SILVA RERUM: MUZYCZNY PRZERYWNIK – ALE OBCIACH!!

Dzisiejszy, drugi odcinek MUZYCZNEGO PRZERYWNIKA przeniesie nas do Niemiec – dlatego właśnie jest obciachowy, albo też, jak to się dzisiaj mówi, krindżowy.
We wpisach czasem załączam linki do różnych popowych kawałków, najczęściej obciachowych – bo takie najsilniej kojarzymy z daną epoką i krajem, więc przy ich pomocy najłatwiej stworzyć odpowiednią atmosferę (dzieła sztuki wyższej rzadko się do tego nadają – są nawet nazywane „ponadczasowymi”, a tutaj chodzi o coś odwrotnego). Jednak w dzisiejszym wpisie stężenie obciachu może przekroczyć poziom tolerancji co słabszych dusz, dlatego wolę ostrzec zawczasu. Oraz zaapelować o niesądzenie mojego gustu po poniższych kawałkach – bo ja nie uważam ich za wybitne, tylko przedstawiam jako przykłady obecności automobilizmu w kulturze masowej. A że masowa kultura niemiecka jest jaka jest…
Tak naprawdę, Niemcy potrafią też tworzyć dobrą sztukę. We wpisie o piosenkach opisujących samochodową rzeczywistość różnych krajów Niemcy reprezentował Reinhard Mey z autentycznie subtelnym i wzruszającym kawałkiem „51er Kapitän„, który w dodatku wielu z nas może odnieść do siebie. Dziś piosenek będzie więcej i będą one różnorodne. Kto wie, może nie wszystkie uznacie za obciach? W każdym razie, żeby nie było – uprzedzałem 🙂
***
Zacznę od piosenki „Im Wagen vor mir” („W wozie przede mną”), oryginalnie wydanej w 1977r., choć odtąd wielokrotnie przerabianej, coverowanej i przede wszystkim parodiowanej (z jej różnych wersji można by złożyć całą antologię, ale w takie rzeczy nie będę brnął). Autorem i głównym wokalistą jest zmarły w 2024r. Henry Valentino (właśc. Hans Blum), jego partnerką w podlinkowanej, nowoczesnej wersji – Daffi Cramer. Tekst w zabawny sposób zestawia odmienne nastroje dwójki ludzi przypadkowo jadących obok siebie autostradą: on jest zrelaksowany i rozbawiony, ona – zestresowana, wręcz wystraszona. Aha – nie sugerujcie się markami aut z teledysku, bo w tekście jedna z nich jest inna (Citroën 2 CV), a druga w ogóle niewymieniona. Ja najchętniej widziałbym tam Mercedesa R129 albo Saaba, jak na zdjęciu pod tekstem, ale niech każdy wyobrazi sobie, co lubi 😉
(linki do piosenek znajdują się w ich tytułach, moje własne tłumaczenia tekstów – pod oryginałami)
Henry Valentino & Daffi Cramer – Im Wagen vor mir
Rada, rada, radadadada…
Im Wagen vor mir fährt ein junges Mädchen
Sie fährt allein und sie scheint hübsch zu sein
Ich weiß nicht ihren Namen und ich kenne nicht ihr Ziel
Ich merke nur, sie fährt mit viel Gefühl
Im Wagen vor mir fährt ein junges Mädchen
Ich möcht gern wissen, was sie gerade denkt
Hört sie denselben Sender oder ist ihr Radio aus?
Fährt sie zum Rendezvous oder nach Haus?
Rada, rada, radadadada…
Was will der blöde Kerl da hinter mir nur? (Ist sie nicht süß?)
Ich frag mich, warum überholt der nicht? (So weiches Haar)
Der hängt nun schon ′ne halbe Stunde ständig hinter mir
Nun dämmert’s schon und er fährt ohne Licht (So schön mit 90)
Der könnt schon 100 Kilometer weg sein (Was bin ich froh)
Mensch, fahr an meiner Ente doch vorbei (Ich fühl mich richtig wohl)
Will der mich kontrollieren oder will er mich entführen?
Oder ist das in Zivil die Polizei?
Rada, rada, radadadada…
Wie schön, dass ich heut endlich einmal Zeit hab
Ich muss nicht rasen, wie ein wilder Stier
Ich träum so in Gedanken, ganz allein und ohne Schranken
Und wünsch das schöne Mädchen wär bei mir
Jetzt wird mir diese Sache langsam mulmig (Im Siegesglück)
Ich fahr die allernächste Abfahrt raus (Heut ist ein schöner Tag)
Dort werd ich mich verstecken, hinter irgendwelchen Hecken
Verdammt, dadurch komm ich zu spät nach Haus
Bye, bye, mein schönes Mädchen, gute Reise
Sie hat den Blinker an, hier fährt sie ab
Für mich wird in zwei Stunden auch die Fahrt zu Ende gehen
Doch dich, mein Mädchen, werd ich nie mehr sehen
Rada, rada, radadadada…
——————
Rada, rada, radadadada…
W wozie przede mną siedzi młoda dziewczyna
Jedzie sama i wydaje się być ładna
Nie znam jej imienia i nie wiem dokąd zmierza
Ale widać, że jeździ z wielkim wyczuciem
W wozie przede mną siedzi młoda dziewczyna
Ciekaw jestem, o czym właśnie myśli
Czy słucha tej samej stacji, czy w ogóle zgasiła radio?
Jedzie na randkę, a może do domu?
Rada, rada, radadadada, rada, rada, radadadada
Czegóż chce ten głupek za mną? [Czyż ona nie jest urocza…?]
Ciekawe, czemu mnie nie wyprzedza? [Takie miękkie włosy…!!]
Siedzi mi na ogonie już od pół godziny
Pomału się ściemnia, a on nie włączył świateł [Tak pięknie sunąć 90 km/h*…]
Mógłby już być sto kilometrów dalej [Ależ jest fajnie…!!]
Człowieku, po prostu wyprzedź moją „Kaczkę”**…!! [Ależ się super czuję…!!]
Czy on mnie śledzi, czy chce uprowadzić? A może to nieoznakowany radiowóz?
Rada, rada, radadadada, rada, rada, radadadada
Jak dobrze, że dzisiaj w końcu mam czas
Nie muszę pędzić jak potłuczony
Marzę sobie słodko, w tajemnicy, coraz śmielej
Chciałbym, żeby ta ślicznotka była tu przy mnie
Teraz już zaczynam się niepokoić [Ależ fajnie się układa…!!]
Znikam zaraz najbliższym zjazdem [Dzisiaj jest piękny dzień]
Schowam się za jakimś żywopłotem
Cholera, przez to wszystko spóźnię się do domu
Bye-bye, moja piękna, szerokiej drogi!!
