewałem się czegoś podobnego w Vectrze.
    Natomiast z Vectry (podobnie jak z Astry, Corsy i Omegi) pamiętam jedno: środek każdego z nich wydawał mi się ciaśniejszy o klasę. Vectrę odbierałem podobnie do Civica czy Corolli, Astrę podobnie do np. Yarisa. Ja nie wiem jak oni to robili, ale ergonomia nie była mocną stroną ówczesnych Opli moim zdaniem. A mam jedyne 172 cm wzrostu, więc to nie kwestia gabarytów.

    • Drewno jest plasticzane. Fajne były wnętrza Vectry B zawierające srebrne wstawki, inną kierownicę i pomarańczowe wskazówki zegarów. Rzadko, ale pojawiały się takie wersje. Te dodatki mocno orzeźwiały to czarne, ponure wnętrze.

    • Corsa, Astra, Vectra faktycznie rozczarowywały jeśli chodzi o ilość miejsca wewnątrz, szczególnie na nogi /na tylnej kanapie/. Ale w przypadku Omegi nie zgodzę się z Twoją opinią. Zarówno A jak i B przed i poliftowa naprawdę “dawały radę”. Szef firmy, w której pracowałem miał 1,95 m i nieraz zdarzyła się konieczność podróży w kilka osób. Z tyłu zostawało naprawdę sporo miejsca. Rozczarowująca to jest Insignia A.
      Przy fotelu kierowcy odsuniętym nawet nie do końca, pomiędzy oparcie a krawędź siedziska kanapy z trudem mieścił się pokrowiec z 4-ma wieszakami na koszule

  14. a dla mnie Vectra B zbyt nowoczesna 😉 nie podobają mi się te przetłoczenia maski na lusterka, no ale to kwestia gustu 😉 technicznie to jak najbardziej w porządku samochód

    no to teraz Szczepanie zapraszam na opisanie Astry F 😉 bo to w Polsce (b) taki “współczesny odpowiednik poloneza” 😉
    a jako że jestem miłośnikiem Asterek F i mam 3 a na podwórku jest jeszcze czwarta – teścia to będziesz miał co porównywać 🙂 a są to takie:
    hatchback 1.6 8V automat gaz (“samochód zastępczy” zawsze działa w razie czego)
    kombi 1.6 16v automat gaz (którym na codzień jeżdżę)
    hatchback 2.0 16v automat (szwajcar! taki prawdziwy, z dziurami (niestety))
    i teścia gliwicki sedan 1.6 8v z gazem, totalna bieda edyszyn (i totalnie niezawodna!) która nawet obrotomierza nie miała, ale zmieniłem licznik kiedyś i już ma, ale wspomagania niema nadal, choć miałem teściowi założyć, ale stwierdził że to już niema sensu

    do tego jeszcze jest Żonki Zafira A 1.8 16v w automacie (świeżo po wymianie ekotka więc nawet nie dymi i nie żre oleju) i Frontera A z CIH-em 2.4, no i w sumie jeszcze bus Opel Movano 1.9DTI, choć z opla to on ma tylko znaczek, no ale ja renówek nie lubię ;p

    także tego, prawie że pełen przegląd oferty lat 90 😉
    nasz kot powinien nazywać się “ekotek”, ale to kota 😉

