SEKCJA GOSPODARCZA: KTO NASTĘPNY?

To, co widzicie powyżej, miało być wizją przyszłości – jeszcze w 2020r. W dodatku wizją chińską – przedstawioną przez chińską firmę na chińskich targach samochodowych. A w dzisiejszych czasach chińskie plany na przyszłość powinno się traktować bardzo poważnie.
Cały samochód miał chyba być przełomowy, bo nawet nazwano go Przełomem (ang. Milestone – w tłumaczeniu dosłownym znaczy to „kamień milowy”, jednak w istocie chodzi właśnie o ważny punkt na ścieżce rozwoju). Szczegółów podano niewiele: napęd miał być oczywiście elektryczny, z „silnikiem o wysokich osiągach” i „baterią gwarantującą świetną wydajność na długich dystansach” – ale bez podawania żadnych konkretnych parametrów. Nie, zaraz, w notce prasowej znalazłem trzy liczby: wymiary nadwozia 5.000 x 2.000 x 1.400 mm. To jednak wszystko – reszta sprowadzała się do długiego słowotoku na temat stylistyki nazwanej cubic aesthetics, „inspirowanej światem gier komputerowych i sportowych ubrań„, „tworzącej silny charakter” oraz „kreującej poczucie szybkości i futuryzmu„. Kolejne słowa-klucze to „interaktywne doświadczenie„, „zatarta granica pomiędzy rzeczywistością i wirtualnością” oraz „wciągające przeżycia„.
Z mniej nadętych haseł udało mi się jeszcze wyłuskać „fotele odsuwane swobodnie do tyłu” (nie przypuszczałem, że to dla Chińczyków nowość), możliwość oddzielenia kierownicy od umieszczonego na niej interaktywnego kontrolera oraz zdolność szyby czołowej do przekształcenia się w kinowy ekran 3D – mam tylko nadzieję że wyłącznie na postoju, a nie w czasie jazdy, w ramach „zacierania granicy między rzeczywistością i wirtualnością„.
Całość tekstu brzmi typowo sztucznointeligentnie i w wielu miejscach bełkotliwie, jak to azjatycka angielszczyzna marketingowa. To jednak nie ma już wielkiego znaczenia, bo producent rzeczonego concept cara – chińska firma Qoros Auto Co – w grudniu 2025r. złożyła w sądzie wniosek o rozpoczęcie postępowania upadłościowego. Który to wniosek został natychmiast przyjęty.
O firmie Qoros chciałem opowiedzieć dlatego, że o motoryzacji chińskiej czytamy zwykle w kontekście jej żywiołowego rozwoju. Do wiadomości o bankructwach nie jesteśmy przyzwyczajeni, ale one najprawdopodobniej będą się powtarzać, bo według najnowszych prognoz szanse przetrwania w długim okresie ma nie więcej niż 7-10 chińskich producentów aut, na ponad 170 aktualnie działających.
Dlaczego? Bo to naturalny proces. W każdej nowo powstającej branży firmy rodzą się jak grzyby po deszczu, a potem równie szybko upadają, ewentualnie łączą się w większe. To się nazywa dojrzewanie rynku. Przykładowo w USA do pierwszej wojny światowej założonych zostało około 1.700 firm produkujących samochody, do 1940r. dotrwało około 20 (wśród których ponad 90% udziału miała już Wielka Trójka), zaś w 1980r. pozostały zaledwie cztery (ta czwarta to AMC). Bardzo możliwe, że Chiny przejdą podobną ścieżkę, tyle że znacznie szybciej.
Qoros Milestone może już być nazwany pojazdem historycznym. To się nazywa przyspieszenie!!
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
***
Niniejsza historia zaczęła się w grudniu 2007r., od zawiązania joint-venture pomiędzy państwową firmą Chery Automobile Co Ltd (udział 55%) oraz Israel Corporation (45%) – podmiotem również państwowym, tyle że dla Chińczyków zagranicznym. Pierwsza nazwa spółki brzmiała CQAC (Chery Quantum Automotive Corporation): nazwa Qoros Auto Co została przyjęta w listopadzie 2011, ale jest kojarzona lepiej, bo pierwszy produkt – kompaktowy Qoros 3 – został zaprezentowany już pod nią, w marcu 2013r. Co ciekawe, miało to miejsce nie w Chinach, a w Genewie – bo całe przedsięwzięcie było pomyślane jako szturm na wymagający rynek europejski. Stąd nawiązanie technicznej współpracy z austriacką firmą Magna Steyr, szwajcarskie targi jako miejsce debiutu, pozycjonowanie produktów nieprzypominające stereotypowych wyrobów chińskich (przynajmniej jak na standardy z 2013r.), a także europejsko brzmiąca nazwa.
Nazwa Qoros sama w sobie nie znaczy nic, ale miała przywodzić na myśl greckie słowo choros oznaczające chór (co podkreślało międzynarodowe korzenie przedsiębiorstwa oraz cenioną w Azji harmonię świata). Dodatkowo jego pierwsza litera jest identyczna jak w angielskim słowie quality („jakość”), co z kolei powinno było przełamywać europejskie uprzedzenia i podejrzliwość wobec samochodów z Państwa Środka. Trzeba przyznać, udana nazwa i zmyślna legenda – o ile ktoś ją w ogóle przeczytał.
Foto: public domain
Warto w tym miejscu powiedzieć dwa słowa o podmiotach, które zawiązały spółkę. Chery to oczywiście wiodący chiński producent samochodów, założony w 1997r. W 2025r. sprzedał on 2,8 mln aut (wzrost o 7,8% w stosunku do 2024r.), z czego ponad 1,34 mln za granicą – co dało pierwszą pozycję wśród chińskich eksporterów pojazdów mechanicznych. W swym portfelu Chery posiada między innymi głośne u nas marki Omoda i Jaeco, a jego sieć sprzedaży obejmuje wszystkie zamieszkałe kontynenty. W Qoros Auto Co koncern objął udział 55-procentowy, odpowiadający inwestycji 1,5 mld dolarów.
Z kolei Israel Corporation weszło w spółkę za pośrednictwem swojego singapurskiego spin-offu pod nazwą Kenon Holdings – dlatego tę nazwę łatwiej znaleźć w materiałach, jednak w istocie chodzi o instytucje ściśle powiązane kapitałowo. Israel Corporation została założona w 1968r. przez izraelski rząd oraz prywatnego inwestora zagranicznego. Tzn. zagranicznego formalnie – bo on oficjalnie reprezentował Japonię, ale nazywał się Szaul Eisenberg, w Azji mieszkał od czasu ucieczki z Niemiec w latach 30-tych, a jego rodzina wywodziła się z ziem polskich.
W 1969r. Kneset uchwalił powszechnie krytykowane prawo zwalniające Israel Corporation z wszelkich podatków (co uzasadniano „koniecznością przyciągnięcia zagranicznych inwestycji„). Sześć lat później jej prezes, Michael Tzur, został skazany na 15 lat więzienia za liczne malwersacje finansowe. Obecnie holding posiada udziały w strategicznych działach izraelskiej gospodarki (transport morski, przemysł chemiczny, rafineryjny i elektroniczny), ale kontrowersje wokół niego nie ustają. W 2008r. powstał izraelski film dokumentalny pt. „System szakszuki” („szakszuka” to bliskowschodnie danie będące mieszanką usmażonych jajek, pomidorów, cebuli i ziół, a samo słowo w północnoafrykańskich dialektach arabskich oznacza bałagan): opisuje on powiązania Israel Corporation z polityką i afery typowe dla każdej instytucji zarządzającej nie swoimi środkami – tzn. odkupywanie przez państwo prywatnych aktywów po zawyżonych cenach i odwrotnie, tanią odsprzedaż państwowego majątku. Przez pewien czas dystrybucję filmu usiłowała zatrzymać rodzina Ofer, która po śmierci Eisenberga w 1997r. została głównym udziałowcem Israel Corporation. My tymczasem wróćmy do Chin i historii Qoros Auto Co.
