WPIS GOŚCINNY: JAK RODZIŁA SIĘ STAL

Kryminał “Złoty Peugeot” Marcina Andrzejewskiego – znanego nam jako Fabrykant – jest już w sprzedaży, objęty medialnym patronatem “Automobilowni” (logo bloga znalazło się nawet na tylnej okładce, co napełnia mnie dumą 🙂 ). Tak więc wszyscy, którzy pod poprzednim wpisem gościnnym narzekali, że się nie doczekają, nie mieli racji, bo właśnie się doczekali.

Książkę gorąco polecam wszystkim miłośnikom kryminałów, a w szczególności samochodziarzom. Mało jest w Polsce literatury samochodowej – trzeba się więc cieszyć, że Fabrykant zechciał wypełnić tę lukę. Zwłaszcza że zrobił to wybornie.

Z okazji premiery książki zapraszam do przeczytania kolejnego jej fragmentu oraz Fabrykanckiego opisu genezy Peugeota 504 – tytułowego pojazdu powieści, wokół którego kręci się spora część jej akcji. Więcej spoilerował nie będę. Czytajcie wpis, oraz oczywiście książkę – do kupienia TUTAJ, od ręki.

***

Już, już miał usadowić się w fotelu gdy niespodziewany drobny detal przykuł jego uwagę. Spowolnił ruchy. O rany! Tak! Zza płotu przy rondzie, zza szpaleru lip, niewątpliwie wystawały halogeny ciemnego fiata! Majer uniósł brwi. Niemiły dreszcz przeszedł mu po karku. Ktoś jeździ za nim? Kto to jest, do diabła? Zastygł na chwilę w drzwiach, potem wsiadł do auta. Śledzą go? Milicja chyba? Albo co gorsza jakieś UB? A może mu się tylko wydaje, z natłoku wrażeń? Za dużo tego wszystkiego, cholera jasna… Zdezorientowany patrzył dłuższy czas w lusterko nie włączając silnika. Zegarek na desce rozdzielczej tykał cichutko. Sięgnął do stacyjki, zapalił silnik i światła. Ruszył powoli naprzód, nie spuszczając wzroku ze wstecznego lusterka. Zaklął zaraz pod nosem. Tamten samochód także zapalił reflektory i skręcił za nim w Aleję Róż. Myśli przelatywały przez głowę w tempie ekspresu, peugeot toczył się powolutku po kocich łbach. Majer zacisnął szczęki. Za chwilę powinien skręcić w prawo… A, no dobrze bratku! No dobrze, zobaczymy. Zobaczymy jak bardzo jesteś zdeterminowany! Nawet jeśli jesteś milicją. Gwałtownie wcisnął gaz. Peugeot przysiadł na tyle, zawył przez chwilę kołami na bruku i wystartował naprzód jak rakieta. Majer lekko rozkołysał samochód, za sekundę ostro skręcił kierownicą w prawo, auto stanęło bokiem i precyzyjnie, acz w brutalnym poślizgu wpadło pomiędzy wąskie płoty na szutrową ulicę Hortensji. Skontrował, docisnął jeszcze gazu do deski. Peugeot z narastającym rykiem silnika, zarzucając tyłem z lewa na prawo, pomknął między płotami wzbudzając olbrzymie tumany kurzu.