  15. W Astrach F nigdy nie montowano diesla 1,5, tylko w Coirsach. Oczywiście, były również 2.0 8v 115 km. W którymś z numerów AI z 93 roku jest porównanie takich kompaktów hot hatchy: astra,zx,golf,escort. Coś pięknego, zwłaszcza w parze z dynamicznie wykonanymi zdjęciami.
    Odnośnie vectry b:
    Pierwsze wspomnienia gdy byliśmy na wycieczce klasowej w górach w 95 roku ,kupiłem czerwcowy numer AI i na okładce była Vectra b. Znajomy, syn bogatego przedsiębiorcy, powiedział że musi ją pokazać swojemu tacie (wtedy jeźdili przedliftingową, dwulitrową vectrą a) i poł roku póżniej kupili złotego sedana. Ależ to robiło wrażenie. Gdyby dzisiaj na ulicy zaparkowało 911 GT3 to nie byłoby takiego efektu. W latach 90tych ojciec innego znajomego zamienił swoje salonowe audi 80 b4 2.0 benzyna na kolejno dwie vectry b i był z nich bardziej zadowolony niz z audi. 15 lat temu mój dobry kolega kupił vectrę b 2.0 136km, srebrnego sedana w wersji CD z jasnym wnętrzem, wyprodukowanego w 2000 i kupionego w krakowskim Marimexie. Ja wtedy miałem Astrę G 2.0 dti Njoy z 2003, również kupionego w polskim salonie i porównałem oba auta. Jakość plastików lepsza w atrze, fotele lepsze w vectrze ale niby te same, jednak wygodniejsze niz w vectrze GL z 96 roku przedliftingowej, z którą też miałem do czynienia. Podłokietniki, automatyczna klima, pełna elektryka, komputer, 260 na liczniku – normalnie limuzyna. Niestety, dach, podszybie i nadkola już chrupała rdza. Auto było bezwypadkowe. Moją astrę zaczęło brać 3 lata później i tylko na nadkolach, nietety wszystkich czterech. Pojechałem do konserwacji i facet mi powiedział że nietety vectry b były chyba najgorzej zaprojektowane jeśli chodzi o aplikowanie konserwacji. Podobno nie było żadnego dostępu do profili zamkniętych tylnych nadkoli. Kiedyś siedziałem w vectrze b z rynku niemieckiego, 1.6 8v 75 km, wyposażenie: centralny zamek, poduszka dla kierowcy i centralny zamek. Nie było nawet obrotomierza. Chętnie przygarnałbym taką wersję:) Teraz pytanie do Szczepana: nie znam rynku niemieckiego ale w Anglii w pierwszej wygranej kampanii wyborczej Blair’a pojawiło się hasło: Mondeo man, jako symbol przeciętnego, popularnego auta. Jaki był niemiecki odpowiednik, raczej nie opel ale ford czy volkswagen chyba też nie? Apropos pozycjonowania vectry i mondeo przez marketingowców- mam prospekty mondeo z 93 roku i vectry b z 95 roku. Vectra figuruje tam jako najbardziej bazowa, o której już wspomniałem do bardzo luksusowej – takiej jak w teście. Wszystko ilustrowane super zdjęciami, również przekrojowymi. Czyli marketing opla chciał żeby vectra była postrzegana jako lepsza alternatywa mondeo. Na koniec, lusterka wychodzące z maski robiły wielkie wow ale jak już usiadłem za kierownicą, okazywały się bardzo małe. Podobnie dziwnie wyglądało sterowanie szybami na konsoli środkowej, nie na drzwiach. Czytając pierwszą część testu, przed oczami miałem jakąś bardzo luksusową teczuszkę na dokumenty ale patrząc na zdjęcie to przypomnialem sobie że w swojej Astrze miałem taką samą.

    • Zostałem wywołany, więc odpowiem: nie mieszkałem w Niemczech, ale tamtejszymi markami nie-premium był zawsze właśnie Opel i Ford. VW uchodził za drobnomieszczaństwo i (czasami) lekką bufonadę, Opel i Ford były najbardziej bezpretensjonalne. Ale to tylko domniemanie wynikające z tonu artykułó z prasie oldtimerowej, nie z autopsji.

  16. W 2003 zrobiłem taką (uhm, prawie – 1.8) vectrą ponad 3000km. W pięciu chłopa z bagażami na miesiąc jechaliśmy do przedunijnej Wielkiej Brytanii. Na dostatek miejsca może nie narzekaliśmy, ale auto sprawiało zdecydowanie pozytywne wrażenie czy to na autobanie czy na wąskich walisjkich dróżkach. Tylko martwe piksele na wyświetlaczu dbały o etos opla.

