SILVA RERUM: FILMOWE ZAPYCHADŁO, cz. VI
Tym razem, zamiast artykułu, będzie zestaw filmów – jako swego rodzaju joker, którego wykorzystuję maksymalnie raz w roku, kiedy nie mogę się wyrobić z pisaniem.
Ostatnio sprawy samochodziarskie układają się znakomicie, jest dużo okazji do spotkań przejażdżkowych, ale poza tym istnieje życie pozablogowe, które też narzuca swoje ograniczenia. Uważam, że w takiej sytuacji lepiej spotkać się tutaj i podyskutować o materiałach z YouTube niż na dłużej zapomnieć o sobie. Zapraszam więc na szóste wydanie FILMOWEGO ZAPYCHADŁA.
***
Pierwszy przygotowany filmik jest reklamą – pochodzącą z 1953r. i zachwalającą ówczesne Chevrolety. Specjalnie napisana piosenka zachęca do zwiedzenia Stanów Zjednoczonych we własnym Chevrolecie. Warto zauważyć, że jeszcze nie tak długo wcześniej samochodowa turystyka była w USA utrudniona przez istotne braki w sieci drogowej. Ludzie samochody kupowali masowo, już w czasach Wielkiego Kryzysu jeździło nimi nawet niemało bezrobotnych, ale raczej na krótkich dystansach – bo dalej nie zawsze było jak. Po wojnie sytuacja się zmieniła, więc do zalet posiadania auta doszła możliwość uprawiania turystyki. W środkowej części klipu możemy zobaczyć obrazki z ówczesnych dróg, a dodatkowo warto zwrócić uwagę na prawidłową amerykańską wymowę nazwy Chevrolet – bo nawet globalnie znane nazwy marek w różnych krajach wymawia się bardzo różnie.
Następnie mamy kolejną reklamę, ale francuską i późniejszą, z 1985r., z Citroënem Visa GTI w roli głównej. To model usportowiony, czyli poniekąd nietypowy dla marki słynącej przede wszystkim z komfortu. Są elementy francuskiej mocarstwowości, czy raczej tęsknoty za nią – bo samochód jest wystrzeliwany z lotniskowca Clemanceau, a na ekranie pojawia się również „narodowy” samolot myśliwski Dassault Étendard oraz okręt podwodny (o napędzie konwencjonalnym, typu Agosta). Dodam jeszcze, że reklamę zrealizowano z użyciem prawdziwego sprzętu wojskowego: według internetowych plotek filmująca ją agencja PRowa zorganizowała udaną kampanię prezydencką François Miterranda, który miał się odwdzięczyć wydając miliony z kieszeni pracujących Francuzów na wypożyczenie do prywatnej reklamy wyżej wymienionych zabawek z załogami. Całość klipu – wraz z drugowojennymi strojami pilotów!! – jest tak absurdalna, że warto ją tutaj pokazać.
Było śmiesznie? To patrzcie tutaj: pilot szybowca przerywa zabawę i odbiera telefon, stojący zresztą na stoliku w szczerym polu. Rozmówczyni tytułuje pilota „kochaniem”, na co on odpowiada per madam (!!), po czym wsiada do Moskwicza by pędzić przez szutry, pola ziemniaków i filmowy plan z wybuchającymi granatami. Oczywiście z piskiem opon, który w radzieckich filmach słyszalny był nawet na śniegu. Rolę szybownika i rajdowca w jednym gra Gunārs Cilinskis – znany radziecki aktor narodowości łotewskiej. Chciałbym widzieć reakcje anglojęzycznej publiki, do której kierowano reklamę.
Dla równowagi pokażę jeszcze reklamę artystyczną – z II Rzeczpospolitej, z udziałem aktorki Leny Żelichowskiej i piosenkarza Adama Astona. Emitowano ją w kinach od 1932r.
