PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: UTWÓR NA BIS

Piekło zamarzło: w 2026r. na rynku europejskim ukazało się nowe sportowe coupé klasy kompaktowej. W dodatku gdzieniegdzie jego sprzedaż z miejsca przewyższyła oczekiwania o kilkaset procent!! Najlepsze wyniki notuje we Francji – bo potrafi dostarczyć emocji, a relatywnie dobrze wpisuje się w tamtejsze przepisy (czytaj: grzywna nakładana za zakup nie przekracza należnej za zwykły rodzinny kompakt). Ale tym razem nie będzie o rynkowym powodzeniu, tylko o samym aucie, którym w ostatnią sobotę przejechałem 70 km w zróżnicowanych warunkach.
Drodzy Automobilowniacy, poznajcie nową Hondę Prelude!!
***
Na początek nowych Czytelników poinformuję, a stałym bywalcom przypomnę, że mój tata i brat prowadzą w Krakowie i Wieliczce salony i serwisy Honda Kolaczek. Auto do przejażdżki dostałem od nich i jeśli wobec tego ktoś wątpi w mój obiektywizm, ma do tego pełne prawo (tak samo zresztą jak zawsze, ale przy testach nowych Hond w szczególności). Kto jednak parę moich wpisów czytał, ten wie, że ja zawsze i wszędzie szukam raczej radości niż smutku, bo taki mam charakter i tak traktuję cały świat, a zwłaszcza automobilizm.
Ad rem. Z powrotu Prelude najpierw bardzo się ucieszyłem, bo takich samochodów dzisiaj już nie ma. Potem, gdy porozmawiałem z bratem wracającym z premierowej gali w Monaco, mina trochę mi zrzedła: dowiedziałem się, że Prelude ’26 ma łączyć napęd zwykłego Civica z wytłukującym plomby z zębów zawieszeniem Type-Ra. No cóż, pomyślałem, ten model nigdy nie mógł się zdecydować, czy chce być szalony czy wręcz przeciwnie. Dopiero gdy pierwszy egzemplarz przyjechał do Wieliczki, a my głębiej wczytaliśmy się w materiały, okazało się, że podwozie jest tylko „inspirowane” Type-Rem. Ale co to dokładnie znaczy…?
Historię Hondy Prelude opisywałem TUTAJ. Wszystkie generacje wyglądały dosyć spokojnie i zawierały pełny zestaw sztandarowych popisów producenta: cztery koła na wahaczach poprzecznych, zmienne fazy rozrządu, dwie osie skrętne… To były Hondy ostateczne, tyle że… trochę niespójne, bo nie dość ostre dla pasjonatów-upalaczy, a zanadto twarde dla większości kierowców.
Dziś czasy się zmieniły. Każdy samochód musi przede wszystkim spełniać przepisowe normy i spalać (oczywiście na papierze) na tyle mało, by kary za jego sprzedawanie nie odstraszyły nabywców ani samego producenta (dlatego z rynku zdążyła zniknąć większość poważnych hot-hatchy, z Type-Rem włącznie). Nowa Prelude, powracająca między żywych po 25 latach nieobecności, swój hybrydowy napęd dzieli ze standardowym Civikiem, jest natomiast mniejsza, zwinniejsza, ma wyostrzony układ jezdny i zawadiackie nadwozie coupé.
Prelude wygląda na niedużą, choć jeszcze w latach 90-tych rozstawu osi 2.605 mm i wymiarów 4.525 x 1.880 nie powstydziłby się rodzinno-taksówkarski sedan klasy średniej (sprawdźcie sami: Peugeot 405, Ford Sierra albo Opel Vectra A/B były mniejsze, podobnież np. Mercedes R129). Stylistyka podoba się takiemu dinozaurowi jak ja: jest klasyczna i okraszona ciekawymi smaczkami, a nieprzeładowana agresją. Dokładnie zresztą jak u poprzedników.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Prelude zawsze służyła demonstrowaniu inżynierskiego potencjału Hondy. Tak jest i tutaj, choć dziś oznacza to przede wszystkim wydajny napęd hybrydowy, wybór trybów pracy poszczególnych podzespołów i pełny zestaw „asyst kierowcy” (specjalnie skalibrowanych w celu „zmniejszenia inwazyjności”). Zawieszenie tylne jest wielowahaczowe, przednie wykorzystuje kolumny ze zwrotnicą oddzieloną od amortyzatora (dual-axis), co eliminuje jedną z większych wad przedniego napędu, tzn. wpływ siły napędowej na układ kierowniczy. To rozwiązanie faktycznie przejęto z Type-Ra, choć zestrojono dużo łagodniej.
Hybrydowy napęd e: HEV składa się z dwulitrowego benzyniaka z bezpośrednim wtryskiem pracującego w cyklu Atkinsona, dwóch silników elektrycznych oraz litowo-jonowej baterii o pojemności 1,1 kWh. Jak w zwykłym Civicu, moc elektryczna i zarazem systemowa wynosi 184 KM, moment obrotowy – 315 Nm (sam silnik benzynowy rozwija 143 KM i 186 Nm). Energia może przepływać we wszystkich kierunkach: domyślnie koła są napędzane elektrycznie, a silnik spalinowy wytwarza tylko prąd, możliwe jest też jednak bezpośrednie sprzęgnięcie kół z jednostką spalinową i oczywiście odzysk energii przy hamowaniu. Auto rozwija maksymalną prędkość 188 km/h i przyspiesza do setki w 8,2 sekundy.
Nie są to wartości imponujące. Trudno nie zauważyć, że moc systemowa o 1 KM ustępuje XX-wiecznej Prelude V 2,2 VTEC (185 KM), która była też lżejsza (ważyła 1.310 zamiast 1.480 kg), dzięki czemu jeździła szybciej (228 km/h, 7,5 sekundy do setki). Honda nie ukrywa, że rolą jej nowego coupé nie jest bicie rekordów okrążeń wyścigowych torów, a raczej dostarczanie radości w codziennej jeździe. Faktycznie, tę obietnicę Prelude spełnia lepiej niż szybszy, acz wyraźnie niespójny poprzednik.
Współczesne Hondy wyglądają jak prawdziwe premium, zupełnie nie jak w poprzednim stuleciu. Tamte wnętrza prezentowały się solidnie, ale tanio, natomiast tutaj autentycznie czuć piniondz – bez żadnej ironii.
Foto: mojej żony
***
Zewnętrznie nowa Prelude przypomina nowożytną Alpinę A110, Audi TT albo Porsche Caymana. Producent mówi, że inspirował się kształtem szybowców: kreatywne to i sprytne, bo „szybowiec” brzmi oryginalniej niż oklepane od stu lat „wzorce lotnicze”, a przy okazji podkreśla lekkość, cichość i efektywność hybrydowego napędu. „Unlimited gliding” – mówi reklamowe hasło, które ma sugerować, że z tego auta człowiek nie ma ochoty wysiadać.
Mimo niemałych rozmiarów sylwetka jest zwarta i zgrabna. Co ważne, nie onieśmiela otoczenia: nikogo nie przytłacza i nie spycha z drogi, jak większość dzisiejszych aut sportowych.
Foto: praca własna
Mimo zastosowania zredukowanych LEDowych reflektorów Prelude zachowuje ludzki wyraz twarzy – spokojny i przyjazny, jak na dzisiejsze standardy (bardziej „wkurzony” jest chyba zwykły Civic, nie mówiąc o Type-R). Dla mnie to plus, chociaż nie wiem, czy większość podziela to zdanie. Z kolei elementami rasowości są niski, szeroki dziób sugerujący doskonałe trzymanie się drogi i funkcjonalne elementy aerodynamiczne: z przodu podciśnienie pod autem wytwarza spoiler zasysający powietrze w kierunku wnęk kół…
Foto: praca własna
…zaś tylną oś dociska nadciśnienie działające od góry, a generowane przez profil klapy bagażnika i nieduży spoiler. Aerodynamika skalibrowana jest tak, by stosunek docisku osi przedniej i tylnej nie zależał od prędkości – zapobiega to nieprzewidywalnym zachowaniom na granicy poślizgu.
Foto: praca własna
Rasowo prezentują się też 19-calowe felgi z oponami 235/40 i zaciski hamulców z napisami BREMBO i PRELUDE (zaciski są zawsze niebieskie – takie komponują się ze wszystkimi dostępnymi kolorami nadwozia, czyli metalizowanym szarym oraz perłowym białym, czarnym lub niebieskim). Hamulce pochodzą bezpośrednio z Type-Ra i są ogromnie skuteczne: czterotłoczkowe zaciski, aż 350-milimetrowe tarcze z przodu i 305-milimetrowe z tyłu zatrzymują auto ze 100 km/h na dystansie poniżej 37 metrów.