  17. @Benny: Napisz, coś więcej o hatchbacku 2.0. Przebieg, wyposażenie, jak długo nią jeździsz, ile kosztowala (jeśli to nie tajemnica). Szczerze zazdroszczę. Ten kolega, którego ojciec miał vectry kombi, z 20 lat temu dostał astrę z 96, 3 drzwiowy hatchback, 1.6 75 km. Słaby silnik ale ile tym komfortowym wtedy autem przejechaliśmy. To dej pory mam sentyment do efki.

    • ciężko mi o niej coś powiedzieć 😉 , kupiłem z 2 lata temu bo w ogłoszeniu było że ze szwajcarii, nie rejestrowana, i takie zdjęcia że nic rdzy nie było widać, facet mówił że bardzo dobry stan, była za 2.5tyś wystawiona więc dużo jak na Astrę bo wtedy to one koło tysiaka chodziły, no więc pożyczyłem lawetę i pojechałem gdzieś za warszawę po nią, no i na miejscu okazało się że owszem nie rejestrowana, tylko ktoś jeździł na tablicach z innej astry, nawet gaz mikserowy do niej dolepił (ale już był wymontowany), bok jeden do połowy malowany ale widać lepione było byle jak bo wielkie purchle powyłaziły, dolne ranty progów podgnite, no dziur niby niema, choć jakby szpachle wyskrobać to by pewnie były tam przy wlewie paliwa…
      jeździć jeździ normalnie, troszkę poddymia, w końcu ekotek… ale nie jakoś bardzo (to ten starszy 2.0 16v z prostokątną pokrywką zaworów nie zaokrągloną) skrzynia automatyczna wydaje się ok choć bardzo się tam nie rozpędzałem bez tablic przy lesie. najbardziej mi się w niej podoba ten najbogatszy wyświetlacz który pokazuje też spalanie <3 ale żeby go przełożyć do swojej to trzeba sporo instalacji dorobić niestety, więc mi się nie chce
      ostatecznie kupiłem ją bodajże za 1300zł, jak za te pieniądze nie jest taka zła 😉 narazie na nią jakiś bardzo planów nie ma, stoi jeść nie woła, myślałem o przełożeniu zespołu napędowego do Zafiry albo innej Astry ale szczerze dużo bardziej wolał bym 2.0 8V lub 1.8 8V bo są niezniszczalne a poddymiającemu ekotkowi będzie tylko gorzej…

  18. @Jerzy.
    Też pamiętam ten wywiad. Pojawił się w zmodernizowanym Auto-Sukcesie pod koniec 99 lub na początku 2000. Kowalska jeździła czarnym kombi. Miesiąc wcześniej opublikowano wywiad z Andrzejem Nejmanem, tym aktorem ze Złotopolskich. Miał wtedy nową, srebrną hondę civic 5d. Chwalił w niej klimę i mocny silnik, mówiąc że non stop ruszał z piskim opon. Taki znak czasów:)

  19. Sam kilka miesięcy stałem się posiadaczem Vectry B, potrzebowałem taniego jeździdła z klimą i znalazłem ogłoszenie z całkiem zadbanym egzemplarzem poniżej 4000zł. 🙂
    Sprzedającym okazał się starszy Pan, pierwszy właściciel auta w Polsce i drugi w ogóle – wóz spędził w kraju ponad 15 lat po sprowadzeniu z Niemiec. Takiej ładnej teczki jak tutaj nie dostałem, ale okazała się bardzo mało skorodowana i ogólnie w dobrym stanie technicznym – mój diagnosta i fan Opli zarazem powiedział, że dawno nie widział tak zdrowej Vectry B.
    Ja mam 4-drzwiową wersję CD z dość smutnym (choć welurowym) wnętrzem i 100-konnym 1.6 16v. Jeździ to zupełnie normalnie (szok i niedowierzanie), nie mam się do czego przyczepić oprócz zbyt krótkiej skrzyni biegów (3500rpm przy 120km/h na najwyższym biegu) oraz nieco zbyt twardego zawieszenia i foteli jak na mój gust. Na plus muszę natomiast ocenić ogólną jakość wykonania – plastiki nie straszą tandetą, nie skrzypią, a całe auto sprawia wrażenie bardzo solidnego.
    Ogólnie to Vectra, więc nie ma się tu czym jarać jako entuzjasta motoryzacji, ale jednak można się uśmiechnąć na widok takiego niezmodyfikowana egzemplarza w stanie niemal jak z fabryki, prawdziwa kapsuła czasu z lat 90ych. 🙂
    FOTO: https://i.ibb.co/4dQBcfQ/IMG-8053.jpg

