TA, CO SIĘ LUBI POWTARZAĆ: JAK OWOC OPUNCJI

 

Epoką, którą najczęściej opisuję na Automobilowni, jest druga połowa XX wieku. Wtedy indywidualna motoryzacja miała się najlepiej – tzn. była najbardziej interesująca i różnorodna, z najlepszymi perspektywami. Nie oznaczało to oczywiście najwyższego stopnia rozwoju, tylko największą jego dynamikę. To ważne, by te sprawy odróżniać: czymś innym jest występowanie jednego samochodu na dziesięć osób z żywiołową tendencją wzrostową, a czym innym jednego na dwie osoby, przy jednoczesnym zwalczaniu zjawiska przez władze, nakładaniu coraz większych kar za każdy sprzedany pojazd, utrudnianiu jego używania i zamykaniu jednej fabryki za drugą.

Jedną z głównych przyczyn bezwzględnie niższego stopnia zmotoryzowania XX-wiecznego świata było ograniczenie masowego automobilizmu do garstki krajów ówcześnie rozwiniętych, to jest cywilizacji zachodniej (USA, Europa Zachodnia, pojedyncze fragmenty dawnych imperiów kolonialnych), a także nielicznych, które przyjęły i zaakceptowały płynące z tej cywilizacji wzorce gospodarcze: tu można wymienić Japonię, później też Koreę Południową, a jako bardzo specyficzny przykład – państwo Izrael.

Izrael był i jest wymieniany jednym tchem z innymi krajami tzw. Pierwszego Świata, przede wszystkim z uwagi na silny sojusz ze Stanami Zjednoczonymi (choć ten na dobrą sprawę funkcjonuje dopiero od 1973r. i wojny Jom Kippur – wcześniej sprawa nie była całkiem jednoznaczna). Wydawałoby się więc, że izraelska motoryzacja powinna rozwijać się intensywnie i wytworzyć całą masę ciekawych historii – tak się jednak nie stało.

Historii kraju nie będę omawiał, bo to jeden z bardziej złożonych i drażliwych tematów w dziejach świata. Niektórzy zaczynają go od ONZowskiej Rezolucji nr 181 z 1947r., inni od tzw. Brytyjskiego Mandatu Palestyny, od urodzonego w 1860r. Theodora Herzla albo i od samego Mojżesza – i wszyscy mają po trosze rację. Zainteresowanym polecam książkę pt. „Pokój z widokiem na wojnę” (którą wprawdzie napisał publicysta żydowski, Konstanty Gebert, ale bez uciekania od opisów błędów, a nawet zbrodni państwa izraelskiego). Ja za to postaram się opowiedzieć o izraelskiej motoryzacji.

Protest taksówkarzy na obwodnicy Tel Awiwu w 2008r., w sprawie cen paliw. Nic ciekawego, można przewijać dalej.

Foto: David King, Licencja CC

***

No właśnie, nic ciekawego – tak można skwitować izraelską motoryzację. Co odrobinę dziwi, bo kraj należy do rozwiniętych – jest jednak niewielki, z małym rynkiem wewnętrznym, do tego pustynny i jałowy, a możliwości wymiany międzynarodowej blokują napięte relacje z sąsiadami i nieustanne zagrożenie wojną. W takich warunkach trudno rozwijać cywilny przemysł.

Historycznie Żydzi znali takie sytuacje. W ciągu dwóch tysięcy lat życia w diasporze zdarzały się im epizody względnie spokojne, z możliwościami inwestowania w nieruchomości i fabryki, jednak powtarzające się okresy prześladowań i wywłaszczeń nauczyły ich, że najcenniejszy kapitał to ten, który mieści się w głowie – bo tylko tego nikt nie zbombarduje ani nie zrabuje, dopóki właściciel głowy żyje. Stąd specjalizacja Żydów w zawodach prawniczych, medycznych, w nauce, w najwyżej kwalifikowanych rzemiosłach (aktualnie np. w szlifierstwie diamentów), a przede wszystkim w handlu i obrocie finansowym (które chrześcijanie długo ograniczali sami sobie, oddając te absolutnie kluczowe obszary walkowerem).

Niepodległe państwo Izrael też buduje gospodarkę opartą na wiedzy i technologii. Przykładowo, mimo pustynnych warunków stworzyło bardzo wydajne rolnictwo, oparte na innowacyjnych technikach sztucznego nawadniania: zamiast polewać rozpalony piasek, z którego wszystko natychmiast wyparowuje, Izraelczycy budują komputerowo sterowane systemy podziemnych rurek sączących pojedyncze krople bezpośrednio na korzenie roślin, co ogranicza straty do minimum. Tę technologię kupują nawet państwa arabskie, choć z przyczyn politycznych zwykle przez międzynarodowych pośredników (czasami nawet polskich, przynajmniej formalnie).

Podobne zjawisko widać w izraelskim sektorze motoryzacyjnym, o ile tylko zainteresujemy się bliżej i samochodowy sektor tam dojrzymy. Bo mimo braku lokalnych marek samochodów ten przemysł tam funkcjonuje, opierając się właśnie na rozwijaniu technologii. Ale o tym za moment.

***

W okresie międzywojennym terytorium Palestyny administrowali Brytyjczycy, ale ruch obowiązywał tam prawostronny, jeszcze z czasów osmańskich. Odwracać go dla samej zasady nie było potrzeby, więc władze Mandatu tego nie zrobiły.

Żydzi stanowili tylko kilkanaście procent ludności, jednak w druku pojawiały się hebrajskie reklamy. Poniżej ogłaszał się dealer Renault i Berlieta zachwalający modele roku 1936: osobowe, dostawcze, ambulanse, autobusy, ciężarowe i strażackie.

 

W 1931r. Jerozolimę odwiedził król Iraku, Faisal. Przyjechał Mercedesem 770 – czyli modelem kojarzonym z reżimem hitlerowskim, ale to dopiero później. W tamtym momencie nie istniała jeszcze ani III Rzesza ani państwo Izrael. 

Foto: public domain

W archiwach sądowych można znaleźć ślady działania firmy Palestine Motors Co, założonej w Jaffie w 1928r., choć brak bliższych szczegółów. Później, w 1935r., w Hajfie powstała spółka Palestine Motors Limited, która zmontowała około 20 osobowych aut angielskiej marki Standard oraz pojedyncze ciężarówki Scammel. Sprzedawała je pod lokalną marką Carmel – od nazwy góry wznoszącej się nad Hajfą i wielokrotnie wspominanej w Biblii (zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie).   

materiał producenta

***

W 1951r. urodzony w Charkowie biznesmen, Efraim Ilin (1912–2011), otwarł w Hajfie montownię amerykańskich samochodów Kaiser-Frazer i Henry J. W ciągu roku wypuścił 2.991 aut. Po przejęciu firmy Willys przez Kaisera przerzucił się na montaż Jeepów, bardzo użytecznych w bliskowschodnich warunkach.