Kierowca zielonego fiata dopiero po kilu sekundach zorientował się w tym manewrze Majera, także raptownie dodał gazu i skręcił w Hortensji w pościgu za peuegotem. Wejście między ciasne płoty z zaskoczenia nie było jednak aż tak dobrze wymierzone, fiat błysnął światłami hamowania, żeby nie dziabnąć w ogrodzenie. Reflektory zderzyły się z wielką chmurą szutrowego kurzu. Mężczyzna nachylił się aż do szyby, spróbował długich świateł, bez specjalnego skutku. Przejechał na lewą stronę wąskiej ulicy, gdzie widok wydawał się nieco lepszy. Polski fiat buksując oponami przyspieszał gwałtownie łukiem ulicy Hortensji, w ślad za peugeotem. Psy ujadały za płotami jak najęte, podniecone dziwnym pościgiem w zacisznej dotąd dzielnicy. Hortensji przeleciała w mgnieniu oka. Za chwilę już była kończąca poprzeczna Przyrodnicza. Zielone auto przyhamowało gwałtownie. Szutrowy kurz rozwiewał się w wieczornym półmroku, lecz peugeota nie było nigdzie widać. Fiat stanął na skrzyżowaniu. Kierowca zerkał w lewo, w stronę wzgórka, potem w prawo w skłon idącej w dół ulicy. Złoty peugeot zniknął z pola widzenia jak kamfora. W końcu zielony fiat, wolno i niepewnie skręcił jednak w prawo, w dół. Kierowca zwolnił przy poprzecznej Głogowej, zajrzał w perspektywę pustej ulicy. W wieczornym mroku było coraz mniej widać. Samochód ruszył dalej naprzód, w stronę ronda i pałacyku Heinzlów. Mężczyzna rozglądał się na wszystkie strony. 

I wtedy nagle w lusterku wstecznym fiata pojawiły się ostre żółte błyski zza wzgórza. Kierowca spojrzał zaskoczonym wzrokiem. To były szybko zbliżające się reflektory peugeota. Skośne, ostro świecące i wrogie. Opony fiata zapiszczały w gwałtownym przyspieszeniu.

Majer spod szpitala na Przyrodniczej wmontował pełny gaz, peugeot w dół wzgórka przyspieszał jak szatan. Widział już zbliżający się tył zielonego fiata, celował żeby go wyprzedzić.  Auto miało czarne szparunki wokół karoserii, błyszczało chromami w żółtym świetle reflektorów. Było już tuż tuż, może sto metrów przed nim. Mam cię bratku! Zaraz zobaczymy ktoś ty taki! Mechanik zauważył, że dystans przestał się nagle zmniejszać, a fiat przysiadł gwałtownie na tyle, zostawiając na asfalcie czarne smugi z opon. Ucieka! Wpadli na rondo. Ścigany polski fiat zarzucił gwałtownie tyłem na brukowanej nawierzchni, ale zdołał utrzymać się w skręcie w prawo. Majer zanim pojechał jego śladem odruchowo odbił do zewnętrznej i ściął ciasny wiraż wydłużonym łukiem, za chwilę niemal był tuż za bagażnikiem fiata. Czarny numer rejestracyjny zajaśniał przez sekundę w reflektorach – FT 33… dalej mechanik nie zdążył już odczytać, bo trzeba było się skupić na zmieszczeniu w ostre odbicie w prawo, w Aleję Róż. Opony aut wizgnęły niskim tonem na śliskiej kostce brukowej, fiat w głębokim przechyle niemal zahaczył o krawężnik, Majer w skupieniu szarpnął kierownicą w kontrze niemal nie odejmując gazu, wypadli na długą prostą, na biegnącą delikatnym skłonem w dół Aleję Róż. Dom Bajeranta przeleciał po lewej. Silnik wspinał się na coraz wyższe obroty, opony łomotały na nierównych kocich łbach, szpaler drzew jakby zwężał się i zacieśniał. Dwójka, trójka. Wskazówka prędkościomierza pełzła nieubłaganie coraz wyżej, nie było szansy spojrzeć na nią, bo samochód już niemal unosił się nad ziemią podbijany na nierównościach, ledwo muskając bruk. Auto przy tej prędkości pływało na tej nawierzchni prawie jak na śniegu, Majer z zaciśniętymi na kierownicy rękami kontrował drobnymi ruchami te uślizgi. Brwi przy tym podjeżdżały mu z każdą chwilą coraz wyżej i wyżej do góry. Ha! To nie mógł być zwykły polski fiat! Zwykłego polskiego fiata powinien był dogonić swoim autem w tri miga i zjeść na śniadanie. Tymczasem mieli już niemal sto na godzinę na wąskiej osiedlowej uliczce, a fiat nie tylko utrzymywał się z przodu, ale jakby oddalał się! Trzymał na dystans ponad stukonnego peugeota! Niech go cholera! Ki diabeł?