Foto: praca własna
Szerokie błotniki, LEDowy pas przez całą szerokość nadwozia i czarny spoiler powyżej podkreślają niskie położenie środka ciężkości – podobnie jak profil przodu, każą spodziewać się świetnego prowadzenia. Szkoda że końcówki wydechu nie zostały jakoś zaakcentowane, ale rozumiem, że w dzisiejszych czasach słowo „wydech” stało się nieparlamentarne.
Foto: praca własna
Dynamizmu i muskularności znajduję tu w sam raz: więcej niż w Prelude’ach XX-wiecznych (może poza generacją IV), natomiast mniej niż u większości współczesnych rywali. Sportowe akcenty – poszerzone błotniki, odpowietrzenie wnęk kół, elektrycznie wysuwane klamki albo dach z dwoma wybrzuszeniami – są tutaj obecne, ale nienachalne i nieprzesadzone. Ciekawostka: 136-milimetrowy prześwit jest o 8 mm WYŻSZY niż w Civicu, można więc bez obaw zjechać na szuter.
Foto: praca własna
Wnętrze nie sprawi niespodzianek komuś, kto siedział w aktualnym Civicu (albo przynajmniej czytał o nim na Automobilowni 🙂 ). Łudząco podobny design, materiały, instrumenty – tyle że Prelude to jednak sportowe coupé, które budzi ciut więcej emocji.
Jakość wnętrza dzisiejszych Hond nie ustępuje markom premium. Wrażenie robią niebieskie przeszycia, ale największą niespodziankę sprawia prawdziwa skóra oferowana W STANDARDZIE (opcji w Prelude praktycznie nie ma – można wybrać kolor lakieru i właśnie skóry, czarny lub biały).
Foto: praca własna
Kabina to typowe 2+2. Kiedyś mówiło się, że można tam przewieźć dzieci, dziś do tego trzeba fotelików…
Foto: praca własna
…ale nie nazbyt wyrośnięty dorosły da radę. Tyle że wysiadanie z tyłu jest złożoną gimnastyką, nie ma tam skóry, otwieranych szyb, uchwytów na kubki czy żadnych innych dodatków. Zasadniczo Prelude – jak każde coupé – lepiej traktować jako auto dwuosobowe, z awaryjną możliwością zabrania kogoś więcej lub dodatkową przestrzenią bagażową za fotelami.
Foto: mojej żony
Przesiadający się z innych współczesnych Hond poczują się jak w domu, reszta w mig znajdzie wszystko, czego potrzebuje. Ciekawostka: fotele kierowcy i pasażera są nieco inne, ten pierwszy ponoć lepiej utrzymuje ciało na miejscu, a drugi jest miększy. Oldboyom wizualnie brakuje dźwigni przekładni i hamulca ręcznego, ale do tego pomału się przyzwyczajamy.
Foto: praca własna
Wskaźniki pokazuje ekran 10,2-calowy, ze środka kokpitu wystaje dotykowy wyświetlacz 9”, jednak nie brakuje też przycisków fizycznych (np. sterujących klimatyzacją). Fotele ustawia się ręcznie – uważam, że to lepsze rozwiązanie, poza brakiem pamięci ustawień. Oparcia trzeba niestety regulować po każdym odchyleniu, bo nie wracają samoczynnie do poprzedniego położenia.
Foto: praca własna
Nie wiem, czy tak wyglądają kokpity szybowców, natomiast sportowych samochodów i owszem. Na mój gust design jest dobrze wypośrodkowany: uczucie zespolenia z samochodem i trzymania go w ręku jest zachowane, nie grozi natomiast klaustrofobia ani zbyt ciasne opięcie ciała nadwoziem.
Foto: praca własna
Fajnie, że kierownicy nie poskąpiono niebieskiej nitki, choć fortepianowy lakier w tym miejscu nie jest najlepszym pomysłem (tę samą uwagę miałem do Civica). Spod poziomych ramion wystają srebrzyste łopatki: w sportowych autach spalinowych takowe służą zmianie biegów, w modelach „nowych energii” regulują intensywność odzyskiwania energii przy hamowaniu. Jak myślicie, co robią w Prelude? Otóż jedno i drugie, zależnie od wybranego trybu jazdy. Do tego jeszcze wrócę.
Foto: praca własna
„Proszę pana, to bardzo uniwersalna przekładnia: ma funkcję jazdy (D)ziennej, (N)ocnej, (R)annej i (P)opołudniowej” 😀 . To oczywiście dowcip mojego brata: w rzeczywistości współczesne Hondy nie mają żadnej przekładni, nawet CVT, ale kierunek jazdy jakoś wybrać trzeba. Obok wybiera się tryby jazdy (przełącznik drive mode i przycisk S+), włącza przytrzymywanie auta na pochyłości (brake hold) oraz „zaciąga ręczny hamulec” (oczywiście przyciskiem). Cały panel otacza fortepianowa czerń, natomiast przed nim widać indukcyjną ładowarkę, dwa gniazda USB i klasyczne 12V.
Foto: praca własna
***
W Prelude siedzi się nisko, jak na dzisiejsze standardy, ale znacznie wyżej niż w typowym sportowym coupé (jak już wiemy, niższy prześwit ma Civic). Pozycja kierowcy jest dość zwyczajna – bynajmniej nie półleżąca. Przed szybą rozpościera się smakowity widok długiej i szerokiej maski silnika.
Ten widok niełatwo uchwycić na zdjęciu – w rzeczywistości maska zdaje się być jeszcze większa, a jej profil, z wybrzuszeniami ponad błotnikami, znów przywodzi na myśl automobilową klasykę. Jednak to, co bliżej oczu, klasyki już nie przypomina.
Foto: praca własna
W sportowych autach najważniejsze jest podwozie – i tutaj Prelude zgarnia najwyższą ocenę. Koncepcję konstrukcyjną Type-Ra łączy ze zwartą, bardzo sztywną karoserią i optymalnymi proporcjami: krótkim rozstawem osi, szerokim rozstawem kół i niskim środkiem ciężkości.
To wszystko tworzy fundament dobrych własności jezdnych, do którego dochodzą szerokie, niskoprofilowe opony, precyzyjny układ kierowniczy i doskonałe dostrojenie całości
Foto: mojej żony
Dostrojenie to oczywiście kwestia gustu. Doskonałe jest dla mnie, bo oprócz prawdziwie sportowego prowadzenia zapewnia też wygodę, nawet na gorszych drogach. Inni – zwłaszcza zainteresowani takimi autami – mogą narzekać na zbytnią miękkość, choć granica możliwości w zakrętach leży ogromnie daleko, a na kierownicy czuć każdą fałdę asfaltu. Pod tym względem Prelude przypomina najlepsze tradycje BMW, w podobny sposób łączące komfort z dynamiką. Nie ma tu prostowania kół przy przyspieszaniu, a ewentualnej pod- i nadsterowności przeciwdziała aktywny system stabilizacji AHA (Agile Handling Assist), który subtelnie przyhamowuje pojedyncze koła. Aktywnie dostosowuje się też wspomaganie kierownicy.
To podwozie ma ogromny potencjał, który najjaśniej błyszczy w szybkich zakrętach o podniszczonej nawierzchni
Foto: mojej żony
Pracę zawieszenia można dostosować do warunków i własnych upodobań wybierając jeden z trzech trybów: domyślny nazywa się GT, łagodniejszy Comfort, a ostrzejszy Sport. Dla szczególnie wybrednych Honda przewidziała możliwość ich mieszania.
Ustawiając przełącznik w pozycji INDIVIDUAL możemy osobno regulować reakcje pedału gazu, wspomagania kierownicy i adaptacyjnych amortyzatorów, a dodatkowo zmieniać odgłos silnika (oczywiście puszczany z głośników), śmiałość adaptacyjnego tempomatu i wygląd zestawu wskaźników.
Foto: praca własna
Niezależnie od wszystkiego możemy wcisnąć przycisk S+, który nie daje jeszcze większej ostrości, tylko wyświetla na ekranie obrotomierz i emuluje obecność tradycyjnej skrzyni biegów (tzn. czegoś w stylu ośmiobiegowej przekładni dwusprzęgłowej).
Obrotomierz fajnie że jest, ale pod maską wciąż mamy układ e: HEV. Obroty silnika spalinowego są tutaj dość losowe: potrafią nagle spaść do zera albo skoczyć z 1.500 na 4.500, w oderwaniu od szybkości, przyspieszenia i dźwięku (dźwięk dobrze odpowiada temu, co robimy z samochodem, ale leci wyłącznie „z taśmy”, więc nijak nie ma się do wskazań obrotomierza). W trybie S+ emulowane „biegi” brzmią realistycznie – słychać nawet przegazówki przy redukcjach!! – a „zmieniać” można je łopatkami pod kierownicą.