W 1954r., po bankructwie Kaiser-Fraser, spółka zmieniła nazwę na Kaiser-Ilin i nawiązała kontakty z Renault, rozpoczynając montaż modeli 4CV i potem Dauphine (zupełnie jak argentyński oddział Kaisera). Biznes rozwijał się żywiołowo: w 1956r. generował aż 28% izraelskich wpływów eksportowych, m. in. wysyłając Jeepy do Kolumbii w zamian za kawę. Niestety, w 1959r. Francuzi zerwali kontrakt po naciskach Arabów, grożących bojkotem firm handlujących z Izraelczykami. Na to Renault w żadnym razie nie mogło sobie pozwolić.

W 1961r. Efraim Ilin próbował stworzyć izraelski „samochód dla ludu”, po hebrajsku Amamit (nazwa trochę zaskakująca ze względu na analogię do Volkswagena, ledwie kilkanaście lat po wojnie). Propozycje współpracy z europejskimi producentami mikosamochodzików – angielskim Noble’em, francuskim VELAM i niemieckim Glasem – zablokowali tym razem nie Arabowie, a sam izraelski rząd, który ręcznie sterował gospodarką i rościł sobie prawo do kontrolowania całego krajowego przemysłu. Chodziło o bilans handlowy: by oszczędzić dewizy politycy zakazali sprowadzania samochodów poniżej 1,3 litra pojemności (większych nie, bo sami nie mogli przecież jeździć na wielbłądach), a na wszystkie nałożyli wysokie cła. W końcu, by uzyskać wyjątek, Ilin obiecał wytwarzać w kraju 70% części i eksportować aż połowę produkcji.

Przednionapędowy prototyp TA6 zaprojektował francuski inżynier Roger Budin, który wzorował się na Mini, jednak francuskim zwyczajem dodał drugą parę drzwi

Foto: materiał producenta

Zakład Ilina był tylko słabo wyposażonym warsztatem, więc kształty samochodu trzeba było ekstremalnie uprościć, a lokalne zapotrzebowanie skłoniło do dodania większego, wydzielonego bagażnika. Rezultat wyglądał okropnie. „Ponad piękno przedłożyliśmy jakość” – tłumaczył biznesmen, ale nie brzmiało to przekonująco, bo jakość też była okropna…

Foto: materiał producenta

Napęd miał stanowić dwucylindrowy, 640-centymetrowy dwusuw austriackiej firmy Puch, który przetestowano w prototypie – niestety, długoterminową umowę znów zablokowały groźby arabskie. Ilin planował poszukać innego silnika, ale ostatecznie porzucił cały projekt.

W zamian uzyskał licencję Studebakera na montaż kompaktowego modelu Lark, pickupów Champ i lekkich ciężarówek, równolegle wciąż oferując Jeepy. W 1964r. zawarł jeszcze umowę z japońskim Hino, by składać osobowy model Contessa i pickupa Brisca. Znów jednak miał pecha: obaj partnerzy zbankrutowali (jak poprzednio Kaiser-Frazer), co w 1968r. skłoniło biznesmena do sprzedaży wszystkich aktywów innej izraelskiej firmie, Autocars Co. Ltd. Łącznie przez 17 lat Kaiser-Ilin sprzedał ponad 50 tys. samochodów 28 różnych modeli – zawsze zmontowanych z zagranicznych części, bez żadnych modyfikacji.

***

Liczącego się producenta aut osobowych Izrael miał praktycznie tylko jednego – Autocars Co. Ltd. Jego siedziba mieściła się w Hajfie, głównym portowym mieście kraju, co ułatwiało import komponentów. Założycielami byli Icchak Szubinski i Ladislav Schneller.

Icchak Szubinski urodził się w 1914r. w wielkopolskim Turku. Do Palestyny wyjechał po ukończeniu szkoły średniej. Pracował jako księgowy w porcie Hajfy, potem ze szwagrem handlował winem, wreszcie założył firmę Poseidon importującą z Turcji artykuły spożywcze i tytoń.

Foto: public domain

Ladislav Schneller również urodził się w 1914r., tyle że w Czechosłowacji. W 1939r. uciekł przed niemieckimi prześladowaniami do Hajfy, gdzie otwarł samochodowy komis. W czasie wojny o niepodległość służył jako kierowca wojskowego ambulansu, a w 1952r. zawarł umowę z brytyjską firmą Reliant na montaż dostawczych trójkołowców napędzanych archaicznymi silnikami Austina Seven (cztery cylindry, dolne zawory, 750 cm³, 10 KM). Jego warsztat, nazwany Cars and Garages Ltd, mieścił się przy Tel Aviv Street w Hajfie.

Foto: public domain

Szubinski poznał Schnellera szukając środków transportu swoich towarów, lecz dostawcze auta zainteresowały go bardziej niż dotychczasowy biznes. Obaj panowie zawarli spółkę Autocars Company Ltd: Szubinski zajął się stroną handlową, Schneller techniczną, a dodatkowego kapitału dostarczył trzeci partner – firma Israeli Automobile Company, importująca dotąd pojazdy Forda.

Pierwszy osobowy model Autocars był również konstrukcją Relianta. Bazował na dostawczaku, ale dostał czterokołowe podwozie, nowoczesny silnik Forda Anglii (litr pojemności, rozrząd OHV, 40 KM) i trzy typy nadwozi: kombi, furgon i pick-up.

Autko mierzyło 4.000 x 1.610 mm i wyglądało trochę ładniej niż prototypy Ilina, choć wciąż nieudolnie. Natomiast konstrukcja – z drewniano-stalowym szkieletem, podłogą ze sklejki i poszyciem z włókna szklanego – okazała się wyjątkowo licha, poddając się czasami po zaledwie kilku tysiącach kilometrów. 

Foto: Almog, Licencja CC

Najgorsze były pick-upy, które potrafiły złamać się przy nominalnym obciążeniu. Nic lepszego nie było jednak w kraju dostępne.

Foto: materiał producenta

Panele z włókna szklanego zrodziły legendy o wielbłądach Beduinów zjadających rzekomo karoserie, ale w istocie tylko dzięki tej technologii dało się ruszyć z miejsca – bo na tłocznię karoseryjną nie było szans, a w przypadku trójkołowców ręczne klepanie blach spowalniało produkcję do zaledwie 60 sztuk na pięć lat działalności (1952-56).

Auto osobowe nadal składano z części angielskich, ale znacznie sprawniej i bez zagrożenia ciągłości dostaw, bo podzespołów dostarczała specjalnie założona, brytyjska filia firmy Poseidon Szubinskiego, na której arabskie embargo wrażenia nie robiło. Pierwsze egzemplarze – jeszcze towarowe, ale już czterokołowe – sprzedawano w Izraelu we wrześniu 1958r. pod angielską nazwą Regent IV, zaś eksportowano pod marką Sabra (hebrajskie słowo pierwotnie oznaczające owoc opuncji, a metaforycznie – Żydów urodzonych w Palestynie, w opozycji do tych z diaspory). Pod koniec 1959r. Szubinski rozpisał konkurs na nową nazwę: zwyciężyło słowo Sussita oznaczające klacz.