Przeczytaliście fragment mojego kryminału “Złoty Peugeot”, który ucieszy i miłośników / miłośniczki literatury, jak i uraduje automobilistów. Książka została objęta patronatem przez “Automobilownię”. Akcja dzieje się w latach 70. Skromny mechanik samochodowy musi poprowadzić śledztwo, które przerasta nie tylko jego, ale i milicję. Występuje mnóstwo aut, jako główne rekwizyty fabuły, a powieścią chciałem przy okazji oddać hołd ukochanym pisarzom z dzieciństwa – Nienackiemu, Niziurskiemu, Mrożkowi, oraz lekturom i filmom z czasów PRL. Podstępnie nasyciłem akcję mnóstwem nawiązań i aluzji.

Okładka książki i rysunek. Kryminał jest wydany z moimi ilustracjami

Peugeot 504, który mnie zainspirował, był niewątpliwie pomnikiem motoryzacji. Samochód znany na wszystkich kontynentach, produkowany długo i przy tym pełniący niezwykle wszechstronne role – od limuzyny prezydenckiej (nie tak dawno wystawił na aukcję swojego 504 prezydent Iranu, Mahmout Ahmadinejad), głównego automobilu francuskiej klasy średniej, muła roboczego rolników i rzemieślników w wersji Pickup, owocu wielkiego pożądania w przaśnym PRL, samochodu francuskich służb kolonialnych w wersji Dangel 4×4, a także pojazdu wszystkomogącego na surowych drogach Afryki i Bliskiego Wschodu. Mało które auto może pochwalić się takim dorobkiem. 

Chyba tylko poprzednik – Peugeot 404. Firma z Sochaux miała spory zgryz, jak zastąpić swój wcześniejszy przebój z lat 50. i 60.

Prace nad modelem 504 rozpoczęto już w 1963 roku. W sprawie nadwozia zwrócono się jak zwykle do włoskiego studia Pininfarina, które od lat współpracowało z Peugeotem. Ścisłe związki obu firm zaczęły się w 1951 roku, przy opracowaniu modelu 403 i jego wersji kabriolet (woził się nią potem znany porucznik Colombo). Współpraca nie była dokładnie taka, jak wszyscy o niej myślą – że Peugeot zlecał, Pininfarina tworzyła co jej w duszy grało i zaraz potem był samochód. Wielokrotnie w historii obu firm zdarzało się, że koncern rezygnował z pomysłów Włochów i skłaniał się ku projektowi własnych stylistów – tak było na przykład z Peugeotem 205, opisanym na Automobilowni (który do dziś powszechnie uchodzi za dzieło Pininfariny, zwłaszcza że wersje kabriolet nosiły jej logo na karoserii). Podobna rywalizacja odbyła się także przy projektowaniu zasłużonego 504.

Ze strony biura stylistów Peugeota występowali Paul Pouvot i Gérard Welter (ten sam, który później zaprojektował 205, a także wiele koncepcyjnych samochodów Peugeota z lat 80. i 90.). Właśnie ci panowie, stworzyli prototyp-makietę z odważnymi trapezowo-skośnymi reflektorami – te reflektory wyznaczyły, jak się później okazało, wzornictwo Peugeota na następne dwadzieścia lat. Zostały wśród stylistów nazwane “oczami Sofii Loren”.

Całość, a zwłaszcza sylwetka dachu przypominały wciąż Peugeota 404

 

Tył także był dość oryginalny. Czym był inspirowany, wyjaśnia pojazd stojący na drugim planie – to według mnie Panhard 24 coupé, ówczesna nowość.