Włączyła migacz, będzie zjeżdżać
Ja jadę dalej jeszcze dwie godziny
A ciebie, ślicznotko, więcej pewnie już nie zobaczę…
Rada, rada, radadadada, rada, rada, radadadada
Rada, rada, radadadada, rada, rada, radadadada
Rada, rada, radadadada, rada, rada, radadadada
Rada, rada, radadadada, rada, rada, radadadada
*Akcja dzieje się na autostradzie, 90 km/h to bardzo powoli
**„Kaczka” to oczywiście Citroën 2CV, w Niemczech symbol ślamazarności i wyluzowania
Foto: andreboeni, Licencja CC
***
Piosenka „Gib Gas” („Dawaj gazu”) też pochodzi z końca lat 70-tych, też rozgrywa się na autostradzie, a jednym z opiewanych aut też jest 2 CV (występujący w dodatku w tej samej roli, tzn. symbolu ślamazarności). Tu też następuje konfrontacja dwóch podejść do podróżowania, pośpiesznego i wyluzowanego. Sytuacja jest jednak inna i zupełnie inaczej się kończy.
Jimmy hat ein neues Auto mit 110 PS und das läuft und läuft und lupft schnell wie der Blitz
Und wagt es trotzdem einer, ihn zu überholen ist das für Jimmy nur ein Witz
Dann drückt er auf die Tube, dass das Bodenblech sich biegt, denn er will nur der Erste sein
Wenn er wie Ronny Patterson im Schalensessel liegt holt ihm fast jedes andere Auto ein
Immer nur linke Spur, gib Gas, gib Gas, gib Gas…
Neulich musste Jimmy von Kiel nach Amsterdam, das war für ihn ein Kinderspiel
Unterwegs im Rasthaus traf er einen Mann mit ganz genau dem selben Ziel
Er sagte mit der Ente komm ich gemütlich an die bringt mich immer heil nach Haus
Da lachte Jimmy spöttisch, es fragte sich nur wann und ging ganz stolz zu seinem Renner raus
Und dann nur linke Spur, gib Gas, gib Gas, gib Gas…
Etwa später vor der Grenze, da ist es dann passiert – der Motor war wohl überhitzt
Bei 45.000 sagte er nichts mehr und Jimmy hob den Daumen durchgeschwitzt
Nach einer guten Stunde, da hielt ein Wagen an, der Fahrer lud ihn freundlich ein
Und Jimmy stieg in die Ente zum jungen Rasthausmann seitdem will er nie mehr der Erste sein
Immer nur rechte Spur, kaum Gas, kaum Gas, kaum Gas…
——————
Jimmy ma nowe auto, 110-konne, które jeździ i jeździ i jeździ* i zasuwa jak błyskawica
A jeśli mimo wszystko ktoś go próbuje wyprzedzić, Jimmy traktuje to jak kpinę
Ciśnie gaz tak, że aż podłoga się gnie, bo zawsze chce być wszędzie pierwszy
A kiedy siedzi w kubełkowym fotelu jak Ronny Peterson**, dogania go prawie każde auto
Zawsze tylko lewym pasem – dawaj gazu, dawaj gazu…
Ostatnio Jimmy jechał z Kilonii do Amsterdamu, dla niego to fraszka
Po drodze na MOPie spotkał faceta, który też tam zdążał
I mówił – moją „Kaczką”** zawsze dojadę wygodnie i niezawodnie
Jimmy roześmiał się, szyderczo spytał – „ale kiedy…?!” i dumnie wsiadł do swego bolidu
Zawsze tylko lewym pasem – dawaj gazu, dawaj gazu…
To stało się chwilę przed granicą: niespodziewanie silnik się przegrzał
Po 45.000**** było już po nim, Jimmy zacisnął tylko spocone pięści
Po dobrej godzinie ktoś się zatrzymał i życzliwie zaprosił do wozu
Jimmy wsiadł do „Kaczki” faceta z MOPu – i odtąd stracił ochotę na ściganie
Zawsze tylko prawym pasem – bez gazu, bez gazu…
*Podana moc 110 KM i aluzja do hasła reklamowego Volkswagena („on jeździ i jeździ i jeździ”) wskazują, że prawdopodobnie chodzi o pierwszą generację Golfa GTI
**Szwedzki kierowca F1, który później zmarł od obrażeń odniesionych w GP Włoch ’78
***„Kaczka” to oczywiście Citroën 2CV, niemiecki symbol powolności i odstresowania
****45.000 km to nieszczególny wynik
Foto: materiał producenta
***
Die Prinzen („Książęta”) to zespół założony w 1991r. w Lipsku, przez członków chóru tego samego kościoła, w którym swego czasu kantorem był J. S. Bach. Poniższy kawałek „Mein Fahrrad” („Mój rower”) nie jest jednak pieśnią religijną, a wyznaniem miłości do… roweru.
Dosłowna wymowa tekstu jest antysamochodowa, zwłaszcza że konkretne marki aut są tutaj stereotypowo przypisane do różnych negatywnych cech ludzkich. Tyle że… tej piosenki nie powinniśmy odczytywać dosłownie. Nawet Niemcy znają pojęcie ironii, czego dobry przykład mamy właśnie tutaj.
Neulich bin ich mit hundertzwanzig
Auf meinem Fahrrad rumgefahren
Und wie immer konnt’ ich nur hoffen
Die Polizei hält mich nicht an
Denn dann müsst’ ich Strafe zahlen
Und man führt mich zum Verhör
Und mein armes kleines Fahrrad
Ständ’ alleine vor der Tür
Oh, wie liebe ich mein Fahrrad
Warum das weiß ich nicht genau
Meinem Fahrrad werd’ ich treu sein
(Im Gegensatz zu meiner Frau)
Niemals werd’ ich es verlassen
Niemals werd’ ich von ihm gehen
Denn wir fliegen wie auf Wolken
Weil wir uns so gut verstehen
Ref.
Jeder Popel fährt 'nen Opel
Jeder Affe fährt 'nen Ford
Jeder Blödmann fährt 'nen Porsche
Jeder Arsch 'nen Audi Sport
Jeder Spinner fährt 'nen Manta
Jeder Dödel Jaguar
Nur Genießer fahren Fahrrad
Und sind immer schneller da
Mein Fahrrad ist nicht lila
Denn das macht mich gar nicht an
Es ist auch nicht braun
Weil ich braun nicht leiden kann
Nein, ich hab’s blau angestrichen
Vom Sattel bis zum Schlauch
Und ich find’ das äußerst passend
Denn blau bin ich manchmal auch
Ref.