Foto: praca własna
Po wyłączeniu S+ lewy wskaźnik pokazuje procent wykorzystania mocy – który przy hamowaniu silnikiem potrafi zejść poniżej zera, jeśli łopatkami ustawiliśmy możliwość odzyskiwania energii. Każde kliknięcie łopatką pozwala wskazówce spaść o oczko niżej, co fizycznie odczuwamy jako mocniejsze hamowanie silnikiem. Potencjał rekuperacji ogranicza pojemność baterii: w mieście, gdzie po każdym hamowaniu przyspieszamy na prądzie, działa to bardzo wydajnie, ale w górach, na długich zjazdach, akumulator nie przyjmie całej energii darowanej nam przez grawitację (stan naładowania pokazuje pasek z lewej strony zestawu, analogiczny do paska poziomu paliwa z prawej).
Foto: praca własna
W czasie jazdy wskaźniki zazwyczaj wyglądają tak. Ilość informacji jest ogromna, ale przebodźcowanie kierowcy to typowy problem współczesnych samochodów. Do tego można się przyzwyczaić i zwyczajnie ignorować to, co aktualnie nam niepotrzebne. Uwagę zwraca sylwetka samochodu na tle drogi (z odwzorowanym działaniem świateł i znakami poziomymi) i obowiązujące znaki zakazu (w tym ograniczenie szybkości, widoczne też na skali wskaźnika). Niestety, Hondzie wciąż brakuje wyświetlacza HUD.
Foto: praca własna
Co do rozpoznawania znaków: w teście Civica po wjeździe na autostradę na ekranie wciąż widziałem 40-tkę i gdybym się jej ślepo trzymał, pierwszy z brzegu tir rozjechałby mnie na miazgę. Tym razem było dokładnie odwrotnie: liczba 140 pokazała się długo przed minięciem znaku autostrady, jeszcze na obszarze zabudowanym. Czy to jest postęp, niech każdy oceni sam.
Powyższy zapis jazdy dotyczy całości przejażdżki: dystans 68,6 km obejmował około 10 km miasta (szerokie arterie bez korków) i 5 km autostradowej obwodnicy, reszta przypadła na podkrakowskie wioski, góry i serpentyny. Wynik 6,5 litra na 100 km jest przyzwoity, jednak nijak nie ma się do rzekomo realistycznego testu WLTP, który dla Prelude podaje 5,2 litra w cyklu mieszanym, 4,7 przy prędkościach „niskich” i maksymalnie 6,2 przy „bardzo wysokich”. Dodam jeszcze, że zbiornik paliwa mieści tylko 40 litrów.
I tak płynnie przechodzimy do kwestii napędu. 184 KM i 8,2 sekundy do setki rozczarowuje entuzjastów, ale to bardzo względne. W 2000r. tylko topowa wersja Prelude była o włos szybsza, a mój dwudziestoletni wtedy i porównywalnie mocny Mercedes 280 CE (185 KM, 10 sekund do setki) wciąż uchodził za „potwora”, również w oczach poważnych ludzi powożących nowymi kompaktami z salonów. Mnie osiągi współczesnej wersji w zupełności wystarczają, zwłaszcza przy dzisiejszych przepisach i karach za ich łamanie, jednak z drugiej strony rozumiem, że wielu ludzi chciałoby więcej, a zastosowanie identycznego napędu w Civicu, ZR-V, CR-V i Prelude jest kontrowersyjnym podejściem do hondowskich tradycji i oczekiwań klientów.
Jeszcze niedawno hasło POWERED BY HONDA budziło ogromne emocje. Niestety w Europie nastały takie czasy, że oferowanie czegokolwiek bardziej emocjonującego zrujnowałoby opłacalność sprzedaży samochodów masowych.
Foto: praca własna
Jedną z głównych funkcji ekranu dotykowego jest monitor energii – sztandarowy gadżet każdej japońskiej hybrydy. Inne to np. Android Auto / Apple CarPlay, radio, nawigacja i kamera cofania.
Foto: mojej żony
W większości warunków auto jest dostatecznie dynamiczne i nawet brzmi odpowiednio: nie wyje jak starsze hybrydy CVT, tylko przy spokojnej jeździe zachowuje ciszę, a przy dynamicznej emituje rasowy gang (z głośników, ale zawsze), choć za prawdziwie sportowe w dzisiejszych czasach uchodzić nie może. Zwłaszcza że doskonałe zawieszenie i hamulce z łatwością zapewniłyby kontrolę nad znacznie większą mocą.
Kontrolę mają ułatwiać „asysty kierowcy”. Tym razem samochód ani razu nie zahamował wbrew mojej woli, natomiast irytujące pikanie rozlegało się dosłownie co chwilę (z nie zawsze wiadomych przyczyn, bo w czasie jazdy wolę patrzeć na drogę niż szukać co minutę komunikatów po dwóch osobnych ekranach). Poza tym komputer kilkakrotnie korygował tor jazdy, jeśli któreś koło zanadto zbliżyło się do namalowanych linii (odwzorowanych w centrum zestawu wskaźników).
Foto: mojej żony
Na szczęście w Prelude asysty są stosunkowo mało inwazyjne i dają się w pewnym stopniu konfigurować
Foto: praca własna
Uwaga, suplement: gdy w trybie sportowym wyłączymy kontrolę trakcji i przez chwilę przytrzymamy hamulec wciskając pełny gaz, aktywuje się tryb szybkiego startu, który pozwala uzyskać 100 km/h w około 6,6 sekundy. To jest już bardzo dobry wynik.
Na koniec zostawiłem rzecz najbardziej względną, to znaczy praktyczność. Teoretycznie nie powinno się oceniać coupé po objętości bagażnika, jednak różni ludzie miewają różne oczekiwania. Ja na przykład sporą część życia przejeździłem dwudrzwiowymi Mercedesami – i one każdorazowo były równie pakowne jak limuzyny (oczywiście wyłączając wożenie ludzi z tyłu). Dwuosobowy, dwutygodniowy urlop śródziemnomorski lub tygodniowy narciarski, z całym własnym sprzętem, nie były żadnym wyzwaniem. Tutaj jest trochę inaczej.
Ogromna klapa unosi się bardzo wysoko…
Foto: praca własna
…odsłaniając bagażnik o pojemności 264 litrów…
Foto: praca własna
…i nie mieszczący wiele więcej niż jedna duża walizka.
Foto: praca własna
Rezygnując z tylnej kanapy można uzyskać 764 litry (mierzone do dachu) – wtedy na letnie wakacje powinno udać się wybrać
Foto: praca własna
***
Prelude z 1978r. była jedną z pierwszych Hond, które otrzymały quasi-muzyczne nazwy (po Accordzie, a przed Ballade, Quintetem czy Concerto). Dzisiaj, po ćwierci stulecia nieobecności, powraca jako długo wyczekiwany i wyproszony bis. Taka sytuacja budzi wielkie nadzieje i wielkie emocje.
Czasy mamy jednak inne, naznaczone szeregiem sztucznych ograniczeń, dlatego szósta generacja Prelude przedzierzgnęła się w super-wydajną hybrydę, która musi przede wszystkim oszczędzać energię. Na szczęście konstruktorzy zadbali też o inne aspekty: najnowszej Hondzie zafundowali piękny design (nowoczesny i dynamiczny, acz nie nazbyt agresywny), pierwszorzędnej jakości materiały i wykonanie (nieodstające od aut z wyższej półki cenowej), a także wspaniałe podwozie, które harmonijnie łączy sportowe prowadzenie z dobrym komfortem (jeśli na komfort nie narzekam ja, z moim zwyrodniałym kręgosłupem, to oznacza poziom zupełnie inny niż w Civicu Type-R czy Alfie Giulii).
To wszystko składa się na autentyczną radość z każdej jazdy – krótkiej lub długiej, w mieście, górach lub na autostradzie. O ile tylko nie chcemy ścigać się na ćwierć mili czy bić rekordów na nieograniczonych autostradach niemieckich.
Foto: mojej żony
Minusy Prelude są subiektywne i w większości podyktowane specyfiką epoki: hybrydowy napęd to dzisiaj absolutny mus, udawana ścieżka dźwiękowa zostaje jedynym możliwym kompromisem, a wszelkich „asyst” (często nadgorliwych) wprost wymagają przepisy. Do własnego osądu każdego zainteresowanego pozostaje poziom osiągów (wg mnie wystarczający na drogach publicznych) oraz zdolności przewozowe (które uważam za większy problem, bo my z żoną intensywnie uprawiamy daleką turystykę, jednak nie każdy ma takie wymagania).
