PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: TYLKO TYLE I AŻ TYLE

To w zasadzie powinien być wpis z cyklu o reklamach. Majstersztykach reklamy – bo za taki można uznać kampanię marketingową Jaguara F-Type.
Taki wpis byłby powstał już dawno, gdybym z rzeczoną kampanią się spotkał. Niestety, na jej ślad trafiłem dopiero wtedy, gdy sam bliżej zainteresowałem się F-Type’em. A zainteresowałem się po otrzymaniu zaproszenia na przejażdżkę.
Z zaproszeniem wystąpił Jakub – nasz stały Czytelnik, który dotąd udostępniał mi Packarda 120, Mercury’ego Cougara i Citroëna C6. Przy czym z nich wszystkich właśnie Citroën najbardziej Jaguara przypomina: oczywiście nie przez podobieństwo temperamentów – bo te pochodzą z przeciwległych biegunów – a przez owych biegunów bliskość. Oba auta są tak wyraziste i charakterne, jak tylko potrafię sobie wyobrazić, choć oczywiście na całkiem odmienne sposoby.
***
W alfabecie litera F następuje po E – stąd jej wybór na oznaczenie modelu, który miał stać się duchowym następcą E-Type’a. To w naszym stuleciu bardzo modne. Każda marka z tradycjami trąbi o „własnym DNA” i jego „nowych interpretacjach”, tyle że w większości przypadków kończy się na krańcowo generycznych crossoverach na baterie, w stylu nowego Mustanga. F-Type jest zupełnie inny: pozornie mniejszy i mniej poważny od legendarnego pierwowzoru, a nawet pozbawiony ewidentnych odwołań stylistycznych, ale realizujący podobną koncepcję. To prawdziwy drapieżny kot, który swych obietnic dotrzymuje. Podobnie zresztą jak dotrzymuje ich Citroën C6.
Co też takiego F-Type obiecuje? Oczywiście wspaniałą stylizację, wspaniały dźwięk i jeszcze wspanialszą dynamikę, w zgodzie z najlepszymi tradycjami marki. To nie jest żaden crossover, „SUV-coupé” ani shooting-break. Nie jest to nawet grand-tourer, za którego od biedy, po przymrużeniu oczu, dało się uznać oryginalnego E-Type’a. Model współczesny to najczystszej wody auto sportowe – tylko tyle i aż tyle.
F-Type obiecuje też brytyjskość – bo jakkolwiek właścicielem marki został w 2008r. indyjski koncern Tata, to fabryka wciąż mieści się w Castle Bromwich. Podobnież właścicielom dopisuje angielskie poczucie humoru.
Foto: Jakub
F-Type zadebiutował w 2013r., jako model rocznika 2014r. Zdawałoby się niedawno. A jednak, jeszcze dekadę temu wolno było pokazywać w reklamach wyłącznie białych ludzi w eleganckich ubraniach, prywatne odrzutowce i helikoptery albo śmiganie po drodze kontrolowanymi poślizgami. A także głosić apoteozy brytyjskości.
Tak właśnie wzbudza się pożądanie, pożytkując pracę kilku pokoleń inżynierów, stylistów, ale też literatów i filmowców. Sposób, w jaki angielska flegma, akcent BBC, a nawet banalne sączenie herbaty łączą się tutaj z piskiem opon i rykiem kompresorowego silnika, a lądowo-powietrzny pościg z londyńskim autobusem piętrowym i nocnymi obrazami Tower Bridge czy London Eye – to najprawdziwsze arcydzieło, nie tylko w kategorii reklamy. Z kolei aktorska gra Marka Stronga i Toma Hiddlestona z kwestiami „It’s good to be BAD!!” czy „OBSESSED with Power!!” zasługuje na Oscara.
***
Najczystszej wody auto sportowe – tylko tyle i aż tyle. Czy to dzisiaj w ogóle możliwe?
F-Type to auto na wskroś współczesne, choć jego historia sięga poprzedniego stulecia – i nie mówię tu o inspiracji Legendą z 1961r., a o technicznym pokrewieństwie z zaprezentowanym w 1996r. modelem XK. Z niego wywodzi się np. aluminiowa struktura nadwozia, którą w kupie trzymają nity i klej.
W 2000r. narodził się concept car wyraźnie nawiązujący do Epoki Chromu. Był udany, ale budżetowe cięcia zaordynowane przez koncern Forda, jako ówczesnego właściciela Jaguara, posłały go do lamusa.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Drugie podejście, z 2010r., nazywało się CX-16: była to hybryda plug-in naśladująca design E-Type’a coupé, już bardzo zbliżona do produktu finalnego
Foto: 72Dino, Licencja CC
Foto: Shane K, Licencja CC
Ów produkt finalny pokazano światu rok później, w pierwszej kolejności z nadwoziem roadster: najpierw na londyńskim festiwalu filmowym Sundance, potem na paryskim Salonie Samochodowym 2012 i na Festiwalu Szybkości w Goodwood w lipcu 2013. Wtedy też rozpoczęto przyjmowanie zamówień.
Wymiary wyniosły 4.470 x 1.923 mm, z rozstawem osi 2.622 mm – przewyższają więc E-Type’a o odpowiednio 3, 27 i 20 cm. To może lekko szokować, bo subiektywne wrażenie jest raczej niepozorne. Winne są tu proporcje: model XXI-wieczny jest o 9 cm wyższy, a więc nie aż tak smukły, ma też krótszą maskę silnika (w klasyku kierowca siedział przed samą tylną osią). Wrażenie robi za to elektryczny mechanizm dachu, działający aż do prędkości 50 km/h.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Coupé ukazało się rok później, ale nie było odrębną konstrukcją, tylko roadsterem z dodanym stałym dachem
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Podwozie nie zawierało żadnych kompromisów. Wahacze poprzeczne przy wszystkich kołach, adaptacyjne amortyzatory z regulowana charakterystyką, potężne tarcze hamulcowe (354/325 mm w standardzie, 380/376 mm w pakiecie Super Performance) oraz wybór 25 trybów jazdy obiecywały bardzo wiele. Silniki początkowo proponowano dwa: V6 3,0 i V8 5,0 – oba z kompresorami doładowującymi, czterozaworowym rozrządem DOHC, bezpośrednim wtryskiem i… tym samym blokiem, o 90-stopniowym kącie rozwarcia. Jak to możliwe?
Dla V6 (fabryczny kod AJ126) bazę stanowił silnik V8 (AJ133), w którym inżynierowie zaślepili dwa skrajne cylindry, skrócili głowice i skonstruowali nowy wał korbowy – z podzielonymi czopami korbowymi i dodatkowymi przeciwciężarami w miejscu brakujących wykorbień, by zapewnić optymalną kulturę pracy. To rozwiązanie bardzo nieeleganckie, dodające mnóstwo zbędnych kilogramów, ale pozwalające maksymalnie zunifikować nie tylko elementy samych silników, ale też przekładni, mocowań, itp.

Materiał producenta
Sześciocylindrówka osiągała 340 KM i 450 Nm lub 380 KM i 460 Nm w wersji S, V8-mka – odpowiednio 495 KM i 595 Nm lub 550 KM i 625 Nm. Wszystkie silniki łączono z tradycyjnym, hydrokinetycznym automatem ZF o ośmiu przełożeniach (z możliwością ręcznej zmiany drążkiem lub łopatkami), napędem na tylne bądź wszystkie koła i dyferencjałem o zwiększonym tarciu (w V6 sterowanym mechanicznie, w V8 elektronicznie). To wszystko dawało maksymalne prędkości 275-300 km/h i przyspieszenia do setki w 5,1-4,2 sekundy.
