WYWIAD: autoArchiwum

Dzisiaj zadebiutuję w roli wywiadowcy: na wspólne gaworzenie na tematy okołomotoryzacyjne namówiłem bowiem Jakuba Widłę – posiadacza ogromnego zbioru samochodowych prospektów, które można podziwiać na stronie autoArchiwum. Jego zbiory ilustrują często artykuły w miesięczniku "Automobilista", a niedługo zaczną także przyozdabiać teksty na Automobilowni.pl.

SzK: Kuba, czy jesteś w stanie oszacować, ile posiadasz prospektów? Wszystko jedno, na sztuki, kilogramy, metry sześcienne, a może gigabajty?

JW: Prospektów mam około 8300 różnych + jakieś 300 podwójnych na wymianę. Podwójne też są ważne, bo dzięki nim autoArchiwum może się rozwijać – czy to poprzez wymianę zdobywam nowe, czy sprzedając podwójne kupuję inne.

SzK: Ja zbieram wyłącznie zdjęcia w formie elektronicznej, ale już od dawna nie mam pojęcia, ile ich mam, bo system zawiesza się przy każdej próbie zliczenia. Wiem tylko, że całość zajmuje około 48 GB. Ile miejsca zajmuje prawie 9000 katalogów? Masz na nie osobny pokój w domu?

JW: 90% kolekcji jest… w suchej piwnicy. Nazywam ją Archiwum. Wszystko poukładane w opisanych pudłach na czterech regałach. Komunistyczne i przedwojenne są u mnie w domu w koszulkach i segregatorach. W domu mam też prospekty Porsche – cała seria w twardej białej oprawie od połowy lat 90-tych do końca jej wydawania. (teraz jest już kolejna, w nieco większym formacie).

SzK: Większość dzieł przełomowych dla ludzkości powstaje w garażach i piwnicach, włącznie z pierwszymi automobilami, więc jesteś w doborowym towarzystwie. Teraz zapytam o najważniejsze – genezę kolekcji. Oczywiście wiem, że pasja to pasja i nie da się jej racjonalnie uzasadnić, ale zazwyczaj da się wskazać jakieś wydarzenia albo przeżycia, które są decydujące. Jak to było u Ciebie?

JW: Dokładnie nie pamiętam, który to był rok. 1992 albo 1991 (miałem wtedy odpowiednio 9 albo 8 lat). Byłem z rodzicami u ich znajomych i ich syn pokazał mi wtedy kolorowe "gazety" o autach. Zaciekawiły mnie strasznie, więc odpowiedzieli, że jak chcę, to mogę wysłać prośbę do fabryki i na pewno mi przyślą. Były to prospekty Mercedesa W124. I tak też się stało. Zacząłem wysyłać do różnych fabryk na świecie (wtedy jeszcze listy pisane) i tak otrzymałem prospekty. Pierwszym jednak prospektem jaki miałem był Volkswagen LT (mam go do dziś!). Też z nim historia była ciekawa. Podczas wizyty z ojcem w Warszawie zepsuł nam się samochód (pasek rozrządu strzelił). Gdzieś na bazie PKSu przenocowaliśmy w aucie, a na drugi dzień na stopa jechaliśmy do serwisu Opla… śmieciarką. Zwiedziłem pół Warszawy oglądając ją z okien śmieciarki. Wysadził nas koło wysokiego wieżowca. Nie pamiętam już po co, ale ojciec tam wszedł coś się zapytać, a na stoliku leżały prospekty Fordów Transitów i właśnie ten eLTek. Koniec końców dotarliśmy do serwisu, ojciec kupił pasek i potem na wspomnianej bazie wymienili nam go (szczęście że zawory nie spotkały się z tłokami, może to zasługa hydraulicznej regulacji zaworów, nie wiem*). W połowie lat 90-tych był wydany nawet taki zeszyt z adresami fabryk i gotowymi wzorami próśb po polsku, niemiecku i angielsku, a muszę przyznać, że nie łatwo było go zdobyć. I też chyba mam go nawet do dziś! Prospekty też przywoziła rodzina z Niemiec, czasem ktoś w szkole podarował. Dawałem też ogłoszenia do lokalnej prasy i często wymieniałem się za pocztówki.
W dobie Internetu kolekcja nabrała rozpędu. Poznałem nowych kolekcjonerów zza granicy i potem było już z górki. Początkowo firmy wciąż wysyłały w dużych ilościach prospekty, ale około roku 2002-2003 wszystko się skończyło. Łatwy i darmowy sposób na wysyłanie setek próśb skutecznie zniechęcił firmy i teraz, żeby coś otrzymać, to nie lada wyzwanie. Nawet miałem epizod, gdy należałem do japońskiego klubu prospektów. W ramach składki każdy członek klubu otrzymywał fantastyczne gazetki o japońskich nowościach prospektowych. Oczywiście zarówno gazetki jak i legitymację członkowską mam do dziś.