***
Qoros poważnie podszedł do tworzenia czegoś w stylu chińskich aut premium dla rynku europejskiego – choć takie sformułowanie nigdzie nie padło, bo w 2013r. wywołałoby co najwyżej histeryczny śmiech. W każdym razie jako główny stylista zaangażowany został designer Mini, Gert Hilebrand, jako szef rozwoju technicznego – Klaus Schmidt z BMW, a w zarządzie zasiadali europejscy managerowie. W momencie, gdy chiński przemysł samochodowy zaczynał pierwsze starania o zdobycie przyczółków na Zachodzie, właśnie koncern Chery, za pośrednictwem spółki Qoros Auto, zdawał się najpoważniej podchodzić do tematu.
Zaprezentowany z końcem 2013r. model Qoros 3 rzeczywiście spełniał europejskie standardy – jako pierwszy chiński pojazd w historii zdobył pięć gwiazdek w testach zderzeniowych Euro NCAP (rok później uzyskał nawet wyróżnienie Best in Class). Również jego wyposażenie bazowe – w tym 8-calowy ekran dotykowy, sześć poduszek powietrznych i komplet systemów antypoślizgowych – przewyższało ówczesne standardy rynkowe Starego Świata.
Qoros 3 wszedł do produkcji jako hatchback (4.438 x 1.839 mm) i sedan (dłuższy o 177 mm), o rozstawie osi 2.702 mm
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Napęd stanowił 1,6-litrowy silnik o mocy 126 KM w wersji wolnossącej (wtedy jeszcze zdarzały się takowe, nawet w Europie) i 156 KM w turbodoładowanej. Obie dawały się połączyć z przekładnią ręczną bądź dwusprzęgłową, w obu przypadkach o sześciu przełożeniach. Inżynierowie nie poprzestali na tym: w 2016r. przedstawili prototypowy silnik pozbawiony wałka rozrządu, nazwany Qamfree i opracowany we współpracy z firmą Koenigsegg…
…a już wcześniej, w 2014r., uzupełnili gamę Qorosa 3 o wersje GT (z podniesionym prześwitem i plastikowymi poszerzeniami)…
Foto: materiał producenta
…oraz City-SUV (6 cm wyższą i 1,5 cm szerszą).
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
W 2016r. zadebiutował Qoros 5: wbrew „wyższemu” oznaczeniu był to model o podobnych wymiarach i identycznym napędzie jak „trójka”, ale o formie prawdziwego crossovera, a co za tym idzie – wyższy o aż 42 cm (1.869 mm zamiast 1.445) i cięższy o 220 kg (1.540 zamiast 1.320). Euro NCAP i jemu przyznało komplet gwiazdek.
Oczywiście, wszyscy rozumiemy: wyższy prześwit, bojowy wygląd, respekt na parkingu i na drodze… Nie mniej jednak nieustająco zadziwiają mnie porównania SUVów / crossoverów do hatchbacków i sedanów – bo te pierwsze nie wydają się mieć żadnego sensu, jeśli tylko użytkownik nie mieszka w jakichś dzikich ostępach.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
***
Kto kupuje chińskie samochody? W Chinach dzisiaj już prawie wszyscy (choć do pewnego momentu krajowe auta miały tam reputację podobną jak u nas), natomiast na Zachodzie – jedynie garstka ludzi mało interesujących się motoryzacją i zorientowanych głównie na niską cenę.
Tu właśnie tkwił haczyk: był rok 2013, europejski wizerunek chińskiej motoryzacji kształtowały takie modele jak Landwind CV9 i Great Wall Voleex, od których części odpadały od samego patrzenia (a czasem nawet bez tego), lecz które kosztowały mniej niż połowę ceny teoretycznie porównywalnych aut europejskich. Tymczasem Qoros wcale tani nie był: w swej ojczyźnie kosztował w przeliczeniu 14-19 tys. € plasując się w średnich lub wyższych przedziałach swojej klasy, zaś w Europie…
Europejski debiut Qorosa miał nastąpić w 2015r., jednak w czerwcu producent ogłosił tylko małoskalową, pilotażową sprzedaż na Słowacji, za pośrednictwem holenderskiej firmy dystrybucyjnej AutoBinck. Cenniki zaczynały się od 21 tys. €, czyli wyraźnie WYŻEJ niż podobnych modeli marek renomowanych, nie mówiąc o budżetowych. Przykładowo Kie C’eed z fabryki w Žilinie Słowacy mogli kupić za już za 13 tys. €, a powyżej 20 tys. sięgały tylko najlepiej wyposażone wersje z turbodieslami pod maską. W tej sytuacji nie dziwi, że eksperyment zakończył się po roku i znalezieniu… 51 klientów. W kwietniu 2017r. firma ogłosiła, że kończy „program pilotażowy” i nie zamierza w najbliższym czasie eksportować do Europy – mimo że był to główny cel powołania marki.
Co ciekawe, testerzy nie znajdowali w Qorosach poważniejszych wad: pisali o dużej przestrzeni w kabinie (zwłaszcza na nogi, co Chińczycy cenią najbardziej), o wygodnych tylnych kanapach mieszczących trójkę dorosłych, o przekonującej jakości materiałów, niskim zużyciu paliwa i bogatym wyposażeniu (również w dziedzinie infotainmentu, połączeń z aplikacjami mobilnymi i społecznościowymi, itp., co w tamtym czasie zaczynało przyciągać coraz więcej uwagi). Jedynym problemem okazało się postrzeganie, tzn. niechęć klientów do wydawania ceny Forda Focusa czy Toyoty Corolli na samochód chiński – nawet jeśli zaprojektowali go europejscy styliści zarządzani przez niemieckich i brytyjskich managerów.
Osobną kwestię stanowiła sytuacja finansowa producenta: w 2014r. Qoros sprzedał zaledwie 7 tys. samochodów (wyłącznie w Chinach), przy mocach produkcyjnych na poziomie 150 tys rocznie. „Żadna firma nie osiąga zysków od pierwszego dnia działalności” – tłumaczyło kierownictwo. W 2015r. sprzedaż podwoiła się – co samo w sobie brzmi pięknie, ale w tej konkretnej sytuacji wciąż oznaczało mniej niż 10-procentowe wykorzystanie możliwości fabryki. W 2016r., po prezentacji Qorosa 5, udało się znaleźć 24 tys. klientów, jednak roczne straty netto zdążyły już przekroczyć 300 mln dolarów, a „pilotażowa sprzedaż” na Słowacji okazała się nie tyle niepowodzeniem, co najprawdziwszą apokalipsą. Jeśli wierzyć oficjalnemu stanowisku firmy, sprawy były powiązane – tzn. pusta kasa spółki uniemożliwiła szerzej zakrojone inwestycje w marketing i rozwój międzynarodowej sieci dealerskiej (choć można wątpić, czy przy ówczesnym europejskim postrzeganiu samochodów chińskich takie inwestycje cokolwiek by dały).
Porażka w samych Chinach mogła zaskakiwać bardziej od słowackiej, bo tam samochodowy rynek rósł w olbrzymim tempie i absorbował niemal każdą liczbę oferowanych aut, również krajowych. Według późniejszych ocen zadziałały jednak same czynniki co w Europie, tzn. ceny Qorosów okazały się nieakceptowalne dla ludzi zainteresowanych pojazdami krajowymi, natomiast skuteczna konkurencja z zagranicznymi nie była mimo wszystko możliwa.