W późniejszych latach doszedł 400-konny wariant V6, 450-konne V8, topowa V8-mka SVR (575 KM, 700 Nm, 322 km/h, 3,7 sekundy) i podstawowe R4 (najwydajniejsze ze wszystkich: jego ledwie dwa litry z turbodoładowaniem dawały 300 KM, 400 Nm, 250 km/h i 5,7 sekundy). Później w V6-tkach zaoferowano ręczne przekładnie sześciobiegowe, a w V8 – aktywny wydech generujący specjalne efekty dźwiękowe powyżej 3.000 obrotów, za dopłatą dostępny też w V6.
Jaguar F-Type dostawał entuzjastyczne, wręcz ekstatyczne recenzje (między innymi od Jeremy’ego Clarksona). Ten model udowodnił, że i w XXI stuleciu da się produkować ekscytujące auta sportowe. Na rynku przetrwał do połowy 2024r., znajdując 87.731 klientów. To nieco więcej niż duchowy poprzednik, który w 14 lat powstał w 72.528 egz.
Foto: materiał producenta
***
Jaguarem F-Type odwiedził mnie Jakub – który należy do naszych młodszych Czytelników, ale jazdy samochodem uczył się na Wołdze GAZ-21, a jako codziennego pojazdu miejskiego momentami używał przedwojennego Packarda. Jak mentalny dinozaur czuje się w XXI-wiecznym pocisku robiącym sto na godzinę w pięć sekund? „Człowiek szybko się przyzwyczaja. Poza tym, że ciągle mam odruch trzymania odstępów jak w Wołdze”.
Przedstawiany samochód to coupé z 2017r., z bazowym wówczas silnikiem V6 i automatyczną skrzynią bez AWD. Bazowy silnik rozwijający 340 KM – to robi wrażenie nawet dziś. Mnie jednak bardziej zastanawiało, na ile F-Type przypomina E-Type’a? Czy gadanie o „duchowym następcy” to cokolwiek więcej niż marketingowa sieczka?
Na pierwszy rzut oka podobieństwo jest nikłe. F-Type to nie jest New Beetle ani Mini by BMW, tylko nowoczesny samochód, który do pierwowzoru nawiązuje głównie w detalach – bo sama koncepcja mocnego, tylnonapędowego dwumiejscowca nie jest niczym wyjątkowym.
Foto: praca własna
Reflektory bardziej przypominają Ferrari 612 niż stare Jaguary, ale już profil maski z podniesioną środkową częścią i wlotami powietrza po bokach to wyraźny cytat z dawnej Legendy. Na marginesie: zgodnie z pradawną angielską tradycją wloty powietrza umieszczono tak, żeby deszcz lał się dokładnie na wtryskiwacze, powodując ich korozję i zapiekanie (niezależnie od wersji silnikowej).
Foto: praca własna
Po przykucnięciu widzimy już głównie Ferrari albo AMG GT – bo E-Type miał niższą, owalną atrapę i nieporównanie większy prześwit. Był też aż ponad ćwierć metra węższy i oczywiście lżejszy o dobre pół tony (1.100 zamiast ponad 1.600 kg).
Foto: praca własna
Tu lepiej widać klasyczny profil maski…
Foto: praca własna
…która niestety nie otwiera się wraz z błotnikami – tego bajeru tutaj nie powtórzono.
Foto: praca własna
Napisy JAGUAR i SUPERCHARGED stymulują ślinianki, jednak samego silnika – jak to w dzisiejszych samochodach – nie widać wcale. Kształt osłony nie pasuje do układu V6, ale my już wiemy dlaczego.
Foto: praca własna
Mniejsze rozciągnięcie sylwetki robi wrażenie kompaktowości, choć każdy wymiar jest tutaj większy niż w E-Typie. Linia coupé wydaje się odmienna i dopiero przy bezpośrednim porównaniu zdjęć można dostrzec analogię. Być może tak działa brak spiczastych zakończeń nadwozia i przesunięcie kabiny ku przodowi.
Foto: praca własna
Najmniejsze felgi w ofercie mają średnicę 18 cali i opony 245/45. Tzn. z przodu, bo z tyłu już 275/40 (co zaznaczam, bo niektórzy mówią, że różnicowanie szerokości opon to „idiotyczny zwyczaj niemiecki” – bzdura, to po prostu konieczność w mocnych tylnonapędówkach, z których internetowa gawiedź zazwyczaj zna tylko BMW). Większe wrażenie robi potężny rozmiar hamulców.
Foto: praca własna
Klamki wysuwają się po odblokowaniu centralnego zamka, a po zamknięciu składają się lusterka. By zrobić czyste zdjęcia – z gładkimi drzwiami i rozłożonymi lusterkami – musieliśmy znaleźć sposób oszukania systemu. Na szczęście się udało 🙂
Foto: praca własna
E-Type miał stałą szerokość wzdłuż całej karoserii. U następcy, zgodnie ze współczesną modą, błotniki dostały poszerzenia (uwypuklone jeszcze przez wklęsłość drzwi), a boczne okna mocno się skurczyły.
Foto: praca własna
Od czasów prototypu CX-16 producent zwracał uwagę na tylną szybę, zapożyczoną jakoby z klasyka. Otóż tak i nie: E-Type coupé miał tylną klapę typu „lodówkowego”, otwieraną wraz z szybą w bok, w CX-16 otwierała się sama szyba, a w seryjnym F-Typie powrócono do dużej klapy, ale zawieszonej tradycyjnie na górnej krawędzi. Podkowiasty kształt szyby też wcale nie odpowiada oryginałowi.
Foto: praca własna
Nawiązaniem do klasyki jest za to kabina węższa od błotników, forma lamp i centralny, podwójny wydech (choć tutaj szczegóły zależą od wersji: E-Type V12 mógł mieć bardziej ordynarne, centralne cztery rury, a F-Type V8 – też cztery, ale rozmieszczone parami po bokach).
Foto: praca własna
Z tylnej krawędzi wysuwa się spoiler: automatycznie powyżej 110 km/h, ręcznie – na każde żądanie
Foto: praca własna
Najczystszej wody auto sportowe – tylko tyle i aż tyle.
Mocnych wrażeń dostajemy aż nadto, ale praktyczności za grosz. To oczywiście jasne, że dwuosobowymi coupé nie przywozi się mebli, nawet składanych z IKEI, ale… wyobraźmy sobie, że jedziemy na zwykłą niedzielną wycieczkę. Do tego chyba służą zabawkowe auta, prawda? Wsiadamy we dwójkę i…
…za fotelami nie położymy nawet kurtki, aktówki ani damskiej torebki, nie mówiąc o mini-plecaku z parasolem, butelką wody i wafelkami. Nie – nie wystarczy karta kredytowa, bo w lesie albo na górskim szlaku nie kupimy niczego (przy okazji dobrze tu widać, że dach coupé to tylko dokładka do defaultowej formy roadstera).
Foto: praca własna
Bagażnik wystarcza na jednodniowy wypad w góry, ale niewiele więcej. Najgorsze jednak, że… to tylko bagażnik. W trasie nie unikniemy zatrzymywania się i wysiadania po niemalże każdy łyk wody albo chusteczkę higieniczną. A co jeśli jedziemy autostradą? Albo jeśli pada deszcz i nie chcemy zdejmować kurtki na zewnątrz…? E-Type przestrzeń za siedzeniami miał – niedużą, ale przydatną.
Foto: praca własna
Wsiadając nie doznałem efektu WOW. Auto wygląda zgrabnie, jednak uważam, że Jeremy Clarkson przesadza nazywając go jednym z najpiękniejszych w świecie.
Jakość wnętrza jest w porządku – w Lexusie spodziewałbym się lepszej, ale w sportowym Jagu wręcz przeciwnie. Wyposażenie – jak najbardziej kompletne, według współczesnych standardów. Obok suwaków poruszających fotelem mamy nawet pokrętło regulujące podparcie boczne: chudzielec może dać trzymać się mocniej, grubas – poluźnić uścisk. To dobrze, bo prawidłowa pozycja jest w tym aucie kluczowa.
