PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: CZY KOT CZAI SIĘ, CZY HERBACI?

 

Tym razem nie ma zdjęcia tytułowego, tylko klip zespołu Grüpa, którego wokalistą jest nasz stały Czytelnik i wytrawny Komentator, Hurgot Sztancy (muzyka: Zbigniew Hołdys (Perfect), tekst i wykon: Grüpa, hasło na końcu – mama Aliny).

Klip można i należy udostępniać, gdzie tylko możecie, a wrzuciłem go do artykułu, bo stała się rzecz niesłychana: ja, który byłem regularnie nazywany “rusofobem” i rugany za przywiązanie do wartości wolnościowych, nagle zostałem odsądzony od czci i wiary, bo na facebookowym profilu bloga zapowiedziałem test rosyjskiej Łady Nivy. Padły dosadne słowa, mimo że nikt nie miał jeszcze pojęcia, co też zamierzałem napisać. Tylko jedna osoba – występujący w tytułowym klipie Hurgot Sztancy – zwróciła uwagę, że test Nivy to świetna okazja, by powiedzieć o Rosji to, czego jeszcze kilkadziesiąt godzin wcześniej mówić nie wypadało (zwłaszcza na blogu samochodowym), a co prawdziwe było przecież od zawsze. Bo w tzw. kwestii rosyjskiej 24 lutego 2022r. nie zmieniło się nic – poza tym że ci, co od lat rżnęli głupa, nie mają teraz czelności otwierać ust.

***

Chcącym zrozumieć Rosję polecam zawsze książkę “Imperium” Ryszarda Kapuścińskiego. Kapuściński z Armią Czerwoną zetknął się już w wieku 7 lat, 17 września 1939r. Mnie jednak w jego książce uderzyła scenka z początku lat 90-tych: ZSRR właśnie upadło, państwowa kasa świeciła pustkami, a emeryci miesiącami nie dostawali swych (i tak głodowych) uposażeń. Kapuściński dowiedział się o ich demonstracji, więc jako reporter natychmiast udał się na miejsce. Ku jego osłupieniu, na transparentach staruszek, które naprawdę nie miały co jeść (wiele z nich żebrało albo uprawiało warzywa na wielkomiejskich balkonach), nie widniały żądania poprawy bytu, tylko wielkie hasło “NIE ODDAMY WYSP KURYLSKICH!!“.

Wyspy Kurylskie to archipelag na Oceanie Spokojnym, o którego południową część, złożoną z kilku maleńkich, jałowych skał, toczy się spór pomiędzy Rosją i Japonią. I właśnie tę kwestię przymierające głodem, moskiewskie staruszki uznały za wartą wyjścia na ulicę.

Wielokrotnie już wspominałem, że cywilizacje różnią się między sobą. Nie tylko kuchnią i ludowymi tańcami, ale przede wszystkim hierarchią fundamentalnych wartości. Opisywałem np. różnice między Europą a Chinami, ogromnie utrudniające wzajemne zrozumienie i współpracę. Rosja, mimo względnej bliskości, również reprezentuje cywilizację nam obcą: dla nas najwyższą świętością są prawa człowieka i wolnego obywatela, a głównym celem – mnożenie szeroko pojętego dobrobytu. W Rosji natomiast świętością jest car, a priorytetem w działaniu – rozszerzanie jego panowania w nieskończoność.

Polski historyk i historiozof, Feliks Koneczny, zaliczał Rosję do tzw. cywilizacji turańskiej: ukształtowanej w azjatyckich stepach i organizującej się wyłącznie w celach militarnych (jak wcześniej Hunowie czy Mongołowie – od tych drugich wywodzi się zresztą moskiewska państwowość). Na pierwszym miejscu stoi tam armia i zdobywanie kolejnych połaci terenu, bez jakiegokolwiek planu, co dalej? Wszelki postęp i wynalazczość podporządkowuje się wojsku, zaś gromadzenie bogactwa jest drugorzędne (to prosta konsekwencja koczowniczych korzeni – dla przetrwania najważniejsze są tereny łowiecko-pasterskie do rabunkowej eksploatacji, zaś majątek ruchomy to tylko ciężar). Wszelkie zasady sprowadzają się do bezwzględnego posłuszeństwa władcy, którego z kolei żadne reguły i prawa nie obowiązują. Panuje też względna obojętność religijna: duchowość wykorzystuje się do sprawowania władzy, ale nie wpływa ona na moralność i stosunki społeczne.

Konecznego dziś się nie wydaje, bo po pierwsze, mylił się w ocenie cywilizacji żydowskiej (uznawał jej potencjał ekonomiczny i naukowy, ale negował zdolność stworzenia państwowości i armii, co okazało się nieprawdą), ale przede wszystkim nie wierzył w pokojowe współistnienie cywilizacji. Pisał, że wszelkie cywilizacyjne mieszanki tracą zdolność przetrwania, a cywilizacja uznająca “równoprawność” szybko przegrywa z agresywniejszą.

Zachowanie Rosjan często postrzegamy jako nieracjonalne – tymczasem oni mają po prostu inne cele. My dążymy do swobody i bogactwa, oni – do rozszerzania swej władzy. U nas społeczny bunt wywołuje lockdown, u nich – groźba utraty kilku żałosnych wysepek.

Żeby nie było – ja wcale Rosji nie bronię. Wręcz przeciwnie, od dziecka zostałem wychowany w nie tyle nienawiści – bo takie uczucie jest mi całkiem obce – ale w przemożnej odrazie do sowieckości. Jako wolnościowiec z krwi i kości, odkąd odrosłem od ziemi, krytykuję każdą formę opresji ze strony jakiejkolwiek władzy. Całym sercem należę do cywilizacji łacińskiej – jedynej w historii, która na pierwszym miejscu stawia prawa jednostki, a za jedyną legitymację władzy uznaje przyzwolenie rządzonych. Chcę natomiast powiedzieć, że… z Rosją nigdy nie będzie inaczej niż obserwujemy teraz za miedzą. Chcąc zapobiec takim tragediom, jakie przeżywają teraz Ukraińcy, musimy po prostu uzbroić się silniej niż Rosja – bo Rosja rozumie wyłączne język siły. Tutaj, dobitniej niż gdziekolwiek indziej, kłania się stara rzymska (a więc łacińska!!) maksyma: si vis pacem, para bellum. Jeśli chcesz pokoju, szykuj się na wojnę.

Wszystko poza tępą siłą i strachem sąsiadów jest w w Rosji nieistotne. Wyżywienie emerytów w szczególności. Gospodarka? Rosja to największy kraj świata, obdarzony każdym możliwym bogactwem – od wszystkich istniejących surowców energetycznych, przez wszystkie istniejące metale i kruszce, aż po niezmierzone połacie najżyźniejszej ziemi rolniczej. Tymczasem rosyjski naród nie potrafi się samodzielnie wyżywić. WYŻYWIĆ !! W latach 30-tych z głodu zmarło tam kilkanaście milionów ludzi, a po wojnie ZSRR musiał sprowadzać pszenicę z Kanady, płacąc czystym złotem (jak słusznie zauważył pewien niechętnie cytowany w świecie autor – kanadyjska pszenica co rok wyrasta od nowa, natomiast rosyjskie złoto do ziemi już nie wraca). Nawet w naszych czasach Rosja importuje prawie 80% konsumowanych towarów. Również żywności: w 2014r. nałożenie embarga na 55 razy mniejszą (!!) Polskę spowodowało natychmiastowy brak jabłek w rosyjskich sklepach.

W branży odzieżowej Rosja importuje ponad 90% swojego zapotrzebowania, zaś w najbardziej niezależnej chemicznej i kosmetycznej – “zaledwie” 55%. Eksport dotyczy niemal wyłącznie surowych kopalin, nisko przetworzonej stali i aluminium, oraz – oczywiście – broni. Ten sam autor, który pisał o przejadaniu zasobów złota, kwitował: “ZSRR jako pierwszy w świecie zbudował sztuczne satelity potrafiące zestrzeliwać inne satelity, ale na rozsądny samochód osobowy musiał kupić licencję“.

Czy Rosjanie nie zdają sobie sprawy ze swej gospodarczej nieudolności? Naprawdę myślą, że złoża ropy i gazu są niewyczerpane? Nie, oni tak nie myślą – po prostu w ogóle się nad tym nie zastanawiają. Podobnie jak my na co dzień nie myślimy, że sąsiadujemy z krajem posiadającym 6.600 głowic jądrowych – czy możemy być pewni, że nigdy ich nie użyje? “Nie opłaca im się” – brzmi klasyczna odpowiedź. Sęk w tym, że oni inaczej postrzegają “opłacalność”: widok własnej flagi łopoczącej nad kilkoma pacyficznymi skałkami cenią wyżej od zaspokojenia głodu. Im szybciej to zrozumiemy i przestaniemy się łudzić, że Rosja kiedykolwiek się zmieni, tym lepiej zabezpieczymy się przed masakrą, jaka jest udziałem Ukrainy. Realnie, w tym momencie – nie w podręczniku historii ani w dywagacjach kawiarnianych analityków.

***

Dzisiejszą Ładę Nivę trudno nazwać rosyjską. Korzenie konstrukcji sięgają licencyjnego Fiata 124 zmodyfikowanego na potrzeby kraju, którego gospodarka przyznaje pierwszeństwo czołgom. Ponieważ jednak tylnonapędowe Żiguli, poza ZSRR znane pod marką Łada, było tylko sedanem, a jakiekolwiek drogi stanowiły w ZSRR rzadkość, powstał pomysł zbudowania terenowego auta zapewniającego wysoki komfort. Sowieci nie wymyślili tego gatunku: już znacznie wcześniej istniały podobne Jeepy, a rok przed rozpoczęciem radzieckich prac zaprezentowany został Range-Rover. Niva narodziła się jednak w procesie odwrotnym: nie przez ucywilizowanie terenówki, a uterenowienie osobówki.

Pierwszy prototyp ukończono po zaledwie roku, w lecie 1971. Nazywano go “pojazdem dla ludności wiejskiej” – to wyjątkowo ponury dowcip, zważywszy że sowieccy kołchoźnicy nie mieli prawa wychodzić poza teren kołchozu bez wyraźnego rozkazu (nie wydawano im nawet dokumentów tożsamości, bez których poruszanie się było w ZSRR nielegalne). Początkowo przyjęto koncepcję “wojskową”: masywna rama, otwarte nadwozie, bębnowe hamulce. Ktoś jednak szybko zauważył, że… drugiego UAZa krajowi nie potrzeba.

