PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: ZROZUMIEĆ FENOMEN

Kilkanaście lat temu, niedługo przed założeniem bloga, dowiedziałem się z Internetu, że Volkswagen Passat to samochód kultowy. Trochę się zdziwiłem, bo za auta „kultowe” uważałem wcześniej np. Forda Mustanga, Porsche 911 albo Citroëna 2CV, a z Volkswagenów – wyłącznie „Garbusa”. Passat był modelem powszednim i dla mnie zupełnie przezroczystym. Po ulicach jeździł całymi tabunami, ale nie zwracał mojej uwagi, bo niby czym?
Rzeczony kult występuje ponoć szczególnie na wsi. Na wsi – dokładniej w powiecie opoczyńskim – mieszka większość krewnych mojej żony. Od 2002r. mam tam regularny kontakt z czterema już pokoleniami licznej rodziny. Przez znajome podwórka przewijały się Ople (Vectry i Astry), Cinquecento i Seicento, kilka Citroënów (ZX i Xsara), Mazdy 6, Peugeot 206, Dacia Logan, a w jednym przypadku wiele kolejnych Mercedesów (od W202 do współczesnych SUVów). U jednego z kuzynów od ostatniej wiosny stoi W124 250D TURBO – jako youngtimer, stopniowo „doprowadzany”, a w międzyczasie używany już do weekendowych wycieczek („to były porządne auta, zawsze takiego chciałem, a dziś mogę się nacieszyć„). Natomiast Passata nie widziałem nigdy, żadnego. Dlatego fenomen jego „kultowości” znam wyłącznie ze starej strony Złomnika oraz oczywiście z memów.
Passat B5 to najbardziej memiczny samochód w Polsce. Poniższe zdjęcie, od lat krążące po Internecie, nie wygląda na zmanipulowane. Najlepszy podpis, jaki pod nim widziałem, to „BÓG – HONOR – OJCZYZNA”.
popularny mem
***
W Polsce popularność Passatów zaczęła się od generacji B3 i jej służby w policji, rozpoczętej w 1991r. (pierwsza partia przyjechała jako prezent od niemieckiego rządu, jej granatowy kolor był jak najzupełniej fabryczny). Wtedy nie istniały jeszcze silniki TDI – one pojawiły się w zmodernizowanej generacji B4, a synonimem „polskiego” Passata zostały dopiero w B5.
Niektórzy mówią, że B5 TDI zastąpiły dieslowskie Mercedesy w ich roli praktycznych, oszczędnych i niezniszczalnych limuzyn rodzinno-gospodarczych. Nie wiem, czy tymi autami jeździli ci sami ludzie, ale porównanie jest trafne. Tak uważałem już przed przejażdżką, która w pełni to potwierdziła.
Passat B5 pod pewnymi względami wracał do korzeni. Generacja B3, która dziś wydaje się bezpłciowa i podtatusiała, w momencie swej premiery w 1989r. wyglądała wręcz awangardowo. Była bardzo opływowa (nie tylko optycznie – współczynnik Cx=0,29 i dziś wstydu nie przynosi), w miejscu atrapy chłodnicy miała lakierowaną blachę, a jej konstrukcję, dotąd spokrewnioną z Audi, oparto na płycie podłogowej Golfa (stąd przejście ze wzdłużnego ułożenia silnika na poprzeczne). Pojawiły się zaawansowane układy napędowe: benzynowe silniki z kompresorem, pierwsze u Volkswagena sześciocylindrowce (i to nietypowe, w układzie VR), a także napęd 4×4.
Foto: , Licencja CC
Foto: , Licencja CC
B4 z lat 1993-96 był w rzeczywistości tylko modernizacją B3, między innymi z przywróconym tradycyjnym grillem (na zaślepkę nabywcy kręcili nosem), ale dopiero B5-tka z 1996r. ponownie oparła się na koncepcjach Audi, a dokładniej pierwszej A4-ki: oznaczało to powrót do silnika ustawionego wzdłużnie, ocynkowaną karoserię i złożone zawieszenie przednie z czterema aluminiowymi wahaczami. W czteronapędowych wersjach Syncro (przemianowanych później na 4MOTION) zagościła technika Audi quattro, łącznie z dwuwahaczowym zawieszeniem tylnym w miejsce belki skrętnej.
Po jednorazowym wybryku z 1989r. design całkowicie się uspokoił. Nadwozie urosło do 4.669 x 1.740 mm przy rozstawie osi 2.705 mm, a dzięki ocynkowaniu zostało objęte aż jedenastoletnią gwarancją antykorozyjną. Nie brakowało nowości technicznych – wszak mówimy o czasach prezesa Ferdynanda Piëcha, który mimo lodowatej osobowości w kwestiach inżynierskich przejawiał ułańską wręcz fantazję.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Podstawowe Passaty były napędzane prostymi, ledwie stukonnymi silnikami 1,6-litrowymi, ale na ambitniejszych czekały jednostki z pięcioma zaworami na cylinder (1,8 125 KM i 2,0 130 KM), 1,8 turbo (150 KM), ciekawe VR5 2,3 (też 150 KM, ale z całkiem innym charakterem) i klasycznie widlaste szóstki 2,8 (193 KM). Pełna różnorodność. Napęd 4×4 oferowano opcjonalnie w wolnossących jednostkach 1,8, 2,0 i 2,3 litra, a seryjnie w V6. Do tego dochodziły oczywiście diesle: słynąca z oszczędności i trwałości doładowana 1,9-litrówka dostała w 1999r. pompowtryskiwacze – autorski wynalazek Volkswagena, przez moment konkurujący z wtryskiem common-rail, co podniosło moce z 90 lub 110 na 100 lub 115 KM. Ofertę wieńczyła jednostka V6 2,5 TDI o mocy 150 KM.
Lifting z 2000r. nosił oznaczenie B5 GP – od Große Produktaufwertung, czyli „wielkie ulepszenie produktu”, choć zakres zmian wcale wielki nie był: obejmował zmiany kosmetyczne (w tym nowe światła), wzbogacenie wyposażenia (np. o seryjną klimatyzację automatyczną), nową elektronikę (szyna CAN) i zmiany w gamie silników. 1,9 TDI rozwijało teraz 100 lub 130 KM, od 2003r. doszło 136-konne 2,0 TDI, a V6 2,5 TDI wzmocniło się do 163 lub 180 KM. Z listy benzyniaków znikło wolnossące 1,8, VR5 dzięki pięciozaworowej głowicy oferowało teraz 170 KM, lecz najciekawszym dodatkiem było wprowadzone w 2001r. czterolitrowe W8 – konstrukcja unikatowa w skali całej historii motoryzacji.
Volkswagen Passat B5 GP (2000-2005)
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Passat B5 odniósł wielki sukces: Volkswagen nie publikuje dokładnych danych sprzedażowych, ale sumując rejestracje z poszczególnych rynków wielkość produkcji można oszacować na około cztery miliony sztuk.
W sprawach eksploatacyjnych opinie są podzielone, a dyskusje burzliwe. Zazwyczaj model uchodzi za solidny, istnieją egzemplarze z zupełnie fantastycznymi przebiegami, powyżej miliona kilometrów. Z drugiej strony zdarzały się choroby dziecięce (wiązane z oszczędnościową polityką José Ignacio Lópeza), a po liftingu – kłopoty z szyną CAN i niektórymi silnikami. Kosztowne okazywały się benzynowe multicylindrowce (VR5, V6, W8) i pięciozaworowe czwórki, a także diesle V6 (w których nagminnie zacierały się wałki rozrządu). Pod koniec produkcji pojawiła się jednostka 2,0 TDI, do której z czasem przylgnęła wyjątkowo paskudna reputacja. Ogólnie Passat nie brylował w rankingach niezawodności TÜV: wbrew obiegowym opiniom wyprzedzały go Mondeo i Vectra, oraz oczywiście modele japońskie. Dostał tylko trzy gwiazdki w testach zderzeniowych Euro NCAP. Takie dane burzą polską legendę.
Użytkownicy starszych egzemplarzy narzekali na koszty regeneracji wielowahaczowego zawieszenia (zwłaszcza w egzemplarzach przedliftowych), turbin, dwumasowych kół zamachowych czy pompowtryskiwaczy. Zazwyczaj chodziło nie o awarie, a o normalne zużycie, zupełnie spodziewane przy przebiegach setek tysięcy kilometrów, jednak kombinacja wielkich oczekiwań i skromnego budżetu (zwłaszcza serwisowego) rodziła wielkie frustracje. Kwoty, które wcześniej z powodzeniem utrzymywały na chodzie Golfa II czy Mercedesa W123, dla Passata B5 były niewystarczające.
popularny mem
Wizerunek modelu i jego trwałości zaciemniała też powszechność fałszowania przebiegów. Również dlatego opinie są niejednoznaczne: jedni nazywają B5 ostatnim niezawodnym Volkswagenem, a inni – przeciwnie, początkiem upadku marki.
popularny mem
To paradoks, że Volkswagen, przy swym nudnym, mieszczańskim charakterze, budzi tyle emocji. Wielu darzy tę markę trudnym do wytłumaczenia uwielbieniem, inni – równie silną odrazą. Ja przez długie lata byłem najzupełniej obojętny – Volkswageny kompletnie mnie nie ruszały, na plus ani minus. Niechęć poczułem, gdy koncern zaczął brutalnie wykorzystywać swą pozycję rynkową i postulować zmiany prawne, które – gdyby przeszły – godziłyby w podstawowe zasady prawa i wolnej gospodarki (chodziło o ustawowy monopol ASO na pewne rodzaje napraw albo zakaz obrotu autami używanymi powyżej pewnego wieku). Mimo wszystko wciąż frapują mnie dwie sprawy: po pierwsze, rozmach epoki Ferdynanda Piëcha i jego ambicja uczynienia z Volkswagena czegoś naprawdę wielkiego, po drugie – przyczyny polskiego kultu B5-tki.
Ciekawostka: w latach 2005-11 chińska spółka SAIC-Volkswagen produkowała Passata B5 Ling Yu – opartego o przedłużoną płytę podłogową Škody Superb, dostępnego z benzynowymi silnikami 2,0, 1,8 turbo i V6 2,8 (osobowych diesli w Chinach nie ma). Handlarz, który sprowadziłby Ling Yu do Polski, zapewne miałby pod drzwiami bitwę na sztachety, której zwycięzca zostałby dożywotnim królem dyskotek. Oczywiście po swapie silnika na TDI.
