SILVA RERUM: MUZYCZNY PRZERYWNIK – AUTOMOBILI

 

Wspólnym mianownikiem najbliższych trzech wpisów będzie muzyka, oczywiście opowiadająca o motoryzacji. Kiedyś już popełniłem jeden tekst zestawiający dziewięć piosenek opisujących automobilową kulturę dziewięciu krajów – a teraz postanowiłem pomysł rozwinąć i stworzyć trzy oddzielne artykuły zawierające po kilka piosenek z pojedynczych krajów.

Tematykę techniki sztuka rzadko bierze na warsztat. To częściowo zrozumiałe, bo artystyczna wrażliwość ma swoje prawa: najczęściej zajmuje się wszelkimi formami relacji damsko-męskich, przemijaniem ludzkiego życia i podobnymi, skrajnie emocjonalnymi sprawami, ja jednak uważam, że wielka szkoda, bo sztuka mimo wszystko nas kształtuje. Istnieje pogląd, że za trudną historię Polski współodpowiada kulturowa nadreprezentacja Janków Muzykantów i Janosików przy niemal kompletnym braku Wokulskich (zresztą sam Wokulski też skończył smutno, ale… no właśnie, trudno o lepszy przykład kogoś biorącego sprawy w swoje ręce). To zresztą nie jest problem wyłącznie polski. Artyści mają naturalną skłonność do lamentowania nad nędzą i tragediami, a prawie nigdy nie zastanawiają się, skąd bierze się pokój i dostatek. Z jakiegoś idiotycznego powodu płacz uważają za szlachetny i wzniosły, a wszystko to, co może mu zawczasu zapobiec – za niegodne, niemoralne i z góry podejrzane. A sztuka, niestety i stety, naprawdę formuje umysły mas.

Na szczęście istnieją wyjątki. Istnieją artyści, którzy przywiązują wagę do dziedzin i sytuacji nazywanych potocznie „przyziemnymi”. Oni też pochylają się nad ludzkim losem, pokazują problemy jednostek i całych cywilizacji, ale jako kontekstu używają codziennego życia. Dziś chciałem przedstawić takie właśnie dzieło: album „Automobili„, który w 1976r. wydał włoski piosenkarz Lucio Dalla.

Lucio Dalla żył w latach 1943-2012. Najbardziej zasłynął z uchodzącej za arcydzieło piosenki „Caruso„, która… tak, opowiada o miłości i pożegnaniu z ukochaną, ale w kontekście zarobkowej emigracji do Ameryki podjętej przez młodego chłopaka z Sorrento. Podobnie cały album, który dziś prezentuję: tam też znajdziemy ludzki niepokój i pytanie „co to dalej z nami będzie?”, ale po pierwsze – opisane na tle realnych problemów realnego świata, a po drugie – obok emocji pozytywnych, euforii i ekscytacji. Bo przecież nasze życie wcale nie sprowadza się do samych odrzuconych miłości i innych rozpaczy.

***

Album „Automobili” składa się z sześciu piosenek wybranych z telewizyjnego przedstawienia muzycznego z 1975r. pt. „Il futuro dellautomobile e altre storie” („Przyszłość samochodu i inne historie”), napisanego przez Lucio Dallę i Roberto Roversiego. Artyści ci współpracowali przez jakiś czas, ale rozeszli się właśnie z powodu albumu „Automobili„, którego Roversi nie chciał firmować – bo twierdził, że piosenki wyciągnięte z kontekstu przedstawienia tracą swą wymowę krytyki panującego porządku. Dalla miał inne zdanie: uważał, że każda przemiana rodzi jakieś problemy, ale równocześnie też nowe szanse. Dlatego pozmieniał kolejność utworów, by utworzyć narrację płynnie przechodzącą od niegdysiejszej fascynacji samochodami, poprzez ich banalizację, aż do niepewnej przyszłości (pamiętajmy – był rok 1975r., zaraz po naftowej panice). Chciał jednak uniknąć zamierzonej przez Roversiego, jednoznacznie pesymistycznej konkluzji.

Właściwą treść zacznę od radosnej piosenki pochodzącej spoza albumu, pt. „Una Topolino amaranto” („amarantowa Myszka” – chodzi oczywiście o Fiata 500 Topolino z lat 1936-48). To też część wspomnianego przedstawienia, tyle że autorstwa osoby trzeciej, nazwiskiem Paolo Conte, mówiąca o radości z posiadania własnego samochodu w zrujnowanych, bardzo biednych Włoszech roku 1946 (linki do piosenek na YT zawarte są w ich tytułach, własne tłumaczenia dodałem pod tekstami oryginalnymi).

Una Topolino amaranto

Oggi la benzina è rincarataÈ l’estate del quarantaseiUn litro vale un chilo d’insalataMa chi ci rinuncia? A piedi chi va?L’auto, che comodità
Sulla Topolino amarantoDai siedimi accantoChe adesso si vaSe le lascio sciolta on po’ la brigliaMi sembra un’ApriliaE rivali non haE stringe i denti la biondaSi sente una fionda e abbozza un sorriso con la fifa che c’è in leiMa sulla Topolino amarantoSi sta che è un incantoNel quarantasei
Sulla Topolino amarantoSi va che è un incantoNel quarantaseiSe le lascio sciolta un po’ la brigliaMi sembra un’ApriliaE rivali non haE stringe i denti la biondaSi sente una fionda e abbozza un sorriso con la fifa che c’è in leiMa sulla Topolino amarantoSi va che è un incantoNel quarantasei
Bionda, non guardar dal finestrinoChe c’è un paesaggio che non vaÈ appena finito il temporale e sei case su dieci sono andate giùMeglio che tu apri la capotteE con i tuoi occhioni guardi in suBeviti sto cielo azzurro e altoChe sembra di smaltoE corre con noi
Sulla Topolino amarantoSi va che è un incantoNel quarantaseiSe le lascio sciolta un po’ la brigliaMi sembra un’ApriliaE rivali non haE stringe i denti la biondaSi sente una fionda e abbozza un sorriso con la fifa che c’è in leiMa sulla Topolino amarantoSi va che è un incantoNel quarantasei
Topolino, TopolinoTopolino, topolino

Ma sulla Topolino amarantoSi va che è un incantoNel quarantasei

 

——————

 

Dziś benzyna podrożała,
Jest lato czterdziestego szóstego,
Marny litr wart kilograma sałatki,
Ale kogo to obchodzi…? Kto chciałby dziś chodzić piechotą…?
Przecież samochód to taka wygoda!!