Foto: materiał producenta

Kolejne prototypy były więc samonośne, z niezależnym zawieszeniem, tarczami hamulcowymi z przodu i komfortową kabiną, prawie identyczną z Żiguli. Zupełnie jak w czteronapędowych Pobiedach M72 i Moskwiczach 410. Pozwoliło to zamknąć projekt uterenowionego GAZa 24-95 i przeznaczyć nowe auto dla zwyczajowych użytkowników Wołg, którzy potrzebowali (i mieli przywilej) opuszczać czasem główne miasta i nieliczne w ZSRR utwardzone drogi.

Foto: materiał producenta

Finalna wersja została zaprezentowana na XXV Zjeździe KPZR, w marcu 1976r., a produkcja seryjna ruszyła w kwietniu 1977. Auto bazowało na karoserii i dużej części techniki “luksusowego” WAZa 2106. Nosiło fabryczne oznaczenie WAZ 2121, handlowo w ZSRR nazywało się WAZ Niwa (po rosyjsku – “pole, łąka”), zaś na rynkach eksportowych – Lada Niva.

Niva miała rozstaw osi 2.200 mm i wymiary 3.720 x 1.680 x 1.640 mm (sedan – odpowiednio 2.425 i 4.090 x 1.610 x 1.370 mm), a ważyła 1.150 kg (sedan – 1.030). Ten sam 1,6-litrowy, 75-konny silnik napędzał stale obie osie poprzez czterobiegową skrzynię i centralny, ręcznie blokowany mechanizm różnicowy z dwubiegowym reduktorem (o przełożeniu 1,19 i 2,135). Typ zawieszenia pozostał niezmieniony: z przodu wahacze poprzeczne, z tyłu sztywna oś na czterech drążkach wzdłużnych z drążkiem Panharda, resorowanie sprężynami śrubowymi, poprzeczny stabilizator przedni. Własności terenowe były znakomite: prześwit 213 mm, kąty natarcia i zejścia 40 i 32º, pokonywanie wzniesień do 58%, głębokość brodzenia w wodzie 65 cm, w świeżym śniegu nawet 100 cm. Komfort odpowiadał osobowym Ładom, a dynamikę, jak na 1977r. i kraj bez autostrad, dało się zaakceptować (132 km/h, 23 sekundy do setki). Bagażnik standardowo mieścił 480 litrów, po złożeniu tylnej kanapy – 1.330. Przednie fotele rozkładały się do spania, jak w każdej Ładzie.

Szkic: materiał producenta

W Ameryce mieli w tym czasie personal luxury cars, w stylu Cadillaca Eldorado albo Lincolna Mk. W ZSRR “osobisty luksus” wyglądał w ten sposób – i był lepszy niż Wołga, bo dojeżdżał wszędzie. Niva sprzedawała się nawet na Zachodzie, gdzie z miejsca opanowała 40% rynku pojazdów terenowych: w 1977r. w Europie nie było drugiego samochodu tak dobrze łączącego własności off-roadowe z wygodą osobowego, w cenie poniżej taniego kompaktu. Czteronapędowa Łada trafiła nawet do Japonii – jako jedyny radziecki samochód w historii.

Szkic: materiał producenta

Szkic: materiał producenta

Szkic: materiał producenta

Szkic: materiał producenta

Szkic: materiał producenta

Szkic: materiał producenta

Szkic: materiał producenta

Tak wygodna i tania terenówka szokowała nawet na Zachodzie (Range-Rover czy Monteverdi Safari kosztowały wielokrotnie więcej), a co dopiero w RWPG. Dostępność Nivy w bloku wschodnim była jednak bardzo ograniczona.

Szkic: materiał producenta

Szkic: materiał producenta

Pierwotna wersja Nivy przetrwała do 1993r. Potem zaczęły się modernizacje – zmieniony tył nadwozia, 80-konny silnik 1,7 z wtryskiem Boscha, opcjonalny diesel Peugeota (1,9), pięciobiegowa skrzynia, no i własnościowe przekształcenia fabryki, w ym współpraca z General Motors. Od 2002r. zmodernizowaną Nivę II produkowano pod amerykańską marką Chevrolet (Breżniew się chyba w grobie przewrócił!!), więc wciąż oferowana stara musiała zmienić nazwę na Łada 4×4. Potem relacje z GM zerwano, AwtoWAZ należy w 2/3 do Renault, a obie generacje terenówki pozostają na rynku jako Łada Niva / Niva II. Mamy więc antyczną konstrukcję radziecką, opartą na włoskim sedanie z lat 60-tych, produkowaną przez koncern francuski, z wykorzystaniem licznych komponentów od międzynarodowych dostawców. Rosyjska pozostaje fabryka oraz marka.

***

Zawsze staram się zrozumieć ludzi, również tych, z którymi się nie zgadzam. Doceniam też wagę symboli, dlatego nie besztam oburzonych na moją przejażdżkę Nivą, odbytą niecałe 60 godzin po rosyjskiej agresji. Zapewniam jednak, że swoim spotkaniem z dawnym kumplem spod bloku – Michałem, zwanym przez znajomych Bubą – nie skrzywdziłem żadnej z ofiar ataku na Ukrainę, ani nie wspomogłem żadnego z napastników. Zresztą, jako przedstawiciel cywilizacji łacińskiej uważam, że odpowiedzialność za jakiekolwiek czyny, dobre lub złe, należy przypisywać wyłącznie konkretnym osobom – nie zbiorowościom czy organizacjom (które są bytami abstrakcyjnymi, złożonymi z podejmujących decyzje i działania jednostek ludzkich). Tym bardziej nie powinniśmy obwiniać MASZYN.

Na świecie nie istnieją dobre i złe narzędzia, a tylko dobre lub złe ich wykorzystanie. Tym samym nożem można kogoś zabić, albo pokroić mu chleb. Tym samym autem rozjechać tłum ludzi (jak to kilka lat temu zdarzało się nagminnie w Europie), albo zawieźć chorego do szpitala. Decyzja należy wyłącznie do użytkownika. Zaś w sprawie marek i ich pochodzenia powiem tylko, że ukraińskie lotnictwo odpiera rosyjskie ataki przy pomocy MiGów-29 i SU-27. To też uznamy za “wspieranie agresora”? Dlatego tym, którzy artykuł o Ładzie uważają za akceptację rosyjskiego bestialstwa, odpowiem fraszką Jana Izydora Sztaudyngera: “Z lęku przed rusycyzmem wielu naszych braci nie mówi: „kot się czai”, lecz: „kot się herbaci” (wyjaśnienie: “herbata” to po rosyjsku “czaj”).

Buba nie ma powodów kochać Rosji: jego pradziadek, który prowadził przed wojną pensjonat w Zaleszczykach, przeżył wyłącznie dzięki sutej łapówce wręczonej enkawudziście za pozwolenie wejścia do pociągu odjeżdżającego na zachód. Dlaczego Łada? – pytam więc. “Chciałem wreszcie mieć nowe auto. Tanie w częściach, dobrze znoszące LPG. A że ponadto lubię rekreacyjnie potaplać się w błotku, decyzja była prosta“. Decyzja, dodam, zapadła jeszcze w ubiegłym roku. Niva przyjechała do Krakowa we wrześniu, jako formalnie używana (importer zarejestrował ją w Rosji, by ominąć unijne normy, których auto już nie spełniało). Finalna cena komfortowej wersji Urban wyniosła 73 tys. zł, z zestawem indywidualnie kompletowanych modyfikacji wyszło prawie 80.

W segmencie terenowym czas płynie wolniej, dlatego Łada – zwłaszcza z zamówionymi przez Bubę dodatkami – absolutnie nie wygląda na zabytek, mimo że do produkcji weszła 46 lat temu. Dokładnie tak powinno się budować terenówki: proste, grubo ciosane kształty, krótki rozstaw osi, krótkie zwisy, wysokie zawieszenie, duże koła.

Foto: praca własna

Polski salon założył między innymi LEDowe oświetlenie, w tym “płynące” kierunkowskazy. O dziwo – atrapa chłodnicy, nakładki na zderzaki i wlot powietrza na masce to elementy seryjne. Elektryczna wyciągarka jest dopiero w planach, podobnie jak blokowane mechanizmy różnicowe obu osi (mechanizm centralny ma blokadę fabryczną).

Foto: praca własna

Kolejne tuningowe detale to relingi dachowe, poszerzenia błotników i 15-calowe felgi z Suzuki Vitary (rosyjskie mają 16 cali)

Foto: praca własna

Z tyłu też znalazło się miejsce na współczesne LEdy, które dziwacznie kontrastują z surowymi, prostymi liniami rodem z lat 70-tych.

Foto: praca własna

Legendą Niva jak najbardziej mogłaby się stać, jednak w obecnej sytuacji nieprędko się tego doczeka

Foto: praca własna

To auto naprawdę jeździ w terenie, co widać, słychać i czuć

Foto: praca własna

Buba zaopatrzył się we włoskie opony terenowe MT Pneus Ovada Super Trak 195 x 15, z dwucentymetrową kostką. Świetnie radzą sobie w błocie, na skałach, a także na asfalcie (nie ścierają się nadmiernie, co zdarza się konkurencji). Zawieszenie zostało podniesione o dwa cale: dzięki temu poza asfaltem można jechać naprawdę odważnie, przy przednich sprężynach dostrzec świadectwa użytkowania zgodnego z przeznaczeniem…

Foto: praca własna

…a z tyłu, lekko przykucając – również drążek Panharda. Auto ma ledwie pół roku – rdzę widać więc tylko na mocowaniu butli LPG.

Foto: praca własna

Snorkel to już wyższa szkoła jazdy – wymaga wycięcia kawałka maski silnika. Ale jak się już bawić, to się bawić.

Foto: praca własna

Jako wychowany w Ładzie 2103, przez całe spotkanie szukałem w Nivie szczegółów wspólnych z licencyjnymi Fiatami. Znalazłem ich jednak niedużo: klamki zewnętrzne, boczne kierunkowskazy, rygielki drzwi, pedały hamulca i sprzęgła (gazu już nie), dźwignię hamulca ręcznego, oraz stacyjkę umieszczoną z lewej strony kierownicy. Ogólna forma nadwozia, początkowo bardzo przypominająca Łady 2106, została skutecznie zamaskowana liftingami i modyfikacjami, a wnętrze kompletnie nie przypomina już pierwowzoru.

