W całej historii absolutnych rekordów szybkości na lądzie nie znajdziemy postaci bardziej zasłużonej niż oficer brytyjskiej armii, Sir Malcolm Campbell.

Campbell urodził się w 1885r. w hrabstwie Kent, jako syn londyńskiego jubilera. W młodości uczył się tego samego zawodu, pracował też dla korporacji Lloyda, ale szybko oddał się pasji szybkości: najpierw na motocyklach, a potem samochodach i łodziach motorowych. Wszystkie swoje pojazdy – których głównym celem każdorazowo było osiąganie jak największych prędkości – zawsze malował na niebiesko i nazywał Blue Bird (pod wpływem teatralnej sztuki o tym samym tytule, napisanej przez belgijskiego autora, Maurice’a Maeterlincka, a traktującej o ludzkim szczęściu).

(więcej…)

Share Button
Tagi: , , , , , , , ,

 

To chyba żadne odkrycie, że gatunek homo sapiens lubi rywalizację. Ani też że lubi panować nad przestrzenią. Oba tematy i ich ewolucyjne tło omawialiśmy sobie przy okazji wpisu o najwcześniejszych Rolls-Royce’ach, więc nie ma potrzeby się powtarzać. Logicznym następstwem obu tych ludzkich uwarunkowań są wszelkiego rodzaju wyścigi: przy wykorzystaniu własnych nóg, innych żywych stworzeń, a wreszcie maszyn. Niektórym nie wystarcza jednak bycie najszybszym spośród jakiejś małej grupy, która akurat zameldowała się na starcie razem z nimi – oni chcą być najszybsi na całym świecie.

Bardzo ciekawi mnie, czy tak samo myśleli nasi przodkowie, żyjący przed wynalezieniem precyzyjnych czasomierzy – np. uczestnicy starożytnych igrzysk w Olimpii. Oni w praktyce mogli się ścigać jedynie ramię w ramię, bez możliwości porównania z kimkolwiek poza bezpośrednimi współzawodnikami, sądzę jednak, że w jakiś sposób musieli się nad tym zastanawiać.

Na szczęście wynalazek automobilu miał miejsce w epoce, w której odmierzanie czasu było już wykonalne z przyzwoitą precyzją. Dzięki temu znamy szybkości osiągane przez pierwsze powozy bez koni, wyniki uzyskiwane przez pierwszych wyścigowych kierowców, a ponadto wyczyny pierwszych samochodowych rekordzistów prędkości.

(więcej…)

Share Button
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

 

L’automobile polyvalant” to po naszemu po prostu „automobil poliwalentny”. Że co – nikt tak nie mówi? Fakt, zapewne mało kto, ale samo słowo w słowniku języka polskiego jak najbardziej istnieje.

Ciekawe, że im bardziej wydumane pojęcie, tym prościej się je tłumaczy. Czasami niektórzy podziwiają, że ktoś umie w obcym języku rozprawiać o filozofii albo polityce, ale takie tematy są najłatwiejsze – bo w tych dziedzinach kluczowe słownictwo wszystkich europejskich języków wywodzi się ze starożytnej greki i łaciny, brzmi więc prawie identycznie. Wystarczy zmienić końcówki i fonetykę, by l’automobile polyvalant stał się „automobilem poliwalentnym”. Co innego, gdy chce się powiedzieć coś w stylu „poproszę dwie bułki, twarożek ze szczypiorkiem i pęczek rzodkiewki„, albo „kran mi przecieka spod lewego kurka„. To prawdziwy test znajomości języka, w przeciwieństwie do „koalicji parlamentarnej”, „muzeum impresjonizmu” albo „poliwalentnego automobilu”.

(więcej…)

Share Button
Tagi: , , , , ,

 

To zadziwiające, jak z czasem zmienia się znaczenie pewnych terminów. Weźmy na przykład taką „szybkość bezpieczną”. Pół wieku temu, w książce o takim właśnie tytule, sam mistrz Sobiesław Zasada nauczał, że to rzecz skrajnie względna, „zależna od wszystkiego, co steruje jazdą, włącznie z kierowcą„. Na zamieszczonej tam karykaturze przedstawione były dwa samochody: jeden prowadzony przez rajdowca, drugi przez oblanego zimnym potem niedzielnego kierowcę, z prędkościami 200 i 48 km/h. Podpis pod ilustracją brzmiał: OBAJ JADĄ BEZPIECZNIE. Nie wyobrażam sobie tego dzisiaj – i chyba nie tylko ja, bo w nowych wydaniach książki tego rysunku już nie ma, mimo że pokazywał on najprawdziwszą prawdę.

