PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: ZIMNA WŁOSZKA

Czy Włoszka może być zimna?
Zacznijmy od tego, czy we Włoszech w ogóle może być zimno. I tu niespodzianka: otóż w kraju, który mamy za symbol gorącego klimatu, w alpejskiej kotlinie Pale San Martino odnotowano raz -49,4ºC – w dodatku wcale nie w epoce lodowcowej, a w nocy z 14 na 15 lutego 2018r. No dobrze, to były góry (choć wcale nie ekstremalnie wysokie – około 2.600 metrów n.p.m.), ale w położonym ponad 1,2 kilometra niżej miasteczku San Martino di Castrozza, 12 stycznia 1987r., temperatura spadła jeszcze bardziej, bo do -49,6ºC. W całej europejskiej historii pomiarów zimniej bywało wyłącznie w Rosji i północnych rejonach Skandynawii.
Od siebie dodam, że najmocniej w życiu zmarzłem na nartach: raz w Sylwestra 2001/2 w Štrbskim Plesie na Słowacji, a drugi – w kwietniu 2014r. na lodowcu Presena we Włoszech. Tak, we Włoszech i w KWIETNIU. W obu przypadkach temperatury wynosiły około -20ºC, tyle że wiał silny, lodowaty wiatr, a ja jechałem krzesełkową kolejką, wysoko nad ziemią. Z obu sytuacji wyszedłem żywy (i nawet zjeżdżałem później w dolinę o własnych siłach), jednak wniosek jest taki, że hasło „Italia” wcale nie zawsze oznacza upał.
Skąd taki tytuł wpisu o Lancii Kappie? Ano stąd, że sam wymyśliłem kiedyś lepszy, ale dobrowolnie odstąpiłem go koledze Bassdriverowi. To było półtora roku temu: on kręcił wtedy film o tym samym modelu i spodobało mu się, że w telefonicznej rozmowie spontanicznie nazwałem auto „Kanappą” – więc zasugerowałem mu, żeby swojemu testowi nadał taki tytuł. A dlaczego za drugim razem nawiązałem do zimna?
Po pierwsze, mamy grudzień, a grube, zimowe ubrania wpływają na mój tok myślenia. Po drugie, włoskie samochody kojarzymy zwykle z gorącokrwistym charakterem, którego w Kappie akurat nie doświadczymy. Te dwa powody mogłyby w zasadzie wystarczyć, ale jest jeszcze trzeci, który zdradzę później.
***
Nazwy greckiej litery kappa (Κ, κ, wymawianej jak po polsku) Lancia po raz pierwszy użyła już w 1919r.
Kappa z 1919r. była pierwszą konstrukcją firmy zaprezentowaną po I wojnie światowej. Kratownicowa rama z rozstawem osi 3.388 mm, sztywne osie na resorach bez amortyzacji oraz hamulce jedynie na tylnych kołach i wale napędowym łączyły ją z poprzednią epoką, natomiast czterocylindrowy, pięciolitrowy silnik z odejmowaną głowicą, ciśnieniowe smarowanie, pompa wody i osiągi (moc 70 KM, prędkość 125 km/h) wyprzedzały swój czas. W trzy lata powstało 1.810 egz.
Foto: public domain
W 1921r. ukazała się równolegle Dikappa, z rozrządem OHV zamiast dolnozaworowego. Moc wzrosła do 87 KM, prędkość maksymalna do 130 km/h, ale wskutek krótkiego okresu produkcji wypuszczono jedynie 160 sztuk.
Foto: public domain
Niedługo przez zaprezentowaniem rewolucyjnej Lambdy – pierwszego w dziejach samochodu z samonośnym nadwoziem i niezależnym zawieszeniem, a przy okazji czterokołowymi hamulcami i silnikiem V4 – ukazała się jeszcze Trikappa: pierwsza Lancia z silnikiem V8, a od pewnego momentu również czterokołowymi hamulcami. Mimo zmniejszenia pojemności do 4,6 litra moc wzrosła do całych 100 KM, prędkość maksymalna pozostała na 130 km/h. W latach 1922-25 klientów powstało 847 egz.
Foto: public domain
To oczywiście czasy zamierzchłe, ale produkowane wtedy modele – zwłaszcza przełomowa Lambda – zdobyły dla Lancii rynkową pozycję i reputację firmy innowacyjnej.
Lancia Kappa z lat 1994-2000 sprzedała się w liczbie 117.231 egz.: to czterdzieści razy więcej niż wszystkie Kappy z lat 20-tych razem wzięte, ale ponad trzykrotnie mniej od wyniku poprzedniczki, Lancii Themy (ponad 370 tys.). Na tle rynku końcówki XX stulecia oznaczało to sprzedażową porażkę, której dopełniła kolejna generacja – nazwana Thesis i wypuszczona w mniej niż 16 tys. sztuk.
„Na świecie są tylko dwa kraje, w których istnieje realna szansa napotkania na drodze jakiejkolwiek Lancii: Włochy i Polska” – pisała kiedyś jedna z niemieckich gazet oldtimerowych (to skądinąd jedna z zaledwie kilku wzmianek o naszej ojczyźnie, na jakie tam natrafiłem przez około ćwierćwiecze mniej lub bardziej regularnej lektury). A ponieważ systematycznego, kilkunastoletniego zjazdu sprzedaży nie przetrwa żadna firma, dziś o Lancii możemy już chyba mówić w czasie przeszłym, nad czym ogromnie ubolewam.
Najwięcej, bo 104.752 sztuk przypadło na Kappę w wersji sedan
Foto: materiał producenta
Kombi wytwarzano od 1996r. w dwóch zakładach Pininfariny (w Grugliasco karoserie były spawane i lakierowane, a w San Giorgio Canavese łączono je z podzespołami). Powstało 9.208 egz.
Foto: materiał producenta
Dopiero w 1997r. do gamy dołączyło coupé – pierwsze od czasów Gammy (której zresztą rynek też wcale nie kochał). Ono z kolei wyjeżdżało z fabryki w Chivasso, należącej niegdyś do firmy Carrozzeria Maggiora. Było wyposażone bardziej luksusowo, ale narysowane cokolwiek nieproporcjonalnie. Być może dlatego znalazło jedynie 3.271 amatorów, co czyni je prawdziwym kolekcjonerskim rarytasem. Ciekawostka: w 1998r. testowano prototypy coupé 2,4 JTD, ale inicjatywę zablokowali marketingowcy (dokładnie jak u Mercedesa, który planował dieslowskie wersje pierwszego CLK, ale wprowadził je dopiero w generacji drugiej).
Foto: materiał producenta
***
W latach 90-tych gama koncernu Fiata wydawała się prosta: modele popularne wytwarzała marka macierzysta, dynamiczne – Alfa-Romeo, elegancko-komfortowe – Lancia. Tę ostatnią stereotypowo obwołuje się „marką luksusową”, ale ja uważam, że trochę na wyrost. To słowo pasuje może do późniejszej Thesis albo oferowanej w latach 60-tych Flaminii, ale nie do modeli pomiędzy nimi. Za panowania Agnellich marka z niebieskim herbem bardziej słynęła z aut sportowych, a nawet sukcesów w rajdowej Grupie B niż z typowych limuzyn, a pod koniec stulecia jej oferta obejmowała modele miejskie (Ypsilon), kompaktowe (Delta, Dedra, Lybra), a nawet rodzinne minivany (Zeta). Choć z drugiej strony przynajmniej dwa europejskie państwa używały Lancii jako limuzyn rządowych – były to oczywiście Włochy i Polska.
Stereotyp „ministerialnej Lancii” był u nas silny i czasem wykorzystywany przez różne osobistości unikające kontaktu z policją – bo zwłaszcza warszawskie tablice na ciemnogranatowej Themie czy Kappie niemal gwarantowały odwrócenie się funkcjonariuszy plecami, z powodu znaczącego prawdopodobieństwa okazania przez kierowcę immunitetu lub legitymacji UOP. Co ciekawe, demobilizowane Lancie kupowali często taksówkarze: mimo sporych przebiegów w intensywnej służbie rządowej samochody te wciąż potrafiły kontynuować etatową pracę na utrzymanie siebie i nowego właściciela z rodziną.
To nie jest akurat egzemplarz ministerialny, a dyplomatyczny, zapewne z włoskiej ambasady w Warszawie
Foto: public domain
Kappę zaprezentowano jesienią 1994r. na salonie paryskim (gdzie akurat byłem osobiście, ale na Lancię kompletnie nie zwróciłem uwagi). Priorytetem konstruktorów były komfort i jakość karoserii – zmniejszenie szpar i tolerancji pasowania elementów w stosunku do schodzącej ze sceny Themy. Udało się też poprawić sztywność nadwozia, jego aerodynamikę i przestronność. W nadwoziu zastosowano wzmocnienia chroniące przed bocznymi uderzeniami i dwustronne cynkowanie wszystkich blach, a prototypy poddano około 70 próbom zderzeniowym różnego rodzaju.