Foto: praca własna
Tu można zobaczyć uścisk skórzano-zamszowych foteli, ale też względną ciasnotę kabiny: z moimi 173 cm nie narzekałem, natomiast Jakubowi, wyższemu o 15 cm, odrobinę brakuje regulacji. Oczywiście istnieją ciaśniejsze auta sportowe (np. MX-5).
Foto: praca własna
W dwuosobowych coupé trudno fotografować kokpit, ale robiłem, co mogłem. Design jest zupełnie współczesny: bez „samolotowych” rzędów wskaźników i przełączników w centrum, za to z normalną konsolą środkową mieszczącą pięciocalowy ekran TFT. Jedyny element retro – uchwyt dla pasażera obok dźwigni przekładni – w E-Typie akurat nie występował.
Foto: praca własna
Po włączeniu zapłonu – oczywiście przyciskiem START/STOP – wysuwają się nawiewy środkowe (porównajcie ze zdjęciem powyżej). Jednakże dwa główne wskaźniki pozostały analogowe, a liczba guzików do obsługi przypomina początek stulecia. Spod obszytej skórą kierownicy dyskretnie uśmiechają się łopatki ręcznej zmiany biegów.
Foto: praca własna
Mimo że egzemplarz pochodzi z rynku amerykańskiego, komunikuje się czystą polszczyzną. Gorzej z nawigacją: auto z USA nie przyjmie map Europy, bo nie. Panie Areczku, amerykańskie ceny są dla Amerykanów, dla pana jest europejska marża, VAT, akcyza i kary za emisję – albo też kontenerowy import i niedziałająca nawigacja.
Foto: praca własna
Jaguar dawno już skończył z dźwigniami biegów w układzie J, choć program sportowy i ręczne zmiany dalej włączamy popchnięciem drążka w lewo. Tryb parkingowy aktywuje się przyciskiem (podobnie jak elektryczny hamulec ręczny, tylny spoiler, system START-STOP czy uśpienie układów antypoślizgowych). Suwak po lewej wybiera tryb pracy silnika i zawieszenia: standardowy, sportowy albo zimowy – bardzo przydatny przy takiej mocy.
Foto: praca własna
„Halo, policja? Proszę przyjechać na Automobilownię, ktoś tutaj leci 160 mph na odcince, w dodatku w trybie parkingowym i z otwartymi prawymi drzwiami!!„. Wskaźniki bardziej przypominają dawne Alfy-Romeo niż Jaguary, ale przynajmniej są autentyczne.
Foto: praca własna
***
Najczystszej wody auto sportowe – tylko tyle i aż tyle.
Na dłuższy wyjazd spakować się ciężko, położyć laptopa też nie ma gdzie. Wsiadając trzeba zgiąć kręgosłup i usadowić się w wyjątkowo niskim, ciasno opinającym fotelu. Nie jest tak źle, jak w niektórych supersportowcach, które się bardziej na siebie ubiera niż zajmuje w nich miejsce, ale ktoś z reumatyzmem miałby spory problem. To ciekawe, zważywszy na średnią wieku pierwszych właścicieli F-Type’a (ponad 60 lat), ale w dzisiejszych czasach wielu staruszków cieszy się dobrym zdrowiem i pracuje nad formą. Być może również dlatego współczesne auta sportowe mogły tak bardzo się wyostrzyć.
Przez tylną szybę widać niewiele – na szczęście można włączyć kamerę
Foto: praca własna
Wnętrze nie jest szczególnie efektowne, ale za gimnastykę z wsiadaniem nagradza nas widokiem maski, ze środka bardzo przypominającym E-Type’a (choć dopiero po podniesieniu fotela – bez tego trudno zobaczyć cokolwiek, w którąkolwiek stronę). Wciśnięcie przycisku START-STOP wyzwala piekielny grzmot. Nie w sensie głośności, bo wygłuszenie jest odpowiednie, ale ta drapieżność… Ja jestem statecznym człowiekiem, nie kręcą mnie ryczące wydechy, jednak to auto hipnotyzuje dźwiękiem. Od wolnych obrotów po odcięcie paliwa Jaguar jasno oznajmia, czym jest i czego oczekuje. To nie jest typowy uładzony odgłos sześciocylindrówki – przypomina raczej zachrypnięte wyścigowe V8, a w trybie sportowym dodatkowo soczyście strzela po ujęciu gazu. Słowami trudno to oddać, polecam poszukać w sieci nagrań. Znajdziecie ich wiele, a posłuchać warto, bo to jedna z lepszych motoryzacyjnych ścieżek dźwiękowych.
Ośmiobiegowy automat ZF działa niezauważalnie – a to znaczy tyle, co bez zarzutu. Najciekawiej zachowuje się dopiero w trybie sportowym, tzn. trzyma niskie biegi nawet po całkowitym puszczeniu gazu, ale już standardowy program reaguje na tyle szybko, by nigdy na niego nie czekać.
Jak to w silniku kompresorowym, moc jest rozwijana bardzo linearnie. Ruszając – zwłaszcza na skręconych kołach – dziecinnie łatwo obudzić kontrolę trakcji (która zresztą dopuszcza pewien poślizg – łatwy do opanowania, ale niebezpieczny ze względu na nowe przepisy, przewidujące konfiskatę pojazdu za „drifting„). Automatyczna skrzynia uniemożliwia sprawdzenie elastyczności, jednak jadąc spokojnie w standardowym trybie przekładni nie wyjdziemy ponad 2.000 obrotów. Jeśli natomiast gaz wciśniemy głębiej… Naprawdę głęboko się raczej nie da, bo po pierwsze nie ma gdzie, a po drugie – na niższych biegach natychmiast poczujemy „wesołość” tyłu i odbijemy się od kontroli trakcji. Przy 200 km/h byłoby pewnie inaczej, ale w czasie, który mieliśmy na przejażdżkę, nie zdążylibyśmy obrócić w dwie strony do Niemiec.
Na autostradę oczywiście wyjechaliśmy. 100 km/h odpowiada 1.600 obrotom, więc przy dwustu byłoby 3.200 – tymczasem szczyt momentu obrotowego przychodzi przy 3.500. Ten motor uwielbia obroty, a w prawej połowie skali przyspieszenie wydaje się równie szybkie, jak ruch prawego pedału – pytanie tylko, gdzie wykorzystać choćby połowę z tego? Bo to, co dostajemy przy zachowaniu minimum rozsądku, Jeremy Clarkson określił jako, cytuję, „a hardcore monster for the terminally unhinged” („hardkorowy potwór dla nieuleczalnie obłąkanych”). A on, podobnie jak ja, testował najsłabszą wersję 340-konną…
Nazwał ją przy tym najbardziej harmonijną – i nic dziwnego, bo wolę nawet nie myśleć jak jeździ V8 SVR. W moim układzie odniesienia już 300 KM i pięciosekundowy sprint do setki tworzą granicę, poza którą pedał gazu staje się bronią ostrą – nawet przy prostej drodze, czuwającej elektronice i automatycznej przekładni. A do obchodzenia się z bronią trzeba konkretnych umiejętności i dyspozycji psychicznych. O F-Typie nawet media brytyjskie, przy ichniejszym poziomie cenzury mediów, mówią, że „jednostajna jazda 70 mph jest zwyczajnie niemożliwa„. To prawda, że trzeba uważać, bo nawet minimalne ruchy stopą przekładają się na wielkie skoki strzałki szybkościomierza, następujące zupełnie nie wiadomo kiedy.