W amarantowej Myszce
Weź usiądź obok mnie
Teraz jak pojedziemy
Jak popuszczę trochę lejce
Ona zda się Aprilią*
Nikt jej nie podskoczy!!
Zaciska zęby moja blondyna
Czuje się jak wystrzelona z procy i maskuje uśmiechem swój strach
W amarantowej Myszce
To jest tak czarujące
Mamy rok czterdziesty szósty

W amarantowej Myszce
Ależ będzie rozkosz!!
Mamy rok czterdziesty szósty

Jak popuszczę trochę lejce
Ona zda się Aprilią*
Nikt jej nie podskoczy!!
Zaciska zęby moja blondyna
Czuje się jak wystrzelona z procy i maskuje uśmiechem swój strach
W amarantowej Myszce
Jest tak czarująco
Mamy rok czterdziesty szósty

Blondynko, nie patrz przez okno
Na krajobraz, który ledwie się przesuwa
I na domy, z których po dziejowej burzy dwie trzecie leży w gruzach
Lepiej zwiń brezentowy dach
Upajaj swe wielkie oczy błękitem wysokiego nieba
Co jak namalowane
Jedzie razem z nami!!

W amarantowej Myszce
Ależ będzie rozkosz!!
Mamy rok czterdziesty szósty

Jak popuszczę trochę lejce
Ona zda się Aprilią*
Nikt jej nie podskoczy!!
Zaciska zęby moja blondyna
Czuje się jak wystrzelona z procy i maskuje uśmiechem swój strach
W amarantowej Myszce
Jest tak czarująco
Mamy rok czterdziesty szósty

*Aprilia – model Lancii z lat 1936-49, wówczas bardzo nowoczesny i zachwycający

 

Roku 1946 i 500-tki Topolino nie pamięta nikt z nas, ale w Polsce przeżywaliśmy ten etap pod koniec stulecia. My też mogliśmy coś przekąsić za cenę litra benzyny (tankowało się nieraz za pięć złotych, wlewając jakieś trzy litry), a stary „Maluch” – rodzony wnuk Topolino, skonstruowany przez tego samego Dantego Giacosę – też niejednemu wydawał się Subaru Imprezą, wystrzeliwującą z procy znajome blondyny.

Foto: public domain

***

Sam album „Automobili” zaczyna się utworem „Intervista con l’Avvocato” („wywiad z Adwokatem”). To pseudonim Gianniego Agnellego, nadany mu z uwagi na prawnicze wykształcenie.

Intervista con l’Avvocato

Buon giorno, grazie avvocato
Sono del Manchester Guardian
Non le farò perdere tempo
Questa è la prima domanda:

La Fiat nella sola Torino
Ha centoventimila operai
E quindicimila le industrie
Legate a questo destino
L’area dell’intera città
È tanto densa da fare pietà
E lei adesso sbaracca a Volvèra
La fabbrica per i ricambi
E la fonderia a Crescentino?”

Bene, molto bene, avvocato
Il suo inglese è perfetto
Io ho tutto annotato
La stringo ancora fra i denti:

Da tutti è oramai confermato:
L’auto è in crisi profonda
L’auto non ha futuro
Stecco di legno sull’onda
Dopo l’assestamento
Le auto saranno più rare
E finiranno per scomparire
Come lampare sul mare

 

——————

 

Dzień dobry, dziękuję Mecenasie
Jestem z Manchester Guardian
Nie chcę marnować pana czasu
Oto moje pierwsze pytanie:

Fiat w samym Turynie ma 120.000 pracowników
I 15.000 tysięcy w przedsiębiorstwach
Zależnych od jego losu
Całe miasto jest tak zatłoczone
Że aż litość bierze
Tymczasem pan przenosi do Volvery
Fabrykę części zamiennych
A odlewnię do Crescentino?

[około pół minuty odpowiedzi, będącej wytwornie brzmiącym bełkotem]

Świetnie, doskonale, Mecenasie
Pana angielski jest fenomenalny
Wszystko dokładnie zanotowałem
Wszystko świetnie pamiętam

Więc wszyscy już potwierdzają
Motoryzacja w głębokim kryzysie
Motoryzacja bez przyszłości
Jak wątły patyk na wzburzonym oceanie

Po odpowiednich ustaleniach
Samochody będą zjawiskiem coraz rzadszym
Aż wreszcie znikną z horyzontu
Niczym latarnie odpływających statków

 

Ten utwór w przedstawieniu był dłuższy, zawierał trzy zwrotki z pytaniami, ale wszystkimi w tym samym duchu: przemysł umiera, ludzie tracą pracę, samochodów niedługo nie będzie – tymczasem wyniosły prezes odpowiada równie dyplomatycznie i elokwentnie, co bełkotliwie i niedorzecznie. Jednak wydawca płyty zażyczył sobie złagodzenia tonu, bo nie chciał narażać się wszechwładnej dynastii faktycznych władców Italii.

W przedstawieniu ów specyficzny „wywiad” był zakończeniem fabuły, z postacią Adwokata spoglądającą z okna wieżowca na zasnuty smogiem Turyn i lokajami przynoszącymi mu na srebrnych tacach schłodzone owoce i koniak. W wersji studyjnej stanowi otwarcie – w ten sposób Dalla znacząco zmienił wymowę całości.

Foto: public domain

***

Ścieżka druga nosi tytuł „Mille Miglia” i łączy dwie piosenki z widowiska. To symulowana radiowa relacja z tytułowego wyścigu, pełna pasji, zachwytu i uwielbienia – alegoria epoki, kiedy automobilizm fascynował masy, choć jeszcze głównie platonicznie. By podkreślić siłę emocji całą piosenkę Lucio Dalla bardziej wykrzykuje niż śpiewa.

Mille Miglia

Parte I

Partivano di notte, arrivavano di sera
Lungo mille chilometri di una fantastica Carrera
Quando facevano ritorno, il cielo scendeva basso
Colpiva la terra al cuore come un sasso

Poi il sole si spaccava contro il ferro dei gasometri
E dall’alto lasciava una riga rossa di sangue
Sulla strada per chilometri mentre sul prato italiano
C’era la morte secca che falciava il grano

Mille miglia di un anno ormai lontano
Il giorno dà le sue prime boccate
Quando sulle strade verdi e in piano
Urlano le grosse cilindrate

Ultime partenze al mattino
Quando l’alba non è ancora sfumata
Zaffate di gomma e di polvere
Tutta l’Italia è risvegliata

A Bologna Arcangeli è primo
A Roma Nuvolari prevale
(Mentre Arcangeli ha noie al motore)
Dietro una siepe di folla impazzita

A Terni, dove c’è il rifornimento
Passa Varzi e Nuvola è secondo
La polvere alza un lenzuolo dentro il vento
E copre questo scontro furibondo

Su Radicofani sembrano saette
Per le stanze di un castello antico
Trecento curve e la morte strina
E gomme roventi, e puzzo di benzina

Al secondo passaggio per Bologna
L’alfa di Varzi è ancora prima
Ma l’insegue spietato Nuvolari
Che chiede strada con i fari