 

U Pininfariny zamówieniem Peugeota zajmowali się Franco Martinengo i Aldo Brovarone. Ten pierwszy odpowiadał finalnie za nadwozie coupé i kabrioleta, temu ostatniemu zawdzięczamy ostateczny projekt sedana. Obydwaj panowie wielce zasłużeni dla motoryzacji – przytoczę tu ich skrócone biografie, albowiem warte są grzechu. 

Martinengo urodził się w 1910 roku w biednej rodzinie robotniczej. Widząc jego zdolności do rysunku rodzina dokonała wielu wyrzeczeń, żeby wysłać go do artystycznej Akademii Albertina w Turynie. Potem zapisał się na architekturę, której nie ukończył, z powodu szalejącego kryzysu ekonomicznego toczącego wtedy Włochy. Ten sam kryzys zmusił do emigracji jego wuja – ów krewny wyruszył  do Buenos Aires opuszczając na zawsze Italię. Może nie warto byłoby wspominać o tym, gdyby nie to, że właśnie w Argentynie urodził się jego syn, kuzyn naszego designera – Jorge Mario Bergoglio, znany nam dziś papież Franciszek.

Tymczasem Franco Martinengo zatrudnił się w 1928 roku w warsztacie Battisty Fariny. Farina sam był samoukiem, mającym świetne wyczucie w bryle, technice tworzenia karoserii, ale potrzebował profesjonalisty od grafiki, rysunków koncepcyjnych. Martinengo przeszedł u Battisty całą ścieżkę kariery, zostając od rysownika przez kierownika projektów dyrektorem biura stylistów w 1951 roku. Był, wraz z mistrzem Battistą szefem i mentorem całego prężnego “zespołu artystycznego” złożonego z młodych projektantów – Aldo Brovarone, Toma Tjaardy, Paola Martina i Paola Fioravanti – wszystkie te nazwiska są dziś znane z wielu motoryzacyjnych stron. Za wcześniejsze niż Peugeot 504 dzieła naszego Franco Martinengo niech starczą tylko dwa najważniejsze: Lancia Aurelia B24 Spider i nieśmiertelna Alfa Romeo Duetto.

Aldo Brovarone, młodszy od Martinengo o 16 lat, uznawany za twórcę Peugeota 504 sedan, początkowo nie miał szczęścia do pracodawców. Załapał się na robotę u Pietro Dusio, który usiłował bezskutecznie rozkręcić pierwszą fabrykę samochodów w Argentynie. Potem Brovarone brał udział w pracach nad dogorywającą z braku finansów Cisitalią. W 1954 roku zwrócił na niego uwagę Battista “Pinin” Farina. W ciągu trzydziestu lat pracy w studiu powstało wiele jego projektów – należy tu wymienić trzy pomnikowe: wyścigowe Maserati A6GCS (będące pierwotnie projektem dla Cisitalii), produkcyjne, kultowe Dino 206 i 246GT, oraz Ferrari 500 Superfast

 

 

W 1964 roku Pininfarina w osobach obu wymienionych panów zaprezentowała Peugeotowi swój następny projekt – odważny i ciekawy, który stanowił milowy krok w stronę wersji produkcyjnej. Przód jednak przypominał bardzo wcześniejszego Peugeota 204.

 

Brovarone zdecydował się na oryginalne ścięcie bagażnika samochodu, które, choć kontrowersyjne, zapewniło Pięćsetczwórce sylwetkę nie do pomylenia. Wobec oporu Peugeota do stosowania reflektorów niezwykle podobnych do tańszego i mniejszego modelu, zaproponowano nową projekt świateł, coraz bardziej przypominających te ostateczne.