Sztuczna skóra z lat 70-tych prezentowała się porządnie i elegancko, współczesny plastik jest twardy i wygląda bardzo tandetnie

Foto: praca własna

Wyposażenie szokuje w drugą stronę: ABS, wspomaganie kierownicy, klimatyzacja, podgrzewane fotele, elektryczne lusterka i szyby (miejsce po korbkach wyraźnie widać: przypomina mi to stary dowcip o sowieckim szpiegu – który pamiętał, że w Europie wyjmuje się łyżeczkę z herbaty, ale wpadł, bo wciąż odruchowo mrużył oko). Najciekawsze, że nie ma airbagów w kierownicy i desce rozdzielczej, ale są boczne, w fotelach. To pewnie sprawka unifikacji z modelami osobowymi.

Foto: praca własna

Tu widać całe bogactwo wyposażenia, a także jakość rosyjskich plastików. Dwie dodatkowe dźwignie włączają reduktor i blokadę centralnego dyfra.

Foto: praca własna

A to już kompletnie nie “moja” Łada: elektroniczny wyświetlacz, kontrolki typu black panel i wskaźniki, które nijak nie mają się do tych z lat 70-tych, jako żywo przypominających Ferrari.

Foto: praca własna

Już pierwsze metry przejażdżki pozbawiły mnie złudzeń: dzisiejsza Niva nie tylko nie wygląda jak dawne Łady, ale też inaczej jeździ i brzmi. Rozczarowuje zwłaszcza to ostatnie, bo dźwięk tamtego OHC – zmodyfikowanego w Togliatti, ale nie dającego zapomnieć o swych włoskich korzeniach – nie miał sobie równych w całym bloku wschodnim. Tutaj jest “płaski” i stłumiony, choć w aucie ogólnie głośno – a to za sprawą oporu powietrza i terenowych opon.

Na ogumieniu fabrycznym (marki Pirelli) Niva rozpędza się ponoć do 140 km/h, choć kierownicą lepiej wtedy nie ruszać. Na oponach MT nie przekraczałem 105, przy czym powyżej 90 reakcja na gaz prawie całkowicie zanika. Ładowski silnik, który w dawnych osobówkach zapewniał najlepszy zryw w całej RWPG, a tu został dodatkowo wzmocniony, wyraźnie nie radzi sobie z atakowaną przez Nivę ścianą powietrza, a także zwiększonymi oporami terenowych opon. Można oczywiście zredukować na czwórkę, ale ogólnie, to na autostrady najlepiej wybrać inne auto.

Na krętej drodze brak mocy przestaje dokuczać (choć jeszcze raz powtórzę, że nie znajdziemy tu nawet cienia temperamentu czterodrzwiowych Ład). Niepewność budzi też prowadzenie. Ciężko powiedzieć, czy jest dobre, bo Niva nic na ten temat nie mówi, a testować granice strach. Nie wiadomo, czy nieubłagane zasady dynamiki Newtona wcześniej zerwą przyczepność opon (a jeśli tak, to których?), czy może położą auto na boku. Na wszelki wypadek lepiej więc poważnie potraktować czarne liczby napisane na okrągłych znakach z czerwoną obwódką. Jeśli zaś chodzi o komfort, to wcale nie jest tak, że w terenówce nie czuć wybojów. Kto chce płynąć po drodze, powinien wybrać którąś Hydrocytrynę, ewentualnie starego Cadillaca. Prawdziwy off-roader nie płacze, gdy walnie głową o podsufitkę – a w Ładzie o to nietrudno.

Głównym celem spotkania – umawianego zresztą już od początku roku, gdy nikt o żadnej wojnie nie mówił – był oczywiście test terenowy. Łada, zgodnie z zamysłem konstruktorów, służy Bubie zarówno jako codzienny środek transportu miejskiego, jak i narzędzie weekendowych wypadów na łono przyrody. Najbliżej nas była mocno podmokła łąka w podkrakowskich Brzegach.

W czasie dojazdu z miejsca sesji zdjęciowej zaczęło padać. Warunki przypominały więc typowe rosyjskie roztopy, które zatrzymały niejedną buńczuczną armię i na które aktualnie ogromnie liczy cały wspierający Ukraińców świat. Oczywiście, pod Krakowem mamy do czynienia z lekką i niewinną wersją takich warunków.

Przyznam, że pierwszy raz w życiu jechałem autem w 20-centymetrowych koleinach i rozlewiskach. Wrażenie przypomina sterowanie motorówką, zwłaszcza jeśli chodzi o skręty kierownicą – wszelkie reakcje są stępione i opóźnione, całkiem jak przy pływaniu. W cięższych miejscach najważniejsze jest niezatrzymywanie się: dopóki tylko jedziemy, reduktor i zablokowany dyferencjał międzyosiowy robią swoją robotę.

Tak wyglądało umyte rankiem auto, po kilkuminutowych szaleństwach na łące – z mnóstwem błota na całym podwoziu i parą buchającą z wielokrotnie zalewanej komory silnika

Foto: praca własna

Foto: praca własna

Foto: praca własna

Dalej nie wjeżdżaliśmy, wiem jednak, że w profesjonalnych testach Niva dociera wszędzie tam, gdzie np. Jeep Wrangler. Buba podaje, że w terenie, na reduktorze, zużycie LPG dochodzi do 20 litrów na 100 km, w ruchu miejskim – 18, na autostradzie przy 100 km/h – 16. Dopiero zmiana opon na szosowe obniża wynik do około 12.

***

O ileż lepszy byłby świat, gdyby Rosja, zamiast tłuczenia tysięcy czołgów, skupiła się na takich samochodach? Ile pieniędzy mogłaby zarobić zalewając świat tanimi, solidnymi terenówkami? W istocie, Rosja mogłaby produkować i sprzedawać wszystko, ale woli żyć inaczej, bo dysponuje wprawdzie każdym możliwym zasobem naturalnym, ale nigdy nie miała najważniejszego z budulców: ludzkiej wolności i motywacji do racjonalnego gospodarowania.

Istotę “cywilizacji turańskiej” Feliksa Konecznego najlepiej ujął Adam Mickiewicz:

Car dziwi się – ze strachu drżą Petersburczany,
Car gniewa się – ze strachu mrą jego dworzany,
Ale sypią się wojska, których Bóg i wiara
Jest Car. Car gniewny: umrzem, rozweselim Cara.

Wpaść dziką hordą jak grom z jasnego nieba, zamordować, spalić, zostawić za sobą zgliszcza. Złupić – też, ale tylko tyle, ile można unieść (dziś znamy już oryginalne, niecenzurowane zdjęcia czerwonoarmistów, z wieloma zrabowanymi zegarkami zapiętymi na każdym z przedramion). Więcej nie ma jak zabrać, no i nie ma dokąd, bo dusza stepowego koczownika nie zna pojęcia stałej siedziby – własnego miejsca na świecie, które chce się budować, rozwijać i ulepszać. Koczownik nie zagospodarowuje podbitych terenów, nie buduje żadnego dziedzictwa. Imperium Dżyngis-chana w jedno pokolenie zajęło największy obszar w historii, ale po śmierci władcy znikło bez śladu – bo i niczego trwałego nie zbudowało.

Rosjanie nie są nomadami – wznieśli wielkie miasta, stworzyli wspaniałą literaturę i muzykę. Tyle że że moskiewski Kreml projektowali architekci z Włoch, najsłynniejsze dzieła tamtejszej kultury wyższej wpisują się w kanon Zachodu (Dostojewski, Tołstoj, Czajkowski, Szostakowicz, itp.), a ich twórcy często trafiali na Sybir, z żelazną kulą u nogi. Czy problemem jest więc sama władza? Może to tylko ją trzeba zmienić? W ostatnich dniach widziałem kilka błyskotliwych memów sugerujących proste i radykalne rozwiązanie kwestii Putina…

Problem w tym, że rosyjska władza zmieniała się wielokrotnie. Wielu carów zostało zabitych – i każdy kolejny był taki sam. Po rewolucji tak samo (wbrew oficjalnym wersjom, Stalin i Breżniew najprawdopodobniej nie zmarli naturalnie, a Chruszczowowi chyba tylko przez niedopatrzenie pozwolono odejść na emeryturę). Jeden Borys Jelcyn próbował kraj zdemokratyzować – i do dziś naród najbardziej go nienawidzi. Lata 90-te kojarzą się Rosjanom z chaosem, degrengoladą i upokorzeniem, które przełamał dopiero Putin. Bardzo, bardzo niewielu nakłada tę chronologię na wykres cen surowców energetycznych – niemal jedynego źródła dochodów Rosji. Większość rosyjską zapaść lat 90-tych przypisuje nie taniej ropie, a prezydentowi, który “zdradził rosyjskie wartości“. Te w nowym stuleciu odbudowały “rządy silnej ręki”, które wypadałoby raczej nazwać czasami wysokich zysków z nafty i gazu, oraz czasami kolejnych krwawych wojen: w Czeczenii, Gruzji, Donbasie, a teraz – na całej Ukrainie. Swoją drogą interesujące, że to już czwarta agresja putinowskiej Rosji – a świat, wielce zdziwiony, obudził się dopiero teraz, gdy arena wciąż tych samych zbrodni niebezpiecznie przesunęła się do granic NATO.

Niektórzy mówią, że coś się zmienia. Że barbarzyńską napaść na kolejnego sąsiada popiera “zaledwie” 40% Rosjan (!!), a tyle samo jest jej przeciwnych. W istocie niechęć wynika głównie ze skutków sankcji – nie z poszanowania ukraińskiej suwerenności i elementarnych praw człowieka, a już na pewno nie z pragnienia demokracji. Jasne, zwolennicy wolności jak najbardziej się w Rosji znajdą, ale to ledwie kilka procent – a tyle można bez konsekwencji zignorować. Nie tylko w dyktaturze, w demokracji też. Gdyby w tym kraju zorganizowano autentycznie wolne wybory, Putin lub jemu podobny kandydat wygrałby je w cuglach – bo tylko ktoś taki gwarantuje, że Rosja nigdy nie straci zagarniętych niegdyś Wysp Kurylskich.