Ora Nuvola è dentro al suo trionfo
Mentre Varzi, fantastico, è secondo
Arcangeli, Campari ritirati
Tutti campioni famosi per il mondo

Partivano di notte, arrivavano di sera
Dopo mille chilometri di questa fantastica Carrera
E nessuno poteva dire
Se le macchine correvano per ritornare o scomparire

Partono a notte fonda coi fari accessi sull’onda
E i pioppi in Lombardia te li strappano via
Sbuffi di polvere, zaffate d’olio, puzzo di benzina
Per le strade di un’Italia contadina

Parte II

Una corsa epica fu
Sul cuore verde di Gesù
Sul suo costato sporco d’amore
La mille miglia del quarantasette

Corsa spaccacuore e dura come non mai
Vera crocefissione, esecuzione d’orchestra
Un’avventura di pioggia e di paura, autentico massacro
Antica festa, macerie e case, una vera tempesta

Nuvola, Nuvolari, sei una nuvola nera
Dentro a un cielo sereno, sfascio di primavera
A cielo aperto quando sbatti il martello sulla sorte
Ma se cerchi la morte, la tua morte non verrà

Mantovano volante, vetro di biacca e di cuore
Sulla Cisitalia mille e cento se ne frega anche della vita
Sei un ometto di Keaton che corre per la vittoria

Sbattevano gli alberi mentre la corsa passava
L’Italia aveva il cuore divorato
Quando i campioni per i rettifili
Erano un baleno e si vedevano appena

Nuvola, Nuvolari, sei una nuvola bianca
Dentro a un sereno cielo, sfascio di primavera
A cielo aperto quando sbatti il cucchiaio della sorte
Ma se cerchi la morte, la tua morte non verrà

La vettura era aperta come un delfino arpionato
Poche lamiere, il volante e le gomme
Passano a Bologna come passa il vento
In un grande silenzio, la gente il respiro tiene
Nuvolari e Carena arrivano secondi a Brescia con due minuti di distacco
Primo è Biondetti, sporco come un cane
Per le strade padane, sfrecciando a viso aperto

Era un mare coperto con leErbe lunghe e amareLe macerie della guerra, l’ItaliaOcchi divorati in terraUn urlo di motore per strappareLa gente della case voci, luci, colori

 

——————

 

CZ. I

Wyruszali przed świtem, docierali nocą
Tysiąc kilometrów fantastycznej gonitwy
Gdy powracali, niebo się im kłaniało
Bijąc czołem w serce ziemi jak kamień

Promienie słońca rozpryskiwały się na żelaznych gazometrach
Lejąc się z góry jak czerwona struga krwi
Wzdłuż kilometrów włoskich łąk
Na których okrutna śmierć zbierała swe żniwo

Mille Miglia z czasu dziś już odległego
Dzień wydaje swe pierwsze tchnienia
Podczas gdy na drogach, zielonych i prostych
Ryczą już wielkie motory

Ostatnie starty za nami
Poranne mgły jeszcze wiszą
W nich aromat gumy i pyłu
Cała Italia już na równych nogach

W Bolonii Arcangeli pierwszy
W Rzymie rządzi Nuvolari
(Arcangeli ma problem z silnikiem)
Przed żywopłotem oszalałego tłumu

Przez Terni, gdzie są pitstopy
Przemyka Varzi, Nuvola drugi
Kurz tańczy na wietrze
Otulając tę zaciekłą walkę

W Radicofani przelatują jak błyskawice
Przez komnaty starego zamczyska
Trzysta zakrętów, istna trasa śmierci
Bije gorąco opon, odurza zapach benzyny

Bolonia po raz drugi
Alfa Varziego ciągle pierwsza
Ale bezwzględny Nuvolari naciska
Szuka drogi potężnymi reflektorami

Teraz Nuvola święci triumf
Fantastyczny Varzi za nim
Arcangeli i Campari już poodpadali
Sami mistrzowie, sławni na cały świat

Wyruszali przed świtem, docierali nocą
Tysiąc kilometrów fantastycznej gonitwy
I nikt z góry nie wiedział
Czy jadą po laury, czy po śmierć

Wyruszają ciemną nocą, reflektory rozcinają ciemność
W Lombardii wyrywają topole z korzeniami
Kłęby kurzu, swąd oleju i benzyny
W całej prowincjonalnej Italii

CZ. II

Niesamowity wyścig
Na zielonym sercu Jezusa*
Splamionym miłością
Mille Miglia z czterdziestego siódmego

Wyścig rozdzierający serce, jakiego świat nie widział
Jak prawdziwe ukrzyżowanie, jak koncert symfoniczny
Wielka epopeja wśród deszczu i strachu
Antyczne igrzyska, ruiny i mury, prawdziwa burza

Nuvola, Nuvolari, jesteś czarną chmurką**
Pośród jasnego nieba wiosna się załamuje
Przy pięknym błękicie, gdy rzucasz wyzwanie przeznaczeniu
Ale jeśli kto sam szuka śmierci, ona nie nadchodzi***

Latający Mantuańczyk, ołów i szkło zaklęte w kształt serca,
Na swej Cisitalii nie kłania się nawet śmierci
Jak mały Keaton**** biegnący po laury

Uderzali w drzewa, gdy przejeżdżał wyścig
Całe Włochy miały złamane serce
Kiedy mistrzowie prostej
Przemykali jak błyskawica i prawie nie było ich widać

Nuvola, Nuvolari, jesteś białą chmurką**
Pośród jasnego nieba, wiosna się załamuje
Przy pięknym błękicie gdy rzucasz wyzwanie przeznaczeniu
Ale jeśli kto sam szuka śmierci, ona nie nadchodzi***

Samochód pokaleczony, jak delfin ugodzony harpunem
Odrobina blachy, kierownica, opony
Mija Bolonię niczym wiatr
W podniosłej ciszy ludzie wstrzymują oddech
Nuvolari i Carena w Brescii drudzy, dwie minuty straty
Pierwszy Biondetti, umorusany jak nieboskie stworzenie
Na padańskich szlakach, pędzący z odsłoniętą twarzą

To było morze pokryte
Zielem wysokim i gorzkim
Wojenne ruiny Italii
Oczy wbite w grunt
I ryk silników
Wyrywający ludzi z domów, głosy, światła, kolory

 

*zieleń to dla Włochów kolor złości – aluzja do niedawnej wojny, którą Jezus musiał być oburzony

**gra słów – nuvola to po włosku „chmura”

***po wojnie Nuvolari był śmiertelnie chory, jeździł skrajnie ryzykownie, jak gdyby naprawdę szukał śmierci – jednak za kierownicą jej nie znalazł, zmarł we własnym łóżku

****Buster Keaton, hollywoodzki komik kina niemego, w swych rolach podejmował wielkie ryzyka, ale z każdej opresji wychodził bez szwanku

W 1947r. śmiertelnie chory Nuvolari zajął w Mille Miglia drugie miejsce. Odtąd tę wersję Cisitalii nazywano Nuvolari Spider.