Do ostatniej rozgrywki przystąpiły solidnie wykończone makiety Paula Pouvot i Aldo Brovarone. Jak wiemy – zwyciężyła ta ostatnia. Wciąż jeszcze różniąca się od modelu produkcyjnego – uwagę zwraca niższy przód, bez migaczy pod reflektorami i kanciaste wykończenie tylnego nadkola, zmienione w finalnym modelu na bardziej dynamiczne, okrągłe.

 

Po latach wypłynął jeszcze dwa ciekawe projekty przedstawione przez Włochów, co nie jest zaskakujące, jeśli dowiemy się, że Pininfarina w czasie tej pracy stworzyła – uwaga uwaga – 64 wersje makiet Peugeota 504!

Wczesny prototyp otrzymał półotwierane światła przednie

 

Druga wersja bliższa jest stylowi samego Franco Martinengo, sylwetka auta, pomimo peugeotowskiej linii dachu, przypomina też niektóre Alfa Romeo z lat 70., a tył także Peugeota 604. Front jest niewątpliwą przymiarką do prostokątnych przodów wersji coupé i cabriolet.

 

Peugeot 504 w ostatecznej wersji był gotowy w marcu 1968 roku. Jego prezentację opóźniły o kilka miesięcy słynne zamieszki studenckie we Francji. Auto pokazano publiczności po raz pierwszy 12 września 1968 w siedzibie głównej Peugeota w Paryżu na L’Avenue de la Grande-Armée. W październiku tego samego roku wystąpił jako główny cymes na Salonie Samochodowym w Paryżu. Tam oglądał go sam generał Charles de Gaulle. Wkrótce Peugeot miał zostać “Samochodem Roku 1968”. Były to czasy w których nie tylko najwyżsi notable interesowali się premierami samochodów, ale i takie w których tytuł “Samochodu Roku” miał jeszcze jakiekolwiek znaczenie.

Co ciekawe – na pierwszych paryskich pokazach wystawiano wersje przedprodukcyjne – można je rozpoznać po lampce migacza na przednim błotniku, z której ostatecznie zrezygnowano

 

Tak właśnie rodził się lew – późniejszy król stylu, o którym jednocześnie “New York Times” pisał, że stał się “koniem pociągowym Afryki”. Samochód o wersjach wszechstronnych jak szwajcarski scyzoryk – Berline, Coupé, Cabriolet, Break, siedmioosobowy Familiale, „kombivan” Commerciale, Pickup, 4×4 w wersjach Dangel, Ambulance i liczne pochodne użytkowe. Produkowany oprócz Francji – w Argentynie, Chinach, Kenii, Nigerii, Republice Południowej Afryki, Hiszpanii i na Tajwanie, oraz montowany z zestawów w Australii, Chile, Egipcie, Nowej Zelandii, Portugalii i w Tunezji. Powstały w ilości przynajmniej 3,7 miliona egzemplarzy (choć zdaje się, że nie wszystko porządnie zliczone). Zaczynał w 1968 roku, ostatnie sztuki 504 Pickup były sprzedawane w Nigerii jeszcze w 2006. Trzydzieści osiem lat! To się nazywa kariera!

No i jeszcze mnie do kryminału zainspirował.

Fabrykant

Marcin Andrzejewski.

Złoty Peugeot“, klimatyczny kryminał pod patronatem Automobilowni jest do kupienia wysyłkowo TUTAJ

Share Button

34 Comments on “WPIS GOŚCINNY: JAK RODZIŁA SIĘ STAL

  1. Książka zapowiada się bardzo interesująco. A co do Peugeota pierwszy prototyp widziany od tyłu, to wypisz wymaluj Warszawa 210, widać Francuzi od dawna mieli kreta w polskich biurach projektowych 😉

  2. Książka przeczytana z ogromną przyjemnością. A wpis jak zawsze bardzo tłusty. Do następnego przeczytania! 😉

  3. Ale to logo Automobilowni na tylnej okładce trochę rozczarowujące. Zamiast całego napisu tylko jakiś symbol autobahny przywodzący skojarzenia z Kraftwerkiem, a przecież Automobilownia to raczej gran turismo na szwajcarskiej szosie

    • Po głębszym zastanowieniu – przyznaję rację, że to logo mało mówi. Ale widoczek zza kierownicy Pagody przy zjeździe z Eze na drogę do Monaco raczej by się nie zmieścił, dlatego zdecydowałem się wysłać tylko znaczek autostrady.