Foto: , Licencja CC
***
Artykuł o samochodzie tak popularnym, a równocześnie tak kontrowersyjnym jak Passat B5, to spore wyzwanie, zwłaszcza jeśli nie miało się z nim osobistej styczności. Okazję do zmiany tego stanu rzeczy stworzył mi Grzegorz – właściciel zadbanego egzemplarza topowego W8 z 2002r. Dla pełnego obrazu chciałem porównać go z popularnym 1,9 TDI: tu pomógł facebookowy apel, na który – poprzez kolegów-pośredników – odpowiedział Filip, posiadacz zielonego kombi z podstawowym, stukonnym dieslem na pompowtryskiwaczach.
Na moje osiedle zajechały jednocześnie dwa Passaty. Nieruchomości w okolicy natychmiast podrożały 😉
popularny mem
Czy po podwójnej przejażdżce lepiej rozumiem polski fenomen Passata B5?
Na pewno rozumiem, dlaczego to auto podoba się tradycjonalistycznym kierowcom: jego stonowany, konserwatywny wygląd, wrażenie solidności czołgu, spory bagażnik, dobre jakościowo wnętrze, przyzwoite wyposażenie, komfortowe zawieszenie i bardzo oszczędne, trwałe silniki Diesla tłumaczą sprawę aż nadto wystarczająco…
…natomiast rozdmuchaną sprawę „kultu” wolę zostawić autorom memów.
popularny mem
Filip tedeika kupił przypadkiem: jego serce należy do starych Fordów, ale tym razem potrzebował auta taniego, oszczędnego i pakownego, a cokolwiek nowocześniejszego od Granady kombi. „Nigdy nie przypuszczałem, że w moim garażu wyląduje Passat, który w dodatku zostanie opisany w necie”. Seledynowy Variant ma przebieg 385 tys. km (oficjalnie), a jego stan właściciel opisuje jako „typowo polski”: na rantach widać rdzę, na zderzakach zadrapania, odcienie blach widocznie się różnią, wnętrze jest podniszczone, a zawieszenie i sprzęgło byłyby wdzięczne za uwagę mechanika, jednak samochód na co dzień nie zawodzi, całe wyposażenie działa, a każdy rasowy handlarz bez mijania się z prawdą napisałby, że „nic nie stuka i nie puka”. Choć najpierw zapewne dobrałby się do licznika i z początkowej trójki zrobił jedynkę.
Takich zdjęć zwykle nie wrzucam…
Foto: praca własna
…ale jeśli mamy dekonstruować memy i mity, to róbmy to kompleksowo. Oczywiście, korozja najczęściej oznacza burzliwy życiorys karoserii, bo fabrycznie ocynkowane blachy są rzeczywiście trwałe.
popularny mem
Z kolei dla Grzegorza W8 to część rozwijającej się kolekcji youngtimerów. Trzy z nich – Lexusa LS400, BMW 750i oraz właśnie Passata W8 – można wypożyczać z kierowcą (LINK). „1,9 TDI też mogę wypożyczyć z kierowcą, chociaż uprzedzam, że to nie są tanie rzeczy” – uzupełnia Filip. Ewentualny kontakt u mnie, przez formę kontaktową bloga 🙂
W8 pochodzi z krakowskiego salonu (pierwszym właścicielem był znany satyryk). Wyposażenie jest oczywiście bogatsze, a stan bezwypadkowy i bez korozji, lecz aktualny przebieg tylko trochę niższy niż w TDI (325 tys.). Ciekawostką jest ręczna przekładnia – rzadkość w tym modelu.
***
Passat jak koń – jaki jest, każdy widzi. Jednak jeśli na blogu dokładnie obfotografowywałem Cinquecento czy Poloneza, zdecydowałem się na to i tutaj.
Stylistyka jest bardzo nijaka, również po trzech dekadach – ale tego chyba chcieli klienci, jeśli B3 krytykowali za zbytnią awangardowość. Producent nie miał wyboru, zdołał za to utrzymać dobrą aerodynamikę: sedan wykazuje współczynnik Cx=0,28, kombi – 0,31.
Foto: praca własna
Z zewnątrz specyfikacja topowa niewiele różni się od roboczej – trzeba się dobrze znać, by je odróżnić. Większe koła (z oponami 225/45 R17 – w kombi są 205/55 R16, a w standardzie występowały 195/65 R15 na felgach stalowych), a także biksenony ze spryskiwaczami czy subtelnie chromowane listwy boczne były dostępne w każdym Passacie. Zarezerwowane dla W8 są tylko odrobinę niższe zawieszenie, subtelny znaczek W8 na atrapie i jeszcze dyskretniejsze, chromowane paski pod reflektorami. Niemcy od dekad lubowali się w takim puszczaniu oczka do wtajemniczonych: samochodziarze od razu wiedzą, że trzeba uchylić kapelusza, reszta wiedzieć nie musi.
Foto: praca własna
Passat był bliskim krewniakiem Audi A4, ale obsesja Ingolstadt w temacie idealnego przylegania plastików do Wolfsburga nie dotarła. Kombi ze zdjęć nie jest wprawdzie stuprocentowym dziełem fabryki…
Foto: praca własna
…ale i sedan, choć złożony porządniej, nieco od Audi odbiega. Swoją drogą w sylwetce Passata – podobnie jak w Audi – można dostrzec odległe echa NSU Ro80, choć tutaj są one mniej wyraźne.
Foto: praca własna
Przód wygląda opływowo, ale identycznie w obu autach (poza szerokością szpar – dopiero w takich bezpośrednich porównaniach widać, co znaczy samochód bezwypadkowy). Nawet halogeny i spoiler pod zderzakiem są takie same, co rzadko zdarza się w wersjach z przeciwległych krańców cennika. W kombi widać oczywiście relingi dachowe, a w obu autach – różne rozmiary lusterek po stronie prawej i lewej.
Foto: praca własna
Foto: praca własna
Tyły nadwozi są inne z oczywistego powodu, jednak np. lampy zachowują stylistyczną spójność. Kombi ma regularne, kanciaste kształty – odmienne np. od zaokrąglonej Škody Octavii…
Foto: praca własna
…zaś sedan przypomina Škodę w zaskakującym stopniu (mimo braku piątych drzwi).
Foto: praca własna
Lakier zderzaka nieco się spotrzebował, a emblematy TDI zaginęły w akcji
Foto: praca własna
W8 niczego nie zgubił, ale nawet gdyby, to wątpliwości rozwiałby podwójny wydech z czterema końcówkami – najważniejszy zewnętrzny wyróżnik tej wersji
Foto: praca własna
O pakowności Passata krążą legendy podobne jak o zużyciu paliwa silników TDI (które w długich trasach produkują ponoć ropę). „Nie ma takiej rzeczy, której bym tu nie zmieścił” – potwierdza Filip. Twarde liczby to 495/1600 litrów dla kombi (450/1545 przy napędzie 4×4)…
Foto: praca własna
…oraz 475/800 litrów dla sedana (400/725 w 4×4). W V6 i W8 występowały wyłącznie te niższe wartości, bo opcja 4MOTION była obowiązkowa, zaś tylko w W8 kanapa nie daje się składać, bo za nią fabryka wspawała blaszaną przegrodę, dla zwiększenia sztywności nadwozia. W tym samym celu wzmocnione zostały podłużnice, progi, tunel środkowy, nadkola, drzwi i słupki środkowe.
Foto: praca własna
W TDI brakuje drewna i skóry, ale design jest identyczny, liczba guziczków też. Wszystkie tworzywa są miękkie – dla fanów Volkswagena to sprawa fundamentalna, stanowiąca o wyższości marki nad resztą świata i obsesyjnie tej reszcie wypominana.
Foto: praca własna
Foto: praca własna
Siedzenia tedeika to zwykła tkanina…
Foto: praca własna
…zaś w W8 – tzw. półskóra. Wszystko seryjne: wyposażenia opcjonalnego – jak nawigacja, moduł TV czy sportowe fotele – pierwszy właściciel nie domówił.
Foto: praca własna
Kokpity są zaskakująco podobne. Stopień zużycia wnętrza TDI wskazywałby na różnicę przebiegów znaczniejszą od licznikowej (385 i 325 tys.), jednak w obu przypadkach widzimy ten sam projekt – funkcjonalny i wizualnie solidny, ale kompletnie bezpłciowy.
Foto: praca własna
Wnętrze W8 ożywiają wstawki z prawdziwego drewna i liczne elementy skórzane, cała reszta jest identyczna. Wróć: kierownica ma trzy, zamiast czterech ramion, ale to już naprawdę wszystko.
Foto: praca własna
W kokpicie panuje pruski Ordnung. Wszystko znajdziemy na wyciągnięcie ręki – o ile wcześniej nie zaśniemy z nudów, bo trudno wskazać tu cokolwiek interesującego, zawiesić wzrok na którymkolwiek elemencie.
Foto: praca własna
W W8 materiały są szlachetniejsze, ale to wciąż nie jest wnętrze auta, za które chciałoby się zapłacić majątek. Dlatego horrendalnie droga wersja W8 znikła z rynku po zaledwie trzech latach i kilku tysiącach wypuszczonych egzemplarzy (różne źródła podają 4-11 tys. sztuk, co zapewne wynika z sumowania fragmentarycznych danych).
Foto: praca własna
Po liftingu automatyczna klimatyzacja została wyposażeniem standardowym, z kolei ESP w dieslu to opcja – jak widać, czasem zamawiana. Niebieski wyświetlacz niefabrycznego radia komponuje się z niebieskim podświetleniem wskaźników (wprowadzonym w 1997r. – pierwszy rocznik świecił na zielono).
Foto: praca własna
Tu mamy fabryczny system audio ze zmieniarką CD
Foto: praca własna
Niebieskiego podświetlenia w dzień nie widać. Nie uchwyciłem też lampki świec żarowych – tak szybko zgasła. Nie gaśnie natomiast kontrolka airbagu.
Foto: praca własna
W benzyniaku skale wskaźników są białe i cokolwiek dłuższe (liczba 300 km/h robi wrażenie, choć tedeikowe 260 wystarczyłoby z powodzeniem), natomiast ich liczba i układ – znów są identyczne, co sprawia lekki zawód
Foto: praca własna
***
1,9 TDI i W8 – dwie legendy jednego modelu. Tak różne, a tak podobne. Zacznę od turbodiesla, mimo że jeździłem nim później.
Miejsca w Passacie nie brakuje, chociaż konkurenci w tym względzie górowali. Pozycja kierowcy jest trochę dziwna – odwrotna do klasycznej fiatowskiej, tzn. kierownica wydaje się sterczeć zbyt blisko w stosunku do pedałów, a regulować można jedynie jej wysokość. Poza tym szczegółem można poczuć namiastkę mercedesowskiego spokoju i bezpieczeństwa.