Foto: public domain

***

Piosenka trzecia, pt. „Nuvolari„, to taka sama apoteoza wyścigów i jednego z ich bohaterów. Życiorys Tazio Nuvolariego znamy, więc nie ma tu nic do dodania.

Nuvolari

Nuvolari è basso di statura
Nuvolari è al di sotto del normale
Nuvolari ha cinquanta chili d’ossa
Nuvolari ha un corpo eccezionale
Nuvolari ha le mani come artigli
Nuvolari ha un talismano contro i mali
Il suo sguardo è di un falco per i figli
I suoi muscoli sono muscoli eccezionali

Gli uccelli nell’aria perdono l’ali
Quando passa Nuvolari
Ah ah ah, yeah yeah yeah yeah yeah yeah yeah
Quando corre, Nuvolari mette paura
Perché il motore è feroce
Mentre taglia ruggendo la pianura
Gli alberi della strada
Strisciano sulla biada
Sui muri cocci di bottiglia
Si sciolgono come poltiglia
Tutta la polvere è spazzata via

Quando corre Nuvolari
Quando passa Nuvolari
La gente arriva in mucchio
E si stende sui prati
Quando corre Nuvolari
Quando passa Nuvolari
La gente aspetta il suo arrivo
Per ore e ore
E finalmente quando sente il rumore
Salta in piedi e lo saluta con la mano
Gli grida parole d’amore
E lo guarda scomparire
Come guarda un soldato a cavallo
A cavallo nel cielo di aprile

Nuvolari è bruno di colore
Nuvolari ha la maschera tagliente
Nuvolari ha la bocca sempre chiusa
Di morire non gli importa niente
Corre se piove, corre dentro al sole
Tre più tre per lui fa sempre sette
Con l’Alfa rossa fa quello che vuole
Dentro al fuoco di cento saette

C’è sempre un numero in più nel destino
Quando corre Nuvolari
Yeah yeah yeah yeah yeah yeah yeah
Quando passa Nuvolari
Ognuno sente il suo cuore vicino
In gara a Verona è davanti a Bordino
Con un tempo d’inferno
Acqua, grandine e vento
Pericolo di uscire di strada
A ogni giro l’inferno
Ma sbanda, striscia, è schiacciato
Lo raccolgono quasi spacciato

Ma Nuvolari rinasce come rinasce il ramarro
Batte Varzi e Campari
Borzacchini e Fagioli
Brilli-Peri e Ascari

 

——————

 

Nuvolari jest niski wzrostem
Nuvolari jest mniej niż przeciętny
Nuvolari to pięćdziesiąt kilo kości
Nuvolari ma wyjątkowe ciało
Nuvolari ma dłonie jak szpony
Nuvolari ma talizman przeciwko złu
Spogląda jak jastrząb na swoje pisklęta
Jego mięśnie są jedyne w swym rodzaju

Ptaki w powietrzu gubią skrzydła
Kiedy pędzi Nuvolari
Kiedy przemyka, rozsiewa wkoło trwogę
Jego silnik wpada w szał
Kiedy rycząc tnie włoskie równiny
Przydrożne drzewa
Pełzają po polach owsa
Odłamki butelek
Roztapiają się w miazgę
Cały kurz wymieciony

Tam gdzie pędzi Nuvolari
Gdzie przemyka Nuvolari
Ludzie przybywają tłumnie
Rozsiadają się na trawie
Tam gdzie pędzi Nuvolari
Gdzie przemyka Nuvolari
Ludzie czekają
Długie godziny
I wreszcie, gdy słychać ryk
Podskakują na równe nogi i machają
Ona wykrzykuje wyznanie miłości
I patrzy jak on znika
Patrzy jak na kawalerzystę
Na tle wiosennego nieba

Nuvolari ma ogorzałą twarz
Nuvolari ma surową maskę
Nuvolari ma usta zawsze zamknięte
Śmierci wcale się nie kłania
Mknie w deszczu, mknie w słońcu
Trzy plus trzy to dla niego siedem
Ze szkarłatną Alfą robi cokolwiek chce
W ogniu stu błyskawic

Przeznaczenie daruje dodatkową szansę
Kiedy pędzi Nuvolari
Gdy przemyka Nuvolari
Każdy czuje jego bliskość
W Weronie wyprzedził Bordina
W szaleńczym tempie
Woda, grad i wiatr
O mało nie wypadnie z drogi
Piekło na każdym kroku
A on się ślizga, przeciska, walczy
Dojechał, ledwie żywy

Ale on zmartwychwstaje*, odradza się niczym jaszczurka
W tyle zostają Varzi i Campari
Borzacchini i Fagioli
Brilli-Peri i Ascari**

 

*Kiedyś, po ciężkim wypadku Nuvolariego, jedna z gazet napisała o jego śmierci. On jednak przeżył i skomentował: „Kiedy następnym razem pokażą moje ciało, na wszelki wypadek z żałobą poczekajcie trzy dni” – co w ultrakatolickich Włoszech wywołało skandal.

**Wszyscy wymienieni rywale bohatera zginęli w wyścigach samochodowych

 

Tazio Nuvolari

Foto: public domain

***

Odtąd nastrój się zmienia. Nuvolari nie żyje, Mille Miglia zostało zakazane, pojazd mechaniczny rozpowszechnił się i… zaczął powodować problemy. Piosenka „l’Ingorgo” („Korek”) opowiada o gigantycznym zatorze, któy kiedyś naprawdę wydarzył się na obwodnicy Paryża i uwięził w samochodach tysiące podróżnych. To był szok dla ludzi, którzy dotąd samochód uważali wyłącznie za dawcę wolności.

