POMNIKI TRWALSZE NIŻ ZE SPIŻU: DORIFUTOKINGU !!

Nie – to nie będzie artykuł o grze komputerowej, tylko o samochodzie. A także, jak to często na Automobilowni bywa, o kontekście społeczno-kulturowym.

Skąd więc pomysł na tytułową grafikę pochodzącą ze świata wirtualnego? Ano stąd, że samochód jest bardzo, bardzo japoński, a bardzo-Japończycy często żyją w świecie wirtualnym. Oczywiście tylko wtedy, kiedy nie są w pracy. Pracoholizm dużej części japońskiego społeczeństwa to rzecz powszechnie wiadoma, mniej znany jest natomiast fakt, że równie wielu mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni jest uzależnionych od komputerowej rozrywki. Jedno i drugie jest w pewien sposób powiązane: otóż gigantyczny stres i doznawany w życiu zawodowym jest w czasie wolnym odreagowywany poprzez ucieczkę od realnego świata. W naszej kulturze podobne funkcje pełni życie towarzyskie, wszelkiego rodzaju nocne lokale i imprezownie, konsumpcja używek, czasami też całkiem konstruktywne hobby, Japończycy natomiast w coraz większym stopniu uciekają się do rzeczywistości zupełnie wyimaginowanej. Aktualnie kraj ten pozostaje największym w świecie rynkiem komputerowej rozrywki, co tylko pozornie kłóci się z rekordowymi ilościami roboczogodzin przepracowywanych przez statystycznego obywatela. Mało tego: ostatnio czytałem, że zagraniczne gry komputerowe sprzedają się w Japonii słabo, bo… wyglądają zbyt realistycznie, przez co nie oferują dostatecznie sugestywnego poczucia oderwania od rzeczywistości. W tej sytuacji bardziej zrozumiała staje się japońska katastrofa demograficzna, mająca źródła nie tylko w nadmiernej koncentracji młodych ludzi na karierze zawodowej, ale również w obserwowanym od pewnego czasu całkowitym zanikiem ich zainteresowania zawieraniem znajomości i utrzymywaniem relacji międzyludzkich, w tym damsko-męskich. Coraz częściej dochodzi do sytuacji, która jakiś czas temu była trudna do wyobrażenia – oto konsola lub tablet okazuje się bardziej pociągać i skuteczniej ładować psychofizyczne akumulatory pracowników niż kontakty z żywymi ludźmi, również te seksualne.

A dlaczego o tym piszę? Gry komputerowe to zjawisko stosunkowo młode, ale skrajne przepracowanie i przemożna potrzeba jego odreagowania – wcale nie. Dlatego w czasach sprzed rozpowszechnienia się zaawansowanego, rozrywkowego hard– i software’u młodzi Japończycy wyładowywali swoje napięcie w i9nny sposób – np. w nielegalnych, ulicznych wyścigach samochodowych.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , ,

STRUMIEŃ ŚWIADOMOŚCI: TEORIA WZGLĘDNOŚCI

Wszystko na świecie jest względne.

To żadne odkrycie Ameryki – wiedzieli o tym już antyczni Grecy. Oni uwielbiali wkładać jedną rękę do wody zimnej, drugą – do gorącej, by zaraz przenieść obie do letniej: jedna dłoń czuła wtedy intensywne ciepło, a druga – przejmujący ziąb, mimo że obie tkwiły w tej samej wodzie. Kiedy indziej, stojąc nieruchomo na brzegu, oglądali poruszające się statki, podczas gdy ich załogi, nie zmieniając położenia, wyraźnie widziały przesuwające się wybrzeże. Dla greckich filozofów sprawa była jasna: zmysły karmią nas iluzjami, nie można więc ufać żadnym obserwacjom. To założenie przywiodło starożytnych do kompletnych absurdów (patrz paradoksy Zenona), a także uniemożliwiło sformułowanie podstawowych praw przyrody, koniecznych do zapoczątkowania cywilizacji technicznej (jednym z wyjątków było prawo Archimedesa, odkryte wyłącznie dzięki chwilowemu odrzuceniu niewiary w obserwację).

Zmiana paradygmatu zajęła kilkanaście stuleci. Dopiero w okresie renesansu europejscy uczeni uznali poznawczą wartość badań empirycznych i celowych eksperymentów. Dzięki temu z kopyta ruszył naukowy postęp, który zrodził Rewolucję Przemysłową. Oczywiście, zmysły nowożytnych mędrców nadal ulegały złudzeniu z trzema misami wody, lecz oni, zamiast rozkładać ręce, odpowiadali – nie z nami te numery, my mamy termometr. Bo to nieprawda, że zmysły kłamią: one tylko potrzebują stałego punktu odniesienia, mówiąc językiem techników – kalibracji.

Większy szkopuł był z ruchem, bo jego względności nijak nie dało się usunąć z opisu świata. Mało tego: w początkach XX wieku pewien rozczochrany szwajcarski Żyd stwierdził, że względny jest nie tylko ruch, ale też rzeczy uznawane dotąd za absolutne pewniki: przestrzeń, czas… Ba, on zrelatywizował nawet zasady zachowania masy i energii: według niego jedno mogło sobie swobodnie przechodzić w drugie.