Podwozie rozwiązano typowo dla Lancii – z McPhersonami z przodu i układem wielowahaczowym z tyłu. Specyficzna konstrukcja sprawia, że poprzeczne przesunięcia środka masy w pewnym stopniu skręcają tylne koła, poprawiając stabilność w zakrętach. Opcjonalnie występował układ samoczynnej regulacji tłumienia (SCS – Sospensione a Smorzamento Controllato): pozwalał on ręcznie usztywnić zawieszenie lub zdać się na komputer automatycznie regulujący twardość na podstawie danych z akcelerometrów oraz czujników położenia kierownicy i pedału hamulca. Cztery tarcze hamulcowe i układ ABS były oczywiście standardem, czymś ekstra natomiast – układ kierowniczy Servotronic, o zmiennej sile wspomagania.
Gama silników obejmowała początkowo jednostki benzynowe R5 DOHC 20V (2,0/2,4, 145/175 KM, 205/215 km/h, ta druga korzystała ze zmiennej długości kolektorów ssących), V6 DOHC 24v (3,0, 204 KM, 225 km/h), R4 DOHC 16v turbo (2,0, 205 KM, 235 km/h) i R5 turbodiesel (2,4, 125 KM, 193 km/h). W 1996r. bazowa, pięciocylindrowa dwulitrówka zyskała 10 KM, w 1998 jej doładowana wersja zastąpiła doładowane R4 (parametry wzrosły do 220 KM i 245 km/h), a turbodiesel dostał wtrysk common-rail, który podniósł jego moc na 136 KM, prędkość maksymalną na 202 km/h i obniżył spalanie. Podstawową przekładnią wszystkich wersji był pięciobiegowy manual (który w dwulitrówce występował w dwóch wariantach przełożeń, Comfort Drive i Power Drive), opcjonalną – czterobiegowy automat, dostępny tylko z jednostkami wolnossącymi (to swoją drogą ciekawe: Mercedes skrzynie ręczne opracowywał wyłącznie dla słabych silników, wychodząc z założenia że to opcja oszczędnościowa, Włosi – odwrotnie, nie mieli automatów znoszących wyższe momenty obrotowe). Mocne silniki – V6 i turbo – łączono z mechanizmem różnicowym o zwiększonym tarciu, nazwanym Viscodrive.
W 1998r. Kappa przeszła face-lifting, dosyć zresztą płytki (główne różnice to lakierowana listwa ozdobna zamiast czarnej, błyszcząca okleina konsoli zamiast matowej, inne alufelgi i podobne drobiazgi, na uwagę zasługują natomiast dołożone boczne poduszki powietrzne, nowy układ hamulcowy Brembo w V6 i turbo, a od 2000r. również ksenonowe reflektory). To typowa strategia dla modeli słabo sprzedających się i niechybny znak, że producent pomału daje za wygraną – np. w przypadku minivana Zeta Lancia w ogóle zrezygnowała z modernizacji, którą przeszły bliźniacze modele Fiata, Peugeota i Citroëna.
Produkcję Kappy zakończono w 2001r.
Dwa egzemplarze zostały skarosowane jako limuzyny z przedłużonym rozstawem osi, do użytku prezydenta Włoch. Istniały też opancerzone wersje Kappa Protecta, używane przez włoskie ministerstwa oraz Bank Centralny.
Foto: , Licencja CC
Na bazie Kappy stylistyczne studio Bertone stworzyło concept car nazwany Lancia Kayak, przypominający Gammę coupé i inne klasyczne Lancie. Samochód zbudowano w formie jeżdżącej, z seryjną mechaniką Kappy 3,0 i jej seryjnym wnętrzem, po czym pokazano na genewskim Salonie w 1995r. Produkcja seryjna nie nastąpiła.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
***
„Kupiłem Kappę” – powiedział mi przed kilkoma tygodniami Franek, mój dobry kolega i współorganizator zlotów Krakowskich Klasyków Nocą, który kilkakrotnie uczestniczył w moich blogowych przejażdżkach jako fotograf, a sam udostępniał Lancię Dedrę, Alfę-Romeo 166 i załatwiał kilka innych, ciekawych samochodów do testów. „Już obawiałem się, że to nigdy nie nastąpi, bo znaleźć akceptowalny egzemplarz bardzo trudno” – dodał. No ale wreszcie się udało: turbodoładowany sedan z 1995r., w kolorze rosso Coventry, nie wykazuje typowych bolączek modelu i całkiem ładnie wygląda. Nie ma ani ślady rdzy czy łuszczącego się lakieru, prawdopodobnie dzięki garażowaniu i niskiemu przebiegowi, wynoszącemu zaledwie 120 tys. km.
Nadwozie Kappy narysowane jest zgrabnie, klasycznie i elegancko, choć po topowym modelu z Italii można by spodziewać się więcej. Nie chodzi o żadne konkretne braki, ale o ogólny niedosyt, którego nie zostawiają np. Alfy-Romeo 156 i 166 (uprzedzając komentarze dodam, że zimowe koła Franek przełożył właśnie z przedstawianej tu kiedyś 166-tki, natomiast na lato przewidziane są inne).
Foto: praca własna
Kappa ma ciekawe proporcje. Rozstaw osi sedana wynosi 2.700 mm, czyli jak w BMW 3 i Mercedesie C, długość nadwozia – 4.687 mm – zbliża się do konkurentów Serii 5 i Klasy E (choć jej nie dorównuje), natomiast szerokość – 1.826 mm – niewiele ustępuje niemieckim modelom Serii 7 i Klasy S. Nietypowo wygląda też kombinacja niebieskich szyb atermicznych z bordowym lakierem.
Foto: praca własna
Reflektory i grill – wciąż jeszcze chromowany – wydają się nieco zbyt małe, choć bardziej adekwatne niż w przedliftingowej Alfie. Silnie opadająca maska przypomina nieco auta japońskie, ale całość, z kształtem atrapy na czele, nie pozwala pomylić się co do pochodzenia auta.
Foto: praca własna
Delikatnemu przodowi styliści przeciwstawili tył – masywny i mocno podniesiony. Nadwozie jest więc silnie klinowate, jak nakazywała moda Epoki Plastiku.
Foto: praca własna
Delikatne akcenty chromowane pozostawiono z każdej strony: z przodu jest to firmowy grill, z boku klamki, z tyłu poprzeczna listwa pod klapą bagażnika. Ładnie wyglądają tylne lampy – duże i klasycznego kształtu.
Foto: praca własna
O stylistyce trudno więcej powiedzieć, bo Kappa nie jest szczególnie charakterystyczna – stąd też moja metafora zimnej włoszki. Szkoda, bo status flagowej limuzyny włoskiego koncernu powinien do czegoś zobowiązywać (wiem, że było jeszcze Maserati Quattroporte, ale jego z różnych powodów nikt nigdy nie kupował). Lancia nie jest brzydka i jak najbardziej ma w sobie wdzięk, tyle że nie odwraca niczyich głów i nie wywołuje zachwytów. Franek uważa, że takie niewybijanie się z tłumu było świadomą strategią producenta, który po sprzedażowej klapie awangardowej Gammy postawił na klasykę graniczącą z nudą i… wygrał, bo Thema przekonała aż ponad szesnastokrotnie więcej klientów niż poprzedniczka. W przypadku Kappy nie było powodu, by podejmować kolejne ryzykowne eksperymenty, a że tym razem sprzedaż spadła o aż dwie trzecie, to już osobna historia.
Przyczyną porażki nie była na pewno ciasnota wnętrza: mimo sporych zwisów kabina okazuje się bardzo przestronna – zapewne dzięki dużej szerokości i przedniemu napędowi, który oddaje pasażerom sporo miejsca (środkowy tunel akurat tutaj występuje, tyle że nie jest wysoki). Status modelu podkreśla tapicerka z jasnej alcantary i srebrzyste nakładki na progi z logo Lancii.
Foto: praca własna
Gdybym wiedział, że Franek wozi skórzaną teczkę z epoki, z autentycznym logo Centertel (niestety bez stosownego telefonu w środku), na pewno ubrałbym się inaczej i pobawił w pana ministra. Na zdjęciu widać jednak wyraźnie, że pasażerowie tylnej kanapy jadą w prawdziwie ministerialnych warunkach.
Foto: praca własna
Ten egzemplarz nie ma historii ministerialnej: został przywieziony z północy Francji, stąd leżąca w kieszeni turystyczna mapa Belgii i Luksemburga. Drzwi wyglądają dobrze: spasowaniu i szparom dużo brakuje do poziomu japońskiego czy niemieckiego, ale design jest dobry, a co ważniejsze – z 30-letniej tapicerki nie odparowały żadne kluczowe składniki, co nagminnie zdarza się w Alfach. Tutaj zachował się wygląd wyjściowy – dosłownie i w przenośni.
Foto: praca własna
Bagażnik mieści dużo, bo 565 litrów. Nie ma niestety rozkładanej kanapy, ale Mercedesy też długo jej nie miały – kto chciał luksusową półciężarówkę, zawsze mógł kupić kombi. Seryjnie występuje natomiast otwór na długie przedmioty, da się więc przykładowo pojechać na narty bez dachowego bagażnika (tzn. dało się kiedyś – bo dziś policjanci np. w Austrii na to nie pozwalają, z uwagi na zagrożenie w razie wypadku).