  20. Nudny? Nie ma na czym oka zawiesić? Nie zgodzę się. Moim zdaniem jeden z ładniej narysowanych samochodów segmentu z tej epoki (detal przejścia maski w lusterka sam już nie raz wspominałem).

    W sumie jedynymi, które stylistycznie się wyróżniały in plus i które kojarzę z pamieci to 156 i Galant.

    Jeździć nie jeździłem, ale ojca Astra G 1.6 16V nalatała z holenderskim gazem jakieś 300 tys. km. Z wymianą oleju co 30 tys. (tak, trzeba było dolewać) i pierwsza jazdą po odbiorze z salonu z Wrocławia nad Bałtyk z N390 na haku – więc te Ople jednak całkiem twarde bestie były 😉

    O ile rozumiem skąd się wzięły pewne uprzedzenia i stereotypy dotyczące niektórych marek, to nie wiem skąd w Polsce opinia, że Opel to marka dla ludzi, którzy nie lubią samochodów – bo chyba nie z cytowanych niemieckich haseł reklamowych?

    PS. Stwierdzenie, że Vectra B jest nudna i nieciekawa jasno wskazuje, że współczesny samochód musi mieć dużo kolorowych ekranów, dziwne przetłoczenia gdzie popadnie i jeszcze dziwniejsze światła…

  21. Cześć wszystkim automobilowniakom,
    podzielę się swoimi impresjami na temat tej generacji Vectry.
    Jako, że jestem jak autor z dobrego rocznika, bo 80′, jako nastolatek mogłem obserwować premiery nowych fur.
    Pamiętam to wrażenie, kiedy jadąc do liceum w 96 mijałem salon Opla w warszawskim Intraco. Stał tam nowy, piękny szarografitowy Opel Vectra. Design przodu był kosmiczny, te lusterka… Do dziś to pamiętam. Wtedy ten samochód był dla mnie całkowicie nieosiągalny. Kilka lat później w rodzinie pojawiła się poliftowa Vectra w dieselku, służyła bez zarzutu kilka lat aż do momentu sprzedaży.

    Kilka przecznic dalej, na placu Bankowym był salon Peugeota. Tam stał inny statek – 406 coupe.
    Piękny kształt, super linia. Jeszcze się kiedyś przejadę jako że 406 coupe, wraz z Vectrą, W140 i Fiatem 130 to moje fury w garażu marzeń.

    Pozdro dla wszystkich pozytywnie zakręconych samochodziarzy. Dziękuję Tobie Szczepanie za super treści, robisz fenomenalną robotę. Czytając Twoje wpisy moja głowa ma kalejdoskop wspomnień. Keep on writing! 🙂

  22. Arek, którego możecie pamiętać z naszych wypraw tu i tam, jeździ GR Yarisem (tak!), ale od kilkunastu lat używa niebieską Vectrę 2.0 diesel w wersji na stulecie Opla (piękny kolor, żarówiasty niebieski plastikowy, znowu modny – wczoraj widziałem takie Audi S7), z którą się właściwie nie może rozstać. Jak tu pojechać na działeczkę takim Yarisem? Jak tam wpakować narzędzia do remontu? Na zakupy też średnio.
    A co ciekawe, okazało się, że niebieski lakier ma ten sam odcień co jakaś farba do malowania statków. Od zewnątrz nie do ruszenia. Od spodu…