SzK: Jak powstało autoArchiwum?

JW: Pierwszą stronę internetową o kolekcji założyłem w 2002 roku. Była prosta i właściwie tylko z listą dostępnych pozycji. Jej adres brzmiał car-brochures.one.pl. Po pewnym czasie w Internecie pojawiła się kolejna strona o prospektach o podobnym adresie, tylko bez myślnika i z inną końcówką. Od tego czasu raz po raz prostowałem, że moja to ta z myślnikiem, (zdarzały się pomyłki). W międzyczasie strona nabierała rumieńców, a zwykłe listy zostały zastąpione galerią zeskanowanych okładek. Rok 2013 to kolejny krok na przód. W Internecie pojawiła się jeszcze jedna strona również z car brochures w nazwie. Było to impulsem, by porzucić dotychczasową nazwę i zacząć budowę swojej własnej marki. Jako, że nieco wcześniej kolekcja funkcjonowała oficjalnie pod nazwą Automotive Literature Archive (Archiwum Literatury Samochodowej) – skrócona nazwa, która jednocześnie miała być nową marką kolekcji wydała się już prosta: autoArchiwum. I choć adres car-brochures.one.pl wciąż w Internecie funkcjonuje i kieruje wprost na moją stronę, to we wszelkich materiałach używam już tylko nazwy autoArchiwum.

SzK: Czy w dzisiejszych czasach nadal twardo ograniczasz się do materiałów drukowanych, czy też traktujesz pliki graficzne na równi z prospektami drukowanymi?

JW: W dobie Internetu pliki elektroniczne nie przedstawiają praktycznie żadnej wartości kolekcjonerskiej. Możesz sobie znaleźć co tylko chcesz w Internecie i zapisać na dysku. Ma to jakieś zastosowanie praktyczne, ale kolekcjonerskie – żadne. Wyjątek stanowią press-kity czy publikacje na płytach CD bądź pendrive`ach wydane w sposób niecodzienny i oryginalny. Przykładowo Porsche w Lipsku wkładało pendrive w pudełko wypełnione gąbką i zamykane na magnes. Kiedyś Infiniti dawało pendrive`y obszyte skórą, a płyta CD-Rom Lamborghini Gallardo Spyder wraz z folderem jest w komplecie wraz z tekstylnym etui, na którym wyhaftowano logotyp Lamborghini. I znów: pliki jak pliki, za to jak podane! Bardzo cenię sobie płyty CD-Rom ze skanami prospektów podarowane przez Czytelników. To spora wiedza na temat prospektów przydatna w najróżniejszych sytuacjach (gdy ktoś oferuje prospekt i pokazuje samą okładkę i nie wiadomo jak wygląda prospekt w środku, gdy ktoś potrzebuje się dowiedzieć o specyfikacji wyposażenia danego modelu, a nie mam akurat tej wersji w kolekcji itp.).

SzK: Wiem, że we wrześniu przedstawiałeś swoje zbiory na wystawie w Krakowie, na której niestety nie byłem z powodu wyjazdu. Jaki był cel Twojego uczestnictwa i czy został osiągnięty?

JW: Moim celem była promocja hobby jakim jest kolekcjonowanie prospektów. Owszem, są podczas różnych imprez stoiska gdzie można nabyć prospekty i inną literaturę samochodową, ale zawsze mi brakowało stoiska, które by mówiło: „popatrz, motoryzacja to nie tylko samochody. To również cała otoczka, nie wyłączając literatury reklamowej, będącej jak nic innego najlepszym świadkiem minionych lat”. Ludzie podchodzili, pytali sie o wiele rzeczy, zarówno związanych z samochodami pokazanymi w prospektach, jak i o same prospekty. Wspominali, że za młodu też się zbierało, też się wysyłało listy z prośbami do fabryk. Starsi pokazywali młodszym – o, takim to dziadek mnie woził, a tym to ja ciebie i mamę wiozłem ze szpitala jak sie urodziłeś. Trzy dni spędzone na wystawie były pełne rozmów i wspomnień. Dzięki tym rozmowom, moja wiedza się wzbogaciła o historie związane z samochodami, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Pojawiło się tez kilka głosów, że gdzieś na strychu jeszcze leżą pojedyncze prospekty z lat młodości i po powrocie do domu zostaną odkurzone i ładnie wstawione na regał. Może dzięki wystawie ktoś wróci do swego hobby? Cel został osiągnięty w 100%,  niczego bym nie zmienił gdyby była taka możliwość. Tu bardzo dziękuję organizatorowi Classic Moto Show i Dyrektorowi Muzeum Inżynierii Miejskiej za życzliwość i możliwość zaprezentowania kolekcji podczas wystawy.