Foto: praca własna
Wnętrze Kappy to temat szerszy od sylwetki nadwozia. Design jest prosty, ale niesztampowy. Ciekawie prezentuje się zwłaszcza wyprofilowane wgłębienie wokół poduszki powietrznej pasażera i zaakcentowana konsola środkowa, wyłożona plastikowym „ekodrewnem” (wspaniała nazwa – sugerująca, że produkt ropopochodny jest bardziej „eko” od odnawialnego materiału organicznego). Szerokość nadwozia czuć i tutaj – pasażer siedzi naprawdę daleko od kierowcy.
Foto: praca własna
W poprzednim stuleciu airbagi mocno ograniczały pojemność schowków (w moim Mercedesie SLu schowka wręcz nie ma wcale!!). Włosi schowali tam za to przycisk otwierający bagażnik – ponoć po to, by zamykając schowek kluczykiem uniemożliwić też dostęp do bagażnika, np. na parkingach z obsługą podstawiającą samochód pod nos. Niestety na co dzień jest to dość uciążliwe.
Foto: praca własna
Fotele są bardzo wygodne, a kokpit wygląda przyjemnie. Kierowca czuje się prawie tak samo dobrze, jak w Alfie-Romeo – przeszkadzać może tylko odrobinę zbyt pochylona kolumna kierownicy (zapewne dałoby się znaleźć jej lepsze położenie, ale w nie swoich samochodach staram się minimalizować mieszanie ustawieniami). Stan wnętrza – w tym kierownicy i pedałów – uwiarygadnia stan licznika (120 tys. km). To prawda, że konkurenci potrafią wyglądać lepiej po trzykrotności tego przebiegu, jednak do czerniejących i lepkich tworzyw z Alfy 166 nie ma żadnego porównania.
Foto: praca własna
Tu można lepiej ocenić stan wnętrza i jakość jego montażu. Ja tylko powtórzę, że młodsza przecież Alfa wyglądała znacznie gorzej.
Foto: praca własna
Wskaźniki „duże” są raczej dość małe, choć nie przeszkadza to w czytelności (nie ma niestety niebieskich tarcz ani żadnego znaczka firmowego, poza tym na kierownicy). Ciekawym wyborem jest woltomierz zamiast wskaźnika ciśnienia oleju: już przy okazji testu Dedry śmialiśmy się z Frankiem, że włoscy konstruktorzy musieli bardziej ufać swoim silnikom niż elektryce.
Foto: praca własna
Właśnie, Dedra: do dziś pamiętam, że jej wnętrze pozytywnie mnie zaskoczyło, bo wbrew oczekiwaniom naprawdę wyglądało jak premium. Miało mnóstwo wskaźników i kontrolek, bajerancki check-panel, konsolę zwróconą w stronę kierowcy, a nawet AUTENTYCZNE DREWNO !! (pewnie nie dość ekologiczne, dlatego potem zastąpione plastikiem). Kappa jest nawet fajniejsza, ale ją wszyscy zestawiają z niemieckimi królami segmentu E, a na tym tle ona niestety odstaje. W niej nic nie jest nie tak, ale po włoskim flagowcu, aspirującym do klasy wyższej, spodziewałbym się mocniejszych wrażeń estetycznych. Co zresztą producent chyba zauważył, bo jako następcę przygotował prawdziwie odlotową Thesis. A że i to nie pomogło mu w niczym – nad czym, jak już pisałem, bardzo ubolewam – to całkiem osobna historia.
***
Na drodze Lancia staje na wysokości zadania: prowadzi się łatwo i przyjemnie, nie angażując kierowcy w żadne niepotrzebne czynności (w tym względzie szkoda, że nie ma automatycznej skrzyni, ale do wersji turbo jej nie oferowano). Przestrzeni jest pod dostatkiem, kierownica – pomijając jej pochylenie – dobrze leży w ręce i pracuje nadzwyczaj lekko, przy każdej prędkości. Czy to manewry na parkingu, czy autostradowy łuk albo kręta wiejska droga – kierunek nadajemy autu bezwysiłkowo. Może przełożenie mogłoby być bardziej bezpośrednie, ale kierowcom o takich potrzebach Fiat oferował Alfę-Romeo.
Aktywnego zawieszenia SCS u Franka nie ma, jednak podwozie w każdych warunkach zachowuje się właściwie. Wyboje wygładza znakomicie, w zakrętach trzyma dostatecznie (tzn. trzyma tak, jak można się spodziewać po komfortowym sedanie z XX wieku, bo to jeszcze nie jest epoka współczesnej Giulii), do tego relaksuje pasażerów, jak przystało na limuzynę ministrów. W ogóle przy tym nie stuka ani nie puka, co u 30-letniej włoszki jest nieoczywistą zaletą.
Zaletą jest też wyposażenie – brakuje tylko elektryki foteli, ksenonów, wspomnianej regulacji twardości zawieszenia i spryskiwaczy reflektorów. Jest za to automatyczna klimatyzacja, cztery elektryczne podnośniki szyb (atermicznych, zwanych Solextra) i świetne siedzenia z alcantary. Na uwagę zasługuje komputer pokładowy Infocenter, podający różnorakie komunikaty.
Po przekręceniu kluczyka podaje na przykład markę samochodu – gdyby ktoś zapomniał 🙂
Foto: praca własna
Chwilę później ostrzega o możliwości wystąpienia gołoledzi, bo mamy grudzień i temperaturę ledwie ponad zero. Na żądanie wyrażone przyciskiem CHECK potrafi też przeprowadzić test systemów i poziomu płynów.
Foto: praca własna
Gdy nic nie wymaga bliższej uwagi, wyświetlacz pokazuje np. informacje klimatyczne…
Foto: praca własna
…a po włączeniu świateł mijania zmienia swój kolor z bursztynowego na zielony. Po krótkim okresie przyzwyczajenia działa to jak skuteczna przypominajka o pstryknięciu wyłącznika, bo świateł automatycznych w epoce Kappy nie znano.
Foto: praca własna
OJOJOJOJOJ…!! Czyżby koniec przejażdżki…?!?! Na szczęście nie.
Foto: praca własna
W tym wypadku złowieszczy komunikat oznacza na szczęście wyłącznie tyle, że do wymiany nadaje się termostat, a ponieważ – powtórzę po raz trzeci – mamy grudzień, to wiecie już, czemu nazwałem to auto zimną włoszką.
Wyższej temperatury silnik aktualnie nie złapie. Chyba że na dłużej staniemy w korku – tyle że potem, po rozpędzeniu, wskazówka z powrotem opadnie, a spadek temperatury w czasie jazdy komputer rozpoznaje jako błąd.
Foto: praca własna
W trosce o smarowanie silnika i turbiny nie chciałem wykorzystywać pełni możliwości silnika, więc tego aspektu nie ocenię. Napiszę natomiast, że uturbiona dwulitrówka Lancii zachowuje się jak typowy uturbiony silnik z tamtych lat, tzn. jest mocna i elastyczna, z szerokim zakresem użytecznych obrotów, ale na gaz reaguje z minimalnym opóźnieniem. Traktowana delikatnie – bez przekraczania 3.500 obrotów i połowy skoku prawego pedału – rozpędza nielekką przecież limuzynę bardzo żwawo i płynnie. Pracuje przy tym cicho, bez drapieżnego warczenia ani świstu turbiny, co dokłada się do ogólnego odprężenia jadących. Na plus trzeba zaliczyć zmianę biegów: jak na swe włoskie pochodzenie skrzynia pracuje dość precyzyjnie i sztywno, nie zmuszając do szukania poszczególnych przełożeń. Na piątce 100 km/h odpowiada 2.500 obrotów.
Silnik 2,0 turbo z Kappy miał pod swą maską przedstawiany tu niegdyś Fiat Croma. Na ile pamiętam, był znacznie bardziej narowisty i głośniejszy, ale tutaj zamontowała go fabryka, wraz z wyciszeniem przystającym do dostojnej limuzyny. Moc wynosi 205 KM przy 5.600 obrotów, moment obrotowy – 298 Nm przy 2.750, podczas gdy V6 osiąga 204 KM przy 6.300 i 270 Nm przy 4.500.
Foto: praca własna
***
Zgodnie z oczekiwaniami Lancia Kappa okazała się bardzo przyjemnym i relaksującym wozidłem dyrektorskim. Pozostawiającym wprawdzie pewien niedosyt, zwłaszcza estetyczny (co Włosi usiłowali nadrobić u następcy), ale ogólnie ładnym, przestronnym i komfortowym, dobrze wyposażonym i aż nadto mocnym (w wersji turbo). Jeśli chodzi o eksploatację – kierowcy UOPu i liczni taksówkarze potwierdzą, że kilkaset tysięcy miejskich kilometrów nie było dla Kappy problemem, jednak po trzydziestu latach od premiery znaleźć zadbany egzemplarz jest już bardzo trudno. Ten przedstawiany – niskoprzebiegowy i garażowany – należy właśnie do takich rarytasów: warstwa klaru na metalizowanym lakierze pozostała nienaruszona, plastiki nie rozpuszczają się i nie kleją do palców, na wyświetlaczach świecą wszystkie piksele, stacyjka odbija, migacze gasną po wyprostowaniu kierownicy, a podłokietniki się nie pourywały. Te między innymi punkty obejmuje check-lista typowych problemów Kappy, przez którą Franek prawie już stracił nadzieję na dopisanie tego modelu do swego bogatego automobilowego CV.