  23. Czas na wyjście z szafy – jestem ukrytą opcją oplowską 🙂
    Jako weteran samochodów służbowych, muszę się przyznać, że Opli miałem w tamtych czasach kilka – na zmianę z Toyotami.
    Pierwsza była Astra F 1.4 16V; bordowa w kombi. Kupiona na licytacji PZU po powodzi w roku 1997. Ponoć została podtopiona na skośnym podjeździe, prowadzącym do stojącego wyżej od drogi garażu, i faktycznie tak się zachowywała. Kłopoty sprawiała czasami elektryka z tyłu samochodu – głównie tylne lampy. Nagminnie przepalały się w nich żarówki, co pewnie było następstwem kontaktu z wodą.
    Wszystko co z przodu – funkcjonowało bezproblemowo. Zrobiłem nią w niespełna rok ponad 37’000 km i bardzo ją chwaliłem. W porównaniu z 60-cio konnym R19 Chamade Ojca, te 90KM Astry były dużą przewagą. Szczególnie, jak trzeba było dowieźć do klienta masę gratów na otwarcie sklepu czy jakąś imprezę.
    Po niej dostałem identyczną, ale granatową i z salonu. Zero różnic – poza spokojem z tylnymi żarówkami.
    Potem była zmiana na trzy z rzędu Toyoty (Corolla 3d, Corolla 5d i Avensis I w kombi) i… powrót do Opli.
    Mój szef miał Vectrę 2.5 V6 kombi – tak samo butelkowo-zieloną, jak ta z artykułu, ale z ciemnym welurem. Fantastycznie prezentowały się te drewniane wstawki wrzucone w czarną deskę i boczki drzwi. Jako, że szef był “trunkowy”, narobiłem tą Vectrą kupę kilometrów, gdy w całej ekipie tylko ja nadawałem się za kółko. Świetnie wspominam ten przedliftowy model.
    W tym samym czasie ja miałem srebrną Vectrę sedan 1.8 16V i po anemicznym Avensisie 1.6 kombi bardzo długo uważałem ją za świetny, szybki wóz. Oczywiście tylko dopóki nie wsiadłem za kółko szefowej V6. Wtedy czar prysł…
    Vectrę Szefa ukradły jakieś łepki i malowniczo rozwaliły się nią w Łomiankach, a on szybciutko przesiadł się na kolejną Vectrę kombi – tym razem również V6, ale już poliftową i z silnikiem 2.6. Moc miała taką samą, ale ciut wyższy moment obrotowy i poprawione przednie zawieszenie. I to czuć było najlepiej – samochód był mniej nerwowy w koleinach i lepiej radził sobie z przeniesieniem mocy na drogę w zakręcie. Fajny, ale według mnie nadal nienajlepszy, bo z manualem.
    Tu od razu mała reklamacja do Autora – szkoda Szczepan, że nie wrzuciłeś zdjęcia spod maski, bo kolektor dolotowy wersji V6 naprawdę robi wrażenie 😀
    Ostatnią Vectrą B, jaką sporo jeździłem, był egzemplarz na jaki trafiłem u mojego Klienta, któremu robiłem restrukturyzację firmy na zlecenie NFI Piast i Octava. Była to Vectra zamawiana na życzenie. Ale nie spodziewajcie się, że oznaczało to jakiś mega wypas. Odwrotnie. To była wersja zbudowana na życzenie dyrektora finansowego mojego klienta. Była pozbawiona absolutnie wszystkiego, żeby w wyznaczonej cenie zmieściła się… manualna klimatyzacja i metalik. Założenie było proste – jeżdżący nią menadżer miał nie przynosić wstydu przez wygląd samochodu i zapach… swoich pach. 😉
    Specyfikacja bazowa + za dopłatą lakier – jasnozielony metalik i klima.
    A do tego podstawowy silnik 1.6 8V i… rezygnacja z poduszki powietrznej pasażera, żeby było taniej.
    I wiecie co? W porównaniu z moją Vectrą 1.8 16V, te 75KM faktycznie puchły przy rozpędzaniu powyżej stówki, ale z niskich obrotów ciągnęły lepiej niż moje 16V.
    Ten samochód miał też największy przebieg, z jakim miałem do czynienia. Po czterech latach miał 485’000 km, bo jeździł nim szef eksportu, który… panicznie bał się latać. Efekt był taki, że nawet na targi we Włoszech, Francji czy Hiszpanii tłukł się po nocach tą Vectrą, zamiast w 2-3 godziny dolecieć.
    Co ciekawe – dzięki takiej długodystansowej eksploatacji ten samochód był absolutnie bezawaryjny, a do tego palił średnio o 1-1,5 litra mniej, niż dwie inne 1.6 8V, które więcej jeździły po mieście. Dla mnie stał się lekcją, że duży autostradowy przebieg – może być atutem. Tyle, że tu ważne jest słowo-klucz: autostradowy. Wóz po taksówce czy ubierze też będzie miał ogromny przebieg, ale zupełnie inny stan techniczny.
    Ostatnie wspomnienie dotyczące Vectry B to jej najrzadsza wersja – i500.
    Biały sedan w tej wersji bardzo długo stał we wrocławskim salonie na Karkonoskiej. Przy moich przebiegach i interwałach serwisowych tamtych samochodów, widziałem ją nad wyraz często, czekając na wymiany oleju, klocków czy opon, bo mieliśmy kontrakt serwisowy z ASO. Sportowe fotele, sportowy wieniec kierownicy, szare elementy deski rozdzielczej i kierownicy, felgi w stylu DTM, lekko przegięty zderzak przedni, stonowane dodatki do progów, a do tego ciekawy, nieprzerysowany spoiler na bagażniku – to było kosmiczne auto. Cenę też pamiętam do dziś: 91’000,- nowych złotych. W czasach, gdy podstawowa Astra kosztowała 36’600,-
    Co ciekawe – poza tymi wymienionymi powyżej, mam jeszcze tylko jedną historię związaną z mocnym Oplem – tym razem Omegą MV6. Ale ona nadaje się bardziej na jakiś osobny wpis, bo dotyczy ciekawego tematu – postrzegania człowieka przez pryzmat samochodu, którym jeździ…
    Tyle. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem moim “wyjściem z oplowskiej szafy” 😀