Skala klęski była tak wielka, że w ciągu nieco ponad dwóch lat na stanowisku prezesa Qoros Auto Co zmieniły się trzy osoby, w tym dwie z doświadczeniem w zachodnich koncernach: Guo Qian, Chen Anning (wcześniej Jaguar Land Rover) i Phil Murtaugh (wcześniej General Motors). Każdy z nich rezygnował w ciągu kilku miesięcy, nie widząc szans na poprawę sytuacji.
Opracowanego w międzyczasie prototypu Qoros 3 Estate nie wprowadzono do produkcji
Foto: materiał producenta
***
Jak każda ambitna firma samochodowa, Qoros prezentował modele koncepcyjne.
Wiosną 2015r. światło dzienne ujrzał studyjny Qoros 2 PHEV – hybryda plug-in z napędem dwóch osi (silnik benzynowy napędzał koła przednie, dwa elektryczne – tylne) oraz niedużym, 4,2-metrowym nadwoziem typu crossover
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
W 2017r. ukazało się coupé K-EV – z pojedynczymi drzwiami typu „skrzydła mewy” po stronie kierowcy i dwojgiem po pasażerskiej (jednymi klasycznymi i jednymi przesuwanymi do tyłu). Cztery silniki elektryczne miały rozpędzać auto do 100 km/h w 2,6 sekundy, a baterie o pojemności 107 kWh wystarczać na 500 km jazdy bez ładowania.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Qoros Mile z 2018r. to inne elektryczne coupé, w którym nacisk położono na infotainment – w tym łączność 5G i obsługę głosową
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Rok późniejszy Qoros Mile II był czterodrzwiowym rozwinięciem poprzednika, pozbawionym środkowego słupka i ramek drzwi, a także klasycznej kierownicy zastąpionej U-kształtnym wolantem
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Jako ostatni – w 2020r. – ukazał się Qoros Milestone, od którego zacząłem niniejszy artykuł. Jak każdy concept car, miał on antycypować i kształtować przyszłość, chociaż w tamtym momencie było już wiadomo, że chińsko-izraelska spółka nie ma szans przetrwania.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
***
W 2018r. koncern Chery, jako główny udziałowiec Qoros Auto Co, podjął decyzję o odsprzedaniu większości swojej części. Kupcem został chiński holding Baoneng Invvestment Group należący do miliardera nazwiskiem Yao Zhenhua (plasującego się mniej więcej w połowie listy stu najbogatszych Chińczyków). Grupa Baoneng wyrosła była na początku lat 90-tych na dostawach żywności do żywiołowo rozwijającego się miasta Shenzen, a potem prowadziła ekspansję w wielu różnych branżach.
W ostatniej próbie ratowania przedsięwzięcia Chery udostępniło Qorosowi swój model Tiggo 7, przemetkowany na Qoros Young. Był to 4,5-metrowy SUV napędzany wyłącznie na koła przednie, przy pomocy półtoralitrowego, 154-konnego silnika benzynowego z turbodoładowaniem. Takie kroki świadczą zwykle o daleko posuniętej desperacji i rzadko zwiastują cokolwiek innego niż stopniowe wygaszanie działalności.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
W tym wypadku było jeszcze gorzej, bo Qoros Young w ogóle nie wszedł na rynek – jakiekolwiek materiały o nim zaczynają się i kończą na opisie prasowej prezentacji, komentowanej zresztą dość zgryźliwie: „czy nazwa Young oznacza, że salony będą odmawiały sprzedaży osobom starszym?” – pytali dziennikarze chińscy. Nasi zapewne by tak nie pisali, ale w azjatyckiej kulturze szacunkiem obdarza się właśnie seniorów, a zachodni kult młodości budzi powszechną irytację i potępienie – czego widocznie nie zauważyli zwerbowani w Europie managerowie.
Z braku źródeł trudno powiedzieć, dlaczego Chery anulowało projekt – być może lepszą opcją okazało się odstąpienie udziałów. Jak by nie było, z początkiem 2018r. Baoneng Invvestment Group objęła pakiet 51% akcji Qoros Auto Co zyskując decydujący głos, a rok później powiększyła go do 63% odkupując dodatkowe 12% od kontrolowanego przez Izraelczyków Kenon Holdings (od tej pory Chery zachowywało 25%, a Kenon Holdings już tylko 12%).
Już na jesieni 2020r. grupa Baoneng zakończyła produkcję obu dotychczasowych modeli, Qorosa 3 i 5, wprowadzając w zamian jeden nowy – nie tylko w Chinach, ale też w wielu krajach Azji Środkowej i Południowej, na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Łacińskiej.
Qoros 7 był największym modelem marki (4.697 x 1.897 mm przy rozstawie osi 2.720 mm). A także najnowocześniejszym: z wielowahaczowym zawieszeniem tylnym, seryjną przekładnią dwusprzęgłową z siedmioma biegami oraz dwoma benzynowymi silnikami z turbodoładowaniem, bezpośrednim wtryskiem i zmiennym wzniosem zaworów (analogicznym do systemu Valvetronic stosowanego przez BMW). Pojemności wynosiły 1,6 litra i 1,8 litra, moce – 204 i 230 KM. Wyposażenie było bardzo bogate (obejmowało między innymi ogromny, aż 14,6-calowy ekran dotykowy, komplet asyst kierowcy i tapicerkę ze skóry Nappa), oferta nie obejmowała natomiast napędu hybrydowego ani układu 4×4.
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Foto: materiał producenta
Qoros 7 miał zapewnić przychody pozwalające na dalszy rozwój firmy, w tym rozszerzenie gamy modeli (między innymi o pojazdy tzw. „nowych energii”, co w Chinach oznacza napęd elektryczny lub hybrydy plug-in). Zbierał dobre oceny prasowe, ale znów nie spełnił nadziei – głównie ze względu na wyjątkowo silną konkurencję w segmencie średniej wielkości SUVów i powszechną świadomość poważnych problemów Qoros Auto Co, z wycofaniem się głównego udziałowca włącznie.
Plan zakładał sprzedaż 2.000 sztuk miesięcznie (co i tak nie wykorzystywałoby nawet 20% mocy produkcyjnych), jednak w 2021r. udało się wykonać go ledwie w połowie. A potem historia marki Qoros dobiegła końca.
***
Na początku 2021r. grupa Baoneng wpadła w głębokie tarapaty. Przyczyny tkwiły w czasach sprzed przejęcia Qorosa i były typowe dla tego typu instytucji, zorientowanych na szybki wzrost i krótkoterminowe zyski – chodziło mianowicie o nie zawsze przemyślane, ryzykowne inwestycje finansowane długiem. Po tym, jak kilka z nich okazało się nie przynosić spodziewanych efektów (największym pudłem było przejęcie w 2015r. nieruchomościowego giganta China Vanke), obsługa zadłużenia przerosła możliwości grupy.
Pod koniec 2020r. bieżące przychody Baoneng Investment Group przestały pokrywać wydatki operacyjne i raty kredytów. W pierwszym kwartale 2021r. banki nie otrzymały należnych 434 mln dolarów. Komornik zajął część aktywów grupy, w tym produkcyjny majątek Qoros Auto Co. W połowie roku działalność zakończyła większość dealerów, którzy wtedy, z powodu unieruchomienia fabryki, i tak już nie dostawali samochodów.