XX-wieczny rodowód konstrukcji czuje się natychmiast po ruszeniu, bo podwozie jest silnie nastawione na komfort. Powolne przełożenie kierownicy i miękkie resorowanie zapewniają pełną wygodę, choć kosztem lekkich przechyłów na zakrętach i słabej komunikacji z samochodem. Właściciel mówi, że przy ostrzejszej jeździe pojawia się podsterowność, ale… to auto do ostrzejszej jazdy zniechęca, każdym swym elementem, dlatego jechałem nim bardzo grzecznie. To limuzyna dla ludzi spokojnych: można się rozsiąść i zrelaksować, poczuć, że technika czuwa. Zaawansowane zawieszenie ma w istocie spore możliwości, z równowagi wyprowadzić je trudno, ale ono się z tym nie afiszuje i nie zaprasza do próbowania. Passat ma mocno rozleniwiający charakter.
Dawno nie jeździłem klasycznym turbodieslem. Tu przypomniałem sobie ów gatunek: może nie wszyscy uwierzą, ale nawet po przesiadce z W8 nie odczułem ślamazarności tedeika, bo on, przy normalnej jeździe z tłumem, wcale ślamazarny nie jest. Rozwija 250 Nm przy 1.900 obrotów, podczas gdy benzynowe V6 2,8 – 280, ale dopiero przy 3.200. Diesel zostaje w tyle dopiero przy mocnym dokręcaniu, a typowi użytkownicy dokręcają go rzadko – dlatego wyszydzane nieraz zachwyty nad potęgą volkswagenowskiego TDI mogę poniekąd zrozumieć. Niemłodzi Polacy, którzy niedługo wcześniej jeździli wyrobami FSO lub FSM, dostawszy pod nogę 250 Nm z turbodieslową górką pomiędzy 1.500-3.000 z pewnością czuli się jak w odrzutowcu. A że poza tym do baku wlewali mniej niż w „Maluchu” (w dodatku płynu niekoniecznie akcyzowego), a za rozsądny resurs silnika uznawali dotąd 100 tys. km… Nie każdy był na bieżąco ze światowymi osiągnięciami, zwłaszcza w codziennej praktyce.
Prędkość 100 km/h oznacza 2.100 obrotów, 140 to ciągle poniżej 3.000, a dieslowski klekot, choć słyszalny (zwłaszcza na wolnych obrotach), nijak się nie ma do wycia samochodopodobnych wyrobów RWPG. Na autostradzie TDI przyspiesza bez szału, ale też bez wielkiego wysiłku, praktycznie w nieskończoność (maksymalna prędkość 190 km/h istotnie była wówczas czymś bliskim nieskończoności). Filip mówi, że przydałby mu się szósty bieg, ja jednak uważam, że z jeszcze dłuższym przełożeniem silnik już by się męczył – on w końcu rozwija tylko sto koni.
0-100 km/h w 12 sekund to dzisiaj słabo, ale na co dzień nie ścigamy się na ćwierć mili. Znacznie częściej wciskamy gaz przy 40 km/h na trójce albo wyprzedzamy ciężarówkę przy 80 – a w takich sytuacjach nawet podstawowe 1,9 TDI nie ma się czego wstydzić (zupełnie inaczej niż np. benzynowe Audi 80 1,8, które przy podobnych parametrach jest dzisiaj zawalidrogą). Tu nisko kłania się koncepcja doładowania silnika i typowa dla turbodiesli fala momentu obrotowego – która wprawdzie trwa krótko, ale pojawia się dokładnie wtedy, kiedy jej potrzebujemy. Właśnie takie rzeczy, a nie czasy sprintów, tworzą zarówno obiektywną użyteczność silnika, jak i subiektywne opinie o nim.
Kto jeździł czymkolwiek z wielkiego świata, drwi z „nosaczy” wielbiących klekoczące Passaty. Ja jednak świetnie pamiętam, jak tata po raz pierwszy przewiózł 14-letniego mnie 90-konnym Civikiem, po latach spędzonych w stareńkich Mercedesach zwanych przez Niemców „ruchomymi wydmami” – dlatego wiem, skąd taki zachwyt się brał.
popularny mem
Zaskakująco dobrze pracuje skrzynia biegów: mimo swego wieku i zmęczonego życiem sprzęgła dźwignia przechodzi pomiędzy położeniami praktycznie bez oporu – choć fakt, że dieslem jechałem leniwie, co pewnie na odczucia wpłynęło.
Turbina, intercooler, pompowtryskiwacze, dwumasa – to nie jest już technika tak prosta, jak w Golfie II albo W123. Efektywność energetyczna ma swoją cenę. W internetowych dowcipach jedyny minus 1,9 TDI znajduje się na akumulatorze, w praktyce koszty napraw zrujnowały niejeden rodzinny budżet – trzeba jednak przyznać, że takie rzeczy zdarzają się dopiero po naprawdę ogromnych przebiegach, których nie każdy użytkownik jest świadom.
Foto: praca własna
***
W8 – do którego tak naprawdę wsiadłem wcześniej – to całkiem co innego, a zarazem prawie to samo.
Dużo by pisać o ambicjach prezesa Piëcha, jego silnikach R5, VR5, VR6, W8, V10, W12 i W16, a także prototypowych W18 albo jednocylindrowych dieslach spalających jeden litr na setkę (prawie jak 1,9 TDI po niemieckim emerycie, co tylko do kościoła jeździł). O wprowadzeniu Audi na salony, o wykupieniu Seata i Škody, a niedługo potem Bentleya i Lamborghini. O wskrzeszeniu Bugatti i równoczesnym lansowaniu dwunastocylindrowych Phaetonów czy Touaregów pod plebejską dotąd marką Volkswagen. Pośród takiego zawrotu głowy niszowa wersja nudnego sedana segmentu D może wręcz zginąć w tłumie.
Legenda mówi, że koncepcyjny szkic W8 prezes Piëch nabazgrał w ekspresie Shinkansen relacji Tokio-Nagoja, a jego celem było zdobycie doświadczeń przed porwaniem się na opracowanie W12-tek i W16-tek. Silnik jest unikatowy, bo nigdy nie zagościł pod maską modelu innego niż Passat B5 z lat 2002-2004. Jego pojemność wynosi cztery litry, moc – 275 KM przy 6.000 obrotów, moment – 370 Nm przy 2.750.
Motor mierzy 420 x 710 x 683 mm, waży 190 kg i składa się z dwóch VR4-ek o kącie rozwarcia 15º, które z kolei są rozchylone o 72º. Jest tutaj płaski wał korbowy (stąd mało „ośmiocylindrowe” brzmienie), cztery wałki rozrządu (ruchome, w celu zmiany faz) i dwa dodatkowe wałki równoważące siły drugiego rzędu. Zdjęcie pomaga zrozumieć wyzwania serwisowe.
Foto: materiał producenta
Producent określał W8 mianem „pomostu do klasy luksusowej” i odpowiednio do tego cenił: w Polsce w 2004r. auto kosztowało 191 tys. zł, podczas gdy bazowy Passat 1,6 – 81 tys., a V6 2,8 – 130 tys. Za cenę W8 u Mercedesa dało się kupić model C320 albo C240 4MATIC (W8 miał 4MOTION w standardzie – tyle że Mercedes mieć go nie musiał, bo tylna oś napędowa może przenieść dowolnie wysoką moc).
Egzemplarz Grzegorza ma skrzynię ręczną – rzadko występującą w ośmiocylindrowych limuzynach, a wówczas jeszcze bardzo cenioną. Po pierwsze dlatego, że automaty nie grzeszyły jeszcze inteligencją, po drugie – odbierały sporo temperamentu. Każdy Passat W8 gładko rozpędza się do elektronicznie ograniczonych 250 km/h, ale do setki przyspiesza w 7,5 sekundy ze pięciobiegową skrzynią automatyczną i w 6,5 z sześciobiegową ręczną (kombi jeszcze o pół sekundy dłużej). Te wyniki nie powalają: znacznie cięższy Mercedes E430 (279 KM, seryjny automat) notował 6,7 sekundy, BMW 540i – nawet 6,3 (też z automatem, choć tu opcjonalnym). No ale one nie zostawiały mocy w trzech dyferencjałach, a kosztowały ponad połowę więcej.
Silnik nie dość, że bardzo złożony, to jeszcze szczelnie wypełnia komorę silnika, więc drzemie tu wielki potencjał sprzedawania warsztatowych roboczogodzin
Foto: praca własna
W poprzednim W8 Grzegorza któryś z wcześniejszych właścicieli zafundował osłonom chrom i… fortepianową czerń!! Jak widać, nie tylko TDI znajduje oddanych fanów.
Foto: dostarczył Grzegorz
W8 jechałem najpierw, więc to w nim po raz pierwszy musiałem podkurczyć ramiona, chcąc sięgnąć nogą do sprzęgła (w TDI tak samo, ale już się spodziewałem). Zburzyło mi to wizerunek Passata jako auta może i nudnego, ale wygodnego i funkcjonalnego.
Zza kierownicy widać więcej atutów. Usztywnione nadwozie doceni tylko wytrawny wyścigowiec, ale niższe, twardsze zawieszenie, szybsza przekładnia kierownicza i większe hamulce z elektronicznym asystentem nie ujdą uwadze nikogo, kto lubi prowadzić samochód. Na śliskiej drodze przyda się pewnie układ 4MOTION (który nawet na sucho pomaga w dynamicznym ruszaniu, zwłaszcza na skręconych kołach), a na gorszej nawierzchni – niezależne zawieszenie tylne. Dzięki temu wszystkiemu W8 szybciej reaguje na rozkazy, ale i jego autem sportowym nazwać nie można. To wciąż rodzinny sedan, tyle że mocny i pozwalający tę moc dość śmiało wykorzystywać.
Ośmiocylindrowy silnik przede wszystkim wspaniale brzmi. To nie jest typowy odgłos ósemki, a bardziej przypominający szóstkę, no i wyraźnie stłumiony, jak to w drogiej limuzynie, jednak zdecydowanie drapieżny i niecierpliwy. Jak TDI odbiera apetyt na ciśnięcie gazu, tak W8 go zaostrza, już samym swoim dźwiękiem.
Moc W8 sama w sobie głowy nie urywa. To jest auto szybkie, ale nie porażająco. Największe wrażenie robi swym odgłosem i elastycznością – płynnie przyspiesza od 30 km/h z czwórki, czyli z równego tysiąca obrotów!! Bez żadnych górek i dołków: solidnego ciągu, dociskającego plecy do półskórzanego oparcia, doświadczymy na każdym biegu i w każdych obrotach. Jak w amerykańskim V8, tyle że tu łatwiej to poczuć, bo ręczna skrzynia nie zredukuje nieproszona, więc nie przeszkodzi nam w sprawdzeniu kształtu całej krzywej.