Inny przykład: „samochód ekologiczny”. W latach 70-tych, kiedy problemy ochrony środowiska zaczynano brać na poważnie, za oszczędzające planetę uważano urządzenia długowieczne i eksploatowane jak najdłużej – bo większość szkodliwych substancji emituje produkujący je przemysł ciężki. Dopiero po latach, kiedy ekologia z nauki przeistoczyła się w polityczną ideologię, odwrócono kota ogonem i obwieszczono, że Ziemię ratuje ten, kto ledwie co zakupione rzeczy wyrzuca na śmietnik i zamawia w fabryce nowe.

A hasło „napęd alternatywny”? Dziś jest ono zaprzeczeniem samego siebie – bo słowo „alternatywa” oznacza wybór, tymczasem w kwestii napędu pojazdów usilnie i całkiem otwarcie dąży się do narzucenia pojedynczej, jedynie słusznej opcji. Tymczasem kiedyś, w szczytowej Epoce Chromu, napędem alternatywnym mógł być na przykład silnik Wankla, albo urządzenie widoczne na zdjęciu tytułowym. Pod wieloma względami przypomina ono dzisiejszą „alternatywę”: posiadało bowiem niewiele ruchomych części i uproszczone połączenie z kołami, zapewniało wysoki moment obrotowy od samego startu, pracowało bezwibracyjnie, nie wymagało skomplikowanego serwisu i pod wieloma względami było bardziej ekologiczne od tradycyjnych, gaźnikowych V8, dominujących w miejscu i czasie jego narodzin. Niestety – a może stety…? – nie przyjęło się na rynku i pozostało jedynie arcyciekawym epizodem historii automobilizmu, a prócz tego doskonałym tematem na blogerski wpis.

Jak pewnie wielu się domyśla, mowa o TURBINIE GAZOWEJ.

(więcej…)

Share Button
Tagi: , , ,

 

Do czego służą zabytki? Albo inaczej: do czego powinniśmy ich używać?

O tym rozprawialiśmy tu już nie raz i zawsze wychodziło na to, że o stare przedmioty należy oczywiście dbać, ale dobrze jest równocześnie robić z nich normalny użytek – taki, do jakiego je niegdyś stworzono. W przypadku samochodów jest to szczególnie wskazane, bo stojąc w kącie, choćby w najlepszych warunkach, niszczeją one szybciej niż w trakcie normalnej eksploatacji.

Z tą eksploatacją powinno się jednak uważać: pieczołowicie serwisować i konserwować auto, unikać niekorzystnych warunków (np. soli drogowej), no i – dokładnie jak w medycynie – „po pierwsze, nie szkodzić„, a więc unikać ryzyka. Niestety, ruch drogowy – jak zresztą każda sytuacja w realnym świecie – niesie z sobą pewien poziom ryzyka, które możemy próbować minimalizować, ale którego nigdy nie wyeliminujemy do końca.

Najważniejszym i zwykle najsłabszym ogniwem łańcucha ryzyka jest człowiek. Z tego punktu widzenia warto podkreślić, że samochody zabytkowe, mimo swych archaicznych zawieszeń, hamulców, słabego oświetlenia i ogólnie marnej sprawności w każdej dziedzinie, powodują zupełnie pomijalną liczbę wypadków, również w relacji do swojego udziału w ruchu. Ów udział jest zresztą większy niż mogłoby się wydawać: przykładowo w Niemczech w 2018r. jeździło aż 536 tys. pojazdów z zabytkową rejestracją i ważnym OC (nie licząc tych na normalnych tablicach i zadekowanych w garażach obiektów stricte kolekcjonerskich), a ich przeciętny przebieg przekraczał 3 tys. km rocznie – mówimy tu więc o prawie 1,6 mld pojazdokilometrów rocznie, w skali jednego kraju!! Mimo to, oldtimery praktycznie się nie rozbijają – a to z tego powodu, że zazwyczaj jeżdżą nimi ludzie rozsądni, potrafiący się odpowiednio zachować i ostrożnością nadrabiać niedostatki przyczepności, dynamiki czy słabość maleńkich, 6-woltowych żarówek. Ludzka wyobraźnia, przezorność i doświadczenie to rzeczy naprawdę niezastąpione przez żadną ilość mikroprocesorów czy biurokratycznych przepisów.

(więcej…)

Share Button
Tagi: , ,