W 1959r. powstało 200 pojazdów. Rząd pozwolił Autocars działać pod warunkiem eksportowania 2/3 produkcji, to jednak okazało się bardzo trudne. Niewielką liczbę aut udało się wypchnąć do Turcji, RPA i na Cejlon. Gorzej poszło w USA: po ciepłym przyjęciu na nowojorskich targach w 1960r. (głównie z powodu bardzo niskiej ceny) importer zamówił 600 sztuk i wydrukował katalogi z wielką gwiazdą Dawida i hasłem „pomóżmy budować nowy kraj”. Niestety, pierwsze 35 sztuk szybko wróciło do sprzedawców z reklamacjami: prócz pękającej struktury nośnej problematyczne okazało się tylne zawieszenie – nadające się do 10-konnych trójkołowców Relianta, ale skrajnie niestabilne w czterokrotnie mocniejszych osobówkach osiągających 120 km/h. Sussita stała się tematem niewybrednych żartów nawet w swojej ojczyźnie, która śmiertelnie poważnie traktowała budowę własnej gospodarki.

Szczęśliwie w październiku 1960r. izraelski rząd zliberalizował rynek motoryzacyjny, zezwalając na wolną sprzedaż wszystkich samochodów z jednolitą stawką podatku, a chwilę wcześniej Efraim Ilin stracił kontrakt z Renault, co wydatnie zmniejszyło konkurencję. Przewidując sprzedażowy boom Szubinski przeniósł montownię do większej hali i znacznie zwiększył zatrudnienie.

Faktycznie, liczba pierwszych rejestracji w kraju wzrosła kilkunastokrotnie, jednak Autocars niewiele zyskało – rynkowy udział prymitywnej Sussity spadł do zaledwie 2%, bo ludzie woleli dojrzałe i sprawdzone auta zagraniczne. W 1961r. produkcja niemal stanęła.

Głównym problemem była oczywiście jakość. Dlatego w 1961r., z pomocą Anglików, Autocars zmodyfikowało strukturę nośną swych pojazdów: zmniejszyła się liczba części, większość drewna zastąpiła stal (choć pozostała sklejkowa podłoga), a wytrzymałość znacznie wzrosła. Uroda Sussity pozostała wątpliwa, ale fala reklamacji znikła. Uproszczony kształt poszycia dał zmodyfikowanemu autu potoczną nazwę „Kostki”.

Foto: materiał producenta

ŹRÓDŁO

Wersje z zaślepionymi oknami bocznymi prawo klasyfikowało jako ciężarówki i zwalniało z podatku – dlatego, jak w Wielkiej Brytanii, niektórzy używali ich jako osobowych, zwłaszcza że były pięciomiejscowe

ŹRÓDŁO

Nadwozia pick-upów przestały pękać po odseparowaniu skrzyń ładunkowych od kabin. Ta poprawka zwiększyła udział Sussity w krajowym rynku pojazdów użytkowych do aż 40%.

Foto: materiał producenta

Osobówki wciąż sprzedawały się słabo. By je zareklamować, firma zorganizowała ekspedycję pojedynczym kombi przez całą Afrykę, do Kapsztadu i z powrotem, z wyjazdem na najwyższy osiągalny samochodem punkt drogi na Kilimandżaro (3.000 m n.p.m.). Równocześnie Ladislav Schneller z żoną odbyli podróż po Europie – promem do Pireusu, dalej do Londynu i z powrotem. Obie wyprawy odbyły się bezproblemowo i zostały rozpropagowane w mediach. Sprzedaż rozkręciła się – do 1966r. Sussita przekonała 8.670 klientów.

Podróż do Afryki, liczącą ponad 15 tys. km, odbyli trzej dziennikarze – Avital Mosinson, Amnon Jacob i Amnon Birav

Foto: materiał producenta

W 1962r. gamę uzupełnił dwudrzwiowy sedan napędzany litrowym silnikiem Anglii lub 1,2-litrowym, 50-konnym z Forda Cortiny, sprzedawany pod nazwą Carmel (jak przedwojenne samochody Standarda). Dwa lata później nareszcie znikły podłogi ze sklejki (zastąpione włóknem szklanym wzmocnionym stalowymi prętami), a nieobliczalne zawieszenie Relianta przeprojektowano, by przestało zagrażać wypadkiem przy normalnych szybkościach pozamiejskich.

Mimo wzrostu sprzedaży spółka Autocars nie okazała się wystarczająco rentowna: izraelski rynek był mały, eksport ogromnie utrudniony, a finanse ostatecznie zrujnowała budowa nowej fabryki w Tirat Carmel pod Hajfą – otwartej w 1963r., lecz zbyt dużej jak na skalę krajowego popytu. Na domiar złego spółkę opuścił znający się na technice Ladislav Schneller, a zaraz potem nastąpiła utrata płynności finansowej. Poszukiwania strategicznego inwestora poskutkowały umową z British Leylandem, zawartą w 1965r.

Odtąd Autocars zostało filią angielskiego Triumpha (z mniejszościowym udziałem 19%), zyskało jednak prawo używania nowocześniejszej mechaniki. Podwozia pozostały izraelskie, jednak pod maski samochodów trafił silnik Triumpha Herald – 1,2-litrowy, 50-konny, a od 1968r. zastąpiony 1,3-litrowym o mocy 61 KM. Niektóre katalogi podawały oznaczenia modeli Carmel 1200 i 1300, a inne – wg zwyczaju angielskiego – 12/50 i 13/60.

Stylizacja została odświeżona, choć wciąż przypominała wyroby Relianta. Do 1970r. powstało 7.600 sztuk z nadwoziami sedan 2d…

Foto: materiał producenta

…kombi…

Foto: Bukvoed, Licencja CC

a od 1967r. również sedan 4d, pod nazwą Gilboa (od innej izraelskiej góry), z rozstawem osi wydłużonym z 2,3 do 2,5 metra i opcjonalnym, 1,5-litrowym silnikiem Forda. Niestety, wydłużenia dokonano bez odpowiednich wzmocnień, przez co struktura szybko wyginała się na wysokości tylnych progów, uniemożliwiając dalszą eksploatację. Gilboa okazała się kompletną porażką – już w 1970r. w Izraelu nie pozostał ani jeden zarejestrowany egzemplarz.

Foto: materiał producenta

W ofercie pozostała jeszcze odświeżona wersja Sussity z silnikami Triumpha – jako kombi z oknami szklanymi lub zaślepionymi i oznaczeniami Sussita 12/50 lub 13/60.

Foto: materiał producenta

Nieudana Gilboa znikła szybko, ale i pozostałe modele nie były konkurencyjne – ich wciąż kiepska jakość, okropny wygląd i wcale nie najniższe ceny nie dawały szans zbytu na wolnym rynku. Głównym odbiorcą stała się izraelska armia (przydzielająca służbowe samochody wyższym oficerom) i inne instytucje państwowe – głównie dlatego, że obowiązywał je zakaz kupowania produktów zagranicznych, a w kraju innych marek aut nie było.