Jeder Popel…
——————
Ostatnio zasuwałem 120
Na moim rowerku
I jak zawsze mogłem mieć tylko nadzieję
Że nie złapie mnie policja
Bo wtedy musiałbym zapłacić mandat
I zabraliby mnie na przesłuchanie
A mój biedny rowerek
Stałby samotnie przed drzwiami!!
Och, jak ja kocham swój rowerek
Sam właściwie nie wiem czemu
Będę wierny swojemu rowerkowi
(Inaczej niż swojej żonie)
Nigdy go nie opuszczę
Nigdy od niego nie odejdę
Razem fruwamy sobie jak w chmurach
I tak dobrze się dogadujemy
Ref.
Każdy frajer jeździ Oplem
Każda małpa Fordem
Każdy głupek Porsche
Każdy dupek Audi Sport
Każdy pozer Mantą
Każdy laluś Jaguarem
Koneserzy wolą rower
Zawsze szybciej dojeżdżają
Mój rowerek nie jest liliowy
Bo to wcale mnie nie kręci
Nie jest też brunatny
Bo ja brunatnego nie trawię
Pomalowałem go na niebiesko
Od siodełka aż po dętki
Z takim jest mi do twarzy
Bo niebieski bywam sam*
Ref.
Każdy frajer…
*blau to dosłownie „niebieski”, ale potocznie też „pijany”
Foto: public domain
***
Wolfgang „Wolle“ Kriwanek (1949-2003) był artystą szwabskim. W Polsce słowa „szwab” używamy jako pogardliwego określenia wszystkich Niemców, ale w istocie to najzupełniej neutralne miano ich części, tzn. potomków opisywanego już przez Rzymian plemienia Swebów, mieszkających dziś w Badenii-Wirtembergii (spokrewnieni z nimi są niemieckojęzyczni Szwajcarzy, posługujący się zbliżonym dialektem). Dlatego „szwabskie” na pewno nie są Volkswageny czy Ople, ale Porsche albo Mercedesy – jak najbardziej.
Właśnie o Mercedesie mówi napisana w szwabskim dialekcie piosenka pt. „I fahr Daimler” („Jeżdżę Daimlerem” – Niemcy tę markę często określają potocznie „Daimler” albo „Benz„). Prawie całą treść stanowią tu przechwałki kierowcy, który z racji posiadania gwiazdy na masce wywyższa się ponad tłum i gardzi całym otoczeniem. Dopiero końcówka niespodziewanie go demaskuje…
Wolle Kriwanek – I Fahr Daimler
Ref.
I fahr Daimler
D Stross gehrt mir
Wer net Platz macht
Den nehm i uf’s Korn und ins Visier
I fahr Daimler
Was au passiert
Denn als Extra
Isch mir da die Vorfahrt reserviert
Dass mer nemmer tanke kah
I fahr Daimler…
In Chauffeurs Livree, oj oj
——————
Ref.
Droga jest cała moja,
Kto mnie nie wpuści
Tego zaraz biorę na celownik
Co by się nie działo
Pierwszeństwo jest zawsze moje
Czuję się jak szejk, tylko trochę biedniejszy
Czasem mam senny koszmar, że brakło mi paliwa
Mój Daimler staje na skrzyżowaniu
Ale kto by tam uwierzył
Że mnie nie stać na zatankowanie
Jeżdżę Daimlerem…
A ja – w 500 SE !!
W liberii szofera!! Oj Oj!!
Ref.
Jeżdżę Daimlerem…
Foto: materiał producenta
***
Teraz uwaga, będzie melorecytacja. Tak, po niemiecku – ale nie mówcie, że nie ostrzegałem. Na szczęście harmonijne tło i refren pozwalają nazwać całość muzyką, a atmosfera doskonale odpowiada treści.
Wykonawcą będzie Jonny Hill – urodzony w 1940r. austriacki piosenkarz country. On dużo opowiadał o życiu zawodowych kierowców i często uciekał się przy tym do melorecytacji, jednak ani banalna, zdawałoby się, tematyka, ani zniechęcająca niektórych forma nie odejmują jego utworom dramatyzmu – a może nawet wręcz przeciwnie. Tym razem potowarzyszymy tirowcowi, który w gęstej mgle ciągnie do Berlina tytułowe „Trzydzieści ton paliwa lotniczego” i przeżywa w drodze prawdziwie mistyczną przygodę.
Den ganzen langen Tag war Nebel, denn der Herbst fing gerade an.
Freie Sicht kaum 50 Meter, ich kam einfach nicht voran.
Die Bäume sahen aus wie Riesen, 1000 Arme griffbereit
Vor mir war die Welt zu Ende – Da sah ich sie im weißen Kleid
Mitten in dem Lichterkegel, der in den Nebel Löcher frisst,
stand ein blondes junges Mädchen,
dort wo die Welt zu Ende ist
30 Tonnen Kerosin
knapp zwei Stunden vor Berlin
Druckluft blockiert fast meine Räder, mit einem Krampf im rechten Bein
gleich berührt sie meinen Kühler, ein Bremsweg, der kann endlos sein.
Da half kein beten und kein fluchen, endlich blieb der Wagen stehn
Sie öffnete die Seitentür und ich wollt an die Decke geh′n
„Lass mich dich ein Stück begleiten” stieß sie atemlos heraus,
frech gefragt ist halb gewonnen, und schon saß sie im Fahrerhaus.
30 Tonnen Kerosin
fast zwei Stunden bis Berlin
kräftig dröhnten die Zylinder, im kleinen Gang, mehr ging da nicht.
Laufen wäre heute schneller, immer schlechter war die Sicht.
„Diese Nacht vergisst du niemals, weil das Schicksal heute lenkt
Manchmal gibt es so Momente, wo ein and’rer für dich denkt.”
Ja ich hörte ihre Worte, sie redete ja pausenlos.
Ich dachte „Diese kleine Nervensäge, wie werde ich die wieder los?”
30 Tonnen Kerosin
noch ne Stunde vor Berlin
Und hatte sie mal Sendepause, griff sie nach dem Funkgerät.
Können mich da viele hören? Zeig mir mal wie das so geht.
Dann drehte sie an allen Knöpfen, machte damit richtig Krach,
das hatte auch sein gutes, denn ich blieb dabei hellwach
Dann auf einmal, ohne Warnung, öffnete sie die Seitentür,
jetzt sofort musst du hier halten, ich muss mal raus, ganz schnell und hier
30 Tonnen Kerosin
eine halbe Stunde vor Berlin
Langsam wurde ich jetzt sauer. Verdammt, hat das nicht etwas Zeit?