Z dzikim kotem żartów nie ma
Foto: Jakub
Podwozie to bardziej złożony temat. Elektryczne wspomaganie kierownicy działa zbyt mocno: w zakrętach nie czuć oporu, a tzw. informacja zwrotna, jak specjaliści każą tłumaczyć eleganckie angielskie słowo feedback, jest bardzo stłumiona. O niepewności nie ma mowy: granica bezpieczeństwa leży bardzo daleko, w zakręcie opony jadą jak przyklejone, a lekkie odjęcie gazu zauważalnie zacieśnia skręt. Tyle że istotą sportowej jazdy jest poczucie panowania, bycia centralnym procesorem zbierającym informacje i przetwarzającym je na pożądane decyzje – a tutaj informacji czasem brakuje. Na szczęście nie powoduje to żadnych problemów, bo w F-Typie przesadzić mógłby tylko ktoś naprawdę „nieuleczalnie obłąkany” (cytat).
Clarkson wspominał też o zbyt twardym zawieszeniu: jasne, że ono jest twarde, ale tutaj tak chyba być powinno. W codziennej jeździe wolałbym więcej komfortu, tyle że to nie jest auto do codziennej jazdy. Tzn. zasadniczo może być: przez torowisko tramwaju przejeżdża, przez progi zwalniające też, chociaż na tych wyspowych trzeba mocno zwalniać, żeby nie zaryć przednim spoilerem (przedni spoiler utrudnia też parkowanie prostopadłe – nie mieści się pod nim żaden krawężnik). Na moich ulubionych krętych drogach przez podkrakowskie wioski bardziej męczyła mnie Alfa-Romeo Giulia, ale to oczywiście prawda, że Jaguar jest twardy, bo taki być powinien. Jeśli to komuś przeszkadza, radzę po prostu przyspieszyć, żeby koła nie nadążały wpadać w dziury. Serio, to działa.
Jakub nie jest typem wyścigowca – jego żywiołem jest motoryzacja połowy XX stulecia. Dopiero w zeszłym roku zdecydował się spróbować ostrzejszego dania i… mimo że w ruchu wciąż trzyma odstępy skalkulowane na bębnowe hamulce Wołgi, potęgę dzikiego Jaguara bardzo polubił.
Na nasze spotkanie w Krakowie Jakub zajechał wracając ze służbowego wyjazdu w góry. Gdy w przeddzień rozmawialiśmy przez telefon, zdradziłem mu moją sekretną trasę powrotną – mocno okrężną, ale bezkonkurencyjną pod kątem radości z jazdy. Na miejscu Jakub przyznał się, że jeden fragment powtarzał trzykrotnie – co tylko potwierdza słuszność definicji auta sportowego jako przyrządu do przemieszczania się z punktu A do punktu A. Oczywiście przy odpowiedniej ścieżce dźwiękowej.
Foto: Jakub
Foto: Jakub
Nazajutrz sam przewiozłem go po innej, choć też krętej trasie, również będącej krzywą zamkniętą. Mówcie co chcecie – Małopolska rządzi 🙂
Foto: Jakub
Gdy wysiadałem z Jaguara, jego pokładowy komputer pokazywał zużycie 9,8 litra na 100 km – na trasie z Białegostoku ekspresówkami w góry, później do Krakowa krętymi przełęczami (czasem powtarzanymi trzykrotnie 😉 ), z odrobiną wielkomiejskich korków i standardową przejażdżką moją zwyczajową trasą testową, która na około 50 km zawiera wszystkie możliwe warunki drogowe. Jestem pewny, że Polonez 1,6 nie spaliłby mniej, oferując mniej niż 1/4 tej mocy.
***
Jaguar F-Type udowodnił, że w XXI stuleciu wciąż można projektować ekscytujące samochody i że wciąż da się je sprzedawać w seriach większych niż ponad pół wieku temu (mimo naprawdę słonych cen, które już dziesięć lat temu zaczynały się tuż poniżej 60, a kończyły powyżej 100 tys. funtów). Niestety, to jest już przeszłość.
W czasach F-Type’a brytyjskie gazety wciąż jeszcze pisały o „niemożliwości jazdy 70 mph„, jednak reklamowy klip z początku wpisu był emitowany wyłącznie w USA – bo w ojczyźnie Jaguara, którą zresztą wychwalał gorliwiej niż sam samochód, został zakazany jako „promocja nieodpowiedzialnych zachowań”. To nic, że proces filmowania zabezpieczała policja, a auto poruszało się wolniej niż jest to dozwolone na co dzień. Nie wolno, koniec dyskusji. Ciekawe, czy zabronią też kręcić filmów akcji albo wojennych, jako „promocji nieodpowiedzialnych zachowań”.
Dziś Jaguar nie produkuje żadnych samochodów, a te, które ma zaoferować w przyszłości, reklamuje klip obwołany najgorszym w historii, bynajmniej nie tylko tej firmy. „Dokładnie z tego powodu YouTube wyłączył widoczność dislike’ów„. „Wstydzę się, że kiedyś miałem Jaguara”. „Po oglądnięciu tego muszę wziąć dokładny prysznic„. „Czy to wypada, zamawiać klaunów na pogrzeb?„. „Hej, Jaguar, mrugnij dwa razy, jeśli zostałeś sterroryzowany„. „Ciekawe kto wymyślił, żeby reklamę samochodu skierować do grupy, w której 90% osób nie ma i nie chce mieć prawa jazdy?„. „Zaimki Jaguara to BYŁ, BYLI„. To tylko wybrane komentarze tego klipu, a co najciekawsze, pozytywnych nie znalazłem wcale. Aż dziwne, że możliwość komentowania nie została jeszcze wyłączona, jak pięć lat temu w głównych portalach informacyjnych. Z drugiej strony komentarze wciąż pojawiają się też pod spotem z 2014r. – i te z ostatnich miesięcy często nawiązują do „tej nowej reklamy”. „Musiałem tu zaglądnąć po obejrzeniu tej nowej reklamy, by się wewnętrznie oczyścić„, „Teraz widzę, że to jednak był szczyt naszej cywilizacji„. Którą to cywilizację delegalizuje się dzisiaj sądowo.
Jaguar F-Type to najczystszej wody auto sportowe – tylko tyle i aż tyle. Tylko tyle, bo nie potrafi wiele więcej poza sprawianiem radości. Aż tyle – bo jeśli w świecie nie stanie się cud, więcej takich klejnotów już nie zobaczymy.

Foto tytułowe i końcowe: Jakub
Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Wspaniałe auto, widziałbym w garażu 🙂 Pytanie natury technicznej – czy „adaptacyjne amortyzatory z regulowana charakterystyką” nie są po to aby mogło być komfortowo?
Trybów sportowych używałem tylko momentami – 90% przejechałem w „normalnym”
Co do majstersztyków reklamy, to chyba właśnie tej reklamy tutaj trochę zabrakło, bo jak wynika z testu, to bardzo udane auto, a jakoś tak nigdy za bardzo nie zaistniało w mojej świadomości – do tego stopnia, że do momentu przeczytania artykułu pozostawałem w przekonaniu, że XF to jakiś głęboki lifting poprzedniej generacji. Zadziwiające też, że Jaguar zdecydował się „zarżnąć” ten model, skoro wydawałoby się należy on do produktów „wysokomarżowych”, a zatem najbardziej opłacalnych dla producentów – widziałem ostatnio zestawienie, z którego wynikało, że Ferrari na jednym samochodzie zarabia ok 160.000 euro (po odliczeniu kosztów niskoseryjnej produkcji), podczas gdy Porsche aby zarobić tyle samo musi sprzedać 7 aut, Mercedes 24, a Peugeot ok. 250.
Ale dlaczego zabrakło? Sprzedażowo F-Type był sukcesem, więc potencjalni klienci chyba o nim wiedzieli 🙂 A to, że w UK zakazano jednego konkretnego klipu, to osobna sprawa – ogromnie smutna z punktu widzenia naszej cywilizacji, ale bez szkody dla firmy.
Ale skoro był sukcesem, to dlaczego go nie ma, albo następcy, podczas gdy inne marki w tym segmencie wciąż są? – tak dobrze żarło i zdechło?
Bo nowym pomysłem na Jaguara jest to, co widzimy na nowej reklamie.