Nikt, kto zna historię carów, rewolucji październikowej i późniejszej wojny domowej, kto wie, jak kolektywizowano radziecką wieś, jak w najżyźniejszym kraju świata planowo zagłodzono 10 milionów chłopów i jak przez 60 lat żyli radzieccy kołchoźnicy, nikt kto słyszał o Katyniu, Magadanie, “wyzwalającej” Europę Środkową Armii Czerwonej, albo o pacyfikacji tłumów pod wileńską wieżą telewizyjną, nie może się dziwić, że rosyjskie rakiety spadają dziś na bloki mieszkalne, rosyjska artyleria bombarduje elektrownię atomową, a rosyjscy żołdacy gwałcą ukraińskie dziewczyny, rozstrzeliwują dyrektora szkoły, czy atakują ustalone uprzednio korytarze humanitarne. Wszak głównodowodzący rosyjskiej armii wywodzi się z Federalnej Służby Bezpieczeństwa – bezpośredniej kontynuatorki “tradycji” KGB, NKWD i CzeKa. Jeden z poprzedników Putina rzucał obelgami na forum ONZ, krzycząc o “rakietach wytaczających się z radzieckich fabryk jak parówki” i waląc w pulpit ściągniętym z nogi butem (niektórzy mówią, że dziurawym). Inny, zagadnięty o relacje z Watykanem, zapytał retorycznie “ile dywizji ma papież?“. Tamta cywilizacja innego języka nie zna.

Dzięki niewiarygodnemu bohaterstwu Ukraińców i prawie dorównującej mu nieudolności napastników aktualna wojna kompletnie Putinowi nie idzie (skądinąd obserwując ją zacząłem lepiej rozumieć, jak w 1920r. doszło do Cudu nad Wisłą). Udało mu się jednak osiągnąć kilka oszałamiających sukcesów: oto w ciągu zaledwie kilku dni zachodni świat zjednoczył się bardziej niż kiedykolwiek od 395r. n.e., Unia Europejska pozwoliła spalać węgiel, Finlandia i Szwecja zapragnęły przystąpić do NATO, Szwajcaria przerwała swą ponad 200-letnią tradycję neutralności, książę Monaco zatrzasnął drzwi przed swymi najatrakcyjniejszymi gośćmi, a z języka polskiego (i nie tylko) całkowicie znikły tak modne dotychczas słowa jak “rusofobia” i “rosyjska dusza”. Amba-fatima, były i ni ma.

To nasza ogromna szansa na to, żeby odzyskać skuteczność działania, przerwać koszmar narodu ukraińskiego i odsunąć niebezpieczeństwo podobnych zbrodni w przyszłości. Czy to się uda? Czy Zachód pozostanie konsekwentny? Czy wreszcie zrozumie, że czas zmienić język i po prostu uzbroić się po zęby? Że nie wolno uzależniać całego kontynentu od “partnera” atakującego sąsiedni kraj, któremu sam gwarantował nienaruszalność granic, który wobec własnej nieudolności szantażuje świat bronią jądrową i który nie pozwala ewakuować rannych cywili? Który karmi swych żołnierzy konserwami przeterminowanymi o 7 lat, a nawet nie przyznaje się do nich mówiąc, że “takie mundury można kupić w każdym sklepie“? Który wojenne świadectwa tysięcy Ukraińców i międzynarodowych dziennikarzy nazywa “brutalnie sfabrykowanymi“, który najbezczelniej twierdzi, że “Rosja nigdy w historii nikogo nie napadła“, a II wojnę światową wywołało “odrzucenie przez Polskę rozsądnych i umiarkowanych postulatów Niemiec“? Czy też może, po pierwszych oznakach odwilży, zakończy bojkot wracając do budowania podwodnych rur i prowadzenia pokątnych, miliardowych interesów z Kremlem, pod nazwiskami swych czołowych polityków, czynnych i emerytowanych? I czy swoich krytyków – tudzież uchodźców z najechanych terenów – na nowo zacznie wyzywać od “rusofobów”?

Ponieważ jestem nieuleczalnym optymistą, na zakończenie podkreślę, że na razie trwa bezprecedensowa jedność zachodniego świata, bezprecedensowa solidarność z narodem ukraińskim i bezprecedensowa izolacja Rosji na każdym polu. Wszyscy pomagamy, jak możemy. Buba, na ten przykład, zaraz po naszym spotkaniu ruszył z pomocą humanitarną do Lwowa. Tak, ruską Ładą. Ukraińscy pogranicznicy, wszelkie służby i zwykli obywatele wcale nie pluli na jego auto, tylko patrzyli z uznaniem i uśmiechali się dodając, że “przydałyby się nam teraz takie maszyny“. Tak jak przydają się poradzieckie MiGi – wprawdzie w międzyczasie wielokrotnie modernizowane i “tuningowane”, ale nie inaczej jest z Ładą. Najwyższy czas zrozumieć, że przedmioty i znaczki firmowe nie mają żadnej wartości moralnej. Tę mamy tylko my, ludzie, nasze postawy i nasze czyny.

Foto: Buba

Share Button

82 Comments on “PRZEJAŻDŻKA PO GODZINACH: CZY KOT CZAI SIĘ, CZY HERBACI?

    • Miałem to samo napisać, ale nie chcę dublować komentarza, więc podpisuję się pod nim jako pod moim .

  1. Przedmioty i znaczki firmowe mają wartość moralną, a Buba nie kupił Łady tylko sfinansował karabin, amunicję, albo chociaż onuce dla jednego z chłopaków, którzy najechali Ukrainę.

    • ja mam w domu szklanki z Ikei Made in Russia – mam teraz je potłuc, czy zażądać zwrotu kasy?

      • Ani potłuc ani żądać zwrotu pieniędzy. Nie kupować po prostu więcej rosyjskich towarów, zwłaszcza że że szklankami masz wybór. Na stacji benzynowej czy w kuchence gazowej takowego nie posiadamy.

      • Otóż to. Dziś nic nie kupujemy od Rosji. Ale samochodu kupionego wcześniej nie warto niszczyć. Lepiej zapakować go żywnością i pojechać do Lwowa – czyż nie?

    • Łada została kupiona w zeszłym roku, a wyprodukował ją koncern Renault. Oczywiście państwo rosyjskie dostało z tego jakąś część, ale myślę, że znacznie więcej zarabia ono na każdym naszym tankowaniu i włączeniu kuchenki.

      Dzisiaj pełny bojkot, nawet Łady, jest w pełni uzasadniony i pożądany. Ale to nie znaczy, że wszyscy właściciele wcześniej kupionych aut powinni je nagle zezłomować, bo dziś już na nic to nie wpłynie. Byle nie kupować kolejnych NOWYCH towarów z Rosji i jak najszybciej uniezależnić się od ich surowców (tak, to będzie trwało i kosztowało, ale musimy).

    • Tak samo mozna powiedziec w druga strone. Kupujac system Microsoftu, subskrypcje netflixa i lapka HP wspierasz dzialalnosc kraju “milujacego pokoj” na swiecie.
      Przeciez to niedorzeczne, zwlaszcza, ze w 2/3 AutoVAZ nalezy do Renault (to moze Francuskie korwety na Pacyfiku)?

  2. Szczepanie, nie przekonuje mnie Twoja retoryka o tym, ze przedmioty i znaczki firmowe nie mają wartości moralnej. Pan Buba poprzez zakup Lady wsparl rosyjskiego fiskusa czyli posrednio sfinansowal rakiety zabijajace Ukraincow. Wozenie takim samochodem jakichkolwiek darow na Ukraine jest hipokryzja i nietaktem.

    Jedynym rozwiazaniem jest absolutny bojkot rosyjskich towarow (czyli ropy i gazu), Jestem gotow zaplacic i 10 zl za litr paliwa, byle by tylko zaglodzic Rosje.

    • Tak, bojkot Rosji od dnia inwazji całym sercem popieram. A co do pomagania Ukraińcom, to wypowiedzieli się jasno oni sami.

    • Bojkot gazu i ropy. dopóki nie będzie ropy z Iranu i Wenezueli (tankowce za x czasu??) to zamierzasz przestać ogrzewać dom i tankować? oczywiście dostawy trafią do ‘najbardziej potrzebującej’ gospodarki Niemiec i Francji a nie tu. paliwo będzie po 50zł o ile będzie. a na gaz mamy przemysł, wiec może okazać się że zamiast chlebka zjesz korę. kto chce niech je. ja nie mam zamiaru. a najlepiej jedź i walcz w Donbasie.

    • Sugerujesz, że Putin uzgodnił z Bubą agresję na Ukrainę i jej termin…Jak to mawiał jeden z moich przełożonych:
      nadgorliwość gorsza od faszyzmu….

    • Byłeś kiedyś w Ukrainie? Wiesz jakich samochodów jest tam wciąż bardzo dużo? Czy teraz Ukrainiec, który jeździ Ładą ma z niej wysiąść i podpalić? Nawet jak wiezie teraz rannych do szpitala albo ucieka z kolegami z miejsca, w którym zniszczyli czołg albo ostrzelali wroga?
      Tak jak Szczepan napisał: narzędzia można użyć do dobrych i złych celów. Ta Niva została wyprodukowana i kupiona, ale można używać jej przeciwko rosji. Tak jak Ukraińcy używają Migów. Sam bojkot w pełni popieram ale poprzednich zakupów już nie cofniemy. Człowiek poświęcił swój czas i pieniądze, może nawet narażał życie i zdrowie (Lwów został ostrzelany), a Ty widzisz nietakt, bo pojechał Nivą? Czy przeciwnik WOŚP jak dostanie zawału odmówi transportu do szpitala karetą z wielkim sercem na boku i informacją kto sfinansował jej zakup? Myślę, że nie. Choć raczej powinien, by być konsekwentnym w swoich poglądach. Tak samo Ukraińcy nie patrzyli na to czym przywieziono dary.
      Co do finansowania rakiet – nie możemy kupować niemieckich aut, bo jeśli ten kraj kiedyś upomni się o Szczecin i Gdańsk to sfinalizujemy inwazję? Czeskiego piwa nie można pić, bo za zarobione pieniądze się rozbroją i też coś sobie wyszarpią? Dawniej wojna w Ukrainie też była czymś nie do pomyślenia, kto wie co przyniesie przyszłość. Do hipokryzji i nietaktu nawet nie będę się odnosić.