Łączna kwota zainwestowana w Qorosa przez Baoneng wyniosła w przeliczeniu 3,7 mld dolarów (z czego około 1/3 została przeznaczona na zakup udziałów, 1/3 na badania i rozwój, a reszta na maszyny produkcyjne i bieżące wydatki operacyjne). W momencie ogłaszania upadłości niespłacone długi sięgały 1,15 miliarda, natomiast wartość aktywów wystawionych na licytację ocenia się na maksymalnie 220 mln dolarów. Niestety, nawet tego nie udało się odzyskać, z powodu braku zainteresowanych kupców – nawet przy silnie obniżonych cenach wywoławczych.
Kłopoty Baoneng Group nie były jedyną przyczyną upadłości Qoros Auto Co. Jako główne czynniki wskazuje się zbyt wąską gamę modeli (w dodatku skoncentrowaną w najtrudniejszych, najsilniej obsadzonych segmentach), ceny nieodpowiadające rynkowemu postrzeganiu pojazdów chińskich (nie tylko za granicą, ale i w kraju), a także niedostateczne doinwestowanie, zwłaszcza na polu marketingu. Wartość i jakość samych samochodów tym razem nie znalazła się wśród wymienianych zastrzeżeń.
Rekordową sprzedaż – 62 tys. samochodów – marka Qoros odnotowała jednorazowo w 2018r. (przypomnijmy – fabryka mogła wypuszczać do 150 tys. rocznie, a w branży samochodowej za granicę rentowności uchodzi 70-procentowe wykorzystanie mocy produkcyjnych). Był to jednak pojedynczy wybryk, dość tajemniczy dla analityków – bo wcześniej wyniki wahały się pomiędzy 7-24 tys. sztuk, a i później spadły do kolejno 26 tys. (2019r.), 12,6 tys. (2020r.), 4,8 tys. (2021r.) i 188 sztuk (2022r.). Wniosek o bankructwo został złożony pod koniec 2025r., a dotychczasowe aukcje aktywów – w tym fabryki – zakończyły się fiaskiem.
***
Omawiając porażkę Qoros Auto Co trzeba pamiętać, że mówimy o dwóch osobnych porażkach: samego producenta samochodów oraz jego głównego udziałowca.
Ten pierwszy z wymienionych wyżej powodów tylko w 2018r. przekroczył 1/3 wykorzystania mocy produkcyjnych (w pozostałych latach oscylował pomiędzy 8-18%), natomiast ten drugi stanowił klasyczny przypadek nadmiernej, ryzykownej ekspansji za pożyczone pieniądze. Taka strategia jest typowa dla współczesnych Chin (a także XX-wiecznej Korei Płd, co opisywałem w artykule o historii Daewoo), ale często kończy się katastrofą – bo jeśli cokolwiek po drodze nie wyjdzie, jeśli spodziewane zyski nie przyjdą, dług do spłacenia pozostaje. Inaczej niż w modelu, który kiedyś preferowała cywilizacja zachodnia: reinwestowaniu osiągniętych już dochodów i pozyskiwaniu dodatkowego kapitału od udziałowców (dotychczasowych oraz nowych, np. przez emisję akcji na giełdzie), z ostrożnym podejściem do zaciągania kredytów. Tutaj tempo rozwoju jest zwykle mniejsze, ale odporność na zewnętrzne zawirowania i zbytnio optymistyczne prognozy – znacznie wyższa.
Według analityków z działających obecnie 170 chińskich producentów aut długookresowo przetrwać ma maksymalnie 10. Ciekawe którzy odpadną w następnej kolejności?
Foto tytułowe i końcowe: materiał producenta
Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

„Z działających obecnie 170 chińskich producentów aut przetrwać ma maksymalnie 10.”
To ważna uwaga. Trzeba to bardzo głeboko wziąć do serca i dobrze się zastanowić zanim się kupi chińskie auto.
Polecam szanownym Kolegom przestudiowanie case’u chińskiej firmy Ora i jej produktu Funky Cat. Firma mianowicie zbankrutowała i wycofała się z Niemiec zostawiając nabywców z autami niesprzedawalnymi i nienaprawialnymi. Ubezpieczyciele nie chcą ubezpieczać tych aut i tylko bardzo niechętnie przedłużają polisy. Niemieccy nabywcy zostali z ręką w nocniku.
Widziałem samochód ORA7 w zeszłym roku na autostradzie około Duisburga. Wyglądała jak Porsche Panamera narysowane przez ucznia III klasy podstawówki. Kierujący z zazdrością i tesknotą patrzył na mnie, gdy wyprzedzałem go Mercedesem W214.
ja to już przestałem to śledzić. Jakaś nowa marka znikąd, klon klona. patrzę historię, robią auta od 50 lat, ale nie do końca bo to była firma X i oni składali rowery, potem kopiowali skutery, przemianowali się na Y i kopiowali male auta. po czym zmienili się w Z i tlukli na licencji. po czym utworzyli A,S,D,F i tam każdy coś dłubał i A połączyło się z D, S i F zdechło ale powstało Q…..ostatnio stworzyli R – to firma córką, spółki join venture z kimś tam..za dwa dni reklama kolejnego, cudu z szablonu AI… nie nadążam.
„W swym portfelu Chery posiada między innymi głośne u nas marki Omoda i Jaeco, a jego sieć sprzedaży obejmuje wszystkie kontynenty”
Chery ma salon nawet na Antarktydzie xD
na Antarktydzie nikt nie ma salonu, bo nikt tam nie mieszka, Chery ma salony na wszystkich zamieszkałych kontynentach
W zimie mieszka tam ok. 1000 osób, latem do 5000.
Myślałem, że to oczywiste, ale jeśli nie, to dodam to jedno słowo, nie ma problemu 🙂
„zadziwiają mnie porównania SUVów / crossoverów do hatchbacków i sedanów – bo te pierwsze nie wydają się mieć żadnego sensu, jeśli tylko użytkownik nie mieszka w jakichś dzikich ostępach”
Mogę napisać dlaczego ja jeżdżę SUVem (małym).
1. Nie mieszkam w ostępach, ale mam działkę, do której ostatnie 50 metrów bywa trudno przejezdne bez napędu 4*4. Jasne, można mieć sedana/kombi z napędem na 4 koła, ale one są droższe, niż mały SUV.
2. SUVy są zdecydowanie lepsze dla osób z drobnymi nawet problemami z kręgosłupem. Ja jeszcze bez problemu wsiadam do zwykłych samochodów, ale już jak przymierzyłem się do luksusowego Nissana o charakterze sportowym, to z opuszczeniem pojazdu miałem problemy.
Zresztą – dziecko ma Corollę, a jak ją trzeba było odebrać po operacji bioder pożyczali moją Vitarę, bo jazda mniej bolała.
wyższe samochody są fajne bo przejeżdża się po krawężnikach itp bez strachu no i wyżej lepiej widać, no ale coś za coś, przy wyższych prędkościach (powyżej jakiś 140) zaczynają się mocno niepewnie prowadzić – pytanie na czym komu bardziej zależy 🙂
Dziś 4×4 to już prędzej w muzeum można zobaczyć niż w salonie, bo 4×4 to można do paru modeli na krzyż zamówić i to w cenach taczej niezjadliwych więc pozostaje jeszcze ten mityczny kręgosłup. Nie mam sylwetki mistera Polski i wiekiem też już mało się kwalifikuje by w takie konkursy stawać, ale nie rozumiem tego fenomenu wsiadania i wysiadania. Owszem z tyłu coraz trudniej wsiąść do niesuva ale z przodu?
4*4 – skrót myślowy, oczywiście chodziło mi napęd na cztery koła, niekoniecznie włączony cały czas.
Kręgosłup – no co ja mogę powiedzieć, jak byłem młodszy też nie rozumiałem starszych ludzi, którzy woleli wsiadać do warszawy niż do dużego fiata. I chodzi nie tylko o problem przy wsiadanie, ale też o pozycję kręgosłupa na siedzeniu.