Wir haben es doch gleich geschafft. Ich kann nicht halten, tut mir leid.
Doch sie, sie wollte garnicht hören. Durch ihre Tür Pfiff schon der Wind,
So stieg ich halt aufs Bremspedal und hab verflucht das Unglückskind.
Und dann sah ich vor mir die Schienen und auch die Lichter konn′t ich sehn
Ein InterCity rast vorrüber, obwohl die Schranken offen stehn.
30 Tonnen Kerosin
zehn Minuten vor Berlin
Der kalte Schweiß rann mir herunter, der Luftzug traf mich wie ein Schlag.
Fast hätt’s ein Feuerwerk gegeben an diesem grauen Nebeltag.
Zwischen Wirklichkeit und Träumen, im Kreisverkehr der Phantasie,
Minuten schluckten die Sekunden, und meine Augen suchten sie.
Ja irgendwann fuhr ich dann weiter, ihr leerer Sitz zum greifen nah,
ich stellte ihr so viele Fragen, denn irgendwie war sie noch da.
30 Tonnen Kerosin
Bring’ ich glücklich nach Berlin
——————
Cały Boży dzień była gęsta mgła, właśnie zaczynała się jesień
Widzałem na ledwie 50 metrów, tak nie dało się jechać
Drzewa w mleku, jak giganty, jak tysiąc wyciągniętych ku mnie ramion
Istny koniec świata – i wtedy ujrzałem ją, w białej sukience
W środku snopu światła rozcinającego mgłę
Tam, gdzie wzrok już ledwie sięgał
Stała młoda blondynka
30 ton paliwa lotniczego
Niecałe dwie godziny przed Berlinem.
Sprężone powietrze blokuje koła za sprawą skurczu w prawej nodze
Ona zaraz rozpłaszczy się na mojej chłodnicy, hamowanie ciągnie się bez końca
Nic tu nie da modlitwa ani przekleństwa… Ale auto w końcu stanęło
Ona spokojnie otwarła prawe drzwi, a mnie ciśnienie skoczyło w kosmos!!
„Pozwól mi kawałek się z tobą zabrać” – wydusiła z siebie cicho
Śmiałe pytanie to połowa sukcesu, więc pozwoliłem jej wsiąść
30 ton paliwa lotniczego
Prawie dwie godziny do Berlina
Silnik jęczał na niskim biegu, na nic więcej nie było szans
Szybciej doszedłbym chyba piechotą, a widoczność wciąż się pogarszała
„Nigdy nie zapomnisz tej nocy, dzisiaj stery przejmuje Przeznaczenie.
Czasem przychodzą takie chwile, że Ktoś Inny myśli za nas”.
Tak, słyszałem jej słowotok, nawijała bez przerwy.
Pomyślałem – co za maruda, jak się jej teraz pozbędę?
30 ton paliwa lotniczego
Jeszcze godzina do Berlina
Kiedy przerwała nadawanie, sięgneła ręką do radia
„Czy wielu ludzi mnie usłyszy? Pokaż mi, jak to działa?”
Zaczęła kręcić wszystkimi gałkami robiąc straszny rumor,
Ale to miało swoje dobre strony – dzięki niej nie bałem się zaśnięcia
Nagle, bez ostrzeżenia, otwarła w biegu drzwi
„Musisz tu natychmiast stanąć, ja wysiadam, TERAZ, TUTAJ!!”
30 ton paliwa lotniczego
Pół godziny przed Berlinem
Teraz to już się wkurzyłem. Cholera, weź chwilę zaczekaj!!
Jesteśmy prawie na miejscu, tutaj nie mogę stanąć, sorry
Ale ona nie słuchała. W jej drzwiach zaświszczał wiatr
Więc depnąłem na hamulec i przekląłem nieszczęsną dziewczynę
I nagle, jak grom z jasnego nieba – przed moją maską tory i światła
InterCity przemyka mi tuż przed nosem, mimo że szlaban stoi pionowo!!
30 ton paliwa lotniczego
Dziesięć minut przed Berlinem
Zimny pot oblał mi czoło, podmuch pociągu uderzył jak huragan
Ależ piękne fajerwerki o mały włos nie rozświetliły tego szarego, mglistego dnia…
Między jawą i snem, na autostradzie fantazji
Minuty pożerały sekundy, a moje oczy wypatrywały jej w mgle
W końcu ruszyłem dalej patrząc w pusty fotel, gdzie przed momentem siedziała
Stawiałem jej mnóstwo pytań, tak jakby ciągle tam była…
30 ton paliwa lotniczego
Szczęśliwie dowiozę dziś do Berlina
Foto: Tone.64, Licencja CC
***
Czeka nas całkowita zmiana klimatu: Massive Töne to niemiecka grupa hip-hopowa – bardzo stara, bo aktywna od 1991r. aż do dzisiaj. Kawałek pt. „Cruisen” (z 2003r.) jest prosty: tytuł nie wymaga chyba tłumaczenia, w samej treści też nie ma co doszukiwać się głębokiej filozofii (są za to dość ordynarne fragmenty, uprzedzam). Ale na Automobilowni ma być różnorodność, więc nie skreślam żadnych opcji.
Ref.
Wir sind die Coolsten, wenn wir cruisen,
wenn wir durch die City düsen,
wir sind die Coolsten, wenn die süssen Ladies uns mit Küsschen grüssen.
Wir sind die Coolsten, wenn wir cruisen,
wenn wir durch die City düsen,
wir sind die Coolsten, nie am loosen weil wir rulen, wenn wir cruisen. Jo…
ich sitz hinterm Lenkrad mit fettem Sound und offnem Fenster,
und represent (represent) ,
die schlechten Denker nenn’ es Gangster-Image, doch denk dran, kauf dir Pampers,
ich scheiss auf Tempolimits, ich, drück auf die Tube,
rock die Bude, jeder Bulle wird sauer wie ne Gurke, wenn ich hup hup hupe,
also kratz ich geschickt die Kurve wie’n Schurke,
denn ich hab kein Bock auf Punkte in Flensburg,
also runter mit dem Tempo,
dann cruise cruise cruise, ich mit 2002 Umdrehungen pro Minute,
auf der Suche nach der Stute, und geb Hufe,
mit 200 PS nehm ich jede Puppe genau unter die Lupe,
ist sie prüde öl ich ihr Getriebe mit viel Liebe,
ich zeig ihr meine Einspritzpumpe,
weich nie ab von der Route und drehe noch ne Runde …
Wir sind die Coolsten…
Snacks und Six Packs für die ganze Bande, danke,
weiter in Kollonne, immer Richtung Sonne,
jeder drängelt sich nach vorne, fuck Radarkontrolle,
am Ortseingang props für den mords Empfang,
Zielfoto, bitte lächeln, herzlichen Dank.