Mettere in marcia il motore
Avanzare tre metri e poi staccare
Fermarsi a guardare e a parlare
Alla fine spegnere il motore

Due suore giovani nella due cavalli
Un ragazzotto dentro la Dauphin
C’è un uomo bianco nella caravella
Altro uomo e donna in una Peugeot

Dietro la due cavalli c’è una Volkswagen
Con dentro una ragazza e un soldato
Certamente sposati da poco
Hanno le spalle bruciate dal fuoco

Centomila auto imbottigliate
Nella corsia nord e sud verso Parigi
Da dodici ore nessuno si muove

Passa un giorno e arriva la sera
Passa la notte e il giorno fa ritorno
Alle 9 arriva uno straniero
E chiede pane alla gente che ha intorno

Alè, tutti in auto avanti 100 metri
A mezzogiorno si sbriciola un biscotto
L’ingegnere dorme nella Taunus
Un muso di cane contro il vetro rotto

La terza notte è lunga come il mare
La notte terza è proprio un fiume in piena
Una donna passeggia per il campo
Parla da sola, piange e si dimena

Parigi è laggiù, bella e lontana
Sembra un pavone con le piume aperte
Ha un giallo acceso per divertimento
Nasce un rumore e strisciare di vento

Al quarto giorno avanzano un chilometro
Molti hanno lasciato l’automobile
E girano per i prati e le foreste
Cercando il pane e l’acqua come bestie

Dividono sul bordo della strada
L’ultimo crack, l’ultima bottiglia
La coca-cola è razionata a gocce
Due gocce solo per le labbra rotte

Verso sera qualcosa si muove
Con uno strappo la fila si snoda
Come un gatto che si muove la coda
Le macchine procedono in pariglia

Le stelle o le nuvole o la vita
Forse un soldato poteva ritornare
Un adattarsi meccanico a pensare
Dalla Simca fanno un gesto d’amore

Assurdo sentimento di speranza
Cavalli, cavalli corrono sui prati
Foglie bianche si aprono cadendo
Il laser del sole le taglia ridendo

Luci rosse, rosse sempre accese
Danno il via a una pazza rincorsa
Centomila bisonti scatenati
Verso Parigi stretta in una morsa

 

——————

 

Zapalasz silnik
Posuwasz się trzy metry
Znów stajesz, gapisz się, gadasz
I po minucie gasisz

Dwie zakonnice w 2CV
Młody chłopak w Dauphine
Biały człowiek w Caravelle
I drugi z kobietą, w Peugeocie

Za 2CV stoi Volkswagen
Wiozący dziewczynę i żołnierza
Zapewne niedawno się pobrali
Gorąco parzy im plecy

Sto tysięcy aut unieruchomionych
Przed Paryżem od północy i południa
Od dwunastu godzin nic się nie rusza
Trawa na poboczu pachnie lukrecją

Mija dzień, nadchodzi wieczór
Mija noc, nadchodzi ranek
O dziewiątej przychodzi nieznajomy
Prosi o chleb tych, co stoją wokół

Allez!! Wszyscy wsiadać, posuwamy się sto metrów
W południe pokruszymy ciastko
Pan inżynier śpi w Taunusie
Z twarzą mopsa opartą o pękniętą szybę

Trzecia noc niemożliwie się dłuży
Trzecia noc jest jak wylewająca rzeka
Jakaś kobieta przechadza się polem
Gada do siebie, płacze i się miota

Paryż jest tam, piękny i odległy
Niczym paw z nastroszonymi piórami
Jasnożółty, jakby dla zabawy
Słychać rumor i gwizd wiatru

Czwartego dnia posuwają się o kilometr
Wielu porzuciło samochody
Kręcą się po łąkach i lasach
Polując na chleb i wodę, jak dzikie zwierzęta

Dzielą się na poboczu
Ostatnim krakersem i łykiem
Coca-cola wydzielana po kropli
Zwilża popękane usta

Pod wieczór coś się rusza
Szarpnięta lina się rozplątuje
Jak kot goniący własny ogon
Samochody pełzają parami

Gwiazdy, chmury albo życie
Być może żołnierz mógłby powrócić
Mechaniczne myślenie
Ci z Simki robią miłosne gesty

Absurdalne nadzieje
Konie, konie galopują po łąkach
Białe liście mną się spadając
Promień słońca przecina je jak laser

Czerwone światła, zawsze zapalone
Dają sygnał do wariackiego wyścigu
Sto tysięcy uwolnionych bizonów
Biegnie na Paryż niczym w imadle

 

A więc motoryzacja nie zawsze oznacza wolność – niekiedy wręcz przeciwnie

Foto: Dav Peyron

***

Kolejna piosenka pierwotnie kończyła przedstawienie (właśnie po niej następował epilog w postaci rozmowy z Adwokatem). Jednak ze względu na jej wymowę Lucio Dalla przesunął ją na pozycję przedostatnią, by zamknąć album czymś… zaraz zobaczymy czym, a na razie skupmy się na utworze „Due Ragazzi” („Dwoje Młodych”). To opis gorącej randki rozgrywającej się w zezłomowanym aucie – czyli, symbolicznie, na zgliszczach motoryzacji. Obraz post-apokaliptyczny, smutny koniec indywidualnej mobilności.

Due ragazzi

Dentro a un’auto scalcinata
Al margine di un campo
Un’autodemolizione
Dentro a quest’auto abbandonata
Due ragazzi seduti
Fitti, fitti, fitti, fitti, fanno conversazione

La ragazza è carina
Ha i capelli neri e corti
Lui ha una faccia da faina
Furba e divertente
Si riparano dalla gente
Lui la tiene stretta
E parlano, parlano a voce bassa, in fretta

È bello ascoltare così la vita che striscia
La vita strisciare adagio come un serpente annoiato
Baciarsi dieci volte senza paura in un minuto
Parlare di oggi, parlare d’amore, parlare di domani
Toccarsi con le mani

La vita è così vicina, ogni cosa è ancora da fare
Il futuro è verde, è freddo, è profondo come il mare
Tentano di toccarlo con i loro piedi
Prima di decidersi, decidersi a buttare

Sei un topino bianco
Io, io, io
Io ti ho trasformato in un angelo
Con ali formidabili
Tu lavavi, stiravi le camicie
E io seduto in un angolo fumavo
Guardami ancora con amore
Lo so che sono vecchio
Lo so che ho già vent’anni

Ma – lei risponde – ti sposerei lo stesso
Io, io, io
Anche se ti ho sempre detto
Voglio andare a letto con un uomo
Ma non so cosa fare
Tu mi dicevi: perché non prendi me?

Era un gioco
Io, io, io
Lo so che era un gioco
E non so cosa fare
Perché adesso non voglio
Che stare qua a guardarti ed ascoltare

Dall’alto piove una neve verde
Portata dall’ombra della sera
Scoppiano tre stelle all’improvviso
Enormi come un grande riflettore
Sopra all’auto scalcinata
Al margine di un campo
Dentro a un’auto in demolizione
Dove due ragazzi senza tempo
Fanno l’amore

 

——————

 

We wnętrzu zrujnowanego auta
Na skraju pola
Złomowisko
We wnętrzu porzuconego auta
Siedzi dwoje młodych
Bardzo blisko, rozmawiają

Ona jest urocza
Włosy czarne, krótkie
On ma twarz łasicy
Inteligentną i zabawną
Chowają się przed ludźmi
On ją obejmuje
I rozmawiają, cicho i pospiesznie

Miło tak słuchać, jak życie leniwie płynie
Niczym znudzony wąż
Całować się dziesięć razy, bez strachu
Rozmawiać o dniu dzisiejszym, o jutrze, o miłości
Dotykać się dłońmi

Życie jest na wyciągnięcie ręki, tyle jeszcze do zrobienia
Przyszłość jest zielona, zimna i głęboka jak morze
Próbują dotknąć jej stopami
Zanim zdecydują się wszystko wyrzucić

Jesteś małą, białą myszką
Ja zmieniłem cię w anioła
Ze wspaniałymi skrzydłami
Prałaś, prasowałaś koszulę
Ja siedziałem w rogu paląc
Spójrz na mnie jeszcze raz z miłością
Wiem że jestem stary
Wiem że mam już dwadzieścia lat

Ale – odpowiada ona – i tak bym za ciebie wyszła
Chociaż zawsze ci mówiłam
Chcę iść do łóżka z mężczyzną
Ale nie wiem co robić
Mówiłeś mi – dlaczego nie weźmiesz mnie?