Odstawiając auto po przejażdżce przypomniałem sobie testowany niegdyś model CR-Z. On też miał stanowić „emocjonującą hybrydę”, był jednak o pół metra krótszy, całkowicie pozbawiony tylnego siedzenia i prawie całkowicie bagażnika, jego moc systemowa wynosiła 124 zamiast 184 KM, moment obrotowy – 174 zamiast 315 Nm, przyspieszenie do 100 km/h trwało 10 zamiast 8,2 sekundy, a realne zużycie paliwa wypadało identycznie jak w dzisiejszej Prelude. Przez kilkanaście lat dokonał się więc spory postęp, który w Europie Zachodniej wzbudził żywe zainteresowanie. Ciekawe, czy utrzyma się ono dłużej?
Foto: praca własna
Foto tytułowe: mojej żony
Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Zupełnie nie rozumiem mody na czarne felgi. Z daleka wygląda to jakby samochód w ogóle nie miał kół a ze średniego dystansu jakby pojazd miał stalowe felgi pozbawione plastikowych kołpaków. Bardzo dziwna moda.
Fajnie, że jest, ale w sumie nie wiadomo po co – do sportowej jazdy za wolny, na co dzień za mało praktyczny (ten bagażnik.. ). Droższy, mniej praktyczny Civic. Tyle, że ładniejszy i udający że dostarcza emocji. Fajnie, że spróbowali coś zrobić i przywrócić Prelude, ale jakbym miał wydać na to pieniądze, to bym nie wydał :p
Tym bardziej, że dawne Prelude miały zawsze coś szczególnego z technologii, niedostępnego w innych Hondach: cztery koła skrętne choćby. A tu co? Nawet HUDa nie ma.
Każde coupe to jest droższy, mniej praktyczny sedan/hatchback 🙂
Fakt, mogli dać parę koni więcej, ale standardowe 8,2 sekundy nie wygląda źle, zwłaszcza że 315 Nm jest dostępne w każdej sytuacji, bo pochodzi od silnika elektrycznego.
PS Brat przeczytał artykuł i dodał dwie poprawki: Prelude ma procedurę launch control, która skraca sprint do setki do 6,6 sekundy, o czy wcześniej nie miałem pojęcia. Dopisałem to w tekście.
Akrualnie jeżdżę jako daily Kia Sportage HEV AWD. Przyspieszenie do 100 km/h jest o ile pamiętam takie samo jak ta Prelude. Praktyczność znacznie większa, cena ta sama. A no i jest HUD, który absolutnie uwielbiam. I w najwyższej wersji kosztowało to mniej niż ta Prelude. Kurde, jak coś wchodzi na rynek jako sportowe coupe, to powinno sprawiać, że ludzie w nudnych SUVach patrzą na to i myślą „chciałbym to mieć”, a nie „wow, mój nudny SUV ma takie same osiągi na prostej, lepsze wyposażenie, a na torze ani jedno ani drugie dobrego czasu nie zrobi i tak” :p
Ok, właśnie doczytałem o tym launch control. Oczywiście w powyższej wypowiedzi odnoszę się do tych standardowych 8.2s. Sam fakt, że ten launch control jest gdzieś ukryty też sensu nie ma moim zdaniem za grosz.
Podejrzewam, że po zakrętach Preluda jednak będzie przyjemniej jeździć niż SUV. Ale to ciężko zmierzyć i podać jako wartość liczbową, można poczuć dopiero na jeździe próbnej. I w tym właśnie chyba jest szkopuł, ciężko popatrzeć tylko trzeba poczuć. A żeby robić jazdy próbne trzeba się w jakiś sposób zainteresować wozem.
Teraz taki żarcik. Za 40 lat na jakimś blogu w stylu Automobilowni będzie przejażdżka takim autem i w komentarzach będą padać retoryczne pytania „czemu tego nikt nie kupował”. A dzisiaj chętnych do głosowania swoim portfelem nie ma wielu 😀
Pana “krytyczne spojrzenie”: pasuje do 90 proc współczesnych samochodów. One w większości udają. Udają terenowe, sportowe, coupe, pick-up, etc. Tzn udają wg uznanych (starych) wzorców w rodzaju 123, 911, 500. A do sportowej jazdy współczesne samochody nie nadają sie en block. Nie ma juz szalonych clio czy peugotow 205. Pomijając (wiem ze na tym forum to odważna teza) ze moto-sport nie ma juz sensu. Nie rozwija technologii – bo silniki spalinowe sa skazane na egzystencje w nielicznych utylitarnych niszach a technologie lepiej testuje sie w laborataoriach i w modelach a potencjalne błędy kierowców sa eliminowane i ew korygowane przez b efektywne systemy bezpieczeństwa.
Niekoniecznie za mało praktyczny na co dzień. Jest pewna grupa kierowców (co najmniej jednoosobowa, bo sam na pewno do niej należę, ale pewnie nieco liczniejsza), której spokojnie wystarczyłby Fiat 500. I nie, nie ten XXI-wieczny, nawet nie prekursor 126p, a Topolino.
Naprawdę zazwyczaj nie oczekuję od samochodu, żeby zabrał więcej, niż ja i mała taśka. 😀
Oby Honda powróciła do Norwegii. To jest kolejny dowód na to, że w tym kraju brakuje bezawaryjnych aut, szczególnie z frajdą z jazdy. Tutaj prawdziwa motoryzacja już dawno się skończyła, bo ok. 2019 roku. Wyrzucono do śmietnika Hondę i prawie wszystkie auta niebędące crossoverami, a takich szkaradztw jak byłego British Leyland, KGM, niczego z koncernu Stellantis, żadnych crossoverów „coupé” ani crossoverowych parodii samochodu sportowego typu Capri/Eclipse nigdy nie skasują. Zawsze ze wszystkiego na siłę robią rozdeptane robale. Wkurza mnie to, że co drugie nowe auto w moim kraju jest crossoverem „coupé” i prawie wszystkie wyglądają obrzydliwie. Nawet kolorów zaczyna brakować, tylko srebrny, szary, czarny i biały. Ostatnio nawet znienawidziłem srebrne samochody (z pozdrowieniami dla red. Bassdrivera!). To wszystko to powody, dla których jest nowa malaise era 2.0. Teraz jedyne normalnie wyglądające samochody w tej erze to Mazdy i Porsche.
Przepraszam za tak gorzki wpis, ale jestem tak rozczarowany norweskim rynkiem, bo nie pozwalają nam kupować niczego innego niż obrzydliwe i bezużyteczne crossovery.
W ramach EEA może Pan sobie sprowadzić do Norwegii dowolny samochód dopuszczony do ruchu w EEA, czyż nie?
@darek Być może, ale trzeba być bardzo ostrożnym, żeby nie dać się oszukać.
@Ricer, serio w tak JDMo-wym kraju jak Norwegia Honda jest już nieobecna? Nie byłem nigdy w Norwegii , ale widziałem kiedyś relacje z wiosek norweskich gdzie widać pełno starych japońskich aut z lat 70 i 80. Dalej da się spotkać takie auta tam?
@PstrykEJ9 W Norwegii Honda była niesamowicie popularna w latach 70/80/90 i bardzo dobrze się sprzedawała do ok. 2007 roku. CR-V przez wiele lat był bestsellerem. Teraz z wielu Norwegów narzeka, że jest śladowa ilość serwisów i salonów Hondy, w których prawie w ogóle nie ma samochodów. Narzekali też, że nie ma nowego Civica, Prelude ani CRV z napędem na 4 koła. Tak pisali na norweskim fanpage’u Hondy. Dobrze, że przynajmniej Toyota, Mazda i Nissan nadal są w tym kraju popularne. NSX z 1990, Integra Type-R i S2000 powinny być (i prawdopodobnie są) klasykami bardziej cennymi niż w wielu innych krajach. Cieszę się, że przynajmniej Honda sprzedaje ogromną ilość motocykli w kraju, w którym mieszkam.
@Ricer, ogólnie trio Dania, Holandia, Norwegia to kraje gdzie było pełno JDM’owego sztosu. Honda meet Europe wiele lat się odbywał się w Holandii, potem przeniesiono po pandemii bodajże do Francji. Już od lat 70 japończyki wypierały tam brytyjską motoryzację, a z czasem i niemiecką i francuską. W gangu Olsena kręcącym w Danii w latach 70 widać sporo japończyków z lat 70.
Inną sprawą była Irlandia gdzie często sprowadzano realnie JDM z Japonii z kierą po prawej stronie.
Dopłata 60 tysięcy do samochodu, który jest po prostu wersja coupe Civica to, delikatnie mówiąc, trochę dużo.