W 1970r. stylistyka znowu się uprościła, a nazwa modelu zmieniła na Carmel Duke 

Foto: Charles01

Foto: materiał producenta

W 1970r. zaoferowano eleganckie lakiery metalizowane

Foto: materiał producenta

Pick-upy sprzedawano pod starą marką Sussita, z różnymi zabudowami

Foto: materiał producenta

Prototyp fastbacka, przygotowany przez inżynierów Triumpha, nie wszedł do produkcji

Foto: materiał producenta

W lutym 1970r. samochody Autocars poddano testom zderzeniowym – z fatalnymi wynikami. Dopiero trzy lata później, po nowelizacji izraelskich przepisów, konstrukcja została wzmocniona, a hamulce dostały wspomaganie.

Foto: materiał producenta

Po zawarciu umowy z Triumphem Icchak Szubinski zachował tylko 27% udziałów. W 1968r. rząd przymusił go do wykupienia aktywów bankrutującej firmy Kaiser-Ilin. Ten manewr miał wzmocnić krajowy przemysł samochodowy, ale w istocie bardzo go osłabił: kosztował Autocars trzy miliony dolarów w gotówce i połączył niepowiązane operacyjnie fabryki w jedną organizację, której łączny wynik finansowy stał się ujemny. Tymczasem w kraju panowała recesja, wydatnie zmniejszająca popyt na samochody.

Szubinski wiązał nadzieje z planami montażu nowoczesnego modelu Triumph 1300/1500. Montaż ów ruszył w 1967r., ale… władza znów się wtrąciła pozwalając zaoferować tylko większy silnik, by nie tworzyć konkurencji dla innych składanych w Izraelu modeli 1,3-litrowych. Przez to klienci stracili wybór, a Autocars – szanse na wyjście ze strat.

Półtoralitrówka była znacząco droższa w zakupie i utrzymaniu, dlatego do 1973r. znalazła zaledwie 1.223 klientów. W 1969r. przyszło pozwolenie na rozszerzenie gamy o silnik 1300, ale wtedy firma była już w poważnych tarapatach. Anglicy pozostali lojalni kontynuując wysyłkę zestawów CKD nawet po zakończeniu produkcji na swój rynek krajowy, to jednak nie mogło już pomóc.

Foto: auta5p.eu

Foto: auta5p.eu

Pojawił się też terenowy model Dragoon – z dołączanym napędem 4×4 i reduktorem. Konstrukcja i 1,5-litrowy silnik pochodziły od Triumpha, który rozwijał projekt od 1963r., ale ostatecznie porzucił go po tym, jak do BMC dołączył (Land-)Rover. Dragoon powstawał w latach 1967-73 w symbolicznych ilościach, z których część trafiła do Grecji, Szwajcarii i Iranu (za czasów szacha i sojuszu z Ameryką Iran miał przyjazne stosunki z Izraelem).

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Z początkiem lat 70-tych Szubinski został oskarżony o malwersacje finansowe – i choć został uniewinniony, to zła atmosfera pozostała, a gospodarcza sytuacja w kraju (zacieśnienie polityki pieniężnej w reakcji na wybuch inflacji w 1971r.) pozbawiła firmę kredytów. Autocars musiało ogłosić upadłość.

W 1974r. aktywa – w tym fabrykę w Tirat Carmel – wykupił holding inwestycyjny Clal. Jego kierownictwo powołało nową spółkę Rom Carmel Industries, która w 1976r. wznowiła produkcję modeli sprzed 1970r. – tym razem z nowocześniejszymi, 1,3-litrowymi silnikami Forda o mocy 54 KM.

Rom Carmel (hebr. „góra Karmel”) zadebiutował w 1976r. jako sedan (teraz czterodrzwiowy, na bazie poprawionego modelu Gilboa), kombi i pick-up. Nadwozia wciąż wykonywano z włókna szklanego, a ich wygląd nadal obrażał każdy zmysł estetyczny. Do 1978r. sprzedano 1.250 sedanów i 330 egz. użytkowych (których większość zakupiła izraelska poczta).

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: auta5p.eu

W 1977r. przypomniał o sobie arabski bojkot, który zagroził Fordowi jako dostawcy zespołów napędowych. Spółka Rom Carmel zakupiła więc 4.500 silników 1,3-litrowych, zalegających w magazynach angielskiego Chryslera (notabene bez wiedzy centrali w Detroit, która za narażanie koncernu na gniew Arabów natychmiast zwolniła osoby odpowiedzialne za transakcję).

W 1978r. spółka Rom Carmel zbankrutowała, a kolejnym – ostatnim już – inwestorem została przemysłowa firma Urdan Industries. Ta przeprowadziła niewielką restylizację aut i kontynuowała ich produkcję pod nazwą Rom Carmel 1301, ale przerwała ją w 1981r., bo klientów nie było już wcale. W niczym nie pomogło nawet kumoterskie zwolnienie z podatku sprzedażowego „pojazdów produkcji krajowej z nadwoziami z włókna szklanego” (tak mówił przepis, uchwalony wyłącznie dla ratowania pojedynczej prywatnej firmy).

Łącznie powstało 2.200 sedanów, 450 kombi i 1.175 pojazdów użytkowych, z czego zaledwie 40 kupili klienci indywidualni, po stokroć preferujący pojazdy zagraniczne. Części zamienne były wytwarzane do 1987r., po czym zakład ostatecznie zlikwidowano. 

Foto: materiał producenta

Foto: autodimerda.blogspot.com

Również w 1981r. 67-letni Icchak Szubinski zginął za kierownicą Relianta Kitten, uderzając w drzewo (sekcja zwłok wykazała rozległy zawał serca, będącą najbardziej prawdopodobną przyczyną zjechania z drogi). Ladislav Schneller zmarł siedem lat później (z tym że on już od 1963r. był na emeryturze).

***

Autocars to przykład działalności zorganizowanej wbrew wszelkim uwarunkowaniom naturalnym, politycznym i ekonomicznym, przy zupełnym braku know-how, doświadczenia, wyposażenia i kapitału. Całą technologię i komponenty do produkcji dostarczali partnerzy zagraniczni – co nie przeszkadzało firmie reklamować swych produktów jako rdzennie izraelskich.

Spółka działała na wariackich papierach w stopniu wprost niewyobrażalnym: gdy w 1973r. Aryeh Solomon – profesjonalny stylista zaangażowany przez holding Clal w celu uatrakcyjnienia samochodów – poprosił o spotkanie z inżynierem odpowiedzialnym za konstrukcję auta, doznał szoku słysząc w odpowiedzi: „u nas nie pracuje żaden inżynier„. Części przyjeżdżały z Anglii, technicy skręcali je i dorabiali panele z włókna szklanego radząc sobie samodzielnie. Salomon złapał się za głowę i zaczął buszować po hali: zaraz odkrył, że wszystkie szyby czołowe mają jeden bok widocznie krótszy od drugiego – bo forma przekazana dostawcy była krzywa, czego nikt nie zauważył przez sześć lat. To naprawdę nie mogło się udać, zwłaszcza po wymuszeniu przejęcia dużo większej i deficytowej firmy Ilina.

Najciekawszy epizod działalności Autocars stanowi natomiast model, którego jeszcze nie wspominałem – sportowe coupé Sabra Sport.