Innego wyjścia na tym kontynencie nie ma – zakaz sprzedaży samochodów wchodzi w życie za kilka lat, więc nie ma sensu inwestować w następcę, bo nie zdąży się zwrócić.
Nie no, halo – nie zakaz sprzedaży samochodów, tylko samochodów spalinowych, nie wchodzi, tylko ma wejść (a wiadomo, jak to z ambitnymi planami bywa… tak, ja wiem, że przegłosowane, zapewnienia itp.), i nie tylko ten kontynent istnieje jako rynek, szczególnie dla marki premium indyjskiego koncernu.
Jaguar po prostu jako całość wpakował się w bagno wieloma czynnikami, z których najważniejsze były chyba wieczne problemy z niezawodnością. W takiej sytuacji niszowy jednak model (bo) sportowy to raczej nie jest priorytet. Porsche robi 911, Mercedes robi AMG GT, tylko obie marki mają też modele bardziej masowe, i obie mają wsparcie sporych koncernów, co pozwala rozłożyć wiele kosztów na dużo większą skalę, niż Jaguar byłby w stanie. Gdyby Jaguar się sprzedawał jako marka i nie psuł w stopniu odstraszającym klientów, to zapewne i nowy sportowy model by się pojawił.
A że pomysłem na wyjście z bagna jest detonacja pod sobą granatu, to już specyficznie problem zarządu Jaguara…
Widzisz jakiś rynek dla elektrycznego F-Type’a?
Poza Europą Jaguar nigdy nie był silny, poza epizodami w USA. A co do awaryjności, na ostatnie modele klienci tak nie narzekają – nawet te zapiekające się wtryskiwacze, na które leje się deszcz, to sprawa 400 zł za sztukę – do pominięcia dla ludzi kupujących takie auta, no i wcale nie zdarzająca się w tydzień po zakupie, tylko po iluś latach.
Jaguar wyraźnie oznajmił, że odcina się od całej przeszłości i „nie będzie żałował odejścia dawnych klientów”. Jestem tylko ciekaw, czy znajdą się nowi – bo tak jak pisałem w artykule, firma szuka ich wśród populacji, która nienawidzi samochodów i albo nie używa ich w ogóle, albo jako przedmiot AGD. Ona na pewno nie będzie Jaguarów kupować.
Ale właśnie o to mi chodzi – to jest specyficznie sytuacja Jaguara, a nie „na tym kontynencie inaczej się nie da”. Że się da udowadniają właśnie Porsche i Mercedes, a nawet w pewnym stopniu Maserati.
No, przyznaję, może przesadziłem z awaryjnością jako głównym czynnikiem, ale i tak – Jaguar jest gdzie jest w znacznej mierze na własne życzenie, bardziej niż w wyniku uniwersalnych warunków.
A co do elektrycznego F-type’a – obecnie nie, nie widzę na to rynku, a tym bardziej w stylistyce z Minecrafta. Tylko obecnie nikt im nie każe robić elektrycznego F-type’a, to ich własna nadgorliwość, a do 2035 (zakładając, że faktycznie ten zakaz wejdzie, w co lekko wątpię) spokojnie by cały rynkowy żywot mogła mieć spalinowa generacja. A potem, jeśli wszystko na rynku byłoby elektryczne… Nie wiem, ale zakładam, że jednak DA SIĘ zrobić elektryczny samochód sportowy, a nie tylko szybki, tylko na razie nie było takiej potrzeby rynkowej, więc mało kto chciał topić w tym kasę. Maserati zrezygnowało. Jest MG Cyberster, ale jest chińskie, więc podejrzewam, że zaszło tam niezrozumienie idei auta sportowego (ale nie wiem – w sumie musiałbym o nim poczytać, a najchętniej się przejechać).
Proponuję sprawdzić, ile wynoszą dziś kary za emisję, niezależnie od planowanego zakazu. We Francji przykładowo doliczają po 70 tys. € do każdego samochodu emitującego powyżej 192g CO2 – czyli każdego F-Type’a, nawet 4-cylindrowego. To nie pomyłka – 70 tys. €, czyli 300 tys. złotych, tyle że my nie całkiem zdajemy sobie z tego sprawę, bo nasze media szczelnie izolują nas od takich informacji. Tabelkę z Francji z 2024r. znajdziesz tu: https://www.largus.fr/actualite-automobile/malus-ecologique-2024-le-bareme-officiel-du-nouveau-malus-automobile-30029591.html
W 2025r. kwoty idą do góry – między innymi maksimum rośnie z 60 na 70 tys. €: https://www.drivetobusiness.fr/bonus-et-malus-ecologique/
Czy rezygnacja z takiego produktu jest „nadgorliwością”? Czy w takich warunkach da się produkować fajne auta?
W Polsce jeszcze tak nie ma, ale już dzisiaj np. Civic Type-R jest dostępny tylko teoretycznie – w praktyce nie ma go i nie będzie, bo każdy sprzedany egzemplarz oznaczałby gigantyczne kary dla firmy. Klienci pytają bez przerwy, i dostają odpowiedź jak w skeczu „Z tyłu sklepu” Smolenia i Laskowika.
PS: właśnie przeczytałem, że Bruksela uznała włókno węglowe za „materiał niebezpieczny” i zamierza zakazać jego stosowania w motoryzacji. Czy de facto zdelegalizować najambitniejsze auta sportowe.
https://motoryzacja.interia.pl/wiadomosci/news-nowe-przepisy-ue-uderza-w-motoryzacje-zakaz-stosowania-wlokn,nId,21395664
Kwoty jakie wskazujesz jako kary za emisję są wstrząsające, ale to wciąż nie daje odpowiedzi na pytanie dlaczego Porsche 911 się producentowi opłaca, a wręcz gdzieś czytałem jest najbardziej dochodowym modelem i odpowiada za 50% zysków firmy, a Jaguarowi już się nie opłaca. Było nie było to auta należące do tego samego segmentu.
A swoją drogą przy takich karach za emisję czeka nas chyba wariant „kubański”, gdzie producenci zamiast wypuszczać nowe auta będą na liniach produkcyjnych rewitalizować stare (Renault już chyba wprowadziło taki program).
Porsche 911 zaczyna się od 160k€, Jaguar kosztował jakieś 70. Zapłaci ktoś prawie 2,5 raza tyle?
PS Co do tych opłat, trzeba jeszcze wziąć pod uwagę podatki drogowe. One też potrafią wynosić równowartość nowego samochodu popularnego (kilkanaście tys. € to standard). Do zapłaty co roku, za samo posiadanie ciekawego auta. Fajny ten I Świat, prawda? I taka zacofana ta Polska, gdzie człowiek z dobrą pracą może sobie takiego używanego Jaguara kupić jeszcze przed 30-tką i po prostu cieszyć się życiem. Jeszcze na razie, ale zapewne już niedługo.
@Szczepanie, faktycznie karbon ciężko przetworzyć. Ale w autach to przecież nie jest powszechny materiał. A nawet jesli jest to jego naprawajest bardziej oplacalna. To już razej w rowerach niech zablokują, potencjal generowania smieci jest większy.
Zresztą łopaty turbin wiatrowych też się nie da przetworzyć a ich nie zabroniono.
Koniec produkcji F-Typa wynikł po prostu z końca produkcji XE i XF, z którymi był mechanicznie bardzo spokrewniony, powstawał w tym samym zakładzie – i nawet nie wiem, czy nie na tej samej taśmie.
A dlaczego nie kojarzymy tych reklam, a i sam model jest w Polsce prawie nieznany? Bo w zasadzie na naszym rynku nigdy nie było jakiegokolwiek marketingu Jaguara, a sprzedaż wszystkich modeli była symboliczna – podobno cała Polska tworzyła mniejszą sprzedaż niż Moskwa.