Zwłaszcza, że nie wygląda na to by rozwiązywał on dwie największe wady Civica, czyli krótkie, wąskie fotele (do tego ten pasażera pozbawiony jest regulacji nawet na wysokość) i okropnego hałasu we wnętrzu. Klient płacący 214 tysięcy oczekuje jednak czegoś więcej niż fotel niczym w maluchu i ogłuszający hałas po przekroczeniu 80 km/h.
Jest to dziwne, bo Civic jeździ bardzo fajnie a wygląda jakby komuś nie chciało się przyłożyć do kilku szczegółów, które mógłby zrobić z niego najlepszy kompakt na rynku. Szkoda.
Do tego multimedia rodem z ZX Spektrum i kamera cofania z jakością obrazu jak z pierwszych komórek z aparatem. Tak, wiem ekranem się nie jeździ, no ale za 214 tysięcy masz prawo czegoś oczekiwać.
Co do systemów wspomagających, to te akurat są w Hondzie dość spoko, choć znowu problemem jest software – nikt w Japonii nie pomyślał nad jakimiś sensownymi skrótami do ich szybkiego wyłączania/włączania. Można to zrobić tylko na postoju. Ponownie drobiazg, który nic nie kosztuje, wystarczyłoby pomyśleć.
Drobiazgi, sprawiają że Civica trudno wybrać, Civica droższego o 60 tysięcy wybrać bedzie jeszcze trudniej.
.
No przyznam się szczerze, że o ile nie śledze premier nowych aut, bo jestem motoryzacyjnym dziadersem, to tak nowej Prelude od lat nie mogłem się doczekać. O planach wskrzeszenia Prelude słyszałem już w 2016. Niezmiernie mi miło , że się doczekałem. Aż chyba sam odwiedzę zaprzyjaźniony salon Hondy gdzie odbywałem praktyki w celu odbycia przejażdżki. Prawdę mówiąc to jestem pozytywnie zaskoczony. 184 KM i 8 s. do setki, może nie powala ale naprawdę to wystarczające osiągi. 400konny potwór raczej by kosztował więcej niż ok. 210 tysięcy. Że silnik zunifikowany z Civiciem to być może w przyszłości będzie mniejszy problem z częściami. @Yossarian, o jak miło że żyjesz, pamiętam Cię z początków Białostockich klasyków nocą, ja latałem wtedy jeszcze czerwonym Civiciem 1,4. Brak HUDa to wada? Raczej tylko zaleta. No cóż fakt, że hybryda to znak czasu. Nie mniej czy to wada? Ciężko określić. Stylistycznie auto wyszło naprawdę bardzo ładnie. Nie jest tak futurystyczne jak Civic. Nawet mi się bardziej podoba niz V generacja, prawde mówiąc (bo III nikt nie pobije hah). Że 200 tysięcy to drogo? Czy ja wiem, czy jak na te czasy to drogo. V generacja w cenniku z 1999 kosztowała 89900 za 2,0 i 119000 za 2,2 VTEC. Pomimo to znajdowała w biednej Polsce przełomu wieków nabywców. Sam białostocki salon sprzedał kilkanaście egzemplarzy. @SzK, masz dane ile Twoja rodzinna firma sprzedała V generacji? Właściciel białostockiego salonu przyznał mi kiedyś, że w ogóle był bardzo mile zaskoczony , że sprzedał jakikolwiek egzemplarz. No cóż zobaczymy jak to będzie z nową. Niemniej nie uważam, aby była wybitnie droga.
Puszczanie dźwięku silnika z głośników w nowych autach jest tak słabe, że ja nie mogę. I pomyśleć, że nawet Porsche to stosuje… Rozumiem, że w hybrydach ma to zamaskować fakt, że obroty silnika nie są zależne bezpośrednio od tego jak mocno wciskamy gaz ale czy to się udaje? Wszak chyba ten prawdziwy silnik jest słyszalny?
Co jest o tyle śmieszniejsze, ze klasyczne amerykanskie v8 z automatem przecież pracowały prawie jak cvt i nikt nie narzekał. Ba, wielu uwaza, ze to jedne z najlepiej brzmiacych samochodów w historii.
Praktycznie nie jest słyszalny, jak każdy nowoczesny silnik na niskich obrotach.
Niektórzy uważają, że to daje frajdę. Ja osobiście tego nigdy nie miałem okazji doświadczyć i nie mam zdania na ten temat.
Samochód, ktory mnie absolutnie ani grzeje, ani ziębi.
Ot,taka współczesna interpretacja… Hmm, w sumie nie wiem czego, bo Puma i Tigra były samochodami segmentu B a Calibra o ile pamiętam D.
I jak to jest, ze Hondzie nie wolno a Kia w roli nudnego dupowozu wprowadza 180 konną bezhybrydową K4?
Każdemu wolno. Tylko za to trzeba płacić. Jeden uważa, że mu się to kalkuluje, inny nie.
Kia/Hyundai sprzedają sporo elektryków. Może dla całej gamy im się to spina… Czy to już nie jest liczone dla całej gamy?
Tak, jest liczone dla całej gamy, oczywiście ważone sprzedażą. Dlatego Type R był wydzielany w pojedynczych sztukach dla każdego dealera, mimo że chętnych klientów każdy miał dziesiątki.
Dzięki za odpowiedź.
Fajna jest perspektywa czytania tego tekstu, gdy mam pod domem raptem kilkuletnią japońską konkurencję od toyoty – z podobieństw mamy sylwetkę, moc, wspomniany brak HUDa, tapicerowaną deskę rozdzielczą i tylną kanapę, której pasażerom raczej nie wolno posiadać łydek i stóp. U mnie nie ma żadnego brzęczącego asystenta kierowcy, brzmienie silnika aż nadto emitują dwie grubo zakończone rury (głośniki są owszem, ale tylko do muzyki i słabo grają), a w ramach konfiguracji ekranu mogę ewentualnie jedynie wybrać pomiędzy zużyciem paliwa chwilowym a średnim (notabene niecałe 8 l/100 w krakowskim ruchu, więc przepaści nie ma, pomimo braku hybrydy). W trybie sportowym osiągi się nie poprawiają, ale można z powodzeniem stracić prawo jazdy za celową jazdę bokiem, tzw drifting. Ewidentnie różne pomysły na przyjemność z jazdy mają w kraju kwitnącej wiśni, bezpośrednie porównanie obu aut byłoby ciekawe
Jaki to jest model jeśli można zapytać? Bo Supra to bliźniak BMW Z4 produkowany w Graz, więc pomysł nie jest w 100% z KKW.
Takie jakby budżetowe GT, może medium tourer. Ładne, dynamiczne i eleganckie coupé, ale bez zbędnej agresji. Zawieszenie pozwalające na coś więcej w zakrętach, ale nie łamiące rdzenia kręgowego na każdej nierówności. Silnik mocny, ale nie będący torową szlifierką czy czymś takim. Z drugiej strony… W coupé chciałoby się manuala i prawdziwego, Hondowskiego motoru. Bo jaki jest inny sens istnienia coupé?
Budżetowe GT do mnie nie przemawia. Stylistycznie ładne, ale nie ma w nim żadnego drapieżnego pazura. Taki trochę uśredniony, ugłaskany. Przyspieszenie wystarczające, układ jezdny – tu pozostaje mi wierzyć Szczepanowi, że ponadstandardowy. A Honda miewała wyróżniające się stylistycznie samochody: Civic 5/6/8 Gen, CRX del Sol, czy Accord 7. Ostatnio jednak stylistyka trochę nie dorasta do mechaniki.
W nowym Prelude zastanawiają mnie trzy rzeczy. Nijak nie mogę się dopatrzeć czerni skóry na siedzeniach (na zdjęciach), Tapicerka jest surowa, jak w dostawczaku i w dodatku pofalowana na siedziskach nowego samochodu. Konsola wskaźników skojarzyła mi się z kształtem skali wagi szalkowej ze spożywczaka PSS Społem. Tylna klapa otwierająca się tuż nad głową pasażera musi wywoływać niezapomniane wrażenia, szczególnie przy zamykaniu (jeśli domyka ją siłownik to pół biedy, jeśli trzeba trzasną to potęguje efekt).
” Budżetowe GT – to do mnie przemawia” – tak miało być!
Naprawdę fajny samochód. Tak dużo lepsza wersja mojego Opla GTC
Popyta na to auto pokazuje, że przedwcześnie odtrąbiono koniec „prawdziwej motoryzacji” i to, że czasami warto pójść pod prąd dotychczasowym trendom. Co do narzekań na niską moc, to bym nie dramatyzował, bo wg mnie z założenia to nie miał być rasowy sportowiec w rodzaju Toyoty GT86, a bardziej coś pomiędzy autem sportowym, a Personal Luxury Car – nota bene tak jak pierwsza generacja Prelude, która wprawdzie miała jedynie 80 km, ale za to często zestawiano ją z automatem, który zabierał połowę mocy.