Tak zwany rynek pierwotny miał swego czasu inne ambicje, więc nie uznał Lancii za godną alternatywę dla limuzyn niemieckich. Miał ku temu powody, bo ten samochód, mimo że całkiem udany, opadu szczęki nie wywołuje. Do dziś pozostaje jednak ciekawą, niszową propozycją dla pasjonatów, którzy – jak mawia Franek – od Passata wolą passatę.

Foto tytułowe i końcowe: praca własna
Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Ciekawe jest zagadnienie wnętrz w włoskich pojazdach. Mój kolega ma Alfę GTV 82′ 2.0 z nigdy nie ruszanym wnętrzem i jest ono świetnej jakości, nic nie stuka, nie odpada, deska nie popękana a fotele wyglądają rewelacyjnie. Tak samo w Alfie 164 znajomego czy oglądanej kiedyś Lanci Themie z 92′. Z drugiej strony klejące się guziki w 166, odłażące od słońca wnętrze w multipli, wiszące podsufitki w Alfach 75 czy wnętrze w Grande Punto które wycierało się okropnie.
Jakość zamiast rosnąć i wytrzymywać więcej (BMW, w którym notorycznie w starszych modelach pękała deska od E39 już dość mocno zwalczyło temat) mam wrażenie spadała.
Sama Kappa to w sumie też ciekawe auto, jeszcze mocno mechaniczne, z super silnikami a jednocześnie zawieszeniem i układem jezdnym trochę nie przystającym do aspiracji. Chociaż taką kombi z 5 cylindrami to bym się zainteresował 😉
Z biegiem lat u Włochów widać coraz więcej oszczędności. Koszty działalności w Europie rosną lawinowo od lat 90tych, a klienci n8gdy nie chcieli płacić milionów za włoskie auta (sprawdzić, czy nie supersportowce z Modeny). Gdzieś więc trzeba było różnicę znaleźć.
Zastanawiam się jak takie „oszczędności” przekładają się na koszt wytworzenia pojedynczego egzemplarza i czy jakikolwiek klient kiedykolwiek by powiedział „fajnie, że nie ma zabezpieczenia antykorozyjnego, a wnętrze się zbiodegraduje po 8 latach, ale za to zapłaciłem 635,75 euro mniej za swój egzemplarz”. O utracie renomy firmy nie wspominam.
Zależy o którym właścicielu mówimy. Alfy i Lancie zaczęły się nieładnie starzeć dopiero 20 lat po wyprodukowaniu, a opinii właściceli 20-latków nikt pod uwagę nie bierze. Zwłaszcza jeśli nie spina się plan sprzedaży na bieżący kwartał.
Zabezpieczenie antykorozyjne? Giuseppe, finito, pausa caffè, siesta. Tak to z pewnością wyglądało na etapie projektowania włoskich samochodów.:)
Kappa akurat była dwustronnie cynkowana – aż do momentu, gdy wziął się za nią blacharz
Giulia też ma słabe zabezpieczenie antykorozyjne czy piszecie o włoszczyźnie z przełomu wieków?
Cytuję Szczepana:
„To nie jest akurat egzemplarz ministerialny, a dyplomatyczny, zapewne z włoskiej ambasady w Warszawie”
Szczepanie, Lancia ma tablice WE 075
075 to oznaczenie placówki dyplomatycznej Albanii.
To bardzo ciekawe, co mówisz, bo flaga na błotniku jest ewidentnie włoska? Skąd może brać się taki dysonans?
Źródło: Wikipedia Tablice rejestracyjne w Polsce, zakładka „Inne typy tablic”
Nie 075, a 07 501.
07 to rzeczywiście Włochy, a 500-501 to oznaczenie pojazdów szefa misji, czyli ktoś złapał ambasadorowóz. 🙂
Włochy są 007, kodu 07 jako takiego nie ma.
Miałbyś rację, gdyby to były tablice wydane wg reguł stosowanych od 2000 r. (ale wtedy zamiast „WA” byłoby samo „W”, poza tym analogiczny wóz albańskiego ambasadora miałby nr „WA 75 501”, bo zabrakłoby jednej cyfry określającej przeznaczenie – one akurat zawsze były trzycyfrowe). Czyli 1976-2000: WA i 5 cyfr; 2000-dziś: W i 6 cyfr. Poza tym co to byłby za absurd, że albański wóz dyplomatyczny ma flagę Włoch? xD
I jeszcze absurd do kwadratu: Albańczycy w Lancii (co to, Mercedesów już na świecie zabrakło?). xD xD xD
Podsumowując, ponieważ te tablice są z lat 1976-2000, rację mam ja.
Nie spodziewałem się, że najwięcej emocji wywoła przynależność narodowa Lancii ze zdjęcia CC 🙂 Ale jeszcze bardziej urzekło mnie to, że za koronny dowód potraktowałeś to, że Albańczycy nie mogliby nie wybrać Mercedesa 😉
nie wiem gdzie trafi komentarz. ALE. Raz włoskie chorągiewki kończą temat. Dwa – no Albania to by musiał być Mercedes, nie ma przebacz, nawet W123 albo W124, nie ma W OGOLE innej opcji (duże lutery zamierzone)
Doskonały przykład auta zdecydowanie lepszego niż powszechna opinia o nim. Jeszcze kilka lat temu można było na prawdę ładny egzemplarz kupić za parę złociszy.
Co do turbiny – generalnie nie powinno być jej słychać, jak wyraźnie gwiżdże to zwykle świadczy to o utracie wyważenia wirnika albo przez uszkodzenie mechaniczne albo poprzez zanieczyszczenie olejem.
…albo o dziurze w dolocie
Z pokorą przyjmuję do wiadomości, że Lancia należy jednak do placówki dyplomatycznej Włoch. Nie zauważyłem tej flagi, więc posypuję głowę popiołem.
Fakt istnienia na prawym błotniku włoskiej flagi w zasadzie zamyka dyskusję.
Dziękuję za wspólną i kulturalną wymianę zdań.
Można nie ma w tym samochodzie nic szczególnego, ale jakoś zawsze mi się podobały i wciąż jeszcze da się chyba kupić dobry egzemplarz za ułamek ceny dużo bardziej sztampowego W124. Za 30 lat będą to takie unikaty, jak dzisiaj dawne ministerialne Humbery Super Snipe.
Franek znalazł ładny egzemplarz za nieduże pieniądze, ale – tak jak pisałem – szukając Kappy stracił już nadzieję, że ją znajdzie 🙂
„nieduże pieniądze” to pojęcie bardzo względne….
Może nie jest to Mercedes ani BMW ale czym ustępuje Audi? Może jakość wnętrza lecz tylko wizualna a nie mechaniczna. Ech, niby człowiek ma swobodę chodzenia własnymu ścieżkami, owczym pędem gardzi ale wpływu na przeszłość przed ziemskim żywotem nie ma. I tak ma Audi zamiast Lancii i więcej socjalizmu zamiast kapitalizmu.
*może jakości wnętrza ale tylko pod względem mechanicznym a nie wizualnym.
Wpływ na los Lancii mieli oczywiście klienci. Zastanawiam się, w czym Kappa i Thesis były gorsze od Themy, że sprzedawały się tak słabo (zwłaszcza Thesis), podczas gdy Thema całkiem nieźle? Trzeba by oczywiście ceny zbadać: w Niemczech Kappa kosztowała od około 45 tys. DM, E-Klasa przynajmniej 10 tys. drożej przy niższej mocy, ale były też przecież inne kraje.
Myślę, że wizyta w salonie mogła być wystarczającym powodem…
Salony Fiata słynęły z jakości obsługi na poziomie PRLowskiego polmozbytu.
10 lat temu różnica w jakości obsługi między Fiatem a Skodą to nie była nawet przepaść a Rów Mariański oglądany ze szczytu Czomolungmy, a oglądałem Fabię i Rapida.
Z przebłysków pamięci mam jeszcze Auto Świat i test jakości infolinii z czasów Thesis, gdzie oczywiście Lancia była najgorsza (można podważać, że to niemiecka gazeta i niemiecki marketing, no ale marketing to podstawa biznesu, i u Fiata z tego co pamiętam z tym było marnie).
No i jeszcze kwestia opini o produkcie na rynku samochodów używanych – te ćwierć wieku temu w testach podawano przewidywana utratę wartości, od pewnego momentu to się bezpośrednio przekłada na ratę leasingu.
Więc albo Agnellim za bardzo weszła pozycja monopolisty albo już 30 lat temu wiedzieli że motoryzacja nie ma przyszłości i nie warto w nią inwestować.
Obsługi w salonach niestety nie jestem w stanie porównać, za to jestem ciekaw, czy to było zjawisko ogólnoeuropejskie, czy może tylko polskie, wynikjące np. ze starych nawyków FSMowskich, których nie kwapiono się wykorzenić?