W aucie Grzegorza biegi zmieniają się z lekkim, acz wyczuwalnym oporem (jak mniemam, z powodu mniejszego zużycia). To całkiem przyjemne doznanie, które przy jednorazowym sprincie możemy powtórzyć aż pięciokrotnie. Sto na godzinę na szóstce oznacza 2.500 obrotów – sporo, jak na ten litraż (w trzylitrowej C-Klasie z siedmiobiegowym automatem mam 1.800, w zabytkowym i tylko pięciobiegowym SLu – 2.250). Niezbyt długie przełożenia uwypuklają zalety silnika, czyli elastyczność i dźwięk. W8 jest jak muzyka – nie nazbyt głośna ani natarczywa, za to zawsze stymulująca.
Srodze zawiedzie się tylko ten, kto po W8 spodziewa się tańszej alternatywy BMW M albo Audi S, bo auto nie jest ani tanie ani sportowe. To po prostu mocny Passat 4MOTION z zaspawaną tylną kanapą. Skręca i hamuje ostrzej niż TDI, ale wciąż łagodniej niż zupełnie seryjne BMW. Na niemieckiej autostradzie pociśniemy 250 km/h, na bocznych drogach zostawimy w tyle niejedno ambitne coupé, jednak na track day zapisywać się nie polecam, bo to nie wyścigówka, tylko rodzinno-dyrektorski sedan. Szybki, lecz z nadal miękkawą kierownicą, nadal kładący się w zakrętach (choć słabiej niż TDI) i nadal wyjeżdżający z nich przodem (też słabiej, ale trzeba pamiętać, że silnik W8 waży 50 kg więcej od dieslowskiej 1,9-tki).
Kto za Volkswagena płacił cenę Mercedesa V6, dostawał dwa dodatkowe cylindry, 6,5 sekundy do setki i delikatnie wyostrzone podwozie, ale też karoserię i wnętrze, których 98% przechodniów nie odróżni od klekoczącego tedeika. Być może niektórym o to chodziło, ale wyniki sprzedaży pokazują, że nie była to liczna grupa.
Koszty nie kończyły się oczywiście w salonie: Grzegorz podaje spalanie 18-20 litrów w mieście i „10% szybkości” w trasie (przy 100 km/h dziesięć litrów, itp). Niespodziewane awarie za pięciocyfrowe kwoty jak dotąd go omijają, ale są jak najbardziej możliwe. Dodam jeszcze, że spotkanie odkładaliśmy od wiosny, bo W8 długo stało, czekając na części. Niektóre już dziś zamawia się przez dział Volkswagen Classic.
Passata W8 chciałoby się określić oklepanym mianem „wilka w owczej skórze” – jednakże, mimo że skóry w nim nie brakuje, wilka odnaleźć trudno. To nie jest żadne dzikie zwierzę, tylko doposażony sedan dla kogoś, kto ma pieniądze, lubi moc, ale jednocześnie bardzo chce wtopić się w tłum. Natomiast 1,9 TDI – szkoda gadać, to po prostu król dróg.
Foto: praca własna
***
„Niemiec płakał, jak sprzedawał„, „potem się rozmyślił i do samej granicy mnie gonił„, „do dziś dzwoni żeby przez telefon silnika posłuchać„, „jak wracałem z Reichu, na bramkach mi za przejazd płacili„, „jak gliniarz mnie na radar złapał, zamiast mandatu umowę chciał pisać„, „jak wsiadam i odpalam, komórka automatycznie przechodzi mi w tryb samolotowy„, „nie sprzedawałbym nigdy, ale żona się awanturuje, że małolaty się na tylne siedzenie pchają„, „jak pod dyskotekę podjechałem, cała impreza się na parking przeniosła„, „na giełdzie mnie nie wpuścili na plac, bo powiedzieli, że tylko używane wpuszczają”, „że co, czwarty cylinder nie pali? Panie, celowo odłączyłem, bo za szybki skurczybyk był na nasze drogi!!„…
Sucharów i memów o Passacie jest zatrzęsienie – ale nie może być inaczej, skoro nawet autentyczne reklamy wyglądały jak memy. Kto wie, może właśnie z tego wziął się ten cały internetowy fenomen…?
materiał producenta
Foto tytułowe: praca własna
Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)


W8 (…) kosztował 191 tys. zł, podczas gdy bazowy Passat 1,6 – 81 tys.,
Uzupełnienie: uwzględniając inflację dziś było by to odpowiednio: 384 tys i 163 tys (źródło: policzmi pl)
Dziś za bazowego passata zapłacimy bez promocji 175 tys (ale jest promka na koniec roku, cena 157 tys)
Wygląda na to, że samochody stały się dużo bardziej dostepne: cena z 2004 roku dotyczyła limuzyny a obecna dotyczy kombi (sedana nie produkują), który prawie zawsze jest droższy.
Dodajmy do tego bez porównania lepsze wyposażenie seryjne, wielkość auta (nowszy Passat jest praktycznie większy o dwie klasy 4669 vs 4917), moc podstawowego silnika 100 KM vs 150 KM czy bezpieczeństwo konstrukcyji aby dojść do wniosku, że żyjemy w dużo lepszych czasach niż 20 lat temu.
Ciekawe czy jakiegokolwiek W8 sprzedano w polskich salonach.
Ten opisywany przez Szczepana był zakupiony w salonie w Krakowie.
@pawelh, oj sorry nie doczytałem.
Owszem, w polskich salonach naprawdę sprzedawało się wszystko, co istnieje na świecie. BMW 850i w polskim salonie widywałem w 1991r. (miałem lekcje angielskiego naprzeciwko, opisywałem to). W głębokich latach 90-tych działał importer Ferrari, Włoch imieniem Dante, którego poznałem osobiście i który wielokrotnie podkreślał, że we Włoszech ogromna większość sprzedaży Ferrari to wersje najtańsze, byle znaczek był, a w Polsce ludzie konfigurują bardzo ciekawe i eleganckie auta, jak mało gdzie na świecie. Wiem, że to się nie zgadza ze stereotypami, ale tak mówił sam importer, w czasach jak już był na emeryturze (i prowadził w Krakowie rewelacyjną restaurację włoską, niestety już nieistniejącą z powodu powrotu Dantego do Włoch).
@SzK, takimi Ferrari to jeździli panowie Bogucki, albo Oczko. Mówisz o BMW w Polsce? W 1994 roku sprzedano 81 wszystkich egzemplarzy BMW, podczas gdy tylko w pierwszej połowie 2025 ponad 14 tysięcy.
Po pierwsze, nie tylko, a po drugie, co ilości mają do rzeczy? Kalkulacja ryzyka walutowego nie ma nic wspólnego z wielkością sprzedaży.
No tego przecież zakupił „znany krakowski satyryk”, znaczy się, bodajże pan Piasecki. Pamiętam, jak w jednym z programów TVN Turbo opowiadał o swoim samochodzie, własnie pod kątem „wilka w owczej skórze”.
Nie chciałem wspominać nazwiska, bo to teoretycznie może mieć jakieś konsekwencje prawne, jeśli ktoś bardzo by się uparł – ale tak, masz rację 🙂
W Polsce to akurat nie dziwi, bo my do grona krajów rozwiniętych dołączyliśmy dopiero w ostatnich latach. Ale jeśli zrobisz takie porównanie z kwotami Z Francji czy Niemiec, wyjdzie coś zgoła innego.
No passatów przewinęło się u mnie w rodzinie sporo, sam miałem ze 3, żona jeszcze upala 1.9 z ostatniego roku produkcji, choć właśnie padł wsteczny w tiptroniku więc zobaczymy co dalej, choć przebieg orginalny ok 200tys ale po mieście więc automat się zużywa.
Testowany 1.9 na oko spokojnie powyżej pół bańki, miałem takiego z 4 z przodu, ale w rzeczywistości powiedziałbym że 7 i dalej śmiga.
Pierwszego paska, jeszcze przedlifta ojciec kupił z salonu – no robiło to wrażenie za dzieciaka, butelkowa zieleń, we wnętrzu masa elektroniki mięciutkie fotele z tej grubszej tkaniny, ambientowe podświetlenie, automatyczne wycieraczki, no full wypas jak na końcówkę lat 90.
Wyposażenie obu testowanych egzemplarzy ubogie bym powiedział, myślałem że ESP w liftach jest już seryjne, podgrzewanie foteli miałem chyba w każdym egzemplarzu, co 2 passat z monochromatyczna navi, fotochromem czy czujnikiem deszczu. Powiedziałbym że większość pasków chyba bardziej „dopasiona od obu egzemplarzy.
Aha. Przodem płuży każdy niestety, ale często jest to wina zużytego zawieszenia, jeszcze nie puls nie stuka, ale już daje o sobie znać.
* miało buć nie puka nie stuka 🙂
Aha co do mocy – 1.9 115 z 4 biegowym aromatem nie szedł wcale,
130km z 5 biegowym automatem już spoko, choć przy automacie diesle mają ograniczony moment softowo by automat dłużej wytrzymywał.
Chipem można spokojnie 1.9 CR do 160km podnieść i to już jedzie.
„Szedł” lub „nie szedł” to są pojęcia skrajnie względne. Ja w tym samym mniej więcej czasie słyszałem uwagi, że Łada Samara „idzie jak wściekła” i że mój Mercedes 300 SL 24 „zamula gorzej niż taksówka”. Po prostu wszystko zależy od skali odniesienia – a odniesieniem dla „polskich” Passatów TDI był zwykle Polonez lub coś podobnego.
Też uważam, że 385 tys. jest zaniżone o jakieś 200. Taka skala korekty jest zresztą dość typowa 🙂
Zgadzam się też, że opcji w tych autach jest niewiele, w polskim W8 wręcz żadnych.
Natomiast co do zawieszenia – zużycie to jedno, a podsterowna charakterystyka to coś innego. Passaty są podsterowne, podobnie jak wszystkie auta z tej epoki i późniejsze.
Zabrakło moich dwóch ulubionych tekstów Januszy:
Panie, jak zaparkowałem pod drzewem to ptaki się przesiedli na drugą gałęź, coby nie nasr.ć, taki ma lakier, o!
oraz
Panie, Niemiach mnie do granicy gonił, bo siem ze sprzedażą rozmyślił!
Drugie znałem, pierwszego nie – jest znakomite!!
Nie jeździłem, nie myślałem o tym, znałem jedynie zajechane egzemplarze znajomych (w jednym od korozji dziura w masce byla na wylot). Raz robilem podchody do wersji B6, ale rozeszło sie po kościach.
Mam takie przemyślenia, że oprócz ogólnych zalet Passata B5 odróżniał się on nieco od poprzednich generacji. B1 i B2 to były zwykłe solidne taczki do codziennego użytku, typowa klasa średnia. B3 miał w sobie duży walor „czołgowej-solidności-na-pierwszy-rzut-oka” i był przy tym estetycznie wybijający się, spójny (projekt powstał z konceptu VW Auto 2000). B5 dostał jednak to, czego poprzednie nie miały – pewien rys elegancji. Wyrastał troszkę ponad „auto dla ludu” w stronę: „prawie Audi” do czego wcześniejsze dwa raczej nie aspirowały. Stąd wyjątkowo zazdrosne spojrzenia sąsiadów zza sztachet.