Staram się poszukać jak najwięcej pozytywów, ale na początek muszę jednak sobie ponarzekać.
Jak większość dzisiejszych samochodów Prelude jest mocno kompromisowa. Poza ciekawszym wyglądem nie bardzo widzę potencjał na samochód używany czysto dla przyjemności.
Napęd, choć z suchych parametrów zupełnie wystarczający (z launch control już wręcz super) nie napawa optymizmem z powodu jego konfiguracji. To pewnie wynikająca z niej losowość obrotów wymusiła wyciszenie faktycznego silnika i zastąpieniem go głośnikami.
Tak ograniczony wybór kolorów dla samochodu teoretycznie zabawkowego jest absurdalny. Żadnego żółtego, pomarańczowego, zielonego, a szczególnie czerwonego. Tyle dobrze, że niebieski jest bardzo ładny.
Wnętrze jest w zasadzie ok. ,,Nagrobek” oczywiście na duży minus, ale reszta jest w porządku. Fajnie, że jest opcja białej tapicerki, ale patrząc po zdjęciach to jakoś nie robi efektu, więc i tak wybrałbym czerń.
Bez przejażdżki nie jestem w stanie określić czy faktycznie sprawia przyjemność z samej jazdy, a na to bardzo bym tu liczył.
Do wyglądu trochę mógłbym się poprzyczepiać, ale linia boczna jest świetna. Na jakość też mam nadzieję nie będzie można narzekać.
Czuję się jak w tym starym dowcipie:
– kiedy mężczyzna ma mieszane uczucia?
– kiedy jego teściowa spada jego nowym Mercedesem w przepaść…
No więc fajnie – mamy coupe, o nieprzesadzonej mocy, bez zbytniej liczby bajerów, budżetowe… No właśnie. Jeżeli 214 tys. to jest „budżetowe”, to ja chyba używam innego słownika niż dział marketingu Hondy. Od razu ciśnie mi się na usta: jak to jest, że za podobne pieniądze da / dało się kupić Toyotę GR86 (nową to pewnie trzeba importować zza oceanu obecnie), tylko że tam design ładniejszy, napęd na tył, mocy więcej, jeździ lepiej, kolorów więcej, opcji więcej, wygląda lepiej…
Obawiam się, że sprzeda się garstka Prelude, bo z takim budżetem można kupić po prostu bardziej praktyczne i lepsze auto tyle, że nie coupe. Jeżeli jednak mówimy o nowych to zgoda: prawie nie ma konkurencji: chcesz coupe to bierz takie albo szukaj używanego.
Prelude wygląda moim zdaniem jak garbaty; tył wyciąga się za bardzo przez co cała sylwetka wygląda topornie, ociężale i brzydko. Przypomina mi od razu Civica Coupe IX a zwłaszcza X generacji. Tam również ktoś zrobił za krótki przód i zbyt garbaty i długi tył. Jeżeli porównać nową ze starymi Prelude to mamy designerską przepaść. Ale de gustibus – może komuś właśnie przypadnie to do gustu. Piszę o tym, bo w moim odczuciu coupe PRZEDE wszystkim ma wyglądać. Po to głównie jest.
Uważam natomiast, że do dawania frajdy z jazdy w budżetowym wydaniu to auto potrzebowałoby ręcznej skrzyni, może mniejszej masy i większej prostoty. (Coś jak koncept Toyoty SFR sprzed kilku lat).
Natomiast przyznaję: szanuję pójście pod prąd i stworzenie auta, będącego odpowiedzią na pytanie, którego nikt nie zadał i nie zadaje.
Przyznaję też, że wnętrze jest ładne – niezbyt agresywne, niezbyt odjechane, nie ma metrów sześciennych ekranów – jest względnie klasycznie i ze smakiem. Jak na dzisiejsze standardy rzecz jasna.
Na koniec przydługiego komentarza: w swojej Celice woziłem z tyłu rowery. Dwa. Tutaj nie wiem czy wsadziłbym rowerek dziecięcy (pominę milczniem poziom estetyczny obu projektów). Pod tym względem to jest regres a nie postęp, cóż – za takie pieniądze powinno się otrzymać więcej również pod tym względem.
Sama recenzja mi się natomiast podobała, bo w sumie zawiera niemal wszystko czego trzeba się o tym aucie dowiedzieć – tak mogłiby pisać dziennikarze motoryzacyjni wszędzie indziej.
@Daozi skoro w postkomunistycznej Polsce przełomu tysiącleci dało się sprzedawać V generację za 90 tys. to i ta da się za 214 tysięcy dzisiaj. O to bym się nie martwił 😉
To nie chodzi o samą cenę – w latach 90-tych pełno było też W140-tek. Ale tylko w czterech furtkach – i to jest polska specyfika. U nas ludzie nie kupują nowych coupe – zapewne zbyt mało mamy stabilnych finansowo singli. Accordów w cenie Prelude sprzedawało się zawsze sporo, a samej Prelude prawie nic. W tej generacji będzie zapewne podobnie. Moje słowa o przekraczaniu planu dotyczyły Europy Zachodniej.
Co do dzisiejszej ceny: w USA wynosi ona 42 tys. USD i tam narzekają, że to bardzo dużo. Racja – bo Mustang GT (czyli V8 5,0) jest dostępny za 38 tys. Ale u nas mamy inną sytuację, inny ogólny poziom cen na rynku (co oczywiście nie oznacza, że u nas Prelude jest tania, ale nie jest też skandalicznie droga, a w USA tak).
Oferta jest na tyle atrakcyjna, na ile pozwala konkurencja. I właśnie – z czym to auto konkuruje? Da się coś podobnego do Prelude jeszcze kupić w Polsce?
Do CR-Z się nie dało.
Ja myślę, że aktualne trendy demograficzne sprzyjają nadwoziom typu Coupe – społeczeństwo się starzeje, jest coraz zamożniejsze, a statystycznie to właśnie ustatkowani nieobarczeni potomstwem ludzie w średnim wieku są chyba docelowym pierwszym nabywca takich aut – aż dziwne, że w tej sytuacji wszyscy producenci na potęgę produkują SUV-y, które kojarzą mi się głównie z parkingiem pod szkołą.
Prawda, tylko że jeszcze trzeba kochać motoryzację i bajeranckie samochody, a tutaj trend jest niefajny.
Poza tym dużą rolę odgrywa jednak praktyczność. Stare Mercedesy coupe czy inne GT potrafiły mieć 500 litrów bagażnika i całkiem niezłą tylną kanapę, dziś jest z tym tak, jak widać. Dlatego Prelude raczej nie kupię, mimo że ogólnie mi się podoba – bo jeśli nie pojedziemy nią z Anią na narty, ani nie zabierzemy okazjonalnie jej mamy tu i tam, to nie jest auto dla nas (mimo że nie mamy dzieci ani jakichś wielkich potrzeb przewozowych). W CLK bez problemu robiliśmy to wszystko, w nowej Prelude się nie da.
Oczywiście, można mieć dwa auta, ale to drugie, zabawowe, powinno być raczej cabrioletem, ewentualnie klasykiem (tak jak nasz SL R129). Ale tutaj oczywiście każdy ma swoje preferencje.
Ja bym powiedział ciut inaczej: dzietność w Polsce wynosi obecnie około 1,03 i jest jedną z najniższych na świecie. Więc wystarczy nowoczesna rodzina czyli 2 + pies (pomijam to, że przy tak okrutnie małym bagażniku to musiałby być maltańczyk, york albo jamnik). Stabilna finansowo też może być ale 214 tys. na dzień dobry to znacznie więcej niż poziom stabilności finansowej. Oczywiście – zachodnia Europa jest bogatsza, ale… Nawet zestawiając podobną cenę z zarobkami na zachodzie to wciąż po prostu dość dużo jak na to co w zamian otrzymujemy. No i okazuje się, że w USA też można mieć taniej znacznie lepsze auta (Nissan 400Z startuje od około 42 K – MSRP – ale gdzie tej Hondzie do 400Z?!).
To trochę przykre, bo pojawiło się nowe coupe, co w dzisiejszych czasach należy do rzadkości, ale prawie nikt go nie kupi. A na dodatek jest mocno nijakie z wyglądu – niestety!
Jeszcze co do ceny – przeliczyłem przybliżoną cenę Toyoty GT86 z początku produkcji. Dzisiaj w salonie byłaby warta ciut mniej niż ten Civic. Mając więcej mocy i napęd na tył. No i wchodząc do produkcji ponad 13 lat temu a to cała epoka. Ale to trochę porównanie jabłka do gruszki być może.