Co do jakości – telewizyjny magazyn „Auto” Kappę akurat chwalił (można znaleźć klip na YT). Patrząc na egzemplarz Franka widzę, że nie ma startu do Mercedesa, ale jako nowa na pewno mogła się podobać. Z tym że nasz rynek był oczywiście marginalny w skali Europy i specyficzny w swym upodobaniu do aut niemieckich (które zresztą sam wyjaśniałem w artykule o Trzech Królach).
Być może ludzie przenosili na Lancie opinie o awaryjności i nietrwałości Fiatów, bo w latach 90-tych Fiaty były faktycznie nieszczególne. Lancie sprawiały się znacznie lepiej, tylko zapewne niewielu mogo się o tym przekonać.
A nie wiążesz tego z Unią Europejską? 1 stycznia 1993 r. wszedł w życie Traktat z Maastricht ustanawiający Unię Europejską, a otwarcie rynku najczęściej faworyzuje najmocniejszych graczy i najsilniejsze gospodarki, a taką była gospodarka niemiecka. Jeżeli uznamy przemysł motoryzacyjny za emanację siły gospodarczej państwa, to od czasu powstania EU mamy w Europie taką prawidłowość, że najsłabiej radzą sobie marki narodowe państw o najsłabszych gospodarkach (Włochy, UK, Szwecja), przeciętnie „średniaków” (Francja), a najlepiej niemieckie.
W UK branża padła z zupełnie innych powodów i na długo przed 1993r. Szwedzi mieli dwie malutkie firmy – one nie miały możliwości przetrwać w czasach coraz większej złożoności produktów i lawinowo rosnących kosztach opracowaia. Szkoda, że o Volvo nie zadbał lepiej Ford (podobnie jak o Jaguara i całą Premier Automotve Group), bo to jakaś szansa była. VAG potrafił kilka luksusowych marek rozwinąć, Ford nie stety nie, choć wcale słabszy nie był. A Fiat jeszcze w latach 70-tych też Volkswagena wyprzedzał – dopiero potem zaczął się zjazd.
Na driven to write ktoś opisywał swoje doświadczenia z Alfą Giulią. Zadzwonił się umówić na jazdę próbną, na miejscu okazało się, że Giuli nie ma i w sumie nie wiadomo gdzie i kiedy będzie…
Jaką opinię miały używki na przełomie wieków nawet nie wiem gdzie szukać, pamięć i stare odcinki TopGear raczej są zgodne, że „włoszczyzna” się na rynku wtórnym specjalnym szacunkiem nie cieszyła…
Szczerze mówiąc nie pamiętam czy Fiat próbował kiedyś na poważnie zmienić swój odbiór wśród ogółu, Koreańczycy w pewnym momencie oferowali gwarancje znacznie dłuższe niż reszta (7 lat pierwszego Ceeda kiedy to reszta oferowała 2, gora 3 lata), Toyota się chwali rankingami, Fiat poszedł na dno i nawet już nie robi bul bul…
Nie wiem jak się zmieniały w Europie przepisy podatkowe, w każdym razie od jakiegoś czasu leasing jest opłacalny, a raty leasingu potrafią się rozjeżdżać z cenami katalogowymi, jakieś 4-5 lat temu znajomemu VW wyszedł taniej niż tańsze samochody, słyszałem też, że rata za Audi potrafi być niższa niż za Renault… wszystko ze względu na utratę wartości. Także we współczesnym świecie każdy, kto jest 2 czy 3 właścicielem Mercedesa przykłada swój portfel do zaniku motoryzacyjnej różnorodności 😉
Że od lat 90-tych Fiat był na równi pochyłej, to pełna zgoda i że niewiele z tym robił – również.
Japończycy i Koreańczycy mocno się promowali, ale też po prostu robili dobrą robotę. Natomiast Niemcy, co ciekawe, zaczęli totalnie dominować dokłądnie wtedy, kiedy jakość poleciała im na łeb na szyję. No ale o tym już dyskutowaliśmy 🙂
PS Następnych Mercedesów raczej już nie będę kupował, bo kompletnie nie widzę w tej stajni następcy mojego W204. Ale jego chciałem dłużej przytrzymać, bo jest rewelacyjny, w ogóle nie woła jeść, a do tego po wybuchu wojny na Ukrainie zainwestowałem nieopatrznie w LPG, a to już w ogóle jest nokaut 🙂
@SzK, a nad W213 się zastanawiałeś? Według mnie najładniejszy z gamy dzisiaj. No, ale fakt, że W204 to mega styl i też raczej wolałbym na Twoim miejscu zainwestować w kolejnego klasyka niż naszpikowanego technologią nowego Merca.
Klientów mam na myśli. Uznał, że jednak da szansę czemuś innemu niż Mercedes lub BMW ale wybrał i tak Audi. W komentarzach była mowa o trwałości używanych egzemplarzy ale w czasach nowości to jeszcze nie mieli takiej renomy i ktoś uznał, że weźmie sobie takie siermiężne Audi (ani to elegancji Mercedesa, ani dynamiki BMW) bo ma trochę lepsze spasowanie. Marketing?
Akurat ja uważam że Audi z jakością stało lepiej od BMW – wszystkie modele od późnego Cygara, przez legendarne B3/B4, setki i A6 są zbudowane jak czołgi, całe wyposażenie na ogół działa, a blacha się trzyma (jak zwykle – do pierwszego poważnego dzwona). Tymczasem w starszych BMW zdarza się korozja, elektronika nie zawsze działa poprawnie (np. sterowanie nawiewem, centralny zamek). Pomijam ze Audi nie bylo e takim stopniu niszczone przez młodzież świrującą po wiejskich zakrętach.
Ja z kolei mam porównanie Audi (100 C3) kontra MB (W201). Wiadomo, że to różne kalibry, ale spokojnie można porównać jakość wykończenia itp.
190 była nienajgorsza, jeśli chodzi o wnętrze, jednak od 100 BARDZO odstawała. Łamiące się albo ciężko działające kratki nawiewów były na porządku dziennym, a w C3 wszystkie są jak nowe. To samo z drewnianymi elementami. O korozji w ogóle wolę nie wspominać. 😉
Właściwie jedyne, w czym Mercedes wygrywa, to zagłówki – są niebiańsko miękkie (chciałbym mieć w domu takie poduszki!), a w Audi ordynarne, twarde „ramki”. Cała reszta fotela przednionapędowca bije 190 na głowę.
W przypadku aut 35- czy 40-letnich na stan zachowania wpływa mnóstwo czynników innych niż praca fabryki 🙂 ogólnie zgadzam się, że Audi pod koniec stulecia osiągnęło świetną jakość wykonania, ale to dopiero w późnych latach 90tych. Wcześniej raczej nie uważało się Audi na jakąś ścisłą elitę, poza świetnym zabezpieczeniem antykorozyjnym.
w przypadku Fiatowatych 35 latków to stan zachowania odzwierciedla raczej zamiłowanie właściciela do migomatu 🙂
Kappa Franka jest nienaruszona – do 35 lat jej jeszcze brakuje 6, ale fabryczny klar się nawet nie złuszczył
to tylko pozazdrościć 🙂 czyli jak się chce, to można, dobre cynkowanie nawet dla Fiata nie jest wiedzą tajemną
120tkm i garażowanie, do tego pewnie dbałość właściciela (zapewne unikanie soli, regularny wosk, itp). Auto jeździło w Dunkierce, tam jest raczej wilgotno, ale zimy łagodne.
hehe nie chcę się czepiać, ale w artykule piszesz Szczepanie, że ocynkowana obustronnie, to na dobrą sprawę wcale nie trzeba by o to dbać i zgnić nie powinno, takie Audi 80 jeżdżą tu na wschodzie jeszcze setkami mimo że mało kto o to dba a i tak nie gniją jeśli nie były rozbite i spawane, także to że ta Lancia nie jest zgnita bo była dbana i w sprzyjającym klimacie żyła to tak słabo o tym ocynku świadczy, to ja bym powiedział że to taki Oplowski ocynk, to i tak dużo daje, bo gnije tylko tam gdzie ewidentnie stoi błoto ciągle mokre (nadkola progi) a już 5cm dalej jest zdrowa blacha jak się to wytnie, czego nie można powiedzieć o jakiś Dużych Fiatach, C15stkach itp, co gnije po prostu wszędzie i nawet nie bardzo jest do czego spawać, no ale jednak chciał bym żeby taka Asterka nie gniła wcale tak jak 80tka…
Benny, oprócz ocynku to myślę, że sporoą rolę grają także inne detale, jak ukształtowanie, odprowadzenie wody itp.
Po za tym ocynk może się zużyć, zależy czy w ukladzie bedzie to anoda czy katoda – haslo szereg galwaniczny.
@D. Oczywiście to dowcip.