Ja mam 46 lat, ale mój kręgosłup ma zwężony kanał nerwowy (wada fabryczna), więc boli mnie od wieku nastoletniego. Zwłaszcza że większość doby siedzę. Poprawiło się znacznie, odkąd zacząłem regularnie ćwiczyć i biegać, ale w dłuższej trasie samochodem zawsze mam problem, o ile fotel nie ma pompowanego podparcia lędźwiowego. To naprawdę genialny wynalazek na kręgosłup. Natomiast z wsiadaniem do zwykłej osobówki nie miałem nigdy problemów. Do Lotusa Elise – tak, tam trwało to długo, ale do mojego Mercedesa W204 albo Hondy Civic nigdy w życiu.
Z moimi plecami już od kilkunastu lat jest (odpukać) zupełnie dobrze, więc nie jestem aż tak reprezentatywny, ale o ile różnicę we wsiadaniu do Barchetty odczuwam wyraźnie (choć mi to nie przeszkadza) to w przypadku nowszego coupe (Peugeot RCZ) jest to niemal pomijalne.
Co ciekawe wsiadanie do wspomnianego tu już Renegade wydaje mi się bardziej nienaturalne niż do ,,klasycznych” hatchbacków i sedanów.
Zastanawiam się czemu kupujący SUVy nigdy nie używają jednego z najlepszych argumentów – bo im się po prostu podobają. Przecież w tym nie ma nic złego. Ludzie mają różne gusta. Ja na przykład lubię auta małe i niskie, ale mam też dziwną słabość do minivanów.
PS: Spotkałem się też niestety z sytuacjami kupowania SUVów tylko z powodu trendów – bo takie teraz modne, bo wszyscy sąsiedzi mają, bo żonę koleżanki namówiły itp.
Z tym napędem 4×4 to „trzeba usiąść na spokojnie” – bo większość rozwiązań dostępnych na rynku to zwykłe protezy z otwartymi dyframi, dopinanymi osiami itp.
A co do przydatności… no więc kilka ładnych lat mieszkałem na zadupiu, do którego jechało się przez kilometr polną drogą przez niewielkie wzgórze, czyli najpierw w górę, potem w dół. „Polną” w sensie dosłownym, dwie gliniaste koleiny rozdzielające łąkę na dwie części i zero utwardzenia. Deszcz, błoto, kałuże, zima, kopny śnieg itp. – nigdy nie miałem problemu z dojazdem. Czasem oczywiście auto się uślizgiwało na boki, ale zawsze docierałem bez większego problemu do celu. A czemu o tym piszę? Bo jeździłem Mazdą MX-5. W Alpy zimą też tym samym autem jeździłem.
Mogę więc z czystym sumieniem stwierdzić, że opowieści o konieczności większego prześwitu i napędu 4×4 są w 99% grubo przesadzone.
Gratuluję przejezdności dróg.
Mi do działki dwa razu udało się nie dojechać poprzednimi samochodami. I „proteza” z dopinaną osią wystarczyłaby w zupełności. Zresztą mam pozycję „lock” jakby co.
Blokady dyfrow w terenówkach to nie byl standard. Dzisiejsze rozwiązania wykorzystujące ESP jako ersatz blokad potrafią ściągnąć samochód stojący trzema kołami na rolkach. W lepszych rozwiązaniach praktycznie od razu. Przednia blokada jako fabryczna opcja występowała chyba tylko w G.
@AAA. Dopinany napęd na przód to standard w rasowych terenówkach, gdzie zwykle nie ma międzyosiowego mechanizmu różnicowego, czasem nawet nie ma reduktora. Stały napęd 4×4 ze sprzęgłem wiskotycznym pojawił się w SUWach ze 20 lat temu. Uprawiałem kiedyś offroad, raczej z potrzeby i zamiłowania do samochodów, niż ze sportowych inklinacji i zostały jeszcze 3 terenówki i prawdziwy SUW z reduktorem i szperą.
Jeżdżę teraz sporym SUWem hybrydą z 4×4 i silnik elektryczny doskonale zastępuje reduktor (daje duży moment przy minimalnych prędkościach) a system HTRAC (nie pytajcie jak to działa) doskonale trzyma kierunek i sprawdza się w umiarkowanym terenie (np. zaorane pole). Jednocześnie doskonale pilnuje samochodu przy prędkościach autostradowych (chyba, że jest silny boczny wiatr – samochód jest wysoki).
Przez 30 lat jeździłem na co dzień samochodami francuskimi i myślę, że dzięki temu nie narzekam na kręgosłup mimo zaawansowanego wieku.
Jeśli trudno dojechać bez 4×4, to właśnie takie sytuacje miałem na myśli pisząc o „ostępach”. Mam kolegę, który w zimie ma problem z odcinkiem około 500-metrowym – i on kupił Ignisa 🙂
Ja mam problem z odcinkiem 50 metrów, a Ignis jest dla mnie za mały. Kupiłem Vitarę, która jest tańsza od najtańszego sedana/kombi z napędem na 4 koła.
Ale kręgosłup też jest problemem dla osób 60+ lub ze schorzeniem.
Bo SUV-y nie zastąpiły wg mnie sedanów, ani tym bardziej terenówek, tylko przede wszystkim Minivany – kiedyś każdy producent miał w każdym segmencie jakiegoś Minivana – obecnie w każdym segmencie ma SUV-a/Crossovera i kupuje je generalnie ta sama grupa klientów – współczesny Crossoer oferuje podobny komfort wsiadania i wyższą pozycję za kierownica co Minivan, tylko fajniej od niego wygląda.
Czy crossover zastępuje minivany, to zależy od rozmiaru, ale udziały rynkowe obu gatunków są zupełnie różne. Dziś klasyczną formę sedana/hatchbacka/kombi wręcz coraz trudniej kupić.
To ja mam refleksję z życia wziętą: mam sedana – kompletnie nieuterenowionego – z 1990 r. o prześwicie wynoszącym 17 cm. Dla porównania Jeep Renegade ma 17,5 cm (domyślam się, że w wielu SUVach jest podobny, akurat utkwił mi w pamięci ten z Jeepa o groźnej nazwie Renegat). Współczesne sedany w segmencie C/D/E mają po 11 cm i mniej.
Czyli najpierw obniżamy zwykłe sedany / liftbacki / kombi, klienci potrzebują czasem, na przykład, wjechać na krawężnik (dziwne, kto by pomyślał?), więc szukają czegoś wyższego, na co – bach – mamy SUVy.
Pamiętam jak porównywałem katalogi ówczesnego Avensisa do Rav 4 i Accorda do CRV. Te same silniki, moce, napęd itp. Modele SUV były o ponad 10% droższe od swoich odpowiedników w wersji nie-SUV. Biznes świetny. Skoro można wyprodukować podobny sprzęt i opchnąć go drożej to nie dziwota, że znikają z rynku te tańsze.
Natomiast druga refleksja jest taka: do Colta CZ z 2005 r., którym czasem jeżdżę, wsiada się podobnie jak do jego SUV-owatych odpowiedników produkowanych obecnie. No ale wygląda mniej prestiżowo i jest mniej napompowany. Więc teraz mamy raczej Yaris-Crossa, Renegade’a czy jakiegoś Fiata 500x zamiast Colta, Vengi itp.
Mam już dość tych crossoverów. Już wolę Passata B5. Mercedes W124 jest milion razy ładniejszy i bardziej użyteczny niż te bezużyteczne suvopodobne parodie samochodu sportowego i niczego nie udaje.