    • W kwestii zanudzenia – bez obaw.
      Ja naprawdę lubię Ople, mój pierwszy to Astra 1,4 16v 90 KM, rocznik 97. Z wyposażenia to tylko ABS i poduszka kierowcy. Przez pierwszy rok eksploatacji zrobiłem nią 75 tys kilometrów – bez najmniejszej awarii, chociaż nie – w ramach gwarancji wymieniono mi wiązkę albo oprawkę do tylnej prawej lampy. Coś tam było źle złożone i po włączeniu biegu wstecznego zapalała się kontrolka niesprawnego ABS-u. Serwis ASO zamówił komputer do niego na wymianę, bo nie potrafili zdiagnozować przyczyny, i dopiero przy rutynowej kontroli oświetlenia okazało się, że na prawej lampie jest “choinka”. Po wymianie oprawki z przyłączami ABS działał bez zakłóceń. Możliwe, że nie była to usterka fabryczna, tylko efekt braku staranności podczas serwisu, bo wystąpiła dopiero pod koniec pierwszego roku eksploatacji. Za drugim razem, to serwis “zepsuł” samochód. Po wymianie mikrofiltra mechanik coś źle poskładał i wizyta na myjni automatycznej spowodowała kompletne zalanie wkładu filtrującego. W efekcie wnętrze tak parowało, że pomagało tylko opuszczenie szyb bocznych. Na gwarancji wymienili mikrofiltr i poprawa była natychmiastowa.
      Ogólnie – auta do tyrania, bardzo niedoceniane. Sam zastanawiam się, skąd tak kiepski odbiór marki na rynku