Ich schalt in den nächsten Gang,
die Bullen wollen den nächsten Fang,
verfolgen uns, fackeln nicht lang und halten uns an.
Sie staunen bloss, staunen gross über den Rauchausstoss
nicht aus dem Auspuff sondern aus den Autos.
Sie suchen nach Weed und fluchen enttäuscht
es ist da wo es kein Bulle sieht
also weiter mit drumendem Beat durchs Wohngebiet,
wie lassen uns vom Bass den Rücken massieren,
das Blech vibrieren, während wir die Chefs chauffieren
wir wollen kein Stress riskieren, nur unser Revier markieren,
damit alle kapieren, dass wir existieren!
Wir sind die Coolsten…
Pump this shit in your new car’s system … rollin
Pump this shit
Pump this shit
Pump this shit in your new car’s system…
An alle Golf GTI’s mit Alpine Radios
An alle Verkehrsraudies
An alle S4, S6, S8 Audi’s
An alle BMX’er, Biker, 3-Radler, Lowrider und Daimler-Fahrer
Alle mit dicken Schlappen, alle mit Alu-Felgen,
umlackierten und frisierten Autos sind Helden.
Alle Trucker die nie ausschlafen,
keine Pause machen und auf Autobahnen ihr Zuhause haben.
An alle Camper mit Kindern,
alle Temposünder, mit 12 Zylindern …
Ref.
Wir sind die Coolsten…
——————
Ref.
Jesteśmy cool, kiedy cruisujemy
Kiedy suniemy przez miasto
Jesteśmy cool, gdy słodkie damy posyłają nam całuski
Kiedy suniemy przez miasto
Jesteśmy cool, nie frajerzymy, tylko rządzimy, kiedy cruisujemy, jo
Siedzę za kółkiem, srogi sound, otwarte okna
I reprezentuję (reprezentuję)
Frajerzy mówią – gangsta-image, ale ogarnij się, kup sobie pampersy
S…m na ograniczenia, cisnę gaz
Jest klimat, każdy gliniarz zielenieje ze złości kiedy trą- trą- trąbię
Więc tnę winkle jak kozak
Nie mam ochoty na punkty we Flensburgu*
Więc luzuję tempo
Cruisuję, cruisuję, 2002 obroty na minutę
Szukając dziuni, i daję ogień,
Z moimi 200 końmi biorę pod włos każdą lalunię,
Jeśli się opiera, smaruję jej podwozie mnóstwem miłości,
Pokazuję jej swoją pompę wtryskową,
Nie zbaczam z kursu, robię jeszcze jedną rundkę…
Jesteśmy cool…
Snacki i sześciopaki dla całej paki, dziękuję
Każdy tnie przed siebie, o k…. radar
Za znakiem zabudowanego – miłe powitanie
Błysk, uśmiech proszę, dziękujemy
Wrzucam kolejny bieg
Gliny chcą następnego sukcesu
Ruszają za nami, zaraz nas haltują
Szczęki im opadają, gdy widzą tyle czadu
To nie spaliny, to nasze fury
Szukają trawki, po chwili klną rozczarowani
Ona jest tam, gdzie ich wzrok nie sięga
A więc dalej, z dudniącym beatem przez osiedle
Nasze plecy masują nam basy
Blacha wibruje gdy my szefom szoferujemy,
My nie chcemy siać strachu, tylko zaznaczyć nasz rewir
Żeby wszyscy zrozumieli, że my tu jesteśmy
Jesteśmy cool…
Pump this shit in your new car’s system … rollin
Pump this shit
Pump this shit
Pump this shit in your new car’s system
Za Golfy GTI i ich Alpiny radio
Za wariatów drogowych
Za Audi S4, S6 i S8
Za BMX-owców, motocyklistów, trike’owców, lowridwrowców i mercedesiarzy
Szpachlowane i modzone auta to nasi idole
Wszyscy tirowcy, wiecznie niewyspani
Nierobiący przerw, mieszkający na autostradach
Za campery z dziećmi
Za ścigantów z dwunastoma cylindrami…
Jesteśmy cool…
*punkty karne – niemiecki rejestr wykroczeń drogowych znajduje się we Flensburgu, przy granicy duńskiej
Foto: public domain
***
Pozostajemy w tym samym środowisku, ale cofamy się w czasie do złotego wieku tuningu i jego niemieckiego symbolu, czyli Opla Manty.
Chciałbym napisać artykuł o tym modelu, ale to nie jest prostą sprawą, bo nie mogę zdobyć zdjęć z epoki, jakich bym sobie życzył. A byłoby o czym pisać. W swoim czasie Manta składała się z samych stereotypów: wśród swych fanów – powszechnie uważanych za niezbyt bystrych – była traktowana jako jedyny prawdziwy samochód i musiała obowiązkowo przejść głębokie, niekoniecznie gustowne modyfikacje, począwszy od ekstremalnego obniżenia i utwardzenia zawieszenia, poprzez oklejenie markami sprzętu car audio, aż po najbardziej chyba obciachową lisią kitę przyczepioną do anteny (serio, to był dla nich lans). Na prawym fotelu siedziała partnerka właściciela – równie niedomyślna jak on, a z zawodu fryzjerka. Takie stereotypy dały początek całemu cyklowi niemieckich dowcipów o Mancie i jej kierowcach, przypominających nasze kawały o blondynkach.
W 1991r. o tym środowisku powstały filmy – i to dwa, pt. „Manta – der Film” oraz „Manta, Manta„. Ten drugi w 2023r. doczekał się kontynuacji, natomiast z tego pierwszego pochodzi poniższa piosenka.
Wir haben Geschmack
Wir haben Stil
Wir sind jung und sehen super aus
Heut sind wir unterwegs
Ich und Horst und Gerd und Klaus
Wir sind bekannt
Für unsere – Subtilität
Und es gibt bei uns ein Auto
Um das sich alles dreht
Ref.
Nimm dir die Welt
Nimm die Sonne und die Sterne
Nimm dir den Wald
Und die Sonnenblumenkerne
Lasst uns die Autobahn
Dann können wir weiterfahrn
Denn wir fahren nunmal gerne Manta Manta (Manta Manta)
Wir hören Bach, lesen Brecht
Ab und zu mal was von Goethe
Immer nur Quantenphysik
Das wär uns echt zu blöde
Was unsere Frauen betrifft
Da sind wir wählerisch
Und unser Lieblingsauto heißt genauso wie der Fisch
Ref.