Ale może się mylę.
Dla mnie B5 jest dokładnie tym samym, co B3/4, ale że wizualnie wypada lepiej, jak „prawie Audi”, chyba mogę się zgodzić.
Ahh, Pasacik be-piąteczka. Wóz, który trudno mi jednoznacznie ocenić bo z jednej strony nie przepadam za VAGiem, a z drugiej jest to obiektywnie bardzo udany model. Miałem w życiu do czynienia z kilkoma egzemplarzami, od naonczas prawie nowego 1.6 (w dość bogatej konfiguracji z jasnymi welurami) po totalne graty upalane do dziś przez znajomych, zarówno zagazowane benzyniaki jak i TDI. Volkswageny z „prime-time’u” Piecha były zupełnie nowym otwarciem dla marki. Starsze modele były może i solidne i niezawodne, ale bardzo toporne w obyciu, a w wielu aspektach wręcz przestarzałe względem konkurencji (np. takiego Golfa II uważam za absolutnie okropny samochód). A potem nagle wleciał taki Passat B5, który do dziś sprawia dla mnie wrażenie auta o niemal generację nowszego lub klasę wyższego niż konkurencyjna Vectra B czy Peugeot 406 z tych samych roczników. Jakość materiałów i spasowania, wyciszenie, poczucie solidności, bezpieczeństwa, osiągi – w każdym z tych aspektów Passat zdawał się bić na głowę konkurencję, nawet jeśli suche dane techniczne wcale tego nie potwierdzały, po prostu takie były moje subiektywne odczucia. Można powiedzieć, że Piech wprowadził cały koncern w XXI wiek z potężnym uderzeniem.
Piech miał rozmach ogromny, to prawda, ale mimo to uważam, że kult B5 mógł się rozwinąć głównie z powodu słabego rozeznania ludzi w rynkowej ofercie 🙂 To auto mogło robić wrażenie, tak jak pisałem w tekście, ale na pewno nie w stopniu większym niż konkurenci. Pytanie tylko, czy konkurenci byli w ogóle brani pod uwagę?
@SzK, no zobacz, że w polskich salonach jednak więcej sprzedano konkurentów, a czemu po 2004 wystrzeliła taka popularność Passatów? Pewnie dlatego, że Passatów jest najwięcej.
Trudno powiedzieć, ceny Passatów nie były super atrakcyjne, ale też konkurencja w segmencie D szybko się wykruszała. Choć do dopiero w ostatnich latach. Być może znaczenie mają tu floty? VAG miał zawsze dobre oferty dla flot.
Dzisiaj nie wiem jak sprawa wygląda, ale kilkanaście lat temu faktycznie spotykałem fanatyków VW i część faktycznie traktowała B5 jak obiekt kultu.
Podejrzewam, że przyczyn mogło być kilka.
Natomiast czasy się zmieniają – kiedyś po necie latały dokumenty VW z różnych konferencji i branżowych wydawnictw ze sporą ilością wiedzy technicznej, wyników badań i analiz dotyczących różnych aspektów, od aerodynamiki po proces spalania w silniku.
No i na koniec to, co sprawiało, ze VW był w Polsce lubiany – łatwość serwisu. Parokrotnie się spotkałem z opinia, że starsze VW były po prostu logicznie żłożone, z dobrym dostępem do komponentów i były łatwe w serwisie.
Parę lat temu zaś zaczęło się mowic, ze VW do wymiany klocków hamulcowych czy żarówek wymaga wpięcia sie w komputer…
Tu by się mechanicy musieli wypowiedzieć, czy B5 był łatwy w serwisie. Na pewno często szokował użytkowników kosztami (bynajmniej nie pozytywnie), ale to była po prostu taka epoka, że technika się komplikowała i nie było już szans naprawić auta młotkiem.
Ja mam inną obserwację co do „kultu Passata na wsi” kult ten dotyczy głównie wsi na wschodzie kraju tj. lubelskiego, podlaskiego , podkarpackiego no i warmińsko-mazurskiego. Wzięło się to ze słynnych przemytniczych baków w B4 i B3 gdzie po odpowietrzeniu wchodziło po 100 litrów paliwa. Wiadomy proceder trwał do czasu wojny rosyjsko-ukraińskiej i zamknięcia granic. Siłą rzeczy i następne generacje zdobyły popularność w tych regionach. Sam osobiście nigdy nie byłem fanem żadnej generacji Passata. Auta do bólu nijakie bez względu na generacje. Niby niezawodne, ale czasami naprawdę trafiają się naprawy za grubą kasę tak jak na przykład pękające głowice w słynnych pierwszych 2,0 tdi. Fakt, że miejsca w środku naprawdę sporo jak na segment D , powiedziałbym , że porównywalnie z wieloma autami segmentu E. Niemniej totalnie nie moja bajka , też słyszałem określenie, że w Polsce Passat B5 i B6 jest mentalnym następcą Poloneza i Astry F.
@SzK, Szkoda, że w artykule nie wspomniałeś o jednej kwestii o której niedawno dyskutowaliśmy. Tak naprawdę kilkanaście lat temu kiedy zaczynałeś pisać bloga, to kult Passata dopiero się rodził, działo się to głównie na fali wejścia Polski do UE i zalewu naszego kraju używkami bez cła. W przedunijnej Polsce posiadania jakiegokolwiek nowego auta z segmentu D to było wielkie wow. Niemniej i na tym polu Passat przegrywał z konkurencją. Przykładowo w 1997 roku sprzedano ok. 2500 Passatów, podczas gdy „głównego konkurenta” czyli Vectry ok. 6 tyś, zaś wychodzącej z produkcji Cariny E ok. 3 tysięcy, Peugeota 406 ok. 4 tys. , trzy lata wcześniej, Passata jeszcze B4 sprzedano dokładnie 393 sztuki w polskich salonach podczas gdy Laguny 894 sztuki, a Mondeo i Cariny ponad 1000 sztuk. Liderem rynku w segmencie D był totalnie zapomniany dziś Peugeot 405 montowany w Lublinie którego sprzedano niecałe 2 tysiące sztuk. Trochę B2 i B3 sprowadzono do Polski w latach 90 jako składaki, niemniej czy były to większe ilości niż Ascony i Kadetta to wątpię , chociaż tu już wróżę z fusów. Wtedy też Passat kojarzył się z radiowozami co pewnie odstraszało część kupujących.
Przez wiele lat ceny VW w Polsce były z otworu kloacznego. Nowy Golf w golasie kosztował tyle co półtora Astry czy Corolla full opcja. Pamiętam cenę Passata, który nowy w golasie w 1997 kosztował ponad 70 tys. Za Vectra B 2.0 z klimą i 4 airbagami (nieosiągalne w ówczesnym Passacie) płaciło się 70 tys.
@Marcin, no przyznam szczerze, że cen dokładnie nie pamiętam, niemniej po przejęciu FSR w Poznaniu montowano w systemie SKD Volkswageny co pozwoliło na zwolnienie ich z cła. Niemniej fakt pamiętam , że Golfy i Passaty były droższe niż Megane i Laguna z kontyngentu. Z Poznańskiej montowni w pierwszym okresie największą popularność zdobyły Seaty i Skody Felicie.
Bloga zacząłem pisać 10 lat po wejściu Polski do UE – to na pewno nie była początkowa fala używek bez, tylko równa dekada później.
@SzK, dobrze że popełniłeś wpis o Passacie, bo mu się to po prostu należało! Nie tylko podstawa zmotoryzowania Polski B (razem z Audi 80), ale sporo nowych jeździło zarówno w firmach, jak też było kupowanych w salonach przez zagorzałych fanów niemieckiej motoryzacji.
Nie lubię VW, Passatem (poza taksówkami) jeździłem zaledwie parę razy, zdarzało się całkiem świeżymi. Dla mnie taki Gut, Jawohl! Solidny, do bólu przewidywalny, z powtarzającą się z modelu na model deską rozdzielczą, tapicerką od tego samego krawca, nie do pomylenia z innym samochodem, no może z Golfem, siedzeniami twardymi jak stołki w barze i jak stołki nie trzymającymi na boki, tylna kanapa wchodziła do połowy otworu drzwi, utrudniając mi zawsze wciągnięcie nogi do kabiny. O silnikach niewiele wiem, poza tym, że 1,9 TDI ze słusznym przebiegiem strasznie klepało i trzęsło lusterkami na wolnych, nieporównanie bardziej od 1,6 HDI też ze słusznym przebiegiem. Mimo to B5 mi się podobał i uważałem go za solidny pojazd. Wolałem jednak trochę więcej finezji u Francuzów.
Ten z pompowtryskiwaczami jest chyba trochę spokojniejszy, chociaż głośny 🙂
Zawsze lubiłem wkurzać dozgonnych miłośników 1.9 TDI informując ich, że raptem kilka miesięcy po premierze Passata B5 z tym straszliwym agregatem rodem ze snopowiązałki na rynku pojawiła się Alfa 156 z 1.9 JTD – czyli silnikiem cechującym się o niebo lepszą kulturą pracy, trwałością, lepszymi osiągami i zaawansowaniem technicznym, przy którym tedeik jawił się niczym przedwojenny zabytek. Lubiłem też ich wkurzać, bo czasami podczas monologu traktującego o wspaniałości 1.9 TDI wrzucałem tekst typu „a tak, tedei, miałem taki silnik w Fiacie z 1987 roku, tylko więcej mocy było” 🙂
Mam strasznie dualistyczny stosunek do tego modelu. Z jednej strony obojętność spowodowana jego powszechnością i zwyczajnością, z drugiej coś (sentyment? sympatia?), co powoduje, że zawsze na ulicy na takim zawieszę oko. Na pewno na plus w postrzeganiu go przeze mnie działa mnogość wersji silnikowych, kombinacji t itp.
A sentyment może bierze się stąd, że w 1999 moja mama, szukając nowego pojazdu, rozważała m.in. B5 (razem z, o dziwo, Audi TT). Nie pamiętam, jaka dokładnie wersja wchodziła w grę, ale na pewno mocno hipsterska na ówczesną Polskę, bo z silnikiem benzynowym. Ostatecznie wybór padł na Audi A3 z wielkim wypasem, a cena była podana jeszcze… w markach niemieckich. 😀
@RRR, musi bogole xD No tak, Audi długo podawało cenę w DM, przy tak niskiej skali sprzedaży nie kalkulowały się rozliczenia złotówkowe.