  3. Bardzo mądre stanowisko zająłeś co do Rosji Szczepanie. Ignoranci medialni w Polsce i innych krajach UE uważają, że da się zaprowadzić tam demokracje w zachodnim stylu. Otóż nie, po czymś takim w ruch poszłyby natychmiast czołgi i armaty. Ja od zawsze powtarzałem, że po Putinie przyjdzie jeszcze gorszy świr od niego i mimo wszystko zdania nie zmieniam. Z tym, że dostanie kraj mega-osłabiony. Nie liczcie że pacynka CIA Nawalny cokolwiek zdziała. Jedynie się nie zgodzę z Tobą co do Jelcyna. Facet był typową marionetką, kukiełką jeszcze bardziej niż Breżniew. Gościem który w ZSRR próbował zrobić karierę w partii, a jak przyszedł odpowiedni moment to nagle wykorzystał to do własnych celów i postanowił zbratać się z Amerykanami. Kompletnie nie zgadzam się, że nie jest współwinny biedzie lat 90 w Rosji. Przypominam, ze to wtedy większość dzisiejszych oligarchów którzy najczęściej byli dziećmi urzędników ZSRR średniego szczebla zaczęło robić “kariery” wykupując państwowe zakłady za grosze. Z częścią z nich rozprawił się Putin i też za to ludzie go wielbią. Z częścią niestety się zbratał i do dzisiaj oni mogli zbijać dalej fortuny. Aczkolwiek wcale mi nie jest szkoda Chodorkowskiego, którego w swoim czasie zachodnie media traktowały niemal jak męczennika. Zobaczymy co przyniosą kolejne dni. Jednakże fakty są takie, że Putinowi jest już wszystko jedno. Zapewne nie spodziewał się takiego oporu Ukraińców.

    Co do Nivy to faktycznie była ona stworzona raczej na eksport, terenówką, dla różnych terenowych inspektorów miał być raczej UAZ 469. Na zachodzie jeszcze w latach 90 była całkiem popularna. Słyszałem różne skrajne opinie o tym aucie, od bardzo pozytywnych do takich nie pozastawiających suchej nitki. Aczkolwiek nigdy nie miałem z nim większej styczności toteż nie będę się wypowiadał. Dziwi mnie tylko, że jednak mimo wszystko jakiejś polskiej firmie opłaca(ło) się sprowadzać Rosyjskie auta przed wojną i czerpać z tego jakiś zysk. Wiem, że w latach 90 sprzedaż osobowych Ład wygaszono, a została w ofercie jedynie Niva którą oferowano chyba do 2004, kiedy już nie spełniała norm unijnych. Szczegółów na temat dzisiejszego importera nie znam, ale przyznam, że gość czyni ryzykowny krok. Chyba też UAZ-y importuje.

    • Wspominając o Jelcynie miałem na myśli to, że statystyczny Rosjanin wiąże demokrację i poluzowanie smyczy z nędzą i upokorzeniem kraju. Szczegóły ówczesnej polityki i przepychanki oligarchów to oczywiście osobna sprawa – natomiast ja chciałem podkreślić, że terroryzowanie całego świata ma w Rosji poparcie społeczne. Po to o Jelcynie wspominałem.

      • To się zgadzam. Tam nigdy nie było prawdziwej demokracji i czasy Jelcyna pokazały, że no nie da się. Niemniej retoryka “dobrego Jelcyna” który ujawnił zbrodnię katyńską też mnie doprowadza do szału. Gość zamienił Rosję w państwo mafijne. O ile Gorbaczow jeszcze jakoś kontrolował “elity”, o tyle Jelcyn zniszczył kompletnie wewnętrzną politykę Rosji. Swoją drogą ciekawe co przeciętni Rosjanie sądzą o Gorbaczowie. De facto od pieriestrojki zaczęła się gównokracja, a potem wszystko się rozsypało jak domek z kart. Niemniej zapaśc gospodarcza za Gorbaczowa to akurat raczej wynik sankcji Reagana.

      • Co do rosyjskiej opinii o Gorbaczowie, wedle mojej wiedzy Gorbaczow nie jest lubiany w Rosji. Ba, kiedyś nawet startował w wyborach prezydenckich i osiągnął wynik baaardzo słaby.

  4. Genialny wpis, ten rys historyczny i kulturowy powinno przeczytać dużo osób, również obecnie znajdujących się w Europie na szczytach władzy i mediów.
    Co do samego stwierdzenia, że znaczki i przedmioty nie mają wartości moralnej – siłą rzeczy będą ją miały. Tak marketing współczesny tym pokierował, z tych wartości i cech wzięły się niektóre stereotypy. Oczywiście nie można teraz (jak wiele osób krzyczy, ale takie osoby zawsze coś krzyczą) popadać w skrajności i wyrzucać bo pochodzi z Rosji. Zbanować dostawę nowych, odciąć od możliwości produkowania kolejnych a to co jest – używać zgodnie z przeznaczeniem i wykorzystać do działania którym możemy nieść pomoc Ukrainie i przeszkodzić totalitarnym zapędom Rosji.
    Pamiętajmy, że garbus powstał na zlecenie faszystów a służył świetnie w czasach wolności.

    • Jeszcze raz podkreślę – pełny bojkot Rosji na wszystkich polach jest konieczny. Odcięcie się od ich ropy i gazu musi potrwać, ale też powinno być priorytetem. Natomiast wyrzucanie do śmieci kupionych wcześniej produktów nic nikomu nie da, a pośrednio zmarnuje zasoby, które można użyć do realnego działania.

  5. Trzeba przerobic wojenne haslo na bardziej adekwatne dzisiaj.

    “Tylko świnia tankuje u Putina”

    Mam tu na mysli Amic oraz Shell, ktory cichaczem kupil rope z Rosji a gdy sprawa sie rypla, zaczal tlumaczyc coś mgliście o interesie klientow itd.

  6. Pamieta ktos jeszcze Partie Palikota czy Biedronia, ktorzy chcieli aby na obronnosc przekazywac 1% PKB i utrzymywac kilkunastotysieczna armie?

    Ciarki mi biegaja po grzbiecie, gdy mysle w jakiej bysmy sie teraz obudzili ciemnej d… gdyby oni faktycznie rzadzili.

    • W nawiązaniu do ostatniego zdania to raczej się obudzili nie w czym tylko z czym w … no.
      Sorry Szczepan za głupi tekst u Ciebie na forum, więcej nie będę się tak zachowywal tutaj.

    • Artykuł 5 NATO mówi Ci to coś? Bardzo dobrze, że chcieli ograniczyć wydatki na armię, skoro jesteśmy w potężnym sojuszu. Taką Estonie gdzie ma 5000 żołnierzy Putler zmiótł by w kilka dni, jest na nich o wiele bardziej wku******* i ma dużo ruskich na terenie. A popatrz że jednak tam nie wchodzi, bo się boi faktycznej interwencji NATO.

      • “Potężny sojusz” jest potężny dlatego, że jego członkowie są uzbrojeni. Słowo “sojusz” niesie z sobą również zobowiązania, a nie tylko jazdę na gapę na cudzym wózku i liczenie, że zapłacą wyłącznie inni.

      • Bycie w potężnym sojuszu nie oznacza całkowitego rozzbrojenia się, wręcz przeciwnie: si vis pacem, para bellum.

        Bandyta Putin myśli kategoriami osiedlowego osiłka:

        “ten jest słaby (Ukraina), jemu można dokopać, ten drugi jest silny (Polska) może nie aż tak silny jak ja ale będzie się ostro bronił i zanim go pokonam, wybije mi zęby, podbije oko, nie, jego lepiej nie ruszać, nie oplaca się, poszukajmy sobie kogoś słabszego”

        Koniec końców Ukraina okazała się być silniejsza niż Putin sądził i bohatersko się broni.
        Oby to oznaczało koniec tego bandyty!
        Tylko jak słusznie zauważył Szczepan: być może na miejsce Putina przyjdzie jeszcze gorszy psychopata?

      • SzK, tylko, że USA czy Holandię stać na wielkie wydatki na armię, nas nie. Jakoś pribałtyka specjalnie się nie dozbraja.

      • Bezpieczeństwo to podstawowe zadanie, jakim powinno zajmować się państwo. Marzymy o poziomie 3% PKB na obronność, podczas gdy politycy zabierają nam ponad 50%. A za chwilę może się okazać, że Putin zabierze wszystko, łącznie z życiem, bo było żal ułamka procenta.

      • No właśnie nie.
        Silny sojusz musi mieć silnych członków. I m.in. dzięki temu NATO jest silne.
        Poza tym zawsze trzeba pamiętać, że może być różnie. Trzeba być uzbrojonym.
        Zresztą w ostatnich dziesięcioleciach Europa też nieco olała zbrojenia bo czuła się bezpieczna (NATO, wojna traktowana jako coś z dawnych czasów). A tymczasem nagle u granic UE i NATO jest wojna makabryczna tak jak II wś (nie mówię o skali, tylko np o atakowaniu cywili).

      • “Europa” od lat podejmuje bardzo świadome decyzje o zaciskaniu pętli na szyi własnej gospodarki, masowym rozbrojeniu, demontażu większości przemysłu, ograniczeniu transportu dla obywateli do zbiorkomu i rowerów, oraz wyłączeniu większości energetyki, poza importem rosyjskiego gazu.

        A słowo “Europa” wziąłem w cudzysłów, bo tak jak zawsze powtarzam, zbiorowości nie istnieją – istnieją tylko konkretne nazwiska decydentów. I są to nazwiska ludzi, którzy nierzadko całkiem jawnie znajdują się na liście płac Gazpromu czy Rosnieftu, a więc rosyjskiego państwa. Tak że absolutnie nie jest tak, że “kontynent czuł się bezpiecznie” albo “nieświadomie zaspał”.

  7. Dla mnie najbardziej porażającym przeżyciem był filmik, na którym mała dziewczynka ślicznym dziecięcym głosikiem śpiewa piosenkę ludziom zebranym w schronie.

    Ona jest tak podobna do mojej młodszej córeczki, nawet mimikę ma taką samą. Nie wyobrażam sobie co muszą przeżywać jej rodzice, jak się o nią martwić. Wszystko przez jakiegoś zakompleksionego durnia, któremu zachciało się przywracać ZSRR

  8. Artykuł świetny. Gdyby nie atak Rosji na Ukrainę to byłby fajny test ciekawego auta.
    I świetny opis Rosji, w tym w kontekscie aktualnej sytuacji.