@daozi, zajęło mi dłuższą chwilę zorientowanie się, że Colt CS to nie Czeska Zbrojówka, tylko mitsubishi 😀
Co do spostrzeżeń mam bardzo podobne. Jak jeździłem Xsarą to się na parkingu zawsze dziwiłem, że ten kompakt jest wyżej zawieszony niż większość crossoverów i bliżej mu do Suvów niż do osobówek. Natomiast to była też bardzo filiranowa konstrukcja, jak się tym jeździło to dawało uczucie lekkości, jakże inne od kolejnego mojego auta, już z ery NCAP. Podejrzewam, że nowsze, sztywniejsze platformy potrzebują więcej gabarytu na przetłoczenia i podłużnice usztywniające.
SUV/CUV to dzisiaj po prostu typ karoserii, hatchback z wyższym dachem. Trend zapoczatkowany przez Giugiaro z dodatkowymi genami z innych linii.
Wyższy dach pozwala podnieść siedzisko i/lub ustawić bardziej pionowo oparcie na czym zyskuje przestronność wnetrza.
Sensu nie ma sedan (chyba, ze masz niekompetentnych konstruktorów, ktorzy muszą ratować sztywność poprzeczką a wszelkie coupe, zwłaszcza wyższych segmentowa, sensu są w ogole pozbawione. Co sie nie przekłada na pożądanie.
Oczywiście wszystkie terenowe akcenty to budowanie prestiżu, bo terenowki to był symbol statusu (ale nie na tyle, zeby klienci godzili sie na kompromisy w jeździe po twardym).
Nie zgodzę się z tym, że sedan nie ma sensu. Ma pewną użyteczność, albo przynajmniej miał kiedyś. W moim jest bardzo duży bagażnik (bo wówczas jeszcze boki nie były tak zabudowywane), dzięki czemu przewieźć da się mnóstwo rzeczy. Z wyjątkiem bardzo wysokich, których ja akurat nigdy nie potrzebowałem wozić. W przeciwieństwie do kombi, nie „wieje” mi z bagażnika i tylna kanapa – składana w razie potrzeby, której nie miałem w ciągu ostatnich 6 lat – izoluje od tego co może się tłuc czy tam pachnieć w bagażniku.
Hatchback tej pojemności ma o wiele mniej – jeździłem kilkoma. Kombi wygląda gorzej i jego pojemność jest większa teoretycznie tylko wzwyż, co tylko czasami i niektórym jest potrzebne.
No a optycznie kombi czy liftback po prostu wyglądają od sedana gorzej.
Coupe, które też miałem przy okazji, ma przede wszystkim wyglądać. I kiedy się je dobrze narysuje to żaden inny typ nadwozia nie jest choćby w połowie tak piękny. Chyba tylko o to w nim chodzi.
Wypowiem się jako użytkownik SUV-a – @ndv ma rację, tj. wszyscy piszą o wsiadanie, wyższym prześwicie itp., a tak z mojej perspektywy najważniejsza jest ilość miejsca nad głową dzięki czemu kabina jest mniej klaustrofobiczna, wcześniej jeździłem Minivanem, obecnie jeżdżę SUV-em i największa różnica jaką odczuwam wsiadając do „normalnego” auta to, że albo muszę odchylić oparcie, albo smyram resztką włosów po podsufitce – większość osób powie, że to bez znaczenia i ten wysoki sufit to marnowanie przestrzeni, ale to samo można powiedzieć o mieszkaniu – po co 3.20 wysokości mieszkania, jak w wielkiej płycie było 2.20 i człowiek też się w głowę nie uderzał, ale mimo to jakoś tak przy wysokim suficie jest przyjemniej. To, że siedzi się wyżej, ma wyższy prześwit, czy lepiej wygląda od Minivana, to już wartość dodana, chociaż wyższy prześwit czasami przy wycieczce na łono natury się przydaje.
W mieszkaniu różnicę metra wysokości najbardziej widać na rachunku za ogrzewanie 🙂
ciekawy akrtykuł, choć szkoda, że tak mało technicznych aspektów, nawet zdjęć silnika nie ma, a przecież to na pewno musiało być zbudowane na jakiejś istniejącej platformie oczywiście dostosowanej pod daną karoserię, silniki jak i skrzynie biegów też wątpię żeby sami produkowali (skrzynia DSG to pewnie jakaś kopia VW)..
no i w tych pieniądzach oferując chińskie auto ciężko oczekiwać że klienci się na to rzucą… już lepiej jak by poszukali oszczędności, poracjonalizowali produkcję, może odjęli jakieś droższe wyposażenie i sprzedawali nawet z niedużą stratą, byle by osiągnąć taką sprzedaż przy której produkcja zaczęła by być rentowna a potem powoli podnosić cenę
O, może o to chodziło. Zrobić u „szwagra” duże zamówienie na podzespoły, „szwagrowi” zapłacić i nie odebrać bo nie ma do czego.
Dziś praktycznie nie ma informacji o technice. Piszą mniej więcej to, co cytowałem z materiałów prasowych, plus czasem wymiary ekranów dotykowych itp.
Qoros.
Pamiętam. Nie wiem czy jeszcze z gazet, czy z internetu, w każdym razie wtedy jeszcze czytałem media motoryzacyjne.
Coś właśnie pamiętam, ze miało to kosztować sporo, ze otworzono jeden salon gdzieś na Słowacji i potem sluch po tym zaginął.
W sumie genialny pomysł – opracować dość drogi samochód konkurencyjny wobec najlepszych na rynku i go potem na tym rynku nie sprzedawać.
Nie wiem czy tak bardzo niedoszacowali kosztów opracowania, ze zabrakło na jakąkolwiek sieć sprzedaży, czy to mial być jakiś przewał… No i co za geniusz wpadł na pomysl, zeby jedyny salon otwierać na Słowacji? Przecież to nie byl specjalnie zamożny kraj, a w takich ludzie wybierają w podobnej cenie raczej znane marki.
Też dziwi mnie taka strategia. Ale ja jednak myślę, że w 2013r. pomysł sprzedawania w Europie drogiego auta z Chin nie miał szans powodzenia, nawet gdyby zrobić pozłacane karoserie.
Tak samo jak nowa marka premium. A jednak Tesla zdecydowanie sie do tego grona załapała. Swoją drogą tez ciekawy przypadek warty opisania z ekonomicznego punkty widzenia.
A historia z Quorosem to tak, jakby sportowiec trenował przez lata do olimpiady, zakwalifikował sie, po czym stwierdził, że zamiast startować w zawodach pójdzie na piwo.
Swoją drogą ciekawe jak siec sprzedażowo serwisowa wyglądała w Chinach.
„Tak samo jak nowa marka premium” – Lexusowi się udało, niemalże od pierwszego dnia 🙂
Tesla przez długi czas była przykładem manifestu ideologicznego. Nawet w polskiej blogosferze w czasach świetności starego Złomnika funkcjonował zwrot „wyznawcy piżma” („musk” to po angielsku właśnie piżmo, jeśli ktoś nie wie). Tu nie chodziło o sam produkt, tylko o pokazanie światu, jaki ja jestem do przodu i jak bardzo nie lubię samochodów – mimo że właśnie kupiłem samochód, i to drogi.
Nie mam pojęcia o rynku dealersko-serwisowym w Chinach. To jest ciekawa sprawa, ale trzeba byłoby zapytać kogoś, kto mieszka na miejscu (i najlepiej pochodzi z Europy lub USA, żeby wyłapał różnice).
Trafna uwaga Szczepanie. Tesla to było coś jak iPhone na kołach. Nie sam wytwór przemysłu maszynowego, ale cała ideologia za tym stojąca. Faktycznie, manifest to dobre słowo opisujące ten fenomen.