Owoc opuncji – po hebrajsku sabra – dojrzewa na pustyni, z zewnątrz jest twardy i kolczasty, ale w środku soczysty i słodki – tak mówią Żydzi urodzeni w pustynnej Palestynie, którzy widzą w nim metaforę własnego charakteru i sami siebie nazywają „sabrami”. Firma Autocars przyjęła to słowo jako markę eksportową.

Foto: Buch-t, Licencja GNU

Sabra Sport zrodziła się w umyśle Szubinskiego w trakcie wizyty na London Sports and Racing Car Show w 1960r., gdzie wystawiany był roadster firmy Ashley z nadwoziem z włókna szklanego. Dlaczego nie mielibyśmy zrobić czegoś podobnego? – pomyślał. W Izraelu nie było żadnego rynku na samochody rekreacyjne, ale wymóg eksportu 2/3 produkcji łatwiej byłoby spełnić z jakimś produktem wyłącznie eksportowym. Tymczasem w latach 60-tych małe roadstery przeżywały historyczny szczyt popularności – zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, gdzie Szubinski miał dobre kontakty.

Konstrukcję sportowej Sabry opracowała firma Reliant – wtedy jeszcze główny partner Autocars. Projekt powstał szybko, po linii najmniejszego oporu: karoserie z włókna szklanego w wersjach coupé, roadster i hardtop, silniki Forda Consula (1,7 litra, kilka wersji mocy 61-90 KM) i Forda Zodiac (R6, 2,5 litra, 110 KM), tarczowo-bębnowe hamulce z katalogu Austina, światła Alfy-Romeo, itp. Niestety zawieszenie konstrukcji Relianta nie grzeszyło sportowymi własnościami.

Sabrę Sport zaoferowano w 1961r. i regularnie pokazywano na europejskich imprezach targowych (na pierwszym zdjęciu Genewa ’63, na drugim – z Icchakiem Szubinskim i Škodą MBX w tle – Paryż ’67). 

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Stylistycznie model nie musiał się niczego wstydzić (w przeciwieństwie do pozostałych modeli Autocars): szprychowe koła z centralną nakrętką, reflektory z opływowymi kloszami z plexi, sylwetka przypominająca ekskluzywne grand tourery… Dyskusyjnie wyglądały tylko kły zastępujące przednie zderzaki, ale to można potraktować jako ekstrawagancję.

Foto: materiał producenta

Foto: materiał producenta

Foto: Jozef Neefs

Produkcja ruszyła najpierw w Anglii, pod nazwą Reliant Sabre. W Hajfie powstała tylko krótka partia – prawdopodobnie nie więcej niż 100 sztuk na łącznie 379. W USA sprzedano 144, w Belgii 81, w Izraelu zaledwie 26, większość reszty pozostała w Wielkiej Brytanii. Model wystartował nawet w kilku podrzędnych wyścigach, ale w 1968r. znikł z cennika z powodu niemożności dalszego zapewniania serwisu.

Po co w ogóle Szubinski porywał się z motyką na słońce? Trzeba pamiętać, że największą przeszkodą w rozkręceniu jego działalności było izraelskie prawo zabraniające importu niedrogich aut i dające władzy pełną uznaniowość w przyznawaniu zezwoleń na jakąkolwiek działalność przemysłową. Przychylność polityków miał wtedy Efraim Ilin, zaś Autocars musiało sobie najpierw wywalczyć prawo zaistnienia. W tej sytuacji dobrze było mieć atut w postaci sportowego modelu kupowanego w Europie i USA, występującego w wyścigach i rozsławiającego państwo Izrael na całym świecie.

Właśnie temu miała służyć nazwa Sabra. „Sabrami” było wtedy wielu urzędników, którzy uważali się za budowniczych kraju i wywyższali nad aszkenazyjskich imigrantów – w ich mniemaniu przybyłych „na gotowe”, by zająć najwyższe stanowiska w państwie, którego niezależność wywalczyli tubylcy.

Szubinski podkreślał, że tworzy krajowy przemysł i krajową markę, podczas gdy Ilin jedynie składa zagraniczne części by obejść zakaz importu. Była to tylko częściowa prawda, bo i Autocars nie zatrudniało żadnego inżyniera, całkowicie polegając na technice angielskich partnerów, ale zewnętrzne wrażenie mogło być inne. To właśnie Szubinski próbował osiągnąć lansując izraelską markę, izraelskie nadwozia z włókna szklanego (brzydkie jak noc, ale własne), a nawet oferując niesprzedawalne w kraju, lecz efektowne Sabry Sport.

Foto: materiał producenta

***

Budowa izraelskiego przemysłu samochodowego skończyła się fiaskiem – po 1981r. nikt nie podjął kolejnej próby. Do dzisiaj przetrwało zaledwie kilka aut z montowni w Hajfie i około stu z 379 sztuk modelu sportowego (w większości ze znaczkiem Relianta).

Pozostały jednak wnioski. W Izraelu nikt więcej nie inwestował w fabryki samochodów – kapitałochłonne, zależne od niepewnych dostaw zagranicznych i wrażliwe na zagrożenia wojenno-terrorystyczne. W zamian powstał wysoko rozwinięty sektor technologiczny, z którego pracy korzystają samochodowe firmy i kierowcy na całym świecie.

Laboratoria badawczo-rozwojowe prowadzą w Izraelu między innymi General Motors, Volkswagen, Daimler i DENSO, zaś od podstaw na miejscu rozwinęły się np. firmy Mobileye (elektroniczne systemy bezpieczeństwa i asyst kierowcy, obecnie część grupy Intel) oraz Waze (aplikacja nawigacyjna znana również w Polsce). To właśnie izraelski sektor samochodowy – który trzyma się zasady, że najcenniejszym rodzajem kapitału nie są fabryczne hale i specjalistyczne maszyny, tylko wiedza. To, czego zabrakło Ilinowi i Szubinskiemu, Izraelczycy sprzedają dziś całemu światu.

A mnie nieodparcie przypomina się własne doświadczenie z owocami opuncji (akurat z Maroka, nie Izraela, ale to nieistotne): one są maleńkie, wielkości orzecha włoskiego, słodkiego miąższu w nich jak na lekarstwo, a wzięcie ich w palce może się skończyć interwencją chirurga (dziesiątki mikroskopijnych kolców rzadko dają się usunąć bez specjalistycznej pomocy). Jednakże na pustyni można docenić i tyle…

Foto: mojej żony

Jeśli podobał Ci się artykuł – możesz rozważyć postawienie mi symbolicznej kawy (bez wpływu na dostępność treści bloga, przeszłych i przyszłych  – one są i zawsze będą całkowicie darmowe i całkowicie niekomercyjne)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

42 Comments on “TA, CO SIĘ LUBI POWTARZAĆ: JAK OWOC OPUNCJI

  1. Tak patrzę to poza Sabra Sport wyglądającą z daleka jak brytyjskie roadstery*, to większość tworów wygląda jakby wyjechała z Iżewska czy innego Birmingham albo Longbridge. Straszny widok, chyba nawet gorszy od prototypowych Skód sprzed ery 742. Chociaż nawet ta Sabra stylistycznie jest „good from far, far from good”.