  9. Prawdą jest, że zachód niechętnie cytuje Suworowa, ale chyba nawet on sam mówił, że zachód Rosji nie rozumie.

  10. Ten temat tzw Wielki głód w latach trzydziestych dotyczył Ukrainy. Sztuczne wywołany przez tego hmmmmm Stalina. Szkoda gadać
    A Niva po za tym że jak wjechała prawym kołem na krawężnik to się lewe drzwi otwierały a prawe blokowały Ok
    Pozdrawiam

    • Trafiłem na ciekawy program (czy tam podcast czy jak to się zwie na youtubie) właśnie o wielkim głodzie – wniosek był taki, że nie był celowy, był raczej skutkiem wydajności planowanej gospodarki (tutaj temat rzeka)… Już wiele lat temu trafiłem na zdanie, że znacznie łatwiej akceptujemy jako ludzie na szczytach władzy tyranów niż zwykłych nieudaczników…

      Później dopisze jeszcze trochę swoich przemyśleń o Rosji, Ukrainie i Nivie.

      • Wielki Głód zaistniał w trakcie kolektywizacji rolnictwa – chłopi byli jeszcze formalnie wolni, i właśnie ci, którzy nie chcieli do kołchozu, byli głodzeni (tzn. odbierano im całe plony). Dopiero później ZSRR przeszedł całości na kolektywizm – i musiał kupować zboże z Kanady.

        Podobno kołchoźnicy mogli zachować plony z wydzielonych im, malutkich poletek. Te poletka, razem z działkami rekreacyjnymi mieszczuchów, stanowiły 3% łącznego areału ziemi uprawnej ZSRR, a dawały 50% plonów. W Polsce PGRy miały chyba 1/7 wydajności rolników indywidualnych – mimo że indywidualni mieli wtedy przeciętnie bardzo małe gospodarstwa, bardzo niską mechanizację i małe zużycie wszelkiej chemii. Ale powtarzam – to wszystko dopiero po wojnie, a Wielki Głód był po 1930r.

      • Ja z małym komentarzem: wielki głód uchodzi raczej za nawet nie tyle wywołany przez Stalina, co nie ugaszony przez Stalina. Niektórzy historycy mówią o zemście za niepodległość Ukrainy w latach 1917 – 1922 i fakt oporu przed kolektywizacją. Studiowałem historię już dawno temu, pewne rzeczy się zacierają w pamięci, ale jednak ciężko wytłumaczyć holodomor nieudolnością. Co najwyżej nieudolność dobrze podsycała ówczesne wydarzenia, które Stalinowi były na rękę. Nie musiał kąpać Ukrainy we krwi, wystarczyło chwycić za żołądek.

  11. rewelacyjny wstęp i zakończenie!! będę wysyłał wszystkim których znam ten artykuł!
    co do tych 6.6tyś głowic nuklearnych… to ja tam wątpię w taką liczbę, już od dawna wiadomo, że ruscy przemalowują numery na rakietach co chwilę, żeby niby było ich niewiadomo ile, a tekst o “rakietach wytaczających się z radzieckich fabryk jak parówki” jest również blefem. (jest o tym zresztą audycja Wołoszańskiego w którychś “sensacjach XX wieku”, nie pamiętam teraz który to odcinek ale mogę sprawdzić bo ciekawy)
    Swoją drogą ciekawe jaki procent tych faktycznie istniejących w ogóle by udało się wystrzelić, ile z tych wystrzelonych doleciało by do celu, i ile z tych co doleciało w ogóle by wybuchło, i ile z tych co by wybuchło spowodowało by zamierzone straty…

    a co do samej Nivy – wszystko jest ładnie pięknie gdyby nie ruska “jakość”, to potrafi zniweczyć każdy dobry plan
    Szczęśliwemu nowemu właścicielowi radzę po pierwsze PORZĄDNIE ZAKONSERWOWAĆ podłogę i wszystkie profile zamknięte (mam nadzieję, że to zrobił tuż po zakupie bo teraz to już może być za późno..) bo inaczej za parę lat rozpadnie się na kawałki, poza tym nie, to nie jest tańszy Samurai czy Vitara, różnica jest taka, że 20 letnia Vitara jeździ dalej niemalże tak samo jak była nowa, mimo, że też jest strasznie zgnita, a 20 letniej Nivy zwykle niema, lub jest po 10 naprawach głównych, blacharskich i mechanicznych 😉
    miałem Vitarę ze złomu za 700zł, kupiona w stanie nieznanym, okazała się sprawna i nic się w niej nie popsuło mimo szaleństw po polu (Szczepan świadkiem!) i dalej sprawną sprzedałem dużo drożej
    miałem też Nivę za 700zł, której nie udało się uruchomić, no ale tam kolega zamęczył silnik, no ale zanim to zrobił to np rozleciały się tryby w przednim moście i trzeba go było wymienić, rozlatywały się przeguby przednie, urywało się wszystko co się dało (zderzaki to pierwsze), potrafił się rozpaść wał, no ogólnie to było pasmo nieszczęść, i jedyną zaletą tej nivy w offroadzie była jej mała waga więc tak nie grzęzła, szczególnie na dobrych oponach.
    żeby nie było – bardzo mi się Niva podoba, BARDZO, ale jestem całkowicie świadomy jak straszne dziadostwo jest to, to jest taki Duży Fiat, tylko terenowy.
    Choć w sumie ciekawy jestem, czy za rządów renaulta nieco ta jakość się poprawiła (choć nie uważam renaulta za coś mającego dużo wspólnego z jakością, raczej prześmiewczo parafrazuję ich hasło “wybierz JAKOŚ reno” )
    moja Niva była bodajże z 97r więc to już była ta wtryskowa, ale dalej było to straszne dziadostwo, a elektryka była jeszcze gorsza niż francuska. TAK, DA SIĘ GORZEJ!

    no i zdziwiłem się tak dużą ceną – one podrożały 2 razy??? jeszcze ze 2-3 lata temu nowa Niva kosztowała 45tyś w Tarmocie

    • To prawda, że część z tych głowic może nie zadziałać. Ale wystarczy, że zadziała jedna na sto… O blefie Chruszczowa oczywiście słyszałem, właśnie z tego powodu wycofał się z Kuby.

      Co do ceny Nivy – podejrzewam, że to kwestia wypadnięcia z norm europejskich i tych wszystkich korowodów z rejestracją w Rosji. Poza tym wszystkie auta ogromnie podrożały – relatywnie te 80k Buby to ciągle jest mniej więcej cena gołego Golfa. Czyli tak samo, jak w latach 80-tych na Zachodzie.

  12. Będzie koloryt. Co do uderzania głową o podsufitkę- w niektórych pojazdach pancernych, aby temu zaradzić, we wnętrzu wozu, ponad głową załoganta, przymocowana była poduszka (fabrycznie, a nie jako “tuning”). Tak było po wewnętrznej stronie włazu dowódcy w czołgu lekkim T-70, tam też było ponad głową kierowcy w czołgu Panzer III.

    • no, a te ruskie hełmofony, to nie miały właśnie takiej funkcji pełnić?

    • Czołg eksploatuje się trochę inaczej 🙂 Ale tak serio – spotykałem się z opiniami, że w terenówce, to pewnie nie czuje się wybojów czy progów zwalniających. Jest całkiem inaczej – czuje się je bardzo, tyle że nie ma potrzeby się nimi przejmować. Nasze kości znoszą to gorzej niż zawieszenie auta, z tym że nie wszyscy to wiedzą, dlatego o tym napisałem.

      • Jest tak jak piszesz 😉
        Z tym, że to też wiele zależy od wybranego auta.
        Dla przykładu: Suzuki Samurai jest prosty, wytrzymały, lekki i dzielny terenowo. Ale też brak słów by opisać jak bardzo taczką jest.
        Suzuki Vitara I jest o niebo wygodniejsza od Samuraia, ale mniej dzielna terenowo z powodów większej wagi i słabszego przedniego półmostu i przegubów.
        Natomiast po przesiadce Opla Frontery B, człowiek się dziwi, jak można było jeździć tamtymi taczkami. Frota jest niewyobrażalnie bardziej komfortowa na drodze, ale i w terenie. Jej napęd spokojnie wytrzymuje opony 31″. Choć praktyka pokazuje, że i 33″ też wytrzymuje. choć tu już zależy od kierowcy 😉
        Natomiast ma mega wadę: Masa. A właściwie MASA. Ten klamot waży 2145kg z Dieslem 2.2 i automatem, obuty tylko w opony 31″. To jest jego największa wada. A i o tym dieslu też dało by się napisać coś niepochlebnego 😉

  13. W piątek załadowałem całego tira pomocy. W sobotę i niedzielę z racji wykonywanej obecnie pracy byłem kilka razy na dworcu w Krakowie i powiem szczerze, że serce się kraje…
    Z drugiej strony Polacy się boją, sporo się już nasłuchałem, że nie będzie dla nas pracy, że do lekarza trzeba będzie czekać itp. Sami Ukraińcy też czasem nie pomagają, bo już byłem świadkiem mocno roszczeniowych postaw, ale w zasadzie się przestałem temu dziwić. Oni walczą o siebie w obcym kraju, próbują czasem wyrwać ile tylko się da…
    Nie mniej jednak cały majątek tych ludzi to to co mają na sobie i przy sobie. Nie mogę zapomnieć widoku tych dzieci śpiących na betonie na dworcu…
    Polecam na YT kanał Ciekawe Historie i bardzo ciekawy film o najnowszej historii Ukrainy.

    Putin, иди на хуй!

    • wsrod uciekinierow z Ukrainy sa tez lekarki, pielegniarki. Obiecano Polsce ciezkie pieniadze i z Unii i z USA, wystarczy zatrudnic te kobiety jako pracownice sluzby zdrowia i beda leczyc Ukraincow. Nawet lepiej, bo nie bedzie bariery jezykowej. Troche to potrwa, zanim sie wszystko dotrze ale bedzie dobrze. Pracy przy dzisiejszym szczatkowym bezrobociu nie zabraknie, bez obaw.

  14. To był najlepszy artykuł o powodach wybuchu tej wojny jaki dotąd przeczytałem. Na blogu motoryzacyjnym.

    Chapeau bas, Szczepanie!

