SILVA RERUM: FILMOWE ZAPYCHADŁO, cz. VII

W siódmej części FILMOWEGO ZAPYCHADŁA zobaczymy sporo nagrań kręconych z samochodów, ale oczywiście nie tylko – bo różnorodność musi być zachowana chociażby symbolicznie. Na szczęście klipy z przeszłości coraz częściej wypływają w znanych serwisach streamingowych, dzięki czemu łatwiej zachowywać pamięć dawnych czasów w formie najbardziej autentycznej.

Na początek pokażę trzy filmy z byłej Jugosławii – z trasy zwanej tam Autoput („put” oznacza po prostu „drogę”), która łączyła granicę austriacką z grecką, przebiegając przez Lublanę, Zagrzeb i Belgrad na długości prawie 1.200 km. Autoput nosił dumne imię Bratstva i Jedinstva („Braterstwa i Jedności”) i był sztandarową inwestycją infrastrukturalną epoki marszałka Tity – choć do jego śmierci całość pozostała jednojezdniowa, z setkami skrzyżowań w jednym poziomie, a rozpoczęta w 1977r. budowa drugiej nitki do wybuchu wojen bałkańskich objęła tylko nieliczne odcinki. Autoput – przezywany przez zawodowych kierowców Auto-kaputt – zasłynął z wyjątkowo wysokiej wypadkowości, wynikającej z brawury kierowców, niedostosowania prędkości do standardu drogi, a w newralgicznym okresie letnim również przemęczenia (tysiące ludzi z Bałkanów i Turcji, zatrudnionych w Europie Zachodniej, jeździło tamtędy na wakacje do domów, zwykle wyjeżdżając wieczorem po pracy by zaoszczędzić dni urlopowe).

 

Dość znany w Anglii film pt „Liver Run” ukazuje transport wątroby do przeszczepu, przeprowadzony 8 maja 1987r. przez radiowóz Rover SD1 na trasie z lotniska Stansted do Cromwell Hospital w londyńskiej dzielnicy Kensington

 

Tutaj znajdziecie podcast o historii tzw. berlinki – autostrady budowanej przez III Rzeszę pomiędzy Berlinem i Królewcem, a więc przechodzącej w większości przez obecne terytorium Polski. 

 

Auto-Moto-Rodeo – tak zwał się zespół kaskaderów, który w latach 1974-79 występował pod egidą państwowej organizacji Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe, a po przerwie, w latach 1984-88, jako firma prywatna. Najważniejszymi członkami ekipy byli Piotr Juszczyk, Zbigniew Litwiniak, Grzegorz Sielewicz, Zbigniew Garderewicz, Bogdan Pawlak, Krzysztof Stadnicki i Zbigniew Modej, którzy występowali w całej Polsce oraz krajach RWPG.

 

Samir, you are breaking the car!!” – to jeden z najsłynniejszych klipów-memów, pochodzący z indyjskiego Coimbatore Rally z 2013r. Kierowca nazywał się Samir Thapar, pilot – Vivek Ponnusamy. Film jest autentyczny, ale zmontowany z różnych ujęć dających komiczny efekt niekompetencji – prawdopodobnie celowo, dla zaszkodzenia załodze i jej dalszej karierze. Faktycznie, po rozpowszechnieniu nagrania obaj bohaterowie stracili kontrakty (mimo sporego doświadczenia i niemałych sukcesów sportowych). Autor klipu został nawet aresztowany pod zarzutem zniesławienia, jednak indyjskie prawo okazało się w tym przypadku ułomne: mimo wyrządzenia ludziom ewidentnej szkody nie udało się doprowadzić do skazania sprawcy.

 

Swojego Samira mieliśmy też w Polsce. W tym samym 2013r. powstało podobnie zmontowane nagranie z udziałem kierowcy Jarosława Klonowskiego i pilota Bartłomieja Czwartosza (wcześniejszego kierowcy rajdowego), które również sugeruje kompletny chaos i brak kontroli nad sytuacją. Podobnie jak w przypadku indyjskim, załoga w rzeczywistości reprezentowała znacznie wyższy poziom niż widać na ekranie, z tym że potraktowała sprawę z dystansem i nie podjęła kroków prawnych. 

 

Na koniec, dla kontrastu, obejrzymy jeden z najbardziej niesamowitych przykładów rajdowego kunsztu w wykonaniu samego Roberta Kubicy z pilotem Maciejem Szczepaniakiem: ostatni odcinek specjalny austriackiego zimowego Jänner Rallye z 2014r. Mimo braku odpowiednich opon (w warunkach deszczowych użyte zostały tylko dwie deszczowe, a pozostałe dwie z kolcami) oraz reflektorów niedziałających przez sporą część nocnego przejazdu (!!), załoga nadrobiła niewiarygodne 30 sekund w stosunku do liderującego w klasyfikacji generalnej Czecha, Vaclava Pecha, awansując z drugiego na pierwsze miejsce. Mina pokonanego rywala – bezcenna!!