  4. Ekhm? książki jeszcze nie mam ale miłą chęcią zakupię koniecznie papierowy egzemplarz do czytania w pociągu. Ale! Ale mam pytanie o tropy? Dzwoni milicja obyczajowa i się pyta: czy w tekscie pada wyrażenie “półpancerz praktyczny”? Czy występuje nieświeży drób Więckowskiej?
    PS. Rysunki bardzo zacne! I ogólnie kudosy za temat i za realizację
    PPS – no bo ostatni pamiętany kryminał motoryzacyjny to chyba 1313?

    • W tekście padają wyraźnie pewne kwestie z Mrożka. I nie tylko. Występują też bohaterowie, którzy jakby coś tam przypominają. Jakby coś tam tak majaczyło w pamięci. Może to Nizurski?
      A. No i są też dwa wiersze i piosenka.

      • Skoro porusza pan komendant kwestię Więckowskiej, nieświeżego drobiu, a zapewne w podtekście i krwawo zachodzącego słońca – moja książka będzie panu komendantowi bliska. Zapewniam. Przy tym chciałbym też oznajmić, że zawsze stałem w jednym szeregu wraz z milicją obyczajową i popierałem wypytywanie autorów. Autor.

      • Przypomnę, że w książce jest też Mundial. A inny Mundial właśnie się toczy – ostatnio nawet Polska wygrała z Argentyną zero do dwóch. Więc wszystko bardzo na czasie, mimo że czasu minęło mnóstwo (48 lat).

      • @Szczepan. A co do Mundialu, to miałem oczywiste odruchy i napisałem w oryginalnym tekście parę razy “mundial”, co musiałem potem skorygować pod wpływem znawców futbolu. Słowo “mundial” było na świecie używane od czasu Meksyku 1970, ale weszło do polskiego języka potocznego dopiero w latach 80.

      • O widzisz, tego nie wiedziałem – dzięki za uświadomienie. Sam pamiętam (przez mgłę) rok 1986, wcześniejszych zero, dlatego dla mnie to słowo funkcjonowało “od zawsze”.

      • Czy jest możliwość zakupu gdzieś książki w formie ebooka?

      • @Kenjan. Na razie ebook nie jest planowany. Moje ilustracje w ebooku na pewno będą wyglądać gorzej 😉
        Za to książka jest w dobrej cenie na sklep.zlomnik.pl

  5. Zamelduję. Zatem w żaden dryf nie wejdziemy. Odmeldowuję się

    • “Książki rozmawiają między sobą” – to chyba z Umberto Eco, o ile pamiętam. W każdym razie serce mi roście, patrząc na takie dyskusje 🙂

      • Aczkolwiek przepraszam że jednak dryf się zdarzył, i zdryfowaliśmy z tematu automobilowego. No to może żeby wrócić na tory. Miałem epizod pomieszkiwania we Francji tak gdzieś 1994-1998, i muszę przyznać że dużych Peugeotów jakoś nie dostrzegałem, ale też i niespecjalnie szukałem, nie będąc jakoś specjalnie automobilowo zainteresowanym. To co się zobaczyło i zostało na sitku to: R25 (gadajace), dużo R21, Twingo, Clio, nadal używane jako daily R4, pełno R5, 2CV jako takie trochę hipsterskie dziwadła. Coś dużo tych Renault. Do tego masy PG205, koledzy ze studiów takie mieli, kupowane im przez rodziców jako nówki ale kompletne golasy, nawet bez wycieraczki z tyłu. Do tego żałośnie staromodnie wyglądające PG104/Citroen LNA. Aa, i nawet dość sporo widocznych CXów. Ale to może tylko anegdotyczne, nie mam zdjęć żeby zweryfikować. Ale w głowie nie zapisały się te większe Peugeoty, w sumie pierwszego 404 to w ogóle zobaczyłem w Polsce, 504 tylko kombiaki, no trochę było 305. 405 też dopiero w Polsce duże ilości. Ale może to też specyfika regionu – Bretania, nie za bogato. Do tego masy Fiatów Uno i, ciekawostka, Roverów 100, u nas raczej rzadkość. Zero japończyków, z Niemiec tylko Polo. Tak, ze po dużego Peugeota to do Łodzi!!