Nie chodziło o skalę, tylko o niepewność wartości złotówki. W krajach takich jak ówczesna Polska waluty nieraz w historii traciły całą wartość z dnia na dzień. Przyjmowanie zaliczki przy wielotygodniowych terminach realizacji było bardzo ryzykowne, dlatego lepiej było ustalić cenę w stabilnej walucie. To normalna praktyka w niestabilnych krajach, z inflacją po kilkadziesiąt procent. Dziś już zapomnieliśmy o tamtych realiach, ale ja je świetnie pamiętam. Poszczególni producenci w różnych okresach odchodzili od podawania cen w obcych walutach, Niemcy zdaje się trzymali się tego najdłużej.
@SzK, to jest już chyba zakazane. Tak samo Subaru podawało cenę w jenach. Niemniej Volkswagen sam w sobie chyba zawsze w złotówkach. Popularniejsze marki takie jak Renault i Opel na 100% od transformacji ustrojowej w złotówkach. Mazda chyba też w jenach. Mercedes, też chyba w markach, niemniej nowych Mercedesów sprzedawano w latach 90 baardzo mało w salonach, pomimo, że na ulicach to była chyba najpopularniejsza niemiecka (a może i nawet „kapitalistyczna”) marka to 99% to były używki z zachodu. BMW Smorawińskiego też w markach. Ogólnie to była domena importerów co sprzedawali, po kilkaset , albo i kilkadziesiąt aut rocznie.
Wielkość sprzedaży nie ma żadnego znaczenia, chodzi o ryzyko. Jasne, że niektórzy to ryzyko podejmowali, ale nie wszyscy. W Polsce jeszcze kulka lat wcześniej było 100% inflacji miesięcznie, nikt nie mógł zagwarantować, że to nie wróci. To się zmieniło po stabilizacji. Tak, dzisiaj jest zabronione, ale gdyby było zabronione wtedy, wiele firm w ogóle by do Polski nie przyszło, tak jak do każdego kraju z ryzykiem hiperinflacji.
No oczywiście, że w warunkach coraz większej inflacji odchodzi się od krajowej waluty. Temu w latach 80 na giełdach samochodowych płaciło się w dolarach. No i patrz, że w ówczesnych czasach Ci co podjęli to ryzyko, jednak zdobyli największą część rynku, który jednak i tak był zdominowany przez krajowych producentów.
W odniesieniu do trwałości i bezproblemowości Passata B5, to wrzucę tylko jeden obrazek:
https://i.postimg.cc/tRqmGm7f/dekra.jpg
Skoro fiatowskie były i są trwalsze i lepsze niż VW to gdzie one teraz są?
Jakoś na drogach tego nie widać…
Nie mam nic przeciwko JTD. Uważam że HDi pracują najlepiej z dieslów. TDI twardo pracuje -urok pompowtrysków. Swoją drogą pompowtryski były też w USA w Detroit diesel -ogromne dwusuwowe silniory. 🙂
Tak czy inaczej nie o to tutaj chodzi który lepszy i który gorszy. Fakt jest taki że VW TDI są przemyślane i mega trwałe, są raczej ewolucją z silnika 1,6 diesel przez 1,9d potem td.
1,6 (wcześmniej 1,5diesel) pochodzi od silnika benzywnowego! Jest tam nawet „dziura” na pompe paliwa i aparat zapłonowy. 🙂 O dziwo ten sprzęt nie psuł się wcale i tolerował każde paliwo – jak Mercedesy z tamtej epoki.
TDI nie są przeinżynierowane (przyjmijmy że do czasu 2.0 CR) jak np CDI mercedesa czy wspomniane JTD fiata.
Od małego widziałem dużo silników, sporo sam rozebrałem i złożyłem, coś więc moge powiedzieć, mógłbym książkę napisać o samochodach i mitach wokój nich 🙂 Zapewniam, że moje doświadczenia (47lat) 🙂 w małym stopniu pasują do 'statystyk’ i mądrości z Internetu.
Może kiedyś napiszę coś o benzynowych silnikach Mercedesa, rzekomo pancernych i przemyslanych – jakie tam są kiksy…:)
Ale przyznać muszę, że akurat VW robił raczej proste i bardzo przemyślane konstrukcje, przez to mało awaryjne, a jeśli już to łatwe i dość przyjemne w naprawach i tu jest tajemnica ich popularności.
Jak nie widać? Myślę, że bez większej pomyłki można powiedzieć, że jeden na cztery auta, jakie mijają cię na ulicy, mają pod maską któregoś z fiatowskich diesli. Fiaty, Alfy, Ople, Suzuki, Jeepy i bardziej egzotyczne auta (Saaby, Lancie, Cadillace, Maserati Chevrolety itp.). A mowa tylko o osobówkach, nie o dostawczakach, bo tam pewnie ten wskaźnik rośnie do 4 z 5 🙂
Przyznam się że zarąbisty format wpisu, artykuł przeplatany memami, podoba mi się to ; ) co do kultu Passata B5, to wydaje mi się że powód jest prozaiczny – to jest po prostu SAMOCHÓD, on jeździ i robi swoje; gdyby powstawały papierowe encyklopedie (pewnie są dalej, ale to już niszowe raczej) to mógłby być ilustracją hasła SAMOCHÓD. Nawet mając te handlarskie 180 tysięcy czy realne 500-600 tysięcy, to po prostu dalej jeździ. Duża w tym zasługa wspomnianego wyżej przez @ndv łatwością serwisu – paska wiele warsztatów ogarnie, nawet samemu można jak się ma miejsce, chęci i czas ; ) Pamiętam mój ojciec miał Caddy’ego z 1.9 TDI w wersji 70 KM, to on dosłownie nic nie robił z tym silnikiem poza czynnościami eksploatacyjnymi – raz tylko miał regenerowaną turbinę bo już po ponad 300k km nalatanych nie domagała i tyle. Jeździł i jeździł.
Jeśli chodzi o aspekt memowy Passata – no cóż, dla wielu był po prostu pierwszym cywilizowanym autem, sprawiającym porządne wrażenie. Kilkanaście lat temu takie passerati mogło robić wrażenie – nie dość że mógł się podobać, to prócz wyglądu miał też jako kombi dobre możliwości przewozowe. Uniwersalny wóz, do pracy i do opery – chyba tak nawet reklamowano VW Caddy trzeciej generacji jak pamiętam. Dla wielu osób mógł być wzorcem wozu absolutnego i najlepszego, więc stąd się memy wzięły.
Masz całkowitą racje!
VW po prostu działa, robi co trzeba, nie męczy, nie denerwuje człowieka. Miałem w życiu ponad 40 samochodów (2 VW też były – Polo i Golf IV – to poprostu dziłało, oba były wiernymi towarzyszami podróży, zawsze dowoziły bezproblemowo, a sporo wtedy jeździłem ~40tyś km/rok.) Co by nie mówić – nie mozna do VW porównywać opla czy Forda – to zupełnie inna jakość, ceny nowych z tego powodu też były inne.
Jak ktoś nie wierzy – niech sprawdzi sam, nie czyta medrców w Internecie tylko sam sprawdzi.
Passat vs Vectra czy Mondeo? hehehe:) bez komentarza… 🙂
Obecnie posiadam 2szt Audi (A6 27letnie, prawie nowe było tu opisywane, aczkolwiek A8 ma ponad 350tyś km i wyglada bardzo podobnie – tzn. nie ma śladów zużycia, ma 20 lat a wygłada na 3 letni samochód)
Mówcie co chcecie, ale koncern VAG robi(ł) porządne maszyny 🙂 Trzymali poziom znacznie dłużej niż np Mercedes który gdzieś od połowy lat 90tych był na mocnym spadku. VAG miał ogrom bardzo udanych wersji silnikowych – i benzyny i diesle -dla każdego coś odpowiedniego, wiekszość całkowicie bezproblemowa. Wtedy też Audi wyszedł na szczyt technologiczny oraz jakościowy i wg mnie był tam sam…
VAG robił porządny sprzęt, ale po Passacie B5 czy Transporterze T4 wydali koszmarki B6 i T5, które już nie są tak legendarne, chyba że pod względem obniżenia jakości ; ). Zresztą wspominałeś o Audi A6 i A8 – nawet zwykłe 80 do dzisiaj jeżdżą w mniejszych miejscowościach, a wiele z nich to wozy mające ponad 30 lat – więc jak widać da się, prawdziwa ekologia ; ) Wspomniałeś o Vectrze czy Mondeo – no zgadzam się, najszybciej z Vectr to widać jeszcze C, bo generacja B robi się rzadkością, a Mondeo? Szkoda gadać. Mercedes bodajże przy serii 124 trzeciej serii (czyli pierwszej E klasie) zaczął podupadać jak dobrze pamiętam, a potem to poleciało.
„Passat vs Vectra czy Mondeo? hehehe:) bez komentarza… 🙂”
Mondeo, bez sekundy zawahania. A jeśli można rozszerzyć gamę opcji, to Accord.
Pierwsze cywilizowane auto dla wielu ludzi – to chyba dobre wytłumaczenie. Wcześniej z tego powstał kult W123, ale wśród trochę innych ludzi, którzy byli trochę bardziej otwarci i później nieraz zmieniali markę auta, podczas gdy fani VAGa chyba bardziej się jej trzymali.
@SzK no ściślej bym to ujął że kult W123 powstał wśród ludzi którzy nie bali się używek z rajchu w latach 80 i 90, a może nawet i świadomie kupowali lewe auta od panów pokroju Nikosia haha.
To był poprzednik Passata w tym względzie, że oferował niesamowitą wytrzymałość i niezawodność pomimo ogromnych zaniedbań serwisowych, nie łamał się na pół nawet gdy nadwozie straciło na oko z ćwierć tony masy 🙂 A do tego był oszczędnym dieslem – wtedy diesel oznaczał to co dziś LPG, jeśli chodzi o koszty na kilometr (plus początkowo brak kartek, co do któych przez pewien czas nikt nie był pewien, czy nie wrócą).
W Passacie ludzie zapewne szukali tego samego, a na ile znajdowali, to już inna sprawa. TDI z wysokimi przebiegami na pewno wymagają większych nakładów, stare W123 nie, bo tam wymieniało się tylko filtry i elementy zawieszenia (śmiesznie zresztą tanie).
Mój stryj w porównaniu do rodziny ze wsi opoczyńskiej jest, widzę, reprezentatywnym mieszkańcem regionów z dala od wielkich miast: od Fiata 125p przez Poloneza Caro i Astrę F kombi aż po Passata B5 1.9 TDI, którym jeździ już od jakichś 10 lat i nie narzeka na niego w ogóle. Jego synowie to również typowi wyznawcy VAG na prowincji: Seat Leon, Audi A3, jeden z nich jeździ nawet Golfem trójką, którego kupił w jakimś 2011 roku, więc u szczytu kariery wiejskiej tych aut – wszyscy trzej oczywiście jeszcze te 20 lat temu dobijali maluchy kupowane za grosze.🙂
Ja sam z Passatem mam niewiele doświadczenia, ale widzę i pamiętam, że to typowy VAG z tamtych lat – widząc te fotele i ten kokpit wiem, że przejechawszy się ówczesnym Golfem czy Octavią miałbym w nim mercedesowskie „Wilkommen zu Hause”.