 

Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych  – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

21 Comments on “SILVA RERUM: FILMOWE ZAPYCHADŁO, cz. VII

  1. Na autoputu 70’s widoczny Tzw pejzec czyli zastava 125pż czyli nasz kredens z ich montażu.Tzw poljaka czyli 126p jeszcze nie ma .Z tirów FAP FAPa pogania i fiaty.Moze odezwa się nasi emeryci weterani szlaku? Moim marzeniem było wyprawa do juga ale jak już kasa i była i paszport to juga nie było tylko Cro.

    • @Grzegorz T, to u nich były jedne z popularniejszych i tańszych samochodów. Motoryzacja jugosłowiańska to ogólnie ciekawa sprawa. Czekam z niecierpliwością na analizę parku motoryzacyjnego na bałkanach za czasów Tito 😉

  2. Byłem dwukrotnie na takich auto-rodeo pod koniec lat 80. Tata kupił bilety i mnie zabrał. Odbywały się na stadionie, auta jeździły po żużlowej nawierzchni wokół boiska/murawy.
    Za pierwszym razem to był polski zespół (125, 126, Polonez – wymalowane, pozbawione szyb). Za drugim to był zespół czechosłowacki (Skody, Wartburgi, Trabanty). To drugie to już był właściwie taki auto-cyrk – byli clowni, którzy jeździli polówkami Trabantów i takie tam.

    W pewnej formie czymś takim zajmował się zespół Saaba (pamiętam dwóch takich kierowców w czerwonych 9-3).

    • Ja byłem raz, na stadionie Wisły, coś koło 1991-92r. Rozbijali głównie Syreny tłumacząc, że one są najtańsze. Ciekawe, ile z nich byłoby dziś klasykami po 150 tys. zł 😀

      • @SzK, o ile rozbijanie Syren w 1992 rozumiem, to rozbijanie dużych fiatów i Polonezów w latach 70 i 80 to jednak kosztowna zabawa. Ciekawe , że mieli taki dochód, że mogli pozwolić sobie na taką imprezę.

      • Każda masowa impreza to są miliony. Prosta arytmetyka. Trzeba tylko umieć coś, co naprawdę przyciąga masy.

      • Jako dzieciak byłem z ojcem na milicyjnych pokazach na stadionie Startu w Łodzi (teraz go burzą, pewnie deweloper zmieści na płycie ze 12 apartamentowców) na milicyjnych pokazach, Były psy wytresowane przez inne psy, ale największe wrażenie zrobiły motocykle z koszem (Emki czy K750) jadące na dwóch kołach w przeciwne strony po bieżni, w których siedzący w koszu milicjant zdejmował koło z kosza, rzucał na murawę, po czym zdejmował zapasowe z kosza, zakładał na piastę i motocykle lądowały na trzy punkty jak Kukuruźniki. Na moim ojcu, zapalonym motocykliście zrobiło to duże wrażenie. Tym bardziej, że jego lądowanie po jeździe na dwóch kołach ciężkim Gnom- Rhonem z lekkim koszem od BMW skończyła się w rowach. On z motocyklem w lewym, kosz w prawym.

    • Dwie ciekawostki filmowe związane z tą grupą: bardziej znana, czyli Zbigniew Litwiniak pojawił się w filmie „Brunet wieczorową porą” w słynnej popisowej scenie gdy pijany mechanik jedzie po flaszki Fiatem na dwóch kołach. No i ta mniej znana: jeden z wyjazdowych występów grupy Auto-Moto-Rodeo został uwieczniony w radzieckim filmie „Zołotaja Mina” z 1977 roku – scena rozpoczyna się od 58 minuty i 58 sekundy🙂 https://www.youtube.com/watch?v=iWNDIC67NvQ&t=3538s A, no i kolejny polski akcent jest w okolicach 1 godziny, 5 minuty i 50 sekundy – t-shirt ze wzorem będącym przedrukiem z polskiej gazety. W ogóle u nas za komuny też widywało się takie koszulki z gazetowymi wzorami.

  3. 12 lat minęło a klip z Kubicą dalej wywołuje ciary. Warto zauważyć że to był pierwszy rajd Kubicy w tym aucie i pierwszy z tym pilotem. To był odcinek przejechany bardziej w stylu wyścigowym niż rajdowym. Bez marginesu błędu. Cudo.