    Ale tygiel motoryzacyjny to mieli godny Jugosławii – tu Renault, tam Reliant, gdzie indziej Willys )potem Kaiser i Jeep), jeszcze Ford i Chrysler… Normalnie izraelski przemysł motoryzacyjny mógłby dostać honorowe członkowstwo przemysłu motoryzacyjnego Bloku wschodniego ; )

    *czekam na komentarze pokroju „uuuu izrael nam syrene sporta ukrod” bo patrząc po komentarzach pod Moskwiczem 408 nie zdziwiłoby mnie to – a szkoda mi było strzępić klawiatury na coponiektóre wymysły : P

  2. Rom Carmel z pierwszego zdjęcia wygląda jak lekko upośledzona Ładzie 2103. Czyli aż tak brzydki nie jest.
    Sony dobrze napisał. To wygląda jak Łada po liftingu w Iżewsku.

    • Na szczęście w Iżewsku dorwali się tylko do Moskwiczy, nie do Ład 😀

      • @SzK, może to powinienem napisać pod poprzednim artykułem, ale Iżewskie Moskwicze ponoć były o wiele lepsze jakościowo od moskiewskich , pomimo starszej budy. To były wojskowe zakłady gdzie pilnowano jakości.

        Co do Ład to tam do 2006 roku klepali 2106. 5 lat po tym jak zakończyli produkcję w Togliatti.

  3. Cóż dużo mówić. Każdy ma takiego Trabanta na jakiego zasłużył.

    • Przy takich historiach można Trabanta docenić. Może jeszcze bardziej niż po przejażdżce P70 😀

  4. Jak Ty wpadasz na takie tematy? Akurat dzisiaj spotkałem mojego kolegę, Żyda Efraima, więc zapytałem go czy żyjąc całe życie w Izraelu słyszał, żeby robili tam kiedyś jakieś samochody. Odpowiedział, że nie ma na to szans, a izraelczycy nie interesują się motoryzacją. Kubeł na śmieci, którym jeździ zdaje się to potwierdzać.
    Opowiedział mi też, jak to Żyd, przypowieść o tym, że kiedy Żydzi uciekli z Egiptu to do krainy Kanaan szli aż czterdzieści lat. To dlatego, że każdy z nich wiedzial najlepiej w którą stronę trzeba iść. Prawdopodobnie tak samo było przy próbie konstruowania samochodów.

    • Szli 40 lat, żeby wymarli wszyscy pamiętający niewolę, bo niewolnicy nie potrafią żyć samodzielnie i budować własnej społeczności – ta mówi wyjaśnienie najbardziej rozpowszechnione wśród zarówno Żydów, jak i chrześcijan. Ale to drugie też mi się podoba 🙂

      To, że Izraelczycy kompletnie nie interesują się motoryzacją, to jest dla mnie pewna ciekawostka. Nie mam pojęcia, skąd się to bierze – czy Twój Kolega coś może rozwijał temat?

      • Raczej camperami do Strefy Gazy i na Wzgórza Golan nie jeżdżą. Nie to co mój wujek, żołnierz II Korpusu, który po tym jak gdzieś we Włoszech stracił rękę w 1944 r., wylądował w Zambii i ożenił się tam z ciotką, która trafiła tam spod Kujbyszewa ewakuowana przez Armię Andersa. Oni brali przyczepy kempingowe i jechali i jechali ze znajomymi na biwak 400-500 km przed siebie w busz. Wbrew pozorom w latach 60. zagrażały im tam tylko dzikie zwierzęta.

      • Sytuację w Izraelu wszyscy znamy, ale samochodów tam przecież nie brakuje. Mnie chodzi o to, że w każdym rozwiniętym kraju świata są lub były jakieś samochodowe fabryki, organizuje się wyścigi i rajdu, na ulicy można co rusz spotkać ciekawe auta, a w społeczeństwie – entuzjastów motoryzacji. W Izraelu niczego takiego nie było nigdy. To już w krajach III Świata bywa pod tym względem lepiej i mnie zwyczajnie ciekawi dlaczego.

      • @SzK, tak jakby nie patrzeć to Holandia która jest większa ludnościowo od Izraela i należy do grona państw wysokorozwiniętych też nie ma własnej marki samochodów osobowych (tak wiem DAF robił kiedyś osobówki). Jakby tak się dokładnie przyjrzeć to bardzo mało krajów świata ma własne marki samochodów.

      • W Holandii było parę innych marek na przestrzeni historii, ale nie tylko o to tu chodzi, a o szeroko pojętą kulturę motoryzacyjną. Przeczytaj jeszcze raz mój komentarz.

      • @SzK, rozumiem o co chodzi. Widocznie nie jest to naród petrolheadów. No, ale zanik tego wszystkiego o czym Ty mówisz ma miejsce w całej cywilizowanej Europie. Przykładów daleko nie trzeba szukać. Niedawno nam wprowadzili obowiązek zgłaszania spotkać powyżej 10 aut. Nie będę już się rozdrabniał.

      • Otóż to – nie jest to naród petrolheadów. I ja się właśnie zastanawiam dlaczego 🙂

      • Holendrzy mają ciągle markę Donkervoort, a mieli jeszcze firmę Spyker. Same „ciekawostki przyrodnicze”. Cóś jak nasza Arrinera 😀

      • Poza tym, że ich samochody były faktycznie dostępne, a dociekania w temacie Arrinery groziły co najwyżej procesem cywilnym… 🙂

      • @SzK, otóż to. Nasz „Polski-hipercar-o-którym-nie-lza-mówić” pojawił się na Goodwood Festival of Speed… i to było chyba jedyne medialne osiągnięcie poza stroną internetową i potyczkami sądowymi. Holendrzy swoje ekskluzywne zabawki produkowali i sprzedawali. W większości małoseryjnie, ale jednak. Co więcej Spyker miał swoje ambicje co do przejęcia zakładów samochodowych SAABa (smutna historia). A Donkervoort? Producent kolejnych wariacji na temat Lotusa Seven – funkcjonuje i znajduje klientów.

        Swoją drogą miałem okazję przejechać się Caterhamem (jako pasażer). Wniosek: nie wiem co ludziska widzą w tych „Siódemkach”, ale jednak widzą. Manufaktury, które je klepią ciągle jakoś prosperują.

      • Ja się tylko historycznie wtrącę: Żydzi po pierwsze mogli w ogóle nie opuścić Egiptu (poza niewielką ich grupą) – nie ma żadnych dowodów potwierdzających podobny exodus. To raz. Dwa, że liczba 40 jest symboliczna i szansa, żeby akurat tyle wędrowali jest bliska zeru (w Biblii pojawia się więcej „czterdziestek”, ale to trochę jak z „dziesięcioma tysiącami” w kulturze chińskiej – jest to pewien symbol niż realna dana). Po trzecie taką trasę można pokonać w maksymalnie kilka miesięcy, więc trzeba by cudów dokonywać, żeby dotrzeć w 40 lat. Nawet uwzględniwszy ówczesne realia. Pamiętajmy też, że wówczas lokalny klimat nie był tak ciężki jak obecnie.
        Jest to więc w większym stopniu narracja religijna niż fakt. Tak też zresztą można patrzeć na całą Biblię, a zwłaszcza Stary Testament.