Zaś koniec Jaguara? Cóż. Najbardziej dziwi, że dopiero teraz. Od końca lat 60. sprzedaż nie pozwalała na sensowny rozwój, inwestycje i równą walkę z niemiecką konkurencją. Zdaje się że w ostatnim półwieczu Jaguar miał tylko dwa kilkuletnie okresy rentowności – w połowie lat 80. oraz za wczesnej Taty. Do pewnego momentu dało się zapewnić sprzedaż na przetrwanie unikatowym stylem, koncepcją sportowej limuzyny, dosypywaniem pieniędzy przez zewnętrznych inwestorów(Fordzie, ach Fordzie), oraz ciąć koszta kreatywną inżynierią (vide opisywane V6).
Sportową limuzynę Niemcy zaczęli robić w okolicach 2004 roku (CLS), unikatowy styl Jaguara zanikł w 2008 wraz z nowym XJtem, a kreatywnością się już więcej nic nie zdziała. W zasadzie trzon ostatniej oferty Jaguara składał się z bardzo generycznie i staro wyglądających XF i XEoraz dość zwyczajnej pary SUVów – żadne z tych aut nie miało jakiejkolwiek przewagi nad konkurencją, miało za to szybszą utratę wartości, potencjalnie większą awaryjność, rzadszą sieć serwisową i minimalny marketing.
To co zrobili było zagraniem va banque i zobaczymy co z tego wyjdzie, ale właściwie jedyną alternatywą było zgaszenie światła w fabryce.
Zaś kwestia wpływu niezawodności na sprzedaż? Cóż. W tym samym koncernie jest jeszcze druga marka, o podobnej historii, która z niezawodności nie słynie i nigdy nie słynęła, pod żadnym kapitałem. A mimo to, jej sprzedaż z roku na rok rośnie.
W dobie agresywnych elektrowozów to z pewnością fajny wóz, choć przyznam szczerze, że mi wydaje się troszeczkę generyczny z zewnątrz.
Właśnie dlatego napisałem, że Clarkson przesadza z zachwytem nad stylistyką F-Type’a. Natomiast zachwyt nad samą jazdą uważam za uzasadniony.
Stylistyka jest super – dynamiczna, ale nie agresywna. Mnie jednak zaszokowało zderzenie tych dwu reklam. Niby minęła dekada, a zmiany kulturowe szokujące (przynajmniej te w oficjalnym nurcie). Czytam teraz „Elegię dla bidoków” wiceprezydenta Vance`a i zaczynam rozumieć determinację tej ekipy, żeby powstrzymać „samozaoranie” szeroko rozumianego Zachodu.
Ten Jag to jest jedno z najpiękniejszych aut jakie ludzkość stworzyła. Szczególnie Coupe. Harmonijne linie, doskonałe proporcje i ogólnie udana stylistyka zewnętrzna i wewnętrzna. Do tego to auto naprawdę ma „zęba” 😉 Charakter. Co do tych obciętych V8, to nie wiedziałem o tym. Ale who cares?
Miałem bliżej do czynienia z XF i XK – R i te auta naprawdę robią wrażenie.
Z tymi zachwytami nad wyglądem to bym się nie rozpędzał. Owszem, jest ładny, ale to wszystko. Jedno z najpiękniejszych? Bez przesady, jak ktoś napisał wyżej, jest dość generyczny. Tzn. wygląda mniej więcej tak, jak powinno wyglądać sportowe coupe – i nie odbiega od wzorca ani w jedną, ani w drugą stronę. Oczywiście nie jest brzydki, to byłaby przesada. Jest po prostu ładny.
Moim skromnym zdaniem brakuje mi po prostu tego „czegoś” – tego, z czego słyną na przykład włoskie samochody, tej odrobiny finezji. Wystarczy postawić tego tak trochę grubo ciosanego Jaga na przykład obok Maserati Granturismo (OK, nie do końca ta sama klasa auta, ani gabaryt, ale nic lepszego mi na myśl nie przyszło), żeby zobaczyć, czym się różni auto ładne od takiego, którego estetyka zewnętrzna powoduje opad szczęki.
A jeśli się ktoś nie zgadza, to nic nie szkodzi, nie obrażę się 🙂
Można prosić o link Google Maps albo inną wskazówkę jak trafić na te dwa opisane fragmenty dróg? Do Małopolski mam dość daleko, ale może dotrę przy okazji. A takich dróg na Mazowszu jak na lekarstwo.
Szczerze, to prawie cała Małopolska jest taka, więc to zależy, gdzie chcesz jechać. Napisz mi proszę na priv, to coś polecę 🙂
Jest bardzo ładny, ale w mojej opinii tył nie pasuje – brakuje mi takiego lekko zadartego kuperka, jak w Lexusie RCF.
Ogólnie to smutna ta śmierć klasycznej marki. Dla mnie jakoś tak Jaguar to zawsze było takie premium o pół oczka wyżej niż germańskie premium:)
A co do skarlałej o 2 cylindry V8 – czy w takim wypadku można trochę pomotać i zrobić sobie V8 własnej roboty? 😀
niestety nie można, widzisz na zdjęciu silnika że niestety brakuje pół odlewu na ostatni cylinder, także nie da się go rozwiercić i wstawić tulei. zresztą wał i tak jest inny, i głowice, więc w zasadzie wszystko, ale jeśli mocowania bloku są takie same, no to z kolei żaden problem włożyć V8 zamiast V6, tyle że i wiązkę trzeba by przełożyć
Chyba widywałem na ulicach – w centrum Wrocławia Lambo czy Ferrari się trafiają, LR/RR to codzienność, ale Jaguary chyba wymarły. W każdym razie samochód wydaje się całkiem zgrabny. Całe szczęście mnie nie stać więc się nie muszę przejmować absolutnym brakiem praktyczności (a jak by mnie było stać to w tej kategorii pewnie bym wybrał najnudniejszy produkt domyślny, czyli 911).
Co do reklamy – niedawno był wpis na DTW o upadku Jaguara i w dyskusji ludzie mieli raczej opinię, że pasowała do Jaguara tak samo jak ta współczesna (tutaj myślałem, że Jaguar będzie po prostu produkował torebki czy inne wegańskie perfumy).
Ta V6 to jakiś chory pomysł – odlew jest i tak inny niż przy V8. Ale rozmiar opon i spojler pokazują, że to nie jedyne miejsce, gdzie walczono z fizyką 😉
Jeśli nie starego XJ to wolałbym XJ-S albo XK8. F typ na ich tle to zupełnie inne zwierze.
PS. Co definiuje „samochód sportowy” i dlaczego nie może on być elektryczny?
F-Type to zdecydowanie inne zwierzę niż XJ-S albo XK – to auto czysto sportowe, a nie grand tourer.
O definicję auta sportowego automobiliści spierają się od zarania dziejów motoryzacji. Jak w każdym subiektywnym temacie, każdy będzie miał inne zdanie, jednak esencją jest radość z samej jazdy, która przy napędzie elektrycznym jest ogromnie stępiona – to coś jak symulacja komputerowa, tyle że z dużymi przeciążeniami. Poza tym sportowa jazda elektrykiem kończy się niewiarygodnie szybko. W moim teście Tesli prędkości typowe dla lewego pasa autostrady powodowały znikanie zasięgu w tempie mniej więcej 3x wyższym niż przyrost przebiegu – a mówimy o jeździe prawie że jednostajnej, bez ostrych przyspieszeń.
Argument z zasięgiem jeszcze rozumiem, ale ten o symulacji to w ogóle. Tymbardziej, że automat, kontrola trakcji i odcięcie zapłonu przy zmianie tych 40 biegów (swoją drogą te szybkie zmiany biegów przez 8HP i podobne skrzynie brzmią paskudnie) to i tak standard od lat. Jeszcze „chwilę temu” powszechnie było wiadomo, że automat do samochodu sportowego się w ogóle nie nadaje a dziś ręcznej przekładni nie znajdziesz nawet w Ferrari.