  24. Moi rodzice kupili Vectrę w salonie w 1997 r., 2.0 CD bez klimy! Zgodzę się z komentarzami, że jak na ówczesną średnią krajową to był kosmos – na szybko przeliczyłem, że mierząc parytetem dzisiejszych zarobków, to jej cena wyniosłaby 400k brutto. Tylko należy pamiętać, że były to specyficzne czasy, z dużym rozwarstwieniem, ciężkie dla pracowników najemnych, rolników etc., ale mieszkając w okolicy zdominowanej przez small businessy – i to nie jakieś skomplikowane, nie był to jakiś zupełny szczyt, no może top 10% 😉 “Prestiżowo” było to coś pomiędzy Mondeo a Passatem.

    O ile faktycznie stylistyka oparła się upływowi czasu, to blacharsko i mechanicznie samochód był mocno nietrwały, przynajmniej porównując do dzisiejszych standardów, choć podobno kiedyś to były czasy, a dziś nie ma 😉 Mieliśmy ją do 2007 r., od 2004 r. po zrobieniu prawka również ja ją ujeżdżałem i w 2007 r., pomimo braku przejechania mitycznych 200 tys. nosiła już w pełnej krasie cechy grata: korozja, silnik biorący olej z wiecznymi problemami z obrotami biegu jałowego czy drobniejsze rzeczy jak poprzepalane ścieżki w centralnym wyświetlaczu i sprzedaliśmy ją za grosze. Z tego co pamiętam, ówcześnie poszukiwane były egzemplarze z silnikiem 1,6 8v i klimą, które omijały przynajmniej problemy z nietrwałym silnikiem. Dziś raczej ciężko znaleźć 10 letniego Passata, Peugeota 508 który przy bezwypadkowości i regularnym serwisowaniu tak by się “rozgracił”. Owszem, te współczesne pojazdy mogą narazić właściciela na koszmarnie drogie naprawy – DPFy, dwumasy, turbiny, ale dotyczą one pojedynczych komponentów, a nie degradacji całego samochodu. Dlatego, mimo że Vectra wiąże się ze wspomnieniami ze wczesnej młodości oraz że była samochodem, który wwiózł moją rodzinę w XXI w. (mimo tych wszystkich wad, był to samochód posiadający wiele współczesnych atrybutów – przyzwoite osiągi, podstawowa elektronika, elektryka i systemy bezpieczeństwa) to do Opli mam już uraz 😉

    Chętnie przywołuję przykład ceny tej Vectry, jak ktoś współcześnie mówi o panującej drożyźnie w zakresie nowych aut – 4 lata temu kupiłem z salonu Leona Kombi, który mimo papierowej lokalizacji w niższym segmencie, to pod każdym mierzalnym względem jest lepszy od Vectry, a nominalnie kosztował mnie zaledwie 10 tys. więcej, po 20 latach! No może od COVIDa czasy się zmieniły, ale mimo wszystko nie cofnęliśmy się do lat 90tych – “niemarkowe” auto klasy średniej to koszt poniżej 200 tys., to jednak wciąż nie wspomniane przeze mnie 400 tys. Przy czym Vectrę współcześnie powinniśmy odnosić do Astry raczej…

  25. Kolega miał Vectrę A z rynku Holenderskiego. 1,6 na monowtrysku i bodajże 86KM. Miała dla mnie urok samochodu manualnego, wszystko robiło się ręcznie. Korblowało szyby, odpychało fotele i oparcia, nie było wspomagania czego nie było szczególnie czuć dzięki średnicy kierownicy. W zamian auto dawało dynamikę samochodu lekkiego, pozbawionego ciężaru wszystkich udogodnień. Przyjemnie było złapać się z mocnym samochodem i śmiać z frustracji kierowcy, który mógł wykazać się dopiero na prostej. Wspaniały egzemplarz. Kolejna Vectra już 2,0, robił w niej piorunujące wrażenie trzeci bieg, który wydawało się nie miał końca, ogromną zaletą przy wyprzedzaniu. Czytając artykuł przyszło mi do głowy, że Opel na długo przed powstaniem stylu dał podwaliny sleeperom.