    • Książkę ‘zjadłem” w 3 dni.
      Jest po prostu kompletnie w moim stylu.
      Zdecydowanie polecam.

  6. fajnie się zapowiada 🙂
    choć drogawo.. niema pdf-a tańszego? 🙂

    • albo coś spod lady? krzywo wydrukowane czy coś, z pieczątką “NIEPEŁNOWARTOŚCIOWE” 😉

    • Niestety wszystko dzisiaj drogawe, sam to odczuwam i boleję. A ja jestem niestety tylko towarem, a nie sprzedawcą. Towar nie ma głosu.
      Ale zapewniam, że dobry towar, mocno trzepie, wart swej ceny!

    • Zbigniew Łomnik też jest patronem medialnym książki. Patronaty medialne nie muszą być wyłączne 🙂

      • Jestem bardzo wdzięczny Patronom. Patronem blogowym jest prześwietna Automobilownia, youtubowym – Złomnik, a przewodnickim – Just Lodz. Z Just Lodz zamierzamy na wiosnę zorganizować mini zlot motoryzacyjno-literacki ze zwiedzaniem miasta Łódź, czytaniem książki i przejazdem śladami kluczowego pościgu z kryminału. Ale to oczywiście, jak czytelnicy dopiszą i im się powieść spodoba.

  7. Zamówiłem obie książki Fabrykanta. Czekam na przesyłkę.

  8. Sedan nie podobał mi się nigdy. Z ogromnym zdziwieniem przeczytałem ongiś wywiad ze Staszkiem Soyką, w którym stwierdził, że jego autem marzeń jest Peugeot 504. To był jakiś przełom lat 80/90-tych i już wtedy wydawał mi się 504 przestarzałym, niewartym uwagi, a co dopiero marzeń. A potem zobaczyłem wersję Coupe. No i chyba Staszka zrozumiałem.

    • Mam sentyment do 504 przejęty od protoplastów. Może za dużo się nasłuchałem o fajności 504 w dzieciństwie. 504 Coupe jest rzeczywiście świetne. Natomiast sedan bardzo charakterystyczny i ma w sobie pewną elegancję, a przede wszystkim oryginalność. Jest w nim jakiś sznyt. Kręci mnie też bardzo wersja Familiale, bo kręcą mnie wszystkie auta w których da się zmieścić znacznie więcej pasażerów niż standard (np Multipla).
      Z 504 miałem do czynienia niewiele – siedziałem w Familiale jako dziecko – wujek, emigrant przyjechał takim z Holandii – kupił go tam za butelkę whisky, to były lata 80, a samochód już stary. W podstawówce przewieźli mnie dieslem – jechał miękko i przyjemnie, pomimo PRL-owskiego złachania i wieloletnich napraw, które było po nim widać. Dopiero ostatnio u Złomnika miałem okazję przejechać się króciutko, kilkaset raptem metrów, za to autem praktycznie nowym, sprawiającym wrażenie nowszego od wszystkich moich samochodów codziennych – jakże tam chodziły korbelki od szyb, sprzęgło itp.!. Bardzo przyjemna rzecz.