To była gra
Wiem, że to była gra
I nie wiem co robić
Ponieważ teraz chcę już tylko
Stać tutaj, patrzeć na ciebie i słuchać

Z góry pada zielony śnieg
Przyniesiony przez cień wieczoru
Trzy gwiazdy nagle eksplodują
Ogromne jak wielki reflektor
Nad zrujnowanym samochodem
Na skraju pola
Wewnątrz zrujnowanego samochodu
Gdzie dwoje ludzi
Kochają się

 

Wraki samochodów często pojawiają się w wizjach post-apokaliptycznych. Na szczęście Dalla postanowił zakończyć swój album inaczej – i chyba miał rację, bo pół wieku później samochody wciąż są produkowane, choć branżę znów dotyka schyłkowość.

Foto: www.goodfon.com

***

Utwór zamykający album zwie się „Il Motore del 2000” („silnik roku 2000”).

Kto pamięta poprzednie stulecie, ten wie, że hasła „rok 2000” i „XXI wiek” miały wtedy wymowę magiczną. Taka etykietka nadawała wszystkiemu wymiar metafizyczny. Lucio Dalla mówi inaczej: świadomy trudnej sytuacji nie ekscytuje się przyszłością, ale też nie popada w katastrofizm – tylko ostrożnie przyznaje, że przyszłości nie znamy i że powinniśmy ją aktywnie kształtować na naszą korzyść. Bardzo to banalne, ale i bardzo prawdziwe.

Il Motore del 2000

Il motore del 2000 sarà bello e lucente
Sarà veloce e silenzioso, sarà un motore delicato
Avrà lo scarico calibrato e un odore che non inquina…
Lo potrà respirare un bambino o una bambina

Ma seguendo le nostre cognizioni
Nessuno ancora sa dire come sarà, cosa farà
Nella realtà, il ragazzo del 2000
Questo perché nessuno lo sa
L’ipotesi è suggestiva, ed anche urgente
Ma seguendo questa prospettiva
Oggi ne sappiamo poco o niente

Noi sappiamo tutto del motore
Questo lucente motore del futuro
Ma non riusciamo a disegnare il cuore
Di quel giovane uomo del futuro

Non sappiamo niente del ragazzo
Fermo sull’uscio ad aspettare
Dentro a quel ghetto del 2000
Non lo sappiamo immaginare

 

——————

 

Silnik roku 2000 będzie piękny i błyszczący
Mocny i cichy, delikatny
Będzie miał dopracowany wydech, który nie truje
Jego spaliny może wdychać nawet mały chłopczyk – albo dziewczynka

Ale, o ile się orientuję,
Nikt jeszcze nie wie, jak będzie wyglądać i co robić
Człowiek roku 2000
Ponieważ nikt tego nie wie
Sprawa jest ważka i pilna
Ale jak mówiłem
Dziś na ten temat wiemy niewiele lub nic

Wiemy wszystko o silniku
Tym wspaniałym sercu pojazdu przyszłości
Jednak nie potrafimy zaprojektować serca
Młodego człowieka przyszłości

Nic nie wiemy o człowieku
Stojącym przed drzwiami i czekającym
W getcie roku 2000
Nie umiemy go sobie nawet wyobrazić

 

Piosenka kończąca album jest rodzajem zakończenia otwartego, chyba najwłaściwszego przy mówieniu o przyszłości. Dziś wiemy, że Lucio Dalla miał rację: silniki końca XX wieku faktycznie opisywano jako ZLEVZero Level Emmission Vehicles – bo wydzielały w spalinach mniej szkodliwych substancji niż pobierały z atmosfery. Nikt jednak wtedy nie przewidywał, że w nadchodzącym stuleciu tego typu fakty stracą znaczenie, a motoryzacja będzie krok po kroku wyjmowana spod prawa pod pretekstami od dawna nieaktualnymi. Czy kiedyś jeszcze się odrodzi…? To przecież w historii już następowało.

Foto: Honda Motor Co. Ltd

Foto tytułowe: okładka albumu „Automobili” autorstwa Lucio Dalli

Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych  – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

50 Comments on “SILVA RERUM: MUZYCZNY PRZERYWNIK – AUTOMOBILI

  1. No nieźle, że Agnelli doczekał się upamiętnienia w piosence, przyznam , że nie znałem tego twórcy.

    Nie no z porównaniem statusu topolino w Italii roku 1946 do statusu malucha w końcówce lat 90 w Polsce to pojechałeś grubo 😉 Tam naprawdę dopiero od czasów 500ki można mówić o masowej motoryzacji , ja bym porównał to raczej do statusu malucha w końcówce 70ych. W końcówce 90ych to już uczniowie ostatnich klas techników i studenci masowo powozili maluchami.

    • To jest zestawienie sytuacji i ludzkich odczuć, a nie wskaźników statystycznych.

  2. Super artykul, taki zupełnie inny o motoryzacji przez sztukę. A silnik roku 2000… to zapewne 1.2 PureTech, nie truje bo nie działa…. haha.