Względność nie ogranicza się do fizyki – ona jest wbudowana w fundamenty naszego postrzegania rzeczywistości. Sam Einstein mawiał: „jeśli nie pojmujesz względności czasu, to przesiedź sobie jedną godzinę na nudnym wykładzie, a kolejną – w kawiarni z wystrzałową dziewczyną„. Podobnie w motoryzacji: przykładowo, w tutejszych komentarzach czytałem, że Łada Samara „szła jak wściekła„, zaś dwusuwowy Wartburg – nawet „jak szatan„. Natomiast na forum polskich właścicieli Mercedesa R129 napotkałem zdanie, że 230-konny sześciocylindrowiec „zamula gorzej niż taksówka„. To jak – kto tu się urwał z choinki…? Ależ nikt. Podobnie jak w greckim doświadczeniu termicznym, zmysły działają dobrze, różna jest tylko ich kalibracja.

23-letnie auto za cenę nowego, do tego zero praktyczności, dwa razy wyższe spalanie i wyraźnie droższy serwis – takie są fakty. Równie prawdziwe jest jednak stwierdzenie: Mercedes SL, w pięknym stanie, taniej od Kii Cee’d, w dodatku bez utraty wartości. Pod którym się podpiszemy…? Kwestia naszego punktu odniesienia i stosunku do klasyków.

A czy samochód z wczesnych lat 90-tych jest w ogóle klasykiem? Dla pokolenia świeżych magistrów tamte czasy to Historia przez wielkie „H”: na mapie ZSRR, NRD, Czechosłowacja i Jugosławia, na mieście sklepy Pewexu, w kinach „Pretty Woman„, „Kevin sam w domu” i „Psy„, w radiu – Bryan Adams, Roxette i Kombi. Dla ich dziadków – to przecież nowoczesne auta: Cinquecento, jajowaty Civic V, Audi 80. Motory na wtrysku, szyby w prądzie, ABS-y, poduszki… Panie, kto się na tym wyzna…?

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,

PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: RENE(SI)SANS WANKLA…?

Po niedawnym artykule o NSU Ro80 napisał do mnie Paweł z firmy MAZDA GOŁEMBIEWSCY. Wybierał się do Krakowa w ostatni weekend października i zaproponował mi przejażdżkę jednym z aut z jego kolekcji. Bez wskazywania konkretnego modelu: zależnie od pogody wchodziłaby w grę zabytkowa Mazda RX-7 FB albo współczesna RX-8.

Jak nietrudno się domyślić, w ubiegłą sobotę padało. Żadna nowość, pada ostatnio non-stop. Na szczęście RX-8 należy do gatunku aut wartych opisania, a przy tym pogodoodpornych, albo raczej – używanych przez swych właścicieli niezależnie od aury.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , ,

MAJSTERSZTYKI REKLAMY: CENA PRZYWÓDZTWA

 

W każdej dziedzinie ludzkiej działalności ten, kto przeciera szlaki, poddaje się nieustannie pod publiczny osąd. Dzierżący palmę pierwszeństwa – czy to człowiek, czy produkt – niezwłocznie staje się obiektem zazdrości, a także naśladownictwa. W sztuce, w literaturze, w muzyce, w technice – nagrody i kary są wszędzie te same. Powszechny podziw i uznanie, albo stanowcze odrzucenie i poniżenie. Gdy czyjś wytwór staje się światowym standardem, zaraz przypatrują mu się zawistnicy. Jeśli jest kiepski – zignorują, jeśli to majstersztyk – zaczną mielić językami. Zazdrość nie wtyka swego oślizgłego nosa w życie twórcy, który popełnił miernotę. Cokolwiek piszesz, malujesz, grasz, śpiewasz czy budujesz – nikt nie będzie cię małpował ani ci złorzeczył, jeśli twego dzieła nie naznacza geniusz. Kiedy dokonasz czegoś istotnego, rozczarowani i zazdrośni będą krzyczeć bez końca. Naszego Whistlera złośliwi krytycy nazywali pozerem jeszcze długo po tym, jak świat uznał jego artystyczny geniusz. Tłumy waliły do Bayreuth by podziwiać muzykę Wagnera, podczas gdy zdetronizowani przezeń poprzednicy odmawiali mu w ogóle miana kompozytora. Podli ludzie wrzeszczeli, że Fulton nigdy nie zbuduje parowca, porządni zaś przychodzili nad rzekę popatrzeć, jak sunie on po tafli wody. Lidera się atakuje, ponieważ jest liderem, lecz wysiłki pragnących go zdołować jedynie potwierdzają jego pozycję. Kto nie potrafi dorównać, deprecjonuje i niszczy, ale w ten sposób dodaje tylko chwały temu, na kogo naskakuje. Nie ma w tym nic nowego. To stare jak świat i ludzkie namiętności –  zawiść, lęk, chciwość, duma i agresja. Ale to nic nie daje. Jeśli lider naprawdę prowadzi, to pozostaje liderem. Mistrz słowa, mistrz pędzla, mistrz swego fachu – ludzie uwielbiają im dogryzać, ale Historia ich pamięta. To, co wartościowe, obroni się samo, nieważne jak głośno ujadają wrogowie. To, co warte przetrwania – przetrwa„.