  4. Berlinkę (zwaną przez nas Korytarzówką, bo prowadziła przez korytarz między Reichem a Prusami Wschodnimi) znam (znałem) dobrze od lat na odcinku od Chojnic do Malborka z ufortyfikowanym mostem w Knybawie. Była to fajna szeroka droga z rozległymi poboczami. Zimą, pod śniegiem nie było widać gdzie jest nawierzchnia, ale dobrze się łapało przyczepność jak się trafiło na szpary między betonowymi płytami. Od Elbląga do granicy kiedyś, w latach 80. przejechaliśmy się z ciekawości. Nic tam wtedy nie jeździło. Trawa rosła na łączeniach betonów. Wycisnąłem wtedy z Moskwicza 412 prawie 150 (wg licznika) i przypłaciłem to przepalonym tłumikiem. Niemieckie betonki miały łagodne łuki, ale prawie nie miały pochylenia na zakrętach. Łatwo było z nich wypaść przy dużych prędkościach. Cóż, jak je budowano przed wojną, rzadko który samochód (poza wypasionymi rządowymi Merolami) mógł przekroczyć 100 km/h. Ostatni raz prawdziwą niemiecką betonką jechałem u schyłku NRDowa na obwodnicy Berlina. Stukot kół na zalanych asfaltem szczelinach w betonowych płytach wykańczał kierowcę po 50 kilometrach. Pasażerom popiół z papierosów sam spadał na siedzenia.

  5. Miałem okazję kilka razy jechać tym sławetnym Autoputem – choć było to mniej więcej na przełomie lat 80. i 90., no i nie wiedziałem wtedy o specyfice tej konkretnej drogi. Fakt faktem, że ruch był dość gęsty (ale bez dramatu). Natomiast zdziwiło mnie co innego – praktycznie wszyscy gnali tam na złamanie karku, bliżej setki tylko ciężarówki jeździły, auta z demoludów się wlokły 120, a przeciętna przelotowa to było rzędu 150 km/h i więcej. Oczywiście nie zawsze – ale ta droga miała mnóstwo odcinków praktycznie prostych przez wiele kilometrów, bez nawet jednego łagodnego łuku. Ja wtedy przemieszczałem się Fiatem 125p z dwulitrówką i tylko dzięki temu mogłem utrzymywać się bezstresowo w strumieniu aut.

  6. bylem na automotorodeo w Przemyslu na stadionie Polonii Przemyśl, robiło to na kilkuletnim mnie niesamowite wrażenie

    a betonki to mamy dalej , np od wroclawia do berlina częsciowo , (wczoraj jechałem)

    • Wolałbym, żeby dla mnie narządy wieźli innym autem niż Rover…😉

      Kubica to jest klasa, premiera byłego i obecnego (znaczy uja) widać, a tu taki przelot😳

      • Gdybyś się znalazł w takiej sytuacji, czego nie życzę, Priusa z Ubera traktowałbyś jak zbawienie. A SD1 był jakimś powiewem nowoczesności w tym skostniałym, konserwatywnym, ale pełnym uroku wyspiarskim kraju.

      • Mnie się wydaje, choć mogę się mylić, że El Grzegorzo miał na myśli awaryjność SD1 – i że nie chciałby, żeby od tego modelu zależało jego życie. W tym kontekście Prius jest sto razy lepszą opcją 🙂

      • Jakoś ten Rover dał radę. Średnia 90 km/h z jazdą po Kensingtonie, który już wtedy był usiany wysepkami i szykanami to niezły wynik. Dzisiaj tam jest chyba nawet luźniej, bo wjazd do centrum Londynu słono kosztuje, a parkowanie na publicznych parkingach (nawet piętrowych) jest ograniczone do 2 godzin w dzień, bez możliwości odnowienia opłaty w parkomacie.

      • Te Rovery nie mogły być aż tak złe – w wywiadzie policjant mówi, że jeden egzemplarz SD1 miał przebieg 82 tysiące mil, drugi 86 tysięcy, czyli jak na brytyjski produkt dość sporo. A jednak dały radę w szaleńczym rajdzie bez awarii.

      • Szk. Prius Ubera z Gruzinem za kółkiem (w Londynie pewniej Egipcjaninem, a to też kreatywni kreatywni kierowcy) albo by dojechał szybciej, albo by wcale nie dojechał. Trochę jak Kubica. Albo stał na pudle, albo parkował na bandzie.

  7. Otóż to, SzK ma rację, nie wymagałbym papamobila, tylko właśnie mniej awaryjnego wozu. Szczególnie po obejrzeniu innego filmu zapodanego na tym szacownym blogu, nie pamiętam już, czy przez Szczepana, czy kogos z komentarzy, gdzie właśnie z SD1 podczas akrobacji odpadły drzwi.
    Kurczę, nikt ostatnio nie rozumie mojego sarkazmu😔

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.