Nie przeczę, że Apple czy Tesla wyhodowało sobie dzieki marketingowi grupę wyznawców. Ale w sumie Audi, BMW, Mercedes czy nawet VW też.
Co nie zmienia faktu, że ludzi kupujących Tesle jest wiecej niż kiedykolwiek w przypadku Saaba.
Zgadza się, jest ich więcej. Ale to raczej dzięki ideologicznej otoczce niż przymiotom samego produktu.
Ja np. jestem wielkim fanem Mercedesa, ale to z powodu charakteru tych aut. Nowoczesne Mercedesy w ogóle do mnie nie przemawiają, bo ten charakter straciły. Po moim aktualnym W204 (którym chcę jeździć jak najdłużej) na 99% zmienię markę, bo w nowszych modelach z gwiazdą nie widzę tego, co dotąd lubiłem.
dla mnie to sposób na 'przepalanie kasy’ . Autor napisał że ten izraelski inwestor to jest quasi państwowy, czyli prywatyzujemy zyski a nacjonalizujemy długi. jestem pewny ze rozwój firmy moto miał ogromne dofinansowanie, jakieś tanie kredyty, granty, doplaty (tu zrzutka obywateli Chin). no i co? ano coś robimy, trochę po produkujemy, konta w Szwajcarii spuchną,- a potem zrobimy protokół zniszczenia….
Ten artykuł opublikowany na jakiejś interii wywołałyby burzę. Fani taniego blink blink krzyczeliby że autor jest sponsorowany przez Niemców Francuzów czy inną Europę.
A tak to się właśnie ładnie skończy.
Menedżerowie ze Stellantisa i GM to raczej średni pomysł na naprawę firmy😉
Przepraszam, komentowałem chwilę po przeczytaniu – nie Stellantisa, tylko JLR. W sumie podobnie kiepski pomysł 😉
Bardzo ciekawy artykuł. Coś tam słyszałem kiedyś o Quoros, ale pamietam jak przez mgłę.
Zresztą kiedyś byłem bardzo sceptyczny wobec chińskiej moto, zapewne przeczytałem i machnąłem ręką. Teraz trochę mniej jestem sceptyczny, bo konkurencja przywróciła odrobinę przytomności w UE.
Ale do celu. Dwa spostrzeżenia, mentalność Chińczyków – kłamstwo nie jest złe póki nie zostanie zdemaskowane.
Drugie to niepewność co do istnienia tych firm, tak jak pisano wyżej. Firma znika i zostaje nieserwisowalna maszyna bez obslugi. Od aut oczekujemy trochę więcej niż od elektroniki konsumenckiej. Są to także dużo bardziej złożonr systemy.
I oczywiste technicznie jest możliwość, że producent z EU też się zwinie. Jednak uważam, że w obecnym systemie jest to mało prawdopodobne. W końcu podatnik chętnie dosypie publicznej kasy do ratowania prywatnego interesu, który jest too big to fail.
Pamiętam Qorosa, pamiętam kiedy czytałem ówczesne wiodące portale motoryzacyjne i marka bardzo często przewijała się w artykułach. Pokazywano zdjęcia, podkreślano europejskie know-how i design, zapowiadano, że Chińczycy w końcu tworzą samochód wysokiej jakości dla Europejczyków, który zawojuje rynek (wszyscy jeszcze pamiętali o testach zderzeniowych Landwinda i Brilliance). No i właśnie, kiedy już pojawił się na rynku to bardzo szybko słuch o nim zaginął, sam w życiu nie widziałem żadnego na żywo, jedynie na zdjęciach (prawdopodobnie egzemplarze ze słowackich salonów sprzedaży). Myślę, że ten cały pomysł na Qorosa po prostu pojawił się o jakieś 10 lat za wcześnie, widząc jak dziś sprzedają się wspomniane Omody i Jaecoo (w Warszawie już w zasadzie widzę je na co dzień), miałby spore szanse na powodzenie, oczywiście z SUVem i crossoverem w ofercie od początku, hatchbacka i sedana mogliby olać całkowicie.
Pierwszy udany atak jaki ja pamiętam, to było Lynk & Co w okolicach 2018, więc w sumie nawet mniej niż te 10 lat. Z tego co kojarzę oni też pozycjonowali się jako takie premium (chyba coś a’la DS), z tym, że oferta była tylko elektryczna. W sumie sprytny wymyk od tradycyjnych konkurentów segmentu premium. Firma należy do geely, więc być może jakieś know-how z volvo tam było.
Swoją drogą Geely ma też sporo akcji w Smarcie i do spółki z Mercedesem robią jakieś nowe smarty EV. Oczywiście to już nie jest ten smart co kiedyś, ale ciekawe czy mercedes nie pogłębił swojej wiedzy na temat budowania EV przez chinczyków.
Chciałbym poznać psychologiczny profil tych pięćdziesięciu nabywców Qorosa. Może to byli ludzie z ADHD, którzy uznali, że „ale fajne – drogi chiński kompakt, o którym nikt nie słyszał, czegoś takiego jeszcze w życiu nie miałem!” i kupili pod wpływem impulsu.
Bo żeby nabyć kompletnie neznany samochód, nieznanej marki, niewyróżniający się niczym szczególnym, który może się okazać de facto zupełnie nieserwisowalny za to kosztuje więcej niż znana już konkurencja, to trzeba podążać jakimiś niesamowitymi ścieżkami myślowymi.
Nie trzeba zawiłych ścieżek myślowych. Wystarczy trochę indywidualizmu i mniej ograniczona wyobraźnia. Wielu się zapętlało i kupowało np. Passaty, bo wszyscy kupowali Passaty, a jak wszyscy kupowali,to znaczy, że były najlepsze i ja też, jak reszta, kupię Passata. A ja zawsze kupowałem bardziej niszowe samochody. Bo mnie ciekawiło jak się będą sprawdzać w porównaniu z rzeczonym Passatem, poza tym na przysłowiowych imieninach u cioci nie chciałem żeby mój znikał w szpalerze zaparkowanych VW, Audi czy Skód i prowadzić dyskusji o wyższości 1,6 TDI nad 1,9TDI. Tacy uważali mnie za ignoranta, nie wciągali w dyskusję i miałem spokój.
tak na marginesie tych setek marek z Chin. Leca jakieś reklamy auta „Dżag”. Mysślalem, że oto jest !, nowy Jaguar !, wrócił do gry, wrrr !! .. a nie, to nie Jaguar a „JAC”… czy to jakiś odłam Jaceoo??? xD
Oglądam zdjęcia tych samochodów i dochodzę do wniosku, że najlepsze już dawno za nami.
W tamtym czasie marki chińskie nie miały szans na rynku europejskim. Stąd pomysł zakupu volvo czy MG.
A od niedawna widzimy, że marki chińskie zaczynają coraz śmielej wchodzić na rynek europejski. I jednocześnie na swoim rynku jednak zaczęły zastępować europejskie marki. Do tego często wyprzedzają technologicznie zachodnią konkurencję (co przyznał szef Forda).
Co do wyboru nadwozia – każdy nabywca ma swoje potrzeby, stąd różne nadwozia w ofercie.
SUVy są bardzo pożądane, co widać po popycie zarówno na nowe auta (klienci wybierają SUvy zamiast tradycyjnych nadwozi) oraz na używane SUVy (ceny znacznie wyższe niż zwykłych). Nie da się tego wytłumaczyć tylko modą. Są powody, dla których większość nabywców woli SUVy. Fajnie byłoby, żeby się wypowiedzieli na forum nabywcy takich aut.