Pamiętam jak lata temu o Kappie napisał red. Ambrozik w APG: świetnie zabezpieczone antykorozyjnie, podwójnie ocynkowane blachy. W moim blisko 18 letnim Bravo po 6 sezonach jazdy po polskiej soli miałem trochę powierzchownej korozji na elementach zawieszenia i tylnej belce. Trzy lata temu zabezpieczyłem, zakonserwowano i jest ok. W zeszłym miesiącu pojechałem 500L żony na przegląd rejestracyjny i wszedłem wraz z diagnostą do kanału (co roku tak robię). Zdziwił się ile wosku i mastyk było na podwoziu. Póki co wszystko super zdrowe, ani śladu nalotu korozyjnego.Nadmienię że nie jestem specjalnym fanem włoskich aut ani właściwie żadnej narodowości aut. Jeśli coś jest dobrze zrobione to pochwalę, jeśli kiepsko to zganię.
Włoszczyzna włoszczyźnie nierówna, nawet w obrębie jednej marki. Wystarczy przypomnieć sobie stare Fiaty Punto I/II które po jakimś czasie potrafiły mieć w podwoziu dziury wielkości ludzkiej głowy. Seicento/Panda też bywają zgniłkami. Nie wspominając o modelach brazylijskich typu Siena/Palio. Podobnie zresztą Alfa Romeo – 156 rdzewieje przeokrutnie, a 166 już niekoniecznie. Fakt faktem, jeśli te rynkiem zbytu tych modeli są głównie Włochy, to skąpe zabezpieczenie nie dziwi, wszak mają tam w dużej mierze lekkie życie. Nie wiem jak jest z Lancią. Mój komentarz był oczywiście żartem, ale mam wrażenie, że u włoskich producentów na etapie projektowania taka sytuacja mogła mieć czasami miejsce. 🙂
Słyszałem też kiedyś teorię, że Fiaty były cynkowane, ale tylko panele zewnętrzne, bez uwzględnienia podwozia, chyba w Tipo tak było?
ja bym wysnuł teorię, że Fiaty były cynkowane losowo, tzn jak się tam komuś chciało, nie zapił, nie zaspał i w ogóle miał chęć to dopilnował procesu technologicznego, a jak się nie chciało to nie, zupełnie jak u nas za komuny z całą produkcją
i do dzisiejszych czasów przeżyły te, którym się udało że się komuś chciało, reszta zgniła i już dawno została przetopiona
Mój sąsiad jeździł takimi przez długie, długie lata, miał chyba dwie – ciemnozieloną i granatową, już nie pamiętam w jakiej kolejności. Pozbył się jej może pięć lat temu, na rzecz Volvo S80. Zapamiętałem te auta jako dość ładne, ale mimo wszystko stwarzające wrażenie trochę przerośniętego i bardziej pochromowanego Fiata Tipo mojego dziadka. Nie zdziwiłbym się, gdyby oba auta narysowali ci sami projektanci. W mojej ówczesnej, dziecięcej ocenie, nie był to konkurent „okulara” mojego wuja, prędzej Rovera 620, który czasem parkował niedaleko. Pamiętam też łuszczący się lakier na masce i błotnikach – strzelam, że sąsiad sprowadził Lancię z południa – i jego przechwały, że mu nie rdzewieje. Tyle z wspomnień własnych, z czasu kiedy były to auta najwyżej kilkuletnie i ja byłem najwyżej kilkuletni.
Z dzisiejszej perspektywy – ostatnia Lancia którą spotykało się w ilościach większych niż homeopatyczne. Przód robi wrażenie pochodzącego od auta o rozmiar mniejszego. Trwale wpisana w krajobraz Polski przełomu tysiącleci; stawiam dolary przeciwko orzechom, że gdyby spytać Polaków pamiętających tamten czas z czym kojarzy im się marka Lancia, to 9/10 odpowiedziałoby, że z limuzyną rządową. W ogóle, czy ktoś może pamięta, jak to się właściwie stało, że Kappa stała się na długie lata podstawowym pojazdem BORu?
Każda decyzja polityczna jest z definicji polityczna. Polityk zakupy robi wyłącznie u tzw krewnych i przyjaciół królika. W latach 90tych z całej branży najbliżej władzy był Fiat, więc rząd jeździł Lanciami.
Jak już wspomniał SzK, była to propozycja ze strony Fiata, z gatunku tych nie do odrzucenia 🙂
A Kappa nie była pierwszą włoską limuzyną w służbie naszych władz – rozmowy odnośnie dostarczenia pewnej ilości Lancii Themy dla potrzeb polskiego rządu trwały już w schyłkowym PRL, ale z przyczyn wiadomych nie doszło to do skutku. Natomiast już po upadku PRL, aż do połowy lat 90. Thema była podstawowym samochodem w kręgach rządowych – w pobliżu takich samochodów mają zdjęcia np. Wałęsa, czy np. jeszcze nie będący prezydentem Kwaśniewski. W rządowej Themie zginął w 1991 prezes NIK, co niektórzy (nie bez podstaw) łączą z badaną podówczas przez NIK tzw. aferą FOZZ.
@Franek, a pierwsze Themy nie przyszły w 1988? Było całkiem sporo Them, część z BORu trafiała do „niższych” urzędów , a nawet do samorządów.
A macie jakieś artykuły o tej propozycji nie do odrzucenia ze strony Fiata co do wyposażenia polskiego rządu w Lancie?
@PstrykEJ9
Trzeba by poszukać w archiwach prasowych, dwóch rzeczy:
– kontraktu z Fiatem
– informacji o nowych samochodach dla polskiego rządu.
Coś kiedyś czytałem tylko nie umiem tego obecnie odszukać: że kontrakt był gotowy już w 1988, ale ze względów politycznych nie przeszło.
Ale rok później, myślę że bez problemu, bo system się już walił i palił.
Dla przykładu W filmie „Nocna zmiana” występuje np. nowiutka Lancia Thema z tablicami z 1989, więc pojedyncze sztuki takiego wozu już były. Oczywiście film pochodzi już z lat 90.
Pierwsi sekretarze w latach 80. już jeździli zachodnimi furami (Volvo 760, Peugeot 604) ale wszyscy na niższych szczeblach to wątpię.
niby fajna ta Lancia, ale jakoś bym i tak nie kupił, nie pociągająca niestety
a zimna to szczególnie taka z tym 2l silnikiem R5, bo one to się zacierać lubią, kolega kupił kiedyś taką Maree 2.0 R5, to się cieszył tak ze 100km „ale to idzie”, niestety do domu miał ze 150km więc dalsze 50 przejechał na holu, bo silnik stanął dęba (o dziwo korbowód się nie urwał, ale panewka korbowodowa stanęła na amen)
teraz jeździ Stilem 2.4 R5 na taryfie (to w zasadzie ten sam silnik) i wymienia panewki co 20tyś „profilaktycznie” no i puki co jeździ 😉
a ten 2.0 R4 turbo to mi bardzo jak ten słynny 2.0 DOHC z Mirafiori wygląda, ciekawe czy to jest na tym samym bloku zrobione, jak tak to by to można było do DFa/Pomyloneza zamontować łatwo hehe 🙂 oczywiście była by to przeróbka totalnie bez sensu „da się, tylko co z tego że będzie lepiej przyśpieszał, skoro hamulce, zawieszenie, układ kierowniczy dalej jest z poloneza, przy pierwszym zakręcie wylądujesz na drzewie” 😉
https://www.youtube.com/watch?v=SDqjWhAKYgQ
Wygląda podobnie i nie jest to przypaadek.. 🙂 bo to jest ta sama rodzina – Lampredi DOHC, tylko że w swojej ostatecznej formie, z głowicą czterozaworową. Kappa miała tylko ten jeden silnik z tej rodziny, ale np. Thema miała zarówno stare 8V jak i 16V, z turbo i bez turbo.
Jedyna trudność we włożeniu go do aut pokroju Poloneza, czyli z ustawieniem wzdłużnym, polega na tym że kolektory wypadają na odwrót – wydechowy jest tam, gdzie w Polonezie ssący, więc trzeba wszystko od nowa rzeźbić. Ale jak już ktoś robi taki projekt, to to drobnostka 🙂
czyli miałem dobre przeczucie 🙂 a kręcą się w tą samą stronę?
@benny_pl
Kręcą sie w tą samą stronę, tylko głowica się zmieniła. Starsza wersja tego silnika miała głowicę na odwrót, przez co np. w Lancii Delcie 1 generacji dolot był z przodu – stary silnik, ale poprzecznie umieszczony i napędzający przednie koła, Potem to zmienili, bo już nie było aut tylnonapędowych w ofercie (druga połowa lat 80.)
W Niemczech Lancia chyba nigdy nie była zbyt popularna. Ale przykład – spójrzmy na taką Gammę. Na tle niemieckich, dość prymitywnych wozów, był to chyba dość przekombinowany model. Może przez taki wizerunek sprzedaż nie była szczególnie wysoka?
A, i warto dodać, że pomimo wielkiej nieobecności Fiatów, Lancii czy Alfy Romeo na naszych jak i zachodnich drogach, we Włoszech zdecydowana większość pojazdów na drogach to właśnie one. Musa czy Ypsilon są tam na każdym kroku. 🙂
W Tychach widuje sporo Ypsilonow tych jezdzących na kołach, a nie na transportach kolejowych.