  26. Sedan Vectra B poliftowy to sedan ostateczny . Największą wadą auta był brak ocynkowanej karoserii i …. ostatni właściciele. Opel niestety nie ma renomy żadnej na ulicy i wśród posiadaczy wiec czesto kupują go ludzie mało swiadomi motoryzacyjnie gotowi wkładać używane tarcze itp. Cudownie opływowy dzieki temu dobre V max i nie pali aż tak dużo przy prędkościach autostradowych. Sam ujeżdżam trzecią ASTRE G (tym razem BERTONE) miałem też sedan i kombi i przekonałem sie do OPLI a kiedyś byłem wyznawcą VW. Ogromny przeskok jakościowy ASTRA G vs ASTRA F – którą też miałem w rodzinie ale wydawała sie konstrukcyjnie a także w prowadzeniu mocno archaiczna chociaż bardzo niezawodna.

  27. Chyba pierwszy raz pojawił się test samochodu, którym miałem okazję jeździć. Vectra B nadal jest bardzo popularna w mojej okolicy (podkarpackie), co w sumie jest dla mnie trochę dziwne, bo głownie spotkać można u nas Passaty B5, Golfy IV, Audi A3, Seaty Toledo i Leony no i właśnie Vectry B. Nie ma w ogóle Fordów, Fiatów czy Japończyków. Może to wynika z tego, że Vectra jest nisko wyceniana, bo swego czasu można było trafić jeżdżące egzemplarze nawet po 2-3 tysiące zł i chyba dlatego kupują ją ludzie szukający auta taniego, dużego i nie wyróżniającego się z tłumu.

    Co do samej jazdy to miałem okazję być przewożony wielokrotnie przynajmniej czterema sztukami, a jedną nawet sam kilka razy prowadziłem i to co mi się nasuwa z własnych obserwacji to to, że ten model trapiły różne drobne awarie (może wynikało to z przebiegu wynoszącego już po 300-350 tysięcy km, a może ze sposobu użytkowania) do których dało się zaliczyć np. przerywającą pompę paliwa, awarie termostatu, sprzęgła, falowanie obrotów, włącznik kierunków robiący zwarcie ze światłami drogowymi czy niedziałające elektryczne podnoszenie szyb. Z samej jazdy zapamiętałem bardzo zero-jedynkowo pracujące sprzęgło, co powodowało gaśnięcie podczas ruszania i nieprecyzyjny wybierak biegów utrudniający trafienie we właściwe przełożenie, chociaż pewnie jedno i drugie mogło wynikać ze sporego zużycia danego egzemplarza. No i otwieranie szyb na tunelu środkowym, co jak dla mnie było dość niecodzienne. Oprócz tego chyba każda napotkana Vectra miała w różnym stopniu skorodowane elementy nadwozia jak krawędzie drzwi, nadkola czy błotniki. Mimo tego wydaje mi się, że właśnie ze względu na niską cenę w stosunku do gabarytów i wyposażenia ten samochód nadal jest ujeżdżany na podobnym poziomie jak wcześniej wspomniane Golfy czy Passaty.

    Dodam jeszcze, że to co podobało mi się akurat w Vectrach B to kolorystyka, bo znane mi egzemplarze występowały w ciemnych metalikach (bordowy, butelkowo zielony, fioletowy) co moim zdaniem fajnie pasowało do auta tej klasy, a w późniejszych latach niestety duże limuzyny występują głównie w palecie czarny-szary-srebrny.