      • Ależ oczywiście. Tyle że każdy symbol ma z definicji jakieś znaczenie i o tym jest dyskusja od tysięcy lat 🙂

  5. Myślę, że nasza Syrena laminat nie ma się czego wstydzić;) Izraelski przemysł motoryzacyjny nie skończył się w 1981 – na pewno produkują co najmniej lokalna wersję Wranglera, która występuje z przedłużonym rozstawem osi i jest wprawdzie głównie wykorzystywana przez wojsko i policję, ale trafia także na rynek cywilny.

    • Jakieś montownie się czasem pojawiają, ale chodzi o lokalne marki, których po Autocar nikt nie próbował tworzyć.

      • Rzeczywiście typowo osobowych samochodów nie produkują, ale jako państwo stawiające na autarkię w dziedzinie obronności, nie mogą sobie pozwolić na uzależnienie od zewnętrznych producentów w zakresie terenówek i ciężarówek, stąd funkcjonujące od 1966 r. przedsiębiorstwo AIL – kunszt stylistów przywodzi na myśl Honkera i pewnie podobna ilość aut co w przypadku Honkera trafia na rynek cywilny, tym niemniej auta te to taki Izraelski endemit. Podobno cieszą się popularnością wśród miłośników off-roadu, którzy odkupują je głównie z demobilu.

        https://www.imcdb.org/vehicle_846730-AIL-Storm-M-240-1992.html
        https://pl.wikipedia.org/wiki/Automotive_Industries

    • @Jerzy, masz rację. Sufa, vel Storm, czyli Burza na bazie Wranglera w 80% trafiała (trafia?) do wojska i służb. Wyprodukowano ok. 80 000 od 1990. Połowa z tego jest lekko opancerzona (norma odporności STANAG 1, niektóre do 2). Kiedyś Sufy usiłowano wcisnąć Polakom w miejsce Honkerów, co nie zmienia faktu, że to nadal jest produkt regionalny i niszowy. A przedłużona rama ważącego 3,5 T wzmocnionego Wranglera zachowywała się podobnie, jak w opisywanym w artykule Autocarsie z lat 50.

  6. Wyślę temat mojemu znajomemu, który sporo tam mieszkał, ponoć pochodzącego z senatorskiej rodziny, ponoć nawet posiadał lokalny samochód.

    Nie jeździ, ma garaż, ale tam samochód trzyma jego znajomy. Po Wrocławiu jeździ głównie rowerem.

  7. Cóż, mój roczny pobyt w Państwie-leżącym-tam-gdzie-chce kilkanaście lat temu, poza wyleczeniem z filosemityzmu, motoryzacyjnie kojarzyć się będzie tak:
    – brak używania kierunkowskazów przez kierowców,
    – sensacją weekendu było zmiecenie auta z drogi nad Morzem Martwym przez lawinę błota zimą,
    – śniegiem w Jerozolimie (tu nie znają opon zimowych),
    – zupełnie irracjonalne i niewytłumaczalne także dla nich samych zachowania kierowców palestyńskich w trakcie Ramadanu oraz kiedy wieje Hamsim z Negevu,
    – tamtejszy PKS czyli Egged to właściciel polskiego przewoźnika Mobilis (Izrael ma też u nas markę kawy i dużego dewelopera),
    – białe Mazdy 3 sedan. Wszędzie i zawsze, wiedziałem tego pełne całe nadbrzeże portu w Eljacie,
    – opuncję zerwałem z kaktusa (nielegalnie) w jednym z kanionów Ben Gurion National Park, do jedzenia nie bardzo, zielona herbata z wrzuconym tym owocem też do niczego🙃

  8. Co do opuncji to jadłem taką wielkości cytryny a bywają i większe. Faktycznie, bez szału ale też nie są to takie zupełnie poślednie owoce. Tylko twarde pestki w środku psują zabawę.
    Nie rwałem jej prosto z krzaka, kupiłem i pewnie była już ogolona.
    Natomiast odnośnie obrotów finansowych chrześcijan: zakazana / potępiana przez kościół była lichwa i w tę niszę Żydzi weszli. Co zresztą nie ociepliło ich wizerunku z przyczyn oczywistych. O ile mi wiadomo w bankach i innych instytucjach finansowych chrześcijanie (z początku republiki włoskie; Medyceusze, Fuggerowie, Hanza na północy) pracowali i działali. Ale żeby odpuścili walkowerem to jednak zdecydowanie nie, ba, handel był domeną chrześcijan – nie Żydów, których też nie było dość by zdominować ów sektor.

    • Tak, prawda, handel nie podlegał takim restrykcjom jak bankowość, ale w średniowieczu obowiązywała doktryna św Tomasza z Akwinu o tzw. cenie sprawiedliwej, równej kosztowi pozyskania. Gdyby się tego trzymać, gospodarczo nie wyszlibyśmy poza stadium Robinsona na bezludnej wyspie. Ta doktryna nie była oczywiście ściśle przestrzegana (tak jak żadna inna – przemoc i wojna też są potępiane przez każdy moralny autorytet w każdej cywilizacji), dlatego w ogóle rozwój był możliwy, ale jeśli coś jest na cenzurowanym, to wielu ludzi trzyma się od tego z daleka. Żydzi i muzułmanie takich obiekcji nie mieli, więc ich punkt startowy był lepszy.

      • Z jednej strony oczywiście dostęp do kapitału jest kołem zamachowym gospodarki z drugiej strony każde lekarstwo w nadmiarze staje się trucizną – w warunkach kiedy brak było jakiegokolwiek nadzoru nad wysokością odsetek bardzo łatwo było doprowadzić ludzi do całkowitej ruiny, co nie przysparzało bynajmniej sympatii ludziom, którzy zawodowo parali się lichwą.

      • Tu działa normalna konkurencja. Nad cenami w Biedronce czuwa Lidl i lokalny bazar oraz vice versa. Tak samo jest w każdej branży na świecie. Sztuczne ustalanie cen prowadzi wyłącznie do pustych półek – nieważne czy mówimy o kiełbasie, benzynie, konsultacjach lekarskich czy kredytach, skutek jest zawsze twn sam.

        Natomiast w średniowieczu było jeszcze gorzej, bo dla chrześcijan obrót finansowy był całkowicie zakazany – dlatego przejęli go inni, z czyn problem zrobił się ogromny.

      • Dokładnie. Akwinata wręcz pisał, że niezgodne z naturą jest, by pieniądz sam z siebie rodził drugi pieniądz. A jednak jakoś to skleił z przypowieścią o trzech sługach, którzy otrzymali talenty od pana i dwóch z nich je pomnożyło…

      • Jakby akwinta zobaczył że kawałek betonu ogradzający powietrze „zarabia” więcej niż robotnik w fabryce to by dopiero za głowę się chwycił 😀

      • W jego czasach (i każdych innych też) tak właśnie działała własność ziemska.