Nimm dir die Welt…
Neulich ist dem Gerd, was grässliches passiert
Bei knapp 200 Sachen ist er abgeschmiert
Gerd hat’s überlebt, der Manta der war Schrott
Der fährt jetzt durch den Himmel, getuned vom lieben Gott
(Gott fährt Manta)
Ref.
Nimm dir die Welt…
——————
Mamy gust
Mamy Styl
Jesteśmy młodzi, wyglądamy super
Dziś jedziemy
Ja i Horst i Gerd i Klaus
Słyniemy z naszej subtelności!!
Dla nas istnieje tylko jedno auto
Wokół którego wszystko się kręci
Ref.
Weźcie sobie cały świat
Weźcie sobie słońce i gwiazdy
Weźcie sobie las
I nasiona słonecznika
Nam zostawcie autostradę
Żebyśmy mogli dalej zasuwać
Bo uwielbiamy zasuwać Mantą, Mantą!!
Słuchamy Bacha, czytamy Brechta
Czasami coś z Goethego
Do tego fizyka kwantowa
Niee, to dla nas strasznie głupie
Jeśli chodzi o dziewczyny
Tutaj jesteśmy wybredni
A nasz ulubiony samochód nazywa się jak ryba
Ref.
Weźcie sobie cały świat…
Gerdowi ostatnio zdarzyło się coś strasznego
Wydzwonił przy prawie 200 km/h
Gerd przeżył, jego Manta nie
Teraz ona zasuwa przez niebo, stuningowana przez samego Boga
(bo tak, Bóg jeździ Mantą)
Ref.
Weźcie sobie cały świat…
Foto: plakat filmu „Manta, Manta„
***
Na koniec, by nie zostawiać Was z takim stężeniem obciachu, podlinkuję znaną i uznaną klasykę – wydany w 1974r. utwór „Autobahn” („Autostrada”) zespołu Kraftwerk (dosłownie „Elektrownia”). To dzieło zupełnie wyjątkowe, nie tylko z powodu swej ponad 22-minutowej długości, zainspirowane autostradowymi podróżami twórców Volkswagenem „Garbusem”. W większości instrumentalne, ale nie całkowicie – dlatego i tutaj załączam tekst wraz z tłumaczeniem, choć w tym przypadku ma on najmniejsze znaczenie.
Wir fahren, fahren, fahren auf der Autobahn
Wir fahren, fahren, fahren auf der Autobahn
Vor uns liegt ein weites Tal
Die Sonne scheint mit Glitzerstrahl
Wir fahren, fahren, fahren auf der Autobahn
Wir fahren, fahren, fahren auf der Autobahn
Fahrbahn ist ein graues Band
Weiße Streifen, grüner Rand
Jedziemy, jedziemy, jedziemy autostradą
Jedziemy, jedziemy, jedziemy autostradą
Przed nami szeroka dolina
Słońce posyła swe jasne promienie
Jedziemy, jedziemy, jedziemy autostradą
Jedziemy, jedziemy, jedziemy autostradą
Droga jest szarym pasem
Białe linie, zielona krawędź
Foto: okładka albumu Kraftwerk „Autobahn„
To jak z tym obciachem? Dało się przeżyć? Dało się zagłębić w niemiecką pop-kulturę? Jeśli doczytaliście aż tutaj, to chyba nie było tak źle, a czasami warto się odrobinę poświęcić, by lepiej poznać świat. W następnym, już ostatnim odcinku wstydu będzie mniej.
Foto tytułowe: Rodrigo Kurmen Figueroa, Licencja CC
Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

„Jimmy hob den Daumen durchgeschwitzt”
„Jimmy zacisnął tylko spocone pięści”
Nie bardzo o to chodzi Szczepanie. Zastosowałeś tu niedosłowne tłumaczenie opisowe, bo podnoszenie kciuka w górę przy awarii samochodu wydaje się nielogiczne. Tymczasem kciukiem do góry łapało się autostopa a spocony był ów jegomość, bo był upokorzony, że musi się prosić o podwózkę albo zmęczony bezskuteczną naprawą.
Zgadza się, chciałem tu wyrazić jego bezsilność – zwłaszcza że jasne tłumaczenie z zatrzymywaniem „okazji” jest tutaj trudne do sformułowania w sposób zwięzły, choćby z grubsza mieszczący się w rytmie.
Ale bardzo dziękuję za uwagę – jeśli masz ich więcej, to chętnie zmodyfikuję tłumaczenia, żeby je ulepszyć. Mogę jednak reagować z opóźnieniem, bo mam ograniczony dostęp do sieci jeszcze przez jakiś czas.
@Max: Ciekaw jestem, jak rozumiesz fragment: „Wenn er wie Ronny Patterson im Schalensessel liegt holt ihm fast jedes andere Auto ein” ?
Czyżby on wcale nie był tak szybki, za jakiego się miał?
Z niemieckich utworów przychodzi mi jeszcze na myśl „Pussy” Rammsteina: „Mercedes-Benz und Autobahn
Alleine in das Ausland fahren” – nie wiem czy też tak macie, ale ja jestem w stanie przeczytać ten wers tylko z jedną intonacją.
Pamiętam ten kawałek Massive Tone. Latał dość często na niemieckiej vivie w 2003 roku. Dorzuciłbym jeszcze do listy twórczość Guntera Gabriela, np. kawałek „Er ist ein kerl” – twórczość a la country, często podejmująca temat jazdy ciężarówką. 🙂
Co by nie mówić, niemiecka muzyka mimo że lekko kiczowata, potrafi nieźle wpaść w ucho.
@Max: Ciekaw jestem, jak rozumiesz fragment: „Wenn er wie Ronny Patterson im Schalensessel liegt holt ihm fast jedes andere Auto ein” ?
Czyżby on wcale nie był tak szybki, za jakiego się miał?
……………………………..
Dokładnie tak to rozumiem: gość uważa się za Schumachera a jeździ kiepsko. Innymi (niemieckimi) słowy: große Schnautze und nix dahinten
OK, dzięki 🙂
Niemieckie Trucker Country znam od lat, bo ojciec licealnego kolegi przywiózł kilka płyt Toma Astora i składanek, które ów kolega przegrał mi na taśmy (odtwarzacza CD wtedy nie miałem). Muzycznie to nie umywa się nawet do country amerykańskiego czy polskiego, ale mnie chodziło o naukę języka – bardzo lubię uczyć się z piosenek, bo ich teksty szybko i łatwo zostają w głowie (zwlaszcza jak się ma 16 lat).