  3. hmm na pewno jak bym był Włochem, to te piosenki były by dla mnie fajne i wzruszające, ale że nie jestem, to niestety, nie są ani melodyjne, ani jakieś fajne w słuchaniu… to trzeba być na prawdę wielkim miłośnikiem włoch żeby się próbować w nie wczuć..
    Żeby piosenka była uniwersalna i międzynarodowa musi mieć po prostu fajną linię melodyczną, a jak już ją ma, to zwykle słowa schodzą na dalszy plan, co też jest złe, no ale słowa mają znaczenie w zasadzie tylko we własnym kraju, wszędzie indziej „ma wpadać w ucho” co wspaniale robi większość muzyki np Italo Disco z lat 70-80

    to tak jak by włochowi mówić żeby się zachwycał np piosenką Kszysztofa Dauszkiewicza – Leniwa niedziela (też w podobnym klimacie i bardzo motoryzacyjna – polecam włączyć!)
    https://www.youtube.com/watch?v=b-1LmboNP6c

    to już musi być też ktoś ześwirowany na punkcie Polski, co się raczej nie zdarza.. raczej, bo są i wyjątki, choćby Węgierski zespół Hungarica, którzy nawet napisali i zaśpiewali po Polsku „Burzliwe stulecia” – utwór wychwalający upór Polskich żołnierzy i partyzantów w dążeniu do wolności:
    https://www.youtube.com/watch?v=bsaZM64QhY8
    widać Hungarica doskonale rozumie w jak przewalonej sytuacji wiele lat byliśmy (w zasadzie dużo gorszej wyjściowo niż oni – wszak ruscy to dużo gorszy prześladowcy niż austriacy, bo ruscy to po prostu dzicz, a te 100 lat temu to już w ogóle nie wiele różnili się od jaskiniowców) a mimo to jednak udało nam się z tego wyrwać i obiektywnie jednak jesteśmy lepiej rozwiniętym krajem od Węgier (choć znów możemy mieć gorzej od nich bo ruscy dalej są tym samym bandyckim krajem co 100 lat temu)
    Tym bardziej szanuję Hungaricę, że w ogóle im się chciało tyle trudu włożyć żeby zaśpiewać (na prawdę nieźle) po Polsku, mimo, że nasze języki są całkowicie inne, i osobiście nie wyobrażam sobie zaśpiewać niczego po Węgiersku (choć w sumie za dzieciaka nauczyłem się na pamięć całej szpuli Beatelsów, nie rozumiejąc absolutnie nic, ale po prostu mi się bardzo podobała i ją ciągle słuchałem)

    • Oczywiście, że tutaj nie chodzi o lekką muzykę do słuchania, tylko o treści, które starałem się wytłumaczyć ma tyle, na ile potrafiłem. O obecność motoryzacji w sztuce.

    • Die Toten Hosen mimo, iż członkowie zespołu nie mówią po Polsku nagrali utwór w języku polskim pt.: „Zamrożona Wyborowa” jednak nikt do tego nie dorabia żadnej ideologii

      • W naszym kraju twórcy nie mieli raczej weny do samochodów i motoryzacji. Artysta Wojnicki śpiewał co prawda „nie dla mnie sznur samochodów”, ale nie wymieniał jakich (swoją drogą- gdzie on znalazł sznur samochodów w latach pięćdziesiątych w W-wie, chyba na defiladzie na 22 lipca). Był autobus czerwony, bodaj Chóru Czejanda, co mknął przez ulice miasta, ale bez marki, chyba wtedy Chausson. I wreszcie Jolka Jolka „silnik rzęził ostatkiem sił” – wtedy wszystkie rzęziły. Jedyna piosenka dedykowana konkretnej marce jaka mi przychodzi do głowy, to country pastisz Rewińskiego Mój stary Star.

      • Zgadza się, dlatego trudno byłoby zrobić zestawienie z Polski. W muzycznym artykule międzynarodowym Polskę reprezentowało „W Drodze do Fontainebleau”, bo tam chodziło bardziej o treści niż konkretne marki czy bliskie przedstawianie samych samochodów. Natomiast tym razem wybrałem po prostu inne kraje.

        PS z tamtej epoki w Polsce dodałbym jeszcze „Autostop” Karin Stanek, też znamienny 🙂

      • @Szymon B co ciekawe Jolka jolka powstało w 1982 roku na parę lat przed tym kiedy Toyota zdobyła w Polsce jako taką rozpoznawalność.

  4. Taka polska piosenka o motoryzacji to dla mnie tytułowa z serialu Zmiennicy, Piotra Gintarowskiego „Kwestia czasu”… Zmienników oglądałem jako dziecko, rodzice mieli wtedy Fiata 125p w kolorze Bahama yellow. Też myślałem że w oparciu fotela zaszyte są dolary;-) na szczęście ich nie pociąłem…

  5. Jeszcze znamienne „telewizor, meble, mały fiat – oto marzeń szczyt” 😉

    • W kwestii polsko-włoskiej 126p jeszcze jest Trojanowska i ” …za osiem lat adres w bloku i mały Fiat”.

  6. Jeszce w klimacie kartek na benzynę Fiesta (tekst Skubikowskiego):
    Kupię skodę na wodę, Albo ładę na gaz, Zmienię porsche na gorsze – Byle zdążyć na czas,
    Limuzynę na ślinę przyjmę zaraz i tu ,Wezmę talon na balon, W zamian dam BMW.

    • Tak, pamiętam to dobrze 🙂 linkowałem zresztą tą piosenkę w jakimś artykule, bodajże tym o Skodzie 105/120 🙂

  7. jest trochę polskich motoryzacyjnych piosenek, ot choćby:

    Krzysztof Daukszewicz – Leniwa Niedziela
    Syrbacy – ja jestem odlotowym kierowca zawodowym
    Tomasz Szwed – Kamaz ciagnik siodlowy.
    Grupa Furmana – Modlitwa wracajacych
    Grupa Furmana – Zyc zyciem drugich
    Grupa Furmana – ETZ
    Grupa Furmana – Wyścig
    Rewiński – mój stary star / oraz druga część – mój nowy star
    Andrzej Rosiewicz – chlopcy radarowcy
    Blenders – czarny ciagnik
    Kazik/Kult – Dziewczyna się bała pogrzebów
    Jarema Stepowski – Warszawski taksowkarz
    Letni – wieśka Tico
    Letni – a może się wyklepie
    Letni – chłop nie miał OC
    Dżipago – giełda samochodowa

    a spawając samochód zawsze coś odpadnie i wtedy sobie nucę:
    Mr Z’oob – Mój jest ten kawałek podłogi

    • Dzięki wielkie za piękne zestawienie!! Może kiedyś wykorzystam – roboty będę miał mniej, bo nie trzeba tłumaczyć 🙂

      Dżipago mi przypomniałeś – a oni mieli jeszcze kawałek o Syrenie, na melodię „Road to Hell” Chrisa Rei 🙂 Natomiast „Wieśka Tico” przypomniało mi podobne parodie pt. „Drogi Król” (czyli „Daddy Cool” Boney M) i *Przez tę Hondę Zieloną” (oryginał chyba oczywisty 🙂 ).

      • tak tak, Syreną do piekła czy coś takiego, chyba w ogóle się kaseta tak nazywała, ale mi ich „Giełda samochodowa” się bardziej podoba, no i jeszcze „siedzimy tu za kare” też fajne 🙂

      • Oni w ogóle prześmieszne teksty mieli do światowych przebojów, w epoce przedinternetowej takiej twórczości było mało. Tylko niestety kompletnie nie umieli śpiewać, dlatego nie mieli szans na sukces.