Jeden z najbardziej nijakich i bezpłciowych wozów jakimi dano mi jeździć, nigdy nie rozumiałem zachwytu nad tym autem spowodowanego chyba tylko faktem, iz były to kiedyś auta rządowe.
Mój 1 kontakt z kappą miałem prawie 10 lat temu, kiedy to moja znajoma tuż po zdaniu prawka dostała kappe coupe po mamie. Było to bordowe 2,4 z jakimś 160tys km przebiegu w manualu, jak każde przednionapędowe coupe wóz ten był makabrycznie nudny. Ale na bezrybiu i rak ryba, a znajoma była najstarsza z naszej paczki, wiec był to przez rok dwa nasz jedyny samochód. Samochód, który już przy tym dość niewielkim przebiegu i wieku, bo nie miał wtedy nawet 20 lat uchodził w naszych oczach za gruza. Głownie z powodu ciągłych głupich awarii i sposobu w jaki się de facto rozpadał. Środek tego auta po prostu dezintegrował sie w czasie rzeczywistym, pękające plastiki, ta paskudna drewniana konsola, której drewno wyglądało gorzej niż w vectrze b…mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Był po prostu ohydny i mówimy tu o wozie o przebiegu 160k, mechanicznie lepiej nie było, auto się dość często psuło a nasza nastoletnia fantazja w tym nie pomagała. Wóz skończył żywot z maską pomalowaną czarnym sprayem, przegrzany na parkingu, gdzie kręciliśmy bączki w zimie, na 2 dzień zatargałem go swoją sierrą na lokalny złom.
Ogólnie coupeta ma jakiś problem z proporcjami, ciężko mi wskazać palcem gdzie…ale linia jej jest jakaś koślawa.
Moje drugie spotkanie z kappą nastąpiło, gdy zacząłem dorabiać w wakacje na wykończeniówce i majster z uporem maniaka kupował i zajeżdżał kolejne kappy kombi. Dlaczego właśnie je ? Dlatego, iż kombi jest de facto fabryczną konwersją z sedana, ( ta listwa u góry zasłania fabryczną rzeźbę ) co za tym idzie bagażnik może nie jest duży, ale ma podwójne dno i dużo schowków. Schowki te przydają sie do chowania przed ciekawskimi oczami wiertarek, wkrętarek itd. Tu podobnie jak w przypadku wyżej opisanej coupety, środek był połamany na każdy możliwy sposób. Jednak 2,4 diesel był na tyle niezawodny i odporny na katorgę, ze wytrzymywał i mimo kulania odpalał i jechał dalej.
Zawsze w przypadku lancii i innych włoskich aut pojawia sie dyskusja i problem tak zwanego niemieckiego premium, a raczej walki z nim. Podoba mi się, że w tym wpisie go nie ma:).
Uważam, iż porównywanie tych aut do wozów niemieckich nie ma kompletnie sensu, to nie jest ta liga. Podobnie z lepszymi modelami z Francji czy Anglii. Alfa, Lancia, Rover, Renault w starciu z BMW albo Mercedes przegrywają na każdej płaszczyźnie. Słabe RWD zawsze będzie lepsze niż dobre FWD. Ta lancia jak reszta „lepszych” włoskich aut bardzo przypomina mi amerykańską klasę wyższą-średnią, pokroju buicka czy chryslera. Niby jest lepiej, ale nie jest w pełni dobrze. Te auta są bardzo podobne jak by nie patrzeć, średnia/słaba jakość materiałów, nudne i nijakie prowadzenie, pseudo luksus i udawanie klasy wyższej za pomocą znaczka, który może kiedyś coś znaczył…Taki garnitur z sieciówki o „luksusowej” nazwie, który na wieszaku z metra wygląda dobrze, ale noszony już nie.
Z całego panteonu europejskiej klasy „wysiejszej” z lat 90tych, według mnie pozytywnie wyróżnia sie tylko jeden wóz. Rover 600, jest to po prostu niezawodna dobrze skonstruowana i zaprojektowana honda accord doprawiona stypą angielskiej stylu.
W Polsce ogólnie panuje dziwny, kompletnie mi nie zrozumiały kult włoszczyzny. Którego nie widziałem nigdzie indziej w Europie. Nawet we Włoszech, włoskie auta ( poza supercar’ami ) uważane są przez większość za zło konieczne i nawet tam alfa przegrała sprzedażowo z bmw i audi.
Dlatego tez nie rozumiem decyzji Stellantis’a o odnowieniu Lancii, dla ludzi w grupie wiekowej 20-40 ta marka nie znaczy nic, kompletnie nic. Może miała 2-3 ciekawe modele rajdowe, ale było to już tyle lat temu… Lepiej by wyszli na ponownym wprowadzeniu Dodga na Europy.
ale trzeba przyznać, że Fiatami się jeździ po prostu fajnie, jakąś taką frajdę sprawiają, to jest dziadostwo, ale takie fajne dziadostwo jednak, na samochód do okazjonalnej jazdy w sam raz 😉
Kappa to projekt znanego pana Ercolego Spady (lub jego podwładnych, bo szefował wtedy studiu I.DE.A), wcześniej projektował parę znanych aut – Astona DB4 GT Zagato, Giuliettę SZ i dwa BMW – E32 i E34. Nie wypadł był on zatem, ten pan Spada, sroce spod ogona. Dostał od Lancii, a konkretnie od Paola Cantarelli, szefa Fiata zamówienie na: „auto bez wizualnego hałasu”, które sprawnie zrealizował. No i hałasu rzeczywiście nie ma. Opisałem Kappę kiedyś na Motodinozie, obfotografowałem, obejrzałem, wlazłem do bagażnika (sedana) i doszedłem do wniosku, że jest to samochód zaprojektowany „sposobem”. Ma dość długi przedni zwis, mimo tego dość krótką maskę. Siedzenia kierowcy i pasażera są mocno przysunięte do przodu, co wymusiło wygięcie w łuk deski rozdzielczej dla zachowania przestrzeni. Bardzo przez to zyskał na przestronności tylny rząd. Stąd też wynika wspomniany przez Automobilownię pionowy kąt nachylenia kierownicy. Kappa miała „Cab forward” wzorem ówczesnego Chryslera, wykorzystywała przestrzeń lepiej, niż dzisiejsze sedany.
Taka Alfa 164 wydaje się np. proporcjonalnie znacznie dłuższa od Kappy, a w rzeczywistości jest krótsza od 10 cm. Ma za to dłuższą maskę i bagażnik a krótką kabinę – Kappa całkiem odwrotnie.
Ja nie powstrzymywałem się wtedy od wciskania palnika i 155 konna Kappa z dwulitrówką V.I.S. bez żadnego turbo wydała mi się bardzo żwawa, chętna, a przede wszystkim przepięknie brzmiąca. Jak na auto z ówczesnej stajni Fiata miała dość nisko dobry moment obrotowy. Zawieszenie jednak raczej nie sportowe. Jest w tym aucie jednak wiele miłych rzeczy, z wnętrzem na czele. Nie ma specjalnego wyglądu, ale ma charakter.
Pięknie dziękuję za to cenne uzupełnienie!! Nie mam zmysłu plastycznego, więc nie zauważam tych wszystkich różnic w proporcjach, a to faktycznie kluczowa sprawa.
Alfa 166 miała być początkowo dynamiczniejszą wersją Kappy, ale tak się Włosi rozochocili, że ostatecznie zostawili tylko środkową część płyty podłogowej, reszta jest inna. A dzięki Tobie wiem już, jaka tu była myśl przewodnia.
@Benny. Ja już więcej Fiata nie kupię – Tipo sedan choć wygodne – zupełnie mi nie leży. Za te same pieniądze mogę mieć auta innych marek z dużo lepszymi skrzyniami biegów. Właśnie – fiatowska szóstka – podobne dziadostwo, chociaż minimalnie gorsze miałem okazję testować w Nubirze. Fiatowskie wolnossące silniki fajnie się wkręcają, wydając przy tym przyjemny dźwięk – zupełne przeciwieństwo 1,6 wolnossącego konstrukcji vaga. Żona przed 500 bardzo długo jeździła Punto 2 z Niemiec. Auto miał 6 poduszek…szok (2002r) i sparzony lakier na karoserii, stąd kosztowało czapkę gruszek w zakupie. Bardzo lubiłem w nim skrzynię biegów 5b oraz półsportowe fotele z zagłówkami jak w Temprze.Auto w Polsce nigdy nie garażowane , panele zewnętrzne zupełnie wolne od korozji, natomiast podwozie trzeba było spawać średnio co dwa lata. Dodam że to auto nadal jeździ i często je widuję.
Ypsilon na włoskim rynku sprzedawał się całkiem dobrze, a że teraz jest to prostu kolejna wersja 208 może się to opłacać.