Kobiety na ogół w SUVach czują się bezpieczniej bo siedzą wyżej, wyższa pozycja oznacza lepszą widoczność i łatwiejsze wsiadanie (co w dobie starzejącego się społeczeństwa oraz wzrostu nadwagi i otyłości ma duże znaczenie), przy większym prześwicie wjazd na wyższy krawężnik nie stanowi problemu. Dodajmy do tego większą ilość miejsca niż w klasycznym nadwoziu (stąd np RAV4 zastąpiła dłuższego od niej Accorda czy Kuga znacznie dłuższe Mondeo) czy podkreślany często przez użytkowników SUVów komfort jazdy.
Właściwości terenowe chyba za bardzo się nie liczą (większość SUVów ma napęd na jedną oś).
Dodajmy jeszcze jedną rzecz. Popularność SUVów wspierają różne systemy typu ESP – dzięki nim przy normalnej jeździe prowadzą się podobnie jak zwykłe osobówki.
No i na koniec – większość osób, które kupiły SUVa nie chcą już wracać do tradycyjnego nadwozia. Wychodzi na to, że jednak te SUVy spełniają ich oczekiwania.
oczywiście miało być: RAV4 zastąpiła Avensisa.
@K1. Twoje przemyślenia dotyczące SUVów są trafne, ale mam też kilka własnych doświadczeń. Kobiety w SUVach może czują się bezpiecznie, ale czasem nie ogarniają przestrzeni i gabarytów. Ja też mam (może pozorne) poczucie bezpieczeństwa, które daje mi 1,5 m samochodu przede mną i 2 m za mną. I to był motyw kupienia dużego samochodu, bo daje jakieś szanse przy kontakcie z Tirem lub szaleńcem (jedno nie wyklucza drugiego). Wsiada się wygodnie, co w pewnym wieku zaczyna mieć znaczenie (zwłaszcza jeśli się to robi kilkanaście razy dziennie). Także oczy 10 cm wyżej poprawiają komfort jazdy w nocy przy ostrych światłach z naprzeciwka. Komfort jazdy, rzeczywiście: ze zdziwieniem stwierdziłem lepszy niż w DS4 ze skanowaniem nierówności. ESP to już standard, ale systemy wspomagające czasem się przydają, choć zwykle są irytujące. Napęd na 4 koła jest bardzo przydatny nie tylko w terenie, ale też przy jeździe po śliskiej nawierzchni (śnieg, ulewa). Jedzie się pewnie, bez bocznych uślizgów, bo na lód to chyba tylko kolce. Z wjeżdżaniem na krawężniki byłbym ostrożny, bo coraz wyższe, a samochodem nawet na wielkich felgach, ale z oponami o profilu 45 też potrafi zdrowo zatelepać. Jazda w mieście nie sprawia większych problemów, bo SUVy nie są zwykle szersze, ani dłuższe od dużych sedanów czy kombi.
Jakis czas temu miałem okazję pojeździć Sportage 5. Wsiada sie dziwnie, bo fotel jest wysoko. Z perspektywy pasażera – przestrzeń. Z tyłu normalnie mieszczą się nogi, miesci sie głowa. Cud! Podobna ilość przestrzeni zapewnia chyba tylko Superb. Taksowkarskie Corolle sa zwyczajnie ciasne, zwłaszcza na nogi.
Fotel jest wysoko, wiec krawędź szyb jest niżej niz w normalnym kompakcie. Wiec Sportage bylo łatwiej wpasować w jakas dziurę na parkingu niz jednak mniejszego, wezszego Ceeda 3. No dobra, 301 bylo zaparkować łatwiej, ale ona byla taka fajna, smukla (oczywiscie z tyłu miescili sie tylko ludzie do 1.7 m wzrostu).
Na trasie bez różnicy. Przy legalnej predkosci żadnego wrażenia wywrotnosci czy bujania. A mijanka z tirem bujała wszystkim czym jeździłem.
Szczerze, to na autostradzie wyraźnie czuję różnicę między Civikiem a CR-V, na niekorzyść tego drugiego.
I żeby nie było, że się sugeruję: koleżanka, która udostępniała mi kiedyś Lexusa CT200 i która w ogóle nie ma samochodowej duszy, jakiś czas temu przesiadła się na NX200. No i zaraz mi powiedziała, że po autostradzie się dziwnie jedzie, „tak jakoś niepewnie”. Ona nawet nie zna terminu „własności jezdne”, ale natychmiast czuje, że to jednak nie to.
W pełni się zgadzam – jak już pisałem wyżej najważniejszy wg mnie jest wysoka linia dachu, która daje poczucie przestrzeni wewnątrz auta, jednocześnie SUV jest często krótszy od sedana, którego zastępuje, zatem w lepiej sprawdza się w mieście. Oczywiście wyższe nadwozie jest w trasie okupione wyższym zużyciem paliwa, ale większość użytkowników i tak najczęściej robi gros przebiegów w warunkach miejskich/podmiejskich, zatem to jak auto się zachowuje i ile pali przy prędkościach autostradowych ma znaczenie mocno drugorzędne.
Przyznam, że jedyną istotną (podkreślam istotną) różnicą jaką odczułem na autostradzie między np. DS4, a niemałym i wyższym Hyundaiem Santa Fe jest wrażliwość drugiego na boczne podmuchy wiatru, szczególnie przy wyjeżdżaniu zza ekranów.
Z drugiej strony ojciec uważa, że Sportage 5 „przykleja się” do asfaltu lepiej niż: Polonez, Uno, Escort mk 5, Astra G, Ce’eda 1 i 2, Almery N16.
Czy kupiłbym CUV? Hmm, przy moim wyborze cena i moc silnika są na ogół najważniejsze.
Hiszpanie robią testy łosi i slalomu, oczywiście ostatnio najbardziej CUV, niektórzy radzą sobie naprawdę dobrze: https://m.youtube.com/@km77/videos
Sportage 5 to auto nowoczesne. Myślę, że po zakrętach śmigałby szybciej niż niejeden roadster z odpowiednio dawnych czasów. Porównanie do Poloneza czy Uno nie ma żadnego sensu ze względu na upływ czasu. Już nieraz pisałem, o ludziach, którzy dzisiaj siadają do youngtimerów z lat 80-tych i robią wielkie oczy, że „Yariska żony jeździ lepiej”.
Klei się drogi lepiej, bo ma szersze opony i sztywniejsze nastawy zawieszenia. W starych samochodach były wąskie kiszki o wysokim profilu.
Co do SUVów. Moja historia przejścia na wyższy samochód ma „przyczynę” w budowie ciała. Mam 201cm i początkowo jeździłem Alfą 159, którą uwielbiałem. Niestety nadszedł jej powolny koniec techniczny a że przestałem wychodzić z tego dość niskiego samochodu z godnością przerzuciłem się na SUVa. Jest mi po prostu wygodniej, nie muszę się za bardzo gimnastykować wsiadając i wysiadając. Ale żeby nie było tak różowo nie do każdego SUVa wchodzi i wychodzi się tak samo dobrze. Mój obecny samochód jest SUVem ale warunkiem był napęd 4×4 (jest ale dołączany). Osobiście nie uznaję SUVów z napędem na ośkę.
Dziękuję Szczepanie za kolejny solidny artykuł. Proszę tylko, pozbądź się w końcu tej irytującej maniery i dawaj spację pomiędzy datą (rokiem) i skrótowcem „r.”
Po zapisie roku należy zrobić spację przed skrótem „r”, ponieważ przy odczytywaniu tekstu zawierającego ten skrót jest on wymawiany jako pełen, oddzielny wyraz. Wielki słownik poprawnej polszczyzny podaje na przykład następujący zapis: 30 stycznia 1997 r.
JPRD forum Automobilowni jak żaden inny blog przyciąga wszystkich „autystyków” (łącznie ze mną) :))))
to nie czytacie samodzielnie??