Tej treści ogłoszenie ukazało się, jednorazowo, w jednym z najstarszych amerykańskich pism, „Saturday Evening Post„, w styczniu 1915r.  Nie zawierało nazwy ani odniesienia do żadnego produktu – poza umieszczonym na górze, niewielkim logo z napisem CADILLAC.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , ,

CI WSPANIALI MĘŻCZYŹNI: W KRAINIE KSIĘCIA PANA

Dawno, dawno temu i daleko stąd było sobie lazurowe morze, a nad nim wysokie i strome góry. Jedno zaraz przy drugim – nie tak jak w Polsce, 600 km od siebie. No i klimat bez porównania: w nielicznych, najgorszych momentach – jak nasz kwiecień, a w pozostałych – po prostu bajka.

W pewnym miejscu nad owym morzem sterczała wysoka Skała. Idealna do schronienia się i obrony. A w zamierzchłych czasach to były rzeczy najważniejsze, zaraz po dostępności wody.

Na Skale chronili się i bronili już ludzie jaskiniowi, lecz o nich, niepiśmiennych, wiemy niewiele. Cywilizację przynieśli dopiero koloniści greccy. Grecy, jak to Grecy – osiedlili się, zaczęli filozofować, żeglować i handlować, postawili też na Skale świątynię Heraklesa (który podobno przechodził był tamtędy wykonując którąś ze swych dwunastu prac). Swój gród, pardon!! – polis, nazwali Grecy Monoïkos – „Jedyny”. Dziś nikt już nie pamięta dlaczego.

Potem, jak to w tamtych stronach, na Skale urzędowali kolejno Rzymianie, Germanie i znów Rzymianie, a raczej – post-Rzymianie. W tym przypadku – w specyfikacji genueńskiej. Bo Rzymianie bynajmniej nie wymarli: oni do dzisiaj zajmują niemałą część swojego dawnego imperium, tyle tylko, że nie mają już jednego cezara i sieci dróg prowadzących wyłącznie do Rzymu. Dla niepoznaki podzielili się na post-rzymskie klany, które obrały sobie swoich władców i powymyślały odrębne wersje post-łaciny. Mocno uproszczone, za to pięknie brzmiące, co do jednej.

Post-łaciną w wersji genueńskiej mówili budowniczowie fortecy, która stanęła na Skale w XII wieku. To były brutalne czasy: nikt nie pamiętał już Pax Romana – wielowiekowego okresu wewnętrznego pokoju, jaki zapewniały Imperium nieustanne podboje kolejnych sąsiadów i przesuwanie płonących granic coraz dalej od centrum Cywilizacji. Teraz walczyli wszyscy ze wszystkimi: nie tylko zawodowi legioniści na krańcach świata, ale każde większe miasto ze swoim sąsiadem. Ba, nawet w obrębie miast wojowały polityczne stronnictwa, możne rody, a czasem i stronnictwa wewnątrz rodów.

Jeden z najznaczniejszych genueńskich rodów, nazwiskiem Grimaldi, obrał sobie schronienie na Skale. Tak jak tysiące lat temu jaskiniowcy, a potem Grecy i tak dalej. Tyle tylko, że wśród Grimaldich znalazła się czarna owca: Francesco zwany „Malizia„, czyli „przebiegły”, albo „perfidny”. To on, pewnej nocy w 1297r., zapukał do bram fortecy na Skale w przebraniu niedołężnego mnicha, nomen omen – franciszkańskiego. Który dobry chrześcijanin odmówiłby mu schronienia…? Dopiero w środku rzekomy „mnich” wyjął zza pazuchy miecz, cichaczem wbił go w brzuch wpuszczającego go strażnika, po czym otwarł bramę i przywołał czekającą nieopodal drużynę rzezimieszków, która wyrżnęła w pień załogę. Dodajmy, że służącą kuzynowi Francesco – Rainierowi I Grimaldiemu. W ten właśnie nikczemny sposób Francesco „Malizia” objął władzę nad Skałą, rozpoczynając historię samodzielnej państwowości drugiego najmniejszego dziś kraju świata.

Według historyków opowieść o podłym podstępie to tylko legenda, jednak sama postać jest najzupełniej autentyczna. Podobnie z nazwą księstwa: uczeni twierdzą, że tylko przez czysty zbieg okoliczności słowo „mnich” brzmi po włosku „monaco” – wszak już Grecy mówili na Skałę Monoïkos. Jak by nie było, następcy Francesca poczuli się tam świetnie: szybko podbili okoliczne prowincje, które zaczęły im płacić podatki od oliwy i wina – towarów, bez których nie przeżyją żadni Rzymianie ani post-Rzymianie, w żadnej epoce i specyfikacji.

Czytaj więcej ›

Share Button
Tagi: , , , , ,