A RWD ma jedną zaletę, można kręcić zimą bączki pod marketem. A, no i jeśli pojazd nie jest „amerykańskiej” wielkości to stopy trzymamy w wiadrze 😉
Zgadzam się, RWD jest dobre dla kilkuset konnych bolidów upalanych na torze. Dla zwykłego użytkownika do przemieszczania się FWD jest wystarczające. Zresztą dziś jest to tak dopracowane, że na prawdę nie ma co narzekać.
urzekła mnie ta Twoja historia… 20 letnia Kappa którą zatargałeś na złom pewnie 'nówką z salonu’ Sierrą. Sierra na pewni nie rdzewiała i miała pod maska1.6 'ten wzmocniony’, nudne plastiki (bo szalona vectra miała super), …. potem ekipa budowlana co jeździła Kappą Kombi, hahah chyba w Albanii? budowlańcy w Lancii…. raczej w tych gruzach jak stara sierra vectra z 'super plastikami’ czy passaretti b3/b4
Mi się ta Lancia bardzo podoba, szczególnie welur i charakterystyczne niebieskie szyby.
Szkoda, że nie można teraz zamówić jasnego weluru. Jak kupowałem C5 w 2003 roku to był jasny welur – bez dopłaty – ale to była super tapicerka!
Jednak jakość Fiatopodobnych jest słaba…
Proszę nie porównujcie tego do Audi. Już 80 B3 z 1986 kasuje jakością wykonania a wnętrza szczególnie wspomnianą tu 190tke, Audi 100 C3 szczególnie po modernizacji w 1988 Mercedesa w124 też miażdży – tam nic nie pęka, nie odpada i nie ma krzywiących się boczków drzwi z pulpy ceullozowej :). Wiem co piszę – 40 lat się z tymi autami 'zadaje’ 🙂
Tak jak Benny mówi – nawet bez dbania te auta trzymają się kupy.
Włoszczyzny jednak nie można w tej kategorii postawić. Wg mnie to polityka Fiata, która rozlała się na inne podległe firmy – otóż Fiat bazował na wielu podwykonawcach i miał w zasadzie jedno wymaganie – miało być tanio!!! Potem składanie, pasowanie też średnio…, wtyczki złączki w miejscach gdzie się woda zbiera i gotowe!
A potem części odpadają, elektronika robi co chce, blachy raz są dobre, a potem tragiczne, plastiki zawsze tragiczne. Do tego jest ogromna trudność z nowymi częściami po kilku latach od zakończenia produkcji, właśnie z tego powodu.
I dziwić się że wybiło te auta.
A szkoda, byłaby większa różnorodność.
Co do przetargów, to one chyba zawsze są pod konkretne modele. Kiedyś czytałem o wymaganiach, chyba na bmw drogówki, że oprócz silnika o danej mocy, samochód ma mieć konkretne wymiary z widełkami 5 cm, ni mniej, ni więcej, i tylko jeden model wszystkie warunki. Co za przypadek…
Znaczy się, jeden model spełniał wszystkie warunki.
https://m.youtube.com/watch?v=M7VlRUQlvXo&pp=ygUPY28gemEgcHJ6eXBhZGVr
Raz nawet publikacje SAMARu przekwalifikowały Skodę Octavię z segmentu C na D, na jeden jedyny kwartał, żeby model okazał się „najtańszym w klasie” i wygrał przetarg. Pisali o tym w „Motorze” już lata temu.
Trochę tu było utyskiwania na Kappę i inne Lancie, że mdły design, że wnętrze nietrwałe, że nikt tego poza Włochami i Polską nie zna, że do Deutschwegenów nie ma startu. Ale Lancia miewała też piękne chwile https://www.youtube.com/watch?v=HxKtqnUZU5k . Ni to Lancia, ni to Fiat, ni to Ferrari choć silnik Dino. Wyprodukowano ledwie 500 szt (mniej niż teraz limitowanych Bentleyów), a rządziła rajdowymi mistrzostwami Europy przez 4 lata i żaden Niemiec jej nie podskoczył.
Stratos to oczywiście coś fenomenalnego 🙂 A w ogóle to ja bardzo żałuję upadku Lancii, tak jak każdego uszczuplenia motoryzacyjnej różnorodności. Tyle że Kappa zostawia akurat niedosyt, zwłaszcza po przejażdżce Dedrą, która zaskoczyła mnie in plus. Thesis z kolei powala designem i jeździ jeszcze przyjemniej, tylko w całkiem niestarym wieku wygląda, jak psu z gardła wyjęty (podobnie jak np. testowana tu Alfa 166). Co też potwierdza słowa PawłaH o fiatowskim wymaganiu, żeby było przede wszystkim tanio.
Fiat był konsekwentny. Kontynuował „skutecznie” swoje metody w FCA, a teraz z dobrymi efektami zajeżdża Stellantisa. Szkoda tylko indywidualizmu Citroena, silników i ergonomii Peugeota, o DS nie wspominam, bo on nadaje się tylko do postawienia na pudle w hipermarkecie, żeby podziwiać jego nietuzinkowy design.
DS to marka kierowana do zaspokojenia próżności. Jak te słynne torebki włoskich designerów. Fajną niszę znaleźli, może jakoś się to spina. Ponoć Jaguar też ma iść w tym kierunku
Co do przetargów państwowych to większość jest ustawianych i pisanych w mniej lub bardziej jednoznaczny sposób opisujący dokładnie dany model sprzętu, wiem, bo miałem doświadczenia w poprzedniej robocie gdzie chcieli za wszelką cenę wygrać przetarg napisany pod największą niemiecką markę na „S” (aparat rentgenowski) i kazali nam przerabiać inny, ten co chcieli tam sprzedać pod wymagania przetargowe, przerabiałem np ramki kratek przeciwrozproszeniowych (lisholmów), tak aby dorobić tam szufladkę żeby te kratki były wysuwane i wymienne (nikt tego nie wyciąga ale tak było w przetargu), i jakieś inne pierdoły, a po zainstalowaniu sprzętu nie chcieli odebrać bo zapomnieliśmy o punkcie „kolumna zintegrowana ze stołem” a u nas kolumna z lampą jeździła na szynie na podłodze, no więc jeszcze jeździliśmy z dociętą i pomalowaną pod kolor płaską blachą żeby ją podłożyć pod stół i pod szynę „integrując je razem” hehe 😉
Przetarg wygrali, ale nie powiedział bym żeby to był sukces bo tylko sobie wrogów w dyrekcji szpitala narobili bo „S” nie wygrał więc zapewne żadnego odsypu nikt nie dostał, więc wydzwaniali potem z każdą pierdołą żeby przyjeżdżać na gwarancji.
Inna sprawa, że niemiecki był by faktycznie lepszym aparatem, choć ile by lamp RTG nawymieniali potem za chore pieniądze w tym rentgenie to by drugi aparat za to mieli…
(lampa rentgenowska to najdroższa część aparatu, nie to żeby niemieckie lampy były złe, ale swoje aparaty „S” orginalnie programuje na bardzo wysokie prądy anodowe lampy (aby były jak najkrótsze czasy ekspozycji) co szybko zabija lampy, my zawsze programowaliśmy przynajmniej 1/3 mniejsze od maksymalnych prądy anodowe i lampy wtedy żyją po 10 lat albo i lepiej (wyżyłowane żyją zwykle koło 2 lat żeby tylko gwarancję przetrwały) a dla jakości zdjęcia czy pacjenta to niema znaczenia gdyż aby wyszło prawidłowe zdjęcie potrzeba konkretnej dawki a dawka to prąd anodowy razy czas ekspozycji (miliamperosekundy – mAs) więc tą samą dawkę się otrzymuje mniejszym prądem a dłuższym czasem co i większym prądem a krótszym czasem, zresztą to są czasy poniżej sekundy na zdjęcie
Jako osoba prowadząca własną działalność często ze zgrozą patrzę w jaki sposób wydawane są publiczne pieniądze – w przypadku samochodów jest to bardzo czytelne, bo łatwo zorientować się ile dany samochód kosztuje w salonie, w przypadku specjalistycznego sprzętu zdaje sobie z tego sprawę niewielka garstka osób. Z tego co pamiętam, to zamawiane swego czasu dla naszej armii Fordy Ranger kosztowały ok. 300 tys za sztukę i nawet nie miały wojskowego malowania, tylko szły w metalicu, a wydawałoby się, że zamawiając kilkaset sztuk, to można nawet negocjować jakiś rabat…
Ja znam osobę, która kiedyś, dawno temu, pracowała w hurtowni medycznej i wklepywała zamówienia NFZ, z cenami na poziomie 200 albo 300% detalicznych cen w aptekach. Ale weź tu wyjdź na mównicę i powiedz, że Ci się nie podoba „darmowa” służba zdrowia, to od razu zwyzywają od doktorów Mengele, co chcą cały naród wykończyć.
Jerzy, tu nawet nie trzeba działalności, wystarczy racjonalnie prowadzić gospodarstwo domowe. Refleksje, po przyjrzeniu się działalności państwa, czy logika i fizyka jeszcze działają przychodzą jakoś same.
Z drugiej strony wódz plemienia zawsze miał przywilejów więcej, bo w końcu po to był wodzem plemienia 🙂
P.S. Są też tematy bez przetargów (do limitu jakiejś kwoty), z tzw. wolnej ręki. Pomyślmy co tam się wyprawia. Patologia to też wydawanie całej przydzielonej kasy przez samorządy, nawet jeśli za bardzo nie ma co. W branży budowlanej w okolicach listopada grudnia pojawia się sporo dziwnych robótek.