Chyba, że chodzi o hałas, smród i wibracje – tylko że znowu, dźwięk w kabinie to też od lat zasługa albo jakiś dziwnych rezonatorów albo wręcz systemu audio.
No i od lat wszystko wpadło w pułapkę perfekcji – dzisiaj podstawowe samochody prowadzą się bardzo dobrze, te lepsze prowadzą się jak po szynach, a kolejnym znanym faktem jest, że im samochód gorszy tym więcej frajdy daje.
Moim zdaniem samochód sportowy nie definiują osiągi, ale zachowanie na drodze i bodźce dostarczane kierowcy. Inaczej mówiąc, Mazda MX-5 z cherlawą półtoralitrową rzędową czwórką jest w 100% autem sportowym, a 600-konne Audi RS6 sportowości w sobie ma dokładnie zero. Chodzi o wyczucie auta, granicy przyczepności, reakcję na gaz, precyzję układu kierowniczego, ugięcia opon itp. W Maździe masz tego aż nadto. W Audi.. sam sobie dopowiedz.
Subiektywnie uważam, że kluczowym czynnikiem przemawiającym za sportowością auta lub jego braku jest masa. Lekkie auta nawet cechujące się niską mocą mogą dawać odpowiednio dużo wrażeń z jazdy. Na przykład Suzuki Swift Sport poprzedniej generacji – na papierze te jego 140 KM nie kwalifikują go nawet do miana warm hatcha, ale z racji wagi niewiele przekraczającej 900 kg w praktyce okazuje się być jednym z najlepszych współczesnych aut właśnie pod kątem dawania frajdy z jazdy. Zapewnia jej wyraźnie więcej od dwutonowego kloca z V8 i napędem na tył, którego też mam i który też daje jej naprawdę sporo jak na takie auto. Ale właśnie: „jak na takie auto”.
Może nie wniosę wiele do dyskusji, ale…
„Samochód sportowy” to coś jak: „piękna kobieta”. Czyli w wielu przypadkach łatwo się zgodzić co nim NIE jest, ale już co nim jest to płynne pojęcie, a nie definicja. Każdy ma swoją.
Ot, przykładowo, słownik Cambridge podaje: „szybki, niski samochód, zazwyczaj mieszczący tylko dwie osoby”. Dobra definicja? Moim zdaniem kompletnie bez sensu, ale coś musieli wpisać.
No więc na pewno ten Jaguar jest autem sportowym. Natomiast hot-hatche, warm-hatche itp. moim zdaniem średnio pasują do wspomnianej kategorii. A dlaczego? Bo to zwykłe, cywilne, kompletnie niesportowe auta, przerobione mniej lub bardziej przez producenta, ale wciąż będące dokładnym odbiciem zupełnie niesportowego oryginału, pod względem wymiarów, większości elementów wnętrza a często nawet stricte mechanicznych.
Samochód sportowy powinien być projektowany specjalnie jako taki. ALE z drugiej strony kiedy przerobić auto cywilne kompletnie, to co wtedy? Czy auta z wyścigów BTCC, DTM albo JTCC są / były sportowe? No a jakież by inne?
A czy samochód sportowy może być elektryczny? A czy piękna kobieta może nie mieć nogi? Jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie.
Oczywiście, że to są rzeczy skrajnie subiektywne i każdy odpowie sobie inaczej. Bardzo trafna obserwacja, że łatwiej jest zdefiniować samochód niesportowy niż sportowy. Choć moja prywatna definicja nie jest wcale bardzo złożona, bo opiera się na radości z dynamicznej jazdy. Tyle że rozumiem, że każdy tę radość czerpie z innych aspektów samochodu.
Ta obśmiewana reklama to w gruncie rzeczy mógłby być doskonały początek całej kampanii gdyby tylko po kilku tygodniach miała jakąś dalszą część – pierwsza oburzyła, wzbudziła zainteresowanie, przyciągnęła uwagę, w drugiej mógłby pojawić się gość w smokingu w nowym GT od Jaguara, który rykiem silnika rozgania to całe „antysamochodowe” towarzystwo, po czym pojawia się hasło w rodzaju „The predator is back”.
Wstawiłem jeszcze raz, bo jak się przeoczy słowo, to potem nie ma jak skorygować 🙁
fajny, niby nowoczesny ale mimo to wygląda fajnie, dużo fajniej niż typowe Jaguary z tymi fałdami na masce i 4 okrągłymi reflektorami totalnie nie pasującymi do niczego
a jeździ pewnie jeszcze fajniej 🙂
zastanawia mnie tylko jak mogą gnić wtryskiwacze skoro są pod tą wielką plastikową pokrywą silnika?
Ta obśmiewana reklama to w gruncie rzeczy mógłby być doskonały początek całej kampanii reklamowej gdyby tylko po kilku tygodniach miała jakąś dalszą część – pierwsza oburzyła, wzbudziła zainteresowanie, przyciągnęła uwagę, w drugiej mógłby pojawić się gość w smokingu w nowym GT od Jaguara, który rykiem silnika rozgania to całe „antysamochodowe” towarzystwo, po czym pojawia się hasło w rodzaju „The predator is back”.
Nawet gdyby w EU jej zakazano, to w rządzonej przez Trumpa Ameryce już na pewno nie, a ewentualny zakaz w EU tylko zwiększyłby oglądalność na Youtube zgodnie efektem Streisand.
U Trumpa też by jej zakazano, no chyba ze produkowano by tego Jaga w JuEsEj.
Ten Jaguar jest fajny, ale dla mnie najlepsze czasy dla tej marki to lata 60. Z czasów po kryzysie paliwowym XJ220 jest moim zdaniem najfajniejszy. 🙂
Zgadzam się z Wami na 100% co do współczesnych samochodów. U mnie w Norwegii dopiero prawdziwa motoryzacja weszła w nową malaise erę i to o wiele gorszą niż lata 70. Najpierw wyrzucono do śmietnika Hondę, potem Forda Mustanga, a takich szkaradztw jak Seatów, Ssangjongów, niczego z koncernu Stellantis ani innych zbędnych marek nigdy nie skasują. Zawsze ze wszystkiego na siłę robią crossovery „coupe” z FWD. Wkurza mnie też to, że SY nadal nie chce wycofywać się z Europy i co drugie nowe auto tak samo wygląda, szczególnie Peugeoty na czele z nowym 3008. Teraz jedyne nowe auta, które wyglądają akceptowalnie w nowej malaise erze to Mazdy i Volva.
Niech automobiliści się nie martwią. Real cars will never die!
Mam podobne przemyślenia, również z Norwegii (Oslo). U mnie na uliczce parkuje taki F-type. Ale na co dzień w cholerę chińskich elektryków, koszmarnie bulwiaste e-mustangi, dużo e-prosiaków. Coraz mniej fajnych aut na ulicach, tak jak napisałeś – malaise era wjeżdża na pełnej.
Banana na gębie powodują co najwyżej rodzynki na ulicach typu E-type, Delta Intergrale, nowe Lambo, stare Saaby/angliki/japończyki
W Oslo też często spotykam współczesne Ferrari. Cieszę się, że sportowe auta jeszcze są całkiem fajne. W mniejszych miastach i w pięknych wsiach w sezonie letnim można zobaczyć też amcary, szczególnie na zlotach. 😉 Ja czasem też widzę Volvo Amazony, 240, Mazdy MX-5 NA, stare Mercedesy i BMW E30, ale takie klasyki trzymają zazwyczaj w garażu, żeby nie pordzewiały.
Ostatnio miałem okazję zaobserwować jak wygląda ruch samochodowy we Włoszech w średniej wielkości mieście. Faktycznie, olbrzymie ilości suvopodobnych wynalazków, przoduje w tym szkaradny Jeep Renegade i rozmaite wynalazki pokroju Captura, które nawet nie wiem jak się nazywają. Dalej jednak widać mnóstwo Pand II/III oraz maleńkich Fiatów 500, często trafiają się Lancie Ypsilony a nawet stare Punto/Grande Punto.