Tak odnośnie ceny, to wszystko jest wzgledne – 214 tys to dużo, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę, że następny w kolejce Mustang kosztuje 300 tys, a dalej są już tylko BMW i Mercedesy za pół bańki, to Prelude można uznać za opcje „budżetową”. Dziś nawet spartanskie i ciasne MX-5 z silnikiem o mocy zaledwie 130 km (kiedy tak spadła?) to ponad 170 tys.
Oczywiście że da się w Polsce sprzedać samochód za 214 tysięcy, sprzedaje się ich całkiem sporo. Problem w tym że za te pieniądze można mieć Audi S3 lub Golfa R. A Golfa GTI/Octavię RS można mieć ze 30 tysięcy taniej.
Pewnie, to nie są ładne coupe, tylko że klientów którzy przedłożą bajeranckie nadwozie ponad 330 konii jest w całej Polsce pewnie kilku.
@Wojtek nie wiem czy tylko kilku – ja przykładowo należę do tej grupy, która stawia moc na ostatnim miejscu, bo moc 300 km wykorzystam raz na ruski rok, a ładne nadwozie/dobre wyposażenie/eleganckie wnętrze etc. będzie mnie cieszyć codziennie – nawet gdy będę z prędkością 40 km/h w korku rano toczył się rano do pracy. Poza wszystkim obecnie jest nastawiane wszędzie tyle odcinkowych pomiarów prędkości, że często wolę już nawet na trasie ustawić tempomat zgodnie z limitem, niż przeżywać te nerwowe momenty gdy widzę tablicę z końcem pomiaru i zaczynam się zastanawiać w którym momencie był jego początek – z tej perspektywy czy mam pod maską 180, 300, czy nawet 500 km, to już naprawdę wszystko jedno 😉
@Jerzy Tylko, że wtedy chciałabyś siedzieć sobie w tym korku na wygodnym fotelu, a nie na ciasnym zydelku Hondy.
I tu jest problem, Prelude nie bardzo nadaje się na samochód do zabawy, bo ma zbyt zwyczajny, hybrydowy napęd z Civica. Ale jest też za mało wygodny i praktyczny, żeby się nadawać na komfortowy samochód do bezstresowej jazdy po autostradzie.
To auto potrzebuje bardzo specyficznego klienta, który zakocha się właśnie w tym nadwoziu i nic innego się dla niego nie liczy a takich nie ma dużo.
Dzisiejsza motoryzacja ma tę zaletę, że nie wymaga takich kompromisów. Na tym fotelu można jechać 24h, bez zmęczenia. Ani kości ani uszy nie będą miały tego za złe. To jest wielka różnica w stosunku do dawniejszych epok, kiedy sportowe własności musiały oznaczać katorgę. Dzisiaj nie muszą – w żadnym aucie, nie tylko w Prelude. Niektórzy uważają to za problem, bo kiedyś czuli się większymi kozakami, jeśli wysiadali z auta skołowani, poobijani i ogłuszeni. Ale to trochę pomylenie pojęć.
Dlatego właśnie ja to auto widzę nie tyle jako auto sportowe (za mała moc), czy GT (za mały bagażnik), ale jako taki „personal car”. Patrząc po sobie, to 90% tras robię samodzielnie naszym autem rodzinnym (oczywiście SUV-em) i w gruncie rzeczy mógłbym tego SUV-a spokojnie zostawić żonie i na wyjazdy wakacyjne, a samemu na co dzień poruszać się czymś w rodzaju takiej Prelude – paradoksalnie największa wada w codziennym użytkowaniu wynika z jej zalet, tj. niska pozycja i długie drzwi, które mogą się okazać mało praktyczne przy parkowaniu w mieście na ciasnych parkingach.
@SzK – No właśnie nie bardzo. Oczywiście nie jeździłem Prelude, ale w Civicu po 20 minutach jazdy próbnej stwierdziłem, że jest słabo, a żona wyraziła kategoryczny sprzeciw (co jak wiadomo zamyka wszelkie dyskusje).
Fotele i wyciszenie Civica jest słabe i kilkugodzinna trasa nim byłaby trudna. Prelude na Civicu bazuje, wiec zakładam, że nic się w tych aspektach nie zmieniło.
@SzK w pierwszym półroczu 1996 roku w Polsce sprzedano jedynie 75 nowych Mercedesów 😉 Dla porówania Hondy ponad 3200. Oczywiście, że W140 było „pełno” , hah niemniej znaczna ich część to raczej używki z zachodu często przywożone pewnie bez zgody właściciela 😉 Co do C140 to jakieś tam zdjęcia ich na czarnych blachach znajdziesz w necie. Niemniej czy więcej było sedanów czy coupe i o ile więcej to ciężko jest mi na ten moment ocenić.
Z takich ciekawostek to w rankingu sprzedaży TOP 100 aut z 1997 w Niemczech nie ma ani Prelude, ani Celici , ani Calibry. Więc to nie jest tak, że na zachodzie ten segment był jakiś mega popularny. No nie wiem jak w innych krajach typu Holandia, Belgia etc. Przedostatnia w rankingu jest Honda CR-V której w rzeczonym roku sprzedano 3923 sztuki (Civic zajął 22 miejsce i sprzedano go około 39 tysięcy sztuk co czyniło go najpopularniejszym japońcem). Niemniej wszyscy dokładnie pamiętamy, że około 2010 roku w Polsce aut tego segmentu było na pęczki, niemniej jeździli zwykle nimi ludzie w wieku w którym nie kupuje się nowych aut z salonu. Sądzę, że znaczna ich część została z zachodu wyeksportowana do Polski. W Białymstoku do dzisiaj jeździ spokojnie ok. 20 Prelude mkV.
Zapętliłem się trochę i pogubiłem z definicją coupe. Wiadomo, że trudno mianem coupe nazywać dwudrzwiowego Golfa. Ale np Renault Megane Coupe, czy Xsara VTR z silnikiem 1.4 to coupe, czy dwudrzwiowe sedany, mimo całkowicie zmienionej tylnej części nadwozia? Czy Citroen C4 II VTS z dieslem HDI to coupe, mimo prawie całkiem innego nadwozia i usztywnionego zawieszenia? Ciekaw jestem waszych opinii.
Nawiasem lubiłem 3 drzwiowe samochody, bo zwykle miały szersze drzwi, Tylne siedzenie i co najwyżej uchylne okna były dobrym, bezpiecznym azylem do odizolowania niesfornych bachorów. Trzydrzwiowy samochód wyglądał zwykle zgrabniej. Miałem ze 4 trzydrzwiówki, a wyleczyłem się z takich, jak moje ciało przestało się wyginać śmiało i trudno mi było coś sięgnąć z tylnego siedzenia lub zanurkować w bagażniku ze złożonymi siedzeniami po coś leżącego za przednimi oparciami.
To oczywiście subiektywne – dlatego fajnie, że piszesz „Ciekaw jestem waszych opinii”.
Nie ma żadnych autorytetów, które ustalałyby definicje typów nadwozi. Do II w.ś. sedan/limuzyna były zawsze dwubryłowe, później – wyłącznie trójbryłowe. Coupe pochodzi od konnej karety z jedną tylko kanapą w kabinie (klasyczna kareta ma dwie, twarzami do siebie). Takim „coupe” powoził oczywiście stangret, dlatego pierwsze coupe samobieżne też miały miejsce szofera wydzielone z przodu i odkryte, podczas gdy Państwo siedzieli pod dachem z tyłu. Pomiędzy wojnami nazywano tak auta trójbryłowe (polecam wygooglować amerykańskie „doctor’s coupes”), a po 1945r. – w zasadzie co kto chciał, bo słowo nabrało prestiżu i stało się modne.
Jako mercedesiarz za wzorzec coupe uważam dwudrzwiowe C114/123/124, itp., ale niektórzy nazywają je właśnie dwudrzwiowymi sedanami. Były w historii coupe czterodrzwiowe (np. Rover P5, mało różniący się od sedana, a w naszym stuleciu Mercedes CLS, Passat CC, itp.), a wreszcie i SUVy coupe, począwszy od BMW X6. Kto ma rację? Wszyscy i nikt – bo każdemu z nas podoba się coś innego, a słowa „coupe” utarło się używać do oznaczenia najbardziej bajeranckiej zamkniętej karoserii w ofercie, niezależnie od jej formy.
@SzK Kiedyś nawet słyszałem, że BMW M3 E30 (jedna z moich ulubionych ikon motorsportu) było nazywane coupe, a standardowa seria 3 E30 to był 2-drzwiowy sedan, bo w M3 zmodyfikowali słupek C, żeby polepszyć aerodynamikę. Za to BMW Z3 coupe to już najciekawszy przypadek. Bardziej wygląda jak shooting brake.
