MAJSTERSZTYKI REKLAMY: Autem taniej niż piechotą…?

Niniejszym wpisem postanowiłem otworzyć nową serię – o najciekawszych, moim zdaniem, motoryzacyjnych reklamach.


Angielska firma Trojan była zupełnie marginalnym producentem mikrosamochodzików. Prototyp powstał w 1913r., ale sprzedaż rozpoczęła się dopiero w 1922 i trwała sześć kolejnych lat.

Trojan miał dwusuwowy, czterocylindrowy silnik, w którym każda para cylindrów dzieliła wspólną komorę spalania, następnie dwubiegową przekładnię planetarną ułatwiającą zmianę biegów oraz dwa prawdziwe relikty czasów powozów bez koni: Napęd łańcuchowy oraz opony z pełnej gumy (by dać pasażerom choćby namiastkę komfortu, zastosowano bardzo długie resory). Autko kosztowało w 1925r. 125₤ – tyle samo co nieporównanie większy i wygodniejszy Ford T – ale miało nad nim przewagę: Koszty eksploatacji. I tu prawdziwe kuriozum.

Otóż w jednej z najciekawszych reklam w historii motoryzacji producent udowadniał, że jazda Trojanem jest tańsza od… chodzenia pieszo!! Jak to wykazywał?

Na początku wypada przypomnieć, że do 1971r. brytyjski funt (₤) nie dzielił się na 100 pensów, ale na 20 szylingów, a szyling na 12 pensów (czyli jeden funt był warty 240 pensów).

Przechodząc do rzeczy zakładamy, że roczny przebieg wynosi 10 tysięcy mil, do kalkulacji bierzemy natomiast odcinek 200-milowy.

Przechodząc do rzeczy, roczne koszty stałe wynosiły:
-utracone 5% odsetek od zainwestowanych 125₤ (czyli 6₤), -15% amortyzacji (18₤),
-ubezpieczenie (8₤),
-podatek drogowy (10₤).
Razem 43₤. Przy rocznym przebiegu 10 tys. mil daje to w przeliczeniu na dystans 200 mil 17 szylingów i 2 pensy.

Koszty zmienne (paliwo, olej i zużycie opon) na dystansie 200 mil szacowano z kolei na 10 szylingów i 5 pensów.

Suma pozycji stałych i zmiennych daje więc 1 funt, 7 szylingów i 7 pensów.

Ciekawiej wygląda rozliczenie przejścia tego samego dystansu piechotą:

-8 szylingów za dwie pary skarpet,
-16 szylingów za dwukrotne podzelowanie butów,
-12 szylingów za ich 40%-ową amortyzację.

Razem – 1 funt i 16 szylingów, czyli o 8 szylingów i 7 pensów drożej niż jazda autem!! A żeby już całkiem dobić szewców przypominano, że samochód może w tej cenie wieźć nie jedną, ale aż CZTERY osoby!! „Czy stać Cię na chodzenie pieszo?” – brzmiała przewrotna konkluzja…

Nie znam brytyjskich cen z lat 20-tych, więc trudno mi powiedzieć, czy wyliczenie nie było naciągane, ale kwoty „amortyzacji obuwia”, trwałość zelówek (szacowana tutaj na przejście stu mil, czyli jakieś 30-40 godzin marszu) albo cena pary skarpet (dziś tańszych od bochenka chleba) nie mogły być chyba z sufitu, bo każdy człowiek znał je doskonale. Dobitnie pokazuje to, jak daleką drogę przeszła gospodarka od tego czasu – w zasadzie w okresie życia jednego człowieka.

Foto: Hugh Llewelyn Licencja CC

(wpis z klasycznie.eu, 12.I.2014)

Share Button
Tagi: ,
12 comments on “MAJSTERSZTYKI REKLAMY: Autem taniej niż piechotą…?
  1. Maciej pisze:

    ​Przypomina mi to wyliczenia krakowskich studentów,że taniej jest jeździć na uczelnię w 4 osoby taksówką niż komunikacją miejską:) Oni wkalkulowali w swoje obliczenia jeszcze stratę czasu na czekanie na przystanku.

    • SzK pisze:

      Wedle teorii ekonomii wyliczenie ze wszech miar poprawne, jedynie wycena pewnych składników jest wysoce subiektywna – np. ile jest warta minuta mojego czasu? Był kiedys taki kawał, jak Bill Gates zauważa banknot 100-dolarowy leżący na chodniku, ale go mija obojętnie i tłumaczy towarzyszowi, że nie opłaca mu się go podnosić, bo przez to przyszedłby do biura 3 sekundy później, a on w ciągu 3 sekund zarabia więcej niż 100$… Oczywiście to żart, ale mechanizm jest jak najbardziej prawidłowy i zwie się w ekonomii kosztem alternatywnym – chodzi o to, że w kalkulacji kosztów trzeba uwzględnić nie tylko koszty bezpośrednio poniesione, ale też utracone przez nią korzyści.