Dość reklam. Jakiś czas temu w Internecie krążył klip przedstawiający kontrolę jakości w fabryce Trabantów, obrazowo pokazujący potęgę enerdowskiego przemysłu
Tenże klip dobrze komponuje się z podobnym, nakręconym po drugiej stronie granicy niemiecko-niemieckiej
Teraz będzie coś dla niedowiarków wątpiących w możliwości aut moich ulubionych marek – Mercedesa i Citroëna (tak, Fiaty też lubię, ale w zupełnie inny sposób 😉 ). Koniecznie zwróćcie uwagę na różne szybkości poszczególnych aut.
Coś ze świata sportu też trzeba dodać – niech będzie Rallye Monte Carlo z 1964r. Niestety bez dźwięku.
Na koniec zostawiłem długi metraż i naszą ulubioną epokę, czyli polskie lata 90-te. Oj, działo się wtedy… sami zobaczcie.
Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Clemanceau był napędzany turbinami parowymi, do których parę wytwarzały klasyczne kotły opalane pochodnymi ropy naftowej.
OK, fakt, już zmieniam
Aha. Samolot to Super Etendard. Przystosowany do przenoszenia rakiet Exocet (co Anglicy na Falklandach srogo odczuli).
Tak reklamę Moskwicza ponoć popełnili Estończycy
W estońskiej SRR tworzono dużo reklam, bo ludzie odbierali fińską TV i głupio wyglądałoby, jakby u jednych były reklamy a u drugich nie
Ten filmik z Trabantami to zrobił niezłą karierę, bo nawet na studiach mi pokazywali, jako wstęp do przedmiotu Automatyka 😀 A PDF podsumowujący informacje z tego przedmiotu był zatytułowany „Teoria pralek i produkcji Trabantów” 😀 I dla jasności – to wszystko odbywało się w tym roku.
Ooo, ciekawe – można rozwinąć temat? 🙂
Bohaterowie filmu „Składak” dziś pewnie byliby prawdziwymi celebrytami – mieliby swój program na TVN Turbo i kręcili live’y na You Tubie.
Reklamy nadaja się świetnie na szkolenie wyjaśniajace boomerom co to znaczy słowo krindż „cringe”. Fiata 508 ratuje że to słodka ramotka. Ciekawe jaka była grupa docelowa, o ile wtedy już to wiedziano. Bo w II Rezczpospolitej to raczej ci co było stać to kupowali Chewroleta 6 garów, fascynaci też patrzyli na Richtera, A taki 508 to w czyim zasięgu? W sensie kogo reklama, pewnie w kinie, miała zahaczyć? Jacyś inżynierowie PZinż, żony dyplomatów, piloci LOT-u? Serio pytam, bo mamy teraz dwa światy, jeden tradycyjny z opowieściami o rautach w Adrii, drugi o „Chłopkach”. I ten 508 to nigdzie nie pasuje. PS. wiem że wojskowe 508 ale my nie o tym
odpowiedz pod samym soba. Oj ale te filmu z lat 1990 sa dobre, pokazuja nam skad sie wzielismy, dla nas to był nowy świat, a tamni mieli oko badacza jak jakiś antropolog Bronisław Maliniowski wśród ludów pierwotnych. Wielkie dzięki za wpis, lekcja do odrobienia
Reklama pochodzi z 1932 r. – wówczas montowni Lilpopa jeszcze nie było, zatem konkurencja była mniejsza. Faktem jest też, że ówczesna klasa średnia była dosyć wąską grupą, ty niemniej była: inżynierowie, lekarze, prawnicy, nauczyciele akademiccy, wyżsi oficerowie – oni nie mogli pozwolić sobie jeszcze na zakup limuzyny i zatrudnienie szofera, ale niewielki samochód był już w ich zasięgu. Ostatnio przeglądając rodzinne archiwum odnalazłem odcinek pensji mojego pradziadka – przedwojennego inżyniera, z którego wynikało, że w 1937 r. otrzymywał 700 zł na rękę (Fiat kosztował 5.000). Nota bene wg relacji miał mieć przed wojną samochód DKW, czyli konkurenta Fiata 508, ale niestety żadnych zdjęć, ani dokumentów to potwierdzających nie odnalazłem.
dzięki! no ale by musiał się zajać autem sam, bez szofera. Rozumiem że to właśnie było celem reklam, że stać i że nie ma się co bać?
