PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: CHAPEAU BAS!!

 

Wpis o 2CV zakończyłem wyrazami podziwu dla Dominika, który jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności pracował wraz z Dziadkiem nad złożeniem jednej „Cytrynki” z dwóch. Rodzinna kolekcja nie kończy się jednak na tamtym samochodzie, a w czasie spotkania miałem przyjemność przejechać się również innym jej przedstawicielem: niebieskim Citroënem GSA X3 z 1980r.

GSA został kupiony niemal dokładnie rok temu, we Francji, i pomiędzy majem a listopadem 2018r. gruntownie odrestaurowany. Naprawdę zrobiłeś to w sześć miesięcy…? – zapytałem go po spotkaniu. „Nie, w cztery – bo w międzyczasie miałem wakacje…” – odpowiedział…

To niesamowite tempo, tym bardziej, że tym razem Dominik WSZYSTKO ogarnął sam: blacharkę, lakier, mechanikę, montaż… Co więcej, od zakończenia remontu auto – prawie dwukrotnie starsze od właściciela – służy mu jako środek codziennego transportu, niezależnie od pogody. Jak by to napisał Złomnik: #taktrzebazyc

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: KACZKA W SOSIE SŁODKO-KWAŚNYM

Dlaczego „Kaczka”?

Wszystko przez Niemców. To oni Citroëna 2CV nazwali „die Ente” – czyli właśnie kaczką. To imię kalkują czasem niektóre polskie źródła, ale nikt nie wie na pewno, skąd ono się wzięło. Niektórzy mówią, że od Brzydkiego Kaczątka, bo najmniejszego z Citroënów długo uważano za twór prymitywny i wyjątkowo paskudny, by dopiero po latach uznać za pojazd kultowy i na swój specyficzny sposób piękny. Ta wersja nie przekonuje mnie jednak, bo swoją ksywkę 2CV dostało niemal natychmiast po narodzinach, gdy nikt jeszcze nie przypuszczał, że z Brzydkiego Kaczątka wyrośnie wspaniały łabędź. Za bardziej prawdopodobne uważam alternatywne wytłumaczenie: że zachowanie 2CV jadącego krętą, wyboistą drogą kojarzyło się ludziom z chodem kaczki, bo duży skok zawieszenia i wysoki środek ciężkości generują charakterystyczne bujanie wzdłużne i poprzeczne (a do tego dochodzi jeszcze umiarkowane tempo jazdy).

A czemu sos słodko-kwaśny? W to, że 2CV jest słodkie, nie wątpi chyba nikt. Spytajcie zresztą jakiejkolwiek kobiety – zaraz powie – „Ooo, jaki słodziak!!„. A kwaśność? To też oczywiste – wszak jeden z najprostszych i najtańszych samochodów w dziejach oprócz słodyczy musi zawierać jakąś dawkę kwasu, którą należy po prostu przełknąć, jeśli nie dysponuje się budżetem na nic poważniejszego. Zresztą, kwaśny smak nie powinien chyba zaskakiwać nikogo, kto kosztuje Cytryny, nieprawdaż…?

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , ,

SEKCJA GOSPODARCZA: TROJACZKI Z KOLINA

Przyszłość, która przeminęła” – to hasło automobilistom kojarzy się z wieloma rzeczami. Na przykład z silnikiem Wankla, który miał uwolnić nas od wibracji i przeróżnych – prawdziwych i wyimaginowanych – niedogodności związanych z ruchem posuwisto-zwrotnym. Albo z nowoczesnymi dieslami common-rail (względnie pompowtryskiwaczowymi): zapewne pamiętacie jeszcze te artykuły, z których każdy rozpoczynał się od „tradycyjnych skojarzeń z dymiącymi mułami i kłopotami z uruchamianiem w zimie„, potem płynnie przechodził do „surfowania na potężnej fali momentu obrotowego„, „z trudnością zauważalnego rozbłyśnięcia kontrolki świec żarowych” i „prawie benzynowej kultury pracy – aż można by się pomylić„, a na koniec z nadzieją stwierdzał, że to nic innego inny jak wynalazek Rudolfa Diesla ostatecznie uratuje życie misiom polarnym, bo jako najsprawniejszy z silników cieplnych drastycznie ograniczy emisję CO2, a wyposażony w najnowocześniejsze układy oczyszczania spalin wreszcie pogodzi samochodziarzy z ekologami…

Takie przykłady, wywołujące po latach (czasem całkiem niewielu) jedynie pusty śmiech, można długo mnożyć. Problem w tym, że jakiekolwiek prognozowanie opiera się wyłącznie na przedłużaniu aktualnego trendu, nie może zaś przewidzieć przełomów jakościowych: nowych wynalazków, zmian upodobań klientów, a przede wszystkich kaprysów polityków, którzy jednym podniesieniem ręki i naciśnięciem przycisku potrafią obrócić wniwecz wiele lat pracy całych rzesz ludzi i wielomiliardowe inwestycje, nie mówiąc o ludzkich planach i marzeniach – wywołując wojny, wznosząc sztuczne bariery dla wszelkiej działalności, zawłaszczając dowolnie wielką część jej owoców albo wprost zakazując czegokolwiek, co akurat się komuś umyśli.