      A co do krakowskich studentów, to tak mi się przypomniała afera ze sprzedawaniem Hejnału Mariackiego Niemcom. Studenci podchodzili na Rynku do Niemca i mówili, że za 50€ strażak zagra tradycyjny sygnał specjalnie dla niego i to na cztery strony świata. Oczywiście robili to pięć minut przed pełną godziną, a po namówieniu delikwenta na wpłatę wykonywali symulowany telefon „do strażaka”. Ilu ludzi tak naciągnęli, nie mam pojęcia…

  2. Yossarian pisze:

    "Trojan miał dwusuwowy, czterocylindrowy silnik, w którym każda para cylindrów dzieliła wspólną komorę spalania"

    Wyścigowe rozwiązania normalnie 🙂 Coś jak w aucie, które ostatnio u siebie opisywałem 🙂

    Ależ to trzeba mieć pomysł, żeby auto reklamować bazując na cenach skarpet 😛

  3. radosuaf pisze:

    Dobre z tym hejnałem :).

  4. hurgot sztancy pisze:

    Moim zdaniem koszty chodzenia piechotą są niedoszacowane – nie tylko nie podliczono wspomnianego już wcześniej straconego czasu, ale także energii – przechodząc taki kawał drogi bylibyśmy zmęczeni i spragnieni i musielibyśmy więcej środków przeznaczyć na jedzenie i picie! A może nawet i mycie?

    Podobne obliczenia kiedyś zrobiłem udowadniając, że szybki bieg powoduje dostawanie się do atmosfery większej ilości gazów cieplarnianych (CO2 i pary wodnej) niż przejazd nowoczesnym samochodem. 😉

    • SzK pisze:

      Te obliczenia bardzo by mnie ciekawiły. Czy mógłbyś je podesłać? A może masz ochotę napisać o tym kompleksowo – z dziką przyjemnością opublikowałbym jako wpis gościnny!!

      • hurgot sztancy pisze:

        No niestety to były mocno naciągane obliczenia, nie biorące pod uwagę wielu czynników. Generalnie nie jest tak różowo 😉

        Przykład: Założenia – człowiek niewysportowany, waga 100 kg, biegnie 1000m w 6 minut, ale jest to dla niego ogrmnym wysiłkiem, więc praktycznie cały tlen wymienia na CO2.

        Obliczenia: w ciągu minuty wydycha ok. 36 ml CO2 na kg masy ciała. Czyli 36×100 – 3.6 litra CO2 na minutę. Biegnie tak 6 minut czyli 3.6×6 = 21.6. Ponieważ dochodzą inne czynniki jak spalanie kwasu mlekowego, można przyjąć, że taki człowiek na 1000m wydali ok. 1 mola CO2 (1 mol gazu to ok. 22.4l). 1 mol CO2 waży ok. 44 g, czyli taki człowiek wydala ok. 44g CO2 na kilometr.

        A to już jest poziom hybryd typu plug-in (np. Audi A3 E-tron – 37 g/km, Volvo V60 plug in – 48 g/kg). Gdyby facet był większy albo musiał ciągnać wielką torbę…

         

         

      • SzK pisze:

        W tej formie to rzeczywiście jest ciut naciągane, ale weź pod uwagę, że samochód bierze 4-6 osób, a wtedy to w wyliczonej przez ciebie emisji to i konwencjonalne V6 się zmieści, a nie tylko hybryda…

        Jest tylko jeden szkopuł: Człowiek wytwarza CO2 z biomasy, czyli niejako zwraca do atmosfery CO2 zaabsorbowane przez rośliny. Ale kalkulacja jest ciekawa.

  5. Marecki pisze:

    Od 2011 mamy z żoną samochód (mieszkamy razem od 2004). Przed posiadaniem samochodu wszędzie gdzie się dało — oczywiście poza wyjazdem na dalsze odległości — jeździliśmy taksówkami. Moje wyliczenie było proste, jest to tańsze od utrzymania samochodu. Praktycznie wszyscy nasi znajomi pukali się w czoło, poza moim wujkiem (jeździ samochodami od lat 70tych, ma firmę i tez potrafi liczyć). Na "taxi" szło nam jakieś 200-300 zł miesięcznie, czasem mniej. W końcu to taksówkarze płacą za paliwo, naprawy, ubezpieczenia, itp.

    Kupiliśmy samochód i kosztuje nas on prawie 1200 zł miesięcznie.

    Tylko jedna para znajomych przyznała nam rację, też mniej więcej w tym samym okresie kupili samochód — uznali, że ich "spauperyzował" 😉

    • SzK pisze:

      W moim przypadku też taksówki byłby tańsze i też nad tym myślałem, tym bardziej, że oboje z żoną do pracy jeździmy komunikacją miejską, a do auta wsiadamy tylko w weekendy. Ale w owe weekendy faktycznie nie byłoby łatwo, a poza tym jako pasjonatowi ciężko byłoby mi się przyzwyczaić do braku fajnej fury w garażu…

      • Marecki pisze:

        No jedną zmianę od momentu wejścia w posiadanie samochodu zauważyłem: zacząłem bardziej interesować się motoryzacją, choć akurat nie tą "supersamochodową", tylko wręcz przeciwnie 😉 — klasyczno złomnikową.

        Osobiście chciałbym mieć prawie klasyka w stylu 605, 25, W124 et consortes, ale dorobiwszy się dwójki dzieci mamy po prostu mikrovana znanej marki 😀