W latach 30-tych to już nie była jakaś wielka filozofia – szofer to raczej czasy Epoki Mosiądzu.
O dostępności samochodów w II RP pisałem ze szczegółami tutaj:
https://automobilownia.pl/cest-la-vie-druga-rzeczpospolita/
dziękuję, zajrzałem, przypomniałem, veni vidi.. To pomnikowy artykuł, gdybyś napisał ksiażke to by sie sprzedawała że ho ho. Ale pamiętam argumenty, więc tylko leci kawusia. Serdecznie dziękuję!
Ten „onboard” z 1985 roku to czyste złoto. Oglądając go, przy okazji nachodzą mnie pewne słodko-gorzkie przemyślenia. Warto zwrócić uwagę na pewien kontrast w filmie – ulice są dość szare, ponure, ale dla odmiany ile pojawia się ludzi, którzy po prostu spacerują z dziećmi, siedzą na ławce, odpoczywają, rozmawiają ze sobą. Dziś w miastach zdaje się być odwrotnie – ludzie dostają garba od siedzenia w smartfonie gdziekolwiek się da. 🙂 Drugie przemyślenie tyczy się samochodów, bo na ulicach widać głównie komunistyczne wynalazki. Z jednej strony, wszyscy wiemy jakiej to było jakości i co sobą prezentowało. Z drugiej strony – trochę przeraża mnie dzisiejsza powszechność i łatwość dostępu do bardzo mocnych samochodów wśród półmózgów, jeżdżących 150 i więcej km/h po mieście, bo tacy nie powinni mieć dostępu nawet do furmanki. Tak więc czasy, gdzie zdecydowana większość kierowców dysponowała czymś, co w porywach osiąga 100-120 km/h (choć to i tak spora prędkość) paradoksalnie wydają mi się nieco normalniejsze.
Z tą szybkością to nie tak do końca, bo dziś jest nieporównanie bezpieczniej niż wtedy, w przeliczeniu na liczbę pojazdów, a szczególnie pojazdokilometrów. Naście razy bezpieczniej. Mamy zupełnie inną infrastrukturę, inne samochody i zupełnie inną świadomość. To są kluczowe czynniki.
Bezpieczeństwo to nie tylko szybkość wyrażona w km/h – tak mówi nam władza, bo ona zarabia miliony na radarach i musi to uzasadnić. Ale autorytety od zawsze mówiły o pojęciu szybkości bezpiecznej, która zależy od dziesiątków czynników i której nie da się arbitralnie wyznaczyć zza biurka. Dlatego np. na autostradach jeździmy najszybciej, a ludzie giną tam najrzadziej – nawet w Niemczech, gdzie na 60% autostrad nie ma żadnych ograniczeń.
Ja zwróciłem uwagę, że jechali praktycznie nowym Mercedesem 190 (ależ to musiał być sztos w 1985 r.), przy czym samochód zdążył już stracić swój „celownik” – z tego co pamiętam, to w latach 80-tych była to prawdziwa plaga, wszystkie zachodnie auta miały pourywane przez „kolekcjonerów” znaczki i emblematy.
Drobna uwaga. Okręt podwodny TYPU Agosta. Klasa w tym znaczeniu to kalka z angielskiego.
Zmienione
„Składak” piękny. Nostalgiczny. Aż ciężko uwierzyć, że niespełna 30 lat temu taka bieda u nas była. Gdzieś na forum w internetach widziałem mniej więcej podobny dialog:
– Niemcy to mieli swój cud gospodarczy w latach 70-tych, to kiedy niby my będziemy mieć?
– Żyłem w latach 90-tych, uwierz mi – my teraz mamy cud gospodarczy…
Ten Niemiec który w ostatnim filmie pojawia się w 1:44 jakiś oszukany
Ej ale ten filmik z zawieszeniem powinien byc jeszcze z testem łosia. Tam Citroen jeszcze lepiej wypada na tle reszty. Nawet Mercedesa