Właśnie dlatego uważam, że nazwy typów nadwozi to raczej marketing niż jakieś sztywne kanoniczne definicje
@SzK, dokładnie tak jak mówisz , bo skoro Passat CC jest coupe , to czym jest Vectra B liftback. Celowo mówię o Vectrze B, bo z nie wiadomych powodów w następnej generacji postanowiono liftbacka „usportowić” i nazwano go GTS, a dodatkowo dodano jeszcze Signuma hatchbacka. A potem GM się dziwił, że konserwatywni klienci odwracają się od Opla i sprzedaż pikuje w dół.
Ja bym powiedział tak: coupe to z francuskiego „ucięty”. Czyli w pewnym sensie każde auto w jakiś sposób ucięte da się tu wrzucić: zwykły wóz z dwójką drzwi? Proszę bardzo. Wielki SUV ze spłaszczonym tyłem? No ucięty jak nic. Auto bez dachu? Jakby go ucięło. Auto spawane z ćwiartek? To dopiero coupe pełną gębą!
Moim zdaniem coupe powinno być autem innym niż jego analogiczna wersja – trochę jak Lexus RC bazujący na płycie GSa ale kompletnie inaczej wyglądający. Albo Celica, która nie była nijak Corollą ani nijak Avensisem tylko zupełnie innym autem. Czy Brera była inną wersją 159? Moim zdaniem zbyt się różniła i to jest pełnoprawne coupe. A Fiat Coupe? Oczywiście – to nie było zmodyfikowane Punto ani Marea. Wszystkie wyglądały sportowo a przy tym były czteromiejscowe i nie dość rasowe by być uznanymi za pełnoprawne sportowe samochody (no dobra RCF już mógłby). Choć tu można się od razu zapytać: a co to znaczy „sportowe” i mamy temat na dyskusję do rana.
Natomiast zwykłe, choćby i usportowione hatchbacki jak Megane Coupe czy Focus RS to raczej nie coupe. Hot-hatche, warm-hatche – ok. I tu można spojrzeć na Hondę Civic VI w wersji hatchback; choćby i Type-R, oraz jej wersję coupe. Jest zasadnicza różnica.
Natomiast łatwiej chyba stwierdzić co coupe nie jest (pomijając niskich lotów dowcip z początku mojej wypowiedzi).
Zgadza się – karety z jedną kanapą nazwano właśnie „uciętymi”, bo miały w pewnym sensie połówkę kabiny.
No i proszę – mamy kolejną opinię. Ile samochodziarzy, tyle zdań. I dlatego właśnie motoryzacja była kiedyś tak różnorodna.
Tylko, że nowej GT86 w Europie już sobie nie kupisz. A i Supra się już chyba zwinęła.
PS: to odpowiedź na komentarz Kk jakby post się znalazł w dziwnym miejscu.
GR86 faktycznie już nie kupisz, choć było niedawno przez moment dostępne, GT86 jest spora podaż używek, choć niektórym w tym aucie nie leży niedostatek mocy. Supra w ogóle nie wchodzi do porównania, inna liga, a zresztą to zakamuflowane bmw. Mimo wszystko cieszy, że Honda poszła pod prąd suvizacji i prelude się pojawiło, jakie by nie było, może jest to jakiś sygnał, że nie wszytko jeszcze stracone. Tymczasem Toyota już za rogiem ma GR GT, co już całkiem nie pasuje do dzisiejszych czasów
Plus za dysze spryskiwaczy umieszczone w wycieraczkach. Minus za brak tylnej wycieraczki, aczkolwiek dla stylistyki i aerodynamiki to pewnie lepiej 🙂
Na wstępie chciałbym napisać, że świetny test nowego samochodu. To powinien być wzór dla dziennikarzy!
Co do Preludy to nie jestem w żadnym wypadku grupą docelową tego samochodu, bo foteliki tam sie nie zmieszczą. Natomiast stylistyka wnętrza i nadwozia mi się podoba. Napęd pewnie jest super efektywny, charakterystyka zawieszenia z opisu brzmi na wspaniałą.
Natomiast wydaje mi się, że jako drugi samochód to ludzie będą szukać coś bardziej zabawkowego, jak wspomniane mustangi bmw mercedesy, czy pominięte w komentarzach A110 i Caymany.
Wielu singli dzisiaj nie intereseuje się samochodami, ich wybór to np. RAV4 ktora ma niską ratę i utratę wartości. Albo gadżety z dodatkiem kółek jak Tesla.
No zobaczymy co będzie z tą Prelude. I myślę, że UE to nie jest rynek na który docelowo projektowano to auto.
Z tym samochodem mam problem tego typu, że ucieszyłem się na wieść o powrocie Prelude i to spalinowej, a nie w formie miksera, ale efekt końcowy zdecydowanie mnie nie pociąga. Wizualnie mi niespecjalnie leży, obojętnie pod jakim kątem nie spoglądać. Mechanicznie też jakoś szału nie ma. Może rzeczywiste wrażenia z jazdy są lepsze, niż wydawałoby się oceniając konstrukcję auta na podstawie zdjęć i tego wykluczyć nie można, bo to Honda, a oni potrafią (i zawsze czułem miętę do tej marki). Niemniej jednak nie pałam zachwytem. Ale to i tak nikogo nie obchodzi, bo jestem tylko anonimem z Internetu 🙂
Co to za idiotyczna moda na piano black i nieczytelne wskaźniki przeładowane zbędnymi informacjami – zwłaszcza mając obok wielki, wystający ekran, na którym mogłyby się znaleźć. Prelude poza faktem, że to coupe, wydaje się bardzo „generyczna” pod każdym względem. Fajnie, że jest to jakaś kropla w morzu potrzeb różnorodności, ale czy wielu się na ten model skusi? Mam wątpliwości… . Jeden z komentatorów wspomniał o trwającej drugiej Malaise Era – trudno nie zgodzić się z tą opinią.
Tak odnośnie tych wszystkich komentarzy i „marudzenia”, że nie wiadomo dla kogo to, że jak na popularny to za drogi, a jak na sportowy to za słaby, a na co dzień niewygodny, że niewielu się skusi, że po co, a na co, a dla kogo itp. pragnę zauważyć, że artykuł zaczyna się zdaniem: „sprzedaż z miejsca przewyższyła oczekiwania o kilkaset procent”.
Prawda, w tym momencie zainteresowanie jest – ale pisałem o kilku krajach Europy Zachodniej, no i o pierwszych trzech miesiącach sprzedaży. Dlatego też artykuł zakończyłem pytaniem o utrzymanie trendu w przyszłości, gdy skończy się magia nowinki. Mam nadzieję, że powodzenie się utrzyma, ale nikt z nas nie ma szklanej kuli.
Cóż – zauważyłem ten fragment ale wszystko zależy od oczekiwań: Toyoty GR86 przewidziano 50 sztuk na Polskę. I tyle. Oczywiście rozeszły się na pniu. Gdyby możliwe było składanie zamówień, to zapewne przekroczono by oczekiwania o kilka tysięcy procent. Sprzedając, powiedzmy 1000 sztuk. Czyli na poziomie manufaktury typu Donkervoort czy tam Morgan (upraszczając).
Natomiast marudzenie z mojej strony zasadza się na tym, że ani to nie jest szczególnie tanie, ani szczególnie sportowe, ani szczególnie nie wygląda, ani nie jest szczególnie praktyczne i szkoda po prostu zmarnowanego potencjału.
Osobiście mógłbym rozważyć auto o sportowym charakterze pokroju rzeczonego SFRa – małe, proste do bólu, lekkie, ale wciąż czteromiejscowe, z istniejącym bagażnikiem, choćby po złożeniu tylnej kanapy. Tylko nie za 200 czy nawet 150 tys. Oczywiście to się już nie stanie, choćby dlatego, że dzisiejsze normy wymagają nafaszerowania auta podzespołami i systemami, które windują cenę, masę i poziom komplikacji w górę. Czego niezmiernie żałuję.
Choć na koniec raz jeszcze dodam: i tak podziwiam, że Honda chociaż spróbowała.
@Daozi , o ile mi się dobrze kojarzy to GT86 kosztowała jakoś 120-130 tysięcy złotych kiedy wchodziła. Tylko, że to był rok 2012 kiedy dzisiejsza minimalna krajowa to była dobra pensja. Dzisiaj by na pewno kosztowała okolice ceny tej Prelude, albo i więcej.
zero szału. nic. null. wygląda jak każdy nowy elektryk. czasy były i nie ma.