Oczywiście dla mnie fenomen tego modelu jest również całkowicie zrozumiały: wóz duży, jeszcze w miarę prosty, niezawodny, bezwypadkowe egzemplarze długo opierają się rdzy – dla wielu przesiadających się ze swoich poprzednich aut musiał to być szok. No i ta dyskretna elegancja – ten wóz faktycznie wygląda jak coś z wyższej półki nawet w porównaniu ze swoimi poprzednikami.
No proszę, rodzina Ani jest chyba faktycznie mało reprezentatywna. Dziś w gościnie zobaczyłem tu nowe auto – Renault Espace 🙂 Generalnie zupełnie niepolskie zwyczaje 🙂
VAGi oczywiście są mocno zunifikowane, oni bardzo intensywnie wykorzystywali tę koncepcję.
Jeśli można zapytać, która generacja Espace’a zawitała?
IV
Dziękuję za odpowiedź. Też spoglądam na tę generację łakomym okiem. Rewelacyjny minivan.
Scenic staje się trochę ciasny z 3 fotelikami na pokładzie.
Zapomniałeś jeszcze o opartym na faktach memie – „paaanie, jak młody nim na studniówkę zajechał, to zamiast poloneza grali passata” 😉
Popularności myślę ż sporo dodała VAGowi polska wersja AutoBilda. Do dziś pamiętam test porównawczy B6 i Mondeo, gdzie dopiero przy właściwościach jezdnych był taki knock-out, że musieli półgębkiem przyznać, że Ford lepszy😁
Tak hak ostatnio na necie widzę click-bait, że BMW 3 jest tańsza w naprawie, a w ogóle to mniej awaryjna niż Giulia, gdzie cały internet mówi na odwrót. Patrzę na źródło – wiadomo, germański portal😉
„Twoja stara jest tak stara, że na jej studniówce zamiast poloneza była garbata Warszawa :-)”
Jasne, źe różne źródła będą mówić różnie, zwłaszcza odkąd wydawcy nie kupują już samochodów testowych anonimowo w salonach, tylko dostają zaproszenia na testy na Wyspy Kanaryjskie 🙂 o rankingach niezawodności trż już już wszystko zostało napisane, natomiast jak na razie twarde dowody znaleziono tylko przeciwko ADACowi, kiedy oszukiwał na rzecz VAGa. Z tym że tam akurat nie chodziło o niezawodności tylko „wybór czytelników”.
https://www.suwalki24.pl/article/1,ii-lo-bawilo-sie-do-bialego-rana-ruszyl-studniowkowy-maraton-zdjecia
Naprawdę była akcja, że na studniówce była awaria prądu, to chłopak passatem wjechał i z niego disco leciało. Albo do klekotu się bujali😉
Nie chcę nic mówić, ale ja sam robiłem taką imprezę, tyle że nie w Passacie.
Kiedyś, jak tacie w firmie zabrakło jednego nocnego stróża, to tymczasowo sam odbębniał nocki na swoich włościach, na przemian z pozostałymi dozorcami. No i wziął sobie dyżur sylwestrowy, zapraszając na imprezę mnie z Anią i parę innych osób 🙂 Muzykę mieliśmy wtedy z systemu audio CRVa, po otwarciu pięciorga drzwi. Z prądem nie było problemu, bo podpięliśmy baterię pod prostownik. Tak że tego – Honda też tak potrafi 😉
@el Grzegorzo, u mojej koleżanki ze studiów siostry w liceum była taka akcja , owszem 😉 Szczerze to Passat jest w ciuul następcą Poloneza. Bardzo duża część właścicieli Passatów w wieku 50+ jeździła wcześniej Polonezami Caro. Inna sprawa , to co wspominałem, że na te Polonezy wydawali jakieś 2 razy więcej swojego wynagrodzenia w latach 90 niż później na Passaty.
Jest jeszcze jedna rzecz. Na moment debiutu B5 wyglądał szalenie nowocześnie, jak auto o generację nowsze. On nie wygląda na auto roku 1996, tylko 2001. Xantia, 406, Vectra B czy Mondeo II, nawet Avensis – one przy B5 wyglądają staro i delikatnie, B5 jest masywne. Dopiero postawiony koło C5, Laguny 2, Mondeo 3 czy Vectry C wygląda spójnie.
To było chyba pierwsze auto w ogóle, które nie miało widocznego przejścia ze słupka A w dach – dzisiaj innych już nie ma, ale nie kojarzę auta starszego niż B5 które by tak miało.
Swoją drogą, zastanawia mnie kwestia podświetlenia zielonych zegarów. Gdy byłem dzieckiem moi rodzice mieli B5 rocznik 1998 i dość dobrze pamiętam zegary w kolorze niebieskim. Więc chyba zmieniono to wcześniej niż w trakcie liftingu.
Drzwi zachodzące na słupek i dach miała wymieniona Xantia, a powstała w 1992 r.
Drzwi zachodzące na słupek A to autorski pomysł Giorgetto Giugiaro, dużo starszy niż lata 90. Po raz pierwszy rozwiązanie to pojawiło się w prototypie Isuzu Asso di Fiori z roku 1979, który rok później wszedł do produkcji jako Isuzu Impulse.
Tak mi to pachniało włoską robotą. Ale drzwi wchodzące w dach i częściowo na słupek miało też Bugatti 57 Aerolithe z 1935 r. Chociaż wyprodukowano zaledwie kilka egzemplarzy, to można go uznać za prekursora takiej stylistyki.
Nie chodzi tu o zachodzenie drzwi na dach czy słupek, a przejście linii szyby/słupka A w dach.
Każde auto sprzed Passata B5 ma dwie linie i mając drzwi zdemontowane z auta, po prostu na nie patrząc da się jasno rozróżnić, że ta część drzwi styka się ze słupkiem A, a ta część styka się z dachem, łączenie jednego z drugim przypada tu i tu.
.Drzwi od Passata mają jedną, zagiętą płynną linię i nie sposób powiedzieć która część drzwi przylega do dachu, a która do słupka A, oraz w którym dokładnie miejscu następuje przejście. W następnej generacji aut stało się to standardem i jest to standardem po dziś dzień.
Było to też pierwsze auto o tak masywnej, jednolitej i nieprzełamanej bryle – dlatego uważam, że B5 było autem przełomowym jeśli chodzi o budowę nadwozi, tak jak przełomowa była Sierra dekadę wcześniej.
Myślę, ze chodzi raczej o płynne przejście miedzy słupkiem a linia dachu, bez widocznego „kantu” przy krawędzi szyby.
Neon chyba był wcześniej.
@Jakub
To rozwiązanie stylistyczne, o którym piszesz, Niemcy jak zwykle skopiowali i to z tego samego źródła, z którego brali większość swoich „nowatorskich” pomysłów. Czyli od Włochów. Przyglądałeś się kiedyś Fiatowi Bravo? Albo Punto?
Przyglądałem i w żadnym z nich nie zauważyłem żeby to przejście było płynne. W Bravo jest podobnie co np. w Audi A4 B5, czyli miękko, ale jeszcze nie płynnie. W Punto jest to jeszcze bardziej widoczne.
Natomiast faktycznie palmę pierwszeństwa muszę oddać Neonowi.
Niebieskie podświetlenie wprowadzono chyba już w 97 roku. Zielone było tylko na początku produkcji.
OK, dzięki, zmienione
Wpis o passacie b5 to powinien być pierwszy wpis każdego bloga/serwisu motoryzacyjnego – taki kamień węgielny 😀
11 lat temu jako drugie auto miałem b5FL 1.9 TDi 130KM, z 6 biegowym manualem, w wersji kombi.
Nie wiem co o nim napisać, naprawdę 🙂 Kupiłem go bo był autem z pewnych rąk, a tak najłatwiej kupić używane auto.
Miał realny przebieg poniżej 300kkm. Pakiet startowy obejmował kompletny remont zawieszenia z przodu i wymianę błotników przednich na nieskorodowane oraz chyba rozrząd.
Palił bardzo mało, przyspieszał bardzo żwawo.
To co najbardziej pamiętam z niego to dzień gdy go sprzedawałem – przyjechało dwóch „mirków”, wciskali gaz do odcinki, w zakręt wchodzili z piskiem opon, marudzili, narzekali i odjechali (nie udało się zbić ceny) po to by następnego dnia przyjechać i go kupić. To była dziwna sprzedaż.
Natomiast mój teść miał b5FL z silnikiem VR5. Nie dość, żę VR to jeszcze 5 – naprawdę dziwna konstrukcja.
Passat teścia miał około 180kkm i wyglądał jak nowy. Bardzo podobały mi się fotele – skóra/alcantara, gałka zmiany biegów podświetlana na niebieski kolor, tak jak zegary. Ogólnie auto robiło dobre wrażenie.
Teść opowiadał, że auto pali 13-15 litrów na 100km. Miałem okazję nim pojeździć i odniosłem wrażenie, że nie czuć tych 170KM. Miałem w tamtym czasie e46 r6 również 170KM i różnica była znaczna – BMW przyspieszało bardzo sprawnie, Pasek leniwie.
Za to ładnie brzmiał – jak V6.
Aha – dodam, że teść nie lubił tego auta – wcześniej jeździł mazdami 626 i zupełnie nie mógł przestawić się na „czołg” jak go nazywał. Tego akurat nie rozumiałem – mój pasek w tedeiku to był wół roboczy – nie było go za co polubić (no może za moment obrotowy) ale pasek teścia robił wrażenie auta, które spokojnie można by postawić obok równoletniego audi a4.
Przyznam, że zastanawiałem się nad odkupieniem tego passata ale zniechęcił mnie ten silnik – paliwożerny i leniwy. Gdyby to był 1.8T, nie zastanawiałbym się długo.
Mój ulubiony mem o pasku : „Panie jak pojechałem nim na giełdę to mnie nie wpuścili bo powiedzieli że tylko używane wpuszczają .”
Osobiście miałem mało wspólnego z passatem . Zawsze byłem obóz Mondeo . Choć kiedyś latałem sporo Passatem B2 ale to inna epoka. Wiele lat potem miałem okazję przejechać się Passatem CC w jakiejś mocnej wersji i nawet przyjemne wrażenie na mnie zrobiło .
Tekst też bardzo dobry – jeśli się nie obrazisz, dorzucę do artykułu 🙂
A gdzie tam ! Będę zaszczycony .