    К черту Путина и его преемников!

    PS. Polatałbym taką Ladą po błotku 🙂

  15. O, nie wiedzialem, ze S.P. Hurgot jest artysta. Gratuluje talentu i hobby 🙂

    • Ciekawy tekst. Lady czasem widywalem na kontraktach drogowych i hydrotechnicznych, nadzór nimi jeździł (później zastąpiły to Dacie Duster). Samochód wydaje się, że skrojony idealnie na lokalne warunki niezmierzonych stepów.
      A co do Moskali to pełna zgoda. Inny świat. Mówią, że ostatnim państwem zachodnim jest Polska, dalej tylko wschód. Coś w tym jest. Swego czasu czytałem trochę, czym różni się wschód od zachodu (brat studiował filozofie to mu niektóre książki podbierałem. Teraz przerzucilem sie na bardziej praktyczne lektury). Autorzy pisali, że różnice są na tak fundamentalnych poziomach jak pojmowanie czasu i przestrzeni.
      Polecam też książkę Maraia Ziemia…ziemia… Osobiste wspomnienia pisarza z czasów zajęcia Węgier przez Czerwoną armię. Autor zaobserwowal sporą różnicę pomiędzy ludzmi urodzonymi w czasach carskich, a bolszewickich. Pojawił się tez wspomniany w tekscie motyw. Marai mowil, ze zoldacy byli jak psy. Jesli okazales slabosc to przegrywales i zabierali co chcieli. Ale jesli byl pewnym siebie i nieuleglym to zalatwial kazda sprawe pozytywnie.

      • Złomnik pisał kiedyś o tzw. “grzybach”, czyli bardzo gburowatych staruszkach. To nie jest kwestia wieku, tylko właśnie wychowania w czasach stalinowskich, kiedy uprzejmość traktowano jako słabość. U nas to się zmieniło po 1956r., dlatego pokolenie “grzybów” jest raczej jednorazowym fenomenem (no i oczywiście nie każdy wychowany wtedy jest “grzybem”, całkiem sporo ludzi się temu nie poddało). Natomiast w Rosji to jest standard w każdej epoce.

    • aaa, dziękuję – ale drzeć gębę to każdy potrafi, koledzy muzycy poszukiwali po prostu kogoś, kto się nie będzie wstydził 😉

  16. Szok. Pierwszy artykuł o Rosji i Ukrainie od dłuższego czasu, który ma włączone komentarze. Szacun Szczepanie. Co do zakupu rosyjskiego samochodu – jak ma to niech korzysta, głowę popiołem ma posypać i oddać na złom? Nie kupować nowych rzeczy: chemii, wódki, paliwa, żywności – są listy produktów rosyjskich w internecie, jak komuś się nie chce szukać – niech kupuje w Biedronce, tam już z półek wycofano wszystko, co ruskie, a jak zostało, to kasa nie przyjmuje. (sprawdzić czy nie fake)

    • Szczerze, to niewiele ruskich produktów u nas jest, bo i niewiele Rosja eksportuje (poza ropą i gazem, gdzie tak jakby nie mamy wyjścia, jeszcze przez pewien czas przynajmniej). Ale np. dowiedziałem się, że kosmetyki Rexona i Dove są z Rosji, nie miałem o tym pojęcia. Tak więc dobrze jest poszukać sobie w necie, które marki stamtąd pochodzą, bo a nuż trzeba będzie zmienić jakieś zwyczaje?

  17. A ja myslalem, ze AMIC to rebranding LukOila. W mojej okolicy wszystkie tanksztele Lukoila zmienily sie w amic pare lat temu.

  18. “SzK
    06/03/2022 o 19:16
    “Europa” od lat podejmuje …”
    Oczywiście całkowita racja. W obecnej sytuacji widać jak na dłoni, że wiele akcji tak promowanych w UE (oznaczających de facto osłabienie UE), o których napisałeś, to może być właśnie efekt wrogiej działalności Kremla (m.in. politycy na listach płac rosyjskich firm).
    Tylko, że właśnie Europa mogła pozwala na takie szaleństwa m.in. dlatego, że czuła się bezpiecznie (trochę jak w piosence Gintrowskiego “Barbarzyńcy” czuł się Rzym). Teraz mam nadzieję, że priorytety w Europie nieco się zmienią.

  19. Gdy wróg jest u bram i społeczność jest świadoma zagrożenia, to jednak działania polityków, którzy świadomie prowadzą politykę osłabiającą własne państwa, jednak szybciej spotkają się z oporem.
    I o to mi właśnie chodziło.

  20. Widzę, że wśród czytelników jest sporo muzyków. Ja też gram. I pytanie do kolegi Hurgot Sztancy, czy możemy wykorzystać wasz tekst do tego kawałka?

    • Możecie – jeśli wykorzystacie muzykę, to autorem jest Z.Hołdys, który miewa swoje humory i trzeba to zaznaczyć. A jeśli chodzi o tekst to po prostu podaj gdzieś w opisie, że to Grüpy.

      • Gramy na koncertach “Idź precz”, więc nie ma problemu. Dzięki bardzo. Mój zespół nazywa się Road Rock. Jakby co

      • nie no, panie, toż to inna liga – my tam gramy garażowo, a tu hoho – profeska!

  21. Przewrotnie napiszę tylko o motoryzacji. Co do twierdzenia, że Niva zajedzie tak daleko, jak auto na dwóch sztywnych mostach, często z fabrycznymi blokadami i mocnym piecem jest dość na wyrost. Acz wiadomo, zawsze jest kwestia kierowcy. Pamiętam jak dziś, jak w połowie pierwszej dekady myślałem, że jestem kozakiem, bo wytargalem z buta w deszczu na grań w Rumunii, a na szczycie z mgły wyłoniła się rozpadająca się Dacia z pięcioma facetami i kozą w środku. Po prostu sobie jechała, bo nie mieli terenówki 😉

    • a Maluchami to się kiedyś przez środek lasu przejeżdżało albo po zaoranym polu i też się dało 🙂 grunt to lekkość auta, w miarę duży prześwit, bieżnik gruba kostka (nie zjechane D124 dobrze szły w błocie) i dociążona oś napędowa, no i aby się nie zatrzymać 🙂

    • pamiętasz opowieść Złomnika o Tico wędkarza? Boczkiem, boczkiem?

  22. Jeśli chodzi o wrażenia z rumuńskich gór. to redakcja AMS zamieściła wiele lat temu test z wycieczki BMW X5 I gen, RRover LR 322 i jeszcze jakimś jednym “terenowym potworem”, bodajże Porsche Cayenne. Dziennikarze mieli na tyle przyzwoitości, żeby zamknąć tekst autoironiczną uwagą o tym, że do tych samych zapomnianych wiosek w górach, do których oni dotarli, lokalna ludność dojeżdża bez trudu zdezelowanymi i obładowanym i Daciami.
    Co do polityki: tak jak Szczepan pisał – za decyzjami stoją konkretni ludzie. A pośrednio elektorat …Noż ktoś ich przecież musiał wybrać. A swoją drogą, ciekaw jestem co mówi teraz i gdzie przebywa pan Gerard Schroeder, który zatrudnił się w Gazpromie zaraz po tym, jak przestał być kanclerzem.
    Szczepan – rewelacyjny wpis.
    A co do Twojego optymizmu: w Ukrainie jest takie powiedzenie, czym się różni pesymista od optymisty. Otóż pesymista uważa, że gorzej jak jest już być nie może. Optymistą zaś twierdzi, że owszem – może….

    • Schroeder właśnie wrócił od Putlera – pojechał do niego we czwartek bodajże a ten zamiast go przyjąć od razu kazał mu czekać dzień na audiencje – taki to jego najlepszy kumpel. Wogole te Niemcy to jakis jeden wielki ruski agent wpływu ale też Polska innego wyboru nie ma, trzeba sie trzymac tej EU :/

      • W ogóle to smutne jakieś jest. My optujemy za sankcjami, popieramy je i honorujemy. Ponosimy też z tego tytułu konsekwencje w postaci ograniczenia rynków zbytu etc.
        Natomiast Niemcy i Francja i tak handlują z Rosją pomimo sankcji.
        I jak tu wyjść (jako kraj) z tej sytuacji z twarzą?

    • Był jeszcze Tuareg, Cayenne i Grand Cherokee.
      A potem przestałem kupować AMiS, bo itak zawsze test wygrywali Passat, Golf i Octavia

  23. Spóźniłem się na dyskusję 🙁 Więc względnie krótko:
    1) Zastanawia mnie dlaczego Niva a nie Jimny? Różnica w awaryjności i jakości nie wymaga komentarza. Ale z Jimny były przeboje, bo nie spełniło norm i znikło błyskawicznie z rynku. Chyba właśnie w czasie kiedy kolega Buba kupował Ładę? A import Jimny z Rosji? Zwłaszcza, że nowe Jimny wygląda jak milion dolarów, ma ponad 100KM, ponoć świetnie sobie radzi…
    2) Cud nad Wisłą to jednak inna epoka i inne dzieje, nie porównywałbym tych wydarzeń. Natomiast porównałbym wojnę rosyjsko – fińską. Tam nieudolność wojsk sowieckich była wręcz porażająco widoczna.
    3) “Na świecie nie istnieją dobre i złe narzędzia, a tylko dobre lub złe ich wykorzystanie…”, ALE: co z granatami, czołgami czy karabinami? No nijak nie widzę pożytecznego zastosowania haubicy samobieżnej albo SCUDa. Głowicą nuklearną też ciężko pokroić chleb 😉
    4) Zamiast Konecznego przytoczyłbym Huntingtona, który, nie wiem czy w ogóle słyszał o Konecznym, ale też wyodrębnił cywilizację “Ortodoksyjną” jak ją nazwał. Miał na myśli Rosję, ewentualnie też Bułgarię i niektóre postsowieckie republiki.

    • Mój kolega 8 lat jeździł Jimny i myślał, że to Jimmy dopiero przy umowie sprzedaży zauważył, że to jednak Jimny.

      Gdy kupował wpisał Jimmy i nikt, włącznie z panienką w urzedzie rejestracyjnym nie zwrócił uwagi na ten błąd.