      • To skoro idziemy w takie klimaty, to z pewnością Dr Huckebusch i jego New York City też się nada 😉

      • po protu to był strasznie amatorski zespół, ale w dzisiejszych czasach i oni mogli by śpiewać na wysokim poziomie, bo procesory głosu są teraz popularne i tanie i wszystkie pseudo gwiazdy z nich korzystają, inaczej by się ich w ogóle nie dało słuchać… niestety
        możliwości takich cudeniek ot choćby: https://www.youtube.com/watch?v=odn4wZbbOkU

        oczywiście nic nie zastąpi prawdziwego talentu, ale jak się go nie ma, no to można sobie też poradzić

      • jak się ma trochę lepszy sprzęt (no i może trochę więcej talentu) to i tak bardzo amatorsko można nagrać fajne kawałki czego dowodzi Elakelaiset – Fiński zespół założony przez dziadków- emerytów i śpiewają bardzo fajnie np:
        https://www.youtube.com/watch?v=blcdGO2R1U8

  8. jeszcze kuba sienkiewicz – powrot brata (nie_jezdzij_bracie_w_niedziele)

    • Benny, chylę kapelusza. Jesteś prawdziwym Universal Driver & Mechanic & Body Welder & Lyrics Expert. Jestem pod wrażeniem.

  9. Skoro pojawił się wątek piosenek samochodowych to dorzucę od siebie coś, co od razu przychodzi mi na myśl. Kaliber 44 nagrał „Normalnie o tej porze” gdzieś pod koniec lat 90-tych i (pomimo tego, że bardzo słabo toleruję polski rap), ten utwór momentalnie przychodzi mi do głowy kiedy jadę wieczorem przez miasto; niezmiennie od kilkunastu lat. Ma w sobie coś, co idealnie pasuje do pustych, nocnych ulic dużego miasta.

    Natomiast przyznam się do czegoś nietypowego: kiedy prowadzę nie słucham radia, ani żadnej muzyki w ogóle. Nigdy. Never – ever. I nigdy nie słuchałem. Żartuję czasami, że radio mam z przodu, nadaje na falach krótkich V6. Ale nawet kiedy jeździłem zwykłym R4 to i tak nie słuchałem muzyki w aucie.

    • Ja akurat zawsze lubiłem muzykę, najlepiej taką pasującą do epoki i charakteru samochodu 🙂 na przejażdżki testowe często przygotowuję playlisty, tylko rzadko z nich korzystam – bo trzeba koncemtrować się na wrażeniach, a stare auta są zwykle zbyt głośne by dało się słuchać czegokolwiek z telefonu.

      • Szk, nie przesadzaj. Muzyki, głównie rocka, słuchamwłaściwie tylko w samochodzie, a najlepszy odsłuch mam z Kenwooda w starym buczącym Chevrolecie (chociaż kolega ze Stanów mówił, że Kenwood robi tylko dobre mikrofale i lodówki). Bas jest miękki i głęboki. Nawet słucham z przyjemnością wiekowych i nowych kaset wkładanych taśmą do przodu. Kupiłem nawet adapter do USB, ale jest tyle stacji, że nie chce mi się zgrywać playlist. Nieźle chodzi też fabryczny Clarion w nieco mniej wiekowym Citroenie. W obecnym pojeździe mam Bose i wcale nie powala. Komputerowy bas – suchy, krótki i dosadny jak soundbar od telewizora nie wzbudza emocji. Na autostradzie, długo miałem wrażenie, że mam źle wyważone koła, zanim zorientowałem się, że to Bose Centerpoint zadziałał.

      • Tak tak, ale Ty mówisz o samochodowym audio, a ja o głośniku telefonu. W testowanych autach mam tylko swój telefon jako nośnik swojej muzyki, a w ten sposób zwykle mało co słychać.

      • ja też bardzo lubię słuchać muzykę w samochodzie, szczególnie głośno i szybką, różną, rockową, disco, dance, albo np taką:
        https://www.youtube.com/watch?v=snojs7Hxjn8

        ALE:
        jest to na prawdę niebezpieczne, także jak jadę szybko i nie jedynie prosto (nie ekspresówką/autostradą), to ściszam całkiem, gdyż muzyka niestety mocno rozkojarza i dodatkowo zagłusza bardzo ważne dźwięki zachowania się opon, które mówią kiedy zaraz zacznie się poślizg

      • Popieram, nigdy też nie używam słuchawek w samochodzie, bo odcinają od realnego świata

      • Eurobeat to wybitna muzyka do prowadzenia samochodu. Co prawda na razie teoria sprawdza się wirtualnie ale i tak widać że coś w tym jest. Ale taka muzyka kompletnie nie pasuje do mojego dość ciężkiego gitarowego gustu muzycznego.

    • @Daozi i w teledysku E39 na czarnych blachach 😉 To dopiero był synonim „bananowego” rapera lat 90, a nie jakiś tam Karramba czy Liroy.

  10. Jest też dużo amerykańskich piosenek o samochodach. Na przykład:
    Ike Turner – Rocket 88
    The Beach Boys – 409
    Ronny and The Daytonas – Little GTO
    Sammy Johns – Chevy Van
    Sammy Hagar – Trans Am
    Primus – Jerry Was A Race Car Driver
    Bruce Springsteen – Pink Cadillac
    I wiele innych.

      • @Szymon B Racja. Janis Joplin – Mercedes Benz to jedna z najpiękniejszych i najbardziej legendarnych piosenek wszechczasów.
        Do tej listy dorzuciłbym nawet więcej oldskulowych piosenek o samochodach.

      • a „lionel richie – say you, say me” liczy się? 😉 bo moja Córcia ją lubi bo to o Seju jest przecież, a Sej to jej ukochany (i własny) samochód 🙂

    • Z zagranicznych to jeszcze:
      X-Wild: Kid Racer
      Quiet Riot: Slick Black Cadillac
      Manowar: Wheels of Fire
      Ministry: Jesus Built My Hotrod

  11. jeszcze mi się przypomniała „Czeska piosenka” kabaretu Ani Mru Mru, choć za tymi współczesnymi kabaretami to ja nie przepadam, bo tam nic śmiesznego niema, to to się im udało 🙂
    https://youtu.be/s1vTt_b2EeI?t=147

  12. Wiesz, bardzo cenię Twoje pisanie, z bardzo wieloma rzeczami się zgadzam, bardzo dużo się od Ciebie uczę, choć wydaje mi się, że raczej byśmy się nie polubili w prawdziwym życiu.
    Ale czasem popełniasz coś takiego jak ten wpis, kiedy jestem Tobą po prostu zachwycony. Twoją erydycją, Twoim wykształceniem i tym jak inaczej niż wszyscy potrafisz podejść do tematu motoryzacji.
    Zatem, choćbyśmy na kawę się razem nie wybrali (ja kawy nie piję), to stawiam kawę w podziękowaniu za znakomitą lekturę.