Dziękuję bardzo 🙂
ja tylko jedną osobę znam co ma Passata B5, a tak to na wsiach raczej króluje od dawna Audi 80 a teraz to i A4 i A3 (choć 80tek nadal sporo)
co do 1.9TDI no to jest to po prostu dobry trwały i oszczędny silnik, każdy powinien taki być, do tego fajnie się zbiera, łatwo odpala (bo wtrysk bezpośredni) i ładnie równo pracuje
@benny_pl? 80 króluje? Gdzie? Fakt, w porównaniu do takich R19 czy Escortów z tamtych lat to jeszcze trochę jeździ ich. Ale kurde już z 7-8 lat temu to zdecydowanie przestało królować na rzecz A4 B5 i B6. Już i b5ek coraz mniej , b6 ze słynnymi 2,5 tdi czy też lekko rozbite jakieś 1,6 czy 2,0 alt widuje się na szrotach a co dopiero 80. Najmłodsze egzemplarze 80 mają już 31 lat , jeszcze do niedawna to były pełnoprawne zabytki.
Taki zachwyt nad tym VW to po prostu narodowy przerost EGO. Tak jak do tej pory. Osobiście wole prostą Astrę H 1,4
A może po prostu to było dobre auto, i ego nie ma z tym nic wspólnego?
Mnie to właśnie fascynuje, ilu ludzi KAŻDY wybór samochodu postrzega przez pryzmat ego. Ja fanem Passata nie jestem, ale rozumiem, że komuś się może po prostu podobać. Tymczasem zaskakująco wielu ludzi w ogóle nie bierze pod uwagę takiej opcji…
Nie wiem, czy własnego zdania nie mają albo własnego życia, że wszystko jest dla nich wyłącznie na pokaz…?
Ja trochę rozumiem fenomen i popularność Passatów B5. Faktycznie, wraz z Golfem 4, to był szczytowy moment techniczno-stylizacyjny dla VW. Gładkie, ale jednocześnie masywne linie w bauhausowym stylu (widocznym także w A6 C5) długo wyglądały świeżo. W codziennym katowaniu passaty też nieźle zniosły próbę czasu. Poprzednie modele to trochę wozy na modłę Audi 80 – solidne, ale jednocześnie mocno toporne i siermiężne. Przy czym o ile B3 był „jakiś”, o tyle B4 to taki trochę koszmarek, lepiony na siłę i mocno odstający stylistycznie od ówczesnej konkurencji. Co do konkurencji dla B5, to po latach sama się wyeliminowała. Mondeo Mk2 – wszystkie zgniły. Vectra? Też zgniluchy, do tego żrące olej na potęgę. Peugeot 406 – kiedy ostatniego widzieliście? Aby przekonać się, że ten czas był „peakiem” dla VW, wystarczy przypomnieć sobie następców, tj. Passata B6 i Golfa V, dało się tam dostrzec spory zjazd jakościowy. A, i dodam jeszcze, że B3 nie był pierwszym popularnym Passatem w Polsce, bo „szczupaków” B2 też jednak trochę przewijało się po drogach.
„Chorwacja, korek, upał z 40 °C. jak ja panie klimę w Passacie włączyłem, to dzieci do okola auta na łyżwach jeździły. ” i własnie takiego miale. 1.9 tdi 130PS z 2005 ( jeden z ostatnich 1,9). Przejeździł zemną 280kkm.
Zawsze wszędzie dojechał i mimo ze był jednym z najnudniejszych aut które miałem ( przewyższa to tylko Mercedes W205) wspominam go b. miło.
Chciałem się jeszcze odnieść do doświadczeń Szczepana dot. testowanego Audi 80 1.8 90PS – otóż te silniki były bardzo żwawe i do 160km/h dość szybko przyśpieszał, do tego były bardzo elastyczne. Na 4 od 30km/h szedł równiutko, na 5 bez protsetów przyśpieszał.
Dlatego stwierdzam, że tamten egzemplarz był albo mocno zużyty lub rozregulowany. Często się z tym spotykam, – często po naprawie/regulacji klient twierdzi że przybyło z 50koni 🙂 KE-jetronic lubi się tak z czasem 'rozleźć’
Czasem niewiele trzeba aby pierwotny ogień powrócił 🙂
Ten przykład obrazuje pewien problem „Przejażdzek po godzinach” – czasem auta są uszkodzone lub zyżyte na tyle, że zakrzywiają obraz jak to było naprawdę…. nie przyśpieszają, nie hamują, nie skręcają lub skręcają same….
A 1.8S przypadkiem nie miało gaźnika? Pierburg jak dobrze kojarzę
w opisywanym przez Szczepana był KE-jetronic, zobacz zdjęcia z wpisu o nim. A jeśli byłby to gaźnik (Pierburg 2E2) też mógłby byc zepsuty
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że 30- czy 40-letnie auta nigdy nie jeżdżą jak nowe i że najwięcej zależy tu od stanu.
Tamto Audi wcale nie jeździło źle, ale po prostu ówczesne wolnossące benzyniaki nijak nie mają się do silników turbodoładowanych, nawet diesli. W sprincie na ćwierć mili nie są gorsze, ale przyspieszenie od 50 do 140 przy włączaniu się do ruchu autostradowego albo wyprzedzanie na drodze jednojezdniowej w dzisiejszym ruchu to jest wyzwanie. W 1,9 TDI nie jest, mimo że generalnie 100-konny Passat też od współczesnych aut mocno odstaje.
Legenda i wszelkie memy o Passacie pojawiły się po 2004 r. i wejściu do UE, kiedy te auta zaczęły trafiać pod strzechy. Wcześniej nowy Passat to było u nas auto klasy premium – w latach kiedy wchodził na nasz rynek był chyba najdroższym samochodem segmentu D poza Audi, BMW i Mercedesem – w bazowej wersji kosztował dużo drożej niż Vectra albo Mondeo i prawie dwa razy tyle co Octavia albo Espero, które w naszych warunkach były autami niemal luksusowymi. Po 2004 r. na popularność złożył się:
1. nowoczesny wygląd;
2. zaufanie do marki;
3. podatność na naprawy i serwisowanie (mój mechanik, u którego w latach 2000-ych naprawiałem samochody zawsze powtarzał, że VW jest bardzo łatwy w naprawach, bo wszystko jest zrobione z głową, łatwy dostęp, intuicyjne rozwiązania, wszystko łatwo da się wymontować);
4. a z czasem suma powyższych pkt przełożyła się na popularność modelu, co stało się zaletą samą w sobie, bo większość warsztatów nauczyła się je naprawiać i dostęp do części był bardzo dobry.
Dokładnie tak było – był drogi.
Gdy kupowałem nowe auto w 2003r wybór padł na Citroena C5 HDI, kosztował wtedy podobnie do Golfa IV z podobnym wyposażeniem – było to nieco ponad 80tys PLN. Podobnie kosztowały Vectra, Laguna, czy Volvo V40. Mondeo było znacznie droższe, bliżej Passata, a jakość oczuwalnie niższa – niestety muszę to przyznać, a lubię Fordy – blizej mu było do Vectry, która nowa podczas jazdy testowej skrzypiała 🙂
Passat był poza zakresem moich zainteresowań z powodu ceny/wyposażenia. Nie chciałem podstawowej wersji na benzyne bo potrzebowałem wygodnego auta do dużych przebiegów, a nie biedy wersji palącej dużo droższej wtedy benzyny:)
Świetny pomysł na formułę wpisu z tymi memami.
Osobiście nigdy nie prowadziłem, ani też nie jechałem Passatem b5, ale że był popularny to wiem. Byłem, widziałem. Co ciekawe jako auto na dojechanie przez ekipy budowlano – remontowe Passata nie widuję, a C5 w kombi owszem. 406 o których ktoś wyżej wspominał także widuję, powiedziałbym, że częściej niż Paski, ale to pewnie tylko iluzja rzeczywistości sprawiana przez moje frankofilskie oko. Potwierdzam także to co pisał Benny, na wioskach Żywiecczyzny Audi A4 częściej widywałem niż Passaty B5.
Natomiast miałem kiedyś styczność z 1.9tdi w służbowych Caddy. To było na prawdę trwałe. Po podróży z Żywca do Świnoujścia postanowiłem sprawdzić co tam na bagnecie. Na bagnecie było sucho, nawet po dolewce (około 0.5l). Jeździło to oczywiście dalej po dolewce.
też miałem służbowe Caddy 9k (to na polówce mk3) 1.9TDI i bardzo lubiłem ten samochód, choć jak ja jeździłem to palił koło 9 ropy ale szedł jak wściekły, dobrze się prowadził i można było zapakować dowolnie dużo bo tył był na resorach, może by i palił mniej ale coś w nim umierało i głupiał i gasł i zanim doszedłem że to zamoknięty w podszybiu komputer (który wymyłem i wysuszyłem i działał) to rozebrałem pompę wtryskową i po złożeniu okazało się że trzeba ją wyregulować komputerem a takowego nie miałem, więc złożyłem na oko tak żeby jak najlepiej jeździł no ale i tak „sprężynka” na zegarach migała więc nie było to zbyt dobrze wyregulowane
To ja jeździłem tym kolejnym roczniki 2003-2020 w różnych fazach, 1 i ostatniej. One też miały tył na resorach. Ten z fazy ostatniej miał już 2.0 TDI 120KM na commonrailu 4×4. Bardzo przyjemnie jeździło się tym, ale siedzenie z tyłu na pusto nie było komfortowe. Jednak resory trzeba dociążyć:)
https://www.olx.pl/d/oferta/pontiac-transsport-1-9-tdi-automatic-CID5-ID17TQPO.html a tutaj ktoś zeswapował TDIka do TransSporta 🙂 już drugi taki swap widzę w ogłoszeniach, ciekawe czy do skrzyni 3 biegowej „kadettkowej” czy 4 biegowej to założyli, do trójki łatwiej bo tam niema żadnej elektroniki tylko linka gazu
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin 😃
a kto ma urodziny i które?
Niestety już 45, od dzisiaj jest bliżej do 50 niż do 40…
Dzięki za pamięć 🙂
No jak to kto? Twórca tego oto bloga. Również dołączam do najlepszych życzeń z okazji urodzin!
również się dołączam! choć już trochę za późno… ale szczerze wszystkiego najlepszego!
Jeszcze mi się przypomniał tekst : Najpiękniejszy dźwięk jaki pamiętam to jak babcia tłukła kotlety na obiad. A potem żem usłuszoł 1.9tedei .
Dobre 🙂
Moim zdaniem Passat B5 to całkiem niezłe auto, ale nie widzę w nim nic nadzwyczajnego. Z Volkswagenów prawdziwymi pomnikami są oczywiście Garbus, Ogórek i VW Golf mk1.
Zgadzam się całkowicie. Właśnie te modele umieściłbym w serii o pomnikach.