TA, CO SIĘ LUBI POWTARZAĆ: UWAGA, BABA!!

Niewielu ludzi wie o tym, że mamy dziś piękną rocznicę – rocznicę wydarzenia, które można uznać za POCZĄTEK AUTOMOBILIZMU.

Dokładnie 125 lat temu, 5 sierpnia 1888, w prowincjonalnym, niemieckim Mannheim, pewna skromna niewiasta zbudziła w środku nocy dwóch swoich synów i kazała im wyciągnąć z szopy śmieszny trójkołowiec, zbudowany swego czasu przez głowę rodziny. We trójkę wypchnęli wehikuł kawałek od zagrody – by hałas silnika nie zbudził niczego nie świadomego papy – po czym udali się w odwiedziny do babci. A ta mieszkała w Pforzheim – prawie 100 kilometrów dalej!! Bohaterka naszej opowieści nazywała się Berta Benz, jej synowie mieli na imię Eugen i Richard, a mąż – Karl. Ten ostatni o wyczynie dowiedział się dopiero późnym wieczorem, z telegramu. Podobno miał łzy w oczach.

Pierwsza w historii podróż samochodem nie była bynajmniej bezproblemowa. Pozbawiony przekładni pojazd trzeba było pchać pod każdą większą górkę. Skórzane klocki hamulcowe nie wytrzymały z kolei zjazdów i przygodny szewc musiał na poczekaniu wyciąć ze skóry nowe. Skrzypiące przednie koło zostało posmarowane masłem zeskrobanym z kanapek na drogę, zatkany przewód paliwowy udrożniła  pani  Berta  szpilką od kapelusza,  zaś  przetartą  izolację aparatury zapłonowej zastąpiła jej podwiązka. Rozciągnięty łańcuch napędowy skrócił wiejski kowal. Paliwo uzupełniono raz – aptekarz grodzki z Wiesloch, Willi Ockel, wyjątkowo miał aż 10-litrowy zapas zbytecznej zwykle ligroiny.

Wiemy już, jak ludność reagowała na widok trójkołowca. W czasie całodziennej jazdy nasza rodzinka spotykała się nie tylko z paniką, ale i z agresją: Berta Benz do śmierci wspominała, że przez całe życie nie usłyszała tylu gróźb i przekleństw, co w ów pamiętny dzień. W kilku miejscach brano ją nawet zupełnie poważnie za czarownicę!! Nienawiść otoczenia miała towarzyszyć automobilistom przez wiele lat.

Do Pforzheim dzielna trójka dotarła pod wieczór. Przenocowali w hotelu – i tutaj źródła znów się różnią: jedni piszą, że dziadkowie akurat wyjechali, a inni – że szefowa wyprawy uznała całą załogę za zbyt zmęczoną i umorusaną jak na oficjalną wizytę. Osiągnięty został natomiast główny cel pierwszej w dziejach podróży automobilem – udowodnienie, że jest ona możliwa. Osłupiały papa Benz dowiedział się o tym z telegramu jeszcze tego samego wieczoru.

Wyczyn był zaiste niewiarygodny: Choć mniej lub bardziej udane samobieżne wehikuły próbowano budować już od z górą stu lat, to żaden z nich nigdy nie opuścił o własnych siłach podwórka swojego twórcy, a tu nagle prowincjonalna gospodyni zabiera dzieci na 100-kilometrową „przejażdżkę”!! To właśnie dlatego Karl Benz bardziej niż inni zasługuje na miano wynalazcy samochodu, a jego żona – XIX-wieczna kura domowa!! – może śmiało uchodzić za pierwszego kierowcę świata. By uzmysłowić sobie skalę odwagi naszej trójki przypomnijmy jeszcze, że historyczny pojazd i cała podróż były nie tylko znienawidzone przez tłumy, ale także nielegalne!! Dopiero owo dokonanie pani Berty i jej synów sprawiło, że administracja Wielkiego Księcia Badenii oficjalnie wydała pozwolenie na użytkowanie pojazdu – czyli pierwsze w świecie prawo jazdy. Za rażącą niesprawiedliwość musimy natomiast uznać fakt, że dostała je nie Berta, Eugen ani Richard (historycy do dziś spierają się, kto tak naprawdę prowadził pojazd – prawdopodobnie wszyscy po trochu), ale – Karl Benz.

Dziwne też, że daty tej epokowej wyprawy – 5.VIII.1888 – nie uczymy się w szkołach. Przecież mało który wynalazek tak zmienił nasze życie, jak indywidualna motoryzacja.

Aha – mimo że jestem facetem, to ile razy ktoś wygłasza tyrady o "babach za kierownicą", przypominam o tym, że pierwszym w dziejach kierowcą z prawdziwego zdarzenia była przedstawicielka płci pięknej. Karl Benz zniechęcił się był do swego dzieła o wiele wcześniej i dopiero pani Berta zwróciła uwagę prasy i świata na potencjał wynalazku, który rozumiała lepiej niż ktokolwiek inny w tamtym czasie. Ten przypadek, jak mało który potwierdza tezę, że za sukcesem mężczyzny najczęściej stoi bohaterska kobieta, najczęściej kompletnie niedoceniana.

Panią Bertę upamiętnia jedynie modernistyczny pomnik pod apteką w Wiesloch, która przypadkowo stała się pierwszą w dziejach stacją benzynową. Jej właściciel, sprzedając trójce śmiałków cały zapas ligroiny wypowiedział ponoć prorocze zdanie: „KTO WIE, CZY KIEDYŚ NIE BĘDZIE SIĘ NA TYM DAŁO ZROBIĆ INTERESU…?”.

 

File:Berthabenzportrait.jpg

Berta Benz około 1870r. (w wieku około 21 lat). Foto: Public Domain

 

 

File:Wiesloch Bertha Benz Pit Elsasser.JPG

Pomnik pod apteką w Wiesloch

Foto: 4028mdk09 z Wikimedia Commons http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Wiesloch_Bertha_Benz_Pit_Elsasser.JPG

Licencja: http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.en

(post z klasycznie.eu, 5.VIII.2013)

Share Button
Tagi: , , ,
0 comments on “TA, CO SIĘ LUBI POWTARZAĆ: UWAGA, BABA!!
2 Pingi/Trackbacki dla "TA, CO SIĘ LUBI POWTARZAĆ: UWAGA, BABA!!"
  1. […] była w stanie przejechać trójkołowcem sto kilometrów, ale jeśli pamiętacie opis jej podróży, na pewno zwróciliście uwagę, że trwała ona cały dzień, w jej trakcie miało miejsce […]

  2. […] że prywatnie jestem fanem Mercedesa: to jego trójkołowiec jako pierwszy posłużył do międzymiastowej podróży, jaką żona konstruktora odbyła z dwoma synami (tak, XIX-wieczna kura domowa z dwójką […]