SzK: Powiedziałeś teraz parę rzeczy, pod którymi ja podpisuję się obiema rękami: że motoryzacja to cały, niezwykle różnorodny świat, że z reklam możemy się bardzo dużo dowiedzieć o przeszłości i że dawne samochody – niemi towarzysze naszej codzienności – przywołują bardzo żywe wspomnienia. Od siebie dodam, że opiewaną nieustannie również przeze mnie automobilową różnorodność możemy o wiele łatwiej zgłębiać kolekcjonując prospekty czy zdjęcia niż same pojazdy, bo tych ostatnich nie da się posiadać w liczbie 8600. Na zakończenie spytam jeszcze: czy sądzisz, że, w niedalekiej przyszłości media elektroniczne całkowicie wyprą piękne, drukowane prospekty? A może papierowe katalogi staną się atrybutem drogich marek premium? Czy firmy w rodzaju Dacii czy Kii będą jeszcze miały interes w tej dosyć w sumie kosztownej formie promocji?

J.W. Wiele wskazuje na to, że chyba tak się stanie. Renault, Fiat, Jeep niektóre edycje katalogów mają tylko już w formie elektronicznej. Audi zamiast tradycyjnych press-kitów idzie w stronę wizytówki z QR-Code, który przekierowuje na odpowiednią stronę internetową. Na stronach internetowych formularze z których można zamówić prospekt przekierowują już tylko do plików PDF. Od lat 90-tych coraz większą popularność zdobywały twarde okładki u producentów, szczególnie samochodów premium. Od paru lat daje się zauważyć odwrót od tej praktyki. Wiadomo, prospekt w twardej oprawie jest sporo droższy niż w miękkiej. I tak Mercedes twarde okładki prawie całkowicie przestał stosować w prospektach samochodów osobowych (zaczął za to w ciężarówkach), zaś BMW, Audi czy Lexus tylko dla wybranych modeli, a i to jako alternatywa będąca w mniejszości wobec prospektów tego samego modelu w miękkiej okładce. Jedynie Porsche wciąż jest wierne twardym okładkom, choć wydany najnowszy Cayenne (gruby prospekt) w miękkiej okładce nie wróży dobrego. Coraz więcej też jest salonów, w których jedynymi drukowanymi materiałami są skserowane cenniki, ewentualnie prospekty z akcesoriami, które nie mają żadnej wartości dla kolekcjonerów. Koszty jednak zrobią swoje i trzeba będzie się chyba pogodzić z takim stanem rzeczy. Obym jednak się mylił i papierowe prospekty będą jeszcze długo wydawane. Nie we wszystkich salonach też już można cokolwiek otrzymać nawet prosząc sprzedawcę, nie mówiąc już o regałach, z których można sobie zwyczajnie zabrać wybrany katalog.

SzK: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszego rozwoju kolekcji!!

 

Na ilustracjach widzimy "historyczny", pierwszy katalog Kuby, opisywaną przez niego japońską gazetkę wraz z legitymacją oraz kompendium kolekcjonera prospektów – wydany w zamierzchłych czasach zbiór adresów producentów aut oraz wzorów listownych próśb w kilku językach.

DSCN6239

DSCN6246

DSCN6241

Foto: autoArchiwum

*Od SzK – to zasługa konstrukcji silnika. Nie wszystkie silniki są kolizyjne, tzn. w niektórych tłoki z zaworami nigdy się nie spotkają, bo w każdej pozycji jest między nimi odstęp. Jest to możliwe jedynie w motorach benzynowych, w dieslach nie (te mają na to zbyt wysoki stopień sprężania). Dzisiaj silniki bezkolizyjne są rzadkie, bo taka konstrukcja ogranicza możliwości konstruktora co do kształtu komory spalania.

 

Share Button
Tagi: ,
2 comments on “WYWIAD: autoArchiwum
  1. michał napisał(a):

    Dałeś sobie świetnie radę jako "wywiadowca" 😀 Fajnie się czytało, no i przyznam że zaciekawiło mnie zbieranie prospektów

  2. hurgot sztancy napisał(a):

    faktycznie, zrobiłeś coś z niczego – popatrz na to z boku: gość prowadzący bloga samochodowego robi wywiad z gościem zbierającym prospekty. No "emocje jak na grzybobraniu, co nastepne? wywiad ze zbieraczem kołpaków?". A jak już zaczniesz czytać, to okazuje się, że spotkało się dwóch zapaleńców, którzy mają coś do przekazania innym. Jest dobrze.