„Er ist ein Kerl” też tam było, nawet muzycznie jest to jeden z fajniejszych przykładów. Jeśli będzie zainteresowanie, to mogę kiedyś zrobić takie zestawienie niemieckiego Trucker Country, ale będzie jeszcze bardziej kiczowato niż tu. Kto wie, może zechcecie?
Jak najbardziej! 🙂
Wpiszę to do kajetu, ale nabieranie mocy prawnej potrwa długo, bo trzy muzyczne wpisy pod rząd to już dużo 🙂
Aż się boję jaki algorytm podpowiadania zastosuje teraz wobec mnie YT 🙂
Ten kawałek o Daimlerze to już słyszałem, ale nie mam pojęcia gdzie.
Zawsze można się wylogować przed odsłuchem obciachowych kawałków 🙂 Albo wyłączyć personalizację sugestii.
Fabuła pierwszego utworu jest ponadczasowa; w dzisiajszym świecie w którym „machismo” jest na celowniku społeczeństwa nawet niewinne zachowania o zabarwieniu romantyczno-towarzyskim względem nieznajomych kobiet bywają przez nie fałszywie odczytywane jako preludium sytuacji przemocowej. Chyba grozi nam zanik eleganckiego, kulturalnego podrywania/adorowania w przestrzeni publicznej.
Szczepanie, przejrzałem Twoje tłumaczenie i nie znalazłem żadnych poważnych usterek.
Parę dyskusyjnych drobiazgów:
süsse Ladies (słodkie damy) przetłumaczyłeś na „dzikie loszki”. Widzę dużą różnicę pomiędzy damą a loszką.
Przy piosence o rowerze zauważyłeś dwuznaczność słowa „blau” ale przeoczyłeś fakt, że autor nieprzypadkowo nie lubi koloru brązowego.
„Weil ich braun nicht leiden kann” przetłumaczyłeś prawidłowo z językowego punktu widzenia na „bo ja brązu nie znoszę” ale pominąłeś ważny przekaz polityczny, jaki autor chciał przekazać odbiorcy.
Ten wspomniany kontekst polityczny polski czytelnik lepiej by zrozumiał gdybyś napisał: „bo ja nie znoszę brunatnego” ewentualnie „bo ja nie znoszę brunatnych”.
„Ist sie prüde öl ich ihr Getriebe mit viel Liebe” to jest dla mnie nieprzetłumaczalne. Dosłownie: „(gdy) jest pruderyjna, to czule smaruje jej tryby” (a raczej utrybienie ewentualnie skrzynię biegów, bo to jest liczba pojedyncza)
Jaka część ciała kobiety przypomina Niemcowi tryby? U nas na osiedlu „tryby” to były zęby („weź się zamknij, bo zara w tryby wyłapiesz”) Ty przetłumaczyłeś to na podwozie i chyba to tłumaczenie jest najlepsze.
Tłumaczenia piosenki napisanej w szwabskim bełkocie nie ważę się ocenić. W zdaniu: „Dass mer nemmer tanke kah” nie zrozumiałem kompletnie nic. No może z wyjątkiem „tanke”. Szwabski dialekt jest tragiczny.
Reszta to nic nieznaczące drobiazgi
„Fluchen enttäuscht” to raczej nie „zrezygnowani” a „rozczarowani” (że nie znaleźli tej trawy)
Jest jeszcze zgubiony apostrof w zdaniu „Gerd hats überlebt” powinno być oczywiście „hat’s” lub jedna literówka „moocyklistów” zamiast „motocyklistów”
Resztę brawurowo przetłumaczyłeś, bardzo zręcznie przekładając słowa nieprzetłumaczalne jak Spinner czy Nervensäge.
Spinner to w zależności od słownika: ściemniacz, bajarz, kpiarz, żartowniś czy użyty przez Ciebie pozer.
Nervensäge natręt (a raczej natrętka, bo chodziło o kobietę) upierdliwiec (upierdliwczyni) czy wybrana przez Ciebie maruda. Ewentualnie (przepraszam za wulgaryzmy) wkurwiarz albo dupotruciciel.
Unikasz tłumaczenia dosłownego, stosujesz bogate słownictwo i tłumaczysz myśl przewodnią zdania.
Jeśli pozostałe języki znasz na równie wysokim poziomie to kciuk w górę, Daumen hoch! Respekt!
Bardzo dziękuję za poświęcony czas.
Co do znajomości języków powiem tylko tyle, że ja pod tym pojęciem rozumiem umiejętność aktywnego używania języka obcego, a nie samego jego rozumienia. Z rozumieniem jakoś mi idzie, bo dużo w językach obcych czytam, ale jeśli przychodzi do samodzielbego mówienia, jest już znacznie gorzej.
Süsse Ladies – racja, zbyt mocno wczułem się w estetykę utworu 🙂
Podobnie z brunatnym rowerkiem – kompletnie to przeoczyłem. Jedno i drugie do zmiany, kiedy wrócę i siądę do laptopa, bo z telefonu trudno edytować długi artykuł.
Co do dialektu: tutaj zastosowałem mały cheat, bo na forum motortalk.de można znaleźć tłumaczenie tego tekstu na literacki niemiecki. Ale to nie jest takie trudne, jeśli się przyjmie, że oni głównie połykają końcówki. „Nemmer” to „nicht mehr”, „kah” to „kann”, z niemym h wydłużającym sylabę. Ale oczywiście sam bym się tego nie podjął, po prostu znalazłem ten tekst w bardziej zrozumiałej wersji.
Jeszcze raz dziękuję!!
Ach, Opel Manta przywodzi mi zawsze na myśl najkrótszy dowcip świata:
– Parkuje Opel Manta pod uniwersytetem…
Nieprzypadkowo w piosence o Mancie dziewczyną kierowcy jest fryzjerka. Nie sprzedawczyni, nie kasjerka, nie listonoszka a właśnie fryzjerka. Kto zna realia niemieckie, ten wie o co chodzi.
Do użytkowników Manty pasuje muzyka Kraftwerk dosadna i powtarzalna, a szczególnie teksty – taką krótką mantrę łatwo przyswoić. Kiedyś słuchałem, ale na krótkich trasach. Po przesłuchaniu jednej strony kasety nawet Modern Talking (skądinąd niemieckie) było ukojeniem dla uszu. Choć od Autobahn wolałem kolejowe klimaty Trans-Europe Express. Potem nastał Rammstein też mocny: ein, zwein, drei Polizei…
Zbyt ambitne 🙂 Prędzej jakieś niemieckie techno-eurodance.
To chyba najfajniejszy kawał o Mancie, choć żeby go rozumieć, trzeba najpierw poznać kilka innych, które często są przyciężkawe. Niestety równie często nieprzetłumaczalne, jak to dowcipy (polegają na grze słów). Ale jeśli w końcu coś wymyślę w temacie Manty, na pewno kilka tych kawałów zacytuję.