F-Type nie trafia w mój gust, jest trochę za mały, że zbyt krótką maską i zbyt „niedostojno-niepłynny”, ale mimo tego, uważam go za ostatniego udanego Jaga.
Reszta mu współczesnych była w najlepszym wypadku nijaka (XE, XF, XJ, E-Pace i F-Pace), w najgorszym – padaka, jakich mało (i-Pace; i nawet nie dlatego, że jest elektryczny).
Mój ulubiony „nowoczesny” Jag to XK X150. Bulwiasta maska, duże nadwozie, małe wnętrze i mocne V8, najlepiej wyjące kompresorem. <3
Widziałem kiedyś w moim mieście na podjezdzie tego Jaguara. Pomyślałem wtedy fajne autko, konkurent do Alfy 4C (swoją drogą niesamowicie podoba mi się to auto). A tu wychodzi, że to srogi tygrys jest, a nie jakiś kociak.
Samochód ciekawy i faktycznie sukces sprzedażowy
Mam takie przemyślenie: samochody „ciekawe” zabijają nie tylko normy i retoryka antymotoryzacyjna, ale sam kapitalizm. Oto „sukces sprzedażowy” Jaguara w postaci sprzedanych circa 90 tys. egzemplarzy. Sukces sprzedażowy zwykłego auta segmentu B, C czy D to raczej milion – albo i dwa. Nawet jeżeli da się zarobić na podobnym do opisywanego produkcie, to na samochodzie nudnym i zwykłym da się znacznie więcej; zwłaszcza w perspektywie długofalowej. A przecież nikt nie produkuje aut „dla frajdy”, czy z pasji. Te czasy się skończyły. Nawet najwięksi producenci tego typu od dekad są tylko kolejnym logo w portfolio gigantów. Nieliczne produkty niszowe (Morgan, TVR, DeTomaso czy dziesiątki innych) zazwyczaj były garażowymi efemerydami. I tak zaskakuje mnie to, że Lotusy czy Donkervoorty w ogóle się utrzymywały, a niektóre jeszcze jakoś dyszą.
Ale to tak jak z krawcami szyjącymi garnitury na miarę – fanaberia raczej niż norma. Skoro można uszyć tysiąc na taśmie za ułamek kwoty ręcznie skrojonego, to poza niszą nie ma to miejsca.
No i to my, konsumenci za to odpowiadamy. Ilu z was kupiłoby znacznie droższy produkt, który jest raptem nieco lepszy od masowego, zwyczajnego? Jak często byście to robili? Ilu z nas mogłoby w ogóle sobie na to pozwolić? A w przypadku opisywanego wozu to awaryjny, znacznie fajniejszy produkt, który jednak jest co najmniej kilkukrotnie droższy.
Tu się akurat kompletnie nie zgodzę.
Istnieją dwa sposoby zarabiania: albo przez oferowanie produktu taniego i masowego, albo przez wyróżnienie, bycie czymś ekstra. Oba są równie trudne, ale ten pierwszy znacznie bardziej ryzykowny, bo przewagę cenową łatwo jest stracić, a specjalizacja w jakiejś niszy to kapitał, który może procentować przez lata. Zwłaszcza że w motoryzacji zasadza się on w dużej części na marce i jej historii – czyli sprawach czysto emocjonalnych i niemożliwych do nadrobienia w rozsądnie krótkim czasie.
Kto z nas kupiłby produkt „trochę lepszy, a dużo droższy?” To sprawa skrajnie indywidualna. Zależy, co nam w życiu sprawia przyjemność. Są ludzie spłacający 30-letnie kredyty na domy, których nie mają nawet komu zostawić w spadku, albo zamawiający kawę w lokalu 100 metrów od własnego domu, mimo że w domu mogą sobie zrobić taką za może 2% ceny – bo przyjemność dostania jej pod nos w klimatycznym wnętrzu jest tego dla nich warta. Podobnie jest z samochodami – istnieją ludzie, dla których Dacia Logan nie ma sensu, bo jest dla nich wyłącznie śmiertelnie drogim tramwajem, podczas gdy na Jaguara bez wahania wydadzą 70 tys. €. Na mikroekonomii uczą tego chyba na pierwszym albo drugim wykładzie (piramida potrzeb oraz krzywa obojętności konsumenta).
A co do „kapitalizmu”, to radzę porównać, ile „ciekawych” produktów istniało w XX wieku na rynkach zachodnich, a ile w krajach komunistycznych. Ale powtarzam, w XX wieku, bo nazywanie dzisiejszej Europy „kapitalizmem” jest jak określanie PRL demokracją.
skoro PRL to była „demokracja ludowa”
no to UE to jest „kapitalizm ludowy”
śmiać się czy płakać…?
Przymiotnik „ludowy”, „społeczny” czy „kolektywny” zawsze odwraca znaczenie określanego pojęcia o 180 stopni.
„Demokracja ludowa” to system, gdzie istniała jedna partia, a naród nie miał żadnego wpływu na rządy.
„Sprawiedliwość społeczna” to nakaz odbierania plonów tym, którzy je wytworzyli i rozdawania tym, którzy ręki do tego nie przyłożyli, a niejednokrotnie nawet przeszkadzali (władza i urzędnicy),
„Umowa społeczna” to pojęcie, które się nam tłucze do głów od szkoły podstawowej, że niby zawieramy coś takiego z władzą. Ale ile razy pytam ludzi, czy ktoś taką umowę zawierał, pisemnie lub ustnie, to nikt jeszcze mi nie odpowiedział twierdząco. Nikt też nie pokazał swojego podpisu na takiej „umowie”. Każdy natomiast wie, że ta „umowa” wiąże go od urodzenia do śmierci, bez możliwości negocjacji ani wypowiedzenia, podczas gdy druga strona może zmieniać warunki jak chce i nigdy nie ponosi żadnych konsekwencji za niedotrzymywanie czegokolwiek.
Takie przykłady można mnożyć. Gdyby słowa „ludowy” czy „społeczny” nie odwracały znaczenia słów, byłyby niepotrzebne – mielibyśmy demokrację, sprawiedliwość czy umowę, bez dodatkowego przymiotnika.
Dla mnie auto sportowe to takie, które jest przewidywalne w jeździe torowej i nie rozpada się po 5 okrążeniach. Żyjemy w fajnych czasach, bo teraz seryjne auta, które spełniają takie warunki nie są drogie i są łatwo dostępne.
Pełna zgoda – dzisiejsze samochody są dużo bardziej sportowe niż kiedykolwiek, z powodu doskonałych własności jezdnych i wytrzymałości na wszelkiego rodzaju katowanie.
Dla mnie to auto to jednak ciekawy smaczek. Jak widać nie wszystkim się podoba ale jest Jakieś. Nie jest to coupe na bazie rodzinnego sedana a te jego 300 koni daje emocje a nie po prostu jest (chociaż jednak spełnia swoją funkcję) jak w Grandlandzie jakaś tam hybryda. A może to i dobrze, że jest dość skromny? Jakiś czas temu widziałem na Starym Mieście zamojskim Lambo Huracan. Młody kierowca. Czy chce czy nie to zwraca na siebie uwagę a nie każdy lubi. Wczoraj z kolei widziałem świeżego Continentala Flying Spur w ciemnej, zgniłem zieleni. Chyba tylko ja zwróciłem na niego uwagę i też młody kierowca chyba to wie, że ma spokój gdyż na luzie sobie jechał patrząc na pozostałości murów. Wychodzi na to, że F-Type V8 da tyle emocji w użytkowaniu co Lambo a spokój w posiadaniu taki jak Bentley 🙂 Inną kwestią jest to, że raczej nie wypada mieć pretensji do Brytoli, że są dość zachowawczy 😀