    • 1) To pytanie do Buby, a on teraz w kółko do Lwowa jeździ i spędza 3/4 życia pomiędzy szlabanami w Medyce. Dam mu znać, ale nie gwarantuję rezultatu.

      2) Finlandia to też dobry przykład. Ale ja myślę, że kwestia, że tak powiem, “asymetrycznego morale” i takiejże determinacji u agresorów oraz obrońców własnych domów i rodzin jest mało zależna od epoki i poziomu rozwoju techniki czy też teorii wojskowości 🙂

      3) Broń jest absolutnie nieodzowna po to, żeby bandyta uzbrojony w podniesiony z ziemi kamień nie sterroryzował i nie opanował całego świata. Porywacze samolotów często posługują się dezodorantem lub plastikowym widelcem, a masowi mordercy – pustą furgonetką. Jedyny sposób, by ich zatrzymać, to kula w łeb. Klasyczne przysłowie na tę okazję: “jedyny sposób na bandytę z bronią to prawy człowiek z lepszą bronią”. Musimy mieć dozorców, ochroniarzy i policjantów z bronią, no i musimy mieć armię, bez tego nikt na świecie nie będzie bezpieczny, a każdy bandyta pozostanie bezkarny. Jest to bardzo smutne, ale niestety prawdziwe. Dlatego napisałem, że powstrzymać Rosję możemy tylko tak, jak w czasie Zimnej Wojny, to jest odstraszając ją własnym potencjałem militarnym i jednoznacznymi komunikatami, że jesteśmy w stanie jej użyć. Tak jak to kiedyś zrobił Kennedy (skutecznie zresztą).

    • PS “Orthodox” znaczy “prawosławna”.

      Koneczny też pisał o cywilizacji “bizantyjskiej”, ale nie zaliczał do niej Rosji: dla niego “Bizancjum” było takim mniej indywidualistycznym wariantem cywilizacji łacińskiej, z władzą stojącą ponad zwykłym prawem (które obowiązuje tylko szarych obywateli), ale również trzymającym się pewnych reguł, tyle że luźniejszych i modyfikowalnych.

      O dziwo, do tej cywilizacji zaliczył Niemców – bo oni bałwochwalczo czcili mundur i władzę, której pozwalali na wiele. Sprawdziło się to no. w czasie II wojny światowej, kiedy niemiecka władza rościła sobie prawo np. do zabijania pewnych grup obywateli (co poddani zaakceptowali). Jednak ta sama władza dotrzymywała danego przez siebie słowa i przestrzegała własnych praw (choć były one zbrodnicze, to jednak ściśle uregulowane). Np. Żydzi legitymujący się paszportem państwa neutralnego byli puszczani wolno, co też pewni dyplomaci tych państw wykorzystywali w celach humanitarnych.

      Natomiast Rosja – “cywilizacja turańska” – nie przewiduje ograniczeń dla władzy. Czasami miała całkiem ładnie wyglądające prawa (konstytucja ZSRR była równie “wolnościowa” jak amerykańska), tyle że w praktyce Sowieci mordowali każdego, kto im się nie podobał (np. polskich oficerów w Katyniu), a jak ktoś spróbował skorzystać z konstytucyjnych praw, to też mógł długo nie pożyć (jak np. litewscy demonstranci pragnący wystąpienia Litwy z ZSRR, co jak najbardziej było w konstytucji “uregulowane”).

      • No właśnie. Polska ambasada w Szwajcarii pozyskiwała takie paszporty dla Żydów w Polsce. Dzięki temu wielu dało się uratować.

    • Z tym, że Jimny też i kosztuje “jak milion dolarów” 😉 No i jest mniej pakowny. Oraz ma sztywny napęd 4×4. Z swoimi zaletami ale i wadami takiego napędu.
      Natomiast Niva ma ten plus, że jest bardziej ustawna w środku. Ale i ma szosowy napęd 4×4.
      Specjalnie pomijam “jakość” wykonania Nivy i jej części. Ogólnej siermięgi i poczucia że obcuje się ze skansenem motoryzacji 😉

  24. Dlaczego takie przykrywanie bankructwa kraju się, puki co, politykom udaje? Dzieje się tak, według mnie, z trzech powodów.
    Zawalenie się finansów bezmyślny motłoch zauważy, gdy ono nastąpi, a w miarę dokładną datę znają jedynie tzw. grube ryby. Historia kryzysów poucza nas, iż wybuchają one nagle, lecz pewne zjawiska, choćby emisja pustej waluty, muszą do nich doprowadzić. Nie da się tworzyć czegoś z niczego. Pieniądz fiducjarny straci wartość, jeśli ludzie, nomen omen, stracą do niego zaufanie. Niezależnie czy to chłodna Islandia, czy gorąca Grecja.
    Po drugie przyczyna tkwi w samym społeczeństwie. Postmodernizm wyjałowił umysły i psychikę większości, czyt. cofnął, wręcz wyzerował, dziedzictwo cywilizacji. Mowa tu o dojrzałości emocjonalnej, którą nie wykazują się obywatele formalnie dorośli.
    To zaś umożliwia manipulowanie nastrojami, wprost chamskimi metodami. Maksymalne prostactwo, brak jakiejkolwiek refleksji nad rzeczywistością. Odbiorca mediów głównego ścieku przyjmuje ich przekaz jako prawdę objawioną. Zestaw dogmatów do wierzenia. Stąd bierze się choćby wyzywanie nas od szurów, płaskoziemców, oszołomów, itd. itp. Osobnikom z wypranymi mózgami psujemy komfort stadnej pewności, bowiem zasiewamy wątpliwości, czyli kwestionujemy obraz świata, który, zdaniem odmóżdżonych, właśnie oni znają.
    Owo odmóżdżenie nie pozwala im nie tylko na szukanie informacji w innych źródłach, lecz także na rozmowę z człowiekiem świadomym. Dlatego potrafią jedynie rzucać knajackie odzywki, tzn. wyzywać od szurów. Argumentami, na poparcie swoich poglądów, realnie nie dysponują.
    Najdobitniejszym przykładem fikcyjna pandemia srowida.
    Trzecią przyczyną obecnego obłędu proukraińskiego, jest brak zrozumienia polityki przez 99% mieszkańców polin. Nie pojmują oni najprostszej zasady, sformułowanej z resztą już przez Romana Dmowskiego. Przytaczam z pamięci, więc mogłem zmienić jakieś słowo, ale sens zachowałem;
    W polityce nie istnieje pojęcie słuszności i braku słuszności, lecz siły i braku siły.
    Poza tym nasze, udawane elity polityczne, nie wyobrażają sobie Polski faktycznie niepodległej. Dlatego nasi żałośni przywódcy zawsze szukają jakiegoś przełożonego, choćby ukraińskiego komedianta:

    • nie wiem co jadłeś na śniadanie, ale powinieneś przerzucić się na coś lżejszego

    • @SZK seryjny morderca potrzebuje furgonetki pustej, zaś masowy z piecykiem, lub prysznicem… Taki czarny humor.

      Teraz ja dorzucę swoje 3 grosze do dyskusji 🙂 nidy nie byłem za Niemcami i Ruskami, a mam kolegów którzy mówią że najlepiej jakby nas znowu wspólnie rozebrali. Ale też nie jestem za hurraoptymizmem pro ukraińskim, jal solidarność to solidarność a nie że tylko Polska w awangardzie obietnic i socjali dla Ukraińców. Sam zaoferowałem własny domek na wsi na jakiś czas do dyspozycji, bywam tam co 2 tygodnie teraz przepalić w piecu etc. sąsiadka jest sołtyską, mówię nie ma problemu, bylem pokój 1 wolny miał jak przyjadę 😉 media są tylko trzeba sobie węgiel kupić czy drzewo porąbać. I co? Nikt nie chce na wieś! U znajomego pracują bracia z zach. ukr. To do matki w domu wzieli kogoś ze wschodu – mają gdzie sie podziać i matce starszej pomogą. Po 3 dniach dzwoni do nich że się nią wysługują i na standard jeszcze narzekają! Niestety ale jak dla mnie część tych 1.5mln to emigracja czysto ekonomiczna i pragmatyzm życiowy, w Polsce darmowe leczenie bez kolejki, zasiłek emerytura 500+.. A co dają inne kraje? Po prostu na razie mamy “Jeden za wszystkich! … ” i cisza 😉

      Ps. Takie luźne przemyślenie, raźna pomoc zachodu przypadkiem nie ma 2 dna? Giełda spada od pół roku, inflacja na całym globie, na wirusa nie można już zwalić..
      Rozdmuchać konflikt, choćby i medialnie wycofać się z Rosji choćby na papierze, choćby na pół roku i w bilansach wszystko ujdzie na sucho, jest chłopak do bicia. Co Ty na to @Szk? Bo jestem ciekawy opinii ekonomisty ?

      • Wielka geopolityka rozgrywa się poza zasięgiem naszych oczu. Nie wiemy, kto pociąga za sznurki i co z tego wyniknie. Natomiast kwestie bombardowania szpitali położniczych z niemowlakami w środku, albo ustalania korytarzy humanitarnych i ostrzeliwania ich potem są zupełnie jednoznaczne. W takiej sytuacji nie będę się zastanawiał, co czyiś prapradziadkowie robili w latach 30-tych. To nie jest sprawa polityki, tylko bycia człowiekiem. Mówimy z pewnością o prawdziwych uchodźcach, ma milę odróżnialnych od tych, których napływ jest sterowany w celach politycznych.

      • Uciekają z kraju objętego wojną więc to są uchodźcy. Dodajmy wojną barbarzyńską, w której Rosja świadomie atakuje cele cywilne.
        Wystarczy spojrzeć na okolice Dworca Centralnego Czy Zachodniego w Warszawie. Prawie wszystkie osoby to kobiety i małe dzieci. Większość z nich jest wystraszona.

        Jeśli chodzi o migrantów zarobkowych w ostatnich latach do Polski przybyło wg szacunków 1,5 mln osób z Ukrainy. Tyle, że te osoby ciężko pracowały, a teraz znaczna część z nich wróciła na wojnę (np. na Dworcu Zachodnim w W-wie codziennie wielu facetów wraca busami na Ukrainę).

  25. A wracając do lżejszych tematów – Po góralsku łąka to niwka ?

    • Dawniej to i w Polsce się tak mówiło. To jest dawna, ogólnosłowiańska forma. Językoznawstwo to fascynująca sprawa 🙂