W najwiekszym skrocie: fryzjerki uchodza w Niemczech za osoby o niewielkim potencjale intelektualnym
W dowcipach o Mancie zawsze jest fryzjerka. Poza tym, co wspomniałeś, fryzjerki są w Niemczech synonimem osób bardzo mało zarabiających. „Fryzjerka z Turyngii” oznacza kogoś ledwie wiążącego koniec z końcem (Turyngia to najbiedniejszy rejon kraju).
Zaczynam się wstydzić, że Manta była kiedyś obiektem moich westchnień.
Dlaczego? Stereotypy z dowcipów należy oddzielać od samego samochodu, który był tanią i atrakcyjną propozycją dla miłośników aut sportowych. Bardzo fajna sprawa. A że przyciągał różne osobistości, to już nie wina konstrukcji ani konstruktorów. Tym bardziej ich winą nie jest tworzenie specyficznych dowcipów.
Identycznym pomysłem był np. Ford Capri, o którym dowcipów nie ma. To czysty przypadek, że gawiedź upodobała sobie akurat jeden z tych modeli.
Fakt, że dzisiejsi miłośnicy Manty nie przepadają za tamtymi stereotypami. Szukając materiałów do wpisu zadałem parę pytań niemieckiemu klubowi Manty, na ich stronie FB, no i zostałem natychmiast zrugany, że „najwyższy czas skończyć z idiotycznymi dowcipami”, bo Manta to super auto, itp. Wg mnie to brak dystansu do siebie, bo dowcipy są częścią historii Manty. Szkoda, bo myślałem, że dostanę tam chociaż jakieś fajne historyjki albo fotki z epoki, ale niestety nic z tego.
O mercedesiarzach też się różnie mówi, jednak ja, jako fan marki, nie biorę tego do siebie. Podobnież moja Ania śmieje się z kawałów o blondynkach, chociaż sama ma jasne włosy 🙂 Tak że tego – nie ma co wstydzić się marzeń.
@SzK, no popatrz, nie słyszałem o tym, że fryzjerki w RFN jakoś mało zarabiają za to w Polsce robi się to co coraz bogatsza grupa społeczna. Z mojej obserwacji wynika, że grupa ta robi coraz więcej flipów mieszkaniowych 🙂
Tak mnie zastanawia bo w sumie nie szprecham za bardzo w ostatnich latach. Nowa Manta w RFN lat 80 to była bolidem bardziej biednej młodzieży, czy tej bananowej jej części? Bo w sumie ciężko wywnioskować z dowcipów. Obecnie cały ten segment w który wliczało się właśnie Capri, Manta, potem Calibra, Celica, Prelude wymarł z powodu braku zainteresowania, a raczej przegrał konkurencję z hot-hatchami. Jeżeli faktycznie 20latkowie z biedniejszych niezbyt inteligentnych rodzin kupowali sobie nowe coupe droższe niż np. Golf 1,3 w kraju niecałe 40 lat po kapitulacji no to nie mam pytań.
Wszystko zależy od priorytetów. U mnie w korporacji są ludzie w wieku 40 lat mieszkający z rodzicami, a są tacy z trzykondygnacyjnymi willami. Jedni mają zwiedzone 70 krajów, a drudzy zero poza Polską. Jedni leasingują nowe Lexusy, a inni nie mają nie tylko samochodu, ale i prawa jazdy. Każdy człowiek sam wybiera, na czym mu w życiu zależy.
PS Właśnie wróciłem ze stron, w których większość ludzi zarabia po 200-300 dolarów, ale śluby przed kościoły zajeżdżają wyłącznie nowymi Rollsami i Maybachami – bo wynajęcie S-Klasy to za mało. Powtórzę jeszcze raz słowo-klucz: życiowe priorytety.
Może jeszcze dodam dwie ważne rzeczy, bo coś mnie odciągnęło.
1) Mówimy o dowcipach i stereotypach. Czy każda blondynka jest głupia? Tak samo z kierowcami Manty.
2) To, że komuś nie szło w szkole, nie musi oznaczać, że źle zarabia. W XX-wiecznej Europie i Ameryce istniało coś, czego dziś prawie już nie ma, a co nazywało się „przemysł”. Przemysł wchłaniał każdą ilość ludzi, naprawdę każdą – i to nie musieli być ludzie wysoko kwalifikowani, bo przyuczało się ich w praktyce. Natomiast płacić trzeba było dobrze, bo siły roboczej ogromnie brakowało. To właśnie jest istota wolnego rynku, że płaci się za to, co jest realnie potrzebne, a nie za dyplomy i inne papierki – właśnie dlatego nie brakuje niczego, że opłaca się robić to, czego jest mało, a nie opłaca tego, czego jest dużo. Kawały o Mancie są często pisane dialektem z Zagłębia Ruhry – co czasem utrudnia mi zrozumienie treści, ale wyjaśnia to, o co pytałeś. Przynajmniej w kontekście tamtej epoki, bo dziś na Zachodzie przemysł został niemal całkowicie zarżnięty, dlatego jest, jak jest.
Die Arzte to taki niemiecki Big Cyc (mają nawet jeden wspólny utwór – „facet to świnia”) czyli taki zespół z zacięciem kabaretowym.
Z czasów gdy spędzałem sporo czasu na oglądaniu kanałów muzycznych pamiętam że w każdym teledysku z czegoś darli łacha.
Z powyższych Cruisen też mi pasuje, wygląda na to że język niemiecki dobrze pasuje do rapu 🙂
Właśnie – jak pierwszy raz usłyszałem „Maenner sind Schweine”, myślałem, że mam halucynacje 🙂
Ja mam wrażenie, że język niemiecki w muzyce pasuje bardzo dobrze do wszystkiego: nie wiem co w nim jest, ale w piosence przedwojennej język niemiecki dodaje tylko tego przedwojennego sznytu, w zimnym robotycznym synthpopie Kraftwerk również język ten sprawia, że utwory brzmią jeszcze bardziej zimno i „technologicznie”, metal – wystarczy posłuchać dowolnego kawałka grupy Rammstein, żeby wywnioskować, że pasuje tam jak ulał i sprawia, że te utwory brzmią jeszcze bardziej brutalnie i metalowo. Doprawdy nie wiem, w czym tkwi sekret, ale nie znam żadnego innego języka, który tak dobrze by się wpasowywał w każdą konwencję i pogłębiał doznania przy słuchaniu danego utworu.
W takim razie polecam Heike Makatsch (znaną wszystkim widzom MTV z lat 90) z albumem „Hilde”