        Tyle że dzisiaj nieruchomości kupuje się za realnie zarobione pieniądze i użycza ich jako spełnienia czyichś realnych potrzeb, na zasadzie dobrowolnej umowy, a wtedy dostawało się je od króla w zamian za utrzymywanie go na stołku brutalną siłą, a uprawę ziemi uskuteczniali niewolnicy, również zmuszani do tego siłą. Taka drobna różnica.

      • W idealnym świecie tak.
        Ale nie zgodzę się, że tak jest dzisiaj. Znakomita większość mieszkań dzisiaj kupowana nie jest za zarobione pieniądze, tylko za fiaty generowane z powietrza przez bank. Aby dostać taki przydział, trzeba podpisać cyrograf, że się będzie robiło coś w domyśle produktywnego dla ogółu (choć dzisiaj pieniądze przynoszą również inne rzeczy) i będzie się to robić dość długi czas. Ewentualnie można być funduszem podpiętym bezpośrednio do drukarki i dostawać te fiaty bo tak, bez żadnych zobowiązań (później historie typu too big to fail i ratujmy go wszyscy). Ten mechanizm aż tak bardzo nie różni się od opisanego poniżej króla, drużyny, lenna i niewolników. Wystarczy w zmienne nazw co innego włożyć, a zależności mogą byc zadziwiająco podobne, tylko subtelność działań inna.
        Co do wynajmu to zgoda, wolny rynek to generalnie reguluje. Wiadomo, że w top 5 jest drogo, a gdzie indziej chętnych może nawet nie być. Popyt-podaż zdaje się działać tuaj. Warto porównać piramidy wieku całej PL z własnie top 5, tamte populacje są młodsze.
        A co do króla i jego drużyny, to cóż. Też to była swego rodzaju dobrowolna umowa. Ty mnie bronisz a ja ci daje w zamian klawe życie i obietnice wzbogacenia w razie wojenki. Trzeba pamiętać, że broń biała wymagała innej psychiki niż strzelanie z broni palnej. Sprawdźcie historię Racibora I i Bitwa o Konungahelę. Jak zmotywować taką liczbę ludzi do działania?

      • Aaa, co do pieniądza fiducjarnego to 100% zgody – że kupujemy mieszkania za papierki, które ktoś przyznaje nam arbitralnie w ilości, którą uznaje za stosowne i od której dostaje procent. Z tego w dużej części wynika boom cenowy. Gdzieś czytałem, że mieszkania na Manhattanie kosztują dokładnie tyle samo od początku XX wieku, o ile ceny wyrazimy w masie złota, a nie w codziennie dodrukowywanej makulaturze.

        Natomiast nie zgadzam się co do feudalizmu, bo tam rolę w społeczeństwie wyznaczało wyłącznie urodzenie (chłop nie mógł zostać panem ani odwrotnie), a majątki nie pochodziły z tworzenia wartości, tylko z wojny i rabunku. Ci naprawdę produktywni nie mieli z pracy nic, a wszystko zgarniali panujący, czytaj – najsilniejsi, którzy wybili wszystkich konkurentów. Dopiero wolna gospodarka sprawiła, że dorabianie się polega na dostarczaniu bliźnim rzeczy, których oni potrzebują i wybierają dobrowolnie. Oczywiście to też nie całkiem odpowiada dzisiejszej sytuacji (bo oddajemy połowę plonów panom, którzy w dodatku wydają setki tysięcy zakazów i limitów w działalności), ale to i tak ciągle nie to, co feudalizm, gdzie wytwórczość nie dawała praktycznie nic.

  9. Bardzo dziękuję za niesamowicie ciekawy temat. Swoją drogą to nawet nie zastanawiałem się kiedykolwiek, czy Izrael produkuje rodzime auta. Dla mnie ta część świata kojarzy się (zupełnie subiektywnie) z Toyotami typu pickup. Ale to tylko moje własne skojarzenia.
    Co do wyglądu to nasza Syrena, nawet laminat, wyglądała jednak zdecydowanie lepiej…
    Co do techniki… niech wszyscy „znawcy” odszczekają kalumnie wylewane kubłami na technikę Polskiego Fiata 125p – jak się okazuje, mieliśmy zdecydowanie nowoczesne rozwiązania.
    Mam taki wniosek własny – tzw. ręczne sterowanie gospodarką nie daje skutków dobrych niezależnie od systemu politycznego…

  10. Patrząc na Autocarsy i Rom Carmele, nasuwa mi się porównanie do prototypów i wozów seryjnych z FSR, czyli Warty i Tarpany w wydaniu izraelskim xD
    Natomiast przy Sabrze Sport widać wyraźną inspirację Daimlerem SP 250 😉

  11. @SzK ponowię pytanie Ryszarda. Gdzie wynajdujesz takie efemeryczne, niezmiernie ciekawe epizody z historii motoryzacji? Nasuwa się pytanie kiedy popełnisz artykuł o rozwoju twórczości motoryzacyjnej na Kubie za czasów Fidela, albo o produkcji samochodów cywilnych w RPA, bo w dziedzinie wojskowych to oni akurat mają bogatą tradycję. Tym niemniej podziwiam.

    • Rom Carmel był akurat opisywany przez Złomnika (pamiętam jego suchar – „nie dość że Żyd, to jeszcze Rom”).

      Ale ja wiedziałem o nim dużo wcześniej: jeszcze na studiach, kiedy dostępna w Empikach oldtimerowa prasa wskrzesiła moje dziecięce zainteresowanie historią motoryzacji, zacząłem też zgłębiać zasoby Internetu – który wtedy nie oferował jeszcze tylu multimediów, ale proste kompendia, zestawienia modeli, itp. już istniały. Nie tylko europejskich i amerykańskich, ale wszystkich, z całego świata. Ich nie było w polskich gazetach ani na obrazkach z gumy Turbo, ale to nie jest wiedza tajemna – można ją znaleźć, tylko trzeba poszukać. Ja akurat podchodziłem do sprawy w sposób systematyczny: zacząłem zbierać na twardym dysku fotografie aut, z rozbudowaną strukturą folderów podzieloną na kraje, epoki, itp. Stopniowo zrobiła się z tego spora baza. A potem założyłem Automobilownię 🙂

      • Też ciągle gromadzę zasoby dotyczące zaszłej byłej motoryzacji, część przepadła przy przeprowadzkach, ale ciągle trafiają się rodzynki. Dziś żona w rodzinnej ikonografii znalazła zdjęcie stacji benzynowej CPN w Górze Kalwarii przy Dominikańskiej z lat 60. ub. w. z dwoma ręcznymi pompami. Swoją drogą po co dwie pompy jak benzyna była jedna 75 oktanów, a diesla sprzedawali z beczek, albo na beczki. Na tej stacji (już nie istnieje) tankowałem przez 30 lat i spędziłem dziesiątki godzin w kolejkach przed stanem wojennym.

  12. Bardzo niszowy temat, w życiu bym nie pomyślał o tym, żeby zgłębić tę tematykę. Dzięki za poszerzanie świadomości motoryzacyjnej! 🙂
    Dodam jeszcze do pierwszego akapitu, że niektórzy upatrują początek państwowości izraela w konferencji katowickiej.

Comments are closed.