  9. 504 potrafił się wyróżnić z tłumu w czasach kiedy jeszcze w zasadzie każdy producent chciał się wyróżniać więc było teoretycznie trudniej niż dziś 🙂 Zawsze podobały mi się charakterystyczne światła przednie i nietypowo ścięta linia bagażnika. Długo nie mogłem zapamiętać jaki to model Peugeota a jeszcze dłużej nie miałem pojęcia , że to na prawdę porządny kawał żelaza.
    Tak to jest gdy jest się wychowanym w tradycji kultu dla aut niemieckich.

  10. Dzięki za przypomnienie o książce i przy okazji za artykuł pełen ciekawostek o powstawaniu 504. Ja nawet Tramwaju Tiffaniego jeszcze nie przeczytałem, choć mam to w planach od samego debiutu… A tak to zamówię obie i akurat będę miał ciekawą lekturę na długą przerwę świąteczną 😉 Tylko nie u Złomnika, bo w ostatnich latach mentalnie jest mi z nim nie po drodze, ale na szczęście na stronie wydawnictwa jest tylko dwa złote drożej, żadna tragedia.

    • *Tramwaj Tanfaniego… Dziwne, google samo zaproponowało Tiffaniego przez dwa “f”, może już wcześniej wpisałem z błędem 😉

  11. Przeczytane. Dwa najlepsze prezenty świąteczne. Czyli Tramwaj i Peżot. Tutaj wielkie ukłony dla Autora – obie książki dostałem z autografem. Strasznie miły akcent. Autor życzył miłego czytania.
    A czytanie było…w trąbkę szarpany, od niepamiętnych czasów żadna książka mnie tak nie wciągnęła. Czytanie do 3 w nocy – no bo “niedasie” przecież odłożyć i wrócić nazajutrz.
    Zacząłem od Tanfaniego i trochę się początkowo pogubiłem w tym łódzkim chaosie, ale potem wciągnęło jak bagna nad Pilicą. Książka aż pachnie tym miksem (również narodowościowym) łódzkim, dymem z fabryk, gównem z rynsztoków, a Herbrand – tytułowy tramwaj jest mi szczególnie bliski, bom Bydgoszczak (jak to się teraz pisze #pdk – Tramwaj elektryczny zagościł w BDG w 1896r) No i do dziś mamy latem zabytkowego Herbranda na torach – zapraszam Cię drogi Fabrykancie!
    Zachwycony Tramwajem zacząłem PEŻOTA. Tu już nie ma chaosu. Fabuła klei się od początku do końca. Znowuż pachnie Łodzią – zazdroszczę tej rzadkiej umiejętności przenoszenia czytelnika w miejsce i czas. Ale tym razem Łódź pachnie PRL-em, takim…jakim był. Spaliną oddycha. Książka jest…najlepszym Panem Samochodzikiem jakiego czytałem (wybacz mistrzu N.N.) Cudowne smaczki dla Nienackofanów, łącznie z postacią Bajeranta, w którym od początku widziałem niejakiego Waldemara B. Te wozy, ta czerwona Alfa…ten dźwięk silników i…Peugeot. Peugeot, który jest (wbrew tytułowi) takim bohaterem mocno drugoplanowym. Mam wrażenie, że odkryłem ułamek smaczków (Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda) zawartych w powieści, więc…za chwilkę wracam. Wracam do Łodzi – oczywiście Łodzi na kołach, z mostem od Żuka i z takim całkiem fajnym silnikiem…Dość powiedzieć, że na zakończeniu poryczałem się. Obecnie Tramwaj i Peżo poszły do rodziców – ciekawym ich opinii.
    Fabrykancie – zamiatam kapeluszem, chylę czoła. I…błagam o więcej. To są dzieła sztuki. Dziękuję.

    Przy okazji serdeczne wszystkiego dobrego w nowym roku przede wszystkim dla Szczepana, ale również całej zgromadzonej tutaj ekipy. Bądźmy zdrowi, resztę sobie kupimy. (nie ma ktoś 504 na zbyciu?) 😉