Czasem jednak bywa i tak, że jakieś koncepcje, w założeniu wspaniałe, negatywnie zweryfikuje praktyka. Silnika Wankla nie wykończył sam kryzys naftowy czy normy ekologiczne (czyli kwestie czysto polityczne), ale przede wszystkim konstatacja, że jego zalety wcale niekoniecznie równoważą wady, a nawet jeśli udałoby się je usunąć, to poniesione w tym celu koszty nie mają szans się zwrócić. Słowem – gra nie jest warta świeczki, mimo że przez wiele lat wydawała się niezwykle obiecująca.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: NAJSZYBSZA KROMKA ŚWIATA

 

KROMA to taka wielka kromka. Tak przynajmniej rozumowałem w dzieciństwie, kiedy pierwszy raz usłyszałem tę nazwę.

Potem, gdy kojarzyłem już więcej, traktowałem to słowo jako kolejny, nic nie znaczący zlepek pseudołacińskich sylab, jakimi korporacje uwielbiają nazywać swoje produkty. W tej sprawie skonsultowałem się ze znajomym italianistą: powiedział, że jedyne, co przychodzi mu na myśl, to czasownik cromare, czyli „chromować”. W sumie pasuje do topowego modelu włoskiej marki, który miał „rzucać rękawicę niemieckiej dominacji…” itd. W tamtym czasie, zwanym przeze mnie Epoką Plastiku, takich rzucaczy rękawicy było jeszcze sporo, a Włosi, zazwyczaj wyspecjalizowani w niższych segmentach, należeli do najciekawszych z nich. Niemieckie foldery Cromy często zachwalały budyniowe wersje taksówkowe, no i jak mantrę powtarzały slogan, że „prestiżu nie należy szukać na masce silnika„.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , ,

AUTO-VALHALLA: LATAJĄCY SZKOT

 

Na wiosnę 2005r., w swojej pierwszej poważnej pracy, zostałem wysłany na sześciotygodniowe szkolenie do Szkocji. To była moja pierwsza wizyta na Wyspach i pierwszy kontakt z narodem uważanym za największych w świecie dusigroszy (chociaż w moich stronach mawiamy, że Szkoci to nikt inny jak krakowianie wygnani z miasta za rozrzutność 🙂 ).

Ze Szkotami pracowałem przez siedem kolejnych lat. W tym czasie nie zauważyłem u nich przejawów skąpstwa, w oczy rzuciła mi się natomiast ogromna niechęć do Anglików i nieprawdopodobna złość, jaką reagują oni na mylenie tych dwóch narodów. Dziś w Polsce jesteśmy już bardziej świadomi, ale w zasadzie do końca ubiegłego stulecia słowa „Anglia” używaliśmy jako krótszego i wygodniejszego synonimu „Wielkiej Brytanii” (teraz, jako światowcy, mówimy już raczej fachowo JUKEJ).

Nie powiem, zdarzało mi się Szkotów prowokować. Przykładowo, w jeden z weekendów gospodarze wzięli nas na wycieczkę do Aberdeen i pokazali tam między innymi pomnik Williama Wallace’a, szerzej znanego jako Braveheart. Z wielką dumą na głos odczytywali wypisany na nim cytat: „I tell you a truth, liberty is the best of all things, my son, never live under any slavish bond” („zaprawdę, powiadam ci synu – wolność jest najwspanialszą rzeczą, nigdy nie gódź się na żaden niewolniczy cyrograf„). Piękna myśl – odpowiedziałem – tylko dlaczego napisana po ANGIELSKU…? Szkoci zrobili takie miny, jakby chcieli nas zastrzelić, tylko szczęśliwie nie mieli czym. No ale to nie moja wina, że język szkocki zna dzisiaj mniej niż 1% Szkotów, chociaż nikt nigdy nie zabraniał go używać. Inaczej niż choćby polskiego, którym mimo to do tej pory posługuje się dokładnie 100% Polaków (tej refleksji wolałem już nie wypowiadać na głos…).

Z pensjonatu, gdzie mieszkaliśmy, do biura dowoził nas codziennie ten sam, wynajęty przez firmę taksówkarz. Mocno starszy, ale bardzo wesoły dżentelmen, którego dziewczyny z zespołu nazywały Panem Dzięciołem (jego nieodłączny uśmiech przypominał im kreskówkowego Woody’ego Woodpeckera), a który w młodości pracował jako wyścigowy mechanik Lotusa. Gdybym prowadził wtedy bloga, na pewno umówiłbym się z nim na dłuższą rozmowę, ale 10-minutowe dojazdy w kilkanaście osób (Volkswagenem T4) nie sprzyjały pogawędkom. O przeszłości kierowcy dowiedziałem się przypadkiem, w czasie jedynego dalszego kursu, właśnie do Aberdeen. Widząc, że rozmawia z petrolheadem, pochwalił się wtedy, że uczestniczył w drogowych testach prototypów Esprita (w czasie których po raz pierwszy w życiu przekroczył 150 mph – rzecz jasna, na publicznej autostradzie, z brytyjskim ograniczeniem do 70-ciu) i że poznał między innymi Jima Clarka.

JIMA CLARKA !!

A wiesz jakiej narodowości był Jim Clark…?” – spytał mnie retorycznie Pan Dzięcioł. „Hmmm, British…?” – odparłem z udawaną, pseudowyspiarską flegmą… I znów ten sam błysk wściekłości w oku – mimo pełnej świadomości ewidentnej podpuchy z mojej strony… 😉

No dobrze, dość złośliwości. To normalne, że narody nie należące do klubu wiecznych zwycięzców rzadko miewają dystans do siebie i do swojej historii – wszak i my nie znosimy porównań do Rosjan, nie mówiąc już o myleniu nas z nimi. Ale znajomości z Jimem Clarkiem to Panu Dzięciołowi zazdroszczę.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , ,